Dodaj do ulubionych

fotoradary- nie tędy droga

10.10.07, 11:18
w pn-wt wykonałem tradycyjną okresowo-cykliczną "byznesową" podróż w okolice
Kościerzyny. Przez pryzmat mapy oznacza to korzystanie kolejno z DK3, DK12,
DK5, DK11, DK22, no i dwóch czy trzech żóltych wojewodzkich. Od wiosny (kiedy
jechałem tamtędy ostatnią razą) istotnie zmieniło się to, że potroiła (a może
i poczworzyła) się ilość fotoradarów. każda dziura w dupie, ma szare pudło na
słupie (ale rym :) szczególnie w wielkopolsce- nie wiem, w promocji nakupowali
czy co?

powiem szczerze że to jest IMHO przegięcie pały. taka jazda to koszmar.
człowiek zamiast skupić uwagę na drodze mimowolnie wypatruje tego zasranego
szpicla, irracjonalnie hamuje, zaczyna niepotrzebnie głowkować czy na
przypadkiem nie przegapił jakiegoś ograniczenia prędkości, czy 50 będzie ok.,
czy może sie asekurować i pojechać 40, a może jednak radar ma jakiąs
tolerancje ustawioną i 60 będzie ok? to może lepiej 59?
co by nie powiedzieć, wydaje mi sie że takie dyrdymały przynoszą skutek
odwrotny do zamierzonego, tzn. zwiększają ryzyko nieprzyjemnego incydentu w
wyniku osłabienia koncentracji na sprawach w prowadzeniu auta istotnych.
jednakowoż wzrok powinien śledzić sytuacje na drodze a nie strzałkę
prędkościomierza.
Obserwuj wątek
    • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 11:32
      Sa tacy idioci, ktorzy wierza w moc radarow. Sa tacy, ktorzy udowadniaja ich przydatnosc, nie przyznajac sie, ze po prostu oszukuja, bo w istocie chodzi o kase. Czlowiek mniej wiecej inteligentny zada wlasnie takie pytanie, jak Ty. A jesli przegapilem ograniczenie, a jesli go zdjeli zlodzieje, a jesli ta droga, ktora wzialem za "odwolanie" zakazu nie odwolala go (wszak aby miec pewnosc, ze odwoluje musialbys w kazda wjezdzac i sprawdzac czy ma 200 m nawierzchni utwardzonej i taka sama wiedza musi dysponowac ustawiacz radaru) itp. itd. Spontaniczny wysyp fotoradarow w dowolnych miejscach, z wyjatkiem calkiem prostej szosy, na ktorej nie ma zadnych dodatkowych ograniczen, ewidentnie swiadczy o pomysle na pozyskiwanie grubych pieniedzy od obywateli. Przy takim zageszczeniu zakazow i radarow (z naciskiem na gigantyczna ilosc ograniczen, zmieniajacych sie jak w kalejdoskopie) kazdy sie zalapie. To absolutnie pewne. Nawet przez zwykla nieuwage.
    • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 12:18
      Na forum bezpieczenstwo wrzucilem taki tekst:

      "W polityce istnieje cos takiego jak okreslenie dogodnego wroga. W Polsce takim dogodnym wrogiem jest KORUPCJA. Bezcielesna, nieagresywna (na pewno nie odda i nie poda do sadu), trudna do okreslenia i do zwalczenia. Ideal - wielkim nakladem sil, srodkow i obietnic wyborczych "walczyc" z nia mozna po wsze czasy.

      Dlaczego pisze to na forum o bezpieczenstwie na drodze? Otoz dlatego, ze na odcinku bezpieczenstwa w ruchu drogowym dogodnym wrogiem waaaadzy jestesmy my, kierowcy. Dramatycznej sytuacji na polskich drogach nie sa winne kolejne ekipy zdzierajace z nas kase na drogi, a nie budujace nic (a jak juz budujace, to zle), tylko kierowcy! Politycy sa ok. i co obiecaja, to nie dotrzymaja (choc kase wezma), a kierowcy sa zli i winni wszytkiemu, bo jezdza za szybko (i do tego jeszcze starymi autami - wiadomo, ze z wyboru, bo przeciez przecietnego Polaka stac na nowe auto, ale nie chce go kupic). Ot, polityka wykrecania kota ogonem :-P

      A to na "poprawe humoru": miniurl.pl/radary Najbardziej przeraza mnie to, ze zdjecia beda wysylane automatycznie - jak czesto za czyjes wykroczenie odpowiadac bedzie niewinny wlasciel auta? Ziarna goryczy dopelnia wypowiedz policjanta, ktory absolutnie nie widzi swojej roli w ostrym tepieniu chamow i promowaniu (poprzez pouczenia i, w ostatecznosci, karanie) poprawy kultury jazdy, a tylko w karaniu kierowcow przekraczajacych administracyjne ustalone (jak sama policja zauwazyla - czesto na wyrost) ograniczenia predkosci. To juz polska specyfika - u nas wstydliwe choroby leczy sie skrywajacym wszystko plasterkiem".

      Dodam tez to, co zaobserwowalem na gierkowce. Od czasu ustawienia tam fotoradarow co kilometr (w jednym miejscu sa 4 skrzynki na odcinku ok. kilometra) jazda stala sie szarpana i niebezpieczna. Nigdy przed ustawieniem skrzynek nie widzialem tylu awaryjnych hamowan, co teraz. Widzialem tez jedna kolizje 3 aut po tym, jak "cofajaca sie fala" hamujacych na widok fotoradaru za zakretem aut, uniemozliwila bezpiezne wytracenie predkosci komus, kto ograniczenia jeszcze nie widzial. Potwornie nerwowa jazda! A najgorsze jest to, ze wcale niemala liczba istniejacych juz fotoradarow ( antyradary.phi.pl/mapa_fotoradarow/ ) wcale nie zmniejszyla ogolnej liczby wypadkow w Polsce. Jak nalozy sie na te statystyki policyjne oswiadczenia, ze w miejscu postawienia fotoradaru liczba wypadkow spada nawet o 50%, wyraznie widac, ze fotoradar sluzy do szalenie kosztownego przepychania wypadkow z jednych miesjc w drugie. To zla konkluzja jezeli wezmie sie pod uwage to, ze fizycznie nie da sie oradarowac drog tak, zeby kazdy kierowca zawsze byl w zasiegu jakiegos fotradaru... A tylko takie zageszczenie skrzyneczek w kraju kierowcow-niewolnikow (bo tresura batem wychowuje mentalnych niewolnikow, ktorzy sa posluszni jak widza bat, a jak bata nie widza, to szaleja) da jakis rezultat. Ja, niepoprawny liberal, chetniej widzialbym kierowcow-obywateli. Takich, ktorzy widza sens samoograniczania i jezdza w miare zgodnie z przepisami bez wiszacego im nad glowa bata. Do tego potrzebna jest edukacja (od dziecka, po solidne kampanie spoleczne w miejsce nudnych, irytujacych gadajacych z ekranu glow) i pokazanie, ze jezda zgodnie z przepisami jest oplacalna. Jak? Na przyklad na gierkowce wystarczy pozdejmowac niesmiertene 70-tki na strategicznych skrzyzowaniach z polna droga, a zostawic nawet fotoradary. Kierowca, ktory bedzie wiedzial, ze nikt nie bedzie wymuszal na nim czkawki 100-70-100-70 spokojniej bedzie reagowal na fotoradary i wiekszosc bedzie jechala ok. 100-110 km/h.

      Ale to nierealne w kraju, w ktorym pisuarowa waaadza walczy ze spoleczenstwem obywatelskim :-/
    • computerland1 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 13:31
      dokladnie emes. ja po tym, gdy mnie w styczniu nagrali na
      wideoradar, zamiast sledzic droge do przodu, to zerkam wciaz w
      lusterko i patrze, czy za mna nie jedzie mondeo, itp. nawet, gdy
      jade zogdnie z przepisami. a z fotoradarami to jest tak, ze przed
      KAZDYM fotoradarem powinna byc tabliczka, ze on tam jest. na trasie
      wawa-lublin takich znakow jest kilka i one dopiero spelniaja swoje
      zadanie - ludzie zwalniaja. niestety u nas, kur... zesz jego pier...
      mac, to jest tylko kolejne narzedzie fiskalizmu, a nie narzedzie,
      ktore powinno zwiekszac bezpieczenstwo na drodze.
    • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 13:51
      To prawda. Z tego co piszecie roznica do tego, co ja mam w Szkocji (znanej z
      ilosci fotoradarow) jest podstawowa w tym, ze tu o kazdym radarze wiem ze
      znacznym wyprzedzeniem a i nie tylko wiem o radarze, ale jeszcze czesto mam
      powtorzone ograniczenie zebym wiedzial ile musze jechac.

      Ale i tak jak kiedys zaobserwowalem robiac pauze kolo niebezpiecznego
      skrzyzowania z fotoradarem kierowcy zamaiast patrzec na niebezpieczne
      skrzyzowanie, patrza w lusterko czy im mrugnie, czy nie...

      Moim zdaniem w przypadku gierkowek i innych takich spisaly by sie swietnie
      radary liczace predkosc srednia - robi ci fotke na wjezdzie, na wyjezdzie i
      porownuje. Tylko ze do czegos takiego nie moze byc droga z takimi kretynskimi
      ograniczeniami co chwila...
      • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 14:09
        tomek854 napisał:

        > Moim zdaniem w przypadku gierkowek i innych takich spisaly by sie
        > swietnie radary liczace predkosc srednia - robi ci fotke na
        > wjezdzie, na wyjezdzie i porownuje.

        Gierkowka to jeden wielki wjazd/wyjad - taki system da sie zrobic tylko na bramkach autostradowych.

        Tylko ze... na to jest juz wymyslony sposob. Supermarkety, restauracje itd. Wjezdzasz na trase, robisz najmniejsze nawet zakupy lub zjadasz hamburgera, wsiadasz w auto i dajesz buta. Srednia wyjdzie wrecz dziewicza :-)
        • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 14:13
          Nieprawda. Tu się robi taki system na takim czymś jak gierkówki własnie. Na
          przykład na A77 jak się jedzie na lotnisko na Prestwick. Na odcinku może z 15 km
          stoją 4 takie bramki. Jak ktoś skręci w bok - dobra nie załapie się. Ale
          przecież nikt kto chce pędzić nie będzie kombinował i objezdżał bocznymi
          dróżkami, bo na pewno mu nie wyjdzie szybciej niż jazda zgodnie z przepisami
          prostą drogą.
            • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 15:10
              A więc:

              Równie dobrze na odcinku między pojedynczymi fotoradarami można jechać 200 na
              godzinę.

              Ale wydaje mi sie, że większość szybkich kierowców to ci, którym się śpieszy. Ci
              raczej nie będą zjeżdżali do McDonalds , a nawet jeżeli, to się nie załapią
              tylko na jeden odcinek, bo tak jak mówiłem bramki te są co kilka kilometrów.
              • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 16:32
                tomek854 napisał:

                > Równie dobrze na odcinku między pojedynczymi fotoradarami można
                > jechać 200 na godzinę.

                I tak robi wiekszosc kierowcow. Moze nie 200 km/h, ale wiekszosc probuje nadganiac. Nie tylko w Polsce.

                > Ale wydaje mi sie, że większość szybkich kierowców to ci, którym
                > się śpieszy. Ci raczej nie będą zjeżdżali do McDonalds , a nawet
                > jeżeli, to się nie załapią tylko na jeden odcinek, bo tak jak
                > mówiłem bramki te są co kilka kilometrów.

                Kazdy musi czasem zjechac. Wybierze wiec miejsce pomiaru sredniej predkosci, zeby potem bezkarnie pojechac sobie jak noga na gazie kaze :-) Na kazda represje, znajdzie sie kontra. W wypadku bramek mierzacych srednia predkosc tez. Co wazne - wiekszosc pojedzie faktycznie jak na znakach, wiec ci, ktorzy "zarobia czas" jedzac bulke, beda tym bardziej niebezpieczni...

                To, co robimy, to czcze gdybanie. W Polsce jedno jest pewne - zwiekszaniu liczby fotoradarow nie towarzyszy spadek liczby wypadkow. To powinno dac waaadzy do myslenia. A nie daje, bo waaadza ma w d... bezpieczenstwo. Waaadze interesuje wylacznie fiskalny aspekt oradarowywania Polski :-/ Gdyby bylo inaczej, to oradarowywaniu towarzyszylaby kampania probujaca wyrobic w kierowcach przekonanie, ze jazda zgodna z przepisami jest oplacalna (a i skrzynki bylyby doskonale oznaczone i pomalowane odblaskowa farba - maskowanie ich sluzy wylacznie lapaniu jeleni!). Tylko, ze zeby przepisowa jazda faktycznie stala sie oplacalna, nalezaloby pozdejmowac tysiace ograniczen ustawionych na wszelki wypadek ("a gdyby matka wasza..."), zeby umozliwic niekoniecznie bardzo szybka, ale plynna jazde. Tylko na czym waaadza bedzie wtedy zarabiac...?
                • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:11
                  > Kazdy musi czasem zjechac. Wybierze wiec miejsce pomiaru sredniej predkosci, ze
                  > by potem bezkarnie pojechac sobie jak noga na gazie kaze :-)

                  Przez najbliższe półtora kilometra, bo mówiłem przecież, że te bramki stoją co
                  kilka km a nie na początku i na końcu drogi.
        • miecio1313 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 16:12
          "Gierkowka to jeden wielki wjazd/wyjad - taki system da sie zrobic
          tylko na bramkach autostradowych.
          Tylko ze... na to jest juz wymyslony sposob. Supermarkety,
          restauracje itd. Wjezdzasz na trase, robisz najmniejsze nawet zakupy
          lub zjadasz hamburgera, wsiadasz w auto i dajesz buta. Srednia
          wyjdzie wrecz dziewicza :-)"
          Nie bardzo, jeżeli takie coś wprowadzą to pewnie będzie to coś w
          rodzaju niemieckiego systemu dla ciężarówek na ichnich autostradach.
          Bramek nad autostradą jest tam pełno nie tylko przy zjazdach i
          wjazdach ale także na trasie i to cudo rejestruje automatycznie
          każdą przejeżdżającą ciężarówkę. Więc zjazd na kawę nic nie da i tak
          cię bydle zarejestruje.
          Jak tak dalej pójdzie- na zwykłych fotoradary a na innych jakieś
          bramki to samochodem nie da się w tym kraju jeździć, chyba tylko
          dystanse 20-30 km.
          • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 16:19
            Zapewniam Cię, że po Szkocji da się jeździć o wiele przyjemniej niż po Polsce. A
            wbrew pozorom lepszych dróg nie mają - bo co to te dwie autostrady na krzyż
            (dosłownie) i parę "gierkówek".

            Akurat poustawiane troche bardziej z głową fotoradarty przeszkadzają mniej, niż
            banda pędzących wariatów na każdym kroku.
      • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 16:53
        Chyba dawno po Polsce nie jezdziles. Pomijam kwestie redukcji sredniej predkosci do tej uzyskiwanej przed II wojna. Duzo wazniejsze jest to, ze znaki stawiane sa na wyrost i po uwazaniu. W sumie, wobec braku drog ekspresowych, Polskie drogi krajowe to glownie: teren zabudowany (50 km/h lub mniej), liczne skrzyzowanie z drogami szurtowymi, gruntowymi, bocznymi i nie zaznaczonymi na zadnej mapie (70 lub nawet 50 km/h). Zjawiskiem marginalnym sa odcinki, na ktorych mozna jechac z maksymalna predkoscia, bo u nas nawet niewielki luk drogi zaszczycany jest ograniczeniem do 70 km/h. Gwoli wyjasnienia - teren zabudowany to oczywiscie teren zabudowany naprawde, jak rowniez teren kiedys zabudowany, nigdy nie zabudowany, albo trzy chalupy na krzyz. Dolacz do tego liczne przebudowy drog, ktore owocuja ogromnymi ograniczeniami predkosci (40-50 km/h) nawet am, gdzie nawet najbardziej pijany robotnik nie doleci, jak bedzie podal, bo jest to np. wiadukt skladajacy sie z dwoch oddzielnych pomostow, z ktorych jeden jest remontowany. Generalnie czasem odnosze wrazenie, ze gdyby sprobowac wyciagnac jakas srednia, to ograniczenia predkosci obowiazuje na terenie powiedzmy 30% kraju. Przynajmniej takie jest moje subiektywne odczucie. Co wiecej sa one tak poszadkowane, ze czesto zanim odzyskasz predkosc, to juz masz kolejne ograniczenie. I mnostwo radarow + zapowiedz ogromnej ilosci kolejnych. I 7 km autostrad oddanych do uzytku w tym roku.
        • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 23:39
          Rzeczywiscie dawno - od kwietnia. I co ciekawe jezdzilem zgodnie z przepisami.
          Zrobilem z 1000 km i nie zaplacilem zadnego mandatu, nie musialem gwaltownie
          hamowac, wypatrywac policjantow w krzakach itp. A gosci ktorzy dostawali bialej
          goraczki i mnie wyprzedzali w najbardziej zdumiewajacych miejscach olewalem
          szerokim strumieniem. Nie mam ambicji bycia najszybszym na drodze, nie mam
          odczucia bycia kims gorszym gdy jade zgodnie z przepisami. I to niezaleznie od
          tego czy jechalem Dacia Logan ktora wykazywala zdumiewajace zachowanie na
          polskich koleinach, Kia Cee'd (ktora wszyscy brali w nadziei ze im pokaze jej
          zryw) i czesciowo Mitsubishi Carisma (beznamietnym samochodem ze stanowczo za
          malym silnikiem).
              • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:17
                Wiesz. Jak ja sobie jadę na wycieczkę w Highlands, to sobie jeżdżę nawet po 30
                40 mil i podziwiam widoki.

                Ale tak się okazuje, ze tempo zycia w Polsce jest już takie jak wszędzie
                indziej, jeśli nie bardziej szalone, a jeździć szybko sie nie da.

                Poza tym: owszem, można jechać 30 na godzinę przez 10 kilometrów, bo dwa
                miesiące temu jak naprawiali studzienkę na chodniku, to zapomnieli ściągnąć
                ograniczenia. Tylko po co?
          • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 10:10
            Ale te 1000 km to nie w jeden dzien i nie po nielicznych autostradach? Bo, gdy stosuje sie do wszystkich znakow, to srednia szosowa predkosc niebezpiecznie zbliza sie do 50-60 km/h. Jest jeszcze jedno ale. Byles naprawde nielicznym wyjatkiem, ktory stosowal sie do wszystkich ograniczen. Gdyby wszyscy to robili, to ide o zaklad, ze szosa stalaby jednym dlugim korkiem. Nie mowie tu o przestrzeganiu predkosci w terenie NAPRAWDE zabudowanym, bo i ja sie do tych ograniczen stosuje. Mam na mysli wszelkie szykany stawiane na wyrost. 70 km/h na zakrecie, ktory mozna pokonac kazdym samochodem 120 km/h prawie bez zauwazenia tego faktu, albo skrzyzowanie, o ktorym wiesz, ze jest tylko dlatego, ze ktos postawil znaki.

            Teraz sobie wyobraz, ze w listopadzie wybieram sie do Zakopanego. Do pokonania mam, w zaleznosci od wybranej opcji 400-450 km. Jade z malymi dziecmi. Czy wyobrazasz sobie, ze mam tam jechac 8-10 godzin? Chyba musialbym gdzies nocowac.

            Teraz uwaga ogolniejsza: nie mam nic na przeciwko radarom. Z nieopisana rozkosza cieszylbym sie z bezstresowego pokonywania Polski z predkosciami szosowymi. Bez ciaglych hamowan i odzyskiwania predkosci. Bez stresu przegapienia jakiegos znaku w szczerym polu, gdzie warunki drogowe w zadnym wypadku nie wymuszaja domyslenia sie, ze ktos mogl go postawic. Innymi slowy - jesli droga glowna ma krzyzowke z podrzedna, to stawiacz znakow nie moze domniemywac, ze ktos na nia wyjedzie nie ustapiwszy pierwszenstwa. Samochody na glownej maja byc poinformowane o istnieniu skrzyzowania, po to, aby mogli przystosowac sie do mysli, ze jakis pijak albo idiota moze (podkreslam: moze) wyjechac z boku. Z reguly olewam te 50-70 km/h na skrzyzowaniach, koncentrujac sie na wypatrywaniu radaru oraz potencjalnego intruza. Z racji lokalnosci szosy czesciej widuje sie redar... Jezeli zas widze "lokalesa" to oczywiscie zdejmuje noge z gazu i trzymam reke na klaksonie. Jestem gotowy do ewentualnej reakcji. A do takiego zachowania wystarczy jednak znak uwaga skrzyzowanie i zachowanie sie zgodnie z warunkami drogowymi. Wtedy niech sobie stoi radar i pilnuje czy aby kierowcy nie jada powyzej predkosci szosowej.

            Kilka lat temu dalem sie wysuszyc na siedemdziesiatce. Bylo bardzo rano. Po prostu nie zauwazylem znaku. I teraz UWAGA: ograniczenie wystepowalo z powodu wystepowania skrzyzowania za krzaczkami. Gdyby nie krzaczki byloby dobrze widoczne. Krzaczki jednak na drodze nieomal ekspresowej wydaja sie wazniejsze, wiec zasadzono 70 km/h. UWAGA 2: w oddali bylo widac wylacznie okragly znak (czyli, jak powiada policjant wlasnie ta 70). Trojkatnego nie bylo. Innymi slowy znakolog ograniczym predkosc, ale zapomnial powiedzec dlaczego. Moje racjonalne podejscie do tematu i skrucha spowodowaly, ze przyjemnie sobie pogadalismy. Policjant byl nieco wkurzony, bo te krzaczki i brak informacji o skrzyzowaniu kosztowaly zycie juz kilku osob. Stal on na stanowisku, ze ograniczenia i tak nikt nie przestrzega. Tu potrzebna jest wycinka + wielki znak informujacy o skrzyzowaniu. Gdy doszlismy do porozumienia, przy pomocy mojej corki utargowalismy do 50 zl bez punktow...
      • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 17:01
        marekatlanta71 napisał:

        > A moze po prostu jezdzic zgodnie z przepisami? Wtedy zaden
        > fotoradar niestraszny.

        Gierkowka na odcinku Warszawa-Piotrkow. Co kilometr ograniczenie predkosci do 70 km/h (bo jest skrzyzowanie z polna droga). Do 70 km/h czyli o az 30% - na trasie szybkiego ruchu (!). W wielu miejscach ograniczenie i fotoradar sa za zakretem. W gestym ruchu ci, ktorzy wjechali juz za zakret i zauwazyli skrzynke oraz blaszke, hamuja robiac radosna siurprize tym, ktorzy zakretu jeszcze nie mineli.

        W takich warunkach proba jazdy zgodnie z przepisami moze byc przyczyna kolizji. Stosunkowo niegroznych (co to jest najechanie stowa na kogos, kto akurat hamuje do siedemdziesiatki...), ale dosc czestych (czesto nie do unikniecia, bo wystepuje "cofajaca sie fala " hamujacych aut). Sam taka widzialem. Nie mowiac o tym, ze nigdy na gierkowne nie widzialem tylu awaryjnych hamowan, co teraz, po zainstalowaniu skrzynek.

        Cos jest nie w porzadku. Nie wiem co. Najprawdopodobniej najbardziej nie w porzadku sa ograniczenia co kilometr... Przejechanie kilkuset kilometrow z czkawka 100-70-100-70, to nie lada wyczyn jezeli zwalnianie musi sie wiazac z hamowaniem (fotoradary czesto stoja tuz za znakiem) - to strasznie meczy i stresuje.
        • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 23:47
          Jeszcze jedna uwaga - jadac zgodnie z przepisami dojezdzamy na miejsce kilka lub
          kilkanascie minut pozniej. Jak nas policja zlapie to tez dojezdzamy kilkanascie
          minut pozniej. A jak kogos stukniemy to zwykle nie dojezdzamy. Logika jest
          prosta - po cholere ryzykowac dla kilku minut. Zreszta w radiu tyle ciekawych
          rzeczy mowia ze czasem wole jechac wolniej zeby cala audycje wysluchac.
          • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 10:48
            marekatlanta71 napisał:

            > Jeszcze jedna uwaga - jadac zgodnie z przepisami dojezdzamy na
            > miejsce kilka lub kilkanascie minut pozniej.

            W Polsce?!?!?!?! A na jakim dystansie? Bo, wiesz, jak mowimy o dystansie 50-70 km, to byc moze masz racje...

            Nie! W Polsce, w zaleznosci od tego na jaka droge trafiles (czy bardziej naznaczona efektami mrufczej pracy znakologa czy mniej) srednia wychodzi miedzy 50, a 70 km/h. Na jednojezdniowkach, czyli na przygniatajacej wiekszosci polskich drog. Przy czym do 70-tki zblizysz sie jezeli bedzies olewal wbite w ziemie ograniczenia tak od czapy, ze hamowanie na nich moze byc uznane za probe wywolania karambolu. Proba jazdy zgodnie z ograniczeniami oznacza ni mniej ni wiecej tyle, ze z Przemysla do Szczecina podroz musisz planowac z "miedzyladowaniem" w jakims hotelu. W XIX w...

            Dalej. Ograniczenia i fotoradary nasr... na gierkowce wywoluja na drodze niespotykany zamet i haos (o stesie kierowcow nawet nie wspomne - przy czym stresujacy nie musi byc sam fotoradar, tylko histeryczne zachowanie czesci kierowcow) - w koncu to droga szybkiego ruchu z poustawianymi co kilometr ograniczeniami predkosci o 30% i fotoradarami, ktorych obecnosc sklania do hamowania, a nie plynnego (wiec bezpiecznego!!!) wytracania predkosci tak, zeby te niesmiertelne 70 km/h miec w rejonie tego strategicznego (z punktu widzenia komunikacji kolowej w Polsce, a moze nawet Europie!) skrzyzowania z polna droga. A chyba sam wiesz czym grozi hamowanie na trasie szybkiego ruchu w czasie gestegu ruchu...?

            Przy tranzytowych przejazdach przez Polske mamy do czynienia z godzinami raczej, a nie pojedynczymi minutami. A do tego efekt obecnosci niektorych fotradarow jest dokladnie przeciwny od zalozonego - bezpieczenstwu nie sluzy.

            Ja, tak jak Edek, niemialbym nic przeciwko fotoradarom wymuszajacym plynna jazde z predkosciami zawartymi w KD i z nielicznymi, niezbednymi ograniczeniami. U nas fotoradary i radary mozna spotkac wylacznie na ograniczeniach - do tego im ograniczenie jest bardziej od czapy, tym pewniej. Skutek tego jest taki, ze po hamowaniu na ograniczeniu, wiekszosc kierowcow przyspiesza ponad dopuszczalne predkosci i zaczyna sie jazda. Jazda, ktorej skutki lokuja nas w scislej europejskiej czolowce przy, co ciekawe, podobnym do sredniej europejskiej liczbie fotoradarow. Wynika z tego niezbicie, ze jedynym wymiernym skutkiem polskiej metody ofotoradarowywania kraju, jest przesuniecie wypadkow poza zasieg magicznych skrzyneczek...
          • 1realista Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 22:22
            marekatlanta71 napisał:

            > Jeszcze jedna uwaga - jadac zgodnie z przepisami dojezdzamy na miejsce kilka lu
            > b
            > kilkanascie minut pozniej. Jak nas policja zlapie to tez dojezdzamy kilkanascie
            > minut pozniej. A jak kogos stukniemy to zwykle nie dojezdzamy. Logika jest
            > prosta - po cholere ryzykowac dla kilku minut.

            Problem polega na tym że srednia predkosc przejazdu zaczyna oscylować wokół mniej jak 50km/h. Nie żartuje. Takasrednia prędkosc wychodzi na drogach niewielopasmowych. Jezdze zgodnie z przepisami ale z tego da sie zauważyć w ciagu ostatnich powiedzmy 5-6lat straszliwie rozrosla sie ilosc ograniczeń i obszarow zabudowanych. Zaczyna sie stawiać ograniczenia mocno na wyrost. Czesto jest to spowodowane nagminnym łamaniem dozwolonej prędkosci i jakimś tragicznym wypadkiem spowodowanego przez jakiegos idiotę łamiącego wszystkie zasady. No to potem uznaje sie to miejsce za wypadkowe ( bo ktoś tam zginał) i stawia się mocne ograniczenie. Problem mozna zlikwidować przez zniesienie wszystkich ograniczeń prędkosci znakami a zostawić kodeksowe ale w zamian drastycznie podniesć mandaty za nawet niewielkie przekroczenie prędkosci.
            Jest jeszcze pewna zaszłosć... widzisz u nas na drodze kto szybciej jedzie uważą sie za lepszego kierowcę. Dlatego mamy sporo starych ale mocnych silnikowo aut. Z alufelgami i spojlerami ale czesto w kiepskim stanie technicznym.
            • edgar22 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 12:49
              1realista napisał:
              > Problem polega na tym że srednia predkosc przejazdu zaczyna
              > oscylować wokół mniej jak 50km/h. Nie żartuje. Takasrednia prędkosc
              > wychodzi na drogach niewielopasmowych.

              E tam... Przy wyjazdach poza miasto rzadko spada mi poniżej 65 km/h (pomijam
              sytuacje nadzwyczajne typu korek spowodowany remontem lub wypadkiem), a ostatnio
              zwykle jest to ok. 70. I nie tylko w nocy. Na liczniku nie mam więcej niż 10
              km/h powyżej dopuszczalnego limitu.
          • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:22
            > Jeszcze jedna uwaga - jadac zgodnie z przepisami dojezdzamy na miejsce kilka lu
            > b
            > kilkanascie minut pozniej.

            Jadąc zgodnie z przepisami dojeżdżałem do promu na Skye w 7.5 godziny. Jadąc
            "tak jak wszystkie inne cięzarówki" jestem w stanie dojechać w około 6 godzin. I
            to w Szkocji a nie w Polsce...
      • misiek4111 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 23:31
        "Najprosciej jest jeździć zgodnie z przepisami" to truizm,
        zapewnia "bezkarność" i w Polsce i w USA i wszędzie gdzie jeździłem.
        Prawko mam 29. rok, przeciętnie jeźdżę 25 kkm/rok. Jak dotychczas 3
        mandaty, właśnie za prędkość w 1988 w Jugosławii, za nieprawidłowe
        parkowanie w 1993 w NYC, za zapomnienie dowodu rej. 2 lata temu.
        Byłem kierowcą w NYC, zasada nieprzekraczania dozw. prędkości o
        więcej niż 5 MPH ustrzegła mnie od mandatów, w Europie, w tym w
        Polsce nigdy szybciej niż +10 km/h pow. ograniczenia, nigdy
        najmniejszej stłuczki.
        Myślę, że gdybyś przyjechał do Polski i zobaczył do czego są zdolni
        tutejsi kierowcy, szczególnie wspomagani przez CB i praktyczny, w
        porównaniu do Stanów brak policji, chciałbyś żeby tych fotoradarów
        było dużo więcej. Ostatnio pojawiło się ich trochę i co poniektórzy
        mają problem, trzeba jechać mniej więcej zgodnie z przepisami, CB
        czy mruganie światłami nic nie daje. Zaczynają więc pisać infantylne
        teksty, skarząc się ze muszą zwolnić. Nigdy tego nie robili, nie
        zwracali uwagi na ograniczenia, teraz wypatrują fotoradarów i muszą
        kontrolować prędkość z którą jadą, co jest ponad ich nerwy. Jeśli
        jest skrzyżowanie na Gierkówce i ktoś w śmiał tam postawić
        fotoradar, to z pewnośćią to "droga polna", jeśli nie ma tam
        wypadków, to "przepchnięto" je w inne miejsca, jeśli w Austrii jest
        korek, to policja pogania auta żeby jechały szybciej niż 130 km/h, a
        w ogóle to fotoradary nic nie dały w Anglii, a w Polsce
        wywołują "zagęszczenie ruchu" i nie da się wyjechać z polnej drogi,
        w Szkocji są żółte a u nas szare, itd, itp., sam oceń "siłę" takich
        gadek.
        Przyjedź i zobacz jak TIR potrafi jechać przez małą miejscowość
        (zwaną w żargonie polskich miszczów "wiochą 4 chaty na krzyż") 90
        km/h, bo mobilki podały, że "ścieżka na W-wę jest czysta", że na
        Gierkówce (nie autostarada, pełno skrzyżowań i przejść,
        niektórzy "bezpiecznie" jeżdżą nawet 200 km/h (120 MPH) i mandat za
        to wynosi 500 zł, o ile nie 50 po załatwieniu sprawy, (porównaj co
        byłoby z takim miszczem u Ciebie). Jeśli wyjeżdżam z Krakowa na W-wę
        i do Michałowic jadę 60, a drogę tak przebudowano, że nie da się
        mnie wyprzedzić, to nie chciałbyś widzieć tego co ja widzę we
        wstecznym lustrku, bo przecież jadący za mną dostawca chipsów czy
        jakiś rep medyczny dobrze wie, z można tam jechać 100. A że wzdłuż
        drogi idą dzieci i ich szkoła jest być może po drugiej stronie, no
        nie, to zawracanie głowy, chipsy trzeba dowieźć jeszcze do 7 sklepów.
        Fotoradary to nie fanaberia kaczorów, jak ostatnio stwierdził jaśnie
        oświecony Tusk (najprawdopodobniej znowu przerżnie wybory), na nie i
        mający wejść w życie analogiczny choćby do tego we Francji system
        automatycznego wysyłania mandatów, Unia przeznaczyła 180 mln zł, bo
        polskie statystyki są zatrważające, a polskie drogi to dżungla.
        Najsilniejszy argument to taki, że "nie ma dróg", to po tych co są
        można jeździć z prędkoscią dobraną wg własnego widzimisię. A że to
        prowadzi do zupełnej anarchii, to nic, fotoradary to
        przejaw "bolszewickich" metod "waaadzy".
        No mówię Ci, piana bita w Polsce jest ogromna, bo w końcu na unijne
        żądanie i za pieniądze Unii, na jak dotychczas naprawdę małą skalę,
        zaczęto skutecznie egzekwować ograniczenia prędkości.
        Pozdrawiam!
        • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 23:43
          Moim zdaniem Polsce potrzeba jeszcze wiecej fotoradarow + tak jak w USA i
          Europie - historia kierowci - policjant i firma ubezpieczeniowa ma dostep do
          wszystkich Twoich mandatow. Ubezpieczyciel moze na tej podstawie zdecydowac czy
          Cie ubezpieczyc i za ile czy tez nie ryzykowac. A policjant moze zdecydowac czy
          dac Ci ostrzezenie (bo to Twoje pierwsze wykroczenie od lat), czy zakuc Cie w
          kajdany i wsadzic na 24 h za kratki (bo notorycznie probujesz kogos zabic).
          • misiek4111 Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 00:04
            Pamiętam, że wysokość "insury" zależała bardzo od "recordu"
            kierowcy, podobnie przy przedłużaniu DL, to czy tylko zbadają wzrok
            czy będą problemy. Proste i skuteczne. Zanim dali mi pracę
            kierowcy, pierwsze pytanie brzmiało: "tickets, accidents?"
            Dawne czasy, teraz żyjąc pod rządami kaczek, a jedyna i dość
            wątpliwa alternatywa to Tusk, coraz częsciej żałuję, że wróciłem.
            Teraz już za późno na przeprowadzki, w zeszłym roku byłem miesiąc w
            Kaliforni, miło pojeździć wg amerykańskich zasad.
          • simr1979 Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 11:32
            marekatlanta71 napisał:

            > Moim zdaniem Polsce potrzeba jeszcze wiecej fotoradarow + tak jak w
            > USA (...) policjant moze (...)zakuc Cie w kajdany i wsadzic na 24 h
            > za kratki (bo notorycznie probujesz kogos zabic).

            WOW !
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=69918509&a=69986439
        • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 11:23
          misiek4111 napisał:

          > "Najprosciej jest jeździć zgodnie z przepisami" to truizm,
          > zapewnia "bezkarność" i w Polsce i w USA i wszędzie gdzie
          > jeździłem.

          A nie zwrociles uwagi na pewne roznice w organizacji ruchu?

          Pomine "habudzikowanie" o tym co sam widzialem na autostradzie w Austrii (przyspieszanie ruchu, zeby zrobic na miejsce dla szczytu wyjazdowego z Wiednia).

          Ale spojrz jak organizowany jest ruch w Polsce, a jak w Europie. Przez Europe da sie przejechac plynnie i spokojnie. Wcale nie musi to oznaczac jazdy szybkiej, bo to domena autostrad - na drogach bardziej lokalnych jedzie sie wolniej, ale wciaz plynnie i spokojnie. W Polsce za to jazda jest organizowana z zachowaniem maksymalnej "szarpanki". Np. te wykpiwanie przeze mnie skrzyzowania z polna droga. Ja je slusznie wykpiwam! W zeszlym roku capneli mnie na czyms takim za nie moje przekroczenie predkosci (w czasie namierzania wyprzedzal mnie wielki van - ja najlepiej wiem jak szybko jechalem!). Jako, ze bronilem sie, sprawa trwala dluzej, bo panowie nie potrafili uwierzyc, ze koles w Alfa Romeo, posiadjacy PJ od 1988 roku ma od zawsze zerowe konto punktowe (taki to ze mnie pirat, ktoremu przeszkadzaja ograniczenia...) i bardzo dokladnie mnie sprawdzali. Postoj trwal prawie godzine i w tym czasie z obstawionej przez dzielnych panow plicjantow drogi nie wyjechalo NIC. Nic tez w nie nie wjechalo. W tym czasie, w obydwu kierunkach gierkowka przejchalo pewnie kilkaset, a moze i kilka tys. aut. I wszyscy byli zmuszeni do zwolnienia na skrzyzowaniu o ruchu pomijalnym. Czy zdajesz sobie sprawe jak to wyglada w ujeciu energetycznym? Przecinicy swiatel krzycza o tym, ze dodatkowe spaliny zabija ilus tam ludzi. Tak samo dodatkowe spaliny wytworzone przez auta odzyskujace predkosc zabija ilus tam ludzi - byc moze wiecej niz istnien uratuje jazda 70 km/h na skrzyzowaniu, ktorego praktycznie nie ma. A w ciagu godziny nie skorzystal z tego, ze cala gierkowka zawalnia ZADEN pojazd! Nawet rowerzysta. Nawet pieszy...

          Co ciekawe (niedawno tamtedy jechalem) - ograniczenia sa na prawie wszystkich baaaardzo lokalnych skrzyzowaniach, a nie ma na kilku skrzyzowaniach, na ktorych ruch sie faktycznie odbywa...

          A teraz, na tej niewatpliwioe trasie szybkiego ruchu (predkosc 100 km/h) poustawiano fotoradary tak, ze zeby nie dac sie "cyknac" trzeba hamowac. Bo stosowanie sie do przepisow wymaga hamowania! Jakis sabotazysta uwaza, ze wyhamowywanie o 30% drogi szybkiego ruchu z powodu strategicznego sprzyzowania z polna dorga przysluza sie bezpieczenstwu! Nie przysluza sie. W gestym ruchu dochodzi tam do kolizji - jedna sam widzialem.

          Nie mam nic przeciwko ograniczeniom jezeli sa one wymuszone realnymi, a nie hipotetycznymi, zagrozeniami i tworza jakas logiczna, ogolnopolska calosc - teraz na luczku, ktorego gdyby nie znak, nawet bys nie zarejestrowal moze stac 70 km/h, a zaraz potem na ostrym wirazu nie stac nic. I ja uwazam, ze to nic jest lepsze od ograniczenia od czapy! na tym wirazu (pisze o konkretnym miejscu) sa "szewrony", ktore pokazuja w lesie, w ktora strone jest zakret. I co? I wszyscy zwalniaja! A na ograniczeniu od czapy nie... Potegujac tym samym calkowity brak zaufania do znakologa i deprecjonowanie znaczenia znakow!

          Ja uwazam, ze najwiekszym polskim problemem sa wlasnie, znieczulajace kierowcow, odbierajace im zaufanie do organizatora ruchu, ograniczenia od czapy. Zauwazyla to tez policja - polecam lekture raportu po wiosennym przegladzie drog ( www.policja.pl/portal/pol/71/3250/Informacja_na_temat_przeprowadzonego_wiosennego_przegladu_drog_w_2007r.html ).
      • edgar22 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 12:38
        marekatlanta71 napisał:
        > A moze po prostu jezdzic zgodnie z przepisami?

        Właśnie. Wszyscy narzekający bronią się przed tak oczywistym rozwiązaniem tego
        "problemu".
        Da się jeździć płynnie, zgodnie z przepisami, osiągając (na jednojezdniówkach)
        średnie prędkości nie rzędu 50, lecz w okolicach 70 km/h.
        I radary mi w tym zupełnie nie przeszkadzają. Powiem więcej - jest ich za mało.
        • computerland1 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 12:45
          edgar22 napisał:

          > średnie prędkości nie rzędu 50, lecz w okolicach 70 km/h.

          zabiore Cie na drogi, ktoredy sie jezdzi z wawy i dam tysiaka, jesli
          jadac zgodnie z przepisami, wykrecisz mi srednia 65 km/h. ale jesli
          nie, to Ty mi tego tysiaka dasz.
            • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 13:27
              edgar22 napisał:

              > W poprzednim poście miałem na myśli dłuższe trasy.

              Im dluzsza trasa, tym wieksza szansa na osiagniecie sredniej w okolicach 50 km/h. Jak od Twoich 65 km/h odejmie sie tankowanie, siusu-kupka i inne mniej spodziewane niespodziewajki, tyle na jednojezdniowkach wychodzi. Chyba, ze olewa sie co bardziej od czapy ograniczenia. Tylko, ze jak juz olewa sie te od czapy, to dlaczego nie wszystkie...? Ewentualny mandat ten sam :-/

              To mniej wiecej polowa tego, co uzyskalem w tym roku na trasie od Trogiru (srodkowe wybrzeze Chorwacji) do Cieszyna (ok. 1000 km). Po wjechaniu do Polski srednia spadla do ciut ponad 70 km/h na gierkowce. W nocy! Przy znikomym ruchu. Hm... Jedna z przyczyn takiej sredniej bylo tez to, ze ZABLADZILEM na wyjezdzie za stacji benzynowej w okolicach Katowic. Juz wjazd byl w nocy koszmarny (strasznie mi sie lac chcialo, stacje widzialem, a nie wiedzialem jak wjechac, bo na trasie byl znak, ze mam skrecic w prawo, a potem byl makaron z drobnych drozynek donikad), a wyjazd sie nie udal. Wjechalem w jakies krzaki, z ktorych dopiero GPS, bardzo okrezna droga mnie wyprowadzil. Nie sadzisz, ze jakosc organizacji ruchu i oznakowania naszych drog pozostawia co nieco do zyczenia, i ze nie pozostaje to bez wplywu na srednia?
              • edgar22 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:30
                > Jak od Twoich 65 km/h odejmie sie tankowanie, siusu-kupka i inne
                > mniej spodziewane niespodziewajki, tyle na jednojezdniowkach wychodzi

                Ja piszę o wskazaniach komputera. "Siusiu-kupka" może trwać dłużej lub krócej...
                • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 20:25
                  edgar22 napisał:

                  > Ja piszę o wskazaniach komputera. "Siusiu-kupka" może trwać dłużej
                  > lub krócej...

                  A ja pisze o wskazaniach GPSu, ktory wystartowalem kiedy ruszylem i liczyl mi srednia od startu, do wyzerowania licznika. To zdecydowanie rzetelniejszy pomiar, bo liczy tez wtedy, gdy wylaczam silnik na tankowanie, siusiu-kupka itd.

                  I tak mi wyszlo - do granicy z Polska ciut ponizej 100 km/h (po drodze jednojezdniowka w Chorwacji, jednojezdniowka w Slowenii, jednojezdniowka i przepychanie sie przez Wieden w Austrii, przejscia graniczne, tankowanie, siusiu-kupka), a za granica (z ciekawosci wyzerowalem ustawienia) niewiele ponad 70 km/h. W nocy. Na trasie jakoby szybkiego ruchu. Imponujacy rezultat!

                  Nie pochwalam, ale wcale sie nie dziwie, ze wielu ludzi nie potrafi powiedziec sobie "wyluzuj!" i jedzie szybciej niz znaki kazali (co wcale nie musi byc tozsame z faktycznym piratowaniem). Niektorzy do tego jazda i efektami tej jazdy zarabiaja na zycie - te wykpiwane REPy. Oni naprawde nie maja innego wyjscia. Jeszcze raz - nie podoba mi sie to, ale to rozumiem!

                  Jako zagorzaly liberal uwazam, ze znakow i ograniczen powinno byc absolutne i niezbedne minimum. Rozmydlanie tematu ograniczeniami na wszelki wypadek i na wyrost nie dosc, ze powoduje "znieczulice" u kierowcow, to jeszcze w praktyce uniemozliwia kontrole! Np. te niesmiertelne 70-tki na kazdym skrzyzowaniu z polna droga na gierkowce (co ciekawe takich ograniczen jest ZDECYDOWANIE mniej na jednojezdniowkach, po ktorych jezdzi sie - teoretycznie - tylko o 10 km/h wolniej). Dopoki nie bylo fotoradarow, to wiekszosc jechala 120-140 km/h i jakiejs specjalnej masakry nie zauwzylem. To moze nie byloby calkiem glupio zrezygnowac z tych (wedlug mnie kretynskich) 70-tek, postawic fotoradary i kontrolowac przestrzeganie kodeksowych 100 km/h? Takie 70-tki straszyly tez na wyjezdzie z Warszawy na Gdansk. Kilka lat temu zostaly zdjete i jedynym zauwazalnym efektem tego jest to, ze ruch sie znacznie uspokoil. Wiekszosc, bez fotoradarow (!), jechala plynnie i spokojnie 100-120 km/h (duzy postep wobec 120-140 km/h). Wedlug mnie dlatego, ze kierowca ciagle, chocby tylko teoretyczne, zmuszany do duzych zmian predkosci zaczyna jechac nerwowo - jak pozwoli mu sie jechac plynnie, zwolni, chocby z powodow ekonomicznych (skoro da sie uzyskac satysfakcjonujaca srednia, to po co "nadganiac" - lepiej jechac plynnie). To samo bylo na warszawskim Wale Miedzeszynskim - dopoki bylo tam 50 km/h, bylo mocno nieklawo, jak postawili 70 km/h wiekszosc jedzie spokojnie 70-90 km/h. Tak samo na warszawskiej Trasie Lazienkowskiej - jak bylo 50 km/h, jezdzilo sie szybciej niz za czasow ograniczenia do 80 km/h (z policyjnych statystyk!), teraz postawili 70 km/h i wiekszosc nie przekracza 80-90 km/h. Siekierkowska tez uspokoila sie po zwiekszeniu limitu tylko o 10 km/h - z 70 do 80 km/h.

                  Kazda droga ma swoja predkosc optymalna. Kierowcy swietnie radza sobie z dostosowaniem sie do tej predkosci, zapewne dlatego, ze odsetek samobojcow nie jest zbyt duzy :-) Jezeli znakujacy przesadzi ze spowalnianiem ruchu, zaczyna sie "jazda polska" - jedni probuja stosowac sie do ograniczenia, inni troche mniej :-P , a inni traca kontakt z rzeczywistoscia (na szczescie malo ich).

                  Kierowcow nie da sie traktowac jak stada baranow! W samochodach siedza myslace istoty. Jezeli bedzie sie im za bardzo i bez sensu, bez potrzeby dociskac srube, to sie beda buntowac. To wlasnie ogladamy w Polsce.
          • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 12:58
            Edgar chyba nie ma w aucie wskaznika sredniej predkosci i cos zmysla. Hm, ja tez nie mam, ale ostatnio smigalem autem ojca. Na odcinku W-wa Czestochowa wyszlo mi sporo ponizej 80 km/h. A wtedy jeszcze nie bylo tylu radarow, wiec olewalem niewidoczne skrzyzowania i rownie niewidoczne niebezpieczne zakrety.
            • edgar22 A po co miałbym zmyslać? 12.10.07, 19:24
              edek40 napisał:
              > Edgar chyba nie ma w aucie wskaznika sredniej predkosci i cos zmysla

              Właśnie mam wskaźnik i o jego wskazaniach piszę. (Nie uwzględniam więc zjawisk
              typu "siusiu-kupka", o których pisze emes).

              Całkiem niedawno Warszawa - Gdańsk, jeden z weekendowych wieczorów, średnia
              prędkość wg komputera 72 km/h.
        • mrzagi01 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 13:01
          edgar22 napisał:

          >
          > Da się jeździć płynnie, zgodnie z przepisami, osiągając (na jednojezdniówkach)
          > średnie prędkości nie rzędu 50, lecz w okolicach 70 km/h.
          niestety, akurat podczas rzeczonego wyjazdu sobie robiłem takie pomiary- i:
          przy osiąganych prędkościach 110-130 i traktowaniu z marginesem terenu
          zabudowanego, tj. zwalnianiu do ok 60-70 km (tam gdzie nie było puszek oczywiście)
          średnia wychodziła koło 65 km/h
          zeby zbliżyć się do średniej 70 km/h to już musialem cisnąc 150-160, gdzie tylko
          sie dało
    • simon921 Re: fotoradary- nie tędy droga 10.10.07, 19:08
      Powiem szczerze za dużo miałem ostatnio jakiś dziwnych hamowań przed
      fotoradarami, żeby być ich zwolennikiem. Niektórzy na zapas zwalniają do 50 np.
      pomimo, że jest ograniczenie do 70, co może doprowadzić do szału.
      Ale chciałem o czymś innym napisać. Jeżdżę sobie ostatnio codziennie trasę
      Poznań - Nowy Tomyśl. Wygląda to tak 5km przez miasto / 50km autostradą / 7-8km
      dojazdówka do Nowego Tomyśla. Taki dojazd zajmuje mi ok 40-45 minut jadąc
      równiuteńko z przepisami. Absolutnie nie czuję potrzeby przekraczania
      ograniczeń. I mając takie drogi fotoradary mogą sobie stać nawet co 100m i nie
      będzie mi to przeszkadzało. Ale niech idzie za tym infrastruktura. Czego sobie i
      wam życzę:)
      • computerland1 Re: fotoradary- nie tędy droga 11.10.07, 09:39
        simon921 napisał:

        > Ale chciałem o czymś innym napisać. Jeżdżę sobie ostatnio
        codziennie trasę
        > Poznań - Nowy Tomyśl. Wygląda to tak 5km przez miasto / 50km
        autostradą / 7-8km
        > dojazdówka do Nowego Tomyśla. Taki dojazd zajmuje mi ok 40-45
        minut jadąc
        > równiuteńko z przepisami.

        i to jest dokladnie to, o co tutaj wszystkim chodzi. fotoradary same
        w sobie nie sa zle. ale, po pierwsze, sa po to, aby wyciagac kase, a
        nie zeby ludzie zwalniali. a po drugie - przy takiej ilosci
        ograniczen i jakosci drog rzeczywiscie trzeba ich 'szukac'.
        jezdzilem troche po niemczech, teraz widze, jak sie jezdzi we
        francji. tutaj mozna jezdzic zgodnie z przepisami, bo i sa normalne
        drogi i znaki. u nas tez sie da, ale wtedy taka np. podroz wawa -
        krakow zajmuje Ci nie 4,5h, a np. 6. wybaczcie, ale nie kazdy lubi
        siedziec pol dnia w aucie.
    • margotje nie tędy droga. Droga do czego? 11.10.07, 11:10
      Kiedys byli to zwykli smiertelnicy, podatni na lapowkarstwo,
      milicjanci/policjanci, ktorzy stali przy drodze i "kontrolowali".
      Teraz przybyly lasery, traffic boxy itpitd. Coraz wiecej kontroli i coraz wiecej
      mandatow. I wszystko to w imie bezpieczenstwa na drogach. Moze i tak, Ja tam
      wiem swoje: glownie chodzi o nabijanie kasy panstwowej. Skad ja to wiem? ano
      wiem to z wlasnego podworka. Mam w rodzinie (wżenionej) kilku policjantów. Na
      okolicznosc roznych spotkan rodzinnych, niekoniecznie przy szklaneczce,
      opowiadaja oni wrecz o tym, jak budzet panstwowy zaklada na dany rok wplywy z
      mandatow drogowych tyle i tyle.Z roku na rok coraz wiecej. Policjanci dostaja
      bardzo konkretne wytyczne nakladajace na nich obowiazek wypisania mandatow na
      konkretna kwote w ciagu miesiaca. Jesli tego nie wyrobi - to po premii!

        • emes-nju Re: nie tędy droga. Droga do czego? 11.10.07, 11:37
          computerland1 napisał:

          > z ta premia to niestety prawda. kolega ostatnio mowil, ze przy
          > wypisywaniu mandatu policjant sam o tym powiedzial - 'panie, mamy
          > plan do wykonania'.

          I dlatego skrzynki sa zamaskowane (zeby jak najwiecej kierowcow ich nie zauwazylo), a policja NIE LAPIE w miejscach gdzie nieliczni kretyni stosunkowo niewiele przekraczajac predkosc stwarzaja duze zagrozenie, tylko tam gdzie lowy najobfitsze - w miejscach ograniczen od czapy, gdzie kazdy praktyka polskich drog nauczony, ze znak jest po to, zeby byl, jedzie BEZPIECZNIE za to za szybko niz znakolog pozwolili. (Swoja droga bardzo ciekawy bylby wynik badania polegajacego na probie nalozenia miejsc latwych policyjnych lowow na miejsca naprawde niebezpieczne, w ktorych zdarza sie duzo kolizji i wypadkow. Obawiam sie pewnego... hm... przesuniecia stref wplywow :-/ )

          Nikt nie lapie piratow nie przekraczajacych predkosci - np. takich, dla ktorych postoj w kolejce do skretu w lewo, to za duzy wysilek i wyprzedzajacy calosc po prawej tak, ze ktos musi zostac na skrzyzowaniu, bo za skrzyzowaniem jest jeden pas... Ile takich (tfu! Co za slowo!) lewoskretow konczy sie kolizja, bo prawidlowo skrecajacy, zablokowany przez wyprzedzajacego go po prawej pirata zostaje pod kolami jadacych prosto?
          • computerland1 Re: nie tędy droga. Droga do czego? 11.10.07, 11:47
            dokladnie sie z Toba zgadzam. ostatnio pojechalem sobie z wawy do
            gory kalwarii i pozniej do minska droga numer 50 (wspominana przez
            Ciebie ze wzgledu na widok zamku w Czersku). nowa droga,
            jednopasmowa, ladna i tam radarow, ani glupich ograniczen nie bylo.
            jechalem caly czas 90-100, zwalniajac w miejscowosciach. i taka
            jazde rozumiem.
            za to, kur..., na dwupasmowej gierkowce, gdzie, jak mowisz,
            skrzyzowan z droga polna jest mnostwo, 70-tek jest jak mrowkow. no i
            oczywiscie radarow. powoduje to to, ze jedzie sie 100-110, ale przy
            zobaczeniu radaru trzeba mocno depnac po hamulcach. dobrze jest,
            jesli kolejka aut konczy sie na prostej. ale jesli dzieje sie to na
            zakrecie, to mamy wjezdzanie sobie w dupe. i tak wlasnie pier...
            znaki przyczyniaja sie do zwiekszenia, a nie zmniejszenia ilosci
            wypadkow.
    • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 15:34
      Czytam te Wasze posty i mi sie palce u nog podwijaja. Bo pamietam "kierowcow" w
      PL wykazujacych sie calkowitym brakiem wyobrazni i jadacych zdrowo ponad 100'tke
      tam gdzie bylo ograniczenie do 70'ciu a czasem 50'ciu. Co wiecej jezdzac po
      polskich drogach nie zauwazylem prawie wcale tych opisywanych przez was
      "bezsensownych" ograniczen predkosci - wszystkie ograniczenia jakie pamietam
      mialy gleboki sens - albo przejscie przez jezdnie, albo zle wyprofilowany
      zakret, albo zla widocznosc albo koleiny albo jeszcze cos innego. Polskie drogi
      sa w katastrofalnym stanie - brak drog szybkiego ruchu powoduje ze dotarcie
      gdziekolwiek zajmuje wiecznosc. Ale to nie powod zeby lamac przepisy!!! Np. w
      Austrii drogi boczne maja podobne a czasem jeszcze ostrzejsze ograniczenia i
      jakos nie widac zeby ludzie je ignorowali. Wiem, wiem - w Austrii maja wspaniala
      siec autostrad i drog szybkiego ruchu. Ale jeszcze raz powtarzam - ryzykowanie
      zyciem innych ludzi jako forma protestu przeciw niedorozwojowi sieci drogowej w
      PL powinno byc karane. I to srogo.
      • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:00
        Wiesz co Marek, ja juz wiem o co tu chodzi. Po drugiej wojnie u bardzo wielu wiezniow obozow odkryto tzw. syndrom czlowieka zlagrowanego. Wielu ludzi nie widzialo niczego niezwyklego w warunkach bytowania, glodowce, egzekucjach. Ich umysly po prostu sie przystosowaly. Zdaje sie, ze my tu w Polsce jestesmy spoleczenstwem oddrogowionym. To, co Tobie wydaje sie zabojczym kawalkiem asfaltu w nas wywoluje euforie komfortu jazdy. Prawdopodobnie dlatego tak, a nie inaczej postrzegamy ograniczenia. Inna sprawa jest to, o czym ciagle pisze - w Holandii na bocznych drogach ograniczenia nie sa tak przytlaczajace jak w Polsce. A zwroc uwage na subiektywnosc moich odczuc. Tam jestem w obcym kraju, w ktorym mandat moze pozbawic mnie wodki na dwa miesiace, a jade bez wiekszego stresu. Tu, w kraju, w ktorym idzie sie dogadac z policja, czuje sie przytloczony przez zakazy.
        • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:14
          Moim zdaniem to wynika z czego innego - sposob jazdy znaczacej czesci kierowcow
          na polskich drogach powoduje ze jadac zgodnie z przepisami czujesz sie dup..iem,
          looserem itp. W Holandii jest odwrotnie - jadac szybciej niz predkosc
          dopuszczalna wszyscy patrza na Ciebie jak na przestepce. I o to chodzi -
          spoleczenstwo musi sie przeciwstawiac bandytom i piratom drogowym. Niestety w
          kraju w ktorym branie lapowek przez lekarzy i policje jest spolecznie
          akceptowalne a oszustwa podatkowe nazywane sa "byciem zaradnym" trudno oczekiwac
          ze piraci drogowi beda zle widziani.

          P.S. U nas na osiedlu mamy ograniczenie do 25 MPH. Ale wszyscy jezdza ZNACZNIE
          wolniej. Oprocz jednej idiotki ktora jezdzi wlasnie 25 MPH. I dzis jej
          dostarczylismy podpisana przez reszte ludzi prosbe o to zeby zwolnila...
          • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:21
            Moze i masz racje. Moze problemem jest to, ze za komuny kazde obywatelskie nieposluszenstwo bylo zadatkiem kombatanckim. Teraz kolejne wladze nie potrafia zas z nas, Polakow, zrobic spoleczenstwa obywatelskiego. A na wyzyny rozp.... wspial sie PiS. Tak podzieli obywateli, ze malo kto juz wie gdzie ma d..pe.
            • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:30
              Gdzies czytalem ze zmiana mentalnosci spoleczenstwa zajmuje od 60 do 100 lat. Od
              konca komuny jest dopiero 18 lat, czyli jeszcze daleko... Jedyna nadzieja w
              doborze naturalnym (ktory ostatnio zaopiekowal sie szescioma mistrzami kierownicy).
              • edek40 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:35
                Zachowania na drodze mysle, ze powinny poprawiac sie szybciej. Niemniej nie sadze, aby szybciej niz buduje sie drogi w Polsce. A wolniej o wkurzanie ludzi. To naprawde granda, aby zarabiac na braku porzadnych drog. Ja rozumiem radar tu i owdzie. Ale co pare kilometrow. To jak u Orwella. Na taki "poscig" jedyna racjonalna odpowiedzia jest pronowanie za wszelka cene omijanie prawa. Jakies uchylne rejestracje, listek na tablicy, albo torba foliowa. Nie tedy droga. Nasze kochane panstwo powinno pokazac, ze zalezy im na bezpieczenstwie przez budowe drog, a nie karanie wszystkich. Nie ma realnej mozliwosci, aby nawet Bogu ducha winny nie zalapa sie przypadkiem. A takie dzialanie to nic innego jak psucie prawa.
          • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:42
            marekatlanta71 napisał:

            > Moim zdaniem to wynika z czego innego - sposob jazdy znaczacej
            > czesci kierowcow na polskich drogach powoduje ze jadac zgodnie z
            > przepisami czujesz sie dup..iem, looserem itp.

            Jezdze zgodnie z przepisami. Nie jestem swiety, ale daleko wykraczam poza przecietna polska (faktycznie fatalna). A jednak nagromadzenie fotoradarow bardzo mi przeszkadza...
          • simr1979 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 17:14
            marekatlanta71 napisał:

            (...) I o to chodzi -
            > spoleczenstwo musi sie przeciwstawiac bandytom i piratom drogowym.

            Nie irytuj się tak - jesteś w Stanach, nawet na najgładszym 6-pasmowym hajłeju
            żaden bandyta Cię nie wyprzedzi z zawrotną prędkością 75 mph (gdy dozwolone 65)..;)
            Chorujesz na przerost asertywności - nie jesteś pępkiem świata ani metrem z
            Sevres, nie każdemu prędkość powyżej 100 km/godz wydaje morderczo niebezpieczna.

            Ograniczenia prędkości w Stanach (i paru innych krajach) są absurdalne,
            ogłupiajace kierowców i szkodliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu -
            przekonałem się o tym po raz kolejny tego lata, spędzając wakacje we francuskiej
            Bretanii, gdzie ze względów politycznych prędkość na autostradach ograniczona
            jest do 110 km/godz
            (miały być, w przeciwieństwie do reszty kraju, bezpłatne, więc przemianowano je
            na drogi szybkiego ruchu i w związku z tym obniżono limit o 20 km/godz). Taka
            jazda do horror - znużenie, stres, koncentracja na prędkościomierzu, zamiast na
            drodze (przy okazji zrozumiałem dlaczego Amerykanom niezbędne są tempomaty).
            Podobne wrażenia miałem wcześniej w Szwecji, tylko tam autostrad jest mało i
            ruch na nich mały, więc szkoda mniejsza.

            A nadmiar zdyscyplinowania - wiesz chyba z historii, do czego może doprowadzić -
            palenie książek, obozy koncentracyjne, nie mówiąc już o rozwaleniu własnego
            kraju i społeczeństwa na kilkadziesiąt lat....

            Zatem, znaj proporcją mocium panie....:)
            • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:33
              Nie irytuje sie - w koncu to nie ja sie ktoregos dnia zabije jadac z nadmierna
              predkoscia :) A prawo jest po to zeby go przestrzegac, zeby nie wiem jakie
              glupie bylo. Prawo zmieniac moga tylko poslowie - jak Wam sie nie podobaja
              ograniczenia to glosujcie na partie ktora je zmieni. Ale dopoki stoi znak 70, to
              powinno sie jechac nie wiecej niz 70 a kazdy kto jedzie wiecej powinien dostawac
              mandat.

              A jazda 120-130 km/h po autostradzie jest jak najbardziej bezpieczna i po to
              wymyslono temptomaty zeby ludzie mogli ta stala predkosc utrzymywac. Marzenia o
              zostamiu pilotem mysliwcow wyparowaly mi z glowy jakies 20 lat temu a obecnie
              jedynym moim marzeniem na drodze jest dojechac calym i zdrowym do celu. I
              dlatego patrze z nienawiscia na wszystkich ktorzy w jakikolwiek sposob probuja
              zagrozic mojemu zdrowiu i zyciu.
            • tomek854 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:40
              > jest do 110 km/godz
              > (miały być, w przeciwieństwie do reszty kraju, bezpłatne, więc przemianowano je
              > na drogi szybkiego ruchu i w związku z tym obniżono limit o 20 km/godz). Taka
              > jazda do horror - znużenie, stres, koncentracja na prędkościomierzu, zamiast na
              > drodze (przy okazji zrozumiałem dlaczego Amerykanom niezbędne są tempomaty).

              Wiem o czym mówisz. W UK na autostradzie można jechać max 70 mil czyli 112 km na
              godzinę. Tyle to tu pomykają co pomniejsze ciężarówki...
              • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:50
                tomek854 napisał:

                > Wiem o czym mówisz. W UK na autostradzie można jechać max 70 mil czyli 112 km n
                > a
                > godzinę. Tyle to tu pomykają co pomniejsze ciężarówki...

                Hmm. U nas tez jest ograniczenie do 70 MPH - w Georgii za 84 MPH Cie zgarniaja
                bez problemu (zona przetestowala), w Virginii za 71 MPH potrafia zgarnac
                (opowiesci kolegow).
      • kowalesik Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:22
        Tutaj musze sie zgodzic z Markiem. Nie mieszkam moze w Stanach zbyt
        dlugo, ale wystarczajaco dlugo, zeby przyzwyczaic sie do tutejszego
        ruchu drogowego. W kwietniu/maju tego roku ze wzgledow rodzinnych
        musialem przyjechac do Polski na 2 miesiace i lekki szok przezylem.
        Gdzie Ci ludzie tak gnaja? Dokad, po co? Bylem na prowincji, wiec
        dojazd do miasta to glownie wioski, czasami terez niezabudowany.
        Jadac w niezabudowanym przepisowe 90 km/h, czasami do
        nieprzepisowych 110 (jak droga prosta, a po obu stronach pole), na
        wjezdzie do miasta na swiatlach spotykalem tego samego zawodnika,
        ktory wyprzedzal mnie gdzies tam w trasie, jadac zdecydowanie
        szybciej. Zabudowany to 50 do 70, w zaleznosci o wioski.
        Najzwyczajniej w swiecie jezdzac tutaj (znaczy sie w USA) sie
        uspokoilem na drodze, bo jak pamietam w Polsce to tez bylo szarpanie
        70-130-70-50-130. Moze czlowiek mimowolnie sie dostosowuje do stada?
        Co mnie jednak irytuje w Stanach to czesty u Amerykanow brak
        poczucia, ze inni tez sa na drodze, a juz namietna jazda lewym pasem
        autostrady 50 mph przy limicie 65, czy tez wyprzedzanie, jadac 65
        mph, auta jadacego 62 mph, doprowadzaja mnie do szewskiej pasji.
        Pasy rozbiegowe na autostradach? A co to takiego i do czego sluzy?
        Jak nie ma luki na 2 mile to trzeba dojechac do konca i zaczekac, az
        bedzie wolne po horyzont za Toba. Oczywiscie przesadzam, ale takie
        obrazki zdarza sie widziec czesto. W ostatnie dwa lata przejechalem
        jakies 60 tys mil, od Nowej Szkocji w Kanadzie po Polnocna Karoline
        i Tennessee, ze o Kaliforni nie wspomne. Musze przyznac, ze na
        drogach lokalnych jezdzi sie naprawde bezpiecznie, limit,
        ewentualnie limit+5mph, bez szarzowania, bez wyprzedzania pod gorke
        czy na trzeciego, zreszta mozna powiedziec, ze na takich drogach
        jest permanentny zakaz wyprzedzania. Co ciekawe nie widzialem ANI
        RAZU radiowozu z radarem stojacego w krzakach. Moze w trudno w to
        uwierzyc, ale to fakt. Zapewne to jest kwestia tego, jak rozbudowana
        siec drog tutaj istnieje, wiec nie ma potrzeby gnac przez 2 czy 5
        mil dojazdu do autostrady.
        Ciekaw jestem, jak to bedzie po powrocie do Polski na stale, nad
        czym rozmyslam od jakiegos czasu.
          • kowalesik Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:45
            marekatlanta71 napisał:

            > kowalesik napisał:
            >
            > > Co ciekawe nie widzialem ANI
            > > RAZU radiowozu z radarem stojacego w krzakach.
            >
            > Przyjedz do mnie. Tutaj co krzak to radiowoz.

            Moze chronia sie w cieniu przed upalem? :) Z opowiadan Amerykanow
            wiem tez, ze policjanci z poludnia sa strasznie cieci na kierowcow z
            polnocy :) Zawsze mnie ostrzegaja, zebym na poludniu nie jechal
            szybciej niz limit, bo mnie zamkna.
      • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 16:36
        Widzisz...

        O ile ograniczenia przy skrzyzowaniach (tych bardziej ruchliwych - po co co kilometr stawiac znak spowalniajacy kilkaset lub kilka tys aut, zeby hipotetycznie ulatwic wjazd jednego auta na godzine? I bez tego ograniczenia fatalnie po naszych drogach sie jezdzi!) czy przejsciach dla pieszych (tu znacznie lepiej zdalaby egzamin syganalizacja lub kladka - nie fotoradar, ktory pirata nie zatrzyma...) sa mniej lub bardziej zasadne, o tyle wszelkie inne sa juz czesto mocno nie teges. A przede wszytkim jest ich za duzo! W Polsce jest ok. 50% wiecej znakow niz w Czechach. I wiesz... Wjezdzajac z Czech do Polski natychmiast sie to odczuwa! Jazda z plynnej i przyjemnej robi sie szarpana i nerwowa.

        Skoro w KD istnieje i jest wrecz przez policje naduzywany (!) zapis o koniecznosci dostosowania predkosci do warunkow, to po co na zakretach ustawione sa ogranicznia zdecydowanie na wyrost w cieply lipcowy dzien, a zdecydowanie za lagodne jak na sniezna zime? Uwazam, ze jezeli zakret naprawde wymaga zwolnienia (wiekszosc nie wymaga!), to w calej Polsce ma byc jeden i ten sam schemat znakowania (na podstawie analiz, a nie stopnia zestrachania lokalnego urzednika!). Kwota ograniczenia ma odpowiadac jezdzie przecietnym autem w dobrych warunkach - takie ograniczenie pomaga zamiast przeszkadzac, bo wiecej o zakrecie mowi niz znak "uwaga niebezpieczny zakret" (moze stac na 5 stopniowym luku o promieniu 500 m i na agrafce, na ktorej tylne lampy rozbijaja sie o przednie). A jak warunki sie pogorsza, to KAZDY sam powinien dostosowywac predkosc za punkt wyjscia majac kwote RZETELNEGO ograniczenia - w koncu na wielu zakretach ograniczen jednak nie ma, a ludzie jakos sobie radza (i w lecie i w zimie).

        Argument, ze trzeba glupkom postawic znak, bo sa glupki, odpada - glupki na znaki od dawna calkowicie bezkrytycznie nie reaguja! Bo znakow jest za duzo i czesto sa kompletnie nieprzystajace do warunkow! Nawet policja to zauwazyla, a wez pod uwage to, ze "prog bolu" przecietnego policjanta drogowki jest ZDECYDOWANIE w innym miejscu niz u przecietnego kierowcy... (Ale tylko wtedy gdy oglada ograniczenia "sluzbowo" - jak jedzie prywatnie, to jedzie DOKLADNIE tak samo jak wiekszosc w miare normalnych!)

        Nie jestem wrogiem kontrolowania predkosci jezeli nie powoduje to chaosu na drodze - fotoradary na kazdym duzym ograniczeniu na tranzytowce chaos powoduja. Uwazam, ze znacznie lepiej zadzialalyby fotoradary POZA ograniczeniami, zeby wyhamowac gnajacych 160 km/h pedziwiatrow - jak na przelocie beda jechali wolniej, to i zwolnienie na ograniczeniu (ZASADNYM!) nie bedzie tak bolalo i nie bedzie powodowalo kompletnej dezorganizacji ruchu.

        Uwierz mi na slowo, ze to, co nam zafundowano na gierkowce nie ma nic wspolnego z poprawa bezpieczenstwa. To jest trasa szybkiego ruchu i zgodnie z KD mozna po niej jechac dosc szybko. 100 km/h to dosc szybko. Skoro zatem ktos uznal, ze to trasa szybkiego ruchu, to dlaczego co kilometr stoi ograniczenie do 70 km/h z powodu skrzyzowania z polna droga? To jakis chory szpagat wymagajacy od kierowcow ciaglego hamowania (samo zdjecie nogi z gazu to czesto za malo). Albo to trasa szybkiego ruchu i ruch poprzeczny ma sie dostosowac do tego, ze glowna jedzie sie, drakonsko w obrebie skrzyzowan pilnowane, 100 km/h (zanim postawiono fotoradary jakos sobie radzil mimo, ze nie dosc, ze nikt nie jechal 70 km/h, to wiekszosc raczej blizej 120-140 km/h), albo robimy wszedzie skrzyzowania rownorzedne :-P Bo to, ze wszyscy zwolnia do 70 km/h (wywolujac na drodze chaos! Widzialem to, uczestniczylem w tym - uwierz mi! Na nic teorie o przepisowej jezdzie - praktyka jest inna, fatalna i inna byc nie moze skoro w gestym dwupasmowycm ruchu co chwile trzeba powaznie redukowac predkosc!) ani nikomu zycia nie uratuje, ani nie pomoze przejechac w poprzek, bo w czasie duzego ruchu w miejscu zwolnienia robi sie zator.

        Jestem gleboko przekonany, ze NIKT nie robi zadnych analiz jaki te setki fotoradarow (tych wymuszajacych znaczna redukcje predkosci w stosunku do predkosci szosowych zapisanych w KD) wywra wplyw na bezpieczenstwo jazdy. To niech teraz w godzinach szczytu np. gierkowka sie przejada... To jest koszmar! Zapraszam do "zabawy" w piatkowe popoludnie!
        • marekatlanta71 Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:28
          emes-nju napisał:

          > O ile ograniczenia przy skrzyzowaniach (tych bardziej ruchliwych - po co co kil
          > ometr stawiac znak spowalniajacy kilkaset lub kilka tys aut, zeby hipotetycznie
          > ulatwic wjazd jednego auta na godzine?

          Moim zdaniem lepiej spowalniac kilka tys. aut niz pozwolic na wypadki
          smiertelne. Nie bede cytowal roznicy w drodze hamowania z 70 km/h i 90 km/h...


          > Skoro w KD istnieje i jest wrecz przez policje naduzywany

          Policja nie ma za zadanie uzywac Kodeksu Drogowego ale egzekwowac dostosowanie
          sie do niego.

          > to po co na zakretach ustawione sa ogra
          > nicznia zdecydowanie na wyrost w cieply lipcowy dzien

          Ograniczenia sa po to zebys nie spotkal sie czolowo z innym uczestnikiem ruchy
          ktorego wyrzucilo na zakrecie bo mial kiepskie opony.

          > to KAZDY sam powinien dostosowywac predkosc za punkt wyjscia majac
          > kwote RZETELNEGO ograniczenia

          Jezeli Polscy kierowcy maja "w powazaniu" jakiekolwiek ograniczenia, to myslisz
          ze sie sami do czegos dostosuja?

          > Nie jestem wrogiem kontrolowania predkosci jezeli nie powoduje to chaosu na
          drodze - fotoradary na kazdym duzym ograniczeniu na tranzytowce chaos powoduja.

          Ale ten chaos powstaje nie dlatego ze raz na jakis czas znajdzie sie jakis
          samobojca, ale dlatego ze jada sami samobojcy i wszyscy musza gwaltownie hamowac.


          > Uwazam, ze znacznie lepiej zadzialalyby fotoradary POZA ograniczeniami, zeby
          wyhamowac gnajacych 160 km/h pedziwiatrow

          Tu sie w 100% zgadzam.

          > to dlaczego co kilometr stoi ograniczenie do 70 km/h
          > z powodu skrzyzowania z polna droga?

          Odpowiedz jest prosta - bo to droga lokalna ktorej ktos na sile nadal cechy
          "drogi szybkiego ruchu" - droga szybiego ruchu nie powinna miec takich
          skrzyzowan wcale. Niestety zeby jechac bezpiecznie, trzeba sie do tych
          ograniczen stosowac. Jak kiedys wybuduja prawdziwa droge szybkiego ruchu, to
          bedzie mozna jechac stale 100 km/h...


          • emes-nju Re: fotoradary- nie tędy droga 12.10.07, 19:58
            Jakos ta dyskusja do niczego nie prowadzi. Ja o PRAKTYCE, Ty o TEORII.

            Wydaje mi sie, ze zwalnianie ruchu bardzo ruchliwej tranzytowki na wszelki wypadek jest bez sensu (szczegolnie na naprawde malo uczeszczanych skrzyzowaniach - powinna chyba byc przeprowadzana jakas analiza potencjalnych zagrozen i skutkow). Byc moze wiecej sensu mialoby instalowanie progow zwalniajacych utrudniajacych idiotyczny wjazd na glowna z podporzadkowanej - taki wymuszajacy prawie zatrzymanie sie (da sie to robic na osiedlowkach, to dlaczego nie na prawie polnych drogach). Bo przyczyna wypadku nie jest predkosc jadacych droga glowna tylko nieustapienie pierwszenstwa! A znakowanie drogi w zalozeniu, ze do wypadku musi dojsc i trzeba zmniejszac jego skutki wydaje mi sie bardzo mocno nie w porzadku!

            Ograniczenie predkosci przed zakretem. Sorry, ale jezeli ktos jest tak glupi, zeby jechac tak, zeby wyjsc mi na czolowe, to zaden znak go nie powstrzyma. Stawianie znaku na wyrost, na wszelki wypadek powoduje tylko tyle, ze ZADEN kierowca w Polsce nie wierzy w znaki. I wtedy, gdy na jakims zakrecie znak nie jest na wyrost, nieszczescie gotowe...

            Caly klopot, ze w Polsce naprawde zbyt duzo znakow jest mocno na wyrost. Zauwazyla to policja ( miniurl.pl/33362 ), a kiedys slyszalem w TV oswiadczenie urzednika, ktory otwartym tekstem oswiadczyl, ze postawili gdzies 40 km/h liczac, ze kierowcy zwolnia chociaz do 70 km/h. To jest IDIOTYZM!!! Te gre kazdy srednio rozgarniety czlowiek zauwaza od razu (po kilku zakretach przejechanych ograniczenie x2), ze znaki sobie, a zycie sobie. To blyskawicznie wyrabia poczucie, ze znaki sa, zeby byly, i zeby bylo gdzie polowac, a kierowcy sa najmadrzejsi na swiecie. Nie sa! I to, ta gra w ciuciubabke jest przyczyna tego, co dzieje sie na polskich drogach! Calkowicie zachwiana zostala komunikacja pomiedzy znakujacym, a kierowca. Bo zaufanie jest za czesto naruszane.
            • computerland1 Re: do marka i emesa 13.10.07, 01:03
              czytajac Wasza dyskusje mozna dojsc do wniosku, podobnie jak emes,
              ze ona do niczego nie prowadzi. i nie doprowadzi, bo rozmawiacie na
              jeden temat, ale argumentujecie inne racje:
              - emes, ze znaki w polsce sa ustawione glupio (racja)
              - marek, ze trzeba przestrzegac przepisow (tez racja).
              jednak dyskusja tyczy sie fotoradarow i posrednio wlasnie znakow
              drogowych. a konkretnie tego, ze fotoradary nie rozwiaza problemu
              glupich znakow (ograniczen).
              zgodze sie z Toba Marku, ze przepisy trzeba szanowac i zgodze sie,
              ze wjezdzajac do nas po jezdzie w stanach, czy jakimkolwiek
              cywilizowanym kraju, trzeba doznac szoku. jezdzilem troche w
              holandii, w niemczech i rzeczywiscie tam panuje inna kultura jazdy,
              a ludzie przestrzegaja przepisow. takiego samego szoku doznalem, gdy
              pojezdzilem troche po rumunii.
              jednak nie o to w tej dyskusji chodzi. tutaj chodzi o to, ze
              fotoradary nie rozwiaza problemu nieprzestrzegania glupich
              ograniczen predkosci. gdybys pojezdzil wiecej po naszym kraju, a nie
              tylko tydzien w roku, bezstresowo, to bylbys tego samego zdania, co
              emes.
              skad to wiem? tak sie sklada, ze znam wiele osob, amerykanow, osoby
              na wysokich stanowiskach, na kontraktach w polsce, z rodzinami,
              malymi dziecmi, itp. ludzie na poziomie, inteligentni, wiec sadze,
              ze w miare dobra grupa do oceny. jak sie patrzy na nich z zewnatrz i
              wewnatrz, to oni rzeczywiscie prowadza inne zycie - na wszystko maja
              czas, na wszystko maja kase, itp. nauczeni sa takze, co wazne - od
              malego, przestrzegania przepisow. ale wyobraz sobie, ze kazdy z
              nich, podczas rozmow o komunikacji w polsce, powtarzam - KAZDY -
              mowi to samo: 'u Was sie nie da jezdzic zgodnie z przepisami'. uzywa
              tych samych argumentow, co emes. i pamietaj, ze to ludzie
              wyksztalceni, z rodzinami, itp. a wiesz dlaczego tak mowi, mimo ze
              jest ze stanow? bo jezdzi tutaj dluzej niz rok. i przez ten czas tez
              zdazyl zauwazyc, ze znaki u nas stawiane sa 'bo tak', nie ma w tym
              zadnej logiki.
              spytasz ile to wielu? 15 rodzin - moze niewiele. ale, jak mowilem,
              15 z 15 mowi dokladnie to samo. co pozwala sadzic, ze pozostali
              mowia i mysla tak samo. bo tak po prostu jest.
              • emes-nju Re: do marka i emesa 13.10.07, 15:02
                computerland1 napisał:

                > - emes, ze znaki w polsce sa ustawione glupio (racja)

                Wiesz... Jak sie nad tym zastanawialem, to doszedlem do wniosku, ze nie jest problemem to, ze raz na jakis czas zdarzy sie jakis kretynizm - wszedzie na swiecie sie zdarzaja. Problemem jest to, ze nie ma ZADNEJ spojnej logiki w organizacji ruchu. Jak jedziesz przez Polske, to musisz przejechac przez poletka urzednikow "wyznajacych" rozne metody znakowania. Tworzy to nieopisany chaos - od braku znakow tam, gdzie by sie przydaly, po autentyczne lasy znakow, ktorych zaden normalny, jadacy z przepisowa predkoscia, kierowca nie jest wstanie ogarnac (taki las jest np. na warszawskim Wale Miedzeszynskim w drodze na Otwock - przerazajace jest to, ze to nowa droga, a juz skandalicznie oznakowana); od oznakowania liberalnego i przyjaznego (niestety nieczesto...), po oznakowanie wyraznie mowiace, ze my, waaadza, wiemy i mozemy wszytko, a ty, kierowco-baranie sie zamknij i jedz jak kazemy nawet jak wymaga to zachowan dalekich od ludzkiej natury.

                > Marku(...) gdybys pojezdzil wiecej po naszym kraju, a nie
                > tylko tydzien w roku, bezstresowo, to bylbys tego samego zdania, co
                > emes.
                > skad to wiem? tak sie sklada, ze znam wiele osob, amerykanow, osoby
                > na wysokich stanowiskach, na kontraktach w polsce, z rodzinami,
                > malymi dziecmi, itp. (...) ale wyobraz sobie, ze kazdy z
                > nich, podczas rozmow o komunikacji w polsce, powtarzam - KAZDY -
                > mowi to samo: 'u Was sie nie da jezdzic zgodnie z przepisami'.

                Wystarczy popatrzec jak w Polsce jezdza auta na niemieckich blachach na czolowej trasie biznesowej, czyli na szosie Warszawa-Poznan i dalej az do kraju autostrad... Nie wierze w to, ze tymi nowymi BMW, Mercedesami czy AUDI z poteznymi motorami jezdza wylacznie Polacy ukladajacy glazure u Niemca :-)

                > uzywa tych samych argumentow, co emes. i pamietaj, ze to ludzie
                > wyksztalceni, z rodzinami, itp.

                E! A ja to niby jaki jezdem?! Niewyksz... Niewwwwww... Nie... Nie uczony? Na operatora dystrybutora do wody sodowej sie uczylem, ale interes sie zwinol (cos mieli do tego, ze szklanke na lancuchu siem tylko oplukuje, a nie myje) i musialem firme zalozyc. Mondry jezdem!
    • tomek854 A ja dodam jeden aspekt sprawy: 12.10.07, 19:51
      Kowalesik zauważył: Gdzie Ci ludzie tak gnaja? Dokad, po co?

      Bo w Polsce, żeby się utrzymać, trzeba zasuwać od rana do nocy. Kiedy mówię w
      Szkocji, że mój ojciec, nauczyciel akademicki, musi pracować na dwa etaty, to mi
      ludzie nie wierzą. Podobnie jak nie rozumie tego moja siostra przyrodnia z
      Kanady. Tutaj mało kto bierze sobie nadgodziny, a jeżeli bierze, to sobie to
      odbija dodatkowymi urlopami. Tu tydzień pracy to 40 godzin, a bardzo wiele osób
      pracuje MNIEJ. I stać je na wszystko.

      U nas zdaje się tydzień pracy to 42 godziny czy coś, ale przeciętny Polak
      pracuje dużo więcej. Nawet nauczyciel, teoretycznie mający 18 godzin, drugie
      tyle tłucze na korkach a do tego zeszyty, wywiadówki, dyskoteki, plany rozwoju
      zawodowego, rozkłady materiału, dzienniki, klasowki, ...

      Jakby u nas na godne życie wystarczyłoby prawdziwie pracowanie w podstawowym
      wymiarze godzin, to by też się nikomu nigdzie nie śpieszyło. Ci którzy chcą
      pracować więcej robią to świadomie.

      A u nas - musisz pracować więcej, a chciałbyś się jeszcze z rodziną zobaczyć. To
      zapierdalasz, bo jazda samochodem to jedno z nielicznych miejsc, w których
      możesz (albo Ci się przynajmniej tak wydaje) uszczknąć trochę czasu dla siebie...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka