stefan4
15.08.07, 01:34
Jarosław Kaczyński rozbił koalicję, która była jego wiernym narzędziem do
trzymania Sejmu w szachu; może ciut niezręcznym narzędziem, ale lepszego nie
było i nie ma. Przy okazji zadarł z wiernym mu i potężnym Radiem Maryja; i nie
zapobiegł głośnej kompromitacji stworzonych przez siebie i wiernych mu
policyjnych służb specjalnych. Następnie sam zaproponował możliwie szybkie
wybory, w których jego porażka jest bardzo prawdopodobna. Rozum mu odjęło, czy
co?
Wszyscy się więc cieszymy, planujemy sprzątanie po PiSie, likwidację wynaturzeń,
naprawę zaszłości... i nawet nie szukamy wyjaśnienia DLACZEGO on tak nagle
poddał się na wszystkich frontach. Uchodzi naszej uwadze jeszcze to, że on
wcale nie jest poddany a my, wykształciuchy, po raz kolejny dzielimy skórę na
niedźwiedziu. A to dlatego, że bierzemy wypowiedziane słowa za dobrą monetę i
widzimy tylko polityczne metody wychodzenia Partii z opresji. Gdyby Kaczyński
odszedł, to wszystko, co skonstruował przez ostatnie dwa lata, nie tylko nie
miałoby z jego punktu widzenia żadnego sensu, ale zwaliłoby mu się bardzo
boleśnie na łeb. Jego policja polityczna zajęłaby się intensywnie prowokacjami
przeciwko jego osobistym aparatczykom. A tu przecież i bez prowokacji
nazbierało się tego tyle, że można by długo nie wyjrzeć z mamra. Więc Kaczyński
absolutnie nie może oddać władzy. I zapewne nie myśli o jej oddaniu.
Na razie jest tak. Władzę sprawuje Kaczyński bez przeszkadzajek z Sejmu i z
partii koalicyjnych