Gość: abcdef
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
10.08.04, 21:36
Moje Czechowice
czyli kłopoty z tożsamością
Utożsamiam się z regionalizmem i decentralizmem na tyle silnie, że znaczną
część swego czasu, wysiłku i pieniędzy wkładam w wydawanie biuletynu
etnopluralistycznego "zaKORZENIEnie". Tymczasem ja sam mam problemy z
odnalezieniem swej tożsamości, swoich korzeni. Przypuszczam, że problemy te
są dość typowe w Polsce po PRL... Zacznijmy od problemów z identyfikacją
regionalną. Może moim "heimatem" jest historyczna dzielnica - Śląsk
Cieszyński? Niestety, ten maleńki kraik od dawna już nie istnieje, jego
stolica egzystuje przecięta granicą międzypaństwową. Swego rodzaju
substytutem Śląska Cieszyńskiego było Podbeskidzie. Ostatnio przez łamy
regionalnej prasy przetoczył się spór o nazwę. Podbeskidzie odsądzano od czci
i wiary jako sztuczny twór PRL-u. Czy słusznie? W końcu taką dajmy na to
Galicję też ktoś kiedyś wymyślił... Czechowice historycznie ciążyły ku
Bielsku, ale w 1975 roku znalazły się w województwie katowickim z powodu
swojej kopalni. Po latach kontrowersje te odbiły się echem w postaci rozłamu
w czechowickiej "Solidarności" - na frakcje "bielską" i "katowicką". Mógłbym
wreszcie utożsamiać się ze "Śląskiem" (cudzysłów konieczny) tj. z moim
obecnym województwem. To jednak jest dopiero syntetyk - pomysł w stylu
francuskich jakobinów szatkujących Francję na "naukowo przemyślane"
departamenty. W tym "Śląsku" tylko mniejszość obszaru to historyczny Górny
Śląsk - resztę stanowią ziemie małopolskie (Zagłębie, Żywiecczyzna,
Częstochowskie) tudzież "mój" Śląsk Cieszyński. A podkreślić muszę, że poza
nazwą nie mamy nic wspólnego z Górnoślązakami (choć śląscy narodowcy z Ruchu
Autonomii Śląska w swym imperializmie radzi by nas zasymilować). I nic tu nie
pomogą drukowane przez katowicki dodatek "Wyborczej" naklejki "Kocham Śląsk".
A niby dlaczego? Dajmy więc sobie spokój z regionem! Zejdźmy do jeszcze
niższego poziomu... Ba, kiedy nie jest pewne, z jaką miejscowością miałbym
się identyfikować. Urodziłem się w Bielsku-Białej, całe życie mieszkałem w
Czechowicach-Dziedzicach, ostatnio przeniosłem się do podczechowickiej wsi
Kaniów. Niby to samo, ledwie trzy kilometry od poprzedniego domu, zresztą
przez pewien czas wieś ta była w administracyjnych granicach Czechowic. Tym
niemniej historycznie to już inny region - nielubiana przez czechowiczan
Galicja. Położone za Białką (Białą) wsie były "u nas" obiektem dowcipów w
stylu wąchockim (jak ten o zwijanym asfalcie). W rodzinnej tradycji zapisała
się anegdota, jak to Babcia rozpoznała galicyjskie pochodzenie zagubionego w
tłumie dziecka po... rysach twarzy. Nic dziwnego. Już we wczesnym
średniowieczu w tym właśnie rejonie, gdzieś na linii Białki, zetknęły się ze
sobą dwie prące w górę rzek fale osadnictwa: śląska i wiślańska (małopolska).
Białka rozdzielała nie tylko obszary dialektyczne, ale także diecezję
wrocławską i krakowską. Od 1316 roku stanowiła granicę polityczną: najpierw
między księstwami cieszyńskim i oświęcimskim, potem (po inkorporacji księstwa
oświęcimskiego w 1456 roku) między Królestwem Polskim a Śląskiem. Od 1772
roku pełniła rolę granicy administracyjnej między dwoma prowincjami imperium
Habsburgów - Śląskiem Cieszyńskim i Galicją. Granicą między województwami
śląskim i krakowskim była aż do 1950 roku. Ta specyfika pogranicza jest tu
akurat elementem stałym. W okresie zaborów Czechowice leżały w kącie
wyznaczanym z dwóch stron przez granice - na Wiśle biegła granica państwowa z
Prusami, która wewnętrzną granicą administracyjną pozostała do 1975 roku. Tak
więc Czechowice-Dziedzice leżą na styku trzech regionów historyczno-
etnograficznych: Śląska Cieszyńskiego, Śląska Górnego i Galicji. Najłatwiej
przychodzi mi utożsamić się z Czechowicami, gdzie mieszkają moi Rodzice,
krewni i przyjaciele. Ale w tej miejscowości też nie jestem autochtonem. Mój
Tata pochodzi z mazowieckiej, położonej niedaleko Sochaczewa wsi Koszajec; do
Czechowic trafił po ukończeniu AGH. Z moją Mamą sprawa jest jeszcze bardziej
skomplikowana: urodziła się w belgijskim Liege w rodzinie polskich
imigrantów. Jej matka pochodziła z małopolskiej Przegini, zaś ojciec - ponoć
z czeskiej Ostrawy, skąd miał uciec do Czechowic po konflikcie polsko-
czechosłowackim 1919 roku. Jestem więc czechowiczaninem najwyżej w jednej
czwartej. A jak mam określić swą przynależność regionalną - jako Mazowszano-
Ślązako-Małopolanin? Nie jestem w tym kłopocie osamotniony. Nie dysponuję
wprawdzie żadnymi danymi statystycznymi, ale skłonny jestem przypuszczać, że
większość dorosłych mieszkańców Czechowic to ludność napływowa. Pochodzą
najczęściej z podbeskidzkich wiosek, ale też z miejscowości takich jak
Gołdapia czy Hrubieszów. Asymilują się wszakże szybko. Na kopalni opowiadano
sobie o góralu, który na dwa lata przed emeryturą przeprowadził się do
Czechowic, a wtedy, widząc niedawnych ziomków dopiero ładujących się do
przewozu pracowniczego, powiedział z satysfakcją i charakterystycznym
góralskim akcentem: "My jus po łobiadku a warsawioki dopiro do domu jadom".
Ba, znam nawet rodzinę chorwackiego pochodzenia, która dotarła do Czechowic
jeszcze za Habsburgów. Odrzućmy wobec tego więzy krwi. Jako dziecko
wykoncypowałem sobie teorię o pochodzeniu naszej rodziny od ormiańskiego
kupca Cypriana Tomaszewicza (jedyną przesłanką była tu wszakże zbieżność
nazwiska), ale nawet gdyby była to prawda nie mam zamiaru wstępować w szeregi
fedainów walczących o Nagorno-Karabach. Żyję Tu i Teraz, więc w swoim realnym
otoczeniu powinienem się ukorzeniać. W Czechowicach-Dziedzicach. Ale sprawa
znów zaczyna się komplikować. Co to znaczy Czechowice-Dziedzice? Właściwie to
nawet sama nazwa zaistniała niejako przypadkowo. O mały włos to Czechowice
byłyby sołectwem w gminie Zabrzeg (dziś jest odwrotnie). Przystanek Cesarsko-
Królewskiej Uprzywilejowanej Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda pierwotnie
miał być zlokalizowany właśnie w Zabrzegu. Tamtejszy wójt nie zgodził się
jednak na to. Historycy w okresie PRL sugerowali, że za jego oporem krył się
interes klasowy: oto bogaci chłopi zabrzescy nie chcieli stracić parobków,
którzy z pewnością zatrudniliby się na kolei. Ale zabrzeski wójt swą decyzję
uzasadniał bardziej przyziemnie - obawiał się, że moralność miejscowych
panien nieco spadnie, gdy na owej stacji będą zatrzymywać się pociągi
wojskowe. Za to ówczesny wójt z Dziedzic, zafascynowany koleją warszawsko-
wiedeńską, wykorzystał odmowę zabrzeżan by sprzedać pod budowę dworca
kolejowego staw zwany Bachorkiem. I tak zaczęła się nowoczesność... Jako
jednostka administracyjna Czechowice-Dziedzice mają do tego historię bardzo
krótką, zaledwie pięćdziesięcioletnią. Do 1950 roku były to dwie osobne
miejscowości. Dziś trudno już mówić o odrębnej tożsamości dziedzickiej, ale
przed laty była ona jeszcze na tyle silna, że wymusiła na władzach
wprowadzenie w 1958 roku dwuczłonowej nazwy miasta (wcześniej przez osiem lat
były to po prostu Czechowice). Natomiast wyraźnie zaznacza się odrębność
mojej rodzimej dzielnicy - Żebraczy czy też (potocznie) Kopalni. I nie wyraża
się ona tylko w rytualnych bijatykach między "Kopalnia Hools" a blokersami z
Osiedla Północ. Wybierając się do centrum zawsze mówiło się "idę do
Czechowic" - mimo, że administracyjnie była to od dawien dawna północna część
Czechowic. Nie wzięło się to jednak z niczego. Historycznie Żebracza
przynależała do księstwa oświęcimskiego. Dopiero wielka powódź z 1565 r.
zmieniła na stałe bieg Białki tak, że wieś znalazła się na drugim brzegu
rzeki i w ten sposób zmieniła swą przynależność państwową z polskiej na
czeską. W dodatku swą tożsamość Żebracz zawdzięcza przede wszystkim
kopalni "Silesia", do budowy której w 1900 roku ściągnięci byli głównie
górnicy z Zaolzia. Sercem Żebraczy była Kolonia Robotnicza - osiedle
familoków, w którym i ja spędziłem znaczną część