Dodaj do ulubionych

Są rodzice i są rodzice

28.05.10, 21:00
Trochę mi smutno z tego powodu, więc postanowiłam wylać to z siebie:)
Zapewne każda z Was zrobiłaby dla swoich dzieci wszystko, począwszy
od rzeczy materialnych, a skończywszy na dopieszczeniu emocjonalnym.
A czy możecie sobie wyobrazić, że są rodzice, którzy od swoich
rodziców dostali wszystko i są tak zapatrzeni w siebie i branie dla
siebie, że swoim dzieciom niewiele dają, zarówno materialnie jak i
emocjonalnie, znam wiele takich dzieci, małych dużych i już całkiem
dorosłych i serce mi się ściska, dziś trochę bardziej niż zwykle,
więc napisałam......
Obserwuj wątek
    • ankas4 Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 04:26
      Znam takich ludzi, a szczegolnia ONA-MATKA,mnie drazni, kazdy ma swoj typ
      wychowywania dziecka, ale jej mama powiedziala mi,ze jest zalamana jak jej corka
      traktuje swoja coreczkę, ONA dostała wszystko od rodziców, a swojej corce nic
      nie kupuje,bo ...'mała i tak sie nudzi szybko zanawkami',nawet podczas choroby
      NIGDY nie bierze małej coreczki do swojego lózka;'..zeby sie mała nie
      przyzwyczaiła za bardzo,poza tym ja nie umiem spać z dzieckiem'..., 'nie
      poświęca jej czasu,bo'...musze inwestowac w siebie, askoro stac mnie na
      opiekunke to przeciez nic zlego sie nie dzieje, ze 2 razy w tygodniu wychodze
      z domu na kurs hiszpanskiego...'. Dodam,ze maż jej rowniez nie poświęca
      specjalnie czasu dla coreczki, ONA pracuje do 17...i prawie kazde popoludnie ma
      czyms zajete...więc wraca do domu,zwalnia opiekunke i jej praca polega na tym,ze
      daje malej jesc i wklada ją do lozeczka i zamyka drzwi:"zeby sie dziecko nie
      ogladało na mnie,musi sobie radzic sama'
      Dla mnie to dramat, jej mama placze ,teraz jest blisko i jest jedyna osobą,ktora
      poswieca czas i daje bliskosc tej dziewczynce, ale w perspektywnie jest dobrze
      platna praca daleko od matki/babci... i dziewczyna zostanie sama jak palec
      mając obok siebie dwie niby najblizsze jej zdawaloby sie osoby....dziewczynka ma
      3latka...
      • matizka Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 06:47
        Czytałam gdzies w necie ostatnio artykuł o szwedzkim wychowaniu,
        głównie o tych słynnych klapsach, ale potraktowanych już
        absurdalnie. Rodzice tak boją się, że coś co zrobią może być
        potraktowane jako przemoc choćby psychiczna, że na niewiele reagują,
        a dzieci jako to dzieci pozwalają sobie na coraz więcej. Aż
        przychodzi nagle moment, że same zostają rodzicami i są w szoku, że
        dotychczas wszystko im było wolno, a teraz nagle nic.

        I tacy są myślę niektórzy rodzice, po prostu chcieli mieć dzieci, bo
        tak wypada, bo instynkt sprawił, że coś tam czuli, ale nie są pewni
        tych swoich uczuć, bo całe życie tylko brali, a teraz niewiadomo
        dlaczego mają dawać.

        ja myślę, że ta matka tej kobiety jest tu dużo winna, bo nie
        nauczyła swojej córki dawania. Mówiąc, że małą nudzą te zabawki, ona
        mówi w zasadzie o sobie, bo to ona miała tyle, że nic jej nie
        cieszyło. No i teraz w jej postępowaniu jest takie wahadło w drugą
        stronę w porównaniu do matki.

        Czyli znowu najważniejsza jest równowaga.
        • smolineczka Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 07:49
          piszesz o szwedzkim wychowaniu... a ja pomyślałam o amerykańskim... myślę, że
          mam takich rodziców, którzy mimo że się urodzili i wychowali w socjalizmie,
          zawsze czuli się amerykanami (no i w końcu się do tej ameryki przeprowadzili,
          zresztą jak wiecie, bo nie raz o tym pisałam - wyjechali "na stare lata" sami,
          bez dzieci - bez swoich dorosłych córek, czyli beze mnie i mojej starszej
          siostry, bez jej syna, a ich wnuka, który nota bene do swego pełnolecia mieszkał
          razem z nimi).. a tam w USA (wiem o tym z różnych źródeł, choć mogę się mylić,
          bo nie sprawdziłam tego osobiście) takie podejście do dzieci jest chyba normą:
          dajesz potomstwu możliwość rozwoju fizycznego i umysłowego, wychowujesz go póki
          jest mały i nieudolny, a potem oddajesz do innego miasta/stanu do internatu,
          gdzie się uczy, studiuje, poznaje życie i samodzielnie wybiera drogę życiową. w
          ten sposób nie ma pretensji do rodziców, że robi to co mu każą ;) tak zwany
          "zimny chów" ma swoje plusy i minusy, jak wszystko w tym naszym świecie...
          • paris4 Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 08:39
            no nie wiem;)
            ja uczę dzieci, że matka też człowiek i ma swoje potrzeby i nawet
            ośmiela się je zaspokajać
            W wyjściu dwa razy w tygodniu na kurs językowy nie widzę nic
            strasznego, w wyjazdach bez dzieci również, w weekedny dziećmi
            opiekuje się głównie tata, nie zasypuję ich zabawkami i gadżetami,
            śpią sami, zasypiają również, nie usuwam wszystkich kłód spod nóg
            zgodnie z tym ci pisze ankas4 jestem trochę potworem - wcale tak nie
            uważam, widzę same plusy w takim modelu wychowania, nie mam kłoptu z
            bliskością z dziećmi - jestesmy ze sobą bardzo związani, lubimy
            spędzać razem czas - może dlatego, że nie jestem niewolnicą poczucia
            winy jaką próbuje mi się narzucić
            poza dziećmi także istnije świat i inne cele niż zaspokajanie ich
            potrzeb i się tego nie wstydzę:)
            • paris4 Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 08:40
              aha i bardzo mi się podoba model amerykański w usamodzielnianiu
              młodych ludzi
              dla mnie 30-latkowie mieszkający z rodzicami, lub mieszkanie z
              rodzicami na studiach to trochę nieporozumienie
              • a.zaborowska1 Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 09:17
                W tym temacie to ja bym mogła książkę pisać
                od patologii niekoniecznie w pijących czy nie pracujących "rodzinach"
                po rodziców, którzy są ubezwłasnowolnieni przez swoje dorosłe dzieci. I jedno i
                drugie to KOSZMAR.

                Jak w każdym życiowym temacie - najważniejsza jest chyba równowaga w przyrodzie .
              • smolineczka Re: Są rodzice i są rodzice 29.05.10, 09:24
                paris napisała: "dla mnie 30-latkowie mieszkający z rodzicami, lub mieszkanie z
                rodzicami na studiach to trochę nieporozumienie" i chcę napisać, że absolutnie
                się z tym zgadzam
                są tylko dwa ważne momenty:
                1) nie zawsze i nie każdy ma możliwość usamodzielnienia się (bo nie mieszkamy w
                bogatym kraju, niestety)
                2) nie każda matka potrafi wytrzymać rozłąkę z dzieckiem: znam takie, które i
                30-letnich traktują jak takich, co nie dadzą rady... toksyczne? czy zbyt dobrze
                znają zagrożenia, które mogą zniszczyć wrażliwych młodych ludzi?..
                • ankas4 smolineczka i paris...:) 29.05.10, 15:01
                  Smolineczka z tym amerykanskim wychowaniem i oddawaniem dzieci jak podrosną do
                  internatów czy innych miast to pojechałaś...kto Ci naopowiadał takich rzeczy>?
                  oczywiscie,ze sa rodzice ktorzy i tak postępują,ale w Polsce tez takich
                  znajdziesz,Naprawde i w Usa I W Kanadzie sa normalni rodzice,ktorzy wcale nie
                  postępują jak mówisz,przynajmniej nie jest to norma. A ze dzieci tutaj
                  wyprowadzają sie z domów wczesniej to normalne w bogatszym panstwie,bo
                  zwyczajnie ich na to stać.

                  Paris co do kursu dwa razy w tygodniu, no ja nie wiem czy to jest 'super'jak
                  matka CODZIENNIE konczy pracę o 17 i prócz czwartku PO PRACY chodzi na kurs
                  hiszpanskiego,na jogę i na cos tam jeszcze - nie pamietam juz dokladnie, czyli
                  prócz czwartku wychodzi z domu o 8 rano, a wraca o 19;30 i kladzie swoją
                  coreczke do lozka...to tam myslisz ma wygladac???
                  • dmgr Re: smolineczka i paris...:) 29.05.10, 16:24
                    Trzeba trochę wypośrodkować ze wszystkim. Ja akurat siedzę w domu z dziećmi i
                    nie pracuję. Nie chodzę tez na żadne lekcje hiszpańskiego itp. ale tylko ze
                    względu na kasę. Swoim dzieciom dałabym wszystko i materialnie i nie i wiem, że
                    ostatni grosz zamiast na siebie wydam na nich (nawet jeżeli jest to jakaś rzecz
                    niekonieczna) może dlatego, że wychowałam się w dosyć biednej rodzinie (jest nas
                    6 rodzeństwa i tylko tata pracował na utrzymanie bo mama była w domu) i takich
                    przyjemności nie miałam. Jednak uważam, że to, że zostałam rodzicem nie jest
                    jakimś końcem mojego świata, moich pragnień i przyjemności. Mając jedno dziecko
                    pracowałam, studiowałam zaocznie w weekendy i też pozwalałam sobie czasem na
                    powrót z pracy o 22 bo wyszłam ze znajomymi czy do fryzjera. Cały czas czy mając
                    jedno czy dwoje dzieci czy pracując czy nie (akurat to, że nie pracuję nie jest
                    moim wyborem) też mam swoje potrzeby i też mi się coś od życia należy.
                    Rozumiem, że są ludzie, którzy przeginają itp. Bo też znam takie osoby, co np.
                    oddają dzieci dziadkom na cały tydzień i łaskawie w weekend je odwiedzą bo oni
                    pracują, bo muszą się wyspać, bo muszą iść na imprezę 3 razy w tygodniu itp. I
                    to co piszesz, że byli rozpieszczeni przez rodziców ma na to duży wpływ. Jednak
                    też nie można zwariować na punkcie swojego dziecka żeby właśnie się takim nie
                    stało w przyszłości, rozpieszczonym i oczekującym od życia wszystkiego tylko
                    dobrego bo dalszy scenariusz jest nam znany i opisany w tymże wątku.
                    • paris4 Re: smolineczka i paris...:) 29.05.10, 18:06
                      Nie wiem ankas jak ma to wyglądać u innych bo szczerze mówiąc nie
                      śledzę rozkładu dnia tej pani ani innych moich znajomych, nie żałuję
                      ich dzieci itp bo to nie są moje sprawy
                      piszę o sobie i wiem, że można wszystko tak ułożyć żeby i matka
                      widziała świat poza dzidziami;) i jednocześnie nie stała się dla
                      nich obca
                      a ponieważ jestem zdecydowanie matką mającą życie pozadzieciowe i
                      pozadomowe to niekoniecznie zgadzam się z opiniami, że dziecku
                      trzeba poświęcić wszystko nie pamiętając o sobie
                      • ankas4 Re: smolineczka i paris...:) 29.05.10, 19:41
                        Paris ja nie wiem...nie mogę sie z Tobą dogadać...moze od początku;watek dotyczy
                        rodziców ,ktorzy w egosityczny sposob pojmuja macierzynstwo,opisalam przyklad
                        bliskiej kolezanki, napisalam w pierwszym poscie,ze nie zajmuje sie prawie
                        zupelniecoreczka, a kurs hiszpanskiego to jedne z wielu jej zajec w tygodniu po
                        pracy, wierz mi,ze tylko w jeden dzien w tygodniu wraca do domu okolo 18, a tak
                        CODZIENNIE wychodzi okolo 8 a wraca okolo 19:30 i starcza jej czasu na wlozenie
                        dziecka do łożeczka... Nikt Ci nie kazał sledzic rozkladu tej Pani,ja napisalam
                        dokladnie jak on wygląda...

                        Pozdrawiam i czytaj ze zrozumieniem to wiele ułatwi
                  • smolineczka Re: ankas, już się usprawiedliwiam :D 30.05.10, 06:00
                    na pewno o wiele więcej ode mnie znasz amerykańskie/kanadyjskie zwyczaje, a ja,
                    jak zauważyłaś uważnie czytająć, podkreśliłam, że nie byłam tam nigdy. mimo to
                    od dziecka dużo się tym krajem interesuję i o nim czytam, a od dziesięciu lat to
                    i owo wiem od krewnych tam mieszkających. zresztą, kuzynka wyjechała do stanów z
                    synkiem, wówczas małym chłopcem, teraz już jest dorosły, skończył studia -
                    oczywiście, jego mama doskonale wie, że zostając w USA i będąc już obywatelem
                    tego kraju, powinno się w określonym stopniu dostosować do panujących w tym
                    kraju zwyczajów, ale i tak był wychowywany trochę inaczej, niż jego amerykańscy
                    rówieśnicy, bardziej po słowiańsku. zrozum, że te wszystkie określenia: model
                    polski, model amerykański, model szwedzki (do którego zresztą nawiązywałam w
                    swoim komentarzu, po tym jak matizka napisała: "Czytałam gdzies w necie ostatnio
                    artykuł o szwedzkim wychowaniu, głównie o tych słynnych klapsach, ale
                    potraktowanych już absurdalnie.") - to tylko przykłady i zdajesz sobie sprawę z
                    tego, że nie każdy szwedzki rodzic bije dzieci ;)
                    tak samo amerykanina nikt nie zmusza do wysyłania dorastającej pociechy na
                    studia daleko poza dom, ale z myślą o przyszłości, o poziomie życia, z którym
                    się tam tak bardzo liczą, obywatel USA będzie od początku dbał o poziom
                    wykształcenia swojego dziecka, co akurat często się wiąży z zamieszkaniem w
                    internacie. dlatego paris napisała: "bardzo mi się podoba model amerykański w
                    usamodzielnianiu młodych ludzi dla mnie 30-latkowie mieszkający z rodzicami, lub
                    mieszkanie z rodzicami na studiach to trochę nieporozumienie", bo trudniej sobie
                    wyobrazić 30-latka pod skrzydełkiem mamusi w stanach, niż w polsce ;)
                    • paris4 Re: ankas, już się usprawiedliwiam :D 30.05.10, 08:30
                      Ja się usprawiedliwiać nie będę
                      Ankas myślę, że niepotrzebie ostatnią linijką Twojej wypowiedzi
                      kierowanej do mnie potraktowałaś mnie delikatnie mówiąć jak osobę
                      spowolnioną umysłowo;) Choć masz prawo mnie tak odbierać, niemniej
                      tekt typowo emamowy a podobno to forum innymi prawami się rządzi...

                      W moim odczuciu nie chodzi o to, że nie potrafię przeczytać Twoich
                      tekstów ze zrozumieniem, tylko o to, że się po pierwsze nie zgadzam
                      zupełnie z Twoimi argumentami a po drugie ze sposobem ich wyrażania.
                      Myślę, że pomimo mojego krótkiego pobytu tutaj mogę powiedzieć że
                      nie najlpesza chemia między nami się wytwarza. No ale tak przecież
                      bywa, nie wszyscy muszą się lubić i niekoniecznie trzeba się od razu
                      nawzajem obrażać
                      • ankas4 paris4 30.05.10, 19:48
                        Nie było zamiarem obrazanie Ciebie, zbyt ambitnie potraktowałas moj wpis,
                        zwykła uwaga i tyle... jesli poczułas sie urazona to przepraszam,
                        wywnioskowałam zwyczajnie,ze nie doczytałaś co ja chciałam napisać/co napisałam.

                        pozdrawiam i bez urazy:)
    • lipiec_2007 Re: Są rodzice i są rodzice 31.05.10, 22:32
      a ja tak troche na temat i troche nie na temat. polecam artykul w
      wysokich obcasach o Dzieciach Wolnego Chowu pt. "dzieci zielononozki"

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53663,7879874,Dzieci_zielononozki.html
      • smolineczka Re: Są rodzice i są rodzice 01.06.10, 05:49
        spodobał mi się artykuł, dziękuję za linka
        staram się nie być "kontrolerem" by nie zostać "toksyczną matką" w przyszłości
        spodobało mi się określenie rodzic = proteza (a ładniej mówiąc: anioł stróż)
        generealnie, też uważam, że najlepszy jest "styl wychowawczy, który stawia na
        wspieranie samodzielności u dzieci, tak żeby umiały polegać na sobie w trudnych
        sytuacjach, ale też poprosić o pomoc, kiedy jej potrzebują, np. krzyknąć na
        ulicy, kiedy ktoś próbuje im wyrządzić krzywdę, albo powiedzieć komuś, że mają
        wrażenie, że są śledzone, czy zapytać o drogę, kiedy się zgubią"...
    • haniazosia Re: Są rodzice i są rodzice 31.05.10, 22:42
      Fajnie, że wywiązała się taka rozmowa:) Znam osobę już ponad
      trzydziestoletnią, której rodzice bardziej patrzyli na siebie niż na
      dziecko. Osoba ta bardziej była wychowywana przez dziadków i inne
      osoby niż przez własnych rodziców. Wydaje się, że nie
      dostała "odpowiedniej" ilości miłości, przytulania itp., bo teraz
      mając te trzydzieści lat potrzebuje mnóstwo przytulania, mówienia o
      uczuciach i zapewniania jej o tym, że jest kochana. Co więcej teraz
      rodzice tej osoby wymagają, aby o nich dbać (są zdrowi i w sile
      wieku), dawać im od siebie dużo, a oni sami nie dają nic, nawet do
      wnuków przyjeżdżają najwięcej raz na miesiąc. Co tu dużo gadać,
      ostatnio nie chcieli pożyczyć coś typu młotek, bo popsuje (i tak go
      nie używają). Mnie trudno to zrozumieć, bo moi rodzice robią dla
      mnie dużo i dali mi dużo, od miłości i poczucia bezpieczeństwa, po
      rzeczy materialne, jak pomoc przy budowie domu i ja dla swoich
      dzieci zrobiłabym wszystko.....co nie znaczy, że moje dzieci niańczę
      i wyręczam, po prostu je kocham i okazuję im to....
      Pozdrawiam
      • ankas4 Re: Są rodzice i są rodzice 01.06.10, 03:55
        Dla mnie zasada jest prosta:ja swoje dziecko traktuje tak jak sama chce byc
        traktowana. Jesli moge mu pom~óc to pomagam,tak bedzie rowniez w
        przyszlosci:zabezpieczymy mu wszystko co sie da, mieszkanie tez jest w planie,
        oczywiscie w rozsądnym wieku i czasie. Sama dosta~łam mieszkanie i wiem jak to
        wiele ulatwia i pomaga. Juz teraz myslimy i Jego edukacji,ze jesli chcialby sie
        uczyc to bedzie mial za co itd..itp...oczywiscie wszystko w rozsadnych
        proporcjach i na tyle na ile nas stac, jak nas nie bedzie stac to nie bedziemy
        odkladali/dawali.

        Nie chce wychodzic z zalozenia,ze 'skoro ja musialam sie nad czyms nameczyc,to
        on tez bedzie musial'
        • metanira Re: Są rodzice i są rodzice 04.06.10, 11:50
          Ja się z Tobą całkowicie zgadzam.
          Uważam, że nie po to zostałam matką, żeby dziecko ciągle komuś podrzucać. Jestem
          z nim tyle, ile mogę i ile oboje potrzebujemy i wcale nie oznacza to, że nie mam
          życia poza dzieckiem i domem. Pewnie, że czasami chciałabym częściej gdzieś
          wychodzić, ale nie zawsze jest to możliwe, bo nie stać mnie na nianię na każde
          zawołanie, a mojej mamy, która i tak zajmuje się Konradem, kiedy jestem w pracy,
          nie mam sumienia przesadnie wykorzystywać, a teściowa jest daleko.
          Nie uważam się ani za toksyczną, ani za wyrodną matkę. Staram się wszystko
          wypośrodkować, choć przyznaję, bywam panikarą, ale walczę z tym ;) Dam mojemu
          dziecku, tyle ile będę mogła, ale w granicach rozsądku. Cały czas mam w pamięci
          córkę mojego chrzestnego, która w ciężkich czasach komunizmu miała wszystko (jej
          ojciec wyjeżdżał na zachód, a matka była w jakiejś inspekcji handlowej i miała
          dostęp do towarów niedostępnych dla większości). Ło matko, co to było za
          potworne dziewuszysko, rozpieszczone do granic możliwości, złośliwe, przekonane
          o swojej wyższości :/ Do czegoś takiego absolutnie nie zamierzam doprowadzić.
          Poza tym mam w sobie za dużo zdrowego (mam nadzieję) egoizmu, żeby zatracić się
          wyłącznie w życiu dzieciowym i za dużo poczucia obowiązku, żeby je zaniedbać
          (fizycznie i emocjonalnie).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka