shp80
23.06.08, 17:30
Moja kobieta miała w piątek kolizję z autobusem. Ostatecznie kierowca autobusu wziął winę na siebie, ale zastanawiam się, czy policja faktycznie uznałaby jego winę, winę wspólną, czy winę dziewczyny...
Droga dwujezdniowa z dwoma pasami ruchu oddzielona pasem zieleni. Autobus zbliża się do skrzyżowania prawym pasem. Dziewczę jedzie w tę samą stronę lewym pasem. Pasy są oznakowane - prawy wyłącznie w prawo, a lewy wyłącznie w lewo. Trasa autobusu również wiedzie w lewo, jednak dziewczyna o tym nie wiedziała - ku jej zaskoczeniu autobus zaczął skręcać z prawego pasa w lewo. Dała po hamulcach i przytarła prawym bokiem w lewy bok autobusu niszcząc przednią felgę.
Dyspozytor z Zarządu Dróg stwierdził, że kierowca autobusu, spokojnie skręciłby w lewo z lewego pasa. (nie jechał przegubowcem) Kierowca twierdził, że miał wrzucony lewy kierunek. Świadkowie to potwierdzają. Dziewczę mówi, że włączył kilka - kilkanaście metrów przed nią. Prędkości niewielkie - autobus może 20-30km/h, samochód osobowy ok. 40km/h.
Na niekorzyść kierowcy autobusu przemawia to, że skręcał w lewo niedozwolonego pasa i wymusił pierwszeństwo na pojeździe jadącym swoim pasem. Na niekorzyść dziewczyny było to, że wyprzedzała na skrzyżowaniu (brak sygnalizacji świetlnej) oraz wyprzedzała z lewej pojazd sygnalizujący zamiar skrętu w lewo, więc sądzę, że wina byłaby jednak obopólna.
A co Wy myślicie?