chanastel
18.10.09, 10:18
Mąż wyjechany a ja zostałam sama z dwójką. Niby nic nowego ale
ciągle coś było nie tak. Nie wiem czy ta pogoda czy co. Puszczały mi
nerwy dzieciom też. W końcu nadszedł sobotni wieczór- oba zasnęły
ufff. I się zaczęło. Tosia śpi na dole, młody na górze i tak latałam
bo budziły się na zmianę. Do czasu na zmianę bo w końcu sobie
wykrakałam i obudziły się oba z płaczem. Wzięłam Tosię na ręce i na
górę-ona na szczęście płakała przez sen, natomiast młody bardzo
zainteresował się pojawieniem siostry w sypialni. Usypiałam go przez
pół godz. Nie powiem ile miałam w nocy miejsca dla siebie bo oba
spały w poprzek. Miałam nadzieję że dziś będzie jakaś lepsza aura
ale niestety od rana wszystko wspak. Młody jak nigdy nie mógł zasnąć
w związku z czym trup z szafy wyszedł na niemal 2godz. Płakałam w
końcu z bezradności. Boże oby takich dni jak najmniej. Młody z
katarem i kaszlem, młoda z oczami jak królik od zapalenia spojówek.
RATUNKUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!