yurek11111
08.04.15, 16:23
Juergen Roth twierdzi, że według agenta niemieckiego wywiadu to oficer rosyjskiej FSB podłożył ładunki wybuchowe w samolocie prezydenckim, który rozbił się pod Smoleńskiem.
W wywiadzie dla "Bilda" Roth twierdzi, że swoje rewelacje wysnuł w oparciu o raport agenta BND. W tym sporządzonym w marcu 2014 roku dokumencie, skierowanym do przełożonego, funkcjonariusz wywiadu miał informować, że "wiodący oficer rosyjskiego FSB" umieścił na pokładzie prezydenckiej maszyny kilka ładunków TNT ze zdalnie sterowanymi zapalnikami. Rosyjski agent wspierany był przez polskich pomocników na lotnisku w Warszawie - twierdzi Roth, dodając, że w raporcie wymienione jest nazwisko rosyjskiego generała.
- To jedna z wielu innych przesłanek - zaznacza Roth w wywiadzie dla "Bilda".
Sam dziennikarz zastrzega, że do raportu trzeba podchodzić - jak zawsze w takich przypadkach - sceptycznie. Zaznacza, że autorem dokumentu jest jednak "od dawna dobrze znany i będący w służbie czynnej agent, posiadający znakomite kontakty w polskich i rosyjskich kołach rządowych i wywiadowczych".
Dokument zawiera nazwisko i materiały właściwego dla tej sprawy generała FSB, który przebywał w tym czasie na Ukrainie.
Jak podkreśla Roth, raport opiera się na dwóch niezależnych od siebie źródłach z Polski i Rosji. Oba źródła opisują szczegółowo proces umieszczenia materiału wybuchowego - czytamy w "Bildzie".
Zdaniem Rotha motywy sprawców są oczywiste. Prezydent Lech Kaczyński był "zaciekłym przeciwnikiem Kremla i Putina". Jak dodaje, Kaczyński sprzeciwiał się podpisaniu umowy z Gazpromem.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,17718445,Katastrofa_smolenska__Juergen_Roth_promuje_teorie.html
Zaraz po wydarzeniu z Prezydenckim Tupolewem,mialem sygnaturke:
"Jezeli sledztwo prowadza ci ktorzy dokonali zbrodni,to szanse ,ze prawda ujrzy swiatlo, sa zerowe..."