Dodaj do ulubionych

no żesz q...!

07.11.11, 13:59
dołączamy do grona wypadkowiczów.
odbieram dzis Piotrusia, patrzę, a on wygląda jak bokser - warga spuchnięta, nosek opuchnięty, obtarte czoło. Pani spokojnie informuje mnie że Piotruś na placu zabaw uderzył się o altankę:/
no żesz. to ja sie pytam - dlaczego nikt do mnie nie zadzwonil??? odpowiedz- nie wiem, bo ja jestem na II zmianę, ale pani Renatka (ktora pilnowala dzieci na placu) powiedziala, ze krew nie leciała i przyłożyla mu cos zimnego.
zagotowalo sie we mnie. bo po pierwsze to niemily widok, zobaczyc rozkwaszony pyszczek swojego dziecka, no a po drugie - to ja ku... chce byc o takim przypadku poinformowana od razu! jak się spoznię z oplaceniem to potrafią zadzwonić.
nie lubię przedszkola, choc wiem, ze jest ważne i potrzebne. ale od zawsze przeraża mnie znikoma liczba opiekunek na duzą ilosc dzieci i to, że one nie są w stanie tych dzieci upilnowac.
sprawe zglosilam dyrektorce, przepadly nam dzisiejsze zajecia z logopedii i SI (200 zl poszlo w pizdu za przeproszeniem), no ale wazne żeby mlody doszedl do siebie. narazie jest osowialy, ale domaga sie jedzenia, wiec moze nie jest zle.
jakiejs wielkiej awantury nie robilam, bo beda krzywo na Piotrutka patrzec. tylko jakoś cala dygoczę w srodku.
Obserwuj wątek
    • leluchow1 Re: no żesz q...! 07.11.11, 14:35
      Biedulek. Na pocieszenie dodam że dzieciaki szybko sie regenerują.
      Jak zobaczyłam post chciałam gratulacje pisac, bo doczytałam że dołączyliście do grona WPADKOWICZÓW.
    • smolineczka Re: no żesz q...! 07.11.11, 17:16
      ja w podobnych przypadkach też , jak piszesz, "cała dygoczę w środku", a jednocześnie tak bardzo nie lubię, kiedy "krzywo patrzą", że awantur w ogóle nie robię... ale dojrzewam do tego, że warto dbać o interesy swoje, a przede wszystkim dziecka, bo nie powinno być tak, że osoby odpowiedzialne za życie i zdrowie w takich sytuacjach, jak opisujesz, są pewne siebie i absolutnie spokojne. a gdzie jest "przepraszam, to nasza wina"? reakcja pań powinna być taka, żebyśmy, mamy, miały nadzieję na to, że to był odosobniony przypadek, z którego pracownicy przedszkola wyciągną wnioski na przyszłość.
      jeśli chodzi o ilość opiekunek w grupie, nie do końca jestem przekonana, że o to właśnie chodzi: może raczej o zarobki pań - im będą większe, tym bardziej się będą starać. tak myślę...
      a Twojemu synkowi życzę szybkiego powrotu do formy - pewnie, już będzie ostrożniejszy ;-)
    • lucy_cu Re: no żesz q...! 07.11.11, 18:45
      Oj, Dziewczyny, Dziewczyny, Malenkie, Smolineczko- dygoczecie w środku? Przecież to żaden wypadek. Rozbity nosek i warga to nie jest uraz wymagający natychmiastowego powiadomienia rodziców, zabrania dziecka do domu itd. Nie dziwię się, że nikt z przedszkola nie zadzwonił. Skoro dziecku nic nie jest, nie jest jakieś zszokowane, nie sygnalizuje, że obecność rodziców jest mu bardzo potrzebna- z czego robić aferę?
      Zdarzyło mi się nie raz odebrać dziecko z przedszkola ozdobione ranami cięto-szarpanymi i wyklejankami z plastrów. ;) Cieszyć się nie cieszyłam- zawsze to przykro, kiedy dziecko coś boli, coś się niemiłego wydarzyło. Zawsze pytałam spokojnie o okoliczności, słuchałam relacji dziecka i pań. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, żeby mieć pretensje do personelu. Zdarza się- to są dzieci. Oczywiście, po to są opiekunki, żeby nie pozwolić dzieciom na zbytnie wariactwa i reagować, jeżeli dzieci robią coś niebezpiecznego. U nas w przedszkolu opieka była świetna. I nieprzyzwoicie dużo było nauczycielek i pań pomagających w przeliczeniu na jedno dziecko. Ale i tak zdarzało się, że ktoś się przewrócił, uderzył- to jest normalne.
      Nie denerwuj się, bo naprawdę nie ma czym. Zagoi się raz-dwa i po krzyku. :)
    • cui Re: no żesz q...! 07.11.11, 20:04
      Lucy napisała to wszystko, co sama chciałam napisać.
      Zderzenia z przeszkodą (niezależnie czy to drugie dziecko czy altana) po prostu sie zdarzają. Wyobrażam sobie, że aby do takich wypadków nie dochodziło panie musiałyby trzymać dzieci przywiązane do siebie i nigdzie ich nie puszczać.
      Albo każde z dzieci musiałoby mieć swoją opiekunkę.

      Na pocieszenie (choć pewnie marne) dodam, że 1-go listopada Mikołaj pocałował na cmentarzu znicz... A raczej jego nagrzane metalowe wieczko... Wyglądał jak ofiara botoksu... Stałam obok niego i mimo to nie udało mi się temu zapobiec :/
      • malenkie7 Re: no żesz q...! 07.11.11, 20:42
        szczesliwie nic sie nie stało. i to mnie cieszy.
        ale byłam naiwna i przekonana, że czas spedzany na przedszkolnym podwórku jest w jakis sposób zorganizowany, a dzis wyciagnelam od Piotrka, ze tak naprawde dzieci łażą sobie i robią co chcą:/.
        no i teraz doszedł strach - już mi młody zapowiedział, ze on do przedszkola nie pojdzie, bo sie boi.
        ot, taki bonus.
        • lucy_cu Re: no żesz q...! 07.11.11, 20:52
          Ale on teraz jest obolały i wkurzony- nie dziw się, że tak mówi.
          Nie bazuj tylko na relacji dziecka, i to jeszcze dzisiaj, świeżo po przejściach. Dziś Piotrusia boli i jest wkurzony, ja tam się mu nie dziwię. Poza tym- no pewnie, że dzieci sobie łażą i robią to, na co mają ochotę, nic w tym dziwnego nie ma. Zajęcia zorganizowane są w salach, na podwórku pewnie też się zdarzają, ale wyjścia na dwór to jest z założenia taki "czas wolny" dla dzieci, właśnie oddech od zajęć. Spokojnie- buzia się zagoi, facet zapomni- chyba, że wyczuje, że ta sytuacja to JEST jakiś problem- dla Ciebie.
          Cui- auuuć! I ja też dodam, że WSZYSTKIE poważniejsze urazy, jakim ulegały moje dzieci, wydarzały się, kiedy ja stałam dosłownie metr od nich i PATRZYŁAM, co robią...
          • andzia84 Re: no żesz q...! 07.11.11, 20:59
            zgadzam się z dziewczynami, roch też wrócił nie raz z ranami różnego rodzaju i panie mnie informowały przy odbieraniu, jakby do mnie dzwoniły z takimi sprawami to byłabym nieźle zdziwiona. dwoma rękami podpisuję się pod tym że największe szkody to na moich oczach się wydarzały niestety
    • lipiec_2007 Re: no żesz q...! 07.11.11, 23:05
      Mój syn tez miał mały wypadek w przedszkolu. Podobno dość solidnie uderzył sie w nos. Pani z przedszkola zadzwoniła do mnie w tej sprawie i choć niczego nie było widać, taki miała obowiązek, jak twierdziła. Doceniam to, afery z tego powodu nie robiłam.....

      I Choć nie należę do matek trzesacych sie nad dzieckiem z byle powodu, myśle, ze przedszkole syna maleńkiej nawalilo. Zwłaszcza, ze jej syn miał po wypadku dość zmienione "oblicze" W takim przypadku należy chyba rodzica przygotować na taki widok.
      • ankas4 Re: no żesz q...! 08.11.11, 00:21
        Podpisuję się pod wypowiedzią Lipiec i rozumiem zdenerwowanie malenke, nie chodzi przeciez o panikę, o to,że przy nas dziecko tez nie raz i nie dwa się wywaliło czy zdarło kolano, chodzi o obowiązek przedszkola w takiej sytuacji, z opisu wynika ze nie było to tylko przysłowiowe zdarcie kolana, a co gdyby takie dziecko dwie godziny po wypadku dostało wstrząsu jakiegoś np? przecież wtedy odpowiadałyby Panie ,które zaniedbały obowiązek zawiadomienia rodzica, i rodzic wtedy decyduje co dalej, czy dziecko zostawia w placówce do konca , czy moze zabiera i jedzie do szpitala czy też idzie z dzieckiem do apteki i kupuje tylko maly plasterek i po sprawie, denerwuje mnie to ,że ciągle robicie z nas ( LUcy :) wybacz:) ale Ty ciągle wpadasz w taki ton) ze robicie z matek ,ktore domagają sie zwoich praw - matki histeryczki, matki,które się czepiają, matki,które można zignorować pisząc, że nie raz dziecko jeszcze dostanie w nos czy też zedrze kolano...ale to nie o to chodzi! chodzi o obowiązek przedszkola względem rodzica! bo jakby się cos stało powaznego co byloby wynikiem urazu doznanego w przedszkolu ,a placówka nie powiadomiła rodziców o sprawie to wtedy prawnie odpowiada przedszkole.

        Pozdrawiam
        • lucy_cu Re: no żesz q...! 08.11.11, 06:30
          Oj tam, oj tam. Ankas. Rozgraniczmy wypadki od życia codziennego. Rozbity nos to ta druga kategoria. ;) Tak, napiszę prosto z mostu: przesadzacie.
          • lucy_cu Re: no żesz q...! 08.11.11, 06:47
            A- jeszcze dopiszę, w przerwie między kaszą a herbatą: Ankas, ale kto tu się domagał swoich praw? Jest jojczenie ( za określenie przepraszam, ale to jest moje subiektywne odczucie tylko) na forum o błahy uraz- poważnej rozmowy z dyrekcją nie było. Jeżeli komuś zależy, żeby absolutnie wszystko, czego dziecko doświadcza w przedszkolu owocowało natychmiastową informowaniem rodziców, powinien chyba złożyć taką prośbę na piśmie. I dopiero wtedy mieć pretensje o zaniedbanie. Kurczę, nie orientuję się, jak to wygląda od strony prawnej- ale mam wrażenie, że akurat przy takim zdarzeniu, jakie tu miało miejsce, przedszkole jest w porządku.
            Ankas, ja tak samo mam prawo do swojej oceny i wyrażenia zdania. Nie uderzam w jakiś tam ton- wyrażam opinię. Oceniam sytuację- tutaj akurat tak samo, jak zrobiło to przedszkole, czyli uważam, że się nic poważnego nie stało. Nie jestem typem luzary, zapewniam Cię- bardzo się przejmuję dziećmi, nie tylko moimi.
            • malenkie7 Re: no żesz q...! 08.11.11, 07:27
              lucy - rozmowa z dyrektorką była. dla mnie sprawa była poważna i nawet jesli nazywasz to "jojczeniem się" - to nie zmienia to faktu, że faktycznie placówka dała ciała, bo zadzwonić powinni. dziecko wyrżnęło głową o jakąś altanę co zostało wyraźnie odznaczone na twarzy - a to jest głowa, dosyc ważna czesc ciała.
              od przedszkolanek i opiekunek oczekuję tego, ze bedą absolutnie odpowiedzialne i sumenie bedą wykonaywac swoją pracę. uważam, że jeśli dochodzi do tego typu zdarzenia, to coś nie zagrało. nigdzie nie napisałam że zależy mi, żeby absolutnie wszystko, czego moje dziecko doświadcza w przedszkolu owocowało natychmiastowym informowaniem mnie. choc nie ukrywam, że monitoring to cos co powinno w przedszkolach byc. sa placówki w Warszawie, gdzie rodzice maja podgląd on-line i widzą, co akurat robi grupa ich dziecka.
              poblażanie i lekceważenie takich sytuacji powoduje, że przedszkole przyjmuje postawę ignorancką.
              inną sprawa jest to, że faktycznie, jestem matka jedynaka, i nie mam na sobie tego pancerza, co matki wiekszej ilości dzieci. co jest cyba dosyc naturalne...
      • fassollka Re: no żesz q...! 08.11.11, 07:27
        ja też podzielam zdanie Lipiec, tylko troszkę więcej empatii trzeba było, by malenkie czuła się spokojniejsza.

        Natomiast uważam, że zarówno na podwórku, jak i czasem w przedszkolu dzieci mają się NUDZIĆ. Nie należy im wypychać i organizować 100% czasu. Nuda jest bardzo twórcza i bardzo potrzebna. Na placu zabaw większość czasu to powinien być luz i zabawa, kiedy chłopaki mają czas i sposobność, by sami sobie wymyślać zajęcia i "misje". Pełne organizowanie czasu zabija kreatywność i otwartość.
        • ankas4 Re: no żesz q...! 08.11.11, 09:48
          No ja się oczywiscie i pod opinią fasolki podpisuję, dzieci u nas na placu zabaw podczas wyjsc z przedszkola nie mają narzuconych zajęć, chodzą sobie po placu zabaw, robią co chcą, ale oczywiscie pod czujnym ( mam nadzieję) okiem Pań.

          Lucy Ty źle mnie ciągle rozumiesz, ja nie odbieram Tobie , ani innym prawa do myslenia ,ze ktoś przesadza w sprawie swojego dziecka/dzieci, ja tylko uważam,że nie nie Ty czy Pani w przedszkolu decydujesz w jakim stopniu dziecko jest obolałe po jakimś wypadku na terenie przedszkola, jakbyś Ty była opiekunką do dziecka to masz obowiązek zawiadomić rodziców,że dziecku się coś stało pod Twoją opieką, i ja nie mówię tutaj o tym,że dziecko wywaliło się biegnąć na plac zabaw ale mówię tutaj o tym, kiedy dany wypadek/zdarzenie zostawia ślad na dziecku, kiedy dziecko uderza głową w coś, kiedy dziecko spada z wysokości otd itp... jeszcze raz podkreslam, Ty mozesz sobie zostawić deklarację w swoim przedszkolu,żeby Cię nie powiadamiali jeśli coś się dziecku przytrafi chyba, ze byłaby potrzeba zawiezienia go do szpitala, ale wszyscy rodzice mają prawo do takiej informacji i to oni i tylko oni moge decydować co dalej! o to mi chodzi , ze tylko rodzic podejmuje takie decyzje, bo gdyby np synek malenke dostał po godzinie objawów wstrząsnienia mózgu, które byłoby potwierdzone w szpitalu, to odpowiedzialnosc spada na Przedszkole, ze nie powiadomiło rodziców o uderzeniu się dziecka w głowe, chodzi o prawo do informacji, a co zrobi z tym juz rodzic to już danego rodzica( histeryka, panikarza czy opanowanego) sprawa! i o to mi tutaj chodzi!
          • ewlinp Re: no żesz q...! 08.11.11, 10:24
            hmmm a ja chyba zdecydowanie biorę stronę lucy :)
            nieźle bym się wkurzyła gdyby do mnie dzwonili za każdym razem bo pewnie bym w te pędy pojechała po dziecko, nie wiem ale mój z tych non stop poobijanych i jeżeli upadek nie wygląda na poważny to uważam że nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem.
            Na zwykłe stłuczenia, podrapania czy drzazgi daję cukierka i przechodzi w mgnieniu oka.
            Może to taki pierwszy "WYPADEK" Piotrusia i dlatego jest akcja - reakcja.
            • fassollka Re: no żesz q...! 08.11.11, 12:18
              nie, nie, to nie musiałbyć telefon, wystarczyłoby tylko info o tym, co się wydarzyło od Pani wychowawczyni, cokolwiek, poza "nie wiem, nie było mnie".
          • lucy_cu Re: no żesz q...! 08.11.11, 12:27
            Ankas, ja rozumiem, o co Ci chodzi. Posłanie dziecka do przedszkola nie oznacza pozbawienia praw rodzicielskich. Tak jest. Też uważam, że to rodzice decydują w sprawach swojego dziecka- nikt inny. Ale, widzisz, idąc dalej tokiem Twojego rozumowania- gdzie położyć rozsądna granicę? Bo popatrz- równie dobrze upadek i rozbicie kolana może się okazać groźnym urazem, prawda? Albo, no nie wiem, stłuczenie ręki. Nikt nie ma rentgena w oczach i nie określi na bank, że kość nie jest pęknięta. To się może okazać i za kilka dni.
            Jeżeli miałoby być tak, jak piszesz- to po absolutnie każdym upadku przedszkolanka powinna rzucać się do telefonu i informować rodziców.
            Ja pisałam poza tym, że to oświadczenie pisemne- to właśnie jesli sobie życzysz powiadamiania w absolutnie każdym przypadku. W przeciwnym razie przedszkolanki na drodze subiektywnej oceny sytuacji w takim przypadku jak ten raczej alarmować nie będą. Tu facet nie gruchnął z wysokości, sprawiał wrażenie, że jest z grubsza w całości, więc telefonu do rodziny nie było.
            Malenkie, ja Cię rozumiem- człowiek zawsze przeżywa, kiedy dziecku się coś stanie. Zawsze. Ja żadnego pancerza nie mam, to jest jeden z bardziej krzywdzących mitów odnośnie rodziców większej ilości dzieci. Mam radości razy pięć, ale i zmartwienia, kłopoty i typowy matczyny strach o dziecko tez przez pięć pomnożone.
            Mnie się tylko wydaje, że Twoje przedszkole jest ok i że w większości placówek właśnie tak by zareagowano- czyli opatrzono i poinformowano dopiero przy odebraniu dziecka.
            Mogę się mylić- czekam, może jeszcze odezwie się ktoś, kto był w podobnej sytuacji, jestem ciekawa innych opinii.
            ps A tak na marginesie i zupełnie offtopowo, to ten Twój Piotrek to dziecko o tak niesłychanej urodzie, że się napatrzeć nie mogę. Oczy tak pełne wyrazu, mądrości, sama nie wiem, jakich słów użyć. :)
            • leluchow1 Re: no żesz q...! 08.11.11, 12:41
              U nas było podobnie. Mateusz biegał i wyciął wargą/nosem w parapet. Jak wyszedł z pokoju to dzieciaka nie poznałam taki był opuchniety. :/ Przedszkolanka powiedziała mi jak przyszłam po młodego. W sumie nie oczekiwałam telefonu. Wychodziłam z założenia że to zwykłe stłuczenie /obtarcie tyle ze w dość wrażliwym miejscu. Nie można oczekiwać że będą dzwonić ze wszystkim. Bo poważna sprawa to rzecz względna. Dla ciebie to łupnięcie w altankę dla innego oparzenie opuszki paluszka ciepłym rosołem. Wkurzona za to byłam jak normalnie żywy dzieciak prawie leżał na ławce w szkole z buzią jak buraczek i nauczycielka nie wpadła na to żeby dzieciaka złapać za czoło. Miał wtedy prawie 40 stopni i anginę.
              To że dziecko biegając po placu wycięło głową w altanę nie jest moim zdaniem dowodem na to że coś nie zagrało. Dzieci biegają jak szalone, wygłupiają się. Takie ich prawo i niestety czasem zdarzają się kontuzje. Przedszkolanka nie jest moim zdaniem za takie rzeczy odpowiedzialna o ile oczywiście jest obecna podcza zabaw i czuwa żeby dzieciaki nie postanowiły np skakać z dachu. Równie dobrze mógł iść i wyciąć na chodniku czołem w beton potykając sie o własne nogi.
              Maleńkie - nie ma czegoś takiego jak pancerz matki wielodzietnej. Nie ma czegoś takiego jak pancerz jakiejkolwiek matki. Myślę że to jest krzywdzące, co mówisz. I wcale nie uważam że fakt posiadania jednego dziecka uprawnia lub powoduje jak wolisz większy strach o dziecko.
              • cui Re: no żesz q...! 08.11.11, 13:19
                Ja już się wypowiedziałam w temacie - powyżej.
                I powtórzę - wypadki się zdarzają. W domu, w przedszkolu, na spacerze. Nie jesteśmy w stanie uchronić dzieciaków przed zderzeniami z przeszkodami czy upadkami.

                Moją życiową dewizą jest coś, co już kiedyś (w innym wątku) napisałam: każda ze skrajności jest zła. Totalne olewactwo i przesadna nadopiekuńczość - i jedno i drugie mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

                A to, że Piotruś nie chce iść do przedszkola to wg. mnie odbicie tego, co dzieje się w Maleńkie, odbicie jej emocji. Myślę, że za kilka dni wszystko minie i wróci do normy.

                Ps. I podobnie jak Ewlinp - chyba bym się wściekła, gdyby każdy upadek kończył się telefonem do mnie i ściąganiem mnie do przedszkola.
              • ankas4 Re: no żesz q...! 08.11.11, 13:27
                Ja nadal uważam, ze przedszkolanka powinna informowac o kazdym takim zdarzeniu rodziców, i Wasze argumenty jeszcze bardziej mnie przekonują, bo własnie nigdy nie wiadomo co się mogło zadziać z głową np, takiego przedszklaka ,który uderzył w latanę, np zacznie wymiotowac w nocy...a rodzic nie wie skad to sie wzieło, a to np jest wstrząsnienie mózgu. A moje dziecko to np, taki twardy zawodnik,ze w zyciu slowem nie piśnie, ze coś się stało, wiec ja np chce wiedziec wszystko, oczywiscie w ramach zdrowego rozsądu,ale akurat opisany przypadek to dla mnie idealny przyklad na powiadomienie rodziców.

                Co do tego jaką skorupę ma dana matka:) tez uwazam, ze nawet jak sie ma 10 dzieci ,to kazde się odczuwa osobiscie, wiec nie wierzę, ze wielodzietne rodziny inaczej odczuwają jesli coś sie stanie kolejnemu dziecku w sensie nawet malego wypadku, mysle,ze kazde dziecko jest traktowane jako to jedyne:) i to jest wlasnie zajebiste jak sie ma duzo dzieci!!! i Lucy to prawdziwa szczesciara!
                • leluchow1 Re: no żesz q...! 08.11.11, 13:41
                  Ankas ależ oczywiście że powinni być poinformowani rodzice, ale moim zdaniem nie w każdym przypadku natychmiast. W większości przypadków wystarczy to zrobić przy odbiorze dziecka.
                  • metanira Re: no żesz q...! 08.11.11, 14:29
                    Kiedy odbierałam poobijanego Konrada z przedszkola miesiąc temu nawet nie pomyślałam, że powinni do mnie wcześniej zadzwonić. Może dlatego, że mam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że Konrad ma w przedszkolu dobrą opiekę. Może dlatego, że od razu uznałam, że obrażenia Konrada są powierzchowne. Może dlatego, że oddawała mi go pani, przy której to się stało (więc nie było sytuacji typu "nie wiem, nie było mnie") i która od razu mi wyjaśniła, jak to się stało, jak się potem zachowywał i że nie miał żadnych objawów sugerujących poważniejszy uraz. I może dlatego, że odniosłam wrażenie, że pani było bardzo przykro z tego powodu i że gdyby coś się działo niepokojącego potem, to zabrałaby Konrada natychmiast do lekarza (przychodnia jest naprzeciwko przedszkola) i zadzwoniłaby do mnie. Takie były moje wrażenia i ocena sytuacji.
                    Zgadzam się z cui, że przesada w żadną stronę nie jest dobra.
                    • malenkie7 Re: no żesz q...! 08.11.11, 16:08
                      leluchow, pisząc o pancerzu matki wielodzietnej nie miałam zamiaru nikogo obrażać. doskonale wiem, że przy drugim i kolejnym dziecku bylabym mniej przewrazliwiona, na pewne kwestie patrzylabym z dystansem. i to jest normalne, nie ma co zaprzeczac, że cos takiego istnieje. o kolejne dzieci dbamy tak samo, tylko wiemy wiecej, mamy już doswiadczenie, a na drobnostki przymykamy oko - ot, to mialam na mysli.
                      lucy - dziękuje za mile slowa:)
                      dzisiaj mlody ma juz tylko skwarkę na gornej wardze, i szlaczki na nosku i czółku. czuje sie swietnie i szaleje jak zwykle:)
                      • leluchow1 Nieprawda. 09.11.11, 08:02
                        Ja tak samo wariuję teraz przy dwójce jak szalałam z jedynakiem. Uwierz mi. Chyba jeszcze mi się pogłębiło.
                    • smolineczka Re: no żesz q...! 08.11.11, 16:54
                      są wśród nas pesymistki i optymistki ;-)
                      ja nie wymagam, żeby każdy najmniejszy wypadek mojej córki w przedszkolu prowadził do natychmiastowego telefonicznego informowania mnie o tym co zaszło - Marysia już nieraz miała dość poważne siniaki po zabawach w grupie (w tym jeden na czole, bo się zderzyła z koleżanką), a tylko raz (tfu tfu odpukuję w niemalowane) zdarzyło się coś, o czym panie musiały mnie zawiadomić: kilkoro dzieci, w tym moja córka, miały biegunkę z powodu epidemii grypy żołądkowej, i musiałam po nią przyjechać...
                      natomiast przy nawet drobnych wypadkach chciałabym, tak jak napisała metanira, "odnosić wrażenie, że pani było bardzo przykro z tego powodu i że gdyby coś się działo niepokojącego potem, to zabrałaby natychmiast do lekarza" - a to już kwestia podejścia pań, z jednej strony, i wrażliwości rodziców, z drugiej. wydaje mi się, że gdyby malenkie, odbierając Piotrusia, dostrzegła coś w rodzaju skruchy ze strony wychowawczyni, to łatwiej by się pogodziła z sytuacją. tu chodzi jednocześnie o profesjonalizm, i o ludzkie podejście pracowników przedszkola, które wiedzą jak bardzo martwimy się o zdrowie naszych pociech, ale bardziej dbają o swoja nieskazitelność, niż o obiektywne informowanie rodziców
    • latortura Re: no żesz q...! 08.11.11, 23:50
      między innymi dlatego przestałam pisać na forum, z powodu takich dyskusji własnie,
      fajnie było jak byłysmy w ciazy, kazda miala "podobne" podejscie - liczyło sie zdrowie dziecka, zdrowe odzywianie, zero alkoholu, papierosów, pisałysmy o mdłosciach, wspierałysmy sie...

      teraz forum jest podzielone na matki luzary, matki histeryczki...
      mam jedno dziecko i ono jest dla mnie najwazniejsze - dla mnie naturalnym jest, że wszystko przezywam, ponieważ mam Go jednego,
      równiez uwazam, ze mając wiecej dzieci byłabym bardziej "odporna",
      wkurza mnie takie "tłumaczenie" matki wielodzietnej nam matkom jedynaków, że przesadzamy itd, "widzę" wtedy ironiczny usmiech na Ich twarzy gdy to piszą,
      pewnie jeszcze mówią mezowi: ech, te niektóre kobiety to mają "problemy...

      ja zwracam uwagę na podejscie pań do dziecka, równiez chciałabym byc przygotowana na to, że jak przyjdę po dziecko zobaczę Jego rozkwaszoną buzię,
      jesli nie telefon, to chociazby zaraz gdy weszłabym, do sali oczekiwałabym, ze pani od razu do mnie podejdzie i zacznie rozmowe na ten temat, uspokoi, wytłumaczy itd.
      czasem naprawde tak mało trzeba, zeby nas rodziców uspokoić, panie po pedagogice powinny o tym wiedzieć,

      ja bardzo sie staram by nie byc matką przewrazliwioną, chciałabym za kazdym razem powiedziec: do wesela sie zagoi,
      ale fakt, ze moje dziecko urodziło sie z krwiakiem na główce, miało z 10 usg głowki w okresie niemowlęcym, ciągłe kontrole u neurologa i wskazówkę, ze lepiej byłoby gdyby w przyszłosci nie uprawiał ciezkich sportów typu hokej, boks... powoduje, ze tak naprawde nigdy nie bede spokojna o Jego upadki,

      jako matka mam swoje prawa i zawsze bede bronic swojego dziecka jak lwica,
      i nic nikomu do tego !


      malenkie, bardzo mi przykro z powodu Twoich nerwów i siniaków Piotrusia,
      napewno szybko sie wszystko wygoi i zregeneruje,
      buziaki ;-*
      • leluchow1 Latortura.... 09.11.11, 08:45
        Parafrazując twój post mogłabym napisać "mam dwoje dzieci i one są dla mnie najważniejsze - dla mnie naturalnym jest, że wszystko przezywam podwójnie, ponieważ mam ich dwóch" :-) A sądzę że Lucy moje dwa zamieniłaby na 5.
        Tak jak wkurza cię ukazywanie matek jedynaków jako histeryczek tak mnie to szewskiej pasji doprowadza taki pobłażliwy ton "bo ja mam jedno dziecko i dlatego tak wszystko przezywam a wy macie ich więcej wiec nie przeżywacie tak mocno" NIEPRAWDA! Przeżywamy podwójnie, potrójnie czy dziesięciokrotnie.
        I przekonana jestem że jesli Maleńkie oczekiwała telefonu (pomijając nasze opinie na ten temat) odnośnie Piotrusia , to gdyby miała drugiego malucha też miałaby te same oczekiwania. To nie zależy od ilości dzieci ale od osobniczego nastawienia matki :-)
        Ja jestem matką histeryczką choć mam 2 dzieci. One są dla mnie najważniejsze i każde ich cierpienie sprawia że serce rozsypuje mi się na tysiąc kawałków. Na marginesie moja mama odwodzi mnie od kolejnych dzieci bo widzi jak bardzo przeżywam to co się dzieje z dwójką bo jak twierdzi u mnie to jest wprost proporcjonalne do liczby dzieci.

        A co do pisania na forum. Ba nie ma takich samych ludzi więc i opinie będą inne. Przecież forum to nie kółko wzajemnej adoracji. Lubimy się, wspieramy ale to nei oznacza że musimy sobie we wszystkim przytakiwać.
        • ewlinp Re: Latortura.... 09.11.11, 10:06
          Latortura u Ciebie to juz zupełnie inna sytuacja, jeżeli głowa jest szczególnie wrażliwym miejscem to rzeczywiście uprzedziłabym panie w przedszkolu i uczuliła żeby uważały na wszelkie upadki i urazy głowy i informowały mnie o takich historiach.
          Może też mam to szczęście, że panie grzecznym i skruszonym tonem przyznają że nie udało im się dopilnować. I ja też wiem że moje dziecko to taka twarda sztuka, że popłacze a później zrywa strupy żeby krew leciała i żeby mu jeszcze raz plaster przykleić żeby mógł się wszystkim pochwalić.
          Przyznam też, że sama nauczyłam się myslenia optymistycznego, że będzie dobrze,przynajmniej staram się tak myśleć, bo gdybym za każdym razem zamartwiała się, że może siedzi w tym cos głebszego, a może złamana, a może trzeba jechać do szpitala..., to bym chyba zwariowała.
          A mimo wszystko zdziwiła mnie diagnoza pani psycholog - jest pani matką nadopiekuńczą :)
          Co prawda staram się znaleźć złoty środek ale nie zawsze mi się udaje.
        • smolineczka Re: Latortura.... 09.11.11, 10:16
          chcę pół żartem pół serio odnieść się do tych słów: "Na marginesie moja mama odwodzi mnie od kolejnych dzieci bo widzi jak bardzo przeżywam to co się dzieje z dwójką bo jak twierdzi u mnie to jest wprost proporcjonalne do liczby dzieci." - więc, ja, będąc nie tyle może "matką-histeryczką", ile "matką-kwoką" dostałam w tamtym roku "polecenie" postarania się o kolejne dziecko, żebym przestała traktować swoją jedynaczkę jak oczko w głowie ;-)
          natomiast co do "forum to nie kółko wzajemnej adoracji", - owszem, owszem, ale pamiętajmy tez o tym, że my, kobitki, mamy pociąg do rozpisywania się nie zawsze na temat, a w każdej dyskusji warto pamiętać o tym, co autor wątku miał na myśli...
          • leluchow1 Re: Latortura.... 09.11.11, 10:20
            Możesz zawsze przybrać formę a'la ja i być mamą kwoką dowolnej liczby :-). Więc wiesz.... ryzyko 50/50 :-)
      • malenkie7 Re: no żesz q...! 09.11.11, 09:44
        latortura - to jest trochę jak walenie grochem o sciane, jak to sie mówi... matka, ktora urodzila zdrowe dzieci, nigdy nie otarla sie o trudną diagnoze, nie spedzila godzin na ciezkiej rehabilitacji, nie brala leków, zeby uciszyc potworny lęk i obawe i zdrowie dziecka - NIGDY nie zrozumie nas, matek "histeryczek", ktore jednak to przezyly. dla takiej mamy zderzenie czolowe dziecka z czymkolwiek, to po prostu zwykle uderzenie. krwi nie bylo, nic sie nie stało przecież, do widzenia. dla nas to juz cos wiecej - zaczynamy obawiac sie powiklan, wiemy, jak delikatny jest mozg naszego dziecka i jak niewiele trzeba aby wyrządzic duzo krzywdy, przeraża nas perspektywa kolejnych wizyt u radiologoa, neurologa etc.

        leluchow nie do konca rozumie, co piszemy... nie ujmujemy jej przecież troski o wlasne dzieci, - to normalne, ze o dwojke dba sie tak samo jak o jedno/troje etc. chodzi o dystans i ogarniecie emocji - przy wiekszej ilosci dzieci pewne sytuacje ma sie juz przecwiczone.
        poza tym oczywiste jest to, ze gdy dzieci jest wiecej - to one razem spedzaja czas, bawią sie. dla naszych jedynakow po poludniu to my, rodzice (głównie mamy) jestesmy kompanami do zabawy i wspolnego spedzania czasu, te wiezi są potwornie silne.

        z przedszkolankami zapewne jest podobnie jak z personelem medycznym - tli sie w nich jakies powolanie do tej pracy, ale są niezbyt dobrze wynagradzane, wiec motywacja do oddania sie w pełni tej pracy jest jaka jest.
        • leluchow1 Re: no żesz q...! 09.11.11, 10:08
          Alez jak najbardziej rozumiem o czym piszesz! I ja ci po raz kolejny piszę że mam dwójkę a ogarnięcie emocji i dystans wcale mi się nie zmniejszył po drugim wręcz odwrotnie.
          Moja dwójka tez siedzi na nas całe popołudnia na nas i spędza z nami 100 % czasu.
          I w jednym się z tobą zgadzam. Jeśli otrzesz się o poważne zagrożenie życia swojego dziecka (nieważne jedynego czy dziesiątego) masz traumę wokół tematu. I to normalne. Ty reagujesz żywo na uraz głowy bo masz takie a nie inne doświadczenia. Ja po pól rocznej modlitwie, diagnozach i lataniu po lekarzach wstrzymuję oddech przy każdym kaszlnięciu. I myślę że właśnie dlatego tak reagujemy na konkretne sytuacje, które dla innych są nie groźne i przesadzone.
          I Kochana, jesli masz taką potrzebę żeby informować cię o takich zajściach wyraźnie tego zażądaj i wymagaj. Twoje prawo. Ja absolutnie nie oceniam cię jako matki - histeryczki. Ja tylko zwyczajnie piszę że ja nie oczekiwałabym telefonu w takiej sytuacji, ale pewnie oczekiwałabym gdyby miał atak astmy. Dla mnie to że masz jakieś wymagania względem Pań jest ok. Mnie tylko niezmiennie denerwuje puszczanie w eter mitu o opanowywaniu emocji i posiadaniu dystansu. Dystans to ja miałam póki matką nie byłam.
          Pozdrawiam
        • latortura Re: no żesz q...! 09.11.11, 10:09
          malenkie
          zgadzam sie w 100 %


          i równiez uwazam, ze więzi z jedynakiem są bardzo silne, tak jak piszesz - nasze popołudnia, wieczory są TYLKO nasze, Jego z rodzicami - piłka, jakies gry, układanie klocków itp, itd,
          czasem nawet przemyka mi przez głowę mysl, ze fajnie byłoby gdyby miał brata, bawiliby sie pewnie non-stop - myślę, ze jest to nawet łatwiejsze dla rodziców, mieć przynajmniej dwójkę dzieci - choćby do wspolnych zabaw ;)


          no i te nasze obawy, lęki, ech... nie chce wracac do tego poraz n-ty ale to co przezyłam to moje i kazdy uraz głowy mojego dziecka bedzie dla mnie wielkim przezyciem ;(
          wiem, ze dla Ciebie również...

          nie twierdze, ze mamy mające wiecej dzieci nie przezywają juz wszystkiego tak bardzo ale napewno z większym dystansem;
        • lucy_cu Re: no żesz q...! 09.11.11, 10:48
          Malenkie- z całym szacunkiem, ale nie masz gromadki dzieci, więc nie wiesz, jak to jest z tymi więziami, z zabawą i z całą resztą. Tu nie ma jednego modelu, to nie jest tak, że gromada sama się sobą zajmuje. A i relacje rodziców z każdym z dzieci są inne. Są dzieci, które mimo licznego rodzeństwa są totalnie uczepione rodzica- zależy od wieku, zależy od samego dziecka. Podpisuję się pod Leluchow- ilość dzieci tu naprawdę nie ma nic do rzeczy. Znam sporo rodzin wielodzietnych i naprawdę, uwierz, zdarzają się w takich rodzinach matki o takim stopniu uwrażliwienia, jaki Ty reprezentujesz. Leluchow, przy okazji- moja przyjaciółka właśnie zrezygnowała z planów powiększania rodziny, bo już przy dwojgu dziewczyna odchodzi od zmysłów ze strachu, kiedy chorują- nawet depresję wieloletnią zaliczyła, bardzo ciężką.

          Pisząc o przedszkolankach- uogólniasz bardzo i krzywdzisz tę grupę zawodową. Sama napisałaś, że po prostu nie lubisz przedszkola (i ok, przecież to nie obowiązek je kochać), myślę, że stąd to wszystko.

          Piszesz, że nie wiemy, jak czuje się matka dziecka z trudnym startem- ja już wspominałam o tym, że pierwszy rok życia jednej z moich córek to była ciągła rehabiltacja, kupa łez, nerwów i niepewne rokowania na przyszłość. Naprawdę wiem, co to znaczy- bać się o dziecko. Walka o to, żeby Emilka przestała kuleć trwała prawie 3 lata. Aż za dobrze wiem, jak uroczo czeka się na diagnozę neurologa czy wyniki kolejnych usg czaszki.
          Tylko, widzisz, mam inną konstrukcję psychiczną, to raz. A dwa- wypracowałam sobie, bo w jakimś stopniu są to rzeczy do wyuczenia, takie podejście do chorób dzieci, do samych dzieci, które pozwala mi żyć w miarę komfortowo, bez specjalnych napadów paniki i lęku o ich zdrowie czy ogólnie- przyszłość. Mój komfort psychiczny przekłada się oczywiście też na ich samopoczucie i podejście do życia. I to mnie cieszy, bo tzw. "nie-histerykom" żyje się po prostu lepiej. Taka prawda, na pewno się ze mną zgodzisz.

          I jeszcze napiszę, że ja sama bardzo sobie cenię, kiedy moi znajomi i przyjaciele czasem mi dadzą kopniaka, czy ustawią do pionu. Czyjeś spojrzenie z boku na moje problemy pozwala mi też je na nowo ogarnąć. Tu jak zwykle dziękuję forumowej Magdzie "od bliźniaków", której spokój i optymizm nie raz mi pozwolił szybciej się zebrać do kupy. Ja nie jestem luzarą, jak już pisałam. I nie jestem ze stali.

          Ty czy Latortura jesteście aż tak wyczulone na pewne sprawy, że często zamiast spokojnie poznać czyjś odmienny punkt widzenia wszystko odbieracie jak dziki atak. A może warto byłoby zrewidować własne poglądy, moze nawet, nie mówię akurat o tym przypadku, czegoś się nauczyć od innych. Ja rozumiem, to są wielkie emocje, one nie ułatwiają niczego. Tylko taka koncentracja na własnej przeszłości i własnej krzywdzie naprawdę czasem powoduje, że na zupełnie niewinnych i nieatakujących Was tak naprawdę ludzi spada od Was kupa gorzkich słów.
        • aga_junior malenkie 09.11.11, 11:09
          malenkie7 napisała:

          > latortura - to jest trochę jak walenie grochem o sciane, jak to sie mówi... mat
          > ka, ktora urodzila zdrowe dzieci, nigdy nie otarla sie o trudną diagnoze, nie s
          > pedzila godzin na ciezkiej rehabilitacji, nie brala leków, zeby uciszyc potworn
          > y lęk i obawe i zdrowie dziecka - NIGDY nie zrozumie nas, matek "histeryczek",
          > ktore jednak to przezyly. dla takiej mamy zderzenie czolowe dziecka z czymkolwi
          > ek, to po prostu zwykle uderzenie. krwi nie bylo, nic sie nie stało przecież, d
          > o widzenia. dla nas to juz cos wiecej - zaczynamy obawiac sie powiklan, wiemy,
          > jak delikatny jest mozg naszego dziecka i jak niewiele trzeba aby wyrządzic duz
          > o krzywdy, przeraża nas perspektywa kolejnych wizyt u radiologoa, neurologa etc

          Myślę, że po części jest prawdą to co piszesz. Matka zawsze "zdrowego" dziecka nie zrozumie matki, która miała ze swoim dzieckiem kłopoty zdrowotne. Dzieje się tak dlatego " że przeciwności losu nas uczą mądrości a powodzenie wręcz przeciwnie" ... ale
          Jestem matką "po przejściach" których nikomu nie życzę. Strach i lęk towarzyszył mi przez wiele lat i niszczył moje życie i tak naprawdę NIE WYMAGAM aby ktoś mnie zrozumiał, kto nie był w mojej sytuacji. Dlatego tak naprawdę również nie lubię takich wątków ponieważ nie ma dobrych opcji dla wszystkich. Jako matka trójki dzieci, z jednej strony mogę ci napisać:
          rozumiem cię doskonale bo twojemu dziecku stała się "krzywda". Sama jestem osobą która rozniosła przedszkole gdy moja starsza córka rozwaliła łuk brwiowy i było szycie ale tylko dlatego, że przedszkolanka poszła sobie na miasto kupić buty. Natomiast rozumiem że dwie panie nie są w stanie upilnować 25-30 osobowej grupy małych dzieci.
          To z drugiej chciałabym ci napisać, że właśnie ten lęk, ten strach o którym tak często piszesz niszczy ciebie tak jak kiedyś i mnie. I powiem ci będzie on miał wpływ również na twojego syna. I z tego nic dobrego nie wyniknie. Twój synek nie chce chodzić do przedszkola przez całą tą sytuacje, twoje emocje. Nie przez to, że się uderzył.
          Uważam, że panie może nie musiały dzwonić, chociaż jeśli ty tak uważasz powinnaś to zgłosić aby informowano cię telefonicznie o każdym wypadku twojego dziecka. Ale powinny gdy tylko cię zobaczyły poinformować i opowiedzieć całą sytuację. (Pani ze zmiany rannej powinna przekazać te informacje właśnie dla ciebie). Na pewno to lepiej wpływa na matkę gdy wie, że "ten wypadek" został zauważony, dziecko opatrzone i obserwowane.

          > leluchow nie do konca rozumie, co piszemy... nie ujmujemy jej przecież troski o
          > wlasne dzieci, - to normalne, ze o dwojke dba sie tak samo jak o jedno/troje
          > etc. chodzi o dystans i ogarniecie emocji - przy wiekszej ilosci dzieci pewne s
          > ytuacje ma sie juz przecwiczone.
          > poza tym oczywiste jest to, ze gdy dzieci jest wiecej - to one razem spedzaja c
          > zas, bawią sie. dla naszych jedynakow po poludniu to my, rodzice (głównie mamy)
          > jestesmy kompanami do zabawy i wspolnego spedzania czasu, te wiezi są potworni
          > e silne.

          malenkie a czy twój syn ma również tak silne więzi z tatą? Gdy ja wychowywałam histerycznie swoje dzieci, mój mąż swoim zdrowym rozsądkiem sprowadzał mnie na ziemię. Na początku byłam zła na niego za to ale teraz mu dziękuję. To były takie głupie sytuacje gdy np. miałam wyrzuty sumienia, że mój syn chodzi i się nudzi, albo gdy ciągle chciałam robić coś za niego itp. Twój lipcowy jest jeszcze mały ale lata lecą, przygotuj się na to, że on zacznie potrzebować czasu bez ciebie, będzie chciał co raz to więcej wolności, niezależności. Świat jest okrutny nikt nie będzie w przyszłości w szkole skupiał się tylko nad nim, będzie musiał dostosować się do grupy. Nie raz przyjdzie w siniakach czy zadrapaniach.
          Musisz trochę zwolnić, popuścić luzu w swoich silnych emocjach.

          Ja trochę może zboczyłam z tematu ale to dlatego, że czuję pewną więź z tym twoim strachem i lękiem i naprawdę cię rozumiem. Są chwile gdy nie można się opanować. Nie wymagajmy od siebie zaraz totalnego luzu bo to nigdy nie nastąpi ale nie obarczajmy dzieci swoim życiem i złymi emocjami. Gdy 2 lata po mojej tragedii przyszedł czas aby puścić córkę sama do szkoły (przez 3 ulice bez świateł) myślałam, że umrę ze strachu. Zamykałam drzwi, dzwoniłam do męża i płakałam jak bóbr ale oboje wiedzieliśmy, że tak trzeba. Każdy taki skok do przodu w moim lęku dawał mi troszeczkę spokoju i opanowania. I tak małymi kroczkami przez parę lat dochodzę do takich właśnie wniosków. A wypadki zawsze się zdarzają, nie uchronisz nikogo przed nimi. Moja córka na balu w szkole złamała nos, miała operację z powikłaniami.

          > z przedszkolankami zapewne jest podobnie jak z personelem medycznym - tli sie w
          > nich jakies powolanie do tej pracy, ale są niezbyt dobrze wynagradzane, wiec m
          > otywacja do oddania sie w pełni tej pracy jest jaka jest.

          Też tak uważam. Myślę też że to bardzo trudny zawód tak jak "nauczyciel". Pracownicy z góry są nastawieni na pracę z rodzicami a tu są emocje, silne emocje.

          Cieszę się, że małemu już lepiej :-) Naprawdę jak piszą dziewczyny twój syn ma bardzo dużo uroku, nie tylko zewnętrznego :D
          Trzymaj się w takich sytuacjach jak te
          ;-)
      • paris4 Re: no żesz q...! 09.11.11, 10:08
        a nie prościej zamiast udowadniać sobie kto ma rację przejść do porządku dziennego nad tym, że każdy ma inne podjeście do dzieci i zależy to wyłącznie od naszej konstrukcji psychicznej i osobowości
        Ja nie mam natury histeryczki ani trochę, nie przepadam za umartwianiem się i rozkładaniem problemów na części pierwsze
        A odnosząc się do niektórych wypowiedzi mogłabym odnieść wrażenie, że powinnam ponieważ: zajście w ciążę nie przyszło mi łatwo, córka urodziła się również z krwiakiem i miał z 20 ug główki, oboje moich dzieci miało "przygody" pt OIOM i zagrożenie życia. Nie zrobiło to ze mnie histeryczki bo nie i już :) Oraz mam pogląd że matki histeryczki niekoniecznie robią przysługę swoim dzieciom. Czy jestem dumna z niebycia histeryczką - ani trochę - tak mam i już, histeryczki mi na odległość ani trochę nie przeszkadzają
        Latorturo naprawdę wolałabyś żeby wszyscy pisali tu jednym głosem? Na przykład: u nas słonko, a u nas deszczyk, a u nas katarek. No daj spokój. mam wrażenie, że fajnie te dyskusje przebiegają i większości przypadków w cywilizowany sposób każdy wyraża własne zdanie oraz odnosi się do zdania innych. I to jest fajne
        Co do tematu wątku - to moją reakcją byłoby współczucie dziecku że sobie buzię poprzestawiało i tyle.
        Wczoraj mój syn dostał na treningu piłką w twarz. Mocno. Trochę się mazał. Terner jakoś w przelocie mi tę informację przekazał. Co zrobiłam? Przytuliłam syna, po czym dość konkretnie wytłumaczyłam, że futbol taki własnie jest i jeszcze nie raz się zdarzy, że wyjdzie poobijany - marzył o treningach a tak one właśnie wyglądają - ni mniej ni więcej. I już. Syn nie chodził rozklejony przez trzy dni bo ma siniaka na policzku. Przeszedł nad tym do porządku dziennego.
        • metanira Re: no żesz q...! 09.11.11, 11:43
          Właśnie, właśnie :) Ja się cieszę, że różnimy się podejściem do różnych spraw i opiniami. A jeszcze bardziej cieszę się z tego, że potrafimy kulturalnie i na poziomie rozmawiać o kwestiach, które nas dzielą. Ja akurat, odwrotnie do paris, mam tendencję do analizowania, dzielenia włosa na czworo itp. Ale mam tego świadomość i potrafię spojrzeć na siebie z dystansu, zwłaszcza, kiedy emocje opadną. I dlatego, podobnie jak lucy, potrzebuję czasem kopa w tyłek od osób stojących z boku i nie mam focha z tego powodu.
        • smolineczka "nie-histerykom" żyje się po prostu lepiej 09.11.11, 12:38
          święte słowa!!!
          • malenkie7 Re: "nie-histerykom" żyje się po prostu lepiej 09.11.11, 15:33
            młody wczoraj mial wolne od przedszkola, chcielismy zeby zapomniał, dzisiaj poszedl normalnie. gdy go odbieralam, zostalam poproszona przez przedszkolanki na rozmowe - padły przeprosiny, zapewnienia, ze dbaja jak moga, ale takie rzeczy sie zdarzają, ze moga dzwonic po kazdym, nawet drobnym skaleczeniu... nie powiem, rozmowa byla spokojna, rzeczowa, i dodała mi otuchy. poprosilam o zrozumienie z ich strony - ze to pierwszy raz, że się wystraszylam, ze w ogole jakos groznie to wyglądalo. no i teraz mi troche lepiej. ale - nie wiem, czy taka rozmowa miałaby miejsce, gdybym nie poszla przedwczoraj do dyrektorki? czy panie same z siebie porozmawialyby ze mną?

            znam granice, wiem, gdzie konczy się rozsądek, a zaczyna idiotyzm - zaufajcie mi, ze Piotrek ma normalną matkę, tyle ze oboje jestesmy po przejsciach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka