mister1
09.06.05, 19:19
Anna - moja kochana, jedyna siostra. Przez wiele lat byłyśmy dla siebie
najlepszymi przyjaciółkami - opowiada Kasia. - Każda miała w tej drugiej
oparcie. Te same poglądy, te same marzenia i podobny sposób patrzenia na
świat. Jednak po studiach, każda z nas wybrała inną drogę. Ona wyjechała do
Anglii, ja zostałam w Polsce. Miała szczęście. Szybko znalazła tam pracę,
mieszkanie.
Pierwsze zaskoczenie przyszło podczas jednej z rozmów telefonicznych. Nie
potrafię tego określić. Była inna. Do każdego zdania wrzucała angielskie
słówka. Ciągle było słychać "yes", "no", "lovely", do tego sztuczny angielski
akcent. Myślałam, że to tylko żarty. Jednak z każdym następnym telefonem było
coraz gorzej. Nie było "mama", tylko "mum", do mnie mówiła "my sister".
Zwróciłam jej uwagę, poprosiłam, żeby mówiła po polsku. Jej odpowiedź była
dla mnie szokiem: "Oh Kati. Angielski jest językiem międzynarodowym, powinnaś
sama się nim posługiwać, a poza tym jak mam mówić? Mieszkam już tutaj od
ponad dwóch miesięcy, zapomniałam już trochę polskich słówek". Wtedy, po raz
pierwszy od wielu lat, pokłóciłam się ze swoją siostrą. Powiedziałam jej, że
tak nie można, że przecież jest Polką, a zgrywa się na "wielką Angielkę".
Usłyszałam wiele przykrych słów, ale jedno pamiętam do dzisiaj,
powiedziała: "Jesteś głupią, zakompleksioną Polką".
Kilka dni później były urodziny naszej mamy. Przyszła piękna kartka z Anglii
z życzeniami po angielsku i podpisem "your daughter Ana". Mama się popłakała.
Nie rozumiała angielskiego, nie wiedziała, co ma o tym myśleć, nie chciała
pokazywać kartki znajomym. Kolejne telefony, czasami maile czy smsy, były dla
mnie jak egzamin z języka angielskiego.
Przyjechała do Polski tylko raz, pięć miesięcy po wylocie, głównie po to, by -
jak to określiła w liście - zamknąć polską przeszłość. Czekałam na nią w
hali przylotów. Niecierpliwie, stęskniona za siostrą. Pojawiła się elegancka
pani, w kapeluszu, z wysoko podniesioną głową. Przywitała się chłodno i z
dystansem, oczywiście po angielsku. A później w domu były opowieści o Anglii,
o Anglikach, o tamtejszym życiu. -To wspaniały kraj - mówiła z mocnym,
sztucznym angielskim akcentem - można się rozwinąć, kształcić, poznać nowych,
fascynujących ludzi. To nie to, co ta biedna, zaściankowa Polska. Jak ja
tutaj mogłam żyć przez tyle lat? W Anglii odetchnęłam pełną piersią. A jaka
tam wszędzie panuje kultura. To nie to, co tutaj. Dziwię się Kati, że jeszcze
siedzisz w tej dziurze. Powinnaś wyjechać, tutaj nic nie osiągniesz, co
najwyżej zostaniesz sprzątaczką za 400 zł miesięcznie.Słuchałam i było mi
coraz bardziej wstyd. Nie za siebie, za siostrę.
("Goniec Polski")