anutka25
10.07.07, 09:44
Cześć dziewczyny! Już jesteśmy w domciu, wyszłyśmy w sobote. Mamy się bardzo
dobrze. Mam chwilke czasu to moge opisać jak to było ze mną. We wtorek 3 lipca
pojechałam do szpitala, bo miałam wrażenie, że mi wody się sączą. W szpitalu
okazało się, że to jednak wody, jednak w szpitalu nie było miejsca i odesłali
mnie do innego (szpital gdzie miałam rodzić ma remont i musiałam szukać
innego, stąd odesłanie mnie). w drugim szpitalu powiedzieli, że wody mi nie
odchodzą, ale mnie zostawią, bo jestem po terminie. O 14 poszłam na sale, a o
15 dostałam skurczy. Do 18 dało radę chodzić, ale potem były silniejsze i co 4
minuty.Na sali porodowej oczywiście nie było miejsc to połozyli mnie na
korytarzu, dopiero koło 21 poszłam na salę porodową i to na kozetkę, bo miałam
czekać na wolne łóżko. Zwolniło się koło 00 i tam czekaliśmy na rozwiązanie. O
1.48 moja córcia była ze mną.Przez cały czas jak byłam na sali porodowej żadna
połozna do mnie nie zajrzała, a jak juz to tylko po to żeby się drzeć, że nie
mam skurczy, że to tylko główka się obniża, a czasami takie teksty rzucała, że
się płakać chciało, np. gdzie Ty masz te skurcze? przeciez nie będę siedziała
z ręką w twojej c..., bo jeszcze mi tam zostanie. Jak mieli mnie zszywać to
tez mnie zostawili samą, a ze mnie krew się lała na podłogę, zrobili mi
łyżeczkowanie.Straciłam duzo krwi, do tego stopnia, że mieli mi ja przetaczać.
Lekarz dopiero z położną przestraszyli się jak zaczęłam tracić przytomność po
porodzie, wtedy sie mną zajęli ( cisnienie miałam 80 na 50).Wszystko to
wynagradza mi teraz moja córcia. Jak ją zobaczyłam pierwszy raz to byłam
zaskoczona, bo mała ma gęste, czarne i długie włoski i ciemna karnację (a ja
jestem jasna blondynką, mąż jest czarnowłosy). Córcia jest sliczna, w szpitalu
była ulubienicą personelu, połozne kucyki jej robiły. Teraz jesteśmy w domciu
i jest ulubienicą wszystkich domowników. Pozdrawiam wszystkie foremki i
dziękuję za pamięć i ciepłe słowa.