53.uk.igor
06.10.12, 19:19
Na jednym z rosyjskich portalow okazal sie tekst,tytul ktorego stak tytulem mojego watku.
Wklejam calosc w tlumacznie buldog2.
USA i ogólnie Zachód weszły w fazę strategicznego odwrotu w praktycznie wszystkich regionach świata, co spowodowane zostało zarówno trwającym globalnym kryzysem gospodarczym, jak też nadchodzącym ciężkim dla NATO i ich sojuszników wyjściem z Afganistanu – takie opinie wypowiadają dziś czołowi brytyjscy analitycy. Swoimi rozmyślaniami i ocenami podzielili się w rozmowach z korespondentem ITAR-TASS.
Według nich, nabiera siły proces strategicznego odwrotu Zachodu i krytycznym okresem staną się lata 2013 i 2014. Właśnie w tym czasie "nałożą się" na siebie nowe działania antykryzysowe, które od społeczeństw krajów Zachodu wymagać będą wielkich ofiar materialnych i społecznych, oraz grożąca przemienieniem się w ucieczkę ewakuacja wojsk natowskich z Afganistanu. "Nie sposób zaprzeczyć, że Zachód chyli się ku względnemu upadkowi w relacji do przeżywających potężny wzrost gospodarczy krajów z rynkami wschodzącymi, przede wszystkim grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), oraz że okazał się być nieprzygotowanym do obecnych kardynalnych zmian w świecie islamskim, – zauważył współpracownik londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych / International Institute Strategic Studies – IISS /. – A rozwój wydarzeń o znaczeniu geopolitycznym w ostatnich tygodniach – mord na ambasadorze USA w Libii, najpotężniejszy atak talibów na największą bazę Sojuszu w Afganistanie Camp Bastion, w której służy brytyjski książę Harry, przeciągające się szerokie antyamerykańskie wystąpienia w świecie muzułmańskim przeciwko prowokacji w filmie "Niewinność muzułmanów» – wszystko to potwierdza strategiczny odwrót Zachodu w konfrontacji z nowymi i nie do końca zrozumiałymi dlań siłami".
Rozwój zdarzeń w Afganistanie grozi USA i NATO przekształceniem się w prawdziwą geopolityczną katastrofę, uważają brytyjscy analitycy. "Porażka w Afganistanie, która zagraża po wpadce w Iraku, stanie się dla Zachodu historyczną klęską", – zauważają.
Momentem zwrotnym dla tych i podobnych ocen stała się podjęta w minionym tygodniu przez dowództwo USA i NATO decyzja o natychmiastowym zaprzestaniu wszelkich wspólnych operacji z afgańskimi armią oraz służbami bezpieczeństwa, w których biorą udział siły mniejsze niż jeden batalion. W jej wyniku został odwołany wspólny patrol, a także prowadzone przygotowywanie i szkolenie przez specjalistów Sojuszu nowo zwerbowanych rekrutów afgańskich. Decyzja ta została podjęta w związku z uczestnictwem afgańskich wojskowych w ostatnich napadach na siły NATO. W bieżącym roku zostało dokonanych 36 takich akcji, w ich wyniku zginęło 51 żołnierzy NATO. Przy czym w ostatnich tygodniach miało miejsce zwiększenie się liczby takich ataków. Na przykład, sierpniu zabitych było 15 żołnierzy koalicji.
"W chaos obrócona została cała strategia przekazania przez NATO siłom rządowym kontroli nad bezpieczeństwem narodowym", – skonstatowała brytyjska radiostacja BBC. Według niej, inicjatorami obecnego posunięcia były USA, "które wyciągnęły wniosek z tego, że liczne ostrzeżenia odnośnie niedopuszczenia do napadów afgańskich wojskowych na siły koalicji nie dochodzą do Kabulu". Zgodnie z istniejącymi planami, oddziały bojowe USA i Wielkiej Brytanii, będące fundamentem kontyngentu Sojuszu w Afganistanie, winny być wyprowadzone z tego kraju do końca 2014 roku. "Jednak obecny rozwój wydarzeń jest w stanie doprowadzić do tego, że podany termin zostanie zrewidowany i przesunięty bliżej daty wyjścia Zachodu z Afganistanu", – konkluduje BBC.
"Okrutna rzeczywistość sprowadza się do tego, że w Afganistanie przegraliśmy, – zauważa wpływowa brytyjska gazeta "Daily Mail" piórem swojego czołowego obserwatora Maxa Hastingsa. "Co piąty brytyjski żołnierz zabity w bieżącym roku w prowincji Gilmend zginął z rąk ludzi w mundurach afgańskiej armii, tak zwanych sojuszników, którzy bardziej przypominają wrogów. W rezultacie NATO ogłosiła zaprzestanie wspólnych patroli z siłami afgańskimi. Ta decyzja była nieunikniona", – podkreśla Hastings. "Morale amerykańskich, brytyjskich oraz innych zachodnich wojsk niezwykle ucierpiało wskutek tego, że uczestniczący wraz z nimi we wspólnych patrolach i innych operacjach wojskowych Afgańczycy zdolni są lada chwila strzelić im w plecy. Czterej amerykańscy i dwaj brytyjscy żołnierze zginęli w ten sposób 15 i 16 września", – stwierdza w swoim artykule. Nowe zarządzenie "zamienia w pośmiewisko strategię NATO", która nakazywała im działać w ścisłym partnerstwie z miejscowymi siłami bezpieczeństwa, szkolić je po to, by następnie przekazać im kontrolę nad krajem, kiedy zachodnie wojska opuszczą Afganistan w 2014 r. Jednak dowództwo NATO "w ogromnej mierze było rozczarowane tym, że rząd afgański okazał się niezdolnym obronić swoich sojuszników przed zdradą, w pierwszej kolejności dzięki bardziej ostremu systemowi doboru rekrutów". Według Maxa Hastingsa, absurdem jest oskarżać o to "marionetkowy reżim o osobie prezydenta Chamida Karzaja". Afganistan "nie ma ani sił, ani woli tworzenia własnej armii i policji". Ten kraj, najprędzej, "zostanie podzielony pomiędzy Talibów i miejscowych dowódców polowych, albo też oni razem dojdą do porozumienia o wspólnym działaniu; w każdym przypadku za dziesięć lat republika nie będzie podobna do kraju, który chciał zbudować Zachód, kiedy kierował tam swoich żołnierzy". Teraz Zachód "usiłuje uratować twarz", stara się stworzyć sytuację, w której "żołnierze będą mogli z Afganistanu godnie wyjść, a nie haniebnie uciekać". "Straciliśmy Afganistan. Śmierć żołnierzy w ostatniego weekendu w Gilmendzie mówi o tym, że nasi liderzy powinni zaprzestać skrywać przed nami tę okrutną rzeczywistość", – konkluduje "Daily Mail".
W całości pozycje USA w gigantycznym regionie od Maroka na zachodzie i do Chin na wschodzie słabną, uważają analitycy IISS. O zmniejszeniu się wpływu Waszyngtonu mówi i to, że rząd Iraku nie zechciał "uwzględnić" prośby Waszyngtonu i zabronić lotów nad swoją przestrzenią powietrzną samolotom z Iranu do Syrii z dostawami wojskowymi oraz innymi ładunkami. Jak zauważa się w kręgach dyplomatycznych, "Bagdad po prostu zignorował te żądania USA, ponieważ ich wpływ w regionie szybko maleje".
Pesymizmem i skrajnym zaniepokojeniem przesycony jest przedstawiony w ostatnich dniach w Londynie coroczny referat Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych "Przegląd Strategiczny 2012". "Obecny rok zaznaczył/wyróżnił się szybkimi zmianami, dziejącymi się w warunkach zwiększonej kruchości oraz chwiejności sytuacji światowej, – oświadczył, przedstawiając referat, szef IISS John Chipman. – Rozproszenie władzy i brak przywództwa w stosunkach światowych stały się obecnie głównymi przeszkodami dla rozwiązania problemów politycznych i gospodarczych". Według Chipmana, "rok 2012 stał się rokiem przejściowym, jednak, na razie nie jest oczywiste, dokąd mianowicie prowadzi".
W referacie zauważa się, że "przed nowoczesną światową społecznością postawiono najbardziej złożone wyzwania: Czy przetrwają strefa EURO i sama UE w swej obecnej postaci, jaka będzie nowa równowaga sił na Bliskim Wschodzie, przy uwzględnieniu wzrostu znaczenia ruchu "braci-muzułmanów" i pogłębienia konfliktu w Syrii, na ile bezproblemowo dokona się w Chinach proces przekazania władzy nowemu pokoleniu polityków, czy szybko rozwijające się kraje Azji i Ameryki Łacińskiej będą w stanie znaleźć nowe miejsce w strukturze stosunków międzynarodowych, jaką część swej minionej potęgi zachowały USA, a także jaka przyszłość czeka Afganistan". "Przy tym w dzisiejszym świecie występuje potężny wzrost nacjonalizmu, którego nie było w stanie uniknąć praktycznie ani jedno państwo, – podkreślił referent. – To zadziwiające, ponieważ nasilenie nacjonalizmu dokonuje się w warunkach postępującej globalizacji". Zdaniem Chipmana, fakt ten pokazuje, jak nieprzewidy