Dodaj do ulubionych

Samotność w związku

28.08.10, 22:55
Piszę bo nie mam z kim pogadać. Trzydziestka skończona, cudowny, mały synek,
facet. Dobra praca. I potworna samotność. Mój związek jest tak naprawdę
martwy, tkwię w nim dla dziecka. I z przyzwyczajenia. I przez kredyty.. Nie
mamy ze sobą wspólnych tematów. Gdy przychodzi wieczór, siedzimy w dwóch
osobnych pokojach. Nigdy nie spędzamy ze sobą czasu. Próbowałam.. to nie jest
tak, że nie chcę.. Czuję się tak bardzo samotna. Brakuje mi takich
zwyczajnych, fajnych rozmów. przytulania się - po prostu. Czułości, bliskości.
K...a, nie wiem jak mogłam doprowadzić do tego. Jak mogłam wejść w tak
niedopasowany związek. Zbyt mocno się różnimy i mam wrażenie, że on MNIE NIE
LUBI, nie akceptuje. moje zachowanie, słowa, moja osobowość - irytuje go. Ba,
moje zalety go denerwują..:) Moja praca wyklucza kontakty towarzyskie, a moi
znajomi siedzą w domkach, nigdzie się nie chcą ruszać. I tak sobie, dzień po
dniu, więdnę. I usycham z braku.. czegoś. Ma ktoś tak przerąbane jak ja..?
Obserwuj wątek
    • fajnyhansik Re: Samotność w związku 30.08.10, 17:24
      Moja droga, nie jesteś sama, też tak mam a mam dopiero 25 lat i wiele
      blędów za soba:(
    • ip.4 Re: Samotność w związku 16.09.10, 14:48
      Czesc,

      Jestem w podobnej sytuacji tylko z drugiej strony. Teraz rozmawiamy i staramy sie, a może ja się bardziej staram. Proszę zrób coś prostego, podejdz przytul i zacznij rozmawiać. Jak sie nie uda za pierwszym razem probuj ponownie, ale tylko pod warunkiem , ze Ci zalezy. Ja bede probowal i bede mogl spojzec w najgorszym razie w lustro i powiedziec, ze naprawde sie staralem.

      Sprobujcie omijac temat, dzieci, kredytu itd. zacznijcie od poczatku.

      Pozdrawiam i powodzenia
    • amelkaa20 Re: Samotność w związku 26.09.10, 20:36
      Spróbujcie jakieś gorącego seksu. Zainicjuj coś, w końcu związek też mocno na tym się opiera. Nieudany seks jest też podstawą nudności w związku. Na początek proponuje Ci taki żel www.sexishop.pl/daring-super-sliski-p-785.html Zresztą znajdziesz tam też dużo innych rzeczy ;-)
    • asia-1257 Re: Samotność w związku 18.10.10, 18:58
      miałam podobnie. Wiele prób zakończonych niepowodzeniem. Brak rozmów, oddalanie się od siebie. Nie mam dzieci i może dlatego podjęliśmy decyzję o rozstaniu.
      Teraz samotna ale szczęśliwsza. On ułożył sobie życie z inną osobą po rocznej znajomości. My byliśmy ze sobą 5lat przed ślubem. Brak dojrzałości. Niezgodności charakterów.Brak rozmów, oddalanie się wzajemne od siebie.
      Teraz czuję się lepiej bo każde wychodzenie z ciepłymi uczuciami, przytulanie się nie nie dawało. To było naprawdę przykre. Czułam się jakbym była z kimś obcym. Stwierdził, że był nieśmiały. W domu nie nauczony okazywania uczuć. Ciężko się żyje z takim człowiekiem. Bolało i oddalało.
    • stokrotka29 Re: Samotność w związku 12.07.11, 16:46
      Tak. Ja niestety. Wczoraj była nasza druga i chyba ostatnia rocznica ślubu. Wyć mi się tylko chce i walić głowa w scianę;(
      • zakletawmarmur Re: Samotność w związku 14.07.11, 10:50
        A co na to Kot Schrödingera?
        • stokrotka29 Re: Samotność w związku 10.08.11, 17:15
          Niezłe. Jak liczyć na kopa w d...to na babki zawsze można liczyć. Niezła szpila ale słuszna. Jak ktoś jest ślepy i nie chce nosić okularów jak ja wtedy to potem rozbije nos na pierwszym lepszym meblu. Zresztą dzisiaj już nieważne. Chcesz wiedzieć co on na to to zapytaj. Akurat to mu się nie zmieniło. Dalej jego naturalnym środowiskiem są fora. Powie, że o co chodzi, że przecież znalazł już swoją " normalną dziewczynę po 30-tce", że kocha, że rodzinka i w ogóle i w szczególe sielanka przecież i że wymyślam. Cholera, po co normalnemu człowiekowi facet i po co wyć przez takiego.
          • zakletawmarmur Re: Samotność w związku 10.01.12, 13:31
            Zapamietałam jak wtedy walczyłaś o narzeczonego. Jak rasowa lwica broniąca terytorium przed innymi drapeżnikami.

            I chcesz mi powiedzieć, że taka kobieta jedyne na co może się w takiej chwili zdecydować to rozwód?! Bez walki?
      • tomasz-online Re: Samotność w związku 14.08.11, 21:51
        Witajcie.
        Może ktoś mi doradzi, podpowie. Nie mam doświadczenia w opisywaniu takich spraw więc wybaczcie za ewentualny chaos. Od 9 lat jestem żonaty. Od dwóch lat zaczął się koszmar. Żona przestała cokolwiek robić w domu. Przychodząc do domu z pracy nawet nie chce jej się powiesić porządnie ubrania. Rzuca na meble,podłogę. Do prasowania, porządków przyjeżdża Pani z Ukrainy. Ja w zasadzie od samego początku związku, gotuję tyle ile umiem sprzątam a też pracuję zawodowo. 3 lata temu przebyłem ostry zawał serca - na 6 tygodni moja pani była u mnie 3 razy w szpitalu z herbatnikami, ale to rozumiem mamy 2 wspaniałych dzieci - była mocno zapracowana z nimi. W tej chwili co drugie słowo z ust mojej żony to; K..., wypier...., skur...., jeban...., . To wszystko dzieje się przy dzieciach. Jak kapie się w wanie (ok. 1,5 godz.) to do syna przy wyjściu woła jebańcu przynieś mi majtki. Od dłuższego czasu reaguje na jej zachowania. Tym bardziej, że dowiedziałem się, że 10 lat temu była leczona w szpitalu psychiatrycznym na bulimię i zaburzenia osobowości. 11.08.2011 po mojej ingerencji na jej zachowanie zabrała dzieci i gdzieś pojechała nota bene moim samochodem firmowym.
        JEŚLI KTOŚ TO PRZECZYTA TO PROSZĘ O PORADĘ - POMOC !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.
        Co mogę zrobić - szkoda dzieci - i zabranie mi ich stawia mnie w sytuacji dyskomfortowej.
        KTO W POLSCE JEST W STANIE ZROZUMIEĆ SYTUACJĘ W JAKIEJ JESTEM ?????????????.
        Gdzie mogę się udać po pomoc????????????????
        P.S. Narobiła w ciągu roku długów na prawie 100 000 zł., które spłacam.
        Piszę jedno - POMOCY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • 1takisobie Re: Samotność w związku 17.08.11, 17:39
      Czesc powiem tak rozumiem Cie. U mnie pomimo iż spędzam czas w tym samym pokoju jest podobnie nie ma ciepła.... Jeśli chcesz pogadać zapraszam na maila work1981@o2.pl
    • bilbona Re: Samotność w związku 14.09.11, 15:05
      Na wstępie odniosę się do problemu Tomasza. Jeśli jest naprawdę tak jak piszesz i nawet do syna mówi "przynieś mi majtki jebańcu", to jest to jakaś masakra… I nie możesz pozwolić, żeby dzieci się wychowywały w takim domu. Bo dzieci są chyba najważniejsze, Ty sobie jakoś z tym w końcu poradzisz, ale jak dzieci dłużej będą przebywać w takiej atmosferze, mogą ucierpieć na psychice. Myślę, że najlepiej wyszukaj jakiejś poradni w Twojej okolicy, najlepiej poradni dla par małżeńskich, tam zadzwoń, umów się na spotkanie i namów żonę, żeby poszła z Tobą. Pewnie nie będzie to łatwe, w najgorszym wypadku możesz pójść sam. Ale zrób coś z tym, bo jak za późno się "obudzisz", może być to już nieodwracalne.

      Natomiast jeśli chodzi o problem Cimka4, to powiem Ci, że swego czasu byłam w podobnym związku, na szczęście nie małżeńskim. Poznałam go na końcu studiów, wszystko fajnie się układało, do czasu. Jakoś po roku zaczęło się wszystko psuć. Zaczęliśmy pracę, właśnie tak jak Ty, raczej nie spotykaliśmy się ze znajomymi ze studiów, bo nasze drogi się rozeszły, głównie wieczory spędzaliśmy w domu, przed telewizorem. Do tego doszło, że nawet nie za bardzo mieliśmy o czym porozmawiać, zainteresowania inne, praca inna i tak wychodziło, że zamiast rozmów pożyczaliśmy sobie jakieś filmy i każdy na swoim fotelu oglądał. Aha, bo po studiach razem zamieszkaliśmy. Seksu też coraz mniej, mimo, że myślałam, że będzie lepiej, jak się przeprowadzimy do wspólnego mieszkania. Okazało się, że mylnie myślałam. Ale tak jak pisałam, na szczęście nie było oświadczyn ani ślubu, dzieci też nie, więc po dwóch latach się rozstaliśmy. Teraz zupełnie inaczej podchodzę do związków. Podstawą są wspólne zainteresowania, jakieś wartości życiowe itp. Teraz np. poznałam faceta przez mydwoje, portal matrymonialny. I sytuacja jest zupełnie inna, ponieważ portal nas dopasował właśnie pod względem tych wartości, osobowości i zainteresowań, dzięki czemu możemy spędzić cały wieczór na długich rozmowach. Nie wiem jak to będzie z biegiem czasu, czy nie zmieni się w taki związek, z jakiego wyszłam. Ale nawet początki tego nowego związku są inne niż w przypadku tego chłopaka ze studiów. Z tamtym właściwie łączyli nas wspólni znajomi i imprezy. Teraz jest zupełnie inaczej, oby tak zostało i oby Tobie też udało się wydostać z tego związku i żebyś zaczęła żyć szczęśliwie. Problem pojawia się z dzieckiem, ale uważam, że i tak może mieć szczęśliwsze życie mieszkając np. z Tobą, ale szczęśliwą i pogodną, niż w domu, gdzie czuj nudę i zirytowanie. Powodzenia!
    • jedwabnymajdanek i tutaj trzeba sobie zadać jedno bardzo ważne pyt. 28.12.11, 13:46
      czy warto było?
      • zakletawmarmur Re: i tutaj trzeba sobie zadać jedno bardzo ważne 10.01.12, 13:20
        Odpowiedź na to pytanie nie ma sensu... Użalanie się nad sobą bo kiedyś tam zachowało się tak a nie inaczej nie zmieni biegu wydarzeń. Uważam, że to nie jest zdrowe.
        Zresztą nigdy nie wiadomo jak ułożyłoby się życie dziewczyny, gdyby wybrała inną drogę. Przecież, gdyby nie wyszła za mąż to teraz jej życie nie musiałoby wyglądać lepiej. A może trafiałaby na nieodpowiednich facetów albo po pięciu latach zachorowała na jakąś straszną chorobę, która uniemożliwiłaby jej posiadanie dzieci? A może siedziałaby w domku i marudziła, że jest samotna a znajomi pozakładali rodziny, nie chce im się nigdzie ruszać tyłka:-) W każdym razie zawsze można sobie znaleźć powód do narzekań. Do zadowolenia zresztą też:-)

        W takiej sytuacji lepiej zastanowić się jak pozbierać te okruchy, które zostały i zbudować z nich coś lepszego. Może zmobilizować męża do zmian nudnego życia, porozglądać się za bardziej imprezowym towarzystwem?
    • oam83 Re: Samotność w związku 10.03.12, 09:34
      Nie wiem czy tak samo, ale też nie fajnie. Ja jestem w związku z kobietą już 12 lat. I nie wiem co się dzieje. Ale zaczęliśmy sobie nawzajem przeszkadzać. "Coś pękło wypaliło się..."
    • tapatik Re: Samotność w związku 01.04.12, 09:41
      Mój kolega dla dobra dzieci rozwiódł się.
      Był z żoną u psychologa. Oboje stwierdzili, że ich małżeństwo stało się fikcją, ale są ze sobą dla dobra dzieci, a psycholog stwierdził, że jeśli oni się w małżeństwie ze sobą męczą, to dzieci to odczuwają i też się męczą. Natomiast jeśli wezmą rozwód i będą szczęśliwi, to ich dzieci też będą czuć się szczęśliwe.
      Także argument "jestem z nim dla dzieci" jest akurat błędny.

      Gorzej może być z kredytem. Tutaj potrzebujesz adwokata.

      Jeśli brakuje Ci kontaktów towarzyskich to poszukaj możliwości spotykania się z innymi ludźmi. Kiedyś na spotkanko forumowe dla samotnych przyszła dziewczyna, która ma chłopaka. Wytłumaczyła, że Jej chłopak ma wyjątkowo wyczerpującą pracę i nie ma siły na jakiekolwiek imprezy. Może Go zabierać i widzieć jak On się męczy, albo chodzić sama. Wybrała to drugie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka