Dodaj do ulubionych

Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ?

11.06.02, 15:15
Mój syn ma 4 lata.Porusza się z prędkością rakiety , średni czas pobytu na
jednym miejscu nie przekracza kilku sekund.Nie reaguje na komendy wydawane
głosem podniesionym , bardzo podniesionym i najbardziej podniesionym.Ma za nic
kary pozbawienia czekolady , bajki i wszelkich uciech , bo momentalnie znajduje
sobie nowe.W tamtym tygodniu zmylił pogoń i rzucił z hotelowego balkonu na
czwartym piętrze piłką prosto na znajdujące się na parterze stoliki
restauracji.W czasie posiłku.Jakieś rady ? Błagam , bo ja to przynajmniej
pracuję , ale żona jest z nim stale w domu.
Obserwuj wątek
    • anma Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? 11.06.02, 15:31
      Jakbym czytała o moim synku! Tylko mój ma 3 lata. Też nie usiedzi (zsłe słowo,
      on siedzi chyba tylko na nocniku) 10 sekund w jednym miejscu. W każdej
      sekundzie trzeba go mieć na oku...Rozumiem Cie świetnie ale poradzic nic nie
      mogę, sama bym chciała wiedziec jak ujarzmić takiego wiercipiętęsmile)
      Tylko to ja jestem z nim w domu a mąż pracuje.....
      Pozdrawiam żonę smile))
      • maleen Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? 11.06.02, 15:43
        Przekażę.W domu nie będzie mogła przeczytać , bo demon włożył widelec do stacji
        dysków ( do magnetowidu zresztą też ).
        • roseanne Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? 11.06.02, 15:55
          taaaak, skarby z stacji dyskow
          przerabialismy pestki z daktyki i plasterki szynki.
          Musicie znalesc takie miejsce ,gdzie Malec moze sie wyszalec - plac zabaw, park
          itd.
          Glos podniesiony raczej slabo dziala, wiem z wlasnych dzieci - chyba ,ze
          istnieje powazne niebezpieczenstwo.
          Sprobujcie mowic szeptem (scenicznym), brzmiec tajemniczo.
          na o pilka?. Chowac wszystko z przed rak "pirata".
          Pozdrowienia , i silnych nerwow
          • Gość: żaba Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: 195.94.193.* 12.06.02, 15:26
            W kwestii stacji dysków..........jak się Wam podoba ....ogryzki oraz pumeks do
            stóp.......uzywanysmile?
        • zetadam Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? 14.06.02, 10:48
          Ciekaw jestem czy Wasze demony znają już chociaż ludzką mowę?
          Mój trzylatek, niestety, nie. Jest tak szybki, że nie słowa za nim nie
          nadążają. Czasami podejrzewam go, że nie chce mówić specjalnie, po to, by nie
          musieć tłumaczyć się ze swoich szaleństw i spustoszenia, które sieje wokół
          siebie. Co Wy na to?
          zetadam
          • maleen Re: do zetadama 14.06.02, 11:30
            Główny bohater tego wątku czyli mój syn mówi w zasadzie po swojemu.Naturalnie
            stosuje tą umiejętność selektywnie i generalnie po to ,żeby zwalić wszystko na
            siostę.Większość z nilicznych zdań , które wypowiada zaczyna się od : Bo
            Julka ... , gdzie Julka to właśnie imię starszej siostry.

            pzdr
            • Gość: zetadam Re: do maleen IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.02, 12:31
              Czy mam czekać cierpliwie jeszcze rok, by usłyszeć: Bo Łukasz... bo Zuzia...?
              Przedwczoraj udałem się z moim diabełkiem do logopedy, by usłyszeć oczywiście
              to, czego można się było spodziewać: Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie
              śpieszmy... Po co się łudzę, że ludzka mowa (wężykiem) ucywilizuje i wyciszy
              tego diabełka? Już sam w to nie wierzę! Czy ktoś wie jak przeżyć trzylatka,
              który za rok będzie czterolatkiem, którego też trzeba będzie przeżyć?!
              Pozdrawiam
      • Gość: dream Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.pila.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 15:56
        No cóż, nie pocieszę a wręcz przeciwnie. Ja mam dwóch takich diabełków... Jeden
        ma właśnie 4 lata, drugi zaś, miałam jakiś czas temu nadzieję, że wyrośnie, ale
        wiek nic tu nie da, ma obecnie 7 lat i ma iść od września do szkoły, czego boję
        się już dziś. Z wiekiem się może i z tego wyrasta, ale tak około 30-stki. Wiem
        po sobie... Nie umiem poradzić jak to przetrwać, bo sama nie wiem. Próbuję z
        dnia na dzień, czasem sił mi nie starcza, wtedy krzyczę (drę się w niebogłosy),
        łapię za "pas", chociaż do uderzenia skora nie jestem i o tym dzieci już
        wiedzą, a jak już naprawdę nie mogę to wychodzę choć na chwilę z pokoju.
        Niewiele to wszytsko pomaga, ale jakoś mija dzień za dniem. Ale co dalej?.....
    • Gość: issey77 Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatk IP: *.ostrow-wlkp.pl 11.06.02, 21:49
      ...czy my przypadkiem nie mamy tego samego synka?! smile)))
      chociaż nieszczycielsko sie nieco uspokoił (po
      urodzinach próbuje zachowywać się jak CZTEROLATEK, bo
      CZTEROLATKOWI nie wypada tego, co ujdzie trzylatkowi
      smile)), to nadal jest szybszy niż cokolwiek innego na tej
      planecie. W dodatku jest drobniutki, chudziutki i po
      prostu boje się, że sam się "rozniesie" - wróżę mu
      karierę alpinisty, bo najlepszą drogą jest dla niego
      ta najtrudniejsza...
      a jaka rada? my próbujemy "wjeżdżać mu" na ambicję -
      własnie ten CZTEROLATEK. a jak mi brakuje cierpliwości
      i niewiele potrzeba, zebym trafiła na pierwsze strony
      gazet jako matka, która własnoręcznie urwała głowę
      dziecku, to... przytulam go mocno i mówię, że BARDZO GO
      KOCHAM. następuje konsternacja i... po kłopocie smile)))
      pozdorowienia dla demonka i życzenia cierpliwości dla
      "dotkniętyhc" nim rodziców !!!!
    • Gość: bea Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.acn.waw.pl 12.06.02, 00:31
      Ja również jestem szczęśliwą wink mamą takiego diabełka. Do tego często muszę
      bronić przed jego bolesną miłością 1,5-roczną siostrzyczkę. Mała zresztą go
      uwielbia i mimo skrajnie różnego temperamentu, uczy się wiele od starszego
      brata i próbuje go naśladować, niewiele sobie robiąc z guzów i siniaków.
      Mieszkanie jest teraz w opłakanym stanie, bo synek identyfikuje się z Bobem
      Budowniczym i remontuje co tylko się da. Tak więc odrapane z tynku ściany
      straszą dziurami wykonanymi bodajże śrubokrętem. Musieliśmy też zmienić kanapę,
      bo uległa totalnej dewastacji, w dębowym stole same się zrobiły dziury,
      karnisze same się obrywają itp.
      Co tam, gdy dzieci dorosną, to sobie posprzątam. smile
      Widzę tylko jedno wyjście: wypuścić małego diabełka na wybieg. Po dniu
      spędzonym w Kolorado, na dłuuuugim spacerze czy przynajmniej na placu zabaw,
      nie ma już siły na extra wyczyny w domu.
      U mnie na czas niepogody urządziliśmy w mieszkaniu pokój do szaleństw, w którym
      leżą dwa materace, na których można do woli skakać, fikać koziołki (najlepsza
      zabawa z mamą oczywiście). Jest nadzieja, że po wyskakaniu zechce posłuchać
      jakiejś wyciszającej bajki.
      Ja już powoli tracę nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Ten typ tak już chyba
      ma. Chociaż ktoś mnie ostatnio pocieszał, że na pewno wyciszy się... może już w
      trzeciej czy czwartej klasie podstawówki.
      Help!
    • Gość: kasiacha Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 09:59
      Może to świństwo, ale naprawdę cieszę się czytając o waszych problemach, bo
      daje mi to nadzieję, że mój ukochany czort nie jest nienormalny i że wyrośnie
      na ludzi. Na razie jest horror (list o młodszej siostrze zapatrzonej w
      uprzykrzonego braciszka jak w obraz to chyba efekt mojego telepatycznego
      przekazusmile), próbuję coś z tym robić, ale czuję się już jak kat (kara za karą,
      zakazy kolejnych uciech, a tu nic, ciągle nic!!!). Jesteśmy umówieni u
      psychologa, ale nie mam wielkich złudzeń, co do skuteczności tych działań.
      Musimy to jakoś przetrwać, a nie jest wesoło (szerszy opis mojego diabełka w
      wątku „bardzo trudny 6-latek” — jeśli ktoś chce się „pocieszyć”wink. Dobrze, że
      młodsza pociecha nie wykazuje podobnych inklinacji, przynajmniej na razie. Z
      wyrazami współczucia towarzyszkom niedolismile
      • maleen Re: Newsy z frontu ...są ofiary !!!! 12.06.02, 10:12
        Dzięki za słowa otuchy , wszystkie przekażę żonie jak w weekend wrócę z
        wygnania.Wczoraj demon otworzył sobie pilotem nieopatrznie zostawionym na stole
        ( a więc w zasięgu ) szufladę do wkładania płyt do wieży i oto wieża nadaje się
        do śmieci.Nie dodałem ,że jako wyrodny ojciec pracuje bardzo daleko od domu i
        widzę dzieci ( córka ma na szczęście 8 lat i przynajmniej część dnia spędza w
        szkole,co ratuje moją żonę przed wizytami u terapeutów ) w weekendy.Wtedy
        faktycznie rozwiązaniem jest piłka w ogrodzie jeśli nie pada.Ale zawsze
        przychodzi poniedziałek rano i trzeba wyjechać do pracy.Wtedy pojawia się złość
        i tak jak ostatnio masywny magnes z lodówki ( taki do przytrzymywania notatek )
        leci z okna w kuchni na piętrze wprost na maskę samochodu , żeby tylko tata nie
        wyjeżdżał.Samochód na szczęście jest brzydki i służbowy.Kiedyś w telewizji był
        film o podobnym dziecku , tylko trochę starszym i nawet podawano tam nazwę
        choroby - objawy bardzoi się zgadzały.

        Pozdrawiam rodziców demonów !
        • Gość: bea Re: Newsy z frontu ...są ofiary !!!! IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 12.06.02, 10:32
          Nie wiem, na ile to jest realne u Ciebie, my nauczyliśmy małego posługiwania
          się sprzętami. Myślę, że jeśli będzie wiedział, jak należy tego używać, do
          czego służą przyciski, będzie mniejsze prawdopodobieństwo katastrofy. W końcu
          to już inne pokolenie, oni to mają we krwi wink
          Tak więc pilotem posługuje się od bardzo dawna. Trochę mu to nawet pomogło w
          nauce cyferek, bo musiał znaleźć tę, pod którą ukrywa się np. Minimax. I włącza
          sobie sam. Potrafi też włączyć i wyłączyć komputer, pokazałam mu, że jest dużo
          kolejnych czynności i to bardzo ważne, bo może się zepsuć i następnego razu nie
          będzie. Teraz on pilnuje młodszej siostry, żeby nie kręciła, nie włączała
          przypadkowych guziczków.
          Mam jeszcze jeden pomysł: sport. Niech się wyszaleje do ostatnich potów tam,
          gdzie jest na to miejsce. Nie wiem, gdzie mieszkacie. Dowiedziałam się, że
          najczęściej przyjmują od 5 roku życia np. na piłkę czy karate. Ale ja próbuję
          już dzisiaj. Synek jest tak sprawny, że niejeden pięcio- czy sześciolatek mu
          nie podskoczy.wink
          Na razie wybieramy się na karate. Trochę czarno to widzę, bo mały nie jest
          zdyscyplinowany. Ale może autorytet trenera......?
          I jeszcze jedno pytanie: czy Twój mały dostaje czasem w pupę?
          Pozdrawiam
          • maleen Re: Newsy z frontu ...c.d do bea. 12.06.02, 10:46
            Gość portalu: bea napisał(a):

            > I jeszcze jedno pytanie: czy Twój mały dostaje czasem w pupę?

            Tak czasami dostaje.Ale równie szybko się wtedy rewanżuje tym samym i nadal nic
            sobie nie robi z zakazów , również tych za których złamanie został
            trafiony.Przewijający się we wszytskich postach sport i aktywność fizyczna ma
            oczywiście miejsce stale ( mamy na szczęście duży ogród ) i to faktycznie czasem
            skutkuje ( np. samoczynnym zaśnieciem ).Przyznam ,że też myślałem o sportacha
            walki , ale od września junior idzie ( to znaczy takie mamy planysmile)) do
            przedszkola.Tego oboje obawiamy się dość poważnie , bo jeśli swoje zachowania
            domowe przeniesie tam trzeba będzie go pewnie szybko z tegoż przedszkola zabierać.
            Dzięki ponowne za słowa otuchy.

            • Gość: AGA Re: Newsy z frontu ...c.d do bea. IP: *.famot.pl / 10.162.5.* 14.06.02, 18:13
              Mój Wojtek (w sierpniu kończy 5 lat) też należy do zdobywców i wszędzie go
              pełno, nie pomagają żadne zakazy i klapsy, trzeba to, jak mi ktoś kiedyś
              powiedział, przeczekać. Najlepsza zabawa to walka z młodszym (18 miesięcy)
              bratem, muszę bardzo pilnować, żeby nie zrobił mu krzywdy.
              Wojtek poszedł do przedszkola od września (czyli już prawie rok) i co? I nic,
              jest najgrzeczniejszym w grupie, pani się nie może go nachwalić. Oprócz tego,
              jak spotkamy w przedszkolu inne dzieci, to nasze własne w porównaniu z innymi
              dziećmi, nie są gorsze ani lepsze, dzieci po prostu takie są. Nie ma się czego
              obawiać, że go "wypiszą" panie w przedszkolu nie takie rzeczy widziały.
              Jedna zaleta i zresztą podstawowa przedszkola to taka, że naprawdę męczy. Po
              kilku godzianach słuchania Pani i "walce" z innymi jest się naprawdę zmęczonym
              i potrzeba trochę czasu, żeby odreagować. Najlepsze są bajki, oczywiście potem
              tylko zabawa na dworze, bo inaczej i do 23:00 nie ma potrzeby spania.
              Trzymam kciuki, z nadzieją, że będzie dobrze. Pozdrawiam
        • Gość: iza Re: Newsy z frontu ...są ofiary !!!! IP: 217.67.196.* 13.06.02, 14:17
          Dziecko nadpobudliwe czy agresywne ? A moze i jedno i
          drugie. Na pewno warto isc do psychologa!
          Nadpobudliwosc - to rzeczywiscie niektore typy tak
          maja, ale agresja przewaznie wynika z jakiegos powodu.
          Moze Twoje dziecko tak bardzo chce ci przekazac, ze
          masz zmienic miejsce pracy, ze jest agresywne. Czy w
          weekendy jest spokojniejszy? Moze dla dobra rodziny,
          dziecka warto pomyslec o polaczeniu rodziny na trwale,
          nawet jesli w pierwszym odruchu wydaje sie to niemozliwe!
          • maleen Do izy - pewnie i racja , ale ... 13.06.02, 14:38
            sama wiesz jak jest.Mieszkamy w małej dziurze , gdzie o pracę dość trudno.Stąd
            pewnie masa niedogodności.Rodzina zakorzeniona dość mocno , a moja emigracja do
            innego miasta wydaje się być jedyną w tej chwili możliwością wywiązania się z
            obowiązków zapewnienia bytu.

            pzdr
    • Gość: magada Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.waw.cdp.pl 12.06.02, 10:19
      Witam wszystkich zrozpaczonych rodziców szalonych czterolatków!
      i śpieszę donieść, że wiekszość dzieci z tego wyrasta!
      uspakaja sie i poważnieje!
      i to wcale nie w wieku studenckim!
      mój starszy synek to właśnie taki szaleniec, nauczył się chodzic (tzn biegac)
      jak miał 10 miesięcy, i od razu potrafił wspinać się po regałach i półkach, sto
      pomysłów na minutę, brak dłuższego zainteresowania czymkolwiek, oczy na około
      głowy i i tak nie potrafiliśmy go upilnować! troche byliśmy przerażeni - tym
      bardziej że rok młodszy braciszek mimo że bardziej ostrożny i uważny (a za to
      największy uparciuch jakiego znam) naśladował swojego "idola" we wszystkim.
      Pani psycholog w pzedszkolu zakwalifikowała naszego starszego do dzieci
      nadpobudliwych (miał wtedy właśnie cztery lata) - sugerowała stworzenie
      możliwości wyszalenia np. sport i podawanie (po konsultacji z pediatrą) magnezu.
      Magnez trochę łykaliśmy. Zapisaliśmy małego na naukę pływania. dużo
      rozmawialiśmy i próbowaliśmy puzzli i gier planszowych. ale też rower, narty,
      spacery. uzbroiliśmy sie w cierpliwośc. z niepokojem myśląc jednak o
      zbliżającej się wielkimi krokami szkole.
      i wiecie sama nie wiem kiedy ale ... dopiero dzisiejsze wasze posty uświadomiły
      mi że okres rozhukania i szaleństwa mamy za sobą! nasz teraz juz prawie
      sześciolatek pozostał co prawda bardzo sprawny ruchowo, pływa jak ryba, nurkuje
      i skacze ze słupkow na "główke", lubi rozrabiać i ma dużo nie zawsze mądrych
      pomysłów, i uwielbia się wygłupiać (sprawiając trochę kłopotów pania w
      przedszkolu) ale lubi też rysować, gra w warcaby (siedząc przy tym w miejscu)
      bardzo spoważniał i zaczyna być odpowiedzialny, z dużą ochotą pomaga nam w
      pracach domowych wie co można a co nie. no jest super. chociaz nie zawsze
      słucha itd . młodszy brat też juz nie próbuje na siłę szaleć. teraz uzbrojeni
      w cierpliwość jesteśmy na okoliczność upartości młodszego i jego prób
      wymuszania płaczem i krzykiem tego czego akurat chce. my jakos dajemy radę ale
      straszy opiekuńczy brat często niestety ustępuje. i tu naprawdę nie wiemy co
      robić - mówić zeby np się nie dzielił bo jak małe się drze to nie powinno sie
      mu ulegać? przecież nie chcemy eliminować odruchów dobroci serca starszego. ale
      nie chcemy tez pokazywac malemu że płacz to najlepszy sposób na załatwianie
      uzasadnionych i nieuzasadnionych zachcianek! chyba założe nowy wątek smile
      pozdrawiam
      i cierpliwości życzę
      • Gość: bea Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 12.06.02, 10:43
        Myślę, że trzeba docenić takie dobre serduszko, które chce się podzielić. A
        zaraz potem wyegzekwować vice versa smile
        Po przeczytaniu tego, co napisałaś uświadomiłam sobie, że chyba widzę jakieś
        światełko w tunelu.
        Moje dzieci chyba uczą się od siebie nawzajem. To znaczy mała (1,5 roku)
        córeczka próbuje jak jej brat-idol skakać z kanapy, ze schodów, tańczy na
        stole, robi po swojemu fikołki. A tymczasem starszemu patrząc na siostrzyczkę
        zdarza się coraz częściej usiąść i wziąć kredkę do ręki (na jakąś minutę,
        dwie). Słabe to jeszcze, ale jakieś jaskółki są.

        Poradźcie mi, jak radzić sobie w chwili, kiedy mały wymusza na mnie (czasem
        nawet agresywnie) uwagę. Skrajne zachowanie ma miejsce w czasie rozmowy
        telefonicznej, albo przy gościach, nawet gdy tata wraca z pracy. Brak reakcji
        nie pomaga, on jest z tych, co muszą postawić na swoim, dotąd będzie szalał, aż
        zrobi sobie krzywdę. A mamie nerwy puszczają. Tłumaczenie też nie przynosi
        skutków.
        Pozdrawiam
      • Gość: jolaZ Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: 217.153.94.* 12.06.02, 12:50
        witam wszystkich i serdecznie pozdrawiam. Jestem mamą czetroletniego brzdąca i
        właśnie wczoraj wróciłam z zebrania w predszkolu u mojego dziecka na którym
        była pogadanka z psychologiem jak bronić się i niwelować własnie takie
        zachowania u dziecka. Muszę przyznać ze moje dziecko nie jest aż tak zwariowane
        jak dzieci które Państwo opisujecie, ale za to jest agresywne i siosty (bo jest
        to przedszkole prowadzone przez siostry zakonne) stwierdziły na wczorajszym
        zebraniu że moje dziecko przyniosło agresję do grupy. Niestety po takim texcie
        ręce mi opadły bo niby skąd ta agresja? oboje z mężem pracujemy dziecko siedzi
        do 16.00 w przedszkolu a i u nas w domu nie ma przejawów agresji nikt się nie
        tłucze ani nie wyzywa więc naprawdę jestem trochę przerażona tym faktem.
        Zwracam się z prośbą o pomoc jak zwalczyć takie zachowania? czy mają Państwo
        może jakieś doświadczenia w tym zakresie ponieważ moje dzecko nie chce malować
        ani rysować tylko uwielbia zabawy w tłuczenie np. boksowanie kopanie itp. CZy
        on z tego wyrośnie? czy może powinnam udać się do jakiegoś specjalisty? Bardzo
        prosze o rady.
        P.S. Odnośnie ustępowania młodszemu rodzeństwu przez starsze, nie nalegajmy aby
        nasze starsze dziecko ustępowało młodszemu nie ma takiej potrzeby niech młodsze
        uczy się że nie zawsze dostanie to czego chce poza tym nasze starsze dziecko
        będzie zawsze poszkodowane i będzie mu przykro. Psycholog radzi nie ustępować
        wiem to po wczorajszej pogadance, bo jak zawsze będziemy ustępować to potem się
        tak nauczy i wszystko będzie wymuszać co gorsza na nas.
        Gorąco pozdrawiam i czekam na odpowiedź
      • Gość: aga Odruchy dobroci IP: *.kbn.gov.pl 14.06.02, 15:48
        Mysle, ze jesli "odruchy dobroci" starszego dziecka nie ograniczaj sie do
        chwil, kiedy mlodszy wymusza - nie powinno byc problemu.

        Nasza corka we wczesnej mlodosci (2-3 lata) probowala wymuszac prezenty
        krzykiem - nawet (a wlasciwie zwlaszca) na ulicy. Postawilam sprawe twardo:
        Chetnie bym ustapila, ale po takim zachowaniu - nie moge. Jezeli chce bym
        ustapila - niech negocjuje (w tej chwili widze, ze mialam duze ulatwienie: po
        mim tekscie wypowiedzianym po raz pierwszy nastapilo pytanie "Co to znaczy
        negocjowac?" a nie "A dlaczego nie mozesz? smile))

        • Gość: bea negocjacje IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 14.06.02, 16:28
          Aga - Nobla za pomysł!
          Wypróbuję przy najbliższej okazji. Mój mały zdążył już się wprawdzie przekonać,
          że na nagrodę trzeba sobie zasłużyć, ale ciągle próbuje tę zasadę ominąć.
          Uznał, że wszystko mu się należy. Okej, będziemy negocjować, coś za coś. Jeśli
          trzeba, ustawimy okrągły stół. Na przyszłość będzie jak znalazł. smile
    • Gość: Marcel Przywiąż go do kaloryfera IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 10:47
      Albo wlej mu rózgą, na pewno zadziała smile
      • Gość: kasiacha Re: Przywiąż go do kaloryfera IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 13:13
        Chłopie, nie wiem, czy kpisz, czy o drogę pytasz. Jeśli to pierwsze to całe
        szczęście, bo jeśli mówisz serio to bardzo ci współczuję, ktoś cię musiał
        bardzo skrzywdzić, skoro tyle w tobie złości i to skierowanej do maluczkich i
        bezbronnych (nie chcę się bawić w psychoanalityka, ale może powinieneś się nad
        tym zastanowić). Jasne: lejmy, tłuczmy, zamykajmy w ciemnej piwnicy, nie dajmy
        jeść. Niech gówniarz wie, kto tu rządzi! Tylko za kilka lat, gdy wiek przygnie
        ci kark, twardzielu, radzę zarezerwować sobie miejsce w domu starców, bo
        pociecha z pewnością się tobą nie będzie miała ochoty zająć (gruba, garbowana
        za młodu skóra nie mięknie z czasem), o ile cię wsześniej nie zatłucze w
        odruchu wściekłości. Bo jak agresją nauczyć rozsądku i dobroci???!!! Wyrazy
        ubolewania i współczucia. Mama-"mięczak".
        • maleen Re: KASIACHA - POPIERAM ! 12.06.02, 13:19
          Sam bym nie napisał lepiej repliki temu gościowi.Gratuluję i dzięki.
        • Gość: jolaZ Re: Przywiąż go do kaloryfera IP: 217.153.94.* 12.06.02, 13:25
          BRAWO! jestem pod wrażeniem trzeba tępić takie zachowania w ludziach jak można
          wogóle wpaść na taki pomysł? nie wyobrażam sobie skrzywdzić małego bezbronnego
          człowieka przecież on tylko w nas widzi oparcie jesteśmy dla niego jedynymi
          powiernikami i opiekunami do kogo ma sie zwrócić jak nie do nas? radzę tak jak
          już Pani wspomniała aby ten miły pan zwrócił się o poradę do specjalisty bo
          potem niestety może już być za późno, a coraz częściej słyszy się o
          maltretowanych dzieciach... pozdrawiam
          • Gość: Doki and the winner is... jolaZ!!! IP: *.turboline.skynet.be 12.06.02, 13:39
            Jola, jestes zdobywca mojej prywatnej nagrody za konsekwencje w pogladach. Oto
            Twoja dzisiejsza wypowiedz na innym watku:

            "moja droga nie mniej wyrzutów sumienia poprostu idź i powiedz delikwentowi że
            jeżeli jeszcze raz uderzy twoją córkę albo jakieś inne dziecko to sama się
            pofatygujesz i oddasz mu za nią nie mniej skrupułów wiem że tak nie można ale
            moje dziecko też było bite w przedszkolu przez kolegę w grupie i to
            poskutkowało nie pomagały prośby i interwencję poprostu wzięłam sprawy w swoje
            ręce i sama mu przyłożyłam i skończyło się nękanie teraz jak tylko się do niego
            zbliży to mój mały straszy go mamą, skutkuje!!!"

            Po prostu wzielam i przylozylam. Znaczy, ze bic swoje to be, a cudze to cacy,
            tak? Bardzo ladnie.

            Jakkolwiek bicie dzieci jest zlem, jednak czasem jest zlem koniecznym,
            niestety. Nie bic dziecka to jeszcze nie gwarancja, ze bedzie mialo do ciebie
            szacunek, gdy dorosnie, za to ryzyko, ze wyrosnie w przekonaniu bezkarnosci i
            ze wszystko mu wolno.

            Aha, mysle, ze jednak mniej naganne jest bic swoje dziecko niz cudze. Nic mnie
            nie obchodzi, jesli bijesz swoje, wolnoc Tomku w swoim domku, ale jesli ruszysz
            moje, to bedziesz miec ze mna do czynienia.
          • Gość: Marcel Re: Przywiąż go do kaloryfera IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 13:42
            Bezstresowe wychowywanie dzieci zwróci się przeciwko wam. Zobaczycie jak wam
            się dzieci odwdzięczą za parę lat. Teraz to już 6-latki mordują.
            Jak nie umiecie wychować swoich rozwrzeszczanych bachorów to się nie
            wypowiadajcie.
            • maleen Re: Przywiąż go do kaloryfera 12.06.02, 13:48
              Marcel czas spojrzeć w oczy okrutnej prawdzie : pora na wizytę u
              specjalisty.Jeśli byłeś ( jesteś ?) rozwrzeszczanym bachorem i wiązano Cię do
              kaloryfera nie będę zdziwiony jeśli poglądy , które tu głosisz pochodzą z głebi
              Twoich pogmatwanych myśli i uczuć.Takie są pewnie efekty proponowanych przez
              Ciebie metod.Ja nie takich efektów oczekuję.
            • Gość: bea Re: Przywiąż go do kaloryfera - do Marcela IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 12.06.02, 21:33
              Myślę, że mylisz pojęcia. Powstrzymywanie się rodziców przed stosowaniem kar
              cielesnych, używaniem rózgi, paska, przywiązywaniem do kaloryfera itp. - nie ma
              nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem.
              I odwrotnie - bicie i karanie (czytaj upokarzanie bezbronnych i słabszych od
              siebie) dzieci nie ukształtuje tzw. porządnego człowieka - odpowiedzialnego,
              troskliwego, współczującego, potrafiącego wyrażać swoje uczucia.
              Mordujące 6-latki... Cóż, wg Ciebie niekarane w domu. Pewnie agresję dostały w
              genach. Wg mnie - dziecko uczy się tego, co widzi. Postępuje w sposób przyjęty
              w jego otoczeniu. Wychowywane w mądrej miłości nie będzie skłonne do zadawania
              bólu innym. Ono musi wiedzieć nie tylko, że nie należy bić, ale również
              DLACZEGO nie wolno tego robić.
              Powtórzę pewien frazes: miłość rodzi miłość, agresja - agresję.
              To, co zasiejesz w dziecku, zaowocuje w dorosłym człowieku. Strzeżmy się dzieci
              Marcela!
            • Gość: bea Re: Przywiąż go do kaloryfera - do Marcela IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 12.06.02, 21:37
              Acha - chętnie przeczytam, jak to powinno się wychowywać dzieci, by nie były
              "rozwrzeszczanymi bachorami".

              Ciągle mi się mam nadzieję, że twoja wypowiedź była tylko kiepskim żartem.
            • Gość: kasiacha Re: Przywiąż go do kaloryfera IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.02, 09:03
              Marcelu, może podziel się z nami swymi doświadczeniami i sukcesami
              wychowawczymi, bo mam nadzieję, że masz czym. Czy udało ci się wychować kogoś
              na człowieka, a jeśli tak, to czy jest szczęśliwy i jeszcze cię kocha. A może
              nigdy się nad tymi drobiazgami nie zastanawiałeś, zadowolony, że terroryzowane
              dziecię siedzi cicho w kącie, liżąc rany? Masz dzieci czy tylko teoretyzujesz,
              odreagowując w ten sposób agresję, z którą nie nauczono cię sobie radzić? Jeśli
              jest to kanalizowanie negatywnych emocji - gratuluję pomysłu! i to szczerze.
              Pisz sobie dalej, na zdrowie.
              I jeszcze jedno. Mój syn czasem mnie prosi: "Mamusiu, to może mnie zbij i już."
              Dla niego lanie jest mniej dotkliwą karą niż moje kazanie, świadomość robienia
              przykrości kochanej osobie i "niecielesne" konsekwencje, np. zakaz używania
              komputera. I czasem dostaje klapsa, bo mamie puszczają nerwy, bo nikt nie jest
              skałą. Zapiecze i tyle. Poradź, mam go skatować tak, żeby nie mógł oddychać.
              Pomoże?
        • pippin Re: Przywiąż go do kaloryfera 13.06.02, 10:14
          Gość portalu: kasiacha napisał(a):
          > tym zastanowić). Jasne: lejmy, tłuczmy, zamykajmy w ciemnej piwnicy, nie dajmy
          > jeść. Niech gówniarz wie, kto tu rządzi! Tylko za kilka lat, gdy wiek przygnie
          > ci kark, twardzielu, radzę zarezerwować sobie miejsce w domu starców, bo
          > pociecha z pewnością się tobą nie będzie miała ochoty zająć (gruba, garbowana
          > za młodu skóra nie mięknie z czasem), o ile cię wsześniej nie zatłucze w
          > odruchu wściekłości. Bo jak agresją nauczyć rozsądku i dobroci???!!! Wyrazy
          > ubolewania i współczucia. Mama-"mięczak".

          Gratulacje. Oto argument: nie lej dziecka bo Ci w przyszłości wpierdzieli. Całą miłość do pociechy w kąt, to czysto egoistyczny układ: dziś nie dostaniesz w dupę a za 30 lat na pewno się mną zaopiekujesz. Miłość do dziecka jest bezinteresowna a nie oparta na inwestycji w swoją przyszłość.
          Otóż nie: dlatego, że kocham swoje dziecko, uczę go gdzie są granice i tego, że nie ma alternatywy dla posłuszeństwa. Mój 4 latek doskonale wie, że nie może ruszać sprzętu itp. To dlatego że coś zniszczy, ale przede wszystkim dlatego, że może sobie zrobić krzywdę - np. w kuchni, włażąc pod samochód, wypadając z balkonu.
          By go tego nauczyć nie potrzeba wiązania do kaloryfera ani regularnego łomotu, tylko żelaznej konsekwencji. To ciężka praca 7/24 (dzięki Bogu za przedszkola i noce). Po każdym "zostaw to" musi iść egzekucja tego polecenia - powtórzenie aż w końcu rozmowa. Wśród stosowanych metod pokojowych skutkuje hasło "powtórz co tata powiedział". Szantażyk, że wieczorem nie będzie czytania muminków, że nie ma mowy o słodyczach itp. Klaps też się zdarza - ale w ostateczności. Z reguły zresztą wystarczy pokazać, że jest się bardzo złym.

          Pozdry
          p
          • Gość: kasiacha Re: Przywiąż go do kaloryfera IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.02, 14:00
            Mogę podpisać się obiema rękami pod tym, co piszesz o wychowaniu. Jasne, kara
            ma ogromną rolę w wychowaniu, konsekwencja, konsek... i jeszcze raz...Czy ja
            napisałam co innego?? Ale sam mówisz, że klaps to ostateczność, że próbujesz
            pokojowych metod. Tym bardziej mi przykro, że tak powierzchownie odczytałeś
            moją uwagę o starości. Wydaje mi się, że jeśli ktoś uważnie przeczytał moją
            wypowiedź,nie podejrzewa mnie o tak płytka motywację macieżyństwa. Gdybym
            myślała w zasugerowany mi sposób to zamiast rodzić i kochać moje dzieci,
            zafundowałabym sobie konto powiernicze na stare lata. I niewiele by mnie
            obchodziły metody wychowawcze z epoki kamienia łupanego i wszelkie inne.
            Przywaliłeś mi i zabolało.
            • pippin Re: Przywiąż go do kaloryfera 13.06.02, 18:32
              Gość portalu: kasiacha napisał(a):
              > myślała w zasugerowany mi sposób to zamiast rodzić i kochać moje dzieci,
              > zafundowałabym sobie konto powiernicze na stare lata. I niewiele by mnie
              > obchodziły metody wychowawcze z epoki kamienia łupanego i wszelkie inne.
              > Przywaliłeś mi i zabolało.

              Przykro mi, jednak podałaś taki argument a nie inny. Mnie przerażają rodzice, którzy myślą o swoich dzieciach w kategoriach inwestycji na przyszłość. Jeśli to Ciebie nie dotyczy - boleć nie powinno w żadnym wypadku, bo to tylko niezrozumienie, które nie jest niczym ważnym.

              pi
    • Gość: lolek Re: Maleen - Będzie dobrze! IP: PLWAR* / 217.153.60.* 13.06.02, 10:36
      Jest taka choroba, która nazywa się ADHD - wrodzona nadpobudliwość. Objawy są
      dokładnie takie jak opisujesz, a otoczenie (w szczególności panie w
      przedszkolanki, wychowawczyni w szkole oraz ludzie tacy jak Marcel) po prostu
      uważa, że maluch jest rozbestwiony a rodzice do kitu. Polecam wizytę u dobrego
      psychologa, który zdiagnozuje dziecko i podsunie kilka sposobów na okiełznanie
      malucha. Dobrze pochodzić też z dzieckiem na terapię (pomaga również rodzicom,
      którzy myślą, że sobie nie radzą) a w skrajnych przypadkach trzeba nawet
      zastosować leki. To wszystko niestety wymaga dosyć dużo cierpliwości i
      samozaparcia, ale naprawdę przynosi efekty! Mówię to z własnych doświadczeń.
      Mój synek swoją energią, wybuchami złości i brakiem reakcji na zwracanie
      jakichkolwiek uwag doprowadzał do palpitacji serca wszystkie osoby w bliższym i
      dalszym otoczeniu. Po dwóch latach działań widać było niesamowitą poprawę - w
      moim samopoczuciu także. Teraz ma 9 lat a na spotkania z psychologiem chodzimy
      tylko raz w miesiącu tak na wszelki wypadek.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      Lolek
      • Gość: monika Re: Maleen - Będzie dobrze! IP: *.askontakt.com.pl 13.06.02, 11:18
        Gość portalu: lolek napisał(a):

        > Jest taka choroba, która nazywa się ADHD - wrodzona nadpobudliwość. Objawy są
        > dokładnie takie jak opisujesz, a otoczenie (w szczególności panie w
        > przedszkolanki, wychowawczyni w szkole oraz ludzie tacy jak Marcel) po prostu
        > uważa, że maluch jest rozbestwiony a rodzice do kitu. Polecam wizytę u dobrego
        >
        > psychologa, który zdiagnozuje dziecko i podsunie kilka sposobów na okiełznanie
        > malucha. Dobrze pochodzić też z dzieckiem na terapię (pomaga również rodzicom,
        > którzy myślą, że sobie nie radzą) a w skrajnych przypadkach trzeba nawet
        > zastosować leki.
        NAJLEPSZE LEKI TO TE USPOKAJAJĄCE DLA RODZICÓW, niestety. Pocieszające jest to,
        że dzieci wyrastają z tego - jedne wczesniej, drugie później.
        • maleen Re: Maleen - Będzie dobrze ????:) 13.06.02, 12:24
          Dzięki szczere za wszystkie wypowiedzi.Oszczędze pikantnego opisu wizyty
          juniora w banku w towarzystwie mojej żony.Dzisiaj rano miałem relację
          telefoniczną i mam nadzieję ,że bank zechce wziąć pod uwagę przy wymiarze kary
          to jak długo korzystam z ich usług.
          Zbliża się weekend i obiecuję zastosować wszelkie rady z wyjątkiem
          Marcelowych.Oczywiście trawi mnie zazdrość o nieuszkodzony sprzęt i chłopca
          powtarzającego co powiedział tata.Wierzę też ( i nie tylko dlatego ,że już mi
          niewiele innego zostało ) że kiedyś wyrastają.

          Jeszcze raz dzięki

          maleen
        • Gość: olo Re: Maleen - Będzie dobrze! IP: 217.97.139.* 17.06.02, 13:24
          prawda leży po środku. Dzieci maja za dużo bodźców (Tv, komputer, gry...),
          rodzice za mało czasu i cierpliwości... Spróbujcie:
          1. polecenia ograniczyć do prostych, konkretnych (nie - "posprzątaj"
          tylko "klocki do pudła, książki na półkę" itd.)
          2. za wykonane polecenia CHWALIĆ!!!!!
          3. CHWALIĆ za dobre zachowania, dobre reakcje ("Ale ładnie poukładane autka!!")
          4. jeśli karać to konsekwentnie, niekoniecznie boleśnie ale konkretnie.
          5. TV. komputer OGRANICZYĆ !!!! radykalnie
          i zachować spokój. dziecko mnie ma wyłącznika i nie wie, że są sprawy
          ważniejsze od niego.
    • Gość: olek to tylko pelen sil witalnych czlowieczek IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 13.06.02, 14:55
      Moje dziecko jest podobne. Mam jednego a czasem wydaje mi sie ze jest ich 10.
      W przedszkolu panie pokazaly nam przy jakiejs okazji jak wyciszyc dziecko.
      Bierze sie delikwenta na kolana (mozna puscic cichutko delikatna muzyczke) i
      poooowooooli podnosi sie jedna, a potem druga jego reke. Nastepnie glaszcze sie
      dziecko po czole i ono ma zrobic to samo, z rekami i glaskaniem. To jest
      jakiies cwiczenie, ktorego ucza w szkolach podobno. Dziala - zwlaszcza przed
      snem, kiedy dziecko jest rozbrykane i nie chce sie polozyc spac. Sprobuj - moze
      Tobie tez pomoze. Pozdrawiam wszystkich
      olek
      • Gość: ZORA :))) IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 13.06.02, 22:14
        ...a więc to norma... uff!
        Widzę, że mimo wszystko przeszło mi ulgowo... Mam czterolatka, a jakże,
        żywioł 'z tych inteligentnych', komputera nie psuje ale używa w celu oglądania
        edukacyjnych programów w obcym języku, tym nie mniej blokuje maszynę
        rodzicom...
        Dużo zawdzięczam psu... mamy również bokserkę. Niania pierwszorzędna, ze
        smykiem się rozumieją, a najważniejsze, że lwia część energii smyka jest
        wyładowywana podczas zabaw z psem. Efekty są liczne i zawsze pozytywne.
        Oszołomów zwanych obroncami praw zwierząt pragnę uspokoić, że pies ma się
        równie dobrze co smyk... i jak się nie widzą dwa dni, to nie wiadomo kto za kim
        tęskni bardziej...
        Pozdrawiam wszystkich rodziców
        ZORA
    • Gość: kasiacha Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.02, 11:54
      Polecam wszystkim książkę "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać,
      żeby dzieci do nas mówiły" A. Faber, E. Mazlish. W pierwszej chwili jest trochę
      irytująca, z tym amerykańskim przekonaniem, że są łatwe i uniwersalne metody.
      Przykłady niecio infantylne i trącą zbyt prostym dydaktyzmem, ale gdy
      przestałam się skupiać nad opisywanymi wychowawczymi wytrychami i przeszłam
      głębiej - to ma sens. Może nie należy spodziewać się od razu cudów, jakie
      przytaczają autorki, ale warto spróbować. Szczególnie, że nic innego nie
      przychodzi mi już do głowy. Myślę też, że proste, wypunktowane "przykazania dla
      rodziców" (wydrukowałam je sobie i będę trzymała pod ręką) mogą się przydać,
      gdy w nerwach i szale prawie nie kontroluję słów i gestów. Mam nadzieję, że
      jeśli przypomnę sobie w takiej sytuacji o tych zasadach, pozwolą mi czasem
      wybrnąć. Spróbuję, pierwsze efekty są zachęcające (dla ciekawych wątek "piszmy
      też o tym, co piękne"), choć wiem, że będzie różnie. Trzymajcie za mnie
      kciuki.
      • Gość: Ann Co z przeklinaniem? IP: *.dzierzoniow.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 12:48
        Czy ktoś zna radę na przeklinanie? Mój synek ma 3 latka i mówi słowo, które po
        niemiecku oznacza zakręt. Kiedy usłyszałam je w jego ustach po raz pierwszy
        zrobiłam błąd, gdyż oczy mało mi nie wyszły z orbit, uszy nie zwiędły. Zaczęłam
        tłumaczyć, że tak nie wolno mówić ... no i zaczęło się. Co robić?
        • anna-ozog111 Re: Co z przeklinaniem? 14.06.02, 13:24
          najlepiej nie zwracać uwagi, dziecko po jakimś czasie zapomni (słowo nie
          uzywane, nie słyszane wypadnie mu za pamięci). Nie ma sensu tłumaczyć, że jest
          brzydkie, że nie wplno tak mówić - potraktuje to jako atrakcję, zakazane zawsze
          ciągnie. Mój synek też przynosił z podwórka różne "słówka", nie zwracałam na
          nie uwagi, jak był starszy i można było już mu różne rzeczy wytłumaczyć -
          tłumaczyłam. Efekty mam. Syn ma prawie dziewięć lat i z dumą muszę przyznać, że
          nie przeklina. A w żadnym wypadku nie mogę powiedzieć, ze to aniołek - od
          pierwszych miesięcy życia określaliśmy go dziabełkiem.
        • kruszyna Re: Co z przeklinaniem? 14.06.02, 13:28
          Zapomnieć, ogłuchnąć i udawać że to takie same słowo jak np. cukierek. Za
          kilka dni dziecko zapomni. Pzdrsmile)
        • Gość: bea Re: Co z przeklinaniem? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 14.06.02, 16:37
          Właściwie zgadzam się z poprzednimi radami.
          U mnie poskutkowało, czasem powiedziałam mimochodem, że to jest słowo, które
          mówią tylko dorośli i tylko kiedy są bardzo zdenerwowani, dzieci natomiast mają
          swoje słowa, np. ojej, karamba itp. Można znaleźć słówko o ciekawym brzmieniu i
          po prostu wmówić maluchowi, że pasuje w takiej sytuacji, nikt poza wami się nie
          zorientuje, co mały chciał powiedzieć.

          Ale czasem trzeba zadziałać szybko. Mój synek rozkoszował się okrzykiem:
          zabiję! Do tego ton, przy którym ciarki przechodziły po plecach. Adresatami
          bywali sąsiedzi, ekspedientki w sklepie, przypadkowi ludzie. Musiałam coś z tym
          zrobić, tłumaczenie i ignorowanie sytuację pogłębiało. Tak więc umówiłam się z
          nim, że po każdym ww. słówku wędruje na parę minut do sąsiedniego pokoju.
          Konsekwentnie, żadnych kompromisów. Jeśli się sprzeciwiał, zostawał dłużej. Dla
          niego największą karą jest siedzenie na łóżku po turecku. U mnie pomaga, choć
          nie wiem, czy jest to metoda warta polecenia.
        • Gość: Aneta Re: Co z przeklinaniem? IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 16:05
          Poprostu nie zwracaj na to uwagi!! Ja to juz przeszłam i czeka mnie to jeszcze
          raz ale najlepsza rada to poprostu tego nie słyszec!!!
    • Gość: bea Re: Diabeł wcielony - jeszcze do maleena IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 14.06.02, 16:44
      Czy rozmawialiście już z psychologiem? U mojego synka stwierdzono
      nadpobudliwość, jednak większej korzyści z takiej wizyty nie odczułam. Pani
      psycholog powtórzyła to wszystko, czego naczytałam się w książkach i
      stwierdziła, że stosuję prawidłowe metody. To wszystko, trochę byłam
      zawiedziona.
      Moje drugie i trzecie pytanie: jak traktujecie synka, a jak młodszą córeczkę? I
      jak traktujecie córeczkę przy synku? Czy nie sądzisz, że tutaj może tkwić
      przyczyna?
      Nadpobudliwość nadpobudliwością, ale może chłopiec chce takim zachowaniem coś
      Wam przekazać? Sama to przeżywam, wiem, jak mój synek się zmienił, odkąd
      pojawiła się jego siostrzyczka (którą nota bene uwielbia)
    • Gość: anka Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.centrala.kbsa / 10.49.129.* 14.06.02, 17:07
      Mój syn też taki był. Zanim się nauczył chodzić wpełzywał na kanapy, fotele,
      krzesła i stoły. Zanim się nauczył chodzić - biegał. Okna były zabite
      gwoździami (III piętro), balkon zadrutowany jak klatka. Wiecznie poobijany,
      pozszywany po kolejnej kontuzji. Wiecznie pełen świetnych pomysłów.
      Porozumiewać się ludzką mową nauczył dość późno, starszą siostrę terroryzował w
      ten sposób, że do niej wyciągał rękę (coś chciał) a do nas odwracał wyjącą
      paszczę (że jeszcze nie dostał). Z ulubionych zabaw wymienię "wyciąganie" prądu
      z kontaktu gwoździem, drutem czy co się jeszcze nawinęło, lub zeskakiwanie z
      wysokich sprzętów z ostrzegawczym "NO". Wyrósł!!! Trwało to trochę. Najpierw z
      nadpobudliwości ruchowej (około wieku szkolnego), potem znacznie później (około
      matury) ze świetnych pomysłów. Z psychologiem mam złe doświadczenia - moje
      dziecko stwierdziło za drzwiami "Ty mnie więcej do niej nie prowadź, ona jest
      głupia jakaś", z czym po cichu się zgadzałam. Co do radzenia sobie w
      najtrudniejszym okresie to skutkowało wjeżdżanie na ambicję, wynajdywanie
      ciekawych zajęć, budowle z klocków i prowadzanie za szelki lub za kołnierz
      (smyczy nie stosowałam ze względu na możliwą interwencję TOnZ) Pozdrawiam i
      życzę dużo zdrowia żonie.
    • Gość: barbra1 Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 19:44
      KOchani: Maleen i reszta rodzinki!!!
      Jedyna rada jaka przychodzi mi do głowy (nasz syn Michał 4 lata będzie miał w
      lipcu) to jak najwięcej ruchu na świeżym powietrzu (placyki zabaw itp) oraz
      zabawa, która go zainteresuje. W naszym przypadku to rajdy samochodowe, budowa
      różnych konstrukcji z klocków, zabawa w chowanego i rower.
      A tak poza tym to Miś idzie od września do przedszkola i to nas trzyma przy
      życiu!!!
      POzdrawiamy
      Basia z rodzinką
    • Gość: Tommy Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: 2.4.STABLE* / 206.154.21.* 15.06.02, 03:28
      A lamania kolem Pan probowal?
    • Gość: Aneta Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 16:00
      Co tu mówic na temat rozbrykanego 4 latka?Ja mam w domu rozbrykaną 3 latke i
      chociaz to dziewczynka to mam wrazenie ze nie jest jedna tylk0o jest ich
      conajmniej 10 bo ja k ja sprzatam w jednym miejscu po jej zwariowanych
      pomysłach to ona w tym czasie w nastepnych 10 zdąży nabałaganic.A pomysły ma
      nie powiem !!!.Ostatnio uprała w akwarium z rybkami swoje buty polewając je
      płynem do mycia naczyń!!!oczywiscie oprócz psocenia ma tez swoje skłonnosci jak
      kazda kobietka do paradowania w ciuszkach nie tylko swoich ale jakie sie nawina
      pod ręke a jak sie nie nawina zawsze mozna bratu całą szafke wywrócić do góry
      nogami!!!.Więc wiem że tego nie da sie przezyć należy PRZECZEKAĆ.Pozdrawiam .Pa
      • Gość: samaka Re: Diabe? wcielony - czyli jak przez˙yc´ czterola IP: *.214.110.212.Dial1.Boston1.Level3.net 15.06.02, 18:40
        Kochani,
        troszke sie pomadrze
        smile))
        dzidziusia wychowuje sie ...(jeszcze w lonie matki), ale karnosc wyrabia sie,
        gdy ma on okolo ROKU!
        Miedzy 1 a 3 rokiem zycia sprawe nalezy zalatwic definitywnie.
        Polecenie: np.sprzatamy zabawki (pomagamy dziecku) - jesli nie wykonuje
        polecenia to (zawsze!!!!) - ostrzezenie :licze do trzech, jesli nie zaczniesz
        sprzatac, to dostaniesz klapsa.
        Jesli nie slucha, to niestety nalezy KONSEKWENTNIE zawsze dac klapsa
        (tylko w tylek, nie wolno po dloniach - bo unerwione ).
        Taka tresura od roku do lat trzech powoduje, ze nie ma juz problemu z
        przezywaniem 4 latka.
        Popieram zdecydowanie pomysl z uczeniem dziecka np.do czego sluzy pilot.
        Jesli maluch bedzie wiedzial o co chodzi, nie bedzie psul (przynajmniej
        powinien sie starac), jesli nie wie, a nie wolno mu ruszac pilota, to go rusza
        - nerwowo, szybko....i psuje.
        "Negocjacje" - tez siwtny pomysl.
        Ale naprawde, to najwazniejsza jest konsekwencja w dzialaniu i
        pamietajcie, koniecznie uprzedzajcie jaka bedzie ewentualna kara, a jesli
        juz uprzedziliscie i nie pomoglo, to MUSICIE kare wykonac (dlatego trzeba
        sie porzadnie zastanowic nad kara, zeby miala sens)
        pozdrawiam
        Powodzenia
        • Gość: kasiacha Re: Diabe? wcielony - czyli jak przez˙yc´ czterola IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.02, 09:52
          NIE, NIE, NIE! Dziecko powinno się wychowywać, a nie tresować w
          poszłuszeństwie! Przepraszam za porównanie, ale to nie pies!!! Nie do końca
          zresztą logiczne to, co piszesz. Bo pomyśl: jeśli dając klapsa mam uważać, żeby
          nie zabolało, więc wnioskuję, że nie chodzi Ci o fizyczną dolegliwość, a klaps
          ma być po prostu sygnałem: Uwaga, tak nie wolno! Przecież można to samo
          przekazać inaczej! Rozumiem i czasem (za smutkiem muszę to przyznać)
          używam „dobrodziejstw” klapsa: bardzo szybki, czytelny przekaz, często
          skuteczny. Ale sygnały trzeba dostosować do sytuacji, a głównie do dziecka. Ja
          mam dwoje. Syn (7 lat) od małego częściej daje w kość, a co za tym idzie -
          zbierał po tyłku, i niewiele sobie zawsze z tego robił. Ciągnął
          swą „zbrodniczą” działalność lub odchodził podśpiewując „nie bolało, nie
          bolało...”smile Może gdyby dostał porządnie, to by zadziałało, ale na takie
          zachowania mnie nie stać, ostre baty odpadają. Za to córka (3 lata) jest
          dzieckiem tak delikatnej psychiki, że nawet wymowne spojrzenie czy pogrożenie
          palcem daje mocny efekt. Zdarzyło się kilka razy, że klepnęłam, a raczej
          musnęłam ją po pupie. Szloch i poczucie krzywdy nie do opisania. Myślę tak:
          bicie rani, upokarza, wywołuje sprzeciw i złość przeciw agresorowi, a nie jest
          to atmosfera sprzyjająca wychowaniu. Posłuszeństwo nie znaczy od razu
          zrozumienia i zaakceptowania zasad współżycia. Czasem jest tylko „przyczajeniem
          się”. Lepszą metodą karania jest wg mnie konsekwentnie stosowana zasada
          ponoszenia naturalnych konsekwencji swych czynów: przywaliłeś siostrze, to
          znaczy nie potrafisz się z nią bawić i zapanować nad złością, więc posiedzisz
          sam w innym pokoju; popsułeś zabawkę w przedszkolu - dasz swoją i to najlepszą,
          lub odkupisz z własnego kieszonkowego, kłócicie się, którą bajkę będziecie
          oglądać - jeśli nie dojdziecie do zgody, nie zobaczycie żadnej. Dziecko nie
          odbiera takiej kary jako zemsty rodzica, uczy się przewidywać związek pomiędzy
          swym działaniem a jego możliwymi konsekwencjami. Uczy się, że „jeśli A, to B” i
          to nie tylko w kontaktach z rodzicami, także na całe życie. A tak, kto mu
          będzie dawał klapsy w dorosłym życiusmile
        • Gość: ania Re: Diabe? wcielony - czyli jak przez˙yc´ czterola IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 12:20
          Gość portalu: samaka napisał(a):

          > dzidziusia wychowuje sie ...(jeszcze w lonie matki), ale karnosc wyrabia sie,
          > gdy ma on okolo ROKU!
          > Miedzy 1 a 3 rokiem zycia sprawe nalezy zalatwic definitywnie.
          > Polecenie: np.sprzatamy zabawki (pomagamy dziecku) - jesli nie wykonuje
          > polecenia to (zawsze!!!!) - ostrzezenie :licze do trzech, jesli nie zaczniesz
          > sprzatac, to dostaniesz klapsa.
          Przerazajace jest to ze juz w XVII wieku posiadano wiedze na temat tego ze miedzy
          1 a 3 rokiem zycia dziecka mozna w nim zniszczyc prawdziwe ja i wyrobic karnosc.
          Szkoda ze od tamtej pory niewiele sie zmienilo.
          Mam 14 miesiecznego synka i jedyna metode wychowawcza jaka stosuje konsekwentnie
          to pochwala.
          Nie chce zeby moj syn byl karny ani zdyscyplinowany chce zeby nauczyl sie
          wyczuwac manipulacje innych chce zeby odmawial kiedy ma inne zdanie,i umial dbac
          o siebie.
          A to co dobre lub nie i tak przekazuje mu na co dzien przebywajac z nim,
          bo slowa ucza ale przykady pociagaja.
          Opiekuje sie nim daje mu to co najlepsze i staram sie zdobyc jego zufanie.
          Mam nadzieje ze uda mi sie to mimo nie stosowania tresury.
          ps.polecam ksiazke "Zniewolone dziecinstwo" Alice Miller
    • Gość: mamusia Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.proxy.aol.com 17.06.02, 10:34
      nie moge sluzyc doswiadczeniem na temat 4latka, bo moj diabelek ma 3.
      ale polecam dwie ksiazki :
      Dreikurs/Stolz Children. The Challenge. (podaje tytul oryginalu)
      Gordon Konferencja rdzinna

      nie krzyczcie na mnie ze kazde dziecko jest inne i do ksiazek sie ma nijak - bo
      to sie zgadza w przypadku ksiazek typu "kazde dziecko moze nauczyc sie spac",
      ktore proponuja szablonowa metode.

      polecane przeze mnie ksiazki to ksiazki o indywidualnosci i jej poszanowaniu.
      reprezentuja pewna filozofie, ktora pozwala rodzicom i dzieciom na rownych
      prawach zyc ......... godnie.

      glowa do gory !!!!
    • joannab-o Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? 17.06.02, 17:56
      Aniu i Mamusiu! Podajcie nazwy wydawnictw, bardzo proszę.
      • Gość: mamusia Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.proxy.aol.com 17.06.02, 19:03
        Dreikurs/Soltz "Children. The Challenge." w oryginale wydawnictwo Duell, Sloane
        & Pearce, New York. ISBN 3-608-91763-2
        Thomas Gordon akurat pozyczylam kolezance, ale adaptacja tego dzielka dla
        managerow ukazala sie pod tytulem "Leader effectiveness training" w
        wydawnictwie H. Wyden, New York
        • Gość: mamusia Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? IP: *.proxy.aol.com 17.06.02, 19:08
          ha, mam gordona w swoim programie do zarzadzania biblioteka :
          Thomas Gordon "Parent effectiveness training. The No-Lose program for raising
          responsible children" wydawnictwo peter H. wyden, New York ISBN 3-453-02984-4
      • Gość: ania Re: Diabeł wcielony - wydawnictwo IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 15:55
        joannab-o napisał(a):

        > Aniu i Mamusiu! Podajcie nazwy wydawnictw, bardzo proszę.
        Wydawnictwo MEDIA RODZINA

    • pawkop Re: Diabeł wcielony - czyli jak przeżyć czterolatka ? 18.06.02, 08:45
      Cze,

      Ja mam w chacie koktajl mołotowa. Syn ma 4 lata i jest uparty jak osioł, można
      się na niego drzeć, można go lać, rugać a on i tak zrobi swoje. Wszedzie
      wejdzie, połamie Ci ulubiony limitowany bootleg U2 kupiony na koncercie w
      Dublinie, obetnie sobie włosy (jak na reklamie), zabierze opiekunce kluczyki od
      auta i schowa je w momencie kiedy musi juz wyjsc do domu. W przedszkolu gryzie,
      bije innych (wlacznie z Pania). Ale to nic .. bo w polaczeniu ze swoja 2-
      letnia siostrzyczka stanowia duet nie do pobicia. Samo sprzatanie domu przed
      snem to 30 minut mozolnej pracy mojej i mojej zony. Dziadkowie wpadaja w
      odwiedziny zadko - nie chca zostawac z kochanymi wnukami bo tesciowa wyglada po
      dwoch godzinach jakby przejechal po niej expres relacji W-wa - Krakow. Jesli
      zas chodzi o skrywanie skarbow w magnetowidzie, to najlepiej pasuja tam
      produkty spozywcze takie jak: kanapki, tosty, chrupki kukurydziane. Ale uwaga
      teraz bedzie najgorsze: ktoregos pieknego dnia kazal siostrze zjesc kupe ktora
      wlasnie zrobila na nocnik. Turlal sie ze smiechu przez pol godziny mowiac:
      Emilka zjadla kloca...
      Emilka zjadla pana bobka...
      Szorowalem ja chyba z 40 minut a on dalej sie smial...

      Mysle ze tutaj zadna madra ksiazka nie pomoze, trzeba to przetrwac, pamietajac
      ze osobowosc dziecka ksztaltuje sie do 6 -ego roku zycia. My jako rodzice
      musimy (choc to czasem ciezkie) dawac przyklad, poniewaz dzieci ucza sie przez
      obserwacje. To dlatego chodza w naszych butach, biustonoszach, gaciach na
      glowie, chca walic browar, itd.. Szczerze mowiac - niech sie wyżywaja - niech
      maja lepiej niz my, niech maja beztroskie dzieciństwo, a my uwieczniajmy to
      wszystko na nosnikach ktore trzeba skrzetnie chowac przed nimi.

      Cieprliwosci, mądrości, miłosci życzę z całego serca
      Pozdrawiam
      Pawkop
      • maleen Re: Diabeł wcielony - weekend w domu i ... 18.06.02, 09:20
        WItam serdecznie i na początku szczere dzięki za wszystkie głosy.Spędziłem
        weekend w domu i starałem się zastosować część z rad od forumowiczów.Większą
        część soboty spędziliśmy w ogrodzie ( kupiłem nową piłkę ) i naturalnie efekty
        były zgodne z oczekiwaniami.Pomijam istotne trudności z poruszaniem się , kiedy
        wczoraj rano musiałem wstać do pracy.Junior został "zabiegany" co oczywiście
        pozwoliło mu szybciej zasnąć , ale kiedy w niedzielę pogoda długo nie mogła się
        ustalić wszelkie przejawy wariactwa domowego wróciły.Na szczęście koło południa
        wyjrzało słońce i można było kontynuować zabawy ogrodowe.

        Chcę jednym zdaniem nawiązać do postów o przeklinaniu: przyznam się zdarzyło
        się ze dwa razy ,że junior zaklął siarczyście.Skończyło się na trochę głupiej
        karze : tata wyrzuci Twoją czekoladę ptakom.Poskutkowało.
        Co do rodzeństwa - to w naszym przypadku idolem jest starsza siostra ( 8 lat )
        i to ona często przecenia możliwości juniora gdy proponuje różne zabawy.Ale to
        temat na zupełnie inny wątek.
        Na koniec apel do rodziców , którzy mają za sobą wizyty u psychologów: jak się
        przygotowywać ? czy w czasie takiej wizyty dziecko w ogóle coś mówi ? po czym
        poznać,że psycholog wie o czym mówi ? Będę wdzięczny za garść wskazówek , bo
        nadal rozważamy tę opcję.

        Dzięki
        maleen
        • Gość: pios Re: Diabeł wcielony - weekend w domu i ... IP: *.epsa.com.pl 18.06.02, 09:37
          Ja mam czwórkę niszczycieli i jakoś na razie żyję. Moja żona trochę gorzej. Do
          psychologa nie pójdę bo to by oznaczało że sobie nie radzę z własnymi dziećmi.
          Moje dzieci mają 8 7 4 i 2,5 roku. Najrozsądniejsza i najspokojniejsza jest 4
          letnia córeczka.
          Wydaje mi się z bogatej praktyki, że podstawą w wychowaniu jest żelazna
          konsekwencja. Nie należy stawiać warunków które potem nie będziemy mogli
          zrealizować np "jak mnie nie posłuchasz to pójdę sobie".
          Nadpobudliwy jest ten co ma 8 lat. Kiedyś się tak w szkole wkół na swoją panią
          że kazał jej się wynosić. Oczywiście na drugi dzień byliśmy razem z kwiatkami u
          pani i od tego czasu jest jakoś spokój (chyba coś zrozumiał, albo pani go
          inaczej traktuje nie wiem).
          Ja tam czasem daje dzieciom w skórę ale to po trzecim ostrzeżeniu i musi się
          sam przełożyć przez kolano po krótkiej rozmowie za co i negocjacjach ile razy.
          Najlepiej negocjują najstarsze smile
          No i wiadom że im więcej czasu im poświęcisz tym lepiej u mnie tan czas dzieli
          się przez 4.
          Pa
          • Gość: ania Re: Diabeł wcielony - weekend w domu i jetsem prze IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 14:54
            Gość portalu: pios napisał(a):
            > psychologa nie pójdę bo to by oznaczało że sobie nie radzę z własnymi dziećmi.
            > Ja tam czasem daje dzieciom w skórę ale to po trzecim ostrzeżeniu i musi się
            > sam przełożyć przez kolano po krótkiej rozmowie za co i negocjacjach ile razy.
            Metoda zamiast Ci pomuc Ty mi powiec jak mam zrobic Ci krzywde nie wydaje mi sie
            radzeniem sobie, a zwyklym sadyzmem i to nie tylko fizycznym ale i psychicznym.


        • Gość: lolek Re: Diabeł wcielony u psychologa IP: PLWAR* / 217.153.60.* 24.06.02, 16:29
          Ja się zdałam na intuicję (może to nie najlepsza metoda, ale byłam już mocno
          zdesperowana i inne sposoby mi jakoś nie przychodziły do głowy). Pierwsza pani
          psycholog nie przypadła nam do gustu. Druga wydawało mi się, że gada straszne
          głupoty, ale mój diabełek wychodził od niej jakiś spokojniejszy, więc
          postanowiłam przeczekać. No i okazało się, że jest OK. Najlepiej oczywiście być
          obecnym przy tych spotkaniach, ale inicjatywę zostawić psychologowi tzn. nie
          wtrącać się, nawet jak maluch rozpoczyna demolkę pomieszczenia (trudne, ale
          możliwe). Na pierwszych spotkaniach dziecko będzie zachowywać się bardzo
          przyzwoicie, ale jak się oswoi z panią psycholog, to zacznie przeprowadzać
          swoje zwykłe "akcje". No i niestety trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo efekty
          tych wizyt nie są natychmiastowe.
          Oprócz tego nasza pani psycholog nauczyła mnie bardzo prostej metody wyciszania
          dziecka, jako sposobu doraźnego na pohamowanie energii.
          No i na koniec - to że zaprowadzisz dziecko do psychologa, wcale nie znaczy, że
          się nie nadajesz na rodzica!!!
          Pozdrawiam i życzę powodzenia.
          • zlotyrybek Re: Nie taki diabeł straszny jak go malują 24.06.02, 16:55
            Ja mam w zanadrzu coś tańszego.
            Przeżyłam zestawienie 3 - latek i 4,5 -latek NA RAZ (między moimi synami jest
            1,5 roku różnicy) Teraz starszy ma 10 lat ( nie łudźcie się, że potem jest
            lepiej - bo nie jest. Inne są tylko tematy )
            Ja robiłam konkurs krzyczenia. Ile sił i kto głośniej . Po 10 minutach - padały
            nieżywe.NIe wiem jak sąsiedzi .... Spróbujcie !!!Pa
          • Gość: bea Re: Diabeł wcielony u psychologa IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 24.06.02, 22:13
            Czy mogłabyś podać ten cudowny sposób na wyciszenie dziecka?
            Jak pomóc sobie i jemu, kiedy przestaje siebie kontrolować i roznosi wszystko i
            wszystkich, którzy staną mu na drodze?
            • Gość: lolek Re: Diabeł wcielony u psychologa IP: PLWAR* / 217.153.60.* 25.06.02, 09:07
              Sposób działa pod warunkiem, że zastosuje się go przy pierwszych objawach
              szału - na szczęście u mojej małej torpedy można było dosyć łatwo zauważyć, że
              niedługo nastąpi eksplozja. Trochę kojarzy się to z hipnozą. Sadzamy albo
              kładziemy delikwenta wygodnie i rozpoczynamy "usypianie" kolejnych części
              ciała. Jeżeli uda się nam skłonić malucha do zamknięcia oczu to jeszcze lepiej.
              Zaczynamy od stóp i posuwamy się w górę ciała. Głaszczemy leciutko poszczególne
              części ciałą i spokojnym głosem mówimy, że właśnie muszą odpocząć, rozluźniają
              się i zasypiają. No i tak po kolei dochodzimy do głowy. Dobrze jest robić to
              bardzo szczegółowo to znaczy poświęcić chwilę również np. każdemu paluszkowi u
              ręki. Cała "operacja" trwa około 10 - 15 minut. Na początku wydawało mi się to
              niewykonalne (no bo niby jak powstrzymać huragan?), ale spróbowałam i mój synek
              całkiem łatwo się temu poddał. Po jakimś czasie stało się to naszym rytuałem.
              Oprócz tego jako środek doraźny pomocne bywa uciskanie czoła, mniej więcej tam
              gdzie są zatoki. Na niektóre dzieci dobrze działają również ćwiczenia metodą
              Denisona - niestety nie mogę polecić żadnej książki ani kursu na ten temat, bo
              akurat mój Jaś okazał się odporny na ten rodzaj ćwiczeń i w związku z tym
              przestałam się tym interesować. Oczywiście nie są to sposoby uniwersalne, ale
              może akurat pomogą, czego serdecznie życzę.
    • Gość: bett Dwa sposoby na diabełka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 11:38
      Cóż, ja mam dwa sposoby - może nie rewelacyjne ale zawsze coś -
      1. w trudnych chwilach mówię bardzo cicho i spokojnie, jak ktoś juz wczesniej
      napisał - nawet trrochę tajemniczo. Synuś musi sie wtedy uciszyc na chwilkę
      żeby usłyszeć co to za szemranie. Czasem, w ostateczności, kiedy widzę, że nie
      obchodzi go co tam mruczę - mówię sobie pod nosem po cichu - lizak - i wtedy od
      razu - co mówiłaś mamusiu - a ja mówię cicho, że bardzo proszę żeby juz nie
      ganiał Kiciusi z szablą, bo Kiciusia sie boi. a jak będzie ganiał to szble
      zabiorę na jakiś czas.
      2. Drugi sposób - odnośnie motywacji - mówię że jak coś zrobi to ja sie będę
      bardzo bardzo cieszyć i naprawdę będzie mi lepiej, bardzo, bardzo sie ucieszę
      itd. Kochani tatusiowie i mamusie - w 90 procentach - skutkuje. Dla czterolatka
      taka motywacja jest najlepsza chyba. Moje dziecko z radością sprawia mi
      przyjemność - nawet jeśli oznacza to pozbieranie papierków z całej podłogi albo
      coś równie trudnego. robi rzeczy których NIE zrobiłby pod przymusem czy choćby
      na zwyczajna prośbę. Jest z siebie wtedy taki zadowolony i podbudowany
      moralnie! A mi na prawdę robi sie lepiej i weselej i bardzo, bardzo miło. I
      dziękuję mu oczywiście.
      pozdrawiam !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka