Dodaj do ulubionych

Prawda o Loudres-czyli manipulacja na wielką skalę

IP: *.network / *.network-i.net 16.08.04, 20:00
Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Bogarodzicy, został ogłoszony przez papieża
Piusa IX (1846 -1878) 8 grudnia 1854 roku... Ale dopiero w trzy lata po
definicji Watykanu, odezwały się Niebiosa, które milczały ponad 1800 lat i
zaakceptowały postanowienie papieża. Kiedy Kościół nakręcił już całą sprawę
na ziemi, Niebo przemówiło językiem teologii! Dlatego też w Lourdes 11 lutego
1858 roku Matka Boska, Miriam, ukazując się Bernadettcie Soubirous,
przedstawiła się jej imieniem dogmatu: "Jestem Niepokalane Poczęcie..."
Machina kłamstwa Kościoła, ruszyła....

Ponieważ istota dogmatu o Niepokalanym Poczęciu jest niezrozumiała dla
większości wiernych, słów kilka na ten temat. Pod określeniem "Niepokalane
Poczęcie" należy rozumieć nadprzyrodzony przywilej, na mocy którego
Najświętsza Miriam Panna została zachowana w cielesnej czystości, a więc
wolna od grzechu pierworodnego już od pierwszej chwili połączenia swojej
rozumnej duszy z ciałem, czyli od momentu poczęcia w łonie swojej matki,
Anny. Ponieważ Miriam pochodzi w linii prostej od Adama, podobnie jak wszyscy
ludzie, powinna się przez to urodzić bez łaski uświęcającej, którą stracił
pierwszy człowiek, a w ślad za nim, cała ludzkość. Ale ze względu na
(przyszłe) zasługi, jakie wypracował jej Syn, Jezus - Odkupiciel świata,
Miriam a priori została wyjęta spod ogólnoludzkiego grzechu poczęcia. Jak
mówi teologia dogmatyczna, "Najświętsza Maria Panna została odkupiona i jest
najdoskonalszym owocem odkupienia, zdziałanego przez Jej boskiego Syna: i
rzeczywiście, bez tego odkupienia i bez nadmiernego i uprzedniego
zastosowania do Niej tegoż odkupienia, byłaby się urodziła w grzechu
pierworodnym".

Kościół katolicki naucza o konieczności pielgrzymek, będących wyrazem czci
bogu, lub świętych tego wyznania. Pielgrzymowanie (zbiorowe lub indywidualne)
wiernych do miejsc kultu praktykowali już poganie w czasach liczonych na
setki lat p.n.e. Podobnie jak powszechnie stosowana praktyka sprzedaży u celu
pielgrzymki, "świętych" pamiątek i innych przedmiotów religijnych. Ludzi
zwoływano na pielgrzymki pod różnymi hasłami: oddawanie czci, pokuta za
grzechy; obietnica świętej abolicji; niesłychane atrakcje czekające pątników
na miejscu, w rodzaju możliwości zobaczenia "cudu", a niewykluczone, że ten
lub ów pielgrzym będzie egzaltował się widokiem świętej postaci, która jest
celem pielgrzymki. Niejednokrotnie z całą premedytacją, pchano ludzi przy
pomocy pielgrzymek w objęcia szału, łez, religijnych ekstaz i uniesień,
fanatyzmu, a często misteriów połączonych z frenetycznymi gestami oraz
irracjonalnym zachowaniem. Ekstaza i podniecenie łatwo w podobnych sytuacjach
stają się zbiorowym szałem, który udziela się co bardziej nawiedzonym
osobnikom. Dantejskie sceny, jakie widywano w Lourdes, mogą być aktem
oskarżenia przeciwko Kościołowi.

Apologetyczne dzieła kościelne z XIX wieku, nie kryją, że: "pielgrzymki
weszły w życie w celu zastąpienia przez nie uroczystości pogańskich i
zupełnego zniesienia czci zewnętrznej pewnych pogańskich bożyszcz, albo też
dla popierania pewnych stosunków kupieckich i przemysłowych". Jeden z
nielicznych przypadków, gdy ludzie Kościoła powiedzieli szczerą prawdę.
Rzeczywiście! Gnanie ludzi w miejsca domniemanych cudów do tak zwanego
sanctuarium, to niebagatelne źródło dochodów zawiadujących takim miejscem. I
to dotyczy również Jasnej Góry. [_1_]

Madonna jasnogórska była od dawna jedną z tysięcy relikwii, które "cudownie"
zarabiały na dozgonne ubóstwo ewangeliczne ich posiadaczy. Dopóki udawało się
kierować strumienie wiernych do obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, dopóty
miała ona wzięcie i znaczenie. Ale biada temu, kto ośmielił się podważyć
świętość ryciny lub cnoty ewangeliczne paulinów... Wówczas wskaźnik
tolerancji "braci w Chrystusie" wynosi zero!

Grecy mogli chlubić się tolerancją wobec innych wyznań, obrzędów i religii.
Prześladowania religijne nigdy nie splamiły kultury greckiej, jakkolwiek
Anaksagoras (z Kladzomen: ok. 500 - ok. 428 p.n.e.), ścigany był za
powątpiewanie w istnienie bogów, a Sokrates (469-399 p.n.e.), skazany na
wypicie cykuty za ich wyśmiewanie. Ale prawdopodobnie w przypadku Sokratesa
nie chodziło wcale o dogmatyczno-teologiczną nietolerancję względem jego
poglądów, ale o wspólny interes kapłanów i hodowców bydła ofiarnego. Kapłani
i świątynie utrzymywali się z obrzędów ofiarnych a hodowcy bydła byli pewni
sprzedaży do świątyni tychże zwierząt. Zatem jedni i drudzy mieli się bardzo
dobrze materialnie, i nie mogli tolerować narażania na uszczerbek własnych
interesów...

Paweł apostoł również miał scysję w Efezie z pogańskimi rzemieślnikami
wyrabiającymi dewocjonalia. Emil Zola (1840-1902), m.in. za krytykowanie
handlu cudami w Lourdes, był obiektem nieskończonej nienawiści i agresji
kleru katolickiego.

Lourdes, miasto u podnóża Pirenejów w południowo-zachodniej Francji. Jest
wiek XIX...

Franciszek Soubirous pojął za żonę Ludwikę Castoret, 9 stycznia 1843 roku.
Państwo Soubirous, zgodnie z wzorcami wychowawczymi Kościoła, będąc biednym
jak kościelna mysz małżeństwem, spłodziło ośmioro dzieci. Troje z nich
zmarło. Ojciec Bernadetty odsiadywał wyrok za kradzież mąki z młyna, a jej
matka nazbyt często zaglądała do kieliszka.

Bernadetta przyszła na świat 7 stycznia 1844 roku. Od urodzenia była
dzieckiem chorowitym. Kiedy miała dziesięć lat, zapadła na cholerę, która
zostawiła jej trwałą pamiątkę: astmę. Była przy tym niedorozwinięta umysłowo
i fizycznie. Jej umysł opóźniony w rozwoju utrudniał opanowanie Bernadettcie
podstaw katechizmu, przez co nie mogła iść z rówieśnikami do pierwszej
komunii świętej w normalnym czasie.

Z powodu nędzy w rodzinnym domu, Bernadetta została oddana do ciotki, Marii
Aravant w sąsiedniej wiosce, Batres, i pasła tam owce. Odległość od domu
rodzinnego nie była zbyt duża. Raptem trzy kilometry. Nie zabawiła jednak tam
długo, bowiem zaniedbywała obowiązki pasterki i krewna odesłała ją do
rodziców. W Batres, Bernadetta znalazła życzliwą osobę. Był nią ksiądz Ader,
nauczający katechizmu. O nim to powie później ksiądz kanonik Cristani, że
"miał on jakby przeczucie tego co nastąpi." Niewątpliwie ksiądz Ader był tym,
który przyczynił się do objawienia Bernadettcie Matki Boskiej. Wszystko
odbyło się tak, jak opowiadał dzieciom na lekcjach religii. Nawet opis
wyglądu Marii, był zgodny z jego relacjami...

W Przeglądzie Katolickim z roku 1870 znajdujemy taki oto rysopis Miriam,
którą widziała Bernadetta: "... niewiasta otoczona światłem nadprzyrodzonym
nieporównanej świetności. Owalna twarz była nieskończonego wdzięku, a
niebieskie oczy miały słodycz, która by skruszyła serce każdego, ktokolwiek
na nią spojrzał. Usta tchnęły dobrocią i łaskawością Boską; na czole, oprócz
mądrości i wiedzy wszechrzeczy, jaśniały cnoty bez granic. Ubranie z jakiejś
materii nieznanej, tkane zapewne w tajemniczej pracowni, gdzie się okrywają
lilie padolne, było białe, jak dziewiczy śnieg gór, a wspanialsze w swojej
prostocie, niż świetna odzież Salomona w całej jego chwale. Suknia długa i
powłóczysta, a z pod nieskażonych jej fałdów widać było nogi, które oparte na
skale, lekko naciskały gałąź róży polnej, na każdej zaś z nich rozwijała się
mistyczna róża koloru złotego. Nad biodrami pas niebieski, jak niebo, ściągał
suknię i aż do nóg spadał dwoma końcami. Z tyłu, od głowy, suty welon biały,
otaczając ramiona, spadał aż równo za suknią. Nie miała na sobie ani
pierścionków, ani diademu, ani nic takiego z tych ozdób, którymi się tak
chlubi próżność ludzka zdobić. Koronka, której ziarenka białe jak mleko,
powiązane z sobą łańcuszkiem żółtym jak złoto, wisiała u Jej rąk pobożnie
złożonych."

Chociaż jej debiut w Lourdes wypadł skromnie, tak już produkując się w
Fatimie, Matka Jezusa postanowiła się cokolwiek obwiesić złotem,
Obserwuj wątek
    • Gość: wojtek Prawda o Loudres ... ciąg dalszy IP: *.network / *.network-i.net 16.08.04, 20:04
      Chociaż jej debiut w Lourdes wypadł skromnie, tak już produkując się w Fatimie,
      Matka Jezusa postanowiła się cokolwiek obwiesić złotem, którym "tak lubi
      próżność ludzka się zdobić." Jej wygląd odpowiada całkowicie wyobrażeniom
      pogańskich bogiń-matek. Strój N.M.P. pochodzi z tej samej pracowni krawieckiej
      znajdującej się w niebie. Ten sam katalog boskiej mody żeńskiej.

      W dewocyjnej literaturze i innych dziełach kościelnych znajdujemy wiele opisów
      postaci Miriam, którą ujrzała Bernadetta. Jeden z jej pamięciowych portretów
      mówi, że była niezwykle piękna i liczyła około 20 lat, chociaż wyglądała
      młodziej (?). Ubiór nie różnił się zasadniczo od wyżej przytoczonego.

      "Najświętsza Panna miała ręce złożone, jak w gorącej modlitwie, a twarz jej
      jaśniała w promieniach nieskończonej szczęśliwości. To była pokora w chwale. W
      chwili, kiedy Bernadetta przypatrywała się wizji, wizja bez wątpienia patrzyła,
      na łono Trójcy Przenajświętszej, na Boga Ojca, którego była Córką, na Boga
      Ducha Świętego, którego była małżonką, na Boga Syna, którego była Matką."

      "Ona rozwarła wtedy swe ramiona i pochyliła je ku ziemi, jakby chcąc pokazać
      swe dziewicze ręce pełne błogosławieństw. Później, wyciągając je ku wiecznym
      przestworzom, skąd niegdyś przyszedł boski posłaniec zwiastowania, złożyła
      pobożnie ręce i spoglądając ku niebu z uczuciem niewysłowionej wdzięczności,
      rzekła te słowa: "Ja jestem Niepokalane Poczęcie"" - przedstawiła się Miriam.

      Bernadetta miała w sumie osiemnaście seansów łączności z N.M.P., począwszy od
      11 lutego do 16 lipca 1858 roku. Niepokalane Poczęcie kazało jej przychodzić w
      to samo miejsce przez piętnaście dni. Podczas jednego z pierwszych objawień
      zapewniło dziewczynkę: "...uczynię ciebie szczęśliwą nie na tym świecie, ale na
      tamtym". Czyli dokładnie tak, jak naucza Kościół...

      Szkoda, że Matka Zbawiciela nie pomogła biednej Bernadettcie na poczekaniu i
      nie wyleczyła z męczącej ją astmy. Kiedy miała atak, krzyczała w bólach:
      "Rozerwijcie mi płuca!" Czyż Niepokalane Poczęcie mogło być tak obojętne na
      cierpienia małej dziewczynki?!

      Dopiero 28 lipca 1858 roku biskup z Tarbes, powołał komisję, która miała zbadać
      zaistniałe fakty cudownych uzdrowień. Spośród setek przypadków uzdrowienia,
      komisja wybrała tylko trzydzieści, wszechstronnie je rozpatrując i badając. W
      końcowym raporcie dla biskupa, komisja podzieliła wszystkie zbadane przypadki
      na trzy kategorie i z każdego uzdrowienia sporządziła szczegółowe protokoły.

      Pierwsza kategoria obejmowała sześć uzdrowień, które wytłumaczono naturalnym
      pochodzeniem, czyli bez "cudu". Druga liczyła osiem przypadków, które spełniały
      wszystkie warunki wymagane do uznania je za cudowne i nadprzyrodzone. Ale nie
      były one wolne od poważnych zarzutów i wątpliwości. Wreszcie trzecia kategoria,
      w której opisano szesnaście uzdrowień, obejmowała fakty uznane przez komisję za
      cudowne i to bez cienia wątpliwości.

      W dziewiątym widzeniu Bernadetta usłyszała od Pani polecenie, aby pić wodę ze
      źródła i myć się w niej. Ponadto zalecała jako zdrowotną dietę spożywać jakąś
      trawę, a właściwie szczaw rosnący wokół groty. Ta wegetariańska dieta wskazana
      przez Niepokalane Poczęcie, została jednak przez Kościół całkowicie
      zignorowana, bowiem teren wokół cudownej pieczary jest od dawna wybetonowany.

      Bernadetta Soubirous przeżyła tylko 35 lat. Zmarła w klasztorze w Nevers 16
      kwietnia 1879 roku. Nie miała ona łatwego życia, gdyż przełożona zgromadzenia
      nie lubiła jej. Traktowana była z rezerwą, a mówiono o niej, że uważała się za
      coś wielkiego.

      Bernadetta miewała już wcześniej różne wizje, w których widziała Miriam. Kiedyś
      powiedziała w tajemnicy swojej siostrze Tosi, że ujrzała w grocie "coś
      białego". Ta z kolei pochwaliła się matce, która zerżnęła obu córkom pośladki,
      aby już więcej "czegoś białego" nie widziały, a zajęły się zbieraniem chrustu.


      Objawienie w Lourdes miało cechy zbiorowej histerii występującej u młodych
      dziewcząt. Podobne przejawy występowały w różnych miejscach i z różnym
      nasileniem oraz skutkiem. W przypadku Lourdes, nie tylko Bernadetta doznała
      mistycznego objawienia. Miała ona liczne konkurentki, ale właśnie akurat
      Bernadetta wyszła zwycięsko z "objawieniowego" pojedynku. Inne dziewczęta,
      każda na swój sposób, widziały fizycznie imię dogmatu. Maria Courrech, Maria
      Cazenave, Zuzanna Laventes i inne nawiedzone esktatyczki... One wszystkie nie
      potrafiły wytrzymać śledztwa przeprowadzonego przez władze kościelne. Plątały
      się w relacjach i w końcu uznano je za fantazjujące histeryczki. Tylko jedna
      Bernadetta była konsekwentna w swoich relacjach. Była małomówna, nie wdawała
      się w wyszukane opisy, wreszcie twierdziła z dziecinną naiwnością, że jest jej
      całkowicie obojętne, czy ktoś jej wierzy lub nie. Ona swoje wie i nie ma
      zamiaru na siłę nikogo przekonywać.

      Ale jest jeszcze coś, o czym powinni wiedzieć Czytelnicy... Gdyby nie pewne
      wydarzenie, świat nigdy by nie usłyszał o Lourdes. Otóż w kilka dni po ostatnim
      widzeniu Bernadetty, przybyła tam wdowa po admirale Braut, wychowująca syna
      panującego wówczas we Francji cesarza Napoleona III (1852-1870), Eugeniusza-
      Ludwika-Jana-Józefa. Chłopiec miał anginę gdy przybył do Lourdes i od swojej
      opiekunki dostał wody ze źródła do wypicia. Traf chciał, a może Opatrzność, że
      po kilku dniach, wyzdrowiał. To wystarczyło!

      Admirałowa mająca niebagatelny wpływ na cesarza, nagłośniła sprawę i przy
      poparciu monarchy zaczęto tworzyć to, czym dzisiaj jest Lourdes. Arcybiskup z
      Auch osobiście pokierował sprawą objawień i wreszcie nastąpił finał: uznano, że
      Matka Boska ukazała się Bernadettcie.

      Papież Leon XIII (1878-1903) uświęca kult urzędowo, umieszczając w ogrodach
      Watykanu model groty i kościoła w Lourdes. Ten sam papież potrzebował aż pięciu
      lat, aby się wreszcie zdecydować i ogłosić światu, że objawienie miało jednak
      miejsce...

      14 czerwca 1908 roku paryska "La Semaine religieuse" ogłasza informację
      arcybiskupa Paryża, Amette, w której podaje się, że pięć uzdrowień dziewcząt,
      jakie miały miejsce w Lourdes od roku 1891 do roku 1899, zbadanych z największą
      uwagą przez komisarzy, należy przypisać interwencji Boga, za pośrednictwem N.M.
      P. Owe pięć przypadków należy chyba raczej zakwalifikować jako "wypadek przy
      pracy", gdyż niepodobne, aby w "cudownym" miejscu na miliony schorowanych
      pielgrzymów przybywających do Lourdes, na przestrzeni dziewięciu lat,
      odnotowano aż (!) pięć cudownych uzdrowień!

      Ale to nie koniec dziwów. W dwadzieścia lat później, licząc od czasu, gdy
      książę Eugeniusz-Ludwik-Jan-Józef nałykał się wody w Lourdes i wyzdrowiał,
      cudowne moce wody nagle zawiodły. Kiedy książę wyruszał do Afryki aby w
      szeregach wojsk brytyjskich walczyć z Zulusami, cesarzowa Eugenia zawiesiła na
      szyi syna szkaplerzyk, poświęcony wodą z Lourdes... Książę Eugeniusz został
      niebawem przebity oszczepem przez zuluskiego wojownika i zginął. Stało się to w
      tym samym roku, w którym zmarła Bernadetta Soubirous czyli w roku 1879. Czyżby
      jakieś tajemne moce chciały dać światu znać, że jakieś tam "objawienie" w
      Lourdes, to zwykłe oszustwo i kłamstwo?!

      Jednak Kościół już nie dał się wywinąć cudowi i nie wypuścił ze swoich szponów.
      .. 18 stycznia 1862 roku, biskup z Tarbes, ogłosił następującą deklarację:
      "Sądzimy, że Niepokalana Dziewica Marya, Matka Boga, rzeczywiście objawiła się
      Bernadettcie Soubirous, dnia 11 lutego 1858 roku i dni następnych osiemnaście
      razy w grocie massabielskiej, w pobliżu miasteczka Lourdes; że objawienie to
      posiada wszelkie cechy prawdziwości, i że wierni słusznie poczytują je za
      pewne".

      Dzisiaj Kościół wstydzi się Lourdes, jednakże nie może negatywnie wypowiadać
      się o "objawieniu" Miriam i o "cudownych" uzdrowieniach. Milcząc w tej sprawie,
      nie propaguje miejsca cudownego objawienia. Ale ten stan rzeczy będzie istn
      • Gość: wojtek Prawda o Loudres ... zakończenie IP: *.network / *.network-i.net 16.08.04, 20:06
        Ale ten stan rzeczy będzie istniał do czasu. Względny spokój wokół Lourdes jest
        pozorny... Do chwili zaistnienia następnego szału "cudowno-zdrowotnego", który
        wystrzeli nagle i niespodziewanie.

        W "cudowne" właściwości wody z Lourdes został wpleciony wątek religijny i tak
        zostało po dziś dzień. Ale miejscowość ta cokolwiek straciła na cudotwórczym
        znaczeniu, stając się bardziej turystyczną atrakcją, aniżeli katolickim
        sanatorium cudowno-uzdrowiskowym. Papież Jan Paweł II w swoich zdrowotnych
        przypadłościach także nie szukał pomocy na Jasnej Górze lub w Lourdes ale
        korzystał z wiedzy i umiejętności lekarzy, ufając bardziej ich doświadczeniu.

        Pierwowzór katolickiej krainy szczęścia i cudownych uzdrowień znajdujemy już w
        ewangelii Jana: "A jest w Jeruzalem owcza sadzawka, którą po żydowsku zowią
        Betsaida, mająca pięć krużganków. W tych leżało mnóstwo wielkie niemocnych,
        ślepych, chromych, wyschłych, którzy czekali poruszenia wody. Anioł zaś Pański
        zstępował czasu pewnego w sadzawkę i poruszała się woda; a kto pierwszy wstąpił
        do sadzawki po wzruszeniu wody, stawał się zdrowym, jakąkolwiek zdjęty był
        chorobą." (J. 5: 2-4)

        Na kilkaset lat przed Chrystusem odnotowano podobne uzdrowienia po wyjściu z
        sypialni Eskulapa (Asklepiosa) w Epiduarze i Kos. O jeszcze starszych
        przypadkach nie chcę już wspominać.

        Nie ma potrzeby wgłębiać się w zagadnienie, czy "cudowne" uzdrowienia w Lourdes
        są efektem zbiorowej sugestii czy wynikają z naturalnych właściwości wody lub
        innych obiektywnych przyczyn.. To jest sprawa nauki, a na pewno nie religii ani
        teologii.

        Paweł apostoł oddał całą ponurą i rzeczywistą tragedię Kościoła, oraz jego
        zakłamanie... "... tak, iż od winy wymówić się nie mogą: że, gdy znali Boga,
        nie chwalili go jako Boga, ani mu dziękowali, lecz znikczemnieli w swych
        myślach i zaćmione zostało bezrozumne serce ich. Wydając siebie za mądrych,
        głupimi się stali. I odmienili chwałę nieskazitelnego Boga w obraz podobny do
        człowieka śmiertelnego..." (...) "Bóg przeto podał ich w żądzę własnego ich
        serca, w nieczystość, aby między sobą ciała swe sromocili. A że prawdę Bożą
        odmienili w kłamstwo i chwalili i służyli stworzeniu raczej niż Stworzycielowi.
        " (Rzym. 1: 20-25)

        W kontekście różnych "objawień" i "cudów" należy w tym miejscu przytoczyć zapis
        rosyjskiego kodeksu karnego z roku 1847, w który mart. 637 mówi: "Kto by dla
        zysku, próżnej sławy lub innego osobistego widoku fałszywie rozgłaszał lub
        rozgłaszać kazał o wydarzeniu się cudu albo podstępnie przez siebie lub ze
        swego zarządzenia, przygotowany czyn przed osobami łatwowiernymi za cud udawał,
        ten za takowe, do przedmiotów świętych ściągające się oszukaństwo, skazanym
        zostanie: na zamknięcie w domu poprawy od miesięcy 6 do roku jednego, stosownie
        do stopnia winy i zgorszenia przez czyn ten lub rozgłaszanie sprawionego".
        Wobec urzędowego zakazu, w prawosławnej Rosji carskiej, nie odnotowano jakiegoś
        Lourdes, la Salette, Fatimy czy Jasnej Góry. Po prostu tamtejsi święci
        podporządkowali się carskiemu kodeksowi karnemu.

        Każdy oszust lub naciągacz w jakimkolwiek kraju ma "zagwarantowane" kodeksem
        karnym więzienie, jeżeli bazując na naiwności innych, zarabia na nich lub
        osiąga z tego tytułu jakieś korzyści. Religie jak widać, nie wszędzie są objęte
        podobnymi zakazami i rygorami. W Polsce, nie tylko, że państwo sankcjonuje
        niemoralne i oszukańcze postępowanie Kościoła, przyzwalając, aby fałsz,
        kłamstwo i pospolite oszustwo torowały drogę do pobożności, ale najwyżsi
        dostojnicy państwowi sami uczestniczą w różnych "zlotach", organizowanych w
        "cudownych" miejscach. Jeżeli w tym przypadku wchodzi w grę tak zwana "wolność
        wiary i wyznania", to zgoda, ale "wolność wiary" nie może opierać się na
        oszustwie!

        Cudów w rozumieniu Kościoła nie ma i rzecz w tym, aby ludzie zdali sobie z tego
        sprawę. Są tylko zjawiska, których dzisiaj nauka nie potrafi jeszcze
        wytłumaczyć. I właśnie owe niewytłumaczalne zjawiska, są akurat dla Kościoła i
        dewocyjnej jego części, cudami boskimi.

        Czyż w końcu to są odległe czasy, w których niewiedza o przyczynach zjawiska
        chemicznego, występującego na hostii, powodowała, że Kościół w swojej
        nienawiści do Żydów masakrował ich? Czyż kroniki nie odnotowały, że często na
        płatkach z mączki ziemniaczanej, z której wytwarza się hostie, pojawiały się
        czerwonawe plamki, które dla chrześcijan były dowodem, że jest to krew
        Chrystusa, bowiem Żydzi przekłuwają hostie?!

        To nauka przyczyniła się do zarzucenia zabobonu kościelnego. Wykazano, że na
        wilgotnym krochmalu, wyrasta przy sprzyjających warunkach mikrob, którego
        zarodki unoszą się w powietrzu. Rozrasta się on w postaci kolonii mającej
        wygląd kropli koloru czerwonego. To ów mikrob jest przyczyną cudu "krwawienia"
        hostii (ciała Chrystusa) i nosi nazwę Bacillus prodigiosus (lasecznik
        cudotwórczy). To "cudo" było powodem pogromu Żydów między innymi w Poznaniu i
        postawienia w roku 1399 kościoła pod wezwaniem Bożego Ciała na pamiątkę
        rzekomego wykradzenia i nakłuwania hostii. W tymże kościele można oglądać sceny
        przedstawiające rzekomą zbrodnię świętokradztwa Żydów.

        Zjawiska atmosferyczne również pracują na konto cudów w rzymskim Kościele. Na
        przykład powszechnie znana fatamorgana, miraż lub halo. Istotą zjawiska
        fatamorgana jest zetknięcie się w atmosferze dwu lub kilku warstw powietrza o
        różnej gęstości, wskutek czego powstaje efekt lustrzanego odbicia o
        gigantycznych rozmiarach. Przykładowo: jeżeli na jakimś wzniesieniu stanie
        niewiasta, trzymająca w dodatku na ręku dziecko, i zaistnieją określone warunki
        w atmosferze, tę kobietę widzimy wysoko nad ziemią w bardzo dużym powiększeniu.
        Dewotka oczywiście natychmiast mdleje na taki widok i wymaga reanimacji. Do
        końca życia nikt nie przekona jej, że to co widziała, nie było żadnym cudem, a
        tym bardziej Matką Boską z Dzieciątkiem na ręku.

        Cudów a'la Lourdes lub Fatima odnotowano dziesiątki, jakkolwiek nie zyskały one
        określonych prerogatyw Kościoła...

        19 września 1846 roku dwoje dzieci, mająca około 15 lat Melania Calvet-Mathieu
        i jedenastoletni Maksym Giraud, pasło krowy na wzgórzu la Salette Fallavaux.
        Spędziwszy wieczorem bydło z pastwiska do parafii Ablandens, oboje zapewniali,
        że około godziny wpół trzeciej ujrzeli "piękną panią", w której rozpoznali
        Matkę Boską. Przemówiła do nich w miejscowej gwarze i wyjawiła każdemu z osobna
        jedną tajemnicę. Treść tajemnicy wyjawionej Melanii została posłana do Rzymu w
        zalakowanym liście. Wkrótce do miejsca objawienia zaczęły ciągnąć pielgrzymki.
        Po zapoznaniu się ze sprawą biskup Philbert de Bruillard z Grenoble, ogłosił
        list pasterski 16 listopada 1851 roku, w którym oświadczył, że objawienie się
        Matki Boskiej "zawiera w sobie wszelkie cechy prawdy i że wierni mają prawo
        uważać to za fakt pewny i niewątpliwy." Zezwolił wiernym oddawać cześć Matce
        Boskiej z Salette. W 1852 roku papież Pius IX przyznał głównemu ołtarzowi
        kościoła, zbudowanego na miejscu objawienia, łaski przysługujące ołtarzowi
        uprzywilejowanemu. Nie wypowiedział się jednak co do samego wierzenia.

        Tymczasem sprawa objawienia znalazła przeciwników nawet wśród duchowieństwa.
        Dwaj księża z diecezji Grenoble, ksiądz Delon i ksiądz Cartellier, zgromadzili
        zastrzeżenia oponentów w piśmie zatytułowanym: "Salette przed papieżem, opisane
        przez licznych członków duchowieństwa diecezjalnego". Oskarżali w nim niejaką
        Konstancję de la Merliere, że wykorzystała łatwowierność obojga pastuszków i
        odegrała przed nimi rolę Matki Boskiej, przebrawszy się za nią. Oskarżona
        wytoczyła im proces o odszkodowanie. Zarówno sąd w Grenoble (24 IV 1885r.) jak
        i dwa lata później sąd apelacyjny, oddalili skargę i skazały ją na pokrycie
        kosztów przewodu sądowego. Ksiądz Cartellier odwołał jednak podane przez siebie
        fakty. Tajemnica Maksyma nigdy nie została ujawniona. Me
        • Gość: wojtek ... :) IP: *.network / *.network-i.net 16.08.04, 20:10
          Melania ogłosiła swoją, a według licznych opinii, treść jej tajemnicy nie
          zgadza się rzekomo z treścią wysłaną papieżowi.

          Ksiądz Delon opowiadał w kontekście tego cudu następującą historię: "Pewnego
          dnia, ksiądz Burnoud, rozmawiając wobec kilku świadków o pielgrzymce do la
          Salette, rzekł do panny la Merliere: "Kościoły były niegdyś opustoszałe, kult
          Najświętszej Panny wzmaga się i co dzień żywszym błyszczy światłem. Jak wielką
          rzecz pani zrobiłaś! I jak się to rozeszło!" Na co pani la Merliere odrzekła:
          "Nie prawdaż? Och... Dobrze o tym wiedziałam, kiedy to zrobiłam.""

          A co właściwie wówczas zrobiła pani Konstancja de la Merliere...? Chcąc odegrać
          komedię i wystąpić w roli Matki Boskiej, przebrała się w szaty koloru żółtego.
          Na głowę włożyła kapelusz w kształcie głowy cukrowej i tak wystrojona ukazała
          się dwom pastuszkom na górze la Salette. I tylko tyle...

          Kiedy ogłoszono przez biskupa, że objawienie było autentycznie cudowne,
          natychmiast utworzono stosowną kongregację do obsługi cudownego miejsca. Woda z
          jakiegoś źródła nieopodal la Salette okazała się być zaraz "cudowna", podobnie
          jak w Lourdes. Poza tym, że niektórzy pielgrzymi łaknący wody z la Salette lub
          Lourdes nabawiali się biegunki, zdaje się żadnych innych ubocznych skutków
          działania obu "cudownych" wód nie odnotowano.

          Melania Calvet-Mathieu z la Salette znalazła się zaraz w klasztorze, a jej
          towarzysz, Maksym Griruad, który nie miał zamiaru oddawać się rozmyślaniom w
          samotni klasztornej i nie chciał iść w jej ślady, został odgrodzony od świata
          przez wcielenie do pułku żuławów. Tym sposobem Kościół odizolował Maksyma od
          opinii publicznej.

          Gdyby w przypadku objawienia w la Salette sprawa przyjęła inny obrót, może nie
          musiałoby zaistnieć Lourdes. Kościół urobiłby określoną ideologię, podparł ją
          własną "powagą", "autorytetem" i "mądrością" teologii; powołałby setki
          "wiarygodnych" świadków i "naukowców", a wierni zamiast do Lourdes, gnali by do
          la Salette mając tam właśnie otwarte wrota do krainy cudów.

          Nie zdarzyło się w katolicyzmie objawienie, które nie przysporzyłoby okolicy, w
          której zaistniało nadzwyczajnych zysków finansowych. Jeżeli w pobliżu znajduje
          się jakakolwiek sadzawka, bajoro, strumyk, jezioro lub rzeka, natychmiast wody
          te zyskują status "cudownych", o nadzwyczajnych właściwościach, będących
          skutkiem i pozostałością wizyty mieszkańców chrześcijańskiego nieba.

          Pliniusz Starszy (23? - 79) w "Naturalis historia" opisuje różne dziwy
          traktujące o właściwościach wód. Być może, iż jego opisy są w wielu przypadkach
          przesadzone, ale nie można wszystkich jego informacji lekceważyć. "W Falisku
          wszelka woda pita czyni bydło czarnym; w Beocji rzeka Melas owce czarnymi;
          Cefizus, z tego samego jeziora wypływający, białymi; Peniusz zaś, czarnymi;
          żółto-czerwonymi Xantus pod Ilium, skąd też rzeka ta wzięła swoje nazwisko.
          Astaces rzeka, w Poncie, skrapia pola, na których pasione klacze żywią
          mieszkańców czarnym mlekiem. W reatyńskim jest źródło Neminia zwane, które raz
          tu, znów indziej wytryska, oznaczając zmiany urodzajów..." Mowa jest też o
          źródłach bijących koło Putoli, których ciepłe wody pomagały na chore oczy. "Na
          wyspie Enaria, - powiada Pliniusz - leczy woda cierpiących na kamienie. Także
          tak nazwana woda acidula na cztery tysiące kroków od Teanum Sidicinum; ta jest
          zimną. Także w Stabilańskim, która się dimidia zowie, a w wenefrańskim ze
          źródła Acidulus. Pijacy wodę z jeziora wellińskiego uwalniają się podobnież od
          kamieni. Też same skutki sprawia źródło syryjskie około góry Tauru, jak Warro
          powiada, a podług Kalimacha rzeka Gallus. Ale w piciu tej wody należy zachować
          miarę, aby szaleństwa nie wznieciła; co jak Ktezjusz pisze, w Etiopii ma
          spotkać tych, którzy piją ze źródła czerwonego. Wody albulskie pod Rzymem goją
          rany, są chłodne, ale kutilskie w Sabinach są najchłodniejsze, wpajają się
          niejako w ciało i sprawiają prawie gryzienie, są bardzo użyteczne na żołądek,
          nerwy i całe ciało."

          Pliniusz Starszy nie pomija przykładów w odniesieniu do negatywnych działań
          różnych wód na organizmy żywe... Gdyby tak jedno ze źródełek opisanych przez
          rzymskiego historyka miał pod swoim nadzorem Kościół! Ileż pieniędzy wpłynęłoby
          do papieskiego skarbca?! Miriam gratis uzdatniła wodę w Lourdes, ale Kościół
          sprzedaje ją za żywą gotówkę

          Cudowne wody Lourdes są tyle warte co wody polskich krynic. Na świecie istnieje
          setki miejsc, w których znajdują się uzdrowicielskie wody i jakoś nikomu nie
          przychodzi do głowy reklamować ich boskiego pochodzenia. Ot, po prostu są
          produktem natury i to wszystko, to cała tajemnica ich nadzwyczajności...

          Przy rozpamiętywaniu wszelkich cudowności, szczególnie tych w papieskim
          wyznaniu, miejmy na uwadze fakt, że w czasach ewangelicznych i wiekach
          średnich, ogrom "objawień" i "cudów" przypisywano Jezusowi Chrystusowi. Od
          czasu, kiedy Kościół nakręcił maryjną spiralę, to ona właśnie stała się główną
          i niemal jedyną cudotwórczynią katolicyzmu.

          Naturalnie, mówię tu tylko o cudach rzymskiego chrześcijaństwa, gdyż z udziałem
          świętych tego wyznania, nigdzie więcej one nie miały miejsca, to znaczy tam,
          gdzie nie uznaje się ich boskości, nie czci i nie hołubi. Tak więc, "ten"
          święty lub "ta" święta, którzy są obecni w religijnej świadomości wiernych;
          tylko i wyłącznie ONI są sprawcami wszelkich cudów. Reszta, (nieistniejący),
          milczy, nie produkuje się...

          Prawdziwym cudem moglibyśmy nazwać przypadek, gdyby kalekiemu pielgrzymowi do
          Lourdes, odrosła np. noga lub ręka. Ale póki co, czegoś podobnego nie
          odnotowano.
          • Gość: wojtek Źródło IP: *.network / *.network-i.net 16.08.04, 20:14
            Cały tekst zapożyczony został stąd
            www.racjonalista.pl/kk.php/s,2760
            • abigeil4 na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga 16.08.04, 20:47
              i coz ci Wojtusiu z popielnika powiedziec,urazic bym cie nie chciala , tak
              pracowicie dlugi post skopiowales.I nawrzucales wszystko do jednego worka co ci
              sie w KK nie podoba.
              O dogmatach wiary na temat ,ktorych ,jak sama nazwa wskazuje sie nie
              dyskutuje,tylko przyjmuje do wiadomosci lub nie -i Kosciolem Katolickim w takim
              wypadku nie zawraca sobie i sluchaczom glowy.
              O kulcie swietych,cudownych obrazow,posagow i zrodelek,do czego KK wcale nie
              zmusza.Tu akurat masz wolna wole wierzyc w to lub nie i dalej pozostac
              czlonkiem Kosciola
              Jesli chodzi o Lourdes to powiem ci,ze jest tam pieknie i malowniczo,stare
              miasteczko przylepione do zbocza Pirenejow,bylam ,zachwalam i gdyby nawet nie
              religijny cel tej wyprawy i tak warto tam pojechac,wiec sadze,ze turystow by
              tam nie brakowalo.
              Kosciol bardzo ostroznie ,az przesadnie ostroznie do takich miejsc cudow
              podchodzi.
              Stad sie bierze ta liczba uznanych za cudowne ozdrowien,bo przypadki takie sa
              zawsze z pelna starannoscia badane.
              Rzeczywiscie byloby dziwne,gdyby okazalo sie ze przy takim skupieniu
              chorych ,pielgrzymujacych od tylu lat tylko 5 przypadkow uzdrowienia zaistnialo.
              Bo zapewniam cie ,ze bylo ich znacznie ,znacznie wiecej,ale na temat kazdego
              cale konsulium medykow sie wypowiada i badaja,czy choroba byla rzeczywiscie
              nieuleczalna,czy nie miala jakiegos psychicznego,histerycznego podloza,a bardzo
              trudno jest to na 100% stwierdzic.I wszystkie takie watpliwe przypadki sa
              odrzucane.
              W Lourdes dziala magia tego miejsca ,a zwlaszcza specjalnej wieczornej procesji
              ze specjalnymi swiecami w lichtarzach.A wszyscy pielgrzymi(nas bylo 100 tys )
              spiewaja :"po gorach dolinach",oczywiscie kazdy w swoim jezyku,choc melodia
              jest jedna i dopiero refren Ave Maryja brzmi jak grom ,a swiece ida w gore.
              I wierz mi,choc ten obiaw religijnosci zapewne do ciebie nie przemawia to
              zlaczenie wiernych, na codzien roznymi jezykami mowiacych ,ma przedziwna
              moc,byc moze nawet uzdrowiencza.
              A napewno pokazuje -jak nas jest duzo
              Miliard Wojtusiu,miliard
              I to ciebie chyba najbardziej boli,a nie jakies tam wyimaginowane oszustwa w
              wierze,ktorej nie wyznajesz
        • marcus_crassus a czego ty chcesz??? :DDDD 16.08.04, 20:26
          wiekszosc ludzi to kretyni,pamietam obrazek z jakas stara babcia ktora stwierdzila ze "papiez to jest dla niej wazniejszy niz Bog"...pewna czesc populacji ludzkosci nie zasluguje na miano "homo sapiens" bo zdolnosci rozumowania ograniczyly sie dla nich do podstawowych czynnosci jak mozliwosc rozrozniania smakow jedzenia :))))

          szczegolnie jest to widoczne w krajach takich jak Polska gdzie np mozna sobie obejrzec msze w parafii sw. brygidy gdzie lokalny ksiezulo istote religii sprowadzil do obrony swoiscie rozumianej polskosci przed zakusami masonow i Zydow :)))

          oczywiscie ze ludzie sa kretynami - wiekszosc wiec potrzebuje namacalnych "lokalnych" bozkow.podobno chrzescijanstwo jest religia monoteistyczna.to dosc zastanawiajace w praktyce w zwiazku z istnieniem matki boskiej z lourdes,matki boskiej czestochowskiej,matki boskiej fatimskiej,i calej masy innych przeroznych "lokalnych" bozkow.co ciekawe matka boska fatimska nie ma nic wspolnego z matka boska czestochowska.wlasciwie ktos kto by przyjechal z odrebnj kultury moglby byc pewny ze mamy do czynienia z kultem jakiegos lokalnego bostwa.oczywiscie mniej poteznego niz "najwiekszy" Bog ale rownie wartego skladania mu holdow.

          nie widac tutaj zbyt wielu roznic faktycznych miedzy religiami antycznymi gdzie rowniez wystepowal "jeden najpotezniejszy bog" oraz szereg bostw pomocniczych o nizszej randze.

          po prostu w naszej kulturze ta "ranga" bostw jest zdecydowanie mniejsza i zostala dorobiona nieco nowa ideologia.zdecydowanie przypomina to jednak wierzenia egipskie z bogiem Ra.co ciekawe lokalne bostwa maja wyraznie lokalna skale dzialania - matka boska czestochowska rzecz jasna ogranicza obszar swojej dzialalnosci do czestochowy a matka boska z lourdes wymaga wypicia dodatkowo cudownej wody.ewenementem na ta skale wydaje sie jednak byc fatima ktora juz w ogole jest kpina z "wyzszej koncepcji religii" bo dzieciaki mowia o karach za grzechy,o piekle i diablach z glowami zwierzat (tak:oficjalne wydawnictwa koscielne ktore udalo mi sie kupic ktoregos razu w warszawskim kosciele) zeby na koniec zobaczyc krecace sie sloneczko :)))))))))))

          zreszta "nowoczesne" religie zachodnie sa jeszcze gorsze - w US pewien rabin za drobne wsparcie w kilka godzic wytlumaczy ci sekrety kabaly (chetnych jest cala masa lacznie z "gwiazdami" hollywoodu)inni beda ci tlumaczyc ze jak zaczniesz wpieprzac zielsko i nakluwac sie w rozne miejsca dostapisz oswiecenia.

          nie mowie tutaj juz nawet o dzikusach biegajacych w krajach arabii krzyczacych allach akhbar i wysadzajacych sie w powietrze bo to juz w ogole trzeci swiat...

          fakt faktem ze jak sie patrzy na to wszystko ma sie wrazenie ze to jednak cud ze to wszystko funkcjonuje a przy takim stezeniu matolow w naszej cywilizacji polecielismy w kosmos.

          to jest najwiekszy cud jaki widzialem w zyciu i wciaz nie moge w niego uwierzyc.
          • kropekuk Dla wiekszosci ludzi religia jest rodzajem polisy 17.08.04, 02:40
            ubezpieczeniowej - mysle tu o kulcie, o praktykowaniu, nie o wiarze, bo to
            jednak pewna roznica.
            A te wszelkie elementy ludyczne, ktorych katolicyzm (czy lepiej -katolicyzmy)
            jest pelny maja swoj urok. A przy tym konserwuja przezytki wczesniejszych
            religii - np.w przypadku wielosci kultow Madonny: kultow rolniczych.
            • marcus_crassus kult jest bardzo wazny. 17.08.04, 03:00
              pozwala sie wokol czegos zintegrowac.zazwyczaj ludzie sa ograniczeni zeby np skoncentrowac sie na jakis pojeciach abstrakcyjnych.dlatego tez tak latwo przywiazuja sie do lokalnych kultow.fenomenalny jest np kult swietych - kazdy swiety jest patronem innej dziedziny.przeciez to zywcem przeniesione bozki starozytne.bozek urodzaju,bozek wojownikow,bozek rybakow etc.

              bardzo wazny jest rowniez element "cudow" bo cuda maja sprawiac ze pojawia sie bezposrednia ingerencja sil paranormalnych.w sumie juz jak sie wierzy to jednak chcialoby sie jakis namacalny dowod.

              wiara natomiast nie istnieje bo prawda jest taka ze po rozlozeniu wiekszosci religii na czesci pierwsze staja sie one raczej pozbawione wielkiej logiki.jednoczesnie spelniaja bardzo wazna role integracji wokol jakis wyzszych wg wierzacych wartosci.

              ciekawym tego przykladem jest post abigeil.mozna zauwazyc zdanie "jest nas miliard".wiec osoba piszaca pod tym nickiem czuje sie "psychicznie" zwiazana z kazdym kto deklaruje sie jako katolik.

              najgorsza jest dla chrzescijanstwa wizja smierci obecnego papieza.w duzej mierze zatrzymuje on postepujaca erozje chrzescijanstwa i katolicyzmu.ludzie szczegolnie na zachodzie coraz bardziej odrzucaja cala instytucjonalizacje kultow i to o czym tutaj mowa a w zamian nie wchodzi raczej zadne rozszerzenie zainteresowania "podstawa" wiary.wiec calosc ulega poteznemu kryzysowi.

              swoja droga choc tutaj moje zdanie jest bardzo "na oko" poniewaz nie znam w zasadzie tej religii ciekawa religia wydaje sie byc judaizm ktory z tego co zauwazylem rzeczywiscie moze pretendowac do miana prawdziwie monoteistycznej religii bez elementow kultu lokalnych bozkow.bardzo mozliwe ze stalo sie tak ze wzgledu na niewielka ekspansje tej religii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka