giks
01.02.05, 20:03
"Mimo że tyle się buduje, w Polsce jest nadal szpetnie i brudno" - czytamy
w "Polityce".
dalej
Szklane sześciany biurowców, chrom i stal w centrach handlowych, rezydencje
za parkanami – to już nie ta szarobura, tandetna Polska sprzed 15 lat. Nowe
bywa udane, nawet piękne. Ale fragmentami. Generalnie polski krajobraz to
szpetne domy, bezład ulic, bezstylowe gmachy publiczne. Przyzwyczailiśmy się,
że w Polsce jest brzydko. Jest też brudno i chamsko. To zespół wzajemnie
napędzających się objawów tej samej choroby. Dlaczego nasz kraj jest tak
patologicznie odporny na estetykę? - zapytuje publicystka "Polityki".
Brzydki krajobraz, w którym człowiek na co dzień żyje, kształtuje jego
zachowania. Przykład? Gmach naszego parlamentu, można powiedzieć –
reprezentatywna, ogólnopolska próba. Wicemarszałek Sejmu Donald Tusk
twierdzi, że w tej kadencji problemem nie są żadne estetyczne niuanse.
Problemem jest zwykłe chamstwo. Subkultura alkoholowa jest silna. Ale sprzyja
jej właśnie urządzenie i wystrój gmachu, który ma w sobie coś z wczesnego
Gierka, atmosfery Peweksu, zamożnego socjalizmu. A że poseł w jednym miejscu
pracuje, śpi, je i pije, Sejm przepoczwarza się w odstręczający melanż
wiejskiego wesela i parlamentu. Wystrój sejmowej restauracji, która bardzo
się różni od skromnych stołówek w parlamentach europejskich, zachęca do
biesiady. Być może ci, którzy tak ochoczo upijają się w Sejmie, nie zrobiliby
tego we własnym domu. A po alkoholu smycz kulturowa pęka - donosi tygodnik.
Architektura, ład przestrzenny, wygląd instytucji publicznych, zwykła
czystość ulic – to miara ucywilizowania społeczeństw. Brak estetyki –
tandeta, brud to wskaźniki społecznego schamienia. Szpetoty nie uznaje się w
Polsce za problem społeczny. Ona zatruwa życie społeczne inaczej niż
bezrobocie czy marna edukacja, choć wcale nie mniej boleśnie. Odbiera radość
i lekkość życia. Rodzi albo chociaż wspiera wyniesione z domu nieokrzesanie i
brak ogłady.
– Tak to jest, że jak człowiek żyje w byle jakim otoczeniu, to mu się całe
życie bylejako toczy – stwierdza Krystyna Starczewska, dyrektor I Społecznego
Liceum w Warszawie, popularnej Bednarskiej. – Człowiek ma w sobie potrzebę
harmonii. Jeśli nie widzi tego ładu wokół, to winą za tę brzydotę obarcza
swoje otoczenie. Innych ludzi, nie tylko przedmioty. Jest brzydko, wszyscy są
okropni, to ja też będę cham! W ten sposób estetyczna brzydota wywołuje
brzydotę relacji między ludźmi.
W brzydkim świecie ludzie brzydko żyją - posumowuje autorka tekstu.