Gość: Laki8888
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
07.02.02, 21:53
Owsiszcze,
7II2002r.
I NIECH TAK SIĘ STANIE...
To już jutro. Tylko jeden dzień dzieli Amerykę od rozpoczęcia Igrzysk, a wraz z
nimi kolejnych demonstracji. W USA – patriotyzmu, na świecie – solidarności,
wszędzie – jedności. Niepotrzebnie wywołane zamieszanie, przez z jednej strony
amerykańskich organizatorów a z drugiej strony przedstawicieli światowego
olimpizmu wokół flagi–relikwii z WTC, dodatkowo mocno rozbuchane przez głodne
jakichkolwiek olimpijskich newsów media, nie zdołało, chwała Bogu, zachwiać
przedolimpijską atmosferą. Aby w końcu zamknąć ten temat, powiedzmy sobie
szczerze: tłumaczenie, iż pojawienie się tego niezwykłego już sztandaru w
programie otwarcia ma spowodować, iż zmącony zostanie międzynarodowy i
uniwersalny charakter tej ceremonii, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Bo
czymże jest uroczystość otwarcia i – w nieco mniejszy sposób – zamknięcia
Igrzysk Olimpijskich, jak nie olbrzymią demonstracją muzyki, sztuki i całej
kulturowo-etnicznej specyfiki miasta i państwa organizatora? Tak, pewnie,
ceremonie te pełne są również wielu międzykontynentalnych symbolów i rytuałów,
ale nie zmienia to faktu, iż impreza pt. „Otwarcie IO” to dla każdego miasta
jedno z największych świąt w historii. I największa możliwa reklama. Dlatego
nie oburzajmy się na ten amerykański żywiołowy i nieco zbyt „komercyjny” sposób
manifestowania swoich uczuć narodowych.
A poza tym, po 11 września i po wszystkich „pojedenastowrześniowych”,
spontanicznych reakcjach na (prawie) całym świecie, również w Polsce, wszelka
symbolika związana z WTC, z Manhattanem, z Nowym Yorkiem, z dzielnymi
strażakami, z bohaterskimi policjantami, czy z niezmordowanym burmistrzem
Giulianim nabrała o wiele szerzej wykraczającego poza same Stany wymiaru.
Zresztą, kiedy sytuacja związana z międzynarodowym terroryzmem i wojną z nim,
nieco się wyklarowała, a świat zaczął żyć swoim w miarę normalnym rytmem,
pomyślałem sobie, iż nie mogło się zdarzyć nic lepszego, jak to, iż najbliższa
Olimpiada odbędzie się właśnie w USA. Nie tylko dlatego, iż tak boleśnie
doświadczony w ubiegłym roku naród będzie miał kolejną okazję, by przystroić
wszystkich i wszystko narodowymi barwami, odśpiewać (oglądając przerażające
obrazki z 11 IX) kolejnych kilka razy hymn państwa, po raz kolejny wzruszając
się tym do łez oraz wysłuchać nie pierwszego i nieostatniego, ale to trzeba
przyznać, mocno budującego przemówienia Busha juniora. To też, ale przede
wszystkim dlatego, iż gdyby gdziekolwiek indziej odbywałyby się tegoroczne
Igrzyska, niemożliwe byłoby spełnienie jednego z podstawowych celów Olimpiady,
tzn. pokazania, iż na tym polega siła wolności i tolerancji sportu, iż nawet po
największych ciosach chorej wściekłości i ksenofobii zła, wartości dobra
podnoszą się i zwyciężają. I że sport potrafi jednoczyć. I że sport to nie
wojna, ale jej zaprzeczenie. Mam nadzieją, iż Igrzyska Olimpijskie w Salt Lake
City będą tego dowodem.
Wesołego świętowania.
Łukasz Koterba