gargulec84
03.09.16, 14:38
Witam. Muszę się wygadać bo zwaryjuje, muszę jakoś uporządkować swoje myśli. W sobotę mój syn skończył 12 lat, była mała impreza, rozmowy, śmiech wspólne plany na następny weekend. Niedziela to był czas odpoczynku ale też zaplanowania całego tygodnia oraz następnego wyjazdu weekendowego. We wtorek wracajac z parcy dostałam sms, że odchodzi po16 latach. W środę obiecał, że wynajmie mieszkanie w tej samej miejscowość aby pomóc w opiece nad młodym - mlody ma problemy ze zdrowiem. W piatek wyslal smsa ze jednak wyjezdza 30 km i czy moze pozyczyc walizke bo nie ma sie jak spakowac. Dziś dotrzymał słowa, przyjechał aby powiedzieć synowi, że się wyprowadza. Zrobił to podczas mojej nieobecności - byłam na zakupach, kiedy wróciłam młody był cały zapłakany a jego ojciec na odchodzę rzucił, ze teraz mieszka daleko i nie opłaca mu się tu przyjeżdżać zbyt często. Przeżyłam z tym człowiekiem 16 lat i stwierdzam, że ja to w ogóle nie znam. Z dnia na dzień zostalam sama, z dzieckiem, psem, kotami, rachunkami i cholernie niepewną przyszłością. Ja nawet nie wiem co ja mam teraz zrobić . Czuję jakby to był jakiś wyjątkowo paskudny sen.