mareszka
13.11.11, 22:37
Łazi mi ostatnio temat po głowie, bo znajomi - rodzice o rok starszego dziecka właśnie się rozglądają intensywnie - o matko! mnie też to czeka niebawem. Was też. Nie wdając się w dyskusję czy powinno się posyłać sześciolatki do szkoły chciałabym poprosić Was o wypowiedz w kwestii: szkoła prowincjonalna czy szkoła wielkomiejska?
Niedawno przenieśliśmy się na wieś. Najbliższa szkoła znajduje się w niewielkim miasteczku, M pracuje w mieście, więc logistycznie bez różnicy. Na co się nastawiać?
Kilka lat byłam belfrem. Wiem czego boję się w szkole dla mojego dziecka. Najbardziej boję się kwestii środowiskowych. Bądźmy szczerzy: średnie wyniki testów egzaminów niczego nie pokazują. Często są wynikiem olbrzymiej presji wywieranej na dzieci, masy kasy na korki, poza tym, jak niegdyś mawiał mój stary profesor "jak stoję jedną nogą w piekarniku, a drugą w zamrażarce statystycznie jest mi ok", lub jak bardziej brutalnie mawiał mój kolega "Jeśli chodzi o gwałt zbiorowy, to statystycznie większość uczestników jest z niego zadowolona". Więc odkładam na bok statystyki.
Z jednej strony dzieci w prowincjonalnej szkole są bardziej kontrolowane, mam mniejszą szansę na chuliganerię, narkomanię (statystycznie prawie każdy trzynastolatek miał kontakt z narkotykami), seks-party nastolatków i inne zjawiska kulturowe, o których jako uczennica nie miałam pojęcia, Zdecydowanie pod tym względem pożądam zacofania :).
Jeśli chodzi o poziom szkoły to uważam, że w każdej szkole można porządnie przygotować się do egzaminów, o ile się chce, choć prawdą jest, ze presja otoczenia (np wysoki poziom albo olewane szkoły) odegra tu swoją rolę.
Logistycznie nie jest żadnym problemem wozić Pita do Łodzi, babcie mogą odbierać go wcześniej w razie potrzeby. Choć na nasze zadupie mógłby spokojnie dojeżdżać rowerem z najbliższego miasteczka, no i są też gimbusy.
Jakoś tak jestem trochę jednak za tą prowincją. Koledzy ze szkoły mieszkaliby w pobliżu, łatwiej by mu było prowadzić przyszłe życie towarzyskie. Ale mamy tramwaj do Łodzi, do autobusu miejskiego jest na przełaj jakieś 4km.
Boję się jednak swego rodzaju stygmatyzacji w liceum. Chłopiec z prowincjonalnej podstawówki. Chociaż w końcu i tak będzie "ze wsi".
W naszym małym miasteczku wszystkie szkoły są śliczne - odremontowane, zadbane. To był jeden z priorytetów gminy. Są zajęcia dodatkowe, basen ...
Nie chcę, żeby moje dziecko było w szkole anonimowym numerem na liście obecności. Chcę, żeby w szkole miał przysłowiowy "drugi dom" - bo wiem, ze jeśli się odnajdzie dobrze w takiej rzeczywistości, będzie lubił szkołę, to będzie się lubił uczyć.
Nie wiem sama...
podzielcie się refleksjami na temat.
dzięki