kamamama2
08.10.07, 21:23
No to się dziś wieczorem rozpisałam, ale zaraz idę spać, skoro
dzieci posnęły, bo jestem troche jak zombie.
Miałam ciężki tydzień, jakiś potężny kryzys - pewnie ze zmęczenia -
zalany hektolitrem melisy.
Byłam dziś u pani psycholog, dobrze mi zrobiło wygadanie się i
posłuchanie co ktoś inny ma do powiedzenia o mnie i tym co się
stało. Za tydzień w piątek przychodze z synkiem. Czas mu pomóc, bo
choć na zewnątrz wszystko wygląda ok - poza moczeniem się i zerowym
poczuciem bezpieczeństwa - to nie wiem co siedzi w jego głowie, nie
mówi, nie pyta już o tatę, cieszy się jak przychodzi i sie z nim
bawi. Może on już to sobie ułozył, tylko ja jeszcze nie umiem?
Wypracowaliśmy odwiedziny taty 3 x w tygodniu, w sobotę u niego, ale
nie zgodziłam się na obecność koleżanki, chociaz kiedyś będę
musiała, teraz nawet nie powiedział jeszcze synowi, że nie mieszka
sam. Za to prezenty od taty koleżanki są... Finansowanie dzieci już
2 miesiąc terminowo i w kwocie jaka ustaliliśmy. Więc właściwie
wszystko dobrze, chociaz wolałabym go nie widzieć, a muszę...
Znowu wierzę, że sobie poradzę.
eh, żeby tylko troszke odpocząć...