maniulka_25
07.09.08, 09:28
Mam już dosyć siedzenia w domu. Nie radzę już sobie, to znaczy nie jestem w stanie ogarnąć gotowania, sprzątania i bałaganu który jest wiecznie. Córka lata wszędzie, otwiera wszystkie szafy, wszystko niszczy, ze śmietnika wyjada różne rzeczy... Nie mam już siły. Tak jak pisałam w innym wątku, żeby przeżyć dzień wychodzę na spacer o 10 a wracam około 18-19 do domu. Plączę się z dzieckiem po mieście, po lesie, odwiedzam jedna prababcię, drugą... Ale mam już szczerze dosyć. Dodatkowo brakuje mi siły fizycznej, bo jestem w 23 tygodniu ciąży. Chciałabym uciec z domu, rozwieść się i zostawić dzieci mężowi. Albo niech się sam wyniesie i da na opiekunkę. Błagałam go wręcz o nianię, ale on twierdzi że ja nie pracuję, nic nie robię całymi dniami więc to bez sensu kogoś zatrudniać.
A ja ? Ostatni raz czytałam gazetę i byłam w kinie w ciąży. Z wykształcenia jestem nikim bo skończyłam politologię, mam 26 lat. Jedyne moje doświadczenie zawodowe to kelnerowanie, sprzątanie i inna praca fizyczna - najczęściej za granicą w wakacje. Na studiach żeby się utrzymać sprzątałam i myłam okna. Żałuję że nie zostałam np. fryzjerką bo miałabym konkretny fach w ręku. Zapisałam córkę do żłobka ale już wiem że i tak jej tam nie oddam. Kocham ją nad życie, wypełnia mój cały dzień, jest dla mnie wszystkim i bez niej bym zginęła. W styczniu urodzi się drugie i już wiem że zbzikuję. Karmienie piersią odpada (nie będzie czasu i siły), na obiad kanapki w biegu i ciągłe latanie za Julką i zabawa, oraz płaczące niemowlę ... A ja sama w domu ze wszystkim przez cały dzień. Mój m się nie kwapi to pomocy, rano wychodzi wieczorem wraca. Niby robi zakupy ale u nas nie ma czegoś takiego tak wspólne wydatki. Moje oszczędności życia, bardzo skromne wydałam już na Julię. Wzięłabym kredyt na nianię ale boję się że nie dam rady spłacić. Sprzątanie odpada bo jestem w ciąży. Dno ! Zazdroszczę dziewczynom które są wykształcone, mają swoją pracę chociaż na 1/2 etatu, nie muszą prosić o drobne na śniadanie... Ja nie mam żadnej wartości, jedyne to to że jestem dobrą matką. Ale jako człowiek, kobieta czuję się zerem. Chciałam pracować w osiedlowym sklepie chemicznym ale mój m powiedział że przyniosłabym tylko wstyd rodzinie. I że powinnam się dokształcać, chodzić na kursy i studia. tylko nie powiedział mi kiedy i za co ?
Co mam zrobić? Odchować dzieci, potem zapisać do przedszkola i co dalej? Bycie matką jest bardzo fajne, miłe, wspaniałe ale ja muszę też zarobić na życie. A przede wszystkim chciałabym coś zmienić.