ghotir
18.09.05, 09:12
jakis miesiac temu zastanawialem sie czy mamy do czynienia z 'real estate
buble' (ceny windowane popytem, cos w rodzaju 'asian buble' i 'computer
company buble' kiedy ceny akcji byly dyktowane popytem na nie) czy z inflacja
(wartosc czegos tam wzrasta bo zmniejsza sie wartosc waluty za jaka mozna to
cos kupic). notatka osobista: zwracam uwage na cene duzych rzeczy (zasada) i
drobiazgow, ktore kupuje za gotowke bo zazwyczaj nosze jej niewiele. duze
rzeczy to dom, wydawalo mi sie ze przeplacilem w sierpniu. we wrzesniu mialy
miejsce nastepujace wydarzenia. zaplacilem ups za wysylke wedzonej ryby mniej
wiecej dwa razy tyle ile placilem za wysylke specjalnego sera jakies trzy
miesiace wczesniej. moja corka zaplacila temu samemu fryzjerowi ponad 50%
wiecej niz szesc tygodni temu. wczoraj zaplacilem 'blockbuster' za
wypozyczenie filmu ponad 30% wiecej niz w sierpniu. wciaz wydaja mi sie tanie
komputery i oprzyrzadowanie (wlasnie kupilem nowy monitor) tak samo jak
jedzenie. tyle ze cena mojego monitora mogla wynikac z tego ze kompanie
pozbywaja sie 'inventory' a ceny zarcia wynikaja z taniej sily roboczej i
rzadowych dotacji.
kumpel mowi mi ze te podwyzki, na ktore zwrocilem uwage, wynikaja z tego ze
korporacje podnosza ceny aby zachowac 'competitivness' raczej niz ze spadku
wartosci dolara. zgodzilbym sie z tym (boje sie inflacji, wiec kazde
pocieszenie jest dobre) gdyby nie kilka rzeczy. greenspan robi halas ze moze
odejsc. powstaje pytanie czy ten halas nie wynika z naciskow na drukowanie
wiecej dolarow. rosly ceny ropy wiec wzrost cen mozna byloby tym tlumaczyc
gdyby nie to ze podwyzki cen znacznie przekraczaja podwyzki cen ropy. wojna w
iraku jest bardzo kosztowna a obecna administracja nie zajakuje sie o
podnoszeniu podatkow (moge sie mylic bo ostatnio nie zagladam czesto do
prasy, licze tu na poprawke Felusiak). czyms trzeba to zalatac i drukowanie
pieniedzy, lub wpuszczanie pieniedzy do obiegu innymi metodami, jest
praktycznie nieuniknione. mamy do czynienia z kryzysem ekonomicznym (Felusiak
i Dragger przytocza wiele argumentow przeciwko tej tezie, ale ich podejscie
do ekonomii bardzo rozni sie od mojego) a w takich sytuacjach zawsze pojawia
sie powazna inflacja.
zmierzam do tego aby Wam powiedziec ze nie mamy do czynienia z 'real estate
buble' ale z autentyczna inflacja. ceny nieruchomosci, szczegolnie ziemi,
rosna bo rosnie nacisk na lokowanie kapitalu w ziemi/domach i dlatego ze
dolar traci wartosc. to pierwsze mozna wytlumaczyc 'owczym pedem' ale to
drugie jest niepokojace. jezeli wartosc dolara spada w sytuacji kiedy ten
dolar 'competes' z inna szeroko uzywana waluta (euro) to ci, ktorzy polegaja
na dolarze (kanada, uk, japonia, wiekszosc trzeciego swiata) sa w powaznych
klopotach. to ze ceny kredytow pojda w gore to male piwo wobec tego ze nasze
pensje, i szczegolnie emerytury, straca wartosc. znowu moze mi sie tu oberwac
od naszych 'pieknoduchow' narzekajacych ze ja wszystko sprowadzam do
ekonomii, ale mysle ze czas abysmy zaczeli dyskutowac o pieniadzach w dodatku
do wciaz prowadzonych ideologicznych klotni. przede wszystkim, powinnismy
zaczac zastanawiac sie jak zmusic naszych reprezentatow do przeciwdzialania
niszczeniu naszej ekonomi przez obecna administracje.
ten temat jest mi szczegolnie bliski bo nie mam ochoty na przejscie do
historii rodziny jako ten, ktory roztrwonil jej majatek. ciekaw jestem
Waszych opinii, ale nie obrazcie sie kiedy nie bede na nie odpowiadac przez
kilka dni. obiecuje nadrobic to w weekendowe noce.