22.11.07, 18:09
Legendy o Nikiszu może ktoś zno
I mi je tutej tyż czasym do?
Obserwuj wątek
    • broneknotgeld Re: Legendy 26.11.07, 17:58
      Jakbyś cosik znodła i szrajbła rymym, to zaproszom do tego wontku
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28940&w=23051421&s=0
      • madohora Re: Legendy 26.11.07, 18:04
        broneknotgeld napisał:

        > Jakbyś cosik znodła i szrajbła rymym, to zaproszom do tego wontku
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28940&w=23051421&s=0

        Przed chwilom żech tam sama zajrzała
        Musza trocha dojrzeć bych coś napisała
        Bo jak ześ som widzioł na mity mie wziyło
        A takie legyndy to już inne dzieło
        • broneknotgeld Re: Legendy 01.12.07, 17:24
          Ano - trza nad tym ździybko przisiedzieć
          Jak sie w legyndy po ślonsku jedzie.
        • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:12
          W pobliżu Przełęczy Brona, na którą wiedzie szlak z Markowych Szczawin, znajduje się Zbójnicka Grota, w której szukano skarbów. Podkreślić należy, iż nazwa Przełęczy - Brona oznacza bramę, w tym kontekście prowadząca na Babią Górę. Na głazach zachowały się ledwo już widoczne znaki wyryte przez poszukiwaczy skarbów: krzyże, koła, strzały i symbole solarne. Znaki te miały prowadzić do przygód i bogactwa, do tajemnych skarbów ukrytych w masywie.
        • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:43
          Najwyższy szczyt Babiej Góry to Diablak. Już sama ta nazwa wskazuje, że miejsce ma coś wspólnego z czartem i ciemnymi mocami. Według jednej z legend na polecenie pewnego rozbójnika sam Diabeł miał wznosić na tym szczycie wspaniały zamek. Niestety nie zdążył on ukończyć budowy i gdy tylko kur zapisał cała konstrukcja runęła wprost na rozbójnika. Niektórzy twierdzą, że wciąż usłyszeć można krzyk rozbójnika, który wydobywa się spod głazów.
        • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:24
          II. 0 mądrym parobku. U jednego gospodarza żaden parobek nia mógł wysłużyć, bo gospodyni ogromną każ demu krzywdę robiła. Ale znalazł się jeden ochotnik, który, godząc się do onej służby, rzekł: „Pójdę do was w służbę, ale będzie-my razem jadać, razem robić i razem sy piać. Przystał na to gospodarz, bo już i w ca łej wsi parobka znaleźć nie mógł. Z począt ku odbywało się wszystko według umo wy: gdy gospodarz spał w łóżku, to i paro bek z nim, a baba musiała leżeć na ziemi, chociaż jej tam źle nie było, bo miała pie rzynę. Gdy gospodarz jadał, to parobek z nim. Gospodyni chciała jednak czasem i dla chłopa coś lepszego ugotować, więc raz gotowała mu mięso. Parobek przychodzi i pyta: — Co wy to tam w garnku gotujecie? A baba na to: — Et! cułcyska x ) brzydźkie były, trzeba żeby się przewarzyły. — A to i moje brzydźkie, rzekł umyślnie parobek, to i ja swoje prze warzę i włożył swoje cułki do garnka. Innym razem baba na noc uwiązała chło pu do palca długą nitkę i rzekła: — Jak parobek uśnie, to cię pociągnę, bom dla cię jajecznicy usmażyła, to sobie ją w nocy zjesAle nie słyszał tego gospodarz, bo już spał twardo, ale słyszał to parobek, odwią zał nitkę palca chłopu, a przywiązał sobie, udał potem, źe mocno chrapie. Słysząc to, baba pociągnęła za nitkę. Wstaje parobek po omacku; baba nic nie wiedząc, prowadzi go do pieca, gdzie była już przygotowana jajecznica. Parobek za zdrowie gospodarza zajadał smacznie. Po chwili pyta go z cicha baba: Dobra? — Dobra, tylko słona, tym samym głosem odrzekł zapytany. — A dać ci jeszcze? pyta znowu baba. — Uhu! Gdy już zjadł jajecznicę, baba ciągle myśląc, źe to jej mąż, mówi: — A no, kiedy to parobczysko tak twardo śpi, to chodź do mnie pod pierzynę, zagrzej się, boś pewno zmarzł. Nie opierał się temu parobek, a chociaż rano wyszła na wierzch prawda, nikt się o to gniewać nie mógł: wszak była umowa! Razu pewnego wyjeżdżał gospodarz na wesele, a parobka pozostawił w domu. — Cóż ja tu będę robił? pyta parobek. — To, co i ludzie, odparł gospodarz. Posłuszny temu parobek, widząc, źe na są siedniej chacie obdzierają ze strzechy zgniłe snopki, aby wszyć nowe, on również obdarł strzechę, pomimo, źe świeżo była poszyta. Innym razem kazano mu pilnować zasiewów w polu, a każdego, ktoby doń przyszedł, bić. Parobek tak wierny był poleceniom gospo darza, że tak go raz pobił, gdy poszedł rwać rzepę, że się aż rozchorował. Wreszcie mu siał go gospodarz oddalić, bo rady sobie z nim dać nie mógł.
        • madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:47
          Jedna z legend głosi, że był bardzo hojnym rozbójnikiem z Domaradza (swego rodzaju odpowiednikiem Janosika). Mieszkał na górze Chyb z innymi zbójnikami. Okradał kupców przyjeżdżających do Domaradza, skradzionymi łupami obdarowywał chłopów. Według innej wersji legendy Rokita, zwany inaczej Rokietnikiem, był złą duszą zamieszkującą bagna (stąd jego nazwa pochodząca od mchu rokietnika często występującego w środkowoeuropejskich lasach) i topiącą tych, którzy wdarli się na teren jego siedliszcza. Jeszcze inna wersja mówiła, że był diabłem kaliskim konkurującym z łęczyckim Borutą.
        • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:21
          O dwóch braciach, co szukali skarbów Boruty

          Na zamku skarby muszą być.
          Było faktycznie takie zdarze-
          nie, że jacyś bracia Jasińscy
          jeszcze przed wojną dobierali
          się do tych skarbów. Chcieli
          je wykopać. Była z nimi i siostra ich, która ocalała.
          Pomagała im. Oni zostali przysypani. Już, już mieli te
          skarby wydobyć, ale jeden z nich się odniósł:
          "No do diabła, pośpiesz się, no bo przecież tu
          dzień nastanie, a ty się opóźniłeś".
          I wtedy, gdy to wypowiedział "do diabła" został
          przysypany, ich groby są na cmentarzu łęczyckim,
          gdzie na nagrobkach pisze, że zginęli śmiercią tra-
          giczną w poszukiwaniu skarbów Boruty.
      • madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:16
        Nawiedzony dom w Jaworznie Jeleniu

        Co stało się dawno temu w jeleńskim domu przy rynku? Ponoć tam straszy, a każdemu, kto zajrzy do środka pokazuje się zjawa. Mówi się, że mieszkała tam kiedyś rodzina, w której mężczyzna znęcał się nad żoną i dziećmi. Ponoć teraz straszy jego duch. Kolejni właściciele uciekali stamtąd w popłochu i nikt nie chciał tam mieszka
      • madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:17
        NAWIEDZONY DOM W MYSZKOWIE

        W Myszkowie, przy jednej z głównych dróg znajduje się ponoć jedno z najsłynniejszych nawiedzonych miejsc w naszym województwie. Według opowieści ludzi, dom został wybudowany 40 lat temu przez dwóch samotnych braci - Zygmunta i Jerzego. Starzy kawalerowie byli opanowani manią fantastyki i ufologii. W środku budynku przeprowadzali seansy spirytystyczne, próbowali nawiązać kontakt z obcymi cywilizacjami. Próby zakończyły się niepowodzeniem, a dla samych braci miały tragiczne skutki. Obaj trafili do szpitala psychiatrycznego. Podobno jeden z nich, nadal tam przebywa. Drugiemu udało się uciec, jednak jedynie po to by popełnić w swoim domu samobójstwo. Podobno ludzie widzieli tu zjawy czy tajemniczą postać polerującą powybijane szyby.
      • madohora Re: Legendy 18.12.19, 21:52
        Śpiąca Królewna

        Może zobaczysz w czarodziejskiej baśni
        Wysnutej z podań ludowych legendzie
        O tym co było i o tym co będzie
        Niby widzenie mgliste ideału
        Śpiącą Królewnę na górze z kryształu
        Którą z rąk odbić złego czarodzieja
        Trzem braciom słuszna jaśniała nadzieja
        Jak dwaj z nich w morze pobiegli płomieni
        I nie wrócili więcej - zwyciężeni
        Ale ten trzeci najmłodszy w siermiędze
        Oprze się pokus i czarów potędze
        I pnąc się z wolna mimo straże gniewne
        Ze snu zaklętego obudzi królewnę

        Adam Asnyk
      • madohora Re: Legendy 23.01.22, 20:00
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/RYdgUwFaa5fXUy7G2X.png
      • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:13
        Ciemne moce Diablaka

        Babia Góra osnuta jest legendami o diabelskich wyczynach i ukrytych bogactwach. Na szczycie Diablaka stał ponoć zamek wzniesiony przez władcę piekieł dla zbójników, którzy więzili tam kobiety z orawskich wiosek. Zamku nie ma, pozostały kamienie. Według wierzeń szczyt Babiej Góry zamieszkuje mroczny bóg zła – Czarnoróg.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:42
        W innym kościele straszyło znowu dla tego, źe proboszcz miejscowy, już pogrze bany, nigdy za życia po ukończonej mszy św. nie mówił „amen"
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:43
        Zakonnicę, która na wszystkich spo wiedziach grzech pewien zataiła, po śmierci ziemia 50 razy wyrzucała. Wiele, bardzo wiele mają jeszcze w Ru- dawie opowieści, w których czarownice, dja- bły, boginki lub topielce występują. Szcze gólnie o strachach lubią opowiadać; naj częściej bywa to w czasie długich wieczo rów zimowych. Wtedy, gdy na świecie śnieg i zawierucha, gdy w kominie wiatr wygwizduje, a na nalepie trzeszczy łuczywo, ojciec rodziny, otoczony domownikami i dziat wą, opowiada o strachach. Zwykle i do mownicy z sąsiednich chat na tę ucztę się schodzą i słuchają a gwarzą do późnej nocy. A jakie u nich podania krążą o wędrów kach Bożych po ziemi! Gdy p. Jezus wraz z św. Piotrem chodził po ziemi, wypadło temu ostaniemu nieść chleb. Ponieważ św. Piotr był już znużony i głodny, więc idąc z tyłu za Panem, powoli chleb sobie pogryzał. Nagle obejrzał się Pan Jezus i zagadnął go; ten, nie chcąc wydać się z łakomstwa, wypluł chleb. Pan Jezus, spo strzegłszy to, rozkazał, aby ten chleb tak na zawsze na ziemi został. W ten sposób po wstały grzyby.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:54
        Grzechem jest również bić ziemię batogiem. Koniec ziemi tam, gdzie jest granica naszego widzenia. Wiatry powstają wtedy, gdy się kto powiesi, albo gdy djabeł związek małżeń ski zawiera; mówią wtedy: „Djabli się żenią, bo straszne są wichry!” Komety są to gwiaz dy ogoniaste, a pokazują się tylko wtedy, gdy Bóg ostrzec chce mieszkańców ziemi, że na stanie mór, głód lub wojna. Księżyc i słoń ce właściwie nie świecą: księżyc utworzony jest ze srebra, dla tego ma połysk białawy, a słońce utworzone ze złota, stąd światło żółte. Śnieg lub grad znajduje się w swojej chmurze, t. j. mamy trzy rodzaje chmur: jedna zawiera w sobie deszcz, druga śnieg, a trzecia grad. Gdy jedną z nich płanetnik nadciągnie, wtedy z chmury wylatuje to, co ona w sobie zawiera. Wierzy lud nasz w istnienie dzikich ludzi, którzy mają na głowie rogi; są także ludzie wodni, którzy mają głowę i piersi ludzkie, a zresztą są rybami i są pokryci łuską. Za krzywoprzysięstwo i krzywdę, czynioną sierocie Pan Bóg karze w ten sposób, źe grzesznikowi usycha ręka. Również usycha ręka dziecku, które śmiało wyciągnąć ją na ojca lub matkę. Próżnej kołyski nie wolno kołysać, bo dziecko nie mogłoby w niej potem usnąć.
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:20
        Boruta pilnuje podziemi zamku

        Pod zamkiem w Łęczycy miały
        być podziemia, tunele, których
        Boruta pilnował. Mówili, że z
        tumskiego kościoła był tunel
        do Łęczycy, bo do kościoła
        tamtędy Jeździli. W razie wojny
        ludzie chowali się do tego tunelu i tam skarby gdzieś
        wszystkie pod zamkiem umieścili, i teraz ludzie mówią,
        że tam trudno się dostać. Bo przecież każdy musiał
        coś robić, żeby się zabezpieczyć. Diabła tam posta-
        wili, bo kto pieniądze zakopuje, to diabłu oddaje.
        Jakby kto wiedział te ich zaklęcia, to może by i znalazł, a tak to nie
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:22
        Jak Boruta
        rzucał za mną pec nami

        Miałem jeszcze drugie, spot-
        kanie z Borutą. Przechodziłem
        raz koło kapliczki, gdzie
        mówili, że straszą. Widzieli
        tam świniaka, a to kozę, a to
        cielaka. Ja wtenczas nie widziałem nic
        takiego specjalnego, ale za mną za-
        częło coś rzucać pecynami, grudami
        ziemi. To było w zimie, więc myślałem
        z początku, że to któryś z kolegów gdzieś się przy-
        czaił i dla żartów na mnie rzuca. Powiedziałem więc
        tylko: "Czego rzucasz?". Uderzyć mnie to nie ude-
        rzyło. I niby na tym się skończyło- Ale później
        kiedyś znów wracam w lecie, w nocy to było. Maj.
        I tak sobie pomyślałem: "Zawsze mówią, że tutaj
        straszą". Oglądam się czy ten strach wyjdzie. Znów
        ta sama historia. Za mną bęc, bęc jedna, druga, trze-
        cia pęka. Stanąłem i mówię: "Jeżeli masz do mnie
        jakaś sprawę do załatwienia, to przecież w ten spo-
        sób nie zaczynaj, tylko proszę wyjść i pokazać się,
        czego chcesz ode mnie". Ale niestety nie było nic.
        Na drugi dzień z ciekawości, bo to blisko mojej wsi
        było, poszedłem zobaczyć, czy faktycznie tam będą
        jakieś ślady. Niestety żadnych śladów nie było, a jed-
        nak słyszałem, że coś rzuca za mną
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:24
        Boruta
        na bagnach łęczyckich

        W czasie okupacji mój dzia-
        dek często łowił ryby na bag-
        nach, na podrywkę. Jednego
        razu też łapał. Było już koło
        północy, księżyc świecił, jasna
        noc była. W tym momencie po drugiej stronie kanału,
        gdzie łapał, zobaczył dziadek, że po wodzie pływa
        jakiś kot czy coś i zaczyna miauczyć. Niby to lata
        po wodzie, niby na brzeg wyskakuje i miauczy. Dzia-
        dek nie wiedział co to, chciał wypłoszyć to dziwne
        zwierzę. Zaczął rzucać torfą. Niby je wystraszył, ale
        co dziadek przesunie się w jednym kierunku, to
        i zwierzę za nim. W końcu dziadek nie wiedział co
        zrobić i strach go obleciał. Tu musi cos straszyć.
        Odwrócił się, wyjął podrywkę z wody i przeżegnał się.
        Dziwny kot tylko chlupnął do wody, a dziadkowi
        strach jakby ręką odjął
      • madohora Re: Legendy 16.10.22, 16:52
        Nie mógł nie przychodzić, bo ciągnęło go tu serce...! Oddawna już krążyły po wsi słuchy, że Paraska, najmłodsza córka skąpego gazdy Dźwińczuka nosi ,,zgardy“ z prawdziwych dukatów, złote pierścienie z kamieniami, lśniącemi jak gwiazdy, i żółte buty z naj lepszego safjanu kuckiego. Zazdrościły jej dziewuchy bogactwa i nie lubiły jej, gdyż dumna była i na łeginiów kosmackich, choćby najurodziwszych i najbogatszych, zwysoka patrzyła. Jakaś moło- dycia, pewnego wieczora szukając zbłąkanej owcy, podpatrzyła Paraskę. Krasawica siedziała na żerdziach ,,woryni“, a gdy od lasu nadleciał świst, pobiegła na łąkę, gdzie rósł stary jawor i sze leściły krzaki hordo winy i bzowin, białych od kiści jak durman pachnącego kwiecia. Ciekawa mołodycia zaczaiła się i docze kała, aż przyszedł ktoś bardzo piękny, wysoki i mocny, jak mło dy świerk rozłożysty. Miał na sobie wysoką czapę w blachach i piórach i czarny sierak, po szwach czerwienią znaczony szeroko. Wieść ta migiem błyskawicy rozbiegła się po wsi i doszła do łegi niów, którzy próżno swatów do hardej Dźwińczuczanki zasyłali. Dwóch z nich zmówiło się „odpędzić wilka, by do cudzego nie za kradał się stada, gdyż własne wilczury ostrzą na nie kły“. Rzucili się łeginie z zasadzki na przechodzącego wpobliżu ,,wilka" i już toporki nad nim furknęły — gdy on, jak ten wilk, błysnął kłami i uśmiechną wszy się pogardliwie zapytał: — Hou! Cóż to durnyje, Oleksy nie poznaliście ? I więcej ani słowa nie powiedział, a oni, jak psy przed wilkiem, rozbiegli się, bo wszak z Doboszem ciężka byłaby rozprawa. Długo jeszcze potem na ową ,,carynkę“ kwietną chodził zbójnik rozkochany, bo jak ta ,,lisna“, co wysysa serce męskie, zaczarowała go, w niewolę wzięła kapryśna, dumna Dźwińczuczanka; przychodził aż do przymrozków, gdy w złocie i szkarłacie stanęły buki i jarzębiny na Kle wie, a trawy na łące sczerniały. Pewnego wieczoru Ołeksa nie znalazł Paraski pod jaworem, chociaż obiecał przynieść jej kolczyki zdobyczne i sztukę jedwabiu. Nie wiedział ataman, że od ostatniego pocałunku, którym żegnała go dziewucha na skraju lasu, zaszły wypadki, stanowiące o jego losie. Rano, bowiem, gdy krasawica szła do źródła, biegną cego srebrną strugą po ,, ciur kale, “ zastąpił jej drogę jeden z łe- giniów i, uśmiechając się zjadliwie, szepnął: — Lepsze są od ciebie dziewki na wierchowinie, bo twój ,,lubas“ pokochał, słysz, Tymczuczkę spod Jarszycy i Ołeneczkę Jakowi- czankę z Zielenicy.. . Nie będziesz teraz taka harda, ty... Rzucił obelżywe słowo, zaśmiał się głośno i poszedł pogwizdując. Dziewczyna tegoż dnia tajemnie pojechała do babki, bo powierzyła jej była swoją tajem nicę. Musiała teraz naradzić się z nią i zem stę obmyślić, płazem bowiem zdrady i hańby gazdowska córka puścić nie mogła. Starucha była matką drugiej żony starego Stepana Dźwińczuka, który zrodził z córką jej Paraskę, i nie lubiła Stepana, bo, ożeniwszy się poraź trzeci, nie zwrócił jej wiana. Długo szeptały Chata, w której Dobosz miał zabić Diduszkę do siebie kobiety rzeczy straszne i tajemne, gdy to, niby syk żmij, głośniej padały słowa ponure: „sól kosmacka... pistolet... nóż" . . . aż wkońcu coś uradziły i — Paraska odjechała, płonąca zemstą, skupiona i skamieniała w nienawiści. Tegoż dnia do obozu Ołeksy w uroczysku na Makowicy przybył jakiś malec — obdarty i nie spełna rozumu. Seplenił coś, bryzgał śliną i śmiał się. Z trudem zrozumiał Dobosz, że wzywa go do siebie Paraska i że oczekiwać go będzie w Krzyworówni, u babki Anny. .. Ołeksa długo namyślał się i wahał, gdyż coś szeptało mu: „Nie chodź! nie chodź!" Po północku dopiero kazał opryszkom przenieść watrę do wąwozu, gdzie biegnie Waratyn wśród puszczy ciemnej, sam zaś poszedł do chaty staruchy. Anna spotkała go przed zagrodą i z płaczem opowiedziała, że Stepan Dźwińczuk bił córkę i groził, że wraz z po- bratymem swoim — Moczerniukiem schwytają opryszka i oddadzą go w ręce kata. Widząc, że Dobosz spłonął cały gniewem i rozpaczą, szepnęła jak żmija: — Pomścij na Stepanie krzywdę swoją, Paraski i moją! Odnalazł watażka towarzyszy nad Waratynem i, usiadłszy przy ich watrze, długo milczał i przyglądał się każdemu zosobna. Strwo żeni wielce stali dokoła Pawło Orfeniuk z Jamnej, Stepan Rabczyk z Zełenej, Iwan Kwieczuk z Porohów, Wasyl Bajurak z Dory, krzywoogi Anałyj Serb i Hryć Martyszczuk z mad jarskiej strony. Stali i oczu oderwać nie mogli od postaci Oleksy, — bo piękny był tej nocy niezwykle i „pyszny”, niby z godów wrócił. Czerwone miał na sobie ze złotemi naszyciami „kraszanycie”, buty też czerwone z safianu ormiańskiego, biały keptar złotem suto szyty i zielo nym jedwabiem, zwierzchu — kraśny sierak z lamo waniem złotem, a na to wszystko — biała manta ze złotemi sznurami i wysoka czapa z piórami pawiemi, gęsto nabijana blachami ze szczerego złota. Taszka jak i prochownica połyskiwały złotem, złote klamry i guzy świeciły się na pasie szero kim do półpiersi. Na kola- , t. , nie oparł „kirs” turecki o Seweryn Obst: Hucuł ^ złotem >>pySanej «i ko i_ bie, wykładanej kością i srebrem, w ręku trzymał toporek z pięknie pisaną bartką o toporzysku zdobnem w złotą, kamieniami nabijaną blachę. Oczy rwał, bo był taki „fajny” i „pyszny”, ze sam „cisar nie mógł być wspanialszy! Jakżeż się dziwili wierni towarzysze, gdy Ołeksa takiemi do nich przemówił słowy: — Hej, ware, łeginy! Znacie mnie i wiecie, że niczego się me boję i nikogo, ale dziś powiem wam coś... Niech ino liść w puszczy zaszeleści lub zaszemrze suche igliwie, a drgnie moje serce i pyta: „czy to nie zdrada czyha w borze, czy nie nagonka jakaś sunie z nizin” ? Gorzkie to życie, kamraty! Radzę temu, kto chce i może, aby odszedł i jął się gazdowania, bo wtedy tylko pewien będzie swego życia... A teraz posłuchajcie opowieści o Ołeksie Doubuszczuku! Do świtu mówił o tern watażka, jak to obmierził sobie suchy chleb w cudzym domu w Peczeniżynie, gdzie mieszkał z rodziną LEGENDA O OŁEKSIE DOBOSZU i ojcem, jego wyrzuty, że syn nie lgnie do pracy ciężkiej i jak wreszcie pierwszego dokonał „hołownyctwa", zabiwszy żupnika. Jął wspo minać Ołeksa pierwsze rozboje w Małych Łuczkach i Łanczynie, swoje schroniska na wierchowinie, zabitych lub straconych towa rzyszy, wroga swego Diduszkę, popadję Orynę z Sapohowa, która zdobycz jego przechowywała i wskazywała mu miejsce dla naj pewniejszego napadu, i inną jeszcze popadję — urodziwą i zuchwałą Marusię. O niej sam ataman piosneczkę ułożył: „Zakuwała zazu- leńka ta na perełeci, prysiahała diwczynońka ta na pystoleci"... Długo opowiadał Ołeksa, porwany potokiem wspomnień i tak wzru szony, że aż zdziwiło to i zatrwożyło opryszków. Umilkł wreszcie i skulony przy watrze coś mruczał do siebie, zapewne żalił się komuś, do kogo dążyła w tę noc dusza zbójnicka, która nagle miotać się w nim poczęła, tęsknicą cie mną objęta. O świcie nałożył Ołeksa czar ną, łojem i smołą na pojoną koszulę, stary keptar i czerwony sie- rak i, skinąwszy na Orfeniuka i Wasylka Bajuraka, poszedł do Jasienia, gdzie mie szkała żona atamana. Watażka pożegnał ją wkrótce i ruszył przez góry do Jamnej, do siostry i tu zanoco wał. Nazajutrz prze dostali się do Mikuli- czyna a Dobosz wpadł znienacka do chaty Moczerniuka i ciężkim tasakiem odrąbał mu głowę. Zabrawszy, co pod rękę się nawinęło, i podpaliwszy zagrodę poszli w góry. W nocy, gdy wszystko już spa ło, Dobosz z towarzyzami wchodził do Kosmacza. Sierpniowe niebo powlokło się chmu rami. Mrok, niby czarna lawina, spełzał ze zboczy gór do kotliny. Odnaleźli jednak ścieżkę, biegnącą do zagrody Dźwińczuka i, pod szedłszy pod drzwi chaty, zapukali. Stary Stepan nie odezwał się wcale, baby zaś wpuścić późnych gości nie chciały. Ujadał pies, a jemu odpowiadały inne ,,kotiuhy“ z sąsiednich chat. Dobosz wy- rwał żerdź z worynia czął podważać drzwi Wtedy to Dźwińczuk przez szparę strze lił do niego z pi stoletu, nabite go srebrną ku lą, bo taka tyl ko — jak lu- basce wyjawił był Ołeksa — mogła go za bić. Nie zabi ła jednak, ale zastrzęgła pod łopatką tak głę« boko, że aż mu ramię zwisło bez władnie. Wtedyode* szli i, wyszedłsz
      • madohora Re: Legendy 08.01.23, 22:08
        Trawa żelazna ma rosnąć na polach i na łąkach w Mydl- nikach, ma zaś własność otwierania zamków żelaznych. Opowia dają, że jeden złodziej do rany w palcu włożył tę trawę, a gdy zarosła, mógł tym palcem wszystkie zamki otwierać. Pęta z kłódką u koni spadają, gdy koń przejdzie przez tę trawę. Utrzymują, że trawa ta rzucona na wodę bieżącą, płynie przeciw prądowi.
    • jurek-de1 Re: Legendy 06.05.08, 23:39
      Legenda o Janowie



      Do najstarszych zabytków Janowa należy dworek myśliwski Mieroszewskich
      Z dworkiem myśliwskim w Janowie związana jest następująca legenda. Jeśli macie ochotę to posłuchajcie...
      W czasie Powstania Listopadowego dworek służył nie tylko jako baza dla myśliwych wyruszających na polowania, ale tam miały też miejsce zebrania konspiracyjne Polaków walczących o wolność Ojczyzny. Często przybywali do Janowa spiskowcy z Królestwa Polskiego. Nocą przekraczali oni nielegalnie bardzo blisko położoną granicę na Brynicy i korzystając z gościnności właściciela dworku ordynata Aleksandra Mieroszewskiego uczestniczyli w tajnych naradach.
      W tym czasie ordynat miał u siebie dwie osierocone siostrzenice - panny Ratajskie, których rodzice zmarli w czasie zsyłki na Sybir. Jeden z pruskich oficerów stacjonujących w Mysłowicach, rotmistrz von Rosenberg zakochał się w starszej z dziewcząt - pięknej pannie Ratajskiej. A ponieważ rotmistrz cieszył się zaufaniem ordynata, był wiec częstym gościem w domu Mieroszewskich. Pewnego razu, gdy nie zastał Ratajskiej w Mysłowicach zaczął snuć podejrzenia, że przebywa ona w dworku janowskim i tam spotyka się z kimś innym. Postanowił to sprawdzić i nocą pojechał do Janowa. Mimo straży podszedł do dworku i przez okno spostrzegł ze odbywa się tam konspiracyjna narada, której przewodniczy ordynat Mieroszewski. Kiedy starał się podejść bliżej jego guzik z płaszcza odbił się na świetle księżyca i pruski oficer został zauważony. Padły strzały - rotmistrz osunął się na ziemię martwy.
      Zwłoki Rosenberga pogrzebał daleko w lesie janowskim wierny sługa ordynata Wratys Ogon, który na prośbę Ratajskiej postawił na mogile drewniany krzyż. Piękna Ratajska z żalu wstąpiła do klasztoru. Prusacy prowadzili długie poszukiwania zaginionego rotmistrza. W tym celu przeczesywali dokładnie całą okolicę, ale poszukiwania nie dały żadnego rezultatu. Dopiero po 17 latach, w czasie usuwania skutków burzy, w lesie znaleziono zwłoki rotmistrza. Nie znano jednak nadal okoliczności śmierci. Całą tajemnicę wyjawił dopiero po kolejnych 28 latach leżący na łożu śmierci Wratys. Opowiedział on o okolicznościach śmierci Rosenberga leśniczemu, którego córka następnie ową historię spisała.
    • madohora Re: Legendy 08.04.13, 00:07
      Legend nie za wiele mamy
      Ale może inaczej je nazwyamy
    • madohora Re: Legendy 27.07.13, 20:55

    • madohora Re: Legendy 11.08.13, 15:17
      LEGENDA O SZCZĘŚCIU

      Szło sobie raz Szczęście w zawoju porannej mgły, po kryształach rosy. Szło po kielichach kwiatów polnych, nucąc pieśń, co się mieszała z ich wonią, Szło
      wsparte na skrzydłach zbudzonych motyli, lekkie jak myśl, nieuchwytne jak marzenie. Gdy tak szło po niwach rozesłanych hen szeroko po mogilnej ziemi, spotkało biednego pastuszka, który właśnie obmywał swą twarzyczkę jasną, strumieniem własnych łez i zcierał je gorącym promykiem słońca,
      Zbliżyło się Szczęście rozciekawione tym nieznanym sobie widokiem i stanęło.
      kle chłopczyna uląkłszy się tak dostojnej i lśniącej Pani, upadł Jej do nóg i przypadkiem upuścił jedną łezkę na Jej trzewiczek uwity z barw tęczy, który się natychmiast rozpłynął. Spłoszyło się Szczęście i zaczęło uciekać a wszędzie, gdzie Jego drobna obnażona stopa dotknęła nieopatrznie ziemi. wyrósł czterolistek koniczny. Od, tego czasu, zaniechało Szczęście przechadzek po miejscach zamieszkanych przez ludzi i kryje się w leśnych gęstwinach wśród kwiatów paproci.

      Bronisław Wiśniowski.
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:37
      Ś_WIĘTY PIOTR W KARCZMIE
      Legenda Śląska-napisał Karol Dym (Emanuel Imiela)
      Kiedy Pon Bócek po tym grzesznym świecie
      Ze Świętym Piotrem smykal się, jak wiecie
      Po dlugim marszu okrutnie znękany,
      Przyszol tysz kiedy/; na nasz Śląsk kochany.
      Piotr święty trudom nie rod byl bezmała,
      Więc pado, "Mistrzu, karczma by się zdala,
      Coś zjeść i wypić, bo sie długo pości,
      J eszcześmy w drodze zeslabnąć gotowi"
      "M osz prawie!" pado Pon Jezus Piotrowi.
      Wtem kiej się dobrze na słoneczku pieką,
      Slyszą jak dzwony bijom niedaleko,
      "Cy slyszysz Pietrek
      pado Mistrz. - No przeca
      W do v)si, Piotr pado, "jakoś sie dowleca"
      I pośli dalej aż z ziajani zgola
      Stanęli we wsi pod bramą kościoła,
      I jak na świętych godzi się to wdycki
      Łoba seblykli z glowicek swe mycki,
      Już mieli wstąpić. Wtem slyszy Piotr święty, .
      Z poblizkiej karczmy tance i muzyka,
      A iż to święty też sie rod pobryka,
      Więc mu samemu radość wlazla w pięty,
      Pado do Mistrza: "Sluchaj Chryste Panie"
      "Kościół na miejscu i jutro zostanie,
      Nom trza terozki, som przeca wiesz lo tem,
      Coś zjeść, coś wypić i legnąć sie potem.
      "Idźmy do szynku"! Mistrz na to "Niech będzie,
      " Wiem iże Bogu slużyć można wszędzie:
      ,,1 joch też przeca chodzil na wesela"
      Wleźli do knajpy, zjedli małowiela,
      Trocha wypili by pokrzepić cialo,
      I wreszcie spać się każdemu zachcialo,
      Tak iż za piecem znodli legowisko,
      Piotr iże tańcom chciol sie dziwać blisko,
      Pado do .Mistrza "Wiesz co Chryste Panie!
      "J o ci mom wdycki niespokojne spanie
      " Więc bych Cie nie ściep, legnij sie przyścianie
      "Jo byda leżol na kraju. "Niech będzie!
      Padon Pon Jezus "jo sie wyśpia wszędzie".
      Piotr legl na kraju. Wtem jak wdycki bywo,
      Pośród tańczących Mjka się rozgrywo,
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:38
      Jeden drugiemi co się zmieści leje,
      Tak jak to nieroz na Śląsku się dzieje.
      A Piotr to widząc śmieje się i śmieje.
      Tak mu śląskie podobaly "lej ty"
      Więc widząc Piotra chlopy bić przestali
      I nuż na niego wrzeszcząc każdy "H et ty!
      Taki owaki" i każdy z nich wali
      W biednego Piotra co sie jeno zmieści,
      Aż biedny zeslabl od srogiej boleści.
      A kiedy chlopi zaprzestali lanio,
      Zbudzil Piotr święty Ohrystusa ze spanio
      I pado "Jużeś trochę spoi przy ścianie,
      To puść mnie teraz, abych jo też Panie
      "Trocha sie przespol. Rzekl Mistrz "Niech tak będzie!
      "Jo się tam Pietrku, przeca wyśpia wszędzie.
      Zmienili miejsca a Piotr chnet zachrapoł,
      Wtem chłopów w zalu zaś ogarniól zapał
      Do nowej bójki. Zaś wzajemne lanie.
      Jeden drugiego czem może, tem wali,
      A jeden skrzeczy "Już wszyscy dostali,
      Jeno nie dostoł ten co leży przy ścianie.
      Tóż aby było po sprawiedliwości,
      By żaden nie był pokrzywdzony przeca,
      Piotrowi już zaś wytrzaskali kości.
      Rano kiedy loba wyśli z poza pieca,
      "Pietrku kochany?" Jak ci się ta spalo,
      Pado Piotr święty "było dość hałasu
      "N a tym weselu" - I lod tego czasu
      Piotr, gdy w podróżach strudzony był wiele,
      To 10dpocyU!01 w kościele.
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:42
      Kwiaty stały się składową częścią życia człowieka. Zapisać to należy
      na jego pochwałę.
      Cieszyć nas powinno, że w Polsce hodują coraz więcej kwiatów, co jest
      znakiem, że ich coraz więcej potrzebujemy. I to jest dobrze, że hodują je
      bardzo różne, od najokazalszych, najdroższych do zupełnie tanich, przystęp-
      nych dla szerokiego ogółu.
      Każdy kwiat ma swój odrębny wdzięk, począwszy od tych zagranicznych
      czasem nawet dziwacznych, skończywszy na naszych cudnych kaczeńcach,
      niezapominajkach, przylaszczkach, makach, astrach i t. d. Legjon ich jest,
      tych kochanych ukwieconych roślin, tych misternych kwiatów, kwiatków
      i kwiateczków. Potrzebne nam są one w przeróżnych okolicznościach i okazjach,
      a bywa tych okazji dużo w ciągu roku: imieniny, zaręczyny, śluby, powitania
      i pożegnania, godziny podniosłych radości, godziny smutku i żałoby. Śliczny
      pomysł zamienił się w stały zwyczaj, że naszych uczuć wyrazem stal się kwiat.
      Widocznem jest, że wiele naszych uczuć ma wdzięk, urok i czar kwiatów,
      skoro one je wypowiadają swoją przedziwną wymową. Kwiaty Eą podobno .
      pomysłem aniołów, mnie wydaje się, że tak jest istotnie. Legenda mówi, że
      Pan Bóg wysIał wszystkich aniołów z nieba na ziemię na wywiad, co ludzie:
      porabiają, jak się czują i czy im czego nie potrzeba. Aniołowie sfrunęli z wy-
      sokiego nieba na ziemię i dosyć długo na niej pozostali. Kiedy powrócili, .
      powiedzieli: ludziom teraz potrzebne f'ą jeszcze dwie rzeczy, bez nich nie mogą,
      być oni weseli, ani radośni. .
      - Czegóż to im jeszcze do zupełnego szczęścia może być potrzeba. -
      mówił Pan Bóg - posłałem im po gwiezdnych drogach model skrzypiec,
      potem jeszcze posłałem śpiewną wiolonczelę, rzuciłem im moją boską ręką

      nasiona różnych drzew. Mogą grać i
      piewać w cieniu tych rajskich zaiste'
      drzew, więc powiedzcie anieli, co ja mam im jeszcze dać żeby byli szczęśliwi... '
      - Jako przypomnienie naszego u nich pobytu --:
    • madohora Re: Legendy 17.08.13, 16:43
      pominały aniołów, co przed dalekiemi wiekami odwiedzili ziemię. Niechże
      te wspomnienia anielskie będą zawsze blisko nas, z nami niech stanowią ko-
      niecznoś6 w każdem naszem mieszkaniu, jakiekolwiek i gdziekolwiek ono jest.
      W roślinach wogóle, a wszczególności w kwiatach, zatajony jest dar
      radowania oczu i serc ludzkich cichą pogodą - słodką radością. Powiedziane
      jest "że nieomylnym znakiem dobroci życia jest radość serca i radoś6 duszy"
      A teraz, tak na poczekaniu, zróbmy doświadczenie. Postawmy w jakimś
      pokoju kilka doniczek kwiatów, np. na oknie dwie doniczki, na jakiejś
      11ółeczce trzecia" czwartą na stole. Następnie przygla,dajmy się - i napewno
      uznamy, że pokój nagle stał się milszy niż był poprzednio, weselszy, popro-
      stu wypiękniał-
      Prędko wynieśmy doniczki z pokoju-zrobi się w nim dziwnie pusto
      i poczujemy tęsknotę za temi zielonemi czy barwnemi istotkami, co jak krasno-
      ludki nawiedziły nas i nagle zniknęły.
      Hodujmy więc i pielęgnujmy kwiatki w naszych mieszkaniach, na własną
      i drugich pociechę. A kiedy odmawiać będziemy codzienną prośbę: "Aniele
      Boży, stróżu mój" mimowolnie oczy nasze skierują się na kwiatki, które
      jako przypomnienie aniołów zesłane nam z nieba zostały.

      J. Siemieńska.
    • madohora Re: Legendy 18.08.13, 21:45
      Był Vf ciemnym borze srogi zbój, co. napadał ludzi po
      drogach, mordował i ograjJial.
      Tędy wypadło Rodzinie świętej dó Egiptu uciekać.
      Ale bór ciemny ze zbójeclcą zasadzką, strachem ich przej-
      mował; wiodły przezeń dwie drogi: jedna na prawo, dru-
      .ga na lewo. Na prawo droga pi'owadziłaprzez gęstą ol-
      szynę, obok mieszkania zbója, na lewo przez gęstą olszy-
      .,ę, . przez gąszcze i parowy, w których łatwo było za-
      błądzić. .
      . Sw!ęty józef i Marya Panna z jezusem, zdali się na
      wolę Rożą, nabrali otuchy !puścili się w' gąszcz. W lesie
      z",rok już zapadał, chłodne opary z ziemi podnosić się
      już zaczynały. Boże Dziećię r.>rzeziębło i :tałośnie popłaKi-
      wało u Matczynej pier$t ,Usiadła tedy Marya Panna pod
      drzewem, aby nakarmić jezusa, a pńytem kilka. kropel po-
      karmu spadło l1a ()set, co wyrastał u Jej kolan i z tego
      mu' na listkach 'białe plamki pozóstały, aby był iiaznaczf)-
    • madohora Re: Legendy 18.08.13, 21:45
      .-
      ny, jako jest osetkiem Naj
      więtszej Panny. Zciem niało się
      coraz bardziej i bardziej, a wśr6d boru straszno było no-
      row
      .' .
      Zb6k co na podróżnych przy drodze czatował, usły-
      szał głosy ludzkie w 'gęstwinie i skierował się w tę stronę,
      jak. zwierz draPieżny skradając się chyłkiem. Myślał, te
      przyjdzie
      u mordować. At. oto -poczuł, że mu na ramie-
      niu maczuga, od nasiąkłej krwi aż czerwona, dziwnie ocię-
      żał
      , tak, iż ją udźwignąć ledwie zdołał. Spojrzy przed
      .
      ię; a tu w oczach mu nagle za
      wieciło: spojrzy znów i
      widzi najwyraźniej trzy księżyce nad owem miejscem, 'gdzie
      Rodzi
      a
      więta spoCl)'wała. Dojrzał w gęstwinie Maryę
      Parmę z Dzieciną i józefem, skulonych od chłodu i de-
      szczem zmoczonych na słocie. Zamierzał spytać, skąd się tu
      wzięli i dokąd chcą?-. ale mu wargi zdrętwialy, nieswojsko
      mu się
      robiło, mruczał jeno jak dziki zwierz, zaskoczot1y
      n
      espodzianie w ostępach i kroku ruszyć nie śmiał dalej.
      Chwyciła go moc jakaś niewidzialna i wcisnęła w ziemię,
      aby taJ( stał w odłegłości od Dziecięcia Bożego, jako zbro-
      dniarz niegodny zbliżyć się do świętego Majestatu. Rozu-
      miał tedy, że mu
      tknąć ani niewiasty, ani dziecka, ani star-
      ca '.się nie godzi, bo coś zaporą między nim, a nimi sta-
      nęło -:- i te trzy księżyce nad ich głowami ostrzegały go,
      że nie . zwyczajni ludzie są, przeciw kt6rym maczuga jego
      nic nie poradżi. Srogość go zwykła ominęła, choć ponuro
      spoglądał jakby się własnej niemocy sromał.
      . ..:.... jakżeż w borze na słocie takiej noclegu szukacie?
      - spytaJ 'wreszcie, grubego głosu dobywszy z piersi -
      oto tam dom m6j przy drodze za olszyną. Wejdźcie'i za-
      nocujcie. Węszła tedy,pod
      ach zbójeckiej zagrody Najśw.
      Panna 'z Jezusem i jóiefem świętym, a żC?na zb6ja powitała
      ich zalękniona, ale .go
      ciny nie odmówiła..
      I Widok dziecka przy pi
      rsi zdjął ją litością, bo sama
      m
      tką 9yła; rozu'miała,że mąż jeiumyślnie tę tr6jcę z bo-
      ru w dom nasłał, aby
      szystko troje uśmiercić w sposobnej
      chwili,-więc rzekła z dobrego' serca:..Spieszcie się, moi ludzie,
      p6 ki czas i zaniechajcie noclegu w tem" miejscu 1... jam
      jest zb6jniczką, a mąż m6j śmierć wam niechybną zgotuje,
      gd)' z lasu w
      9ci !
      Ąle Najśw. Palma ją uspokoiła, żeby
    • madohora Re: Legendy 18.08.13, 21:46
      p6źniej obawy o nich nie miała, bo Bóg z nimi. Pr
      ed
      p6jściem spać wzięła się jeszcze do wykąpania Jezu<sa w
      wanience na zapiecku, a widząc zbójniczkę, ze spogl
      da ja-
      koś żalośnie na dziecko swoje w kolebce, rzekła do niej,
      by swego małego także w kąpiel włoż)'ła. - jakżei to uczy-
      nię, odpowie na to zb6jniczka - kiedy synaczek m6j trąd
      ma na całem ciele?:.. Nie godzi się go kąpać razem. ze
      zdrową dzieciną. Matka Boska kazała' podać sobie"'zaW{zo-
      dziale zb6jątko i własnemi rękoma w kąpiel go zanurzyła
      obok Jezusa swego, a gdzie jeno ciało woda oblała, tam w
      oczach znikł brzydki trąd i rany wygojone się zabliźni.ały.
      Poznał zb6jca, że to cud, i sumienie w nim odtajało: chciał
      złotem i s.rebrem płacić za takie uzdrowienie, chciał dzięko-
      wać ze łzami, lecz się spostrzegł nareszcie, ze te wszystkie
      skarby świata są marnością tyłko i że trzeba wypłacić, się
      Bogu inaczej: skruszoną duszę z plam oczyścić i ofiarować
      ją temu Dzieciąteczku, które przyszło . z trądu grzechów
      ludzkich
      wiat oswobodzić. _. -)
      Tak też postanowił uczynić i pokutę rozpocZąć ślu,bo-
      wal. Pan Jezus zaś na rękach Maryi Panny przemówił' VI
      te słowa do nowo narodzonego zb6jątka: - jakośmy . się
      kąpali razem, tak kiedyś razem pomrzemy! j .
      I stało się tak, -
    • madohora Re: Legendy 26.01.14, 16:20

    • madohora Re: Legendy 27.04.14, 22:12
      ***
    • madohora Re: Legendy 27.04.14, 22:12

    • madohora Re: Legendy 23.07.14, 10:23
      • madohora Re: Legendy 04.11.14, 11:19

    • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:47
      Przed 500 laty nad Rawą ciągły się moczary i bagna, nad któremi rosły olchy, brzozy i potężne dęby. W gałęziach nadrzecznych drzew rozlegał się śpiew ptasząt, w czystej wodzie strumyka pluskały się rybki a w kałużach i moczarach w letnie wieczory rechotały żaby. Naokoło rósł gęsty i" wielki las, w którym żyły zwinne sarny i jelenie. Po strumyku pływały łódki z rybakami łowiącymi ryby w sieci lub ba wędki. Nad tym strumykiem po lewej stronie w pobliży dzisiejszych Katowic leżała wioska wśród lasu, założona przez człowieka zwanego Boguła. Przybył on tu nie wiadomo skąd. Od jego nazwiska wioskę nazwano Bogucice. Na zachód w odległości kilku kilometrów od Bogucic powstała wioska zwana Załężem. Naprzeciw Bogucic zaś stanęły ubogie chaty Zawodzia. Około 1486 roku w pobliżu Bogucic i Zawodzia kowal Kleparski Jerzy postawił sobie kuźnię, którą zwano Bogucką Kuźnią - Kuźnia ta przetrwała przeszło 300 lat. Obok tej kuźni około 1598 roku powstała nad stawem, który tworzyła tu Rawa mała wioska. Ta wioska zwała się Katowice od nazwiska pierwszego kolonisty który dał początek wiosce a zwał się Kat lub Kot. Około roku 1835 połączono Katowice przez wybudowanie dróg z wioskami obok leżącemi, a także z miasteczkiem Mysłowicami. W roku 1840 Katowice posiadały już stację kolejową i od tego czasu stale się rozwijały, otrzymując w roku 1865 tytuł i prawa miasta. W tym czasie Katowice liczyły 5000
      mieszkańców. Swój szybki rozwój zawdzięczają Katowice kopalniom węgla, które powstały
      naokoło. W r. 1897 liczba mieszkańców wzrosła do 25 tysięcy. Około roku 1870 ukończono budowę Kościoła Mariackiego, który został dnia 20 listopada 1870 poświęcony przez Biskupa Wrocławskiego. W roku 1902 ukończono cono prugi kościół Sw. Piotra. i Pawła. Obecnie Katowice posiadają wiele ładnych budynków i gmachów, piękne ogrody i parki. Miasto jest
      siedziba władz wojewódzkich i Sejmu Śląskiego.Stąd rozchodzą się drogi żelazne (koleje) na wszystkie strony do Warszawy, Lublina, Lwowa i Zdołbunowa do Wrocławia i Berlina, -
      do Poznania i Gdańska, - do Pragi i Wiednia.
    • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:49
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/1hJUEKhsgRmFGn3GxB.jpg
      • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:56
        Było to przed tysiącem laty, jak w okolicy dzisiejszego Bierunia, w czasach jeszcze pogańskich mieszkały dwie wielkie rodziny słowiańskie, które pokłóciły się o swych bogów i żyły w nie-
        zgodzie. Jedna z tych rodzin czciła swoje bóstwa w świątyni zwanej kontyną, zbudowanej na górze Lędzińskiej (dzisiaj ta góra zwie się "Górką Klemensową") - zaś druga rodzina chwaliła swych bogów w gaju pod świętym dębem, którego pilnowali pogańscy kapłani. Razu pewnego piorun uderzył w ów dąb i roztrzaskał go w kawałki. Wyznawcy bogów ze świątyni na górze Lędzińskiej mówili, że to zagniewane bóstwa zesłały piorun, - zaś czciciele świętego dębu mówili że to kara za grzechy kapłanów, stróżów dębu. Uradzili więc pozabijać grzesznych kapłanów aby przebłagać gniew bogów. Jak uradzili tak zrobili, pozabijali kapłanów, a sami rozeszli się. Jedni powędrowali na prawy brzeg Wisły - tu odnaleźli dąb wielki i założyli nowe
        osiedle nazwane Zabrzegiem (miejscowość leżąca nad samą Wisłą, niedaleko ujścia Przemszy). Inni podążyli do Lędzin (miejscowość na drodze z Mysłowic do Bierunia) i połączyli się z tamtejszym rodem. Reszta zaś pozostała na miejscu przy strzaskanym dębie, nie chcąc opuszczać ziemi na której lata całe żyli. Lędzinianie nazwali tę osadę Piorunem, z czego później powstała nazwa Bieruń.
        • madohora Re: Legendy 06.12.14, 23:58
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/BINOGPMhEaA3No2IAB.jpg
    • madohora Re: Legendy 08.12.14, 15:45
      Ojców naszych ziemio święta,
      Ziemio wielkich cnót i czynów,
      Tyś na wskroś jest przesiąknięta
      Krwią ofiarną swóich synów.
      l niedarmo w twoje rano,
      O spuścizno przodków droga,
      Ziemią świętą ciebie zwano,
      Boś najbliżej stała Boga.
      Byłaś ziemią poświęcenia,
      Przytuliskiem licznych gości,
      Dziwny' ciebie opromienia,
      Czar męczeństwa i świętości.


      Niegdyś ze stron tych pątnicy,
      Z wiarą w sercu niewymowną,
      Do Piotrowej szli stolicy,
      Po relikwii kość cudowną.
      l gdy o ten dar nieśmialo
      Dla ojczyzny swej prosili,
      Papież skłonił głowę białą,
      I tak odrzekł im po chwili:
      "O Polacy! o pielgrzymi I
      Na cóż wam relikwia nowa?
      Wasza ziemia krwią się dymi
      I dość świętych kości chowa
      Wszakże jeszcze do tej pory,
      Jako przykład waszej wiary,
      Świeci w blaskach krew Cecory,
      Kędy legł wasz hetman stary":.
      I wziął w rękę swą sędziwą,
      Polskiej ziemi grudkę małą,
      I na dłoń mu siC;; - o dziwo,
      Kilka kropli krwi polało.
      Weźcie, rzecze, proch ten z sobą
      I cud Boży głoście wszędzie;
      Niech ta ziemia wam ozdobą
      I relikwią świątyń będzie.
      Niechaj ten proch z' waszych progów,
      Wciąż wam świadczy przed oczyma:
      Jak nad Boga niema bogów,
      Nad tę ziemię świętszej niema!"

      Wł. Bełza
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 16:31
      Legenda o pająku

      Przędła Najświętsza Panna cieniutkie niteczki na koszulki dla biednych sierotek, a pracy tej przyglądał się pilnie pająk, siedzący na uboczu. Oczy jego błyszczały zawiścią i zarozumiałością, a lekceważeniem Prządki Najświętszej.
      - Ha! ha! Ładna mi tam przędza! - zawołał wreszcie oburzony - ja cieńszą uprząść potrafię.
      Więc zaczął snuć niteczki delikatne, cieniutkie, lśniące, a równiutkie i naprawdę prześcignął w swej sztuce Pannę świętą i z dumą i z triumfem patrzył na swoje dzieło. Zasmuciła się Marja Panna, że nie jest tak doskonałą prządką, jak pająk, - ale Pan Bóg, który umiłował nad wszystko Mateczkę Syna swego jedynego, ukarał pająka za jego pychę, za jego zarozumiałość, czem Matkę Bożą zasmucił i obdarzył go jadem, aby wszelkie stworzenie
      unikało go z bojaźnią i ze zgrozą odwracało od niego
      • madohora Re: Legendy 26.02.16, 00:27
        Stary koń

        Jak gniazdo orłów zamek na górze
        Strzegą go mocne baszty wały
        Słońce zapada w różowej chmurze
        I płonie zachód w purpurze cały

        Na niebie chmurki jak rój skrzydlaty
        Z wschodu na zachód za słońcem gonią
        Jak złote marzeń młodzieńczych kwiaty
        Co w ranku życia czarują wonią

        Na górze zamek w dole parowy
        Na wzgórkach płaczą żałobne brzozy
        W dali czernieje lasek sosnowy
        A droga wiedzie między wąwozy

        Kiedy z parowów pniesz się ku skale
        Najprzód znak męki, krzyż się rozpina
        Obok dwa dęby szumią wspaniale
        A wyżej wiankiem pachnie kalina

        Dalej jaskinia w skale wykuta
        Z dawna w niej mieszka pustelnik stary
        Stąd dzwoni psalmów nabożna nota
        Codziennie skoro zmrok spada szary

        Więc pieśń z jaskini leci po błoniu
        Wtórzą jej echom parowy, gaje
        Kiedy z wąwozu rycerz na koniu
        Wyjeżdża z wolna, pod krzyżem staje

        Rycerz był kurzem okryty cały
        Hełm miał pogięty i nędzną zbroję
        A rumak jego smutny koń biały
        Snać długie z panem dzielił już znoje

        Rycerz zsiadł z konia, spojrzał wokoło
        Na baszty zamku, na miłe drzewa
        Rzekłbyś myśl tęskna mroczy mu czoło
        Klęka pod krzyżem i psalmy śpiewa

        Z śpiewem rycerza pieśń pustelnika
        Zlewa się razem, faluje, płynie
        Skały i wzgórza gaje przenika
        I aż rozlega się po dolinie

        Rycerz się modli, koń jego wierny
        Jakoby pana rozumiał mowę
        Rzuca ukradkiem wzrok miłosierny
        Strzyże uszami i zwiesza głowę

        Śpiewy ucichły, wyszedł z jaskini
        Pustelnik z brodą długą i siwą
        Rycerz na piersiach znak krzyża czyni
        I patrzy na twarz jego sędziwą

        Starzec jął pierwszy mówić w te słowa
        "Kto bądź jesteście rycerzu miły
        U mnie wieczerza jest już gotowa
        Wejdźcie i wasze pokrzepcie siły"

        Bóg zapłać starcze rycerz odpowie
        W zamku dziś jeszcze stanąć mi trzeba
        Wkrótce noc będzie boć już w połowie
        Zapadnął w ziemię złoty wóz Feba

        Znacie zapewne mój ojcze stary
        Dwóch Toporczyków panów zamczyska
        Znaj jeno wnętrze mojej pieczary
        Lecz mi nie obce są ich nazwiska

        Często nawiedza mnie lud pobożny
        A ci i owi nieraz mi prawią
        Jako Toporów tych ród jest możny
        I jako z czynów mężnych ich sławią

        Mówią że ongi było trzech braci
        Jeden z nich zginął w bitwie z Niemcami
        Mężnego serca wzniosłej postaci
        Jak lew był groźny w boju z wrogami

        Żegota było jemu na imię
        Hufiec go zewsząd liczny otoczył
        A choć miał ramię silne, olbrzymie
        Już żywy z bitwy tej nie wyskoczył

        Na próżno bracia szukali ciała
        Pan i koń jego zniknął w rozprawie
        Jeno wieść uszów ich doleciała
        Że bił się dzielnie i poległ w sławie

        Siódmy rok mija już po tej wojnie
        Więc bracia wzięli jego spóściznę
        W zamku mieszkają jego spokojnie
        A mają sioła i ziemie żyzne

        Więc rycerz na to - ojcze mój miły
        Płonne są wasze wieści i gadu
        Żegota z zmarłych powstał mogiły
        I znów powróci na łono matki

        Gdy on był małym jeszcze dziecięciem
        Ponad kolebką wróżka prawiła
        Że zbrojny słów jej, modłów zakęciu
        Pokona w życiu swem wroga siła

        Na piersiach dziecka krzyż był czerwony
        Więc czarodziejka wróżyła z blizny
        Że wzrośnie rycerz w boju wsławiony
        Długo żyć będzie na cześć ojczyzny

        Wróżyła ona że krzyża znamię
        W boju od grotów pierś mu przesłoni
        Umocni serce jego i ramię
        I od pokusy czarta obroni

        Rycerz ten żyje, on pan zamczyska
        Choć ranny srodze, wzięty w niewolę
        Do rodzinnego wraca siedliska
        Ja braciom jego opowiem dolę

        Moją powieścią serce ich skruszę
        Niech mu oddadzą zamki i włości
        Boć dużo cierpiał więc na mą duszę
        Godzien jest doznać bratniej miłości

        Zacnie spełnijcie wasze posłanie
        Lecz serca ludzkie twarde są bracie
        Nie otwierają się na wezwanie
        Choć w imię prawdy do nich stukacie

        Jednak szczęść Boże rycerzu prawy
        Bo kto do serca bratniego woła
        Kto miłość sieje godzien jest sławy
        Z nim Bóg i pomoc jego anioła

        Tak rzekł i krzyżem żegna rycerza
        I do pieczary ciemnej odchodzi
        Rycerz wsiadł na koń, do zamku zmierza
        I w drodze smutną piosnkę zawodzi
      • madohora Re: Legendy 26.02.16, 22:47
        -2-

        W narożnej baszcie w starej komnacie
        Przyklękła pani jak marmur biała
        Z różańcem w ręku i czarnej szacie
        Przed krzyżem zbawcy na twarz upada

        Obok syn klęczy, młode pacholę
        Kornie się modli złożywszy dłonie
        Rozważa męki Chrystusa bóle
        I wzrok w cierniowej utkwił koronie

        Nagle rozwarte brzękły podwoje
        Wchodzi pan zamku odziany w zbroi
        Tłumi żal w sercu i niepokoje
        A jak duch niemy na progu stoi

        Niewiasta z wolna z ziemi powstaje
        Patrzy w twarz męża cichą, ponurą
        więc jak topola gibka zadrżała
        Twarz jej zmroczyła lekką się chmurą

        Mąż milczy jeszcze więc ona wołą
        Biorąc za rękę małego syna
        Złą wróżbę czytam z twojego czoła
        Mów zła czy dobra bije godzina

        Mów, wiesz, że śmierci ja się nie boję
        Wiesz że w kolebce jam krwi skąpana
        I za poduszkę dziad mi dał zbroję
        Kiedy mię wyrwał z jasyru Hana

        Złą wieść ci niosę, złą moja miła
        Naszym wytrąca miecz z rąk trwoga
        Mówią że wielka wrogów jest siła
        I że nas czeka ich zemsta sroga

        Bóg mi jest świadkiem życia nie cenię
        Krople krwi każdą Pan płaci w niebie
        Jeżeli jeno czyste sumienie
        Lecz żal mi dziecka i ciebie miła

        O Samuelu twojeż to słowa
        Tobie żal dzisiaj syna i żony
        Mam serce matki alem gotowa
        Poświęcić dziecko me dla obrony

        Nie mów mi tego o Samuelu
        Bo cię tu nieme słuchają ściany
        I bohaterów umarłych wielu
        Patrzy na każdy czyn dokonany

        Spojrzyj w ten obraz w twarz mego dziada
        Tak jest podobny jakby stał żywy
        Czasami czekam czy nie zagada
        Widzę to oko i ten włos siwy

        Boć on w mej zawsze przytomny duszy
        Choć starzec miał serce młodziana
        Nie zaznał innej w życiu katuszy
        Bratniej go sławy bolała rana

        Dobrze pamiętam krwawą godzinę
        Kiedy mi matkę zabili w nocy
        A on mię małą wówczas dziewczynę
        Odbił i wyrwał z Tureckiej mocy

        Pomnę jak pędził ze mną po błoniu
        Jak łódź na morzu z wiatrów muzyką
        wołając ciągle dalej mój koniu
        Raz jeno w przestrzeń spojrzał się dziką

        Widzi nad Dniepru stanąwszy brzegiem
        Że wróg jak chmura za nami goni
        Więc skoczył, piana bryznęła śniegiem,
        A dzielny żeglarz śmieje się z toni

        Koń dobił brzegu zarżał wesoło
        Pan go pogładził i dalej lecą
        Stare kurhany tańczą wokoło
        A gwiazdy w niebie jak duchy świecą

        Tak przez noc całą do wschodu słońca
        Lecim chłód nasze czoła owiewa
        Lecim po wielkim stepie bez końca
        Gdzie jeno czasem wiatr nam zaśpiewa

        Pomnę jak koń nasz stanął przed domem
        Pustki wokoło a matka w grobie
        Więc pod boleści ciężkiej ogromem
        Płaczę i serce więdnie w żałobie

        Dziad mój to widzi a więc mi rzecze
        Nie płacz dziewczyno, choć dola sroga
        Bóg o sierocie będzie mieć pieczę
        Gdy cię ocalił cudem z rąk wroga

        A skorom wzrosła rzekł - dziewko moja
        Ojciec w Chocimskiej zginął wyprawie
        A od Tatarskich strzał matka twoja
        Wierna do grobu poczciwej sławie

        Twój ród dzielnymi znaczył się czyny
        Więc w mężu twoim uszanuj blizny
        Niech wierze ojców nie skłamią syny
        Nie szczędź twych dzieci w sprawie ojczyzny

        Legedny polskie - 1862
      • madohora Re: Legendy 27.02.16, 14:48
        -6-
        W progach komnaty stał poczet zbrojny
        Tam wódz Samuel siedzi za stołem
        Otoczon szlachty rycerzy kołem
        I z niemi radzi o losie wojny

        Więc po kolei każdy brat rzecze
        A taka była treść owej rady
        że trzeba karki poddać pod miecze
        Lub wejść z Tatarskim wodzem w układy

        Szczupły huf braci stu głów nie liczy
        Nie ma nadziei rychłej pomocy
        A ciemna chmara pogańskiej dziczy
        Zalega pola jak całun nowy

        Znów jeden z szlachty taką rzecz czyni
        Wyłom jest w murze wątłe są bramy
        Ma wróg się pastwić król nie obwini
        Jeżeli zgodnie twierdzę oddamy

        Samuel wacha się i przekłada
        Że cześć rycerska poddać się wzbrania
        W końcu sam rzecze -ha trudna rada
        I do umowy z wrogiem się skłania

        Westchnął starosta list Baszy bierze
        I czyta z wolna słowo po słowie
        Trudno zaufać Tatarskiej wierze
        Więc treść układu rozważa w głowie

        Wreszcie wziął pióro - w tem szmer w komnacie
        Odwraca głowę - patrzy o dziwy!
        Niewiasta w czepcu i białej szacie
        Wbiega i woła - Stój nieszczęśliwy

        Blada jak widno, czarne jej oczy
        Rzucają iskry gniewy jak głownie
        Mocą go wzroku ku ziemi toczy
        Rękę wyrzuca w górę raptownie

        Patrz mam dwie bronie, jedną na ciebie
        Jeśli podpiszesz ja cię zabiję
        A w drugiej ręce mam broń dla siebie
        Na chwilę hańby - tej nie przeżyję

        Samuel rzucił pióro i woła
        Szał cię ogarnął, czego chcesz żono
        Nie mamy broni i ludzi zgoła
        Ta garstka całą naszą obroną

        Na to mu pani z szyderstwem rzecze
        Brak wam mój mężu serca nie dłoni
        Gdzie są dwie ręce, dwa jeno miecze
        Tam dosyć jest jeszcze ludzi i broni

        Wszyscy rycerze ze czcią powstali
        Patrzą z podziwem w niewiasty lice
        Stoją na miejscu jak skamieniali
        Jej oczy świecą jak dwie gromnice

        Samuel rzekłbyś nagle zbudzony
        Usłyszał z grobu grzmiący głos Piasta
        Woła czas nagli już do obrony
        Wstyd nam boć prawdę mówi niewiasta

        I za miecz chwyta kto jeno żyje
        I hasłem bitwy komnata dzwoni
        A jeden okrzyk na chwałę bije
        Na wały bracia, bracia do broni

        Rycerze w szyku stają do bitwy
        Na wałach hymn się ozwał poranny
        Chylą się czoła ich do modlitwy
        Pieść do Najświętszej wznosi się Panny

        Bóg wsparł rycerstwo polskie widome
        Wódz wszędzie biega, zapala, działa
        A jak chorągiew tam na wyłomie
        Powiewa suknia Chrzanowskiej biała

        Kul nie zabraknie bo lecą gradem
        Sam wódz je ciągle zbiera i liczy
        Inni za jego idą przykładem
        I ślą z powrotem pogańskiej dziczy

        Próżno huf wrogów na wyłom bieży
        Bo tam niewiasta dzielna dowodzi
        Jej towarzysze biją z moździerzy
        I wróg w krwi własnej od rana brodzi

        Już obłok dymu niebo zakrywa
        A każdy rycerz jakby z granitu
        Stoi na wałach hymn święty śpiewa
        Rzekłbyś u sławy stanął już szczytów
      • madohora Re: Legendy 30.04.16, 18:42
        Broń Boże, by pohuśtać pustą kolebkę, lub czyje inne dziecko w kolebce swego maleństwa! W pierwszym wypadku dziecko umrzeć może,
        w drugim zaś strzyga, nocnica lub inna zmora, zamieni ci dziecko na czyje inne, lub na swe własne, które zazwyczaj potworne jest, chude i chorowite.
      • madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:21
        W noc ciemną, w noc straszną,
        Jak duchów gromady;
        Przez pola Sobótek, płonące ogniami,
        Szedł młodzian pospiesznie,
        B Cierpiący i blady !
        Coś mówił tajemnie, coś groził rękami
        I wzrokiem szaionym spoglądał w około,
        I głową potrząsł lub na pierś ją składał,
        1 dłonią co chwila ocierał swe czoło,
        Bo pot mu kroplisty perłami osiadał.
        Szedł, bieguął jak wicher, nadzieją pędzony,
        Że uszczknie paproci zaklęte cud-kwiecie,
        A z kwiatem i władzę i złote korony,
        I szczęście i wszystkie dostatki na świecie.
        Las huczy i szumi i pluszcze gdzieś rzeka,
        Puchacze i sowy skrzydłami się biją,
        Zwierz wyje ze strachu i w góry ucieka,
        Syczą gadziny, wśród trawy się wiją,
        W najgęstszym zakątku, gdzie szemrzą ruczaje,
        Młodzieniec po trzykroć świecona wziął kredę
        I koło skreśliwszy na środku w niem staje
        I czeka bez trwogi na piekieł czeredę....
        Lecz północ wybiła, a paproć nie kwitnie,
        I obłok na niebie już widać czerwony; [tnie,
        Więc młodzian w rozpaczy dłoń skurczy i zgrzy-
        ] pada na ziemię snem ciężkim zmożony
        Tu mgliste widziadła przed oczyma skaczą:
        Pies, olbrzym z łańcuchem i rogiem na czole,
        Tam straszne z paszczeka jak potwór pacholę,
        1 kruki ogniste, co dzióbią i kraczą,
        1 czarnych z pod ziemi postaci gromada,
        1 jędza koścista, co pożreć go rada.
        W tern szmer się rozleciał z zarośli z zagaju,
        1 srebrna piosenka jak flet się ozwała,
        A woda w jeziorze i w małym ruczaju
        Prysnęła i pianą w obłoki zawrzała.
        Z bieluchnych kryształów wypłynie dziewica
        Nadobna jak róża wpleciona do wianka,
        Że myślisz, wzrok topiąc w cudowne jej lica,
        Czy z Niebios nie stoi przed tobą posłanka.
        Młodzieniec ją ujrzał i westchnął głęboko,
        A ona w te słowa ozwie się do niego :
        Rozwesel twarz chmurną, rozjaśnij twe oko,
        Patrz, słuchaj i pojmuj, jam geniusz dobrego!
        Ty kwiatu paproci chcesz dostać na świecie,
        A nie wiesz niebaczny, że kwiat ten jest marą;
        I choć cię los łamie, ty jednak z swą wiarą
        Przestajesz i żyjesz jak motyl, jak dziecię.
        Ty nie wiesz snąć jeszcze,
        Co szczęściem się zowie,
        Więc słuchaj : myśl wolna bez trosk i goryczy,
        I umysł swobodny, i rzeżkość, i zdrowie,
        1 kilka choć kropel z kielicha słodyczy,
        Co w sercu wzajemnem raz tylko — raz płyną.
        1 uścisk młodzieńca z kochaną dziewczyną,
        I praca szlachetna, poczciwość i cnota,
        Co świętym uczuciom otwiera swe wrota,
        Co jasnym promieniem skroń zdobi i złoci,
        Młodzieńcze ! to szczęście — to kwiatek paproci
      • madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:27
        W noc ciemną, w noc straszną,
        Jak duchów gromady;
        Przez pola Sobótek, płonące ogniami,
        Szedł młodzian pospiesznie,
        B Cierpiący i blady !
        Coś mówił tajemnie, coś groził rękami
        I wzrokiem szaionym spoglądał w około,
        I głową potrząsł lub na pierś ją składał,
        1 dłonią co chwila ocierał swe czoło,
        Bo pot mu kroplisty perłami osiadał.
        Szedł, bieguął jak wicher, nadzieją pędzony,
        Że uszczknie paproci zaklęte cud-kwiecie,
        A z kwiatem i władzę i złote korony,
        I szczęście i wszystkie dostatki na świecie.
        Las huczy i szumi i pluszcze gdzieś rzeka,
        Puchacze i sowy skrzydłami się biją,
        Zwierz wyje ze strachu i w góry ucieka,
        Syczą gadziny, wśród trawy się wiją,
        W najgęstszym zakątku, gdzie szemrzą ruczaje,
        Młodzieniec po trzykroć świecona wziął kredę
        I koło skreśliwszy na środku w niem staje
        I czeka bez trwogi na piekieł czeredę....
        Lecz północ wybiła, a paproć nie kwitnie,
        I obłok na niebie już widać czerwony; [tnie,
        Więc młodzian w rozpaczy dłoń skurczy i zgrzy-
        ] pada na ziemię snem ciężkim zmożony
        Tu mgliste widziadła przed oczyma skaczą:
        Pies, olbrzym z łańcuchem i rogiem na czole,
        Tam straszne z paszczeka jak potwór pacholę,
        1 kruki ogniste, co dzióbią i kraczą,
        1 czarnych z pod ziemi postaci gromada,
        1 jędza koścista, co pożreć go rada.
        W tern szmer się rozleciał z zarośli z zagaju,
        1 srebrna piosenka jak flet się ozwała,
        A woda w jeziorze i w małym ruczaju
        Prysnęła i pianą w obłoki zawrzała.
        Z bieluchnych kryształów wypłynie dziewica
        Nadobna jak róża wpleciona do wianka,
        Że myślisz, wzrok topiąc w cudowne jej lica,
        Czy z Niebios nie stoi przed tobą posłanka.
        Młodzieniec ją ujrzał i westchnął głęboko,
        A ona w te słowa ozwie się do niego :
        Rozwesel twarz chmurną, rozjaśnij twe oko,
        Patrz, słuchaj i pojmuj, jam geniusz dobrego!
        Ty kwiatu paproci chcesz dostać na świecie,
        A nie wiesz niebaczny, że kwiat ten jest marą;
        I choć cię los łamie, ty jednak z swą wiarą
        Przestajesz i żyjesz jak motyl, jak dziecię.
        Ty nie wiesz snąć jeszcze,
        Co szczęściem się zowie,
        Więc słuchaj : myśl wolna bez trosk i goryczy,
        I umysł swobodny, i rzeżkość, i zdrowie,
        1 kilka choć kropel z kielicha słodyczy,
        Co w sercu wzajemnem raz tylko — raz płyną.
        1 uścisk młodzieńca z kochaną dziewczyną,
        I praca szlachetna, poczciwość i cnota,
        Co świętym uczuciom otwiera swe wrota,
        Co jasnym promieniem skroń zdobi i złoci,
        Młodzieńcze ! to szczęście — to kwiatek paproci
      • madohora Re: Legendy 07.03.17, 18:43
        pielgrzymiej szacie dziewica młoda
        Przyszła, gdzie klasztor wśród boru,
        Przyszła do furty z nieśmiałą dłonią
        Pociągnie sznurek, dzwonki zadzwonią —
        Wyszedł brat smutny z klasztoru.
        „Niech będzie Jezus Chrystus pochwalon;"
        „Na wieki wieków," brat rzecze;
        A gdy jej w oczy spojrzał nieśmiało,
        Gwałtownie w piersi serce zadrżało,
        Łza smutna z oczu pociecze.
        Spuściwszy w ziemię nieśmiało oko,
        Spyta dziewczyna w pokorze:
        „O, powiedz ojcze, czy nie wiesz czasem,
        Czy mój tu luby między tym lasem
        Nie mieszka w smutnym klasztorze?"
        „Po czemże mógłbym, piękna dziewico,
        Poznać twojego kochanka?"
        „O po włosiannem jego odzieniu,
        I po niebiesKim jego spojrzeniu,
        Milszem od wiosny poranka."
        „Darmo go darmo szukasz, dziewico",
        Rzekł jej braciszek żałośnie ;
        „Dawno go dawno niemasz na świecie,
        Grobowy kamień piersi mu gniecie,
        A na kamieniu mech rośnie.
        Widzisz to smutne okno za kratą,
        Tu on żył długo w tej celi.
        Tu zawsze we łzach, zawsze w tęsknicy,
        Płacząc na srogość jakiejś dziewicy,
        Poszedł do wiecznej pościeli.
        Z grobowym dźwiękiem, z żałosnym jękiem,
        Sześciu go braci pospołu
        Smutnie zaniosło do tej mogiły,
        A łzy niejedne piasek zwilżyły,
        Nim go spuszczono do dołu."
        „Ty już nie żyjesz!!!" krzyknie dziewica,
        „Nie dla mnie szczęście na świecie ;
        Nie mam nadziei zbawienia w niebie,
        Serce me twardsze było dla ciebie,
        Niż kamień co pierś ci gniecie!"
        „Nie płacz, dziewico, módl się zań raczej,
        Próżno za zmarłych łzy płyną!
        Wdzięki twe zuiszczy żałość głęboka,
        Łzy częste zniszczą blask twego oka,
        Nie płacz, ach nie płacz dziewczyno!"
        „Ach pozwól ojcze, pozwól mi płakać,
        Nie wstrzymuj żalu mojego!
        Niech zniszczy wdzięki żałość głęboka,
        Niech zgaśnie wiecznie blask mego oka.
        Żyłam i umrę dla niego.
        Jak świat głęboki, nikt mnie nie kocha,
        Ani tak mocno i szczerze;
        W każdej mnie kochał niezmi
        Ach pójdę, pójdę, na jego grobie
        Łzy mu poświęcę w ofierze!"
        „Wstrzymaj się córko, wstrzymaj Izy rzewne,
        Zalość unosi cię zbytnie;
        Ni ranna rosa, ni deszcz wiosenny
        Nie wskrzeszą kwiatka, gdy już raz zwiędły,
        Nigdy już więcej nie kwitnie.
        Jako ptak lotny radość przed nami;
        Ucieka skrzydły swojemi,
        Błądzi kto w smutku ciągle zostaje,
        Porzuć dziewczyno te łzy i żale,
        Goń za radością na ziemi."
        „Ojcze kochany, wesele dla mnie,
        Wiecznie na ziemi ustało.
        Chociażbym miała, przed sądy Boże,
        Cierpieć, co człowiek wycierpieć może.
        Za grzech mój byłoby mało!
        Gdzieżeś o miły, gdzieżeś o drogi y
        W surowsj ziemi głęboko!
        Nie słyszysz wiatru, który w tej dobie
        Szumiąc po drzewach, po twojem grobie,
        Kołysze trawą wysoką !
        Nigdy już ciebie nie ujrzę więcej,
        Nigdy nie siądę przy tobie!
        Ach gdzie są twoje lica śnieżyste?
        Gdzie twoje oczy, te promieniste?
        Wszystko, ach wszystko śpi w grobie!"
        „Dziewico, niech się żal twó
        Pomnij, jakiemi są ludzie młodzi,
        Chwila zapala, chwila ich chłodzi,
        Dziś tak, a jutro inaczej.
        Kto wie, czy czasem i twój kochanek,
        Pomimo danego słowa,
        Niebył i tobie może niestałym,
        Wierz mi, ma córko, młodych zapały,
        Są jak pogoda marcowa!"
        „Ach nie mów tego, nie mów mi więcej,
        Ach co za słowa zabójcze!
        Ach, szczere były jego zapały!
        On by mi kiedy miał być niestałym?
        O, nie mów mi tego, mój ojcze !
        A gdy przypadło z przeznaczeń na mnie,
        Ze już go ziemia przykryła,
        Pójdę na puszczę jaką głęboką,
        Tam gdzie mnie ludzkie nie ujrzy oko,
        Zbrodnię zagładzić pokutą!
        Lecz pokaż wprzódy, gdzie go schowano;
        Popłaczę nad nim przez chwilę;
        Pójdę go błagać modły mojemi,
        Odwilżyć łzami ach gorącemi
        Trawę na jego mogile!"
        „Spoczynek tobie bardziej przystoi,
        Północna już przyszła pora.
        Niebo czarnemi zaszło chmurami.
        Słyszysz, jak wicher trzęsie oknami,
        Spocznij, w przysionku klasztoru.
        „Ach, puść mnie ojcze, nie mogę czekać,
        Godziny, ni pół godziny !
        Chociaż deszcz pada, choć wicher wieje,
        Deszcz chociaż cały świat dziś zaleje,
        Nie zdoła obmyć mej winy!"
        „Powróć dziewczyno, smutek skończony,
        Patrz na mnie, najmilsza moja!
        Ten żałowany, ten opłakany,
        Ten, który dawniej przez cię wygnany,
        Twój miły, to ja, ach to ja!
        Pewny zanadto twej nienawiści
        Zaszedłem w kraj ten daleki;
        Już i mnie miała zakonna krata
        Od wzgardzonego na wieki świata,
        Od ciebie dzielić na wieki!
        Lecz jeszcze rok mój nie upłyniony,
        Przez który byłem na próbie;
        Jeśli twe serce dla mnie jest skłonne,
        Opuszczę klasztor, suknie zakonne,
        Pójdę żyć wiecznie przy tobie !"
        „O Boże! Boże! wieczne ci dzięki,
        1 żal i smutek się kończy!
        Opuść ten klasztor, suknie zakonne,
        Oddam ci serce do ciebie skłonne
        I śmierć nas tylko rozłączy."
      • madohora Re: Legendy 18.09.17, 17:20
        W dniu śmierci Jacka rycerz o imieniu Żegota zmarł spadłszy z konia. Jego rodzice zanieśli ciało do grobu dominikanina. Żegota został przywrócony do życia i rzekł, iż był z Jackiem w niebie. Świadkami cudu mieli być m.in. kasztelan krakowski Klemens i dziekan kapituły Piotr
      • madohora Re: Legendy 04.10.17, 13:54
        W 1811 roku, w pierwszy dzień Wielkiej Nocy, w lewym skrzydle zamku wybuchł wielki pożar. W owym czasie zamkiem władał hrabia Leopold von Gaschin, a jego małżonką była księżniczka Gisela. Ponoć w dniu ślubu małżonek ofiarował jej najcenniejszą pamiątkę rodzinną. Tą pamiątką była złota kaczka siedząca w srebrnym gnieździe na jedenastu złotych, wypełnionych dukatami jajach. Owa kaczka przekazywana była z pokolenia na pokolenie w rodzie Gaschinów - Gaszyńskich. Pożar wybuchł w tym właśnie skrzydle zamku, gdzie znajdowała się sypialnia hrabiny. Gdy obudziła się, na ratunek było już za późno. Klatka
        schodowa ogarnięta była płomieniami. Hrabina przypomniała sobie jednak o ukrytym przejściu, wiodącym do podziemi. Schwyciła zatem swój skarb złotą kaczkę zbiegła do lochów. U góry szalał pożar, a Gisela tułała się tunelami. Nie potrafiła znaleźć wyjścia. Rano następnego dnia, znaleziono ją w miejscu odległym o kilka kilometrów od zamku. Była nieprzytomna i nie odzyskawszy zmysłów zmarła. Złota kaczka siedząca na jedenastu złotych jajach pozostała w podziemiach i wciąż czeka na śmiałka, który się po niego wyprawi. Warunkiem jest, że musi to być osoba urodzona w niedzielę a po kaczkę musi się wybrać w pierwszy Dzień Wielkiej Nocy.
      • madohora Re: Legendy 15.11.17, 22:57
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/x7Mu9ob9Ls3lLlF41B.jpg
      • madohora Re: Legendy 22.12.17, 16:19
        CZAROWNICA

        W każdy piątek jadę sobie
        Na Łysą Górę,
        Siadam wtedy na łopatę,
        Albo na chmurę.
        Latarenkę trzymam w ręku,
        Co światło szerzy,
        A zaś drogę mi wskazuje
        Ćma nietoperzy.
        Djabli sejmik wyprawują
        Na Łysej Górze,
        Czerwienieją stare drzewa
        W ogniu, purpurze,
        O północy przy księżycu,
        Pod takt muzyki,
        Tańczą skocznie czarownice
        I czarowniki.
        Rude sowy, czarne koty,
        Wielkie ropuchy
        Wywijają obertasa,
        Jak dziarskie zuchy.
        A zabawie przewodniczy
        Chwat ponad chwaty,
        Z długą brodą, z krwawem ślepiem
        Kozieł rogaty.
        Miast świeczników, gore próchno,
        Jakby zarzewie,
        Bije blaskiem skarb zaklęty,
        Nikt o nim nie wie!
        A gdy trzeci kur zapieje,
        To w górne szlaki
        Czart do domu mnie zaniesie
        Na rozkaz taki:
        „Wieś nie wieś"
      • madohora Re: Legendy 31.01.18, 22:57
        Podobnież i w chałupie Petra Gojaniuczyszyn'oho zjawił się przeil 15 laty czart i płatał tam te same psoty, co i w chacie
        Ołeksy Hawryluka i Pihulaka, wskutek czego chałupę tę opuścić i nową, w innem miejsca, wybudować musiano. Petro
        Gojaniuk przystał był zamieszkać przed 15 laty do wdowy po śp. Michale Hawryluku, najzamożniejszym gospodarzu we wsi
        i od tego czasu czart się w chałupie pokazał; przedtem go nie było, jak twierdzi stary, poważny człowiek, który był przed
        50 laty przystał do jedynaczki Michajła Hawryluka, dwa lata w tej chałupie wraz z teściem swym przesiedział i dopiero po
        śmierci swej żony ztąd się wyniósł. Inni jednak utrzymują, że czart już dawniej mieszkał w tej chałupie, że go Michajło Hawryluk chował w komorze w gadzinę przemienionego i jemu swe zawdzięczał bogactwo.
      • madohora Re: Legendy 31.01.18, 23:20
        Gdy wiatr skręci śmiecie i podniesie je do góry, (trąba n a p o w i e t r z n a ) p o w i a d a j ą , ż e s i ę o d b y w a g i t c z e w e s i l e , to jest, że się diabeł żeni. Wtedy, zobaczywszy ten wir, usiąść należy na ziemi tam gdzie kto właśnie stoji, i wymówić te s ł o w a : A c u r t y ! a p e k t y ! a o t s y n a t y ! a u c z k u r t y na szyj u! Inaczej, mogłoby nas coś p id wij a ty (pod wiać), to znaczy: iż śmiecie to mogłoby pod nas podbiedz i niemoc lub kalectwo nóg spowodować
      • madohora Re: Legendy 23.04.19, 20:00
        Baz przyszedł zając na skargę do Pana Boga, że ino jeden jest taki na świecie, że musi przed wszystkiemi uciekać, że go się nikt nie boji. A Pan Bóg mu powiedział: idź koło stawu, a nad wodą zobaczysz, że i przed tobą będą uciekali. Wtem idzie ón, a tu żaby hyc, hyc, hyc, jedna za drugą do wody. Dopiero się za jąc ucieszył, że są tacy na świecie, co i przed nim także uciekają.
      • madohora Re: Legendy 01.07.19, 12:54
        Praktykowano też wiązanie zwłok, przybijanie ich gwoździem lub wkładanie do ust kawałka żelaza.

        Charakterystycznym zabiegiem było też nadpalanie kości, najczęściej nóg, by uniemożliwić wampirowi chodzenie po śmierci. Albo chowanie zmarłego bez butów. Za najskuteczniejszy sposób uznawano jednak przebicie osikowym kołkiem. Ten typ pochówku jest jednak rzadko znajdowany, jako że drewno z biegiem czasu się rozkłada. W Polsce znany jest tylko jeden taki przypadek. Jeżeli archeolodzy ostatecznie potwierdzą, że gliwickie groby to pochówki antywampiryczne, będzie to największe takie znalezisko w Europie. Dzięki „wampirom" Gliwice stały się sławne w całym świecie, pisano o nich nawet w prasie afrykańskiej.
      • madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:03
        O młynarzu.
        Był tćz to jeden menarz (młynarz), a ten menarz to nigdy niemógł posnia(u)dać, poka kogo nie osydził (oszukał); przed śnia daniem. I jeden dzień chodzi po inónicy (młynicy) i nimoze żadnego osydzić; byli menacy (młynarczycy) ale się nie dali juz osydzić. I przysed do izby i powiada: Zono moja, jak mi się tez chce jeść, juz niedaleko połednie, a ja jesce nie śniadał. A ona mu powiada: > Mógbyś tych figli poniechać, a móg byś tez bez tego pośnia(u)dać. A on: Nie mogę, poka kogo nie osydzę. I otworzył sobie okno i dziwał się na dwór. Ujźrzał tam owcarza pod borem owce paść, powiada: Moja zono. pasie owcarz pod borem, to ja pójdę i jego osydzę. On zased do niego, powiada mu: Jakoż bracie [ 173 ] GÓRNY SZLĄSK 35 owea(u)rzu, nie widziałeś tu mego kamienia, wysed mi ze mćnice i nie wiem, (g)dzie mi posed. A owcarz mu powiada: Bracie mena- rzycku, widział, przed małą godzinką tu ten kamień, płynął po — rzóce i pies na nim siedział i mąkę ś niego lizał. A ón mu po wiada: Bracie owcarzu, toś ty jesce więksy wickłac, jak ja; jako by to móg kamień po wodzie płynąć i pies jesce na nim siedzieć; weź ty te owce a zazeń do dom i oddej panu, i my pójdziemy we świat i będziemy osydzać i dobrze się będziemy mieć, i zarobiemy sobie wielkie piniądze. I owcarza namówił, i owcarz owce pognał do domu i panu owce oddał. A pan mu powiedział: Cyli mas mało zasługi, aby ornaryje? To ja ci dołożę, jak mas za mało. A on: Nie mam mało, ale juz tu żyć nie będę. I pan mu zapłacił wsyśtko co do grosa i ón się zaraz wyniós na wieś. Jak się wyniós na wieś i posed do tego mćnarza, powiada mu: Bracie mynarzu, juz-eh jes(t) terazki casowy. mozem iść pospołu do światu. I zabrali się i pośli. I przyśli pod jedno miasto; powiada mćnarz owcarzowi: Idź terazki do tego miasta sydzić. A ten owcarz: Idź ty bracie, boś ty jes(t) mądrzejsy, jak ja, a ja tu zostanę przed miasty a ja twoję prawdę ci oświacę (oświadczę). I ten mćnarz posed do miasta, C a w ten dzień prawie był targ. I przywióz tam jeden chłop ptaka I na sprzedaj w klatce i ludzie się do niego schodzili i na tego ptaka się dziwowali, ize taki wielki jes(t). I ón mćnarz powiada do tych ludzi: Moi ludzie, co wy się tak dziwacie na tego ptaka. A óni mu powiedzieli: C(ł)owieku, jak ino żyjemy na świecie, tak my takiego ptaka wielkiego nie widzieli. A on: Ludzie, w moim kraju, z kąd-ech ja jes(t), to są takie ptaki wielkie, ze jak panu śniesie jajko na łące, a ten pan nie chce mieć tego ptaka, zeby mu tam wyląg(ł), to musi naijmać dwadzieścia ótery chłopów a każdy musi mieć zielazny drąg. co te jajko skulają z łąki temi drągami. Ci ludzie mu powiedzieli: A prawda to c(ł)owieku, to my pójdziemy oglądać tego ptaka s wami. co to może być za ptak wielki, co takie ma jajko wielkie. Tak się zebrała bardzo wielka kompanija luda, i idą, az za miasto przyśli. I ten owcarz powiada: Ludzie (g)dzie to idziecie, tćle was idzie? — Oni: A idziemy z tćm c(łjowiekiem obejźrzćć takiego wielkiego ptaka. A ten owcarz po wiada: Prawda jes(t), bo ja jes(t) tam ztąd. możecie mi wierzyć. I tak powiadali ci ludzie: Poskładamy wam się po paru grosach, a my juz tam nie pódziemy s wami. Jak przydzieiny do domu, to tćz będziemy wiedzieć, co w doma powiedzieć, ize w tej ziemi takie ptaki wielkie są. I tak się naskładadali po paru grosach, i tych piniędzy było sto talarów. I ten mćnarz te pieniądze odebrał i pośli do drugiego miasta. I zaśli pod te drugie miasto i powiada ten mćnarz: I ty bracie owcarzu idź do tego miasta, a sydź tak. co nasydzis sto talarów, tak jak-ech ja nasydził, a ja tu zostanę osed do tego miasta a mćnarz został pod miastem. I w ten dzień prawie był targ. I w tern mieście murowali murarze kamienice bardzo wysoką; ludzie się schodzili, jak to na dziwy wielkie, jak to ci murarze poradzą postawić ze ziemie taką kamienicę. A ten owcarz posed do tych ludzi i powiada: Moi ludzie, cóz wy się tak dziwacie na tę kamienicę?—A oni: C(ł)owieku, eózby my się nie mieli dziwać. kiedy my, jak żyjemy na świecie, nie widzieli takiej wysokiej kamienice ze ziemie postawić. A on rozśmiał się i po wiada: Ha, ha. ha! to jes(t) mała kamienica do nasój; u nas są takie kamienice, jak se kokot wleci na dach, to sobie biega po dachu a dzióbie sobie po gwia(u)zdach. Tak oni mu powiedzieli: 0(ł)owieku, to my pódziemy s wami obejźrzyć te kamienice, co by to były za wielkie takie. Tak się zebrała wielka kompanija luda. i pośli z tym owcarzem, i zaśli az za miasto, gdzie mćnarz stał i ten się ożywa: Ludkowie. gdzie wy idziecie, taka wielka kompa nija was? — A oni mu odpowiedzieli: Idziemy z tym c(ł)owiekiem do jego ziemie, zeby zobacyć te wysokie kamienice, co kokot biega po dachu, i dziubie se po gwiazdach. A ten menarz powiada: Mo żecie mu wierzyć, bo ja tam jes(t) ztąd. Tak oni się znów po paru grosach poskładali i nazad się do dom powra(u)cali. Mćnarz po wiada: Widzis bracie owcarzu, juz mamy dwieście talarów, lepsej po świecie sydzić i piniądze letko zarobić i dobrze się mieć, niz rnie na monie (młynie) ciężko pracować, a tobie się za owcami na słońcu palić; pódź, teraz się powróciemy nazad do dóm. Przyśli do jednej karćmy na nocleg, i dali sobie przynieść dobrego jadła i dobrego picia na kolacyją, i za to nic nie zapłacili. I dali se przynieść pościel dobrą cło spania. I temu karcmarzowi powiedzieli: Jak nazajutrz wstaniemy, to za wsyśko zapłaciemy. I ten owcarz usnąn. a menarz nie spał. I ten menarz zebrał wsyśkie piniądze do siebie, i w nocy od tego owcarza uciek z tćj pościeli. I ten owcarz przecucił, patrzy wele siebie, mónarza ni ma. I sobie powiada: Miły Boże jedziny, jako tu se mną bćdzie, my tyle przejedli na kolacyi i przejedli, i w pościeli my się przespali, i cćm ja teraz zapłacę, kiej ja ani grosa przy sobie nimarn; i ten menarz pewno uciók z pićniądzami i mnie tu teraz do więzienia wsadzą. I ón sobie jescc pomyślał: Kiejs ty menarzu uciek, to ja tćz za tobą będę patrzeć uciec. I ten owcarz z ty karćmy za tćm mćnarzem znów uciek(ł). i leci drogą, a r-zał tak, jak kóń. I przy tej drodze była pastwa (pastwisko), i na tej paustwie były talde krzaki; i ten mćnarz do- s(ł)vchnąn ize leci kóń i r-zał, i stanąn przy drodze za jednym krzakiem i myślał sobie: Z pewnością tutaj który koń pozostał na pa(u)sy (paszy); kieby ja jego móg złapać to-bych na niego siad, co by-ch móg temu owcarzowi uciec- I przyleciał owcarz az cło krzaka i za-rzał głośno, i mćnarz wystąpił na drogę, temu koniowi A owcarz: A ha bracie, tutaj-ś jes(t)? Siadaj na ziemię a dawaj piniądze, będziema się dzielić; widzis bracie, tam w tej karcmie my tela przejedli i przepili i w pościeli my się wyspali, a tyś z pi- niądzami ucićk; jakby mnie byli złapali, toby mnie do więzienia byli dali, bo ja nimiał piniędzy ani grosa przy sobie. A rnćnarz powiada: Nie gorz się (nie gniewaj się), boć-ech tak chciał zrobić, bo my się dobrze najedli i napili a nic-emy nie zapłacili, i to zaś piniędzy więey będziemy mieli, a pódź do domu, w domu się pi- niądzami dzielić będziemy. Jak przyśli do dom, tak się piniądzami rozdzielili, a jesce przypadło dać temu owcarzowi (ten menarz) seśó grosv. I ten menarz powiada: Ni mam tych seści grosy zgod nych. przyńdź na niedzielę, to ci je dam. I owcarz powiada: Dobrze bracie, przyńdę. Przysło w niedzielę rano, powiada ten mćnarz swoji zonie: Przyńdzie owcarz po seść grosy, ale mu ich nie damy; ja przyniesę związkę słomy do komory i układę się na nię i tv mię przykryj białą płachtą i jak on przyńdzie. to ty płac i powiedz mu, izech ja juz umar, tak my mu tych seściu grosy juz nie damy. I ón owcarz w niedzielę po połedniu przysed i wlaz do izby, po wiedział: Dobre połednie. a menarka płace. A ón: Cóz płacecie? Ona: Cózbyrn nimiała płakać, kiedy juz mój mąz umar. A owcarz powiada: A skoda-ć, toć ja juz swoich seści grosy nie dostanę. A ona: Toć nie dostaniecie, boć ja ich nimom, a on ich nie da bo umar. I spytał się: A (g)dziez lezy ten was mąz? — A ona: A to sam w komorze lezy. I on komorę otworzył i zobacył go i powiada: A prawda, skoda-ć go, kiej-ć juz umar; dajc
      • madohora Re: Legendy 07.10.19, 00:23
        O chłopaku, co służył w piekle
        Był jeden pan i nimóg żadnego lokaja przy sobie utrzymać. Co który przysed do nigo na s(ł)uzbę, tak przebył parę dni i pan go wybił i wygnał. I przysed taki niewielki chłopacek do niego i było mu na miano: Matysek. I za parę dni pan go wybił, i ten Matysek od niego u ciek. I ten Matysek sobie idzie drogą, a ku niemu jedzie pan ćtyrma końmi bardzo pieknemi. I jak się spotkali, tak ten pan wyjźdrzał z tój kolasy a powiedział: Chopacku, (g)dzie ty idzies?— A ckopacek odpowiedział: Ja idę do światu, bo mię pan wybił i ja od niego uciek. I ten pan: Chopacku, a nieprzy- jonbyś ty służby do mnie? —A ón: A cemu nie, przyjon bych. I ten cbopacek jesce pyta się pana, co będzie za robotę u niego robi(u)ł? — A pan: Nie będzies nic robił, ino będzies pod kotłem palił, ale musis u mnie służyć trzy lata, a jak trzy lata przesłuzys, to ci zasługę dam; ale musis się nie meć (myć), ani pacićrza nie mówić, ani paznotów u palców nie obcinać, ani się golić, ani głowy nie ostrzydz; będzies miał dobrze jeść i dobrze pić dostanies. I ten cbopacek powiedział: Panie, to się ugodzę. Pan odpowie: Dobrze, pódź teraz do kolasy se mną; pojedziemy do dom. A ten cbopacek: Jakoż ja pojadę panie z tobą, kiedy ty jedzies ku tej wsi, zkądech ja ucićk od tego pana, bo ja się tego pana boję, zeby mię zaś wybił. A ten pan mu odpowiedział: Siednij do kolasy, bo my tam nie pojedziemy. I on siad i pojechał ś nim. A ten pan, co cbopacka namówił, to był diabeł i te konie były diabły, i po tego samego pana lecieli, co ten cliopak u niego był. Tak. jak przywióz ten pan tego chopacka do piekła, tak go zawied do kotła, i pokazał mu, jak ma palić i jak ma w jednej mierze ogień w kotle trzy mać; a ten kocioł był nakryty, i co by chopak nie weźrzał do tego kotła, co tam jes(t). I pan diabeł mu powiedział: Terazki pal, bo ja do ciebie nie przyjdę, az za pół roku. I posed od niego (chopca) prec. I on cbopak pod ten kocioł drzewo przykładał i pali. I przysło półroku; i przysed diabeł do niego, zobacyć jak ón robi. Ale on bardzo dobrze robi(u)ł, jak nakazał ten diabeł. I powiedział mu ten pan (diabeł): Dobrze wsćsko jes(t), udało mi się, dobrze robis, tak rób, jak robis, to będzie dobrze, bo ja terazki juz do ciebie nie przyńdę, az twoje trzy lata przejńdą. I trzy lata przesły i pan (diabeł) przyseł, i bardzo mu się podobała ta jego robota. I tak mu powie: Mój Matyjusu, ugódź się u mnie jesce na śtyry lata. to będzie do kupy siedem lat; ja ci zasługi poprawię, i wicbtu i trunku. A on ckopiec: Panie, jesce zostanę u ciebie, bo mi tu dobrze. Jak ten pan (diabeł) odchodził, to mu jesce przykazał, aby meńsego ognia, ani więksego nie palił pod ten kocioł. I posed od nieI on przepalił znów półscwarta roku, a w tym kotle to ino coś tak sobie usiłowało: au-u-u, au-u-u, a-u-u! I on sam powiada do siebie: Juzech tu jes(t) półsiodma roku, a jescech do tego kotła nie wejźrzał; mam od pana zakazane, ale ja wejźrzę do niego, bo ja musę wiedzieć, co sobie tam tak usiłuje w onym kotle. I on odetkał troskę tego dekla, a tam siedzi ten pan jego, co go tak wybił, jak był na s(ł)uzbie u niego. I on Mateus mu powiada: Aha, panie, toś tu jes(t) w tym kotle? — A ten pan: Smiłuj się Matensu a nie kładź takiego ognia wielkiego pod ten kocioł. A on wzion, kocioł zawar(ł), i jesce więksego ognia poprawił i powiada mu: Jakeś mię ty panie wybił, tak ja ci teraz z-godzę dobrze. I on wielki ogień kładł, a ten pan bardzo se w tym kotle usiło wał. I jesce nie wyseł siódmy rok i ten jego pan (diabeł) przyseł do niego. I tak mu powiada: Mateusu, jakech od ciebie odchodził, przykazał ci. żebyś więksego ognia nie robił, ani do tego kotła zaglądał, a tyś tam wejźdrzał. A Mateus: Panie, ja słysał, co tak usiłuje w tym kotle, ja chciał wiedzieć, co tam jes(t), i ja-ch tam widział pana swego, co mnie na ty służbie wybił, i za to jesce mu lepsego ognia pod kotły poprawił. Ten pan (diabeł): Ujmij jedno drewko meny, a mensy ogień kładź, bo ja tu do ciebie nie przyjdę, az twój rok przejńdzie, i będzie siedm lat. I on go posłuchał i ujon jedno drewko menij, jak miał kłaśdź. I siódmy rok przysed, i ten pan (diabeł) do niego przysed i powiada mu: Słuchaj Mateusu, juz twój rok doseł; terazki sobie mozes iść na świat i sukaj sobie zony. i mozes się żenić, a jak sobie zonę (g)dzie wysukas, to przydź tu do mnie po zasługę; ja pojadę z tobą na twoje wesele. I ón Ma teus posed na świat. Idzie sobie drogą; kto go napotkał bardzo go się bał; w(ł)osy miał na głowie d(ł)ugie az na ramiona, broda d(ł)uga az po pępek, pazury u rąk d(ł)uzse jak palce, i carny tak, jak diabeł, bo bez całe siedem lat się nie mćł. (G)dzie zaseł do wsi, każdy powiedział: Diabeł idzie. (G)dzie zased do ka(r)cmy, wsyscy z ka(r)cmy ludzie pouciekali przed nim. I ón se wzion wódki, bułków, napił się, pojad i posed. Przychodzi ku drugi wsi i po wiada sobie: Miły Boże, cóz mnie się tez ci ludzie boją, kiedy ja sobie nie mogę dać głowy ustrzydz ani u rąk paznotów poobrzy- nać, ani się umyć, bo mi ten pan zakazał, abych się nieochłudził, az sobie zonę wynajdę. I przysed do tój wsi i wlaz do tej ka(r)cmy i tam trze panowie w karty grają. I ci dwa panowie ograli tego jednego pana ze wsćskich piniędzy, i ten pan przegrał jesce konia, kolasę i stangryta, i na ostatku jesce swoje dobra sadził, i te dobra przegrał. I ci dwa panowie powiedzieli temu, co przegrał: Teraz sobie mozes iść i do diabła. A tego Mateusa przy drzwiach, jak wlaz, nie widzieli. I ten pan co przegrał dobra, wstaje i dziękuje im za to, co go tak ograli ze wsystkiego; i zabiera się od nich odchodzić, a ten Mateus powiada: Panie, nie chodź! mas tu parę 1191 ] GÓRNY SZLĄSK 53 talarów odemnie, graj jesce ś nimi a niebój mię się, bo-ch ja jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale-cb był bez siedem lat na puscy. i tak-ech zarós i ocerniał. Ale óni wsescy trzech go się bali, bo myśleli prawie, ize to diabeł jes(t). I óni się znów dali do tych kart, i grali. I ten pan. co pozycył sobie tych parę talarów, tak tych dwóch panów znów ograł ze wsyskich piniędzy. Piniądze i dobra swoje poprzegrawali, on wygrał wsśsko od nich, i powiada: Terazki idź cie sobie obadwa do diabła. I oni pośli prec. I ten pan, co został, zapytał się Matyusa: A cóześ ty jes(t) za jeden? — On: Panie, nie bój mnie, bo ja nie jes(t) diabeł, bo ja-ch jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale był-ech bez siedem lat na puscy, tak-ech ocyrniał i zarós(ł), i teraz bych się rad ożenił, kiebych se móg zonę kędy wynajść. A ón mu powiedział: Mój kochany Mateusie. ja mam trzy córki, to ja tobie dam jedną, która cię będzie chciała, za to coś mnie ty pozycył tę parę talarów, co ja te dobra wygrał, i tak terazki po- jedzies do moich dobrów se mną. Pan wsiad do kolasy, i ón za nim; wsiedli i pojechali do domu. I jak przyjechali do domu, tak ten pan zawołał swoich trzech córków na dwór. bo onego nie chciał wziąść do pałacu, zeby się te panienki jego nie wylękały, ize taki carny był. I jak te panienki na dwór wylazły, tak im ten ojciec powiedział: Teraz moje córki powiedzcie mi, która będzie chciała tego c(ł)owieka, bo jedna s was trzech go wziąść musicie, bo ón mnie tak dobrze ucynił, co ja swoje wygrał nazad i drugich jesce dobra wygrał jeich. Tak, która go weźnie-cie, to ja jemu dobra jedne oddam i będzie panem. Ta najstarsa powiedziała: Choćby mnie zaraz diabeł wzion, tobych go nie chciała. Ta druga powie działa: Choćbych się zaraz utopić miała, to bych go nie chciała. Ta najmłoda powiedziała: Choćby mi inny we złocie stanon, to go nie chcę, ino tego. I diabeł przyseł, i wzion tę najstarsą córkę; i ta druga do studnie weskocyła i utopiła się. Tak on powiedział temu panu (ojcu córki): Pójdę do tego pana (diabła), co-ch u niego służył, po zasługę. I ón zaseł do piekła do tego pana po zasługę i powiada: Juz-ech sobie zonę wynalaz, teraz mi daj moją zasługę. A ten pan (diabeł) mu odpowie: Dobrze jes(t), Matejusku, idź sobie do domu, a idź do kościoła i weź ślub, a ja ta za tobą przyjadę na twoje wesele. Jak tam przyjadę, to tobie twoją zasługę odclam. I ten pan tej
      • madohora Re: Legendy 13.10.19, 21:44
        Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U nóg jśj także biała i różana0 jasnym włosie klęczała dzieweczka,Coś bardzo smutna i łzami zalana,Lecz także miała rumiane usteczka1 takie oczy z lazuru i słońca,Iż snać z jej twarzy łezkę przeźroczystą Śmiech łatwo spędzał i wnet w promienistą Zamieniał iskrę tęczy lub miesiąca.

        95Nad ogniem stoją dwie ciemne postacie: Starzec na kiju oparty o ziemię I piękny młodzian w jeńca wschodniej szacie. Na licach obu znać Kirgizów plemię —Na licach obu żal swe ślady ryje,Lecz dość raz spojrzeć na młodziana skronie, liaz widzieć wielkość co mu z oczu bije,B y poznać duszę, co mu gore w łonie;I by odgadnąć, że pojman za młodu,Miał być przewódzcą dzielnego narodu.Starzec doń ze czcią przemawia głęboką,I w twarz schyloną lepiąc bystre oko Zda się pocieszać, to znów napomina Z czułością ojca i pokorą syna.Młodzian stał milcząc nieruchomy, blady, Oblany ognia czerwonym połyskiem;Nagle się ocknął i dłoni uściskiem Wiernemu słudze dziękując za rady:„Starcze, zawołał, w żadnej ludzkićj mowie Niema wyrazu, co mój żal w ypow ie!W zbolałćj głowie w-ije się powoli j Myśl — ta nić czarna wysnuta z całuna; Chwilami zadrży jak pęknięta struna!W tedy się budzę... i jak serce boli! Namiętność życia targa śmierci szałem,Dusza się miota i spocząć nie m oże!
        86Długo pomocy Allaha błagałem —Dzisiaj zapóżno — mnie piekło wspomoże! Dzisiaj zapóżno! W y duchy podziemne Lejcie żar piekła, duszę spalcie — strujcie — A serce z piersi stłumionej w yzujcie,Bo jeszcze kocha to serce nikczemne!Kocha — choć ogniem nienawiści gore;Wre żądzę zemsty — to znów słabe, drżące, Za jeden uśmiech, jeden uścisk, skore Pod stopy lubćj rzucić serc tysiące\ ...Gdybym jak ojciec był księciem narodu,I na bój wodził wojowników krocie,Dawnoby gwiazda Koniecpolskich grodu Jaśniała w białym Kirgiza namiocie!Lecz jam niewolnik — spętany, zgnębiony, Mnie wić się podle — i gniewać się skrycie,I żuć wędzidło — i rwać się szalony,A jam tak młody i tak długie ży c ie !...O gdzieżeś! gdzieżeś mój koniu bułany,Me jasne niebo, mój stepie bez końca,Mnie duszą mury, krępują kajdany,Mnie brak powietrza, przestrzeni i słońca!“Umilknął. Rękę przycisnął do czoła, Chcąc siłą stłumić uczucia wezbranie; Lecz wpośród ciszy drzemiącej dokoła Tak dzikie z piersi dobyło się łkanie,
        9?Iż skrzydłem wiatru niesione przez wody Trąciło groźnie w okno Wojewody,I coraz słabsze płynęło pow oli,Jak cicha skarga miłosnćj niedoli,A ż przez okienko, sunąc między kwiaty, Wbiegło do jasnćj dziewiczej komnaty.A starzec dumał — i śledząc u góry Jasne gwiazd roje, na ziemi z pośpiechem Kreślił dziwaczne cyfry i figury.Wreszcie się podniósł z proroczym uśmiechem, A rzadko, uśmiech sine krasił u sta,Spojrzał dokoła, czy kto nie podsłucha?Lecz nie — noc ciemna, wszędzie cichość głucha, Drzemią namioty i równina pusta__„Synu, rzekł zwolna, nie rozpaczać tobie!Łzom nie przystało na twarzy Selima.Nam trzeba działać; bo spoczynek w grobie Temu należy — kto końca dotrzyma.Czy widzisz synu ten obłoczek biały Wśród niebios wielkiej zgubiony przestrzeni? Chmury go czarne długo zakrywały,Mdlał, księżycowych pozbawion promieni.A teraz — patrzaj! znikły chmur zasłony, Księżyc go blaski srebrzystemi pieści!13
        98I ty mój synu, bez chwały, bez części Wpośród chmur czarnych nieszczęścia rzucony, Niedługo ujrzysz twą smutną niewolę Zmienioną w hołdy pokornego ludu,I w stepie skrzydła rozwiniesz sokole: Czytałem w gwiazdach — spodziewaj się cudu ! Nim błyśnie zorza, wodze chrześcian pilni Zbiorą swe wojska w odzieźach ze stali,I Wojewoda z grodu się oddali,A my zostaniem przebiegli i silni.Broni nie braknie — gdy zapłacim w złocie, Dziewczyna lekka — a koń bystry w locie! Kozumiesz synu?"Śniada twarz młodziana Błysnęła, żywym rumieńcem oblana.Chciał coś przemówić, lecz wargi blednące Silne wzruszenia zawierało drżenie;A starzec Pana szanując milczenie,Patrzał ja k w słońca w oczy pałające,I snać w nich dobrą odpowiedź w yczytał,Gdyż dłoń Selima biorąc w obie dłonie,W iódł go jak dziecię i więcćj nie pytał,Aż znikli razem w namiotu zasłonie,A gorejące ogniska ostatkiI fale, wiatru toczone oddechem,Dzikićj rozmowy pozostałe świadki Szeptały długiem i przeciągłóm echem__-s * 8 - i -g s=-
        IV.Przed świtem w zamku pełno zgiełk u , w rzaw y: Tam zbroją ludzi, tu konie kulbaczą,Tam słychać śmiechy, tu kobiety płaczą, Wszędzie wre żądza do boju i sławyI wszędzie ręce do pracy gotowe,Tak, że gdy pierwszy promy czek złocony Przez mgliste ranku przedarł się zasłony, Oświecił zbroje i hełmy stalowe;Bo już stał w rzędzie jasny, okazały Kwiat polskićj młodzi z piersiami wrzącemi, Zelaznćm skrzydłem rwąc się na szczyt chwały, Sercem przykuty do ojczystej ziemi!Już w bramie czeka rumak niecierpliwy,Już ziemię grzebią polotne kopyta,Rwie się z rąk giermka i wstrząśnieniem grzywy Z radosnćm rżeniem swego pana wita.
        100Już przed wielkiemi kamiennemi schody,W srebrzysty pancerz i hełm złoty zbrojna, Stoi poważna postać W ojewody,Przy nim Nawojka smutna lecz spokojna.Już pożegnania pocałunek długi Żałośnie zawisł na perłowej skroni,I z oczu starca zpod żelaznćj dłoni Dwie łez gorących stoczyły się strugi.Już dosiadł konia — prawicy skinieniem Powitał wojsko stojące wokoło,I tysiąc piersi jednogłośnćm brzmieniem Okrzykiem wodza przyjęło wesoło.Na okrzyk wojska odpowiedział echem ,Jakiś śmiech dziki, szyderczy, przerwany, Gkłzieś z głębi ziemi — takim chyba śmiechem Uwiódłszy duszę śmieją się szatany.Zdziwieni wszyscy dokoła spojrzeli,Zkąd się odezwał ten głos niespodzianie;Lecz nikt się nie śmiał — i tylko widzieli,Jak się cień lekki przesunął po ścianie. Nawojka — czy ją przejął strach proroczy,Lub treść zagadki niemiłćj odgadła?0 mur się wsparła i nagle pobladła1 drżącą ręką zasłoniła oczy.
        101Lecz nikt nie zważał na dziewczęcia trwogę, Bo już czas naglił, już trąbki zagrały,Już biały orzeł pokazywał drogę,A za nim jasne proporce powiały.Biedna Nawojka na szerokie schody Wstąpiła smutnym i powolnym krokiem,I w ową stronę podążyła okiem ,Gdzie zniknął,w cieniu rumak Wojewody:I tak widziała, jako w rzędzie długim Szeregi wojska ciągnęły w przestrzeni,I jako jeden proporzec za drugim K rył się i niknął pośród drzew zieleni.Tam promień słońca, jak Boga spojrzenie, Światłem i ciepłem oblewał rycerzy I blask chorągwi, szyszaków, pancerzy Stokroć słoneczne odbijał promienie;A kiedy święta pieśń „Boga Rodzica11 Ostatniem echem wzleciała do góry,Do komnat zamku wróciła dziewica I promień słońca schował się za chmury. —-S3S--8--8SE&-
        102V .Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U n
      • madohora Re: Legendy 16.09.20, 00:21
        Kszysztofory

        Według innej legendy duchem "Białej Damy" ma być duch żony Sebastiana Lubomirskiego - Anny z domu Branickiej. Podobno po przedwczesnej śmierci swego męża miała zapisać duszę diabłu by go chociaż jeszcze raz móc ujrzeć. Żałując swego czynu pod koniec życia zaczęła oddawać się modłom i umartwianiu. Jednak to się nie udało i duch jej pokutuje po dziś dzień w pałacu. Widmo Anny Lubomirskiej miało się niejednokrotnie ukazywać pod postacią "białej damy" przepowiadając bliską śmierć lub choroby osobom które je widziały.
        W dawnych rocznikach Krakowa odnotowano opisy zdarzeń związanych z "Białą Damą" i tak w 1769 roku pałac pod Krzysztoforami nabył biskup Kajetan Sołtyk, który właśnie powrócił z rosyjskiej niewoli. Osiedlił się ze swoim sekretarzem Ossowskim i siostrami pozostającymi na jego utrzymaniu. Biskup żył w całkowitym odosobnieniu od reszty świata a czas spędzał na modlitwach i rozmyślaniach.
      • madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:10
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/mDg836QsYdPUa8jIX.jpg

        KOŚCIÓŁ NA SKAŁCE
      • madohora Re: Legendy 17.09.20, 23:54
        Krakowskie Krzemionki

        Na jednym ze wzgórz w Krakowie znajduje się Kopiec Kraka według legendy ma on być mogiłą założyciela Krakowa. Naprzeciw stoi niewielki kościółek pod wezwaniem Świętego Benedykta. Kościółek prawdopodobnie pochodzi z XIII wieku ale prawdopodobnie jest starszy. Wokół kościółka krąży legenda, że miał tutaj mieć swój warsztat legendarny mistrz Twardowski, w którym odprawiał czarnoksięskie praktyki, studiował magię i spotykał się z czartami.
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:20
        W przyściółku Podpolichno, położonym nad rzeczka Hutką opodal historycznej Miedzianki, znajduje się cmentarz wojenny z 1915 r. leży on przy rozwidleniu drogi wiejskiej, tuż na zapleczu domu nr 10 w sosnowym lasku.
        Cmentarz założono na planie prostokąta o wymiarach 18 na 12 m teren jest piaszczysty. Miejsce grzebalne zawiera 20 czworobocznych kwater różnej wielkości, w siedmiu rzędach. Są one porośnięte murawą.
        Urszula Oettingen /1988/: "Cmentarze I wojny światowej w województwie kieleckim", podaje, że dawniej na cmentarzu tym było 30 kwater, dwie posypane żwirem. Stał tam duży drewniany krzyż z tablicą, gdzie wyszczególniono nazwiska 121 żołnierzy rosyjskich z 184 Pułku Piechoty, którzy polegli tu w 1915 r. walcząc z Austriakami.
        Krzyż drewniany spróchniał i rozpadł się wraz z tablicą, która stanowiła jedyne epitafium. Cmentarz dawniej był ogrodzony żerdziami na drewnianych słupkach. Po zakończeniu drugiej wojny światowej, władze prosowieckie nakazały uporządkować go. Został ogrodzony metalowymi rurowymi pachołkami, spięty żelaznym łańcuchem. Postawione bez zafundamentowania, wykonany ze zbrojonego cementu pomniczek, który nie był dekoracyjny i wykonany tandetnie. Zjawiska mrozowe rozsypały go i części wyrzucono do lasu za cmentarzem. Leżą tam dotąd.
        W 2002 roku dokonano ponownie uporządkowania cmentarza. W miejscu krzyża drewnianego wkopano żelazny, spawany z rur i przy nim ustawiono kamienną tablicę informacyjna z napisem: "Cmentarz wojenny 1914 + 1915, 121 żołnierzy poległych w pierwszej wojnie światowej, prawem chroniony". Nowy krzyż jest w wersji katolickiej, nie prawosławnej.
        Tablica inskrypcyjna z białego marmuru stoi na podłużnym granitowym postumencie, zakotwiczonym w płycie poziomej z marmuru bolechowickiego. Ogrodzenie łańcuchem zachowało się. Od strony wejścia, pachołki rurowe zastąpiono ciosanymi z różowego piaskowca.
        Na uwagę zasługuje fakt, że mieszkańcy Podpolichna otaczają cmentarz wojenny szczególną opieką. Nie jest on dewastowany, jak inne podobne mu w Polsce. Przy tablicy układane są kwiaty i palone znicze. Jest to ze wszech miar godne pochwały i świadczy dobrze o mieszkańcach przyściółka Podpolichno
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:26
        Po drugiej wojnie światowej, gdy szkoła podstawowa w Chęcinach mieściła się w budynku poklasztornym, nauczyciel fizyki przyniósł w ramach programu nauczania i sprezentował uczniom dawny radioodbiornik, w którym jako prostownik stosowany był półprzewodnik "kryształ galeny (kruszcu ołowiu)" pochodzący z rejonu Chęcin.
        Uczniowie podjęli konstrukcję takich prostych radioodbiorników słuchawkowych, zwanych detektorkami, i zorganizowano wycieczkę do góry Ołowianki po kryształki galeny.
        Wycieczka szła nie przez wieś Polichno, ale polnym traktem na skróty. Podobno tam prowadziła staropolska droga łącząca Miedziankę z Chęcinami. Nauczyciel wskazywał góry, gdzie były dawniej kopalnie galeny - siarczku ołowiu zwanego ołowianką.
        A więc od strony południowej: Góra Zamkowa, przełęcz między Beyliną i Rzepką, Panieńska Górka, Sosnówka, Zegzela, Zembrowica i koniec. Dlaczego? Bo w paleozoiczne pasmo chęcińskie zostały przy Polichnie wciśnięte skały triasowe nieokruszcowane.
        Wykład trwał dalej. Od północy kruszec kopano w Jerzmańcu zwanym dziś Czerwoną Górą, w Górze Miejskiej i Okrąglicy. W rejonie Piekła gałęzickiego i na Ołowiance.
        Wycieczka dotarła na miejsce. Podłużna wapienna góra leżała między Miedzianką i Ostrówką. Miała prawie kilometr długości. Uczniowie zaopatrzeni byli w świeczki, elektryczne latarki, młotki, dłuta i plecaki. Do wyrobisk górniczych prowadziła ścieżka wśród olszyn, brzegiem mokradła Trzciniec. Tam wypływo źródło będące cieplicą, gdzie zimą woda nie zamarzała i unosiła się w powietrzu para. Nocowały tam dzikie kaczki, żerując wśród wodorostów.
        Wyżej leżał kilkutonowy głaz wapienny oberwany ze zbocza góry i widniało wejście do sztolni. Miała w pionie prześwit ponad półtora metra i pozoslał ślad po torowisku kolejki kopalnianej o drewnianych szynach, gdzie wózki wywrotki, zwane kolebami, popychano ręcznie. Sztolnią wywożono kruszec ze środka góry. Długość wyrobiska wynosiła 150 m. W dwóch miejscach górnicy próbowali kuć boczne chodniki, bo natrafili tam drobne żyłki kruszcu. Sztolnia prowadziła do podszybia.
        Szyb wykonany w szczycie góry miał głębokość 30 m. Był bardzo nieregularną pustą komorą po wydobytym kruszcu. Miejscami szerokość pustki osiągała 10 m. Z góry dochodziło dzienne światło. Galenę widać było wszędzie. Tworzyła wraz z białym krystalicznym kalcytem naskorupienia skalne i żyły przecinające w różnych miejscach wapień. Były one ukierunkowane i biegły z północy na południe.
        Sztolnia prowadząca do szybu miała widoczną w swym stropie żyłę kruszcową, tę samą, którą wybrano, głębiąc szyb. Stąd wniosek, iż żyła przecinała całą górę Ołowiankę z północy na południe. Sztolnia służąca później do transportu, dawała podczas jej drążenia kruszec. W żyle prócz kalcytu i galeny występował krystaliczny, różowy siarczan baru zwany barytem, a dawniej szpatem ciężkim. Był on zmorą dla hutników, bo miał ciężar właściwy zbliżony do galeny i przy flotacyjnym wzbogaceniu urobku na płuczkach pozostawał w korytach z kruszcem.
        Obok omawianego wyrobiska po stronie zachodniej znajdował się nieczynny kamieniołom po inwestorach braciach Łaszczyńskich, którzy wydobywali tam bloki wapienne przeznaczone na marmur w kolorze ciemnym, prawie czarnym, z białymi żyłkami. W północnej ścianie kamieniołomu odsłoniło się drugie wystąpienie żyłowe galeny, które umknęło uwadze staropolskich górników i nie było eksploatowane.
        W 1950 r. Kieleckie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego podjęło wydobycie wapienia z Ołowianki i góra po kilku latach przestała istnieć, podobnie jak położony obok Kozi Grzbiet. Obecnie wydobycie wapienia odbywa się w tym terenie na górze Ostrówce.
        Nie jest znana historia eksploatacji galeny na Ołowiance. Wiadomo jedynie, że nie były to roboty gwareckie, lecz poważna inwestycja austriacka po trzecim rozbiorze Polski, albo roboty z funduszu rządowego w okresie staszicowskim.
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:34
        W Górach Świętokrzyskich są dwa miejsca, gdzie niegdyś eksploatowano kruszce i rudy miedzi. Jest to wieś Miedziana Góra, leżąca w pobliżu Kielc, przy drodze do Piotrkowa Trybunalskiego i wioska Miedzianka wraz z górą, znajdującą się w zachodniej części Pasma Chęcińskiego, opodal Wiernej Rzeki.
        Na początku XX wieku eksploatację na Miedziance wznowili dwaj chemicy, bracia Łaszczyńscy, posiadający doktoraty. W wymienionym miescu prowadzili oni prace górnicze za miedzią przez trzydzieści pięć lat. Dzięki temu weszli chlubnie w poczet entuzjastów wskrzeszenia górnictwa staropolskiego.
        Ród de Verbno Łaszczyńskich wywodził się z Wielkopolski. Wiadomo, że Władysław Józef, chemik izootechnik był szlachcicem, urodzonym w Łaszczynie koło Kościana. Kupił on Powązki, przeniósł się tam i miał czterech synów. Wybił się Jakub Ignacy. Przejął po ojcu majątek i został prezydentem Warszawy. Był również gubernatorem cywilnym warszawskim, członkiem Rady Stanu.
        Brat Jakuba - Stanisław, zawodowy wojskowy, został wywieziony na Sybir za działalność patriotyczną. Wrócił do Polski i nabył majątek Grabowo. Wychował trzech synów: Władysława, Bolesława i Ignacego. Ukończył chemię organiczną i doktoryzował się w 1862 roku. Syn jego - Bolesław studiował w Niemczech archeologię. Władysław został skoligacony z Potockimi do Łańcuta. Budował tam gorzelnię oraz cukrownie.
        W swych dobrach modernizował stare cukrownie i wprowadzał stacje meteorologiczne, prognozując pogodę dla prawidłowej hodowli buraka. Gdy w 1871 roku zmarł mu ojciec, Władysław wrócił z Galicji do Wielkopolski, sprzedał Grabowo i kupił majątek Stulisławice koło Kalisza. W Czernichowie pod Krakowem rozbudował i unowocześnił szkołę rolniczą. Sprowadzał bydło dojne z Moraw. W 1892 roku zapadł na gruźlicę. Po trzech latach choroby zrezygnował z Czernichowa nad Wisłą, zostawiając w szkole nauczyciela i kapelana. Wrócił do rozbudowanych wcześniej Sulisławic i przeziębiwszy się zmarł. Pochowano go we wsi Dobrzec, opodal Kalisza.
        Osierocił czworo dzieci: Stanisława, Bolesława, Ignacego oraz córkę Zofię. Syn zmarłego - Stanisław ukończył gimnazjum św. Anny w Krakowie. Wstępując na Uniwersytet Jagielloński złożył swój życiorys napisany po łacinie. Znał biegle grekę. Po czterech latach uznał, że poziom nauczania jest niski i przeniósł się do Berlina. Ukończył tam studia. Doktoryzował się w roku 1894. Tematem pracy była hydroelektroliza rud cynku z pozyskaniem gazów przemysłowych: tlenu i wodoru.
        Dwa lata młodszy Bolesław, po ukończeniu tego samego gimnazjum, studiował w Krakowie chemię. W Niemczech obronił doktorat z filozofii.
        Trzeci brat Ignacy ukończył szkołę rolniczą i został w Sulisławicach na gospodarstwie. Doktor Stanisław Łaszczyński, wróciwszy na teren ziem polskich, opatentował opracowany przez siebie sposób elektrolitycznej rafinacji miedzi, czyli otrzymywanie jej z rudy i kruszcu nie metodą hutniczą, ale chemiczną. Była ona tańsza i wydajniejsza.
        Ponieważ używa się dwojakiej nazwy na użytkowe związki kopalne miedzi: kruszce i rudy, wyjaśnić należy pokrótce, że kruszec jest wiązaniem beztlenowym powstałym przy wysokiej temperaturze w głębi ziemi, a ruda to produkt zwietrzenia kruszcu. Miedź rodzima metaliczna w zlożach jest kruszcem, ale miedziana blacha na dachu zieleniejąc daje rudę dwuwęglan, zwany malachitem.
        Stanisław Łaszczyński, chcąc zastosować praktycznie swój patent, rozglądał się za złożami miedzi. W 1900 roku przybył na Kielecczyznę. Dwa lata poźniej osiadł w Miedziance i sprowadził tam do pomocy brata Bolesława. Ignacy z Sulisławic wspierał materialnie braci. Potem zmuszeni byli założyć spółkę akcyjną dla zdobycia potrzebnych na rozruch zakładu pieniędzy.
        Pierwsza wojna światowa przerwała Łaszczyńskiemu roboty. Potem okazało się, że okupant austriacki w ciągu cztarech lat wyeksploatował im złoże miedzi, wobec czego spółka górnicza podjęła wydobycie i przerób innych kopalin mineralnych na tym terenie.
        Dnia 5 września 1939 roku rozjuszony żołdak niemiecki zastrzelił na ulicy w Kielcach doktora Stanisława, gdy ten wstawił się za kobietą, u której męża znaleziono broń. Był to dzień wkraczania do miasta hitlerowców. Trwały walki. Nie wiadomo, gdzie Łaszczyński został pochowany. Był on kawalerem.
        Boleslaw przetrwał w skrajnej nędzy II wojnę światową w Miedziance. Zmarł 17 kwietnia 1947 roku i został pochowany na cmentarzu w Bolminie. Pozostawił żonę i sześcioro dzieci. Synowie to: Władysław i Stanisław Roman. Ten zamieszkał w Gdyni i był wybitnym ekonomistą. Córkami były: Zofia - zmarła wcześnie w wieku 16 lat, pochowana w Bolminie, Stefania, Izabela (Iza), Olga (zwana Iną).
        Owdowiała Maria Łaszczyńska, zwana w rodzinie Marianną, żyla w Miedziance z czynszu za połowę swego domu mieszkalnego, którą oddała dla szkoły. Przenosząc się do córki Stefani - nauczycielki w Sierszy, pod koniec lat 50-tych sprzedała budynek Józefowi Walasowi z Zajączkowa za 40 tyś. zł. Zamieszkał on tam ze swą żoną nauczycielką, Rosjanką, która jako żołnierz przeszła w walkach frontowych od Lenino do Berlina. Bezpośrednio po wojnie uczyła dzieci w Miedziance, nosząc sowiecki mundur.
        Po śmierci nowego właściciela drewniana willa Łaszczyńskich popadła w ruinę. Walasowie mieli dwóch synów i dwie córki. Pani Maria, likwidujac rzeczy w Miedziance, wysprzedała duże, cenne, niepowtarzalne zbiory mineralogiczne z tamtejszej kopalni. Doktor Stanisław za życia wydał drukiem w „Chemiku Polskim” dwa artykuły o budowie złoża w Miedziance oraz o elektrolitycznym otrzymywaniu miedzi.
        Gdy w 1923 roku zmarła Łaszczyńskim szesnastoletnia córka Zofia, wybudowano na cmentarzu w Bolminie grobowiec z czerwonego piaskowca gałęzickiego. W 1928 roku pochowano tam 86-letnią matkę inwestorów Miedzianki, żonę Władysława Łaszczyńskiego - Marię. W grobowcu spoczął także Bolesław. Wtedy nie miał kto wykuć na kamieniu jego nazwiska. Sic transit gloria mundi. Tak przemija sława tego świata.
      • madohora Re: Legendy 03.06.21, 19:44
        Święty Florian, żołnierz i męczennik zabity 4 maja 304 roku jest patronem strażaków, hutników i przewodników. Według wersji najstarszego zachowanego życiorysu z ósmego wieku wiemy, że Florian był za panowania cesarza Dioklecjana oficerem w wojsku rzymskim, stacjunującym w Mantem koło Krems na terenie dzisiejszej północno - wschodniej Austrii.
        Aresztowanie za głoszenie wiary chrześcijańskiej i przewieziony do obozu rzymskiego w Lorech koło Wiednia, został na wniosek Akwiliana namiestnika prowincji, ubiczowany. Gdy pozostał przy swej wierze, szarpano jego ciało hakami żelaznymi i utopiono męczennika w rzece Enns. Ciało odnalazła kobieta Waleria i zostało z szacunkiem pochowane, a później nad grobem powstał kościół benedyktów, przemianowany z biegiem czasu na kanoników laterańskich.
        W 1407 roku mieszczanin chęciński Sebastian Smyk spowodował pożar miasta. Decyzją sądu najwyższego w Krakowie, podpalacz został wygnany. Kolejny pożar miasta miał miejsce w 1465 roku. Spłonęło wtedy archiwum i ucierpiał od ognia zamek. Kazimierz Jagiellończyk odnowił przywilej lokacyjny, nadał mieszkańcom prawo korzystania z kopalń, a Jan Olbracht zwolnił miasto z opłat i nadał kopalniom prawo olkuskie. W 1507 roku pożar zniszczył Chęciny i spłonęły akta, które odtworzył Zygmunt Stary. Później Zygmunt August odnowił górnicze prawo "Jura montana". Rokoszanie Zebrzydowskiego i księcia Janusza Radziwiłła spalili Chęciny w 1607 roku. Zniszczyli też zamek. Odbudował go w 1610 roku starosta Stanisław Branicki. W 1634 roku udało się opanować kolejny pożar, który nie wyrządził większych szkód. W Jędrzejowskim klasztorze cystersów zachował się fresk wyjaśniajacy, że pożar zgasł dzięki modlitwie błogosławionego Wincentego Kadłubka, który dostrzegł z klasztoru dym nad Chęcinami.
        W wielkanoc 1 kwietnia 1657 roku wojsko Jerzego II Rakoczego i Kozacy Bohdana Chmielnickiego spalili Chęciny wraz z zamkiem, który według relacji "Przeglądu Tygodniowego" (1875 roku) płonął 3 dni. Według lustracji z 1660 roku spośród 341 domów pozostało 48.
        W 1670 roku od pioruna wypaliło się wnętrzne szpitalnego kościółka św. Ducha przy obecnej ulicy Ogrodowej. Obiekt odbudował w 1673 roku starosta Stefan Bidziński. Kościół nie był użytkowany i spalił się ponownie, gdy nocujący tam włóczędzy zaprószyli ogień.
        Był rok 1701, gdy pożar objął w Chęcinach klasztor żeński. Sytuację częściowo opanowano, ale kolejny pożar miał miejsce w 1731 roku.
        Miasto ponownie płonęło po 14 latach... "teraz przez ogień w roku przeszłym 1745 ogniem przypadkowym spalone i zrujnowane, osobliwie rynek cały". Podczas "burzy zenitalnej" w 1771 roku piorun uderzył w kopułę kościoła franciszkanów, przedostał się do środka, obiegł z głośnym chukiem nawe, pozostawiając okopcony ślad i nadtopił srebrną ramę obrazu Matki Boskiej, która znalazła się na jego drodze. Wizerunku nie naruszył. Zakonnik dzwoniący tam na Anioł Pański, padł ogłuszonu ale nie doznał szwanku. Przypadek uznano jako prognostyk na przestrogę.
        W 1789 roku wybuchł pożar w browarze Żyda Abrama Pejsachowicza. Ogień ugasili mieszkańcy Chęcin, którym pomagali obaj burmistrzowie: Tomasz Nowicki i Bogusław Madejski. Do akt miejskich wpisano, że kuzyn właściciela browaru Abram Fajgiel, będąc w szoku używał plugawych słów i na skutek zbytniego rozmachu zakrwawił oblicze jednego z burmistrzów.
        Gdy Moskale w 1794 roku pustoszyli Kielecczyzne, tłumiąc powstanie kościuszkowskie, spalono szereg folwarków chęcińskich. Zgliszcza według stanu z 1796 roku opisał Stefan Żeromski w "Popiołach".
        W 1900 roku spłonęły na terenie miasta 4 stodoły. W kilka dni później spaliło się 6 domów.
        W kwietniu 1905 rpku pożar strawił dwie stodoły ze zbożem. Należały one do Karola Kruszczyńskiego i Stanisława Kołkiewicza. W maju 1905 roku wielki pożar zniszczył 100 domów, pozostawiając bez dachu nad głową kilkaset osób. Główny Naczelnik Kraju wydał pogorzelcom pięćset rubli zapomogi. Oddział Kieleckiego Banku Polskiego w Łodzi dołożył sto rubli. Gaszenie pożaru było uniemożliwione z powodu przechowywania w domach przez rewolucjonistów materiałów wybuchowych.
        W marcu 1909 roku na terenie sklepu Nocha Lipki, mieszczącego się w domu Mendla i Chai małżeństwa Ichowicz, dwunastoletnia służąca Gitla Posłuszna, rzuciła płonącą zapałkę w pobliżu naczynia z naftą. Wybuchł pożar. Sklepikarz Lipka gasząc ogień, został uduszony dymem. Straż pożarna opanowała ogień po trzech godzinach. W nocy z 14 na 15 czerwca 1909 roku spłonęło w Checinach 26 domów.
        Kolejny pożar 26 sierpnia 1935 roku zniszczył w mieście 14 domów mieszkalnych.

        Wszystkie nasze straży prawy
        Przyjm litośnie Boże sprawy;
        A gdy przyjdzie w ogniu brodzić
        Daj, aby nam nie mógł szkodzić.
        Władysław Tracz "Strażnik"
        Nr 9.I.1905
      • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:11
        Szczyt Babiej Góry pokryty jest rumowiskiem skalnym, które tworzą bloki piaskowca.
      • madohora Re: Legendy 06.03.22, 20:42
        Inna legenda natomiast mówi, że masyw jest w rzeczywistości skamieniałą kochanką zbójnika. Widząc martwego ukochanego, kobieta po prostu umarła z żalu. Niektórzy twierdzą także, że z nazwą ściśle związane jest to, że pod tą właśnie górą rozbójnicy przetrzymywali swoje branki.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:22
        W innym kościele również strachy ja kieś gospodarować zaczęły. Trzech śmiałków wybrało się raz, chcąc się o prawdzie prze konać, do owego kościoła. Z początku było cicho. Dopiero około godz. 12 w nocy stop nie ołtarza z trzaskiem się rozwarły, wstał z podziemia kościotrup i do trzech owych śmiałków szybkim podążał krokiem. Dwóch najodważniejszych uciekło, trzeci został na środku kościoła. Kościotrup pyta go: „Cze go żądasz?” „Niczego, odparł śmiałek”. „Idź, mówił dalej strach, pod ołtarz i wybierz sobie pieniądze, które są w trumnie”. Gdy jed nakże śmiałek wzbraniał się, strach sam po szedł do trumny, wydobył cztery kupki złota i wręczył je śmiałkowi mówiąc: „Dwie kupki złota ofiaruję tobie, a po jednej twoim towarzyszom, którzy cię opuścili.” To po wiedziawszy zniknął.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 10:53
        Topielec jest to syn boginki. Siedzi on zwykle w głębokiej wodzie i wabi tam kąpią cego się. Gdy kąpiący się nań wstąpi, topie lec chwyta go i topi, oddając jego duszę dja- błu, z którym i topielec i boginka w blizkich pozostają stosunkach. Topielec wychodzi cza sem z wody; gdy go jednak napotka kto na brzegu, to rozpływa się w mgłę i wraca zno wu do wody. Parowanie wody i lasów właś nie tem sobie tłumaczą, źe to topielce i bo ginki na świat wychodzą. Z gwiazd niektóre tylko znają; nazwy wedle ich wyrażenia podaję: mleczna droga, krzyż, kosy, baby i jutrzenka. Księżyc zowią także miesiącem; owe plamy na księżycu, to jużcić nic innego, tylko zawieszony mistrz Twardowski. Inni twierdzą, źe to św. Jerzy, na skrzypcach wygrywający. Grzmoty po wstają, gdy jedna chmura, przesuwając się koło drugiej, o nią się pociera. Błyskawica po wstaje, gdy niebo się otwiera, Dla tego cza sami błyska, mimo źe nie słychać grzmo tu. Płanetniki są to duchy, które nacią gają gradowe lub śnieżne chmury na tego, na którego się zagniewają. Lać na wodę, na ogień lub pluć nań jest grzechem. Grzechem jest również gasić pożar powstały od pioruna. Pożar taki gaszą, ale niechętnie, bo utrzymują, że taki pożar ugasić się nie da.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:17
        Nieszczęśliwa królewna.

        Królowa, umierając, upominała męża, aby się ożenił po jej śmierci z taką samą jak ona. Król, owdowiawszy, chciał ostatnią nieboszczki wolę wypełnić; było to jednak bardzo trudnem, bo pomimo źe kraj cały objechał, nigdzie podobnej nieboszczce nie wiasty znaleźć nie mógł. Przyjechawszy do domu, rzecze do córki: „Kiedy nigdzie nie mogę znaleźć dziewicy, matce twojej podobnej, to nic mi innego nie pozostaje, jak ciebie, córko kochana, za żonę pojąć”. A gdy dziewica podobnemu związkowi słusznie się opierała, rozgniewany król, obie jej ręce uciąwszy, zaszyć ją kazał w niedźwiedzią skórę i puścić w lasy. Błąkała się tedy po lasach przez lat 7, żywiąc się zdziczałemi owocami i korzonkami roślin; wreszcie pew nego dnia dostała się nocą do cudownie pięknego ogrodu, gdzie strzeżono złotych jab łek. Przybliżyła się do kupy jabłek kró lewna i zjadła jedno. Nazajutrz rano rachu ją jabłka, a ponieważ jednego brakowało, tedy odprawiono ze służby stróża. Właści ciel tego ogrodu, król bardzo sławny, miał trzech synów, z których jeden nie miał ro zumu, dwaj inni byli mądrzy. Jeden z tych mądrych ofiarował się strzec złotych jabłek. Aliści w nocy królewna, za niedźwiedzia przebrana, znowu jedno jabłko zjadła, co widząc, królewicz strzelił do niej. Niedź wiedź mniemany upadł, a królewicz, sądząc, że go zabił, odszedł do pałacu i opowiedział co zaszło ojcu. Na drugą noc drugiego mąd rego królewicza do strzeżenia jabłek wysła no. Niedźwiedź, ogłuszony tylko wczoraj, przychodzi znowu i zjada jabłko. Królewicz sprawił się z nim tak samo, jak jego brat wczoraj, a sądząc również, że zabity, udał sido pałacu i opowiedział co zaszło ojcu. Na trzecią noc zgłosił się trzeci, głupkowaty ów królewicz do strzeżenia jabłek. Za złe wzięli mu to bracia, mówiąc: My mądrzy, a nie mogliśmy ustrzec się przed jabłek kradzieżą, a, ty, głupcze, to potrafiłbyś? Ojciec jednak pozwolił mu pilnować jabłek. W nocy przy chodzi swoim zwyczajem niedźwiedź, a zjadł szy jabłko, umyka w głąb ogrodu, co zoba czywszy królewicz wypalił za nim. Niedź wiedź się przewrócił. Nie poprzestał na tern królewicz, ale podszedł i nadsłuchuje, a prze konawszy się, że ów niedźwiedź nie jest jesz cze martwy, przygotowuje się do skuteczniej szego ciosu, co widząc królewna, wstała i rzekła: „Panie królewiczu, nie zabijaj mnie, bo ja taki człowiek, jak i ty!” Co słysząc królewicz kazał jej iść za sobą, zamknął ją w pokoju i opowiada to ojcu. Król miał ogromną ochotę owego zwierza zobaczyć, ale królewicz przystał na to wtedy dopiero, gdy królewskie otrzymał przyrzeczenie, źe jej się nic złego nie stanie. Ojciec, przekonawszy się, że owym niedźwiedziem jest jakaś piękna niewiasta, kazał ją ubrać w szaty królewskie. Ubrana tak wyglądała pięknie, że wszyscy królewicze prosili teraz ojca, aby im ją po zwolił za żonę pojąć. Ojciec spór sprawiedli wie rozstrzygnął, oświadczywszy, źe prawo posiadania królewny służy najmłodszemu kró lewiczowi, bo on ją sobie właściwie upo lował. Ożenił się tedy z nią głupi ów królewicz, ale szczęście małżeńskie zostało niezadługo zamącone nagłym wyjazdem kró lewicza na wojnę. W czasie nieobecności królewicza, ona porodziła ślicznego synka, co miał złote włosy i srebrne paznogcie. Wysłano natychmiast posłańca z listami, do- noszącemi o tej radosnej nowinie. Posłańco wi wypadało w drodze zanocować; wstąpił tedy do chaty, gdzie przypadkowo mieszkała czarnoksięźniczka, która, podmówiona przez ojca byłej królewny, koniecznie unieszczęśli- wić ją chciała. Dała tedy owemu posłańco wi jakichś leków, po których spał tak twar do, że czarnoksięźniczka, przeczytawszy listy, do króla adresowane, a taką nowinę zwias tujące, zniszczyła je, a natomiast napisała, źe królewna porodziła psa i dworzanie za pytują się, co mają z nim robić. Król, otrzy mawszy list, zmartwił się niezmiernie, ale odpisał, aby noworodka, czemkolwiek on jes* - , pozostawić przy życiu dopóty, póki on nie po wróci z wojny. Posłaniec, wziąwszy listy, tą samą ku domowi udał się drogą. Czarno księźniczka, widząc przechodzącego, ciekawa, coby mógł nieść za odpowiedź, zaprosiła go na chwilę do chaty na szklankę herbaty.
      • madohora Re: Legendy 13.04.22, 16:22
        głupiej królewnie. Była gdzieś bardzo daleko, bardzo ładna królewna; starało się o nią wielu bogatych pięknych paniczów, ale ona za nikogo iść nie chciała, ino za jenerała. Oświadczał jej się oberst; ona przyrzekła mu rękę, pod wa runkiem, źe w nocy pójdzie na cmentarz, trumnę z kostnicy wyciągnie na środek cmen tarza i w niej się ułoży. Oświadczał jej się kapitan; przyrzekła mu swą rękę, pod warun kiem, jeżeli o północy, przebrany w przeście radło za śmierć, uda się na cmentarz i sta nie koło trumny, na środku cmentarza się znajdującej. I pierwszy i drugi, jeden o dru gim nie wiedząc, przyrzekli wypełnić waru nek, nałożony im przez królewnę. Wreszcie oświadczył się królewnie major, za którego ona iść przyrzekła, jeżeli o północy uda się na cmentarz i przebrany za djabła, stanie obok trumny, znajdującej się na środku cmen tarza. Major, również jak jego poprzednicy, warunek dopełnić przyobiecał. O godzinie 12 w nocy, obok leżącego w trumnie obersta, stanął z jednej strony kapitan w postaci śmierci, z drugiej major w postaci djabła. Strach ogarnął wszystkich niezmierny: ów śmiałek w trumnie aż zczerniał ze strachu, major umknął i ukrył się w kostnicy, kapi tan mur cmentarny przeskoczył i schował się w rowie. Na tych stanowiskach dotrwał każdy z nieszczęśliwych konkurentów do ra na. Rano dopiero poznali się wzajemnie, a przekonawszy się, jak okrutnie króleAvna z nich sobie zadrwiła, postanowili się zemś cić. Prostego żołnierza przebrano w mundur jeneralski i wysłano go z oświadczynami; niebawem się ślub odbył. Nie bardzo wpraw dzie małżonek podobał się głupiej królewnie, ale wystarczało jej to, źe był jenerałem. Pew nego dnia koło domu młodej mężatki manew rowało wojsko; królewna wyjrzała oknem, myśląc, źe na czele kompanji męża swojego zobaczy. Gdy atoli zobaczyła go w szeregu, jako prostego żołnierza, ze złości zemdlała i umarła.
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 14:52
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/BLTdRBc4cCkKZl4HtB.jpg
      • madohora Re: Legendy 21.06.22, 15:19
        SPOSÓB NA DIABŁA

        Woźnice i stangreci, którzy dawniej we dworach i majątkach końmi imi po-
        wozili, zwani byli potocznie "foćmanami". Stanowili oni pewną, zamkniętą gru-
        pę ludzi, kierującą się własnymi normami i postępującą według własnych zwy-
        czajów, nie zawsze zrozumiałych dla innych.
        Któregoś dnia pewien szlachcic z Grabowa wczesnym rankiem jechał do
        Łęczycy. Wiózł go po raz pierwszy, młody, niedoświadczony jeszcze foćman.
        Kiedy powóz dojeżdżał pod kościół w Błoniu, konie nagie dęba stanęły, za-
        częły rzucać pyskami, parskać i niespokojnie walić kopytami w ziemię.
        - Co się stało? - pyta zniecierpliwiony szlachcic.
        - Nie wiem, ale konie nie chcą iść dalej - odpowiada foćman i schodzi z sie-
        dzenia. Ogląda powóz, wszystko w porządku, na drodze też nic nie leży. A ko-
        nie w dalszym ciągu niespokojne, nie chcą iść dalej.
        - Zrób coś - denerwuje się pan - musimy Jechać dalej.
        A był taki zwyczaj, że każdy foćman, kiedy wyjeżdżał pierwszy raz w dro-
        gę, przed podróżą miał obowiązek zrobić na ziemi, przed końmi znak krzyża.
        Młody woźnica nie dopełnił tego zwyczaju i został za to ukarany. Przy drodze,
        w krzakach siedział diabeł Boruta i tylko czekał na takich zapominalskich woź-
        niców, którzy przed wyjazdem nie dopełnili swoich foćmańskich obowiązków.
        Karał ich zatrzymywaniem pojazdów i uniemożliwiał dalszą jazdę.
        Lecz ten woźnica wiedział na szczęście co robić. Szybko zdjął but. wy-
        ciągnął owijkę, którą miał na nodze. Uderzył butem w dyszel, każdemu koniowi
        przejechał owijką po czole. Ledwo zdążył wskoczyć na wóz, bo konie już ruszyły do przodu.
      • madohora Re: Legendy 15.11.22, 01:01
        Legenda o zbożu opowiada o czasach wielkiego głodu. Mikołaj ukazał się we śnie kapitanowi statku, który płynął z Aleksandrii do Konstantynopola i skłonił go do zawinięcia do portu w Andriake. Tam wyładowano na ląd sto korców zboża, które rozdzielono między głodujących mieszkańców Miry. Gdy statek dopłynął do Konstantynopola okazało się, że w ładunku niczego nie brakuje
      • madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:03
        ,Otrząsa się, jak Piętrowa mać“. Matka św. „Pietra u była bardzo skąpą i nieuczynną. Przez całe życie żadnemu biedakowi nic nie dała. Raz tylko jednemu bieda kowi, który ją natrętnie prosił, dała „bączek cebuli “ (nać z ce buli). Po śmierci poszła do piekła, a syn jej tymczasem zasługiwał sobie na ziemi na niebo. Gdy umarł św. Piotr, prosił Pana Boga, widząc męki swej matki w piekle, ażeby też Pan Bóg wyprowa dził duszę matki z piekła do nieba. Poczęli święci szukać, co ona też dobrego zrobiła, żyjąc na ziemi i nic nie znaleźli. Św. Pietr kazał im drugi raz patrzyć do tych ksiąg, co ona dobrego zrobiła i znaleźli o tym bączku cebuli zapisane. Spuścili ten bączek do piekła, Piętrowa mać uchwyciła się bączka, inne dusze z lamentem pochwytały się jej, wołając „Weź mnie też z sobą u . Ale ona dumna, otrzęsła się, wołając „Nie we- zme! nie wezme! 11 Kiedy sie zaczęła otrzepować, bączek sie zerwał a ona wpadła do piekła i tam już na wieki została.
      • madohora Re: Legendy 08.01.23, 20:35
        Topielec. Utrzymują tutaj, że istnieje zły duch (raz widzialny, drugi niewidzialny), którego zowią topielec lub „utoplec a , a który zwodzi ludzi i wprowadza ich na głęboką wodę, gdzie im śmierć zadaje. Ma on mieć pstre ubranie, magierkę na głowie, a u spodni jedną nogawkę innego koloru, drugą innego. Siedzi na poręczy mostu, a gdy kogo zwiedzie, śmieje się głośno a piskliwie: „chi, chi, chi! a , poczem skacze do wody, dając nurka i znika. Przypisują mu je szcze własność zmieniania się to w drzewo, to w rybę, która po suwając się na głębinę, topić zwykła kąpiących się
      • madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:38
        Przed kilkoma wiekami mieszkał w Brani
        cach bardzo zły rycerz. Mieszkał w ogromnym
        zamku z dużą w ieżą. Zamek otoczony był wyso
        kim murem, porośniętym zaroślami, a przy bra
        mie wjazdowej czatowała straż. Zamek był tak
        tajemniczy w swojej budowie, że posiadał dłu
        gie na dziesiątki kilometrów podziemne koryta
        rze, które łączyły go z dwoma innymi zamkami,
        a one również, należały do rycerza. Korytarze tego
        zamku stanowiły schronienie i wspaniałą okazję
        do ucieczki z różnych opresji.
        Rycerz był złym człowiekiem i nie mieszkal sam w zamku. Razem z mm mieszkali jego
        wspólnicy. Razem napadali na przejazdy kupców
        t podróżnych. Nie liczyli się z tym czy są bogaci
        czy biedni, napadali na wszystkich. Bogatym
        odbierali wszystko, biednych wtrącali do “gło
        dowej wieży", w której trzymali ich tak długo,
        dopóki rodzina nie złożyła za nich okupu. Wów
        czas tacy ludzie, których krewni nie mieli gro
        sza, ginęli w tej wieży z głodu. Jęki konających
        słychać było w całej okolicy. Nikt jednak nie był
        w stanie pomóc ofiarom rabusia, ponieważ wie
        ża była bardzo wysoka i pilnowana w dzień i noc.
        Po wielu latach gdy wymarł ród rycerza-rabusia,
        a zamek uległ zniszczeniu, pod gruzami znale
        ziono mnóstwo szkieletów' ludzi, którzy zmarli
        śmiercią głodow ą. Zły rycerz zginął podczas na
        padu na królewski orszak, który zatrzymał się po
        to, aby napoić w Opie konie. Zabiła go strzała z
        łuku czeskiej królewny. Towarzysze rycerza
        widząc, że ich herszt skonał, wymordowali
        orszak, a królewnę uprowadzili do zamku.
        Czasami duchy królewny i podróżnych prze
        chodzą prze Opę, aby odejść z ziemi, która
        została przez nich przeklęta
      • madohora Re: Legendy 25.01.23, 17:42
        Od glubczyckiego parku w pobliżu base
        nu. do źródła Psiny koło Gadzowic rozciągają się
        zielone łąki, dawniej zabagnione i obrzeżone ol
        chami. Na jednej z tych łąk, blisko Głubczyc,
        znajdowała się Krupowa Studnia. Właściwie było
        to źródełko z czystą wodą, w którym wg legendy
        utonął furman z wozem pełnym krup oraz dwój
        ką koni. Przez długi czas z wody wyskakiwały
        krupy, od których wzięło nazwę źródełko
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 16:36
      Legenda o czapli

      Przy stworzeniu świata przychodziły do Pana Boga różne zwierzęta i zanosiły do Niego nieraz najdziwaczniejsze prośby. Stwórca, naj dobrotliwszy ojciec, obdarzał je wszystkiem, czego chciały. Szczęśliwe były te, które prosiły o dobre rzeczy, a najszczęśliwsze te, które w skromności swojej zdały się na wolę Bożą, bo Pan Bóg najlepiej wie, czego komu potrzeba i tem skromnego obdarzył. Wilk przyszedł z czaplą i obydwoje prosili o pieniądze, bo to za pieniądze wszstkiego dostanie i temu najlepiej, kto ma grosza sporo. Dostało też każde po
      pełnym worku, czego chciały. Wilk chytry, obawiając się, aby skarbu swego nie zgubił, porozpożyczał pieniądze pomiędzy ludzi i teraz odbiera sobie od nich procenta w bydle od tej pożyczki. Czapla głupsza nie mogła - się prędko namyśleć, co zrobić z otrzymanemi pieniądzmi, gdzie je umieścić. Myślała długo i chodziła z workiem koło wody, a że worek był ciężki, wysunął jej się z dzióba i utonał. - Zmartwiona przyleciała do wilka i krzyczy:
      - Przyjacielu, ratuj! Pieniądze wpadły mi do wody! Poradź, jak je wydobyć.
      - A gdzież ci utonęły? - pyta wilk zdziwiony_
      - Nie wiem, nie wiem - żali się czapla - chodziłam koło wody i upuściłam worek.
      - Ha, jakże ci poradzę, skoro nie możesz mi powiedzieć, gdzieś je zgubiła?
      Idź i szukaj. Poszła czapla smutna nad wodę szukać zguby i szuka jej tam do dnia dzisiejszego. Czasem stanie i wpatruje się bystro w wodę, czasem zdaje się jej, że dojrzała już
      na dnie worek z pieniędzmi, więc szybko wtyka głowę w wodę, aby przyjrzeć się lepiej, a potem wyciąga ją również szybko z powrotem bo na dnie zobaczyła tylko kamień
      • madohora Re: Legendy 04.12.19, 15:32
        NAWIEDZONY DWOREK W MIASTECZKU ŚLASKIM

        Jest to podobno jedno z miejsc nawiedzonych w naszym województwie. Chodzi o Dworek u Rubina, który znajduje się w Miasteczku Śląskim. Legenda głosi, że ponad 150 lat temu do Miasteczka Śląskiego (powiat tarnogórski) sprowadził się nauczyciel Michael Rubin, który miał syna - Ryszarda. Je go potomek od najmłodszych lata chciał zostać w przyszłości lekarzem. Swoje marzenie spełnił! Bogaty lekarz, przy ul. Dębina, był właścicielem małego dworku, który do dzisiaj w mieście stoi. Mieszkał w nim z żoną Klarą, która była od niego młodsza o 20 lat. Jako ciekawostkę można dodać, ze to było pierwsze dziecko jakie w swojej zawodowej karierze odbierał właśnie Rubin. Mieli oni dwójkę dzieci - Elżbietę i Lotara. Córka niestety zmarła bardzo szybko, mając zaledwie dwa latka. Po jej śmierci Klara znienawidziła najmłodszych. Parę lat później na tamten świat zawędrował także Ryszard, a ich syn poszedł do wojska i do domu już nie wrócił. W dworku następnie stworzono przedszkole - spowodowało to, że Klara jeszcze bardziej stroniła od dzieci. To wszystko ją załamało, wpadła w depresję, a w 1949 zmarła. Od tamtego momentu zaczęły się dziać tutaj dziwne rzeczy. Ma ona nawiedzać to miejsce i straszyć mieszkańców, razem ze swoim kompanem: bezgłowego handlarza solą, który wprowadził się do dworku po jej śmierci. Od 50 lat w tym budynku, gdzie w przeszłości uczyły się niemieckie dzieci, znajduje się przedszkole. Maluchy z Przedszkola nr 1... lubią natomiast słuchać historii o duchach.
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:01
      Koń

      Koń ciągle je i we dnie i w nocy i nigdy nie jest syty. A wiecie dlaczego? Oto posłuchajcie:
      Zanim Chrystus posłał po oślicę, aby na niej wjechać tryumfalnie do Jerozolimy, chciał odbyć podróż tę konno. Ale gdy zamierzał dosiąść konia, ten nie chciał wziąć Chrystusa Pana na grzbiet, tłumacząc się, że jeszcze nie podjadł. Więc Chrystus rozżalony powiedział:
      - Tak, - to sobie nigdy nie pojesz!- i na oślicy wjechał do Jerozolimy.
      Odtąd też koń ciągle je i je i nie może się dosyć nasycić, a osiołek zadowoli się byle czym i nie potrzebuje jeść wiele.
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:12
      Legenda o bocianie

      Jest w całej Polsce piękny zwyczaj, że ludzie spotykając się witają się ze sobą, chwaląc przy tem Pana Boga, albo życząc sobie, aby Pan Bóg poszczęścił ich pracy, dodał sił do jej wykonania i pobłogosławił, by ta praca wyszła człowiekowi na pożytek i przyczyniła się do jego szczęścia. Piękny to jest zwyczaj i bardzo dawny, a tak szanowany, że lud z oburzeniem patrzy na takiego, kto by przechodząc, nie pochwalił Pana Boga. Opowiadają też o nieszczęściu, jakie miało spotkać złych ludzi przed wiekami, o karze doraźnej za to, że nie odpowiedzieli na boskie słowo, ale wyszydzili je nawet. Było to w lecie. Sianokosy rozpoczęły się wszędzie, dookoła słychać było brzęczenie kos i wesołe śmiechy kosiarzy, bo czas był ładny, a trawy bujne na łąkach. Drogą szedł staruszek, biedny dziadek, a przechodząc mimo kosiarzy, życzył im powodzenia i jak to zwykle bywa, zawołał:
      - Szczęść Boże!
      Na takie chrześcijańskie pozdrowienie powinni byli robotnicy odpowiedzieć pięknie:
      - Daj Boże szczęście!
      Tymczasem biedny dziadek trafił na ludzi złych, bezbożnych, którzy poczęli się śmiać, poczęli wydrwiwać jego pobożne życzenia. Nieszczęśni, nie wiedzieli, nie przeczuwali że tym biednym dziadkiem był sam Pan Jezus, który szedł pomiędzy ludźmi aby zobaczyć jak im się żyje.
      Zabolało serce Pana Jezusa na to że wśród ludzi dużo jest przewrotnych i zagniewany przemienił ich w ptaki. Dostali długie nogi a z rąk zrobiły się skrzydła a nosy zamieniły się w długie, czerwone dzioby. Były to pierwsze bociany. Nie wydają też głosu żadnego, bonie chcieli odpowiedzieć na chrześcijańskie pozdrowienie, - ale też płaczą tak, jak ludzie, a wtedy płyną im z oczu łzy duże, jak groch i kroplami spadają na ziemię.
    • madohora Re: Legendy 17.12.14, 17:14
      legenda o Jaskółce

      Największemi elegantkami między ptaszkami są jaskółki. Zawsze czysto czarno ubrane, z białemi lub czerwonemi kokardkami pod szyją, zgrabne, wysmukłe. ruchliwe, wesołe świergocą i szczebiocą bezustannie. Lubią towarzyskie zabawy i zbierają się często gromadkami, uganiając swawolnie w powietrzu z piskiem w kółko i w kółko bez zmęczenia niekiedy całemi godzinami. Taką wesołą, niefrasobliwą była już jaskółka od stworzenia świata. Aby się zabawić, aby się o nic nie troskać, ot, wszystko. Pan Bóg stworzywszy ryby w wodzie,
      zwierzęta czworonożne na ziemi i ptaki w powietrzu, wyznaczał każdemu stworzeniu, co ma jeść. Jaskółce powiedział, aby nie jadła pszczół, boby wnet umarła. A wesoła ptaszyna zaśpiewała na to:
      - Czy dług-o żyć, czy krótko żyć aby tylko użyć!
      Od tego też czasu tak śpiewa i tak będzie zawsze śpiewała, aż do sądnego dnia.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka