22.11.07, 18:09
Legendy o Nikiszu może ktoś zno
I mi je tutej tyż czasym do?
Obserwuj wątek
    • broneknotgeld Re: Legendy 26.11.07, 17:58
      Jakbyś cosik znodła i szrajbła rymym, to zaproszom do tego wontku
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28940&w=23051421&s=0
      • madohora Re: Legendy 26.11.07, 18:04
        broneknotgeld napisał:

        > Jakbyś cosik znodła i szrajbła rymym, to zaproszom do tego wontku
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28940&w=23051421&s=0

        Przed chwilom żech tam sama zajrzała
        Musza trocha dojrzeć bych coś napisała
        Bo jak ześ som widzioł na mity mie wziyło
        A takie legyndy to już inne dzieło
        • broneknotgeld Re: Legendy 01.12.07, 17:24
          Ano - trza nad tym ździybko przisiedzieć
          Jak sie w legyndy po ślonsku jedzie.
        • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:12
          W pobliżu Przełęczy Brona, na którą wiedzie szlak z Markowych Szczawin, znajduje się Zbójnicka Grota, w której szukano skarbów. Podkreślić należy, iż nazwa Przełęczy - Brona oznacza bramę, w tym kontekście prowadząca na Babią Górę. Na głazach zachowały się ledwo już widoczne znaki wyryte przez poszukiwaczy skarbów: krzyże, koła, strzały i symbole solarne. Znaki te miały prowadzić do przygód i bogactwa, do tajemnych skarbów ukrytych w masywie.
        • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:43
          Najwyższy szczyt Babiej Góry to Diablak. Już sama ta nazwa wskazuje, że miejsce ma coś wspólnego z czartem i ciemnymi mocami. Według jednej z legend na polecenie pewnego rozbójnika sam Diabeł miał wznosić na tym szczycie wspaniały zamek. Niestety nie zdążył on ukończyć budowy i gdy tylko kur zapisał cała konstrukcja runęła wprost na rozbójnika. Niektórzy twierdzą, że wciąż usłyszeć można krzyk rozbójnika, który wydobywa się spod głazów.
        • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:24
          II. 0 mądrym parobku. U jednego gospodarza żaden parobek nia mógł wysłużyć, bo gospodyni ogromną każ demu krzywdę robiła. Ale znalazł się jeden ochotnik, który, godząc się do onej służby, rzekł: „Pójdę do was w służbę, ale będzie-my razem jadać, razem robić i razem sy piać. Przystał na to gospodarz, bo już i w ca łej wsi parobka znaleźć nie mógł. Z począt ku odbywało się wszystko według umo wy: gdy gospodarz spał w łóżku, to i paro bek z nim, a baba musiała leżeć na ziemi, chociaż jej tam źle nie było, bo miała pie rzynę. Gdy gospodarz jadał, to parobek z nim. Gospodyni chciała jednak czasem i dla chłopa coś lepszego ugotować, więc raz gotowała mu mięso. Parobek przychodzi i pyta: — Co wy to tam w garnku gotujecie? A baba na to: — Et! cułcyska x ) brzydźkie były, trzeba żeby się przewarzyły. — A to i moje brzydźkie, rzekł umyślnie parobek, to i ja swoje prze warzę i włożył swoje cułki do garnka. Innym razem baba na noc uwiązała chło pu do palca długą nitkę i rzekła: — Jak parobek uśnie, to cię pociągnę, bom dla cię jajecznicy usmażyła, to sobie ją w nocy zjesAle nie słyszał tego gospodarz, bo już spał twardo, ale słyszał to parobek, odwią zał nitkę palca chłopu, a przywiązał sobie, udał potem, źe mocno chrapie. Słysząc to, baba pociągnęła za nitkę. Wstaje parobek po omacku; baba nic nie wiedząc, prowadzi go do pieca, gdzie była już przygotowana jajecznica. Parobek za zdrowie gospodarza zajadał smacznie. Po chwili pyta go z cicha baba: Dobra? — Dobra, tylko słona, tym samym głosem odrzekł zapytany. — A dać ci jeszcze? pyta znowu baba. — Uhu! Gdy już zjadł jajecznicę, baba ciągle myśląc, źe to jej mąż, mówi: — A no, kiedy to parobczysko tak twardo śpi, to chodź do mnie pod pierzynę, zagrzej się, boś pewno zmarzł. Nie opierał się temu parobek, a chociaż rano wyszła na wierzch prawda, nikt się o to gniewać nie mógł: wszak była umowa! Razu pewnego wyjeżdżał gospodarz na wesele, a parobka pozostawił w domu. — Cóż ja tu będę robił? pyta parobek. — To, co i ludzie, odparł gospodarz. Posłuszny temu parobek, widząc, źe na są siedniej chacie obdzierają ze strzechy zgniłe snopki, aby wszyć nowe, on również obdarł strzechę, pomimo, źe świeżo była poszyta. Innym razem kazano mu pilnować zasiewów w polu, a każdego, ktoby doń przyszedł, bić. Parobek tak wierny był poleceniom gospo darza, że tak go raz pobił, gdy poszedł rwać rzepę, że się aż rozchorował. Wreszcie mu siał go gospodarz oddalić, bo rady sobie z nim dać nie mógł.
        • madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:47
          Jedna z legend głosi, że był bardzo hojnym rozbójnikiem z Domaradza (swego rodzaju odpowiednikiem Janosika). Mieszkał na górze Chyb z innymi zbójnikami. Okradał kupców przyjeżdżających do Domaradza, skradzionymi łupami obdarowywał chłopów. Według innej wersji legendy Rokita, zwany inaczej Rokietnikiem, był złą duszą zamieszkującą bagna (stąd jego nazwa pochodząca od mchu rokietnika często występującego w środkowoeuropejskich lasach) i topiącą tych, którzy wdarli się na teren jego siedliszcza. Jeszcze inna wersja mówiła, że był diabłem kaliskim konkurującym z łęczyckim Borutą.
        • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:21
          O dwóch braciach, co szukali skarbów Boruty

          Na zamku skarby muszą być.
          Było faktycznie takie zdarze-
          nie, że jacyś bracia Jasińscy
          jeszcze przed wojną dobierali
          się do tych skarbów. Chcieli
          je wykopać. Była z nimi i siostra ich, która ocalała.
          Pomagała im. Oni zostali przysypani. Już, już mieli te
          skarby wydobyć, ale jeden z nich się odniósł:
          "No do diabła, pośpiesz się, no bo przecież tu
          dzień nastanie, a ty się opóźniłeś".
          I wtedy, gdy to wypowiedział "do diabła" został
          przysypany, ich groby są na cmentarzu łęczyckim,
          gdzie na nagrobkach pisze, że zginęli śmiercią tra-
          giczną w poszukiwaniu skarbów Boruty.
        • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:19
          Upiory wypijały ludziom krew, zostawiając odcisk zębów na skórze ofiary. Najczęściej przychodziły w nocy, czasem w różnych postaciach (np. zwierząt) i atakowały człowieka we śnie. Nie zawsze picie krwi człowieka musiało kończyć się dla niego śmiercią – skutkiem takiego działania mogło być także zarażenie chorobą lub utrzymujące się osłabienie.
        • madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:27
          Skoro zaś mowa o Batorych - przypomnijmy kolejną złowrogą postać, księżnę Elżbietę Batory. Zwana Wampirzycą z Siedmiogrodu bądź Krwawą Hrabiną z Čachtic, miała jakoby popijać dziewczęcą krew dziewcząt i nawet kąpać się w niej, by zachować urodę i wieczną młodość. Nie wyszło, skończyło się zamurowaniem w komnacie zamku, od tej pory jej dożywotnią celą. Jak od jakiegoś czasu uważają historycy, Elżbietę wrobiono, a raczej dorobiono jej krwawą legendę i nieszczęsna była niewinna, a za aferą stali Habsburgowie. Markiz de Sade byłby zachwycony.
          • madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:29
            Tymczasem nad Śląskiem mijają stulecia i habsburskie czasy w końcu przemijają. Habsburskie tak, ale nie wampirze. Czego bowiem szuka w naszych stronach w XVIII wieku Johann Wolfgang von Goethe? Wielki poeta odwiedził Śląsk w roku 1790. Zaś kilka lat później ukazała się jego "Narzeczona z Koryntu", pierwszy w historii literatury utwór wampiryczny. Może przypadek, a może nie. Goethe, jako człowiek wykształcony i oczytany, znał pewnie twórczość Henry'ego More'a, filozofa z Wielkiej Brytanii. Ten zaś w swym dziele "Antidotum przeciwko ateizmowi" utrzymywał, iż Ślązacy wierzą w wampiry i żyją w strachu przed nimi. Na dowód tego opisał przerażającą historię śląskiego bogacza nazwiskiem Johannes Cuntius z Pęcza na Dolnym Śląsku. Po śmierci tej wysoce antypatycznej postaci miasto jakby dotknęła klątwa. Ataki nadnaturalnych sił na noworodki i starców ustały dopiero, gdy ekshumowano ciało Cuntiusa, które okazało się nienaruszone rozkładem, po czym je skremowano.
      • madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:16
        Nawiedzony dom w Jaworznie Jeleniu

        Co stało się dawno temu w jeleńskim domu przy rynku? Ponoć tam straszy, a każdemu, kto zajrzy do środka pokazuje się zjawa. Mówi się, że mieszkała tam kiedyś rodzina, w której mężczyzna znęcał się nad żoną i dziećmi. Ponoć teraz straszy jego duch. Kolejni właściciele uciekali stamtąd w popłochu i nikt nie chciał tam mieszka
      • madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:17
        NAWIEDZONY DOM W MYSZKOWIE

        W Myszkowie, przy jednej z głównych dróg znajduje się ponoć jedno z najsłynniejszych nawiedzonych miejsc w naszym województwie. Według opowieści ludzi, dom został wybudowany 40 lat temu przez dwóch samotnych braci - Zygmunta i Jerzego. Starzy kawalerowie byli opanowani manią fantastyki i ufologii. W środku budynku przeprowadzali seansy spirytystyczne, próbowali nawiązać kontakt z obcymi cywilizacjami. Próby zakończyły się niepowodzeniem, a dla samych braci miały tragiczne skutki. Obaj trafili do szpitala psychiatrycznego. Podobno jeden z nich, nadal tam przebywa. Drugiemu udało się uciec, jednak jedynie po to by popełnić w swoim domu samobójstwo. Podobno ludzie widzieli tu zjawy czy tajemniczą postać polerującą powybijane szyby.
      • madohora Re: Legendy 18.12.19, 21:52
        Śpiąca Królewna

        Może zobaczysz w czarodziejskiej baśni
        Wysnutej z podań ludowych legendzie
        O tym co było i o tym co będzie
        Niby widzenie mgliste ideału
        Śpiącą Królewnę na górze z kryształu
        Którą z rąk odbić złego czarodzieja
        Trzem braciom słuszna jaśniała nadzieja
        Jak dwaj z nich w morze pobiegli płomieni
        I nie wrócili więcej - zwyciężeni
        Ale ten trzeci najmłodszy w siermiędze
        Oprze się pokus i czarów potędze
        I pnąc się z wolna mimo straże gniewne
        Ze snu zaklętego obudzi królewnę

        Adam Asnyk
      • madohora Re: Legendy 23.01.22, 20:00
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/RYdgUwFaa5fXUy7G2X.png
      • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:13
        Ciemne moce Diablaka

        Babia Góra osnuta jest legendami o diabelskich wyczynach i ukrytych bogactwach. Na szczycie Diablaka stał ponoć zamek wzniesiony przez władcę piekieł dla zbójników, którzy więzili tam kobiety z orawskich wiosek. Zamku nie ma, pozostały kamienie. Według wierzeń szczyt Babiej Góry zamieszkuje mroczny bóg zła – Czarnoróg.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:42
        W innym kościele straszyło znowu dla tego, źe proboszcz miejscowy, już pogrze bany, nigdy za życia po ukończonej mszy św. nie mówił „amen"
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:43
        Zakonnicę, która na wszystkich spo wiedziach grzech pewien zataiła, po śmierci ziemia 50 razy wyrzucała. Wiele, bardzo wiele mają jeszcze w Ru- dawie opowieści, w których czarownice, dja- bły, boginki lub topielce występują. Szcze gólnie o strachach lubią opowiadać; naj częściej bywa to w czasie długich wieczo rów zimowych. Wtedy, gdy na świecie śnieg i zawierucha, gdy w kominie wiatr wygwizduje, a na nalepie trzeszczy łuczywo, ojciec rodziny, otoczony domownikami i dziat wą, opowiada o strachach. Zwykle i do mownicy z sąsiednich chat na tę ucztę się schodzą i słuchają a gwarzą do późnej nocy. A jakie u nich podania krążą o wędrów kach Bożych po ziemi! Gdy p. Jezus wraz z św. Piotrem chodził po ziemi, wypadło temu ostaniemu nieść chleb. Ponieważ św. Piotr był już znużony i głodny, więc idąc z tyłu za Panem, powoli chleb sobie pogryzał. Nagle obejrzał się Pan Jezus i zagadnął go; ten, nie chcąc wydać się z łakomstwa, wypluł chleb. Pan Jezus, spo strzegłszy to, rozkazał, aby ten chleb tak na zawsze na ziemi został. W ten sposób po wstały grzyby.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:54
        Grzechem jest również bić ziemię batogiem. Koniec ziemi tam, gdzie jest granica naszego widzenia. Wiatry powstają wtedy, gdy się kto powiesi, albo gdy djabeł związek małżeń ski zawiera; mówią wtedy: „Djabli się żenią, bo straszne są wichry!” Komety są to gwiaz dy ogoniaste, a pokazują się tylko wtedy, gdy Bóg ostrzec chce mieszkańców ziemi, że na stanie mór, głód lub wojna. Księżyc i słoń ce właściwie nie świecą: księżyc utworzony jest ze srebra, dla tego ma połysk białawy, a słońce utworzone ze złota, stąd światło żółte. Śnieg lub grad znajduje się w swojej chmurze, t. j. mamy trzy rodzaje chmur: jedna zawiera w sobie deszcz, druga śnieg, a trzecia grad. Gdy jedną z nich płanetnik nadciągnie, wtedy z chmury wylatuje to, co ona w sobie zawiera. Wierzy lud nasz w istnienie dzikich ludzi, którzy mają na głowie rogi; są także ludzie wodni, którzy mają głowę i piersi ludzkie, a zresztą są rybami i są pokryci łuską. Za krzywoprzysięstwo i krzywdę, czynioną sierocie Pan Bóg karze w ten sposób, źe grzesznikowi usycha ręka. Również usycha ręka dziecku, które śmiało wyciągnąć ją na ojca lub matkę. Próżnej kołyski nie wolno kołysać, bo dziecko nie mogłoby w niej potem usnąć.
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:20
        Boruta pilnuje podziemi zamku

        Pod zamkiem w Łęczycy miały
        być podziemia, tunele, których
        Boruta pilnował. Mówili, że z
        tumskiego kościoła był tunel
        do Łęczycy, bo do kościoła
        tamtędy Jeździli. W razie wojny
        ludzie chowali się do tego tunelu i tam skarby gdzieś
        wszystkie pod zamkiem umieścili, i teraz ludzie mówią,
        że tam trudno się dostać. Bo przecież każdy musiał
        coś robić, żeby się zabezpieczyć. Diabła tam posta-
        wili, bo kto pieniądze zakopuje, to diabłu oddaje.
        Jakby kto wiedział te ich zaklęcia, to może by i znalazł, a tak to nie
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:22
        Jak Boruta
        rzucał za mną pec nami

        Miałem jeszcze drugie, spot-
        kanie z Borutą. Przechodziłem
        raz koło kapliczki, gdzie
        mówili, że straszą. Widzieli
        tam świniaka, a to kozę, a to
        cielaka. Ja wtenczas nie widziałem nic
        takiego specjalnego, ale za mną za-
        częło coś rzucać pecynami, grudami
        ziemi. To było w zimie, więc myślałem
        z początku, że to któryś z kolegów gdzieś się przy-
        czaił i dla żartów na mnie rzuca. Powiedziałem więc
        tylko: "Czego rzucasz?". Uderzyć mnie to nie ude-
        rzyło. I niby na tym się skończyło- Ale później
        kiedyś znów wracam w lecie, w nocy to było. Maj.
        I tak sobie pomyślałem: "Zawsze mówią, że tutaj
        straszą". Oglądam się czy ten strach wyjdzie. Znów
        ta sama historia. Za mną bęc, bęc jedna, druga, trze-
        cia pęka. Stanąłem i mówię: "Jeżeli masz do mnie
        jakaś sprawę do załatwienia, to przecież w ten spo-
        sób nie zaczynaj, tylko proszę wyjść i pokazać się,
        czego chcesz ode mnie". Ale niestety nie było nic.
        Na drugi dzień z ciekawości, bo to blisko mojej wsi
        było, poszedłem zobaczyć, czy faktycznie tam będą
        jakieś ślady. Niestety żadnych śladów nie było, a jed-
        nak słyszałem, że coś rzuca za mną
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:24
        Boruta
        na bagnach łęczyckich

        W czasie okupacji mój dzia-
        dek często łowił ryby na bag-
        nach, na podrywkę. Jednego
        razu też łapał. Było już koło
        północy, księżyc świecił, jasna
        noc była. W tym momencie po drugiej stronie kanału,
        gdzie łapał, zobaczył dziadek, że po wodzie pływa
        jakiś kot czy coś i zaczyna miauczyć. Niby to lata
        po wodzie, niby na brzeg wyskakuje i miauczy. Dzia-
        dek nie wiedział co to, chciał wypłoszyć to dziwne
        zwierzę. Zaczął rzucać torfą. Niby je wystraszył, ale
        co dziadek przesunie się w jednym kierunku, to
        i zwierzę za nim. W końcu dziadek nie wiedział co
        zrobić i strach go obleciał. Tu musi cos straszyć.
        Odwrócił się, wyjął podrywkę z wody i przeżegnał się.
        Dziwny kot tylko chlupnął do wody, a dziadkowi
        strach jakby ręką odjął
      • madohora Re: Legendy 16.10.22, 16:52
        Nie mógł nie przychodzić, bo ciągnęło go tu serce...! Oddawna już krążyły po wsi słuchy, że Paraska, najmłodsza córka skąpego gazdy Dźwińczuka nosi ,,zgardy“ z prawdziwych dukatów, złote pierścienie z kamieniami, lśniącemi jak gwiazdy, i żółte buty z naj lepszego safjanu kuckiego. Zazdrościły jej dziewuchy bogactwa i nie lubiły jej, gdyż dumna była i na łeginiów kosmackich, choćby najurodziwszych i najbogatszych, zwysoka patrzyła. Jakaś moło- dycia, pewnego wieczora szukając zbłąkanej owcy, podpatrzyła Paraskę. Krasawica siedziała na żerdziach ,,woryni“, a gdy od lasu nadleciał świst, pobiegła na łąkę, gdzie rósł stary jawor i sze leściły krzaki hordo winy i bzowin, białych od kiści jak durman pachnącego kwiecia. Ciekawa mołodycia zaczaiła się i docze kała, aż przyszedł ktoś bardzo piękny, wysoki i mocny, jak mło dy świerk rozłożysty. Miał na sobie wysoką czapę w blachach i piórach i czarny sierak, po szwach czerwienią znaczony szeroko. Wieść ta migiem błyskawicy rozbiegła się po wsi i doszła do łegi niów, którzy próżno swatów do hardej Dźwińczuczanki zasyłali. Dwóch z nich zmówiło się „odpędzić wilka, by do cudzego nie za kradał się stada, gdyż własne wilczury ostrzą na nie kły“. Rzucili się łeginie z zasadzki na przechodzącego wpobliżu ,,wilka" i już toporki nad nim furknęły — gdy on, jak ten wilk, błysnął kłami i uśmiechną wszy się pogardliwie zapytał: — Hou! Cóż to durnyje, Oleksy nie poznaliście ? I więcej ani słowa nie powiedział, a oni, jak psy przed wilkiem, rozbiegli się, bo wszak z Doboszem ciężka byłaby rozprawa. Długo jeszcze potem na ową ,,carynkę“ kwietną chodził zbójnik rozkochany, bo jak ta ,,lisna“, co wysysa serce męskie, zaczarowała go, w niewolę wzięła kapryśna, dumna Dźwińczuczanka; przychodził aż do przymrozków, gdy w złocie i szkarłacie stanęły buki i jarzębiny na Kle wie, a trawy na łące sczerniały. Pewnego wieczoru Ołeksa nie znalazł Paraski pod jaworem, chociaż obiecał przynieść jej kolczyki zdobyczne i sztukę jedwabiu. Nie wiedział ataman, że od ostatniego pocałunku, którym żegnała go dziewucha na skraju lasu, zaszły wypadki, stanowiące o jego losie. Rano, bowiem, gdy krasawica szła do źródła, biegną cego srebrną strugą po ,, ciur kale, “ zastąpił jej drogę jeden z łe- giniów i, uśmiechając się zjadliwie, szepnął: — Lepsze są od ciebie dziewki na wierchowinie, bo twój ,,lubas“ pokochał, słysz, Tymczuczkę spod Jarszycy i Ołeneczkę Jakowi- czankę z Zielenicy.. . Nie będziesz teraz taka harda, ty... Rzucił obelżywe słowo, zaśmiał się głośno i poszedł pogwizdując. Dziewczyna tegoż dnia tajemnie pojechała do babki, bo powierzyła jej była swoją tajem nicę. Musiała teraz naradzić się z nią i zem stę obmyślić, płazem bowiem zdrady i hańby gazdowska córka puścić nie mogła. Starucha była matką drugiej żony starego Stepana Dźwińczuka, który zrodził z córką jej Paraskę, i nie lubiła Stepana, bo, ożeniwszy się poraź trzeci, nie zwrócił jej wiana. Długo szeptały Chata, w której Dobosz miał zabić Diduszkę do siebie kobiety rzeczy straszne i tajemne, gdy to, niby syk żmij, głośniej padały słowa ponure: „sól kosmacka... pistolet... nóż" . . . aż wkońcu coś uradziły i — Paraska odjechała, płonąca zemstą, skupiona i skamieniała w nienawiści. Tegoż dnia do obozu Ołeksy w uroczysku na Makowicy przybył jakiś malec — obdarty i nie spełna rozumu. Seplenił coś, bryzgał śliną i śmiał się. Z trudem zrozumiał Dobosz, że wzywa go do siebie Paraska i że oczekiwać go będzie w Krzyworówni, u babki Anny. .. Ołeksa długo namyślał się i wahał, gdyż coś szeptało mu: „Nie chodź! nie chodź!" Po północku dopiero kazał opryszkom przenieść watrę do wąwozu, gdzie biegnie Waratyn wśród puszczy ciemnej, sam zaś poszedł do chaty staruchy. Anna spotkała go przed zagrodą i z płaczem opowiedziała, że Stepan Dźwińczuk bił córkę i groził, że wraz z po- bratymem swoim — Moczerniukiem schwytają opryszka i oddadzą go w ręce kata. Widząc, że Dobosz spłonął cały gniewem i rozpaczą, szepnęła jak żmija: — Pomścij na Stepanie krzywdę swoją, Paraski i moją! Odnalazł watażka towarzyszy nad Waratynem i, usiadłszy przy ich watrze, długo milczał i przyglądał się każdemu zosobna. Strwo żeni wielce stali dokoła Pawło Orfeniuk z Jamnej, Stepan Rabczyk z Zełenej, Iwan Kwieczuk z Porohów, Wasyl Bajurak z Dory, krzywoogi Anałyj Serb i Hryć Martyszczuk z mad jarskiej strony. Stali i oczu oderwać nie mogli od postaci Oleksy, — bo piękny był tej nocy niezwykle i „pyszny”, niby z godów wrócił. Czerwone miał na sobie ze złotemi naszyciami „kraszanycie”, buty też czerwone z safianu ormiańskiego, biały keptar złotem suto szyty i zielo nym jedwabiem, zwierzchu — kraśny sierak z lamo waniem złotem, a na to wszystko — biała manta ze złotemi sznurami i wysoka czapa z piórami pawiemi, gęsto nabijana blachami ze szczerego złota. Taszka jak i prochownica połyskiwały złotem, złote klamry i guzy świeciły się na pasie szero kim do półpiersi. Na kola- , t. , nie oparł „kirs” turecki o Seweryn Obst: Hucuł ^ złotem >>pySanej «i ko i_ bie, wykładanej kością i srebrem, w ręku trzymał toporek z pięknie pisaną bartką o toporzysku zdobnem w złotą, kamieniami nabijaną blachę. Oczy rwał, bo był taki „fajny” i „pyszny”, ze sam „cisar nie mógł być wspanialszy! Jakżeż się dziwili wierni towarzysze, gdy Ołeksa takiemi do nich przemówił słowy: — Hej, ware, łeginy! Znacie mnie i wiecie, że niczego się me boję i nikogo, ale dziś powiem wam coś... Niech ino liść w puszczy zaszeleści lub zaszemrze suche igliwie, a drgnie moje serce i pyta: „czy to nie zdrada czyha w borze, czy nie nagonka jakaś sunie z nizin” ? Gorzkie to życie, kamraty! Radzę temu, kto chce i może, aby odszedł i jął się gazdowania, bo wtedy tylko pewien będzie swego życia... A teraz posłuchajcie opowieści o Ołeksie Doubuszczuku! Do świtu mówił o tern watażka, jak to obmierził sobie suchy chleb w cudzym domu w Peczeniżynie, gdzie mieszkał z rodziną LEGENDA O OŁEKSIE DOBOSZU i ojcem, jego wyrzuty, że syn nie lgnie do pracy ciężkiej i jak wreszcie pierwszego dokonał „hołownyctwa", zabiwszy żupnika. Jął wspo minać Ołeksa pierwsze rozboje w Małych Łuczkach i Łanczynie, swoje schroniska na wierchowinie, zabitych lub straconych towa rzyszy, wroga swego Diduszkę, popadję Orynę z Sapohowa, która zdobycz jego przechowywała i wskazywała mu miejsce dla naj pewniejszego napadu, i inną jeszcze popadję — urodziwą i zuchwałą Marusię. O niej sam ataman piosneczkę ułożył: „Zakuwała zazu- leńka ta na perełeci, prysiahała diwczynońka ta na pystoleci"... Długo opowiadał Ołeksa, porwany potokiem wspomnień i tak wzru szony, że aż zdziwiło to i zatrwożyło opryszków. Umilkł wreszcie i skulony przy watrze coś mruczał do siebie, zapewne żalił się komuś, do kogo dążyła w tę noc dusza zbójnicka, która nagle miotać się w nim poczęła, tęsknicą cie mną objęta. O świcie nałożył Ołeksa czar ną, łojem i smołą na pojoną koszulę, stary keptar i czerwony sie- rak i, skinąwszy na Orfeniuka i Wasylka Bajuraka, poszedł do Jasienia, gdzie mie szkała żona atamana. Watażka pożegnał ją wkrótce i ruszył przez góry do Jamnej, do siostry i tu zanoco wał. Nazajutrz prze dostali się do Mikuli- czyna a Dobosz wpadł znienacka do chaty Moczerniuka i ciężkim tasakiem odrąbał mu głowę. Zabrawszy, co pod rękę się nawinęło, i podpaliwszy zagrodę poszli w góry. W nocy, gdy wszystko już spa ło, Dobosz z towarzyzami wchodził do Kosmacza. Sierpniowe niebo powlokło się chmu rami. Mrok, niby czarna lawina, spełzał ze zboczy gór do kotliny. Odnaleźli jednak ścieżkę, biegnącą do zagrody Dźwińczuka i, pod szedłszy pod drzwi chaty, zapukali. Stary Stepan nie odezwał się wcale, baby zaś wpuścić późnych gości nie chciały. Ujadał pies, a jemu odpowiadały inne ,,kotiuhy“ z sąsiednich chat. Dobosz wy- rwał żerdź z worynia czął podważać drzwi Wtedy to Dźwińczuk przez szparę strze lił do niego z pi stoletu, nabite go srebrną ku lą, bo taka tyl ko — jak lu- basce wyjawił był Ołeksa — mogła go za bić. Nie zabi ła jednak, ale zastrzęgła pod łopatką tak głę« boko, że aż mu ramię zwisło bez władnie. Wtedyode* szli i, wyszedłsz
      • madohora Re: Legendy 08.01.23, 22:08
        Trawa żelazna ma rosnąć na polach i na łąkach w Mydl- nikach, ma zaś własność otwierania zamków żelaznych. Opowia dają, że jeden złodziej do rany w palcu włożył tę trawę, a gdy zarosła, mógł tym palcem wszystkie zamki otwierać. Pęta z kłódką u koni spadają, gdy koń przejdzie przez tę trawę. Utrzymują, że trawa ta rzucona na wodę bieżącą, płynie przeciw prądowi.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:40
        Egzotyka Mysłowic z przełomu XIX i XX w. nie ograniczała się tylko do ubranych w różnorodne stroje i mówiących różnymi językami emigrantów. Niezwykłym epizodem w historii miasta były przemarsze gęsi przez śródmieście.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:45
        W downych casach to wszyndy żyła cołko mocka duchôw, straszkôw a rostômajtych inkszych uokropyństw. Jedne ludziôm pômogały, inksze szkodziły. Besto ludziska, jak te dobre widzieli, to byli fes radzi. Ale jak widzieli te złe, to mieli pierzińskigo stracha! I wtyncos nojlepi było uciekać, coby takigo niy trefić z bliska. Ale niy zowdy sie tak dało i tedy uowdy trza było takymu w gymba wejrzeć.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:46
        Besto ludzie szukali, co nojlepij zrobić, coby taki gizd cowieka niy ukrziwdził. A jak jusz cosik wynokwili, co pômôgło i uratowało cowieka, to potym przekozywali jedyn drugymu co noleży zrobić, coby taki duch doł pokôj a krziwdy niy zrobił! I besto przi wyszkubku abo we wiecôr bes zima uosprowiali uo duchach a strachach godzinami. Szło posuchać uo wszystkich prziwiarkach, jake ino były. Do bajtli to było uokropne. Boły sie pierzińsko tych powiastek, ale potym, jak jusz dorôśli, to wiedzieli se rada z tymi wszyskimi straszkami a duchami. I to było dobre. Fes dobre.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:13
        Ja, te chałpki miały niyros jedna izba a kuchnia i ku tymu kômôrka. A tedy uowdy pod jednym dachym była izba, kuchnia i kômôrka, a po drugij strônie siyni chlyw abo obora do gowiedzi. Pola ludzie uobrobiali wołami a potym robili wszysko rynkami, bo przeca maszyn niy było. Sioli z płachty, sadzili i plewili kopackami, a potym kosami żniwowali zboże. Robota to była ciynżko i wymogała, coby wszyjscy z kożdyj familije śli na pole robić.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:14
        Jak sie narodził przemys, to sie wszysko pozmiyniało. W kożdyj wsi postawili gruby a huty. Nawet w Dzieckowicach take postawili. Nô i żywot niyjednyj familije sie uodmynił. Przeca, jak fto mioł mało polo, to taki gospodorz zamias przimiyrać godym, môg iś na gruba abo do huty robić. Toć, masa roboty spodało wtyncos na jego baba a bajtle, ale côs było robić, kyj była biyda. Ale wtyncos taki gospodorz dostowoł gelt kożdy tydziyń, to i łachy môg se lepsze kupić i chałpa uodremôntować. Abo nawet nowo postawić.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:26
        Piyrwy to ludzie howali rostônajto gowiydź. Ci, co mieli nojwuyncy polo, to chowali kônie. Abo to kôniym poradzili ciôngać fôry, wozić towory, uorać pole, sioć, a nawet jak wymyślili maszyny, to nawet i żniwować. Kôń był fes pômocny gospodorzôm, ale niy kożdego było na niego stykać, bo musioł mieć dużo trowy, siana a lepszego futru, jak na przikłod ziorna choby uowso. Bele cego niy zezar.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:47
        Jedyn z kopciowskich grofôw niy krziwdził za fes ludzi. Ja. Jak ftoś niy robił jak było trza, to pora batôw na pukel dostoł. To niy idzie pedzieć. Ale tak za darmo, to niy koroł. Ale mioł jedyn feler. Uod bajtla tyn grof śmioł się z prziwiarek. Jak widzioł ludzi topić Marzana, to sie ś`nich śmioł. Jak widzioł, że pobożnie rzykajôm pode krziżym, to sie z tych ludzi śmioł. Jak widzioł, że na Wielkanoc świyncôm pola i dowajôm krziżyki, to tych ludzi wyśmiywoł, że sôm gupi, a w prziwiarki wierzôm. Niy szło z tym grofym szczimać. Taki był pośmiywny
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 23:06
        Ros na Wesołyj trefiło sie, że jedna gospodyni dała pozôr na to, że jeji krowy dajôm coros myni mlyka. Nojprzôd było ino trocha myni jak normalnie. To gospodyni myślała, że może mało pojadła trowy i skiż tego mlyka je myni. Abo jôm co boli, bo jôm morzisko jake tropi. Ale nastympnego dnia zaś było myni mlyka. I tak codziynnie po trochu mlyka krowy dowały myni.
        To dało gospodyni fes do myślynio. Pogodała tysz ze sômsiadkom, że cosik złego z krowami sie wyprowio, bo coros myni dowajom mlyka. Bo jak piyrwy kożdo dowała nawet trzidzici litrôw mlyka, to teros ani połowy tego ni ma! I jak tu z tego cieloki nafutrować, a jeszcze coby było do bajtli abo syra zrobić? Nô nic, ino ftosik urok na jeji krowy ciepnył. Ino fto, i po co? Fto môg ji zozdrościć tego, że miała dobre krowy, ftore tak dużo mlyka dowały?
      • madohora Re: Legendy 31.05.23, 21:53
        Ymil cołke życie zeżył na Brzynskowicach, na Podlasie. Za bajtla lotoł po łônkach abo zaglôndoł, jak cugi lotajôm na Mysowice. Jedne z ludziami, inksze z wônglym. Podobała mu sie ta corno skała, bo wiedzioł wiela dobroci ludziôm dowo. Besto jak trocha podrôs, uostoł bergmônym. I zacôn robić na wesolskij grubie, co to jôm nazywali kopania „Lynin”.
      • madohora Re: Legendy 31.05.23, 22:05
        Ros wcas rano fyśter ze swojôm babôm pośli na pole robić. Ale tak richtig niy pośli, ino wleźli za chałpa a bes uokno filowali do izby, co takigo sie bydzie wyprowiać. Trocha se dockali, możno ze trzi ćwierci godziny. Uoros dojrzeli, że spod pieca wyloz wônż. Taki fes dugi i cołki strzibny! Fyśter z babom aże się przelynkli! A tyn wônż podeszeł do bajtla. Mały jusz trzimoł sznitka chleba z tustym, ftoro mu matka narychtowała na śniodanie. Jak wônż podeszeł ku batjtlowi, tyn podoł mu ta sznitka. Wônż zezar cołko sznitka, a potym… potym zacôn sie bawić z synkym! A wyprowiali, gônili sie, bawili. A synek sie przi tym śmioł aże śmioł! Ale tyn widok tak przelông matka tego bajtla, że dugo stoła jako paralityk. Dopiyro po dugszym casie sie uoturała. Zebrała sie na uodwoga a drapko wlazła do izby, coby brônić swojego synka!
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 16:27
        We Brzynskowicach wele Polokowego Stowu było wiele pole, ftore tysz do tyj familije noleżało. Ja, siywali na nim żyto, coby dobry chlyb a zur ś`niego robić, sadziyli zimioki. A rodziyły sie take, że chned we dwóch rynkach z biydôm sie jedyn mieściył! A jake klôski a placki z tego sie robiyło! Kożdy rod zajodoł, bo przeca jedzynio na niydziela bes klôsek a bes tydziyn bez plackôw na pucajgu to se wyuobrozić niy do!
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:18
        Jak ino Zeflik doszeł lot, zaros zacôn szukać roboty. Ale przed wojnôm to niy było take proste, bo kupa bezrobotnych było. Aże w kôńcu dostoł robota na grubie. I na tyj grubie poznoł Ymila, co sie poroł magijôm i mioł magiczne ksiônżki. A to uobudziyło w niym moce, ftorych nigdy u sia niy widzioł. Poradził widzieć rzecy, ftore sie dziejôm kaś ińdzi. Abo widzieć, co bydzie w prziszłości. Abo nawet godać z duchami. Ale to niyrod robiył, bo piernika, boł sie tych duchôw jak niy wiym co! I ni ma co sie śmioć ze Zeflika Sorka, bo niywiela je ludzi, ftorzi duchôw sie niy bojôm, pra?
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 19:15
        Zmory to poradziły być do ludzi istnôm utropôm. Piyrwy było jich kupa. Rade lotały po nocach a gryzły i cyckały ludzi. To było uokropne, bo pônoć taki cowiek niy wiedzioł se z tym rady! Normalnie wiedzioł, co sie wyprowio, ale ani niy poradził sie ruszyć ani wołać uo retunek. Ale tysz taki cowiek, co był zmorôm tysz uo tym niy wiedzioł. Niy wiedzioł, że je zmorôm i loto po nocach ludzi gryź!
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 00:21
        Pięknym i cennym zabytkiem starego Lublina jest kościół oo. Dominikanów, wybudowany w roku 1342*, z rozkazu Kazimierza Wielkiego, w obwodzie murów miejskich, przy uliczce Złotej. W jednej z jego licznych kaplic, zwanej Ruszlowską, ogarnia zaduma nad dziwnymi drogami duszy ludzkiej, która opuściwszy ciało, ma jeszcze coś do powiedzenia światu. Nazwa tej kaplicy pochodzi od cudownego obrazu Matki Boskiej, będącego niegdyś własnością ojca Ruszla, przeora zgromadzenia, który umarł w połowie XVII wieku.** Ma ona chór i organy i tę tajemniczość dziwną, wiążącą dawne i dzisiejsze dzieje.
      • madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:09
        Ale miał też Warszycki, jak bohater noweli Stevensona, drugie oblicze. Był okrutnikiem. Mówiono, że Danków wzniósł z potu i krwi okolicznego ludu. A na dziedzińcu zamku w Ogrodzieńcu zachowała się grota zwana męczarnią Warszyckiego. Torturowano tam poddanych, którzy narazili się kasztelanowi. Często robił to osobiście, bo podobno sprawiało mu to wielką przyjemność.
      • madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:50
        Marek miał się do wyjścia, w progu stanął i słu chał śpiewającego, a potem bez wiedzy, mimowolnie może, zaczął śpiewać wraz ze szlachcicem, i rzecz dziwna, słowo po słowie powtarzał pieśń tę nabożną. Postrzegł to szlachcic i zdziwiony zawołał: _ »Co widzę, ty umiesz tę pieśń nabożną? — Czegóż do biesa nie odpowiadasz, kiedy się pytam, > mówże, kto ciebie nauczył ją śpiewać ?« Marek nie dawszy odpowiedzi, wyszedł z izby. Oburzyło to szlachcica, wołał na odchodzącego, ale daremnie; natomiast odchyliły się drzwiczki od alkie rza i wstąpił do izby karczmarz. Posłyszał ^ wołanie i ciekawością wiedziony, zbliżył się do szlachcica i za pytał czego żąda. . — »Powiedz mi żydku, jak dawno służy u ciebie ten Marek.« — »Bez mała rok będzie na gody.« — »Hm, hm... a dawniej co robił, gdzie był?« — »Służył, jak powiada, we dworze u państwa w Rzepieniku; a na co Wielmożnemu Panu potrzebno to wiedzieć?* — »Teraz pojmuję, jeżeli _ służył we dworze, tam bezwątpienia nauczył się tej pieśni.* — »A jakiej to pieśni?* zapytał żyd ciekawie. — >Nie dla was to żydów ta pifśń nabożna. Idź spać, a nie przeszkadzaj roi w śpiewaniu * Poszedł żyd do alkierza, a szlachcic śpiewał dalej
      • madohora Re: Legendy 28.07.24, 22:54
        ZWIERCIADŁO TWARDOWSKIEGO - Onet
      • madohora Re: Legendy 28.07.24, 22:55
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/05/Twardowski_mirror.jpg/330px-Twardowski_mirror.jpg
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:25
        Legenda o wieżach kościoła Mariackiego

        Nie zachowały się żadne plany, które tłumaczyłyby różną wysokość wież. Znana jest za to legenda spisana przez Józefa Mączyńskiego o dwóch braciach, słynnych murarzach, którzy pod koniec XIII wieku zaczęli budowę. Kiedy starszy brat zorientował się, że jego wieża jest znacznie wyższa, nie chcąc dać się wyprzedzić - zamordował brata. Jednak wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju, dlatego wbił nóż w swoje serce, a potem rzucił się ze szczytu wieży. Ów skrwawiony braterską krwią nóż do dziś wisi, przykuty łańcuchem w Sukiennicach.
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:26
        Legenda o skarbach krzysztoforskich

        U zbiegu ul. Szczepańskiej i Rynku Głównego stoi pałac Krzysztofory, pod którym rozciąga się prawdziwy labirynt piwnic i korytarzy. Niektóre z nich - jak głosi legenda - ciągną się pod całym Rynkiem, aż do kościoła Mariackiego.
        Podobno czarnoksiężnik Krzysztof przechowywał w lochach złoto pilnowane przez diabła. Jedyną osobą, która widziała czarta, była kucharka. Gdy chciała zabić na obiad koguta, ten czmychnął do lochów. Gdy wreszcie po długich poszukiwaniach kobieta odnalazła koguta w podziemiach, okazało się, że jest diabłem. Obiecał jej, że jeśli daruje mu życie, obdarzy ją złotem. Warunek był jeden - wracając do pałacu nie może się odwracać. Zwyciężyła jednak kobieca ciekawość, a wtedy złoto przemieniło się w śmieci.
        Niektórzy twierdzą, że skarb pozostaje w lochach po dziś dzień, inni - że strzeże go bazyliszek: stwór o ciele koguta, ogonie jaszczurzym i żabich ślepiach, których spojrzenie każdego zamienia w kamień.
      • madohora Re: Legendy 24.04.25, 18:42
        Królowa Jadwiga była córką Ludwika Węgierskiego. Ze wszystkich miast
        najbardziej lubiła przyjeżdżać do Sandomierza. Umiłowała sobie stary gród
        sandomierski, opiekując się przy tym zarówno tutejszymi kościołami jak
        i klasztorami.
        Pewnego wieczoru, gdy wracała z Sandomierza do Krakowa, zaskoczyła ją
        ogromna śnieżyca. Towarzyszący jej woźnica oraz hajduczek pogubili się i
        zboczyli z drogi, zjeżdżając w szczere pola. Ponieważ nie mogli wydostać sań,
        postanowili poszukać drogi lub kogoś, kto mógłby im pomóc. Natrafili na małą
        wioskę zwaną Świątniki. Dowiedziawszy się jaki to wielki gość ugrzązł w
        śniegach, cała gromada wyruszyła na pomoc. Kiedy wreszcie wydobyto sanie
        królowej, na dworze było już ciemno. Królowa chciała wracać z powrotem do
        Sandomierza, aby tam przeczekać śnieżyce. Wówczas najstarszy z wioski
        zaproponował, aby goście pozostali na noc. Po tak miłym zaproszeniu Jadwiga
        skorzystała z uprzejmości mieszkańców. Nazajutrz postanowiła wyruszyć
        niezwłocznie do Krakowa. Przed odjazdem wszyscy żegnali królową ze łzami
        w oczach. Z wdzięczności za pomoc zapytała mieszkańców czy nie mają jakiejś
        prośby, gdyż zauważyła, że cierpią z nieznanego jej powodu. Wówczas sołtys padł
        do stóp królowej i zaczął żalić się na swojego pana. Opowiadał o tym, w jaki to
        okrutny sposób właściciel traktuje wszystkich mieszkańców. Młodsza córka
        Ludwika Węgierskiego obiecała, że wykupi wieś. Na potwierdzenie swojego
        czynu zdjęła z rąk śliczne białe rękawiczki i podarowała je sołtysowi.
      • madohora Re: Legendy 24.04.25, 18:45
        Henryk był synem Bolesława Krzywoustego. Otrzymał we władanie Ziemię
        Sandomierską a jego rezydencja mieściła się w nadwiślańskim zamku.
        Książe jako pierwszy wyruszył na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej.
         Wracając do swojego ojczystego kraju przywiózł ze sobą kobietę, którą obdarzył
        głębokim uczuciem. Piękna Judyta była prostą Żydówką. Nie była ani księżniczką
        ani też nie pochodziła z królewskiego dworu.
        Książe wybudował jej w
        zamku piękne komnaty, dzieląc się przy tym całym swoim majątkiem.
        Judyta miała ogromny wpływ na Henryka. Nie podobało się to rycerstwu i
        duchownym. Zmusili księcia, aby usunął kobietę z zamku. Książe dostosował się
        do tego ale wcześniej kazał wybudować podziemny pałac w okolicach wzgórza
        Salve Regina. Żydówka opuściła miasto, udając, że wyjeżdża. W drodze zawróciła
        jednak do podziemnego pałacu. Tam zajęła się czarami. Henryk odwiedzał swoją
        ukochaną spędzając z nią bardzo dużo czasu. 
        Pewnego dnia ogłosił, że udaje się na wyprawę przeciw Prusom. W drodze jednak
        zostawił rycerzy i udał się do swojej ukochanej. Dzięki jej czarom otrzymał wieczną
        młodość i do dzisiaj przebywa razem z piękną Judytą w podziemnym pałacu
      • madohora Re: Legendy 16.09.25, 21:21
        Pośrodku lasu w okolicach Tarnowa Opolskiego znajduje się owiane legendami, pełne tajemnic miejsce zwane Księżym Dołem. Z Księżym Dołem wiąże się kilka niezwykłych legend. Według jednej z nich w połowie XVII w. podczas wojny trzydziestoletniej, gdy wojska szwedzkie grabiły dobytek i mordowały mieszkańców okolicznych wsi, w tym również Tarnowa Opolskiego, proboszcz Maximilian Schaff zebrał swych wiernych parafian i uciekł z nimi do pobliskich lasów. Ukryli się oni w tym właśnie miejscu. Był to głęboki, owalny, sporych rozmiarów dół położony na terenie równinnym w środku lasu, w którym nikt nie spodziewałby się istnienia takiego obniżenia. Mieszkańcy Tarnowa zbudowali na jego dnie lepianki, wykopali studnię, z której czerpali wodę do picia, i żywili się zapasami żywności, które ze sobą zabrali. W okresie tym szwedzkie oddziały zajęły miejscowość, a w kościele utworzono tymczasowe koszary.
        Niestety, w miarę upływu czasu zapasy kurczyły się, a zbliżająca się zima nie pozwoliła wyżywić się tym, co znaleźli w lesie. Ludzie zaczęli umierać z głodu, zimna i wycieńczenia. Przy życiu została tylko garstka, która w desperacji wraz z księdzem Schaffem zaczęła przemierzać las do miejsca ich zamieszkania. Okazało się, że wojska szwedzkie w tym samym dniu opuściły Tarnów Opolski. Od tego czasu miejsce to okoliczni mieszkańcy nazywali Księżym Dołem
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 12:48
        Podania o krasnoludkach mają prawdopodobnie pochodzenie niemieckie[2], polska literatura wspomina o nich po raz pierwszy na przełomie XVI i XVII wieku
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:03
        Upiór (teżː martwiec, wieszczy, wupi, wuki, wąpierz, łupirz, Ùpi, Òpi ) – istota demoniczna z wierzeń słowiańskich
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:20
        Pozbawianie ludzi życia przez upiory odbywało się bardzo często w postaci duszenia. Najczęściej istoty odwiedzały śpiących w nocy i zabijały, siadając na klatce piersiowej ofiary.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:21
        Upiory napadały na zwierzęta hodowlane, powodowały ich śmierć lub choroby przez picie ich krwi. W niektórych przekazach upiory piły również mleko zwierząt.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:22
        Dieta upiorów składała się także z przekąsek ludzkich. Upiór zajadał się np. kiełbasą oraz pił wódkę.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:37
        Jeśli upiór nękał człowieka nocami, sposobem na przetrwanie było powstrzymanie demona przed powrotem do grobu: o świcie upiór zamieniał się czarną maź lub znikał, a na pewno tracił swoją moc. W walce mogły pomóc akcesoria takie jak: poświęcona w święto Trzech Króli kreda, pasek św. Franciszka, ucieczka na zaorane pole lub uderzenie w kościelny dzwon
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:38
        Inną metodą ochrony przed upiorem było wypicie jego krwi zmieszanej z jakimś napojem albo przynajmniej zjedzenie ziemi z jego grobu.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:40
        W okolicach Słupi uznano za upiora zmarłego śmiercią samobójczą młodego mężczyznę. Była to śmierć z powodu nieszczęśliwej miłości. Gdy wreszcie pochowano ciało w odosobnionym dole, nie na cmentarzu, upiór pojawiał się i napadał na ludzi oraz bydło. Znikał, gdy kogut zapiał o świcie.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:10
        Strzygi (jako demony żeńskie) można znaleźć również w literaturze fantastycznej XX wieku: sadze o wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego i sadze o kotołaku Ksinie Konrada T. Lewandowskiego. Pojawiają się także w powieści Kiedy Bóg zasypia Rafała Dębskiego oraz w „Akademii Wampirów” Richelle Mead. Opowiadanie Strzyga oparte na autentycznych wydarzeniach, jakie zaszły u schyłku XVII wieku w Sandomierzu, napisał także Andrzej Sarwa. Strzyga występuje również w powieści Stefana Dardy Dom na Wyrębach, gdzie autor przedstawia strzygę jako postać bardziej spirytualną aniżeli materialną. Do utworów literackich, w których można znaleźć opisy strzygi (oraz innych demonów) i walki z nią, należy też trylogia Pauliny Hendel Zapomniana księga. Stworzenia te występują także jako jedne z potworów w powieści Zły brzeg Piotra Patykiewicza.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:11
        Z kolei strzygi jako męskie strzygonie są rzadziej spotykane w literaturze. Przykładami sąː jednoaktowy dramat Stefana Grabińskiego z 1921 r., pt. Strzygoń. Klechda zaduszna, Konopielka Edwarda Redlińskiego z 1973 r. (motyw powracającego po śmierci męża), opis pochówku gospodyni z Doliny Issy Czesława Miłosza (1955)
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 12:01
        Wiara w południce obecna była w północnej części Słowiańszczyzny (Łużyce, Czechy, Słowacja, Polska, Ruś). Ich południowosłowiańskim odpowiednikiem były wiły. W okolicach Prudnika wierzono w chabernicę.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 18:40
        Meluzyna – według legend i folkloru to rusałka wodna o postaci węża, która zamieniła się w kobiecą postać. Według jednej z wersji legend literackich z XIV wieku Meluzyna była czarodziejką. Taka wersja została spisana w latach 1387–1393 przez Jehana (Jeana) d’Arras, dworzanina księcia Jana de Berry.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 18:57
        Marzanna, Marzana, Marena, Morana, Morena, Mora, Śmierć, Śmiercicha, Śmiertka, Śmierztecka, Marzaniok, Zmora – słowiańska bogini zimy i śmierci, a także odrodzenia
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:31
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f8/Siedlisko_bogienek.jpg/500px-Siedlisko_bogienek.jpg
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 12:15
        Jedyn gospodorz jechoł na fōrze ze Kuźni Niyborowski do Wilczy. Na moście nad Biyrawkōm zaczimoł go mały chopek
        w czerwonym hutliku i spytoł sie, czy by go niy podwiôz do młyna na Wilczy. Fôrmôn pônknôł sie i pojechali. Konie szły
        pomału i tak sie zdało, że mo fôra połno wônglo, a przeca bôła pusto. Jak dojechali do młyna, chopek wziōn swoje kla-
        moty, a potym wziōn trocha uschłych liści i ciepnōł je na fōra.Gospodorz bōł zły bezto, że niy dostoł zapłaty, a jeszcze mu
        chopek liściami garus zrobiōł na fōrze. Wiater zwiywoł po drodze te liście na wszystkie strōny i niywiela ich się ostało, jak
        przijechoł do dōm. Patrzy, a tu mu na fōrze coś blysko. Te liście mu sie przemiyniły we złoto. Terozki sie chop spokopiōł, co
        napochoł i polecioł kōnsek nazod tōm drogom, po kiery jechoł. Ale znoloz już yno liście.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 13:33
        CO SIĘ STAŁO Z TYM GRZYBEM - www.msn.com.pl - 29.09.2025
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 11:35
        Kobold – karzełek, duszek, złośliwy domowy krasnal lub gnom pilnujący podziemnych skarbów.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 18:11
        Dydko, didko, ditko, dytko, dydo – nadprzyrodzona istota z polskiego folkloru, pierwotnie demon z wierzeń słowiańskich, później zdegradowany do roli straszydła.
    • jurek-de1 Re: Legendy 06.05.08, 23:39
      Legenda o Janowie



      Do najstarszych zabytków Janowa należy dworek myśliwski Mieroszewskich
      Z dworkiem myśliwskim w Janowie związana jest następująca legenda. Jeśli macie ochotę to posłuchajcie...
      W czasie Powstania Listopadowego dworek służył nie tylko jako baza dla myśliwych wyruszających na polowania, ale tam miały też miejsce zebrania konspiracyjne Polaków walczących o wolność Ojczyzny. Często przybywali do Janowa spiskowcy z Królestwa Polskiego. Nocą przekraczali oni nielegalnie bardzo blisko położoną granicę na Brynicy i korzystając z gościnności właściciela dworku ordynata Aleksandra Mieroszewskiego uczestniczyli w tajnych naradach.
      W tym czasie ordynat miał u siebie dwie osierocone siostrzenice - panny Ratajskie, których rodzice zmarli w czasie zsyłki na Sybir. Jeden z pruskich oficerów stacjonujących w Mysłowicach, rotmistrz von Rosenberg zakochał się w starszej z dziewcząt - pięknej pannie Ratajskiej. A ponieważ rotmistrz cieszył się zaufaniem ordynata, był wiec częstym gościem w domu Mieroszewskich. Pewnego razu, gdy nie zastał Ratajskiej w Mysłowicach zaczął snuć podejrzenia, że przebywa ona w dworku janowskim i tam spotyka się z kimś innym. Postanowił to sprawdzić i nocą pojechał do Janowa. Mimo straży podszedł do dworku i przez okno spostrzegł ze odbywa się tam konspiracyjna narada, której przewodniczy ordynat Mieroszewski. Kiedy starał się podejść bliżej jego guzik z płaszcza odbił się na świetle księżyca i pruski oficer został zauważony. Padły strzały - rotmistrz osunął się na ziemię martwy.
      Zwłoki Rosenberga pogrzebał daleko w lesie janowskim wierny sługa ordynata Wratys Ogon, który na prośbę Ratajskiej postawił na mogile drewniany krzyż. Piękna Ratajska z żalu wstąpiła do klasztoru. Prusacy prowadzili długie poszukiwania zaginionego rotmistrza. W tym celu przeczesywali dokładnie całą okolicę, ale poszukiwania nie dały żadnego rezultatu. Dopiero po 17 latach, w czasie usuwania skutków burzy, w lesie znaleziono zwłoki rotmistrza. Nie znano jednak nadal okoliczności śmierci. Całą tajemnicę wyjawił dopiero po kolejnych 28 latach leżący na łożu śmierci Wratys. Opowiedział on o okolicznościach śmierci Rosenberga leśniczemu, którego córka następnie ową historię spisała.
    • madohora Re: Legendy 08.04.13, 00:07
      Legend nie za wiele mamy
      Ale może inaczej je nazwyamy
    • madohora Re: Legendy 27.07.13, 20:55

    • madohora Re: Legendy 11.08.13, 15:17
      LEGENDA O SZCZĘŚCIU

      Szło sobie raz Szczęście w zawoju porannej mgły, po kryształach rosy. Szło po kielichach kwiatów polnych, nucąc pieśń, co się mieszała z ich wonią, Szło
      wsparte na skrzydłach zbudzonych motyli, lekkie jak myśl, nieuchwytne jak marzenie. Gdy tak szło po niwach rozesłanych hen szeroko po mogilnej ziemi, spotkało biednego pastuszka, który właśnie obmywał swą twarzyczkę jasną, strumieniem własnych łez i zcierał je gorącym promykiem słońca,
      Zbliżyło się Szczęście rozciekawione tym nieznanym sobie widokiem i stanęło.
      kle chłopczyna uląkłszy się tak dostojnej i lśniącej Pani, upadł Jej do nóg i przypadkiem upuścił jedną łezkę na Jej trzewiczek uwity z barw tęczy, który się natychmiast rozpłynął. Spłoszyło się Szczęście i zaczęło uciekać a wszędzie, gdzie Jego drobna obnażona stopa dotknęła nieopatrznie ziemi. wyrósł czterolistek koniczny. Od, tego czasu, zaniechało Szczęście przechadzek po miejscach zamieszkanych przez ludzi i kryje się w leśnych gęstwinach wśród kwiatów paproci.

      Bronisław Wiśniowski.
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:37
      Ś_WIĘTY PIOTR W KARCZMIE
      Legenda Śląska-napisał Karol Dym (Emanuel Imiela)
      Kiedy Pon Bócek po tym grzesznym świecie
      Ze Świętym Piotrem smykal się, jak wiecie
      Po dlugim marszu okrutnie znękany,
      Przyszol tysz kiedy/; na nasz Śląsk kochany.
      Piotr święty trudom nie rod byl bezmała,
      Więc pado, "Mistrzu, karczma by się zdala,
      Coś zjeść i wypić, bo sie długo pości,
      J eszcześmy w drodze zeslabnąć gotowi"
      "M osz prawie!" pado Pon Jezus Piotrowi.
      Wtem kiej się dobrze na słoneczku pieką,
      Slyszą jak dzwony bijom niedaleko,
      "Cy slyszysz Pietrek
      pado Mistrz. - No przeca
      W do v)si, Piotr pado, "jakoś sie dowleca"
      I pośli dalej aż z ziajani zgola
      Stanęli we wsi pod bramą kościoła,
      I jak na świętych godzi się to wdycki
      Łoba seblykli z glowicek swe mycki,
      Już mieli wstąpić. Wtem slyszy Piotr święty, .
      Z poblizkiej karczmy tance i muzyka,
      A iż to święty też sie rod pobryka,
      Więc mu samemu radość wlazla w pięty,
      Pado do Mistrza: "Sluchaj Chryste Panie"
      "Kościół na miejscu i jutro zostanie,
      Nom trza terozki, som przeca wiesz lo tem,
      Coś zjeść, coś wypić i legnąć sie potem.
      "Idźmy do szynku"! Mistrz na to "Niech będzie,
      " Wiem iże Bogu slużyć można wszędzie:
      ,,1 joch też przeca chodzil na wesela"
      Wleźli do knajpy, zjedli małowiela,
      Trocha wypili by pokrzepić cialo,
      I wreszcie spać się każdemu zachcialo,
      Tak iż za piecem znodli legowisko,
      Piotr iże tańcom chciol sie dziwać blisko,
      Pado do .Mistrza "Wiesz co Chryste Panie!
      "J o ci mom wdycki niespokojne spanie
      " Więc bych Cie nie ściep, legnij sie przyścianie
      "Jo byda leżol na kraju. "Niech będzie!
      Padon Pon Jezus "jo sie wyśpia wszędzie".
      Piotr legl na kraju. Wtem jak wdycki bywo,
      Pośród tańczących Mjka się rozgrywo,
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:38
      Jeden drugiemi co się zmieści leje,
      Tak jak to nieroz na Śląsku się dzieje.
      A Piotr to widząc śmieje się i śmieje.
      Tak mu śląskie podobaly "lej ty"
      Więc widząc Piotra chlopy bić przestali
      I nuż na niego wrzeszcząc każdy "H et ty!
      Taki owaki" i każdy z nich wali
      W biednego Piotra co sie jeno zmieści,
      Aż biedny zeslabl od srogiej boleści.
      A kiedy chlopi zaprzestali lanio,
      Zbudzil Piotr święty Ohrystusa ze spanio
      I pado "Jużeś trochę spoi przy ścianie,
      To puść mnie teraz, abych jo też Panie
      "Trocha sie przespol. Rzekl Mistrz "Niech tak będzie!
      "Jo się tam Pietrku, przeca wyśpia wszędzie.
      Zmienili miejsca a Piotr chnet zachrapoł,
      Wtem chłopów w zalu zaś ogarniól zapał
      Do nowej bójki. Zaś wzajemne lanie.
      Jeden drugiego czem może, tem wali,
      A jeden skrzeczy "Już wszyscy dostali,
      Jeno nie dostoł ten co leży przy ścianie.
      Tóż aby było po sprawiedliwości,
      By żaden nie był pokrzywdzony przeca,
      Piotrowi już zaś wytrzaskali kości.
      Rano kiedy loba wyśli z poza pieca,
      "Pietrku kochany?" Jak ci się ta spalo,
      Pado Piotr święty "było dość hałasu
      "N a tym weselu" - I lod tego czasu
      Piotr, gdy w podróżach strudzony był wiele,
      To 10dpocyU!01 w kościele.
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:42
      Kwiaty stały się składową częścią życia człowieka. Zapisać to należy
      na jego pochwałę.
      Cieszyć nas powinno, że w Polsce hodują coraz więcej kwiatów, co jest
      znakiem, że ich coraz więcej potrzebujemy. I to jest dobrze, że hodują je
      bardzo różne, od najokazalszych, najdroższych do zupełnie tanich, przystęp-
      nych dla szerokiego ogółu.
      Każdy kwiat ma swój odrębny wdzięk, począwszy od tych zagranicznych
      czasem nawet dziwacznych, skończywszy na naszych cudnych kaczeńcach,
      niezapominajkach, przylaszczkach, makach, astrach i t. d. Legjon ich jest,
      tych kochanych ukwieconych roślin, tych misternych kwiatów, kwiatków
      i kwiateczków. Potrzebne nam są one w przeróżnych okolicznościach i okazjach,
      a bywa tych okazji dużo w ciągu roku: imieniny, zaręczyny, śluby, powitania
      i pożegnania, godziny podniosłych radości, godziny smutku i żałoby. Śliczny
      pomysł zamienił się w stały zwyczaj, że naszych uczuć wyrazem stal się kwiat.
      Widocznem jest, że wiele naszych uczuć ma wdzięk, urok i czar kwiatów,
      skoro one je wypowiadają swoją przedziwną wymową. Kwiaty Eą podobno .
      pomysłem aniołów, mnie wydaje się, że tak jest istotnie. Legenda mówi, że
      Pan Bóg wysIał wszystkich aniołów z nieba na ziemię na wywiad, co ludzie:
      porabiają, jak się czują i czy im czego nie potrzeba. Aniołowie sfrunęli z wy-
      sokiego nieba na ziemię i dosyć długo na niej pozostali. Kiedy powrócili, .
      powiedzieli: ludziom teraz potrzebne f'ą jeszcze dwie rzeczy, bez nich nie mogą,
      być oni weseli, ani radośni. .
      - Czegóż to im jeszcze do zupełnego szczęścia może być potrzeba. -
      mówił Pan Bóg - posłałem im po gwiezdnych drogach model skrzypiec,
      potem jeszcze posłałem śpiewną wiolonczelę, rzuciłem im moją boską ręką

      nasiona różnych drzew. Mogą grać i
      piewać w cieniu tych rajskich zaiste'
      drzew, więc powiedzcie anieli, co ja mam im jeszcze dać żeby byli szczęśliwi... '
      - Jako przypomnienie naszego u nich pobytu --:
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:43
      pominały aniołów, co przed dalekiemi wiekami odwiedzili ziemię. Niechże
      te wspomnienia anielskie będą zawsze blisko nas, z nami niech stanowią ko-
      niecznoś6 w każdem naszem mieszkaniu, jakiekolwiek i gdziekolwiek ono jest.
      W roślinach wogóle, a wszczególności w kwiatach, zatajony jest dar
      radowania oczu i serc ludzkich cichą pogodą - słodką radością. Powiedziane
      jest "że nieomylnym znakiem dobroci życia jest radość serca i radoś6 duszy"
      A teraz, tak na poczekaniu, zróbmy doświadczenie. Postawmy w jakimś
      pokoju kilka doniczek kwiatów, np. na oknie dwie doniczki, na jakiejś
      11ółeczce trzecia" czwartą na stole. Następnie przygla,dajmy się - i napewno
      uznamy, że pokój nagle stał się milszy niż był poprzednio, weselszy, popro-
      stu wypiękniał-
      Prędko wynieśmy doniczki z pokoju-zrobi się w nim dziwnie pusto
      i poczujemy tęsknotę za temi zielonemi czy barwnemi istotkami, co jak krasno-
      ludki nawiedziły nas i nagle zniknęły.
      Hodujmy więc i pielęgnujmy kwiatki w naszych mieszkaniach, na własną
      i drugich pociechę. A kiedy odmawiać będziemy codzienną prośbę: "Aniele
      Boży, stróżu mój" mimowolnie oczy nasze skierują się na kwiatki, które
      jako przypomnienie aniołów zesłane nam z nieba zostały.

      J. Siemieńska.
    • madohora Re: Legendy 18.08.13, 21:45
      Był Vf ciemnym borze srogi zbój, co. napadał ludzi po
      drogach, mordował i ograjJial.
      Tędy wypadło Rodzinie świętej dó Egiptu uciekać.
      Ale bór ciemny ze zbójeclcą zasadzką, strachem ich przej-
      mował; wiodły przezeń dwie drogi: jedna na prawo, dru-
      .ga na lewo. Na prawo droga pi'owadziłaprzez gęstą ol-
      szynę, obok mieszkania zbója, na lewo przez gęstą olszy-
      .,ę, . przez gąszcze i parowy, w których łatwo było za-
      błądzić. .
      . Sw!ęty józef i Marya Panna z jezusem, zdali się na
      wolę Rożą, nabrali otuchy !puścili się w' gąszcz. W lesie
      z",rok już zapadał, chłodne opary z ziemi podnosić się
      już zaczynały. Boże Dziećię r.>rzeziębło i :tałośnie popłaKi-
      wało u Matczynej pier$t ,Usiadła tedy Marya Panna pod
      drzewem, aby nakarmić jezusa, a pńytem kilka. kropel po-
      karmu spadło l1a ()set, co wyrastał u Jej kolan i z tego
      mu' na listkach 'białe plamki pozóstały, aby był iiaznaczf)-
    • madohora Re: Legendy 18.08.13, 21:45
      .-
      ny, jako jest osetkiem Naj
      więtszej Panny. Zciem niało się
      coraz bardziej i bardziej, a wśr6d boru straszno było no-
      row
      .' .
      Zb6k co na podróżnych przy drodze czatował, usły-
      szał głosy ludzkie w 'gęstwinie i skierował się w tę stronę,
      jak. zwierz draPieżny skradając się chyłkiem. Myślał, te
      przyjdzie
      u mordować. At. oto -poczuł, że mu na ramie-
      niu maczuga, od nasiąkłej krwi aż czerwona, dziwnie ocię-
      żał
      , tak, iż ją udźwignąć ledwie zdołał. Spojrzy przed
      .
      ię; a tu w oczach mu nagle za
      wieciło: spojrzy znów i
      widzi najwyraźniej trzy księżyce nad owem miejscem, 'gdzie
      Rodzi
      a
      więta spoCl)'wała. Dojrzał w gęstwinie Maryę
      Parmę z Dzieciną i józefem, skulonych od chłodu i de-
      szczem zmoczonych na słocie. Zamierzał spytać, skąd się tu
      wzięli i dokąd chcą?-. ale mu wargi zdrętwialy, nieswojsko
      mu się
      robiło, mruczał jeno jak dziki zwierz, zaskoczot1y
      n
      espodzianie w ostępach i kroku ruszyć nie śmiał dalej.
      Chwyciła go moc jakaś niewidzialna i wcisnęła w ziemię,
      aby taJ( stał w odłegłości od Dziecięcia Bożego, jako zbro-
      dniarz niegodny zbliżyć się do świętego Majestatu. Rozu-
      miał tedy, że mu
      tknąć ani niewiasty, ani dziecka, ani star-
      ca '.się nie godzi, bo coś zaporą między nim, a nimi sta-
      nęło -:- i te trzy księżyce nad ich głowami ostrzegały go,
      że nie . zwyczajni ludzie są, przeciw kt6rym maczuga jego
      nic nie poradżi. Srogość go zwykła ominęła, choć ponuro
      spoglądał jakby się własnej niemocy sromał.
      . ..:.... jakżeż w borze na słocie takiej noclegu szukacie?
      - spytaJ 'wreszcie, grubego głosu dobywszy z piersi -
      oto tam dom m6j przy drodze za olszyną. Wejdźcie'i za-
      nocujcie. Węszła tedy,pod
      ach zbójeckiej zagrody Najśw.
      Panna 'z Jezusem i jóiefem świętym, a żC?na zb6ja powitała
      ich zalękniona, ale .go
      ciny nie odmówiła..
      I Widok dziecka przy pi
      rsi zdjął ją litością, bo sama
      m
      tką 9yła; rozu'miała,że mąż jeiumyślnie tę tr6jcę z bo-
      ru w dom nasłał, aby
      szystko troje uśmiercić w sposobnej
      chwili,-więc rzekła z dobrego' serca:..Spieszcie się, moi ludzie,
      p6 ki czas i zaniechajcie noclegu w tem" miejscu 1... jam
      jest zb6jniczką, a mąż m6j śmierć wam niechybną zgotuje,
      gd)' z lasu w
      9ci !
      Ąle Najśw. Palma ją uspokoiła, żeby
    • madohora Re: Legendy 18.08.13, 21:46
      p6źniej obawy o nich nie miała, bo Bóg z nimi. Pr
      ed
      p6jściem spać wzięła się jeszcze do wykąpania Jezu<sa w
      wanience na zapiecku, a widząc zbójniczkę, ze spogl
      da ja-
      koś żalośnie na dziecko swoje w kolebce, rzekła do niej,
      by swego małego także w kąpiel włoż)'ła. - jakżei to uczy-
      nię, odpowie na to zb6jniczka - kiedy synaczek m6j trąd
      ma na całem ciele?:.. Nie godzi się go kąpać razem. ze
      zdrową dzieciną. Matka Boska kazała' podać sobie"'zaW{zo-
      dziale zb6jątko i własnemi rękoma w kąpiel go zanurzyła
      obok Jezusa swego, a gdzie jeno ciało woda oblała, tam w
      oczach znikł brzydki trąd i rany wygojone się zabliźni.ały.
      Poznał zb6jca, że to cud, i sumienie w nim odtajało: chciał
      złotem i s.rebrem płacić za takie uzdrowienie, chciał dzięko-
      wać ze łzami, lecz się spostrzegł nareszcie, ze te wszystkie
      skarby świata są marnością tyłko i że trzeba wypłacić, się
      Bogu inaczej: skruszoną duszę z plam oczyścić i ofiarować
      ją temu Dzieciąteczku, które przyszło . z trądu grzechów
      ludzkich
      wiat oswobodzić. _. -)
      Tak też postanowił uczynić i pokutę rozpocZąć ślu,bo-
      wal. Pan Jezus zaś na rękach Maryi Panny przemówił' VI
      te słowa do nowo narodzonego zb6jątka: - jakośmy . się
      kąpali razem, tak kiedyś razem pomrzemy! j .
      I stało się tak, -
    • madohora Re: Legendy 26.01.14, 16:20

    • madohora Re: Legendy 27.04.14, 22:12
      ***
    • madohora Re: Legendy 27.04.14, 22:12

    • madohora Re: Legendy 23.07.14, 10:23
      • madohora Re: Legendy 04.11.14, 11:19

    • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:47
      Przed 500 laty nad Rawą ciągły się moczary i bagna, nad któremi rosły olchy, brzozy i potężne dęby. W gałęziach nadrzecznych drzew rozlegał się śpiew ptasząt, w czystej wodzie strumyka pluskały się rybki a w kałużach i moczarach w letnie wieczory rechotały żaby. Naokoło rósł gęsty i" wielki las, w którym żyły zwinne sarny i jelenie. Po strumyku pływały łódki z rybakami łowiącymi ryby w sieci lub ba wędki. Nad tym strumykiem po lewej stronie w pobliży dzisiejszych Katowic leżała wioska wśród lasu, założona przez człowieka zwanego Boguła. Przybył on tu nie wiadomo skąd. Od jego nazwiska wioskę nazwano Bogucice. Na zachód w odległości kilku kilometrów od Bogucic powstała wioska zwana Załężem. Naprzeciw Bogucic zaś stanęły ubogie chaty Zawodzia. Około 1486 roku w pobliżu Bogucic i Zawodzia kowal Kleparski Jerzy postawił sobie kuźnię, którą zwano Bogucką Kuźnią - Kuźnia ta przetrwała przeszło 300 lat. Obok tej kuźni około 1598 roku powstała nad stawem, który tworzyła tu Rawa mała wioska. Ta wioska zwała się Katowice od nazwiska pierwszego kolonisty który dał początek wiosce a zwał się Kat lub Kot. Około roku 1835 połączono Katowice przez wybudowanie dróg z wioskami obok leżącemi, a także z miasteczkiem Mysłowicami. W roku 1840 Katowice posiadały już stację kolejową i od tego czasu stale się rozwijały, otrzymując w roku 1865 tytuł i prawa miasta. W tym czasie Katowice liczyły 5000
      mieszkańców. Swój szybki rozwój zawdzięczają Katowice kopalniom węgla, które powstały
      naokoło. W r. 1897 liczba mieszkańców wzrosła do 25 tysięcy. Około roku 1870 ukończono budowę Kościoła Mariackiego, który został dnia 20 listopada 1870 poświęcony przez Biskupa Wrocławskiego. W roku 1902 ukończono cono prugi kościół Sw. Piotra. i Pawła. Obecnie Katowice posiadają wiele ładnych budynków i gmachów, piękne ogrody i parki. Miasto jest
      siedziba władz wojewódzkich i Sejmu Śląskiego.Stąd rozchodzą się drogi żelazne (koleje) na wszystkie strony do Warszawy, Lublina, Lwowa i Zdołbunowa do Wrocławia i Berlina, -
      do Poznania i Gdańska, - do Pragi i Wiednia.
    • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:49
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/1hJUEKhsgRmFGn3GxB.jpg
      • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:56
        Było to przed tysiącem laty, jak w okolicy dzisiejszego Bierunia, w czasach jeszcze pogańskich mieszkały dwie wielkie rodziny słowiańskie, które pokłóciły się o swych bogów i żyły w nie-
        zgodzie. Jedna z tych rodzin czciła swoje bóstwa w świątyni zwanej kontyną, zbudowanej na górze Lędzińskiej (dzisiaj ta góra zwie się "Górką Klemensową") - zaś druga rodzina chwaliła swych bogów w gaju pod świętym dębem, którego pilnowali pogańscy kapłani. Razu pewnego piorun uderzył w ów dąb i roztrzaskał go w kawałki. Wyznawcy bogów ze świątyni na górze Lędzińskiej mówili, że to zagniewane bóstwa zesłały piorun, - zaś czciciele świętego dębu mówili że to kara za grzechy kapłanów, stróżów dębu. Uradzili więc pozabijać grzesznych kapłanów aby przebłagać gniew bogów. Jak uradzili tak zrobili, pozabijali kapłanów, a sami rozeszli się. Jedni powędrowali na prawy brzeg Wisły - tu odnaleźli dąb wielki i założyli nowe
        osiedle nazwane Zabrzegiem (miejscowość leżąca nad samą Wisłą, niedaleko ujścia Przemszy). Inni podążyli do Lędzin (miejscowość na drodze z Mysłowic do Bierunia) i połączyli się z tamtejszym rodem. Reszta zaś pozostała na miejscu przy strzaskanym dębie, nie chcąc opuszczać ziemi na której lata całe żyli. Lędzinianie nazwali tę osadę Piorunem, z czego później powstała nazwa Bieruń.
        • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:58
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/BINOGPMhEaA3No2IAB.jpg
    • madohora Re: Legendy 08.12.14, 15:45
      Ojców naszych ziemio święta,
      Ziemio wielkich cnót i czynów,
      Tyś na wskroś jest przesiąknięta
      Krwią ofiarną swóich synów.
      l niedarmo w twoje rano,
      O spuścizno przodków droga,
      Ziemią świętą ciebie zwano,
      Boś najbliżej stała Boga.
      Byłaś ziemią poświęcenia,
      Przytuliskiem licznych gości,
      Dziwny' ciebie opromienia,
      Czar męczeństwa i świętości.


      Niegdyś ze stron tych pątnicy,
      Z wiarą w sercu niewymowną,
      Do Piotrowej szli stolicy,
      Po relikwii kość cudowną.
      l gdy o ten dar nieśmialo
      Dla ojczyzny swej prosili,
      Papież skłonił głowę białą,
      I tak odrzekł im po chwili:
      "O Polacy! o pielgrzymi I
      Na cóż wam relikwia nowa?
      Wasza ziemia krwią się dymi
      I dość świętych kości chowa
      Wszakże jeszcze do tej pory,
      Jako przykład waszej wiary,
      Świeci w blaskach krew Cecory,
      Kędy legł wasz hetman stary":.
      I wziął w rękę swą sędziwą,
      Polskiej ziemi grudkę małą,
      I na dłoń mu siC;; - o dziwo,
      Kilka kropli krwi polało.
      Weźcie, rzecze, proch ten z sobą
      I cud Boży głoście wszędzie;
      Niech ta ziemia wam ozdobą
      I relikwią świątyń będzie.
      Niechaj ten proch z' waszych progów,
      Wciąż wam świadczy przed oczyma:
      Jak nad Boga niema bogów,
      Nad tę ziemię świętszej niema!"

      Wł. Bełza
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 16:31
      Legenda o pająku

      Przędła Najświętsza Panna cieniutkie niteczki na koszulki dla biednych sierotek, a pracy tej przyglądał się pilnie pająk, siedzący na uboczu. Oczy jego błyszczały zawiścią i zarozumiałością, a lekceważeniem Prządki Najświętszej.
      - Ha! ha! Ładna mi tam przędza! - zawołał wreszcie oburzony - ja cieńszą uprząść potrafię.
      Więc zaczął snuć niteczki delikatne, cieniutkie, lśniące, a równiutkie i naprawdę prześcignął w swej sztuce Pannę świętą i z dumą i z triumfem patrzył na swoje dzieło. Zasmuciła się Marja Panna, że nie jest tak doskonałą prządką, jak pająk, - ale Pan Bóg, który umiłował nad wszystko Mateczkę Syna swego jedynego, ukarał pająka za jego pychę, za jego zarozumiałość, czem Matkę Bożą zasmucił i obdarzył go jadem, aby wszelkie stworzenie
      unikało go z bojaźnią i ze zgrozą odwracało od niego
      • madohora Re: Legendy 26.02.16, 00:27
        Stary koń

        Jak gniazdo orłów zamek na górze
        Strzegą go mocne baszty wały
        Słońce zapada w różowej chmurze
        I płonie zachód w purpurze cały

        Na niebie chmurki jak rój skrzydlaty
        Z wschodu na zachód za słońcem gonią
        Jak złote marzeń młodzieńczych kwiaty
        Co w ranku życia czarują wonią

        Na górze zamek w dole parowy
        Na wzgórkach płaczą żałobne brzozy
        W dali czernieje lasek sosnowy
        A droga wiedzie między wąwozy

        Kiedy z parowów pniesz się ku skale
        Najprzód znak męki, krzyż się rozpina
        Obok dwa dęby szumią wspaniale
        A wyżej wiankiem pachnie kalina

        Dalej jaskinia w skale wykuta
        Z dawna w niej mieszka pustelnik stary
        Stąd dzwoni psalmów nabożna nota
        Codziennie skoro zmrok spada szary

        Więc pieśń z jaskini leci po błoniu
        Wtórzą jej echom parowy, gaje
        Kiedy z wąwozu rycerz na koniu
        Wyjeżdża z wolna, pod krzyżem staje

        Rycerz był kurzem okryty cały
        Hełm miał pogięty i nędzną zbroję
        A rumak jego smutny koń biały
        Snać długie z panem dzielił już znoje

        Rycerz zsiadł z konia, spojrzał wokoło
        Na baszty zamku, na miłe drzewa
        Rzekłbyś myśl tęskna mroczy mu czoło
        Klęka pod krzyżem i psalmy śpiewa

        Z śpiewem rycerza pieśń pustelnika
        Zlewa się razem, faluje, płynie
        Skały i wzgórza gaje przenika
        I aż rozlega się po dolinie

        Rycerz się modli, koń jego wierny
        Jakoby pana rozumiał mowę
        Rzuca ukradkiem wzrok miłosierny
        Strzyże uszami i zwiesza głowę

        Śpiewy ucichły, wyszedł z jaskini
        Pustelnik z brodą długą i siwą
        Rycerz na piersiach znak krzyża czyni
        I patrzy na twarz jego sędziwą

        Starzec jął pierwszy mówić w te słowa
        "Kto bądź jesteście rycerzu miły
        U mnie wieczerza jest już gotowa
        Wejdźcie i wasze pokrzepcie siły"

        Bóg zapłać starcze rycerz odpowie
        W zamku dziś jeszcze stanąć mi trzeba
        Wkrótce noc będzie boć już w połowie
        Zapadnął w ziemię złoty wóz Feba

        Znacie zapewne mój ojcze stary
        Dwóch Toporczyków panów zamczyska
        Znaj jeno wnętrze mojej pieczary
        Lecz mi nie obce są ich nazwiska

        Często nawiedza mnie lud pobożny
        A ci i owi nieraz mi prawią
        Jako Toporów tych ród jest możny
        I jako z czynów mężnych ich sławią

        Mówią że ongi było trzech braci
        Jeden z nich zginął w bitwie z Niemcami
        Mężnego serca wzniosłej postaci
        Jak lew był groźny w boju z wrogami

        Żegota było jemu na imię
        Hufiec go zewsząd liczny otoczył
        A choć miał ramię silne, olbrzymie
        Już żywy z bitwy tej nie wyskoczył

        Na próżno bracia szukali ciała
        Pan i koń jego zniknął w rozprawie
        Jeno wieść uszów ich doleciała
        Że bił się dzielnie i poległ w sławie

        Siódmy rok mija już po tej wojnie
        Więc bracia wzięli jego spóściznę
        W zamku mieszkają jego spokojnie
        A mają sioła i ziemie żyzne

        Więc rycerz na to - ojcze mój miły
        Płonne są wasze wieści i gadu
        Żegota z zmarłych powstał mogiły
        I znów powróci na łono matki

        Gdy on był małym jeszcze dziecięciem
        Ponad kolebką wróżka prawiła
        Że zbrojny słów jej, modłów zakęciu
        Pokona w życiu swem wroga siła

        Na piersiach dziecka krzyż był czerwony
        Więc czarodziejka wróżyła z blizny
        Że wzrośnie rycerz w boju wsławiony
        Długo żyć będzie na cześć ojczyzny

        Wróżyła ona że krzyża znamię
        W boju od grotów pierś mu przesłoni
        Umocni serce jego i ramię
        I od pokusy czarta obroni

        Rycerz ten żyje, on pan zamczyska
        Choć ranny srodze, wzięty w niewolę
        Do rodzinnego wraca siedliska
        Ja braciom jego opowiem dolę

        Moją powieścią serce ich skruszę
        Niech mu oddadzą zamki i włości
        Boć dużo cierpiał więc na mą duszę
        Godzien jest doznać bratniej miłości

        Zacnie spełnijcie wasze posłanie
        Lecz serca ludzkie twarde są bracie
        Nie otwierają się na wezwanie
        Choć w imię prawdy do nich stukacie

        Jednak szczęść Boże rycerzu prawy
        Bo kto do serca bratniego woła
        Kto miłość sieje godzien jest sławy
        Z nim Bóg i pomoc jego anioła

        Tak rzekł i krzyżem żegna rycerza
        I do pieczary ciemnej odchodzi
        Rycerz wsiadł na koń, do zamku zmierza
        I w drodze smutną piosnkę zawodzi
      • madohora Re: Legendy 26.02.16, 22:47
        -2-

        W narożnej baszcie w starej komnacie
        Przyklękła pani jak marmur biała
        Z różańcem w ręku i czarnej szacie
        Przed krzyżem zbawcy na twarz upada

        Obok syn klęczy, młode pacholę
        Kornie się modli złożywszy dłonie
        Rozważa męki Chrystusa bóle
        I wzrok w cierniowej utkwił koronie

        Nagle rozwarte brzękły podwoje
        Wchodzi pan zamku odziany w zbroi
        Tłumi żal w sercu i niepokoje
        A jak duch niemy na progu stoi

        Niewiasta z wolna z ziemi powstaje
        Patrzy w twarz męża cichą, ponurą
        więc jak topola gibka zadrżała
        Twarz jej zmroczyła lekką się chmurą

        Mąż milczy jeszcze więc ona wołą
        Biorąc za rękę małego syna
        Złą wróżbę czytam z twojego czoła
        Mów zła czy dobra bije godzina

        Mów, wiesz, że śmierci ja się nie boję
        Wiesz że w kolebce jam krwi skąpana
        I za poduszkę dziad mi dał zbroję
        Kiedy mię wyrwał z jasyru Hana

        Złą wieść ci niosę, złą moja miła
        Naszym wytrąca miecz z rąk trwoga
        Mówią że wielka wrogów jest siła
        I że nas czeka ich zemsta sroga

        Bóg mi jest świadkiem życia nie cenię
        Krople krwi każdą Pan płaci w niebie
        Jeżeli jeno czyste sumienie
        Lecz żal mi dziecka i ciebie miła

        O Samuelu twojeż to słowa
        Tobie żal dzisiaj syna i żony
        Mam serce matki alem gotowa
        Poświęcić dziecko me dla obrony

        Nie mów mi tego o Samuelu
        Bo cię tu nieme słuchają ściany
        I bohaterów umarłych wielu
        Patrzy na każdy czyn dokonany

        Spojrzyj w ten obraz w twarz mego dziada
        Tak jest podobny jakby stał żywy
        Czasami czekam czy nie zagada
        Widzę to oko i ten włos siwy

        Boć on w mej zawsze przytomny duszy
        Choć starzec miał serce młodziana
        Nie zaznał innej w życiu katuszy
        Bratniej go sławy bolała rana

        Dobrze pamiętam krwawą godzinę
        Kiedy mi matkę zabili w nocy
        A on mię małą wówczas dziewczynę
        Odbił i wyrwał z Tureckiej mocy

        Pomnę jak pędził ze mną po błoniu
        Jak łódź na morzu z wiatrów muzyką
        wołając ciągle dalej mój koniu
        Raz jeno w przestrzeń spojrzał się dziką

        Widzi nad Dniepru stanąwszy brzegiem
        Że wróg jak chmura za nami goni
        Więc skoczył, piana bryznęła śniegiem,
        A dzielny żeglarz śmieje się z toni

        Koń dobił brzegu zarżał wesoło
        Pan go pogładził i dalej lecą
        Stare kurhany tańczą wokoło
        A gwiazdy w niebie jak duchy świecą

        Tak przez noc całą do wschodu słońca
        Lecim chłód nasze czoła owiewa
        Lecim po wielkim stepie bez końca
        Gdzie jeno czasem wiatr nam zaśpiewa

        Pomnę jak koń nasz stanął przed domem
        Pustki wokoło a matka w grobie
        Więc pod boleści ciężkiej ogromem
        Płaczę i serce więdnie w żałobie

        Dziad mój to widzi a więc mi rzecze
        Nie płacz dziewczyno, choć dola sroga
        Bóg o sierocie będzie mieć pieczę
        Gdy cię ocalił cudem z rąk wroga

        A skorom wzrosła rzekł - dziewko moja
        Ojciec w Chocimskiej zginął wyprawie
        A od Tatarskich strzał matka twoja
        Wierna do grobu poczciwej sławie

        Twój ród dzielnymi znaczył się czyny
        Więc w mężu twoim uszanuj blizny
        Niech wierze ojców nie skłamią syny
        Nie szczędź twych dzieci w sprawie ojczyzny

        Legedny polskie - 1862
      • madohora Re: Legendy 27.02.16, 14:48
        -6-
        W progach komnaty stał poczet zbrojny
        Tam wódz Samuel siedzi za stołem
        Otoczon szlachty rycerzy kołem
        I z niemi radzi o losie wojny

        Więc po kolei każdy brat rzecze
        A taka była treść owej rady
        że trzeba karki poddać pod miecze
        Lub wejść z Tatarskim wodzem w układy

        Szczupły huf braci stu głów nie liczy
        Nie ma nadziei rychłej pomocy
        A ciemna chmara pogańskiej dziczy
        Zalega pola jak całun nowy

        Znów jeden z szlachty taką rzecz czyni
        Wyłom jest w murze wątłe są bramy
        Ma wróg się pastwić król nie obwini
        Jeżeli zgodnie twierdzę oddamy

        Samuel wacha się i przekłada
        Że cześć rycerska poddać się wzbrania
        W końcu sam rzecze -ha trudna rada
        I do umowy z wrogiem się skłania

        Westchnął starosta list Baszy bierze
        I czyta z wolna słowo po słowie
        Trudno zaufać Tatarskiej wierze
        Więc treść układu rozważa w głowie

        Wreszcie wziął pióro - w tem szmer w komnacie
        Odwraca głowę - patrzy o dziwy!
        Niewiasta w czepcu i białej szacie
        Wbiega i woła - Stój nieszczęśliwy

        Blada jak widno, czarne jej oczy
        Rzucają iskry gniewy jak głownie
        Mocą go wzroku ku ziemi toczy
        Rękę wyrzuca w górę raptownie

        Patrz mam dwie bronie, jedną na ciebie
        Jeśli podpiszesz ja cię zabiję
        A w drugiej ręce mam broń dla siebie
        Na chwilę hańby - tej nie przeżyję

        Samuel rzucił pióro i woła
        Szał cię ogarnął, czego chcesz żono
        Nie mamy broni i ludzi zgoła
        Ta garstka całą naszą obroną

        Na to mu pani z szyderstwem rzecze
        Brak wam mój mężu serca nie dłoni
        Gdzie są dwie ręce, dwa jeno miecze
        Tam dosyć jest jeszcze ludzi i broni

        Wszyscy rycerze ze czcią powstali
        Patrzą z podziwem w niewiasty lice
        Stoją na miejscu jak skamieniali
        Jej oczy świecą jak dwie gromnice

        Samuel rzekłbyś nagle zbudzony
        Usłyszał z grobu grzmiący głos Piasta
        Woła czas nagli już do obrony
        Wstyd nam boć prawdę mówi niewiasta

        I za miecz chwyta kto jeno żyje
        I hasłem bitwy komnata dzwoni
        A jeden okrzyk na chwałę bije
        Na wały bracia, bracia do broni

        Rycerze w szyku stają do bitwy
        Na wałach hymn się ozwał poranny
        Chylą się czoła ich do modlitwy
        Pieść do Najświętszej wznosi się Panny

        Bóg wsparł rycerstwo polskie widome
        Wódz wszędzie biega, zapala, działa
        A jak chorągiew tam na wyłomie
        Powiewa suknia Chrzanowskiej biała

        Kul nie zabraknie bo lecą gradem
        Sam wódz je ciągle zbiera i liczy
        Inni za jego idą przykładem
        I ślą z powrotem pogańskiej dziczy

        Próżno huf wrogów na wyłom bieży
        Bo tam niewiasta dzielna dowodzi
        Jej towarzysze biją z moździerzy
        I wróg w krwi własnej od rana brodzi

        Już obłok dymu niebo zakrywa
        A każdy rycerz jakby z granitu
        Stoi na wałach hymn święty śpiewa
        Rzekłbyś u sławy stanął już szczytów
      • madohora Re: Legendy 30.04.16, 18:42
        Broń Boże, by pohuśtać pustą kolebkę, lub czyje inne dziecko w kolebce swego maleństwa! W pierwszym wypadku dziecko umrzeć może,
        w drugim zaś strzyga, nocnica lub inna zmora, zamieni ci dziecko na czyje inne, lub na swe własne, które zazwyczaj potworne jest, chude i chorowite.
      • madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:21
        W noc ciemną, w noc straszną,
        Jak duchów gromady;
        Przez pola Sobótek, płonące ogniami,
        Szedł młodzian pospiesznie,
        B Cierpiący i blady !
        Coś mówił tajemnie, coś groził rękami
        I wzrokiem szaionym spoglądał w około,
        I głową potrząsł lub na pierś ją składał,
        1 dłonią co chwila ocierał swe czoło,
        Bo pot mu kroplisty perłami osiadał.
        Szedł, bieguął jak wicher, nadzieją pędzony,
        Że uszczknie paproci zaklęte cud-kwiecie,
        A z kwiatem i władzę i złote korony,
        I szczęście i wszystkie dostatki na świecie.
        Las huczy i szumi i pluszcze gdzieś rzeka,
        Puchacze i sowy skrzydłami się biją,
        Zwierz wyje ze strachu i w góry ucieka,
        Syczą gadziny, wśród trawy się wiją,
        W najgęstszym zakątku, gdzie szemrzą ruczaje,
        Młodzieniec po trzykroć świecona wziął kredę
        I koło skreśliwszy na środku w niem staje
        I czeka bez trwogi na piekieł czeredę....
        Lecz północ wybiła, a paproć nie kwitnie,
        I obłok na niebie już widać czerwony; [tnie,
        Więc młodzian w rozpaczy dłoń skurczy i zgrzy-
        ] pada na ziemię snem ciężkim zmożony
        Tu mgliste widziadła przed oczyma skaczą:
        Pies, olbrzym z łańcuchem i rogiem na czole,
        Tam straszne z paszczeka jak potwór pacholę,
        1 kruki ogniste, co dzióbią i kraczą,
        1 czarnych z pod ziemi postaci gromada,
        1 jędza koścista, co pożreć go rada.
        W tern szmer się rozleciał z zarośli z zagaju,
        1 srebrna piosenka jak flet się ozwała,
        A woda w jeziorze i w małym ruczaju
        Prysnęła i pianą w obłoki zawrzała.
        Z bieluchnych kryształów wypłynie dziewica
        Nadobna jak róża wpleciona do wianka,
        Że myślisz, wzrok topiąc w cudowne jej lica,
        Czy z Niebios nie stoi przed tobą posłanka.
        Młodzieniec ją ujrzał i westchnął głęboko,
        A ona w te słowa ozwie się do niego :
        Rozwesel twarz chmurną, rozjaśnij twe oko,
        Patrz, słuchaj i pojmuj, jam geniusz dobrego!
        Ty kwiatu paproci chcesz dostać na świecie,
        A nie wiesz niebaczny, że kwiat ten jest marą;
        I choć cię los łamie, ty jednak z swą wiarą
        Przestajesz i żyjesz jak motyl, jak dziecię.
        Ty nie wiesz snąć jeszcze,
        Co szczęściem się zowie,
        Więc słuchaj : myśl wolna bez trosk i goryczy,
        I umysł swobodny, i rzeżkość, i zdrowie,
        1 kilka choć kropel z kielicha słodyczy,
        Co w sercu wzajemnem raz tylko — raz płyną.
        1 uścisk młodzieńca z kochaną dziewczyną,
        I praca szlachetna, poczciwość i cnota,
        Co świętym uczuciom otwiera swe wrota,
        Co jasnym promieniem skroń zdobi i złoci,
        Młodzieńcze ! to szczęście — to kwiatek paproci
      • madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:27
        W noc ciemną, w noc straszną,
        Jak duchów gromady;
        Przez pola Sobótek, płonące ogniami,
        Szedł młodzian pospiesznie,
        B Cierpiący i blady !
        Coś mówił tajemnie, coś groził rękami
        I wzrokiem szaionym spoglądał w około,
        I głową potrząsł lub na pierś ją składał,
        1 dłonią co chwila ocierał swe czoło,
        Bo pot mu kroplisty perłami osiadał.
        Szedł, bieguął jak wicher, nadzieją pędzony,
        Że uszczknie paproci zaklęte cud-kwiecie,
        A z kwiatem i władzę i złote korony,
        I szczęście i wszystkie dostatki na świecie.
        Las huczy i szumi i pluszcze gdzieś rzeka,
        Puchacze i sowy skrzydłami się biją,
        Zwierz wyje ze strachu i w góry ucieka,
        Syczą gadziny, wśród trawy się wiją,
        W najgęstszym zakątku, gdzie szemrzą ruczaje,
        Młodzieniec po trzykroć świecona wziął kredę
        I koło skreśliwszy na środku w niem staje
        I czeka bez trwogi na piekieł czeredę....
        Lecz północ wybiła, a paproć nie kwitnie,
        I obłok na niebie już widać czerwony; [tnie,
        Więc młodzian w rozpaczy dłoń skurczy i zgrzy-
        ] pada na ziemię snem ciężkim zmożony
        Tu mgliste widziadła przed oczyma skaczą:
        Pies, olbrzym z łańcuchem i rogiem na czole,
        Tam straszne z paszczeka jak potwór pacholę,
        1 kruki ogniste, co dzióbią i kraczą,
        1 czarnych z pod ziemi postaci gromada,
        1 jędza koścista, co pożreć go rada.
        W tern szmer się rozleciał z zarośli z zagaju,
        1 srebrna piosenka jak flet się ozwała,
        A woda w jeziorze i w małym ruczaju
        Prysnęła i pianą w obłoki zawrzała.
        Z bieluchnych kryształów wypłynie dziewica
        Nadobna jak róża wpleciona do wianka,
        Że myślisz, wzrok topiąc w cudowne jej lica,
        Czy z Niebios nie stoi przed tobą posłanka.
        Młodzieniec ją ujrzał i westchnął głęboko,
        A ona w te słowa ozwie się do niego :
        Rozwesel twarz chmurną, rozjaśnij twe oko,
        Patrz, słuchaj i pojmuj, jam geniusz dobrego!
        Ty kwiatu paproci chcesz dostać na świecie,
        A nie wiesz niebaczny, że kwiat ten jest marą;
        I choć cię los łamie, ty jednak z swą wiarą
        Przestajesz i żyjesz jak motyl, jak dziecię.
        Ty nie wiesz snąć jeszcze,
        Co szczęściem się zowie,
        Więc słuchaj : myśl wolna bez trosk i goryczy,
        I umysł swobodny, i rzeżkość, i zdrowie,
        1 kilka choć kropel z kielicha słodyczy,
        Co w sercu wzajemnem raz tylko — raz płyną.
        1 uścisk młodzieńca z kochaną dziewczyną,
        I praca szlachetna, poczciwość i cnota,
        Co świętym uczuciom otwiera swe wrota,
        Co jasnym promieniem skroń zdobi i złoci,
        Młodzieńcze ! to szczęście — to kwiatek paproci
      • madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:43
        pielgrzymiej szacie dziewica młoda
        Przyszła, gdzie klasztor wśród boru,
        Przyszła do furty z nieśmiałą dłonią
        Pociągnie sznurek, dzwonki zadzwonią —
        Wyszedł brat smutny z klasztoru.
        „Niech będzie Jezus Chrystus pochwalon;"
        „Na wieki wieków," brat rzecze;
        A gdy jej w oczy spojrzał nieśmiało,
        Gwałtownie w piersi serce zadrżało,
        Łza smutna z oczu pociecze.
        Spuściwszy w ziemię nieśmiało oko,
        Spyta dziewczyna w pokorze:
        „O, powiedz ojcze, czy nie wiesz czasem,
        Czy mój tu luby między tym lasem
        Nie mieszka w smutnym klasztorze?"
        „Po czemże mógłbym, piękna dziewico,
        Poznać twojego kochanka?"
        „O po włosiannem jego odzieniu,
        I po niebiesKim jego spojrzeniu,
        Milszem od wiosny poranka."
        „Darmo go darmo szukasz, dziewico",
        Rzekł jej braciszek żałośnie ;
        „Dawno go dawno niemasz na świecie,
        Grobowy kamień piersi mu gniecie,
        A na kamieniu mech rośnie.
        Widzisz to smutne okno za kratą,
        Tu on żył długo w tej celi.
        Tu zawsze we łzach, zawsze w tęsknicy,
        Płacząc na srogość jakiejś dziewicy,
        Poszedł do wiecznej pościeli.
        Z grobowym dźwiękiem, z żałosnym jękiem,
        Sześciu go braci pospołu
        Smutnie zaniosło do tej mogiły,
        A łzy niejedne piasek zwilżyły,
        Nim go spuszczono do dołu."
        „Ty już nie żyjesz!!!" krzyknie dziewica,
        „Nie dla mnie szczęście na świecie ;
        Nie mam nadziei zbawienia w niebie,
        Serce me twardsze było dla ciebie,
        Niż kamień co pierś ci gniecie!"
        „Nie płacz, dziewico, módl się zań raczej,
        Próżno za zmarłych łzy płyną!
        Wdzięki twe zuiszczy żałość głęboka,
        Łzy częste zniszczą blask twego oka,
        Nie płacz, ach nie płacz dziewczyno!"
        „Ach pozwól ojcze, pozwól mi płakać,
        Nie wstrzymuj żalu mojego!
        Niech zniszczy wdzięki żałość głęboka,
        Niech zgaśnie wiecznie blask mego oka.
        Żyłam i umrę dla niego.
        Jak świat głęboki, nikt mnie nie kocha,
        Ani tak mocno i szczerze;
        W każdej mnie kochał niezmi
        Ach pójdę, pójdę, na jego grobie
        Łzy mu poświęcę w ofierze!"
        „Wstrzymaj się córko, wstrzymaj Izy rzewne,
        Zalość unosi cię zbytnie;
        Ni ranna rosa, ni deszcz wiosenny
        Nie wskrzeszą kwiatka, gdy już raz zwiędły,
        Nigdy już więcej nie kwitnie.
        Jako ptak lotny radość przed nami;
        Ucieka skrzydły swojemi,
        Błądzi kto w smutku ciągle zostaje,
        Porzuć dziewczyno te łzy i żale,
        Goń za radością na ziemi."
        „Ojcze kochany, wesele dla mnie,
        Wiecznie na ziemi ustało.
        Chociażbym miała, przed sądy Boże,
        Cierpieć, co człowiek wycierpieć może.
        Za grzech mój byłoby mało!
        Gdzieżeś o miły, gdzieżeś o drogi y
        W surowsj ziemi głęboko!
        Nie słyszysz wiatru, który w tej dobie
        Szumiąc po drzewach, po twojem grobie,
        Kołysze trawą wysoką !
        Nigdy już ciebie nie ujrzę więcej,
        Nigdy nie siądę przy tobie!
        Ach gdzie są twoje lica śnieżyste?
        Gdzie twoje oczy, te promieniste?
        Wszystko, ach wszystko śpi w grobie!"
        „Dziewico, niech się żal twó
        Pomnij, jakiemi są ludzie młodzi,
        Chwila zapala, chwila ich chłodzi,
        Dziś tak, a jutro inaczej.
        Kto wie, czy czasem i twój kochanek,
        Pomimo danego słowa,
        Niebył i tobie może niestałym,
        Wierz mi, ma córko, młodych zapały,
        Są jak pogoda marcowa!"
        „Ach nie mów tego, nie mów mi więcej,
        Ach co za słowa zabójcze!
        Ach, szczere były jego zapały!
        On by mi kiedy miał być niestałym?
        O, nie mów mi tego, mój ojcze !
        A gdy przypadło z przeznaczeń na mnie,
        Ze już go ziemia przykryła,
        Pójdę na puszczę jaką głęboką,
        Tam gdzie mnie ludzkie nie ujrzy oko,
        Zbrodnię zagładzić pokutą!
        Lecz pokaż wprzódy, gdzie go schowano;
        Popłaczę nad nim przez chwilę;
        Pójdę go błagać modły mojemi,
        Odwilżyć łzami ach gorącemi
        Trawę na jego mogile!"
        „Spoczynek tobie bardziej przystoi,
        Północna już przyszła pora.
        Niebo czarnemi zaszło chmurami.
        Słyszysz, jak wicher trzęsie oknami,
        Spocznij, w przysionku klasztoru.
        „Ach, puść mnie ojcze, nie mogę czekać,
        Godziny, ni pół godziny !
        Chociaż deszcz pada, choć wicher wieje,
        Deszcz chociaż cały świat dziś zaleje,
        Nie zdoła obmyć mej winy!"
        „Powróć dziewczyno, smutek skończony,
        Patrz na mnie, najmilsza moja!
        Ten żałowany, ten opłakany,
        Ten, który dawniej przez cię wygnany,
        Twój miły, to ja, ach to ja!
        Pewny zanadto twej nienawiści
        Zaszedłem w kraj ten daleki;
        Już i mnie miała zakonna krata
        Od wzgardzonego na wieki świata,
        Od ciebie dzielić na wieki!
        Lecz jeszcze rok mój nie upłyniony,
        Przez który byłem na próbie;
        Jeśli twe serce dla mnie jest skłonne,
        Opuszczę klasztor, suknie zakonne,
        Pójdę żyć wiecznie przy tobie !"
        „O Boże! Boże! wieczne ci dzięki,
        1 żal i smutek się kończy!
        Opuść ten klasztor, suknie zakonne,
        Oddam ci serce do ciebie skłonne
        I śmierć nas tylko rozłączy."
      • madohora Re: Legendy 18.09.17, 17:20
        W dniu śmierci Jacka rycerz o imieniu Żegota zmarł spadłszy z konia. Jego rodzice zanieśli ciało do grobu dominikanina. Żegota został przywrócony do życia i rzekł, iż był z Jackiem w niebie. Świadkami cudu mieli być m.in. kasztelan krakowski Klemens i dziekan kapituły Piotr
      • madohora Re: Legendy 04.10.17, 13:54
        W 1811 roku, w pierwszy dzień Wielkiej Nocy, w lewym skrzydle zamku wybuchł wielki pożar. W owym czasie zamkiem władał hrabia Leopold von Gaschin, a jego małżonką była księżniczka Gisela. Ponoć w dniu ślubu małżonek ofiarował jej najcenniejszą pamiątkę rodzinną. Tą pamiątką była złota kaczka siedząca w srebrnym gnieździe na jedenastu złotych, wypełnionych dukatami jajach. Owa kaczka przekazywana była z pokolenia na pokolenie w rodzie Gaschinów - Gaszyńskich. Pożar wybuchł w tym właśnie skrzydle zamku, gdzie znajdowała się sypialnia hrabiny. Gdy obudziła się, na ratunek było już za późno. Klatka
        schodowa ogarnięta była płomieniami. Hrabina przypomniała sobie jednak o ukrytym przejściu, wiodącym do podziemi. Schwyciła zatem swój skarb złotą kaczkę zbiegła do lochów. U góry szalał pożar, a Gisela tułała się tunelami. Nie potrafiła znaleźć wyjścia. Rano następnego dnia, znaleziono ją w miejscu odległym o kilka kilometrów od zamku. Była nieprzytomna i nie odzyskawszy zmysłów zmarła. Złota kaczka siedząca na jedenastu złotych jajach pozostała w podziemiach i wciąż czeka na śmiałka, który się po niego wyprawi. Warunkiem jest, że musi to być osoba urodzona w niedzielę a po kaczkę musi się wybrać w pierwszy Dzień Wielkiej Nocy.
      • madohora Re: Legendy 15.11.17, 22:57
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/x7Mu9ob9Ls3lLlF41B.jpg
      • madohora Re: Legendy 22.12.17, 16:19
        CZAROWNICA

        W każdy piątek jadę sobie
        Na Łysą Górę,
        Siadam wtedy na łopatę,
        Albo na chmurę.
        Latarenkę trzymam w ręku,
        Co światło szerzy,
        A zaś drogę mi wskazuje
        Ćma nietoperzy.
        Djabli sejmik wyprawują
        Na Łysej Górze,
        Czerwienieją stare drzewa
        W ogniu, purpurze,
        O północy przy księżycu,
        Pod takt muzyki,
        Tańczą skocznie czarownice
        I czarowniki.
        Rude sowy, czarne koty,
        Wielkie ropuchy
        Wywijają obertasa,
        Jak dziarskie zuchy.
        A zabawie przewodniczy
        Chwat ponad chwaty,
        Z długą brodą, z krwawem ślepiem
        Kozieł rogaty.
        Miast świeczników, gore próchno,
        Jakby zarzewie,
        Bije blaskiem skarb zaklęty,
        Nikt o nim nie wie!
        A gdy trzeci kur zapieje,
        To w górne szlaki
        Czart do domu mnie zaniesie
        Na rozkaz taki:
        „Wieś nie wieś"
      • madohora Re: Legendy 31.01.18, 22:57
        Podobnież i w chałupie Petra Gojaniuczyszyn'oho zjawił się przeil 15 laty czart i płatał tam te same psoty, co i w chacie
        Ołeksy Hawryluka i Pihulaka, wskutek czego chałupę tę opuścić i nową, w innem miejsca, wybudować musiano. Petro
        Gojaniuk przystał był zamieszkać przed 15 laty do wdowy po śp. Michale Hawryluku, najzamożniejszym gospodarzu we wsi
        i od tego czasu czart się w chałupie pokazał; przedtem go nie było, jak twierdzi stary, poważny człowiek, który był przed
        50 laty przystał do jedynaczki Michajła Hawryluka, dwa lata w tej chałupie wraz z teściem swym przesiedział i dopiero po
        śmierci swej żony ztąd się wyniósł. Inni jednak utrzymują, że czart już dawniej mieszkał w tej chałupie, że go Michajło Hawryluk chował w komorze w gadzinę przemienionego i jemu swe zawdzięczał bogactwo.
      • madohora Re: Legendy 31.01.18, 23:20
        Gdy wiatr skręci śmiecie i podniesie je do góry, (trąba n a p o w i e t r z n a ) p o w i a d a j ą , ż e s i ę o d b y w a g i t c z e w e s i l e , to jest, że się diabeł żeni. Wtedy, zobaczywszy ten wir, usiąść należy na ziemi tam gdzie kto właśnie stoji, i wymówić te s ł o w a : A c u r t y ! a p e k t y ! a o t s y n a t y ! a u c z k u r t y na szyj u! Inaczej, mogłoby nas coś p id wij a ty (pod wiać), to znaczy: iż śmiecie to mogłoby pod nas podbiedz i niemoc lub kalectwo nóg spowodować
      • madohora Re: Legendy 23.04.19, 20:00
        Baz przyszedł zając na skargę do Pana Boga, że ino jeden jest taki na świecie, że musi przed wszystkiemi uciekać, że go się nikt nie boji. A Pan Bóg mu powiedział: idź koło stawu, a nad wodą zobaczysz, że i przed tobą będą uciekali. Wtem idzie ón, a tu żaby hyc, hyc, hyc, jedna za drugą do wody. Dopiero się za jąc ucieszył, że są tacy na świecie, co i przed nim także uciekają.
      • madohora Re: Legendy 01.07.19, 12:54
        Praktykowano też wiązanie zwłok, przybijanie ich gwoździem lub wkładanie do ust kawałka żelaza.

        Charakterystycznym zabiegiem było też nadpalanie kości, najczęściej nóg, by uniemożliwić wampirowi chodzenie po śmierci. Albo chowanie zmarłego bez butów. Za najskuteczniejszy sposób uznawano jednak przebicie osikowym kołkiem. Ten typ pochówku jest jednak rzadko znajdowany, jako że drewno z biegiem czasu się rozkłada. W Polsce znany jest tylko jeden taki przypadek. Jeżeli archeolodzy ostatecznie potwierdzą, że gliwickie groby to pochówki antywampiryczne, będzie to największe takie znalezisko w Europie. Dzięki „wampirom" Gliwice stały się sławne w całym świecie, pisano o nich nawet w prasie afrykańskiej.
      • madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:03
        O młynarzu.
        Był tćz to jeden menarz (młynarz), a ten menarz to nigdy niemógł posnia(u)dać, poka kogo nie osydził (oszukał); przed śnia daniem. I jeden dzień chodzi po inónicy (młynicy) i nimoze żadnego osydzić; byli menacy (młynarczycy) ale się nie dali juz osydzić. I przysed do izby i powiada: Zono moja, jak mi się tez chce jeść, juz niedaleko połednie, a ja jesce nie śniadał. A ona mu powiada: > Mógbyś tych figli poniechać, a móg byś tez bez tego pośnia(u)dać. A on: Nie mogę, poka kogo nie osydzę. I otworzył sobie okno i dziwał się na dwór. Ujźrzał tam owcarza pod borem owce paść, powiada: Moja zono. pasie owcarz pod borem, to ja pójdę i jego osydzę. On zased do niego, powiada mu: Jakoż bracie [ 173 ] GÓRNY SZLĄSK 35 owea(u)rzu, nie widziałeś tu mego kamienia, wysed mi ze mćnice i nie wiem, (g)dzie mi posed. A owcarz mu powiada: Bracie mena- rzycku, widział, przed małą godzinką tu ten kamień, płynął po — rzóce i pies na nim siedział i mąkę ś niego lizał. A ón mu po wiada: Bracie owcarzu, toś ty jesce więksy wickłac, jak ja; jako by to móg kamień po wodzie płynąć i pies jesce na nim siedzieć; weź ty te owce a zazeń do dom i oddej panu, i my pójdziemy we świat i będziemy osydzać i dobrze się będziemy mieć, i zarobiemy sobie wielkie piniądze. I owcarza namówił, i owcarz owce pognał do domu i panu owce oddał. A pan mu powiedział: Cyli mas mało zasługi, aby ornaryje? To ja ci dołożę, jak mas za mało. A on: Nie mam mało, ale juz tu żyć nie będę. I pan mu zapłacił wsyśtko co do grosa i ón się zaraz wyniós na wieś. Jak się wyniós na wieś i posed do tego mćnarza, powiada mu: Bracie mynarzu, juz-eh jes(t) terazki casowy. mozem iść pospołu do światu. I zabrali się i pośli. I przyśli pod jedno miasto; powiada mćnarz owcarzowi: Idź terazki do tego miasta sydzić. A ten owcarz: Idź ty bracie, boś ty jes(t) mądrzejsy, jak ja, a ja tu zostanę przed miasty a ja twoję prawdę ci oświacę (oświadczę). I ten mćnarz posed do miasta, C a w ten dzień prawie był targ. I przywióz tam jeden chłop ptaka I na sprzedaj w klatce i ludzie się do niego schodzili i na tego ptaka się dziwowali, ize taki wielki jes(t). I ón mćnarz powiada do tych ludzi: Moi ludzie, co wy się tak dziwacie na tego ptaka. A óni mu powiedzieli: C(ł)owieku, jak ino żyjemy na świecie, tak my takiego ptaka wielkiego nie widzieli. A on: Ludzie, w moim kraju, z kąd-ech ja jes(t), to są takie ptaki wielkie, ze jak panu śniesie jajko na łące, a ten pan nie chce mieć tego ptaka, zeby mu tam wyląg(ł), to musi naijmać dwadzieścia ótery chłopów a każdy musi mieć zielazny drąg. co te jajko skulają z łąki temi drągami. Ci ludzie mu powiedzieli: A prawda to c(ł)owieku, to my pójdziemy oglądać tego ptaka s wami. co to może być za ptak wielki, co takie ma jajko wielkie. Tak się zebrała bardzo wielka kompanija luda, i idą, az za miasto przyśli. I ten owcarz powiada: Ludzie (g)dzie to idziecie, tćle was idzie? — Oni: A idziemy z tćm c(łjowiekiem obejźrzćć takiego wielkiego ptaka. A ten owcarz po wiada: Prawda jes(t), bo ja jes(t) tam ztąd. możecie mi wierzyć. I tak powiadali ci ludzie: Poskładamy wam się po paru grosach, a my juz tam nie pódziemy s wami. Jak przydzieiny do domu, to tćz będziemy wiedzieć, co w doma powiedzieć, ize w tej ziemi takie ptaki wielkie są. I tak się naskładadali po paru grosach, i tych piniędzy było sto talarów. I ten mćnarz te pieniądze odebrał i pośli do drugiego miasta. I zaśli pod te drugie miasto i powiada ten mćnarz: I ty bracie owcarzu idź do tego miasta, a sydź tak. co nasydzis sto talarów, tak jak-ech ja nasydził, a ja tu zostanę osed do tego miasta a mćnarz został pod miastem. I w ten dzień prawie był targ. I w tern mieście murowali murarze kamienice bardzo wysoką; ludzie się schodzili, jak to na dziwy wielkie, jak to ci murarze poradzą postawić ze ziemie taką kamienicę. A ten owcarz posed do tych ludzi i powiada: Moi ludzie, cóz wy się tak dziwacie na tę kamienicę?—A oni: C(ł)owieku, eózby my się nie mieli dziwać. kiedy my, jak żyjemy na świecie, nie widzieli takiej wysokiej kamienice ze ziemie postawić. A on rozśmiał się i po wiada: Ha, ha. ha! to jes(t) mała kamienica do nasój; u nas są takie kamienice, jak se kokot wleci na dach, to sobie biega po dachu a dzióbie sobie po gwia(u)zdach. Tak oni mu powiedzieli: 0(ł)owieku, to my pódziemy s wami obejźrzyć te kamienice, co by to były za wielkie takie. Tak się zebrała wielka kompanija luda. i pośli z tym owcarzem, i zaśli az za miasto, gdzie mćnarz stał i ten się ożywa: Ludkowie. gdzie wy idziecie, taka wielka kompa nija was? — A oni mu odpowiedzieli: Idziemy z tym c(ł)owiekiem do jego ziemie, zeby zobacyć te wysokie kamienice, co kokot biega po dachu, i dziubie se po gwiazdach. A ten menarz powiada: Mo żecie mu wierzyć, bo ja tam jes(t) ztąd. Tak oni się znów po paru grosach poskładali i nazad się do dom powra(u)cali. Mćnarz po wiada: Widzis bracie owcarzu, juz mamy dwieście talarów, lepsej po świecie sydzić i piniądze letko zarobić i dobrze się mieć, niz rnie na monie (młynie) ciężko pracować, a tobie się za owcami na słońcu palić; pódź, teraz się powróciemy nazad do dóm. Przyśli do jednej karćmy na nocleg, i dali sobie przynieść dobrego jadła i dobrego picia na kolacyją, i za to nic nie zapłacili. I dali se przynieść pościel dobrą cło spania. I temu karcmarzowi powiedzieli: Jak nazajutrz wstaniemy, to za wsyśko zapłaciemy. I ten owcarz usnąn. a menarz nie spał. I ten menarz zebrał wsyśkie piniądze do siebie, i w nocy od tego owcarza uciek z tćj pościeli. I ten owcarz przecucił, patrzy wele siebie, mónarza ni ma. I sobie powiada: Miły Boże jedziny, jako tu se mną bćdzie, my tyle przejedli na kolacyi i przejedli, i w pościeli my się przespali, i cćm ja teraz zapłacę, kiej ja ani grosa przy sobie nimarn; i ten menarz pewno uciók z pićniądzami i mnie tu teraz do więzienia wsadzą. I ón sobie jescc pomyślał: Kiejs ty menarzu uciek, to ja tćz za tobą będę patrzeć uciec. I ten owcarz z ty karćmy za tćm mćnarzem znów uciek(ł). i leci drogą, a r-zał tak, jak kóń. I przy tej drodze była pastwa (pastwisko), i na tej paustwie były talde krzaki; i ten mćnarz do- s(ł)vchnąn ize leci kóń i r-zał, i stanąn przy drodze za jednym krzakiem i myślał sobie: Z pewnością tutaj który koń pozostał na pa(u)sy (paszy); kieby ja jego móg złapać to-bych na niego siad, co by-ch móg temu owcarzowi uciec- I przyleciał owcarz az cło krzaka i za-rzał głośno, i mćnarz wystąpił na drogę, temu koniowi A owcarz: A ha bracie, tutaj-ś jes(t)? Siadaj na ziemię a dawaj piniądze, będziema się dzielić; widzis bracie, tam w tej karcmie my tela przejedli i przepili i w pościeli my się wyspali, a tyś z pi- niądzami ucićk; jakby mnie byli złapali, toby mnie do więzienia byli dali, bo ja nimiał piniędzy ani grosa przy sobie. A rnćnarz powiada: Nie gorz się (nie gniewaj się), boć-ech tak chciał zrobić, bo my się dobrze najedli i napili a nic-emy nie zapłacili, i to zaś piniędzy więey będziemy mieli, a pódź do domu, w domu się pi- niądzami dzielić będziemy. Jak przyśli do dom, tak się piniądzami rozdzielili, a jesce przypadło dać temu owcarzowi (ten menarz) seśó grosv. I ten menarz powiada: Ni mam tych seści grosy zgod nych. przyńdź na niedzielę, to ci je dam. I owcarz powiada: Dobrze bracie, przyńdę. Przysło w niedzielę rano, powiada ten mćnarz swoji zonie: Przyńdzie owcarz po seść grosy, ale mu ich nie damy; ja przyniesę związkę słomy do komory i układę się na nię i tv mię przykryj białą płachtą i jak on przyńdzie. to ty płac i powiedz mu, izech ja juz umar, tak my mu tych seściu grosy juz nie damy. I ón owcarz w niedzielę po połedniu przysed i wlaz do izby, po wiedział: Dobre połednie. a menarka płace. A ón: Cóz płacecie? Ona: Cózbyrn nimiała płakać, kiedy juz mój mąz umar. A owcarz powiada: A skoda-ć, toć ja juz swoich seści grosy nie dostanę. A ona: Toć nie dostaniecie, boć ja ich nimom, a on ich nie da bo umar. I spytał się: A (g)dziez lezy ten was mąz? — A ona: A to sam w komorze lezy. I on komorę otworzył i zobacył go i powiada: A prawda, skoda-ć go, kiej-ć juz umar; dajc
      • madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:23
        O chłopaku, co służył w piekle
        Był jeden pan i nimóg żadnego lokaja przy sobie utrzymać. Co który przysed do nigo na s(ł)uzbę, tak przebył parę dni i pan go wybił i wygnał. I przysed taki niewielki chłopacek do niego i było mu na miano: Matysek. I za parę dni pan go wybił, i ten Matysek od niego u ciek. I ten Matysek sobie idzie drogą, a ku niemu jedzie pan ćtyrma końmi bardzo pieknemi. I jak się spotkali, tak ten pan wyjźdrzał z tój kolasy a powiedział: Chopacku, (g)dzie ty idzies?— A ckopacek odpowiedział: Ja idę do światu, bo mię pan wybił i ja od niego uciek. I ten pan: Chopacku, a nieprzy- jonbyś ty służby do mnie? —A ón: A cemu nie, przyjon bych. I ten cbopacek jesce pyta się pana, co będzie za robotę u niego robi(u)ł? — A pan: Nie będzies nic robił, ino będzies pod kotłem palił, ale musis u mnie służyć trzy lata, a jak trzy lata przesłuzys, to ci zasługę dam; ale musis się nie meć (myć), ani pacićrza nie mówić, ani paznotów u palców nie obcinać, ani się golić, ani głowy nie ostrzydz; będzies miał dobrze jeść i dobrze pić dostanies. I ten cbopacek powiedział: Panie, to się ugodzę. Pan odpowie: Dobrze, pódź teraz do kolasy se mną; pojedziemy do dom. A ten cbopacek: Jakoż ja pojadę panie z tobą, kiedy ty jedzies ku tej wsi, zkądech ja ucićk od tego pana, bo ja się tego pana boję, zeby mię zaś wybił. A ten pan mu odpowiedział: Siednij do kolasy, bo my tam nie pojedziemy. I on siad i pojechał ś nim. A ten pan, co cbopacka namówił, to był diabeł i te konie były diabły, i po tego samego pana lecieli, co ten cliopak u niego był. Tak. jak przywióz ten pan tego chopacka do piekła, tak go zawied do kotła, i pokazał mu, jak ma palić i jak ma w jednej mierze ogień w kotle trzy mać; a ten kocioł był nakryty, i co by chopak nie weźrzał do tego kotła, co tam jes(t). I pan diabeł mu powiedział: Terazki pal, bo ja do ciebie nie przyjdę, az za pół roku. I posed od niego (chopca) prec. I on cbopak pod ten kocioł drzewo przykładał i pali. I przysło półroku; i przysed diabeł do niego, zobacyć jak ón robi. Ale on bardzo dobrze robi(u)ł, jak nakazał ten diabeł. I powiedział mu ten pan (diabeł): Dobrze wsćsko jes(t), udało mi się, dobrze robis, tak rób, jak robis, to będzie dobrze, bo ja terazki juz do ciebie nie przyńdę, az twoje trzy lata przejńdą. I trzy lata przesły i pan (diabeł) przyseł, i bardzo mu się podobała ta jego robota. I tak mu powie: Mój Matyjusu, ugódź się u mnie jesce na śtyry lata. to będzie do kupy siedem lat; ja ci zasługi poprawię, i wicbtu i trunku. A on ckopiec: Panie, jesce zostanę u ciebie, bo mi tu dobrze. Jak ten pan (diabeł) odchodził, to mu jesce przykazał, aby meńsego ognia, ani więksego nie palił pod ten kocioł. I posed od nieI on przepalił znów półscwarta roku, a w tym kotle to ino coś tak sobie usiłowało: au-u-u, au-u-u, a-u-u! I on sam powiada do siebie: Juzech tu jes(t) półsiodma roku, a jescech do tego kotła nie wejźrzał; mam od pana zakazane, ale ja wejźrzę do niego, bo ja musę wiedzieć, co sobie tam tak usiłuje w onym kotle. I on odetkał troskę tego dekla, a tam siedzi ten pan jego, co go tak wybił, jak był na s(ł)uzbie u niego. I on Mateus mu powiada: Aha, panie, toś tu jes(t) w tym kotle? — A ten pan: Smiłuj się Matensu a nie kładź takiego ognia wielkiego pod ten kocioł. A on wzion, kocioł zawar(ł), i jesce więksego ognia poprawił i powiada mu: Jakeś mię ty panie wybił, tak ja ci teraz z-godzę dobrze. I on wielki ogień kładł, a ten pan bardzo se w tym kotle usiło wał. I jesce nie wyseł siódmy rok i ten jego pan (diabeł) przyseł do niego. I tak mu powiada: Mateusu, jakech od ciebie odchodził, przykazał ci. żebyś więksego ognia nie robił, ani do tego kotła zaglądał, a tyś tam wejźdrzał. A Mateus: Panie, ja słysał, co tak usiłuje w tym kotle, ja chciał wiedzieć, co tam jes(t), i ja-ch tam widział pana swego, co mnie na ty służbie wybił, i za to jesce mu lepsego ognia pod kotły poprawił. Ten pan (diabeł): Ujmij jedno drewko meny, a mensy ogień kładź, bo ja tu do ciebie nie przyjdę, az twój rok przejńdzie, i będzie siedm lat. I on go posłuchał i ujon jedno drewko menij, jak miał kłaśdź. I siódmy rok przysed, i ten pan (diabeł) do niego przysed i powiada mu: Słuchaj Mateusu, juz twój rok doseł; terazki sobie mozes iść na świat i sukaj sobie zony. i mozes się żenić, a jak sobie zonę (g)dzie wysukas, to przydź tu do mnie po zasługę; ja pojadę z tobą na twoje wesele. I ón Ma teus posed na świat. Idzie sobie drogą; kto go napotkał bardzo go się bał; w(ł)osy miał na głowie d(ł)ugie az na ramiona, broda d(ł)uga az po pępek, pazury u rąk d(ł)uzse jak palce, i carny tak, jak diabeł, bo bez całe siedem lat się nie mćł. (G)dzie zaseł do wsi, każdy powiedział: Diabeł idzie. (G)dzie zased do ka(r)cmy, wsyscy z ka(r)cmy ludzie pouciekali przed nim. I ón se wzion wódki, bułków, napił się, pojad i posed. Przychodzi ku drugi wsi i po wiada sobie: Miły Boże, cóz mnie się tez ci ludzie boją, kiedy ja sobie nie mogę dać głowy ustrzydz ani u rąk paznotów poobrzy- nać, ani się umyć, bo mi ten pan zakazał, abych się nieochłudził, az sobie zonę wynajdę. I przysed do tój wsi i wlaz do tej ka(r)cmy i tam trze panowie w karty grają. I ci dwa panowie ograli tego jednego pana ze wsćskich piniędzy, i ten pan przegrał jesce konia, kolasę i stangryta, i na ostatku jesce swoje dobra sadził, i te dobra przegrał. I ci dwa panowie powiedzieli temu, co przegrał: Teraz sobie mozes iść i do diabła. A tego Mateusa przy drzwiach, jak wlaz, nie widzieli. I ten pan co przegrał dobra, wstaje i dziękuje im za to, co go tak ograli ze wsystkiego; i zabiera się od nich odchodzić, a ten Mateus powiada: Panie, nie chodź! mas tu parę 1191 ] GÓRNY SZLĄSK 53 talarów odemnie, graj jesce ś nimi a niebój mię się, bo-ch ja jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale-cb był bez siedem lat na puscy. i tak-ech zarós i ocerniał. Ale óni wsescy trzech go się bali, bo myśleli prawie, ize to diabeł jes(t). I óni się znów dali do tych kart, i grali. I ten pan. co pozycył sobie tych parę talarów, tak tych dwóch panów znów ograł ze wsyskich piniędzy. Piniądze i dobra swoje poprzegrawali, on wygrał wsśsko od nich, i powiada: Terazki idź cie sobie obadwa do diabła. I oni pośli prec. I ten pan, co został, zapytał się Matyusa: A cóześ ty jes(t) za jeden? — On: Panie, nie bój mnie, bo ja nie jes(t) diabeł, bo ja-ch jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale był-ech bez siedem lat na puscy, tak-ech ocyrniał i zarós(ł), i teraz bych się rad ożenił, kiebych se móg zonę kędy wynajść. A ón mu powiedział: Mój kochany Mateusie. ja mam trzy córki, to ja tobie dam jedną, która cię będzie chciała, za to coś mnie ty pozycył tę parę talarów, co ja te dobra wygrał, i tak terazki po- jedzies do moich dobrów se mną. Pan wsiad do kolasy, i ón za nim; wsiedli i pojechali do domu. I jak przyjechali do domu, tak ten pan zawołał swoich trzech córków na dwór. bo onego nie chciał wziąść do pałacu, zeby się te panienki jego nie wylękały, ize taki carny był. I jak te panienki na dwór wylazły, tak im ten ojciec powiedział: Teraz moje córki powiedzcie mi, która będzie chciała tego c(ł)owieka, bo jedna s was trzech go wziąść musicie, bo ón mnie tak dobrze ucynił, co ja swoje wygrał nazad i drugich jesce dobra wygrał jeich. Tak, która go weźnie-cie, to ja jemu dobra jedne oddam i będzie panem. Ta najstarsa powiedziała: Choćby mnie zaraz diabeł wzion, tobych go nie chciała. Ta druga powie działa: Choćbych się zaraz utopić miała, to bych go nie chciała. Ta najmłoda powiedziała: Choćby mi inny we złocie stanon, to go nie chcę, ino tego. I diabeł przyseł, i wzion tę najstarsą córkę; i ta druga do studnie weskocyła i utopiła się. Tak on powiedział temu panu (ojcu córki): Pójdę do tego pana (diabła), co-ch u niego służył, po zasługę. I ón zaseł do piekła do tego pana po zasługę i powiada: Juz-ech sobie zonę wynalaz, teraz mi daj moją zasługę. A ten pan (diabeł) mu odpowie: Dobrze jes(t), Matejusku, idź sobie do domu, a idź do kościoła i weź ślub, a ja ta za tobą przyjadę na twoje wesele. Jak tam przyjadę, to tobie twoją zasługę odclam. I ten pan tej
      • madohora Re: Legendy 13.10.19, 21:44
        Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U nóg jśj także biała i różana0 jasnym włosie klęczała dzieweczka,Coś bardzo smutna i łzami zalana,Lecz także miała rumiane usteczka1 takie oczy z lazuru i słońca,Iż snać z jej twarzy łezkę przeźroczystą Śmiech łatwo spędzał i wnet w promienistą Zamieniał iskrę tęczy lub miesiąca.

        95Nad ogniem stoją dwie ciemne postacie: Starzec na kiju oparty o ziemię I piękny młodzian w jeńca wschodniej szacie. Na licach obu znać Kirgizów plemię —Na licach obu żal swe ślady ryje,Lecz dość raz spojrzeć na młodziana skronie, liaz widzieć wielkość co mu z oczu bije,B y poznać duszę, co mu gore w łonie;I by odgadnąć, że pojman za młodu,Miał być przewódzcą dzielnego narodu.Starzec doń ze czcią przemawia głęboką,I w twarz schyloną lepiąc bystre oko Zda się pocieszać, to znów napomina Z czułością ojca i pokorą syna.Młodzian stał milcząc nieruchomy, blady, Oblany ognia czerwonym połyskiem;Nagle się ocknął i dłoni uściskiem Wiernemu słudze dziękując za rady:„Starcze, zawołał, w żadnej ludzkićj mowie Niema wyrazu, co mój żal w ypow ie!W zbolałćj głowie w-ije się powoli j Myśl — ta nić czarna wysnuta z całuna; Chwilami zadrży jak pęknięta struna!W tedy się budzę... i jak serce boli! Namiętność życia targa śmierci szałem,Dusza się miota i spocząć nie m oże!
        86Długo pomocy Allaha błagałem —Dzisiaj zapóżno — mnie piekło wspomoże! Dzisiaj zapóżno! W y duchy podziemne Lejcie żar piekła, duszę spalcie — strujcie — A serce z piersi stłumionej w yzujcie,Bo jeszcze kocha to serce nikczemne!Kocha — choć ogniem nienawiści gore;Wre żądzę zemsty — to znów słabe, drżące, Za jeden uśmiech, jeden uścisk, skore Pod stopy lubćj rzucić serc tysiące\ ...Gdybym jak ojciec był księciem narodu,I na bój wodził wojowników krocie,Dawnoby gwiazda Koniecpolskich grodu Jaśniała w białym Kirgiza namiocie!Lecz jam niewolnik — spętany, zgnębiony, Mnie wić się podle — i gniewać się skrycie,I żuć wędzidło — i rwać się szalony,A jam tak młody i tak długie ży c ie !...O gdzieżeś! gdzieżeś mój koniu bułany,Me jasne niebo, mój stepie bez końca,Mnie duszą mury, krępują kajdany,Mnie brak powietrza, przestrzeni i słońca!“Umilknął. Rękę przycisnął do czoła, Chcąc siłą stłumić uczucia wezbranie; Lecz wpośród ciszy drzemiącej dokoła Tak dzikie z piersi dobyło się łkanie,
        9?Iż skrzydłem wiatru niesione przez wody Trąciło groźnie w okno Wojewody,I coraz słabsze płynęło pow oli,Jak cicha skarga miłosnćj niedoli,A ż przez okienko, sunąc między kwiaty, Wbiegło do jasnćj dziewiczej komnaty.A starzec dumał — i śledząc u góry Jasne gwiazd roje, na ziemi z pośpiechem Kreślił dziwaczne cyfry i figury.Wreszcie się podniósł z proroczym uśmiechem, A rzadko, uśmiech sine krasił u sta,Spojrzał dokoła, czy kto nie podsłucha?Lecz nie — noc ciemna, wszędzie cichość głucha, Drzemią namioty i równina pusta__„Synu, rzekł zwolna, nie rozpaczać tobie!Łzom nie przystało na twarzy Selima.Nam trzeba działać; bo spoczynek w grobie Temu należy — kto końca dotrzyma.Czy widzisz synu ten obłoczek biały Wśród niebios wielkiej zgubiony przestrzeni? Chmury go czarne długo zakrywały,Mdlał, księżycowych pozbawion promieni.A teraz — patrzaj! znikły chmur zasłony, Księżyc go blaski srebrzystemi pieści!13
        98I ty mój synu, bez chwały, bez części Wpośród chmur czarnych nieszczęścia rzucony, Niedługo ujrzysz twą smutną niewolę Zmienioną w hołdy pokornego ludu,I w stepie skrzydła rozwiniesz sokole: Czytałem w gwiazdach — spodziewaj się cudu ! Nim błyśnie zorza, wodze chrześcian pilni Zbiorą swe wojska w odzieźach ze stali,I Wojewoda z grodu się oddali,A my zostaniem przebiegli i silni.Broni nie braknie — gdy zapłacim w złocie, Dziewczyna lekka — a koń bystry w locie! Kozumiesz synu?"Śniada twarz młodziana Błysnęła, żywym rumieńcem oblana.Chciał coś przemówić, lecz wargi blednące Silne wzruszenia zawierało drżenie;A starzec Pana szanując milczenie,Patrzał ja k w słońca w oczy pałające,I snać w nich dobrą odpowiedź w yczytał,Gdyż dłoń Selima biorąc w obie dłonie,W iódł go jak dziecię i więcćj nie pytał,Aż znikli razem w namiotu zasłonie,A gorejące ogniska ostatkiI fale, wiatru toczone oddechem,Dzikićj rozmowy pozostałe świadki Szeptały długiem i przeciągłóm echem__-s * 8 - i -g s=-
        IV.Przed świtem w zamku pełno zgiełk u , w rzaw y: Tam zbroją ludzi, tu konie kulbaczą,Tam słychać śmiechy, tu kobiety płaczą, Wszędzie wre żądza do boju i sławyI wszędzie ręce do pracy gotowe,Tak, że gdy pierwszy promy czek złocony Przez mgliste ranku przedarł się zasłony, Oświecił zbroje i hełmy stalowe;Bo już stał w rzędzie jasny, okazały Kwiat polskićj młodzi z piersiami wrzącemi, Zelaznćm skrzydłem rwąc się na szczyt chwały, Sercem przykuty do ojczystej ziemi!Już w bramie czeka rumak niecierpliwy,Już ziemię grzebią polotne kopyta,Rwie się z rąk giermka i wstrząśnieniem grzywy Z radosnćm rżeniem swego pana wita.
        100Już przed wielkiemi kamiennemi schody,W srebrzysty pancerz i hełm złoty zbrojna, Stoi poważna postać W ojewody,Przy nim Nawojka smutna lecz spokojna.Już pożegnania pocałunek długi Żałośnie zawisł na perłowej skroni,I z oczu starca zpod żelaznćj dłoni Dwie łez gorących stoczyły się strugi.Już dosiadł konia — prawicy skinieniem Powitał wojsko stojące wokoło,I tysiąc piersi jednogłośnćm brzmieniem Okrzykiem wodza przyjęło wesoło.Na okrzyk wojska odpowiedział echem ,Jakiś śmiech dziki, szyderczy, przerwany, Gkłzieś z głębi ziemi — takim chyba śmiechem Uwiódłszy duszę śmieją się szatany.Zdziwieni wszyscy dokoła spojrzeli,Zkąd się odezwał ten głos niespodzianie;Lecz nikt się nie śmiał — i tylko widzieli,Jak się cień lekki przesunął po ścianie. Nawojka — czy ją przejął strach proroczy,Lub treść zagadki niemiłćj odgadła?0 mur się wsparła i nagle pobladła1 drżącą ręką zasłoniła oczy.
        101Lecz nikt nie zważał na dziewczęcia trwogę, Bo już czas naglił, już trąbki zagrały,Już biały orzeł pokazywał drogę,A za nim jasne proporce powiały.Biedna Nawojka na szerokie schody Wstąpiła smutnym i powolnym krokiem,I w ową stronę podążyła okiem ,Gdzie zniknął,w cieniu rumak Wojewody:I tak widziała, jako w rzędzie długim Szeregi wojska ciągnęły w przestrzeni,I jako jeden proporzec za drugim K rył się i niknął pośród drzew zieleni.Tam promień słońca, jak Boga spojrzenie, Światłem i ciepłem oblewał rycerzy I blask chorągwi, szyszaków, pancerzy Stokroć słoneczne odbijał promienie;A kiedy święta pieśń „Boga Rodzica11 Ostatniem echem wzleciała do góry,Do komnat zamku wróciła dziewica I promień słońca schował się za chmury. —-S3S--8--8SE&-
        102V .Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U n
      • madohora Re: Legendy 16.09.20, 00:21
        Kszysztofory

        Według innej legendy duchem "Białej Damy" ma być duch żony Sebastiana Lubomirskiego - Anny z domu Branickiej. Podobno po przedwczesnej śmierci swego męża miała zapisać duszę diabłu by go chociaż jeszcze raz móc ujrzeć. Żałując swego czynu pod koniec życia zaczęła oddawać się modłom i umartwianiu. Jednak to się nie udało i duch jej pokutuje po dziś dzień w pałacu. Widmo Anny Lubomirskiej miało się niejednokrotnie ukazywać pod postacią "białej damy" przepowiadając bliską śmierć lub choroby osobom które je widziały.
        W dawnych rocznikach Krakowa odnotowano opisy zdarzeń związanych z "Białą Damą" i tak w 1769 roku pałac pod Krzysztoforami nabył biskup Kajetan Sołtyk, który właśnie powrócił z rosyjskiej niewoli. Osiedlił się ze swoim sekretarzem Ossowskim i siostrami pozostającymi na jego utrzymaniu. Biskup żył w całkowitym odosobnieniu od reszty świata a czas spędzał na modlitwach i rozmyślaniach.
      • madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:10
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/mDg836QsYdPUa8jIX.jpg

        KOŚCIÓŁ NA SKAŁCE
      • madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:54
        Krakowskie Krzemionki

        Na jednym ze wzgórz w Krakowie znajduje się Kopiec Kraka według legendy ma on być mogiłą założyciela Krakowa. Naprzeciw stoi niewielki kościółek pod wezwaniem Świętego Benedykta. Kościółek prawdopodobnie pochodzi z XIII wieku ale prawdopodobnie jest starszy. Wokół kościółka krąży legenda, że miał tutaj mieć swój warsztat legendarny mistrz Twardowski, w którym odprawiał czarnoksięskie praktyki, studiował magię i spotykał się z czartami.
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:20
        W przyściółku Podpolichno, położonym nad rzeczka Hutką opodal historycznej Miedzianki, znajduje się cmentarz wojenny z 1915 r. leży on przy rozwidleniu drogi wiejskiej, tuż na zapleczu domu nr 10 w sosnowym lasku.
        Cmentarz założono na planie prostokąta o wymiarach 18 na 12 m teren jest piaszczysty. Miejsce grzebalne zawiera 20 czworobocznych kwater różnej wielkości, w siedmiu rzędach. Są one porośnięte murawą.
        Urszula Oettingen /1988/: "Cmentarze I wojny światowej w województwie kieleckim", podaje, że dawniej na cmentarzu tym było 30 kwater, dwie posypane żwirem. Stał tam duży drewniany krzyż z tablicą, gdzie wyszczególniono nazwiska 121 żołnierzy rosyjskich z 184 Pułku Piechoty, którzy polegli tu w 1915 r. walcząc z Austriakami.
        Krzyż drewniany spróchniał i rozpadł się wraz z tablicą, która stanowiła jedyne epitafium. Cmentarz dawniej był ogrodzony żerdziami na drewnianych słupkach. Po zakończeniu drugiej wojny światowej, władze prosowieckie nakazały uporządkować go. Został ogrodzony metalowymi rurowymi pachołkami, spięty żelaznym łańcuchem. Postawione bez zafundamentowania, wykonany ze zbrojonego cementu pomniczek, który nie był dekoracyjny i wykonany tandetnie. Zjawiska mrozowe rozsypały go i części wyrzucono do lasu za cmentarzem. Leżą tam dotąd.
        W 2002 roku dokonano ponownie uporządkowania cmentarza. W miejscu krzyża drewnianego wkopano żelazny, spawany z rur i przy nim ustawiono kamienną tablicę informacyjna z napisem: "Cmentarz wojenny 1914 + 1915, 121 żołnierzy poległych w pierwszej wojnie światowej, prawem chroniony". Nowy krzyż jest w wersji katolickiej, nie prawosławnej.
        Tablica inskrypcyjna z białego marmuru stoi na podłużnym granitowym postumencie, zakotwiczonym w płycie poziomej z marmuru bolechowickiego. Ogrodzenie łańcuchem zachowało się. Od strony wejścia, pachołki rurowe zastąpiono ciosanymi z różowego piaskowca.
        Na uwagę zasługuje fakt, że mieszkańcy Podpolichna otaczają cmentarz wojenny szczególną opieką. Nie jest on dewastowany, jak inne podobne mu w Polsce. Przy tablicy układane są kwiaty i palone znicze. Jest to ze wszech miar godne pochwały i świadczy dobrze o mieszkańcach przyściółka Podpolichno
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:26
        Po drugiej wojnie światowej, gdy szkoła podstawowa w Chęcinach mieściła się w budynku poklasztornym, nauczyciel fizyki przyniósł w ramach programu nauczania i sprezentował uczniom dawny radioodbiornik, w którym jako prostownik stosowany był półprzewodnik "kryształ galeny (kruszcu ołowiu)" pochodzący z rejonu Chęcin.
        Uczniowie podjęli konstrukcję takich prostych radioodbiorników słuchawkowych, zwanych detektorkami, i zorganizowano wycieczkę do góry Ołowianki po kryształki galeny.
        Wycieczka szła nie przez wieś Polichno, ale polnym traktem na skróty. Podobno tam prowadziła staropolska droga łącząca Miedziankę z Chęcinami. Nauczyciel wskazywał góry, gdzie były dawniej kopalnie galeny - siarczku ołowiu zwanego ołowianką.
        A więc od strony południowej: Góra Zamkowa, przełęcz między Beyliną i Rzepką, Panieńska Górka, Sosnówka, Zegzela, Zembrowica i koniec. Dlaczego? Bo w paleozoiczne pasmo chęcińskie zostały przy Polichnie wciśnięte skały triasowe nieokruszcowane.
        Wykład trwał dalej. Od północy kruszec kopano w Jerzmańcu zwanym dziś Czerwoną Górą, w Górze Miejskiej i Okrąglicy. W rejonie Piekła gałęzickiego i na Ołowiance.
        Wycieczka dotarła na miejsce. Podłużna wapienna góra leżała między Miedzianką i Ostrówką. Miała prawie kilometr długości. Uczniowie zaopatrzeni byli w świeczki, elektryczne latarki, młotki, dłuta i plecaki. Do wyrobisk górniczych prowadziła ścieżka wśród olszyn, brzegiem mokradła Trzciniec. Tam wypływo źródło będące cieplicą, gdzie zimą woda nie zamarzała i unosiła się w powietrzu para. Nocowały tam dzikie kaczki, żerując wśród wodorostów.
        Wyżej leżał kilkutonowy głaz wapienny oberwany ze zbocza góry i widniało wejście do sztolni. Miała w pionie prześwit ponad półtora metra i pozoslał ślad po torowisku kolejki kopalnianej o drewnianych szynach, gdzie wózki wywrotki, zwane kolebami, popychano ręcznie. Sztolnią wywożono kruszec ze środka góry. Długość wyrobiska wynosiła 150 m. W dwóch miejscach górnicy próbowali kuć boczne chodniki, bo natrafili tam drobne żyłki kruszcu. Sztolnia prowadziła do podszybia.
        Szyb wykonany w szczycie góry miał głębokość 30 m. Był bardzo nieregularną pustą komorą po wydobytym kruszcu. Miejscami szerokość pustki osiągała 10 m. Z góry dochodziło dzienne światło. Galenę widać było wszędzie. Tworzyła wraz z białym krystalicznym kalcytem naskorupienia skalne i żyły przecinające w różnych miejscach wapień. Były one ukierunkowane i biegły z północy na południe.
        Sztolnia prowadząca do szybu miała widoczną w swym stropie żyłę kruszcową, tę samą, którą wybrano, głębiąc szyb. Stąd wniosek, iż żyła przecinała całą górę Ołowiankę z północy na południe. Sztolnia służąca później do transportu, dawała podczas jej drążenia kruszec. W żyle prócz kalcytu i galeny występował krystaliczny, różowy siarczan baru zwany barytem, a dawniej szpatem ciężkim. Był on zmorą dla hutników, bo miał ciężar właściwy zbliżony do galeny i przy flotacyjnym wzbogaceniu urobku na płuczkach pozostawał w korytach z kruszcem.
        Obok omawianego wyrobiska po stronie zachodniej znajdował się nieczynny kamieniołom po inwestorach braciach Łaszczyńskich, którzy wydobywali tam bloki wapienne przeznaczone na marmur w kolorze ciemnym, prawie czarnym, z białymi żyłkami. W północnej ścianie kamieniołomu odsłoniło się drugie wystąpienie żyłowe galeny, które umknęło uwadze staropolskich górników i nie było eksploatowane.
        W 1950 r. Kieleckie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego podjęło wydobycie wapienia z Ołowianki i góra po kilku latach przestała istnieć, podobnie jak położony obok Kozi Grzbiet. Obecnie wydobycie wapienia odbywa się w tym terenie na górze Ostrówce.
        Nie jest znana historia eksploatacji galeny na Ołowiance. Wiadomo jedynie, że nie były to roboty gwareckie, lecz poważna inwestycja austriacka po trzecim rozbiorze Polski, albo roboty z funduszu rządowego w okresie staszicowskim.
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:34
        W Górach Świętokrzyskich są dwa miejsca, gdzie niegdyś eksploatowano kruszce i rudy miedzi. Jest to wieś Miedziana Góra, leżąca w pobliżu Kielc, przy drodze do Piotrkowa Trybunalskiego i wioska Miedzianka wraz z górą, znajdującą się w zachodniej części Pasma Chęcińskiego, opodal Wiernej Rzeki.
        Na początku XX wieku eksploatację na Miedziance wznowili dwaj chemicy, bracia Łaszczyńscy, posiadający doktoraty. W wymienionym miescu prowadzili oni prace górnicze za miedzią przez trzydzieści pięć lat. Dzięki temu weszli chlubnie w poczet entuzjastów wskrzeszenia górnictwa staropolskiego.
        Ród de Verbno Łaszczyńskich wywodził się z Wielkopolski. Wiadomo, że Władysław Józef, chemik izootechnik był szlachcicem, urodzonym w Łaszczynie koło Kościana. Kupił on Powązki, przeniósł się tam i miał czterech synów. Wybił się Jakub Ignacy. Przejął po ojcu majątek i został prezydentem Warszawy. Był również gubernatorem cywilnym warszawskim, członkiem Rady Stanu.
        Brat Jakuba - Stanisław, zawodowy wojskowy, został wywieziony na Sybir za działalność patriotyczną. Wrócił do Polski i nabył majątek Grabowo. Wychował trzech synów: Władysława, Bolesława i Ignacego. Ukończył chemię organiczną i doktoryzował się w 1862 roku. Syn jego - Bolesław studiował w Niemczech archeologię. Władysław został skoligacony z Potockimi do Łańcuta. Budował tam gorzelnię oraz cukrownie.
        W swych dobrach modernizował stare cukrownie i wprowadzał stacje meteorologiczne, prognozując pogodę dla prawidłowej hodowli buraka. Gdy w 1871 roku zmarł mu ojciec, Władysław wrócił z Galicji do Wielkopolski, sprzedał Grabowo i kupił majątek Stulisławice koło Kalisza. W Czernichowie pod Krakowem rozbudował i unowocześnił szkołę rolniczą. Sprowadzał bydło dojne z Moraw. W 1892 roku zapadł na gruźlicę. Po trzech latach choroby zrezygnował z Czernichowa nad Wisłą, zostawiając w szkole nauczyciela i kapelana. Wrócił do rozbudowanych wcześniej Sulisławic i przeziębiwszy się zmarł. Pochowano go we wsi Dobrzec, opodal Kalisza.
        Osierocił czworo dzieci: Stanisława, Bolesława, Ignacego oraz córkę Zofię. Syn zmarłego - Stanisław ukończył gimnazjum św. Anny w Krakowie. Wstępując na Uniwersytet Jagielloński złożył swój życiorys napisany po łacinie. Znał biegle grekę. Po czterech latach uznał, że poziom nauczania jest niski i przeniósł się do Berlina. Ukończył tam studia. Doktoryzował się w roku 1894. Tematem pracy była hydroelektroliza rud cynku z pozyskaniem gazów przemysłowych: tlenu i wodoru.
        Dwa lata młodszy Bolesław, po ukończeniu tego samego gimnazjum, studiował w Krakowie chemię. W Niemczech obronił doktorat z filozofii.
        Trzeci brat Ignacy ukończył szkołę rolniczą i został w Sulisławicach na gospodarstwie. Doktor Stanisław Łaszczyński, wróciwszy na teren ziem polskich, opatentował opracowany przez siebie sposób elektrolitycznej rafinacji miedzi, czyli otrzymywanie jej z rudy i kruszcu nie metodą hutniczą, ale chemiczną. Była ona tańsza i wydajniejsza.
        Ponieważ używa się dwojakiej nazwy na użytkowe związki kopalne miedzi: kruszce i rudy, wyjaśnić należy pokrótce, że kruszec jest wiązaniem beztlenowym powstałym przy wysokiej temperaturze w głębi ziemi, a ruda to produkt zwietrzenia kruszcu. Miedź rodzima metaliczna w zlożach jest kruszcem, ale miedziana blacha na dachu zieleniejąc daje rudę dwuwęglan, zwany malachitem.
        Stanisław Łaszczyński, chcąc zastosować praktycznie swój patent, rozglądał się za złożami miedzi. W 1900 roku przybył na Kielecczyznę. Dwa lata poźniej osiadł w Miedziance i sprowadził tam do pomocy brata Bolesława. Ignacy z Sulisławic wspierał materialnie braci. Potem zmuszeni byli założyć spółkę akcyjną dla zdobycia potrzebnych na rozruch zakładu pieniędzy.
        Pierwsza wojna światowa przerwała Łaszczyńskiemu roboty. Potem okazało się, że okupant austriacki w ciągu cztarech lat wyeksploatował im złoże miedzi, wobec czego spółka górnicza podjęła wydobycie i przerób innych kopalin mineralnych na tym terenie.
        Dnia 5 września 1939 roku rozjuszony żołdak niemiecki zastrzelił na ulicy w Kielcach doktora Stanisława, gdy ten wstawił się za kobietą, u której męża znaleziono broń. Był to dzień wkraczania do miasta hitlerowców. Trwały walki. Nie wiadomo, gdzie Łaszczyński został pochowany. Był on kawalerem.
        Boleslaw przetrwał w skrajnej nędzy II wojnę światową w Miedziance. Zmarł 17 kwietnia 1947 roku i został pochowany na cmentarzu w Bolminie. Pozostawił żonę i sześcioro dzieci. Synowie to: Władysław i Stanisław Roman. Ten zamieszkał w Gdyni i był wybitnym ekonomistą. Córkami były: Zofia - zmarła wcześnie w wieku 16 lat, pochowana w Bolminie, Stefania, Izabela (Iza), Olga (zwana Iną).
        Owdowiała Maria Łaszczyńska, zwana w rodzinie Marianną, żyla w Miedziance z czynszu za połowę swego domu mieszkalnego, którą oddała dla szkoły. Przenosząc się do córki Stefani - nauczycielki w Sierszy, pod koniec lat 50-tych sprzedała budynek Józefowi Walasowi z Zajączkowa za 40 tyś. zł. Zamieszkał on tam ze swą żoną nauczycielką, Rosjanką, która jako żołnierz przeszła w walkach frontowych od Lenino do Berlina. Bezpośrednio po wojnie uczyła dzieci w Miedziance, nosząc sowiecki mundur.
        Po śmierci nowego właściciela drewniana willa Łaszczyńskich popadła w ruinę. Walasowie mieli dwóch synów i dwie córki. Pani Maria, likwidujac rzeczy w Miedziance, wysprzedała duże, cenne, niepowtarzalne zbiory mineralogiczne z tamtejszej kopalni. Doktor Stanisław za życia wydał drukiem w „Chemiku Polskim” dwa artykuły o budowie złoża w Miedziance oraz o elektrolitycznym otrzymywaniu miedzi.
        Gdy w 1923 roku zmarła Łaszczyńskim szesnastoletnia córka Zofia, wybudowano na cmentarzu w Bolminie grobowiec z czerwonego piaskowca gałęzickiego. W 1928 roku pochowano tam 86-letnią matkę inwestorów Miedzianki, żonę Władysława Łaszczyńskiego - Marię. W grobowcu spoczął także Bolesław. Wtedy nie miał kto wykuć na kamieniu jego nazwiska. Sic transit gloria mundi. Tak przemija sława tego świata.
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:44
        Święty Florian, żołnierz i męczennik zabity 4 maja 304 roku jest patronem strażaków, hutników i przewodników. Według wersji najstarszego zachowanego życiorysu z ósmego wieku wiemy, że Florian był za panowania cesarza Dioklecjana oficerem w wojsku rzymskim, stacjunującym w Mantem koło Krems na terenie dzisiejszej północno - wschodniej Austrii.
        Aresztowanie za głoszenie wiary chrześcijańskiej i przewieziony do obozu rzymskiego w Lorech koło Wiednia, został na wniosek Akwiliana namiestnika prowincji, ubiczowany. Gdy pozostał przy swej wierze, szarpano jego ciało hakami żelaznymi i utopiono męczennika w rzece Enns. Ciało odnalazła kobieta Waleria i zostało z szacunkiem pochowane, a później nad grobem powstał kościół benedyktów, przemianowany z biegiem czasu na kanoników laterańskich.
        W 1407 roku mieszczanin chęciński Sebastian Smyk spowodował pożar miasta. Decyzją sądu najwyższego w Krakowie, podpalacz został wygnany. Kolejny pożar miasta miał miejsce w 1465 roku. Spłonęło wtedy archiwum i ucierpiał od ognia zamek. Kazimierz Jagiellończyk odnowił przywilej lokacyjny, nadał mieszkańcom prawo korzystania z kopalń, a Jan Olbracht zwolnił miasto z opłat i nadał kopalniom prawo olkuskie. W 1507 roku pożar zniszczył Chęciny i spłonęły akta, które odtworzył Zygmunt Stary. Później Zygmunt August odnowił górnicze prawo "Jura montana". Rokoszanie Zebrzydowskiego i księcia Janusza Radziwiłła spalili Chęciny w 1607 roku. Zniszczyli też zamek. Odbudował go w 1610 roku starosta Stanisław Branicki. W 1634 roku udało się opanować kolejny pożar, który nie wyrządził większych szkód. W Jędrzejowskim klasztorze cystersów zachował się fresk wyjaśniajacy, że pożar zgasł dzięki modlitwie błogosławionego Wincentego Kadłubka, który dostrzegł z klasztoru dym nad Chęcinami.
        W wielkanoc 1 kwietnia 1657 roku wojsko Jerzego II Rakoczego i Kozacy Bohdana Chmielnickiego spalili Chęciny wraz z zamkiem, który według relacji "Przeglądu Tygodniowego" (1875 roku) płonął 3 dni. Według lustracji z 1660 roku spośród 341 domów pozostało 48.
        W 1670 roku od pioruna wypaliło się wnętrzne szpitalnego kościółka św. Ducha przy obecnej ulicy Ogrodowej. Obiekt odbudował w 1673 roku starosta Stefan Bidziński. Kościół nie był użytkowany i spalił się ponownie, gdy nocujący tam włóczędzy zaprószyli ogień.
        Był rok 1701, gdy pożar objął w Chęcinach klasztor żeński. Sytuację częściowo opanowano, ale kolejny pożar miał miejsce w 1731 roku.
        Miasto ponownie płonęło po 14 latach... "teraz przez ogień w roku przeszłym 1745 ogniem przypadkowym spalone i zrujnowane, osobliwie rynek cały". Podczas "burzy zenitalnej" w 1771 roku piorun uderzył w kopułę kościoła franciszkanów, przedostał się do środka, obiegł z głośnym chukiem nawe, pozostawiając okopcony ślad i nadtopił srebrną ramę obrazu Matki Boskiej, która znalazła się na jego drodze. Wizerunku nie naruszył. Zakonnik dzwoniący tam na Anioł Pański, padł ogłuszonu ale nie doznał szwanku. Przypadek uznano jako prognostyk na przestrogę.
        W 1789 roku wybuchł pożar w browarze Żyda Abrama Pejsachowicza. Ogień ugasili mieszkańcy Chęcin, którym pomagali obaj burmistrzowie: Tomasz Nowicki i Bogusław Madejski. Do akt miejskich wpisano, że kuzyn właściciela browaru Abram Fajgiel, będąc w szoku używał plugawych słów i na skutek zbytniego rozmachu zakrwawił oblicze jednego z burmistrzów.
        Gdy Moskale w 1794 roku pustoszyli Kielecczyzne, tłumiąc powstanie kościuszkowskie, spalono szereg folwarków chęcińskich. Zgliszcza według stanu z 1796 roku opisał Stefan Żeromski w "Popiołach".
        W 1900 roku spłonęły na terenie miasta 4 stodoły. W kilka dni później spaliło się 6 domów.
        W kwietniu 1905 rpku pożar strawił dwie stodoły ze zbożem. Należały one do Karola Kruszczyńskiego i Stanisława Kołkiewicza. W maju 1905 roku wielki pożar zniszczył 100 domów, pozostawiając bez dachu nad głową kilkaset osób. Główny Naczelnik Kraju wydał pogorzelcom pięćset rubli zapomogi. Oddział Kieleckiego Banku Polskiego w Łodzi dołożył sto rubli. Gaszenie pożaru było uniemożliwione z powodu przechowywania w domach przez rewolucjonistów materiałów wybuchowych.
        W marcu 1909 roku na terenie sklepu Nocha Lipki, mieszczącego się w domu Mendla i Chai małżeństwa Ichowicz, dwunastoletnia służąca Gitla Posłuszna, rzuciła płonącą zapałkę w pobliżu naczynia z naftą. Wybuchł pożar. Sklepikarz Lipka gasząc ogień, został uduszony dymem. Straż pożarna opanowała ogień po trzech godzinach. W nocy z 14 na 15 czerwca 1909 roku spłonęło w Checinach 26 domów.
        Kolejny pożar 26 sierpnia 1935 roku zniszczył w mieście 14 domów mieszkalnych.

        Wszystkie nasze straży prawy
        Przyjm litośnie Boże sprawy;
        A gdy przyjdzie w ogniu brodzić
        Daj, aby nam nie mógł szkodzić.
        Władysław Tracz "Strażnik"
        Nr 9.I.1905
      • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:11
        Szczyt Babiej Góry pokryty jest rumowiskiem skalnym, które tworzą bloki piaskowca.
      • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:42
        Inna legenda natomiast mówi, że masyw jest w rzeczywistości skamieniałą kochanką zbójnika. Widząc martwego ukochanego, kobieta po prostu umarła z żalu. Niektórzy twierdzą także, że z nazwą ściśle związane jest to, że pod tą właśnie górą rozbójnicy przetrzymywali swoje branki.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:22
        W innym kościele również strachy ja kieś gospodarować zaczęły. Trzech śmiałków wybrało się raz, chcąc się o prawdzie prze konać, do owego kościoła. Z początku było cicho. Dopiero około godz. 12 w nocy stop nie ołtarza z trzaskiem się rozwarły, wstał z podziemia kościotrup i do trzech owych śmiałków szybkim podążał krokiem. Dwóch najodważniejszych uciekło, trzeci został na środku kościoła. Kościotrup pyta go: „Cze go żądasz?” „Niczego, odparł śmiałek”. „Idź, mówił dalej strach, pod ołtarz i wybierz sobie pieniądze, które są w trumnie”. Gdy jed nakże śmiałek wzbraniał się, strach sam po szedł do trumny, wydobył cztery kupki złota i wręczył je śmiałkowi mówiąc: „Dwie kupki złota ofiaruję tobie, a po jednej twoim towarzyszom, którzy cię opuścili.” To po wiedziawszy zniknął.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:53
        Topielec jest to syn boginki. Siedzi on zwykle w głębokiej wodzie i wabi tam kąpią cego się. Gdy kąpiący się nań wstąpi, topie lec chwyta go i topi, oddając jego duszę dja- błu, z którym i topielec i boginka w blizkich pozostają stosunkach. Topielec wychodzi cza sem z wody; gdy go jednak napotka kto na brzegu, to rozpływa się w mgłę i wraca zno wu do wody. Parowanie wody i lasów właś nie tem sobie tłumaczą, źe to topielce i bo ginki na świat wychodzą. Z gwiazd niektóre tylko znają; nazwy wedle ich wyrażenia podaję: mleczna droga, krzyż, kosy, baby i jutrzenka. Księżyc zowią także miesiącem; owe plamy na księżycu, to jużcić nic innego, tylko zawieszony mistrz Twardowski. Inni twierdzą, źe to św. Jerzy, na skrzypcach wygrywający. Grzmoty po wstają, gdy jedna chmura, przesuwając się koło drugiej, o nią się pociera. Błyskawica po wstaje, gdy niebo się otwiera, Dla tego cza sami błyska, mimo źe nie słychać grzmo tu. Płanetniki są to duchy, które nacią gają gradowe lub śnieżne chmury na tego, na którego się zagniewają. Lać na wodę, na ogień lub pluć nań jest grzechem. Grzechem jest również gasić pożar powstały od pioruna. Pożar taki gaszą, ale niechętnie, bo utrzymują, że taki pożar ugasić się nie da.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:17
        Nieszczęśliwa królewna.

        Królowa, umierając, upominała męża, aby się ożenił po jej śmierci z taką samą jak ona. Król, owdowiawszy, chciał ostatnią nieboszczki wolę wypełnić; było to jednak bardzo trudnem, bo pomimo źe kraj cały objechał, nigdzie podobnej nieboszczce nie wiasty znaleźć nie mógł. Przyjechawszy do domu, rzecze do córki: „Kiedy nigdzie nie mogę znaleźć dziewicy, matce twojej podobnej, to nic mi innego nie pozostaje, jak ciebie, córko kochana, za żonę pojąć”. A gdy dziewica podobnemu związkowi słusznie się opierała, rozgniewany król, obie jej ręce uciąwszy, zaszyć ją kazał w niedźwiedzią skórę i puścić w lasy. Błąkała się tedy po lasach przez lat 7, żywiąc się zdziczałemi owocami i korzonkami roślin; wreszcie pew nego dnia dostała się nocą do cudownie pięknego ogrodu, gdzie strzeżono złotych jab łek. Przybliżyła się do kupy jabłek kró lewna i zjadła jedno. Nazajutrz rano rachu ją jabłka, a ponieważ jednego brakowało, tedy odprawiono ze służby stróża. Właści ciel tego ogrodu, król bardzo sławny, miał trzech synów, z których jeden nie miał ro zumu, dwaj inni byli mądrzy. Jeden z tych mądrych ofiarował się strzec złotych jabłek. Aliści w nocy królewna, za niedźwiedzia przebrana, znowu jedno jabłko zjadła, co widząc, królewicz strzelił do niej. Niedź wiedź mniemany upadł, a królewicz, sądząc, że go zabił, odszedł do pałacu i opowiedział co zaszło ojcu. Na drugą noc drugiego mąd rego królewicza do strzeżenia jabłek wysła no. Niedźwiedź, ogłuszony tylko wczoraj, przychodzi znowu i zjada jabłko. Królewicz sprawił się z nim tak samo, jak jego brat wczoraj, a sądząc również, że zabity, udał sido pałacu i opowiedział co zaszło ojcu. Na trzecią noc zgłosił się trzeci, głupkowaty ów królewicz do strzeżenia jabłek. Za złe wzięli mu to bracia, mówiąc: My mądrzy, a nie mogliśmy ustrzec się przed jabłek kradzieżą, a, ty, głupcze, to potrafiłbyś? Ojciec jednak pozwolił mu pilnować jabłek. W nocy przy chodzi swoim zwyczajem niedźwiedź, a zjadł szy jabłko, umyka w głąb ogrodu, co zoba czywszy królewicz wypalił za nim. Niedź wiedź się przewrócił. Nie poprzestał na tern królewicz, ale podszedł i nadsłuchuje, a prze konawszy się, że ów niedźwiedź nie jest jesz cze martwy, przygotowuje się do skuteczniej szego ciosu, co widząc królewna, wstała i rzekła: „Panie królewiczu, nie zabijaj mnie, bo ja taki człowiek, jak i ty!” Co słysząc królewicz kazał jej iść za sobą, zamknął ją w pokoju i opowiada to ojcu. Król miał ogromną ochotę owego zwierza zobaczyć, ale królewicz przystał na to wtedy dopiero, gdy królewskie otrzymał przyrzeczenie, źe jej się nic złego nie stanie. Ojciec, przekonawszy się, że owym niedźwiedziem jest jakaś piękna niewiasta, kazał ją ubrać w szaty królewskie. Ubrana tak wyglądała pięknie, że wszyscy królewicze prosili teraz ojca, aby im ją po zwolił za żonę pojąć. Ojciec spór sprawiedli wie rozstrzygnął, oświadczywszy, źe prawo posiadania królewny służy najmłodszemu kró lewiczowi, bo on ją sobie właściwie upo lował. Ożenił się tedy z nią głupi ów królewicz, ale szczęście małżeńskie zostało niezadługo zamącone nagłym wyjazdem kró lewicza na wojnę. W czasie nieobecności królewicza, ona porodziła ślicznego synka, co miał złote włosy i srebrne paznogcie. Wysłano natychmiast posłańca z listami, do- noszącemi o tej radosnej nowinie. Posłańco wi wypadało w drodze zanocować; wstąpił tedy do chaty, gdzie przypadkowo mieszkała czarnoksięźniczka, która, podmówiona przez ojca byłej królewny, koniecznie unieszczęśli- wić ją chciała. Dała tedy owemu posłańco wi jakichś leków, po których spał tak twar do, że czarnoksięźniczka, przeczytawszy listy, do króla adresowane, a taką nowinę zwias tujące, zniszczyła je, a natomiast napisała, źe królewna porodziła psa i dworzanie za pytują się, co mają z nim robić. Król, otrzy mawszy list, zmartwił się niezmiernie, ale odpisał, aby noworodka, czemkolwiek on jes* - , pozostawić przy życiu dopóty, póki on nie po wróci z wojny. Posłaniec, wziąwszy listy, tą samą ku domowi udał się drogą. Czarno księźniczka, widząc przechodzącego, ciekawa, coby mógł nieść za odpowiedź, zaprosiła go na chwilę do chaty na szklankę herbaty.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:22
        głupiej królewnie. Była gdzieś bardzo daleko, bardzo ładna królewna; starało się o nią wielu bogatych pięknych paniczów, ale ona za nikogo iść nie chciała, ino za jenerała. Oświadczał jej się oberst; ona przyrzekła mu rękę, pod wa runkiem, źe w nocy pójdzie na cmentarz, trumnę z kostnicy wyciągnie na środek cmen tarza i w niej się ułoży. Oświadczał jej się kapitan; przyrzekła mu swą rękę, pod warun kiem, jeżeli o północy, przebrany w przeście radło za śmierć, uda się na cmentarz i sta nie koło trumny, na środku cmentarza się znajdującej. I pierwszy i drugi, jeden o dru gim nie wiedząc, przyrzekli wypełnić waru nek, nałożony im przez królewnę. Wreszcie oświadczył się królewnie major, za którego ona iść przyrzekła, jeżeli o północy uda się na cmentarz i przebrany za djabła, stanie obok trumny, znajdującej się na środku cmen tarza. Major, również jak jego poprzednicy, warunek dopełnić przyobiecał. O godzinie 12 w nocy, obok leżącego w trumnie obersta, stanął z jednej strony kapitan w postaci śmierci, z drugiej major w postaci djabła. Strach ogarnął wszystkich niezmierny: ów śmiałek w trumnie aż zczerniał ze strachu, major umknął i ukrył się w kostnicy, kapi tan mur cmentarny przeskoczył i schował się w rowie. Na tych stanowiskach dotrwał każdy z nieszczęśliwych konkurentów do ra na. Rano dopiero poznali się wzajemnie, a przekonawszy się, jak okrutnie króleAvna z nich sobie zadrwiła, postanowili się zemś cić. Prostego żołnierza przebrano w mundur jeneralski i wysłano go z oświadczynami; niebawem się ślub odbył. Nie bardzo wpraw dzie małżonek podobał się głupiej królewnie, ale wystarczało jej to, źe był jenerałem. Pew nego dnia koło domu młodej mężatki manew rowało wojsko; królewna wyjrzała oknem, myśląc, źe na czele kompanji męża swojego zobaczy. Gdy atoli zobaczyła go w szeregu, jako prostego żołnierza, ze złości zemdlała i umarła.
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:52
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/BLTdRBc4cCkKZl4HtB.jpg
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:19
        SPOSÓB NA DIABŁA

        Woźnice i stangreci, którzy dawniej we dworach i majątkach końmi imi po-
        wozili, zwani byli potocznie "foćmanami". Stanowili oni pewną, zamkniętą gru-
        pę ludzi, kierującą się własnymi normami i postępującą według własnych zwy-
        czajów, nie zawsze zrozumiałych dla innych.
        Któregoś dnia pewien szlachcic z Grabowa wczesnym rankiem jechał do
        Łęczycy. Wiózł go po raz pierwszy, młody, niedoświadczony jeszcze foćman.
        Kiedy powóz dojeżdżał pod kościół w Błoniu, konie nagie dęba stanęły, za-
        częły rzucać pyskami, parskać i niespokojnie walić kopytami w ziemię.
        - Co się stało? - pyta zniecierpliwiony szlachcic.
        - Nie wiem, ale konie nie chcą iść dalej - odpowiada foćman i schodzi z sie-
        dzenia. Ogląda powóz, wszystko w porządku, na drodze też nic nie leży. A ko-
        nie w dalszym ciągu niespokojne, nie chcą iść dalej.
        - Zrób coś - denerwuje się pan - musimy Jechać dalej.
        A był taki zwyczaj, że każdy foćman, kiedy wyjeżdżał pierwszy raz w dro-
        gę, przed podróżą miał obowiązek zrobić na ziemi, przed końmi znak krzyża.
        Młody woźnica nie dopełnił tego zwyczaju i został za to ukarany. Przy drodze,
        w krzakach siedział diabeł Boruta i tylko czekał na takich zapominalskich woź-
        niców, którzy przed wyjazdem nie dopełnili swoich foćmańskich obowiązków.
        Karał ich zatrzymywaniem pojazdów i uniemożliwiał dalszą jazdę.
        Lecz ten woźnica wiedział na szczęście co robić. Szybko zdjął but. wy-
        ciągnął owijkę, którą miał na nodze. Uderzył butem w dyszel, każdemu koniowi
        przejechał owijką po czole. Ledwo zdążył wskoczyć na wóz, bo konie już ruszyły do przodu.
      • madohora Re: Legendy 15.11.22, 01:01
        Legenda o zbożu opowiada o czasach wielkiego głodu. Mikołaj ukazał się we śnie kapitanowi statku, który płynął z Aleksandrii do Konstantynopola i skłonił go do zawinięcia do portu w Andriake. Tam wyładowano na ląd sto korców zboża, które rozdzielono między głodujących mieszkańców Miry. Gdy statek dopłynął do Konstantynopola okazało się, że w ładunku niczego nie brakuje
      • madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:03
        ,Otrząsa się, jak Piętrowa mać“. Matka św. „Pietra u była bardzo skąpą i nieuczynną. Przez całe życie żadnemu biedakowi nic nie dała. Raz tylko jednemu bieda kowi, który ją natrętnie prosił, dała „bączek cebuli “ (nać z ce buli). Po śmierci poszła do piekła, a syn jej tymczasem zasługiwał sobie na ziemi na niebo. Gdy umarł św. Piotr, prosił Pana Boga, widząc męki swej matki w piekle, ażeby też Pan Bóg wyprowa dził duszę matki z piekła do nieba. Poczęli święci szukać, co ona też dobrego zrobiła, żyjąc na ziemi i nic nie znaleźli. Św. Pietr kazał im drugi raz patrzyć do tych ksiąg, co ona dobrego zrobiła i znaleźli o tym bączku cebuli zapisane. Spuścili ten bączek do piekła, Piętrowa mać uchwyciła się bączka, inne dusze z lamentem pochwytały się jej, wołając „Weź mnie też z sobą u . Ale ona dumna, otrzęsła się, wołając „Nie we- zme! nie wezme! 11 Kiedy sie zaczęła otrzepować, bączek sie zerwał a ona wpadła do piekła i tam już na wieki została.
      • madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:35
        Topielec. Utrzymują tutaj, że istnieje zły duch (raz widzialny, drugi niewidzialny), którego zowią topielec lub „utoplec a , a który zwodzi ludzi i wprowadza ich na głęboką wodę, gdzie im śmierć zadaje. Ma on mieć pstre ubranie, magierkę na głowie, a u spodni jedną nogawkę innego koloru, drugą innego. Siedzi na poręczy mostu, a gdy kogo zwiedzie, śmieje się głośno a piskliwie: „chi, chi, chi! a , poczem skacze do wody, dając nurka i znika. Przypisują mu je szcze własność zmieniania się to w drzewo, to w rybę, która po suwając się na głębinę, topić zwykła kąpiących się
      • madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:38
        Przed kilkoma wiekami mieszkał w Brani
        cach bardzo zły rycerz. Mieszkał w ogromnym
        zamku z dużą w ieżą. Zamek otoczony był wyso
        kim murem, porośniętym zaroślami, a przy bra
        mie wjazdowej czatowała straż. Zamek był tak
        tajemniczy w swojej budowie, że posiadał dłu
        gie na dziesiątki kilometrów podziemne koryta
        rze, które łączyły go z dwoma innymi zamkami,
        a one również, należały do rycerza. Korytarze tego
        zamku stanowiły schronienie i wspaniałą okazję
        do ucieczki z różnych opresji.
        Rycerz był złym człowiekiem i nie mieszkal sam w zamku. Razem z mm mieszkali jego
        wspólnicy. Razem napadali na przejazdy kupców
        t podróżnych. Nie liczyli się z tym czy są bogaci
        czy biedni, napadali na wszystkich. Bogatym
        odbierali wszystko, biednych wtrącali do “gło
        dowej wieży", w której trzymali ich tak długo,
        dopóki rodzina nie złożyła za nich okupu. Wów
        czas tacy ludzie, których krewni nie mieli gro
        sza, ginęli w tej wieży z głodu. Jęki konających
        słychać było w całej okolicy. Nikt jednak nie był
        w stanie pomóc ofiarom rabusia, ponieważ wie
        ża była bardzo wysoka i pilnowana w dzień i noc.
        Po wielu latach gdy wymarł ród rycerza-rabusia,
        a zamek uległ zniszczeniu, pod gruzami znale
        ziono mnóstwo szkieletów' ludzi, którzy zmarli
        śmiercią głodow ą. Zły rycerz zginął podczas na
        padu na królewski orszak, który zatrzymał się po
        to, aby napoić w Opie konie. Zabiła go strzała z
        łuku czeskiej królewny. Towarzysze rycerza
        widząc, że ich herszt skonał, wymordowali
        orszak, a królewnę uprowadzili do zamku.
        Czasami duchy królewny i podróżnych prze
        chodzą prze Opę, aby odejść z ziemi, która
        została przez nich przeklęta
      • madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:42
        Od glubczyckiego parku w pobliżu base
        nu. do źródła Psiny koło Gadzowic rozciągają się
        zielone łąki, dawniej zabagnione i obrzeżone ol
        chami. Na jednej z tych łąk, blisko Głubczyc,
        znajdowała się Krupowa Studnia. Właściwie było
        to źródełko z czystą wodą, w którym wg legendy
        utonął furman z wozem pełnym krup oraz dwój
        ką koni. Przez długi czas z wody wyskakiwały
        krupy, od których wzięło nazwę źródełko
      • madohora Re: Legendy 04.05.23, 19:44
        Budynek pałacowy posiada dwie głębokie na 7 metrów kondygnacje piwnic, z których niższa jest pozostałością po starszej budowli. Natomiast legenda mówi o jeszcze jednej, 3. kondygnacji, która rzekomo istnieje i z której wychodzą dwa długie tunele. Jeden z nich, zachodni, miał łączyć pałac z jeziorem, które dawniej znajdowało się w okolicy. Drugi, idący w kierunku północnym, łączył podziemia z wiejskim kościołem, a według niektórych nawet niedaleką Górą Zamkową czy nawet odległymi Kętrzynem i Rynem
      • madohora Re: Legendy 04.05.23, 20:01
        Młoda dziewczyna, mieszkająca w pałacu, obdarzyła swoim uczuciem mężczyznę ze zwaśnionego rodu. Siłą rzeczy nie mógł się on podobać ojcu owej panny. Ten ostatni nie pozwalał, by młodzi ludzie się spotykali, a o ślubie w ogóle nie chciał słuchać. Miłość jednak była tak wielka, że pokonywała wszelkie przeszkody. Nocą, kiedy wszyscy mieszkańcy pałacu spali, dziewczyna wyskoczyła przez okno wprost w ramiona ukochanego. Odjechali w siną dal konno, prowadzeni światłem księżyca. Ojciec, odkrywszy co się stało, wyrzekł się córki, a okno, którym uciekła, kazał zamurować.
      • madohora Re: Legendy 04.05.23, 23:51
        Diabelski Kamień” w Bisztynku

        To jeden z największych w Polsce głazów narzutowych. Wysokość to 3 m, obwód – 28 metrów. W średniowieczu zwany był „Kamieniem Biskupim” i stąd wzięła się nazwa miasteczka – Bischofstein. Głęboka szczelina dzieli go na dwie części. Widoczne są ślady uszkodzeń. Mieszkańcy Bisztynka twierdzą, że w czasach przedhistorycznych głaz był miejscem kultu, podobnym do słynnego Stonehenge w Anglii…… Niektórzy twierdzą też, że kamień spełnia życzenia. Trzeba go dwukrotnie obejść dookoła poczynając od charakterystycznego pęknięcia, myśląc o swoim życzeniu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara…
      • madohora Re: Legendy 05.05.23, 00:10
        „Złota Góra”

        Jedną z najbardziej ciekawych opowieści jest historia o Złotej Górze. To niewielkie wzniesienie nad rzeką Sapiną niedaleko Pozezdrza, kryjące w sobie tajemnicę pewnego skarbu…
      • madohora Re: Legendy 05.05.23, 00:18
        Pewnego dnia, gdy łowił ryby i siedział zamyślony, nagle obok jego czółna pojawił się niewielki człowieczek. Wodnik z nastroszonymi włosami na głowie, swoimi przebiegłymi oczkami przyjrzał się rybakowi i cichym głosem wyszeptał: „Znam cię bardzo długo i wiem, że chcesz być bogaty! Przyjdź dzisiaj o północy na pagórek, a pokażę ci skarby”. Zaraz potem wodnik zniknął. Rybak przetarł oczy, jakby obudził się ze snu. Uśmiechnął się sam do siebie i pokręcił głową z niedowierzaniem. Jednak wieczorem myśl o skarbach nie dawała mu spokoju. Nie mógł spać, w końcu wstał z łóżka i niepostrzeżenie wymknął się z domu na wyznaczony pagórek. Przez pewien czas stał w oczekiwaniu, wreszcie zaczął uważnie rozglądać się po wzgórzu. Nadeszła północ i nagle góra rozświetliła się czerwonym blaskiem, podobnym do rozżarzonego żelaza. Przestraszony rybak stanął niczym skamieniały. Z jednej strony wzgórze otworzyło się, a ze szczeliny wyłoniła się straszna, czerwona głowa z okazała kozia broda i rogami. Mężczyzna chciał czym prędzej uciec, ale za kark schwyciła go już potężna ręka stwora, którego głowa wyłoniła się z wnętrza pagórka. Rybak krzyknął: „Wiem, że jesteś diabłem, pozwól mi odejść”. Czart, beczącym głosem odrzekł uwodzicielsko: „Przyszedłeś po skarby, które mogą być twoje. Dam ci je, jeśli spełnisz to, czego od ciebie zażądam”. Rybak rzucił chciwym okiem we wnętrze góry, z którego bił blask czystego złota. Uciszył w ten sposób swoje sumienie i postanowił postępować zgodnie z zaleceniami diabła. „Tylko skarby, tylko skarby” – krzyczało w jego wnętrzu. Postanowił jednak oszukać czarta i na jego twarzy zagościł podstępny uśmiech. „Czego żądasz ode mnie i co mi dasz w zamian?” – zapytał rybak. „Dam ci tyle pieniędzy, ile tylko zdołasz unieść na raz!. Za to pójdziesz nad jezioro i przez godzinę będziesz siedział pod wodą. Nie możesz się wynurzać, a jeśli się utopisz, twoja dusza będzie moja” – odrzekł diabeł. Rybak z początku zafrasował się i rzekł: „Przecież człowiek nie jest rybą:. Jednak zaraz uśmiech zagościł na jego twarzy i powiedział: „Dobra, przyjmuję twoje warunki!. Jutro wchodzę do jeziora, a nocą będę nosił swoje skarby do domu”. I tak umowa została zawarta
      • madohora Re: Legendy 05.05.23, 00:24
        Przed tysiącami lat, mieszkała w tej krainie piękna olbrzymka, a na jej piersiach błyszczał sznur wspaniałych pereł. I kto chociaż raz zobaczył te perły, zapominał o swoich troskach i kłopotach.

        Młody olbrzym, mieszkający w sąsiedztwie, zakochał się w ślicznej pannie, ale ona wciąż odmawiała mu swojej ręki, a gdy młodzieniec nadal nalegał, aby wyszła za niego za mąż, zaczęła uciekać. I w czasie tej ucieczki pękł sznur pereł, które rozsypały się po całych Mazurach, zamieniając się w jeziora. Tam, gdzie perła upadła cała, są dzisiaj jeziora o kolistych brzegach; tam, gdzie perła spadając rozbiła się o kamień, powstawały jeziora o dziwnych, nieregularnych zarysach. A tajemną moc zachowały perły także po przemianie i teraz, tak jak i przed wiekami, kto chociażby raz zobaczy mazurskie jeziora, ten szybko zapomina o swoich kłopotach i troskach…
      • madohora Re: Legendy 27.05.23, 14:43
        Według pisarza i regionalisty Władysława Zielińskiego, legenda narodziła się z połączenia dwóch elementów: ustnego podania o niesłusznie osądzonej przez Trybunał Koronny wdowie oraz plotki o przechowywanych w lubelskim archiwum „diabelskich dokumentach”. Taką właśnie jej genezę miały potwierdzać odnalezione przez niego w Archiwum Akt Dawnych Grodzkich i Ziemskich (obecnie Archiwum Państwowe w Lublinie) zapisy, opatrzone podpisem „Plutona, władcy i króla piekieł”. W rzeczywistości wpisy te, umieszczone w księdze lubelskiego sądu grodzkiego z 1637 roku (seria: Relacje, sygn. 66, k. 177v-179v) i zatytułowane odpowiednio Marcin Luter w imieniu Statoriusza przywilej oblatuje oraz Oblata tegoż [przywileju], nie dotyczą żadnego sporu o majątek ubogiej wdowy. Jest to pastisz skierowany przeciwko innowiercom (zwłaszcza arianom), którzy mieli jakoby dzielnie służyć siłom piekielnym i promować fałszywą doktrynę wiary
      • madohora Re: Legendy 27.05.23, 19:51
        Informacje o diabłach sądzących w Piotrkowie pojawiają się również w książce Janusza Tazbira Arianie i katolicy z 1971. W rozdziale zatytułowanym Zagłada ariańskiej stolicy znaleźć można zdanie, jakie na sejmie w 1638 wygłosił podobno poseł rawski Stanisław Studziński. Miał on powiedzieć do zebranych Panowie, bójmy się, żeby tu diabli nie sądzili miasto nas, jak i w Piotrkowie sądzili. Również Bohdan Baranowski w swojej książce Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej podawał, że do diabelskiego sądu doszło właśnie w Piotrkowie.
      • madohora Re: Legendy 27.05.23, 20:03
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/4b/Czarcia_%C5%81apa_%28Lublin%2C_2018%29.jpg/440px-Czarcia_%C5%81apa_%28Lublin%2C_2018%29.jpg
      • madohora Re: Legendy 27.05.23, 20:24
        Żeby nadać ważności temu wyrokowi, diabeł go odczytujący uderzył dłonią o stół. Odbiła się ona wypalonym śladem na jego blacie. Stół ten do dzisiaj można oglądać w holu lubelskiego zamku.
        Podczas, gdy diabeł wygłaszał wyrok, Chrystus na krzyżu w sali rozpraw odwrócił głowę do ściany. Nie chciał widzieć tego, że diabli sprawiedliwszy wyrok niż ludzie wydali. Krzyż Trybunalski do dziś znajduje się w jednej z kaplic w Archikatedrze.
      • madohora Re: Legendy 28.05.23, 00:10
        W 1727 podczas posiedzenia Trybunału Koronnego, krzyż wiszący w sali obrad jakoby zapłakał łzami. Krucyfiks uroczyście przeniesiono do jednej z kaplic w farze św. Michała i odprawiono mszę. W związku z tym wydarzeniem powstała legenda mówiąca, że krzyż zapłakał podczas sądu diabelskiego, w wyniku którego pewna kobieta, która niesłusznie przegrała sprawę w Trybunale, została sprawiedliwie osądzona przez szatanów.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 19:03
        Na zgrabnym nosie były okulary, Jbadna czupryna, i muszki na twarzy. Cicho mi zaraz, rzecze matka daley, W różnym sposobie bytność jego znana, Nieraz go starzy ludzie widywali, W postaci kozła, żyda, lub cygana.— Ale tylko przeżegnanie I Anielskie zwiastowanie Cdyby cię spotykał; Wspomnisz moje słowy Jak on będzie zmykał Zw rzaskiem do dąbrowy. Gdyby dziewczyna wolna od złych chęci, Była posłuszną na matki rozkazy. I zachowała na baczney pamięci Zbawienną radę i święte wyrazy. Natenczas władza nieczystego ducha Przerwana mocą niezwalczoną niczem, Niemogąc znalesc wstępu do jey ucha, JNieaiazil aby mamieniem zwodniczem.— * Ale przeciwnie ona w kazdey dobie, Zanim nadciągnął drugi' tydzień nowy, Różne marzenia wystawiała sobie, I wszystko uszło zlekomyślney głowy
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:38
        MARSZ GĘSI PRZEZ MYSŁOWICE - www.ctmmyslowice.pl
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 21:45
        Handel drobiem był bardzo opłacalny, ponieważ jego ceny Mysłowicach były o 50% niższe niż np. w Berlinie. Zapotrzebowanie na drób stale wzrastało. O rozmiarach procederu świadczą liczby: w 1904 r. ekspediowano 585 tys. sztuk drobiu. Z każdym następnym rokiem liczba gwałtownie wzrastała. W 1909 r. wyniosła nieco ponad milion. Największy wynik zanotowano w 1912 roku, 1,3 miliona sztuk. Wybuch I wojny i w następstwie przesunięcie granic zakończyły barwny epizod w historii miasta. Przemarsz gęsi skłonił Maxa Rölle’go do wydania pocztówki ilustrującej to wyjątkowe zjawisko.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:13
        Dzieckowice to je starodowno wieś. Piyrwy ludzie sam żyli z uobrobianio polo. Żyli biydnie, bo pola były małe, a i do dwora jeszcze trza było lotać robić na pańskim. Bestôż ludzie żyli w małych drzewiannych chałpkach, ftore były pokryte sômôm. Ta była poskryncano w kicoki, ftore potym były prziwiônzane do zyrdek na dachu
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:26
        Ale jo syszałach jeszcze jedna powiastka, po jakymu na Dziećkowiokôw zacli godać Gorcusie. W downiyjszych casach chned codziynnie jodali zur. Godali, że ze zuru chop z muru. I jak jusz wszyndy bajtle lotały do baby, ftoro kisiła zur z flaszkami, to jeszcze na Dzieckowicach matki posyłały po zur swoje bajtle z gorckami. I to niby uod tego ludzi na Dzieckowicach zacli przezywać Gorcusie.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:39
        Modzi boli się lotać z gowiedziôm pod wasserturm, ftory stoł w lesie niydaleko Wesołyj. Tam rôsła dobro trowa i uojcowie radzi bajtle posyłali, ale tedy uowdy pokozała sie kôńsko noga. I ta lotała za kożdym, fto mioł śmiałość iś posać krowy wele wasserturma! A było jôm słychać z dala, jak leciała po leśnyj śtrece. Jak ino bajtle posłyszeli bum, bum, bum, to wiedzieli, że tak dudni kôńsko noga. Trza było uciekać wiela wzlazło, bo fto môg wiedzieć, co takigo uokropnego zrobi ta kôńsko noga, co tak loto po lesie? Może ino uobali? Abo skopie, bo przeca kopyto było take wiele, że aze był strach na nie potrzeć! Matko Bosko, co ta noga narobiła bajtlôm i modym strachu, to ino jedyn Pôn Bôg wiy! Godôm wôm, jak ino posyszeli dudniynie, to zaroski wszyjscy sie brali uciekać. I niyjedna krowa uostała pod tym wasserturmym bes swojich. A potym w dôma chaja, kaj krowa i camu ji niy prziprowodził! I tyn strach, bo trza było zaros po tym, jak sie dostało szmary, lecieć pod tyn wasserturm po swoja gowiydź.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:46
        Na Kopciowicach stoł bes wieki piykny dwôr, ftory zresztôm i do teraska idzie uoglôndać. We tym dworze żyli grofy. A byli rostômajci. Jedni dobrzi, inksi źli, a jeszcze inksi to byli jak istne diosi.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:51
        Ale se borok niy wejrzoł, że to gynau był pôłnocek. A uo tyj porze złe siły zowdy miały nojwiynkszo moc. I besto na te chichranie grofowe uoros przed krziżym z wielkim hukym ziymia sie rozwarła i piekło pochłônyło grofa! Kôń stanył jak wryty, tôż diosi ino zebrali jego pôna, a samego kônia uostawili w pokoju. Ale kyj kôń uobocył co sie robi, a potym te piekło, kaj tak fes uogyń goroł i jak te diobły uwijały sie wele rostômajtych grzysznikôw, to uciyk gibko z tôm lampkôm na karku na drugi koniec wsi! Ale potym żol mu sie zrobiło swojego pôna, ftory lepij traktowoł tego kônia niźli ludzi. I tak zowdy uo pôłnocku prziłaził tyn kôń pod krziż w nodzieji, że jego grof wylezie spode ziymie. Ale tak sie niy trefiło. Grof sie niy pojawił, ale kôń z lampkôm na karku kożdo noc już ja. I straszył ludzi! I tak kôń loto pod kopciowski krziż uo pôłnocku do teraska. I skuli tego ludzie miarkujôm, że grof ciyrpi w piekle na wieki wiekôw!
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 22:55
        Camu na Ławki prziszeł tyn gizd? Tego żodyn niy wiy. Może chopy za fes przeklinali, jak wypili moc gorzoły a piwa w gospodzie? A może to baby za fes klachały uo swojich sômsiadkach? Abo bajtle niy chciały suchać swojich uojcôw? A może za mało lotali do kościoła? Cosik złego wisiało w ławeckim lufcie, bo tyn rogaty gizd zacôn sie dobrze cuć miyndzy ludziami.
      • madohora Re: Legendy 30.05.23, 23:05
        Jedni mieli krôtszo noga, inni byli świdraci abo mieli przewrôcony ślyp. Niyftorzi mieli glaca, bo jym wosy wyleciały i padali, że to skuli uroku, ftory ucyniła heksa. Ja, heksy miały wielo moc w robiyniu złego ludziôm. Nawet poradziły te gizdy mlyko ściôngać krowôm. Jedne krowy dowały mlyka myni, ale za to inksze, u drugigo gospodorza, dowały wiyncyj. Abo jak widzieli, że krowa mo wiele wymiôncko, to tysz wiedzieli, że to sprawa heksy. I zaros śli do inkszyj, coby urok uodcyniła!
      • madohora Re: Legendy 31.05.23, 21:55
        Jak w końcu do Ymila sie dokopali, wziyni go na nosze i zaniyśli do dochtora. Tyn, jak go pouoglôndoł, to jeszcze barzij sie zdziwiył. Widzioł, że uratowanymu chopowi nic niy było, ino pora zadropań na skôrze a sinioki! Nojbarzij go zdziwiył tyn siniok na karku. Przeca uod takigo szlagu bergôm, to powinien mu kark sie złômać! A tu ino podropane i wiely bolok! A przeca to normalnie ni mioł prawa przeżyć! A jak jusz niy uod bergi, to powiniyn sie udusić abo zginôńć uod szlagu i naporu zawału.
      • madohora Re: Legendy 31.05.23, 22:03
        Uojcôm to fes dziwne było, bo bajtel uosprowioł ino uo tym kociku. I zacli sie zastanowiać, co tysz w tyj jejich fyśtrôwce może żyć, bo niypodobne, coby bajtel durś wymyśloł uo tym kociku!
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 17:10
        Smok podobnie jak wąż wiązał się z symboliką wody. W starożytnym Rzymie traktowany był niekiedy jako istota podziemna czuwająca nad urodzajem. Był symbolem autorytetu i potęgi, wiązanym ze słońcem i symboliką królewską, podobnie jak lew i orzeł. Stanowił alegorię wiedzy, mądrości, czujności i dobrej straży. Plujący ogniem mógł przedstawiać lato. W heraldyce był oznaką waleczności, a jego zawinięty w pętle ogon świadczył o sile i energii. Smoka ukazywano także gryzącego własny ogon, jak węża Uroborosa, wówczas był emblematem wiecznego ruchu, cykliczności i odnowy. W psychologii smok w jaskini mógł być symbolem aktu seksualnego. Wiązano go także z Wielką Matką.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:14
        Moja babka spôminała, że Świtu Deptu wachowało, coby żodyn larmok niy psuł ciszy ftoro mo być w nocka. Besto niyjedyn ros sie trefiyło, że jak fto chcioł na polu dugsi robić, to Świtu Deptu go straszyło. Ros jedna baba kopackôm uobsypywała kartofle. Ale roboty niy skôńcyła, kyj był cos na wiecorny Janioł Pański. I zamias rzykać, dali robiła kopackôm. Tak richtig to rzykała, ale bele jak. Nô, wiycie: Zdrowaś Marijo... Buch buch kopackôm miyndzy cyle z kartoflami... Łaskiś pełno... Pras, pras kopackôm... Bogosławiônaś ty miyndzy niywiastami... Gich gich kopackôm... I tak durś. Jak była w połowie, to z dala sie pokozoł uognik. Jeszcze jasno było, to jak go baba uobocyła, to myślała, że sie ji przewidziało. Ale uoros uognik przilecioł bliżyj. I wtyncos baba dojrzała, że to Świtu Deptu. Niy skôńcyła pociyrza ino drapko ciepła kopacka miyndzy cyle, a chyciyła za kecka i zopaska, coby sie niy uobalić skuli nich i drapko uciykła.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:18
        Matka uod Zefla wcas pomarła. A po jakimsik casie uojciec poznoł tako fajno baba, z ftorôm sie uożyniył. Ta uojcowo baba nojprzôd do Zeflika była fes dobrôm macochôm, ale potym stowała sie coros barzi zmierzło i durś wszystkich przezywała. Uo bele co. A to ftosik postawił gornek niy tam kaj trza, abo gazyta po drugij strônie stoła. Durś sie ciepała uo pierdoły, tak idzie pedzieć! Ciynżki żywot mieli z tôm macochôm! Żebyście wiedzieli.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:25
        Piyrwy były utopce. To były take małe chopki w cerwônych myckach, ftore miały zielono skôra. Aże rade pływały we wodzie, to szło je trefić chnet w kożdyj rzyce, stowie a tysz w dônaju a nawet w krzipopie! Wszyndy żyły! Dosłownie wszyndy! Niy było rady, ino trza było ś`nimi żyć, a wystrzygać sie przed nimi, coby niy narobiły cowiekowi jaki szkody abo krziwdy.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:28
        Rano baba poleciała do sômsiadôw i razym ze swojimi bajtlami zacła chopa szukać. Pośli go gospody, uobeśli wszyske drôgi, prześli bes uônki a pola, nawet pośli do murckowskigo lasa. Nikaj ani śladu jeji chopa! Nô cosik go musiało porwać. Bo przeca jakby go cosik zezarło, to chocioż trocha krwi by uostało. A tu nic! A po poruch dniach baba straciła wszelko nadziejo, że chop sie znojdzie. Normalnie zapod sie pod ziymia. W dôma lamyntu było co niymiara, bo i bajtlôm uo uojca sie rozchodziło i babie tysz. A co rôżańcôw za niego zerzykali, to ino jedyn Pôn Bôg wiy.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:35
        Jaki to był fajny stow! Woda była w niym cysto i tako przijymno. Rybki w niym pluskały, żaby kumkały, a na jego dnie było kupa rakôw. Besto ludzie lotali na tyn stow, coby chytać ryby abo raki. Toć! Raki! Dyć hańdowni tysz raki jodali, niy ino miynso. A były dobre a zdrowe! I miały jeszcze jedyn plus. Były darmowe. Niy trza było za nie płacić. Dzisiej, jakbyście kcieli kupić cosik podane na raki, to musicie kupa pijyndzy zapłacić. To krewetki przeca, pra? A hańdowni jodali darmowe raki i tysz mieli jak u pônôw na zomku we Pszczynie! Coby my za piyknie ni mieli, to jeszcze powiym, że żabôw niy jodali. Nawet jak była fes wielo biyda. Ale żaby robiyły za zabowki. Przeca szło je gonić, a chopcy tedy uowdy wrożali jym słômka do zadku i naplômpali jym luftu. Wtyncos mieli ubow, jak widzieli, że tako żaba niy poradziyła wpłynôńć pod woda. Ale to chopcy robiyli brzidko, bo myncyli gowiydź i starzi fes na to przezywali. I mieli recht.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:45
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/x7Mu9ob9Ls3lLlF41B.jpg
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 18:55
        Innym razym, jak szeł ze zolyt z Ławek, na tyj samyj dróżce, pokozało sie Jônkowi siedym sorkôw, ftore poleku se szły piyknie jedyn za drugym. Ani sie go niy zlynkły i tak se szły choby go sam niy było. Jônek zdziwiôny patrzoł za niymi aże przeszły. Skuli tego, że sie go niy boły i piyknie szły jedyn za drugym, Jônek myśloł, że to pewnikym duchy. Ino do kôńca życio niy wiedzioł, cego łod niego kciały.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 19:49
        Ale jednego razu pogodoł se uo tym ze swojôm babkôm. I dopiyro wtedy dowiedzioł sie, że to, co go nawiydzo po nocach to je zmora. Niy, niy prziznoł sie babce, że mo ze zmorôm utropa. A szkoda, bo może by wiedziała, jak se dać ś`niôm rady! A tak synek uostoł z tôm pierônôm sôm. Ino po nocach go cisła a gryzła i cyckała. To było uokropne.
      • madohora Re: Legendy 01.06.23, 21:48
        Ale uoros Ernest dojrzoł na rzyce pływać tako fajno lalka. Biyda była i bajtle chned żodnych zobowek ni mieli i tako lalka to niy było bele co. Fajnie uoblecôno, z porcelanowôm gowôm to była naprowda fajno rzec. I Ernest pomyśloł se, że trza ta lalka wyłowić. Pedzioł drapko Rudzikowi, coby wachowoł tych kozôw, seblyk sie i drapko pras do wody. Dobrze synek pływoł, to i gibko ku lalce dopłynył. Jusz wyciôngo do nij rynka, a lalka uoros poszła pod woda. To Ernest za niôm. Jusz mo jôm chycić, a tu uoros w cosik prasła rynka Ernestowo, abo cosik w nia prasło. Tego Ernest ni môg tak na jedno pedzieć. W kożdym razie pocuł jak go uokropnie rynka zabolała, aże ni môg niôm ruszać. Na szczyńście umioł dobrze pływać i bes tyj jednyj rynki jakoś do brzegu rzyki dopłynył i z wody wyloz. Ale tysz skôńcyło sie na dzisiej posanie kozôw. Chopcy zwołali swoje kozicki i pośli do dôm. Jak byli jusz niydaleko, trefiyli sie z uojcym. Tyn spytoł, co sie robi, to mu chopcy pouosprowiali. Uojciec sie zacôn starać, że ftosik co w rzyce utopił i sie wybroł z Rudzikym nad rzyka w te miyjsce, kaj Ernest mioł taki niyszczyńśliwy tref z cymsik twardym. Ale uojciec popływoł we rzyce, ponurkowoł i na nic niy trefiył. Dno rzyki było cyste i żodnego klamorstwa niy było w nij utopionego. Dziwne to było.
      • madohora Re: Legendy 02.06.23, 22:14
        Jednego wiecora cosik sie Dynkowsko źle pocuła. Zaros lygła se do łôżka i jak kożdyj nocy rzykała różaniec. A to za swojigo chopa a to za uojcôw, a to za swojego synka, co to go na grubie zatrzasło. Uoros zaglôndo, a wele dźwiyrzów stoji jakoś postać. Duch - pomyślała baba. Ale przeca duchy wyglôndajôm jakoś inacy. A tu wele tego ducha take modre światło. I te uocy, tysz modre. Nô i te kości, ftorych u duchôw widać niy było... przeca wiedziała, bo niyros duchy widziała! Ale znała, jak jeji matka i babka uosprowiały, jak wyglôndo śmiertka. Nô przeca - to pewnikym śmiertka. A ta stoła i zaglôndała na baba. Jak to Dynkowsko widziała, pojyna, że ta śmiertka dzisiej prziszła po nia! I zaros se spômniała, że niy chce umrić w łóżku, coby jeji familijo niy brzidziyła sie w niym spać! Besto trocha niypewnym gosym pedziała do śmiertki:

        - Dockejcie jeszcze trocha.

        I drapko wylazła ze swojich betôw prosto na delina. Jak se na tyj delinie lygła, to jeszcze pedziała:

        - Teros żech je fertig! A śmiertka zebrała jeji dusza z tego świata.
      • madohora Re: Legendy 02.06.23, 22:23
        Ros staro baba, ftoro miyszkała wele Borcka uosprowiała, jak to w lesie miyndzy Śklarniôm a Murckami je zakopany skarb. Prowdziwy, wiely skarb. Żyła na Wesołyj tako familijo, ftoro moc pijyndzy miała, ale jak po uokolicy zacli lotać rabsiki, a sychać było tedy uowdy, że kogo napodli a uobrabili, to się wylynkła, a swoje pijôndze wraziła do wielego bôncloka i zakopali w lesie.
      • madohora Re: Legendy 03.06.23, 18:39
        Według innej koncepcji legendy o kwiecie paproci (których pochodzenie mogło stać się inspiracją dla baśni Braci Grimm) wywodzą się z braku dostatecznie precyzyjnej aż do przełomu XVIII–XIX wieku systematyki i mianownictwa roślin. Ta sama roślina na różnych obszarach nosić mogła inne nazwy. Dodatkowo mianem paproć (albo paprotka) potocznie wówczas nie określano jednej tylko rośliny, lecz był to termin ogólny, oznaczający zbiorowo wiele rodzajów roślin występujących na terenach podmokłych (sam wyraz wywodzi się z pierwiastka indoeuropejskiego „pap-r”, oznaczającego sitowie), z których wiele kwitnie w czerwcu
      • madohora Re: Legendy 05.06.23, 00:24
        Czarodziejskiej pieśni zdroje,
        Rozsypane w łzy perliste,
        Piyną rzewne, słodkie, czyste
        W roztęsknione serce moje.
        Czarodziejskie pieśni twoje.
        Wulkanicznej duszy falą
        Drżą płomienne pieśni twoje,
        To chychoczą, to się żalą...
        Czarów pieśni twych się boję.
        Czarodziejskie pieśni twoje
        * *
        Czarodziejskie cud dziewoi
        Z nurtem Wilji płyną pieśni;
        Faunowie mdleją leśni,
        Nimfa w bluszczów zwój się stroi.
        W noc Sobótek śnią syreny
        Swe misterja Böcklmowe ..
        W gajach scichly już echowe
        Czarów twoich kantyleny-
        EI...UZ.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 00:25
        Kto go zamurował i dlaczego?
        Przypuszczać należy, że uwielbiający go braciszkowie zainscenizowali wniebowzięcie zacnego dominikanina, aby przed wiernym ludem tym więcej podnieść jego cnoty. A tymczasem pokorna dusza ojca Ruszla znieść nie mogła tego zrównania go z Matką Boską i niepokoiła żyjących, aby ujawnić prawdę. Bo fakt faktem, że z chwilą odmurowania szkieletu zjawa nie pokazała się więcej.
        Ale pamięć o tym nie wygasła.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 20:35
        Rychło potem kupiec gdański, Henryk, pokusił się o tą relikwię i skradł ją z kościoła, ale ujechał tylko do miejsca, gdzie obecnie stoi gmach KUL. Coś się koniom stało, nie poszły dalej. Niejednokrotnie to już wola wyższa przemawiała przez te najszlachetniejsze zwierzęta. Otóż skruszony kupiec, zawrócił do miasta, oddał Drzewo Św. w ręce przeora i na miejscu swego opamiętania wystawił kościółek drewniany pod wezwaniem Św. Krzyża
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:28
        W roku 1719 wielki pożar Lublina odwrócił się i zagasł pod cudownym działaniem Ducha Św., obnoszonego procesjonalnie w promieniu szalejącego ognia. Zdarzenie to utrwalił ówczesny malarz na ścianie zakrystii w dominikańskim kościele, a za czasów obecnych została zrobiona kopia tego malowidła.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:32
        Leszek i jego wojska gnają natychmiast za najeźdźcą. I klęska dotyka Litwinów, klęska dotyka Jadźwingów z ręki księcia. Z wdzięczności za zwycięstwo Leszek Czarny ścina dąb, pod którym śnił, a jego pień czyni podstawą ołtarza. Ołtarz zaś staje się częścią ufundowanej przez księcia świątyni, która przez sześć wieków służyć będzie mieszczanom Lublina.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:37
        https://media.tenor.com/7Xj4HTP-W84AAAAM/blue-line.gif
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:41
        Tereska! Tereska! Niosło się po Złotej. Tak wykrzykiwali psotni chłopcy ganiający się po uliczkach. Oni też chcieli choć na chwilę zobaczyć śliczną córkę złotnika. Ojciec miał na parterze sklep i jak większość rzemieślników mających tutaj swoje warsztaty, wyrabiał piękne złote pierścionki, zausznice i zapinki.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:46
        Nieszczęsna Rusałka

        Budynek letniego teatru chętnie wynajmowano na cyrkowe przedstawienia. Zawsze były na nich komplety. Józio, bo chyba tak było paniczowi na imię, często tu z kolegami zaglądał. Na całe życie zapamiętał wieczór, kiedy w teatrze występowała przejezdna grupa akrobatów. Światło naftowych lamp odbijało się w wyszywanych cekinami kostiumach pięknych dziewcząt śmigających na trapezach pod kopułą teatru. I nagle Józio zobaczył coś bardziej migotliwego niż cekiny i gwiazdy.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:50
        Jak Boczarski na młynie

        Kiedy noc jest bezksiężycowa a wietrzna, lepiej nie przechodzić ulicą Bernardyńską. A szczególnie dobrze jest omijać wtedy pałac Sobieskich. Bo nie dość, że z pobliskiego - pustego przecież o tej porze - browaru dochodzą w takie noce nabożne śpiewy i dźwięk kościelnych dzwonków, to jeszcze w samym pałacu dzieje się coś dziwnego, tajemniczego, przerażającego..
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:53
        Nie wiemy panie - wydukał najodważniejszy. - A, to i wy też w podróży? - zainteresował się książę. - Nie panie, mieszkamy w grodzie, ale on nie ma nazwy - wyjaśnili rybacy, podziwiając bogaty strój gości i bogate końskie uprzęże.
      • madohora Re: Legendy 06.06.23, 23:58
        Czy Kraków był celem jej podróży? A może udawała się do wód, do jednego z modnych wówczas kurortów, może do Baden-Baden, a może do Krynicy ? Tego polska społeczność nie wiedziała. Zwłoki Tamary zostały sprowadzone do Lublina i złożone na cmentarzu przy ulicy Lipowej. Na jej grobie ustawiono wykutą w piaskowcu kolumnę wyobrażającą strzaskany pień drzewa. Na kolumnie umieszczono niewielkie, owalne zdjęcie kobiety o kształtnej głowie na wysmukłej, odsłoniętej szyi, okrągłej twarzy z wielkimi tajemniczymi oczami i dużym kokiem upiętym zgodnie z modą.
      • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:05
        Zębaty kościół w Osieku Jasielskim
        Uroczy drewniany kościół w Osieku Jasielskim skrywał coś, czego nikt się chyba nie spodziewał: zęby. Nie chodzi jednak o to, że kościół miał zęby i gryzł nimi przysypiających na kazaniach parafian. Chodzi o ludzkie zęby, znalezione między belkami pod dzwonnicą w 2004 r. Badacze nie zgadzają się co do tego, jak i po co zęby się tam znalazły. Być może ludzie składali wyrwane przez kowala zęby jako wota, by podziękować Bogu za uwolnienie od bólu lub wyprosić sobie ratunek przed próchnicą.
      • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:30
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/50/Por%C4%99by_Dymarskie%2C_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%281%29.jpg/480px-Por%C4%99by_Dymarskie%2C_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%281%29.jpg
      • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:38
        Fatalny rykoszet w Biesiadce
        Śmieszno-straszna jest opowieść o duchu z Biesiadki, także z okolic Mielca.

        Widmo żołnierza radzieckiego zasiliło szeregi nieumarłych w dość oryginalny sposób. Żołnierz za życia jakoby zabawiał się, strzelając do stojącej w Biesiadce figury Matki Boskiej. Jeden z pocisków dziwnym trafem zrykoszetował, trafił żołnierza i w ten sposób wzbogacił Biesiadkę o lokalnego ducha, a na pewno o ciekawą opowieść.
      • madohora Re: Legendy 07.06.23, 00:46
        Błękitna Markiza i Biała Dama, czyli duchy Łańcuta
        Pozostałe zamkowe duchy są o wiele sympatyczniejsze.

        „Błękitna Markiza” to Izabela z Czartoryskich Lubomirska, którą widuje się czasem w galerii rzeźby w pokaźnej krynolinie i peruce. Markiza wzdycha czasem za późniejszym królem Stanisławem Augustem Poniatowskim, którego nie pozwolono jej poślubić.
      • madohora Re: Legendy 03.07.23, 13:49
        O smoku mieszkającym w stawie można przeczytać w opowiadaniu Kyōki Izumiego (1873–1939) Yasha-ga-ike ( Staw Demonów). Młody naukowiec nazywający się Akira Hagiwara wędruje po Japonii zbierając legendy, aż pewnego dnia spotyka starca o imieniu Yatabei, który twierdzi, iż jest strażnikiem Stawu Demonów i trzy razy dziennie o określonych godzinach musi uderzać w dzwon, aby smoczyca zamieszkująca staw nie zatopiła wiosek w dolinie. Wkrótce po tym spotkaniu staruszek umarł, a Akira postanowił zastąpić go i pilnować, aby władczyni stawu nie zatopiła doliny. Ożenił się z córką kapłana z wioski i zamieszkał nieopodal stawu. Po pewnym czasie w wiosce zaczęła panować susza, a mieszkańcy zdecydowali się wywabić smoka z jeziora, zaczęli zanieczyszczać staw, lecz nie przynosiło to żadnego skutku. Postanowili poświęcić najpiękniejszą dziewczynę z okolicy – żonę Akiry, która dobrze znała historię poprzedniej ofiary: ta ze wstydu utopiła się w stawie i według legendy stała się smoczycą. Akira próbował powstrzymać mieszkańców, lecz rzucili się na niego i chcieli go zabić. Przerażona kobieta przebiła się nożem, a pogrążony w żałobie mężczyzna przestał bić w dzwon i całą dolinę zalały wzburzone wody tryskające z dna Stawu Demonów
      • madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:04
        Tymczasem walka ze smokiem została wykorzystana przez jednego z braci. Zrzucił on winę za śmierć brata na potwora i pozbył się konkurenta do tronu: i zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Za zwłokami jego z krokodylowymi postępuje łzami. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstwa. Zbrodnię wykryto dopiero po pewnym czasie, a jej sprawca został skazany na wieczne wygnanie. Stąd po Grakchu na tron nie wstąpił żaden z jego synów, lecz córka Wanda.
      • madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:10
        W dalszej części opowiadania Długosz oparł się na wersji zapisanej w Kronice książąt polskich. Smok został więc zabity przez samego Kraka, któremu wdzięczni mieszkańcy nadali tytuł „oswobodziciela ojczyzny”: lecz, gdy to stało się bardziej uciążliwe dla księcia niż dla mieszkańców, który obawiając się, by po jego śmierci całkiem nie opustoszało miasto, rozkazał ścierwa rzucane smokowi wypełniać siarką, próchnem, woskiem, żywicą i smołą, zażec ogniem i tak rzucić bestii, która ze zwykłą jej żarłocznością pochłonąwszy je, od żaru i płomieni trawiących jej wnętrze od razu padła i zginęła. Po zabiciu potwora i okropnego zwierza, który u pewnych pisarzy występuje pod mianem smoka, miasto Kraków, wybawione wbrew nadziei od ogromnego niebezpieczeństwa, zaczęło coraz bardziej rozwijać się i łatwo osiągnęło pierwszeństwo. Sam zaś książę Krak, który swą sztuką zgładził olbrzymiego potwora, nazwany ojcem i oswobodzicielem ojczyzny
      • madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:16
        W roku 1597 Joachim Bielski, syn Marcina, wydając w Krakowie własne opracowanie ojcowskiego dzieła, wprowadził postać szewca Skuba (nie Skuby) jako tego, który miał być twórcą pomysłu zgładzenia smoka: piszą nasi starzy kronikarze, iż pod tą górą Wawel był smok wielki, który troje dobytku razem zjadał, także i ludzi kradł i jadł, przeto musieli mu dawać obrok każdy dzień troje cieląt abo baranów. Kazał tedy Krak nadziać skórę cielca siarką, a przeciw jamie położyć rano; co uczynił za radą Skuba, szewca niejakiego, którego po tym dobrze udarował i opatrzył. On wyszedłszy z jamy, mnimał, by ciele, pożarł razem; gdy to w nim tlało, tak długo pił wodę, aż zdechł. Jest jeszcze jego jama pod zamkiem: zowią Smocza Jama
      • madohora Re: Legendy 03.07.23, 14:23
        Twórcą tezy o tzw. legendzie uczonej zapisanej w Kronice Kadłubka był Oswald Balzer. Analizując środowisko krakowskie z okresu sprzed powstania uniwersytetu, doszedł on do wniosku, że w kręgu miejscowych intelektualistów wypracowano kształt uczonej, historycznej koncepcji początków narodu, dynastii i miasta. Koncepcja ta została ostatecznie sformułowana przez mistrza Wincentego[17]. Z bardzo ostrą krytyką historyków, którzy bronili poglądu o ludowej genezie podania o smoku wystąpił niemiecki uczony Alfred von Gutschmid w pracy Kritik der polnischen Urgeschichte des Vincentius Kadlubek. Stanisław Zakrzewski dowodził, że legenda była trawestacją opowieści o świętym Jerzym, powstałą na krakowskim dworze Piastów. Jego tezę poparła, analizując ją z punktu widzenia etnologii i rozszerzając o nowe wątki literackie Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz Jędrzejewiczowa
      • madohora Re: Legendy 03.07.23, 15:51
        Ludowe podania zostawione przez Niemców – mieszkańców ziemi kłodzkiej sprzed 1945 r. – mówią o legendzie podobnej do krakowskiej legendy o Smoku Wawelskim, wyjaśniając skąd pochodzi łysy szczyt góry. Miejscowy smok mieszkał dawno, dawno temu na górującym nad okolicą wzniesieniu i w sposób typowy dla smoków, nękał okoliczne wsie, porywając bydło i dziewice. Młody sołtys pobliskiego Goszowa na smoka narychtował krowę nadziewaną siarką, smołą i podobnymi dodatkami. Ranny potwór zjadłszy podstawione bydlę, trawiony ogniem od środka spadł na szczyt góry, a miejscowa ludność podpaliła wokół niego las. Smoka pochłonęły płomienie, ale w miejscu jego kaźni do dzisiaj nie chcą rosnąć drzewa.
      • madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:05
        Czarny pies pojawia się zawsze późnym wieczorem lub około północy. Spotkało go zbyt wiele osób, by mówić o zwykłej fantazji. W połowie lat 60. XX wieku dwóch miejscowych rolników opowiedziało nawet dziennikarzom o takim spotkaniu.
      • madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:08
        Zasłynął też jako świetny gospodarz. W swoich majątkach zakładał stawy, kanały, rozwijał tkactwo, garncarstwo, budował cegielnie i popierał handel. Na zamku w Dankowie gościł m.in. króla Jana Kazimierza, królową Marię Ludwikę, Stefana Czarnieckiego i senatorów.
      • madohora Re: Legendy 23.09.23, 21:13
        Jest zresztą jeszcze inna jej wersja. Według niej chciwy kasztelan Warszycki zawarł pakt z diabłem, że także po śmierci będzie pilnował swego bogactwa. Ma to robić właśnie pod postacią wielkiego czarnego psa.
      • madohora Re: Legendy 11.10.23, 12:27
        Wieść o procesie rozpala umysły mieszkańców małego miasteczka, a surowe prawo nie wróży czarownicy najlepiej. Mieszczanie wspominają historię Anny Dudzichy, spalonej na stosie za czary osiemdziesiąt pięć lat wcześniej.
      • madohora Re: Legendy 11.10.23, 15:43
        Historia odnalezienia tej księgi wiązała się z jubileuszem lokacji. Chcieliśmy dotrzeć do dokumentów źródłowych, więc rozpoczęliśmy poszukiwania we wszelkich możliwych archiwach, m.in. w Bardejowie, Muszynie i Krakowie. W krakowskim archiwum przy ul. Siennej odnaleźliśmy księgę autorstwa wielu piór, która dokumentuje wydarzenia od XVI do końca XVIII wieku – opowiada Janusz Cisek, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Tylicza. Odkrywców księgi zdumiała dokumentacja procesu o czary. Opowieść o mieszczce, która zaprzedała duszę diabłu, przewijała się od pokoleń tylko w legendach. Jedna mówiła o dziewczynie niezwykłej urody, która pomówiona przez zazdrosne kobiety spłonęła na stosie. Inne wersje opisują starą dziwaczkę rzucającą złe uroki. Pewne jest jedno: historia tylickiej mieszczki kończy się na wzgórzu Szubienica, gdzie straciła życie oskarżona o konszachty z diabłem.
      • madohora Re: Legendy 11.10.23, 16:00
        Danko honestus z prastarego piastowskiego Miastka, dziś Tylicza, staje się pierwszym sołtysem na sołectwie Krynica. W łaskawości biskupa Danko może wybrać dogodne miejsce na ziemi, a właściwie lasach należących do zamku muszyńskiego na swoje domostwo o dwóch łanach. Nowy sołtys zostaje zobowiązany do osadzenia siedmiu kmieci, jeżeli może to więcej, a każdemu z nich wydzielić po trzy miary pola. Pan o siedmiu kmieciach dochody może czerpać z wypasu trzód po lasach.
        Danko do pomocy przyjął i osadził na nowej ziemi pasterzy wołoskich zajmujących się pasterstwem.
      • madohora Re: Legendy 31.10.23, 23:29
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/27/20180520125DR_H%C3%A4nichen_%28Bannewitz%29_Geberbach_alte_Weiden.jpg/440px-20180520125DR_H%C3%A4nichen_%28Bannewitz%29_Geberbach_alte_Weiden.jpg
      • madohora Re: Legendy 31.10.23, 23:40
        Pierwsza pisana opowieść o diable Borucie pochodzi z XVIII wieku i pojawia się w pamiętnikach biskupa Jana Nepomucena Kossakowskiego. Do literatury wprowadza go jednak Kazimierz Władysław Wóycicki, który w swojej opublikowanej w 1837 r. książce pt. Klechdy opisuje najbardziej znane legendy o Borucie. Kolejne legendy wydrukował w drugiej połowie XIX wieku Tygodnik Ilustrowany. W 1890 r. Boruta staje się bohaterem pięcioaktowego dramatu autorstwa Bronisława Grabowskiego oraz baśni scenicznej Lucjana Rydla pt. Zaczarowane koło. Współcześnie rzadko który zbiór opowieści, legend lub baśni dla dzieci i młodzieży nie zawiera opowieści o łęczyckim diable. Boruta jest inspiracją dla wielu rzeźbiarzy ludowych z regionu łęczyckiego. Wiele rzeźb przedstawiających Borutę w różnych wcieleniach, zebrano w muzeum mieszczącym się w zamku w Łęczycy. Oprócz pojedynczych figur często spotyka się również rozbudowane, wielopoziomowe prace, przedstawiające całe legendy z udziałem diabła.
      • madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:10
        Pewną jest rzeczą, iż to, co zw)kle za strachy i pokazywanie się duchów uważają łatwowierni ludzie, najczęściej naturalnym dzieje się sposobem. Lecz gdy już raz bojaźń człowieka ogarnie, natenczas najmniej sza rzecz wystraszyć go może.
      • madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:21
        KOŚCIOTRUP. Pewnego wieczora, roku 1710, przybył do sławne go a bogatego lekarza w Freiburgu, Bertolda Kuffnera, nieznajomy człowiek i wydawał się za jego krewnego; na dowód wręczył list polecający, niby to od ojca swojego. Doktor, przeczytawszy pismo, po milem przy witaniu prosił go siedzieć. Usiadł, ale mu jakoś du szno było, bo naokoło w pokoju stały kościotrupy. .Zmiarkował to Kuffner i rzekł: »0, kuzynku! jeste- 10 - malarzem, jak się z listu doczytuję, a wy musicie także na kościotrupach ćwiczenia wasze odbywać; nie' będziesz się przecie lękać tych kości, co kiedyś cia łem powleczone były; nie porwą się one na ciebie;, co tam, pij, kiedy ci smakuje.« I wypróżniali flaszkę po flasjce, a rozmowny Kuffner objaśniał mu swoje kościotrupy, czem one były za życia. »Ten oto,« mó wił, był rozbójnikiem, co w więzieniu umarł,« i opo wiadał o nim straszne i niesłychane rzeczy; wreszcie pociągnąwszy za wiele, zdrzemnął się. Kuzynek na chylił się ku niemu, patrząc, czy istotnie na dobre' zasnął, a że mu się nietylko język, ale i nogi plątały, zawadził o kościotrup owego rozbójnika, Zakołatały kości. Tern przerażony, pada na krzesło i czuje, że go> kościotrup zimnemi rękami ściska za szyję; krzyczy więc co gardła. Kuffner się budzi, wbiegają służący, a on pada na kolana; i gdy Kuffner, żartując z niego, wymawia mu jego tchórzostwo, woła: »Nie, pan się myli, to zrządzenie Boskie! i ja jestem rozbójnikiem, a ten był kiedyś moim hersztem; teraz pociąga mnie do sądu. List jest zmyślony; ja przyszedłem upatrzyć czas, jakby panu pieniądze i klejnoty pobrać. Moi kamraci czekają tylko na hasło, które im dać miałem w nocy, jeżelibyś mnie za krewnego przyjął do sie bie. Oddaj mię sprawiedliwości, niech odbiorę zasłu żoną karę.« Stało się, a przy badaniu pokazało się jeszcze, że gdy tenże razu pewnego ze swoim hersz tem wśród pijatyki naśmiewał się z tego taro świata, rzekł ostatni: s>Braciszku, jeżeli wprzódy umrę i do wiem się o jakim innym świeci e, nie omieszkam cię o tem uwiadomić i to w sposób bardzo zrozumiały.
      • madohora Re: Legendy 16.01.24, 22:35
        Wieleż to podobnych historyj i ,ba ; ek między za bobonnymi nasłuchać się m< żna! Strachy, są to złe myśli i złe czyny człowieka; rozpasaue jego namięt ności, wódka i nieporządne życie, to pokusy złego du cha, które wszystkie przed jasnem światłem wiary śmiesznemi i niedomczuemi się pokażą
      • madohora Re: Legendy 26.05.24, 19:37
        »Żeby się jeno udało.« — »Co się nie ma udać? bo rozumiecie mój Mar ku, upcię go miodem, będzie spał jak zabity, lada dziecko podoła śpiącemu. Cicho o tero.... ludzie idą drogą.« Mijał tydzień, szlachcic nie przybywał; mijał dru gi, ani słychu o nim. W trzecim tygodniu po odjeździe szlachcica prze chodzący drogą wieśniak wstąpił do karczmy. Żyd, po znawszy, iż to góral gdzieś z górskiej okolicy, swoim zwyczajem jął go pytać i badać zkąd i dokąd idzie? a kiedy mu wieśniak odpowiedział, że jest wysłany z Lipinek, zadrżał żyd na całem ciele, zająkał się i nie wiedział o co dalej się pytać miał; ale nie cze kając zapytania góral, sam się z tern odezwał, źe jest wysłany z listem do proboszcza Bieckiego, by jechał na pogrzeb, bo pleban Lipinek umarł wczoraj, a suty pogrzeb sprawić mu mają. Po odejściu górala żyd chodził po izbie zadumany, a dopiero kiedy noc na deszła, zaczął się umawiać z Markiem i żoną o zbrod- niczem swojem przedsięwzięciu. Bo mówią ludzie, iż są rzeczy, o których we dnie rozmawiać nie miło, w nocy lepiej. Ale dnie przebiegały, a spodziewany ni« spokojnie wygiądany nie przybywał szlachcic. Żyd tracił już na dzielę i żałował, że przedwcześnie swój zamiar odkrył Markowi. Żydówka, która nie mając odwagi zwierzę cej (a takiej potrzeba do odbierania życia bliźni* mu), dawniej usiłowała odwieść męża od przedsięwziętego zamiaru zabójstwa, teraz gdy już niemal pewność by ła, że szlachcic nie powróci, zaczynała żałować straty tych pieniędzy, które zbogacić ją miały, i łajała męża, że nie wziąwszy od szlachcica pieniędzy za nocleg, i swoje stracił i nic nie zyskał przez to.
      • madohora Re: Legendy 26.05.24, 20:51
        Widmo w zamku rydzyńskim. Podanie ludowe. W zamku rydzyńskim jest kaplica, przed kaplicą pokój, a w tym pokoju obraz kobiety z wyższego sta nu; kto jest ta kobieta, kto ją malował, zawiesił, zkąd się wzięła w tym zamku, nikt tego nigdy nie wiedział, nikt wiedzieć nie będzie. Jest przecież w każdym roku jedna noc straszli wa, okropna, której nikt w zamku przespać nie może; tych nawet co nic nie widzą i nic nie słyszą, o ni- ozem nie wiedzą, porywa jakaś gorączka i niespokoj- ność; zdaje się, że coś nadzwyczajnego przeczuwają w naturze. Przez całą tę noc, choć niebo wkoło jasne i pogodne, zawsze się waży nad zamkiem jakiś obłok czarny, a pobliżśze drzewa ogrodu, choć żadnym nie wzruszone wiatrem, dziwnie szeleszczą. Już od jedena stej godziny słychać jakiś szum sprzętów. Kryje się służba zamkowa, śmielsi tylko bliżej przystępują, słu chają, zgadują; twarze ich przecież bledną, wznoszą się włosy, całe powietrze zda się nasiąkłe jakąś okrop nością. Uderza północ. Roztwierają się same przez się drzwi kaplicy, zapalają się świece na ołtarzu, lecz ja- kiemś dziwnem, bladem, błękitnem światłem; widmo kobiety w białej i długiej szacie, z rozpuszczonemi włosami, wywiędlem boleścią obliczem, klęczy przed ołtarzem. Nagle zimno grobowe uderza w około; uka zuje się kapłan w ornacie ze mszą świętą idący. Okropny widok! kapłan ten jest kościotrupem... gło wa jego trupią, ręce kielich niosące kościami tylko; poprzedzają go dwa małe szkielety w komżach, jeden z nich niesie ampułki, drugi mszał ogromny. Zaczyna się msza święta, kapłan składa i rozkłada ręce, obra ca się, przyklęka, czyta w mszale, gorąco się modli; dwa małe szkielety zdają się modłom jego odpowia dać, żaden przecież głos, żadne westchnienie dosłyszeć się nie daje. W chwili tylko podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej głuchy odgłos kościanego dzwonka głębokie przerywa milczenie. Kończy się obrzęd. Kapłan za siada w krześle, widmo przystępuje do spowiedzi św. 0 jakże gorąco modli się wprzódy! jakiż to ciężar piersi jego rozpiera! Spowiada się, kapłan słucha, 1 długo, długo słucha. Ileż to łez i westchnień prze rywa tę spowiedź! Wielki Boże! jakże straszliwem musi być wyznanie tego widma, jaka zbrodnia jego! Patrz! patrz! po trupiej czaszce kapłana zimny pot zlewa się strumieniem, wiszący obraz kobiety cały czernieje, jakiś grzmot daje się słyszeć nad zamkiem' Drobne dwa szkielety klęcząc i mod!ąc się, zdają się błagać za winną. Wyznała już wszystko i schyla gio wę i bije się w piersi na znak żalu i skruchy, Bije silnie, płacze i czeka. Czeka chwil kilka, wreszcie podnosi na kapłana wzrok błagalny i *ówi: »przeba- czenia!« a kapłan jej grobowym głosem odpowiada r »nie w tym roku jeszcze!*... I kiedyż? kiedyż?... odzywa się widmo; kapłan milczy. Wskazuje jej na dwa klęczące szkielety — znika — gasną świece, za mykają się, drzwi kaplicy — jęk tylko długi słychać za niemi, i na raz wszystjęp^cicho i ani śladu tego., co przed chwilą był
      • madohora Re: Legendy 19.06.24, 00:21
        Dolina nawiedzana przez młyn
        Z Doliną Kościeliską wiąże się także opowieść o srebrnym młynie. Dawno temu – jeszcze w czasach króla Zygmunta Starego (XV/XVI w.) – w Dolinie miał swój młyn pewien młynarz. Na polecenie króla od czasu do czasu wypłukiwał on złoto i srebro z Kościeliskiego Potoku. Niestety, kiedy dowiedzieli się o tym zbójnicy, napadli młynarza i zabili, a cały urobek unieśli ze sobą.
      • madohora Re: Legendy 19.06.24, 11:39
        Podobno król zaklętej armii wychodzi czasem z groty pod Giewontem. Można go spotkać pod postacią strudzonego wędrowca lub starca w koronie. Czasem prowadzi napotkanych śmiałków do swojej groty, gdzie przedstawia ich rycerzom i prosi, by odpowiedzieli, co też nowego wydarzyło się na powierzchni.
      • madohora Re: Legendy 19.06.24, 12:02
        Na zamku w Niedzicy ma straszyć standardowa Biała Dama, która snuje się podobno nocami po dziedzińcu, przed zamkową kaplicą. O ile Białych Dam w Polsce jest pod dostatkiem, o tyle ta z Niedzicy ma niezwykłą historię.
      • madohora Re: Legendy 19.06.24, 12:13
        https://media.tenor.com/o3qGlqkt9g4AAAAM/egg-chick.gif
      • madohora Re: Legendy 28.07.24, 22:52
        KLASZTOR POD SANDOMIERZEM
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:15
        Legenda o dzwonie topielców

        Wersji tej legendy jest wiele, ale ta najbardziej popularna mówi o tym, że podczas najazdu Tatarów, uciekający przed wrogiem kupcy, rzucili się w nurt Wisły. Nie udało im się jednak ocalić, utonęli wszyscy poza jednym kupcem. I to on, przekonany, że siostry z klasztoru ocaliły jego życie, postanowił podarować im dzwon.
        Ten próbowano odlać aż trzykrotnie, jednak za każdym razem pojawiała się na nim skaza, pęknięcie. Siostry postanowiły jednak go zawiesić i od tamtej pory wzywał je na modlitwę za dusze zmarłych, wydając z siebie dziwny, jękliwy ton.
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:37
        Walgierz Wdały (Walter Mocny), pan na Tyńcu, podczas pobytu na dworze króla Franków zakochał się w córce króla, pięknej Helgundzie, zakochanej w królewiczu alemańskim. Chcąc skłonić jej serce ku sobie, przez trzy kolejne noce śpiewał pod jej oknem piękną pieśń. Ostatecznie Helgunda wzgardziła królewiczem alemańskim i pokochała Walgierza. Wzgardzony królewicz udał się do swego kraju i urządził zasadzkę na przeprawie przez Ren. Walgierz i Helgunda po jakimś czasie uciekli z dworu frankijskiego. Rycerze alemańscy zażądali za możliwość przeprawy przez Ren tyle złota, ile ważyła Helgunda, a gdy Walgierz dał im, czego żądali, nadal wzbraniali się go puścić. Doszło potem do pojedynku pomiędzy Walgierzem a królewiczem alemańskim, w którym Walgierz zabił przeciwnika, po czym nie niepokojony już dotarł z Helgundą do Tyńca
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:02
        Nie można wykluczać, że w legendzie przetrwały dalekie echa wydarzeń sprzed 400–500 lat, konfliktu pomiędzy władcą Wiślan a jakimś niepokornym naczelnikiem niższej rangi, być może rzeczywiście rezydującym w Tyńcu. Niewątpliwie Wiślica nie była wówczas grodem, a ośrodkiem kształtującego się „państwa” Wiślan był raczej Kraków albo potężny gród w Stradowie. W piśmiennictwie średniowiecznym często jednak spotyka się tego typu przeniesienia miejsca zdarzeń. Kazimierz Ślaski w imieniu Wisława widzi echo dawnych rządów nad Wiślanami księcia Wysza, który uległ Świętopełkowi morawskiemu (871–894) i wraz z całym swym rodem migrował na Bałkany, gdzie objął władzę nad Zahumlem
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:08
        W świetle powyższego bardzo prawdopodobne są ludowe opowieści o wędrówkach króla. A że mogą one dotyczyć przede wszystkim niepołomickich okolic, dowodów dostarczają fakty i dokumenty historyczne. Kazimierz Wielki Puszczę Niepołomicką szczególnie bowiem sobie upodobał. On to przecież w Niepołomicach zbudował zamek jako punkt wypadowy na polowania, wybudował kościół parafialny i w tym zamku często przebywał. W 1365 r. brał nawet osobisty udział w obchodach granic wsi w okolicach późniejszych wsi: Krzyżanowic Małych, Gawłówka, Mikluszowic i Baczkowa, które leżały w sąsiedztwie naszej trasy, a na trasach innych(8,9,12). Z tego królewskiego obchodu zachował się odpowiedni dokument. Należy domniemywać, że podobnych wypraw królewskich było więcej, a trudno przypuszczać, aby w czasie pobytu w tych wsiach król omijał chłopskie chaty.
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 20:21
        W wydanych przez siebie statutach król starał się uregulować stosunki między kmieciem a panem, w tym będącą najczęstszym źródłem konfliktów kwestię prawa kmiecia do opuszczenia wsi. Postanowienia królewskie, godząc interesy ekonomiczne obu stron, zabezpieczały wspólnotę wiejską przed samowolą szlachty, pozwalając całej gromadzie przenieść się gdzie indziej, m.in. w wypadku, gdy któraś z wieśniaczek padłaby ofiarą dokonanego przez pana gwałtu lub gdyby z jego winy wieś została obłożona ekskomuniką.
        Z Roczników Długosza dowiadujemy się, że w latach nieurodzaju Kazimierz Wielki rozdawał wieśniakom zboże ze spichrzy królewskich oraz organizował roboty publiczne.
      • madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:32
        Oto, co opowiedział nam, pracujący w Pałacu Wielopolskich od przedwojennych jeszcze czasów, stary woźny magistracki.
        - W 1952 roku odbywała się w Krakowie, w Pałacu Wielopolskich, wystawa sztuki chińskiej. Cenne eksponaty zgromadzono na drugim piętrze, a że nie ma tu żadnego zabezpieczenia, ktoś z nas pilnować musiał wystawy przez całą noc. Któreś nocy, a było to w lipcu, ja zostałem na służbie. Pełniłem dyżur razem z nocnym portierem.
        Do północy siedzieliśmy razem w dyżurce i grali w karty. Potem on poszedł na obchód, a ja zostałem sam. Byłem zmęczony, położyłem się na ławce, przykryłem zielonym suknem, przygotowanym do nakrycia stołu na jakąś uroczystość, i pomyślałem, że zdrzemnę się chwilkę, dopóki portier nie wróci.
      • madohora Re: Legendy 12.09.24, 11:38
        Postawiono stołek na suknie, a staruszek rzecze: krze miły! (krze miało znaczyć księże) spowiadajcie pannę. Panna uklękła i uczyniła spowiedź, poczerń przyjęła wijatyk... Teraz wasza rzecz, powie staruszek do mistrza, co stał, przywieziony z księdzem... Mistrz wyciągnął miecz z pod płaszcza i ściął pannę, a ciało zawinięto w owe czerwone sukno. Staruszek po chwili dał znak, a hajduk przyniósł na tacy butelkę wina i dwa kieliszki. No! powie staruszek, po pracy dobry posiłek i naleje wina. Kat wypił, a księdza ratowała laska Boża, gdy od strachu (podejrzewając) wylał on trunek na obojczyk. Kareta znowu zaszła, usiedli ksiądz i mistrz i wożono ich znowu długo (księdzu znowu zawiązano oczy). Kat wysiadł pierwszy, a księdza wysadzono przed mieszkaniem jego. Gdy ochłonął nieco po strachu, a zabierał się na spoczynek, uczuł palenie po ciele; a to było owe wino wylane za obojczyk, co okropało mu piersi od brody po żywot (snadź i księdza chciał otruć ów poważny staruszek).
      • madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:42
        Wśród osiemnastowiecznych panien w rodzie Lubomirskich nie ma żadnej o imieniu Helena, tak więc cała ta historia wydaje się mocno naciągana. Faktem jest jednak, iż – wkrótce po tragicznym zgonie córki – Lubomirscy stracili zamek i dobra janowieckie na zawsze. Może wcześniej zdołali jednak skutecznie zatuszować opisany skandal rodzinny, stąd nieszczęsna córka „wyparowała” z archiwów i kronik, dokumentów skądinąd w Polsce niemiłosiernie przetrzebionych dwiema wojnami światowymi...
      • madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:47
        Skutki tej tragedii położyły się cieniem na całym życiu Wincentego Tyszkiewicza (1796 – 1856), który nie uwolnił się nigdy od napadów ciężkiej melancholii, a jego późniejsze losy obfitowały w nieszczęścia (zmarła tragicznie jego pierwsza żona, zmarł też ukochany syn).
      • madohora Re: Legendy 14.09.24, 13:58
        Początek opowieści zaczyna się w połowie XVIII stulecia, kiedy to Sebastian Berzeviczy, węgierski szlachcic polskiego pochodzenia, po licznych podróżach udał się do Peru, gdzie ożenił się z księżniczką Uminą i miał z nią córkę o tym samym imieniu. Po latach Umina młodsza poślubiła bratanka wodza Inków Tupac Amaru II. Gdy wybuchło wielkie powstanie Inków w 1779 r., małżonkowie wraz z synkiem i Berzeviczym uciekli do Wenecji, zabierając ze sobą część słynnego inkaskiego skarbu. Tam męża Uminy dopadli i zasztyletowali szpiedzy hiszpańskiej inkwizycji, zaś Sebastian z córką i wnukiem zbiegł na Węgry, chroniąc się ostatecznie w zamku niedzickim, należącym podówczas do rodu Paloscayów. Ale i ta kryjówka zawiodła, wykryta przez wysłanników Inkwizycji, w wyniku czego nieszczęsną Uminę zasztyletowano na zamkowym dziedzińcu. Pochowano ją w krypcie, znajdującej się pod kaplicą zamkową, a do grobu włożono podobno ów legendarny skarb Inków. Ojciec zamordowanej, aby ratować małego wnuka, przeprowadził 21 czerwca 1797 r. jego adopcję przez swego bratanka Wacława Benesza – Berzeviczy, zamieszkałego na Morawach. Syn Uminy, odtąd Antoni Wacław Benesz (krawiec z zawodu) ożenił się z Polką, z którą miał dwie córki i dwóch synów. Umierając w 1877 r., przykazał dzieciom, aby nigdy nie interesowały się ukrytym skarbem, bo przyniesie to nieszczęście.
      • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:22
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/26/Pieskowa_Skala_Castle_1899.jpg/480px-Pieskowa_Skala_Castle_1899.jpg
      • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:25
        Skała Twardowskiego – jak opisuje Stanisław Ciszewski w 1887, szatany przekręciły, jak Twardowskiego nieśli, co godzinki skompanił. To ją przewróciły do góry szeroką, a na dół szpicem
      • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:32
        Angielska Stokrotka z Książa
        Do najbardziej znanych mieszkanek zamku w Książu (jednego z największych w Europie) należała księżna Maria Teresa Olivia (zwana pieszczotliwie Daisy czyli Stokrotka) Hochberg von Pless (1873 – 1943), małżonka Jana Henryka XV. Wywodziła się ze starego rodu Cornwallis – West, a podawał ją do chrztu sam Edward VII, co należało do wyjątków i wywołało mniej czy bardziej uzasadnione spekulacje na temat ojca niemowlęcia, majora Westa. Przepiękna blondynka o błękitnych oczach i zgrabnej figurze, a przy tym inteligentna, utalentowana, pełna dowcipu, wdzięku, dobroci i daru konwersacji, poślubiając w 1891 r. 26-letniego, bajecznie bogatego księcia pszczyńskiego, hrabiego Hochberg i pana na Książu, wkroczyła w jakże odmienny od dotychczasowego życia świat. Małżonek obiecał jej sznur pereł kilkumetrowej długości, i wkrótce w Zatoce Adeńskiej młoda para obserwowała z jachtu, jak gromada tubylców ad hoc nurkowała w Morzu Czerwonym, poszukując muszli perłopławów
      • madohora Re: Legendy 16.09.24, 12:36
        Jak powiadają miejscowi, Daisy pojawia się czasami w zamkowych komnatach Książa z perłami na szyi, ale i bardziej zwyczajnie. Pod koniec lat 80. tych ubiegłego wieku pewna absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego przebywała kilka tygodni w Książu, pisząc pracę o zabytkowych wnętrzach. Kiedy przeglądała rankiem dokumenty w archiwum, zauważyła przy sąsiednim biurku nieznajomą kobietę, zdającą się czytać jakieś papiery. Podobno miała wygląd realnej osoby, chociaż młodą warszawiankę zdziwiła oryginalna i staromodna fryzura oraz biała koronkowa bluzka nieznajomej. Rozpoznała ją wkrótce na portrecie zawieszonym w hallu. Kiedy indziej zjawa Daisy wskazywała przybyłym drogę na dworzec lub wyprowadzała ich z labiryntu parkowych alei. Niektórzy zaklinali się, że miała na sobie swoje legendarne perły...
        Daisy nie budzi obaw i nie obwieszcza nieszczęść – jest marą dobrotliwą, bo taka była za życia.
      • madohora Re: Legendy 22.09.24, 20:23
        Herbowi bracia Skrzyńscy, wspomagani przez sieć swoich informatorów, napadali na ciągnące do Czech i na Węgry bogate karawany kupieckie i orszaki wielmożów. Szczególnym okrucieństwem wsławił się Spytko – pozornie dworny i bogaty, o miłej powierzchowności, a w istocie – mściwy i wiecznie żądny łupów. Miarka przebrała się, kiedy wspomniany Gels dokonał napadu na Elżbietę, córkę króla Kazimierza Jagiellończyka, kiedy ta – pod opieką dwórek Barbary Sulickiej i Katarzyny Siemiginowskiej – wracała do Krakowa. Królewnie udało się uciec, ale pozostałe dwie kobiety zostały okrutnie zamordowane. O współudział w tej zbrodni oskarżono także Skrzyńskiego.
      • madohora Re: Legendy 22.09.24, 20:38
        W pałacu zdarzają się wciąż dziwne zjawiska. Ówczesny (w 1974 r.) kustosz działu sztuki, Barbara Modrzejewska, tak opisywała swoje wrażenia: „Oczywiście, mamy również pałacowe duchy, pojawiają się one jednak dość rzadko i nieregularnie. Kilka miesięcy temu, pod wieczór, gdy muzeum było już zamknięte, siedziałam w swoim gabinecie na parterze. W pewnym momencie usłyszałam, że w komnatach na pierwszym piętrze ktoś przechadza się – wyraźnie słychać było ciężkie, miarowe kroki. Ponieważ o tej porze w muzeum nie powinno już być nikogo, weszłam na górę i przeszłam przez amfiladę komnat. Nie spotkałam nikogo. Wróciłam więc na parter i ponownie zabrałam się do pracy. Po chwili znów usłyszałam odgłos tajemniczych kroków, przemierzających pałacowe sale. Pamiętam, że o podobnych zjawiskach (krokach, trzeszczących posadzkach) mówili mi także inni koledzy... Nigdy natomiast nie zdarzyło mi się spotkać z duchem, który pojawia się czasem na parterze pałacu, w salach, gdzie eksponowano zbiory malarstwa. Wśród zgromadzonych tam płócien jest ciekawy portret, uważany za dzieło XVIII – wiecznej szkoły włoskiej. Przedstawia on starszą damę, o niezwykle wyrazistym, przykuwającym wzrok spojrzeniu. Pani ta, odziana we wdowie kiry, pisze coś w grubej księdze. Jeden ze starszych pracowników muzeum, nieżyjący już dziś Władysław K., twierdził, że zdarzyło mu się z nią spotkać w półmroku muzealnej sali. Gdy zapalił światło, widziadło znikło – dama wróciła na płótno”.
      • madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:01
        Wieść o odkryciu cudownego zęba rozeszła się szybko po okolicy. Złoty trzonowiec i jego właściciela mieli oglądać za drobną opłatą książęta legnicko-brzescy, biskup wrocławski Andrzej Jerin oraz liczni przedstawiciele szlachty śląskiej.
      • madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:04
        Zarówno układ planetarny, jak i pojawienie się złotego trzonowca w żuchwie siedmiolatka z ludu, miały stanowić zdaniem uczonego opatrznościowy znak nadziei dla wszystkich chrześcijan uciemiężonych przez... Osmanów. Ząb miał stanowić także pociechę dla cesarza Rudolfa II, który z powodu wydatków na zbrojenia w walce z Turkami wpadł w poważne tarapaty finansowe. Wkrótce miała bowiem nadejść złota epoka, a skarbiec cesarski miał się znów napełnić złotem. Co więcej, złoty ząb symbolizował rychłe powstanie mocarstwa, które – potężne pod każdym względem – stałoby się ostoją pokoju w chrześcijańskim świecie. Przy czym mocarstwem tym miało być... odnowione Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, ponieważ Krzysztof Mueller był poddanym niemieckiego pana. Złoty ząb miał jednak oznaczałć także wielkie utrapienie, był to bowiem dolny trzonowiec rozgniatający i miażdżący wszystkie potrawy. Przy czym utrapienie to miało pojawić się, zanim narodziłoby się złote mocarstwo, niosące pokój na świecie.
      • madohora Re: Legendy 22.09.24, 23:36
        Patrząc z perspektywy stuleci, można stwierdzić, że najtrwalszą pamiątką po Stuartach okazała się legenda „pięknego księcia Karolka”. „Bonnie Prince Charlie” pozostaje jedną z najbardziej popularnych postaci nie tylko w historii Szkocji ale i Wielkiej Brytanii. Pisali o nim szkocki poeta narodowy Robert Burnes, Sir Walter Scott czy Robert Louis Stevenson. Z powstaniem jakobickim z lat 1745-46, na czele którego stał książę Karol, związana jest jedna z najpiękniejszych pieśni szkockich, „The Bonnie Banks o’ Loch Lomond’.
      • madohora Re: Legendy 23.09.24, 21:09
        Mieszkańcy wsi Mnichy twierdzili, że Unrugowie – kolejni właściciele dworu w XIX w. – często urządzali przyjęcia, podejmując gości. W trakcie jednego z takich towarzyskich spotkań zdarzyło się nieszczęście: „mały chłopczyk, syn goszczącego tu młodego małżeństwa, oddalił się od dworu i nie pilnowany przez nikogo, idąc przed siebie, dotarł do starego młyna wodnego na rzeczce Kamionce. Wiedziony ciekawością chciał zobaczyć, jak kręci się koło młyńskie. Nagle stracił równowagę i spadł w dół, ginąc pod łopatami koła młyńskiego. Jego ciała nie znaleziono, lecz po pewnym czasie w alejkach parkowych zaczęła pojawiać się sylwetka chłopca, który – jak mawiano – szuka swoich rodziców”.
      • madohora Re: Legendy 23.09.24, 21:44
        Trudno jednoznacznie związać widmową karetę z historią lipowieckiego zamku, który dotrwał do dnia dzisiejszego w postaci ruin z górującą cylindryczną wieżą. Strzegąca państwa warownia, wzniesiona z kamienia na rozkaz biskupa Jana Muskaty, pełniła zarazem funkcję więzienia dla kacerzy. To właśnie w lochach pod wieżą konali skazani na śmierć głodową więźniowie, nie mając żadnych szans ucieczki (udała się ona tylko raz Włochowi z Mantui – Franciszkowi Stankarowi, profesorowi Akademii Krakowskiej i twórcy projektu przeprowadzenia reformacji w Polsce; w ucieczce pomogła zakochana w nim córka strażnika). Skazańcy umierali w powolnych męczarniach, a ich wołania i prośby o litość rozbrzmiewały nad okolicą, budząc grozę i lęk. Zamek Lipowiec, zrujnowany podczas „Potopu” przez Szwedów w 1656 r., po odbudowie (1732) nie był już więzieniem, lecz miejscem odosobnienia i rekolekcji dla „niesfornych księży”, którzy przebywali tu najwyżej parę miesięcy. Ale nie wiadomo tak do końca, czy skazaniec przewożony w widmowym ekwipażu jest właśnie jednym z takich „odszczepieńców”, choć wskazywała by na to jego duchowna asysta.
      • madohora Re: Legendy 24.04.25, 18:41
        Kopiec ten został usypany podczas drugiego najazdu tatarskiego w 1260 r
        . Wół, hodowany przez zakonników z kościoła św. Jakuba, przerażony
        widokiem wymordowanych, uciekł z zagrody, kierując się w stronę Krakowa
        . Chcąc zemścić się za krzywdę wyrządzoną swoim opiekunom próbował
        dogonić wojska tatarskie ale jednak nie udało mu się do nich dotrzeć. Stanął
        rozwścieczony i kopytami usypał wielki kopiec, po czym wypisał rogami napis
        „Salve Regina”, co znaczy „Witaj Królowo”. Były to pierwsze słowa pieśni,
        śpiewanej przez dominikanów podczas zadawanego im męczeństwa. 
        Inna wersja legendy głosi, iż napis - do niedawna jeszcze znajdujący się na
        zboczu pagórka - wypalili prochem konfederaci barscy. Kopiec zachował
        się do czasów dzisiejszych
      • madohora Re: Legendy 14.05.25, 10:14
        O‎ ‎skąpcu. Jeden‎ ‎skąpiec‎ ‎pożyczał‎ ‎na‎ ‎wielkie‎ ‎procenta,‎ ‎a‎ ‎przed‎ ‎śmiercią, ażeby‎ ‎nikomu‎ ‎nie‎ ‎zostawić‎ ‎pieniędzy,‎ ‎zjadł‎ ‎je‎ ‎ze‎ ‎śmietaną.‎ ‎Na- próżno‎ ‎szukano‎ ‎pieniędzy.‎ ‎W‎ ‎nocy‎ ‎wystawiono‎ ‎go‎ ‎na‎ ‎katafalku w‎ ‎kościele,‎ ‎a‎ ‎przy‎ ‎trumnie‎ ‎czuwał‎ ‎dziad‎ ‎kościelny,‎ ‎imieniem‎ ‎Flo rek.‎ ‎Naraz‎ ‎wielki‎ ‎huk‎ ‎powstał‎ ‎i‎ ‎kościelny‎ ‎zobaczył‎ ‎dyabłów,‎ ‎któ rzy‎ ‎porwali‎ ‎ciało‎ ‎skąpca‎ ‎i‎ ‎trzęsąc‎ ‎nim,‎ ‎poczęli‎ ‎wołać: „Tobie‎ ‎piniądze,‎ ‎Florek, A‎ ‎nam‎ ‎za‎ ‎licbwe‎ ‎ten‎ ‎spróchniały‎ ‎worek‎a‎. Pieniądze‎ ‎wytrzęśli‎ ‎z‎ ‎niego‎ ‎i‎ ‎zostawili,‎ ‎a‎ ‎sami‎ ‎duszę‎ ‎jego porwali. Topielec. Utrzymują‎ ‎tutaj,‎ ‎że‎ ‎istnieje‎ ‎zły‎ ‎duch‎ ‎(raz‎ ‎widzialny,‎ ‎drugi niewidzialny),‎ ‎którego‎ ‎zowią‎ ‎topielec‎ ‎lub‎ ‎„utoplec‎a‎,‎ ‎a‎ ‎który‎ ‎zwodzi ludzi‎ ‎i‎ ‎wprowadza‎ ‎ich‎ ‎na‎ ‎głęboką‎ ‎wodę,‎ ‎gdzie‎ ‎im‎ ‎śmierć‎ ‎zadaje. Ma‎ ‎on‎ ‎mieć‎ ‎pstre‎ ‎ubranie,‎ ‎magierkę‎ ‎na‎ ‎głowie,‎ ‎a‎ ‎u‎ ‎spodni‎ ‎jedną nogawkę‎ ‎innego‎ ‎koloru,‎ ‎drugą‎ ‎innego.‎ ‎Siedzi‎ ‎na‎ ‎poręczy‎ ‎mostu, a‎ ‎gdy‎ ‎kogo‎ ‎zwiedzie,‎ ‎śmieje‎ ‎się‎ ‎głośno‎ ‎a‎ ‎piskliwie:‎ ‎„chi,‎ ‎chi,‎ ‎chi!‎a‎, poczem‎ ‎skacze‎ ‎do‎ ‎wody,‎ ‎dając‎ ‎nurka‎ ‎i‎ ‎znika.‎ ‎Przypisują‎ ‎mu‎ ‎je szcze‎ ‎własność‎ ‎zmieniania‎ ‎się‎ ‎to‎ ‎w‎ ‎drzewo,‎ ‎to‎ ‎w‎ ‎rybę,‎ ‎która‎ ‎po suwając‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎głębinę,‎ ‎topić‎ ‎zwykła‎ ‎kąpiących‎ ‎się
      • madohora Re: Legendy 14.05.25, 10:22
        Czary. Przelewanie.‎ ‎Gdy‎ ‎się‎ ‎dziecko‎ ‎przelęknie‎ ‎czego‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎tego rozchoruje‎ ‎się,‎ ‎„przelewają‎a‎ ‎nad‎ ‎nim‎ ‎wosk.‎ ‎Robią‎ ‎to‎ ‎tak:‎ ‎Dziecko wtedy‎ ‎bez‎ ‎różnicy‎ ‎płci,‎ ‎okrywają‎ ‎welonem‎ ‎i‎ ‎ubraniem‎ ‎ślubnem jego‎ ‎matki.‎ ‎Nad‎ ‎głową‎ ‎śpiącego‎ ‎dziecka‎ ‎trzymają‎ ‎garnek‎ ‎lub‎ ‎mi skę‎ ‎z‎ ‎zimną‎ ‎wodą,‎ ‎do‎ ‎której‎ ‎wrzucają‎ ‎obrączki‎ ‎ślubne‎ ‎rodziców, nad‎ ‎garnkiem‎ ‎zaś‎ ‎kładą‎ ‎gałązki‎ ‎brzeziny‎ ‎i‎ ‎gorącym‎ ‎woskiem‎ ‎zle wają‎ ‎je‎ ‎„do‎ ‎trzeciego‎ ‎razu“. Jęczmień‎ ‎na‎ ‎oku‎ ‎robi‎ ‎się‎ ‎temu,‎ ‎kto‎ ‎poszedł‎ ‎z‎ ‎potrzebą‎ ‎na drogę‎ ‎lub‎ ‎do‎ ‎wychodka. Jak‎ ‎kto‎ ‎komu‎ ‎„kupę‎ ‎g...‎ ‎gorącym‎ ‎popiołem‎ ‎posypie,‎ ‎to‎ ‎d... sparszywieje‎u‎ ‎temu,‎ ‎kto‎ ‎nieporządek‎ ‎zrobił. Zwierzęta,‎ ‎rośliny,‎ ‎kamienie. Podkowa‎ ‎znaleziona,‎ ‎przybita‎ ‎na‎ ‎progu,‎ ‎przynosi‎ ‎szczęście. „Gacek“,‎ ‎nietoperz‎ ‎żywy‎ ‎na‎ ‎bramie‎ ‎lub‎ ‎wrotach‎ ‎przybity, również‎ ‎ma‎ ‎szczęście‎ ‎sprowadzać‎ ‎na‎ ‎dom.‎ ‎Łapiąc‎ ‎gacka,‎ ‎wołano: „pół‎ ‎gacka,‎ ‎pół‎ ‎myszy,‎ ‎niech‎ ‎gacek‎ ‎usłyszy‎u‎.‎ ‎Sądzą,‎ ‎że‎ ‎nietoperz może‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎włosów‎ ‎wkręcić. Gacek‎ ‎powstał‎ ‎z‎ ‎myszy,‎ ‎która‎ ‎zjadła‎ ‎w‎ ‎kościele‎ ‎świecę
      • madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:05
        A‎ ‎jak‎ ‎przyjdzie‎ ‎zima, Na‎ ‎langwera‎ ‎nima. 4‎. Murarze,‎ ‎murarze, Czyście‎ ‎jedny‎ ‎matki, Stoicie‎ ‎przy‎ ‎murze Jak‎ ‎różowe‎ ‎kwiatki. O‎ ‎szewcach. A‎ ‎ty‎ ‎szewce,‎ ‎kopyciarzu, Gonis‎ ‎dziwki‎ ‎po‎ ‎cmentarzu, Pana‎ ‎Boga‎ ‎nie‎ ‎znosz, Kopytem‎ ‎sie‎ ‎żegnosz. Wędrowali‎ ‎szewcy,‎ ‎aż‎ ‎na‎ ‎szklanną‎ ‎gore, Przyszli‎ ‎do‎ ‎garbarza,‎ ‎ukradli‎ ‎mu‎ ‎skore. Pies‎ ‎ze‎ ‎szewcem,‎ ‎jedny‎ ‎myśli, Razem‎ ‎do‎ ‎kobyły‎ ‎przyśli. Pies‎ ‎za‎ ‎mięso,‎ ‎szewc‎ ‎za‎ ‎skore, „Stój,‎ ‎bracie,‎ ‎bo‎ ‎zrobisz‎ ‎dziure‎u‎. „Bracie‎ ‎szewce,‎ ‎zryć‎ ‎mi‎ ‎sie‎ ‎chce“. „Bracie‎ ‎bury,‎ ‎nie‎ ‎psuj‎ ‎skóry, Z‎ ‎tego‎ ‎bedzie‎ ‎trzewik‎ ‎który. Murarze‎ ‎tańcują, Buty‎ ‎sobie‎ ‎psują, Są‎ ‎szewcy‎ ‎pod‎ ‎ławą, To‎ ‎buty‎ ‎naprawią. O‎ ‎góralach. 1‎. Mikołaj,‎ ‎nie‎ ‎wołaj. Nie‎ ‎zaganiaj‎ ‎kaczek, Przyjdzie‎ ‎matka‎ ‎z‎ ‎pola Przyniesie‎ ‎ci‎ ‎placek. Mikołaj,‎ ‎nie‎ ‎wołaj, Dej‎ ‎kobyle‎ ‎sieczki. Kobyła‎ ‎sie‎ ‎rozbrykała I‎ ‎potłukła‎ ‎niecki. *)‎ ‎Szewski‎ ‎placek.
      • madohora Re: Legendy 14.05.25, 11:24
        Z‎ ‎szewca. Święto‎ ‎szewskie‎ ‎=‎ ‎blaumontag.‎ ‎Jeden‎ ‎ksiądz‎ ‎miał syna,‎ ‎dał‎ ‎go‎ ‎do‎ ‎nauki‎ ‎do‎ ‎szewca,‎ ‎a‎ ‎u‎ ‎tego‎ ‎szewca‎ ‎był‎ ‎pies‎ ‎bar dzo‎ ‎zły;‎ ‎gdy‎ ‎chłopakowi‎ ‎raz‎ ‎dokuczył,‎ ‎zabił‎ ‎go.‎ ‎—‎ ‎Szewcy‎ ‎nie chcieli‎ ‎już‎ ‎mieć‎ ‎tego‎ ‎chłopaka,‎ ‎że‎ ‎im‎ ‎taką‎ ‎„zgarde‎u‎ ‎zrobił‎ ‎i‎ ‎wy pędzili‎ ‎go.‎ ‎Ksiądz‎ ‎sprosił‎ ‎szewców‎ ‎w‎ ‎niedzielę‎ ‎na‎ ‎obiad,‎ ‎na‎ ‎którym psa‎ ‎tego‎ ‎podano;‎ ‎szewcom‎ ‎potrawa‎ ‎ta‎ ‎bardzo‎ ‎smakowała.‎ ‎Gdy‎ ‎już. psa‎ ‎zjedli,‎ ‎pyta‎ ‎się‎ ‎ich‎ ‎ksiądz:‎ ‎„No!‎ ‎przyjmiecie‎ ‎teraz‎ ‎syna‎ ‎na- zad?‎u‎ ‎Szewcy‎ ‎wzbraniali‎ ‎się‎ ‎długo,‎ ‎ksiądz‎ ‎wtedy‎ ‎powiedział‎ ‎im, że‎ ‎kiedy‎ ‎psa‎ ‎zjedli‎ ‎i‎ ‎smakował‎ ‎im,‎ ‎to‎ ‎już‎ ‎mogą‎ ‎chłopca‎ ‎przyjąć napowrót.‎ ‎Szewcy,‎ ‎chociaż‎ ‎im‎ ‎smakował‎ ‎pies,‎ ‎zaraz‎ ‎zaczęli‎ ‎splu wać,‎ ‎a‎ ‎każdy‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎cały‎ ‎jeszcze‎ ‎poniedziałek‎ ‎usta‎ ‎płukał:‎ ‎stąd śmieją‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎szewców,‎ ‎źe‎ ‎nie‎ ‎pracują‎ ‎w‎ ‎poniedziałek,‎ ‎bo‎ ‎muszą usta‎ ‎płukać‎ ‎po‎ ‎psie. Wyzwalanie‎ ‎szewców.‎ ‎Przy‎ ‎wyzwalaniu‎ ‎chłopaka‎ ‎na czeladnika,‎ ‎puszczano‎ ‎na‎ ‎twarz‎ ‎wyzwalającego‎ ‎się‎ ‎wesz‎ ‎na‎ ‎łańcu chy‎ ‎dopiero‎ ‎kiedy‎ ‎mu‎ ‎na‎ ‎brodę‎ ‎weszła,‎ ‎przystępowano‎ ‎do‎ ‎wyzwo- lin.‎ ‎Poprzednio‎ ‎wesz‎ ‎była‎ ‎uwiązana‎ ‎na‎ ‎złotym‎ ‎łańcuchu,‎ ‎ale‎ ‎pod czas‎ ‎powstania‎ ‎Moskale‎ ‎zabrali‎ ‎ją‎ ‎na‎ ‎„Szyberye“. Z‎ ‎chłopa. (Z‎ ‎szopki). „A‎ ‎skądeś‎ ‎ty,‎ ‎chłopie,‎ ‎chamie?‎u „Od‎ ‎Krakowa,‎ ‎mości‎ ‎panie‎w‎. „A‎ ‎eóz‎ ‎w‎ ‎tobie‎ ‎harda‎ ‎dusa, Nie‎ ‎uchylis‎ ‎kapelusa?‎u (Chłop‎ ‎na‎ ‎spowiedzi). „W‎ ‎imie‎ ‎Ojca‎ ‎i‎ ‎Ducha‎ ‎świętego“. „A‎ ‎gdzieżeś‎ ‎podział‎ ‎Syna?“ n‎A‎ ‎za‎ ‎kościołem,‎ ‎z‎ ‎wołem“. „A‎ ‎cóż‎ ‎ty‎ ‎pleciesz‎?‎u „Koszałki,‎ ‎opałki,‎ ‎mój‎ ‎dobrodzieju‎u‎. G...‎ ‎chłopu,‎ ‎nie‎ ‎zegarek,‎ ‎jak‎ ‎go‎ ‎nakręcić‎ ‎nie‎ ‎u‎ ‎mi. Z‎ ‎górala. Góral‎ ‎ma‎ ‎czarne‎ ‎podniebienie. Z‎ ‎żyda. Przysed‎ ‎Wojtek,‎ ‎siod‎ ‎sobie, Dał‎ ‎se‎ ‎wódki,‎ ‎pił‎ ‎sobie.
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:29
        Po wielu latach, w karczmie pod nazwą Rzym, bies dopadł w końcu Twardowskiego. W czasie uprowadzenia tenże miał modlić się do Marii (lub według innej wersji śpiewać kościelną pieśń), przez co diabeł zgubił go po drodze. Twardowski wylądował na Księżycu, gdzie przebywa po dziś dzień, obserwując poczynania ludzi na Ziemi. Inna z legend mówi, że diabeł uwolnił Twardowskiego, gdyż w cyrografie zawarte było, że może zabrać jego duszę, gdy ten w Rzymie wypowie jego imię. A jak głosi legenda – imienia tego nikt nie znał. Twardowski zwrócił na to diabłu uwagę, gdy ten zabierał go ze sobą. Puścił więc diabeł Twardowskiego, on zaś zamiast spaść na ziemię, wylądował na księżycu. Jest tam do dzisiaj.
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:34
        Jan Twardowski pozostawił po sobie dwie księgi, pracę o magii oraz encyklopedię nauk, z których żadna jednak nie przetrwała do dnia dzisiejszego. Przedmiotem utożsamianym z postacią Twardowskiego jest zwierciadło magiczne tzw. Lustro Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie.
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:51
        Na pamiątkę wizyty Pana Twardowskiego w Bydgoszczy ufundowano jego figurę, która pojawia się w oknie jednej z kamienic na Starym Rynku codziennie, punktualnie o godzinie 13:13 oraz 21:13. Pan Twardowski ukazuje się przy akompaniamencie specjalnie na tę okazję skomponowanej muzyki, kłania się zebranym gapiom i macha do nich, po czym ze złowieszczo brzmiącym diabelskim śmiechem wraca do swego ukrycia za oknem.
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 10:55
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7d/Micha%C5%82_Kluczewski_Twardowski_%C5%9Bpiewaj%C4%85cy_Godzinki.jpg/500px-Micha%C5%82_Kluczewski_Twardowski_%C5%9Bpiewaj%C4%85cy_Godzinki.jpg
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 11:25
        W roku 1812 w trakcie wyprawy na Rosję, wielka armia Napoleona Bonapartego zawitała do Węgrowa. Wódz postanowił rozbić tu obóz. Gdy usłyszał o legendzie lustra, które może jakoby pokazywać przyszłość, udał się zobaczyć je na własne oczy. Podobno zobaczył w nim klęskę, jaką miała ponieść jego armia w Rosji. W jednej z wersji wściekły Napoleon uderzył ręką w lustro, czego ślady – pęknięcie, widoczne jest do dziś. W innym podaniu przerażony upuścił lustro, które pękło na trzy kawałki.
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 14:26
        https://media.tenor.com/3IaY-_3w-1cAAAAM/wind-in-the-willows-animated-movie.gif
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 14:33
        Gołębie, które całymi chmarami wypełniają krakowski Rynek Główny, to wcale nie zwyczajne ptaki – to ptaki zaczarowane...
        Gdy na książęcym tronie zasiadł w XIII wieku Henryk IV Probus, zapragnął zjednoczyć pod swoim władaniem wszystkie polskie ziemie i koronować się na króla. Nie miał jednak pieniędzy, więc udał się po pomoc do czarownicy. Ta przemieniła jego rycerzy w gołębie. Ptaki obsiadły kościół Mariacki i zaczęły wydziobywać z jego murów drobne kamyki, które spadając na ziemię, zamieniały się w złote monety! Uradowany i wzbogacony książę wyprawił się do Rzymu po poparcie papieża w zdobyciu korony. Po drodze jednak ucztował, bawił się i stracił pieniądze, nigdy nie docierając do Rzymu. Nie wrócił już także do Krakowa, a jego wierna drużyna wciąż na niego czeka, zaklęta pod postacią krakowskich gołębi...
      • madohora Re: Legendy 18.07.25, 17:17
        Do legend należy też przekonanie, że Zygmunt brzmiał 1 września 1939 i w styczniu 1945
      • madohora Re: Legendy 18.07.25, 19:34
        Jak w dzień śmierci Zbawiciela,
        Do grobowej tej kaplicy,
        Zewsząd ludu zdąża wiela:
        Z całej Polski to pątnicy.

        Cisza wkoło... Czasem jeno,
        Mgłą czarniejszą zajdą oczy,
        I na trumnę, na matczyną,
        Łza, zmieszana z krwią się stoczy.

        Tylko czasem wśród tej ciszy,
        Wiatr stłumiony jęk przyniesie,
        Że zaledwie Pan Bóg słyszy,
        Jak tam nić żywota rwie się.

        I przed oczy tobie stają,
        Żywe z baśni tej wyrazy:
        O tych ludziach, co to bają,
        Że czarownik wklął ich w głazy...

        Co tak wieczność stali całą,
        Pierś podając burzy ciosom,

        I ze zgrozy, — skamieniałą
        Dłoń, wznosili ku niebiosom!
      • madohora Re: Legendy 18.07.25, 19:40
        Zdala, coraz to boleśniej,
        Coraz tęskniej, coraz smutniej,
        Dźwięk dolata cichej pieśni,
        Czarnoleskiej dźwięcznej lutni...

        Idzie w wieńcu ze siwizny,
        Wieszcz nasz, łkając piersią całą,
        Bo na „Treny“ dla Ojczyzny,
        Strun na harfie mu nie stało...

        Więc spuściznę swą grobową,
        Na nic zdatną już w tej dobie,
        Pieśń i lutnię bojanową,
        Na Ojczyzny składa grobie.

        Jak za natchnień swych rodzicem,
        Sunie dziatwy ciżba wierna:

        Naprzód idzie z bladem licem,
        Ascetyczny cień Acerna;

        Idzie, gniewnie szarpie wąsa,
        Groźnym wzrokiem tłum przestrasza,
        I wychudłą ręką wstrząsa
        I podzwania w trzos Judasza...

        I w grób zdrajców pięścią wali,
        Zardzewiałą łamie kratę:
        „Tym, co Polskę zaprzedali,
        „Niosę — woła — ich zapłatę!“

        Za nim stąpa ów syn kmiecy,
        A najsłodszy wieszcz lechicki,
        Pierwszy z chłopów, który plecy
        Od ksiąg zgarbił, — nasz Janicki.

        Tam Miaskowski w lutnię złotą
        Grzmi i woła: „Szatę wroną
        „Włóż o Safo! i bij oto,
        „W płacz serdeczny nad Koroną!“
      • madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:31
        Wędrując po zamku, można niemal usłyszeć echo dawnych wydarzeń. W Sali Rycerskiej, gdzie niegdyś odbywały się uczty, dziś panuje grobowa cisza, przerywana jedynie skrzypieniem drewnianych podłóg. W wieży, która góruje nad okolicą, niektórzy twierdzą, że słyszeli ciche zawodzenie, jakby wiatr niósł lament uwięzionej duszy. Najbardziej przerażające są jednak podziemia - ciemne, wilgotne korytarze, w których światło latarki zdaje się słabnąć, jakby pochłaniane przez ciemność. To tam, według miejscowych opowieści, miały miejsce rytuały, które związały zamek z mrocznymi siłami.
      • madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:34
        Przejdź na stronę główną INTERIA.PLGeekweek w INTERIA.PL - technologie, nauka, lifestyle i podróże

        InteriageekweekPodróżePolskie zamki, w których straszy. Legendy budzące grozę
        Polskie zamki, w których straszy. Legendy budzące grozę
        Anna Czowalla

        19 lipca 2025 21:12
        W murach tych pradawnych twierdz kryją się opowieści, które mrożą krew w żyłach. Gdy zapada zmrok, kamienne ściany szepczą historie zdrad, niespełnionych miłości i klątw, które przetrwały wieki. Czy to tylko powiew przeszłości, czy może duchy dawnych mieszkańców wciąż błąkają się po korytarzach? Przekrocz próg tych zamków i poczuj, jak historia ożywa w sposób, który przyprawia o dreszcze.

        Według legend twierdza w Niedzicy to najstraszniejszy zamek w Polsce.
        Według legend twierdza w Niedzicy to najstraszniejszy zamek w Polsce.Marek BazakEast News

        Spis treści:
        Jaki jest najstraszniejszy zamek w Polsce?
        Na jakim zamku pojawia się Biała Dama?
        W których zamkach w Polsce straszy?
        Jaki jest najstraszniejszy zamek w Polsce?
        Zamek Dunajec w Niedzicy, wzniesiony w XIV wieku, początkowo strzegł granicy polsko-węgierskiej, lecz z czasem stał się areną dramatów, które odcisnęły na nim piętno. Najbardziej przerażającą legendą jest ta o Uminie, księżniczce Inków, której tragiczna historia splata się z losami zamku. Według opowieści, Umina, córka ostatniego króla Inków, przybyła do Polski, uciekając przed prześladowcami. Wraz z nią przywieziono tajemniczy skarb - złoto Inków, które miało być ukryte w zamkowych murach lub w głębinach jeziora. Jej życie zakończyło się brutalnie - została zamordowana przez hiszpańskich łowców skarbów i pozostawiła po sobie nie tylko legendę, ale i klątwę. Mówią, że jej duch, uwięziony w murach Niedzicy, strzeże tajemnic i mści się na tych, którzy próbują je odkryć.



        0:08
        /

        2:32

        "Wydarzenia": Dużo ich jest w opłakanym stanie. Dolny Śląsk ma problem z pałacami i zamkami
        "Wydarzenia": Dużo ich jest w opłakanym stanie. Dolny Śląsk ma problem z pałacami i zamkamiPolsat NewsPolsat News
        Turyści, którzy odważyli się przekroczyć próg najstraszniejszego zamku, opisują aurę niepokoju, która spowija to miejsce. Wspominają o nagłym ucisku w klatce piersiowej, chłodzie, który przenika kości, mimo ciepłego letniego dnia, czy o cieniach, które zdają się poruszać w kącie oka. Najbardziej wstrząsające są opowieści o złocistowłosej zjawie - kobiecej postaci, której spojrzenie wywołuje ciarki na plecach. Czy to Umina, strażniczka tajemnic, wciąż błąka się po komnatach, nie mogąc zaznać spokoju?


        Legenda o Uminie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. W XIX wieku w zamku odnaleziono tajemniczy dokument - tzw. testament Inków, zapisany w kipu, tradycyjnym inkaskim systemie węzłów. Miał on wskazywać miejsce ukrycia skarbu, lecz jego treść pozostaje zagadką. Niektórzy twierdzą, że skarb wciąż spoczywa gdzieś w podziemiach zamku lub na dnie Jeziora Czorsztyńskiego, strzeżony przez nadprzyrodzone siły. Poszukiwacze skarbów, którzy próbowali go odnaleźć, często spotykali się z nieszczęściami - od wypadków po nagłe choroby. Czy to przypadek, czy klątwa Uminy działa do dziś?


        Zamek położony na wzgórzu otoczonym jeziorami i gęstym lasem, w tle rozciągają się malownicze wzgórza i niewielkie miejscowości.
        Najbardziej przerażającą legendą zamku w Niedzicy jest ta o Uminie, księżniczce Inków.KPEast News
        Wędrując po zamku, można niemal usłyszeć echo dawnych wydarzeń. W Sali Rycerskiej, gdzie niegdyś odbywały się uczty, dziś panuje grobowa cisza, przerywana jedynie skrzypieniem drewnianych podłóg. W wieży, która góruje nad okolicą, niektórzy twierdzą, że słyszeli ciche zawodzenie, jakby wiatr niósł lament uwięzionej duszy. Najbardziej przerażające są jednak podziemia - ciemne, wilgotne korytarze, w których światło latarki zdaje się słabnąć, jakby pochłaniane przez ciemność. To tam, według miejscowych opowieści, miały miejsce rytuały, które związały zamek z mrocznymi siłami.


        Treść zewnętrzna
        Nie tylko duchy Uminy budzą grozę. W XIX wieku zamek w Niedzicy był świadkiem tragicznych wydarzeń związanych z rodem Berzevichy, który zarządzał twierdzą. Plotki mówią o zdradach, morderstwach i tajemniczych zniknięciach. Czy to ich cierpienie wciąż rezonuje w murach, tworząc aurę smutku i niepokoju? Niektórzy twierdzą, że zamek jest portalem - miejscem, gdzie świat żywych styka się z zaświatami, a każdy, kto spędzi w nim zbyt wiele czasu, może poczuć, jak cienka jest ta granica.

        Na jakim zamku pojawia się Biała Dama?
        Wśród małopolskich wzgórz porośniętych gęstymi lasami, wznosi się zamek w Nowym Wiśniczu - drugi co do wielkości w regionie. Jego potężne mury, zdobione renesansowymi detalami, skrywają aurę niepokoju, która spowija każdego, kto przekroczy jego bramy. To tutaj, o zmierzchu, gdy światło księżyca rzuca długie cienie na posadzki, pojawia się Biała Dama - duch Barbary, nieszczęsnej mieszkanki zamku, której los splótł się z mroczną historią rodu Lubomirskich.


        Zobacz również:
        Zamek Czocha został wzniesiony w latach 1241–1247 na zlecenie czeskiego króla Wacława I.
        Podróże
        6 lipca 2025 14:26
        Co kryją zamki i pałace na Dolnym Śląsku? Sekretne komnaty i skarby
        Anna Czowalla
        Legenda mówi, że Barbara, młoda kobieta o delikatnej urodzie, padła ofiarą tragicznej miłości lub zdrady, która na zawsze uwięziła jej duszę w zamkowych komnatach. Turyści, którzy zwiedzają sale o zmierzchu, opowiadają o niewytłumaczalnym chłodzie, który przenika ciało, i o cichych szeptach, jakby ktoś niewidzialny lamentował w oddali. Niektórzy łączą zjawę z królową Boną Sforzą, której cień, pełen intryg i ambicji, miałby wciąż unosić się nad zamkiem. "Czułem, jakby ktoś patrzył na mnie z góry, choć byłem sam w sali" - relacjonuje jeden z gości na internetowych forach. Czy to Barbara, czy może Bona, której duch nie może opuścić miejsca swoich dawnych triumfów i klęsk? Mury Wiśnicza milczą, ale ich cisza jest pełna grozy.
      • madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:42
        https://img2.dmty.pl//uploads/201801/1516113249_4jvjt1_600.jpg
      • madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:51
        Ogrodzieniec - wśród ruin Szlaku Orlich Gniazd czai się czarny pies, strażnik skarbów okrutnego Stanisława Warszyckiego. Spacerując po labiryncie skał, można poczuć na plecach czyjeś spojrzenie, a komnata tortur tylko potęguje grozę;
      • madohora Re: Legendy 20.07.25, 19:59
        Liw - jest nawiedzany przez Żółtą Damę, Ludwikę, straconą za cudzołóstwo. Jej duch, ubrany w złocistą suknię, pojawia się w zamkowych komnatach, przypominając o niesprawiedliwości sprzed wieków.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:05
        Lekarstwa, które gotował w miedzianym kociołku na piecu z dwunastu różnych składników, głównie z ziół i korzeni, zwykł nalewać do opróżnionych buteleczek po moczu. Płyn był w pewnym sensie "uniwersalnym eliksirem” przeciw wszelkim możliwym chorobom i dolegliwościom. Nie pobierał opłat za swoje porady, jednak jego liczni wdzięczni pacjenci obdarowywali go tak hojnie, że mógł z tego żyć i wspierać swoją rodzinę.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:12
        Dzięki swojej działalności jako praktykujący pasterz zdobył wiele umiejętności w leczeniu chorób wewnętrznych. Z daleka przybywali do niego ludzie, a przy długotrwałych chorobach wynajmowali nawet umeblowane pokoje w wiosce. W latach 80. XIX wieku bogata dama z Wiednia przebywała u chałupskiego "doktora”, miała chorobę wewnętrzną, a jej 10-letni syn miał złamaną nogę. Oboje zostali wyleczeni. Innym razem bogata dama z Alzacji przybyła do Chałupek, aby zostać wyleczoną przez "cudotwórcę” - jej również pomógł. W każdym razie ten pasterz miał wiele sukcesów leczniczych. Szczególnie dobrze radził sobie ze złamaniami kości. Młodsza dama przyszła do niego z krzywo zrośniętą nogą. Bez większego ceregieli, silny mężczyzna złamał nogę ponownie i wyprostował ją. Kiedy dama krzyczała z bólu, "doktor” uśmiechając się powiedział: "Czemu krzyczysz, już po wszystkim”. O tym człowieku opowiadano wiele dowcipnych historii.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:18
        Na pierwszym miejscu należy wspomnieć o glinie, która była używana do różnych okładów (przy oparzeniach, użądleniach przez pszczoły i osy). Jako uniwersalny lek na ból stawów, dnę moczanową i reumatyzm stosowano maść z żywicy, smoły i wosku. Taka maść była rozsmarowywana na żółtym papierze słomianym, którym owijano bolące miejsca. W przypadku bólu gardła i zapalenia migdałków stosowano okład z gniazd jaskółczych, które były duszone w garnku z tłuszczem.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 17:26
        Pieczone całe cebule, przykładane do podeszew stóp, pomagają natychmiast nawet na najgorszy katar. Dzieci cierpiące na wycieńczenie powinny być kąpane w wywarze z korzeni tataraku i łodyg świerząbka korzennego (Chaerophyllum aromaticum). Macierzanka, kwiaty malwy i młode pędy sosny odgrywają ważną rolę w ludowej medycynie. Podobnie lubczyk, wrotycz maruna, rumian rzymski i rumianek pospolity są wszechstronnie stosowane. Szałwia, mięta pieprzowa, centuria, żankiel, bluszczyk kurdybanek, bobrek trójlistkowy, przetacznik leśny, dziewanna, waleriana, przestęp, oman, krwawnik, wrotycz pospolity, bylica piołun, bylica pospolita, podbiał pospolity, nagietek, pięciornik gęsi, pięciornik kurze ziele lub skrzyp polny stanowią główną część ziół leczniczych sprzedawanych przez zielarki na górnośląskich rynkach. Do ochrony przed chorobami zakaźnymi żuje się niebieskie jagody jałowca pospolitego.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 18:56
        Warto również wspomnieć o tajemniczym grzybie zwanym Teekwass, propagowanym jako środek leczniczy na siedemnaście różnych chorób, który zdobywa coraz większą popularność również na Górnym Śląsku. Teekwass nie jest jednolitym organizmem, lecz symbiotycznym związkiem bakterii Bacterium xilinum i drożdży. Ten grzyb ma galaretowatą, nieapetyczną konsystencję, przypominającą zmiażdżoną ostrygę. Zostaje umieszczony w naparze z herbaty rosyjskiej z dodatkiem około 2 łyżek cukru. Drożdże powodują fermentację, przekształcając cukier w alkohol i dwutlenek węgla. Alkohol zamieniany jest następnie przez grzyb w kwas octowy. Jak sugeruje nazwa "Teekwass”, jego stosowanie pochodzi z Dalekiego Wschodu. Rosyjscy więźniowie wojenni mieli przywieźć ten grzyb do ojczyzny po powrocie z Japonii, skąd rozprzestrzenił się przez Kongresówkę i wschodnią część Górnego Śląska, teraz dotarł również na nasz zachodni Górny Śląsk.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 19:05
        Oman łąkowy (Inula britannica) i rudbekia (Rudbeckia laciniata L.) są często sprzedawane pod nazwą "arnika”. Korzenie tataraku (Acorus calamus) i łodygi świerząbka (Chaerophyllum aromaticum L.) używane są jako środki lecznicze (do przygotowania kąpieli) na wycieńczenie u małych dzieci. Z jałowca (Juniperus communis) kupuje się niebieskie jagody, a z brzozy zdarte liście i stosuje jako środki lecznicze na reumatyzm.
      • madohora Re: Legendy 04.08.25, 20:46
        Młody książę i piękna księżniczka bardzo szybko zakochali się w sobie, a ponieważ wywodzili się z bocznych gałęzi rodu Piastów, znajdujących się na peryferiach wielkiej polityki, mogli pozwolić sobie na związek oparty na głębokim uczuciu, a nie podyktowany racją stanu.
      • madohora Re: Legendy 30.08.25, 09:32
        Podanie o krzyżu w boronowskim kościele. Według tego podania jeden z krzyży umieszczonych w kościele Matki Boskiej Różańcowej, zawieszony na kratach przy jednej z bocznych naw, miał zawieszony być tam na pamiątkę tragicznej śmierci dziewczynki (w niektórych wersjach podania – córki właścicieli Boronowa), która przyniesiona do kościoła ożyła na nowo lub w innej wersji mitu, odzyskała życie pod tym krzyżem. W podaniu jest mowa o tym, że krzyż po przeniesieniu przez parafian na miejsce centralne, nocą wrócił znów na kraty. Jest też wersja podania, głosząca, że jeżeli postać Jezusa wiszącego na tym krzyżu zamknie przymykające się oczy, wówczas nastąpi koniec świata.
      • madohora Re: Legendy 30.08.25, 23:42
        Najstarsze zapisy o kościele Świętej Trójcy wspominają o źródle, zaś wielowiekowa tradycja nakazywała pątnikom myć się w tej wodzie i zabierać ją w różnych naczyniach do domów. Woda miała szczególnie pomagać przy schorzeniach oczu i skóry. Źródło – według starych opowieści – znajdowało się w miejscu blisko dębu, gdzie Wiktoria spotykała trójkę dzieci, uosabiających Trójcę Świętą, proszących o wybudowanie w miejscu objawień kościółka. Źródło ujęto w obramowaną drewnianą studnię i postawiono nad nim małą – także drewnianą – kapliczkę z figurą św. Jana Chrzciciela. O tej kapliczce wspomina również Juliusz Ligoń słowami: A tuż w płocie od drogi jest kapliczka mała. Na przestrzeni XX wieku – z różnych względów – dawna kapliczka pełniła inne funkcje, a źródlaną wodę odprowadzono na zewnątrz obiektu. Obecnie – już za proboszczowania ks. Jana Matli – kapliczce przywrócono dawną funkcję.
      • madohora Re: Legendy 30.08.25, 23:52
        Słońce stało już na południu i ludzie rozchodzili się powoli do domów. Także kupce udali się do zajazdu, aby przygotować się do dalszej podróży. Tylko Wincenty myślał, modlił się i myślał. Ściemniało, zapadła kolejna noc i zaświtał poniedziałkowy poranek. Kupcy ruszyli w dalszą drogę do innych miast, a może i do obcych krajów. Przystanęli jeszcze u źródła pod dębem, pożegnali cudowne koszęcińskie miejsce i pojechali. Po drodze będą znów opowiadać napotkanym ludziom miast i wsi, co widzieli i co przeżyli w Święto Wielkanocne w Koszęcinie. Wincenty przetrwał całą noc na modlitwie. Postanowił, że od jutra rozpocznie budowę świątyni. Przez następne dni i tygodnie wozili drewno na wzgórze „Żydowina”. Ale co dzisiaj zawieźli, następnego dnia zobaczyli w dolinie pod dębem. Podobno niektórzy ludzie widzieli, jak duży rak przetaczał nocą ogromne pnie drewna z góry na miejsce pod dębem. Ale nie mogli nic zrobić, rak był nieuchwytny. Opowiadają także ludzie, że pewnej księżycowej nocy zapolowano na intruza, ale ucięto mu jedynie czubek ogromnego pazura, który do dzisiejszego dnia można oglądać w kościele Świętej Trójcy. Bezradny lud postanowił, że kościół musi stanąć na świętym miejscu. Zasypano staw i rozpoczęto budowę. Cieśle w pocie czoła ciosali ogromne bele drewna, a budowla rosła i rosła. I stanął kościół cudowny i wspaniały, calusieńki z drewna. Stanął przed wiekami i stoi do dziś i będzie stał następne wieki.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 11:17
        Podobno co roku o północy w pierwszym dniu Świąt Wielkanocnych, gdy księżyc oświetla ruiny toszeckiego zamku, z jego podziemi wyłania się duch odzianej na biało pani. Długo snuje się ona po rozległym dziedzińcu, zagląda do okien, pochyla się nad starą studnią i znika za basztą. Jak głosi legenda, wspaniałym zamkiem słynącym z tego, że miał tyle okien, ile dni, tyle komnat, ile nocy i tyle baszt i wieżyczek, ile miesięcy w roku, władał niegdyś okrutny graf. Drżeli przed nim poddani, których nieludzko karał za byle przewinienia. Wymagał też od nich bezwzględnego posłuszeństwa. Opornych wtrącał do lochów, z których nie było ucieczki. Graf miał wiernego sługę, ojca młodej i pięknej córki. Kochał sługa swoje dziecko nad życie. Tego nie mógł znieść okrutny pan. Wymagał od sług miłości i uwielbienia tylko dla siebie. I chociaż zbliżały się Święta Wielkanocne, wyprawił sługę z poselstwem do Gliwic. Sam zaś wtargnął do komnaty jego córki, która właśnie przebierała się w białą koszulę do snu. Chwycił dziewczynę za włosy, owinął jej głowę prześcieradłem i wywlókł na dziedziniec. Tam, poturbowaną udusił i wrzucił do studni. Sługa powróciwszy do zamku, długo szukał swojej córki. Nie znalazł jej, ale od innych sług dowiedział się, co zaszło na dziedzińcu zamkowym. Wtedy oszalały z wielkiego bólu zapadł na ciężką chorobę. Leżąc na łożu śmierci, rzucił straszne przekleństwo na zamek. – Zgiń, przepadnij, zamień się w stertę cegieł i gruzu! Klątwa spełniła się już niebawem. Graf umarł w straszliwych męczarniach, a zamek nawiedził ogromny pożar. Podobno Biała Dama, chodząc po zamku w ciemną wielkanocną noc, szuka ojca. Ukazuje się niektórym ludziom, ale tylko tym, którzy choć troszeczkę w nią wierzą.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 11:42
        https://media.tenor.com/mlxljgV7Tu4AAAAM/customw3wh.gif
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 11:57
        https://media.tenor.com/uw5s-aHlviAAAAAM/scary-ghost.gif
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 14:18
        Rak (wersja w gwarze śląskiej)

        Ludzie ze wsi Chechło i Łany sztyjc się szarpali. Łostuda bôła skuli tego kaj mo stanońć kościôł. Jedni i drudzy tak się sporkowali, że na kôniec uradzili, że zbudujôm go akuratnie pojśczotku miyndzy tymi wsiami. Skludzili cegłówki, cymynt, wapno, kamiynie i zaczli robić. Jak prziszli na miejsce – patrzôm, a wszystkie te klamoty się straciły. Na bauplacu łostoł się yno srogi kamiyń. Narozki patrzôm, a tu rak wloz pod kamiyń i zaczôn go smyczyć na strona Chechła. Jak za nim poszli – ujrzeli, że za jedna nocka raz przekludziył wszysko, co prziniyśli na budowa.
        Wtedy już isto miarkowali, że to Pônbôczek dowo im znak, iże kosciôł majom budować w Chechle. Do dziśiok stoi tam piykny kościôł Świyntego Walyntego – patrona łod tych, co się miłujôm.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 14:31
        https://media.tenor.com/G5MvTnsxNHEAAAAM/mallar-duck-gif.gif
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 14:42
        Skarbnik - duch kopalni

        Dawno temu wielu górników pracowało w śląskich kopalniach węgla. Była to praca niezwykle ciężka. Górnicy całymi dniami odłupywali węgiel kilofami, a potem ładowali go do wagoników, by wreszcie wypchać je na górę.
        Kopalnie były też niebezpieczne. Często bowiem zdarzało się, że ze ściany odłupało się zbyt wiele węgla, który zasypywał górników. Nie raz gasło światło i górnicy gubili się w plątaninie starych korytarzy. Wtedy właśnie pojawiał się Skarbnik – dobry duch kopalni.
        Można go było spotkać we wszystkich kopalniach. Zawsze miał postać brodatego sztygiera palącego fajkę, z małym kilofem w dłoni i świeczką przymocowaną do opaski na czole. Ostrzegał górników przed niebezpieczeństwami i pomagał im w razie potrzeby. Jednak tylko ludzie dobrzy i pracowici nie musieli obawiać się Skarbnika. Oszuści i obiboki nie mogli liczyć na jego przychylność.
        Pewnego razu głównego sztygiera kopalni poproszono o przyjęcie do pracy młodego chłopca. Jego ojciec zmarł, a matka nie była w stanie sama wyżywić licznego rodzeństwa chłopca. Sztygier długo się opierał, twierdząc, że chłopiec sobie nie poradzi. Gdy w końcu się zgodził, postawił jeden warunek – chłopiec musi pracować tak samo jak starsi górnicy i wywozić na górę tyle samo węgla. Jeśli sobie poradzi przez tydzień, zostanie przyjęty do pracy na stałe.
        Już pierwszego dnia młodzieniec wiedział, że sobie nie poradzi. Już miał pójść do sztygiera i powiedzieć, że rezygnuje, gdy nagle obok niego pojawił się starszy górnik.
        – Co cię trapi, chłopcze? – zapytał, widząc jego zatroskaną minę.
        Gdy chłopiec opowiedział mu całą historię, górnik rzekł:
        – Pomogę ci, ale musisz równo dzielić się ze mną zapłatą, jaką otrzymasz za pracę.
        – Zgoda – odparł chłopiec.
        I tak, dzień w dzień starszy górnik przychodził do chłopca i pomagał mu odłupywać węgiel, a potem ładować go do wagoników. Po tygodniu zdumiony sztygier przyjął chłopca na stałe i wypłacił mu umówioną kwotę.
        Starszy górnik już czekał na chłopca na dole.
        – Przyszedłem po swoją część – powiedział.
        – Zatrzymałem dla siebie tylko tyle, ile sam zarobiłem. Cała reszta pieniędzy jest dla ciebie. Dziękuję za pomoc – odparł chłopiec, podając mu woreczek pełen monet.
        Wtedy górnik roześmiał się serdecznie i przyjął prawdziwą postać. Przed chłopcem stał duch kopalni we własnej osobie.
        – Zatrzymaj wszystkie pieniądze, chłopcze – powiedział Skarbnik. – I zawsze bądź taki uczciwy. Po tych słowach zniknął.
        Skarbnika najczęściej spotykano w śląskich kopalniach węgla, ale podobno pojawił się też w wielickiej kopalni soli.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 14:54
        Utopce porywają dziewczynkę

        Mała dziewczynka chlapała się w wodzie. W pewnym momencie zauważyła, że po wodzie płynie kolorowa wstążka.
        – Mamo, mogą chycić ta kolorowo szlaifka? – zawołała. Mama pozwoliła.
        Dziewczynka zrobiła krok do przodu i zniknęła pod wodą. Choć w tym miejscu było płytko i ludzie natychmiast rozpoczęli poszukiwania, to dziewczynki nie znaleziono. Wytłumaczenie było jedno: to utopki zwabiły i porwały dziewczynkę.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 15:06
        Wierny pies (wersja w gwarze śląskiej)

        Piyrwyj kole Toszka rosły gynste lasy bogate we zwierzyna. Jedyn ze ksi?nż?nt opolskich wybroł sie do tych bor?w na g?n. G?n sie udoł, służba znosiyła już ubite sorniki i chazoki. Wszyjscy radzi byli, bo miynsa styknie na dugo. Ksi?nże urobi?ny g?nem legnył sie miyndzy paprocie, pod brzimym i usnył. Wachowoł przi nim pies.
        Narozki ze młodnika pokazoły sie dwie dzike świnie i kalupym pogoniyły na ksiyńcia. We służba keby pieron szczel?ł. Niy wiedzieli, co pocz?ńć. Yno wierny pies skocz?ł i ciepn?ł sie na dzike świnie. Larmo ôbudziyło ksiyńcia.
        Pogryzione świnie uciykły do lasa, a pokwawiony pies doczołgoł sie do pana i umrzył mu na rynkach. Pon poślimtoł sie nad swojim psym — kamratym, z kerym bawi?ł sie jeszcze za bajtla. Pochowali psa na polance pod brzimym, kaj ksi?nże się zdrzymn?ł. Jak pan przyijechoł nazod ze g?na, kozoł we lesie wybudować z?mek i osada Toszek — to skuli tego, że take miano mioł jego wierny pies.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 15:15
        Sposób na gadatliwość

        Pewien chłop z Kozłowa w czasie orki na pańskim zahaczył sochą o coś twardego. Okazało się, że była to dość duża metalowa skrzynka, ale w żaden sposób nie mógł jej o własnych siłach wydobyć z ziemi.
        – Muszę zwrócić się o pomoc do żony – postanowił, ale zaraz zmitygował się.
        – Jest głupkowata i gadatliwa. O znalezisku będzie wiedział nie tylko Grześ, ale i cała wieś, i skarb odbierze mi dziedzic.
        Pół nocy nie spał i medytował, jak znaleźć wyjście. Wreszcie wpadł na chytry pomysł. W ogrodzie, gdzie rosła kapusta, chwycił zająca, trzasnął go w uszy i zawiesił w sieni na wędce, potem coś pomajstrował w mnichu na dworskim stawie i gdy woda opadła, złowił kilka karpi, wypełniając nimi klatki, z których uprzednio wypuścił przebywające w nich szczygły. Gdy już słońce świeciło, obudził żonę i kazał jej wejść do pieca chlebowego, aby sprawdzić, czy palenisko jest w porządku. Zaraz potem z trzaskiem zamknął drzwiczki i zaczął dwoma wiadrami nosić z pobliskiego potoku wodę, zalewając nią całą izbę i sień. Wkrótce jeden po drugim pływały wszystkie sprzęty. Żona,
        dusząc się w zamkniętym piecu, wrzeszczała ile sił i tłukła pięściami i nogami w jego ściany. Chłop cały zamoczony, otworzył wreszcie drzwiczki i powitał ją pretensjami.
        – Ty tu sobie leżysz, jakby nigdy nic, a popatrz, co się tu działo! Zerwała się straszna wichura i nagle runęła fala wody, omal nie zalewając całej chałupy. Świat jakby przewrócił się do góry nogami. Zające same nadziewały się na wędkę, a ryby fruwały w powietrzu i wpadły do klatki, przepędzając z nich ptaki. Kobieta przecierała oczy ze zdumienia, ale nie pozwolił jej ochłonąć, podszeptując:
        – Nie martw się tymi stratami i chodź ze mną w pole. Pomożesz mi wydobyć z ziemi wyorany skarb. Będziemy bogaci.
        Wkrótce wspólnymi siłami wydobyli skrzynię i nie mogli doliczyć się złotych dukatów. Kobieta nie mogła usiedzieć na miejscu i pod jakimś pretekstem wybiegła z chałupy, chcąc podzielić się ze znajomymi dobrą nowiną. Po drodze spotkała przejeżdżającego konno dziedzica i opowiedziała mu historię ze skarbem. Zainteresowany właściciel majątku zażądał szczegółów i zapytał, kiedy to się stało. Gadatliwej babie wszystko się pomieszało:
        – Łaskawy panie – wyjaśniała – było to wtedy, gdy wezbrały wielkie wody i zwierzęta same nadziewały się na wędki, a ryby niczym ptaki fruwały w powietrzu…
        Zawiedziony dziedzic rozsierdził się i wrzeszczał.
        – Głupia kobieto, pleciesz nie wiadomo co, a ja muszę wysłuchiwać takich bzdur! Idź precz! Niech tu więcej twoja noga nie postanie!
        Kobieta jakby skamieniała. Nic z tego nie rozumiała. Zaczęła nawet wątpić, czy rzeczywiście mąż jej znalazł skarb. Nikomu też o niczym więcej nie szepnęła słówkiem. Chłop uratował swoje znalezisko.
      • madohora Re: Legendy 31.08.25, 15:26
        https://media.tenor.com/tHGOmvcUrjEAAAAM/evil-laugh-witch.gif
      • madohora Re: Legendy 19.09.25, 23:50
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/62/Skrzesz%C3%B3wka_kapliczka_p.jpg/330px-Skrzesz%C3%B3wka_kapliczka_p.jpg
      • madohora Re: Legendy 22.09.25, 19:33
        Stara legenda mówi, że nazwa miejscowości - Drogobycza - pochodzi
        od potocznego określenia drogi, którą pędzono byki (bydło) z Polski przez
        Śląsk na Węgry. Dlatego od byczej drogi nazwa wsi powstała Drogobycza
      • madohora Re: Legendy 22.09.25, 19:41
        „Pierwotny Pawontów to syn Pawonty. Później powstały Pawonków na
        jedno wychodzi, gdyż tłumaczy się, jako syn Pawonki.
        Sadów to syn Sada. Pierwotna nazwa brzmi Sadowe; to oczywiście syny
        Sada.
        Kochanowice to syny Kochana, Kochanów zaś to syn Kochana.
        Koszęcin to syn ojca nazywającego się Koszę, Koszę to mały Koch.
        Lubsza to bardziej Luba.
        Jędrysek to pieszczotliwie nazwany Jędra, czyli Andrzej.
        Żyglin to syn matki Żygel.
      • madohora Re: Legendy 22.09.25, 19:48
        https://media.tenor.com/maY0Nqzmda0AAAAM/swan-couple.gif
      • madohora Re: Legendy 22.09.25, 20:17
        Hrabiowie z Gaszyna pisali się panami na Oleśnie, Woźnikach,
        Wojciechowie, Żyrowej, Cerkwi Polskiej i Kietrzu. W herbach swoich mieli
        pół koła. Byli oni założycielami klasztoru reformatów i kalwarii na Górze
        Chełm3940 w powiecie wielko strzeleckim. O jednym z nich krążą dotychczas
        pomiędzy ludem dziwaczne wieści o jego nadzwyczajnej sile fizycznej.
        Tam na przykład mówią iż na każdej dłoni zdołał utrzymać jednego trębacza.
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 10:54
        O założeniu Woźnik
        “Woischnik, Woźniki: rejencja opolska, powiat lubliniecki. Podług
        wieści gminnej, nazwa ma pochodzić od tego, iż gdy Tatarzy gród na
        Grójcu opanowali, mieszkańcy się na to miejsce przenieśli.”.
        Dawno, dawno temu, tam gdzie dzisiaj tylko rozpadliska krzewami
        i lasem porosłe, na wyniosłym wzgórzu Grójec, stał potężny zamek,
        otoczony obronnymi murami i wieżami. U podnóża góry zaś przycupnęły
        liczne osady służebne, a tam gdzie dzisiaj wioska Psary jest położona,
        znajdowała się duża osada targowa, ludna niczym miasto.
        Gdy w 1241 roku wpadły na Górny Śląsk hordy Tatarów, ludność
        okolicznych wiosek znalazła schronienie w gościnnych murach
        lubszeckiego Grójca. Z zamku bowiem prowadziły liczne tajemne wyjścia
        i podziemne chodniki, bądź to w wapiennej skale wydrążone, bądź to
        drewnem i wierzchem darnią pokryte. Służyły one różnym celom: a to, aby
        przez nie zaopatrzenie zgromadzonej ludności dostarczyć, niespodziewane
        z nich ataki na wroga urządzić, Kurierowi wolna drogę uczynić,
        a w ostateczności ewakuację obrońcom umożliwić.
        Tak też było pamiętnego roku 1241, kiedy to na Grójcu, jako i na jego
        podgrodziach, kamień na kamieniu nie pozostał. Z zamku ewakuowano
        najpierw kobiety i dzieci na mokradła, tam gdzie dzisiaj kościółek
        drewniany św. Walentego pod Woźnikami stoi. Później schronili się tam
        chłopi z podgrodzia. Na koniec ocalali obrońcy, którzy po przejściu
        podziemnym gankiem znaleźli schronienie w zamku „Sworzec”,
        wybudowanym na wschodnim stoku Lubszeckiej Góry. Wieść bowiem
        0 gromadzącym się w pospiechu rycerstwie śląskim pod sztandarami
        księcia Henryka Pobożnego, spowodowała, że Tatarzy zmuszeni zostali
        odejść spod Grójca na Dolny Śląsk.
        Ocaleni uchodźcy założyli na skrawkach suchego gruntu, otoczonego
        mokradłami, wioskę, którą z uwagi na główne zajęcie osadników nazwano
        Woźnikami. Przebiegający w pobliżu szlak handlowy dawał Woźniczanom
        możliwość łatwego zarobku. Dostrzegł to także i książę opolski, któremu
        przynależały te ziemie. Założył on najpierw stację celną, a później przeniósł
        osadę w inne miejsce, tam gdzie dzisiaj woźnicki Rynek się znajduje, oraz
        nadał Woźnikom prawo miejskie. W ten sposób Wożniki stały się osada
        miejską, najbardziej oddaloną od stolicy księstwa, którą wtedy było Opole
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 10:59
        W zamierzchłych czasach Gniazdów słynął z tego, że był zespołem
        stanic rozbójniczych, siedzibą łotrzyków, którzy w czasach zawieruchy
        społecznej - po opuszczeniu Polski przez Bolesława Śmiałego - obrali
        sobie tu siedlisko. Stąd też osada została nazwana Gniazdowem. Kiedy
        dokładnie została założona, nikt dokładnie nie wie? Wszyscy jednak
        wskazują na Drogosława herbu Zerwikaptur, że był jej dziedzicem już
        w 1106 roku. Ten to Drogosław, po ucieczce Bolesława Śmiałego na
        Węgry, zebrał wałęsających się po okolicy rycerzy i stworzył we swoich
        gniazdowskich włościach silny oddział, początkowo o charakterze
        obronnym, który z biegiem czasu, z powodu sprzyjających okoliczności,
        zaczął uprawiać bandyckie rzemiosło, wyprawiając się na okoliczne włości.
        Po śmierci Drogosława, rzemiosło rozbójnicze przejęli jego zstępni:
        synowie i wnuki, którzy grasowali nie tylko po najbliższej okolicy. Proceder
        ten trwał do 1170 roku, kiedy to Kazimierz Sprawiedliwy, książę
        krakowski, przepędził Drogosławowiczów z Gniazdowa i zburzył ich
        fortece na Górze Banaszkuwej, Górze Brzozowej (obecnie Florianek, 354 m
        n.p.m.) w Woźnikach, Górze Biadacz oraz na Sobolej Górze.
        Pokonani Drogosławowicze uszli na śląską stronę i zajęli opuszczone
        wtedy grodzisko pod Lubszą na Górze Grójec (365 m n.p.m.). Nie minęło
        trochę czasu, gdy i tutaj ich odnaleziono a wojska Kazimierza
        Sprawiedliwego zdobyły grodzisko i zburzyły je tak, że do dziś pozostał na
        Grójcu tylko ślad w postaci głębokiej jamy
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:05
        Potop w Piasku
        • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:07
          https://media.tenor.com/765wQ_mYuWQAAAAM/flooding.gif
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:13
        https://media.tenor.com/2NqeUVsVdmQAAAAM/fish-spin-sha.gif
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:32
        ▪️▪️▪️▪️
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:36
        ...
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:39
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b2/Starcza-kosciol_NMBP_Czestochowskiej.jpg/500px-Starcza-kosciol_NMBP_Czestochowskiej.jpg
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:45
        Źródła przy Nowej Drodze
        W przeszłości dużą rolę komunikacyjną nie tylko w wymiarze Lubszy,
        pełniło Wyngrodzie, droga prowadząca z centrum wsi w kierunku Ligoty,
        Skrzesówki, Goroli, Czarnego Lasu oraz Niegolewki i dalej w stronę tak
        zwanej polskiej granicy. Łączyła ona także w przeszłości parafię lubszecką
        z Koziegłowami, miastem leżącym w dawnym baronacie koziegłowskim
        wchodzącym w skład biskupiego księstwa siewierskiego.
        Jak głosi stare podanie, dawno temu pewien szlachcic polski jechał
        Wyngrodziem w stronę polskiej granicy, która kiedyś za Ligotą w lesie
        zwanym Czarnym Lasem przebiegała. Gdy minął Olszynę, czyli las
        olchowy nad Potokiem Lubszeckim rosnący i zbliżał się do Nowej Drogi,
        nagle piorun z jasnego nieba uderzył i na miejscu zabił podróżnego. W tej
        samej chwili odpryski pioruna wybiły w ziemi pięć głębokich otworów,
        z których do dzisiaj woda na powierzchnię ziemi wypływa.
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:51
        https://media.tenor.com/aQu3uDnytcMAAAAM/horse-horse-running.gif
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:23
        „Inni powiadają, że rycerz na Grójcu był ojcem trzech córek, które
        zamiast do kościoła chodzić pasy rycerskie wyszywały i za karę, kiedy
        rodzice ich w kościele bawili, w ziemię się z grodem zapadły.”
        •••
        „Inni prawią, że ów rycerz miał trzy pracowite córki, które dla pracy
        opuszczały służbę bożą i do kościoła nie chodziły, a więc z Bożego
        dopuszczenia zapadł się ów zamek.
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:30
        Grób dziedzica Grójca
        W Babienicy, wiosce położonej na północny zachód od Lubszy, żyła
        dawno temu pewna staruszka. Sędziwa kobieta nieraz opowiadała
        o nieszczęsnej dziewczynie, która poniosła tragiczną śmierć w gruzach
        zapadłego pod ziemię zamczyska, stojącego na lubszeckim Grójcu. Po jej śmierci, pogrążeni w bólu rodzice zamieszkali w Babienicy, w miejscu
        gdzie do dnia dzisiejszego stoją zabudowania babienickiego dworu.
        Podobno znajdował się tam pierwotnie maleńki dworek, w którym spędzili
        oni swe ostatnie dni, spoglądając ze smutkiem na porosły lasem Grójec.
        Rozpacz po stracie jedynaczki nadwątliła ich siły tak, że staruszkowie
        dość szybko opuścili ziemski padół, łącząc się z oczekującą ich
        w niebiosach jedyną córka. Nie mogąc jednak znaleźć miejsca ostatniego
        spoczynku w krypcie grobowej zrujnowanej, zapadłej zamkowej kaplicy na
        Grójcu, pogrzebani zostali nieopodal dworku w Babienicy.
        Mijały lata, minęły wieki. Zmieniali się kolejni właściciele majątku. Po
        zabudowaniach starego dworku nie pozostał żaden ślad, a i wspomnienia po
        dziedzicach Grójca okryła mgła tajemnicy.
        Kiedy w 1833 roku dobra lubszeckie, wraz z wchodzącym w ich skład
        majątkiem rycerskim w Babienicy, przeszły w ręce rodu Henckel von
        Donnersmarck, wydarzenia sprzed lat ożyły.
        Zapragnął bowiem wtedy nowy właściciel, aby w Babienicy zbudować
        dużych rozmiarów park. Na jego polecenie wykarczowano byle jak rosnące
        drzewa i krzewy, wyrywano korzenie i pniaki, równano ziemię.
        Wtedy to, płytko pod ziemią, natrafiono na potężną gruba płytę
        wykonaną jakby z żelaza, której nie potrafiono ruszyć. Próbowano ręcznie
        i sprzężonymi parami wołów, ale nie dano rady.
        Zniechęcony niepowodzeniem hrabia Henckel von Donnersmarck, kazał
        wszystko zasypać, wyrównać ziemię i obsadzić świerkowym lasem.
        Z biegiem czasu z malutkich sadzonek wyrosły dorodne choinki,
        a następnie drzewa, po których jednak dzisiaj próżno szukać śladu. Nie
        wiadomo także, gdzie znajduje się płyta kryjąca wejście do grobu.
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:39
        °°°
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:44
        Chodnik podziemny w Piasku
        W swojej rękopiśmiennej pracy Łucja Jasionek przekazała legendę
        krążącą wśród mieszkańców Piasku, która głosi, że: „ W obrębie
        zabudowań p. Konopki był podziemny ganek w stronę Grójca.
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:51
        Zamek w Lubszy
        W 1795 roku Sebastian von Johnston und Kogebom, nowy właściciel
        Lubszy rozebrać kazał stojący na najwyższym w powiecie lublinieckim
        wapiennym wzgórzu liczącym 1187 stóp wysokości stary niefunkcjonalny
        zamek. Na jego miejsce postawiono nowy zamek, mniejszy i romantyczny.
        Część starych zabudowań zamkowych przeznaczona została jednak na
        pomieszczenia mieszkalne, zaś inne na gospodarcze. W starym zamku była
        komnata, w której zawracać można było czterokonnym powozem.
        b. 9697
        Jeszcze niedawno ludność miejscowa określała położenie zamku
        lubszeckiego w miejscowym dworze. Często utożsamiano go z budynkiem
        Zarządu Dóbr Donnersmarcka, zbudowanym w końcu XVIII wieku,
        zniszczonym przebudową przeprowadzoną w latach siedemdziesiątych tego
        stulecia. Przy okazji przebudowy zniszczono także stary
        osiemnastowieczny, konstrukcji szkieletowej domek, w którym odbywały
        się odprawy, służący także za stołówkę. Inni upatrywali także za
        pozostałość zamku, czworak stojący nad dworskim stawem. Był to dużych
        rozmiarów, piętrowy, tynkowany budynek, kryty pierwotnie gontem,
        w późniejszych latach wymienionym na dachówkę. Budynek ten zakończył
        swój żywot, podobnie jak wiele podobnych podworskich obiektów, w latach
        sześćdziesiątych.
        Początków założenia pierwotnego zamku można doszukiwać się
        w mrokach średniowiecza. Pobudowany musiał być on początkowo
        z najbardziej dostępnego na tym terenie materiału, jakim było drewno
        pozyskiwane z rozległych okolicznych lasów. Później, wykorzystano do
        budowy nowego zamku kamienne głazy narzutowe przyniesione na nasz
        teren przez lodowiec a także istniejące a wystające z ziemi w przeszłości
        wapienne ostańce, podobnie jak to ma miejsce obecnie na pobliskiej Jurze.
        Zamek zbudowany został w bardziej korzystnym niż kościół położeniu, na
        południowym jęzorze stoku wschodniego Góry Lubszeckiej. Ciekawostką st tutaj fakt, że obydwie budowle postawiono w pobliżu źródeł wody. Na
        terenie zabudowań zamkowych wypływały dwa źródła, co stanowiło
        w przeszłości ważny element w przypadku oblężenia. Także i kościół
        posiadał na swoich gruntach oddalone niedaleko od plebani, w dole
        farskiego ogrodu źródła wody, na gruncie odstąpionym później pod budowę
        domu dla rodziny byłego grabarza. Jak istotne było to położenie niech
        świadczy fakt, że miejscami w Lubszy głębokość studni bitych w skale
        sięgała kilkunastu a nawet i więcej metrów w głąb ziemi.
        Mapa księstwa opolskiego Wielanda Homana z 1736 roku, ukazuje
        położenie zamku i określa go, jako sedillum nobilem - czyli siedzibę
        szlachcica. Legenda podaje, że posiadał cztery wieże. Inne podanie głosi, że
        w zamku tym była komnata, w której można było zawracać karetą
        zaprzężoną w cztery konie. Nie wiadomo jednak czy odnosiło się to do
        zamku lubszeckiego czy zamku, jak chce legenda, posadowionego na
        Grójcu. Komnatą wtedy musiałaby być potężna jama - dziura w ziemi
        i skale, w której to jeszcze w latach pięćdziesiątych odbywały się huczne
        zabawy.
        Józef Lompa w swych zapiskach wspomina, że zamek lubszecki
        rozebrano pięćdziesiąt lat przed jego przybyciem do Lubszy, czyli fakt ten
        miał mieć miejsce około 1770 roku, czyli jeszcze za dziedzictwa Pucklerów.
        Poniżej przytaczam zapis słów ludowej piosenki, związanej
        z lubszeckim zamkiem a zachowanej w dorobku twórczym Józefa Lompy98 :
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 13:07
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/cf/POL_Babienica_COA.svg/250px-POL_Babienica_COA.svg.png
        • madohora Re: Legendy 24.09.25, 00:10
          Nieodnaleziony skarb złotych monet
          Działo to się w końcu dziewiętnastego stulecia. Stary Błażej mieszkał
          w wiekowej drewnianej chacie, która przycupnięta od starości stała w
          środku wioski. Jak to było w zwyczaju w ówczesnych czasach, posiadał on
          liczną rodzinę, Kilku synów i trzy córki wspólnie i zgodnie postanowili
          pomóc ojcu i wystawić, nowy, murowany już dom. Niemal wszyscy
          pracowali w hutach i fabrykach Czarnego Śląska. Zgodnie
          z postanowieniem, część zarobionego grosza odkładali w postaci 10 i 20
          markowych monet wykonanych ze złota. Z przekazów wynika, że uzbierana
          została niemal pełna złotych monet słomianka do wypieku chleba.
          Pech chciał, że ojciec zachorował a obawiając się kradzieży, pewnego
          dnia, późnym wieczorem wziął, wsypał monety do worka i wyszedł z domu,
          zabierając z sobą łopatę. Sprawa wyszła na jaw dopiero po kilku dniach,
          gdy rodzina razem spotkała się na obiedzie przy niedzielnym stole. Okazało
          się, że nie tylko brak było złota, lecz także sterany wiekiem ojciec, nie mógł
          sobie przypomnieć miejsca jego ukrycia. Na nic zdały się poszukiwania.
          Złoty skarb nie został odnaleziony i do dnia dzisiejszego spokojnie
          spoczywa sobie gdzieś w Lubszy.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 00:17
        Skarby Kamieńskich Młynów104
        Przez wiele wieków dawna parafia lubszecka leżała na granicy
        pomiędzy Śląskiem a Rzeczpospolitą, a po jej upadku - z Królestwem
        Kongresowym i Cesarstwem Rosyjskim. Jak każda granica przekraczana
        była legalnie i nielegalnie przez ludzi majętnych lub tych, którzy szukali
        schronienia przed grożącym im niebezpieczeństwem. I jedni i drudzy
        przewozili przez granicę różnego typu towary i kosztowności. Te drugie po
        przekroczeniu granicy, przy pierwszym noclegu, starano się w różny sposób
        zabezpieczyć przed rabunkiem, ukrywano je w sekretnym miejscu. Zwykle
        były to zagłębienia pod korzeniami lub dziuple wiekowych drzew, pobliże
        głazów narzutowych, przydrożne lub nadrzeczne skarpy, krzyże przy
        rozstajnych drogach.
        pierwszy nocleg po przekroczeniu granicy, był noclegiem
        ostatnim. Jak nad każdą z granic, także i na terenie parafii lubszeckiej
        grasowały bandy rabusiów, którym miejscem schronienia były okoliczne,
        rozległe lasy a za nic było ludzkie życie. Często zdarzało się i to, że
        kosztowności ukryte wieczorną porą, nie były odnajdywane w świetle dnia,
        bo słoneczne promienie zmieniały nie do poznania obraz terenu, miejsca
        ukrycia. I w pierwszy i w drugim przypadku, skarby ukryte przed laty
        czekają na swego znalazcę. A że Kamieńskie Młyny położone były najbliżej
        granicy, tak tez jest ich nagromadzonych najwięcej, szczególnie w okolicach Borku, nad granicą ze Starczą nad rzeką Kamieniczką
        i w okolicach nowego kościoła.
        W dzieciństwie wsłuchiwaliśmy się w opowieści Wawrzyńca Badury
        między innymi o tym, jak to bardzo dawno temu uchodził
        z Rzeczypospolitej przed niebezpieczeństwem jeden z księży. Będąc
        uwikłany w nielegalną patriotyczną działalność, ścigany był przez agentów
        rosyjskiego cara. Uchodząc przewoził z sobą przecudnej roboty złoty
        kielich, który po przekroczeniu śląskiej granicy w okolicy Kamieńskich
        Młynów ukrył gdzieś w obawie przed kradzieżą. Stracił jednak życie, nocą
        zgładzony przez carskich najemników, a kielich od dwóch stuleci spoczywa
        w ukryciu. Nadejdzie jednak taki czas, że znajdzie się człowiek nieskalany
        grzechem, który odnajdzie ukryty skarb, który będzie służył celom, do
        których został zrobiony.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:22
        Jak wieżę kościoła w Lubszy budowano
        Nikt już tego nie pamięta, ale wieżę kościoła w Lubszy budowano
        w tym samym czasie, co wieżę klasztoru na Jasnej Górze. Powiadano, że
        było to tak blisko, że budowniczowie podawali sobie nawzajem narzędzia
        murarskie. Pomimo tego, że i wieża kościoła lubszeckiego i klasztoru
        jasnogórskiego są tak wysokie, to murarze przy ich wznoszeniu nie używali
        żadnych rusztowań.
        A działo się to tak:
        Co wybudowano w dzień, w nocy “weszło” do ziemi. I tak działo się
        przez calutki miesiąc. Należy nadmienić, że pogoda przez ten cały czas,
        kiedy wznoszono te budowle, była nadspodziewanie ładna, ani kropelka
        deszczu wtedy nie spadla. Ziemia była bardzo sucha i kamienista, nigdzie
        gruntu grząskiego nie było.
        Gdy zakończono prace murarskie, to następnego dnia rano obydwie
        wieże wyłoniły się na powierzchnię ziemi.
        • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:38
          Klątwa proboszcza powodem tragedii
          W drugiej połowie XVIII wieku proboszczem w Woźnikach został
          pochodzący z Sośnicowic ks. Fulgenty Udricki, który nominację otrzymał
          wprost od samego papieża. Nie znał dobrze języka polskiego, więc nie
          umiał za bardzo znaleźć wspólnego języka ze swymi parafianami.
          Jak lud sobie opowiada, pod koniec swego urzędowania miał proces
          sądowy z władzami miasta, który przegrał. Rozgoryczony i w poczuciu
          doznanej krzywdy miał wówczas na miasto zwołać zemstę Bożą.
          Zmarł w 1795 roku. Po jego śmierci, w sierpniu 1798 roku miasto
          zgorzało całkowicie
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:32
        •••
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:45
        Jak wznoszono wieżę jasnogórską
        Dawno temu, kiedy wznoszono wieżę klasztoru jasnogórskiego,
        zamarzyło się jej budowniczym, aby wznieść najwyższą w okolicy wieżę,
        wyższą ponad wszystkie otaczające ją wieże okolicznych kościółków,
        nawet ponad tę z odległej aż o trzy mile Lubszy. Kiedy wybudowano,
        wydawało się sięgającą nieba wieżycę, z której podobno nawet tatrzańskie
        szczyty można było oglądać. Pycha częstochowskich murarzy została poskromiona gdy po jej wymierzeniu okazało się, że strzelisty szczyt
        jasnogórskiej wieży to dopiero wysokość progu starego murowanego
        kościółka św. Jakuba Starszego w Lubszy, w którego ołtarzu głównym
        umieszczony był ówcześnie, pięknie odziany sukienkami, obraz Matki
        Boskiej Częstochowskiej. Gdy przed ponad stu laty postawiono nowy
        ołtarz, starą ikonę umieszczono w innym nieznanym dziś miejscu.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:52
        Jak pszczoły uchroniły kielich z św. Hostią przed bandytami
        Działo się to przed wiekami. Dobra lubszeckich panów dziedzicznych
        sięgały ówcześnie hen daleko, na północ i stykały się z granicami
        dzisiejszej wsi Rększowice. Teren ten niemal całkowicie porastał gesty las
        poprzecinany nielicznymi szlakami prowadzącymi ze Śląska w stronę
        Częstochowy. Czasy były wtedy jeszcze bardzo niespokojne. Najgorsze
        minęło, gdy przeszli Husyci znacząc swój szlak zgliszczami wypalonym,
        miast, wsi i kościołów. Spłonął wtedy także i stary, drewniany kościółek
        w Lubszy. Za sprawą Piotra z Lubszy, pana dziedzicznego Lubszy
        a zarazem kanclerza księcia strzeleckiego Bernarda, kościół szybko
        odbudowano, tym razem z trwalszego już materiału. Murowana świątynia
        potrzebowała jednak wyposażenia. W wojennej zawierusze spłonął nie
        tylko kościół, ale zniszczone zostały także i sprzęty liturgiczne. Po nie to
        wybrał się do Częstochowy, nieznany już nam dziś z imienia lubszecki
        pleban. Tam w Częstochowie, za doradą klasztornych braciszków, nabył
        złoty kielich. Rankiem następnego dnia, z poświęconym kielichem
        i z umieszczoną w nim otrzymaną w klasztorze św. hostią a także z Bożym
        Błogosławieństwem, wracał do Lubszy.
        W nadgranicznym Czarnym Lesie, którego nazewnicze relikty
        zachowały się w lubszeckiej parafii, niespodziewający się złego, pleban
        natknął się na bandytów, rekrutujących się z niedobitków husyckich
        oddziałów. Próbował ujść pogoni. Na nic się zdała ucieczka. Otoczony, po
        krótkiej nierównej walce, padł w gęstwinie zarośli lasu gdzieś nad
        niewielką rzeką Kamieniczką. Gdy po pewnym czasie odnaleziono ciało
        lubszeckiego plebana i jego sługi, kielicha jednak przy nich nie było. Nie
        było go także u wyłapanych i wytraconych bandytach.
        Powiadano, że uchodząc przed pościgiem pleban ostatkiem sił wrzucił
        zawiniątko z kielichem w otwór dziupli rozłożystego drzewa. Umknęło to uwadze ścigającej farosza pogoni. Wtedy też stała się rzecz dziwna.
        Zleciały się roje pszczół z okolicznych lasów i mgnieniu oka zalepiły
        woskiem otwór dziupli tak, że nikt nie mógł go wyśledzić.
        Po pewnym czasie, miejscowi bartnicy penetrując las natknęli się na
        dziwne zjawisko. Wokół starego pnia drzewa krążyły całe roje pszczół. Gdy
        tam dotarli i wspięli się wyżej, nieatakowani przez te pożyteczne owady
        zauważyli woskowy plaster okrywający dziuplę. Gdy go usunęli, oczom ich
        ukazał się złocisty blask kielicha i biel spoczywającej w jego wnętrzu
        Hostii.
        W krótkim czasie kielich wraz z hostią trafił na miejsce swego przeznaczenia.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:03
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/26/Boron%C3%B3w_mapa_XIX_wiek.jpg/500px-Boron%C3%B3w_mapa_XIX_wiek.jpg
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:14
        Joanna
        „Przed laty w Piasku przy drodze prowadzącej w kierunku Lublińca
        mieszkał zamożny gospodarz M., który był posiadaczem obszernych włości
        położonych po północnej stronie dzisiejszego mostu, znajdującego się na
        drodze prowadzącej do Lublińca. Był on ojcem urodnej córki o imieniu
        Joanna, posiadającej dobre serce. Była ona znana z tego, że wyrabiała
        piękne obrusy ołtarzowe do kościoła w Lubszy, księżowskie ornaty
        i komże. Zmarła jednak bardzo młodo, a przyczyna było niegroźne
        przeziębienie. Otóż rodzice mimo jej niezadowolenia zabrali Joannę na
        zabawę karnawałową. Podróż była długa i uciążliwa. Wracając w mroźną
        noc dorożką przeziębiła się i ciężko zachorowała. Niedługo później Bóg
        powołał ją do siebie.
        Ludzie powiadali, że gdy kondukt żałobny wyruszył z domu podążając
        do kościoła i na cmentarz lubszecki, dzwony na wieży kościoła
        ewangelickiego w Piasku same się odezwały, dzwoniąc tak długo, żałobna procesja dotarła do Lubszy. Tam odezwały się dzwony
        lubszeckiego kościoła.
        Po latach ówczesny lubszecki kopidoł Osadnik, zgłębiając po 1935 roku
        miejsce nowego pochówku, natknął się na dobrą, nie spróchniałą trumnę
        i ze zdziwieniem zobaczył zmarłą dawno temu dziewczynę w białej szacie,
        z zielonym wiankiem na głowie, nic nieuszkodzoną. Zamknięto ponownie
        trumnę i pogrzebano niczego nie podając do publicznej wiadomości, by nie
        robić rozgłosu i niepotrzebnej nikomu ciekawości. Tak zdecydował
        ówczesny ksiądz proboszcz. Mimo tego wiadomość dotarła do miejscowej
        ludności, lecz nikt nie wie dokładnie, gdzie znajduje się wspomniany
        pochówek. Przypuszcza się natomiast, że był to grób Joanny z Piasku.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:24
        Pastorałki w Lubszy
        W przeszłości budynek kościelny dodatkowo pełnił także inne funkcje
        w społeczności, szczególnie wiejskiej: początkowo w średniowieczu było to
        miejsce nauczania, czyli odpowiednik szkoły, miejsce zebrań a często także
        i swoistego rodzaju „sali widowiskowej”.
        Według Józefa Lompy, „Przed 50 laty był w Lubszy podczas jutrzni na
        Boże Narodzenie takowy obyczaj.
        Gdy chłopcy po Gloria swoje na chórze wypiskali, wyszedł z kruchty
        (zakrystii) jeden kościelny w potarganym kożuchu, podskoczył kilka razy
        przed wielkim ołtarzem i tąpał kosturem, przy czym mówił:
        We złym jestem kozusyskn,
        Łażą mi wsy po brzusysku.
        Odszedł, wystąpił drugi rzekł:
        Kto ma kołace, to je będzie dusi[ć]
        A kto nie ma, to głód cierpieć musi
        Trzeci odezwał się:
        Ja mała dziecina
        Śpiewam jak ptaszyna;
        Będę Boga prosiła
        Coby się kasza rodziła.
        Hujt, hujt, poskakał sobie i zaś do zakrystii poszedł.”
        b.13S
        Skoro ksiądz na jutrzni gloria odśpiewał piskali chłopcy na rozmaitych
        piszczałkach, co radość ptactwa z narodzenia Zbawiciela znaczyło.
        W Lubszy (pow. lubliniecki) był bowiem obyczaj. Po skończonej jutrzni
        wychodził jeden ministrant w komży przed wielki ołtarz, mówiąc:
        A ja mu dam plaster miodu,
        Niech to dziecię nie umrze z głodu
        Uczynił potem żak kilka wesołych skoków, wracał do zakrystii.
        Wychodzi zaś drugi i mówił:
        A ja mu dam faskę masła.
        Coby mu się gęba spasła
        Wyszedł trzeci pastuszek w kożuchu z wełną do góry, mówiąc:
        Kto ma kołacze, to niech je dusi
        Bo kto ich nie ma, to głód, umrzeć musi.
        Czwarty zaś w te słowa przemawiał:
        A bo ja ci Żaczek,
        Wielki Zaczek
        Ale w tym moim kożuszysku,
        Łażą mi wszy po brzuszysku!
        Teraz zaśpiewał kościelny za ołtarzem:
        Gloria! Gloria! Pastuszkowie,
        Śpiewają nam Aniołowie,
        Gloria ! Gloria ! Na wysokości,
        A ludziom pokój na niskości.
        Na tabemaklu stała mała drewniana kolebka, w której Dzieciątko
        z drzewa wyrżnięto i krepą nakryte leżała. Kościelny pociągał za ołtarzem
        ukryty powrózek i tak w pierwsze święto gód, podczas trzech mszy
        kołysano [Dzieciątko], co ludowi wielką radość sprawiało.
        Józef Lompa przytoczył również przykłady z innych miejscowości
        Górnego Śląska:
        - Na górach Tarnowskich (Tarnowskie Góry) ustawiano obok kolebki
        i figurę św. Józefa, który dziecię kołysał, za czym kościelny za niego
        mówił: „Hu! Hu! Hu! Hu!”.
        - W Niemodliniu (!) także stary św. Józef przez naprawy kołysać musiał,
        przy czym i głos słyszano: ”Jak ja mam dziecię kołysać, Kiej nie mogę
        palcami ruszać”.
        - W innych kościołach stał Józef przy kolebce z dużą brodą a lud
        śpiewał: „Stary Józef kołysze dzieciąteczko, Nynejże, nynej,
        pacholąteczko ”.
        - W Boronowie (pow. lubliniecki) wystawiono mu na jutrznię wpośród
        kościoła młodą jedlicę i zawieszono na niej orzechy, jabłka, pierniki etc.
        Odśpiewawszy Gloria zatrząsnął ksiądz gałęzią i dzieci zbierały spadające
        cacka i pierniki
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:30
        Józef Klyta, zwany Rzymskim
        Józef Klyta zwany Rzymskim był to wielki posiadacz ziemi i kilku
        budynków miedzy innymi w Kamieńskich Młynach, Kamienicy i na
        Ślęzkowym. Z bliżej jednak nieznanych powodów (p.p. na cele wycieczki
        i podróży do Rzymu) napożyczał masę pieniędzy i w końcu pozarywał
        wielu ludzi. W końcu pozbawił się całych swych dóbr a sam chodził ze
        sznurkami do butów. Miał być w Rzymie około 1893/1894 roku. Ten sam
        Józef Rzymski w intencji pokuty postawił trzy krzyże.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:36
        Do 1945 część gminy jednostkowej Zielona. 1 grudnia 1945 w składzie wiejskiej zbiorowej gminy Kalety w powiecie lublinieckim w województwie śląskim. 1 stycznia 1951 w związku z nadaniem gminie Kalety statusu miasta stał się obszarem miejskim miasta Kalety. 5 października 1954, w związku z reformą administracyjną Polski, wyłączony z Kalet, stając się ponownie obszarem wiejskim w składzie nowo utworzonej gromady Miotek. Tam przetrwał w latach 1954–1972. 1 stycznia 1973, w związku z kolejną reformą gminną, prawie całe sołectwo Miotek (obejmujące Miotek, Kolonię Woźnicką, Mokrus i Zieloną) włączono do Kalet; jedynie Kolonię Woźnicką włączono do miasta Woźniki.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:57
        Kapliczka św. Rozalii w Ligocie 148
        Przy drodze prowadzącej z Ligoty w kierunku Woźnik, po jej lewej
        stronie, znajdują się zalane wodą rozpadliska porośnięte krzakami wierzby.
        Tam to według utrzymywanej od pokoleń tradycji, swój wieczny spoczynek
        mieli znaleźć pogrzebani, prawie wszyscy bez wyjątku mieszkańcy Ligoty,
        których zmogła okrutna zaraza w okresie wojny trzydziestoletniej.
        Na pamiątkę tego wydarzenia postawiono na tym cmentarzysku
        cholerycznym kapliczkę pod wezwaniem św. Rozalii. W Ligocie do dziś
        krążą opowiadania o ukazujących się tam duszach zmarłych przed laty,
        proszących o wsparcie modlitwą w ich dążeniu do szczęśliwości wiecznej.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 11:30
        Kapliczka św. Floriana w Lubszy
        W centrum Lubszy, przy skrzyżowaniu z Wyngrodziem, pradawną
        drogą prowadzącą w stronę Ligoty, Skrzesówki, Goroli, Czarnego Lasu
        i dalej w stronę Koziegłów, stoi stara murowana kapliczka pierwotnie
        dedykowana św. Florianowi. Podanie głosi, że postawiono ją przed
        stuleciami na pamiątkę drugiego pożaru Lubszy, który niemal doszczętnie
        strawił wioskę. Kiedy to się dokładnie działo, nikt dzisiaj nie potrafi tego
        powiedzieć.
        Obraz Matki Boskiej, nietknięty, pozostał po dzień dzisiejszy,
        w pochylonej od starości kapliczce, do której przytulone stoją dwa wiekowe kasztany.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 11:59
        „(...) spośród różnego rodzaju istot demonicznych wywodzących się z dawnych wierzeń przedchrześcijańskich, najsilniej zachowały się relikty wspomnień o istotach demonicznych zwanych topielcami, topcami lub też niekiedy diabłami wodnymi. Istoty demoniczne tego typu znane były na całym niemal terenie Słowiańszczyzny. (...) Wieloznaczna nazwa topielca może sugerować, że za tego rodzaju istoty demoniczne uważane były duchy ludzi, którzy ponieśli śmierć przez utonięcie, prawdopodobnie jednak w dawnych czasach rozróżniano dwie kategorie istot demonicznych zamieszkujących odmęty wodne, a więc tzw. diabły wodne, istoty wyjątkowo złe i złośliwe, które starały się łowić kąpiących, a nawet wciągać osoby zbliżające się do brzegów rzek, jezior lub nawet bagien, oraz ich ofiary, które stawały się topielcami niższego rzędu"[
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 12:13
        https://media.tenor.com/jcrqagh4HcsAAAAM/running-away-geralt-of-rivia.gif
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 12:31
        Utopek w Zielonej
        Powiada lud, ze tam przez wieś Zieloną [topiełek, norek] przechodzi,
        gdzie go niektórzy już, jako chłopczyka w czerwonym ubiorze po rzece
        przechodzić, a nawet nad jej brzegiem spać widzieli.
        •••
        Gdzieś w pobliżu Woźnik, na jakimś potoku czy rzeczce, był głęboki
        dół - ploso. Mieszkał tam utopiec o wyglądzie małego chłopca, ubranego
        w czerwony strój. Od czasu do czasu wychodził ze swej kryjówki i wodą
        wędrował aż do stawu w Zielonej. Gdy ktoś go ujrzał, był to znak, że
        w niedługim czasie w tym miejscu znajdzie się topielec
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:00
        Według legend kappy przebywają w rzekach i jeziorach oraz w lasach i na pustkowiach, zawsze w pobliżu zbiorników wodnych. To istoty bardzo złośliwe, nawet o skłonnościach morderczych (wabią dzieci do rzek, żeby je tam utopić, często wysysając organy wewnętrzne, lub – według innych wersji – krew, wątrobę lub siłę życiową poprzez odbyt). Obwinia się je także o porywanie dzieci. Jednocześnie lubią robić zwykłe żarty w pobliskich wsiach, strasząc kobiety, kradnąc żywność i hałasując. Mimo swojej siły i złośliwości są naiwne i łatwo je przechytrzyć. Nie lubią ognia i wiele wsi urządza festiwale z pokazami ogni sztucznych, żeby odstraszyć kappy.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:07
        Popularne japońskie powiedzenie kappa no kawa-nagare oznacza „każdy może się pomylić” (por. pol. koń ma cztery nogi i też się potknie).
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:13
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/96/Kappa_water_imp_1836.jpg
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:20
        Wodnik topił przeprawiające się przez rzekę zwierzęta, a także ludzi wykazujących szczególną niefrasobliwość (nieostrożnych amatorów kąpieli, zwłaszcza kąpiących się nocą) lub wykazujących brak poszanowania dla akwenu zamieszkiwanego przez wodnika[6]. W opowieściach ludowych wodnik jawi się jako postać, którą łatwo zirytować i rozgniewać lub też czyniącą różne (zazwyczaj złośliwe) psoty. Prowokował ludzi rozwieszając na trzcinach kolorowe wstążki i świecidełka. Swoje ofiary wciągał na dno, choć czasami zadowalał się tylko nastraszeniem kąpiącego się przez podtopienie. Tonący wówczas znajdował się całkowicie w rękach wodnika i jego ratunek mógł za sobą pociągnąć więcej ofiar. Stwory mogły też dusić ludzi, dając się przemycić na przykład w worku z piaskiem lub gliną.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:26
        Z wiarą w wodniki związany był zakaz kąpieli przed Nocą Kupały, po której to kąpiel stawała się stosunkowo bezpieczna. W późniejszym okresie nadano temu symbolikę chrześcijańską – wówczas to św. Jan miał „chrzcić” wszystkie wody, przez co duchy wodne miały stawać się mniej agresywne
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:36
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/65/Praha%2C_Festival_ledov%C3%BDch_soch_2016%2C_R%C3%A1kosn%C3%AD%C4%8Dek.jpg/500px-Praha%2C_Festival_ledov%C3%BDch_soch_2016%2C_R%C3%A1kosn%C3%AD%C4%8Dek.jpg
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:45
        Z bałtycką teorią pochodzenia anczutki polemizuje Rolandas Kregždys, wskazując na to, że deminutywna funkcja sufiksu -utka, po pierwsze, nie zawsze ma pokrycie w przykładach z języka rosyjskiego, np. aniutka (mała rybka) nie ma konotacji pejoratywnych. Po drugie przyrostek ten nie zawsze wskazuje na mały rozmiar istoty (np. kozutka – koza). Pod kątem analizy morfologicznej ewolucja etymologiczna wyrazu „anczutka” zaczyna się od bazowego wyrazu anczut (czart), którego pochodzenie wywodzi się podobnie, jak inne słowa kategorii sił nadprzyrodzonych: buka – potwór, którym straszono dzieci, także niedźwiedź, bukań – człowiek podobny do buki, bukanka – domowik, także niechlujna kobieta. Biorąc pod uwagę tabu w języku rosyjskim, wyrazy tej grupy kształtują wypowiedzi w podobny sposób, np.: nie przeklinaj na noc, bo się przyśni anczutka – mówienie słowa czort jest grzechem
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 19:57
        Oboczność anczutki antypka figuruje w ludowych podaniach ukraińskich dawnej guberni czernihowskiej. Motyw anczutki (anciotki) znany jest w ludowej kosmogonii białoruskiej, a wyraz zgodnie z bałtycką teorią pochodzenia przeniknął do języka białoruskiego z litewskiego, w tym do gwar smoleńszczyny
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 20:44
        Domowik, domownik, domowy, domowoj – znany na Rusi duch opiekuńczy domu. Strzegł domu i obejścia, pomagał w codziennych pracach, troszczył się także o zwierzęta gospodarskie. Utożsamiano go z duchem dawnego gospodarza domu.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:37
        Zgodnie z fragmentem XV-wiecznego kazania ubożęciu zostawiano resztki z obiadu, zwłaszcza w czwartek. Posiliwszy się, ubożę miało przepędzać złe moce. Etymologia słowa uboże pochodzi od rdzenia bog-, oznaczającego "łaska, bogactwo". Wywodzenie terminu uboże od słowa "ubogi" jest błędne, gdyż zaprzecza funkcji istoty, której zadaniem było zapewnienie domowi dostatku
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:45
        Anatolij Ladow zatytułował swój, osnuty na rosyjskiej baśni ludowej, obraz symfoniczny z 1910 roku Kikimora.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 10:19
        •••
        Pasierbica mieszkała razem ze swoją macochą i swym ojcem.
        Pewnego razu macocha zaprowadziła pasierbicę do upiornego domku
        w lesie i kazała międlić len. Wierzyła, że przypłaci to swoim życiem. Zjawił
        się diabeł w postaci myśliwego i żądał od dziewczyny, by została jego
        kochanką. Przyrzekła nią zostać pod warunkiem, że wykona wszystkie jej
        polecenia. Ilekroć diabeł kończył całodzienną robotę, piał kur, którego zabrała ze sobą, wówczas myśliwy musiał natychmiast znikać. W ten
        sposób uratowała się przed złem, a ponadto miała dużo płótna. Niedobrzy
        rodzice wysłali tedy swą córkę do domku. Ponieważ jednak nie zabrała ze
        sobą koguta, została porwana przez diabła
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 10:32
        Skrzatek to karłowaty diabeł pod postacią ognistej miotły. Lata w powietrzu i przynosi pieniądze tym ludziom, którzy zawarli z nim pakt. Inny rodzaj skrzatka podobny jest do kurki wodnej, która przynosi tylko
        zboże. Można ją trzymać w domach. Za każdym razem, gdy się wyjmie
        spod niej garstkę zboża, to znowu znajdzie się tam świeże. Wielu wierzy też
        w tak zwany Hecketaler. Za każdym razem jak się go wyda, wraca na powrót do właściciela.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 12:47
        W folklorze krasnoludki, zwane także kraśniętami, skrzatami, ubożętami, podziomkami lub inkluzami, to niewielkie istotki, opiekuńcze duszki domowe. Wywodzono je z dusz przodków lub zmarłych niemowląt. Źródłosłów nazwy jest dyskusyjny, człon krasny- zazwyczaj wiąże się z kolorem noszonych przez nie kubraczków i czapeczek, ale możliwe jest też jego tłumaczenie jako „piękny” lub „tłusty, tęgi”. Za dnia chowały się pod progiem, za piecem, w mysich norach czy zakamarkach kuźni lub stajni. W nocy, gdy domownicy położyli się spać, wychodziły i przed pianiem koguta chodziły wokół obejścia, dokańczając przerwane prace domowe i strzegąc dzieci przed złymi duchami. Sporadycznie występuje motyw złych krasnoludków, szkodzących ludziom
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 12:57
        Po piąte -
        Skąd wiadomo, że zawsze po czwartku jest piątek?
        Po szóste -
        Dlaczego niektóre orzechy są puste?
        Pierwszy mówić miał najstarszy,
        Ale tylko czoło zmarszczył;
        Drugi mówić miał najmłodszy,
        Więc powiedział coś trzy-po-trzy;
        Potem głuchy streścił szeptem
        Wszystko to, co słyszał przedtem;
        Ślepy mówił o kolorach,
        Lecz przeoczył coś, nieborak;
        Zaś niemowa opowiedział
        O tym, czego sam nie wiedział.
        Mańkut milcząc spojrzał wokół
        I napisał tak protokół:
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:14
        Niektórzy badacze wywodzą słowo wampir z języka tureckiego. Za tym podąża teoria, że całe pojęcie wampiryzmu ostatecznie wywodzi się z kultury chińskiej, skąd przeniknęła do Słowian za pośrednictwem ludów właśnie tureckiej rodziny językowej. Miało to być związane z leczeniem chorób krwi za pomocą podawania chorym krwi bydła – skąd później rodziły się obawy, iż niektórzy zabijali ludzi, by pić ich krew
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:21
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/08/Bela_Lugosi_as_Dracula.jpg/500px-Bela_Lugosi_as_Dracula.jpg
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:28
        Wampiry zazwyczaj nie starzeją się (jeden z wyjątków: A. Pilipiuk, Vlana). Mogą jednak umrzeć na wiele innych sposobów, na przykład:
        Przebicie kołkiem, zazwyczaj osinowym (np. Dracula),
        Rozczłonkowanie ich i spalenie (Zmierzch),
        Wystawienie na światło słoneczne (Wywiad z wampirem, Wampirzyca Karin, Underworld, Kaznodzieja, Królowa Potępionych, Pamiętniki Wampirów),
        Wypicie przez niego krwi umarłego (Wywiad z wampirem)
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:35
        W wielu tekstach kultury czosnek (a także, rzadziej, cebula i pieprz) szkodzi wampirom, jednak można zauważyć różnice w jego działaniu:
        silna awersja do czosnku bądź każdego mocniejszego zapachu (Dracula, Hellsing, Wampirzyca Karin),
        uczulenie bądź mocne reakcje fizyczne na czosnek (Miasteczko Salem, Nekroskop),
        natychmiastowa śmierć przy kontakcie z czosnkiem (Blade),
        brak reakcji na czosnek (Kroniki wampirze, Kaznodzieja, Pamiętniki wampirów, Zmierzch).
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 19:57
        Mityczna istota, mieszaniec, wampir półkrwi, rodzący się ze związku ludzkiej matki i wampirycznego ojca, lecz w filmie Hotel Transylwania 2 było odwrotnie. Dhampiry wywodzą się z folkloru romskiego
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 20:03
        Florence Stoker, wdowa po Bramie Stokerze, wytoczyła Murnauowi proces o nielegalne wykorzystanie powieści jej męża. Proces ten wygrała, a Murnau musiał zapłacić odszkodowanie i zniszczyć wszystkie kopie filmu. Film jednak przetrwał, gdyż zachowało się kilka kopii, według różnych wersji pochodzące z nielegalnych źródeł bądź z innych krajów, w których film był wyświetlany.
        Obecnie film jest własnością publiczną. Dostępny jest na kopiach video, DVD oraz w Internecie.
        W roku 1995, z okazji stulecia narodzin kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 20:09
        Tymczasem do Wisborgu przybył statek bez załogi. Okazuje się, że na jego pokładzie jest tylko kilka trumien oraz mnóstwo szczurów. W nocy Orlok zabiera trumnę i niezauważony opuszcza statek. Szczury przywożą do miasta plagę, co powoduje panikę. Do miasta przybywa także w bardzo złym stanie Hutter. Jego żona Ellen czyta Księgę wampirów i dowiaduje się, jak zabić Orloka - sprawcę wszystkich jej nieszczęść.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 20:15
        Postać Draculi stała się jednym z bardziej znanych symboli w kulturze popularnej. Wizerunek Draculi stworzony przez Stokera i spopularyzowany następnie przez film stał się utrwalonym typowym wizerunkiem wampira. Oprócz kilkunastu filmów i seriali ekranizujących powieść do Draculi nawiązywano w wielu innych dziełach, w tym filmach animowanych (np. Hotel Transylwania) i grach komputerowych. Do najbardziej znanych odtwórców roli Draculi należą Niemcy Max Schreck i Klaus Kinski, Węgier Bela Lugosi oraz Anglicy Christopher Lee i Gary Oldman.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:09
        Upiory mogły przybierać też postać nietoperzy i innych zwierząt
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:27
        Po śmierci upiory nawiedzały swoje rodziny, czasem sprowadzając śmierć i choroby swoim najbliższym, lub, w przypadku mężczyzn, przychodziły w odwiedziny do swoich małżonek. Zmarli mężowie pomagali w domowych pracach, a także współżyli ze swoimi partnerkami. Jednak z czasem takie spotkania doprowadzały do pogorszenia się zdrowia kobiet, które decydowały się na przegonienie zmarłego partnera.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:36
        Część źródeł opisuje, że upiory pochodzą od Judasza – stąd ich wstręt do srebra (kojarzonego ze srebrnikami z Nowego Testamentu) oraz śmierć upiora możliwa za sprawą przebicia go kołkiem z drzewa osikowego kojarzonego z drzewem, na którym powiesił się apostoł-zdrajca
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:45
        Na Pokuciu, Rusinka (kochana przez upiora) po swojej śmierci na własne życzenie została wyniesiona z domu przez wybitą ścianę, a następnie pochowana na rozdrożu
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:04
        W rejonie Transylwanii wierzono, że upiory nie lubią czosnku i cebuli, dlatego czosnek wieszano w domu i smarowano nim drzwi
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:20
        WAMPIRY Z GLIWIC ZOSTAŁY PRZEBADANE PRZEZ ARTYSTÓW - Archeologia
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 22:26
        W XVI wieku, gdy wydobywający się z cesarskiej trumny mrok rozlewał się coraz bardziej na Europę Środkową, królowa Izabela Jagiellonka i jej syn, królewicz Jan Zygmunt Zapolya otrzymali od Ferdynanda I Habsburga (za zrzeczenie się pretensji do węgierskiego tronu) księstwo opolsko-raciborskie, czyli Górny Śląsk. Zapolya był pierwszym księciem - uwaga! - Siedmiogrodu. A Siedmiogród to nic innego, jak pogrążona w mroku wampirycznej niesławy Transylwania. Do niej zresztą Jan i jego matka już po kilku latach ze Śląska wyjechali. Ale na tym się nasze związki z kolebką Drakuli nie zakończyły. Pod koniec XVI wieku zawitał na Śląsk książę siedmiogrodzki Zygmunt Batory, odstąpiwszy swe prawa do Transylwanii cesarzowi Rudolfowi II. Znanemu już nam adeptowi czarnej magii.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 23:47
        ARCHEOLODZY ODKRYLI GROBY WAMPIRÓW - www.kmag.pl
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 23:57
        GROBY WAMPIRÓW W POLSCE - Fakt (archiwum)
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 00:21
        ODKRYTO GROBY WAMPIRÓW W CHORWACJI - National Geographic
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 07:25
        Cmentarzysko w Gliwicach jest jednym z największych odkryć tego typu w Europie.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 18:46
        GROBY WAMPIRÓW - Onet
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 18:50
        Lęk przed polującymi na żywych krwiopijcami nie omijał także ziem polskich. Pierwsze pochówki wampiryczne są datowane na XVI w.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 18:55
        Na wschodzie, w okolicach Sanu najpierw modlono się o duszę zmarłego i stosowano zaklęcia mające utrzymać go w grobie. Jeśli zachodziło podejrzenie, że te zabiegi nie wystarczają, to odkopywano ciało i kładziono mu na piersi sierp. Kolejnym krokiem było obcięcie głowy i położenie jej między nogami. Krew zmarłego zbierano i robiono nią znaki ochronne na drzwiach domów. Czasem też krew tę mieszano z wódką i wypijano.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:07
        Za wampiry uznawano osoby, u których nie występowało stężenie pośmiertne oraz takie, które robiły się czerwone na twarzy. Podejrzenie kierowano na samobójców, kaleki, skazańców czy osoby zmarłe przedwcześnie. Oskarżano czarownice i zielarki, ale jeśli porządny człowiek pozostawił na ziemi niezałatwione sprawy, również mógł wracać po śmierci. Niemal na pewno upiorem było dziecko poczęte podczas menstruacji. Upiorami mogły stać się osoby niewierzące lub niepraktykujące. Pochówek wampiryczny był również karą za ciężkie przestępstwa — nie dawał nadziei na życie wieczne. Podejrzenia o wampiryzm potwierdzało pierze pod pachą odkopanego nieboszczyka. Upiór, oprócz straszenia i zabijania mógł także wykorzystywać seksualnie członków rodziny. Według legend wampir z Bystrego — za życia młoda dziewczyna — wymordował wszystkie dzieci we wsi. Wierzono, że wszystkie przypadki nagłej śmierci spowodowane są przez wampiry.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:16
        W legendach wielu kultur, od starożytnych do słowiańskich, istniały podobne do wampirów istoty żywiące się ludźmi, często utożsamiane z demonami, upiorami czy duchami.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:21
        Wampiry są obecne w dokumentalnych serialach, takich jak Niewyjaśnione tajemnice świata autorstwa Williama Shatnera, badając ich tajemnice i pochodzenie w legendach i mitach.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:31
        Ty, co tak weszłaś w serce moje,
        Jak sztylet w głąb wrażego łona,
        Ty silna jak demonów roje,
        Co przeszłaś próżna i szalona,

        Ażeby włości mieć i łoże
        Z podeptanego mego ducha,
        Z którą się zrosłem, podły tworze,
        Jak rab przyrasta do łańcucha,

        Jak wściekły gracz o grze pamięta,
        Jak pijak, co ust nie oderwie
        Od flaszki, jak tkwi robak w ścierwie -
        Przeklęta bądź! Przeklęta!

        Myślałem: Niechże ostrze szpady
        Gwałtownym pchnięciem mnie wyzwoli!
        Lub zaklinałem ciche jady,
        By dopomogły mi w złej doli.

        Niestety, cóż? Trucizny, miecze
        Odpowiedziały mi z pogardą:
        "Nie jesteś godzien, nędzny człecze
        By twą niewolę skruszyć twardą;

        Zaprawdę, o stworzenie głupie,
        Gdy panowanie jej upadnie,
        Twe pocałunki zbudzą snadnie
        Życie w wampira twego trupie."
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:42
        🧛🧛🧛
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 19:56
        🧛🧛🧛🧛🧛
        ***🧛🧛🧛
        ******🧛
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 20:12
        WAMPIR GRZESIU

        Grześ wampirem był dość młodym
        ledwo dwustu lat dobijał
        dziwne miał upodobanie
        bo pijaków krew wypijał

        potem chodził nawalony
        śpiewał przy tym z głębi duszy
        a do tego tak fałszował
        że starszyźnie więdły uszy

        w końcu rada się zebrała
        by mu w głowę wlać rozumu
        kiedy Grześ przed nimi stanął
        we krwi miał kwaterkę rumu

        główny wampir ten najstarszy
        mowę palnął wręcz wspaniałą
        strasznie przy tym się zadyszał
        lecz Grzesiowi to wisiało

        w końcu lekko się jąkając
        rzekł że szczerze obiecuje
        że od jutra się poprawi
        już pijaka nie skosztuje

        potem hepnął dosyć gromko
        i z pokoju się wytoczył
        polatując marzył o tym
        by się pijak napatoczył

        więc widzicie moi drodzy
        obojętne jaka rasa
        młodzież zawsze była lepsza
        ta co żyła w naszych czasach
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 20:21
        Strzyga (rzadziej w męskiej postaci jako strzyg, strzygoń) – demon z wierzeń słowiańskich.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:04
        Sposobem na zapobiegnięcie przeistoczeniu się człowieka w strzygę było pochowanie go twarzą do dołu, z przepaską na oczach itp.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:09
        Na południu Polski zanotowano opowieść o zobaczeniu przez kobietę strzygonia, niosącego głowę pod pachą. Kilkunastu mieszkańców urządziło zasadzkę i po schwytaniu trzech strzygoni, pochowali ich na granicy trzech pastwisk
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 21:29
        Słowiańskie strzygi często miały dwie dusze i dwa serca
        Uważano, że rodzą się z dwoma rzędami zębów lub z wykształconymi zębami od urodzenia
        Wierzono, że mogą przyjmować postać sowy lub innego nocnego ptaka.
        Miały charakterystyczne długie i ostre kły
        Były opisywane jako szybkie i zwinne, czasami o kredowo białej skórze
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 23:40
        Leszy (także: borowy, laskowiec, boruta, borowiec, gajowy, lasowy, leśnik, leśny dziad, dziad borowy, wilczy pasterz – w wierzeniach słowiańskich demon lasu, jego pan i władca zwierząt w nim żyjących. Czczony także jako wielkoruski demon dusz ludzi zmarłych.
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 23:48
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/83/Leshiy_by_Vasnetsov.jpg
      • madohora Re: Legendy 26.09.25, 23:55
        Lasowiacy wierzyli, że gniotek był niewidoczny dla ludzi trzeźwych. Znęcał się przeważnie nad pijakami. Był malutkiego wzrostu, lecz bardzo ciężki, z wielkim brzuchem, a nogi i ręce miał cienkie z długimi palcami, zakończone pokrzywionymi pazurami. Na cienkiej szyi znajdowała się obrzydliwa głowa, z dużymi uszami i wyłupiastymi oczami, a w szerokich ustach posiadał sterczące do przodu zęby. Według innych przekazów gniotek był podobny do małego chłopca o wielkim brzuchu wypełnionym bardzo ciężkimi jelitami oraz noszącego na głowie czerwoną czapeczkę na bakier, ponadto posiadał przy sobie dużo pieniędzy. Mieszkańcy Ocic porównywali tego demona do małej ciężkiej laleczki mającej złotą czapeczkę i buty oraz trzy worki pieniędzy. Natomiast mieszkańcy Mielca wierzyli, iż gnieciuch przetrzymuje pieniądze w czerwonej czapeczce; a zabranie mu jej zapewnia ogromne bogactwo, ale osiągnięcie tego jest niemożliwe. Zamieszkiwał w sieni, gdzie zwykle stały żarna. Lokował się w ich zagłębieniach. Podsłuchiwał rozmów jakie prowadzili domownicy, a potem rozrabiał nawet w trakcie dnia. Do izb wchodził sękową dziuplą w suficie, zostawiając swoje wnętrzności. Działał zawsze podczas snu. Wpierw sadowił się w nogach, następnie posuwał się ku górze ciała. Gdy usiadł na piersiach, wtenczas dusił rękoma i nogami, trzymając za gardło, w zupełności obezwładniając śpiących. Mógł nawet zadusić na śmierć, jeśli ofiara nie obudziła się w porę. Według mieszkańców Zbydniowic gnieciuch wpierw usadawiał się na brzuchu, potem na piersiach i wtenczas wysysał krew i siły żywotne tak, że człowiek budził się osłabiony.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 00:23
        Poronione dziecko pochowane pod progiem domu jako ofiara zakładzinowa stawało się przychylnym kłobukiem i nie zmieniało się w porońca.
        Postać porońca występuje w jednym z zadań w grze Wiedźmin 3: Dziki Gon.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 00:29
        https://media.tenor.com/pKUt_bYIatUAAAAM/duck-running.gif
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:37
        Oprócz zmór duszących ludzi, były też zmory duszące kamienie, rośliny (wypijają sok z drzew), wodę, ciernie.
        Zmory mogły współpracować z boginkami i czarownicami.
        Wierzenia o zmorach można tłumaczyć zjawiskiem paraliżu sennego.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:44
        Podania przypisują zmorze zdolność do otwarcia każdego zamka. Według podań zmora żywi się krwią. Siada na piersiach śpiącej osoby, przyciska piersi kolanami i powoduje uderzenie krwi do głowy. W ten sposób pozbawia powoli tchu swoją ofiarę. Spija krew wypływającą nosem lub też nacina zębami żyłkę na skroni lub szyi i wysysa. Zostawia też ślady od pazurów na klatce piersiowej śpiącego. Ofiara zmory traci siły i energię, które później odzyskuje w naturalny sposób. Mocno wygłodzona zmora potrafiła jednak zabić swoją ofiarę.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:51
        By pomóc śpiącemu, którego dręczy zmora, należało zbliżyć się z butelką w prawej ręce, a lewą ręką zagarnąć od głowy śpiącego ku stopom, następnie zakryć ręką i zakorkować naczynie. Butelkę z pochwyconą zmorą należało utopić lub wrzucić w ogień. W wodzie długo słychać kwilenie podobne do kwilenia małego dziecka, w ogniu, gdy pęknie szkło słychać pisk oparzonej zmory, która wraz z dymem jako czarna pręga uchodzi kominem.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 09:58
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/22/Zmora.jpg/500px-Zmora.jpg
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 11:25
        Mój tato w młodości był dość przystojny. Wówczas zbiegły się dwie rzeczy. Tato chyba miał początki astmy i dość często budził się w nocy z uczuciem, że coś go dusi. W tym samym czasie obok wprowadziła się nowa sąsiadka, starsza pani, wdowa. Gdyby ją określić jednym słowem to byłoby to słowo dziwna. Po pewnym czasie zaczęła się tak zachowywać jakby zakochała się w moim ojcu. Im bardziej czyniła awanse mojemu ojcu (chyba z dwadzieścia lat różnicy i to ona była tą starszą) tym bardziej nasilały się jego nocne ataki. Wszyscy wierzyliśmy, że ona jest Zmorą.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 11:41
        Dodo moje, dodo
        Ścigało mnie bobo
        Ręce, nogi miało
        Ukochać mnie chciało
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 11:50
        Bebok
        Gdy byłem małym dzieckiem, mama od czasu, do czasu straszyła mnie
        bebokiem. Miał to być bardzo niedobry zły duch, który ukrywał się w ciemnościach piwnic, w gęstwinach lasów i krzakach, bądź to w moczarach lub innych zaciemnionych miejscach. Porywać miał niegrzeczne i nieposłuszne dzieci. Podobno upodobał on sobie szczególnie te, które nie bacząc na przestrogi rodziców, próbowały łamać rodzicielskie zakazy. Opowiadał mi jeden z kolegów, jak to jego mama straszyła go
        bebokiem, gdy ten słysząc kilka razy wieczorami „ruch i przyciszone głosy
        w antryju” z ciekawości chciał wyjść do sieni. Nie mógł także - „Broń Boże ” - zaglądać do piwnicy. Mama ostrzegała go tymi słowy:
        - „Jak nie posłuchasz, to cię bebok porwie ”.
        To wystarczyło, by z siostrą, siedzieli w kuchni jak trusie. Dziecko, jak
        to dziecko, coś tam jednak dostrzegło, więc bardzo dziwiło go to, dlaczego
        ten bebok jest tak bardzo podobny z twarzy do pani sąsiadki. Mama jednak,
        na te spostrzeżenia, nie dawała dziecku wiary!
        Po latach okazało się, że przyczyną wszystkiego były sąsiedzkie zwady.
        Sąsiad awanturując się powodował ucieczkę całej swojej rodziny - żony
        wraz z całą czeladką dzieci - z domu. Bezpiecznym schronieniem
        okazywała się piwnica domu sąsiadów. Wtedy to, aby dzieci nie zobaczyły
        ukrywających się w piwnicy „przymusowych lokatorów ” i nie wygadały się
        przed furiatem, wystarczała „interwencja” beboka.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 12:00
        Prawdopodobnie postać południc utożsamiano z często występującymi w okresie letnim małymi wirami powietrznymi, powstającymi w gorące dni przed nadchodzącą burzą, prawdopodobnie wskutek nagłej zmiany ciśnienia; wir powstaje nagle, osiąga wysokość do kilku metrów, porusza się niczym mała trąba powietrzna i znika równie szybko, jak się pojawił. Od starszych ludzi można usłyszeć ostrzeżenie przed wejściem w ów wir, ma to bowiem grozić „przetrąceniem”. Możliwe również, że napadem południcy tłumaczono udar słoneczny.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 12:12
        Południca, jako zły bąk lub giez
        Południca to paskudne stworzenie. To duch pod postacią bardzo chudej
        i wysokiej starej kobiety, której obecność daje się boleśnie odczuć
        szczególnie latem i to południową porą. Często jest niewidoczna a o jej
        obecności świadczą tylko drgające latem powietrze, nagłe zawirowania
        powietrza w zbożu lub kręcące się słupy kurzu na polnych drogach.
        Południca czyni ludziom i zwierzętom wiele zła. Może oślepić, pomieszać
        w głowach a nawet doprowadzić do ciężkiej choroby. Często także
        zamienia się w bąka lub gza, nieznośnego owada. Taki to przemieniony giez
        lub bąk wybiera sobie pasącą się na pastwisku lub łące krowę na swoją
        ofiarę. Wtedy to ugryzione przez południcę, dotychczas potulne zwierzę,
        nagle staje się rozszalałym „bydlęciem”. Podnosi ogon do góry i jak
        oszalałe, tratując wszystko po drodze, pędzi przed siebie. Czasami nawet do
        sąsiedniej wioski. Ludzie powiadali, że gdy bydło się „gzi”, wtedy
        południca ma najwięcej satysfakcji.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 12:24
        Meluzyna wychodząc za mąż, kazała złożyć swojemu małżonkowi obietnicę, że nigdy nie będzie próbował zobaczyć jej w sobotę – w przeciwnym razie na jego ród miało spaść nieszczęście. Mąż nie dotrzymał obietnicy i kiedy Meluzyna w sobotę brała kąpiel, zajrzał do łazienki. Okazało się, że od pasa w dół jej ciało miało formę wężowego ogona. Przerażony mąż początkowo przemilczał to, co zobaczył. Wkrótce jednak odkrycie tajemnicy ściągnęło na jego rodzinę zapowiadane nieszczęścia w postaci wewnętrznych waśni. Nie mógł już wtedy powstrzymać się od czynienia wyrzutów żonie. Urażona Meluzyna rzuciła się z okna, a w powietrzu zamieniła się w skrzydlatego węża.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 18:45
        Postać znana jest również w Polsce z piosenki „Meluzyna, czyli historia podwodnej miłości” napisanej w 1985 roku na potrzeby filmu „Podróże Pana Kleksa". Słowa napisał do niej Krzysztof Gradowski, a muzykę skomponował Andrzej Korzyński. Piosenka zarówno do filmu jak i w wersji z 2012 roku śpiewana jest przez Małgorzatę Ostrowską.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 18:55
        Wisiołek
        Na południe od Lubszy rozciąga się pas lasów należących do
        ogromnego kompleksu znanych wszystkim „Lublinieckich Lasów”. Tam
        też, niedaleko od Smolanej Budy, gdzie kiedyś z drewna, bogactwa tego
        terenu, smolarze produkowali węgiel drzewny i smołę, znajduje się część
        lasu o dość pofałdowanym piaszczystym podłożu. Teren ten przez
        miejscową ludność nazywany jest “Wisielokiem”. Nazwa ta związana jest
        z wydarzeniem, jakie miało tutaj miejsce przed dziesiątkami lat. Otóż
        w dworze należącym do majątku hrabiów Donnersmarek pracował
        młodzieniec, odbywający tutaj praktykę rolną, który nieszczęśliwie
        zakochał się w jednej z lubszeckich panienek. Nie wiedzieć, dlaczego
        narzeczona rzuciła go a chłopak nie mogąc znieść bólu po utraconej swej
        dziewczynie, targnął się na swoje życie wieszając się na drzewie
        w pobliskim lesie. W miejscu tragedii, na drzewie zawieszono małą
        kapliczkę, która wisiała do 1939 roku.
        Starsi ludzie powiadają gdy zrywa się nagły wiatr a drzewa uginają się
        prawie do ziemi, to znaczy, że ktoś wieszając się zakończył samobójczo
        swój żywot. Z tego też powodu diabli się cieszą tańcząc swym
        zwariowanym krokiem, drzewa uginając łamią i wiry powietrzne powodują
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:08
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/da/Topienie_Marzann_w_Brynicy.jpg/500px-Topienie_Marzann_w_Brynicy.jpg
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:39
        Panie gospodarzu!
        Prosiemy nie mieć za złe tego,
        Żeśmy przyszli do domu waszego
        Z takim zwierzem drapieżem,
        Wszak z wilczą siercią, a nie z pierzem,
        Dajcie więc co na tego chrząszcza,
        Co wygania ci jałowiczki z gąszcza,
        Bo my, cośmy takie zwierzę zgładzili
        Radzi byśmy co do kieszeni zarobili.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:19
        Mamuna, mamona (także: dziwożona, boginka) – demon żeński z wierzeń dawnych Słowian.
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:25
        stare kobiety porośnięte włosami na całym ciele (np. słowacka runa)
        półkobiety-półzwierzęta, dzikie kobiety/żony (Słowacja, Czechy), co nawiązuje do dziwożon lub jest z nimi równoznaczne
        piękne, nagie lub odziane kobiety
        rodzaj czarownic (górale pienińscy)
        leśne demony (Śląsk)
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:45
        Artefakty:
        🎀czerwona wstążeczka zawiązana na rączce niemowlęcia (Górny Śląsk)
        🎀czerwona czapeczka na główce dziecka osłona przed światłem księżyca
      • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:52
        Złośliwość: Mamuny były złośliwe i chytre.
        Porwania: Porywały nowonarodzone dzieci z kołysek, zastępując je swoimi "odmieńcami", często niezdolnymi do życia.
        Nękanie: Prześladowały kobiety w ciąży i rodzące.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:00
        Na wsi podkarpackiej praktykowano chowanie odmieńca pod blaszaną wanienką na podwórkuː matka uderzała w nią patykiem, prowokując dziecko do płaczu, a tym samym – przywołując boginki
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:20
        W języku czeskim wyraz ten występuje jako diva żena, u Hucułów istniała dykaja żena, u Łużyczan wódna żona. Z kolei na terenach Rusi Czerwonej do opisu dziwożon pasuje wyraz bohynie („boginie”)
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 00:29
        uratowanie porwanej kobiety z rąk dziwożon (kobieta zaczepia napotkanego na brzegu mężczyznę i opowiada mu o swoim losie, następnie razem planują ucieczkę, wykorzystując w ostatnim momencie ochronną moc dziurawca)
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 10:52
        Podmienione dziecko stawało się odmieńcem. Wskazywały na to szczególne cechy wyglądu dziecka, np. duża głowa, wybałuszone oczy, niesprawność umysłowa oraz szczególne zachowanie, takie jak: płaczliwość, problemy z mową, koordynacją ruchów itp.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:03
        ▪️okna i drzwi domu, gdzie leżała kobieta z noworodkiem, obtykano poświęconymi palmami wielkanocnymi i/lub kwiatami „dzwonka”, by odstraszyć boginki, a także zawieszano w oknach wianki. Zioła i kwiat kładziono także do kołyski dziecka.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:31
        Rusałka – w religii Słowian demoniczna istota zamieszkująca lasy, pola i zbiorniki wodne.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:40
        Rusałki głośno się śmiały, klaskały w dłonie, śpiewały. Pojawiały się w czasie nowiu i wabiły do siebie głównie młodzieńców, zachęcając do wspólnego huśtania się na drzewach (rusałki leśne) lub wspólnej kąpieli (rusałki wodne). Tych, którzy ich dotknęli, zabijały poprzez łaskotanie lub opętańczy taniec. Czasem zadawały zagadkę i jeśli człowiek poprawnie odpowiedział, mógł odejść w spokoju. Rusałki były szczególnie złośliwe wobec żyjących dziewcząt.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 11:49
        Prawdopodobnie pierwsza wzmianka o Stadzie pojawia się w Postylli Łukasza z Wielkiego Koźmina (ok. 1405–1412), który w jednym z kazań na Zielone Świątki wspomina o gromadach ludzi, „które w języku Polaków nazywają »stada«”, dodając, że w tych dniach urządza się obrzęd, którego elementem są „tańce wykonywane przez dziewczęta z mieczami, jakby na ofiarę demonom, a nie Bogu czynione, i przez chłopców uzbrojonych w miecze i kije, które nawzajem sobie rozłupywali”
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 12:00
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/85/Sulistrowice_Stado_Rafal_Merski_2019.jpg/500px-Sulistrowice_Stado_Rafal_Merski_2019.jpg
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 12:18
        https://media.tenor.com/T59jnO3sVK8AAAAM/water-animation-girl.gif
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 13:23
        Tam‎ ‎gwarzą‎ ‎lasy‎ ‎cyprysowe, Tam‎ ‎bluszcz‎ ‎pod‎ ‎tchnieniem‎ ‎wiatru‎ ‎drży. Tam‎ ‎w‎ ‎górach‎ ‎groty‎ ‎pełne‎ ‎cienia, Kryją‎ ‎zazdrośnie‎ ‎zwierza‎ ‎ślad,‎ ‎— Co‎ ‎chętnie‎ ‎szuka‎ ‎w‎ ‎nich‎ ‎schronienia, Gdy‎ ‎żar‎ ‎południa‎ ‎z‎ ‎warzy‎ ‎kwiat! Z‎ ‎łąk‎ ‎płynął‎ ‎wonny‎ ‎aromat‎ ‎kwiatów, Słała‎ ‎swe‎ ‎czary‎ ‎cicha‎ ‎noc Na‎ ‎najpiękniejszym‎ ‎z‎ ‎wszystkich‎ ‎światów,... Niczem‎ ‎uroków‎ ‎owych‎ ‎moc, I‎ ‎niczem‎ ‎gwiazd‎ ‎błyszczących‎ ‎roje, Niczem.‎ ‎przyrody‎ ‎cudny‎ ‎blask:‎ ‎— W‎ ‎piersi‎ ‎wygnańca‎ ‎złość‎ ‎i‎ ‎znoje, Bo‎ ‎Stworzyciela‎ ‎zrzekł‎ ‎się‎ ‎łask. Bo‎ ‎duch‎ ‎przekory‎ ‎z‎ ‎piękności‎ ‎szydzi, Miłością‎ ‎gardzi‎ ‎—‎ ‎cnót‎ ‎nienawidzi! V. Obronny‎ ‎zamek‎ ‎na‎ ‎skał‎ ‎szczycie Zbudował‎ ‎stary‎ ‎Gudal‎ ‎tu. Tysiące‎ ‎jeńców‎ ‎dało‎ ‎życie, Dań.‎ ‎niewolniczą‎ ‎niosąc‎ ‎mu. Od‎ ‎baszty‎ ‎biegnie‎ ‎stopni‎ ‎trzysta, Na‎ ‎dno‎ ‎wąwozu,‎ ‎tu‎ ‎—‎ ‎gdzie‎ ‎toń Bystrej‎ ‎Aragwy,‎ ‎przezroczysta, Dzieli‎ ‎od‎ ‎zamku‎ ‎kwietną‎ ‎błoń. I.‎ ‎co‎ ‎dnia‎ ‎tędy‎ ‎w‎ ‎szacie‎ ‎białej Księżna‎ ‎Tamara‎ ‎hyżo‎ ‎mknie;
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 13:43
        Tam‎ ‎zimne‎ ‎fale‎ ‎go‎ ‎przygarną, A‎ ‎skał‎ ‎granity‎ ‎zmiażdżą‎ ‎skroń! XI. Ukryta‎ ‎w‎ ‎leśnej‎ ‎gęstwinie Stoi‎ ‎przy‎ ‎drodze‎ ‎kaplica. Cudami‎ ‎miejsce‎ ‎to‎ ‎słynie, Bożą‎ ‎się‎ ‎łaską‎ ‎zaszczyca. Jest‎ ‎tam‎ ‎grobowiec‎ ‎bogaty, Świętego‎ ‎skryte‎ ‎w‎ ‎nim‎ ‎kości Księcia,‎ ‎co‎ ‎padł‎ ‎tu‎ ‎przed‎ ‎laty, Ofiarą‎ ‎zemsty‎ ‎i‎ ‎złości! Kto‎ ‎tylko‎ ‎drogą‎ ‎tą‎ ‎spieszy, Klęka‎ ‎i‎ ‎szepcze‎ ‎pacierze. Święty‎ ‎każdego‎ ‎pocieszy, Troski‎ ‎i‎ ‎bóle‎ ‎zabierze! I‎ ‎twierdzą‎ ‎ludzie‎ ‎tu‎ ‎starzy, W‎ ‎wymowie‎ ‎pełnej‎ ‎zapału: Ze‎ ‎ta‎ ‎modlitwa‎ ‎ochrania, Od‎ ‎czeczeńskiego‎ ‎kindżału. Alinął‎ ‎już‎ ‎rycerz‎ ‎kaplicę, A‎ ‎dumnej‎ ‎nie‎ ‎schylił‎ ‎głowy‎ ‎— Swem‎ ‎bóstwem‎ ‎czyniąc‎ ‎dziewicę, Nie‎ ‎uczcił‎ ‎sługi‎ ‎Jehowy! Widział‎ ‎to‎ ‎szatan,‎ ‎lecący Po‎ ‎nad‎ ‎przepaście‎ ‎i‎ ‎jary, Kusił‎ ‎—‎ ‎że‎ ‎całus‎ ‎gorący‎ ‎— Dadzą‎ ‎mu‎ ‎usta‎ ‎Tamary.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 13:49
        Drży‎ ‎jak‎ ‎przed‎ ‎orłem‎ ‎ptaszyna‎ ‎polna, Chciała‎ ‎by‎ ‎lecieć‎ ‎w‎ ‎nieznaną‎ ‎dal. Dusza‎ ‎okowy‎ ‎ziemskie‎ ‎rozrywa, Namiętnych‎ ‎uczuć‎ ‎olśniewa‎ ‎czar, Serce‎ ‎jej‎ ‎mówi:‎ ‎jesteś‎ ‎szczęśliwa, Skronie‎ ‎jej‎ ‎płoną‎ ‎jak‎ ‎ognia‎ ‎żar! Kto‎ ‎ten‎ ‎nieznany?‎ ‎Chciałaby‎ ‎jeszcze Chociaż‎ ‎słów‎ ‎parę‎ ‎usłyszyć‎ ‎znów, Pieśni‎ ‎czarownej,‎ ‎—jej‎ ‎tony‎ ‎wieszcze‎ ‎— Wskrzesiły‎ ‎obraz‎ ‎dziewiczych‎ ‎snów! I‎ ‎ledwie‎ ‎z‎ ‎brzaskiem‎ ‎zorzy‎ ‎porannej, Sen‎ ‎skleił‎ ‎oczy‎ ‎zroszone‎ ‎łzą.‎ ‎— Śnił‎ ‎się‎ ‎Tamarze‎ ‎ów‎ ‎duch‎ ‎nieznany, Jak‎ ‎wzrokiem‎ ‎swoim‎ ‎czarował‎ ‎ją! Nieziemska‎ ‎piękność,‎ ‎wdzięk‎ ‎niepojęty, Ogarnia‎ ‎serce‎ ‎i‎ ‎burzy‎ ‎krew.‎ ‎— Stał‎ ‎on‎ ‎milczący,‎ ‎zachwytem‎ ‎zdjęty, I‎ ‎znów‎ ‎miłosny‎ ‎zanucił‎ ‎śpiew! Lecz‎ ‎ów‎ ‎nieznany‎ ‎nie‎ ‎był‎ ‎Aniołem, To‎ ‎nie‎ ‎stróż‎ ‎święty‎ ‎co‎ ‎strzeże‎ ‎nas. Nie‎ ‎było‎ ‎nimbu‎ ‎nad‎ ‎jego‎ ‎czołem, Ogień‎ ‎świętości‎ ‎w‎ ‎oku‎ ‎mu‎ ‎zgasł, Lecz‎ ‎nie‎ ‎odstępca‎ ‎to,‎ ‎nie‎ ‎przeklęty, Na‎ ‎jego‎ ‎czole‎ ‎tęsknoty‎ ‎cień.‎ ‎— Nie‎ ‎duch‎ ‎przekory‎ ‎—‎ ‎lecz‎ ‎i‎ ‎nie‎ ‎święty Nie‎ ‎noc,‎ ‎nie‎ ‎zmrok,‎ ‎nie‎ ‎świt,‎ ‎nie‎ ‎dzień.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 14:18
        Już‎ ‎upowite‎ ‎w‎ ‎mgieł‎ ‎zasłony Góry‎ ‎i‎ ‎pola,‎ ‎rzeki‎ ‎—‎ ‎bór‎ ‎— I‎ ‎niebotycznych‎ ‎drzew‎ ‎korony‎ ‎— Panu‎ ‎wszechświata‎ ‎szumią‎ ‎chór! Tę‎ ‎pieśń‎ ‎dziękczynną‎ ‎uwielbienia, W‎ ‎której‎ ‎brzmi‎ ‎radość,‎ ‎wdzięczność,‎ ‎cześć, Którą‎ ‎od‎ ‎pierwszych‎ ‎chwil‎ ‎stworzenia, Ziemia‎ ‎i‎ ‎Niebo‎ ‎spieszą‎ ‎nieść. Po‎ ‎nad‎ ‎klasztoru‎ ‎tam‎ ‎murami, Na‎ ‎szczycie‎ ‎nagich‎ ‎górskich‎ ‎skał, Szarpany‎ ‎uczuć‎ ‎wybuchami, Milczący‎ ‎Demon‎ ‎cicho‎ ‎stał! I‎ ‎lękał‎ ‎się‎ ‎zakłócić‎ ‎ciszę, Cmentarny‎ ‎spokój‎ ‎murów‎ ‎tych‎ ‎— Pokalać‎ ‎świętość‎ ‎—‎ ‎a‎ ‎chwilami, Pragnął‎ ‎się‎ ‎wyrzec‎ ‎chęci‎ ‎swych! I‎ ‎krążył‎ ‎zwolna,‎ ‎zamyślony, Lecz‎ ‎do‎ ‎klasztoru‎ ‎nie‎ ‎chciał‎ ‎iść‎ ‎— Aż‎ ‎jego‎ ‎tchnieniem‎ ‎przerażony‎ ‎— Na‎ ‎krzaku‎ ‎róży‎ ‎zadrżał‎ ‎liść. Przystanął‎ ‎Demon.‎ ‎Po‎ ‎nad‎ ‎głową Z‎ ‎okna‎ ‎Tamary‎ ‎bije‎ ‎blask‎ ‎— Wraca‎ ‎namiętność‎ ‎falą‎ ‎nową-— Miłości‎ ‎ziemskiej‎ ‎pragnie‎ ‎łask! I‎ ‎oto,‎ ‎w‎ ‎nocy‎ ‎owej‎ ‎ciszy, Płynie‎ ‎czyngary‎ ‎dźwięczny‎
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:28
        Precz‎ ‎ztąd!‎ ‎—‎ ‎chcesz‎ ‎zgubić‎ ‎moją‎ ‎duszę? Twe‎ ‎słowa‎ ‎palą‎ ‎—‎ ‎cała‎ ‎drżę‎ ‎— Odejdź‎ ‎—‎ ‎nie‎ ‎—‎ ‎zostań‎ ‎—‎ ‎wiedzieć‎ ‎muszę‎ ‎- Dlaczego,‎ ‎duchu,‎ ‎kochasz‎ ‎mnie? Demon. Dlaczego?‎ ‎słuchaj.‎ ‎Wróg‎ ‎Jehowy, Przeżyte‎ ‎wieki‎ ‎rzucam‎ ‎precz! Wieniec‎ ‎królewski‎ ‎zdjąłem‎ ‎z‎ ‎głowy, Może‎ ‎się‎ ‎istność‎ ‎cofnąć‎ ‎wstecz.' Serce‎ ‎w‎ ‎mej‎ ‎piersi‎ ‎dziś‎ ‎zabiło, Pierwszy‎ ‎raz‎ ‎ono‎ ‎czegoś‎ ‎drży, Bo‎ ‎ja‎ ‎cię‎ ‎kocham‎ ‎z‎ ‎taką‎ ‎siłą‎ ‎— Z‎ ‎jaką‎ ‎nie‎ ‎możesz‎ ‎kochać‎ ‎ty! Myśl‎ ‎nieśmiertelna‎ ‎ma,‎ ‎w‎ ‎wieczności, Pośród‎ ‎haosu,‎ ‎ogni,‎ ‎biirz, Widziała‎ ‎obraz‎ ‎twej‎ ‎piękności, On‎ ‎w‎ ‎dniu‎ ‎stworzenia‎ ‎istniał‎ ‎już! Dlatego‎ ‎bluźnić‎ ‎ja‎ ‎zacząłem, Zrzuciłem‎ ‎nimbu‎ ‎święty‎ ‎znak, Dlatego‎ ‎niechcę‎ ‎być‎ ‎Aniołem: Bo‎ ‎Ciebie‎ ‎w‎ ‎Niebie‎ ‎było‎ ‎brak! Gdybyś‎ ‎ty‎ ‎mogła‎ ‎pojąć,‎ ‎droga, Co‎ ‎to‎ ‎upadek,‎ ‎co‎ ‎to‎ ‎grom Jaki‎ ‎uderzył‎ ‎z‎ ‎ręki‎ ‎Boga, I‎ ‎kres‎ ‎położył‎ ‎moim‎ ‎snom? Wiesz‎ ‎co‎ ‎to‎ ‎wieczność‎ ‎samotności? Co‎ ‎z‎ ‎u‎ ‎acz‎ ‎y‎ ‎z‎ ‎samym‎ ‎sobą‎ ‎żyć?
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:37
        Tu‎ ‎same‎ ‎błędy,‎ ‎same‎ ‎zbrodnie Syn‎ ‎Ojcu‎ ‎nóż‎ ‎by‎ ‎w‎ ‎serce‎ ‎wbił. Ludzie‎ ‎nie‎ ‎umią‎ ‎kochać‎ ‎godnie, Ni‎ ‎nienawidzieć‎ ‎z‎ ‎całych‎ ‎sił. Czyliż‎ ‎ty‎ ‎nie‎ ‎wiesz,‎ ‎jak‎ ‎zwodnicza Miłość‎ ‎w‎ ‎śmiertelnem‎ ‎sercu‎ ‎tkwi? Czy‎ ‎ci‎ ‎nie‎ ‎szepcze‎ ‎krew‎ ‎dziewicza, Jak‎ ‎krótkotrwałe‎ ‎ziemskie‎ ‎sny? Czas‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎swym‎ ‎biegu‎ ‎nie‎ ‎powstrzyma I‎ ‎nie‎ ‎powróci‎ ‎przeszły‎ ‎dzień, Dziś‎ ‎była‎ ‎młodość—już‎ ‎jej‎ ‎niema. Na‎ ‎czoło,‎ ‎smutku‎ ‎padnie‎ ‎cień. Lecz‎ ‎nie‎ ‎sądzono‎ ‎tobie,‎ ‎droga, O‎ ‎lepszem‎ ‎szczęściu‎ ‎tylko‎ ‎śnić.... Najdoskonalszy‎ ‎tworze‎ ‎Boga, Zemną‎ ‎królować‎ ‎masz‎ ‎i‎ ‎żyć! Klasztoru‎ ‎cela‎ ‎nie‎ ‎ustrzeże Przed‎ ‎siłą‎ ‎pokus‎ ‎serce‎ ‎twe. Choć‎ ‎modły‎ ‎będziesz‎ ‎słać‎ ‎w‎ ‎ofierze, A‎ ‎nieraz‎ ‎tęskną‎ ‎zronisz‎ ‎łzę, Nie‎ ‎zaznasz‎ ‎trudu,‎ ‎ni‎ ‎cierpienia, Cierń‎ ‎nie‎ ‎skaleczy‎ ‎twoich‎ ‎nóg, Unikniesz‎ ‎bólu‎ ‎i‎ ‎zwątpienia, Bo‎ ‎Ciebie‎ ‎—‎ ‎dla‎ ‎mnie‎ ‎stworzył‎ ‎Bóg! Więc‎ ‎rzuć‎ ‎poziomych‎ ‎marzeń‎ ‎roje, Niech‎ ‎świat‎ ‎w‎ ‎przestworza‎ ‎płynie‎ ‎sam, Ja‎ ‎ci‎ ‎otworzę‎ ‎serce‎ ‎moje, Ja‎ ‎wieczne‎ ‎szczęście‎ ‎tobie‎ ‎dam!‎ ‎—
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:47
        I nagle,‎ ‎przed‎ ‎niemi,‎ ‎wróg‎ ‎stworzenia Zjawia‎ ‎się‎ ‎groźny‎ ‎piekieł‎ ‎duch! Jak‎ ‎grom‎ ‎piorunu,‎ ‎wichru‎ ‎wycie— Z‎ ‎siłą,‎ ‎przed‎ ‎którą‎ ‎światy‎ ‎drżą, Zawołał‎ ‎hardy:‎ ‎«jam‎ ‎wziął‎ ‎życie‎ ‎— I‎ ‎dusza‎ ‎moja‎ ‎—‎ ‎wróć‎ ‎mi‎ ‎ją!‎ ‎» Do‎ ‎piersi‎ ‎Stróża‎ ‎przytulona, Skrzydła‎ ‎Anioła‎ ‎bronią‎ ‎ją‎ ‎— Dusza‎ ‎Tamary,‎ ‎przerażona, Modlitwą‎ ‎głuszy‎ ‎bojaźń‎ ‎swą,— Ach‎ ‎Boże!‎ ‎jakież‎ ‎dźwięki‎ ‎mowy, To‎ ‎nie‎ ‎kochanek‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎nie‎ ‎brat! Z‎ ‎twarzy‎ ‎mu‎ ‎wieje‎ ‎chłód‎ ‎grobowy, Spojrzenie‎ ‎—‎ ‎ogień,‎ ‎słowa‎ ‎—jad! Zginęły‎ ‎ślady‎ ‎tej‎ ‎piękności Jaką‎ ‎czarował‎ ‎umysł‎ ‎jej! To‎ ‎Bóg‎ ‎niewiary,‎ ‎zemsty,‎ ‎złości, W‎ ‎całej‎ ‎piekielnej‎ ‎mocy‎ ‎swej! —‎ ‎«Przepadnij,‎ ‎duchu‎ ‎buntowniczym Rzekł‎ ‎anioł,‎ ‎—‎ ‎dzisiaj‎ ‎sądu‎ ‎czas‎ ‎— Stwórca‎ ‎cierpienia‎ ‎—‎ ‎łzy‎ ‎policzy, Jej‎ ‎miejsce‎ ‎tylko‎ ‎pośród‎ ‎nas! Z‎ ‎ziemską‎ ‎powłoką‎ ‎już‎ ‎zrzuciła, Jakoby‎ ‎liście‎ ‎zimą‎ ‎z‎ ‎drzew‎ ‎— Kajdany‎ ‎złego‎ ‎—‎ ‎ona‎ ‎była Wonną—jak‎ ‎białej‎ ‎róży‎ ‎krzew,
        Demon
        Jej‎ ‎życie‎ ‎—‎ ‎cały‎ ‎wiek‎ ‎cierpienia‎ ‎— Niesłusznych‎ ‎losu‎ ‎łez‎ ‎i‎ ‎kar. Dozna‎ ‎dziś‎ ‎zato‎ ‎upojenia, Niedoścignionych‎ ‎uciech‎ ‎czar. Chciałeś‎ ‎pokalać‎ ‎błędy‎ ‎swemi, Rajskich‎ ‎ogrodów‎ ‎wonny‎ ‎kwiat! Lecz‎ ‎ona‎ ‎żyła‎ ‎nie‎ ‎dla‎ ‎ziemi, I‎ ‎Bóg‎ ‎nie‎ ‎dla‎ ‎niej‎ ‎stworzył‎ ‎świat! Okrutną‎ ‎ceną‎ ‎okupiła Skalaną‎ ‎grzechem‎ ‎duszę‎ ‎swą, Miłości‎ ‎wszystko‎ ‎poświęciła I‎ ‎miłość‎ ‎zatem‎ ‎zbawi‎ ‎ją! Duszyczkę‎ ‎nieszczęsnej‎ ‎Tamary, Potęgą‎ ‎przeczystych‎ ‎swych‎ ‎sił, Duch‎ ‎Boży‎ ‎uchronił‎ ‎od‎ ‎kary I‎ ‎w‎ ‎Nieba‎ ‎przestworza‎ ‎się‎ ‎wzbił! I‎ ‎bluźnił‎ ‎Demon‎ ‎zwyciężony, Zdała‎ ‎od‎ ‎Nieba‎ ‎świętych‎ ‎bram. W‎ ‎otchłani‎ ‎piekieł‎ ‎niezmierzonej, Na‎ ‎wieczność‎ ‎całą‎ ‎został‎ ‎sam!
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 18:57
        Wobec ludzi wiły były nader kapryśne. Zdarzało się, że pomagały młodym mężczyznom zawrzeć małżeństwo, ostrzegały przed gradobiciem, pomagały potrzebującym rolnikom czy przepowiadały przyszłość, jednak rozgniewane potrafiły same zniszczyć pola, wywołując opady gradu, wichurę albo suszę. Bywało także, że wiły zatańcowywały na śmierć napotkanych mężczyzn, oślepiały ich lub doprowadzały do szaleństwa, sprowadzając na nich żądze niemożliwe do zaspokojenia.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:21
        Zagorkinia – serbsko-chorwacki demon słowiański, rodzaj wił.
        Przybierała kobiecą postać. Jej siedziba znajdowała się w niedostępnych miejscach górskich.
        Zagorkinia stroniła od ludzi, do których zazwyczaj ustosunkowana była nieprzyjaźnie. Jednak udzielała pomocy osobom, które zbłądziły lub uległy wypadkowi w górach.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:32
        Podczas żniw przerażony polewik uciekał przed ostrzami sierpów, aż w końcu krył się w ostatnim zebranym snopku. Ten ostatni snop należało z honorami zabrać z pola i umieścić w kącie stodoły, gdzie polewik mógł przetrwać do następnej wiosny.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:41
        Wyobrażano je sobie pod postacią malutkich istot z brodami, odzianych na czerwono lub biało. Zamieszkiwały jaskinie pod górami i pagórkami, stąd często wzniesienia takie nazywano ludkowymi górami. Uciekały przed dźwiękiem dzwonów kościelnych. Uważano je za istoty przyjazne ludziom, odwiedzające ludzkie domostwa celem pożyczenia naczyń, które zawsze oddawały zostawiając w podzięce jakiś mały podarek.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:49
        https://media.tenor.com/0FptiQAOKWwAAAAM/just-a-little-wind.gif
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 19:58
        Cmentarna baba, cmentarna kobieta – demoniczna postać żeńska z opowieści ludowych w regionie radomskim, szwendająca się po cmentarzach, sprowadzająca na napotkanych ludzi nieszczęście
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 20:07
        Etymologia nazwy może wywodzić się z hipotetycznego prasłowiańskiego *navь- oznaczającego „trup”, „nieboszczyk”
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 20:17
        W Rossoszycy na ziemi sieradzkiej wierzono, że Żmij jest królem węży oraz strzeże sprawiedliwości, karząc przestępców. Śpiewano tam nawet specjalne inwokacje poświęcone Żmijowi.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 23:05
        Oszkliwe opanisko z Niyborowic
        Downi i jeszcze downi na mułach (przi drōdze ze Leboszowic do Niyborowic) wele pompowni stoł srogi, piykny zomek. Był
        taki wielki i taki piykny, że niy do sie ôpisać. Miyszkała w nim piykno i młodo gdowa. Miała czorne i duge wosy, a ôczy
        jak wōngle. Niy miała bajtla, bo chop zarozki po ślubie zemrzył. Starała sie gdowa, wto bydzie na starość ô nia dboł i jōm
        flegowoł, no i kōmu do swōj majōntek. Roz na wielki muzyce poznała gryfnego chopa. Rozmiyłowała sie w niym, jak yno
        go uwidziała. Chop wykorzystoł jōm i sie straciōł. Po dziewiyńciu miesiōncach urodziōł sie piykny syneczek, podany na
        tamtego chopa, keby skōra śniego zdar. Bōł dobry i grzeczny za bajtla, ale jak podrōs, to keby dioboł w niego wloz. Piōł,
        chacharzył w dziyń i w nocy, robiōł wieczne breweryje na cołki zōmek, bōł ôszkliwy do ludzi, przehuśtoł cołki majōntek,
        narobiōł dugōw, ze kożdym bōł powadzōny. Jak gdowa pomarła, wyciep sużba i ôstoł som.
        Jedyn roz prziszła do niego tako piykno mało dziołszka. Pedziała mu, coby sie poprawiōł i nadgrodziōł ludziōm to, co
        zrobiōł źle. Nie je jeszcze za niyskoro, coby sie ustatkować. Wtedy panisko sie fest znerwowało, zaczło pierōnić i ciepać
        wszyskim, co prziszło pod rynka. Dziołszka — a bōł to anioł — straciōła sie, a do zomku wszyskimi dziurami zaczła loć sie
        woda. Zomek sie rozlecioł i ôbrōciōł sie we piosek. Panicz sie niy uratowoł. Piykny chop ze muzyki to bōł dioboł, a jego syn
        wziōn po nim wszysko, co złe i tyż źle skōńczōł, bo niy ustatkowoł sie, jak mu przikazywała dziołszka — anioł. Bez dugie
        lata tam, kaj bōł zomek, ludzie brali piosek na budowa, a dzisiej je tam dukla z mułym.
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 23:24
        Starzi ludzie godali, że we Niydziela Palmowo, jak we kościele śpiywajōm pasyje, ôtwiyro sie ziymia pod lasym i widać
        ukryte w ni skarby. Trzeba to gibko robić, bo szukać idzie yno do tego czasu, jak odezwiōm sie zwōny. Jak yno sie zwōny
        rozwiōnżōm i dajōm głos, dioboł zaczyno gōnić tych wszyskich, co sie na tyn skarb połakomiyli. Keryś tam Niedzieli Pal-
        mowy młody gospodorz ze Wilczy wybroł sie tyż na szukanie tych skarbōw. Zaczōn ôbjyżdżać na kōniu prziległe pola.
        Niczego jednak niy znod. Jak usłyszoł zwōny, zaczōn kalupym uciekać dodōm, coby sie skryć przed diobłym. Niy pisane mu
        jednak było żyć. Jak wjyżdżoł do masztalni, piznōł sie fest gowom ô mur i umrzył na miejscu. Ludzie godali, że musioł niy
        dać pozōr i dioboł go dopod
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 23:45
        Godała mi moja kamratka Agnys, co jōm zwiymy Nyszka, że zmyłki bamōńciły chopōw, a szczigi uwziyny sie na baby. Trza
        było fest dować pozōr, coby niy wlazły do chałpy! Szczigi nojbardzi dowały pozōr na położniczki. Starka godali Nyszce, że
        położniczka niy śmiała sześć tydni po porodzie wylyźć na dwōr z dōma. Dopiyro jak po sześciu tydniach były krzciny, to
        mōgła. A już brōń Boże wylyźć z chałpy z noworodkiym abo pieluchy na dwōr powiesić! Zarozki zamloło, szczigi wciskały
        sie do chałpy, a dziecko i położniczka mogły i zymrzyć. Jeji starka tyż yno wyleźli po woda, to kalupym musieli uciekać,
        a szczigi jeszcze przez szyba wyły i chciały ôkno wybić. To bōły takie kudłate heksy, kerym yno kiecki furgały. A jeszcze
        starka przikozali Nyszce, coby jak piyrszy roz widzi noworodka, pedziała: „Bez uroku!”. Bydzie wtedy bajtel rōs i dobrze sie mioł.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 11:18
        Latawiec (w wersji żeńskiej: latawica) – demon z wierzeń słowiańskich, utożsamiany z duszami dzieci poronionych (później nieochrzczonych). Latawce wyobrażano sobie w postaci czarnych ptaków, identyfikowano je z wiatrem i wirami powietrznymi. Latawce ginęły podczas burzy, zabijane przez pioruny
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 11:26
        https://media.tenor.com/Hxtkgg8BcGgAAAAM/trove-rainbow-kite-sky-sun-summer-autumn-fly.gif
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 11:49
        Przed stu laty mieszkańcy Nieborowic musieli, przez trzy lub cztery dni, pracować we dworze. Krowy, konie, kozy i owce
        zostawiali na pastwiskach, pod opieką innych mieszkańców. Wieczorem pilnujący zapalali ognisko. Przychodził wtedy
        do nich mały człowieczek — utopek. Opowiadał różne historie, szył i łatał podarte ubrania pilnujących. Kiedy jednak
        mężczyźni rozzłościli czymś utopka, wtedy ten rozganiał pilnowane zwierzęta we wszystkie strony i mężczyźni musieli
        następnego dnia szukać ich po całej okolicy.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 12:03
        Strzygi
        • madohora Re: Legendy 29.09.25, 12:09
          Gusła, wierzenia
        • madohora Re: Legendy 29.09.25, 12:12
          Pewien gospodarz jechał drabiniastym wozem z Kuźni Nieborowskiej do Wilczy. Na moście nad Bierawką zatrzymał go
          mały człowieczek w czerwonym kapelusiku i spytał, czy gospodarz może podwieźć go do młyna w Wilczy. Gospodarz zgo-
          dził się i ruszyli. Konie szły powoli, jakby wóz był pełen węgla. Kiedy podjechali do młyna, mały człowieczek zabrał bagaż,
          zgarnął trochę suchych liści i wrzucił je na wóz. Gospodarz był zły, że nie dostał zapłaty, a w dodatku liście zabrudziły mu
          wóz. Wiatr rozwiewał je na wszystkie strony i niewiele liści na wozie zostało, kiedy dojechał do domu. Patrzy gospodarz,
          a tu na wozie coś się błyszczy. To liście zamieniły się w sztabki złota. Teraz dopiero zrozumiał, co stracił i pobiegł kawałek
          drogą, którą k. Ale znalazł już tylko liście.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 18:56
        Do dziś, gdy wieje silny wiatr, starsi mieszkańcy powiatu gliwickiego mówią „Ale Meluzyna tańcuje”. Według podań ludo-
        wych, Meluzyna była niegdyś piękną kobietą, która za swą pychę, grzechy i brak troski o własne dzieci została wypędzona
        na nędzę i słotę. Odtąd błąka się po świecie szukając spokoju, a jej nadejście zawsze zwiastuje porywisty wiatr lub deszcz.
        Słysząc ją, należało szybko otworzyć okno i rzucić na wiatr szczyptę mąki lub soli, by mogła nimi nakarmić swoje zgłod-
        niałe dzieci. Inne podania mówią, że Meluzyna była młodą dziewczyną, której pragnienie posiadania stu koszul stało
        się wiecznym nieszczęściem. Przędła je bowiem nawet w niedzielę, zapominając o odpoczynku i święcie. Gdy wszystkie
        koszule były już gotowe, usłyszała z dala głos „Wszystko, co uszyłaś, porwę ci!”. Naraz powstał wielki wicher i dziewczyna
        zniknęła. Od tej pory fruwa po świecie targana wiatrem i nie może zaznać spokoju. Wierzono, że „jak Meluzyna tańczy,
        to będzie coś złego — przyjdzie burza, grad, deszcz z powodzią”.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 19:24
        Przed wiekami dzisiejsze tereny Toszka porastały gęste i bogate w zwierzynę knieje. Wybrał się tam na łowy jeden
        z książąt opolskich. Polowanie było udane, służba już znosiła upolowane sztuki zwierząt, ciesząc się, że zapasów mięs-
        nych wystarczy na długie miesiące. Zmęczony łowami książę przysiadł na polanie wśród paproci i już po chwili zmorzył
        go sen. Czuwał przy nim wierny pies. Nagle zakołysał się zagajnik i wprost na śpiącego księcia zaczęły biec dwa olbrzymie
        odyńce. Służba zamarła. Tylko pies stanął bohatersko w obronie swego pana i stoczył nierówną walkę z dzikami. Szamo-
        tanina obudziła księcia. Tymczasem ranne odyńce uciekły do lasu, a wycieńczony pies podpełznął do stóp swego pana
        i kilka minut później na jego rękach zakończył żywot. Pan gorzko zapłakał nad losem swojego czworonożnego przyjaciela,
        z którym bawił się od najmłodszych lat. Pochował go na polance, gdzie rozegrało się całe to dramatyczne zdarzenie. Ksią-
        żę powróciwszy z udanych, ale jakże smutnych łowów, rozkazał na miejscu walki psa z dzikami postawić zamek i utworzyć
        osadę, którą nazwał Toszek — takie bowiem imię nosił jego wierny pies.
        Piyrwyj kole Toszka rosły gynste lasy bogate we zwierzyna. Jedyn ze ksiōnżōnt opolskich wybroł sie do tych borōw na gōn.
        Gōn sie udoł, służba znosiyła już ubite sorniki i chazoki. Wszyjscy radzi byli, bo miynsa styknie na dugo. Ksiōnże urobiōny
        gōnem legnył sie miyndzy paprocie, pod brzimym i usnył. Wachowoł przi nim pies. Narozki ze młodnika pokazoły sie dwie
        dzike świnie i kalupym pogoniyły na ksiyńcia. We służba keby pieron szczelōł. Niy wiedzieli, co poczōńć. Yno wierny pies
        skoczōł i ciepnōł sie na dzike świnie. Larmo ôbudziyło ksiyńcia. Pogryzione świnie uciykły do lasa, a pokwawiony pies do-
        czołgoł sie do pana i umrzył mu na rynkach. Pon poślimtoł sie nad swojim psym — kamratym, z kerym bawiōł sie jeszcze
        za bajtla. Pochowali psa na polance pod brzimym, kaj ksiōnże się zdrzymnōł. Jak pan przyijechoł nazod ze gōna, kozoł we
        lesie wybudować zōmek i osada Toszek — to skuli tego, że take miano mioł jego wierny pies.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 19:44
        ▪️▪️▪️
        • madohora Re: Legendy 29.09.25, 19:55
          Wąpierze
          • madohora Re: Legendy 29.09.25, 19:59
            Ludzie od wieków opowiadali o wielkich bogactwach zgromadzonych w podziemiach toszeckiego zamku. Jedni twierdzili,
            że zgromadził je władający tu niegdyś rycerz-rozbójnik, napadający wraz z oddanymi sobie zabijakami przejeżdżających
            w pobliżu kupców. W końcu właściciele okolicznych majątków — zazdroszcząc mu bogactw, lękając się o własne mienie
            i chcąc chronić dobre imię tutejszego rycerstwa — zebrali siły i napadli na zbójnicki zamek, zdobywając go w końcu po
            długiej walce. Jakież jednak było ich zdumienie, gdy okazało się, że rycerz-rozbójnik przepadł bez śladu wraz ze swymi
            skarbami. Zamkowa służba twierdziła, że zniknął w podziemiach, a że rozkładu owych lochów nikt nie znał, były one
            ciemne i częściowo zasypane — nikomu mimo wielu wysiłków nie udało się nigdy odnaleźć kosztowności.
            Mówi się też, że toszeckie skarby zgromadzili właściciele tego zamku, którzy wprawdzie nie byli rabusiami, ale źle trakto-
            wali poddanych, dbając tylko o swoje bogactwa i rozrywki. Marnotrawili majątek, przejadali go i przepijali, aż żal było na
            to patrzeć. W końcu przyszła kara. Któregoś dnia pojawił się nad Toszkiem anioł, który wzniósłszy ręce do nieba, lamen-
            tował nad niedolą chłopów i swawolami panów. Po trzech dniach rozpętała się burza, piorun uderzył w wieżę zamkową,
            a potem zapalił się cały zamek. Pożar trwał całe cztery tygodnie, a obserwujący go okoliczni mieszkańcy drżeli ze strachu,
            bo czuli, że pali się za sprawą nieziemskich mocy… Gdy ogień zgasł, ludzie zaczęli przeszukiwać pogorzelisko, ale nie zna-
            leźli żadnych kosztowności — nawet stopionych — wszystko ponoć ukryto w podziemiach zamku.
            Najcenniejszym skarbem ukrytym w lochach ma być złota kaczka. Właściciela Toszka latami dręczył lęk przed złodziejami
            czy innym nieszczęściem mogącym pozbawić go bogactw. Nie sypiał z tego strasznego niepokoju, a kiedy już udało mu

            W końcu postanowił potajemnie przetopić całe posiadane złoto i odlać z niego złotą kaczkę siedzącą na ogromnych
            złotych jajach. Umieścił je w najgłębszej studni. Przez stulecia wielu śmiałków próbowało wykraść toszeckim lochom ich
            złoty skarb. Nikomu się to jednak nie udało.
            Podobno kaczki pilnuje dziecko o zielonych oczach. Są tacy, którzy mówią, że to sama śmierć pilnuje skarbu! A może go
            zdobyć, tylko ten, kto ma zielone oczy i nie popełnił jeszcze grzechu.
            Inni twierdzą, że trzeba znać odpowiednie zaklęcie, a także spełnić kilka innych warunków. Do skarbów dotrzeć może
            tylko człowiek o imieniu Piotr, urodzony o północy w niedzielę. Musi on w środku nocy przy nowiu księżyca samotnie
            wejść do podziemi, tam odmówić przepisaną formułę i zaraz potem rzucić zaklęcie. Wtedy otworzy się ukryte w murach
            przejście i droga poprowadzi go przez coraz węższy i głębszy ganek do głębokiego jeziorka o wyjątkowo czystej wodzie.
            Jego wody nigdy nie zamarzają, a na brzegach rosną rozłożyste drzewa i kwitną dziwne kwiaty, jakich nigdzie nie znajdzie
            się w naszym kraju. Wówczas należy trzykrotnie przepłynąć jezioro, by dostać się na małą wysepkę, gdzie w gnieździe ze
            srebrnych nici złota kaczka naturalnej wielkości siedzi na jedenastu złotych jajach, z których każde wypełnione jest złoty-
            mi talarami. Na szyi owej złotej kaczki będzie zawieszona karteczka, wskazująca, gdzie są ukryte inne kosztowności.
            Bezmała na toszeckim zōmku, we jego podziymiach idzie znojść bardzo dużo bogactwa. Jedni godajōm, że to downy pōn
            zamku rycerz-zbōjnik je tam ôstawiōł. Bez dugi czas do kupy z inkszymi chacharami ôkrodoł przejyżdżajōncych handlyrzy
            i wszysko chowoł w lochach.
            Zowiścili mu panowie ze innych dworōw, a że starali sie ô swoje majōntki, zebrali sie do kupy i napadli na toszecki zōmek.
            Wszyjscy zaglōndali i niy mogli sie nadziwować, że tam niy ma żodnych skarbōw. Zbōjnik zaś straciōł sie ze swojimi kam-
            ratami. Służba zōmkowo godała, że uciyk do podziymi, ale żodyn niy wiedzioł, jak sie tam ôbracać. Lochy były ciymne,
            a nikere zasypane.
            Nikerzy zaś godajōm, że te pōny na toszeckim zōmku, kere skarby schowali, to niy byli rabusie, ale źle obchodziyli sie ze
            swoimi ludziami. Nojważniejszy dla nich bōł majōntek i bańtowanie. Przechacharzyli, przejedli i przepiyli wszystko, że aże
            bōło żol tymu sie dziwować. Prziszła jednak „kryska na matyska”. Keregoś dnia pokozoł sie na toszeckim zōmku janioł,
            kery dźwigoł rynce do gōry, lamyntował nad biydokami i pomstowoł na panōw.
            Po trzech dniach nastała srogo burza, jaki jeszcze ludzie niy widzieli. Pierōn trzas w zōmkowo wieża i ôd tego zapolōł się
            cołki zōmek. Zōmek goroł sztyry tydnie, a ludzie ze strachym sie tymu prziglōndali, bo czuli, że to niyziymsko moc sie do
            tego prziczyniyła.
            Jak ôgyń sie ugasiōł, ludzie zaczli przeszukiwać pogorzeliska, ale niczego niy znodli. Godajōm, że wszystko skryte je we
            głymbokich lochach.
            Najdrogszym skarbym ukrytym w podziymiach mo być złoto kaczka. Pana na zōmku w Toszku przez całe lata mierziyło,
            coby go niy ôkradli złodzieje abo niy spadło na niego jake inksze niyszczyńście i straciōłby bogactwo. Niy umioł spać po
            nocach, a jak już udało mu się zdrzymnōńć, to budziōł sie z larmym, bo zdało mu sie, że jakieś chachary wynoszōm jego
            złoto.
            Nikomu nic niy pedzioł, yno kedyś przetopiōł całe złoto i kozoł ôdloć z tego złoto kaczka, kero siedzi na wielkich złotych
            jajcach. Schowoł ta kaczka we nojgłymbszy studni. Przez całe wieki niyjedyn prōbowoł znojść i ukraść złoto, ale żodnymu
            to sie niy udało.
            Godojōm ludzie, co kaczki pilnuje bajtel, kery mo zielōne ôczy. Nikerzy zaś godojōm pocichu, że to sama śmiertka dowo
            pozōr na te skarby. Ôsprowiajōm jeszcze, że znojść te skarby może yno tyn, co mo zielōne ôczy i nic jeszcze niy zgrzeszōł.
            Nikerzy tyż godajōm, że styknie jak sie bydzie znało zaklyńcie i spełni sie pora rzeczy. Do skarbu może dostać się yno czło-
            wiek, kery mo na miano Pyjter, a jeszcze musi być urodzōny we niydziela. Yno tymu Pyjtrowi w nocy, jak miesiōnczek je
            na nowiu, udo sie wlyźć do lochōw. Tam musi pedzieć te zaklyńcie. Wtedy ôtworzōm się dźwiyrze we murze, tam bydzie
            gōnek, coroz wōnżejszy, kery doprowadzi go do głymbokigo jeziorka ze czyściutkōm wodōm. Ta woda nigdy niy zamarzo,
            a naobkoło jeziorka rosnōm drzewa i kwitnōm kwiotki, jakich nikej indzi niy ma. Potym trza trzi razy przepłynōńć jeziorko,
            żeby dostać się na malutko wysepka. Tam we gnioździe ze szczybnych nici siedzi złoto kaczka, pod sobą mo jednynoście
            jajec. Każde jajco nafilowane je złotymi talarami. Na karku złoty kaczki wisi szkartka, na kery napisane, kaj som chowane
            inksze bogactwa. A zamkowe lochy durch czekajōm na takigo, co sie ôpoważy.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 20:11
        O rozwalinach zamku w Ciochowicach niedaleko Toszka mówi lud, że tam w piwnicy zamkniętej żelaznymi drzwiami mają
        się znajdować ogromne skarby. Kusiło się już wielu o ich zdobycie. Zabierali oni i księży ze sobą, zaopatrzonych różnymi
        świętościami, lecz nadaremnie, bo drzwi na żaden sposób otworzyć się nie dało i ci, co je otworzyć chcieli, dreszczem
        przejęci uciekli, słysząc głos z tamtej strony: „Nie masz tu sprawy!“.
        Powiadają, że dopiero ten gospodarz skarbów tych dobędzie, któremu się wraz urodzą bliźnięta i dwa cielęta.
        Ô tym co ôstało ze zōmku we Ciochowicach kole Toszka ludzie godajōm, że tam we pywnicy, za srogimi zieleźnymi dźwiy-
        rzami skryte sōm wielkie skarby. Kusiyło to tyż niyjednego. Ci, co tam sznupali, brali ze sobōm kapelōnkōw, coby wy-
        świyncili te miejsce, ale po darymnicy. Dźwiyrzōw niy dało sie ôtworzyć, a ci co tam chcieli sie dostać, to pitali jak diosi,
        jak słyszeli głos z tamty strony dźwiyrzy: „Niy mosz tu sprawy!”. Ludzie godajōm, że tymu gospodorzowi, kerymu naroz
        urodzōm sie bliźniynta i dwa cieliki, to udo sie ôtworzyć te zielaźne dźwiyrze. Ale taki sie jeszcze niy trefiōł
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 23:38
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/pCNMgVMIwWaaEUhRMB.jpg
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 23:51

        książę — miał też swoje grzechy. Nie dbał o swoich poddanych. Miał jeszcze jedną wielką wadę — gadatliwość. Dlatego
        właśnie jechał w odwiedziny sam, bo każdego już głowa bolała od tego gadania. Droga była nieznana księciu, bo po raz
        pierwszy przemierzał ją samotnie. Jechał, a końca nie było widać. Nagle rozpętała się burza, koń księcia przestraszył się
        piorunów i uciekł. Książę został sam. Co miał począć sam w środku lasu? Nie pozostało mu nic innego, jak tylko uklęknąć
        i zacząć się modlić: „Boże, uratuj mnie!!! Nie przeżyję bez wody!”. Pan Bóg ulitował się nad nim i zaprowadził go nad
        strumień. Książę napił się, rozejrzał i ujrzał jagody... Zbierając je, nagle zauważył piękną dziewczynę. Zakochał się w niej,
        no i — co będę dużo mówić — zgrzeszyli w tym lesie. A że książę był pobożny, więc prosił Boga o przebaczenie. I jako
        zadośćuczynienie postawił w lesie kapliczkę. Miała być wyjątkowa, różniąca się od innych, więc jest pozbawiona ścian.
        Patronem tej kapliczki została święta Maria Magdalena i ludzie nazywają ją „Magdalenką”. Obecnie kapliczka zyskała
        renomę cudownej, bo dwukrotnie pożar cudownie ją ominął.
        Roz ksiōnże ze Rud Raciborskich wybroł się na byzuch na zōmek do Sośnicowic. Ksiōnże jak to ksiōnże — mioł tyż swoje
        grzychy. Niy dboł o swoich ludzi. Mioł jeszcze jedyn wielki feler: dużo godoł. Bestōż jak jechoł na tyn byzuch, to jechoł
        sōm, bo kożdymu już łeb pynkoł od tego beblania. Jechoł w niyznane, bo jeszcze tukej som niy jechoł. Jechoł, a kōńca niy
        bōło widać. A prziszoł gywiter i koń ôd ksiyncia uciyk ze strachu. Co mioł se pocznōńć som we środku lasa? Nic mu niy
        ôstało yno klynknōńć i zaczōńć rzykać: „Pōnbōczku uratuj mie!!! Jo sam świtna bez wody!”. Pōn Bōg ulitowoł sie nad nim
        i zakludziōł go do mały rzyczki. Napiōł sie, nie trwało dugo jak znod jagody. Jak tak zbiyroł te jagody, to trefiōł tako fajno
        dziołszka. Zakochoł sie w ni, no i — co jo wōm tam byda dużo godoł — ôni w tym lesie nagrzyszyli. A że ksionże bōł poboż-
        ny, to prosiōł Pōnbōczka o przebaczynie. I za to w tym lesie postawiōł kapliczka. Miała być tako inkszo, beztōż je bez ścian.
        Patronkōm tyj kaplicy je świynto Maryja Magdalyna. Ludzie godajōm na to „Magdalynka”. Tera ta kaplica je świynto, bo
        już dwa razy ôgyń jōm cudownie ôminōł.
      • madohora Re: Legendy 29.09.25, 23:59
        Hurbóż lub hurbusz – demon słowiański, duszący ludzi, rodzaj zmory, występujący w wierzeniach ludności z okolicy Sanoka i Krosna.
        Był podobny do kota, dusił miękkimi łapami, czasami dokuczał koniom, plącząc im grzywy
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 00:04
        Duchy domowe dzielono na dwie kategorie: przyjazne i niebezpieczne. Rola niektórych z nich nie była do końca jednoznaczna: dobrym ludziom pomagały, natomiast sprawiały kłopoty złym. Zwłaszcza celowały w tym, najbardziej rozpowszechnione spośród istot nadprzyrodzonych, różnego rodzaju skrzaty i krasnoludki, spotykane we wszystkich kulturach narodów europejskich.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 00:08
        Wszędzie w podobny sposób wyobrażano sobie duszka: niewielki, podobny do człowieka, najczęściej brodaty, nosił czerwoną lub szarą kapotę i takąż samą czapeczkę.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 11:33
        Ażdacha – w wierzeniach Słowian bałkańskich, złowrogi smokokształtny duch powietrzny, lokalna nazwa ogólnosłowiańskiego żmija. Wiara w ażdachy występuje również na Ukrainie.
        Jest wirem powietrznym lub wodnym, wichrem lub chmurą. Ma porywać ludzi, woły i konie.
        Bywa kojarzony z Aži Dahaką – mitycznym królem-smokiem panującym w Arianem Waedżo.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 11:39
        Z opowiadań Jacka Piekary ze zbioru Ani słowa prawdy – Opowieści o Arivaldzie z Wybrzeża wynika, iż koboldy niegdyś toczyły wojny z ludźmi i krasnoludami, ale ostatecznie zostały poważnie przetrzebione. Nigdy nie łamią przysiąg. Przy tym, tak jak trolle, są odporne na czary i darzone może niesłuszną wrogością. Są też oskarżane o ludożerstwo.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 19:49
        W religii greckiej demon to początkowo nieosobowa moc nadprzyrodzona, którą z czasem zaczęto wyobrażać sobie w postaci różnych duchów podrzędnych bogom. Pierwotnie pojęcie to miało charakter ambiwalentny, stanowiło zarówno pozytywne jak i negatywne określenie nadludzkiej istoty – demony bywały groźne, ale i dobrotliwe (jako takie pełniły na przykład funkcję duchów opiekuńczych – w takim rozumieniu pisali o demonach m.in. Platon, Sokrates, Heraklit). Od czasów Ksenokratesa, wraz z rozwojem koncepcji dualizmu, demony zaczęto utożsamiać przede wszystkim ze złem, bowiem wszelkie uwikłanie w materię uważano za złe (więc i istoty powiązane z materią choćby częściowo).
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 19:54
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e9/Belial.jpg
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 20:02
        Wierzono, że płanetnicy kierują chmurami, zsyłają burzę i grad. Nazwa „płanetnik” pochodzi od słowa płaneta tzn. chmura, zwłaszcza burzowa (stąd też „chmurnik” i „obłocznik”), wg innego poglądu nazwa pochodzi od łacińskiego słowa planeta i jest stosunkowo młoda, w przeciwieństwie do prawdopodobnie oryginalnych form rodzimych „chmurnik” i „obłocznik”. Na południowej Słowiańszczyźnie w wyniku nałożenia się funkcji doszło do utożsamienia płanetników (zwanych tam zduhaczami) ze żmijami
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 23:35
        Zduhacz, stuhacz – w mitologii Słowian bałkańskich bohater obdarzony nadprzyrodzonymi zdolnościami, którego dusza w czasie snu opuszczała ciało by walczyć z demonami powietrznymi (chałami i ażdachami) w celu odpędzenia chmur burzowych i gradowych od rodzinnych stron. Zduhaczami bywali zazwyczaj mężczyźni, często jednak również kobiety i dzieci urodzone w czepku, a nawet zwierzęta gospodarskie.
        Funkcje zduhaczy pokrywają się z funkcjami płanetników, lokalnie nazywano ich także żmijami.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 23:41
        Generalnie powyższe klasyfikacje są dość płynne i wzajemnie się przenikające, przez co żadna z nich nie jest jednoznacznie obowiązująca.
      • madohora Re: Legendy 30.09.25, 23:58
        Może oznaczać również demona nękającego zwierzęta domowe. Płoszył konie; wodził je tak, że nie mogły trafić do swoich zagród.
        Były to duchy niewidzialne.
      • madohora Re: Legendy 01.10.25, 00:04
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7e/%D0%A1%D0%BA%D0%B0%D0%B7%D0%BA%D0%B0_%D0%BE_%D0%BF%D0%BE%D0%BF%D0%B5_%D1%80%D0%B8%D1%81%D1%83%D0%BD%D0%BE%D0%BA_%D0%9F%D1%83%D1%88%D0%BA%D0%B8%D0%BD%D0%B0_crop.jpg/564px-%D0%A1%D0%BA%D0%B0%D0%B7%D0%BA%D0%B0_%D0%BE_%D0%BF%D0%BE%D0%BF%D0%B5_%D1%80%D0%B8%D1%81%D1%83%D0%BD%D0%BE%D0%BA_%D0%9F%D1%83%D1%88%D0%BA%D0%B8%D0%BD%D0%B0_crop.jpg
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 16:36
      Legenda o czapli

      Przy stworzeniu świata przychodziły do Pana Boga różne zwierzęta i zanosiły do Niego nieraz najdziwaczniejsze prośby. Stwórca, naj dobrotliwszy ojciec, obdarzał je wszystkiem, czego chciały. Szczęśliwe były te, które prosiły o dobre rzeczy, a najszczęśliwsze te, które w skromności swojej zdały się na wolę Bożą, bo Pan Bóg najlepiej wie, czego komu potrzeba i tem skromnego obdarzył. Wilk przyszedł z czaplą i obydwoje prosili o pieniądze, bo to za pieniądze wszstkiego dostanie i temu najlepiej, kto ma grosza sporo. Dostało też każde po
      pełnym worku, czego chciały. Wilk chytry, obawiając się, aby skarbu swego nie zgubił, porozpożyczał pieniądze pomiędzy ludzi i teraz odbiera sobie od nich procenta w bydle od tej pożyczki. Czapla głupsza nie mogła - się prędko namyśleć, co zrobić z otrzymanemi pieniądzmi, gdzie je umieścić. Myślała długo i chodziła z workiem koło wody, a że worek był ciężki, wysunął jej się z dzióba i utonał. - Zmartwiona przyleciała do wilka i krzyczy:
      - Przyjacielu, ratuj! Pieniądze wpadły mi do wody! Poradź, jak je wydobyć.
      - A gdzież ci utonęły? - pyta wilk zdziwiony_
      - Nie wiem, nie wiem - żali się czapla - chodziłam koło wody i upuściłam worek.
      - Ha, jakże ci poradzę, skoro nie możesz mi powiedzieć, gdzieś je zgubiła?
      Idź i szukaj. Poszła czapla smutna nad wodę szukać zguby i szuka jej tam do dnia dzisiejszego. Czasem stanie i wpatruje się bystro w wodę, czasem zdaje się jej, że dojrzała już
      na dnie worek z pieniędzmi, więc szybko wtyka głowę w wodę, aby przyjrzeć się lepiej, a potem wyciąga ją również szybko z powrotem bo na dnie zobaczyła tylko kamień
      • madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:32
        NAWIEDZONY DWOREK W MIASTECZKU ŚLASKIM

        Jest to podobno jedno z miejsc nawiedzonych w naszym województwie. Chodzi o Dworek u Rubina, który znajduje się w Miasteczku Śląskim. Legenda głosi, że ponad 150 lat temu do Miasteczka Śląskiego (powiat tarnogórski) sprowadził się nauczyciel Michael Rubin, który miał syna - Ryszarda. Je go potomek od najmłodszych lata chciał zostać w przyszłości lekarzem. Swoje marzenie spełnił! Bogaty lekarz, przy ul. Dębina, był właścicielem małego dworku, który do dzisiaj w mieście stoi. Mieszkał w nim z żoną Klarą, która była od niego młodsza o 20 lat. Jako ciekawostkę można dodać, ze to było pierwsze dziecko jakie w swojej zawodowej karierze odbierał właśnie Rubin. Mieli oni dwójkę dzieci - Elżbietę i Lotara. Córka niestety zmarła bardzo szybko, mając zaledwie dwa latka. Po jej śmierci Klara znienawidziła najmłodszych. Parę lat później na tamten świat zawędrował także Ryszard, a ich syn poszedł do wojska i do domu już nie wrócił. W dworku następnie stworzono przedszkole - spowodowało to, że Klara jeszcze bardziej stroniła od dzieci. To wszystko ją załamało, wpadła w depresję, a w 1949 zmarła. Od tamtego momentu zaczęły się dziać tutaj dziwne rzeczy. Ma ona nawiedzać to miejsce i straszyć mieszkańców, razem ze swoim kompanem: bezgłowego handlarza solą, który wprowadził się do dworku po jej śmierci. Od 50 lat w tym budynku, gdzie w przeszłości uczyły się niemieckie dzieci, znajduje się przedszkole. Maluchy z Przedszkola nr 1... lubią natomiast słuchać historii o duchach.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 18:59
          Marzanna to również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono bądź topiono w czasie wiosennego Jarego Święta, aby przywołać wiosnę. Zwyczaj ten, zakorzeniony w obrzędach ofiarnych, miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Zgodnie z opisanymi przez Jamesa Frazera zasadami magii sympatycznej wierzono, że zabicie postaci przedstawiającej boginię śmierci spowoduje jednocześnie usunięcie efektów przez nią wywołanych (zimy) i nadejście wiosny.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:01
          Chrześcijaństwo próbowało zakazać tego starosłowiańskiego zwyczaju. W 1420 roku Synod Poznański nakazywał duchowieństwu: Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią. Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII i XVIII wieku próbowano tradycję topienia marzanny zastąpić (w środę przed Wielkanocą) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem. Obecnie w Polsce obrzęd łączony jest z nastaniem kalendarzowej wiosny 21 marca lub z przypadającym na ten właśnie okres Jarym Świętem.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:10
          Badacze zwracają uwagę, że dawniej z własnoręcznie wykonaną marzanną chodziły jedynie kobiety i dziewczęta, a dopiero później zwyczaj ten został przejęty przez młodzież i dzieci. W niektórych regionach, m.in. w Gliwickiem i Raciborskiem za dziewczętami niosącymi marzannę szli chłopcy niosący jej męski odpowiednik, marzanioka.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:12
          Powracano zwykle z gaikiem (goikiem), czyli przystrojoną jajkami i wstążkami choinką. Symbolizujące wiosnę i rozkwit przyrody „latko” wprowadzano do wsi przy wtórze pieśni i życzeń pomyślności.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:16
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8e/Topienie_Marzanny_w_Miasteczku_%C5%9Al%C4%85skim_-_21_marca_2015_09.jpg/500px-Topienie_Marzanny_w_Miasteczku_%C5%9Al%C4%85skim_-_21_marca_2015_09.jpg
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:19
          Zaszumiały lasy, popłynęły wody, popłynęły wody, wiosenka/ wiosenka popłynęły lody, wiosenka, wiosenka popłynęły lod. 2. Po szerokim lesie, głos się ptasząt niesie, głos się ptasząt niesie/ wiosenka, wiosenka głos się ptasząt niesie
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:21
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/3c/Uroczysto%C5%9B%C4%87_topienia_Marzanny_w_Miasteczku_%C5%9Al%C4%85skim_06.jpg/500px-Uroczysto%C5%9B%C4%87_topienia_Marzanny_w_Miasteczku_%C5%9Al%C4%85skim_06.jpg
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:26
          Niektórzy naukowcy zauważają z kolei, że utopienie marzanny ma charakter ofiarny i może być odczytywane jako złożenie ofiary zimie, by odeszła albo – jak proponują autorzy „Wyrzeczyska” – jako ofiara dla demonów wody, których przychylność była konieczna, by zapewnić rolnikom plony w nadchodzącej wiośnie.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:30
          Marzanna
          Jeszcze niedawno, bo na początku łat sześćdziesiątych, corocznie
          w Wielkim Tygodniu od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty, schodzili
          się z całej parafii chłopcy z klekotkami pod lubszecki kościół, by następnie,
          równo w południe, klekocząc całą drogą poprzez wieś, udać się nad koniec
          wsi nad dworski staw. W Wielką Sobotę na czele klekoczącego pochodu
          niesiono ubraną słomianą kukłę Judasza, którą pierwotnie topiono a za
          mojej pamięci palono na gruzowisku nieistniejącego czworaka, tam gdzie
          później zlewnię mleka zbudowano. Wszystko to działo się przy wielkiej
          uciesze zgromadzonych.
          Zanikły w Lubszy ten zwyczaj nawiązywał do prastarego obchodu
          z Marzanną o którym Lompa tak wspomina:
          „Pięćdziesiąt lat temu przechodził przez pewną wieś górnośląską
          pochód z marzanną. Ówczesny proboszcz [lubszecki] Jan Keller, syn młynarza rodem ze Strzeleczek, stanął naprzeciwko, w zapale chwycił
          kukłę i wrzucił ją do gnojówki. Od tego czasu na zawsze zaprzestano
          procesji, a pieśni poszły w zapomnienie.”191
          W innym miejscu Lompa zaprzestanie obnoszenia Marzanny w Lubszy
          przypisuje, następcy księdza Kellera, księdzu Kioskowi:
          „Jak marzannę i w Lubszy obnosili już 50 lat minęło, ksiądz Kłosek
          obchód ten zakazał i mamony obnosić bronił. ”
          „Marzanna przedstawiała zimowy sen natury. Na Śląsku długo
          przetrwała tradycja ubierania w niedzielę „marzanią” kukły w słomę
          i łachmany. Wyprowadzano ją potem poza wieś i tam rzucano w błoto lub
          palono...”. „Pewna staruszka - jak podaje Lompa - pamiętała już tylko tyle:
          - Gdy utopiono marzannę, biegli wszyscy, czym prędzej do wsi. Kto
          upadł lub też przybył jako ostatni, umierał wkrótce.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:42
          Piorunowe kamienie
          Ludność Górnego Śląska wierzyła w cudowną moc piorunowych
          kamieni. Stanowić one miały zakończenie pioruna, który uderzając
          w ziemię, wbijał się na znaczną głębokość, by znów wrócić na
          powierzchnię. Okruchy z nich wrzucano do wody, w której kąpano chore
          dzieci. W medycynie ludowej, kamieni używano na dolegliwości
          reumatyczne, bóle głowy, zębów, brzucha oraz wola.
          W Lubszy, w latach sześćdziesiątych, prawdopodobnie piorun uderzył
          w masywny, drewniany słupek ogrodzenia ogrodu Wincentego Płaczka.
          Słupek został znacznie rozszczepiony, szczapy rozrzucone wokoło zaś dam
          w przyległym ogródku została zryta. Taki, w ludowej opinii „zimny
          piorun”, nie spowodował jednak nawet nadpalenia drewna. Od jego syna
          uzyskałem informację, że kamień z takiego „pioruna” był obiektem usilnych poszukiwań. Jego odłamki wkładane do świeżo udojonego
          krowiego mleka, miały nadawać mu specyficzny smak a także powodować
          to, że mleko przez długi czas utrzymywało swoją świeżość.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:45
          Otylia
          Był rok 1905. W Zielonej, niewielkiej miejscowości w powiecie
          lublinieckim, Guido książę Henckel von Donnersmarck zorganizował
          polowanie. Zjechali na nie możni ówczesnego świata. Pomiędzy nimi był
          znany berliński bankier wraz z małżonką. Po zakończonym polowaniu,
          w miejscowym myśliwskim zameczku, odbyło się przyjęcie. Wśród
          usługujących dziewcząt z Zielonej znajdowała się Otylia B., półsierota ze
          Starej Zielonej. Była niezwykle rezolutną a do tego niezwykle urodziwą
          dziewczynką. Przypadła do serca małżeństwu bankierów, którzy
          postanowili za zezwoleniem matki zabrać Otylię do Berlina, aby tam
          zapewnić jej wykształcenie jak i utrzymanie na poziomie bankierskiej
          rodziny. Po latach, Otylia wyszła za mąż za berlińczyka i ze związku tego
          miała syna, który wielokrotnie w okresie międzywojennym odwiedzał
          swoją babcię w Zielonej oraz zaprzyjaźnił się z rodziną młynarza
          z pobliskiego Zielonej Mokrusa.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:49
          Baśń Sobotniej Górze
          (Pieśń śpiewana na Górnym Śląsku przed wieki)
          Posłuchajcie, rodacy, co było przed laty! ...
          Żyli na Śląsku skromnie trzy rodzone braty;
          Żyli rodzone u kochanej matki,
          Która ich urodziła, jako ziemia kwiatki,
          Która ich wychowała, te swoje tysiące,
          Która ich ogrzewała, jakoby świat słońce,
          Ogrzewała ich sercem, wykąpała łzami,
          Ażeby zajaśnieli świetnymi czynami.
          A chociaż ci trzej bracia żyli w ciągłej pracy,
          Ale w swoich rozumach nie byli jednacy;
          Bo nawet z jednej matki nie jednakie dzieci:
          Przeto dwóch było mądrych, a głupi był trzeci.
          A mądry jeden mieczem odbył wojen wiele,
          Drugi był organistą służył przy kościele,
          Ten ci zaś głupi trzeci w domu jeno siedział,
          Przeto o bożym świecie bardzo mało wiedział.
          A kiedy się odezwał, to się z niego śmieli,
          A on nie wiedział, czego oni chcieli.
          Ale stała się bolesna przygoda,
          Bo niedługo umarła matka jeszcze młoda,
          Bo przybyła śmierć w progi i nago i boso,
          Była odziana chłodem, ustrojona kosą.
          Oj, ty śmierci, ty śmierci, po coś tu przybyła,
          Abyś tych biednych synów matki pozbawiła?
          Oj ty śmierci, powracaj sobie przez rozdroża
          Jeśli taka już łaska i wola jest Boża!
          Poczekajcie, synowie, czy ta matka zmarła,
          Może tylko z boleści powieki zawarła ...
          Bo przecież tak jej kwitną na licu rumieńce,
          Jako na skroni, świeże, panny młodej wieńce;
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 19:51
          Aby mu Bóg łaskawie dopomógł wśród bitwy.
          Jak ci wojownik poszedł, to trafił na bory,
          Gdzie go wnet zaskoczyły przeróżne potwory.
          Te się srożąna niego, wyszczerzają zęby,
          A z pysków im buchają brudne dymów kłęby.
          Wojownik dobył miecza w tak wielkiej potrzebie,
          I zaciekłe napady odpędzał od siebie.
          Gdy uciekły potwory, napadły go gady
          Straszydła i upiory i wszelkie szkarady.
          Lecz co mu w drogę wlazło, to swym mieczem zmaścił
          I na wszystkie wieczności w śmierci zaprzepaścił.
          Ale miecz się wyszczerbił ... a pot pociekł z niego;
          Więc wołał o ratunek, przeląkłszy się tego.
          Głos się jakiś odezwał na owo wołanie:
          ,y4 toś mi się odważył chyba na skaranie ...
          Radzę ci zatem prędzej, byś zszedł z prostej drogi,
          Bo na niej, wojownika, los napotkasz srogi;
          Idź raczej obok drogą dogodną, odwieczną,
          Wtedy będzie miał podróż pewną i bezpieczną.'’,
          Wojownikowi niby głos zrzucił zasłonę,
          I pomiarkował trochę ... obejrzał się w stronę,
          I ujrzał szlak szeroki, wzięła go ochota ...
          I wędrował już po nim po wodę żywota!
          Ale kiedy ci poszedł już więcej nie wrócił,
          Bo biedny nieboraczek w kamień się obrócił !...
          On już stał się kamieniem, a we wsi ciekawi
          Kiedy z wodą żywota braciszek się zjawi;
          Ale go jak nie widać, tak nie widać było,
          Aż się już wszystkim we wsi czekać uprzykrzyło.
          Więc bracia zrozpaczeni, by pokorne służki,
          Co teraz czynić mają, poszli znów do wróżki.
          A ona im mówiła jak się stało z bratem,
          Jako się złudził ścieżką i zasłanym kwiatem;
          I jak się dał ułudzie ma miejącym głosem,
          Za to już skamieniały stoi het pod wrzosem.
          A potem im dodała: „By wam matka żyła,
          Niechaj drugi po wodę podąży, co siła,
          Po tę wodę żywota, co jest za borami,
          W których licho czatuje i straszy mękami.”
          Ale napomina, by przed się iść śmiało
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 20:21
          I przezwyciężać wszystko, co by w drodze stało
          Dopiero za tym wszystkim na górze migota
          Źródło wody żywota pod drzewem żywota.
          Pomyśleli ze słów tych dwaj bracia rodzeni
          Komu się przezorności więcej w oczach mieni;
          I powiedział brat drugi: „Znam świat doskonale,
          Znam się też na przechwałkach i prawdziwej chwale;
          Umiem odczytać księgi, przejrzałem ich stosy,
          To mnie nie zbłąkają byle jakie głosy.
          Nie darmo mnie we szkole całe dnie ćwiczono,
          I nie darmo z nauki wszędzie mnie chwalono;
          Przeto pójdę ja z księgą, w której są zaklęcia,
          I nie zlęknę się zwierza, ani też diablęcia."
          Zabrał więc kropieinicę, księgi i kropidło
          Na wszelakie potwory i wszelkie straszydło;
          I na ciężką wyprawę poszedł organista
          A w ślad za nim strzeliła modlitwa ognista.
          Nieraz niebo przyjęło podobne modlitwy,
          Nieraz cuda robiło wśród duchowej bitwy.
          Więc poszedł organista i trafił na bory
          Gdzie na niego skoczyły przeróżne potwory.
          Te się srożąna niego, wyszczerzają zęby
          A z pysków im buchają różne dymów kłęby.
          Lecz organista z księgo rzucił wraz zaklęcie,
          Zaraz wszystko uciekło w największym zamęcie.
          A tu znowu na niego wypadła gromada,
          I dopadły go w boru wilkołaków stada.
          Lecz organista czynił chrzest z wody święcone,
          Tak, że wszystko uciekło na wsze świata strony.
          I szedł prosto przed siebie i odpędzał gady,
          Strachy, różne upiory i wszelkie szkarady.
          Już przeszedł był dwa bory i wszelkie przepaście,
          Już zwyciężył po drodze przeróżne napaście;
          Bo gdy się pokazały gady i straszydła
          Wraz do święconej wody brał się do kropidła.
          Aleści w trzecim borze trafił na gęstwiny,
          I na parzące zielska, kolące krzewiny;
          I ciernie go dojmują, głóg go srodze drapie,
          O mało nie utonął w jakiejś błotnej chlapie.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 20:23
          Wysłuchawszy więc głupi słów takich w pokorze,
          Wrócił skromnie do domu, modlił się w komorze,
          I aby czyste było obmył swoje ciało,
          Swoje sumienie skruszył, by mu nie ciężało,
          I ze czcią z Panem Bogiem pojednał swą duszę
          I uzbroił swe serce na wielkie katusze ...
          Tak uzbrojony poszedł po wodę żywota.
          Nikt go nie odprowadził za domowe wrota;
          Bo ludzie, co widzieli przedsięwzięcie jego,
          Uśmiali się serdecznie tak, jako z głupiego.
          Niektórzy rzekli smutnie: „Cóż on bez nauki
          Dokaże w tej wyprawie, bez wojskowej sztuki;
          I nie wziął ani miecza ani też kropidła,
          Oj, zginie głupi, zginie od tyle straszydła. ”
          Ale poszedł syn głupi i trafił na bory
          Gdzie go zaraz napadły przeróżne potwory;
          A głupi tylko wstrząsnął pokutniczym worem
          I ponastraszał strachy, jakby jakimś morem.
          Pouciekało wszystko jakby od zarazy,
          Choć śmielsze napadały jeszcze kilka razy;
          Lecz głupi wstrząsnął swym straszącym worem,
          I poszedł zaraz kawał tym okropnym borem.
          Choć dalej nad przepaścią znów nowe napady! ...
          Jako wojsko w szeregach czekały nań gady;
          Pryskają śmiało w górę i na niego syczą
          A obok wilkołaki w gromadach skowyczą.
          Głupi znów swym worem, w którą trząśnie stronę
          Tam umykało wszystko jakby oparzone.
          Głupi dalej natrafił na ostre kamienie,
          I na parzące osty, na brudne strumienie,
          I na paląca ziemię i kolczyste głogi.
          Które mu w tych przygodach sprawiały ból srogi.
          Ale głupi przecierpiał, chociaż krew mu ciekła,
          Bo wciąż miał na uwadze, co mu wróżka rzekła.
          Na nic nie uważał, ani się oglądał -
          Aby ożywić matkę, tego tylko żądał.
          Ale idąc dalej całkiem okrwawiony
          Przez jakieś tłumy ludzi został wyszydzony.
          Oj byłoż to dowcipów, było pełno śmiechu
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 20:26
          Kiedy wyszedł z ciemnicy na jasne przestworze
          Gdzie rosły bujne trawy i prześliczne zboże,
          Gdzie się wnosiły dziwne krzewy z jagodami
          Gdzie przedziwne starczały drzewa z owocami,
          Gdzie na drzewach śpiewały prześliczne ptaszęta,
          Między drzewami zoczył czarowne dziewczęta.
          Nagle owe dziewoje zabiegły mu drogę;
          A każda z nich wołała: „Czym ci pomóc mogę,
          Czym ci usłużyć mogę o ładny młodzianie,
          Coś tu do nas zawitał tak niespodziewanie?
          Ach jakiś ty obdarty, i jaki zakrwawiony!
          Szczęśliwieś, zaś zawitał aż to w nasze strony.
          Przecie w tych strasznych lochach wszystkich zjadła zguba,
          A tyś jeden je przeszedł! O chluba ci, chluba! ...
          Choć z nami do strumienia, z krwi cię obmyjemy,
          Usiądźże na murawie, głóg ci z nóg wyjmiemy;
          Spocznij sobie pod drzewem, posil się jagodą,
          I pozostań tu ze mną tak piękną i młodą;
          Boja cię pokochałam, nie zostaw sieroty,
          Która za tobą płacze i schnie od tęsknoty.
          Jeśli litości nie masz już nad samym sobą
          I w świat pójdziesz daleki, to ja pójdę z tobą!”
          Ale głupi potrząsnął worem pokutniczym,
          Tak, że zaraz się rozstał z tym chórem dziewiczym.
          Po tej pokucie ujrzał wnet górę wspaniałą,
          Wysoką, niebotyczną, otoczoną chwałą.
          I wszedł na ową górę, gdzie drzewo żywota
          Wspaniale spoglądało jak w człeku prostota! ...
          Więc dopadł na kolanach źródła cudownego,
          Źródła wody żywota z gruntu wewnętrznego.
          I zaczerpnął tej wody, skropił sobie czoło,
          I ze dzbanem powstawszy, ujrzał chwałę w koło.
          I zobaczył na ziemi raptowną przemianę,
          I w swoim szczęściu poczuł jakąś błogą zmianę.
          I poszedł do swej matki z ową życia wodą,
          I tak wszyscy szczęśliwie dnia trzeciego doszli.
          A głupi syn przystąpił do matki jedynej,
          Której nie potrafili ożywić dwa syny,
          Małą gałązką z drzewa pokropił ja wodą,
          I matka zmartwychwstała i żywą i młodą.
          I spojrzała na dzieci jakoby łza czysta,
          Piękna jako przymierze, jak tęcza barwista.
          Za to Wszechmogącemu cześć się wygłaszała,
          Za to głupiemu bratu wieczna będzie chwała.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 22:55
          Kostroma – w wierzeniach Słowian wschodnich personifikacja wiosny i płodności, prawdopodobnie echo umierającej i zmartwychwstającej bogini regulującej cykl wegetacyjny
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 22:58
          Wraz z nadejściem lata organizowano tzw. pogrzeb Kostromy. W uroczystym pochodzie odnoszono wówczas na brzeg wody wielką słomianą kukłę w ubraniu. Tam ją grzebano, palono lub rozrywano na strzępy. czemu towarzyszył płacz lub śmiech uczestników. Obrzęd ten miał na celu zapewnienie urodzaju podczas żniw
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:00
          Ziuzia (brus. Зюзя, Мароз; ros. Мороз, Морозко, Зюзя – пьяница; ukr. Зюзя, Мороз) – postać z folkloru białoruskiego, odpowiednik rosyjskiego Dziadka Mroza. Wyobrażany jest jako niski, gruby starzec z długimi białymi włosami i brodą. Odziewa się w ciepłą jasną odzież – najczęściej biały kożuch – jednak zawsze z odkrytą głową i boso. W dłoni nosi żelazną buławę. Imię Ziuzia pochodzi od białoruskiego czasownika зюзець/ziuzieć czyli marznąć, odczuwać pieczenie spowodowane mrozem.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:02
          Mimo podobieństwa do Dziadka Mroza – Ziuzia nie stał się patronem rozdawania podarunków na Nowy Rok. W tej – powstałej w XX wieku – funkcji zastępuje go rosyjski Dziadek Mróz. W gospodarstwie leśnym Prudniki w rejonie postawskim obwodu witebskiego organizowane są imprezy turystyczne pod hasłem „W gościnie u Ziuzi Pojeziernego”, które cieszą się coraz większą popularnością na Białorusi.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:05
          Północnica, czasem także mara, nocnica – żeński demon u Słowian, rodzaj rusałki znany na dawnych kresach Polski. Jest to istota cechująca się złośliwością i psotliwością. Z nazwy można domniemywać, że działa w środku nocy
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:07
          Północnica występuje w serii gier Wiedźmin jako bliźniaczy potwór południcy.
        • madohora Re: Legendy 27.09.25, 23:11
          Nocnica – postać demoniczna z zakresu demonologii słowiańskiej, wywodząca się z wierzeń przedchrześcijańskich, określana jako pośmiertna forma egzystencji ludzkiej duszy. Wskutek licznych przeobrażeń, jakie zaszły w demonologii ludowej, zazwyczaj utożsamiano ją ze zmorą. Wzmiankę o nocnicach znajdziemy m.in. w trzynastowiecznym Katalogu magii Brata Rudolfa, kazaniu polskiego husyty z XV wieku, czy też w Czarownicy powołanej z wieku XVII
      • madohora Re: Legendy 28.05.23, 11:56
        Nowym właścicielem Kozic został syn zmarłego Paweł. Rozzuchwalona czeladna postanowiła swoimi sztuczkami przywiązać do siebie młodego pana. Zabiegi te okazały się jednak bezskuteczne. Służące doniosły panu o praktykach Zofii. Ponieważ młody Podlodowski nie był zbyt troskliwym gospodarzem w jego gospodarstwie źle się działo. Padały bydlęta, chmury gradowe niszczyły zasiewy. Młody pan zrozumiał, że przyczyną śmierci ojca i wszystkich pozostałych niepowodzeń jest przebiegła czeladna i okoliczne guślarki. Rozkazał przeto wyłapać czarownice i wraz z Zofią odstawić przed oblicze sądu wójtowskiego w Lublinie. Sprawa okazała się bardzo zawiła. Sąd postanowił poddać oskarżone trzykrotnej próbie tortur. Na szczęście pomysł ten spotkał się z oburzeniem duchownych i znamienitszych obywateli Lublina. W wyroku sądu miejskiego z 1640 roku możemy zatem przeczytać: "Filipowiczowa, jak i inne guślice, w pół wsi rózgami u słupa bite i sieczone być mają, a potem wygnane ze wsi na mil dziesięć, a jeśliby się pojawiły, to na gardle lub na stosie karane będą".
      • madohora Re: Legendy 25.08.24, 19:24
        Legenda o zaczarowanych gołębiach

        Według legendy krakowskie gołębie nie są zwykłe, ale zaczarowane.
        Gdy na książęcym tronie zasiadł Henryk IV Prawy, zapragnął zjednoczyć wszystkie ziemie księstwa, ale nie miał pieniędzy. Wtedy wróżka zamieniła książęcą drużynę w gołębie. Obsiadły one kościół Mariacki i zaczęły wydziobywać kamyki, które spadając na ziemię zamieniały się w złote monety.
        Książę ze złotem wyprawił się do Rzymu po poparcie papieża. Ale po drodze ucztował, bawił się i stracił pieniądze. Nigdy już nie wrócił do Krakowa, a jego drużyna pozostała zaklęta...
      • madohora Re: Legendy 15.07.25, 14:19
        Za czasów Napoleona, jeden z polskich żołnierzy uciekając przed wojskami carskimi skrył się w kościele, spojrzał w lustro i zobaczył starca z długą siwą brodą, zgarbionego i podtrzymującego się laską. Do kościoła wpadli żołnierze carscy, pojmali polskiego żołnierza. Został zesłany na Sybir, skąd wrócił jako starzec.
      • madohora Re: Legendy 24.09.25, 23:54
        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/39/Diabelski_Kamie%C5%84_na_Jaworzynie_BS41.jpg/500px-Diabelski_Kamie%C5%84_na_Jaworzynie_BS41.jpg
      • madohora Re: Legendy 28.09.25, 22:53
        Według śląskich wierzeń diabła można rozpoznać po nogach zakończonych kopytami, rogach na głowie i zapachu siarki.
        Czasem też kuleje, która to ułomność wywodzi się stąd, że spadając z nieba złamał nogę. Na ziemi może jednak przy-
        jąć również każdą inną postać z wyjątkiem gołębia i baranka (atrybuty chrześcijaństwa). Najczęściej mieszka w starych
        spróchniałych drzewach lub piecach.
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:01
      Koń

      Koń ciągle je i we dnie i w nocy i nigdy nie jest syty. A wiecie dlaczego? Oto posłuchajcie:
      Zanim Chrystus posłał po oślicę, aby na niej wjechać tryumfalnie do Jerozolimy, chciał odbyć podróż tę konno. Ale gdy zamierzał dosiąść konia, ten nie chciał wziąć Chrystusa Pana na grzbiet, tłumacząc się, że jeszcze nie podjadł. Więc Chrystus rozżalony powiedział:
      - Tak, - to sobie nigdy nie pojesz!- i na oślicy wjechał do Jerozolimy.
      Odtąd też koń ciągle je i je i nie może się dosyć nasycić, a osiołek zadowoli się byle czym i nie potrzebuje jeść wiele.
      • madohora Re: Legendy 25.09.25, 21:16
        Upiorom przypisywano wiele czynności, jednak przede wszystkim „chodzenie”. Zmarłe osoby, które po śmierci wstawały z grobu, chodziły w nocy po wiejskich drogach, kościołach lub odwiedzały domy osób, z którymi były związane jeszcze za życia lub do których przejawiały silne emocje. Wraz z „chodzeniem” charakterystyczną cechą upiora było również mlaskanie.
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:12
      Legenda o bocianie

      Jest w całej Polsce piękny zwyczaj, że ludzie spotykając się witają się ze sobą, chwaląc przy tem Pana Boga, albo życząc sobie, aby Pan Bóg poszczęścił ich pracy, dodał sił do jej wykonania i pobłogosławił, by ta praca wyszła człowiekowi na pożytek i przyczyniła się do jego szczęścia. Piękny to jest zwyczaj i bardzo dawny, a tak szanowany, że lud z oburzeniem patrzy na takiego, kto by przechodząc, nie pochwalił Pana Boga. Opowiadają też o nieszczęściu, jakie miało spotkać złych ludzi przed wiekami, o karze doraźnej za to, że nie odpowiedzieli na boskie słowo, ale wyszydzili je nawet. Było to w lecie. Sianokosy rozpoczęły się wszędzie, dookoła słychać było brzęczenie kos i wesołe śmiechy kosiarzy, bo czas był ładny, a trawy bujne na łąkach. Drogą szedł staruszek, biedny dziadek, a przechodząc mimo kosiarzy, życzył im powodzenia i jak to zwykle bywa, zawołał:
      - Szczęść Boże!
      Na takie chrześcijańskie pozdrowienie powinni byli robotnicy odpowiedzieć pięknie:
      - Daj Boże szczęście!
      Tymczasem biedny dziadek trafił na ludzi złych, bezbożnych, którzy poczęli się śmiać, poczęli wydrwiwać jego pobożne życzenia. Nieszczęśni, nie wiedzieli, nie przeczuwali że tym biednym dziadkiem był sam Pan Jezus, który szedł pomiędzy ludźmi aby zobaczyć jak im się żyje.
      Zabolało serce Pana Jezusa na to że wśród ludzi dużo jest przewrotnych i zagniewany przemienił ich w ptaki. Dostali długie nogi a z rąk zrobiły się skrzydła a nosy zamieniły się w długie, czerwone dzioby. Były to pierwsze bociany. Nie wydają też głosu żadnego, bonie chcieli odpowiedzieć na chrześcijańskie pozdrowienie, - ale też płaczą tak, jak ludzie, a wtedy płyną im z oczu łzy duże, jak groch i kroplami spadają na ziemię.
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:06
        Grojec

        Gdzie Mała Panew przez lasy cieniste
        W śląskiej krainie toczy swoje wody
        Wznosi się wzgórze strome i skaliste
        Obrosłe drzewem, cierniem i jagody
        A na tym wzgórzu przed dawnymi czasy
        Stare zamczysko sterczało w niebiosa,
        W którym z małżonką mieszkał pan bogaty
        I jedynaczka córka złotowłosa.
        Piękna jak anioł, przy tym litościwa
        Ozdobna w cnoty najwyższe dziewicy
        Skromna, roztropna, układna, wstydliwa,
        Była prawdziwą perłą okolicy.
        Lecz od pewnego coś pobladła czasu
        I dziwnie smutna chodziła w komnacie
        Stroniła od uciech i zabaw hałasu
        Patrząc raz po raz ku odległej chacie
        Gdzie mieszkał Jontek, pachołek dworowy
        Oddań jej służbie, świeży jak krew z mlekiem,
        Przystojny, miły i słusznej budowy
        Czerstwy, rumiany i równy jej wiekiem
        Że podniósł oczy do córki szlachcica,
        (Miłość wzajemna, wzajemnie w nich wrzała)
        Za to wygnany z hańbą przez dziedzica
        A ona smutna została
        Lecz zakaz ojca, cóż wobec miłości
        Gdy ta ognitym żarem w sercu strzeli
        Miłość największe zwycięży trudności,
        Żadna warownia dwóch serc nie rozdzieli
        Ojciec wraz z matką jeździł, co niedzielę
        Skoro świtało aż ku Częstochowie
        By pomodlić się w cudownym kościele
        Pobożni byli to nasi przodkowie
        Więc Bóg ich dawne błogosławił dzieje
        Królową była ich Boga - Rodzica.
        I my się módlmy, nie traćmy nadzieje,
        Minie czas próby, gdy nawałnica.
        W takiej to porze nieszczęsna dziewica
        Wbrew woli ojca Jontka widywała
        Jeszcze do dzisiaj tam stoi kaplica
        Gdzie się tajnie schadzka odbywała.
        Czasu jednego wracając z kościoła
        Spotkał był dziedzic Jontka i dziewczynę
        Srogim więc gniewem wrząc na nich zawoła:
        „Obyście w ziemi zapadli głębiny
        Córko ostatnie to moje słowa
        Raz jeszcze jeden a nastąpi kara
        Świętym dla dziecka ojca rozkaz, mowa
        A posłuszeństwo milsze niż ofiara ”
        Od tego czasu w surowym zamknięciu
        Trzymano córkę, jak więźnia w ciemnicy
        Nikt nie był w stanie przy tym przedsięwzięciu,
        Zmienić choć śladu by w losie dziewicy.
        Więdła nędzniała, jak kwiat wśród posuchy
        Gdy słońce ciągle śle na ziemię żary;
        Ojciec jedyny na łkanie był głuchy,
        Chciał posłuszeństwa i żądał ofiary.
        I tak nów kiedyś zwyczajnym swym torem
        Wyjechał z zamku z małżonką w niedzielę,
        (Córkę zostawił pod ścisłym dozorem)
        By się pomodlić w Maryi kościele.
        Lecz stróż litością dla dziewicy zdjęty,
        Gdy Pan odjechał tuż nad samym rankiem,
        Na obowiązek nie pomni swój święty
        Pozwolił schadzki wybrance z kochankiem!
        I cóż się stało? Znikł zamek bez śladu
        Przepadł się z ludźmi na znak klątwy, kary
        Ni ruin kupa bez szyku i ładu
        Świadczy, iż istniał tam niegdyś gmach stary.
        Gdy ojciec wróciwszy w niemym osłupieniu
        Stanął i poznał, że to palec Boży
        Zawisł na jego srogim odmrożeniu
        Pod wolą Boską, więc komie się korzy.
        Dziś tylko wzgórze tam sterczy skaliste
        Grójcem nazwane, gdzie zamek był stary:
        Znaki ojcowskie powagi wieczyste
        Nieposłuszeństwa najsurowszej kary.
        A jodły szumią na wzgórzu wierzchołku,
        A u stóp góry szeleści krynica:
        Szeleści, szumi pięknym pachołku
        Którego córka kochała szlachcica.
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:14
      legenda o Jaskółce

      Największemi elegantkami między ptaszkami są jaskółki. Zawsze czysto czarno ubrane, z białemi lub czerwonemi kokardkami pod szyją, zgrabne, wysmukłe. ruchliwe, wesołe świergocą i szczebiocą bezustannie. Lubią towarzyskie zabawy i zbierają się często gromadkami, uganiając swawolnie w powietrzu z piskiem w kółko i w kółko bez zmęczenia niekiedy całemi godzinami. Taką wesołą, niefrasobliwą była już jaskółka od stworzenia świata. Aby się zabawić, aby się o nic nie troskać, ot, wszystko. Pan Bóg stworzywszy ryby w wodzie,
      zwierzęta czworonożne na ziemi i ptaki w powietrzu, wyznaczał każdemu stworzeniu, co ma jeść. Jaskółce powiedział, aby nie jadła pszczół, boby wnet umarła. A wesoła ptaszyna zaśpiewała na to:
      - Czy dług-o żyć, czy krótko żyć aby tylko użyć!
      Od tego też czasu tak śpiewa i tak będzie zawsze śpiewała, aż do sądnego dnia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka