wojo!!!!
18.02.03, 15:45
Paskudne zabojady ,zdrajcy atakuja m.in. Polske. Ertes opisal to swietnie.
Francja policzkuje Polske
Autor: ertes@NOSPAM.gazeta.pl
Data: 18-02-2003 05:22 + odpowiedz na list
Prezydent Francji nie krył złości i nie powściągał języka, by skrytykować w
poniedziałek w Brukseli stanowiska państw kandydujących do Unii
Europejskiej,
w tym Polski, za - jego zdaniem - zbytni proamerykanizm
Dziennikarze na konfrencji prasowej Jacquesa Chiraca po wczorajszym szczycie
Unii nie mogli wyjść z osłupienia słuchając słów prezydenta Francji o "złym
wychowaniu" i "infantylności" państw naszego regionu. W odpowiedzi na jedno
z
pytań Chirac stwierdził, że podpisując się pod deklaracjami solidarności z
USA "kraje kandydackie postąpiły z pewną lekkomyślnością" i "nie wzięły pod
uwagę konsekwencji". - W rodzinie europejskiej wymaga się minimum
konsultacji, a nawet konsyliacji. Tymczasem one nie postąpiły rozsądnie, a w
każdym razie nie pokazały dobrego wychowania. Najmniej co można powiedzieć,
to że kraje te straciły dobrą okazję, by siedzieć cicho - mówił dosadnie
Chirac. - To nie było serio.
Chirac pokpiwał sobie z postępowania byłego prezydenta Czech Vaclava Havla,
który podpisał "list ośmiu" z apelem o europejską solidarność z USA w
sprawie
Iraku, choć premier Vladimir Szpidla był temu przeciwny.
Chirac zagroził, że możemy mieć problemy przy ratyfikacji naszego
członkostwa
w Unii. - Nie zapominajmy, że jest opinia publiczna [w krajach UE - red.].
Pośpiech, z jakim te kraje poparły stanowisko USA, mógł tylko wzmocnić pewną
wrogość wobec nich.
Gdy jeden z dziennikarzy zauważył, że "list ośmiu" podpisało pięciu
przywódców Unii, a nie tylko premier Polski, Węgier i prezydent Czech Chirac
stwierdził: "gdy jest się w rodzinie ma się więcej praw niż gdy się w niej
nie jest". Suchej nitki nie zostawił na Rumunii i Bułgarii, które wciąż
negocjują członkostwo w Unii. - Z ich strony była to jeszcze wielka
lekkomyślność. Rumunia i Bułgaria, jeśli chciały ograniczyć swe szanse
wejścia do UE, nie mogły wybrać lepszej okazji.