18.09.05, 09:12
jakis miesiac temu zastanawialem sie czy mamy do czynienia z 'real estate
buble' (ceny windowane popytem, cos w rodzaju 'asian buble' i 'computer
company buble' kiedy ceny akcji byly dyktowane popytem na nie) czy z inflacja
(wartosc czegos tam wzrasta bo zmniejsza sie wartosc waluty za jaka mozna to
cos kupic). notatka osobista: zwracam uwage na cene duzych rzeczy (zasada) i
drobiazgow, ktore kupuje za gotowke bo zazwyczaj nosze jej niewiele. duze
rzeczy to dom, wydawalo mi sie ze przeplacilem w sierpniu. we wrzesniu mialy
miejsce nastepujace wydarzenia. zaplacilem ups za wysylke wedzonej ryby mniej
wiecej dwa razy tyle ile placilem za wysylke specjalnego sera jakies trzy
miesiace wczesniej. moja corka zaplacila temu samemu fryzjerowi ponad 50%
wiecej niz szesc tygodni temu. wczoraj zaplacilem 'blockbuster' za
wypozyczenie filmu ponad 30% wiecej niz w sierpniu. wciaz wydaja mi sie tanie
komputery i oprzyrzadowanie (wlasnie kupilem nowy monitor) tak samo jak
jedzenie. tyle ze cena mojego monitora mogla wynikac z tego ze kompanie
pozbywaja sie 'inventory' a ceny zarcia wynikaja z taniej sily roboczej i
rzadowych dotacji.

kumpel mowi mi ze te podwyzki, na ktore zwrocilem uwage, wynikaja z tego ze
korporacje podnosza ceny aby zachowac 'competitivness' raczej niz ze spadku
wartosci dolara. zgodzilbym sie z tym (boje sie inflacji, wiec kazde
pocieszenie jest dobre) gdyby nie kilka rzeczy. greenspan robi halas ze moze
odejsc. powstaje pytanie czy ten halas nie wynika z naciskow na drukowanie
wiecej dolarow. rosly ceny ropy wiec wzrost cen mozna byloby tym tlumaczyc
gdyby nie to ze podwyzki cen znacznie przekraczaja podwyzki cen ropy. wojna w
iraku jest bardzo kosztowna a obecna administracja nie zajakuje sie o
podnoszeniu podatkow (moge sie mylic bo ostatnio nie zagladam czesto do
prasy, licze tu na poprawke Felusiak). czyms trzeba to zalatac i drukowanie
pieniedzy, lub wpuszczanie pieniedzy do obiegu innymi metodami, jest
praktycznie nieuniknione. mamy do czynienia z kryzysem ekonomicznym (Felusiak
i Dragger przytocza wiele argumentow przeciwko tej tezie, ale ich podejscie
do ekonomii bardzo rozni sie od mojego) a w takich sytuacjach zawsze pojawia
sie powazna inflacja.

zmierzam do tego aby Wam powiedziec ze nie mamy do czynienia z 'real estate
buble' ale z autentyczna inflacja. ceny nieruchomosci, szczegolnie ziemi,
rosna bo rosnie nacisk na lokowanie kapitalu w ziemi/domach i dlatego ze
dolar traci wartosc. to pierwsze mozna wytlumaczyc 'owczym pedem' ale to
drugie jest niepokojace. jezeli wartosc dolara spada w sytuacji kiedy ten
dolar 'competes' z inna szeroko uzywana waluta (euro) to ci, ktorzy polegaja
na dolarze (kanada, uk, japonia, wiekszosc trzeciego swiata) sa w powaznych
klopotach. to ze ceny kredytow pojda w gore to male piwo wobec tego ze nasze
pensje, i szczegolnie emerytury, straca wartosc. znowu moze mi sie tu oberwac
od naszych 'pieknoduchow' narzekajacych ze ja wszystko sprowadzam do
ekonomii, ale mysle ze czas abysmy zaczeli dyskutowac o pieniadzach w dodatku
do wciaz prowadzonych ideologicznych klotni. przede wszystkim, powinnismy
zaczac zastanawiac sie jak zmusic naszych reprezentatow do przeciwdzialania
niszczeniu naszej ekonomi przez obecna administracje.

ten temat jest mi szczegolnie bliski bo nie mam ochoty na przejscie do
historii rodziny jako ten, ktory roztrwonil jej majatek. ciekaw jestem
Waszych opinii, ale nie obrazcie sie kiedy nie bede na nie odpowiadac przez
kilka dni. obiecuje nadrobic to w weekendowe noce.
Obserwuj wątek
    • polski_francuz Tylko w mury 18.09.05, 09:46
      takie jest francuskie powiedzenie: investir en mûrs. Tak ty zrobiles tak i ja.
      Pytanie czy rozsadne jest robienie tego w czasach mniej czy bardziej ukrytej
      inflacji, kiedy wszyscy tak inwestuja i robi sie bula spekulacyjna.

      U naszych UK sasiadow toaleta w srodku Londynu kosztuje tyle ile moj dom. Nic
      dziwnego, ze przyjezdzaja tu podbijac ceny domow. No wiec ceny spadna, co szef
      Fedu przewidzial zreszta.

      No wiec moj guess na dystans 5-10 lat stracisz, na dystans 15-20 lat sluchajmy
      madrych Francuzow i inwestujmy w mury.

      Ale w kazdym razie nie trzymaj mnie za slowa jesli tak sie nie stanie. Glowa do
      pieniedzy jest w mojej rodzinie obdarzona zona ...Francuzka.

      PF

      P.S. Juz mowilem na tym forum, ze prawa ekonomii nie stosuja sie do wielkich
      panstw. W kazdym razie na krotki dystans...
      • ghotir Re: Tylko w mury 18.09.05, 10:06
        sklaniam sie do sluchania Twojej zony na dlugi dystans. Moja, middle class
        amerykanka, ja popiera a ona wyssala zarzadzanie finansami rodziny w kolysce
        (wlasnie wpuszcza mnie w kupowanie ziemi wokol moich rodzinnych domow).

        napisales: 'prawa ekonomii nie stosuja sie do wielkich panstw. W kazdym razie
        na krotki dystans'.
        calkowicie sie z tym zgadzam. tyle ze ten krotki dystans kiedys sie konczy i
        wtedy, obawiam sie, bedziemy mieli problemy. mozliwe, ze to co dzieje sie teraz
        jeszcze raz sie odwroci tak jak odwrocil sie krotki 'kryzys opec'. Wy, w
        europie, macie niewielkie powody do zmartwien, jak nie jeden to drugi kraj
        potrafi utrzymac reszte swiata w ryzach, my tutaj jestesmy w troche innej
        sytuacji. to na krotka mete, na dluzsza mete zaczynam obawiac sie ze frank ('re-
        orient') ma racje.

        margines: wykopalem gdzies tam ze przedrostek 'eu' oznacza piekny, dobry.
        zastanawiam sie nad korzeniem 'ropa'; masz jakis pomysl?

        wczesnie wstajesz w niedziele.
        • polski_francuz Re: Tylko w mury 18.09.05, 10:21
          Europa ma cos z mitologicznym bykiem wspolnego. Chyba byk ja porwal czy
          cos...Ropa, wiem do czego zmierzasz, to zabawy ze slowami, ktore i ja bardzo
          lubie. A znajomosc jezykow tylko zwieksza mozliwosci zabaw i skojarzen.

          Ropy w Europie duzo nie ma. Chyba, ze Rosje w nia wlaczysz co najwyzzej polowa
          prawdy jest. I my Polacy Rosji nie lubim poza tym.

          Poza tym ropy zloza juz sa wykryte i nowych nie ma. Martwi mnie to troche, bo
          mam taki wyklad,ze mowie wlasnie o rafinacji i przerobce ropy. I boje sie, ze
          krotko przed emerytura (za 15 lat) bede musial go drzacymi rekami zmienic.

          W koncu szukalem sobie w glowie eu... slow. Ale oprocz imion Eurydyka,
          Eurypides, (h)eurystyka...nie znalazlem. Przecietnemu europejczykowi kojarzy
          sie (zle) ze z administracja brukselska, ktora + 5000 Euro/miesiac zarabia i
          juz w czartek na dobrze zasluzony weekend jedzie. A jej rola polega na tym,
          zeby odrzucac nasze podania o dotacje, tlumaczac nam ze jestesmy za glupi aby
          forse dostac:)

          Niewiele ci pomoglem. Powinienem chyba jogging zrobi, to poprawi
          prostolinijnosc mojego myslenia.

          pozdro

          PF
          • ghotir Re: Tylko w mury 18.09.05, 10:49
            piekny byk? troche mi nie gra. zwazywszy na konstantynopol sklanialbym sie do
            myslenia o pieknym polaczeniu z azja. daje sobie troche czasu na wymyslenie o
            co tu moglo chodzic. dam Ci znac jak cos wymysle.
            owszem, bardzo lubie lingwistyczne zagadki i, zgadza sie, im wiecej jezykow
            sobie przyswajam tym wiecej mam zagadek do rozwiazania.
            od lat probuje wymyslic skad pochodzi nazwa 'pole' i 'poland'. moja zona ma
            swoje pomysly, ale nie chce jej wierzyc bo te pomysly wskazuja na subordynacje
            polan wobec germanskich plemion.

            watpie w niewykryte zloza ropy w europie (poza rosja) ale Wy przeciez siedzicie
            na weglu. technologia produkcji ropy/benzyny/gazu z wegla siega przynajmniej
            drugiej wojny swiatowej wiec jestescie w dobrej sytuacji. my tez siedzimy na
            weglu, moje domy rodzinne stoja na nim, ale jest to wegiel gorszego gatunku niz
            ten u Was.

            nie rozmawiaj ze mna o brukselskiej biurokracji. spedzilem dwa lata laczac ja z
            polskimi chlopami. pozostal mi niesmak i z powodu brukseli i z powodu polskich
            wladz.

            ja dosc dawno dalem sobie spokoj z jogging. dobre to dla pluc ale wali w moje
            stawy u nog. za to spacer tez daje mi troche odprezenia, nie jest 'ciezki' dla
            nog i pozwala na ogladanie fiszek; same korzysci.
        • leaky_cauldron Re: Wam to dobrze! 18.09.05, 10:30
          Bo mój stary to Polak i łeb do interesów ma jeszcze dużo gorszy, niz ja, czyli
          juz tragiczny!

          Faktycznie w mury trzeba! Mury runą, jak wiadomo - ale nie te, na szczęście, o
          których tu mowa. Tylko my nie możemy, bo wszystko tu jest z tubajforów
          (podstawowy materiał budowlany w USA, czyli belka 2 na 4 incze) i dykty. No,
          ale działki też mają wartość! Znajomi za rok sie wyprowadzają z domu na dużej
          zalesionej działce, będą sprzedawać i mnie już ślinka cieknie na ich posiadłośc
          i nawet starego zdołałam zarazić tym entuzjazmem. Trzeba będzie zdrowo dopłacić,
          niestety, ale przynajmniej inflacja tych pieniędzy nie zeżre...

          W naszej mieścinie w ogóle to run na nieruchomosci jest teraz niesamowity.
          Kompletnie tego nie rozumiem, bo jednocześnie w biznesie jest zastój, kupa
          lokali sklepowych i biurowych straszy wielkimi napisami "For Lease". Nie moge
          dociec, dlaczego ludzie jednak sciągają i kupuja wszystko, co sie nabuduje?
          Podobno emeryci nasza dziure "odkryli" i bardzo wielu kupujacych to właśnie tacy.
          • ghotir Re: Wam to dobrze! 19.09.05, 03:29
            leaky_cauldron napisał: 'działki też mają wartość'
            wlasnie ta rosnaca wartosc dzialek zmusila mnie do myslenia. byla w mojej
            wiosce dzialka do wykupienia. zlozylem oferte ale okazalo sie ze inne oferty
            byly mniej wiecej 100% wyzsze niz moja. zlozylem to na karb 'real estate buble'
            dopoki nie zaczalem szukac domu w miescie. wtedy dopiero zaczalem zastanawiac
            sie nad inflacja (moja wioska ma znaczenie turystyczne wiec ceny tutaj oscyluja
            naturalnie). wyszlo mi ze to nie ceny ziemi ida w gore ale wartosc dolara idzie
            w dol. przerazilem sie i popelnilem ten watek. bardzo Was prosze, uspokojcie
            mnie.
          • macacz Wytlumaczenie jest chyba dosc proste 19.09.05, 15:02
            leaky_cauldron napisał:

            > W naszej mieścinie w ogóle to run na nieruchomosci jest teraz niesamowity.
            > Kompletnie tego nie rozumiem, bo jednocześnie w biznesie jest zastój, kupa
            > lokali sklepowych i biurowych straszy wielkimi napisami "For Lease". Nie moge
            > dociec, dlaczego ludzie jednak sciągają i kupuja wszystko, co sie nabuduje?
            > Podobno emeryci nasza dziure "odkryli" i bardzo wielu kupujacych to właśnie
            tac

            No wlasnie, ekonomia nie jest wcale na jakiejs ogromnej "fali", jak napisalas,
            sporo biznesow jest out a ludzie kupuja nieruchomosci jak wariaci.
            Slyszalem juz samouspakajajaca teorie, (jedna z najbardziej idiotycznych) ze
            to nielegalna imigracja napedza ten boom :)
            Prawda jest podejrzewam troszke inna. Ludzie nie umieja inwestowac.Nie znaja
            sie na tym a brokerom nie do konca wierza. A banki placa ponizej 1% na swych
            kontach oszczednosciowych.
            Stad to przekonanie, ze "dom to inwestycja". Falszywe. Dom to nie instrument
            finansowy.
            Ludzie szukaja "latwej inwestycji", by nie stracic a zarobic w miare pewnie.
            Pokutuje zakorzenione gleboko przekonanie, ze na RE "nie mozna stacic, bo
            jeszcze nikt nie stracil". I tym sposobem, w miescinie oddalonej od NY o 142
            mile (co raczej wyklucza dojazdy do pracy), polozonej nad sztucznym, plytkim,
            smierdzacym mulem jeziorem, najbliszym shopping area oddalonym o 11 mil ,
            dzialka 1/3 akra z domen(?)/budka praktycznie nie nadajaca sie do zamieszkania,
            kosztuje.....320 000 dolarow !!!! (Widzialem na wlasne oczy).

            > y.
    • leaky_cauldron Re: inflacja 18.09.05, 10:10
      No więc muszę Ci powiedzieć, że nie jesteś osamotniony: podobne myśli i mnie od
      jakiegoś czasu nurtują... Może dlatego, że emerytura to dla mnie już kwestia
      niecałych 10 lat. Pensja człowiekowi stopniowo rośnie (naogół) przez cały okres
      pracy, więc inflacji sie tak nie czuje. A na emeryturze już okresowych podwyżek
      nie ma...

      Raczej trudno uwierzyć w to, że jak domy idą w góre jak Space Shuttle, to nie
      "pociągną" i całej reszty...

      Ale do wyjaśnienia tych zagadnień w sposób kompetentny trzeba kogoś z lepszą
      głową do ekonomii, niż Państwo Leaky Cauldrons. Natomiast do lękania się głowa
      nie jest aż tak bardzo potrzebna.

      Ja mam bardzo sedziwego wuja tu w Stanach. Jest inzynierem, pracował w dużej
      znanej firmie, "maczał palce" w budowie wielu wielkich hydroelektrowni w USA.
      Przechodził na emeryture podkoniec kadencji Cartera, był wtedy okres dośc silnej
      inflacji... Fundusz emerytalny firmy się przez to efektywnie bardzo "skurczył".
      No dostał z niego emeryturę, która już wtedy była śmieszna, a teraz już jest
      groteskowo mała, niespełna $500 miesięcznie. Całe szczescie, że on był z rodziny
      kresowej, która za jego życia kilka razy wszystko traciła - najpierw po
      rewolucji bolszewickiej majątek na Białorusi, później dorobek z całego
      miedzywojennego okresu w Wilnie. Więc wiedział, że różne rzeczy sie zdarazają i
      na wszelki wypadek mądrze inwestował oszczedności w czasie lat pracy. I teraz
      niedostatku nie cierpi. Ale ta sprawa jego "zasadniczej emerytury" jest bardzo
      pouczająca...
      • polski_francuz Re: inflacja 18.09.05, 10:27
        Leaky:

        Public servants w Stanach tez sie musza martwic o emeryture? Jak to u was
        wyglada, po ilu latach i ile?

        U nas w education nationale po 15 latach i 25% ostatnich dochodow. Po to co rok
        chyba 1,5 %. Z tym ze poki co bo Francja zadluzona bardzo i piramida
        demograficzna staje na glowie.

        PF
        • leaky_cauldron Re: inflacja 18.09.05, 10:55
          polski_francuz napisał:

          > Leaky:
          >
          > Public servants w Stanach tez sie musza martwic o emeryture?

          Akurat my niezupełnie jesteśmy "public servants". No, niby w końcu od paru lat
          na uczelni stanowej, ale przedtem tułalismy sie po uczelniach prywatnych -
          dobrych i znanych, ale zawsze na "soft money", więc na żaden ani federalny ani
          stanowy program się nie załapaliśmy. A teraz już nie przepracujemy wymaganego
          minimum lat, zeby dostać te naprawdę porządne benefity. Ja nawet nie wiem, ile
          to jest - specjalnie sie nie dowiaduję, żeby mnie cholera nie trzęsła, że tych
          parę lat do tego "szczęścia" zabraknie. Za późno sie w tym kraju zjawiliśmy, ot,
          co!

          MusiałObym popytać znajomych, bo mam paru w National Institutes, którzy od lat
          mają status Civil Servant. Polaków, znaczy - amerykańskich znajomych bałObym się
          zapytać, bo czegoś alergicznie reagują na takie pytania.

          Zgodnie z tym, co przed chwilą napisałOm, zaczynam używać rodzaju niejakiego.

          C_N (Cieknące Naczynie)
      • ghotir Re: inflacja 18.09.05, 10:30
        witaj, leaky_cauldron,

        nie wiem czy rozmawiam z mezem czy z zona (w/g tego co napisalas ponad miesiac
        temu), ale watpie ze to ma znaczenie poza sposobem zwracania sie. zwracam sie
        do zony bo kiedys jej odpisalem.

        moja emerytura to sprawa czterech lat, mamy tu limit wieku, wiec nie dziw sie
        ze jestem zaniepokojony inflacja. ja tez, dzieki mojej amerykanskiej zonie i
        pamieci kresowej matki lokuje forse w rozne przedsiewziecia. jednak, obawiam
        sie o moje dzieci i wnuki. owszem, dostana domy i ziemie ale przeciez tymi sie
        nie najedza kiedy inflacja ich uderzy. stad zastanawiam sie jak moge wplynac na
        moich lokalnych 'pieknoduchow' lub 'tree huggers' aby zainteresowali sie troche
        ekonomia. szukam pomyslow a to forum ma ich w nadmiarze. bardzo prosze,
        abyscie, na moment, skoncentrowali sie na ekonomii.
        • leaky_cauldron Re: inflacja 18.09.05, 10:42
          ghotir napisał:

          > witaj, leaky_cauldron,
          >
          > nie wiem czy rozmawiam z mezem czy z zona...

          "Gorsza Połowa" Leaky Cauldrona do tej pory tylko coś trzy czy cztery razy
          popełniła post i chyba nie zacznie prędko pisać, bo na razie jest w Polsce i
          jeszcze tam trochę zabawi. Wziął niby notebooka, ale rzadko go używa.

          Na wszelki wypadek - proponuję - jak nie wiadomo, które z nas akurat pisze, to
          żeby się się do nas zwracać w rodzaju niejakim. Na przykład: "Cieknące Naczynie!
          Czy przeczytałOś post..." itd.
          • ghotir Re: inflacja 18.09.05, 10:58
            leaky_cauldron,

            ja lubie zone. wiec bede sie zwracac do kobiety, chyba ze Twoj
            malzonek 'popelni' post do ktorego bede sie musial ustosunkowac.

            przyjmij moje usprawiedliwienie Twojego malzonka. tez mialem w polsce lap-topa,
            ale po to aby go uzywac CIAGLE na internecie musialem zakupic dodatkowe
            serwisy. bez tego czasami udawalo mi sie polaczyc a czasami nie. poczekajmy na
            Twojego meza po powrocie z polski - tez jestem ciekaw jego wrazen.
    • leaky_cauldron Re: No, pociecha wróciła z imprezki... 18.09.05, 10:57
      Mogę wreszczcie pójść spać! Dobrej nocy/dnia!

      C_N
    • ghotir Re: inflacja 18.09.05, 20:16
      kochani forumowicze,
      jezeli mamy do czynienia z inflacja (moja propozycja) to ona dotyczy wiekszosci
      z nas - nie wierze ze wszyscy nasi forumowicze sa milionerami siedzacymi na
      tysiacach hektarow ziemi. i co? nie macie komentarzy na ten temat?
    • ghotir Re: inflacja 19.09.05, 01:58
      nie wierze ze tylko rodzina leaky_cauldron jest zaniepokojona inflacja lub ze
      wiekszosc z Was zablokowala moje posty. odezwijcie sie, naprawde mi na tym
      zalezy: moze ja znowu panikuje?
      • manny_ramirez niektorzy z nas maja zle doswiedczania 19.09.05, 02:38
        z dyskusjami na tym forum i kto co komu zarzuca

        i tak panikujesz bo inflacja w skali historycznej jest czym nieuniknionym

        tak jak i zmiany klimatyczne
        • ghotir Re: niektorzy z nas maja zle doswiedczania 19.09.05, 02:54
          manny_ramirez,
          witaj.
          mialem czas przespac sie z Twoimi zarzutami.
          owszem, historycznie inflacja jest nieunikniona. pamietaj jednak ze ja
          dorastalem w czasach ekonomicznego rozkwitu. emocjonalnie trudno mi pogodzic
          sie z kryzysem. na dodatek, w polsce bylem odpowiedzialny tylko za siebie i
          moja malutka rodzine. tutaj jestem odpowiedzialny za rodzine z ponad 150-
          letnimi korzeniami. nie dziwota ze panikuje. a ze jestem w naukach spolecznych
          to nie wstydze sie przyznac do tego. zamiast historia sprobuj mnie uspokoic
          biezacymi wydarzeniami. lub poradz co moge zrobic aby zabezpieczyc rodzine
          przed inflacja.
    • abe_ltd Re: inflacja 19.09.05, 04:21
      Historia uczy ze wartosc ziemi i nieruchomosci nigdy nie idzie w dow.
      • ghotir Re: inflacja 19.09.05, 04:29
        abe_ltd napisała: 'Historia uczy ze wartosc ziemi i nieruchomosci nigdy nie
        idzie w dow'
        ---------
        ales mnie pocieszyla:)
        jak ceny ziemi nie ida w dol (zgadzam sie z Toba) to ja nie jestem panikarzem.
        jak nie jestem panikarzem to znaczy ze to co ja i moja rodzina inwestuje w
        przedsiewziecia inne niz ziemia to stracone fundusze. masz jakis pomysl aby to
        odwrocic dla normalnych (nie milionerskich) rodzin?
        • abe_ltd Re: inflacja 19.09.05, 04:33
          Dla mnie real estate investment to sa longterm investments. Tzn nie sobie tam
          fundusze siedza i dojrzewaja jak dobre wino.
          Investments w stock exchange to jak wiemy tylko jest short terms stuff, trzeba
          wiedziec jak grac i reagowac dosyc szybko. Nie mam ekspertyzy wiec sie w to nie
          bawie.
          Oczywiscie pozostaje opcja aby twoj bank sie w to bawil w twoim imieniu - wiec
          zainwestuj w unit trusts. Tam sa pewne safety nets dla niedoswiadczonych
          inwestorow. Korzystne sa ona jak zbierasz na emeryture.
          Nie wiem dlaczego cie poluczam bo ja wszystko i tak trwonie jak leci. Life is
          short. Mentalnosc tutaj jest tez rozna od naszej. Tu sie zyje a nie zbiera na
          spadek dla dzieci.
          • ghotir Re: inflacja 19.09.05, 04:45
            abe_ltd napisała: 'Tu sie zyje a nie zbiera na spadek dla dzieci.'
            ---------------
            ja probuje i zyc i zbierac na spadek dla dzieci. moze dlatego ze moja rodzina
            zbierala na spadek dla mnie.
            owszem, uzywam 'unit trust' i wydaje mi sie ze moj kalifornijski ubezpieczacz
            (choc od lat nie pracuje w kaliforni) tez gra na gieldzie. jednak wiem ze
            jezeli zdarzy sie cos podobnego do krachu w 1929 to bede sobie mogl tylek
            podetrzec i moja kalifornijska emerytura i tym co inwestuje prywatnie.
            pozostanie mi to co mam w ziemi i emerytura rzadowa kanady. dla mnie to wiecej
            niz dosc, ale martwia mnie dzieci. tez chcialbym im cos zostawic tak jak moi
            krewni zostawili cos dla mnie.
            • abe_ltd Re: inflacja 19.09.05, 04:55
              No wlasnie te unit trusts sa korzystne na wypadek krachu w rodzaju 1929
              poniewaz sa to diversified investments,czyli czesc idzie w inwestycje w
              nieruchomosci, czesc w domestic stock exchange a jeszcze inna czesc w foreign
              real estate and foreign stock exchange. A zatem jesli u was domestically sie
              rypnie to przynajmniej nie wszystko stracisz. Poza tem te emerytalne unit
              trusts maja safety nets i pewne gwarancje dlatego wlasnie ze sa emerytalne.
              Ja uwazam ze najlepsza inwestycja w dzieci to fundowanie ich edukacji. Ja mam
              trust account w imieniu dziecka wlasnie na jej edukacje. To najlepiej jej
              oprocentuje. A reszta bedzie zalezala od niej.
              Jestes chyba troche overprotective over swoje pociechy - napewno nie zgina jak
              im milionowej estate nie zostawisz. Moze im nawet na zdrowie to wyjdzie.
              • club66 Re: inflacja 19.09.05, 05:10
                Nie kompromituj sie czlowieku...
                Mieszkasz w Stanach a pytasz na polskim forum jak tam zyc...
                Ubaw po pachy :)))
                • ghotir Re: inflacja 19.09.05, 05:47
                  club66 napisał: 'Mieszkasz w Stanach a pytasz na polskim forum jak tam zyc...'
                  --------
                  tak naprawde to teraz mieszkam w kanadzie, ale to nie ma wiele do rzeczy wobec
                  Twojego postu.
                  za to chce Ci powiedziec dlaczego pytam polakow jak zyc na zachodzie. moglbym
                  zapytac moja zone (amerykanska srednia klasa) ale to co ona mi mowi dotyczy
                  tylko jej klasy i narodowosci. ja z kolei wychowalem sie w polsce i czesto moja
                  mentalnosc bardzo rozni sie od mentalnosci czlonkow rodziny mojej zony. z
                  drugiej strony, czesto tam gdzie moja amerykanska rodzina musi myslec ja mam
                  gotowe recepty.
                  oczywiscie ze moja zona aktywnie uczestniczy w moich rozmyslaniach o inflacji.
                  to wlasnie ona sklonila mnie do zlozenia oferty na dzialke w mojej wsi. ja
                  jednak wiem ze polacy - i w stanach i w polsce - moga miec wiele pomyslow na to
                  jak radzic sobie z inflacja; miedzy innymi dlatego ze dostawali po dupie z tego
                  powodu duzo czesciej niz amerykanska galaz mojej rodziny. dlatego pytam polakow
                  co zrobic aby zabezpieczyc sie przed inflacja.

                  ubaw po pachy to ja bede mial kiedy dzieki Waszym pomyslom uda mi sie 'deflex'
                  inflacje dla mojej rodziny.

                  pozdrowienia, club66
              • ghotir Re: inflacja 19.09.05, 05:17
                abe,
                no, trzymam sie tych unit trust wlasnie z powodow ktore tutaj wspominasz.
                moje dzieciaki (poza corka) juz nie potrzebuja wsparcia ekonomicznego w
                edukacje a moje wnuki to dzialka mojego syna, nie moja (oczywiscie, domyslasz
                sie ze laduje tam tyle ile sie da).
                owszem, razem moje dzieciaki dostana milionowa 'estate' ale to nie moja
                zasluga; tak sie zlozylo amerykanskiej galezi mojej rodziny. dla mnie dowcip
                polega na tym aby nie roztrwonic tego co moi przodkowie uzyskali. dlatego tak
                bardzo martwie sie inflacja. w polsce inflacja oznaczala dla mnie wykup za
                bezcen mojego spoldzielczego mieszkania (dostala je moja byla zona). tutaj
                inflacja oznacza ze dzieci beda sie zwracac o pozyczki na poczet 'estate'.
                wolalbym udzielac im tych pozyczek z mojej emerytury. ale jak mi sie emerytura
                rypnie to bede musial zaczac odejmowac od ich 'inheritance'. bardzo tego nie
                chce.
                owszem, jestem 'overprotective'. wiem ze moje dzieci nie zgina beze mnie ale
                nie widze powodow dla ktorych nie mialbym im pomoc w samodzielnym zyciu. troche
                wracam tutaj do filozofii lososia, ktorego uwielbiam lowic: losos umiera po
                zaplodnieniu jaj i jego cialo sluzy jako pokarm dla jego dzieci. i moi
                przodkowie i ja nie widzimy powodu dla ktorego nie mielibysmy postepowac w
                slady lososia (figuratiwly).
    • ferdynand_wspanialy Re: inflacja czyli koniec swiata bo jutro rano 19.09.05, 05:09
      pieniadz nic nie wart, tak?

      Ziemia ale nie za taka cene jak teraz. poza tym, podatki ktore rosna.
      konserwacja, czas (to pieniadz) zarzadzania. Ogolnie to jest dobre dla jakichs
      nerwowych inwestorow, wydac latwo, zarobic trudniej.

      Wasza dyskusja powyzej dowodzi ze puszczaja wam nerwy a macie wyprane miejscowo
      mozgi. Smutne to. 10-4

      ziemia- tak, ale czas i miejsce akcji. location....

      ludzie, puknijcie sie w puste nowo nabyte amerykanskie glowy-to po to
      wyjezdzaliscie zeby sie martwic jak w Grajewie? Cos ten wasz raj peka w szwach.
      • ghotir Re: inflacja czyli koniec swiata bo jutro rano 19.09.05, 05:33
        ferdynand_wspanialy,

        witaj na forum 'swiat', dzieki za przyjscie tutaj.

        widzisz, inflacja jest sprawa miedzynarodowa, dotyczy usa tak samo jak
        zimbabwe. sposoby na nia sa tak samo dobre w zimbabwe jak w usa. lepiej,
        historia uczy nas ze peryferyjne kraje potrafily znalezc sie lepiej w inflacji
        niz kraje centralne. zatem, mozemy uczyc sie i od polakow i od afrykanczykow
        tak samo jak od zachodnio-europejczykow, wlacznie z usa. z tego powodu
        rozpoczalem ten watek. ciekaw jestem co ludzie w roznych krajach robia aby
        zabezpieczyc sie przed spadkiem wartosci ich walut. jedna sprawa sa inwestycje
        w ziemie, inna 'unit investment' wspomniany przez abe. gdyby nie to co ona
        pisze ja nie zwrocilbym na to uwagi, choc jestem w to zaangazowany. szukam
        dodatkowych pomyslow i dlatego zaczalem ten watek.

        owszem, nasz raj peka w szwach mniej wiecej tak jak raj w grajewie. tyle ze my
        tutaj mamy wiecej mozliwosci zabezpieczenia sie przed tym pekaniem niz ludzie w
        grajewie. i na tym polega cala roznica, przynajmniej dla tzw klas srednich.
        jednak pomysly ludzi z grajewa sa tak samo wazne (przynajmniej dla mnie) jak
        pomysly ludzi z ny. dlatego zaprosilem Was do tego watku. zamiast krytykowania
        skupmy sie na tym co mozemy zrobic.
      • leaky_cauldron A cóz w tym dziwnego, Ferdynandzie? 19.09.05, 07:18
        Na polskim forum łatwo jest spotkać ludzi, którzy mają podobne problemy do
        naszych własnych. Wielu z nas pojawiło sie w USA i podjęło pracę już w tzw.
        "zaawansowanym" wieku. Przez to jesteśmy "do tyłu" w stosunku do naszych
        amerykańskich kolegów jeśli chodzi o okres płacenia składek emerytalnych. Oni
        naszych problemów nie rozumieją - natomiast inny rodak będzie rozumiał i być
        może się podzieli jakims dobrym pomysłem.
        • ghotir Re: A cóz w tym dziwnego, Ferdynandzie? 19.09.05, 10:18
          dzieki, leaky_cauldron, do tego, miedzy innymi, pilem.
          ja bede mial dwie emerytury, od stanu kalifornia i od rzadu kanadyjskiego.
          jednak obie beda 'wybrakowane' bo pojawilem sie w tych systemach jako dojrzaly
          czlowiek. bez inflacji moglbym to olac bo mialbym wiecej niz dosc forsy z tych
          systemow. z inflacja sprawa wyglada zupelnie inaczej i dlatego sie martwie.
          Wy dobrze sie trzymajcie, ja odezwe sie w nastepny weekend.
          • ferdynand_wspanialy Re: A cóz w tym dziwnego, Ferdynandzie? 19.09.05, 13:52
            nie martw sie bo w tej samej sytuacji jest cala ameryka i caly swiat. problemem
            jest nie niskosc emerytury a nastepujace:
            1. emeryture trzeba podzielic przez dwa (zona). nie ma wyjscia bo po rozwodzie
            to samo. jedynie co pozostaje to ja ubezpieczyc i spowodowac potop. niestety,
            ona mysli o tym samym i juz sie stara ladnie wygladac dla nastepnego - z twoja
            czescia emerytury czy, o zgrozo, ubezpieczenia.
            2. jest problem wydatkow a nie zarabiania. amerykanska zona ma cie na oku:
            przestaniesz ciagnac woz to cie zamieni. i tak cie zamieni wiec moze lepiej
            wczesniej? byla jakas intercyza? to duzo mowi.
            3. sa kupony, pomoc spoleczna i ss. tez dla ludzi. jest caly system po to
            stworzony. nie martw sie.
            • iamhotep Re: Z zainteresowaniem sledze 19.09.05, 14:52
              twoj watek ghotir.... facing the warning signs of impending economic calamity,
              what are we to do???? How can we hedge against it?

              Pracuje, odkladam, inwestuje ale co z tego? Choc wiecej zarabiam odlozyc nie
              jestem w stanie tyle co pare lat temu. Sila nabywcza mojego nest egg topnieje w
              oczach!!!! Are we heading for 1929???

              • ferdynand_wspanialy bo temat interesujacy 19.09.05, 16:15
                proponuje ghotirowi zabawe psycholowa. wiesz dobrze ze kasyno to ruletka, domy,
                zloto, diamenty i nafta- tez. zalozmy ze ktos tam nie chce zebys mial szmal bo
                mu przeszkadzasz swoim nawisem inflkacyjnym. taki goysc jak ty to hohoho,
                zagraza systemowi bo co by bylo jakby bylo wiecej takich jak ty? coz wiec robi
                system? stwarza ci SUBTELNE mozliwosci 'inwestowania' (tu najniebezpieczniejsza
                jest dla ciebie twoja zona co wyssala z mlekiem bo ja i jej rodzine to laduja
                juz regularnie-cyklicznie). czyli chcesz isc do kasyna? join the crowd.

                do i. nie masz innego wyjscia jak sie rozwiesc i zmniejszyc wydatki. po ch. ci
                ten nowy samochod?



                iamhotep napisała:

                > twoj watek ghotir.... facing the warning signs of impending economic
                calamity,
                > what are we to do???? How can we hedge against it?
                >
                > Pracuje, odkladam, inwestuje ale co z tego? Choc wiecej zarabiam odlozyc nie
                > jestem w stanie tyle co pare lat temu. Sila nabywcza mojego nest egg topnieje
                w
                >
                > oczach!!!! Are we heading for 1929???
                >
                • iamhotep Re: bo temat interesujacy 19.09.05, 16:40
                  ferdynand napisal:
                  >do i. nie masz innego wyjscia jak sie rozwiesc i zmniejszyc wydatki. po ch. ci
                  >ten nowy samochod?

                  Jesli sie nie myle do mnie pijesz....

                  Ja, nowy samochod???? Ja tym samym od lat jezdze, maly, raczy nie jakis tam gas-
                  guzzler. Ja na serio a ty jak filip z konopii o jakichs rozwodach, zmniejszaniu
                  wydatkow????? No dobra, zamiast galon mleka kupie pol, zamiast kapac sie dwa
                  razy dziennie bede sie kopal raz na dwa dni .... Ale widzisz to jeszcze raz
                  dowodzi o tym, ze moja sila nabywcza maleje pomimo tego, ze ja zarabiam wiecej.

                  • ferdynand_wspanialy Re: bo temat interesujacy 19.09.05, 22:22
                    dobrze, auto masz wiec pod kontrola, gratuluje. ale sepienie na papu? raczej
                    poszukaj gdzie jeszcze masz slabostki
                  • gucio_itd a propos mleka 19.09.05, 23:22
                    > tego amerykanskiego znaczy - od czasu kiedy to krowy musza byc karmione
                    pozlacana trawa ( bo jakzeby inaczej mleko mogloby kosztowac powyzej $3.50 za
                    galon?!), to obowiazkowo sie zapytuje przy kasie dlaczego pipetki sie nie
                    zalacza do zakupu aby moc higienicznie kropki odliczac...
                    • ferdynand_wspanialy Re: a propos mleka 20.09.05, 05:15
                      a woda po ile? 60c za galon. na stacji benzynowej 4 razy tyle.
    • polski_francuz Kupic male przedsiebiorstwo 19.09.05, 18:54
      to jeszcze inna mozliwosc o ktorej ja czasami mysle.

      Jesli ma sie zdolnosci organizacyjne, lubi pracowac i ludzi, to jest inwestycja
      ktora przynosi.

      Nie mowie o grze na gieldzie bo to inny zawod. Ale o np. biurze tlumaczen,
      ekspertyz, pomocy starszym...

      Mnie jako inzyniera to pociaga i w mym dzisiejszym fachu nieco brakuje
      mi "prawdziwego zycia" malej firmy. Pracowalem tak kilka lat i sie zle ale
      ciagnie mnie do takiego zycia...

      PF
      • ferdynand_wspanialy Re: Kupic male przedsiebiorstwo 19.09.05, 22:25
        pomysl stary 'kup interes' i badz na swoim. a kontrakty to skad? z gazety? a
        moze walkins? dodaj 12 godzin pracy dziennie, chorobe nerwowa z klientami i
        zmartwienia podatkowe.


        polski_francuz napisał:

        > to jeszcze inna mozliwosc o ktorej ja czasami mysle.
        >
        > Jesli ma sie zdolnosci organizacyjne, lubi pracowac i ludzi, to jest
        inwestycja
        >
        > ktora przynosi.
        >
        > Nie mowie o grze na gieldzie bo to inny zawod. Ale o np. biurze tlumaczen,
        > ekspertyz, pomocy starszym...
        >
        > Mnie jako inzyniera to pociaga i w mym dzisiejszym fachu nieco brakuje
        > mi "prawdziwego zycia" malej firmy. Pracowalem tak kilka lat i sie zle ale
        > ciagnie mnie do takiego zycia...
        >
        > PF
        • gucio_itd Re: Kupic male przedsiebiorstwo i... 19.09.05, 23:15
          >> na wakacje sobie wyjechac ( a jakze!).




          >> zaraz po....bankrupcji znaczy.
          • iamhotep Re: Kupic male przedsiebiorstwo i... 20.09.05, 01:34
            gucio_itd napisał:

            > >> na wakacje sobie wyjechac ( a jakze!).
            >
            >
            >
            >
            > >> zaraz po....bankrupcji znaczy.

            Nie zapominaj o nowej anty-bankrupcyjnej ustawie. Wchodzi w zycie 17
            pazdziernika. Obecny p-Rezydent poszedl na reke instytucjom finansowym do tego
            stopnia, ze sie nie wymigasz nawet jesli straciles dorobek swojego zycie dzieki
            np. Katrinie. Uszedles z zyciem z para boxer shorts on your butt, chata i
            biznes poplynely a ty koles plac. Swiety Boze nie pomoze.
            • ferdynand_wspanialy Re: Kupic male przedsiebiorstwo i... 20.09.05, 05:03
              to juz bedzie od 17 x? dobrze ze przypomniales.
              • iamhotep Re: Bankruptcy Abuse Prevention .....nadchodzi 21.09.05, 06:35
                The details of the Bankruptcy Abuse Prevention and Consumer Protection Act of
                2005 reveal it to be a bill crafted as a Republican paean to MBNA, the largest
                single contributor to the Republican party. Far from being either an effort to
                stem "Bankruptcy Abuse" or an effort at "Consumer Protection", the bill is in
                fact an attempt to rewrite bankruptcy laws to reduce the ability of those laws
                to protect consumers from predatory lending practices on the part of MBNA
                members, and to stiffen the capabilities of those corporations to collect from
                consumers already suffering from extreme financial hardships.

                www.moranlaw.net/legislation-kiosk.htm
    • gucio_itd inflacji roszkoszne poczatki 19.09.05, 23:07
      >>nie denerwuj sie ghotir, bo dobra onflacja nigdy nie jest zla!!!!

      >> i tak: przed piecioma laty kupilem 50 akrow nad jeziorkiem za wielka
      sume...$ cwiartke miliona, no a teraz wycenili mi to na raptem $ trzy i polowke
      miliona!

      >> i dlaczego by sie przejmowac taka rozkoszna inflacyjka, he?
      • ferdynand_wspanialy Re: inflacji roszkoszne poczatki 20.09.05, 05:08
        ten kto napisal o tej cwiartce to niezle sie zapedzil. po pierwsze wycenil ci
        assesor- sprobuj mu sprzedac. po drugie, szacuje ze podatek musi byc $20,000
        rocznie minimum. po trzecie, jak mniej to nie wierze ci w nic. po piate
        wlasnosc wakacyjna to slaby interes, kazdy to wie. a ty?

        ogolnie, to lejesz ale wode za duzo. nie masz pojecia o re.


        >> i tak: przed piecioma laty kupilem 50 akrow nad jeziorkiem za wielka
        sume...$ cwiartke miliona, no a teraz wycenili mi to na raptem $ trzy i polowke
        miliona!
        • gucio_itd o wodzie. he,he... 20.09.05, 06:55
          >> tak to wyglada tutaj:

          >> majac ziemie, jezeli sie nie chce miec wlasnych konikow lub krowek( tych co
          to trawke i chwasty zamieniaja na ...delikatesy, znaczy), to sie wynajmuje
          ziemie takim, co sie w tym papraja i sie zawiera oficjalna umowe, notaryzowana
          oczywiscie, ktora sie przedstawia w county i w ten sposob ziemia staje sie
          rolnym uzytkiem( fachowo sie to nazywa 'greenbelted') no i placi sie za to
          raptem $3.19 od 2,5 akra ( bo mam to podzielone na tej wielkosci budowlane
          dzialki( he,he...).Oczywiscie za dzialke na ktorej stoi moj dom place duzo,
          duzo wiecej, ale w tysiacach, a nie w dziesiatkach tysiecy, jak sie to Tobie
          brzydko przysnilo...

          >> co do sprzedazy, to dzialki te, w zaleznosci od topografii ( a jest szalenie
          rozna u mnie) kosztuja od $125 000 do $200 000. W ubiegly piatek postawilem 6
          najgorszych dzialek ( koncza sie w mokradlach) na sprzedaz i juz pierwsza
          sprzedalem we wtorek!!! Kupil byly pilot i wydaje sie jemu ze kupil sobie
          kawalek...raju! Mam oferte na pozostale 5, ale nie sprzedam ponizej mojej ceny,
          wiec ja odrzucilem dzisiaj.

          >> pisze to Tobie li tylko po to, abys w tej mojej ...'wodzie' obejrzal swoje
          odbicie, bowiem zabralem glos tylko po to aby dac przyklad ze na tej, niby
          nieszczesnej inflacji, od ktorej poci sie swiezo obudzony ghotir, mozna zdrowo
          zarobic.

          >> kwestia czy to przypadkowo, czy tez dzieki pomyslunkowi w czas - to czasami
          jednak to jest ta wygrana na loterii.

          >> P.S. tutaj szacuje sie posiadlosci glownie metoda porownawcza i tak, jezeli
          w okolicy sprzedana jest podobna dzialka, czy dom po takiej i takiej cenie,
          wiec, w normalnych czasach, szacuje sie w/g tego 'procedensu'. a ze teraz te
          czasy sa nienormalne, czy tez ... bardziej nienormalne, wiec i ceny nie
          odbiegaja od tych norm.

          >> nienormalnych, znaczy!

          >> powiem Tobie jeszcze cos ciekawego: sprzedajac tzw. homestead ( do 160
          akrow), nie placi sie podatku do $ pol miliona zysku na kapitale, wiec kto
          madry, w takim ukladzie jak moj, zaklada sobie korporacyjke ( taka: LLC)
          i ...dalej nie placi podatku madrze lokujac ten 'nadmiar' zysku.

          >> tyle. aby co tresciwe w wode sie Tobie nie zamienilo...

          • ferdynand_wspanialy aaa, gicio fantasta sie odezwal 20.09.05, 23:57
            teraz jestem pewien ze o re masz pojecie mgliste i bardzo teoretyczne.
            piszesz: " tutaj szacuje sie posiadlosci glownie metoda porownawcza " tutaj tzn
            gdzie? u ciebie? nie masz pojecia o re! to jest podstawowa i jedyna metoda
            wyceny re! jakbys mial pojecie o re to bys nawet o tym nie wspomnial.

            drugie: dom nad jeziorem i mniej niz 10,000? to jakas sadzawka.

            to o klasyfikacji gruntow jako rolne tez jest ciekawe: krowy sraja do jeziora a
            gmina sie temu przyglada? fantazjujesz, koles.

            radze, sprzedaj dzialki asesorowi. kto wie moze kupi, hehehe.

            gucio_itd napisał:

            > >> tak to wyglada tutaj:
            >
            > >> majac ziemie, jezeli sie nie chce miec wlasnych konikow lub krowek(
            > tych co
            > to trawke i chwasty zamieniaja na ...delikatesy, znaczy), to sie wynajmuje
            > ziemie takim, co sie w tym papraja i sie zawiera oficjalna umowe,
            notaryzowana
            > oczywiscie, ktora sie przedstawia w county i w ten sposob ziemia staje sie
            > rolnym uzytkiem( fachowo sie to nazywa 'greenbelted') no i placi sie za to
            > raptem $3.19 od 2,5 akra ( bo mam to podzielone na tej wielkosci budowlane
            > dzialki( he,he...).Oczywiscie za dzialke na ktorej stoi moj dom place duzo,
            > duzo wiecej, ale w tysiacach, a nie w dziesiatkach tysiecy, jak sie to Tobie
            > brzydko przysnilo...
            >
            > >> co do sprzedazy, to dzialki te, w zaleznosci od topografii ( a jest
            > szalenie
            > rozna u mnie) kosztuja od $125 000 do $200 000. W ubiegly piatek postawilem 6
            > najgorszych dzialek ( koncza sie w mokradlach) na sprzedaz i juz pierwsza
            > sprzedalem we wtorek!!! Kupil byly pilot i wydaje sie jemu ze kupil sobie
            > kawalek...raju! Mam oferte na pozostale 5, ale nie sprzedam ponizej mojej
            ceny,
            >
            > wiec ja odrzucilem dzisiaj.
            >
            > >> pisze to Tobie li tylko po to, abys w tej mojej ...'wodzie' obejrzal
            > swoje
            > odbicie, bowiem zabralem glos tylko po to aby dac przyklad ze na tej, niby
            > nieszczesnej inflacji, od ktorej poci sie swiezo obudzony ghotir, mozna
            zdrowo
            > zarobic.
            >
            > >> kwestia czy to przypadkowo, czy tez dzieki pomyslunkowi w czas - to
            > czasami
            > jednak to jest ta wygrana na loterii.
            >
            > >> P.S. tutaj szacuje sie posiadlosci glownie metoda porownawcza i tak,
            > jezeli
            > w okolicy sprzedana jest podobna dzialka, czy dom po takiej i takiej cenie,
            > wiec, w normalnych czasach, szacuje sie w/g tego 'procedensu'. a ze teraz te
            > czasy sa nienormalne, czy tez ... bardziej nienormalne, wiec i ceny nie
            > odbiegaja od tych norm.
            >
            > >> nienormalnych, znaczy!
            >
            > >> powiem Tobie jeszcze cos ciekawego: sprzedajac tzw. homestead ( do 1
            > 60
            > akrow), nie placi sie podatku do $ pol miliona zysku na kapitale, wiec kto
            > madry, w takim ukladzie jak moj, zaklada sobie korporacyjke ( taka: LLC)
            > i ...dalej nie placi podatku madrze lokujac ten 'nadmiar' zysku.
            >
            > >> tyle. aby co tresciwe w wode sie Tobie nie zamienilo...
            >
            • gucio_itd a dlaczego raptem 'ferdynand', a nie .... 21.09.05, 06:20
              >> po prostu ...Tomasz?

              >> podejrzewam ze gdy deszcz pada, to jednak sadzisz ze nadal pluja na Ciebie,
              prawda?

              >> bo jak mogloby byc inaczej?
    • felusiak1 Re: inflacja 20.09.05, 03:35
      Mam nadzieje, ze nie jestes ekonomista. Bo jesli jestes to musze w Walmarcie
      kupic strzelbe i zastrzelic sie.
      Sprobujmy inaczej. Na przyklad w 1990 roku kupiles dom zaciagajac pozyczke na
      150 tys na 30 lat na 9%. Miesiecznie kosztowalo cie to nieco ponad 1200 dolarow.
      W miedzyczasie procent spadl do 5 i teraz, 15 lat pozniej mozesz zaciagnac za
      1200 miesiecznie pozyczke na 230 tys. Dodajmy, ze twoje zarobki wzrosly o 15%
      wobec czego mozesz przeznaczyc na miesieczna splate juz nie 1200 ale 1380 a to
      kupuje pozyczke prawie 260 tys. Tak wiec dom za 150 tys w 1990 wart jest dzisiaj
      260 tys. i to bez uwzglednienia inflacji, popytu i wszystkich innych czynnikow.
      Ale wystarczy jedynie podwyzka procentu o dwa punkty i wszystko stanie w miejscu
      a nastepnie zacznie szybko spadac. Rynek nieruchomosci rzadzi sie nieco innymi
      zasadami i nominalna cena domu nie ma wiekszego znaczenia gdyz nikt nie kupuje
      tego placac gotowka. Jest to kwestia wytrzymalosci na comiesieczne splaty.
      Jesli przyjrzysz sie blizej warunkom przed powiedzmy 20 laty i teraz to rzuca
      sie w oczy:
      1. w kazdym domu jest kilka telefonow
      2. w kazdym domu jest kilka telewizorow
      3. przed kazdym domem stoja conajmniej dwa samochody.
      Zapewniam was, ze w 1985 roku bylo zupelnie inaczej.
      • ferdynand_wspanialy jest to kwestia wytrzymalosci na comiesieczne 20.09.05, 05:14
        splaty... bardzo ladnie ujete.


        cena domu nie ma wiekszego znaczenia gdyz nikt nie kupuje
        tego placac gotowka. == bo kazdy 'chce kontrolowac jak najwiecej domow'.

        Jesli przyjrzysz sie blizej warunkom przed powiedzmy 20 laty i teraz to rzuca
        sie w oczy:
        1. w kazdym domu jest kilka telefonow
        2. w kazdym domu jest kilka telewizorow
        3. przed kazdym domem stoja conajmniej dwa samochody.
        Zapewniam was, ze w 1985 roku bylo zupelnie inaczej.

        ale jedzenie bylo lepsze i tansze. benzyna tez. samochody byly slabiutkie. ale
        za to bylo yugo za $3600 czyli cene polowy escorta. miejsc pracy bylo wiecej.
        mniej wywalali.

        • felusiak1 Re: jest to kwestia wytrzymalosci na comiesieczne 21.09.05, 04:02
          ferdynand_wspanialy napisał:
          > ale jedzenie bylo lepsze i tansze. benzyna tez. samochody byly slabiutkie. ale
          > za to bylo yugo za $3600 czyli cene polowy escorta. miejsc pracy bylo wiecej.
          > mniej wywalali.
          +++++++++++++++++++++++++++++++++
          Byc moze jedzenie bylo lepsze ale zdecydowanie nie bylo tansze, chyba, ze
          bierzesz pod uwage cene nominalna to niemal wszystko bylo tansze.
          Benzyna tez nie byla tania przeliczajac na zarobki no a yugo nikt nie chcial
          kupowac nawet za pol ceny. Dom mozna bylo kupic w przyzwoitej dzielnicy za 250
          tys ale po 1986 ceny poszly w dol i ten zam dom mozna bylo nabyc za 170 tys.
          Dzisiaj trzeba za to zaplacic 800 tys.
      • 1wsze_gacie_usa Re: inflacja 20.09.05, 19:56
        felusiak sam tym sie podpisujesz, czyzbys niedorosl?

        "Czlowiek uczy sie mowic dwa lata, nauka milczenia zabiera 50 lat"
        • zbalansowany Re: inflacja 21.09.05, 05:29
          Jedyne co mozna powiedziec to to ze cala gospodarka jest zupelnie nielogiczna i
          to od wielu lat. Zaden ekonomista ani w USA ani w Europie nie jest w stanie
          podac zadnej sensownej propozycji aby uniknac swiatowego krachu finansowego.
          Greenspan zamiast lata temu doprowadzic do kryzysu ktory oczyscilby atmosfere
          zajal sie produkcja pieniedzy ktore w zasadzie nie maja zadnego pokrycia.
          Wystarczy spojrzec na ta figure i juz wiadomo gdzie niedlugo swiat sie znajdzie:

          www.brillig.com/debt_clock/
          I konia z rzedem ekonomiscie ktory napisze logiczny scenariusz wyjscia z tej
          sytuacji - nikt nie wie co moznaby zrobic. Wszyscy siedzimy w rozpedzonym
          aucie, brakuje tylko kierowcy.
          • felusiak1 Re: inflacja 21.09.05, 21:52
            Bardzo ladnie ale nie zupelnie zgodnie z realiami.
            Pisalem juz kiedys, ze wysokosc national debt nie ma znaczenia. Istotny jest
            koszt obslugi. Ponadto wysokosc dlugu wynosi ponad 7 bilionow ale tylko w
            ksiegowosci gdyz faktyczna wysokosc jest znacznie nizsza. O ile pamietam jest
            tego nieco ponad 4 biliony. W sumie nie ma nad czym wylewac lez. Znacznie
            bardziej dotkliwy jest rachunek biezacy w rozliczeniach miedzynarodowych, gdyz
            musi byc pokryty i wplywa na wysokosc PKB. Chociaz i tu nie wszystko jest
            wliczane do bilansu i dlatego wykazywany deficyt jest w rzeczywistosci nieco
            mniejszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka