Dodaj do ulubionych

Skok na kase.

10.12.08, 14:45
JAK ZLUPIC KIEROWCOW

Dla mnie najciekawsze jest to, co juz kiedys na forum wrzucilem -
wcale nie jestesmy najgorszymi kierowcami w Europie, jak wmawiaja
nam, uzywajac propagandy i skutecznej socjotechniki (szkoda, ze
takimi samymi metodami "nie mozna" w Polsce promowac odpowiednich
zachowan :-/ ), nasi wlodarze:

"Polacy najlepszymi kierowcami na świecie!

Tymczasem liczby nie kłamią. - Polscy kierowcy są najlepsi na
świecie! I wcale nie chodzi tu o Roberta Kubicę. Żeby nie być
gołosłownym - w Austrii, czyli kraju na pewno lepiej rozwiniętym niż
Polska, o świetnej sieci dróg i autostrad, dochodzi rocznie do ok.
42 tys. wypadków. W Polsce tych wypadków jest co prawda ok. 51 tys.,
ale przecież nasz kraj jest aż 5-krotnie liczebniejszy.

Zresztą, żeby jeszcze bardziej pokazać różnicę - na 10 tysięcy
pojazdów w Austrii w wypadkach uczestniczy 95, a w Polsce tylko 30!

To jest ponad trzy razy mniej! W dodatku w Polsce na przestrzeni lat
obserwujemy tendencję spadkową - w 1995 roku na wspomniane 10 tys.
pojazdów w wypadku uczestniczyło 57, czyli przez ten czas
zanotowaliśmy spadek niemal o połowę, podczas gdy w Austrii wypadków
było tyle samo co obecnie.

Tak jest zresztą nie tylko w Austrii - w innych tzw. cywilizowanych
krajach jest podobnie; w USA - 84, w Kanadzie - 85, w Niemczech -
70, w Wielkiej Brytanii - 65, w Hiszpanii - 50. Słowem, wszędzie
jest dużo więcej wypadków niż u nas. Czyż nie świadczy to o tym, że
mamy najlepszych kierowców?"

Opluwacze polskich kierowcow, do dziela :-P
Obserwuj wątek
    • tiges_wiz Re: Skok na kase. 10.12.08, 14:46
      ale faktem tez jest ze mamy bardzo wysoka smiertelnosc na 100 wypadkow.
      • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 14:48
        Glownymi zabojcami sa czolowki i zderzenia boczne. Malo
        prawdopodobne na autostradach...

        Do tego dochodzi katastrofalny stan ratownictwa.
        • tiges_wiz Re: Skok na kase. 10.12.08, 14:55
          nie ... najazd na pieszego jest na 1 miejscu (34% zabitych), pozniej najechanie
          na drzewo/slup 18.5% zabitych, zderzenie czolowe (18,2%) i zderzenie boczne (14.2%)
          • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 14:58
            Piesi i drzewa tez dosc rzadko "rosna" na autostradach...
            • tiges_wiz Re: Skok na kase. 10.12.08, 14:59
              wiem ... tak samo do zderzeń czolowych dochodzi tam rzadziej i do bocznych tez.
              • sokolasty Re: Skok na kase. 10.12.08, 16:26
                Zgodnie z raportem Polucji wypadki na autostradzie są ZTCP najbardziej
                śmiertelne (statystycznie).

                A ginie u nas mało narodu na autostradach boi mamy mało autostrad.
                • edek40 Re: Skok na kase. 10.12.08, 17:26
                  > Zgodnie z raportem Polucji wypadki na autostradzie są ZTCP najbardziej
                  > śmiertelne (statystycznie).

                  He?

                  Az sie wierzyc nie chce. Jesli Ty sie nie mylisz, to chyba w opracowaniu jest
                  jakis blad.
                  • tiges_wiz Re: Skok na kase. 10.12.08, 17:28
                    hmmm ... jak ma normalnej drodze jest 1000 wypadkow i zginie 100 osob, to masz 1
                    smiertelna na 10 wypadkow .. a jak na 10 wypadkow zginie 5 osob to masz 5 osob
                    na 10 wypadkow :P
                    • edek40 Re: Skok na kase. 10.12.08, 17:45
                      Mi sie wydaje, ze, liczac w procentach do ilosci wypadkow, autostrady sa
                      najbezpieczniejsze.
                      • tiges_wiz Re: Skok na kase. 10.12.08, 17:48
                        wypadki na autostradach sa przy duzej predkosci, wiec jak juz sa to i trupow
                        duzo, ale ilosciowo jest ich mniej
                        • edek40 Re: Skok na kase. 11.12.08, 14:08
                          Tez chyba nie. Wez pod uwage, ze bardzo wiele takich wypadkow, to wjazd w
                          bariere czy wyjazd do rowu. Nie ma wiec mordujacego gwaltownego zatrzymania.
                          Zwroc uwage, ze w najbardziej spektakularnych kraksach autostradowych, czyli
                          karambolach, rowniez ginie nieoczekiwanie malo osob, choc czesto samochody sa
                          pogiete do granic rozpoznawalnosci marki. Chyba najwiekszym zagrozeniem jest
                          odbicie sie od bariery i wjechanie pod TIRa. A to oznacza, ze w krotkiej chwili
                          ma sie dwa niefarty. Statystycznie to mozliwe, ale nie jest pewne.
                          • sokolasty Re: Skok na kase. 11.12.08, 16:19
                            www.policja.pl/portal/pol/8/21830/Wypadki_drogowe_w_Polsce_w_2007_r.html
                            Str. 16, ilosc wypadków i ofiar śmiertelnych na danym rodzaju drogi w 2007:

                            Autostrady 320 dzwonów / 54 trupy - 16,8%
                            Ekspresówki 117 / 22 / 18,8%
                            Dwupasmówki 6575 / 505 / 7,7%
                            Jednojezdniowe dwukierunkowe 41064 / 4951 / 12,1%
                            Jednojezdniowe jednokierunkowe 1460 / 51 / 3,5%

                            Faktycznie, pomyliłem ekspresówki z avtobanami. Ale wciąż masz większe szanse
                            przeżyć dzwona na zwykłej drodze niż na A.

                            I dla mnie też to było szokiem.
                  • swoboda_t Re: Skok na kase. 11.12.08, 12:47
                    Niekoniecznie. Chodzi o to, że na autostardach i drogach
                    ekspresowych wypadki są przy dużych prędkościach. Na gorszych
                    drogach bedzie wiecej wypadków, będzie wiecej ofiar, zniszczonych
                    aut itp. w liczbach bezwzględnych (czyli na danym odcinku np. 100
                    wypadków, 30 zabitych, śmiertelność 30%), ale procentowo będzie
                    gorzej na autobanie (na tym samym odcinku 5 wypadków, 3 trupy,
                    śmiertelność 60%). Ja, jeżdżąc na codzień po Kato i okolicach, przy
                    bardzo dużym natężeniu ruchu wypadków widzę mało (w porównaniu z tym
                    co widziałem np. w Warszawie), ale jak już są, to często bardzo
                    poważnie wygądające (dachowania, mocne dupowjazdy itp.).
                • tbernard Re: Skok na kase. 12.12.08, 09:03
                  sokolasty napisał:

                  > Zgodnie z raportem Polucji wypadki na autostradzie są ZTCP najbardziej
                  > śmiertelne (statystycznie).
                  >
                  > A ginie u nas mało narodu na autostradach boi mamy mało autostrad.

                  Podejrzewam, że statystycznie na 100 wypadków na autostradzie więcej jest ofiar
                  śmiertelnych, bo prędkości są większe. Tylko taka statystyka niewiele mówi o
                  rzeczywistym poziomie bezpieczeństwa, bo przykładowo w katastrofie lotniczej
                  śmiertelność uczestników jest bliska 100%. Obiektywne spojrzenie powinno jeszcze
                  uwzględniać rozmiar ruchu, na przykład ile osób (lub ton towaru) przemieszcza
                  się w jakiejś jednostce czasu po badanym odcinku. Tak więc ciekawi mnie co
                  statystyka odpowie na pytanie: Ile średnio osób przejeżdża po jednym kilometrze
                  autostrady aby dostać jednego zabitego? Potem to samo pytanie w stosunku do
                  drogi jednojezdniowej dwupasmowej dwukierunkowej (czyli takiej gdzie
                  wyprzedzanie to potencjalna czołówka, plus piesi i rowerzyści w maskujących
                  barwach).
    • inguszetia_2006 Re: Skok na kase. 10.12.08, 14:58
      Witam,
      Nie będę się sama opluwać;-D
      Nie ma mowy.
      Jestem najlepsza, o.k.
      To będzie moja afirmacja.
      "Jeździsz najlepiej na świecie";-D
      Pzdr.
      Inguszetia
      • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 15:42
        inguszetia_2006 napisała:

        > To będzie moja afirmacja.
        > "Jeździsz najlepiej na świecie";-D

        Od czasu gdy zaczalem wiecej jezdzic po Zachodzie, nie musze
        przeprowadzac afirmacji - ja wiem, ze nie jestesmy gorsi ;-)
    • nazimno Re: Skok na kase. Taaaak! 10.12.08, 15:04
      "Money makes the world go round".

      To jest odpowiedz na "kryzys". Waaadza pomoze go zwalczac, ale, aby
      zwalczac kryzys, trzeba miec srodki. Srodki te wspomoga
      przedsiebiorcow zaangazaowanych w te akcje, a wplywy z calego
      przedsiewziecia wystarcza na zakup nowych limuzyn dla waadzy
      i jeszcze cos zostanie na nastepne 1000 radarow na 2000 lecie.

      W ten sposob nakreca sie konjunkture.


    • kontik_71 Re: Skok na kase. 10.12.08, 18:19
      Ile osob ginie w Polsce w wypadkach? Bo w Austrii 691 (rok 2007)..
      wiec jak to jest z ta genialnoscia polskich kierowcow?
      • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 18:49
        Mamy bardzo wysoka liczbe ofiar na 100 wypadkow. Nie zmienia to
        jednak faktu, ze powodujemy mniej wypadkow niz Europejczycy.

        Tylko, ze nasze wypadki sa grozniejsze - zabijamy chodzacych po
        jezdniach pieszych, zabijamy sie w czolowkach, bo praktycznie
        wszystkie polskie drogi, to jednojezdniowki, zabijamy sie w
        zderzeniach bocznych, bo nawet na trasach szybkiego ruchu sa
        kolizyjne skrzyzowania. Do tego jak juz dojdzie do wypadku, to
        ludzie mra zanim pojawi sie pomoc.

        I to, co napisalem powyzej, nie jest wina kierowcow! Polscy kierowcy
        jezdza, zgodnie ze statystykami, lepiej niz ich koledzy z Zachodu.
        Ale w kraju fatalnej infrastruktury... Ja w kazdym razie nie
        potrafie tego inaczej wyjasnic.
        • kontik_71 Re: Skok na kase. 10.12.08, 19:02
          Wina kierowcow jest NIEDOSTOSOWANIE stylu jazdy do warunkow... I
          wiesz co.. czasami przyjezdzam do Polski autem i powiem Ci, ze jest
          to traumatyczne doswiadczenie za kazdym razem...
          • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 19:11
            kontik_71 napisał:

            > Wina kierowcow jest NIEDOSTOSOWANIE stylu jazdy do warunkow...

            Bez watpienia! I europejscy kierowcy popelniaja to wykroczenie
            znacznie czesciej niz nasi.
            • kontik_71 Re: Skok na kase. 10.12.08, 19:21
              Ale ine ginie z tego powodu.. w ogole bzdurny jest argument mniejszej
              ilosci kolizji gdy w Polsce co roku ginie male miasteczko... Na sile
              starsz sie cos udowodnic i pytanie jest tylko po co, co chcesz
              osiagnac?
              I panmietaj, ze droga sama z siebie nie zabija, drzewa tez nie
              (wyjatki sa nieliczne) itd...
              • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 19:30
                kontik_71 napisał:

                > Na sile starsz sie cos udowodnic i pytanie jest tylko po co, co
                > chcesz osiagnac?

                To co zawsze :-P Nie tylko kierowcy sa winni i niebagatelny wplyw na
                liczbe zgonow (bo jak widac wypadkow powodujemy zaskakujaco malo) ma
                infrastruktura. Od jednojezdniowej i kolizyjnej sieci drog, po
                fatalne ratownictwo (i na nowe fotoradary kasa jest, a na choc
                jeszcze dwa smiglowce ratownicze juz nie... :-/ ).

                I na koniec - skoro zgodzilismy sie, ze przyczyna wypadku zwykle
                jest "niedostosowanie", a powodujemy zdecydowanie mniej wypadkow niz
                nasi zachodni koledzy, to znaczy, ze, UWAGA!!!, lepiej niz nasi
                zachodni koledzy DOSTOSOWUJEMY predkosc do warunkow.

                No chyba, ze chcesz mi teraz udowodnic dosc karkolomna teze, ze
                polscy kierowcy maja wypadki, bo "niedostosowuja", a zachodni, bo...
                Bo maja wypadki :-P
                • kontik_71 Re: Skok na kase. 10.12.08, 20:16
                  A czy ktokolwiek, kiedykolwiek twierdzil, ze infrasturktura jest w
                  Polsce idealna? Tym bardziej jazda z prednosciami 120-200 na tych
                  drogach jest oznaka totalnej glupoty kierowcow...

                  Na smiglowce nie potrzeba juz kasy bo przetarg zostal zestlym roku
                  rozstrzygniety i zostaly zamowione nowe smiglowce dla LPRu... cala
                  flota smiglowcowa zostanie wymieniona.. Wiec jak widzisz, nie jest
                  tak, ze nic sie nie robi...


                  • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 20:34
                    kontik_71 napisał:

                    > Tym bardziej jazda z prednosciami 120-200 na tych
                    > drogach jest oznaka totalnej glupoty kierowcow...

                    I nijak nie przeklada sie to na liczbe wypadkow...

                    A zreszta o ile pisanie o jazdzie z predkosciami rzedu 120 km/h jest
                    bliskie prawdy (czesc kierowcow tak jezdzi), o tyle pisanie o 200
                    km/h jest znaczna przesada. Podejrzewam, ze odsetek tak jezdzacych
                    jest zblizony na calym swiecie - tak jak odsetek swirow.

                    Ale zrozumialem - my mamy stosunkowo rzadko wypadki, bo z
                    glupoty "nie dostosowujemy", a madrzy obywatele Zachodu czesciej,
                    bo - maja wypadki. Zapewne losowe. Np. komus wpada do oka breloczek.
                    Biedacy. Ale coz... Los :-P
                    • mobile5 Re: Skok na kase. 10.12.08, 20:42
                      emes-nju napisał:
                      > Ale zrozumialem - my mamy stosunkowo rzadko wypadki, bo z
                      > glupoty "nie dostosowujemy", a madrzy obywatele Zachodu czesciej,
                      > bo - maja wypadki.
                      Spec z Grazu przedstawi prawidłową interpretację, lub prawdziwsze dane.
                    • kontik_71 Re: Skok na kase. 10.12.08, 20:50
                      Skoro juz sie podpierasz danymi to podaj nam jeszcze definicje
                      wypadku i dane odnosnie tego o jakich wypadkach mowisz..wypadek
                      wypadkowi nierowny..
                      • emes-nju Re: Skok na kase. 10.12.08, 20:54
                        kontik_71 napisał:

                        > Skoro juz sie podpierasz danymi to podaj nam jeszcze definicje
                        > wypadku i dane odnosnie tego o jakich wypadkach mowisz..wypadek
                        > wypadkowi nierowny..

                        Chcesz sie klocic, to Ty podaj. Ja zadalem sobie trud wyszukania
                        tego tekstu (kiedys go czytalem i nie wrzucilem), wiec ty mozesz
                        podac definicje.
                        • kontik_71 Re: Skok na kase. 10.12.08, 20:58
                          Jestem daleki od checi klotni... Emes starsz sie nam cos udowodnic
                          wiec postaraj sie bardziej niz przytaczanie populistycznego do szpiku
                          kosci artykuliku jakiejs lokalnej gazetki...
                          • emes-nju Re: Skok na kase. 11.12.08, 11:25
                            Tak naprawde, to populistyczne sa GNIOTY o tym jacy to my zli
                            kierowcy. Swietnie trafiaja w polskie kompleksy - rowniez w Twoje...
                            • kontik_71 Re: Skok na kase. 11.12.08, 19:35
                              Ja nie mam kompleksow... nie musze ich miec.. bo tak gdzie jezdze
                              nacodzien nie zabija sie corocznie miasteczka...
                  • klemens1 Porównanie dla kontika 12.12.08, 22:06
                    Masz takie pretensje jak przy porównaniu turystów spadających z płaskiego szlaku
                    górskiego do strumyka i łażących po Orlej Perci przy założeniu że ci drudzy
                    spadają rzadziej (na liczbę przechodzących szlakiem).
                • macgregor-72 Re: Skok na kase. 10.12.08, 22:33

                  > I na koniec - skoro zgodzilismy sie, ze przyczyna wypadku zwykle
                  > jest "niedostosowanie", a powodujemy zdecydowanie mniej wypadkow niz
                  > nasi zachodni koledzy, to znaczy, ze, UWAGA!!!, lepiej niz nasi
                  > zachodni koledzy DOSTOSOWUJEMY predkosc do warunkow.
                  >
                  > No chyba, ze chcesz mi teraz udowodnic dosc karkolomna teze, ze
                  > polscy kierowcy maja wypadki, bo "niedostosowuja", a zachodni, bo...
                  > Bo maja wypadki :-P

                  I chyba w tym szaleństwie jest metoda.
                  Jeżdżąc po Europie zachodniej zauważyłem, że tam kierowcy jeżdżą wolniej, żadko wyprzedzają, nawet jak mają długi wolny odcinek z naprzeciwka (nie piszę o autostradach). A w Polsce to niemal "hulaj dusza piekła nie ma" i może ta polska jazda sprawia, że kierowcy muszą być bardziej skoncentrowani i w sytuacjach krytycznych łatwiej mogą wyjść z opresji?
                  Taką mam koncepcję :)
                • habudzik Re: Skok na kase. 10.12.08, 23:30
                  emes-nju napisał:

                  > kontik_71 napisał:
                  >
                  > > Na sile starsz sie cos udowodnic i pytanie jest tylko po co, co
                  > > chcesz osiagnac?
                  >
                  > To co zawsze :-P Nie tylko kierowcy sa winni i niebagatelny wplyw na
                  > liczbe zgonow (bo jak widac wypadkow powodujemy zaskakujaco malo) ma
                  > infrastruktura. Od jednojezdniowej i kolizyjnej sieci drog, po
                  > fatalne ratownictwo (i na nowe fotoradary kasa jest, a na choc
                  > jeszcze dwa smiglowce ratownicze juz nie... :-/ ).

                  Ratownicto jest słabe ale nie fatalne . Fatalne są za to wypadki jak ten
                  ostatnio opisywany tu na forum który zdarzył się w al Waszyngtona . Kobiecie łeb
                  roztrzaskało Audi tak że szufelką trzeba było go zbierać . Co tu by pomógł
                  najszybszy helikopter ????
        • habudzik Re: Skok na kase. 10.12.08, 23:26
          emes-nju napisał:

          > Mamy bardzo wysoka liczbe ofiar na 100 wypadkow. Nie zmienia to
          > jednak faktu, ze powodujemy mniej wypadkow niz Europejczycy.

          Bo wypadki u nas sa zwykle masakrą . Giną wszyscy na pokładzie i przypadkowi
          przechodnie .



      • hanni Re: Skok na kase. 11.12.08, 09:48
        kontik_71 napisał:

        > Ile osob ginie w Polsce w wypadkach? Bo w Austrii 691 (rok 2007)..
        > wiec jak to jest z ta genialnoscia polskich kierowcow?

        Oni sa genialni. Tyle, ze zabijaja sie jak lemingi.
    • crannmer NIe wierzyc statystykom 10.12.08, 20:48
      ...ktorych samemu sie nie manipulowalo.


      emes-nju napisał:

      > ale przecież nasz kraj jest aż 5-krotnie liczebniejszy.

      Ale nie ma piec razy tyle samochodow, co Austria.

      > Zresztą, żeby jeszcze bardziej pokazać różnicę - na 10 tysięcy
      > pojazdów w Austrii w wypadkach uczestniczy 95, a w Polsce tylko 30!

      Ale w Austrii na 1000 mieszkancow zarejestrowanych jest 505 samochodow, a w
      Polsce dopiero od tego roku ok. 380. Dawniej w Polsce gestosc byla jeszcze nizsza.

      A tak wogole, to dlaczego wzieto Austrie jako kontrprzyklad?

      Ano dlatego, ze Austria jest w skali europejskiej na najszarszym koncu. Gorzej
      jest juz tylko w Sloweni, ale Slowenia nie jest widac dla autorow artykulu
      wlasciwym punktem odniesienia.
      • emes-nju Re: NIe wierzyc statystykom 10.12.08, 20:52
        Przeczytales calosc?

        Nie tylko do Austrii nas porownywano.

        > > Zresztą, żeby jeszcze bardziej pokazać różnicę - na 10 tysięcy
        > > pojazdów w Austrii w wypadkach uczestniczy 95, a w Polsce tylko
        > > 30!

        > Ale w Austrii na 1000 mieszkancow zarejestrowanych jest 505
        > samochodow, a w Polsce dopiero od tego roku ok. 380

        No to co? Czy dane o liczbie wypadkow na 10 tys. aut nie sa przez to
        miarodajne? A moze Austriacy uzywaja dwoch aut na raz...?
    • edgar22 Re: Skok na kase. 10.12.08, 21:12
      emes-nju napisał:
      > JAK ZLUPIC KIEROWCOW

      Jest bardzo prosty (dostępny dla każdego) sposób, by nie dać się "łupić".

      • tiges_wiz Re: Skok na kase. 10.12.08, 22:28
        no i chyba bardzo skuteczny, bo zaczynaja marudzic, ze beda karac po
        przekroczeniu nawet o 5 km/h .. chyba fotoradary przestaja sie zwracac .. no i
        dojdzie tez nowy soft, bo radary beda musialy odroznic 60 w dzien od 60 w nocy
        bo inaczej beda cykaly na darmo.
      • emes-nju Re: Skok na kase. 11.12.08, 11:41
        edgar22 napisał:

        > emes-nju napisał:
        > > JAK ZLUPIC KIEROWCOW
        >
        > Jest bardzo prosty (dostępny dla każdego) sposób, by nie dać
        > się "łupić".

        Ale zdajesz sobie sprawe, ze bezmyslne (np. zaklocajace plynnosc
        jazdy i czasami powodujace wiecej szkody niz pozytku), nadmierne i
        niepotrzebne ograniczenia (wiedza o nich wszyscy - od policji, ktora
        postuluje ich zdejmowanie, po urzedasow, ktorzy nie zdejmuja, bo
        znaki te sa ich dupochronami) i zmuszanie do stosowania sie do nich,
        to tez lupienie kierowcow? Z ich czasu, a wiec rowniez pieniedzy...

        Jak sie nie obrocisz, d... zawsze z tylu. Albo, ryzykujac mandat,
        jedziesz szybciej, ale, jak pokazuja statystyki (!!!), wcale nie tak
        niebezpiecznie jak nam sie wmawia, albo jedziesz wolniej i marnujesz
        czas :-/
        • habudzik Re: Skok na kase. 11.12.08, 11:47
          emes-nju napisał:
          >albo jedziesz wolniej i marnujesz
          > czas :-/

          Czas może i marnujesz ale jadąc wolniej dajesz szanse by inni Cię zauważyli
          wcześniej i mieli więcej czasu na prawidłową ocenę Twoich zamiarów .
        • edgar22 Re: Skok na kase. 11.12.08, 12:34
          emes-nju napisał:
          > albo jedziesz wolniej i marnujesz czas :-/

          Niezauważalnie albo wcale. Kwestia dostosowania swojego rozkładu zajęć do realiów.
          • emes-nju Re: Skok na kase. 11.12.08, 12:44
            edgar22 napisał:

            > emes-nju napisał:
            > > albo jedziesz wolniej i marnujesz czas :-/
            >
            > Niezauważalnie albo wcale. Kwestia dostosowania swojego rozkładu
            > zajęć do realiów.

            Zauwazalnie.

            Jadac jak waaadza kazali, na znacznej czesci drog, nie jestem
            wstanie przekroczyc SREDNIEJ 50 km/h. Nieco swobodniej interpretujac
            oznakowanie i dodajac od czasu do czasu VAT do istniejacych
            ograniczen, jestem wstanie zblizyc sie nawet do 70-tki (czesciej
            raczej 60-65 km/h). A jadac jak chce, ale przezywajac taka jazde i
            nie powodujac wypadkow(!), zblizam sie do 80-tki.

            Sprawdzone.

            Na dystansach rzedu 300-400 km te roznice MOGA oznaczac nawet
            kilkugodzinne roznice. I to jest MOJ czas. I dlatego tak sie piekle
            jak ogladam nasze drogowe bezholowie. Bo to MOJ CZAS, do jasnej
            (...) i, jako placacy za to wszystko mam prawo zadac, zeby
            organizacja ruchu zapewniala mi bezpieczenstwo na rozsadnym
            poziomie, ale bez ZBEDNYCH restrykcji! Bo wszystko rozbija sie o
            ZBEDNOSC duzej czesci oznakowania, ze szczegolnym uwzglednieniem
            ograniczen predkosci.
            • hanni Re: Skok na kase. 12.12.08, 11:16
              emes-nju napisał:

              > Jadac jak waaadza kazali, na znacznej czesci drog, nie jestem
              > wstanie przekroczyc SREDNIEJ 50 km/h. Nieco swobodniej interpretujac
              > oznakowanie i dodajac od czasu do czasu VAT do istniejacych
              > ograniczen, jestem wstanie zblizyc sie nawet do 70-tki

              Gdzie VAT wynosi 40%?


              > i nie powodujac wypadkow(!),

              A wiesz jeszcze kto to napisal:
              "Zza TIRa wytoczyl mi sie z podporzadkowanej samochod, a ja w nim zaparkowalem
              praktycznie nie hamujac. Samochody do kasacji"?

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=29366078&a=29728789
    • habudzik Re: Skok na kase. 10.12.08, 23:24
      emes-nju napisał:

      > JAK ZLUPIC KIEROWCOW
      >
      > Dla mnie najciekawsze jest to, co juz kiedys na forum wrzucilem -
      > wcale nie jestesmy najgorszymi kierowcami w Europie, jak wmawiaja
      > nam, uzywajac propagandy i skutecznej socjotechniki (szkoda, ze
      > takimi samymi metodami "nie mozna" w Polsce promowac odpowiednich
      > zachowan :-/ ), nasi wlodarze:
      >
      > "Polacy najlepszymi kierowcami na świecie!
      >
      > Tymczasem liczby nie kłamią. - Polscy kierowcy są najlepsi na
      > świecie! I wcale nie chodzi tu o Roberta Kubicę. Żeby nie być
      > gołosłownym - w Austrii, czyli kraju na pewno lepiej rozwiniętym niż
      > Polska, o świetnej sieci dróg i autostrad, dochodzi rocznie do ok.
      > 42 tys. wypadków. W Polsce tych wypadków jest co prawda ok. 51 tys.,
      > ale przecież nasz kraj jest aż 5-krotnie liczebniejszy.

      Ale w co liczebniejszy ? W ludzi czy w auta ?



      > Zresztą, żeby jeszcze bardziej pokazać różnicę - na 10 tysięcy
      > pojazdów w Austrii w wypadkach uczestniczy 95, a w Polsce tylko 30!

      A pewnie . Nasi bowiem najczęściej rozwalają się albo o pieszych albo o drzewa .
      Zwłaszcza z pieszymi mamy najwiecej spotkań w Unii .

      W dodatku w Polsce na przestrzeni lat
      > obserwujemy tendencję spadkową - w 1995 roku na wspomniane 10 tys.
      > pojazdów w wypadku uczestniczyło 57,

      Bo coraz wiecej zabijamy pieszych . Jak kiedyś doszło do czołówki to w wypadku
      brały udział minimum 2 auta a teraz w wypadku bierze udział jedno auto ale z
      przystankiem pełnym ludzi . Rzeczywiście liczba aut systematycznie spada .



      > Opluwacze polskich kierowcow, do dziela :-P

      To nie jest opluwanie polskiego kierowcy , to jest gorzka prawda .
      • babaqba Re: Skok na kase. 11.12.08, 04:17
        habudzik napisał:

        bzdury jak zwykle...

        Już wiem, habudzik to jest pracownik producenta ZURADA wystawiony
        tutaj na odcinek marketingowo-pijarowy. Słabo sobie radzi chłopina,
        ale jak inaczej wyjaśnić jego mętne wykręty zawsze w jedną stronę?
        Może być jeszcze przedstawiciel Episkopatu, któremu postępy
        cywilizacji w nadwiślańskim mateczniku klerykalnej ciemnoty są nie w
        smak. Jaka prawda? A może mści się po niezdanej dziesiątce egzaminów
        na prawo jazdy? Macie inne pomysły? Wrzucajcie.
        • tiges_wiz Re: Skok na kase. 11.12.08, 08:31
          akurat, ze wysoka smiertelnosc wynika z faktu, ze wypadki sa przy wysokiej
          predkosci to jest fakt.

          problem moim zdaniem polega na tym, ze system powinien faktycznie eliminowac
          piratow drogowych, a na razie wyglada ze jego glowny cel jest fiskalny, gdzie
          pokrzywdzeni ograniczeniami na wyrost sa tez i normalni kierowcy.

          np. masz zakret gdzie mozna przejechac spokojnie 90 km/h .. legalista tyle
          pojedzie .. pirat bedzie jechal 130 km/h i wyleci z niego. Zagadka: co zrobia
          nasi urzednicy? postawia 70 ... legalista pojedzie tam 70-80, pitat 130 i wyleci
          ... co zrobia urzednicy? postawia czarny punkt i fotoradar ... wszyscy beda
          teraz jechac 70 km/h, gdzie mozna bylo spokojnie 90 ...
          • habudzik Re: Skok na kase. 11.12.08, 10:09
            tiges_wiz napisał:

            > akurat, ze wysoka smiertelnosc wynika z faktu, ze wypadki sa przy wysokiej
            > predkosci to jest fakt.
            >
            > problem moim zdaniem polega na tym, ze system powinien faktycznie eliminowac
            > piratow drogowych, a na razie wyglada ze jego glowny cel jest fiskalny, gdzie
            > pokrzywdzeni ograniczeniami na wyrost sa tez i normalni kierowcy.

            Na wojnie giną także przypadkowi cywile . To nieuniknione .



            > np. masz zakret gdzie mozna przejechac spokojnie 90 km/h .. legalista tyle
            > pojedzie .. pirat bedzie jechal 130 km/h i wyleci z niego. Zagadka: co zrobia
            > nasi urzednicy? postawia 70 ... legalista pojedzie tam 70-80, pitat 130 i wylec
            > i
            > ... co zrobia urzednicy? postawia czarny punkt i fotoradar ... wszyscy beda
            > teraz jechac 70 km/h, gdzie mozna bylo spokojnie 90 ...

            Zastraszenie , zaszczucie wszystkich spowoduje iż poszanowanie dla przepisów
            będzie respektowane przez wszystkich a na da możliwość przejeżdżania tego
            przykładowego zakrętu 90km/h . Tak dokładnie zrobiono z angielskimi kibolami .
            Zaszczuto wszystkich , i tych grzecznych i bandytów a teraz wszyscy grzecznie
            siedzą i myślą co tu zrobić by żółtej linii przypadkowo nie nastąpić . Efekt???
            Na mecze można przyjść z niemowlakiem na rękach w barwach największego rywala .
            Przede wszystkim nauczyć ZA WSZELKĄ CENĘ poszanowanie prawa a ewentualne zmiany
            w nim będą później .
            Żeby była jasność : wolność to nie dowolność .

            P.s. To szczucie i zastraszanie to przyjmijcie z lekkim przymrużeniem oka ale
            coś w tym jest .
            • tiges_wiz Re: Skok na kase. 11.12.08, 10:10
              nic nie wiesz o psychologii i wychowywaniu
              • habudzik Re: Skok na kase. 11.12.08, 10:18
                tiges_wiz napisał:

                > nic nie wiesz o psychologii i wychowywaniu

                Rzeczywiście o psychologi moge nie wiedzieć zbyt dużo bo sie tym nie zajmuje ale
                o wychowywaniu wiem bo sam wychowuje . Ponieważ nie znam się na psychologi to
                podglądam jak inni sobie radzą z problemami i wychodzi na to że mocny kaganiec i
                krótki łańcuch to najskuteczniejsza metoda .
                • tiges_wiz Re: Skok na kase. 11.12.08, 10:29
                  ciekawe co na to specjalisci:

                  "Bogactwo sytuacji życiowych sprawia, że układ kara – pozytywna zmiana
                  zachowania nie zawsze przynosi tak oczekiwane efekty jak w pierwszym przypadku.
                  Indywidualizm i swoboda wyboru każdej jednostki mogą dawać zupełnie różne efekty
                  końcowe. Zbyt słaba kara (odczucie jej jest sprawą indywidualną) nie przyniesie
                  zamierzonego efektu, zbyt silna i zbyt odległa w czasie od karanego zdarzenia
                  może nie być należycie z nim skojarzona a nawet wywołać bunt i efekt przeciwny
                  do zamierzonego.

                  W karaniu ważne są: na tyle wczesne zauważenie negatywnego zachowania, aby nie
                  przekształciło się w nawyk, umiar, konsekwencja i wczucie się w sytuację
                  karanego (motywy jego działania). Psycholodzy są zgodni, że w pozytywnym
                  kształtowaniu się osobowości jednostki lepsze efekty daje stosowanie nagród niż
                  kar. Mechanizm działania kary jest identyczny ze zjawiskiem wygaszania. Tłumaczy
                  to większą skuteczność nagrody (powstaje zupełnie nowy odruch warunkowy) i małą
                  skuteczność karania (trudne przeuczenie/przewarunkowanie już istniejącego
                  odruchu). Istnieją też oczywiste, fizjologiczne bariery karania.
                  Karaniem/warunkowaniem nie oduczy się nikogo jedzenia, picia, defekacji, bowiem
                  ośrodki nerwowe strachu i np. głodu są w dużym stopniu niezależne od siebie, a
                  efekt końcowy będzie wypadkową wielkości pobudzenia tych ośrodków nerwowych.

                  az wspolczuje twoim dzieciom jak sa.
                  przy okazji ... tu wcale nie chodzi o wychowywanie bezstresowe, bo bo co inneo
                  jest kara, a co inngo konsekwencja zachowania.

                  • habudzik Re: Skok na kase. 11.12.08, 10:45
                    Twoi specjaliści swoje a życie swoje .
                    www.sport.pl/pilka/1,65029,4205778.html
                    Ten kibic zesrał się już ze strachu , na stadionie nie bedzie piwa i będzie
                    święty spokój .
                    Przyjrzyj się angielskim stadionom . Zobacz co z najgorszych pseudokibiców
                    zrobił paraliżujący strach przed natychmiastową i astronomiczną karą . Oni
                    siedza jak dzieci w ławkach na katechezie .

                    Moje dzieci sa spokojne . To zdaje się Emciak pisał że jazda z dzieckiem
                    samochodem wiąże się z ciągłym zagadywaniem i zabawianiem ich bo jak się nudza
                    to strach pomyśleć do czego są zdolne . Moje dzieci mówią wtedy gdy im na to
                    pozwolę ( oczywiście w towarzystwie dorosłych bo jak sa same to im wolno robić
                    co chcą ) , jadą samochodem i się zajmują "swoimi sprawami" nie zawracając głowy
                    rodzicom dlatego w przedszkolu jako jedyne nigdy nie stały za drzwiami czy w
                    kącie .
                    • vladcs Re: Skok na kase. 12.12.08, 14:47
                      aleś ty naiwny..

                      czy myślisz ze tych pseudokibiców to w CZYMKOLWIEK zmieniło? Kiedy
                      tylko ten kaganiec spada, wybuchają z potrojoną siłą. Wystarczy
                      popatrzyć co robią na turniejach czy meczach wyjazdowych.

                      Poza tym - i tu wychodzi jak nieadekwatny jest twój przykład -
                      pseudokibiców NIE "nauczono moresu" poprzez system kar, ale USUNIĘTO
                      ich ze stadionów. Ich tam po prostu nie ma, bo w trakcie meczu
                      siedzą na komisariacie.

                      Czy ich to w czymkolwiek zmieniło? Zamiast lać się na meczu będą lać
                      się w zaułkach albo dźgać przechodniów nożami.
                      • habudzik Re: Skok na kase. 12.12.08, 19:02
                        vladcs napisał:

                        > aleś ty naiwny..
                        >
                        > czy myślisz ze tych pseudokibiców to w CZYMKOLWIEK zmieniło?

                        Zminiło . Nie rozrabja a ci bardzie krewcy nie sa wpusczani .

                        Kiedy
                        > tylko ten kaganiec spada, wybuchają z potrojoną siłą.

                        Ale on w ogóle nie spada .



                        Wystarczy
                        > popatrzyć co robią na turniejach czy meczach wyjazdowych.

                        Tez jest spokojnie .



                        > Poza tym - i tu wychodzi jak nieadekwatny jest twój przykład -
                        > pseudokibiców NIE "nauczono moresu" poprzez system kar, ale
                        USUNIĘTO
                        > ich ze stadionów. Ich tam po prostu nie ma, bo w trakcie meczu
                        > siedzą na komisariacie.

                        To po co te kary , brak ogrodzenia i zółta linia za której
                        nastąpienie grozi 10000 kary ? Zreszta nie wazne gdzie kiboli
                        przeflancowali a ważne że jest spokój . Naszych idiotów można
                        przeflancować na Madagaskar , niech tam sobie szybko jeżdżą . Tam
                        mogą dla mnie sie zabijac trójkami .
              • edek40 Re: Skok na kase. 11.12.08, 10:56
                > nic nie wiesz o psychologii i wychowywaniu

                Z czasow Stalina wie za co to psychologia terroru.
                • habudzik Re: Skok na kase. 11.12.08, 11:15
                  edek40 napisał:

                  > > nic nie wiesz o psychologii i wychowywaniu
                  >
                  > Z czasow Stalina wie za co to psychologia terroru.

                  A Ty potrafisz coś w temacie napisać czy tylko potajemnie czytasz o czym piszemy ???
            • vladcs Re: Skok na kase. 12.12.08, 14:42

              > Na wojnie giną także przypadkowi cywile . To nieuniknione .

              Co ty chłopie pierniczysz? Na jakiej wojnie?
              Państwo jest od tego żeby pomagać swoim płacącym podatki obywatelom
              organizować życie. Czyli - także i od tego żeby zapewnić jak
              najlepsze warunki do transportu. Nie od ich łupienia i zwalczania.
              • habudzik Re: Skok na kase. 12.12.08, 19:05
                vladcs napisał:

                >
                > > Na wojnie giną także przypadkowi cywile . To nieuniknione .
                >
                > Co ty chłopie pierniczysz? Na jakiej wojnie?
                > Państwo jest od tego żeby pomagać swoim płacącym podatki
                obywatelom
                > organizować życie. Czyli - także i od tego żeby zapewnić jak
                > najlepsze warunki do transportu.


                ...oraz bezpieczeństwo innym uzytkownikom . Nie da sie tego zapewnić
                bez kompromisu .


                >
      • vladcs Re: Skok na kase. 12.12.08, 14:39

        > A pewnie . Nasi bowiem najczęściej rozwalają się albo o pieszych
        albo o drzewa
        > .
        > Zwłaszcza z pieszymi mamy najwiecej spotkań w Unii .


        ..no i właśnie w ten sposób przyznałeś rację postulatom Emesa.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=88368581&a=88369288
        Zapewne niechcący, bo przecież Twoją rolą jest zawsze być na złość
        przeciw, ale tak to wyszło.
    • jane14 Najlepsi na Śiwecie ... w czym? 11.12.08, 09:05
      emes-nju napisał:

      > Dla mnie najciekawsze jest to, co juz kiedys na forum wrzucilem -
      > wcale nie jestesmy najgorszymi kierowcami w Europie...

      To prawda gorsi sa Litwini, Łotycze i Estonczycy oraz Grecy (te
      statystyki nie ujmowały Białorusi Ukrainy Rosji itd. bo to tylko
      były dane z UE). Te dane dotyczyły jeśli dobrze pamietam rannych i
      zabitych w wypadkach. Można oczywiście cześć zwalić na system
      ratownictwa drogowego ale ... czy on jest lepszy w Rumuni ? A
      Rumunia miała mniej rannych i zabitych na statystyczne auto.
      Słowem wywody autora tego artykułu troche odbiegaja od oficjalnych
      raportów UE. Czemu ?
      Może porównuje jabłka do gruszek. Np. w Polsce o wypadku jest mowa
      gdy sa ranni z tzw niezdolnościa powyzej 7 dni. Jak nie ma to jest
      kolizja. To znaczy że jak ktos chodził o kulach tylko sześć dni to
      nie miał wypadku. Czy tak samo kwalifikuje sie wypadek w Austrii,
      USA itd?

      Czy wiec Polscy kierowcy są tacy dobrzy? Np. nasze autobusy czemu
      wypadaja na prostej czeskiej aurostradzie, cześciej niz peruwianskie
      na andyjskich serpentynach ?
      A wspomiany R. Kubica. Nie jestem fanem F1 wiec niech mnie ktos
      sprostuje jeśli sie myle, ale czy to nie on był uczestnikiem jednego
      z groźniejszych wypadków ubiegłego sezonu ? Czy przed smiercia
      uratowały go umiejetnosci czy tylko konstrukcja samochodu ?
      A co do rzetelnosci autora artykułu, czemu nie podał sttystyk jesli
      chodzi o ilośc fotoradarów w Austrii, USA itd.

      PS. Ściąganie na ziemie, tych którzy brawure i głupote, wyrażajaca
      sie w braku odpowiedzialności i przewidywania mozliwych skutków
      swych wyczynów nazywaja umiejetnościami, mozna nazwać opluwaniem.
      Do tego można dopiąc watek patryjotyzmu o POLSKICH kierowcach.
      Prawda jest jednak okrutna.
      POLSCY kierowcy zabijają POLKI, POLAKÓW, I POLSKIE DZIECI.
      Co wiec mozna powiedzieć o ich umiejetnosciach.
      Z pewnością są swietnymi MORDERCAMI.
      A motywy jakież wazne 10 minut wcześniej w domu, unikniecie
      spóznienia do pracy...
      • hanni W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 09:55
        ..i w zwalaniu odpowiedzialnosci za ten stan rzeczy na agresywne drzewa i na
        "infrastrukture".

        Drogi krajowe i w obrebie nmiejscowosci w Austrii albo Niemiec sa tak samo
        zatloczone jak w Polsce i mimo to zabija sie tam kilka razy mniej ludzi niz w
        Polsce.
        • tiges_wiz Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:05
          ty chyba nie wiesz o czym piszesz ... ktos pisal ze korki sa problemem?
          problemem jest mylne oznakowanie, problemem jest ogranizowanie ruchu na
          skrzyzowaniach zza biurka bez analizy jak wyglada to w terenie, problemem sa
          zapomniane znaki lub ich brak gdzie naprawde ich potrzeba, problemem jest rzesza
          ponad 2000 organizatorow ruchu, ktorzy dzialaja wedlug swojego widzimisie, co
          widac np. po przekroczeniu granicy gmini .. to sa glowne problemy z infrastruktura
          • habudzik Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:11
            tiges_wiz napisał:

            > ty chyba nie wiesz o czym piszesz ... ktos pisal ze korki sa problemem?
            > problemem jest mylne oznakowanie,

            A ja prosiłem żeby wstawił zdjęcie mylnego , wprowadzajacego w bład oznakowania
            albo zamknął ... . Dobrze by było gdyby tych zdjęć było setki lub tysiące bo
            jeden czy dwa zdjęcia niczego nie dowodzą .
            • tiges_wiz Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:27
              a taki pierwszy z brzegu
              img.interia.pl/poboczem/nimg/Galeria_2194497.jpg
              a tu zmiana gminy:
              img228.imageshack.us/img228/8083/obraz3765ef7.jpg
              ja ostatnio zostalem zaszczycony brakiem znaku .. ot jeden zakret byl oznakowany
              jako 50 i to bylo wlasciwe oznakowanie, bo naprawde byl ostry i kilka km dalej
              byl koejny zakret, na ktorym malo nie wylecialem jadac 80 .. tam znakow nie
              bylo, a ogranicznie bylo 90 ... to tez pewnie przyklad dobrego oznakowania.
              • habudzik Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:33
                I jeszcze poprosze kilka tysięcy takich absurdów i bedziesz mógł pisać że
                wypadki po części są winą złego oznakowania .
              • habudzik Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:43
                Żebyś nie myślał że ja uważam iz takich absurdów nie ma . Są i to wszędzie na
                świecie ale występują w tak marginalnej ilości że zwalanie nań winy takim
                absurdem właśnie jest
              • edgar22 Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 12:41
                tiges_wiz napisał:
                > ja ostatnio zostalem zaszczycony brakiem znaku .. ot jeden zakret
                > byl oznakowany jako 50 i to bylo wlasciwe oznakowanie, bo naprawde
                > byl ostry i kilka km dalej byl koejny zakret, na ktorym malo nie
                > wylecialem jadac 80 .. tam znakow nie bylo, a ogranicznie bylo 90

                Aż nie wierzę, że to napisałeś. Oznaczałoby to, że dobierasz prędkość wyłącznie na podstawie znaków a nie na podstawie tego, co widzisz przed sobą. Są przecież niezliczone ilości zakrętów bez żadnych znaków, których nie da się przejechać z obowiązującym na danym odcinku prędkością maksymalną.
                • emes-nju Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 16:25
                  edgar22 napisał:

                  > tiges_wiz napisał:
                  > > ja ostatnio zostalem zaszczycony brakiem znaku .. ot jeden zakret
                  > > byl oznakowany jako 50 i to bylo wlasciwe oznakowanie, bo
                  > > naprawde byl ostry i kilka km dalej byl koejny zakret, na ktorym
                  > > malo nie wylecialem jadac 80 .. tam znakow nie bylo, a
                  > > ogranicznie bylo 90
                  >
                  > Aż nie wierzę, że to napisałeś. Oznaczałoby to, że dobierasz
                  > prędkość wyłącznie na podstawie znaków a nie na podstawie tego, co
                  > widzisz przed sobą.

                  Sorry, ale jezeli luku, ktorego bys nie zarejestrowal, gdyby nie
                  ZNAK (pojecie magiczne), stoi ograniczenie predkosci, to POWINNO to
                  oznaczac, ze tam, gdzie ZNAKU (pojecie magiczne) nie ma, nie ma tez
                  ZADNYCH niespodzianek i jazda z max. dopuszczalna predkoscia jest
                  TECHNICZNIE (bo przeciez nikt nie moze zagwarantowac, ze za zakretem
                  nie spi jakis "zmeczony" rodak) bezpieczna. Tak przez analogie... :-
                  P Bo zakrety ze swojej istoty bardzo czesto ukrywaja co sie za nimi
                  dzieje i ewentualne oznakowanie MUSI byc rowniez informacja, a nie
                  tylko oderwana od rzeczywistosci restrykcja i dupochronem dla
                  urzedasa.

                  Wlasnie dlatego oznakowanie musi byc SPOJNE i KONSEKWENTNE!
                  • habudzik Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 19:26
                    Chłopie , Ty doskonale wiesz co piszą do Cibie ludzie a wszelkimi możliwymi
                    sposobami usiłujesz dać do zrozumienia że nie wiesz o co chodzi . Po co Ci ta
                    gra się zastanawiam ? Już chyba tylko jakaś wrodzona przekora zmusza Cię by
                    szukać błędów , luk , uchybień tam gdzie ich brak . Jesteś żałosny i wygląda
                    jakbyś chciał , zanim odejdziesz , kogoś tym zarazić .
                  • edgar22 Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 08:04
                    emes-nju napisał:
                    > Bo zakrety ze swojej istoty bardzo czesto ukrywaja co sie za nimi dzieje

                    I dlatego trzeba dostosować prędkość między innymi do długości widocznego odcinka drogi.

                    Nie wiem jak Ty, ale ja jeżdżę tak, by przed ewentualną niespodzianką za zakrętem (w postaci ciągnika, zepsutej ciężarówki, zwalonego drzewa) móc się zatrzymać.
                    Prawdę mówiąc myślałem, że to jedna z podstaw bezpiecznej, odpowiedzialnej jazdy.
                    • emes-nju Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 11:08
                      edgar22 napisał:

                      > Nie wiem jak Ty, ale ja jeżdżę tak, by przed ewentualną
                      > niespodzianką za zakrętem (w postaci ciągnika, zepsutej
                      > ciężarówki, zwalonego drzewa) móc się zatrzymać.

                      Czyli przed kazdym zakretem, ktorego konca nie widzisz, zwalniasz do
                      20-30 km/h. Bo zakret moze sie zaciesniac, bo za zakretem moze
                      wyjechac ciagnik, bo za zakretem moze lezec "zmeczony" obywatel, bo
                      za zakretem moze nie byc drogi...

                      Zlituj sie i nie pisz glupot. Akurat na zakretach-niespodziankach
                      znaki sa niezbedna POMOCA (w odroznieniu od kretynskich restrykcji
                      na zakrecikach, ktorzy bez znaku bys nie zauwazyl) dla kierowcy. Bo
                      NIE DA SIE bezpiecznie (w poczuciu bezpieczenstwa) jezdzic w
                      warunkach takiego bezholowia, jakie jest teraz.
                      • edgar22 Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 11:14
                        emes-nju napisał:
                        > Czyli przed kazdym zakretem, ktorego konca nie widzisz, zwalniasz
                        > do 20-30 km/h.

                        Nie przed każdym. Tylko przed tymi, które tego wymagają.
                        • edgar22 P.S. 12.12.08, 11:18
                          Jaki znak pomoże Ci bezpiecznie wyprzedzić ciągnik lub rowerzystę "czającego" się za zakrętem? Oni w porównaniu do twojej dziewięćdziesiątki prawie stoją.

                          Nieprawdopodobne, żeby tam byli i jednocześnie jechała ciężarówka z przeciwka? Zgadzasz się na taki element ryzyka i jedziesz licząc na łut szczęscia?
                          • emes-nju Re: P.S. 12.12.08, 12:11
                            Cala jazda po polskich drogach, to lut szczescia. Na obecnosc
                            ciagnikow itd. nie mamy wplywu. Nie ma na to tez wplywu znakolog. Ma
                            on za to wplyw na rzetenosc oznakowania, ale nie robi z tego uzytku.
                            Do ciagnikow itd. za zakretem dochodza wiec niespodzianki, ze tak
                            powiem, o nieco bardziej stalym charakterze... Takie, ktore mozna,
                            dla bezpieczenstwa, oznakowac, zamiast zadowalac sie przepisem-
                            workiem nakazujacym "dostosowac"!

                            A zreszta... Czym np. rozni sie calkowicie niewidoczny na prostej
                            czy kretej drodze najtrower od roweru, ktory zauwaze dosc pozno za
                            zakretem, ale jednak zauwaze?

                            Ja widze roznice. I, wybacz mi nieobyczajnosc, wole pozno ZOBACZYC
                            rowerzyste za szybko pokonywanym zakretem niz w ogole nie zobaczyc
                            go w czasie powolnej jazdy na prostej drodze :-P
                            • edgar22 Re: P.S. 12.12.08, 12:51
                              emes-nju napisał:
                              > Cala jazda po polskich drogach, to lut szczescia.
                              > Na obecnosc ciagnikow itd. nie mamy wplywu

                              Za to mamy wpływ na to, jak nagłą niespodzianką będą dla nas na drodze. Ale twierdzisz, że głupoty piszę.

                              Znakolog powinien drogi oznakować jak najlepiej, ale nie zwalnia to nikogo od myślenia. Jeśli dojeżdżam do ciasnego zakrętu, to mój rozum podpowie mi (niezależnie od znaku lub jego braku), ile trzeba zwolnić.

                              > A zreszta... Czym np. rozni sie calkowicie niewidoczny na prostej
                              > czy kretej drodze najtrower od roweru, ktory zauwaze dosc pozno za
                              > zakretem, ale jednak zauwaze?

                              Może się niczym nie różnić. Zależy tylko czy odpowiednio wcześnie go zobaczysz.

                              > I, wybacz mi nieobyczajnosc, wole pozno ZOBACZYC rowerzyste za
                              > szybko pokonywanym zakretem niz w ogole nie obaczyc go w czasie
                              > powolnej jazdy na prostej drodze

                              Ja też, ale co zrobisz, gdy Cię doskonale widoczny rowerzysta "zaskoczy" Cię za zakrętem, a szerokości na dwa auta i rowerzystę nie będzie? Co z tego, że go zobaczysz, jeśli będzie już za późno?
                              • tiges_wiz Re: P.S. 12.12.08, 13:15
                                > Znakolog powinien drogi oznakować jak najlepiej, ale nie zwalnia to nikogo od
                                myślenia. Jeśli dojeżdżam do ciasnego zakrętu, to mój rozum podpowie mi
                                (niezależnie od znaku lub jego braku), ile trzeba zwolnić).


                                pod warunkiem, że o tym ze zakret jest ciasny nie dowiesz sie dopiero na
                                zakrecie, bo cos zaslanialo, bo byla mala gorka, ktora tylko jezdnie zaslaniala
                                (oj znam podworko, ktore jest czesto odwiedzane przez kierowcow :P)
                                • edgar22 Re: P.S. 12.12.08, 13:32
                                  tiges_wiz napisał:
                                  > pod warunkiem, że o tym ze zakret jest ciasny nie dowiesz sie
                                  > dopiero na zakrecie, bo cos zaslanialo, bo byla mala gorka,
                                  > ktora tylko jezdnie zaslaniala

                                  Tu po raz kolejny kłania się zasada, żeby dostosować prędkość do tego, co się widzi.

                                  > (oj znam podworko, ktore jest czesto odwiedzane przez kierowcow :P)

                                  Bo to źli kierowcy byli ;)
                                  • tiges_wiz Re: P.S. 12.12.08, 13:41
                                    niektorzy widza, ze nic nie jedzie i wyprzedzaja a pozniej zdziwieni, ze jeszcze
                                    jakis dolek jest i auto wyjezdza ...

                                    a te podworko to jest za takim mostkiem za ktorym jest zakret .. cala smiesznosc
                                    polega na tym, ze dom stoi tak z boku, jakby droga biegla kolo niego :P

                                    http://maps.google.pl/maps?f=q&hl=pl&q=Sulistrowice,+Wroc%C5%82awski,+Dolno%C5%9Bl%C4%85skie&sll=52.025459,19.204102&sspn=11.504161,26.806641&ie=UTF8&cd=2&geocode=Fc_sBwMdm7P_AA&ll=50.8472,16.733277&spn=0.002879,0.006545&t=k&z=18&iwloc=addr

                                    to chyba to, ale nie jestem pewien. ale widac barierke i zakret. Teraz to jest
                                    dosc dobrze oznakowane, ale byl czas ze gosc bramy nie zamykal ;)

                                    ja wlasnie dostosowalem do tego co widzialem i okazalo ze trzeba bylo dostosowac
                                    lepiej ... co wiecej .. czasem popelniam tez inne bledy .. zdarza mi sie ..
                                    trudno .. jakos musze z tym zyc :P ... taki hanni jeden z drugiej pewnie nie
                                    popelnia wiec moze sie podowartosciowywac :P
                                    • edgar22 Re: P.S. 12.12.08, 13:57
                                      tiges_wiz napisał:
                                      > a te podworko to jest za takim mostkiem za ktorym jest zakret

                                      A to nie jest teren zabudowany? I z pięćdziesiątką się wylatuje?

                                      > co wiecej .. czasem popelniam tez inne bledy

                                      Jak każdy z nas. Ideałów nie ma.
                                      • tiges_wiz Re: P.S. 12.12.08, 14:07
                                        > A to nie jest teren zabudowany? I z pięćdziesiątką się wylatuje?

                                        tak .. mostek idzie do gory i jak jestes na szczycie to widzisz zakret :P
                                        podejrzewam, ze czynnik zaskoczenia ma tu niebagatelne znaczenie .. tam teraz 20
                                        czy 30 znak ;)
                • hanni Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 10:02
                  edgar22 napisał:

                  > Aż nie wierzę, że to napisałeś. Oznaczałoby to, że dobierasz prędkość wyłącznie
                  > na podstawie znaków a nie na podstawie tego, co widzisz przed sobą.

                  Tez nie moglem uwierzyc, jak pierwszy raz cos takiego przeczytalem ale takie
                  indywidua chyba rzeczywiscie istnieja.
                  Az strach pomyslec co by bylo, gdyby ktos for fun postawil znak z ograniczeniem
                  do 110 przed ostrym zakretem. Kupa zlomu za zakretem?
                  • tiges_wiz Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 10:21
                    tak .. po 6 godzinach jazdy w nocy, mimo swiatal drogowych zrobilem blad, ktory
                    polegal na potraktowaniu zakretu normalnie czyli noga z gazu i wjechalem ciut za
                    szybko, gdy nic nie zapowiadalo takiego zakretu. Popelnilem blad bo za bardzo
                    zaufalem znakologowi, ktory w jednym miejscu znak odpowiedni postawil, a w
                    drugim nie ...

                    jednak jak widzisz zyje ...
                    • edgar22 Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 10:53
                      tiges_wiz napisał:
                      > tak .. po 6 godzinach jazdy w nocy, mimo swiatal drogowych zrobilem blad

                      Czyli - być może (trudno mi się na ten temat wypowiadać w oparciu o relację zmęczonego kierowcy) jakieś niedopatrzenie znakologa, ale głównie jednak błąd kierowcy.
                      • tiges_wiz Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 12.12.08, 11:00
                        oczywiscie, ze tu kilka czynnikow mialo znaczenie, ale pewnie jakbym tam
                        zobaczyl 50-tke jak kilka kilometrow wczesniej to bym zareagowal od razu. Pewnie
                        takie czerwone tablice jakie sa zewnetrznej stronie ostrych zakretow tez by mi
                        pomogly jednak sie nie pomylic ...

                        po za tym przejechalem to tylko troche za szybko, choc przy pelnej przyczepnosci
                        .. nie bylo poslizgu, jazdy po poboczu i innych dziwnych zdarzen.
          • jane14 Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:26
            Kiepska infrastruktura tylko obnaża brak umiejetnosci!

            Dobry kierowca to nie ten co zasuwa 150/h kazdą drogą.
            Dobry kierowca to ten co KAZDĄ droga dojeżdza do celu.

            Dobry kierowca to nie ten co na sto przejazdów po danym zakrecie z
            predkości 100/h wyleciał raz. Dobry to ten co nie wyleciał ani razu
            choć jechał tylko 50.

            Jedna z podstawowych umiejetnosci kierowcy to dostosowanie predkości
            do warunków na drodze.
            Infrastruktura jest jednym z podstawowych WARUNKÓW na drodze. Takim
            samym i tak samo waznym przy podejmowaniu przez kierowce decyzji,
            jak sliska nawierzchnia, mgła itd.
            • tiges_wiz Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:30
              > Infrastruktura jest jednym z podstawowych WARUNKÓW na drodze. Takim
              > samym i tak samo waznym przy podejmowaniu przez kierowce decyzji,
              > jak sliska nawierzchnia, mgła itd.

              jak uwazasz ze brak na przyklad znaku A-7 nie przyczyni sie do wypadku, to
              uwazaj tak dalej.
              • habudzik Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:35
                tiges_wiz napisał:


                > jak uwazasz ze brak na przyklad znaku A-7 nie przyczyni sie do wypadku, to
                > uwazaj tak dalej.

                I co uważasz że celowo został tam on nieumieszczony ???
              • jane14 Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:41
                Jak uwazasz że znaki są złe lub ich nie ma w wystarczajacej ilosci
                to przedewszystkim powinieneś bardziej uważać...
                Już kiedyś pisałem na polnych drogach nie ma znaków a mimo to
                wiekszość kierowców po nich potrafi też przejechać i nie zabić
                wałesajacej się kury czy kaczki.
                Ba nawet rury wydechowej nie urwią chociaż ostrzeżenia o nierównej
                nawierzchni nie uświadczysz...
                A ty ?
                Jak jakiś urzednik z za biurka każe postawić informacje że to
                autostrada to pomkniesz 130/h polna drogą ...
                • hanni Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:53
                  jane14 napisał:

                  > Jak uwazasz że znaki są złe lub ich nie ma w wystarczajacej ilosci
                  > to przedewszystkim powinieneś bardziej uważać...
                  > Już kiedyś pisałem na polnych drogach nie ma znaków a mimo to
                  > wiekszość kierowców po nich potrafi też przejechać i nie zabić
                  > wałesajacej się kury czy kaczki.

                  A tutaj miejscowosc w Holandii, gdzie kierowcy nie sa najlepsi i gdzie nia ma
                  prawie zadnych znakow, zadnych swiatel, zadnych oznaczen poziomych. Ilosc ofiar
                  - bliska zeru.

                  No ale to nie sa "najlepsi kierowcy Europy".

                  www.abendblatt.de/daten/2007/02/05/683045.html
                  • tiges_wiz Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:54
                    ?? ... jak zwykle kuleje czytanie ze zrozumieniem ..
                    ja pisalem o braku znaku a7, gdy powinien byc, a nie gdy wogole nie ma znakow
                    • jane14 Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 12:41
                      tiges_wiz napisał:

                      > ?? ... jak zwykle kuleje czytanie ze zrozumieniem ..
                      > ja pisalem o braku znaku a7, gdy powinien byc, a nie gdy wogole
                      nie ma znakow

                      A ja pisałem o tym że dobry kierowca to ten co wie ze skrzyzowanie
                      należy pokonywać ze "szczególna ostroznoscia" a nie tylko ustepowac
                      pierwszeństwa.
                      Przy innej okazji wspominałem ze wjazd na skrzyzowanie nawet gdy
                      mamy pewnośc że pierwszeństwo nam przysługuje, bez mozliwosci oceny
                      czy pojazd na drodze poprzecznej ustepuje nam czy nie pierwszeństwa
                      to proszenie się o "przykrośc".
                      Widzisz to sa te drobiazgi odrózniajace dobrych i złych kierowców.
                      Nie srednia przejazdu z A do B, jak sadzi wiekszośc.
            • emes-nju Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 11:55
              jane14 napisał:

              > Kiepska infrastruktura tylko obnaża brak umiejetnosci!

              Sadzac z przykladu Polski, powoduje niesamowity wzrost tych
              umiejetnosci (w ciagu kilkunastu lat, mimo coraz wiekszego ruchu,
              udalo sie znaczaco - dwukrotnie - zmniejszyc liczbe wypadkow na 10
              tys. samochodow). Hm... wyglada na to, ze DOBRA infrastruktura u
              naszych zachodnich sasiadow, obnaza ich brak umiejetnosci :-P
              • jane14 Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 12:32
                emes-nju napisał:

                > Sadzac z przykladu Polski, powoduje niesamowity wzrost tych
                > umiejetnosci (w ciagu kilkunastu lat, mimo coraz wiekszego ruchu,
                > udalo sie znaczaco - dwukrotnie - zmniejszyc liczbe wypadkow na 10
                > tys. samochodow....

                Jak byłbyś nieco bardziej spostrzegawczy, to zauważyłbyś że w Polsce
                w ciagu kilkunastu ostatnich lat np:
                - Wprowadzono obowiazek zapinania pasów.
                - Wymieniono praktycznie park samochodowy w 100% a prawie
                całkowicie znikły stanowiace jeszcze kilka lat temu podstawe
                polskiej motoryzacji F126p w których kolizja przy 30/h kończyła się
                nierzadko tragicznie.
                - Mimo sedziwego wieku zapewne 90 może wiecej % aut ma poduszki
                powietrzne pewnie 1/3 ABS. Upowszechniło sie stosowanie opon
                zimowych a wogóle stan opon stanowiacych kiedys dobro nieosiagalne
                tez zapewne dorósł do Europejskiej normy.

                Nawet ty przyznajesz że przynajmniej znaków jest niewspólmiernie
                wiecej. Ja bym jeszcze dodał że drogi są lepsze choć napewno nie
                takie jakbysmy pewnie wszyscy chcieli.
                Swoje zrobiły tez pewnie i fotoradary, wideorejestratory itp.
                gadzety. Europa przeszła przez to łagodniej i na przełomie lat 70/80.
                Słowem były przesłanki do spadku wypadków, nie tylko ze strony
                umiejetności kierowców choć i one tez napewno wzrosły, ale nie u
                wszystkich.
                W zasadzie jedynym elementem który rzeczywiście ulega w tych latach
                zmianie na gorsze jest średnia wieku kierowców i niestety w slad za
                tym zapewne umiejetnosci.
                Ja jestem bardzo sceptyczny co do tych danych statystycznych. Jak
                wiemy policja (i nie tylko) potrafi sterować danymi tak by była
                poprawa.
                Zapewne wiele wypadków jest kwalifikowanych jako kolizje. Sam znam
                takie przypadki.
                Bo wypadek wymaga juz interwencji prokuratora a tego policjanci nie
                lubią, bo dodaje im to papierkowej roboty.
                Ale liczba zabitych jest juz raczej trudna do zafałszowania,
                dalatego wydaje sie wiarygodniej opisywać nasze realia.
                • emes-nju Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 12:36
                  Co ma obowiazek zapinania pasow do liczby wypadkow?

                  "Jakbys byl nieco bardziej spostrzegawczy, to zauwazylbys, ze"
                  liczba wypadkow (oraz ofiar) systematycznie maleje od kilkunastu
                  lat. Fotoradary na dobra sprawe pojawily sie raptem pare lat temu.
                  I, zeby bylo smieszniej (bo CHYBA nie ma zwiazku przyczynowo-
                  skutkowego), akurat w roku niesamowitego przyrostu ich liczby,
                  statystyki wypadkow drgnely w niepokojacym kierunku :-P
                  • jane14 Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 12:48
                    emes-nju napisał:

                    > Co ma obowiazek zapinania pasow do liczby wypadkow?

                    No tu sie kłania definicja wypadku. Jak walniesz w słup przy 30/h i
                    zapietych pasach to radze wiać i nikomu nie zgłaszać żeby ci
                    nie "potrącili za słup" wtedy nie ma w statystyce wypadku. Zreszta
                    nawet jak nie zwiejesz to nie bedzie wypadku tylko kolizja.
                    Jak nie bedziesz miał zapietych pasów to radze zadbać o kogoś kto
                    zawoła karetke no i wtedy wypadek już bedzie niestety w statystyce.
                    • emes-nju Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 12:51
                      jane14 napisał:

                      > emes-nju napisał:
                      >
                      > > Co ma obowiazek zapinania pasow do liczby wypadkow?
                      >
                      > No tu sie kłania definicja wypadku.

                      I tak i nie.

                      Tak, bo rzeczywiscie brak pasow, to gorsze skutki.

                      Nie, bo obowiazek zapinania pasow jest w Polsce od dawna i nie ma
                      wiekszego wplywu na statystyki ostatnich kilkunastu lat.
                      • jane14 Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 15:54
                        emes-nju napisał:

                        > Nie, bo obowiazek zapinania pasow jest w Polsce od dawna i nie ma
                        > wiekszego wplywu na statystyki ostatnich kilkunastu lat.

                        Dokładnej daty nie pamiętam ale obawiam się, że jednak to raczej kilkanaście niż
                        dwadzieścia parę. W każdym razie ja jeszcze jeździłem bez pasów legalnie.
                        A do tego musisz wsiąść pod uwagę, że tego typu przepis dość trudno wykrywalny
                        bo zazwyczaj przy okazji innych wykroczeń (w przeciwieństwie do np. jazdy na
                        światłach) wymaga czasu by był powszechnie respektowany. Jak widzisz i dziś
                        znajdzie się taki co będzie twierdził ze z niezapiętym pasem ma większe szanse.
                        Do tego dochodzi jeszcze fakt że był wprowadzany na raty (najpierw przód). Tak
                        wiec raczej można śmiało stwierdzić że tak naprawdę w pasach jeździmy od niedawna.
                        • emes-nju Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 16:07
                          jane14 napisał:

                          > Dokładnej daty nie pamiętam ale obawiam się, że jednak to raczej
                          > kilkanaście niż dwadzieścia parę.

                          Przeczytaj DOKLADNIE post otwierajacy watek - tam figuruje rok 1995
                          jako skala do porownan.

                          > A do tego musisz wsiąść pod uwagę, że tego typu przepis dość
                          > trudno wykrywalny bo zazwyczaj przy okazji innych wykroczeń (w
                          > przeciwieństwie do np. jazdy na światłach) wymaga czasu by był
                          > powszechnie respektowany.

                          Wysiadz z PS2 i wyjrzyj na ulice - naprawde znaczna czesc ludzi z
                          przodu nie zapina pasow (a zapinanie z tylu jest ewenementem).
                          • habudzik Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 11.12.08, 19:30
                            emes-nju napisał:


                            > Wysiadz z PS2 i wyjrzyj na ulice - naprawde znaczna czesc ludzi z
                            > przodu nie zapina pasow (a zapinanie z tylu jest ewenementem).
                            >

                            Coraz większa liczba ludzi zapina wszystkie pasy i te z tyłu tez bo nowoczesne
                            samochody wqrwiają sygnalizacją niezapiętych pasów . Może ktoś na ulicy nakręci
                            pojazdy przejeżdżąjące to przekonamy się że zdecydowana większość ma je zapięte
                            w stosunku do 1995 .
                          • jane14 Re: Infrastruktura nie jest przyczyna wypadków... 12.12.08, 08:10
                            emes-nju napisał:

                            > Przeczytaj DOKLADNIE post otwierajacy watek - tam figuruje rok
                            1995
                            > jako skala do porownan.

                            A czy wiesz że do 1993 przepisy homologacyjne w Polsce dopuszczały
                            auta nie wyposażone w pasy na tylnich siedzeniach. Podbnie jak i
                            zagłowki. A wiec jaki % aut miał np. pasy z tyłu w 1995r. Podobnie
                            np. zagłowki.

                            > wyjrzyj na ulice - naprawde znaczna czesc ludzi z
                            > przodu nie zapina pasow (a zapinanie z tylu jest ewenementem).

                            Może pewnie to i racja (co też świadczy o naszych kwalifikacjach do
                            kierowania pojazdami) tylko zwróć uwage że nawet jeśli 50% zapina to
                            oznacza że 50% kolizji w mieście gdzie z reguły predkośc najazdu nie
                            przekracza tych 30-40 km. kończy sie pyskówką a nie interwencją
                            karetki.

                            > Wysiadz z PS2 i ...

                            A, no to teraz rozumię !
                            Wiec uzupełniam. Rzeczywiście przy PS2 nie ma znaczenia zapiecie
                            pasów dla ilosci wypadków

        • edek40 Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:15
          > Drogi krajowe i w obrebie nmiejscowosci w Austrii albo Niemiec sa tak samo
          > zatloczone jak w Polsce i mimo to zabija sie tam kilka razy mniej ludzi niz w
          > Polsce.

          Tia. A przez srodek Wiednia wala TIRy relacji wschod-zachod. Z reszta
          niepotrzebniue o tym pisze. To nie moze miec zadnego wplywu na bezpiecznestwo,
          poniewaz nawet jesli sa autostrady w krajach dawnej UE, to zadna z nich nie
          prowadzi tam, gdzie potrzeba (swoja droga do zatrwazajace, jak tam sie
          marnotrawi pieniadze - ja bym budowal autostrady tam, gdzie jest najwieksze
          zapotrzebowanie). Tym samym tabuny TIRow, jak w naszym Strykowie, opuszczaja
          autostrade i jada setkami sztuk przez wsie, wioski i miasteczka. Dzien i noc,
          nieomal 365 dni w roku. Bo na przyklad nie ma innej drogi do Wloch, jak tylko
          przez piekne alpejskie doliny, wraz z ich pieknymi kurortami.
          • habudzik Re: W mordowaniu sie nawzajem jak lemingi 11.12.08, 11:19
            Tia , tia , tia . Gros wypadków nie generuje tranzyt przez Warszawe . Gros to
            jazda z domu do pracy i na zad .
    • hanni "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadku 11.12.08, 10:21
      Definicja wypadku drogowego w Polsce:
      "zdarzenie w ruchu drogowym, gdzie maksymalnie 5 samochodów bierze udział w
      wypadku, w wyniku którego uczestnik ruchu drogowego został ranny lub doszło do
      jego śmierci. W takich sytuacjach należy bezzwłocznie wezwać policję i pogotowie".

      Definicja wypadku drogowego po niemiecku (tlumaczone na szybkiego):
      "Przynajmniej dla jednego z uczestnikow wypadku nieprzewidziane, nagle
      zdarzenie, zwiazane przyczynowo z ruchem drogowym i jego typowymi
      zagrozeniami, ktore spowodowalo szkody materialne lub personalne, nie
      przekraczajace wartosci bagatelnej (do 25 €).


      Tak wiec w Polsce wypadek jest wtedy, gdy sa zabici i ranni, wymagajacy
      wezwania policji i pogotowia.

      W Niemczech, Austrii wypadkiem jest nawet urwanie lusterka i zahaczenie
      zderzakiem o drzwi.


      A tutaj jeszcze jeden z miszczuf:
      "Uważam że nie prędkość jest problemem.Jechałem
      ostatnio drogą z kłodzka do Wrocławia,kilkanaście
      samochodów jadących około 120-130 km/h. Na drodze
      krajowej nie jest to oszałamiająca prędkość.Co
      jakiś czas trafia się jakaś ślamazara która jedzie
      70 km/h i wtedy zaczyna się wyprzedzanie i to
      stwarza największe zagrożenie bo nikt nie lubi się
      wlec za takim osłem więc czasami wyprzedza się
      dość ryzykownie"


      Wot dylematy "miszczuf":
      Wyprzedzaja "ryzykownie" "slamazare" jadacego 70 km/h.
      Skoro "najlepsi kierowcy swiata" maja tak kolosalne problemy z wyprzedzeniem
      auta jadacego 70 km/h to co robia w przypadku "slamazary" jadacego droga krajowa
      110 km/h?

      polskalokalna.pl/wiadomosci/podkarpackie/news/fotoradary-czyli-jak-zlupic-kierowcow/komentarze,1151926,,17018412
      • habudzik Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:28
        Z tą definicja wypadku widze że jest tak jak przestępstwami w USA i u nas . Wg
        danych chyba Moblia ( jeśli nie jego to przepraszam ) w USA jest dużo więcej
        przestępstw niż w Polsce ale juz o tym że inaczej się interpretuje przestępstwo
        tu i tam już zapominamy
        • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:33
          Za to definicja zabitego w wypadku drogowym jest ujednolicona w calej Unii i tu
          nie ma raczej watpliwosci.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=82386501&a=82477760
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=82386501&a=82477808
      • hanni Errata 11.12.08, 10:28
        Powinno oczywiscie byc:
        "...szkody materialne lub personalne, przekraczajace wartosc bagatelna (do 25
        €)" a nie jak blednie napisalem: "...szkody materialne lub personalne, nie
        przekraczajace wartosci bagatelnej (do 25 €)"
      • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:29
        hanni napisał:

        > A tutaj jeszcze jeden z miszczuf:
        > "Uważam że nie prędkość jest problemem.Jechałem
        > ostatnio drogą z kłodzka do Wrocławia,kilkanaście
        > samochodów jadących około 120-130 km/h. Na drodze
        > krajowej nie jest to oszałamiająca prędkość.Co
        > jakiś czas trafia się jakaś ślamazara która jedzie
        > 70 km/h i wtedy zaczyna się wyprzedzanie i to
        > stwarza największe zagrożenie bo nikt nie lubi się
        > wlec za takim osłem więc czasami wyprzedza się
        > dość ryzykownie"
        >

        > Skoro "najlepsi kierowcy swiata" maja tak kolosalne problemy z wyprzedzeniem
        > auta jadacego 70 km/h to co robia w przypadku "slamazary" jadacego droga krajow
        > a
        > 110 km/h?


        Gdzie tam jest mowa o problemach (zwłaszcza kolosalnych) z wyprzedzeniem? Bo ja
        widzę jedynie słuszną uwagę że sam manewr wyprzedzania jest niebezpieczny
        (niebezpieczny nie oznacza trudny gwoli wyjaśnienia)
        • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:38
          trypel napisał:

          > Gdzie tam jest mowa o problemach (zwłaszcza kolosalnych) z wyprzedzeniem?

          A tu:
          "największe zagrożenie", "wyprzedza się dość ryzykownie".

          Jesli ktos opisujac manewr wyprzedzania stosunkowo wolno jadacego samochodu
          uzywa takich okreslen to znaczy, ze ma duze (kolosalne) problemy z ta sytuacja.


          Swoja droga to ciekawe, ze tylko ten aspekt wypowiedzi zwrocil twoja uwage a nie
          np. oczywistosc z jaka autor pisze o predkosci 120-130 na drodze krajowej, ktora
          wedlug niego "nie jest problemem".
          Bo problemem jest - jak wiemy - "infrastruktura" :)
          • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:50
            Odniosłem sie TYLKO do tego co stoi w sprzecznosci z logiką w tej wypowiedzi.
            Niezależnie czy sie wyprzedza ciągnik czy malucha jadącego 70 to manewr
            wyprzedzania jest niebezpieczny co nie jest absolutnie równoznaczne (powtarzam)
            z trudny.
            • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:55
              trypel napisał:

              > manewr wyprzedzania jest niebezpieczny co nie jest absolutnie
              > równoznaczne (powtarzam) z trudny.

              To ktos uzyl w ogole okreslenia "trudny"?
              • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:03
                jeżeli ktoś ma cyt. "kolosalny problem" z wyprzedzaniem to dla niego ten manewr
                jest trudny. A tego w tekscie nigdzie nie ma.
                A może ktoś lubi wyprzedzac ryzykownie?
                • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:17
                  Jesli ktos decyduje sie na cos, co sam okresla jako tak "ryzykowne", ze stanowi
                  "najwieksze zagrozenie" dla jego zycia, to znaczy, ze ma z tym wlasnie
                  "kolosalny problem".

                  No chyba, ze dla ciebie kwestia decyzji dotyczacej zycia i smierci nie jest
                  problemem?
                  • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:22
                    a gdzie napisał że to najwieksze zagrożenie dla jego życia?
                    napisał że to największe zagrożenie. Tylko tyle. Nie dla życia jego lub kogokolwiek.
                    A ja sie zgadzam że wyprzedzanie jest manewrem ryzykownym bo przez chwile
                    znajdujesz sie na "cudzym terenie"
                    I dlatego jak ktoś goni to mu ustepuję żeby mnie wyprzedził.
                    • habudzik Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:23
                      Trypel , już przechodzisz sam siebie i stajesz obok .
                      • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:28
                        warto nieraz stanąć obok i popatrzeć na siebie z boku
                        polecam :)
                    • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:26
                      trypel napisał:

                      > a gdzie napisał że to najwieksze zagrożenie dla jego życia?
                      > napisał że to największe zagrożenie.

                      Rzeczywiscie. "NAJWIEKSZE zagrozenie" wcale nie musi oznaczac zagrozenia zycia.
                      Dla wielu duzo wiekszym zagrozeniem od utraty zycia jest przeciez uszkodzenie
                      lakieru.... :)

                      Rzeczywiscie znow przechodzisz sam siebie.
                      • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:30
                        hanni napisał:

                        > Dla wielu duzo wiekszym zagrozeniem od utraty zycia jest przeciez uszkodzenie
                        > lakieru.... :)

                        Znałem goscia który córce jak zaczęła rodzić powiedział żeby wzieli z zięciem
                        taksówkę bo pada a on na deszcz nie bedzie wyjezdzał bo ma świeżo umyty samochód.
                        I co? deszcz był dla niego większym zagrożeniem niż powikłania przy porodzie
                        jednej z 2 córek.
            • edgar22 Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 10:56
              Ale jeśli ktoś przyznaje, że wyprzedza "ryzykownie" to raczej nie ma na myśli typowego ryzyka związanego z tym manewrem. Oznacza to, że ma problem z _bezpiecznym_ wyprzedzeniem i zdaje sobie z tego sprawę.
              • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:12
                edgar22 napisał:

                > Ale jeśli ktoś przyznaje, że wyprzedza "ryzykownie" to raczej nie ma na myśli t
                > ypowego ryzyka związanego z tym manewrem. Oznacza to, że ma problem z _bezpiecz
                > nym_ wyprzedzeniem i zdaje sobie z tego sprawę.

                Trypel wlasnie chyba argumentuje, ze to, co jest ryzykowne i zwiazane z
                "najwiekszym zagrozeniem" wcale nie musi byc "problemem".

                I poniekad ma racje. Niektorzy mieliby problemy, gdyby mieli grac w rosyjska
                ruletke, inni nie. Bo w obracaniu bebenka i naciskaniu na spust nie ma przeciez
                nic trudnego. :)
                • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:26
                  hanni napisał:

                  > I poniekad ma racje. Niektorzy mieliby problemy, gdyby mieli grac w rosyjska
                  > ruletke, inni nie. Bo w obracaniu bebenka i naciskaniu na spust nie ma przeciez
                  > nic trudnego. :)

                  Bingo!!!!!!!! czyli jednak rozumiesz a tylko udajesz że nie.

                  Wsadzenie gwozdzia w gniazdko jest problemem zagrażajacym życiu ale trudne nie jest.
                  Więc nie można pisać o tym jak o problemie tylko jak o głupocie, idiotyzmie itp
                  • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:34
                    No widzisz, jak dobrze juz cie znam:
                    W strzelaniu z pistoletu do jablka na glowie twojego dziecka tez nie widzialbys
                    zadnego problemu bo co prawda to "ryzykowne" ale wcale nie taki znow "problem".
                    Nie? :)

                    Coz moze byc problematycznego w wycelowaniu i nacisnieciu na spst?
                    • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:38
                      dokładnie tak
                      to nie byłby problem ani trudność tylko:
                      głupota, nieodpowiedzialność, idiotyzm, choroba psychiczna i jeszcze parę innych
                      określeń.
                      Ale nie stanowiłoby to problemu technicznego dla dobrego strzelca.
                      Czyli idąc typ tropem z którym jak widzę sie już oswoiłeś - dla "najlepszego
                      kierowcy" nie bedzie problemem technicznym wyprzedzanie tylko bedzie głupotą
                      podejmowanie ryzykownych zachowań.
                      • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:47
                        trypel napisał:

                        > dokładnie tak
                        > to nie byłby problem ani trudność tylko:
                        > głupota, nieodpowiedzialność, idiotyzm, choroba psychiczna i jeszcze parę
                        innych określeń.

                        Wyprzedzenie na drodze krajowej samochodu jadacego zaledwie 70 km/h??

                        > Ale nie stanowiłoby to problemu technicznego dla dobrego strzelca.
                        > Czyli idąc typ tropem z którym jak widzę sie już oswoiłeś - dla "najlepszego
                        > kierowcy" nie bedzie problemem technicznym wyprzedzanie tylko bedzie głupotą
                        > podejmowanie ryzykownych zachowań.

                        Powoli i z mozolem dochodzimy do pytania, ktore zadalem: Co byloby wiekszym
                        problemem dla tego "najlepszego strzelca" amatora...
                        strzal w jablko z odleglosci 15 metrow czy z odleglosci 40 metrow?
                        • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 11:56
                          dlaczego z mozołem.
                          Oczywiscie że z 15 jest łatwiej a biorac pod uwage broń krótką to z 15 jest już
                          też trudno :)
                          Ale nawet z 5 m bedzie to ryzykowne i niebezpieczne z uwagi na dziecko mimo że
                          łatwe technicznie. Z mozołem ale chyba zrozumiałeś :)
                          • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 12:06
                            trypel napisał:

                            > dlaczego z mozołem.

                            Dlatego, ze dopiero po kilkunastu bezsensownych postach zblizamy sie do sedna
                            problemu, ze wyprzedzanie samochodu jadacego 110 km/h jest z reguly trudniejsze
                            od wyprzedzania samochodu jadacego 70 km/h.

                            I ten, dla ktorego wyprzedzanie samochodu jadacego 70 km/h wiaze sie z sytuacja
                            "najwiekszego zagrozenia" to skonczony palant.

                            • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 14:28
                              manewr wyprzedzania stanowi zagrożenie
                              niewątpliwie
                              I niewątpliwie wyprzedzanie jadącego 70 jest mniejszym zagrożeniem niż tego
                              jadacego 110
                              Tylko że o ile na przyzwoitej drodze nikt nie wyprzedza tego jadącego 110 (bo to
                              ona zazwyczaj wyprzedza) o tyle jadącego 70 wyprzedzają wszyscy, wszyscy hamują
                              i zbierają sie do wyprzedzania. A o ile jazda nawet cc700 110 jest mozliwa o
                              tyle wyprzedzenie kogoś jadącego 70 trwa wieczność.
                              Teraz już rozumiesz czy dalej tłumaczyć? bo nieraz niby coś swita a potem znów w
                              zaparte
                              • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 11.12.08, 19:53
                                trypel napisał:

                                > manewr wyprzedzania stanowi zagrożenie
                                > niewątpliwie
                                > I niewątpliwie wyprzedzanie jadącego 70 jest mniejszym zagrożeniem niż tego
                                jadacego 110

                                Otoz to! Dlatego pozwolilem tez zadac sobie pytanie, co odczuwa ten "miszcz",
                                gdy pojawia sie przed nim samochod jadacy 110 km/h, skoro duzo latwiejsze
                                wyprzedzenie samochodu jadacego 70 km/h wywoluje u niego tak ekstremalne i...
                                egzystencjalne odczucia?

                                > Tylko że o ile na przyzwoitej drodze nikt nie wyprzedza tego
                                > jadącego 110 (bo to ona zazwyczaj wyprzedza)

                                Sorry ale tam jest mowa o grupie samochodow jadacych 120-130. Jesli dojada do
                                samochodu jadacego 110 i go nie wyprzedza to przestaja byc juz grupa samochodow
                                jadaca 120-130.

                                Teraz juz dotarlo czy ciagle jeszcze nie?
                                • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 12.12.08, 08:16
                                  hanni napisał:


                                  > Sorry ale tam jest mowa o grupie samochodow jadacych 120-130. Jesli dojada do
                                  > samochodu jadacego 110 i go nie wyprzedza to przestaja byc juz grupa samochodow
                                  > jadaca 120-130.
                                  >
                                  > Teraz juz dotarlo czy ciagle jeszcze nie?

                                  Teoryzujesz docent (to cytat)
                                  Przejedź sie kiedyś. A nie tylko przed komputerem siedzisz.
                                  Od pewnego czasu może jeden na 100 jedzie DK szybciej niż 100-110.
                                  Jak jest pusto to zdarzy sie że sam sie rozpędzę do 120 czy 130.
                                  Ale jak sie trafia na kogoś kto jedzie 110 to baaaaaaaaaaardzo rzadko sie go
                                  wyprzedza. Po prostu z grupy 120-130 robi sie grupa 110. I tyle.
                                  Proszę przejedź sie choćby DK7 teraz. W niedziele jadąc tam góra 100-110 na
                                  odcinku od Warszawy do Mławy nie wyprzedził mnie nikt!
                                  W drodze powrotnej (wtorek koło południa) wyprzedziły mnie chyba 2 czy 3 auta
                                  (szaleni PH) cała reszta nawet jak do mnie dobijała to ustawiała sie grzecznie
                                  ZA ciesząc sie w duchu że ja ide na pierwszy strzał radarowy :)
                                  • hanni Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 12.12.08, 09:58
                                    trypel napisał:

                                    > Od pewnego czasu może jeden na 100 jedzie DK szybciej niż 100-110.
                                    > Jak jest pusto to zdarzy sie że sam sie rozpędzę do 120 czy 130.

                                    Z wypowiedzi cytowanego "miszcza" wynika cos innego. Mowa jest o "kilkunastu
                                    samochodach" w jednej grupie, i ze "na drodze krajowej nie jest to oszalamiajaca
                                    predkosc" - ergo cos powszechnego.
                                    Moze wyjdz zza komputera i przejedz sie samochodem dla odmiany?


                                    > Ale jak sie trafia na kogoś kto jedzie 110 to baaaaaaaaaaardzo
                                    > rzadko sie go wyprzedza. Po prostu z grupy 120-130 robi sie grupa
                                    > 110.

                                    ... a za jadacym 90 robi sie grupa 90.
                                    Czyli po co to cale pieprzenie skoro predkosc 120-130 to krociutki moment zanim
                                    dojedzie sie do 90 albo 110?
                                    • trypel Re: "Najlepsi kierowcy swiata" a definicje wypadk 12.12.08, 10:06
                                      hanni napisał:


                                      > Czyli po co to cale pieprzenie skoro predkosc 120-130 to krociutki moment zanim
                                      > dojedzie sie do 90 albo 110?

                                      Bo dzieciaki lubia sobie chociaż tak popieprzyć skoro inaczej szans nie ma.
                                      Poza Katowicką i paroma drogami tego typu nie ma już grup kilkunastopojazdowych
                                      pedzących 120-130. Wszyscy jadą faktycznie te 90-110 i wtedy taki jadący 70
                                      powoduje tylko niepotrzebne hamowanie, wyprzedzanie itp
                                      Naprawde wyjedź gdzies za miasto to sie przekonasz.
      • crannmer Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 10:54
        hanni napisał:

        > Tak wiec w Polsce wypadek jest wtedy, gdy sa zabici i ranni, wymagajacy
        > wezwania policji i pogotowia.
        >
        > W Niemczech, Austrii wypadkiem jest nawet urwanie lusterka i zahaczenie
        > zderzakiem o drzwi.

        Juz bylo prostowane, ze podane liczby niemieckie i austriackie w tym zestawieniu
        to liczby __Unfälle__mit__Personenschaden__ - czyli toczka w toczke polska
        definicja wypadku

        "
        Zdarzenia mające związek z ruchem pojazdów na drogach publicznych, w wyniku
        których nastąpiła śmierć lub uszkodzenie ciała osób.

        Za śmiertelną ofiarę wypadku drogowego uznaje się osobę zmarłą w wyniku
        doznanych obrażeń na miejscu lub w ciągu 30 dni.

        Za ranną ofiarę wypadku drogowego uznaje się osobę, która doznała obrażeń ciała
        i otrzymała pomoc lekarską.
        "

        www.stat.gov.pl/gus/definicje_PLK_HTML.htm?id=POJ-3289.htm
        Ale konsekwentnie ignorujesz fakty niepasujace do swiatopogladu.
        • crannmer Re: Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 11:00
          Dowod:

          Unfälle mit Personenschaden 2007
          Zahl der Getöteten weiter rückläufig, aber mehr Unfälle und deutlich mehr
          Alkoholunfälle

          Berechnungen der Statistik Austria zufolge ereigneten sich im Jahr 2007
          ___41.096__ __Straßenverkehrsunfälle__mit__Personenschaden__, um 3,0% mehr als
          2006. Die Zahl der Verkehrstoten sank: Mit 691 Todesopfern forderte der
          Straßenverkehr im Jahr 2007 um 5,3% weniger (-39 Getötete) als im Jahr davor,
          womit der bisher niedrigste Wert seit Beginn der einheitlich geführten
          Verkehrsunfallstatistik im Jahr 1961 registriert wurde. Die Zahl der Verletzten
          erhöhte sich um 2,5% auf 53.211, die Zahl der Alkoholunfälle um 5,9% auf 2.731.

          www.statistik.at/web_de/statistiken/verkehr/strasse/unfaelle_mit_personenschaden/index.html
          Por. z:

          "w Austrii [...] dochodzi rocznie do ok.
          42 tys. wypadków. "

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=88368581
          • nazimno Re: Alkohol w Austrii, hehehe... 11.12.08, 11:16
            Liczba wypadkow "po kielichu" skoczyla az o 5,9%.

            No to ladnie zlopia i jeszcze jezdza nabzdregoleni!

            Ciekawe jak bedzie w tym roku ze statystyka.
            J.Haider sie juz byl dopisal na ochotnika.









          • hanni Re: Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 11:20
            crannmer napisał:

            > 2007 ___41.096__ __Straßenverkehrsunfälle__mit__Personenschaden__,
            > "w Austrii [...] dochodzi rocznie do ok.

            O tym w poscie trypla i cytowanym artykule nie bylo mowy.

            Nastepnym razem zamiast silic sie na uszczypliwosci a la zgorzkniala
            guwernantka, mozesz po prostu podac fakty, jesli je znasz.
            • crannmer Re: Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 12:09
              hanni napisał:

              > O tym w poscie trypla i cytowanym artykule nie bylo mowy.

              Dokladnie o tym bylo w cytowanym przez Emesa artykule. Artykul cytowany
              rozwodzil sie nad iloscia wypadkow czyli Unfälle mit Personenschaden.

              Posty Trypla sa o czyms zupelnie innym. Mieszasz sie w zeznaniach.

              > Nastepnym razem zamiast silic sie
              > na uszczypliwosci a la zgorzkniala
              > guwernantka, mozesz po prostu podac fakty, jesli je znasz.

              Buahahaha
              Jak historia wykazuje, faktami do hanniego, to jak grochem o sciane.
              • hanni Re: Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 12:31
                crannmer napisał:

                > Dokladnie o tym bylo w cytowanym przez Emesa artykule.

                Dokladnie nie. Emesnju pisze wyraznie o "wypadkach".

                > Artykul cytowany rozwodzil sie nad iloscia wypadkow czyli Unfälle
                > mit Personenschaden.

                Mylisz sie. Cytowany artykul rozwodzil sie o "wypadkach". Nigdzie nie ma tam
                mowy o wypadkach z "Personenschaden", choc w Niemczech i Austrii wypadek i
                wypadek z "Personenschaden" to dwie rozne kategorie.

                >
                > Mieszasz sie w zeznaniach.
                >

                A tobie miesza sie mocno poczucie rzeczywistosci.
                Nawet jesli trudno bedzie ci w to uwierzyc: nie jestesmy tutaj na przesluchaniu.


                > Jak historia wykazuje, faktami do hanniego, to jak grochem o sciane.

                twoimi "Faktami" polegajacymi na nierozumieniu elementarnych definicji i
                zacietym nie przyjmowaniu do wiadomosci informacji podanych przez powazny
                niemiecki serwis informacyjny rzeczywiscie.
                • crannmer Re: Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 17:34
                  hanni napisał:

                  > Dokladnie nie. Emesnju pisze wyraznie o "wypadkach".

                  Glupa rzniesz?
                  Oczywiscie, ze Emes pisze o wypadkach. Bo pisze po polsku. Gdyby o tych samych
                  wypadkach pisal po niemiecku, musialby uzyc wyrazenia "Unfälle mit
                  Personenschaden", bo polska definicja zdarzenia "wypadek drogowy" 100 %
                  odpowiada niemieckiej definicji zdarzenia "Unfall mit Personenschaden".

                  > Mylisz sie. Cytowany artykul rozwodzil sie o "wypadkach". Nigdzie nie ma tam
                  > mowy o wypadkach z "Personenschaden", choc w Niemczech i Austrii wypadek i
                  > wypadek z "Personenschaden" to dwie rozne kategorie.

                  Nie wiem, czy Ci umknelo, ale cytowany artykul byl pisany po polsku, a nie po
                  niemiecku. Uzycie wyrazenia "Unfall mit Personenschaden" zamiast wyrazenia
                  "wypadek" w pisanym po polsku w polskiej gazecie artykule byloby co najmniej dziwne.

                  Emes cytowal polski artykul twierdzacy, ze "w Austrii [...] dochodzi rocznie do
                  ok. 42 tys. wypadków. "

                  A ja na potwierdzenie podalem cytat z opracowania urzedu statystycznego, gdzie
                  jak byk stoi "_41.096__ __Straßenverkehrsunfälle__mit__Personenschaden__"

                  Ergo "wypadek" = "Unfall mit Personenschaden".
                  QED

                  > Nawet jesli trudno bedzie ci w to uwierzyc: nie jestesmy tutaj na przesluchaniu

                  Bredzisz.
                  • hanni Re: Konsekwentne ignorowanie niepasujacych faktow 11.12.08, 19:48
                    crannmer napisał:

                    > Glupa rzniesz?

                    Po co? Od tego mamy tutaj przeciez ciebie.

                    > Nie wiem, czy Ci umknelo, ale cytowany artykul byl pisany po
                    > polsku, a nie po niemiecku. Uzycie wyrazenia "Unfall mit
                    > Personenschaden" zamiast wyrazenia "wypadek" w pisanym po polsku w
                    > polskiej gazecie artykule byloby co najmniej dziwne.

                    Ale wcale nie byloby dziwne poinformowanie przecietnego czytelnika, jaka jest
                    polska i jaka niemiecka definicja wypadku.
                    Samo okreslenie "wypadek" ma w krajach niemieckojezycznych zupelnie inne
                    znaczenie, o czym wie - jak przypuszczam - malo kto.
                    Z artykulu to nie wynikalo.

                    > Emes cytowal polski artykul twierdzacy, ze "w Austrii [...] dochodzi rocznie do
                    > ok. 42 tys. wypadków. "
                    >
                    > A ja na potwierdzenie podalem cytat z opracowania urzedu statystycznego, gdzie
                    > jak byk stoi "_41.096__ __Straßenverkehrsunfälle__mit__Personenschaden__"
                    >
                    > Ergo "wypadek" = "Unfall mit Personenschaden".

                    Przedstawiles zbieznosc, z ktorej moze wynikac ta zaleznosc ale problem ciagle
                    polega na tym, ze definicje "wypadku" (Unfall) w PL i w D, A sa diametralnie
                    odmienne i we wspomnianym artykule nie ma o tym ani slowa.

                    • crannmer Trzeci rodzaj prawdy 11.12.08, 20:57
                      hanni napisał:

                      > Ale wcale nie byloby dziwne
                      > poinformowanie przecietnego czytelnika, jaka jest
                      > polska i jaka niemiecka definicja wypadku.

                      Artykul dotyczyl liczb wypadkow, a nie lingwistyki. Niemieckojezyczne
                      odpowiedniki polskiego wyrazenia "wypadek" sa dla omawianej tematyki nieistotne.
                      Wystarczy, ze autor artykulu albo analizy wiedzial, pod jaka rubryka w
                      niemieckich statystykach szukac liczb wypadkow. A ze szukal pod wlasciwa
                      rubryka, juz dawno wykazalem.

                      > Samo okreslenie "wypadek" ma w krajach
                      > niemieckojezycznych zupelnie inne
                      > znaczenie, o czym wie - jak przypuszczam - malo kto.
                      > Z artykulu to nie wynikalo.

                      Z podanych danych wynikalo, ze osoba odpowiedzialna za zestawienie to wiedziala.
                      I to w tym wypadku wystarcza. Nie lingwistyka byla tematem artykulu.

                      > Przedstawiles zbieznosc, z ktorej moze wynikac ta zaleznosc ale problem ciagle
                      > polega na tym, ze definicje "wypadku" (Unfall) w PL i w D, A sa diametralnie
                      > odmienne i we wspomnianym artykule nie ma o tym ani slowa.

                      Definicje "Verkehrsunfall mit Personenschaden" = "wypadek drogowy",
                      "Verkehrsunfall ohne Personenschaden" = "kolizja drogowa" oraz "Verkehrsunfall"
                      = "wypadek lub kolizja drogowa" sa tak analogiczne i pokrywajace sie, ze
                      twierdzenie o ich odmiennosci i problemach z nich wynikajacych jest trzecim
                      rodzajem prawdy. Czy g.prawda.

                      Usilujesz przy pomocy false friend wykreowac problem, ktorego wogole nie ma. Ani
                      w dyskutowanym artykule, ani w rzeczywistosci.

                      Zalosnych prob obrzydliwie klamliwego wykrecania przebiegu dyskusji o rzekomych
                      rekwiracjach motocykli za przekroczenie predkosci w Bawarii nawet nie bede
                      komentowal. Ponizej podany jest link. Czytac kazdy moze.
                      • habudzik Re: Trzeci rodzaj prawdy 11.12.08, 22:48
                        Ich habe rude babe mit große cycen.
                        • nazimno Re: Tego nie podejrzewalem! 12.12.08, 09:59
                          Zaczynam Ci powoli zazdroscic...

                          PS
                          Musisz tylko nieco podciagnac Twoj niemiecki,
                          ale niezaleznie od tego zdanie przez Ciebie wypowiedziane
                          posiada cenna zalete: jest niekontrowersyjne.

                          • habudzik Re: Tego nie podejrzewalem! 12.12.08, 14:39
                            Atam , chciałęm rozluźnić atmosferę.
                      • hanni Trzeci rodzaj prawdy cranmera 12.12.08, 09:48
                        crannmer napisał:

                        > Z podanych danych wynikalo, ze osoba odpowiedzialna za zestawienie
                        > to wiedziala. I to w tym wypadku wystarcza.

                        Widocznie jednak nie, skoro doszlo do takich nieporozumien.
                        Mozliwosci, ze dziennikarz mogl porownac dwie rozne rzeczy wykluczyc nie mozna.
                        Ja wskazalem na rozbieznosc definicji tego samego okreslenia, ty na zbieznosc
                        cytowanych liczb, ktora wskazuje, ze chodzi o Unfälle mit Personenschaden.

                        > Definicje "Verkehrsunfall mit Personenschaden" = "wypadek drogowy",
                        > "Verkehrsunfall ohne Personenschaden" = "kolizja drogowa" oraz "Verkehrsunfall"
                        > = "wypadek lub kolizja drogowa" sa tak analogiczne

                        Znaczeniowo (choc wcale nie wiadomo czy do konca) ale jezykowo zupelnie nie.


                        > twierdzenie o ich odmiennosci i problemach z nich wynikajacych
                        > jest trzecim rodzajem prawdy.

                        Czy zdajesz sobie sprawe, ze poki co co nie mamy zadnej wiarygodnej wypowiedzi,
                        ktora by to jednoznacznie potwierdzala a jedynie garsc wnioskow bazujacych na
                        roznych faktach?

                        Co wiemy o tym, jak w statystykach ujmowani sa "ranni" i "Personenschaden"?

                        Ale ty wiesz przeciez lepiej, ze konfiskata motocykla albo samochodu to nie
                        konfiskata a dziennikarze niemieccy zmyslaja niestworzone historie, ktore nie
                        moga zaistniec bo crannmer ma cennik oplat.


                        > Zalosnych prob obrzydliwie klamliwego wykrecania przebiegu
                        > dyskusji o rzekomych rekwiracjach motocykli za przekroczenie
                        > predkosci w Bawarii nawet nie bede komentowal.

                        A coz mozesz komentowac, skoro kazdy na wlasne oczy moze sie przekonac, jak
                        policja konfiskowala motocykle piratow drogowych na Kesselbergu?

        • hanni Konsekwentne chrzanienie od rzeczy 11.12.08, 11:06
          crannmer napisał:

          > Juz bylo prostowane, ze podane liczby niemieckie i austriackie

          Gdzie "bylo prostowane"?
          Pomyslales moze, ze bywaja i tacy, ktorzy NIE czytaja wszystkich postow na forum?

          > Ale konsekwentnie ignorujesz fakty niepasujace do swiatopogladu.

          A ty konsekwentnie gledzisz jak wtedy, gdy blysnales nie rozumieniem pojecia
          "konfiskata" (motocykla).
          • crannmer Re: Konsekwentne chrzanienie od rzeczy 11.12.08, 12:07
            hanni napisał:

            > Gdzie "bylo prostowane"?

            Tu chociazby
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=84679622&a=84688054
            > Pomyslales moze, ze bywaja i tacy,
            > ktorzy NIE czytaja wszystkich postow na forum?

            Zawsze mialem wrazenie, ze nie czytasz postow, na ktore odpowiadasz. Dziekuje za
            potwierdzenie z pierwszej reki.


            > A ty konsekwentnie gledzisz jak wtedy, gdy blysnales nie rozumieniem pojecia
            > "konfiskata" (motocykla).

            Nie habudzikuj ponad absolutna koniecznosc. Bo to juz nawet nie jest smieszne,
            ale staje niesmaczne.
            • hanni Re: Konsekwentne chrzanienie od rzeczy 11.12.08, 12:23
              crannmer napisał:

              > Tu chociazby

              Woow... Post z 10 grudnia 2008 zostal "sprostowany"... 15 wrzesnia 2008. To ci
              sie udalo.

              > Nie habudzikuj ponad absolutna koniecznosc. Bo to juz nawet nie
              > jest smieszne, ale staje niesmaczne.

              Nie tyle niesmaczne co po prostu glupie jest twoje cranmayerowanie o
              "sprostowaniach".. 3 miesiace przed rzeczonym faktem i majaczenie jakoby
              Beschlagnahme nie bylo konfiskata.
              Nie wspominajac o zacieklym nie przyjmowaniu do wiadomosci informacji podanych
              przez niemiecki serwis informycyjny.


              • crannmer Hanni konsekwentne chrzani od rzeczy 11.12.08, 17:23
                hanni napisał:

                > Woow... Post z 10 grudnia 2008 zostal
                > "sprostowany"... 15 wrzesnia 2008. To ci
                > sie udalo.

                Widze, ze zyjesz w rzeczywistosci rownoleglej, gdzie obowiazuja inne prawa logiki.

                W analogicznej dyskusji o porownaniach liczb wypadkow w PL i DE postawiles
                15.09.08, 15:27 identyczny zarzut o stosowaniu roznych definicji wypadkow i
                nieporownywalnosci podanych liczb.

                Ktory to zarzut sprostowalem 15.09.08, 15:31, porownujac dane z roznych zrodel i
                wykazujac, ze podane dane o ilosci wypadkow (= Unfälle mit Personenschaden) sa
                jak najbardziej porownywalne, bo maja takie same definicje, a podane liczby
                wypadkow pokrywaja sie z akceptowalnym bledem.

                Sprostowanie jak widac nie dotarlo.

                Patrz post pod
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=84679622&a=84687821
                i nastepne trzy posty.

                > Nie tyle niesmaczne co po prostu glupie jest
                > twoje cranmayerowanie o
                > "sprostowaniach".. 3 miesiace przed rzeczonym faktem

                Juz wyzej wykazalem, ze raczysz bredzic.

                > i majaczenie jakoby
                > Beschlagnahme nie bylo konfiskata.

                Sam chciales. Niech wszyscy sie posmieja
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20&w=68539998&a=68552370
                > Nie wspominajac o zacieklym nie przyjmowaniu
                > do wiadomosci informacji podanych
                > przez niemiecki serwis informycyjny.

                A co to, prawda objawiona, wykuta w kamiennych tablicach i podana na gorze Synaj?
                • hanni Od chrzanienia mamy tutaj ciebie crannmer 11.12.08, 19:41
                  crannmer napisał:

                  > Widze, ze zyjesz w rzeczywistosci rownoleglej, gdzie obowiazuja inne
                  > prawa logiki.

                  Jesli w twojej "logice" pisze sie sprostowania do artykulow, ktore ukaza sie
                  dopiero za 3 miesiace to mozliwe, ze zyjesz w rzeczywistosci rownoleglej.

                  > W analogicznej dyskusji o porownaniach liczb wypadkow w PL i DE

                  Nie wiem, co bylo w analgicznej dyskusji sprzed 3 miesiecy. Nawet tego nie
                  pamietam i nie prowadze kartoteki. W moim tekscie odnioslem sie do artykulu
                  cytowanego przez emesnju.

                  > Sam chciales. Niech wszyscy sie posmieja

                  Ano chcialem i niech sie z ciebie posmieja.
                  1.
                  Cytaty z prasy:
                  "Piratom grozi teraz konfiskata motocykli"
                  "Kierowca, który we Włoszech zaprosi do swojego samochodu prostytutkę, będzie
                  ryzykował konfiskatą pojazdu na 40 dni - przewiduje rządowy projekt ustawy"
                  "Za naruszenie tych przepisów będzie grozić grzywna do 285 euro oraz konfiskata
                  pojazdu na dwa lub trzy miesiące."

                  Co crannmer na temat takich pojazdow? "sa _zabezpieczane_, a nie konfiskowane" :)

                  2.
                  Niemieckie serwisy informacyjne donosza o akcji policji majacej na celu
                  odstraszenie motocyklistow od piracenia w okolicach Kesselberga:
                  Podano przyklad motocyklistow, ktorzy po przekroczeniu dopuszczalnej predkosci
                  60 km/h jadac 130 lub 119 km/h otrzymali kary wysokosci 550-900 Euro, 4 punkty,
                  2-3 miesiace zakazu prowadzenia pojazdow mechanicznych. Do tego doszly jeszcze
                  oplaty za odholowanie i przehowywanie pojazdow.

                  crannmer choc nie wie nic, wie lepiej cytujac.... katalog oplat za wykroczenia
                  drogowe.

                  Gdybym napisal cos o tym, co wydarzylo sie w Abu Ghraib to crannmer tez
                  wiedzialby lepiej, czyli ze nic tam wydarzyc sie nie moglo bo USA podpisaly
                  przeciez Konwencje Genweska.

                  > A co to, prawda objawiona, wykuta w kamiennych tablicach i podana
                  > na gorze Synaj?

                  Nie to zwykla informacja prasowa podana przez ludzi, ktorych zawod polega
                  wlasnie na informowaniu innych na takie tematy.
                  Podwazanie prawdziwosci tych doniesien, zwlaszcza jesli dysponuje sie zerem
                  konkretow jest nie tylko glupie ale wrecz chorobliwe.
                  • mobile5 Re: Od chrzanienia mamy tutaj ciebie crannmer 11.12.08, 19:55
                    hanni napisał:
                    > Nie wiem, co bylo w analgicznej dyskusji sprzed 3 miesiecy. Nawet tego nie
                    > pamietam i nie prowadze kartoteki.
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=84679622&a=84688377
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=84679622&a=84688803
                    To są twoje odpowiedzi na post przytoczony przez Crannmera, pierwszy był po 7 minutach, a drugi po 16, ale ich nie pamiętasz biedaku, co może nie dziwić jeśli się non stop tokuje to samo w kółko Macieju.
                    • hanni Re: Od chrzanienia mamy tutaj ciebie crannmer 12.12.08, 09:50
                      Dobrze, ze mam takiego biedaka jak ty, pamietajacego wszystkie moje wypowiedzi
                      sprzed miesiecy.
                      • mobile5 Re: Od chrzanienia mamy tutaj ciebie crannmer 12.12.08, 13:27
                        hanni napisał:
                        > Dobrze, ze mam takiego biedaka jak ty, pamietajacego wszystkie moje wypowiedzi
                        > sprzed miesiecy.

                        Nie trzeba pamiętać, wystarczyło wejść w podany link żeby zobaczyć kto pod nim tokował polsko-niemiecki ośle.
                        • hanni Po twoim zas jezyku "osle" 13.12.08, 19:36
                          widac z jakich dolow spolecznych wywodzi sie twoja rodzinka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka