Dodaj do ulubionych

Co jest "naszą sprawą", a co nie?

05.10.08, 17:00
Dziewczyny, znamy się długo, wiem, że jest nas sporo, i wiele tu różnych
opinii na prawie każdy temat.
Chciałabym zacząć pewną dyskusję, która, mam nadzieje coś nam da.
Chodzi mi o to, co jest "naszą sprawą", gdy widzimy inne dzieci - niektórym z
nas nie podoba się, np jak ludzie nie dbają o dobry wygląd dziecka, innym nie
podoba się, jak inni wychowują dzieci na rozpieszczone, albo jak karmią i
czym. Jest też wiele podjeść do innych spraw.
I zawsze przy takich dyskusjach pojawia się głos "a co cię obchodzi jak ktoś
to robi", ale z drugiej strony: "mam inne zdanie na ten temat, ale nie będę
się wynurzać".
Z drugiej strony jesteśmy przerażone pewnymi doniesieniami, jak ktoś pobił
dziecko, skrzywdził itp.
Może kaliber obydwu zachowań jest różny, ale do jakiego momentu nie powinniśmy
się "wtrącać", a kiedy już powinniśmy.
Czy nie jest naszą sprawą to, czy ktoś wiezie dziecko bez fotelika lub
zapiętych pasów? Czy to nie mój biznes, jak ktoś wozi dziecko? a jeśli coś się
stanie?
Czy zapytać sąsiadów, dlaczego ich dziecko płacze codziennie?
Boję się, że żadna strona internetowa, żadna akcja telewizyjna nic nie zmieni,
jeśli podejście będzie takie, że to nie moja sprawa, nie będę się wtrącać i
innym to samo radzę...
Obserwuj wątek
    • badowimo Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 18:33
      Sama obiektywnie musisz stwierdzic kiedy mozesz napotkanemu
      rodzicowi zwrocic uwage, sorry ale ja w zyciu nie podeszlabym do
      rodzicow w restauracji i zwrocila uwage, ze redbul jest be.
      Jakby wodke malej polewali to tak, podobnie z "jechaniem" na forum
      na rodzicow, ktorzy przegrzewaja dzieci albo nie ubieraja dziecku
      butow tylko skarpety...
      nie ma co za bardzo tematu do rangi megawaznego podnosic wg mnie,
      chyba ze sie myle.
      pozdrawiam
      • olcia.kaktus Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 18:50
        Akurat tamta dyskusja o restauracji to jest tylko jednym z przykładów, ale chyba
        nie głównym, który dał mi pomysł do tej dyskusji.
        Ja przyznaję się bez bicia, że nie zwróciłabym w takiej sytuacji uwagi, podobnie
        jak w wielu innych, o których wcześniej na tym forum była mowa. Ale z drugiej
        strony czytam o stronie, na którą się "zrzucałyśmy" i zastanawiam się nad tym,
        co to da, co to zmieni.
        I doszłam do wniosku, że niestety niewiele. A wg mnie wiele zmieniłoby, gdyby
        ogólnie w społeczeństwie inaczej było postrzegane interesowanie się innymi.
        Tak samo pewnie wiele z nas bardzo by się oburzyło, gdyby ktoś z sąsiadów
        zapukał do naszych drzwi, gdy dziecko akurat przy okazji ząbkowania darłoby się
        przeraźliwie przez cały dzień. Ja, podobnie jak wiele z nas poczułabym się źle.
        Ale tak jak myślę sobie o tym dłużej, to dochodzę do wniosku, że nic by mi się
        nie stało, gdyby ktoś mnie zapytał. Ale gdyby w innym domu ktoś zapytał i w ten
        sposób przerwał gehennę jakiegoś krzywdzonego dziecka...
        Tak samo - nie miałam odwagi powiedzieć sąsiadce, że wozi dziecko bez pasów...
        Ale jakby coś się stało, to miałabym ogromne wyrzuty sumienia. Może zwróciłaby
        uwagę...
      • ankas4 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 18:59
        Ostatnio sama mialam taka dziwna sytuacje , mianowicie tutaj zroblo sie zimno,
        jade z Tymkiem wozkiem, on ubrany od stop do glow, naprawde bylo zimno, i mijamy
        tate z dwojka dzieci , jedno okolo 5 lat. drugie w wieku naszych dzieci, i to
        malutkie bylo w krotkim rekawku... az mnie zmrozilo jak to zobaczylam, a drugie
        bylo ubrane w kurteczke, wiec wiedzialam ,ze to nie jest kwestia tego ,ze tak sa
        dzieci nauczone, mialam przy sobie dwa kocyki takie za kilka dolarow kupione i
        naprawde mialam ochote dac temu tatusiowi jeden , ale... sie przestraszylam, ze
        stwierdzi ,ze wsadzam nos w nie swoje sprawy...zaluje ,ze nie dalam mu jednak
        tego kocyka, mysle ,ze to byl tatus , ktory jak wielu nie chcial zle ale nie
        przykladal wagi go mtego jak wychodzil z domu.

        jak widzisz i ja sie czasto zastanawiam czy reagowac w takich sytuacjach,
        innaczej jest juz z przemoca wtedy reagujesz zawsze i wszedzie!
        • lilka.k Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 19:10
          Kurcze, ciężki temat.
          Mnie jak kto jest ubrany nie przeszkadza, ale oburza mnie jazda bez fotelika. I
          kłóciłam się o to z koleżanką niedawno. Spławiała mnie głupimi argumentami, że
          wyciąga małą z fotela, bo się w nim poci, więc część jazdy siedzi obok mamy na
          kanapie auta.
          Druga kolezanka karmila malego piersią, wiec nie tracąc czasu wyciągala go
          podczas jazdy.
          Tępię, tępię, tępię. I zawsze zle na tym wychodze. ale sie nie zmienie.
          • silvii Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 21:03
            A mnie mrozi jak widzę matkę z dzieckiem w nosidle z dzieckiem twarzą do
            kierunku jazdy... i muszę potwornie ze sobą walczyć, żeby nie podejść i nie
            powiedzieć takiej matce, że krzywdzi swoje dziecko... ale jak ostatnio
            zobaczyłam REKLAMĘ! odkurzacza... z matką i dzieckiem w takiej pozycji... opadło
            mi dosłownie wszytko... teraz to będzie prawdziwa walka z wiatrakami... :(((

            Silvii & Dan
            • edzia.79 Re:silvi 06.10.08, 09:12
              ja mam to samo!!!!
              strasznie musze walczyc ze soba widzac dzieciaczki w nosidelkach i zadowolonych z siebie rodzicow.
              ostatnio w Smyku widzialam mlodych rodzicow z kikutygodniowym niemowleciem ktore strasznie im plakalo i wymachiwalo chudymi lapkami.
              a ta reklama...szkoda slow
          • 27agnes72 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 21:06
            Myślę, że tu na forum mam prawo napisać co mnie denerwuje-CO NIE
            ZAWSZE OZNACZA, ŻE MAM RACJĘ!
            Mi jest szkoda dzieci, które mimo zmęczenia i zapocenia i znudzenia
            są ciągane całymi dniami przez rodziców po centrach handlowych-
            trzeba wiedzieć kiedy i gdzie i na jak długo można dziecko
            zabrać.Ale nie zwracam uwagi ponieważ różne są powody zabierania
            dzieci do sklepów.
            Sytuacje, które czasami obserwuję w sklepach-kłótnie rodziców z
            trzylatkami co kupić do ubrania a co nie, rzucanie ubraniami.Moje
            dzieci też częściowo decydowały w co się będą ubierać ale są pewne
            GRANICE.Ci RODZICE kiedyś dostaną za swoje.I już dziś jest mi ich żal
            Szkoda mi jest dzieci, które krzyczą w kościele, że chcą do domu i
            się nudzą-bo różne jest podejście rodziców do tej sprawy.
            Ale jeżeli duży chłopak niszczy nam klatkę schodową lub swój własny
            rower, wyrzuca śmieci nie tam gdzie trzeba- zwracam uwagę
            głośno.Niekiedy skutkuje.
            Przyznaję, że jak matka krzyczy na ulicy na dziecko i je popycha to
            się nie odzywam bo się boję.Odpowiedź brzmi zawsze tak samo-MOJE
            DZIECKO!
            • matizka Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 23:22
              Troche off topic, ale właśnie czasami nie znamy całości sytuacji.

              Właśnie chyba z 5 godzin spedziłam w sobotę z małymi w Ikea, ale
              dlatego,że facet kończył nam kominek i był mega hałas, kurz i
              jeszcze powiedział, że jak będziemy korzystać z kuchni to nie ręczy,
              że skończy.

              I tym sposobem Ikea (nie miałam do kogo za bardzo się wprosić, a to
              b. blisklo mojego domu i mogłam czekać na telefon męża kiedy możemy
              kuż wracać) była mniejszym złem niz dom:)

              A co do wtrącania to albo widzę coś ewidentnie złego (ja np.
              noworodka z mamusią i tatą na zakupach - płaczącego ze zmęczenia)
              albo kogoś muszę b. dobrze znać i wiedzieć, że coś nie halo (choć w
              tym drugim przypadku to jeszcze trudniej - kiedys próbowałam
              zasugerować sąsiadce b. chorującej dziewczynki pomoc naszej świetnej
              alergolog - widziałam, że uważa że się wtrącam niepotrzebnie
          • dorka3078 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 21:13
            Pewnie wiekszość z nas miewa podobne odczucia conajmniej co jakiś
            czas.Blisko mnie mieszkają ludzie,którzy do końca sie nie
            wybudowali,mieszkają bez łazienki na betonach i ogólnie
            tragedia.Wiem że nie wozi dzieci w fotelikach,jeździ w ogóle bez
            prawa jazdy,w domu ostro piją,on ją leje(ale jak jej bezposrednia
            sąsiadka słyszała jak dzieci płaczą a oni się leją to potem mówiła
            że bała się dzwonić bo samam miała grilla na ogródku i wszyscy byli
            po piwie),także kilkakrotnie się zastanawiałam czy nie zgłosić jej
            za brak prawa jazdy i za beznadziejne warunki w jakich żyją,ale ale
            ale i cóż robić?
    • gdynianka_11 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 21:13
      Raz mi się zdarzyło, że widząc matkę, która biła dziecko i
      wrzeszczała na nie zwróciłam uwagę. Powiedziałam po prostu, żeby
      przestała, że ma taką fajną córkę itp. Kobieta coś odpowiedziała,
      ale wydaje mi się, że się zawstydziła. Po całym zdarzeniu
      zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam i doszłam do wniosku, że tak.
      Sama, gdybym straciła panowanie nad sobą w stosunku do dziecka, co
      mam nadzieję się nie zdarzy, chciałabym, żeby ktoś mnie otrzeźwił.
      Tak samo nie byłabym wkurzona, gdyby sąsiadka dopytywała się, co się
      dzieje, że moje dziecko dużo płacze.
      Natomiast zgadzam sie, że kwestie przegrzewania, wyziębiania,
      jedzenia, spania itp. to tematy, w które się nie wtrącam -
      szczególnie nie wyobrażam sobie zwrócenia uwagi na cos takiego obcej
      osobie.
      • badowimo Dorka3078 05.10.08, 21:45
        Te historie co opisujesz nt. tej rodziny patologicznej (to czuc na
        odleglosc) MUSISZ koniecznie zglosic do Miejskego Osrodka Pomocy
        Spolecznej. Mozesz pojsc osobiscie, nie przedstawiasz sie jezeli nie
        masz na to ochoty, zglaszasz jako sasiad i tyle (anonimowo).
        Ewentualnie telefonicznie, podobnie, bez przedstawiania sie. Nie
        masz prawa w tego typu sprawie sie legitymowac. Dokladnie wypytaj
        kto ta rodzina sie bedzie zajmowal (ktory pracownik socjalny) zeby
        miec pewnosc ze zgloszenie przyjeto i wiedziec z kim potem nawiazac
        kontakt gdyby sie okazalo, ze nic sie nie zmienia.

        To o czym piszesz to juz nie sa przelewki.
        Jak odwazysz sie zadzwonic, zreszta tutaj nie trzeba zadnej odwagi
        powiedz o tym, ze koles nie ma prawka. To wazne, MOPS zglosi to na
        Policje, chlop jest niebezpieczny:(
        pozdrawiam
        • dorka3078 badowimo 06.10.08, 09:21
          źle napisałam o tym prawie jazdy to ona jeździ bez,ja juz
          kilkakrotnie zgłaszałam na straż miejską ich za psy bo latały po
          całej wsi i nie wiadomo było czy to nie wściekłe9straz miejska też
          pierwsze co pyta o imie i nazwisko ,adres i dodatkowo jeszcxe
          najpierw do mnie przyjeżdżali czy jak nie przyjmie mandatu to będę
          świadczyć przeciwko,także obojetna nie jestem,to że to patologia to
          wiadomo.Nigdy nie widziałam czy się biją czy nie bo aż tak blisko
          nie mieszkam ale dziwi mnie postawa innej sąsiadki (nie jednej )że
          bały sie dzwonić właśnie
          • badowimo Dorka 06.10.08, 09:54
            dlatego daje dobra rade zeby zglosic to do MOPSU, MOZESZ ANONIMOWO i
            oni zglosza reszte co potrzeba na Policje czy Straz. Nic nie
            tracicie a mozna pomoc dzieciom.
            Nie radze zeby pojsc samemu do tej rodziny i wykladac nt dobrego
            zycia, nie radze tez zeby pojsc na policje czy straz i legitmujac
            sie zglaszac problem. radze w tej kwestii WYSLUZYC sie pracownikiem
            socjalny z MOPSU, ktory od tego jest.
        • edzia.79 Re: Dorka3078 06.10.08, 09:35
          a mnie wcale ne dziwi z bliscy sasiedzi boja sie reagowac.
          u mojej mamy na podworku chlopaki (po 30stece) zrobili sobie klubik w ktorym codziennie pija do pozna,glosuja,nie raz bija sie sami ze soba.
          jedna z sasiadek zatarla z nimi,postanowila ich stamtad przegonic,nasylala policje itd.
          w wiekszosci moga to byc plotki,moze byc tez ze tak ze ona zadzwonila tylko raz a kazde nastepne razy sa jej przypisywane.
          fakt faktem ze po ostatniej interwencji policji chlopak ktory wiele razy siedzial w wiezieniu,ma zawiasy,postanowil sie zemscic.
          powiedzial ze nie da jej zyc,nawet jak mialby pojsc do wiezienia,a jak on nie da rady to koledzy jej uprzykrza zycie.
          kobieta ta mieszka z corka i pol rocznym dzieckiem,wczoraj wsrod obelg wybili jej szyby w oknie.
          corka pobiegla po policje ale chyba nie znalezi tego chlopaka.
          mam nadzieje ze na tym przestana i wiecej nie beda ich nachodzic.
    • mynia0 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 21:48
      ja uważam, że nie wszystko jest naszą sprawą. ;)

      ot, chociażby kilka dni temu byam z Milą na spacerze, chodziłyśmy
      sobie pod kasztanowcem, akurat spadały kasztany no i
      kilka "jeżyków" też było ;) Mila sięgnęla po jednego z nich,
      bardzo ostrożnie zresztą/ miała je już wcześniej w łapkach/. na
      ławce siedział tata ze starszym troche synkiem i zwrócil mi uwagę,
      żebym dziecku nie pozwalała, bo się zakłuje. ja na to, że niech się
      kłuje, bo inaczej nie pozna świata i nie będzie wiedziała co do
      czego jest. Milka sie nie pokłuła tym jeżem. pooglądała i wywaliła.
      no i uważam, że to nie jest niczyja sprawa, jak chodzi o to, co
      pozwalam dziecku brać do rąk a czego nie ;) obróciłam sprawę w żart
      i już. nie cierpię rodziców, którzy wciaz czegoś zakazują - tego nie
      rusz, bo sie wybrudzisz, tego nie, bo cos tam i tak dalej... ja
      pozwalam się brudzić i brac do ręki wiele rzeczy ;) i umiem używac
      mokrych chusteczek ;)

      kiedyś jakas pani mi zwróciła uwagę, że dziecko nic nie widzi :) i
      rzeczywiście, Milka siedziała w wózku przodem i nie zobacyłam, że
      naciągnęła sobie czapkę na oczy . poprawiłam a pani podziękowałam.

      ogólnie sama się nie wtrącam do czyichs spraw....

      a co do molestowania, bicia i tak dalej.. no cóż, dopóki nie zmieni
      się system policyjny, nikt z nas nie będzie mógł nic zrobić, z
      prostej przyczyny - ze strachu :(

      pierwsze, co robi policja to pyta o nazwisko i adres / chociaż
      dobrze wiedzą, z jakiego telefonu sie dzwoni i można to w 10 sekund
      ustalić/. potem pada pytanie, czy będzie się zeznawać. i wszystko
      byłoby pięknie, gdyby te zeznania mogły byc anonimowe. ale u nas
      zeznaje się w obecności osoby oskarżonej :( dopóki nie będzie więcej
      anonimowości, ludzie będą się bać. błędne koło, niestety :(
      • burdziaa Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 22:47
        ja czesto mam takie wytuacje,ze kogos zaczepiam- tak mam-
        najczesciej teraz jak widze dziecko zle usadowione w chuscie albo w
        nosidle przodem do swiata, zawsze wtrące swoje 5 groszy. Raz pewna
        pani bardzo sie oburzyła i mnie zbeształa,ze takie drogie nosidło
        blablablabla, ja jej rzetelne argumenty przedstawiłam i po jakims
        czasie widze ,ze juz zmieniła sposob noszenia i nawet dzien dobrzy i
        usmiech jak mnie widzi:) wiec moze czasem warto mimo wszystko
        zagadac..my Polacy jestesmy takim zamknietym narodem, wychowywałam
        sie wsród Latynosów- tam nikt sie nie szczypie i mowi otwarcie,
        ludzie sie nie obruszają jak u nas, a juz wszystkie dzieci
        tam "nasze są " wiec zastępy dobrych rad ciotek wujków na ulicy,
        zyczliwosc wieksza i zrozumienie/ u nas niestety brak tolerancji i
        zamkniecie na niektóre tematy i k'sobne nastawienie....
        • m0nalisa burdzia i tu jest sedno sprawy!! 06.10.08, 14:00
          brawo ze to zauwazylas!!
          polacy jak czubki- wolnoc tomku w swoim domku, zwrocisz komus uwage i co> foch
          zamiast dziekuje przewaznie.
          nie roz\umiem tego.
          mnie nie uraza jak cos sie dzieje, niedawno moj syn dorwal woreczek na stoisku
          warzywnym (jezdze w podwojnym i go nie widze hehe) zaczal go jesc- podziekowalam
          pani, sciagnie skarpetke- kros mi powiedzial- podziekowalam, czasem jak chlopaki
          placza zastanawiam sie czy moj sasiad Mark do mnie nie zapuka i nie zapyta co
          sie dzieje- to dla mnie normalne ze moze slyszec i moze sie martwic.
          mielismy uciazliwych sasiadow- studentow- niby ok ale jak raz na pol toku
          zrobili impreze to ploty polamane, szyby wybite, zadzwonilam do swojego
          wynajemcy czy zna sasiada zglosilam- chlopaki juz nie mieszkaja. bywaja rozne
          incydenty- mojemu kuzynowi sasiada syn porysowal kluczem samochod i bezczelnie
          sie smial- zadzwonilismy na policje.
          trzeba reagowac- w calkiem malych i w powaznych sprawach, czasem ktos po prostu
          nie pomysli, czasem niewiedza a czasem poczucie zupelnej bezkarnosci kieruje
          ludzmi. a dopoki nie bedziemy totalnie anonimowi w roznych sytuacjach pomagamy
          sobie.

          podobnie z przemoca- oczywiscie ze pomaga ta wasza strona, mowi sie o problemie,
          jesli choc jedna osoba przeczyta i zareaguje i jedno dziecko nie zostanie wiecej
          uderzone- warto bylo!!!
    • smolineczka Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 23:26
      wiesz, olciu, z mojego punktu widzenia, można i trzeba się wtrącać
      do nie całkiem swoich spraw w sytuacji, kiedy jesteś pewna, że
      możesz konkretnie pomóc. po co się pytać sąsiadów: "dlaczego ich
      dziecko ciągle płacze"? precież nie ze zwykłej ciekawości, która
      może jedynie być przykra dla sąsiadów. uważam, że "dobre rady"
      najczęściej są poprostu denerwujące, co innego - pomoc. jeśli
      dziecko sąsiadów ciągle płacze, bo jest chore, a ja mam bardzo
      dobrego pediatrę, to warto go zaproponować sąsiadom
      • kristin4 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 05.10.08, 23:44
        Bardzo trudna sprawa z tym wtrącaniem sie, ja osobiście się nie
        wkurzam jak ktoś coś mądrego mi doradzi i sama też czasem coś komuś
        podpowiem.
        Dzisiaj miałam dziwną konfrontacje, na spacerze spotkaliśmy
        znajomych z widzenia no i zagadalismy troche, chłopczyk ma trzy i
        pół roku jest bardzo pulchny (bardzo) aż mi go żal a mama szczęśliwa
        że kotlety to on od półroczku wsuwa, ale nie o tym, dzisiaj ten
        chłopczyk był bardzo marudny i cały czas powtarzał ze nie chce
        spacerować bo "nie ma dechu" tydzien temu w nocy wylądowali na
        pogotowiu bo mały w nocy miał świszczący oddech ale nie była to
        krtań. Trochę mnie to zaniepokoiło i pytam tej mamy czy była gdzieś,
        że ja mam naprawdę dobrą pediatrę i żeby go obejrzała zbadała może
        jakies badania zrobić ponieważ to mogą być poważne objawy, na co
        mama stwierdziła że to są wymysły małego, napewno nic mu nie jest i
        ona nigdzie po lekarzach nie będzie jeździć.Widać było że oburzyła
        sie na mnie.
        Zakonczyłam dyskusje i poszliśmy z mężem i córcią ale zal mi tego
        chłopczyka. Boje się że może to być coś powaznego. I jak tej
        kobiecie przemówic do rozsadku.
        • lilianak1 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 08:45
          Ja uważam że jeśli nie znamy całego problemu to nie powinniśmy się
          wtrącać. No chyba że ewidentnie NARAŻONE JEST ŻYCIE LUB ZDROWIE
          DZIECKA ( i nie tylko, bo dorosłego, zwierzęcia itp też). I bardzo
          nie lubię jak ktoś komentuje moje zachowania względem dzieci.
          Czasami można bardzo zranić głupim komentarzem. Kiedyś usłyszałam że
          jestem bardzo nerwowa wobec dziecka i niedojrzała jako rodzic,
          płakać mi się chciało. Szłam z synkiem i rozmawialiśmy o jego złym
          zachowaniu, za nami szły kobiety, nie wiem jak długo nas słuchały. W
          pewnym momencie powiedziałam coś w stylu że za złe zachowanie należy
          się kara, a one mi nagle wyjeżdżają z tekstem że teraz Ci młodzi
          rodzice to tylko kary widzą, że dzieci się nie bije i takie tam
          różne. po pierwsze nie powiedziałam nic o biciu, u nas kary to np
          nie granie na komputerze, po drugie byłam zdenerwowana ale
          opanowałam się a tu mi jakaś obca baba zarzuca nerwowość, podważa
          mój autorytet. Płakać mi się chciało. to był trudny dla mnie i
          mojego dziecka okres, m był daleko, my sami. Naprawdę tak mi to
          utkwiło w pamięci, że nawet teraz jest mi przykro.
          Na targu jedna sprzedawczyni ciągle podsuwa dzieciom czapeczki do
          góry bo nic nie widzą, tym samym odkrywa im całe czoło. Ja jestem
          przewrażliwiona na tym punkcie zwłaszcza w zimę. Bo lepiej żeby nie
          widziało niż potem z zapaleniem zatok wyląduje w łóżku. Podobnie
          jest z jedzeniem. Sama dałam małej łyka kawy, po to by nie urządzała
          mi histerii widząc mój kubek. Zobaczyła że to faktycznie be i już
          jest spokój, gdybym tego nie zrobiła miałabym nadal wrzask przy
          kawie. I widzicie starszakowi wystarczyło powiedzieć że to be i on
          wierzył, a mała jest inna ona musi wszystko sprawdzić sama.
          Mnie to wogóle dużo nauczyły moje dzieci. Kiedyś myślałam że wiem
          wszystko o wychowaniu, teraz twierdzę że wiem niewiele. Dzieci są
          różne i sytuacje też, a każdy jest tylko człowiekiem.
          A wogóle to jest taka złota zasada RADY DAJEMY TYLKO TYM, KTÓRZY O
          NIE PROSZĄ.
          • monikaj21 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 09:15
            > Mnie to wogóle dużo nauczyły moje dzieci. Kiedyś myślałam że wiem
            > wszystko o wychowaniu, teraz twierdzę że wiem niewiele. Dzieci są
            > różne i sytuacje też, a każdy jest tylko człowiekiem.
            Liliank, dobrze napisałaś - mam wrażenie, że najbardziej oburzają
            się osoby, które mają najmniej doświadczeń - jak starszaczka była
            mała to mi się wydawało że wszystkie rozumy zjadłam, przy drugim
            dziecku widzę, że nic nie wiem :)
            Zwracanie uwagi - owszem ale tylko w sytuacjach oczywistych i tam
            gdzie to może przynieść jakiś efekt. A już zwracanie uwagi innym
            rodzicom przy dziecku - zdecydowanie nie - to tylko frustruje,
            podburza autorytet i sprawia, że rodzic na dziecku wyładuje swoje
            emocje.
          • ridibunda Brawo Lilianak1 06.10.08, 13:08
            Nie mam za bardzo czasu pisać, ale i tak widzę, że nie muszę, bo podpisuję się
            pod Twoimi słowami. Bardzo mądry post napisałaś. Tak jak i Monice, zwłaszcza te
            słowa mi się podobają:
            "Mnie to w ogóle dużo nauczyły moje dzieci. Kiedyś myślałam że wiem
            > wszystko o wychowaniu, teraz twierdzę że wiem niewiele. Dzieci są
            > różne i sytuacje też, a każdy jest tylko człowiekiem"
    • latortura Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 09:16
      a mnie jest tak bardzo zal dzieci bitych, molestowanych i
      zanidbanych przez rodziców, jestem tak strasznie zła na to panstwo,
      ze mamy takie dziwne prawo i tak mało robimy w tym kierunku,

      teraz gdy moje dziecko jezt coraz wieksze non-stop o tym mysle,
      robiac Mu mleczko sprawdzając czy nie jest za gorace/zimne mysle
      sobie, ze w niektórych rodzinach pijana matka poda za gorace i
      dziecko płacze bo głodne a nie moze pic ;(
      albo nie przewijają dziwci, chodzą z brudnymi pieluszkami całymi
      godzinami, obszczypane...
      nie mogą spokojnie spac, bo cos im dolega, albo nie mają warunków-
      hałas, libacje,

      nie czekają na pore snu tak jak nasze maluszki - tylko czują lęk
      przed nocą bo zastanawiają sie czy dzis tez ktos do nich przyjdzie i
      bedzie robil z nimi rzeczy......... Boze, co te dzieci przechodzą,
      co za gehennę, koszmar...

      nie moge sobie z tym dac rady, zaraz mam łzy w oczach,
      ta nasza bezradnosc, niemoc...
      brak anonimowosci, strach...

      to są dla mnie tematy, w które na pierwszym miejscu powinnismy sie
      wtrącac..
      • kamila_m_g Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 09:58
        No właśnie - powiedzą, że to nie nasza sprawa...
        Moja siostrzenica 3 letnia ma niezły charakterek. Ostatnio Klara jej
        wzięła z ręki jakąś zabawkę a ona podniosła taki wrzask, że masakra.
        Nie dała się uspokoić i szwagier wyszedł z nią na zewnątrz i dał jej
        w tyłek. Kiedyś z siostrom poruszałam tą kwestię i ona zdziwiła się,
        że widzę w tym problem. Nie wiem, co mogę zrobić więcej. Dla mojej
        mamy to też jest dziwne. U nas w domu nie było klapsów, no chyba, że
        jak mama miała depresję przez jakiś czas to np. za głośno na nas
        krzyknęła itp. Głupio mi upominać starszą siostrę itd.
    • malenkie7 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 11:00
      jeżeli, naszym zdaniem, dziecku dzieje się krzywda, powinnismy
      zareagować. niezaleznie od tego czy dziecko jest bite, czy tez
      naszym zdaniem jest za gorąco ubrane w centrum handlowym.
      oczywiscie, zwrócenie uwagi rozzłoszczonemu rodzicowi jest
      trudniejsze - nigdy nie wiadomo, jak furiat zareaguje. w przypadku
      gdy widzimy ze bardzo zle sie dzieje, np w rodzinach patologicznych,
      konieczne powinnismy miec odwage i zgłaszac to odpowiednim słuzbom.
      szkoda, ze nie ma odpowiedniego przedmiotu w szkołach, o naszych
      obowiązkach i powinnosciach obytelskich i spolecznych. cały czas
      jestem zdumiona, ze jest miejsce w planie lekcji na katecheze, a nie
      ma na wychowanie obywatelskie czy nawet seksualne. ale to troche
      odbiega od tematu watku.
      kilkakrotnie zwrocilam uwage rodzicom, ze dziecko jest zbyt mocno
      opatulone - przeżyłam:). moze dlatego, ze staralam zwracac uwage
      swobodnie, z lekkim usmiechem. no i jesli w moim wozku siedzi
      usmiechniete dziecko, to jestem jakby bardziej wiarygodna;)
      • monikaj21 Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 11:09
        Sorki, ale mi też czasem życzliwe panie zwracja uwagę, że dziecko za
        bardzo rozebrane, czy że się stuknie, czy jeszcze coś - uśmiecham
        sie do nich i myślę 'bujaj się'. Nie wiem po co się wtrącać w takie
        rzeczy.
    • kamsi Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 06.10.08, 13:27
      Jedną z wypowiedzi, które mi są najbliższe i najbardziej mi się
      podobają, to to, co napisała Lilianak1 - że wtrącanie się jest
      dobre, jeśli narażone jest naprawdę zdrowie lub życie dziecka.
      Ja mam tylko jedno dziecko, ale już ono wiele mnie nauczyło. U nas w
      domu jedna z podstawowych zasad, które staramy się wcielać w życie,
      to wzajemny szacunek. Od początku staramy się okazywać Konstantemu
      szacunek jako odrębnemu, choć małemu, człowiekowi - może ta postawa
      szybko pozwoliła nam zauważyć, jaką indywidualnością jest nasze - i
      zapewne każde inne - dziecko, że niektóre rzeczy lubi, a innych nie.
      Np. lubi, kiedy jest mu ciepło w nocy, dlatego śpi i w śpiworku, i
      pod kołdrą. Gdyby któraś spośród Was, które deklarujecie, że
      jesteście skłonne zwracać uwagę na przegrzewane dzieci, zobaczyła
      moje opatulone w łóżeczku maleństwo, mogłaby się nieźle oburzyć i
      zwrócić mi uwagę - tymczasem wykazałaby się po prostu totalną
      nieznajomością zwyczajów mojego dziecka i nachalnością.
      Konkludując - jestem za ingerencją w przypadkach w sposób oczywisty
      koniecznych (gdy dziecko jest np. bite, strasznie zaniedbane, pojone
      alkoholem, molestowane - same wiecie), ale wtrącanie się komuś, że
      niestosownie ubiera/ karmi swoje dziecko to wg mnie co najmniej
      śliska sprawa. Żadna z nas nie jest tu na tyle wszechwiedząca, żeby
      znać jeden właściwy sposób postępowania z cudzym dzieckiem.
      • kamila_m_g Re: Co jest "naszą sprawą", a co nie? 07.10.08, 09:51
        A mnie jednak bardziej wkurza jak ktoś chce dotykać moje dziecko,
        jak M jest sam z małą to każda zaraz chce pomagać, a co to facet nie
        może wiedzieć czego dziecko potrzebuje, czy co.
        Klara jest zawsze ładnie ubierana, tak by wszystko do siebie
        pasowało i od lekarki słyszę za każdym razem, że przyszła
        strojnisia, to co mam ubrać jej za duże/małe dresy przechodzone po
        pięciu dzieciach, nie mam takich. Mamy ew. ubranka po jednym
        dziecku, Klary kuzynce.
        Mała jest puszczona na podłogę, jeszcze raczkowała, w sklepie gdzie
        nikogo nie ma i raz poszła do szklanych drzwi i się stuknęła w
        głowę, ale nie płakała. Za drugim razem jak tam zmierzała to pani
        woła od razu uwaga itp. a mała już wiedziała o co chodzi i się
        zatrzymała sama tuż przed.
        Są sytuacje kiedy zwrócenie uwagi jest sensowne.
        Ale nie można popadac w paranoje i ubierać dziecku czapki, bo
        wszystkie dzieci mają i jakaś babcia ci zwróciła uwagę skoro wiatr
        nie wieje, mrozów nie ma itp.
        Och, temat jak rzeka....to chyba zależy od prądu, wirów itp. Trzeba
        po prostu wyczuć sytuację przez zwróceniem uwagi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka