malenkie7
07.11.11, 13:59
dołączamy do grona wypadkowiczów.
odbieram dzis Piotrusia, patrzę, a on wygląda jak bokser - warga spuchnięta, nosek opuchnięty, obtarte czoło. Pani spokojnie informuje mnie że Piotruś na placu zabaw uderzył się o altankę:/
no żesz. to ja sie pytam - dlaczego nikt do mnie nie zadzwonil??? odpowiedz- nie wiem, bo ja jestem na II zmianę, ale pani Renatka (ktora pilnowala dzieci na placu) powiedziala, ze krew nie leciała i przyłożyla mu cos zimnego.
zagotowalo sie we mnie. bo po pierwsze to niemily widok, zobaczyc rozkwaszony pyszczek swojego dziecka, no a po drugie - to ja ku... chce byc o takim przypadku poinformowana od razu! jak się spoznię z oplaceniem to potrafią zadzwonić.
nie lubię przedszkola, choc wiem, ze jest ważne i potrzebne. ale od zawsze przeraża mnie znikoma liczba opiekunek na duzą ilosc dzieci i to, że one nie są w stanie tych dzieci upilnowac.
sprawe zglosilam dyrektorce, przepadly nam dzisiejsze zajecia z logopedii i SI (200 zl poszlo w pizdu za przeproszeniem), no ale wazne żeby mlody doszedl do siebie. narazie jest osowialy, ale domaga sie jedzenia, wiec moze nie jest zle.
jakiejs wielkiej awantury nie robilam, bo beda krzywo na Piotrutka patrzec. tylko jakoś cala dygoczę w srodku.