Dodaj do ulubionych

Suwałki story, zaczynam 1 część potem kolej na Was

13.11.05, 01:56
Zręcznie to wykombinowałem, to nie maryśka a ja dostanę podwyższkę i awansuję
na ordynatora szpitala. Ten romans z boleckim jej nie pomógł, tak to jest jak
kobieta za bardzo awiszuje się z miłością bez związku kościelnego. Dziwny typ
z tego boleckiego, żeby redaktor z telewizji chciałby zadawać się z
psychiatrą, to dwa różne światy...ciii...taaa... może warto go wypytać kiedyś,
a może się zaprzyjaźnić?
Tak myślał sobie nasz bohater, kiedy bolecki obmyśliwał plan podboju
kolejnego suwalskiego serduszka. Był to w istocie osobowości typ don żuana, za
nic mającego społeczne normy, nienasycony w swoim pożądaniu i ograniczony w
pewien sposób intelektualnie, bo pozbawiony zainteresowań intelektualnych,
pełen natomiast pretensji do ludzi, którzy nie pozwolili mu się dać
wykorzytstać. Jednym słowem przeciętny typ człowieka bez właściwości naszych
czasów. Wysoki i przystojny, brunet o śniadej cerze i wydatnych kościach
policzkowych zawsze sprawiał wrażenie człowieka o krok od celu, któremu
niewiele już brakowało do czegoś czego bardzo pragnął. Jechał właśnie z ekipą
kręcić materiał ze spotkania ze sławnym pisarzem w sali regionalnego ośrodka
kultury na wszystkim znanej ulicy noniewicza. Dzisiaj pocił się bardzo,
widocznie był trochę niewyspany.
- Jurek, pamietaj o mocnym oświetleniu - zwrócił się do dźwiękowca.
- Mhm, tamtym razym miałem zły sprzęt ze sobą.
- Wiola, co to za literat? Powiedz coś w skrócie o nim - Wiolka, redaktorka od
wszystkiego była przygotowana do odpowiedzi. - Michał Witkowski to znany w
kraju pisarz, pisze książki w których bohaterami są pedały albo geje. Możesz
się go zapytać o różnicę pomiędzy tymi słowami, bardzo lubi o tym mówić.
Wiola jeszcze jakiś czas opowiadała, potem ten wywiad odbył się sprawnie, a
nasz bohater mógł zająć się podrywaniem ładnej dziewczyny z krakowa
towarzyszącej pisarzowi. Dopiero późną nocą w barze domu nauczyciela
zorientował się że nowo poznana marylka jest homo i nic z tego nie będzie.
Spitego dowlókł do domu oginn, inny znany suwalczanin, który słynął z tego, że
króla jagiełłę naśladował i alkoholu nie tykał. Budził rozbawienie w lokalach
gastronomicznych, toteż bywał w nich tylko wtedy kiedy musiał, a jako redaktor
pojezierza musiał często niestety bywać. Taki miał układ z boleckim, pierwszy
dostawał niuwsy. Po drodze spotkali pijanego symeona stylitę, lokalnego
literata opiewającego suwalski półświatek, na modłę marka nowakowskiego.
Wszystko działo się ładnie i pięknie, ale zaszła następnego dnia pewna
przykra sprawa.
Panna marysia ze szpitala psychiatrycznego przypadkowo podsłuchała rozmowę
pielęgniarek o nocnych wyczynach boleckiego, kiedy bolecki obmacywał krakowiankę.
- Bolecki? - porywczo zapytała przez telefon.
- Cześć Marysia, dlaczego po nazwisku? - nawet się nie zdziwił, że marysia
dzwoni, wiadomości lokalne rozchodziły się napradę bardzo szybko.
- Wiesz dlaczego... - w jej głosie czuć było napięcie.
- Wyjaśnię ci to u ciebie.
- Może jednak nie, na razie nie dzwoń więcej do mnie - i rzuciła słuchawką.
Ciekawe czy była wtedy w pracy, kiedy rzucała słuchawką i czy ktoś to widział.
Bolecki ponownie położył się spać odsypiać wczoraj.
Co w tym czasie zdażyło się u pierdutowa... o przepraszam, tak nazywamy w
naszym mieście pewnego biznesmena, chociaż nikt nie wie skąd się wzieło to
przezwisko. Pierdutowa spotkała dzisiaj inna przygoda i zaraz wam opowiem jaka.

cdn
Obserwuj wątek
    • symeonstylita Niezłe 13.11.05, 12:04
      To rozruszy te zastygłe miasto. Winszuje pomysłu
    • jacek_jacek_jacek Bardzo niezłe 13.11.05, 18:55
      git, git, git
      po pijaku to piszesz? ;-)
      pozdrawiam
      • pierdutow Re: Bardzo niezłe 14.11.05, 16:22
        amnestii nie było a gitów wypuścili, a może to tylko przepustki okresowe?
    • symeonstylita Suwałki story 2 13.11.05, 19:54
      Pierdutow tymczaszem nerwowym krokiem przechadzał się ulicą Chłodną od ulicy
      Kościuszko do Noniewicza i z powrotem. Jego wzrok biegał od twarzy do twarzy
      przechodniów, lecz żadna z twarzy którą oglądał nie była tą twarzą której
      szukał. Nie było go tu, a może gdzies był - tego nie wiedział. Nie mógł
      wiedziec gdzie jest ten wirtualny rozumny obrazający go przy każdej okazji,
      przy kazdym nowym wątku, komentarzu, odpowiedzi, śledzący go, poniżający
      krytyką - anonimowy wróg.
      Minęła go właśnie Maryśka wypindrzona nadzwyczajnie na jak najbardziej
      zwyczajną okazję - randkę z jedna z nielicznych suwalskich lesbijek. Była
      ładna, naprawdę piękny okaz. Ale Pierdutow nie zwrócił na nią uwagi, nawet nie
      spojrzał kiedy przechodziła obok niego z dyndającym biustem. - Pewnie pedał -
      pomyslała Maryśka. - Pewnie dziwka - pomyslał Pierdutow.
      Było chłodno jak to na Chłodnej, wiatr zwiewał śmieci, poganiał
      przechodniów, lecz Pierdutow trwał na warcie. Wiedział z dobrego źródła, że
      rozumny ma w zwyczaju przechadzac się w południe ta ulica i jeżeli ma spotkać
      go, to jest to najlepszy moment.
      Stanął pod sciana, żeby nie zwracac uwagi i bacznie obserwował ludzi. Od
      stony Noniewicza wolnym krokiem zbliżała się piekna licealistka - poetka w
      towarzystwie oczarowanego pozornie jej wierszami maksiczka. Ręka maksiczka
      wtulona była w prawy pośladek poetki. - Zabierz tę rękę. Ludzie patrzą -
      szeptała dziewczyna, kiedy znikali Pirdutowi z oczu.
      Choć gwoli ścisłości znikała mu z oczu pupa licealistki - poetki z zaborczą
      ręką maksiczka. Pierdutow zamyslił się i w tym momencie dostał cios. Cios
      zwalił go z nóg, pociemniało mu w oczach i jedyne co widział to pochyloną nad
      nim postac w kapeluszu. - Jeszcze raz napiszesz cos złego o mnie na forum,
      wyślę ciebie do pierdla. Kaczory mi to załatwia. Ministerstwa nie dostałem ale
      o to moge się postarać. Uwierz mi.
      Postać znikła nagle i Pierdutow został sam w kałuży. Ne mógł się doczekać
      chwili, kiedy znów wejdzie na forum, żeby opisać co mu się stało.
    • maksiczek Re: Suwałki story 3 15.11.05, 17:14
      (...)Na pewno w tym czasie doszło do wielu innych pasjonujących (...)
      • pierdutow Re: kiedy trzeźwiejesz ??? 15.11.05, 18:31
        teksty które produkujesz nie wskazują na to że są wytworem trzeźwości.
        • maksiczek Re: kiedy trzeźwiejesz ??? 15.11.05, 21:37
          twoja analiza narratora jest powalająca, chyba każdy już po sobie wie dlaczego
          polska to kraniec cywilizacyjny europy, poziom kształcenia w szkołach jest nie
          to że na niskim poziomie, ale jest zły życiowo, polacy ani nie wiele wiedzą jak
          czytać literaturę, ani nie znają się na ekonomii, bo ten przedmiot jest tylko w
          liceach ekonomicznych, ha ha. no ale ja jestem tu chyba po coś, nie no żartuje,
          lubie układać fikcyjne historyjki, każdy potrzebuje własnego mitu, zachęcam i
          ciebie do tego, ale jak się nie skusisz to twoja strata będzie tylko.
          gdzie się podziewa symeon? ktoś widział? ktoś wie?
    • vanillacat Re: Dwa pudełka chusteczek higienicznych.... 15.11.05, 23:16
      i mało. Setnie sie ubawiłam czytając te bzdety.... cha cha cha :-)
      Tajna zajmij sie fantastyką, masz ku temu predyspozycje, cha cha cha :-)
      • maksiczek Re: Dwa pudełka chusteczek higienicznych.... 16.11.05, 01:17
        cały czas się zajmuję fantastyką, to polska odmiana realizmu magicznego,
        rzeczywistością pokazaną w opowiadaniu zaczarowujesz się, ulegasz jej
        sugestywności i myslisz ze tak może być naprawdę, a potem wypierasz z siebie te
        grzeszne myśli i sztukę nazywasz bzdetami, pozałowania godna postawa, godna
        ksiegowej i ekonomistki. Na forum publicznym wiadomo jak jest, jak w księgarni,
        różni przychodzą ludzie, jedni szukaja na półkach platformy houellbeqa a inni
        poradnika działkowca, zwykle nie maja ze soba wiele wspólnego, pożadani sa
        ludzie elastyczni łączacy w sobie różne nurty zycia. Sytuacja na forum publiczna
        jest taka jak n aulicy, albo w agencji towarzyskiej, nie dziwę się więc uwagom,
        ważne jest tylko jedno, żeby miec czytelników, tylko to się liczy.
        • vanillacat Re: Dwa pudełka chusteczek higienicznych.... 16.11.05, 19:01
          to jednak za mało. Te bzdety, które piszesz nazywasz fantastyką, ojjoj, chyba ci sie definicje pomyliły ale nie dziwie się skoro nie uczestniczyłeś w wiekszości wykładów. Jakaż to strata dla narodu polskiego. Coz nam maluczkim mierzyc sie z Tobą stałym bywalcem agencji towarzyskich...cha cha cha.
    • pierdutow Re: kiedy trzeźwiejesz ??? 16.11.05, 07:59
      Z tekstów które wciskasz wyraźnie widać że nie trzeźwiejesz wogóle i szybko to
      nie nastąpi.
    • filikander Część 5 16.11.05, 08:39
      A tymczasem Marysia w swoim gabinecie kończyła poprawiać makijaż. Spojrzała do
      lusterka z aprobatą. Tak, zupełnie jeszcze dobrze wygląda, tylko te drobne
      zmarszczki w końcikach oczu. No cóż latka lecą - czas się ustatkować.
      Pogratulowała sobie w myślach, że skończyła ten beznadziejny romans z
      Boleckim. „Fatalny! Fatalny kochanek – na co to się człowiek z nudów godzi –
      pomyślała. - A ten jego instrumencik? Hahahaha. Nie sądziłam, że robią w takich
      rozmiarach, jakby to nazwać Super S-ka, albo Super Super S-ka.” Pochichotała
      sobie trochę z własnego dowcipu. „No dobrze... Czas wracać do pracy.” I dla
      zabawy wbiła na kilku receptach pieczątki. Lekko rozmazane literki układały się
      w napis: „ Maria Wojdakowska lekarz psychiatra”. Zaglądnęła do dziennika
      wizyt: „Kogo dziś tu mamy? Acha! Maksiczek i Oginn”. Marysia była przekonana,
      że rzeczywistość przypomina lód na jeziorze – no środku jest gruby i
      bezpieczny, przy brzegu zaś kruchy i cienki. Nie musiała się specjalnie
      wysilać, żeby usłyszeć jak rzeczywistość pęka z hukiem pod stopami Maksiczka i
      Oginna, a oni sami powoli pogrążają się w odmętach obłędu.
      • mirast Re: Część 5 16.11.05, 15:36
        Hej. Brawo nareszcie cos ciekawego piszecie, fajnie sie czyta. Pierdutow daj
        spokoj, niech pisza. jezeli bedziesz tak do tego sie odnosil, to ludziska
        pomysla, ze faktycznie zdemaskowali Ciebie i dobrze umiescili w tej historii.
        Chetnie poczytam dalej :)
        Pozdrawiam
        • vanillacat Re: Część 5-mirast 16.11.05, 19:04
          skoroś taki chetny na głowną rolę w durnowatych opowiastkach panny maksiczkowej-cha cha startuj moze dostaniesz sie do jego teatru, o którym kiedyś jeczał na www.suwalki.info.
      • miloszotlowski77 Dobre he he dobre 16.11.05, 22:30
        magia w tym jest heh e
        • symeonstylita Suwalki story 6 16.11.05, 23:33
          Było już późno, ciemno i pusto na ulicach kiedy Wiesiek kończył wino w bramie.
          W głowie tez miał pustkę. Dzisiejszego dnia miał zmienic swoje życie -
          całkowicie, od podstaw, od tych nadgniłych meliniarstwem fundamentów.
          Sprawa wyglądała, z punktu widzenia Wiesia, łatwo. Miał dwie okazje do
          zmiany, które rozpatrywał: po pierwsze - zapisanie sie do PIS, organizacji
          która nie jednego śmiecia politycznego uratrowała, może więc uratuje i jego, po
          drugie - randka z Maryśką Bezklepek, lekarzem psychiatrii, która to często
          namawiała Wieśka na odwyk. Na co on oczywiście, z racji zainteresowań, a nawet
          swoistej pasji życiowej, zgodzić się nie mógł.
          Ale kobieta to kobieta, szczególnie ona: delikatna pani doktor z dobrą radą
          za 50 złotych, lecz także z wolna reką. Wiesiek dwa razy sie nie zastanawiał,
          wyjął z szafy pomiętą koszulę, w szufladzie znalazł krawat, a od kumpla,
          pracownika zakładu pogrzebowego, załatwił piękny gajerek. No i ruszył na miasto.
          Po drodze, Przy parku Konstutucji spotkał kumpli . -Wiesiek stara ci padła
          czy co? Będzie stypa - dowiadywali się z nadzieją w głosie. Wiesiek milczał,
          nie chciał im powiedziec, że zmienia swoje zycie, że nie będzie juz picia i
          imprez, że będzie rodzina na pierwszym miejscu jak u Giertycha. To nie brzmi
          dobrze w Suwałkach, nie mozna sie wybijać - Wiesiek o tym wiedział. Zbył ich
          szybko i śpieszac się do Maryśki Bezklepek, wziął nawet taksówke, a to przecież
          zawsze te dwa piwa. To nie ważne, to nic - nucił Wiesiu w taksówce. W
          poczekalni panował tłok jak w czternastce w godzinach szczytu pani marysi. Do
          drzwi dopychał się jakis kolo w kapeluszu, tłumaczac, że mu należy się
          pierwszeństwo przejazdu, poniewaz jest z Warszawy. Nikt go nie słuchał,zajeci
          byli czym innym. W kacie dwóch gości pod czterdzięstkę przepraszali sie gorąco,
          tworząc przy tym okragły stół, na którym stała juz rozpieczętowana butelka
          wódki, co nie umknęło uwadze Wiesia. Byli to Pierdutow i Rozumny, jak
          dowiedział się Wiesio po degustacji flaszeczki. W drugim kącie Wojtek Kosynier
          i jeszcze jeden gościu wściekli jak stado krów dusili niejakiego Maksiczka,
          próbując mu bezkutecznie wytłumaczyc, że nie sa policjantami. Broniła go
          zaciekle jak Emilia Plater jakaś wyszminkowana nastolatka, krzycząc mój ci on,
          mój. Wzruszyło to Wiesia - musisz być nie głupi Ch..., że ci ona krzyczy mój.
          Nagle zapadnęła konsternacja, Wiesiek został wyproszony z poczekalni,
          zwyzywany przy tym od najgorszych. Nic z tego nie rozumiał, myślał sobie:
          Przecie oni ksywy mają, pewno recydywy albo i gorsze jakies polityki pewno.
          Po czym poszedł do sklepu, kupił wino, stanął w bramie i pijąc, wpatrujac się
          w ludzi,w swoje podwórko i zrzadka w niebo, pomyślał, jak to dobrze, że
          człowiek nie musi zmieniać swego życia codziennie.
          Wiesiu myślał dzisiaj nawet sporo, aż go głowa zabolała od tego, bo przecie
          nie od wina. Postanowił juz nie myśleć, bo z tego jeno nic dobrego nie będzie,
          ale jeszcze jedna myśl przedzierała się przez złuszczone zwoje mózgowe: Czemu
          mi z tą Marycha nie wyszło, Czy ja kurna nie mogę żyć jak te z M jak miłość?
      • oginn Re: Część 5 16.11.05, 23:48
        filikander napisała:

        „ Maria Wojdakowska lekarz psychiatra”. Zaglądnęła do dziennika
        > wizyt: „Kogo dziś tu mamy? Acha! Maksiczek i Oginn”. Marysia była przekonana,
        > że rzeczywistość przypomina lód na jeziorze – no środku jest gruby i
        > bezpieczny, przy brzegu zaś kruchy i cienki. Nie musiała się specjalnie
        > wysilać, żeby usłyszeć jak rzeczywistość pęka z hukiem pod stopami Maksiczka
        i Oginna, a oni sami powoli pogrążają się w odmętach obłędu

        O, przepraszam! Ja nie jestem pacjentem suwalskich ani żadnych innych
        psychiatrów czy psychologów. Moje wizje Suwalszczyzny, zjednoczonej ze swą
        litewska Macierzą mają jak najbardziej realne podstawy historyczne, poparte
        wynikami badań nad osadnictwem Suwalszczyzny, a w dzisiejszej, chylącej sie ku
        upadkowi IV Rzeczypospolitej, stają się coraz bliższe urzeczywistnienia i pora
        chyba już zaczynać szerszą kampanię na rzecz przywrócenia naszego regionu w
        skład Litwy. Ciekawe, jak odnoszą się do tego członkowie stowarzyszenia
        Samorządna Suwalszczyzna, które często podkreśla różnice, dzielące litewską
        Suwalszczyznę od rusińskiego Podlasia? Zgodnie z tym, należałoby spodziewać się
        ich poparcia na rzecz przeprowadzenia plebiscytu w sprawie przyłączenia
        Suwalszczyzny do jej litewskiej Macierzy, jak również włączenia się do agitacji
        na rzecz Litwy, a przeciwko Polsce czy Białorusi, bo również Białoruś może mieć
        roszczenia odnośnie Suwalszczyzny ze względu na znaczny udział osadników
        rusińskich w zasiedlaniu dawnych puszcz jaćwieskich.
        • filikander Re: Część 5 17.11.05, 08:44

          > O, przepraszam! Ja nie jestem pacjentem suwalskich ani żadnych innych
          > psychiatrów czy psychologów.
          Hahahah aleś mnie rozbawił:-D, A ja nie jestem psychiatrą i nie przypominam
          sobie, żebym miała jakichkolwiek pacjentów. Ale twój post świadczy o tym, że
          coś jest na rzeczy i że pomimo wszystko powinieneś udać się do jakiegoś
          specjalisty. Pierwszą oznaką obłędu jest zanik poczucia humoru.
          • oginn Re: Część 5 17.11.05, 09:41
            Łaba diena!
            Coś mi się wydaje, że Ty i Tobie podobni polscy patrioci zupełnie stracicie
            dobre samopoczucie, gdy perspektywa zajecia Suwalszczyzny przez Litwę zacznie
            coraz wyraźniej zarysowywać się na horyzoncie.
            Ja zamierzam powoli uczyć się już naszego przyszłego języka urzędowego i
            ojczystego.
            Su die!
      • wojtek_kosynier Re: Część 5 17.11.05, 08:19
        Wojtek Kosynier, jak każdego ranka w dzień powszedni, usiadł za biurkiem z
        komputerem. Nie miał zbyt tęgiej miny. Powoli docierało do niego upokarzające
        wręcz poczucie bezradności. Nad jego głową zbierały się bowiem czarne chmury.
        Pierwszą ściągnął na siebie niejako na własne życzenie.
        - Po cholerę wypaplałem na Forum, że jestem inspektorem? – żachnął się
        Kosynier – jakiż ze mnie profesjonalista?
        Na szczęście Maksiczek nie kapnął się – co w końcu przy jego rozgarnięciu nie
        powinno dziwić - o jaki organ chodzi. Inna sprawa, że agenda, w której pracował
        Wojtek, była enigmatycznym tworem - o jej istnieniu wiedziała jedynie garstka
        ludzi. Druga chmura martwiła Wojtka jednak o wiele, wiele bardziej; ba, nie
        dawała mu po nocach spać. Pozostając bowiem przy meteorologicznych
        porównaniach, zbierało się na potężną, gradową burzę. Co Wojtkowi nie dawało
        spokoju? Otóż szefem jego komórki – na fali triumfalnego pochodu PiS-u – miał
        zostać Rozumny....
        - Tak, moje dni zdają się być policzone – westchnął Wojtek i wziął się za picie
        porannej kawy, bez której nie nadawał się do pracy.
        Rozumny – co sugerowała niejako wymyślona przez niego samego ksywka – miał
        zamiar jawić się jako szczwany lis, dla którego nie ma przebacz. Wojtek ze
        zdziwieniem odkrył, że parę rzeczy ich łączy, choćby fakt pozostawania w
        nieformalnym związku. Nie łudził się jednak, że w czymkolwiek mu to pomoże. W
        końcu, „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Jeszcze większe obawy
        generowały zmiany na górze, a zwłaszcza ich kontekst obyczajowo-
        światopoglądowy. Wojtkowi trudno było zachować do tego wszystkiego dystans. Jak
        tu mieć stosunek indyferentny, kiedy zajmuje się aberracjami seksualnymi, a
        ściślej mówiąc wyszukiwaniem potencjalnych odchyleńców od normy. Kosynier
        zdawał sobie zatem sprawę z faktu, że teraz zmieni się – z samej definicji –
        zakres jego obowiązków (raczej jego następcy). To, co w ostatnich latach
        stawało się normą (homoseksualizm, sadomasochizm za zgodą obu stron),
        przynajmniej tolerowanej w przestrzeni prawnej (bo, wiadomo, że społeczeństwo
        jest oporne na (r)ewolucję obyczajową), znów zejdzie do podziemia. Mało tego!
        Jeśli prawdziwe okażą się hiobowe wiadomości o nowych porządkach zaprowadzanych
        przez PiS pod czujnym okiem Radia Maryja, to Wojtek będzie musiał – o ile
        Rozumny go oczywiście wcześniej nie w........i - ścigać z urzędu każdy
        przejaw nieporządnego, nieprawomyślnego seksu. Za taki będzie się uznawało
        wszelkie praktyki seksualne nie prowadzące do prokreacji. Tak więc zamykać się
        będzie chociażby za seks oralny, analny, stosowanie jakiejkolwiek
        antykoncepcji. – nawet „naturalnej” (pary małżeńskie będą miały prawo zbliżać
        się do siebie li tylko w dni płodne). A i tak seks „prokreakcyjny” obwarowany
        będzie wieloma obostrzeniami: żadnej bielizny erotycznej (tu Wojtek westchnął
        ze smutkiem), żadnego światła, w ogóle żadnej przyjemności. Wydana też zostanie
        wojna każdemu, bez wyjątku, przypadkowi masturbacji....
        Ni stąd ni zowąd z rozmyślań wyrwało Wojtka migające okno gadugadu. To szef –
        no, niedługo będzie jeszcze szefem – pytał się, czy coś nowego stało się w
        wiadomej sprawie. Wojtek tylko uśmiechnął się pod nosem i odpisał, że raport ma
        już przygotowany...
        W sierpniu – a może nawet lipcu – Wojtek po raz pierwszy usłyszał o niejakim
        Maksiczku. Ale raczej beznamiętnie odnosił się do opowiastek dziewczyn o
        kolesiu, który słał do wielu lokalnych instytucji maile o mafii niemieckiej w
        Suwałkach (sic!). Podobnie rzecz się miała w przypadku anegdotki związanej z
        stażem Maksiczka w miejscowym radiu => Nie odzywał się do nikogo, nawet nie
        witał się z żoną prezesa, nie dziwota zatem, że nie zagrzał tam długo miejsca.
        2 września Kosynier zobaczył przypadkiem Maksiczka na własne oczy; u stóp
        zespołu pokamedulskiego na Wigrach, tuż przed plenerowym przedstawieniem „Arka”
        Teatru Ósmego Dnia. Wojtkowi nawet na myśl nie przyszło, że niebawem zajmie się
        Maksiczkiem służbowo. Otóż zaczęła się chryja z blogiem, na którym oprócz
        innych fantasmagorii Maksiczka pojawiły się sadomasochistyczne fantazje
        erotyczne. Jako że przewinęło się tam nazwisko pewnej rzeczywistej osoby
        (dziwnym trafem Wojtek poznał ją całkiem niedawno, to ona była jedną z
        wymienionych wyżej dziewczyn) blog zablokowano, w czym wbrew pozorom Kosynier
        miał udział raczej incydentalny. Nie to było jednak ważne. Najistotniejszą
        sprawą był fakt, iż rzeczone wizje erotyczne doprowadziły do wszczęcia tajnego
        dochodzenia. Istniały bowiem przesłanki, ażeby obawiać się, iż Maksiczek jest
        sadystą, a ściślej mówiąc: dakryfilem, akromotofilem, a może nawet - co
        najgorsze - raptofilem. Podjęte – szczegółowe, acz dyskretne – działania, w
        które wciągnięto tajną i „społeczną” agentkę Marysię, nie potwierdziły obaw.
        Maksiczka można najwyżej uznać za zelofila i autoskopofila.
        Wojtek Kosynier w swym raporcie, sugerował ażeby umorzyć sprawę Maksiczka. Jego
        zdaniem na niewiele się to jednak zda. Wiedział poniekąd, że nowa ekipa - z
        Rozumnym na czele – dobierze się do d..y Maksiczka i zrobi mu jesień
        średniowiecza.
        • filikander Re: Część 5 17.11.05, 08:41
          Ale fajne:-)
          • pierdutow Re: Część 5 17.11.05, 15:25
            stan wizji w warunkach nietrzeźwości umysłowej trwa.
            • vanillacat Re: popieram 17.11.05, 20:01
              cha cha cha :-)
    • rozumny1 Re: Suwałki story 7 18.11.05, 07:45
      Zaczęło mnie to wciągać, a to już jest coś! Gratuluję potoczystości! Pozdrawiam.
      • pierdutow Re: Suwałki story 7 18.11.05, 18:10
        szambo zawsze wciąga także zapachami .
    • vanillacat Re: Suwałki story 7-cha cha cha :-) 18.11.05, 20:58
      Majatek poszedł na chustki bo jak kazda telenowela i tak jest wzruszająca.
      P.S Tajna buziak w czółko ;-) pozdr
      • maksiczek Re: Suwałki story 7 19.11.05, 01:40
        A kościelnego wysłannika jak nie było tak nie było. Pogrążeni w obłędzie
        Maksiczek i Ogin dalej żyli swoim życiem. Bolecki doszedł do siebie po stracie
        panny Marysi i szukał świeżego mięsa. W mieście robiło się gorąco, bo po
        wyborach parlamentarnych przyszedł czas na wybór prezydenta naszego miasta.
        Stanowiska rozdawała nowa partia Pokój, nasi bohaterowie przeważnie byli
        apolityczni, poza może Pierdutowem, który postanowił startować z ramienia tej
        partii na urząd prezydenta naszego miasta. Był jednak na bakier z kościołem,
        więc wziął się za odrabianie zaległości, najpierw poszedł do spowiedzi. Jeszcze
        nie skończył mówić wszystkich grzechów, kiedy na cały kościół rozległ się wrzask
        jego spowiednika: - Ty czarcie nasienie!!! Diabła masz za skórą!!! Nigdy nie dam
        ci rogrzeszenia, jesteś opętany. - Że c, c, co? - zaczął się jąkać nasz
        Pierdutow. - Idź człecze do egzorcysty.
        I tak mieliśmy w naszym mieście kolejnego opętanego. Wybór Pierdutowa na
        prezydenta stał pod znakiem zapytania choćby też dlatego, że miał na pieńku z
        wpływową w tej partii osobą Rozumnego. Zniechęcony tym wszystkim nasz bohater
        poszedł do domu pograć w grę komputerową. Tymczasem na festiwal filmowy w kinie
        Bałtyk przyjechał znany krytyk filmowy z Warszawy. - Co za dziura, powiedział,
        kiedy obejrzał sobie miasto. W kinie spotkał fajną młodą dziewczynę, która
        interesował a się kinem. Biedak jeszcze nie wiedział, że rozmawia z leniwą Zośką
        o cygańskiej urodzie. To był początek jego nieszczęść w naszym mieście.
        • pierdutow Re: Suwałki story 7 19.11.05, 15:33
          Trafiłeś w sedno z tymi siłami ktore decydują o wyborach i innych ważnych
          wydarzeniach i przedsięwzięciach. Jak masz chody i poparcie u czarnych
          startuj ,droga do kariery stoi otworem, A na marginesie jednak nie
          trzeźwiejesz ,
          • maksiczek Re: Suwałki story 7 19.11.05, 16:11
            Skoro myślisz że piję, to byś się rzucił jakimś winkiem, bo mi się wczoraj
            skończyło, ładniej zaczniesz się prezentować w mojej głowie
            • pierdutow Re: Suwałki story 7 19.11.05, 20:24
              Najprzedniejsze wina maja na plebaniach . Zatem wejdź w kontakt z najbliższym
              proboszczem. Ostatecznie może być organista albo kościelny dziad. Oni wiedzą
              gdzie i jak zdobyć mszalne różnych gatunków.
              • symeonstylita molestował cię ksiądz pierdutow czy co? 19.11.05, 22:04
                Dzielisz swiat na czarnych i czerwonych? Nie ma ciekawszych tematów. Wyluzuj
                człeniu.
                • pierdutow Re: molestował cię ksiądz czy co? 21.11.05, 21:23
                  Nie tyle ja dzielę co uczynili to o wiele wcześniej inni. Jest u nas kolorowo
                  dlatego dzielą na czerwonych, zielonych, czarnych, różowych i świnie. Do tej
                  ostatniej kategorii należą wzyscy. Głównym kryterium pozostaje koryto.
                  • symeonstylita To głebokie jak koryto 21.11.05, 22:10
                    ale na poziomie przedszkolnych kolorowanek
                    • dzikizsuwalk Re: To głebokie jak koryto 22.11.05, 00:06
                      pojawiła się część 8 suwalki story, ale została wykasowana, pojawi się więc u
                      mnie na blogu, jako dodatek, jak chcesz mogę podać adres, jeśli nie kojarzysz
                      strony, ale z pewnych względów nie będę reklamował mojego bloga
                      • pierdutow Re: To głebokie jak koryto 22.11.05, 18:28
                        a szkoda!
    • filikander Re: Pojebany kasownik 23.11.05, 10:24
      Jak to się nazywa? Omnipotencja? Wydaje mi się, że masz własne
      forum "elitarne" - tam możesz wypisywać, co ci się podoba. A swoją drogą,
      bardzo "elitarny" język.
      • oginn Re: Pojebany kasownik 23.11.05, 10:50
        To jest normalny, pospolity (wulgarny) język na polskich forach, opanowanych
        przez chamów i "psychiatrów".
      • vanillacat Re: A to pech.... ;-) 23.11.05, 16:33
        Nie moze cha cha ;-)
        • dzikizsuwalk Suwałki story 9 26.11.05, 00:31
          Był piękny listopadowy wieczór, błyskało i zacinał ostry deszcz. Porobiły się
          duże kałuże, ciemne bmw co rusz rozpryskiwało wodę na asfaltowych ulicach.
          Pomknęło koło ronda przy bulwarze i ruszyło ulicą Kościuszki w kierunku kościoła
          św. Aleksandra. W środku siedział monsiniore Don Alberto, przybyły prosto z
          Rzymu egzorcysta osławiony wieloma udanymi duchowymi ekspiacjami. Co za nora,
          myślał sobie jadąc ulicami naszego miasta, dopiero kiedy zbliżył się do
          oświetlonego Parku Konstytucji ożywił się nieco i poczuł jakiś lekki sentyment
          do tego co by jednak nie mówić, trochę dziwacznego rynku z drzewami po środku;
          przypomniał sobie bowiem swoje małe miasteczko, z którego pochodził, małe Piedro
          Antonio.
          Ale co tam, ponoć stary proboszcz tego kościoła, obok którego właśnie
          przejeżdżali, lubi wypić i pograć w karty, odwiedzę staruszka i pozdrowię od
          ekscelencji Mortusa do którego kiedyś przegrał dwie zakonnice, kiedy tu wielebny
          ojczulek bawił. Żywo go stary zapamiętał, proboszcza Rogala, głośnego,
          cynicznego chama, który siał postrach w całym kościele i wśród
          służek pańskich mieszkających przy kościele.

          I tym podobnie myślał sobie monsiniore Don Alberto, kiedy przekraczał próg
          plebanii. Na spotkanie pospieszał młody proboszcz, który był inicjatorem
          przyjazdu gościa aż z samego Rzymu. Właśnie co wstał od kolacji, musztarda
          kapnęła mu na marynarkę, kiedy zerwał się usłyszawszy parkujący samochód na
          żwirze. Pełen dobrej wiary myślał, że Don Alberto
          zadzwoni i powiadomi go wcześniej o dokładnej dacie przyjazdu, a tu taka klopa,
          nic nie przygotowane, będzie musiał improwizować przyjęcie z okazji dostojnego
          gościa. Włoch zrobił oczywiście tak celowo, bo nie lubił tej przymusowej
          polskiej gościnności. Chciał mieć całkowicie wolną rękę, poza tym czuł się
          lepiej, gdy mógł się trochę pośmiać z gospodarza, taki miał charakter. Nieźle
          się więc ubawił widząc musztardę na marynarce proboszcza. - Ksiądz zawsze tak
          jada? - Nie, ha, ha, widzi monsiniore -
          twarz młodego proboszcza spurpurowiała i upodbniła się do purpury kardynalskiej
          - można powiedzieć musztarda po obiedzie. - Don Alberto roześmiał się, bo we
          włoskim również funkcjonowało to powiedzenie. - Za to proboszcz sprawiał
          wrażenie pomieszanego, oczy lśniły jak u nienormalnego, ręce bez sensu się
          przesuwały tu i ówdzie, w końcu zdobył się na odwagę i zostawił egzorcystę
          samego w salonie plebanii. - Niech proboszcz się nie śpieszy, nie ma pośpiechu -
          powoli powiedział i rosiadł się wygodnie na dużym fotelu przy eleganckim
          stoliku, włączył telewizję cyfrową na plazmowym ekranie i rzucił okiem na
          czasopisma spiętrzone obok na małym regaliku obok fotela. Co też czyta taka
          poczciwina na prowincji, cicho powiedział do siebie i przeglądał Wyborczą,
          Politykę, Tygodnik Powszechny, Lampę, Haart, Twórczość, Dekadę Literacka,
          Literaturę na świecie, Frondę, Ozon, Newsweek, Wprost, Corriera de lasera. Tak,
          tak, dużo mu to nie mówiło, znał tylko Newsweeka i Corriera de lasera. Zapyta
          się oto kiedy przyjdzie mały poczciwina. W telewizji również nic nie było
          ciekawego, same amerykańskie filmy, co oni zrobili z tym krajem, takie
          niewiadomo co, nie to co u nas, prawdziwa kultura. Tak dumał Włoch, kiedy
          ponownie się zjawił młody proboszcz i zagaił romowę na tematy ogólne i
          kościelne. Przy czym poruszona została kwestia egzorcyzmów, na usilne prośby
          Włocha, obrzęd miał się odbyć nie w kościele, ale w miejscu pracy opętanych, o
          ile wyrażą na to zgodę. Nie zapomniał zapytać o te pisma na regaliku i zdziwił
          się, gdy usłyszał, że są o nowej polskiej i zagranicznej literaturze. Trzeba być
          wieśniakiem, myślał, żeby czytając takiego rzeczy wyglądać i zachowywać się jak
          wieśniak. Nie to co u nas. Egzorcysta wspólny język znalazł dopiero z
          gruboskórnym chamskim starym proboszczem, który nie udawał, że jest z niego
          kawał chama i że lubi dać do wiwatu przy kartach i winie. Mimo podeszłego wieku
          zachowal formę stary dziad, dziwek już tylko nie sprowadzał i nie grał o
          kościół, to dlatego, że przestał być proboszczem i nieco się miarkował w swych
          lubieżnych zachowaniach. Bał się narazić teraz młodym wikarym, nie to co kiedyś,
          kiedy rządził nimi niesprawiedliwie i bez umiaru przekraczał swoje kompetencje.
          Co drugi chciał go zabić w skrytości swych myśli, tego starego chama.
          Cicho więc gadali w pokoju starego racząc się kubańskimi cygarami maczanymi w
          kroczach młodych pięknych zakonnic, które stary bałamucił kiedy tylko mógł.
          Egzorcysta właściwie niewiele się różnił od starego, ale u siebie w kraju był
          normalnym księdzem, w tym morzu rozposania i wyuzdania włoskiego jawił się tam
          jako uosobienie anioła. U nas w mieście nabierał demonicznego wyrazu,
          zdemoralizowanego złego sługi kościoła. Ale przecież diabły są chyba wszędzie
          takie same? Czy doktor Ważka mylił się sądząc, że nasi bohaterowie są opętani?
          Chyba nie było tak, że tutaj u nas mieszkali lepsi ludzie i nawet najmniejsze
          zło nabierało ogromnego wyrazu na tle dobroci i anielskości naszcyh mieszkańców.
          Bo skoro diabły są wszędzie takie same to i chyba ludzie też? Jednak problem
          jest dużo bardziej skomplikowany i jako mieszkaniec tego miasta nie jestem w
          stanie dobrze go naświetlić, a tym bardziej rozwikłać, może w końcu znajdzie się
          jakiś światły bohater, który podejmie się tej sprawy i należycie ją wyjaśni. Na
          razie na horyzoncie nie widać takiego bohatera, na łamach naszego opowiadania
          goszczą sami dewianci i jak się to mówi w młodzieżowych kręgach, opętańcy. Może
          jest ktoś potrzebny z grono.net, żeby tak przyjechał do naszego miasta i nas
          oświecił. Tymczasem jednak nastało jutro i Don Alberto wybrał się do biura
          wyborczego obywatela Pierdutowa, który po niefortunnej spowiedzi, skruszony
          przyszedł następnego dnia do kancelarii proboszcza i prosił o wizytę z egzorcystą.
          • dzikizsuwalk Re: Suwałki story 9 26.11.05, 00:57

            Pierdutow został telefonicznie powiadomiony przez proboszcza z jak wielkiej
            rangi egzorcystą będzie miał do czynienia. Biuro było schludnie i ładnie
            urządzone, można powiedzieć, że z pewnym smakiem. Obok banku Lukas, więc
            egzorcysta miał blisko z plebanii i był dlatego jeszcze trochę zawiany, bo rano
            kaca leczył koniakiem. Na pierwszy rzut oka ocenił kandydata na prezydenta
            raczej pozytywnie, choć ten uśmieszek na widok koloratki i dziwny błysk w oku
            rzeczywiście mogły zwiastować opętanie.
            - Proszę się mnie nie bać, panie Pierdutow. - Przyszedłem tutaj pana uzdrowić. -
            Muszę najpierw poświęcić miejsce pana pracy, proszę również zdjąć ze ściany
            wszystkie komunistyczne symbole. Te czerwone flagi z okna, dzieł Lenina i
            Trockiego też proszę się pozbyć. - Pierdutow trochę się zdziwił widząc twarz
            przypominającą zakapiora bardziej, niż katolickiego księdza, nawet w pierwszym
            odruchu chciał dowodu potwierdzającego tożsamość, ale kiedy zobaczył z jakim
            zapałem inkwizitorskim zabrał się do dzieła, wątpliwości go opuściły.
            - Może być ksiądz pewny, że się tym kiedyś zajmę.
            - Ależ proszę pana, - monsiniore zrobił zaskoczoną minę - ja mówię, że to jest
            konieczne do odprawienia egzorcyzmów, właśnie zaraz je odprawię, ale diabelskich
            sił nie może być w pobliżu.
            - Diabelskich sił? - Pierdutow był pod pewnym wrażeniem profesjonalizmu
            włoskiego duchownego, jednak ten po angielsku mówił z tak śmiesznym akcentem, że
            czar pryskał po każdym jego słowie. Dobrze tylko się prezentował w sutannie, jak
            każdy Włoch był rasowym brunetem. - Czy to aby pewne?
            - Tak człowieku, diabeł jest wszędzie, więc musi go tu być jak najmniej.
            - Pani Kasiu, proszę robić wszystko co mówi ksiądz Don Alberto.
            Pani Kasia wdzięczyła się do monsiniore swoją ładną pupą, ale on nie zwracał
            uwagi na takie głupstwa, popędzał leniwą sekretarkę, jak tylko mógł, nie lubił
            tracić czasu na głupstwa. Był już człowiekim, który miał za sobą okres
            świetności, włoski kościół utrzymywał czwórkę jego dzieci.
            Liczne zmarszczki poorały jego szlechetną w młodości twarz, dzisiaj bardziej
            przypomjnał pokancerowanego oprycha z meliny, niż szanowanego obywatela. Z
            czasów młodości pozostały mu tylko jasne i wyraziste oczy, migdałowe. Kiedy
            sekretarka powynosiła wszystkie tchnięte złą mocą przedmioty, zawiesił sobie na
            sutannie wielki srebrny krzyż, do ręki wziął różaniec.
            - Teraz proszę usiąść tam, gdzie najczęściej pan siada w czasie pracy. Proszę
            też wszystkich o opuszczenie tego pomieszczenia.- ustał szum i stukot obcasów
            współpracowniczek polityka. Don Alberto zakreślił znak krzyża nad Pierdutowem
            siedzącym przy wielkim biurku z komputerem, drukarką i cholera wie czym jeszcze.
            I zaczął się modlić, odmawiać modlitwy o uzdrowienie i wypędzenie złego ducha. Z
            politykiem zaczęły się dziać, jak to podczas egzorcyzmów, bardzo dziwne rzeczy.
            Przede wszystkim stracił normalny cyniczny wyraz twarzy, znikł uśmieszek, za to
            stężała, stała się jakby martwa, usta zaczęły wypowiadać jakieś obelżywe
            słowa pod adresem SLD, Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodziemierza Cimoszewicza,
            Jaruckiej - Ja was, ja was !!! Chuje, popaprańce, to przez was, to przez was,
            zabiję cię Jarucka!!! - jego krzyki przeszły w skowyt, jego ręce złapały i
            uczepiły się krawędzi biurka, wtedy donośnie zawył - Ja was komuchy powywieszam
            na latarniach!!! Przerżnęliście nas! Nas suwalski czerwony kolektyw!!
            Na Don Alberto nie robiło to większego wrażenia, gorsze już słyszał rzeczy w
            swojej faszystowskiej ojczyźnie. Srebrny krzyż wyciągnął w dłoni nad głową
            miotającego się w politycznej pustce Pierdutowa. Im bliżej był krzyż głowy
            polityka z naszego miasta, tym szybciej się ruszała na wszystkie strony.
            Monsiniore zdecydował się na ostani krok i dotknął srebrem czoła opętanego,
            wtedy zasyczało i odrobina srebra się nadtopiła. Pierdutow padł na blat biurka
            jak martwy. Egzorcysta dokończył modły, przeżegnał go i wyszedł z pokoju.
            - Proszę mu przez kilka minut nie przeszkadzać, musi dojść do siebie w
            samotności, przemyśleć swe dotychczasowe życie. A tak na marginesie, kto to jest
            ta Jarucka??? - w pomieszczeniu biura zapanowała milcząca konsternacja.
            - Dobrze, już sobie pójdę, ofiarę proszę złożyć u proboszcza św. Aleksandra. By, by.
            - Proszę zaczekać, ile się należy za obrządek?
            - 2 tysiące... - monsioniore zmierzył zwrokiem świtę polityka i dokończył - euro.
            Śpieszył się, bo miał jeszcze dziś uzdrowić dwóch opętanych, Maksiczka i Ogina.
            Sprawa Maksiczka wyglądała na prostą, opętanie Belialem, duchem nieczystości i
            nierządu, zwykle szybko wychodził i nie sprawiał kłopotów, inna sprawa, że
            szybko wracał, wystarczyło dwa razy posunąć nielegalną panienkę, albo jeden raz
            pójść do agencji towarzyskiej. Nad Oginem już myślał wczoraj po dokładnym
            zapoznaniu się z aktami od proboszcza, jednak w pijackim zwidzie nie mógł do
            niczego dojść z tym starym cymbałem, któremu również by się przydały egzorcyzmy
            na wszystkie znane złe duchy, to jest coś ponad tysiąc tego ohydztwa. Ten Ogin
            wprawiał go w osłupienie, musiał pochodzić z jakiegoś starego rodu, cierpiał na
            widoczną skazę genetyczną i prawdopodobnie miał chore hormony, które w mózgu
            wydzielały jakiś jad, który z kolei wywoływał halucynacje, jakkolwiek badania
            hormonalne i nad kodem genetycznym były jak na razie bardzo drogie, więc nie
            jest wykluczone, że egzorcyzmy jako placebo mogą mu pomóc. Tak jak podejrzewał z
            Maksiczkiem szybko mu poszło, zastał go w domu w szlafroku, z szerokim
            słowiańskim uśmiechem na twarzy; podczas modlitw opętany stracił kontakt z
            rzeczywistością i próbował pieprzyć się z monsioniore, więc ten musiał go
            związać do krzesła i w ten sposób zakończyć modły, przezornie o kopertę z kasą
            poprosił na samym początku. Ogin w redakcji Pojezierza wyglądał mizernie, musiał
            być zmęczony, głowa zwieszona, garbił się, nos wydatny jakby od przepicia, ale
            kiedy podniósł głowę widać było wyraźnie, że to tylko taka uroda. Długie wąskie
            uszy, ostre rysy na pociągłej twarzy. Egzorcyzmy się odbyły u niego w
            redakcyjnym pokoju, koledzy poproszeni opuścili miejsce pracy. Ogin nie wił się,
            nie krzyczał podczas mówienia modlitw, nie topił swoim ciałem srebnego krzyża.
            Zapadł w spiączkę. Don Alberto pierwszy raz w życiu widział, żeby egzorcyzmowany
            zasnął jak kamień. Musiał być bardzo starej rasy, pomyślał.
            Modlitwy judeochrześcijańskie, sięgające starego testamentu, kilku tysięcy lat
            przed naszą erą uruchomiły prastarą ludzką właściwość zachowaną tylko wśród
            Wikingów i Litwinów. Uodpornienie na religię żydowską i katolicką.
            Dziwny przypadek, kto by się spodziewał, że tu mieszka tylu Litwinów. Na dziś
            dosyć, lżej mu się zrobiło na sercu, kiedy z tą myślą wracał na plebanię
            przyciemnianym zielonkawym bmw.
            • pierdutow Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 26.11.05, 19:31
              znów jakiś nietrzeźwy literat napisał to co wie. Niewiele wie!
              • oginn Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 26.11.05, 20:25
                To tylko fikcja literacka. Literaci to darmozjadzi, piszący bajki dla dzieci i
                niedorosłych dorosłych.
                • dzikizsuwalk Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 01:22
                  wiem więcej, ale nie zmieściło się tutaj zakończenie,
                  czy boicie się napisać czegoś fajnego? czy nie wiecie że to napradę dobra forma
                  mówienia o pewnych sprawach, ja nieźle się uśmiałem jak filikander napisała,że
                  Maksiczek z Oginem są w kolejce do psychiatry Maryśki
                  • vanillacat Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 02:10
                    Mnie nie śmieszyły Twoje teksty w stylu playboya...żałosne to jest.
                    • dzikizsuwalk Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 02:14
                      to ciekawe, bo ja nie kupuje i nieczytam tego czasopisma, pisze nocą bo moj
                      dostawca internetu tez stosuje cenzurę i włącz go po 24 dopiero, żeby za długo
                      nie siedział w sieci
                      • dzikizsuwalk Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 02:29
                        Wielu bohaterów przeszło pokutę i stało się lepszymi ludźmi, zapwne będzie
                        lepiej w przyszłości w naszym mieście i nie będziesz miała pretensji juz do mnie
                        • wolfgang87 Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 02:33
                          oby mistrzu, oby.... :>
                        • vanillacat Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 02:58
                          Tajna ja nie muszę przechodzic pokuty a ty nie musisz moralizować. Zauważ ze nie prosiłam Ciebie o radę, a swoje fantazje zachowaj dla siebie.
                          • vanillacat Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 03:04
                            Chyba ze piszesz o swojej pokucie...
                            • dzikizsuwalk Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 23:23
                              Nie wiem jaka jesteś poza forum, a na forum grzeszysz, oj grzeszysz, komunizm i
                              ludzi z PRLu nie można chwalić, bo to był zły ustrój i źli byli ludzie wtedy,
                              dla mnie to źle się kojarzy, kiedy ludzie z pzpru dziś rządzą naszym miastem, w
                              suwalki story twoje grzeszki ubrałem w inną formę, ale mam nadzieję, że
                              zmądrzałaś i nei będziesz więcej głosowac na sld
                              • vanillacat Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 23:33
                                Tajna wg Ciebie wszyscy zgrzeszyli, którzy nie głosowali na PiS. Jako ze z gory nie przekreślam nikogo, najlepszą repliką na Twoje wypociny będą działania gabinetu Marcinkiewicza, ktore podsumujemy już niedługo (a końcowy rachunek społeczeństwo wystawi za 4 lata, jezeli rząd przetrwa).
                                • dzikizsuwalk Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 27.11.05, 23:55
                                  vanillacat napisała:

                                  > Tajna wg Ciebie wszyscy zgrzeszyli, którzy nie głosowali na PiS. Jako ze z gory
                                  > nie przekreślam nikogo, najlepszą repliką na Twoje wypociny będą działania gab
                                  > inetu Marcinkiewicza, ktore podsumujemy już niedługo (a końcowy rachunek społec
                                  > zeństwo wystawi za 4 lata, jezeli rząd przetrwa).


                                  no i co z tego, ja nie lubię czerwonych i nigdy lubić nie będę
                                  • vanillacat Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 28.11.05, 00:05
                                    I nikt Ci nie narzuca swojego poglądu, w przeciwienstwie do Ciebie.
                                    • dzikizsuwalk Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 28.11.05, 00:12
                                      vanillacat napisała:

                                      > I nikt Ci nie narzuca swojego poglądu, w przeciwienstwie do Ciebie.


                                      ale robią gorsze rzeczy, bo mnie kasują
                                      • vanillacat Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 28.11.05, 00:23
                                        Za chamstwo, za chamstwo kasują.
                              • filikander Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 28.11.05, 09:11
                                Zebys sie kolego nie zdziwil, jak cie zalatwia "dobrzy ludzie" z PiSu. Swoimi
                                postami przedwyborczymi pokazywales ograniczonosc swoich horyzontow i dalej
                                jeszcze na oczy nie przejrzales. Ale w Suwalkach Story nie pisales o polityce i
                                szczerze mowiac dosc skutecznie zniecheciles mnie do pisania z toba historyjek.
                                • ironicznyprostaczek Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 05.12.05, 20:19
                                  pisze się 10 część,

                                  chcesz żeby było trochę polityki? może będzie
                                  • wolfgang87 Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 05.12.05, 20:50
                                    polityka może byc ;-)
                                    • ironicznyprostaczek Re: skąd tylu nawalonych na tym forum 06.12.05, 23:21
                                      wolfgang87 napisał:

                                      > polityka może byc ;-)


                                      niedługo przestaniesz wypisywać takie brednie, jak przestaniesz administrować to
                                      forum, już się o to postaram
                                      • vanillacat Re: Ironiczny alias Tajna 07.12.05, 02:14
                                        Ty się lepiej postaraj zmądrzeć....dla swojego dobra.
                                        • ironicznyprostaczek Część 10 08.12.05, 00:10
                                          Nasi bohaterowie doznali radykalnej przemiany osobowości, za co jesteśmy my jako
                                          mieszkańcy naszego miasta bardzo wdzięczni monsiniore Don Alberto, któremu być
                                          może ofiarujemy pamiątkową, marmurową płytę. Z tego co wiem składki na ten cel
                                          nie są jeszcze zbierane. Za to zaszła jakaś magiczna przemiana osobowości
                                          połączona ze zmianą tożsamości. Może nie aż całej osobowości, ale pewnych jej
                                          konturów. Sami zobaczcie. Znany polityk pan Pierdzioch pogodził się z kościołem
                                          naszym miłościwie panującym i teraz ma duże szanse na wygraną w wyborach,
                                          Maksiczka porzuciła życie niemoralne, często pości, wino pije tylko do obiadu,
                                          nie bałamuci kobiet, przykładnie zajmuje się pisaniem kolejnych przygód Pana
                                          Samochodzika i na początku przyszłego roku można się ich spodziewać w
                                          księgarniach, ale najpierw na Targach Książki w Warszawie w PKiNie. Zaś pan
                                          Ogonek porzucił nierealne zamiary wybudowania domu nad Jeziorem Wigry i kupił
                                          sobie po prostu większe mieszkanie komunalne, które dużo lepiej mu służy, niż
                                          małe ciasne mieszkanie na poddaszu cieknącej kamienicy. W tej właśnie, w której
                                          mieszka do dziś pan Wiesiek. Na Chłodnej jest wszystko po staremu. Pan Wiesiu
                                          przebolał zawód miłosny do panny Marysi co kosztowało go nie mało kasy,
                                          wykosztował się na winiaki, które pozwoliły mu zapomnieć o tej stracie. Smutki
                                          topił niedaleko Czarnej Hańczy w zapuszczonym ogrodzie kumpla, w którym ziemię
                                          zamiast trawy porastały puste korki po nalewkach, było ich tak dużo, że
                                          chrzęściły pod stopami. Wciąż zalani, on i jego kumple odgrażali się zadufanym w
                                          sobie kobietom. Nie rozumieli nieboraki, że ich styl życia nie każdemu pasował,
                                          szkoda, że nigdy nie pomyśleli, by zawiązać porozumienie z kumpelkami.
                                          Przecież ta doktor Marysia nie była z ich świata, pewnie nie piła, bo nigdy nie
                                          można było tego zobaczyć przez jej okna, a więc inaczej radziła sobie z
                                          kłopotami, ktoś ją widział jak chodzi na basen. I bardzo dobrze, zdrowy tryb
                                          życia jest potrzebny wszystkim, dawała dobry przykład. Chociaż nie można
                                          powiedzieć, by pan Wiesiu robił źle, wino pomaga na serce, różnica polegała
                                          tylko na sposobie dogadzania sobie, na tym co kobiety nazywają smakiem i stylem.
                                          A pan Wiesiu miał styl i byle jakiego sikacza na święta nie pijał, a że często
                                          świętował to i się rujnował. Smaczkiem się nie obchodził. Kiedy wracał z
                                          kolejnej libacji nad rzeką do swojej chałupy, spotkał znajomka Szymona Stylistę.
                                          Ten lubił wypić, wstąpili na jednego do Kogutka, tam spotkali leniwą Zochę,
                                          która lubiła przesiadywać w przepalonych męskich barach. Sama nie wiedziała
                                          dlaczego, ale coś ją gnało do chłopów. Może była nimfomanką, ale o tym nie
                                          wiedziała? Obok zapijaczeni siedzieli Paluch Diabła, Baugu i Rybaczka. Ta trójka
                                          wiecznie dawała w czambuł, ile razy leniwa Zocha by nie zaszła, zawsze ich
                                          widziała razem, wielkiego Palucha, obrośniętego bruneta z błyskawicami w oczach
                                          i dwie nierozłączne przyjaciółki, rude kumpele jeszcze z ekonomiaka. - Co oni w
                                          tym widzą? - powiedziała niby to do siebie, niby do Szymona i Wieśka. Obok niej
                                          siedział przy barze już prawie całkiem padnięty z przepicia Empi. Tylko on
                                          usłyszał Zochę. - Zochaaa... w czym? - W tym piciu tej wódy nieustannym. - Co ty
                                          tak się dziwnie wyrażasz? Byłaś w szkole? - Nie pierdol,
                                          studia są mi potrzebne. - Do czeeego? – wydusił z siebie Empi. - Nic ci do tego,
                                          ty i tak cały czas chodzisz zalany, jak oni w ogóle cię w tej pracy trzymają.
                                          Dajesz dupy szefowi czy jak? - Zocha przesadziła, on był wrażliwy na słowo
                                          praca. - Zocha!!! Ty kurwa uważaj co mówiszszsz... - Empi nawet nie zdawał
                                          sobie sprawy jak bardzo był zalany.
                                          • pierdutow Re: Część 10 12.12.05, 18:40
                                            takie przemiany osobowości potrzebne są komisji watykańskiej jako dowody
                                            swiętości. wyślij.
                                            • ironicznyprostaczek Re: Część 10 12.12.05, 19:05
                                              pierdutow napisał:

                                              > takie przemiany osobowości potrzebne są komisji watykańskiej jako dowody
                                              > swiętości. wyślij.

                                              Ale czy aby trwałe?
                                              • pierdutow Re: Część 10 13.12.05, 16:12

                                                --też lub także
                                                • symeonstylita Wiesiu patrzy na was zza sklepowej witryny 13.12.05, 19:14
                                                  Widzi was. Wszystkich. On to zapisuje w głowie, słowa, gesty. On z tego coś
                                                  skleci i coś wymyśli. Coś takiego, co będzie trwałe, taka myśl jak pomnik -
                                                  pamiątka z przeszłości. Coś co bedzie trwalsze od kruchego zapisu w umyśle.
                                                  Coś, co jest wazniejsze nawet od codziennej butelki najtańszego trunku.
                                                  Wiesiek wypija wino, wychodzi z bramy i idzie znów pod okno rossmana, gdzie
                                                  przychodzą nieliczne ładne suwalskie panie. Mija godzina druga - to najlepszy
                                                  czas antenowy. Staje przed oknem i patrzy. Nie wchodzi, nie przekrocza tej
                                                  granicy, nie rozbije kineskopu. Stoi i patrzy w ekran. Nie może wejść, nie moze
                                                  zgasić telewizora nagłym wtargnięciem, może trwać i trwa. Trwa to jakiś czas.
                                                  Telewizor zamykają chyba o szóstej, więc ma czas, a że nie ma prądu w domu i
                                                  telewizji to stoi. Stoi i patrzy.
                                                  I myśli, kiedy stoi. Dużo myśli Wiesiek w ogóle, tak ma często po winie, aż
                                                  rozmarza się. Patrzy nieobecnym wzrokiem, nie ma go w tym nieruchomym ciele,
                                                  oczy zdradzają ucieczkę. Lecz on wciąż myśli. A jak długo myśli to marzy.
                                                  Teraz właśnie marzy mu się pilot do telewizora.
                                                  • dzikizsuwalk Re: Wiesiu patrzy na was zza sklepowej witryny 13.12.05, 20:31
                                                    symeonstylita napisał:

                                                    > Widzi was. Wszystkich. On to zapisuje w głowie, słowa, gesty. On z tego coś
                                                    > skleci i coś wymyśli. Coś takiego, co będzie trwałe, taka myśl jak pomnik -
                                                    > pamiątka z przeszłości. Coś co bedzie trwalsze od kruchego zapisu w umyśle.
                                                    > Coś, co jest wazniejsze nawet od codziennej butelki najtańszego trunku.
                                                    > Wiesiek wypija wino, wychodzi z bramy i idzie znów pod okno rossmana, gdzie
                                                    > przychodzą nieliczne ładne suwalskie panie. Mija godzina druga - to najlepszy
                                                    > czas antenowy. Staje przed oknem i patrzy. Nie wchodzi, nie przekrocza tej
                                                    > granicy, nie rozbije kineskopu. Stoi i patrzy w ekran. Nie może wejść, nie moze
                                                    >
                                                    > zgasić telewizora nagłym wtargnięciem, może trwać i trwa. Trwa to jakiś czas.
                                                    > Telewizor zamykają chyba o szóstej, więc ma czas, a że nie ma prądu w domu i
                                                    > telewizji to stoi. Stoi i patrzy.
                                                    > I myśli, kiedy stoi. Dużo myśli Wiesiek w ogóle, tak ma często po winie, aż
                                                    > rozmarza się. Patrzy nieobecnym wzrokiem, nie ma go w tym nieruchomym ciele,
                                                    > oczy zdradzają ucieczkę. Lecz on wciąż myśli. A jak długo myśli to marzy.
                                                    > Teraz właśnie marzy mu się pilot do telewizora.



                                                    W części 10 też jest Wiesiek, super ci wychodzi ten czowiek, masz zmysły
                                                    obserwacji jak marek nowakowski, nie wiem czy czytałeś następne fragmenty mojej
                                                    wersji, wolfgang je stąd wykasował,ale i tak wszyscy wiedzą gdzie można je
                                                    przeczytać w internecie,

                                                    do wolfganga: wejdź na mój powszechnie znany blog, na którym są linki do
                                                    wszystkich części i wejdź do statystyk stat4, których ikonka się pojawia zaraz
                                                    po wczytaniu strony, zobacz ile osób odwiedza i czyta to, twoje kasowanie tutaj
                                                    niczemu nie słuyży, bo i tak to co napiszę czyta cała polska i całe suwałki,
                                                    zastanów się czy przypadkiem nie robisz mi reklamy hipokryto
                                                  • symeonstylita Re: Wiesiu patrzy na was zza sklepowej witryny 13.12.05, 22:08
                                                    Czytałem trochę, ale tak sie zaczytałem, że straciłem wątek. Strone widziałem,
                                                    jest spoko, no ite linki, dobra rzecz.
                                          • vanillacat Re: Część 10- zbior lektur 14.12.05, 19:23
                                            Cześć 10 to absurdalność powieści „Zbrodni kary” Dostojewskiego m.in. przemiana wewnętrzna maksiczka itp. cha cha... W następnej części powrócę jako jeden z duchów meczących Scrooge (alias Tajną) Dickensa.
                                            Zapewne jak i w przypadku części 11 przemiana ta będzie iluzją... cha cha cha...
                                            • dzikizsuwalk Re: Część 10- zbior lektur 14.12.05, 23:49
                                              mi się podoba sposób opowiadania i klimat w braciach karamazow dostojewskiego,
                                              opowiadanie o życiu miasteczka i rozpustnych karamazowach i aneczki,

                                              poszukuję zdjęcia Wieśka
                                              • pierdutow Re: Część 10- zbior lektur 15.12.05, 12:50

                                                zdjecie Wieśka na pierwszym słupie od kościoła wisi.
                                              • symeonstylita Zdjęcie Wiesia 16.12.05, 19:10
                                                onephoto.net/info.php3?id=217581
                                                • ironicznyprostaczek Re: Zdjęcie Wiesia 16.12.05, 23:32
                                                  nie wczytuje mi się ta strona
                                                  • pierdutow Re: Zdjęcie Wiesia 17.12.05, 19:06
                                                    i bdb takie głupoty że nie warto nawet otwierać.
                                                  • wojtek_kosynier Re: Zdjęcie Wiesia 17.12.05, 20:52
                                                    A mi tak.
                                                    To znaczy - wczytuje się
                                                  • pierdutow Re: Zdjęcie Wiesia 17.12.05, 21:35

                                                    --czytaj , nie mam nic przeciwko
                                                  • dzikizsuwalk Re: Zdjęcie Wiesia 18.12.05, 22:36
                                                    dziś mi się wczytało i jestem zachwycony tą postacią, to bohater, ma gust
                                                    Maryśka, że na niego teraz leci
                                                  • dzikizsuwalk Re: Zdjęcie Wiesia 29.12.05, 01:37
                                                    za lada moment kolejna cześć suwałki story, jak coś się nie spodoba to wiadomo
                                                    gdzie bedzie całość,

                                                    szkoda, że nie ma wyrazistych postaci ostatnio na forum, musiałem czerpać
                                                    bohaterów z własnych znajomych

                                                    lubicie moje wynurzenia, tez niedługo kolejne się pojawi, pozdro!
                                                  • dzikizsuwalk Re: Zdjęcie Wiesia 15.01.06, 00:50
                                                    naprawdę chyba już jutro pojawi się kolejna część, to trochę przez was, ze nie
                                                    dajecie mi natchnienia
                                                  • vanillacat Re: tralalaaaaal- muza 15.01.06, 02:12
                                                    Oby jaką inna muza objawiła ci się w pełnej krasie cha cha.
                                                  • vanillacat Re: tralalaaaaal- muza 15.01.06, 02:12
                                                    Oby jaką inna muza objawiła ci się w pełnej krasie cha cha.
                                                  • dzikizsuwalk Część 11 24.01.06, 02:27
                                                    1

                                                    Bolecki raźno zabrał się za szukanie stanów maniakalno-depresyjnych w życiu
                                                    Waniliowskiej, sekundował mu prezydent i cała telewizja TVS. Wstępne
                                                    poszukiwania nie wróżyły nic nadzwyczajnego, lekka paranoja na tle ideologicznym
                                                    to było zbyt słabe, dlatego Bolecki próbował dotrzeć do jej byłych chłopaków, co
                                                    też nie było łatwe, bo okazało się, że nie wszyscy byli Polakami. Znacznie
                                                    dynamiczniej posuwał się romans Wieśka z Maryśką, wprawdzie nie spędzali razem
                                                    świąt, ale Wiesiek zdążył już wziąć drobne ciało lekarki w obroty na grubo przed
                                                    świętami. Miał starego kumpla Mietka, który za chlebem swego czasu udał sie za
                                                    ocean aż do Stanów Zjednoczonych. Wrócił jakoś tak na dniach i w te pędy do
                                                    Wieśka na wesołą popędził, bo sam aż na pułaskiego mieszkał w bloku z wielkiej
                                                    płyty. Wiesiek był doma, właśnie palił szluga przed chałupą. - Co Wiesiek u
                                                    ciebie słychać...? - z rzewnością w intonacji przeciągle zagadał, kiedy zbliżył
                                                    się na odpowiednią odległość. - A to ty Mietek! Kope lat stary. Co tam robiłeś
                                                    za oceanem?! - bardziej witał niż pytał starego kumpla od kielicha i szluga,
                                                    znali się od najmłodszych lat, z wieku jeszcze przedszkolnego, Mietek wychowywał
                                                    się na tej samej ulicy, jego ojciec również pracował w browarze i często urywał
                                                    się z domu z ojcem Wieśka nad rzekę z ukręconą na lewo skrzynką piw. Kiedy
                                                    podrośli w nagrodę za dobre sprawowanie dostawali od ojców po butelce piwa
                                                    wigry, dobrego suwalskiego browaru. Dziś jak za dawnych dobrych lat Mietek
                                                    powitał Wieśka znaną w powiecie marką wigry, na rowerze miał załadowany cały
                                                    towar. Lubił w ten sposób przy piwie pędzić leniwy suwalski czas. Ledwo zipiał
                                                    po tym Chicago z wszechobecnymi samochodami i krzykliwymi murzynami nad
                                                    płonącymi beczkami i z kijami w rękach na wypadek jakiejś rozróby.
                                                    Nigdy nie wiesz, czy cię taki nie zaatakuje, mówił do Wieśka przy drugiej już
                                                    flaszce. - No coś ty? Nie boi się że w pysk od naszych dostanie? - Gdzie tam
                                                    złociutki – wziął trzecią flszkę, opróżniał je jak lemoniadę. - Tam ludzi jak
                                                    tych mrówek w kopcu, nie odróżniasz twarzy, mijasz samych nieznajomych, obcych
                                                    ludzi dla ciebie, trudno się przyzwyczaić na początku, ale dało się radę i kasy
                                                    się trochę zarobiło. - tutaj Wiesiek się trochę zasępił, bo sam był teraz łasy
                                                    na większą gotówkę, przydałoby się lepiej ubrać i jakiś prezent skroić Maryśce,
                                                    bo dziewczynie w końcu znudzi się to rżnięcie i znajdzie sobie kogoś bogatszego.
                                                    A co robiłeś Mietek w tej Ameryce? A różne rzeczy robiłem, zwykle z mulatami
                                                    żeśmy statystowali w holyłudzie, wiesz tacy twarzowcy jak my mają wzięcie, w
                                                    łesternach, filmach akcji, tam gdzie kręcą bijatyki w spelunach, oglądasz filmy
                                                    to wiesz.
                                                    - To w takim czymś żeś grywał?!!
                                                    - A tak bracie Wieśku, widział ja na planie amerykańskie gwiazdy, Toma Cruza,
                                                    Brusa Wilsa, kochany kogo nie widziałem się zapytaj.
                                                    - Widziałeś madonnę?
                                                    - Widziałem razem z zamachowskim siedziała w limuzynie a potem podeszła do nich
                                                    britnej spirs.
                                                    2

                                                    Tak sobie gaworzyli nasi dzielni bohaterowie, tymczasem tajna leczył się w
                                                    wojewódzkim szpitalu zespolonym z powiatowym teraz i nie narzekał na brak młodej
                                                    i seksownej obsługi. Vipy zawsze miały lepiej niż zwykli obywatele, chyba że na
                                                    własne życzenie rezygnowali z tej możliwości. Tajna był łasy na wygody i nie
                                                    protestował, gdy ordynator oddziału umieścił go w pojedynczej sali z telewizorem
                                                    z płaskim ekranem. O jakże się cieszę ordynatorze, cmok, cmok. To żadna łaska,
                                                    my dla pana wszystko, nooo cały szpital włącznie z personelem zrobi dla pana
                                                    wszystkoo.Ordynator w wieku jeszcze młodym o szczurkowatym wyglądzie nosił
                                                    eleganckie buty. Pacjent natomiast odziany był w luksusowy szlafrak made in
                                                    poland, ale robiony w wólczance. Jaki pan miły i uprzejmy ordynatorze, na pewno
                                                    mój koncern medialny jakoś się panu odwdzięczy. Może znajdzie się pan na
                                                    pierwszej stronie okładki tygodnika suwalskiego, albo... Ordynator Wasiluk
                                                    omdlewał z wrażenia i słaniając się oparł się rękami o ścianę. ...Albo w
                                                    krajobrazach, a może nawet współczesnej. Ołjej.. .ołjej.. jęczał z rozkoszy
                                                    Wasiluk. My panie doktorze kontrolujemy cały rynek medialny w podlaskiem, proszę
                                                    się wziąć w garść, przyślę do pana moją asystentkę i ona oceni czy zrobić z
                                                    panem wywiad w tv3 białystok. A...aa, tutaj Wasiluk się dygnął z siły wrażenia
                                                    jakie na nim zrobiło tv3, może by tak na początek w tvs? E, nie panie doktorze,
                                                    tam sami autochtoni, nie dało się ruszyć, trzymają sztamę,.
                                                    - Niech mi pan zaufa i nie da dupy w tej telewizji.
                                                    - Ale panie tajnapolska, na mnie można polegać!
                                                    - Czy aby na pewno?
                                                    - Panie tajna!
                                                    - Milczeć Wasiluk! A teraz won z mojego pokoju! Paszoł won!
                                                    Wasiluk oddalił się spiesznie z miejsca i ruszył do pokoju pielęgniarek. Wydał
                                                    stosowne decyzje, natomiast do siebie zaprosił seksowną Iwonkę i Matyldę.
                                                    - Moje kochane dupeńki.
                                                    - Że co? - pielęgniarki zrobiły wielkie oczy. Nikt tak się do nich
                                                    nie zwracał, a ordynator był chyba pedałem, bo też do tej pory ani raz tak nie
                                                    powiedział.
                                                    - Siadać, zamknąć się i słuchać! Mamy na sali w jedynce bardzo ważnego
                                                    pacjenta, który ma wymagania. Umiecie robić masaż erotyczny?
                                                    - A co to takiego panie ordynatorze?
                                                    - Masaż chuja Matylda. - młoda dziewczyna z wydatnym biustem zrobiła jeszcze
                                                    większe oczy.
                                                    - Jak to?
                                                    - Jajco. Albo robisz mu swoimi cyckami codziennie masaż albo wylatujesz,
                                                    pamietasz te świnstwa co robiałś w nocy z doktorem Szpicbrudką? Mało co dupy ci
                                                    nie rozerwał ten stary konował, tak się ruchaliście, że aż pacjenci słyszeli.
                                                    - Nażarł się ten osioł viagry, skąd miałam wiedzieć że ma siłę konia? -

                                                    ciąg dalszy na

                                                    www.blogomonster.com/tajnapolska/
                                                    tajnapolska.blogster.com
                                                  • vanillacat Re: Część 11 02.02.06, 22:03
                                                    Bolecki poczytaj o depresji, moze się czegos nauczysz.
                                                  • dzikizsuwalk Re: Część 11 03.02.06, 15:35
                                                    bolecki to tylko postać z tego światka, ma prawo nie wiedzieć czym różni się
                                                    depresja od psychozy czy paranoi, przydałby się jakiś kompetentny bohater, który
                                                    by wyjaśnił pozostałym, na co naprawdę cierpiała waniliowska, detektyw wojtek
                                                    kosynier powinien dopatrzeć się jakiegoś przekłamania, jest dopry w tych
                                                    sprawach, natomiast bolecki to wazeliniarz, podpiął się pod um i reszta nic go
                                                    nie obchodzi
                                                  • vanillacat Re: Część 11 05.02.06, 14:54
                                                    Ty lepiej swoje stany wyjasniaj, na dobre Ci to wyjdzie, ot co.
                                                  • dzikizsuwalk Re: Część 11 05.02.06, 16:15
                                                    tajna szybko wyzdrowiał, weźmie się za pisanie dziennika i na pewno będzie
                                                    wyjaśniał swoje stany
                                                  • wojtek_kosynier Re: Część 11 10.02.06, 21:28
                                                    Jak się Dzikiemu z Suwałk podobał wernisaż wystawy "Wino namiętnością Europy"?
                                                    No, i jak smakowało czerwone wino?
                                                  • vanillacat Re: Część 11 10.02.06, 21:39
                                                    Procenty uderzyły do głowy i fantazje przelał cha cha na papier.
                                                  • dzikizsuwalk Re: Część 11 11.02.06, 00:14
                                                    podobał się, ale na blogu coś napiszę, sensacji raczej nie było,
                                                    zastanawia mnie skąd wiesz jak wyglądam, powinno mnie to dziwić od samego
                                                    początku, od tych wigier, musieliśmy się chyba kiedyś znać skądś
                                                  • dzikizsuwalk Re: Część 11 11.02.06, 00:24
                                                    wziąłem od razu dwa wina, czerwone i białe, słusznie podejrzewając, że jak wrócę
                                                    nie zostanie ani jeden pełny kieliszek, była chyba setka ludzi, w full dziadków
                                                    no nie?
                                                  • wojtek_kosynier Re: Część 11 11.02.06, 11:19
                                                    Skąd Ciebie znam? No przecież Ciebie „rozpracowywałem” :-
                                                    Mówiąc poważnie, to i na Wigrach (mamy na myśli, rzecz jasna, „Arkę” – Teatru Ósmego Dnia”), jak i w Muzeum, wskazała mi Ciebie pewna, bliska memu sercu osoba… Tak w ogóle znałem Cię już z opowieści - i Jej, i pewnej osóbki, nad którą się pastwiłeś na swym blogu. Domyślasz się o kim mówię. Prawda? Zresztą twa „ofiara” była i na Wigrach, i w muzeum…

                                                    Czytaj uważnie!
                                                    Przecież w listopadzie pisałem: „W sierpniu – a może nawet lipcu – Wojtek po raz pierwszy usłyszał o niejakim Maksiczku. Ale raczej beznamiętnie odnosił się do opowiastek dziewczyn o kolesiu, który słał do wielu lokalnych instytucji maile o mafii niemieckiej w Suwałkach (sic!). Podobnie rzecz się miała w przypadku anegdotki związanej z stażem Maksiczka w miejscowym radiu => Nie odzywał się do nikogo, nawet nie witał się z żoną prezesa, nie dziwota zatem, że nie zagrzał tam długo miejsca. 2 września Kosynier zobaczył przypadkiem Maksiczka na własne oczy; u stóp zespołu pokamedulskiego na Wigrach, tuż przed plenerowym przedstawieniem „Arka” Teatru Ósmego Dnia.”
                                                  • wojtek_kosynier za mało wkleiłem (z listopada)... 11.02.06, 11:26
                                                    "W sierpniu – a może nawet lipcu – Wojtek po raz pierwszy usłyszał o niejakim
                                                    Maksiczku. Ale raczej beznamiętnie odnosił się do opowiastek dziewczyn o
                                                    kolesiu, który słał do wielu lokalnych instytucji maile o mafii niemieckiej w
                                                    Suwałkach (sic!). Podobnie rzecz się miała w przypadku anegdotki związanej z
                                                    stażem Maksiczka w miejscowym radiu => Nie odzywał się do nikogo, nawet nie
                                                    witał się z żoną prezesa, nie dziwota zatem, że nie zagrzał tam długo miejsca.
                                                    2 września Kosynier zobaczył przypadkiem Maksiczka na własne oczy; u stóp
                                                    zespołu pokamedulskiego na Wigrach, tuż przed plenerowym przedstawieniem „Arka”
                                                    Teatru Ósmego Dnia. Wojtkowi nawet na myśl nie przyszło, że niebawem zajmie się
                                                    Maksiczkiem służbowo. Otóż zaczęła się chryja z blogiem, na którym oprócz
                                                    innych fantasmagorii Maksiczka pojawiły się sadomasochistyczne fantazje
                                                    erotyczne. Jako że przewinęło się tam nazwisko pewnej rzeczywistej osoby
                                                    (dziwnym trafem Wojtek poznał ją całkiem niedawno, to ona była jedną z
                                                    wymienionych wyżej dziewczyn) blog zablokowano, w czym wbrew pozorom Kosynier
                                                    miał udział raczej incydentalny..."
                                                  • dzikizsuwalk Re: za mało wkleiłem (z listopada)... 11.02.06, 16:29
                                                    a już zdążyłem zapomnieć, że przez ciebie ukradli mi opowiadania, bo z twojego
                                                    donosu, z opowieści byś mnie nie poznał, musiała ci jakaś dupa mnie pokazać,
                                                    ciekawe po co? ale nieważne, mówisz pewnie o majce, ja też coś o niej wiem, ale
                                                    tylko z opowieści niestety
                                                  • wojtek_kosynier Re: za mało wkleiłem (z listopada)... 11.02.06, 22:41
                                                    uważaj jakich słów używasz!!
                                                    Dobra?

                                                    A co do poznania z opowieści: tak się nieszczęśliwie złożyło, że właśnie ktoś mi wskazał Twoją osobę, ale podejrzewam, że widząc Cię przypadkowo nie miałbym wątpliwości, że to Ty jesteś autorem tych wszystkim internetowych ekscesów.
                                                    Ten błysk szaleństwa zdradza wszystko...
                                                    Poza tym zostałeś poniekąd wskazany jako osoba narzucająca się, czy raczej niedająca spokoju pewnej osóbce. Na pewno wiesz jakiej...
                                                  • ironicznyprostaczek część 12 (1) 25.04.06, 10:25
                                                    Całą sprawa o Waniliowskiej została opisana w Pojezierzu przez Ogina. Biedaczek,
                                                    ile się napłakał nad godnością zmarłej, ale miał na karku wiceprezydenta
                                                    Szczupaka, który ciągle wydzwaniał i pytał się czy artukuł już gotowy do
                                                    publikacji. Wojtek Kosynier nie od wielkiego dzwonu tylko był detektywem, nie
                                                    uwierzył że nie było motywu ataku wściekłości Waniliowskiej, zawsze jest jakiś
                                                    motyw, dobrze o tym wiedział, bo na co dzień stykał się ze zbrodniami i ludźmi
                                                    gotowymi popełnić
                                                    morderstwo na zlecenie lub gotowymi na zemstę. Odkąd sięgał pamięcią nigdy nie
                                                    spotkał się z czymś takim by ktoś kogoś ranił dlatego, że zdradzał objawy
                                                    obłąkania. Jak krążyły wieści zaraz po tragicznej śmierci krewkiej kobiety,
                                                    Waniliowska miała rzucić w niego oszczepem, ponieważ uważała, że był niegodny
                                                    nagrody włóczni jaćwinga, atakował suwalską psudo-lewicę w swoich ksiażkach i
                                                    tych które wydawał u siebie w wydawnictwie. To był całkiem zrozumiały motyw,
                                                    analizował w myślach detektyw, trafiła go, bo kiedyś trenewoała wyczynowo rzut
                                                    oszczepem. Wszystko się zgadza, chociaż rzeczywiście dziwne było to, że
                                                    Waniliowska postanowiła tak ostentacyjnie przy wszystkich na sali zaatakować
                                                    Tajnąpolskę. Detektyw sądził, że o tym odważnym wyczynie kobiety zadecydował jej
                                                    silny i niezłomny charakter, sądził że taki posiadała, jak to się mówiło wśród
                                                    recydywistów, charakterna była. Ten sposób rozumowania wydał się Kosynierowi
                                                    najbardzie słuszny i by się o jego słuszności przekonać, musiał zebrać więcej
                                                    informacji o przeszłości tej kobiety, o tym jaka była na co dzień, być może w
                                                    magistracie duzo będą wiedzieli, była przecieą radną miejską z ramienia SLD.
                                                    Miał nadzieję, że obrał słuszny trop i że Waniliowska nie okaże się chodzącym
                                                    aniołkiem, który pierwszy raz w życiu podniósł groźne narzędzie na czyjeś
                                                    życie, bo wtedy to wydarzenie nadal pozostanie owiane tajemnicą, zaś publicznie
                                                    zacznie krążyć błędne przekonanie z brukowego Pojezierza. Musiał szybko działać,
                                                    póki ludzie byli skorzy do rozmowy , duzo i chętnie mówili o tej całej sprawie.

                                                    Tajnapolska tymczasem z podójnym zapałem wziął się za przygotowania do wydania
                                                    kolejnego bestsellera pt. „Prezydenci stanu wojennego”. W wolnych chwilach
                                                    napadały go depresyjne myśli, szok po ugodzeniu włócznią czasami dawał jeszcze o
                                                    sobie znać. Niebawem jednak jego uwagę jak i wszystkim mieszkańców miało
                                                    odwrócić niezwykłe wydarzenie, które wstrząśnie naszym miastem
                                                    aż do jego najgłębszych pokładów, do jego samej osnowy.

                                                    2

                                                    Suwalczanin z pochodzenia Szymon de Bocian właśnie na dniach powrócił z Paryża,
                                                    w którym ostro zapierdalał malując mieszkania, ale to tylko przez ostatni rok.
                                                    Przez pierwsze trzy lata był utrzymankiem pewnej madam, jeszcze całkiem młodej i
                                                    bogatej wdówki, która odziedziczyła po mężu, znanym lekarzu, ogromny majątek i
                                                    lubiła zabawiać się ze swoimi opłacanymi niewolnikami. Uwielbiała jeździć na ich
                                                    grzbietach jak na wielkich psach i smagać szpicrutą po gołych i różowych tyłkach
                                                    młodych mężczyzn. A potem siadała na ich wielkich przyrodzeniach i dowoli
                                                    ujeżdżała. Lubiła zwłaszcza polaków, bo w wielu sprawach byli podobni do
                                                    murzynów, szczególnie była zadowolona z Szymka, którego nazywała w chwilach
                                                    pieszczoty swoim małym murzynkiem. Kiedyś zabrała go ze sobą na lazurowe
                                                    wybrzeże i rzeczywiście przypominał wtedy opalonego na brąz jakiegoś mulata.
                                                    Madam Bovary, bo tak się nazywała, przebierała w swoich kochankach i żadnego nie
                                                    trzymała dłużej niż trzy lata, szybko się nudziła. Mimo ,że Szymon przywyczaił
                                                    się do swojej pani, znał na pamięć każdy kawałek jej vaginki, bez żalu opuszczał
                                                    swoją szefową, zarobione u niej pieniądze nie były ani łatwe ani lekkie. Na
                                                    pewno oblał by się rumieńcem, gdyby rozeszła się plotka po naszym mieście, o tym
                                                    jak go traktowała w chwilach nienawiści Bovary. Bo Bovary miała jakiś ukryty
                                                    gdzieś w sobie żal do świata i męża który ją samą zostawił. Swoje frustracje
                                                    wyładowywała w łóżku, ale czasami nie panowała nad sobą i zdarzało jej się
                                                    upokarzać swoich kochanków, lubiła się z nich naśmiewać. Kiedy protestowali,
                                                    krzyczała na nich i wyzywała od najgorszych, od małp z ogonami, od fiutów ze
                                                    spermą w głowie i jeszcze gorzej. Bywało że Szymon de Bocian miewał chwile
                                                    załamania, przychodzil do swojej wynajmowanej kawalerki na montparnasie i miał
                                                    ochotę to wszystko rzucić, splunąć na podły paryż i wracać do suwałk. Ale
                                                    pieniądze były mu potrzebne
                                                    na szkołę. Stawał wówczas zamyślony i patrzył się na wieżę eifla, podziwiał
                                                    potęgę tej stalowej kobiety, mówili na nią mon cher w paryżu, czyli rozłożone
                                                    nogi. Sąsiad obok malował gwaszem kolejny obraz, z piętra wyżej regularnie o tej
                                                    samej porze dochodziły odgłosy wydawane przez bolcujących się kochanków aktorów,
                                                    którzy wrócili z próby w teatrze. Normalne życie toczyło się z dnia na dzień, a
                                                    każdy dzień był taki sam. Przypominał sobie jak wyglądało jego życie zaraz po
                                                    przyjeździe, kiedy jeszcze żył Suwałkami. Skończyły mu się szybko pieniądze, nie
                                                    zdążył znaleźć pracy, więc chodził i pytał się kto by mu pożyczył do pierwszego,
                                                    wszyscy jednak niedwuznacznie mówili, że może stanąć na ulicy i zarobić ustami
                                                    obciągając jakiemuś pedałowi. Od takich stosunków uratowała go madam Bovary,
                                                    która poderwała go parku, kiedy siedział na ławce z ostanią butelką wina i
                                                    ostatnią paczką papierosów. Ale tamte czasy bezpowrotnie się skończyły, skończył
                                                    się również Paryż, Szymon de Bocian ponownie zaczął swoje życie w naszym mieście.
                                                    Zamieszkał u rodziców, bo tak było łatwiej, życie w paryzu jest drogie, nie
                                                    zarobił fortuny. Odzwyczaił się od naszych stosunków w mieście, zapomniał w jaki
                                                    sposób się rozmawia z miejscowymi, natomast wszędzie łowił uszami sensacje.
                                                    Wyczytał w Pojezierzu, że jest w naszym mieście dziwny dzwonnik, bo kobieta i że
                                                    mieszka na dzwonnicy. Od razu wyczuł paryski klimat, jakąś dewiację. Chciał
                                                    skorzystać z okazji. Jakiś dawny znajomy wskazał mu ową dzwonnicę, zostało
                                                    jeszcze dowiedzieć się w jaki sposób można nawiązać kontakt z kobietą
                                                    dzwonnikiem.Jak się słusznie domyślacie, nie było to takie łatwe, św. Hugo jak
                                                    mówią w naszym mieście na ks. Zwalistego, chronił dane personalne swoich
                                                    pracowników i nikomu ich nie przekazywał. Poruszał się zamaszyście, cenił sobie
                                                    oryginałów. Dzwonniczka ponoć również miała taką opinię. Szymon
                                                    zwyczajnie w świecie jeździł wieczorami wokół kościoła przy placu piłsudskiego
                                                    obok 1LO i obserwował. Czaił się w parku, pod drzewem, objeżdżał motorem
                                                    okolicę. Ciekawiła go ta postać.
                                                    Nie minął tydzień a o północy przyuważył jak po drobince z dzwonnicy schodzi
                                                    jakaś dziewczyna.
                                                    Cały się zrajał, jak to się mówi w naszym mieście. Odpicowana była laseczka,
                                                    myślałby kto, że w Suwałkach mogła wyjść do sklepu nocnego co najwyżej, ale
                                                    rodzaj obuwia, fryz i obcisła miniowa mówiły o czymś innym. Szymon powoli
                                                    posuwał się za nią. Szła w kierunku Chłodnej, pomyślał że może idzie do nowej
                                                    restauracji za górką „Wyleczony guźlik”. Było cicho, w dali szumiały
                                                    przejeżdżające tiry. Nie oglądała się za siebie, więc postanowił iść za nią
                                                    piechotą. Przeszła na drugą stronę kościuszki i dalej prosto weszła w chłodną.
                                                    Posuwał się za nią jak cień. Mrok nocy rozświetlało księżycowe światło odbijane
                                                    od śniegu, który niespodzianie spadł w nocy. Na budynki kładły się też smugi
                                                    latarninych świateł, niesposób było nie zauważyć że dzwonniczkę irytował
                                                    przyklejący się do butów śnieg. Skręciła w lewo i weszła do nocnego na rogu.
                                                    Szymon wszedł za nią do sklepu i od razu poszedł do monopolowego. Jak się
                                                    domyślał, ona już kupowała wódkę chopina w drewnianym opakowaniu. Widocznie nie
                                                    lubi reklamówek, pomyślał. Kupił piwo bez reszty i wyskoczył za nią na ulicę.
                                                    Spodziewał się, że będzie czekać na taksówkę, ale tak nie było, dzwonniczka
                                                    wracała z powrotem. W rączce trzymając uchwyt drewnianej prostokątnej
                                                    skrzyneczki. Ciekawe gdzie ona idzie? - się zastanawiał. Kiedy zaczęła iść po
                                                    prawym przejściu tym razem dla pieszych już wiedział, że idzie do do
                                                  • ironicznyprostaczek Re: część 12 (2) 25.04.06, 10:26
                                                    Ciekawe gdzie ona idzie? - się zastanawiał. Kiedy zaczęła iść po prawym
                                                    przejściu tym razem dla pieszych już wiedział, że idzie do don alberto, o którym
                                                    nasłuchał się wiele ciekawych historyjek No tak, wszystko w rodzinie, czarna
                                                    mafia potrafi chronić swoich członków przed ludzkimi językami, dzwonniczka nie
                                                    musiała się o nic martwić. Szymona ogarnęła bardzo silna fala nienawiści do
                                                    kościoła i jakieś poczucie niesprawiedliwośći, że taka laska ma iść do rąk
                                                    starego, zamiast bardziej godnego młodego ciała. Przynajmniej spróbuje ją odbić,
                                                    szybko postanowił i po cichu podbiegł, kiedy był już blisko zwolnił i szybkim
                                                    krokiem ją dogonił i się zrównał, dopiero wtedy się odwróciła do niego. Byli już
                                                    prawie przy schodach kościoła.
                                                    Wiem że mnie nie znasz, nazywam się Szymon de Bocian, - uśmiechnął się szeroko –
                                                    ale ja o tobie słyszałem wiele dobrego.
                                                    A co takiego? - stanęła w miejscu – Wiesz kim jestem?
                                                    Tak, jesteś dzwonniczką, chciałem się z tobą poznać, ale nie wiedziałem jak
                                                    nawiązać kontakt, nie było nigdzie żadnego adresu. - Dzwonniczka przyglądała mu
                                                    się uważnie i wyglądało na to, że chłopak robi na niej dobre wrażenie.
                                                    Nazywam się Asia Sztelrmińska. - kiedy to mówiła miało się wrażenie że za moment
                                                    dygnie.
                                                    Miło mi, jesteś taka piękna... Czy moglibyśmy spędzić razem tą noc rozmawiając i
                                                    pijąc smakowite wino, którego jestem znawcą i mam całą piwniczkę w moim
                                                    mieszkaniu. - trochę blefował, ale rzeczywiście miał w pokoju kilka zajebistych
                                                    butelek francuskiego wina.
                                                    Chyba nie, jestem umówiona.
                                                    Tu w kościele? - zapytał z rozbrajającym uśmiechem na twarzy, udając że nie
                                                    domyśla się celu wizyty.
                                                    Na plebanii. - troche spochmurniała i lada moment powiedziałaby przepraszam i
                                                    zostawiła go. On jednak ją od razu wyczuł i uprzedził atak.
                                                    Nie lepiej spędzić tę noc z kimś takim jak ja, niż z siostrą zakonną czy księdzem?
                                                    Masz rację, to lepsza propozycja. Gdzie mieszkasz? - dobrze grała swoją rolę i
                                                    wyglądało na to, że rzeczywiście odwiedziny być może urodzinowe u jakiegoś
                                                    księdza nie są tak atrakcyjne jak propozycja Szymona.
                                                    Niedaleko, na noniewicza, ale jestem motocyklem. Zostawiłem go pod twoim
                                                    kościołem bo czekałem tam na ciebie.
                                                    Śledziłeś mnie. - stwierdziła i uwiesiła się jego ramienia. To była mądra
                                                    dziewczyna i nie robiła scen z byle powodów.
                                                    W domu Szymona nikogo nie było, przyjął ich miły lawendowy koci zapach.
                                                    Usiedli w salonie na wygodnej kanapie w pełnej oczekiwania atmosferze. De Bocian
                                                    nastawił urokliwą płytę z klimatami, a potem rozlał wino do kieliszków podając
                                                    jeden z nich Asi. Salon był spowity w półmroku, który doświetlała gustowna
                                                    chińska lampka. Policyjne światła rzucały błyski na chińskie znaki wplecione w
                                                    układ graficzny tapety. Zapowiadała się upojna noc. Asia zdjęła kurteczkę i
                                                    wtedy Szymon zobaczył jednoczęściową, czarną seksowną sukienkę. I wtedy ona sama
                                                    przysunęła się do niego i położyła rękę na rozporku. Ale zamiast go rozpiąć i
                                                    zrobić coś miłego ustami, ścisnęła go mocno za dużego i twardego fiuta. - Jakie
                                                    masz fantazje seksualne? - zasyczała mu do ucha. - Normalne chchybaa... -
                                                    wybełkotał, bo jak się na pewno domyślacie dziewczyna z takim pałerem w dłoni,
                                                    musiała mocno go ścisnąć za fiuta. - Bo ja mam takie nietypowe, wieszszsz? -
                                                    znowu zasyczała mu do ucha. - Chciałabym, żebyś mnie ugotował i zjadł. - nie
                                                    zrozumiał o co jej chodzi. Nie kojarzył żadnej pozycji. Ale Szymon mimo że był w
                                                    Paryżu był nadal z naszego miasta i nie podejrzewał nawet, że ktoś może na
                                                    poważnie prosić o to, żeby go ugotować i zjeść. Miał za chwilę się przekonać, że
                                                    Sztelrmińska mówiła to na poważnie. Oglądała kiedyś w telewizji relację z
                                                    podobnego wydarzenia w Niemczech, kiedy poznany w internecie facet chciał żeby
                                                    go ten drugi po wspólnie spożytej kolacji ugotował, a potem zjadł. Ten który
                                                    zjadł był sądzony, ale sąd go uniewinnił, bo miał umowę na piśmie z tym
                                                    zjedzonym, że ten zjedzony dobrowolnie chce zostać zjedzony. Asia miała
                                                    powiedzieć Szymonowi o takiej umowie, ale po cichu liczyła na to, że może
                                                    odbędzie się to w inny sposób na zgubę tego wymuskanego kolesia, któremu
                                                    ściskała przecież teraz fiuta. W gruncie rzeczy nie lubiła facetów, ale czasami
                                                    miała ochotę się zabawić przy wódce i miała dość tej cholernej pracy przy
                                                    dzwonie. Wszyscy uważali ją za nienormalną, czasami rzeczywiście miała jakieś
                                                    odchyły, złe samopoczucie, ale nie uważała się za nienormalną. To pragnienie
                                                    bycia zjedzoną, które jej się teraz przypomniało, kiedy siedziała wtulona w
                                                    Szymona, miała od najwcześniejszych lat. Zawsze wybierała sobie miśkowatych
                                                    facetów żeby wyobrażać sobie, że to prawdziwy niedźwiedź tak mruczy i ją
                                                    rozbiera z ubrania, by potem pokąsać na kawałki.
                                                    Szymon zlekceważył to co powiedziała. Ale za jakiś czas miał się przekonać, że
                                                    Asia naprawdę chce żeby ją zjadł.

                                                    3
                                                  • ironicznyprostaczek Re: część 12 (3) 25.04.06, 10:27
                                                    Leniwa Zocha z Czarkiem przerobiła już do tego czasu wszystkie bardziej znane
                                                    pozycje seksualne i zastanwiała się, co teraz zrobi Czarek. Ona miała wygodną
                                                    pozycję, była jak wszyscy których znała z Suwałk i miała cichą nadzieję na
                                                    zabukowaną dla niej posadkę w urzędzie miasta. Biurwy nie mają ciężkiego życia,
                                                    wiedziała że musi być odporna na dym papierosowy, więc paliła, bo tak jest
                                                    najlepiej i starała się wyczuć lokalne klimaty, by gładko wejść w pracownicze
                                                    towarzystwo. Wszystko zależało od konkretnrj sytuacji, w życiu urzędnika
                                                    najważniejszy był relatywizm, ona dobrze o tym wiedziała, sex z chłopakiem spoza
                                                    Suwałk nie był problemem, w obecnej sytuacji społecznej było to bezpieczne.
                                                    Czarek dzisiaj rano wyjechał do Białegostoku. Podczas tych miesięcy w Suwałkach
                                                    przygotował dwa scenariusze filmowe, miały to być filmy o historii alternatywnej
                                                    sławnych polskich pisarzy to znaczy o ich podwójnym życiu. W Białymstoku znał
                                                    Marka Kochanowskiego, doktora literaturoznawcę, z którym chciał skonsultować
                                                    kilka wątków i faktów. W Suwałkach Maria Konopnicka miała żyć przez wiele lat i
                                                    mieć romans z Sienkiewiczem, który tu miał pisać trylogię. Rzecz jasna powstała
                                                    inna trylogia. Białystok o tej porze już cuchnął spalinami, a autobusy miejskie
                                                    były zapchane. Rozciśnięty dojechał na kilińskiego do budynku wydziału
                                                    filologicznego, dawnej siedziby PZPR, gdzie mieścił się IFP, czyli instytut
                                                    filologii polskiej. Znał Kochanowskiego z Warszawy przez Kuśmirka.
                                                    Marek również wiele lat był barmanem w knajpie teatru lalek.

                                                    4

                                                    W końcu, jak było to wcześniej planowane, do Suwałk jutro miała przjechać ekipa
                                                    Shutego, cały cyrk shutego z Krakowa. Kontakt nawiązał Maksiczek, jak pamiętamy,
                                                    nasz suwalski i osiedlowy literat. Przesiadywał w internecie, recenzował
                                                    haartowe książki, gadał z krytykami literackimi na gadu-gadu, dogadał się, że
                                                    taki cyrk to byłoby duże lokalne wydarznie, na pewno wybuchłby skandal i shuty
                                                    zyskał by na popularności, jego film i książki i całe literackie środowisko z
                                                    krakowa. W ten sposób romawiał, aż w końcu ustalili termin i tak(!) - nasi
                                                    mieszkańcy naszego miasta - oni pod koniec maja, czyli jutro mają już
                                                    przyjechać. Na razie wszystko jest w najgłębszej konspirze, nikt nic nie wie,
                                                    nie wie nic Bolecki z telewizji, nikt nie wie na mieście, ani ludzie z radia 5,
                                                    ani z serwisu suwalki.info, ani niezależni od kasy dziennikarze, ani znajomi
                                                    znajomych, ani nasi bohaterowie, Woy, jacek, palec, detektyw kosynier, rozumny
                                                    też nic nie wiedzieli. Tak jak w socjaliźmie realnym nikt nic nie wiedział, albo
                                                    wiedział tylko tyle ile było napisane w regulaminie. I tak miało być, Shuty z
                                                    Piotrkiem, czyli sławny pisarz rocznik 74 i sławny wydawca i naczelny magazynu o
                                                    sztuce chcieli rozejrzeć się po okolicy i jak czas pozwoli popływać kajakami
                                                    zupełnie incognito. Przybyła z nimi Martynka, Maciej Kaczka, Igor i Eloy
                                                    Cichocka. A może jeszcze ktoś, ale widocznie zamarudził w tym vanie Kaczki, bo
                                                    nie dojrzałem. Przyjechali hotelu suwalszczyzna przy ośrodku kultury Rokisie,
                                                    który nie wiedząc dokładnie o kogo chodzi, wynajął im pokoje. Nasz poczciwy
                                                    Rokis, który wprost nazywa afrykoamerykanów murzynami,
                                                    zdumiał się, gdy przyszło potwierdzenie z jakiegoś bunkra sztuki, że są fundusze
                                                    na wynajem hotelu, ale oni, to znaczy jacyś artyści proszą o zrobienie opłaty
                                                    przez Rokis, a potem zwrócą koszta. Oczywiście skąd nasz poczciwy Rokis mógł
                                                    wiedzieć, że potwierdzenie przyszło prawdziwe, ale wystawione nielegalnie przez
                                                    Martę Raczek, kumpelkę Martynki, która wszystkich znała w Krakowie. Maksiczek
                                                    zaraz im opowiedział o konflikcie DPT nad Wigrami z ministrem kultury. Dawno już
                                                    nie było tak gorąco w naszym mieście, bo w grę weszły interesy kościelne.
                                                    Maksiczek nie owijał w bawełnę i od razu się przyznał, że to przez jego wyuzdaną
                                                    niby znajomą z klasztoru, doszło do zamieszania i on wysłał kilka listów do
                                                    ministra, bo chciał zaprotestować, że nie informuje się widzów o tym, że latem
                                                    był teatr w klasztorze. Nie dziwmy się Maksiczkowi, każdy by chyba chciał, żeby
                                                    traktowali go jak równego, a nie jak gorszego i organizowali teatr do oglądania
                                                    latem w klasztorze tylko dla wybranych.
                                                    No i co teraz będzie? - dopytywały się krakusy, kiedy w końcu zawitali na
                                                    noniewicza pod rokisem.
                                                    A no bratki nic strasznego – odparł Maksiczek z uśmiechem na twarzy. - Ponoć
                                                    minister wstrzymał na razie likwidację DPT .
                                                    Dlaczego? - zapytał się Shuty, który był największym świrusem z całej grupy i
                                                    zwykle na prowincji udawał jezusa.
                                                    Dr Joanna Podlaska stworzyła alternatywny program, który ma mieć większe odbicie
                                                    społeczne. - Maksiczek nie bardzo się kwapił z wyjaśnieniami, bo mu osobiście,
                                                    jako światłemu blogerowi nie podobały się tego typu pomysły.
                                                    Jaki? - ktoś rzucił, bo nikt inny nie zadał tego pytania.
                                                    Krajobraz kulturowy wsi i miasteczek północno-wschodniej Polski.
                                                    Ahaa... - Maksiczek nawet nie patrzył na reakcję słuchaczy i chyba słusznie, bo
                                                    musiała być ironiczna u takich kulturalnych ludzi ze stołecznego miasta.
                                                    To wszystko to taki bajer, żeby utrzymać posady i dotacje dodał, gierki głupich
                                                    urzędników. - ponownie szybko dodał i chyba już całkiem niepotrzebnie, bo każdy
                                                    wlot zrozumiał o co chodzi.
                                                    Ok, brachy, odświeżcie się i zabieram was nad wigry! - rzucił w przelocie i
                                                    pognał do kina bałtyk obgadać jeszcze kilka spraw.





                                                    5


                                                    Zaparkował granatowego pikapa ze srebrnymi lamówkami przy macdonaldzie na ulicy
                                                    utrata. Powoli wysiadł, tak jakby się wynurzał , a nie wykonywał
                                                    najzwyczajniejszą rzecz pod słońcem. Powiał silny wiatr i chociaż już było lato,
                                                    to był to bardzo zimny czerwiec i wiatrzysko porządnie schłodziło mu uszy. Nigdy
                                                    nie cierpiał na duchoty czy przegrzanie organizmu, zwykle to jemu było bardzo
                                                    zimno, więc niezbyt uprzejmie powitał ten zimny zakątek kraju na samym północnym
                                                    wschodzie polski, kraju z którego czasami nawet był dumny. Otrzepał nogawki
                                                    zmiętolone długą jazdą. Zimno zlustrował bawiące się dzieci w ogródku sieci
                                                    fastfudów, młodych ludzi jedzących lody przy srebrnych stolikach, ludzi w
                                                    zaparkowanych samochodach z pootwieranymi szybami. Nie zauważył niczego
                                                    podejrzanego. Więc poszedł do macdonalda kupić coś do jedzenia, chociaż nie
                                                    przepadał za ciężkostrawnym żarciem, nie lubił tego typu jedzenia smażonego na
                                                    tłuszczu, w ogóle nie jadł mięsa. Mimo, że był wysoki i umięśniony. Najedzony
                                                    wsiadł z powrotem do samochodu i pojechał utratą w kierunku dworca pks, minął
                                                    dworzec, skręcił w prawo na sejneńską, rzucił okiem na bazar i pognał prosto na
                                                    noniewicza, objechał park marii konopnickiej dokoła, cały czas uważnie lustrując
                                                    jadące za sobą samochody, skręcił z powrotem na sejneńską i zaraz potem skręcił
                                                    w prawo na 1 maja i dał ostro czadu, aż iskry poszły kiedy wypadł na
                                                    skrzyżowanie z waryńskiego i jeszcze raz kiedy zlatywał w dół rzeki, z piskiem
                                                    opon zakręcił na ostatnim odcinku 1 maja urywającym się nad czarną hańczą i
                                                    pomknął wigierską na kościuszki wprost do biura poselskiego Pierdzielskiego.
                                                    Kościuszki przywitała go cieniem spadającym z kamienic, zatrzymał się przy lukas
                                                    banku. Postał chwilę, zapalił papierosa benzynową zapalniczką. Oglądał w
                                                    lusterku piękny ogród, wielkie połacie ładnie przystrzyżonej zielonej trawy i
                                                    klomby kwietne. Nie ma to jak inspiracja wypływająca z piękna przyrody, zawsze
                                                    uważał, że dbając o estetyką można lepiej wykonywać swoją pracę. Piękno
                                                    uwzniośla człowieka, dodaje uroku brudnemu życiu. Ostrożnie włączył się do ruchu
                                                    i podjechał kawałek dalej pod kamienicę, w której pracował Pierdzielski. Wysiadł
                                                    z samochodu i wyjął z bagażnika walizeczkę. Na drugim piętrze zastał
                                                    sekretarkę, która kazała mu poczekać na pana posła, a sama weszła do jego
                                                    gabinetu. Dyscyplina zawsze go ujmowała, zwłaszcza w takim kulturalnym kobiecym
                                                    wykonaniu. Nie musiał długo czekać, otworzyły się drzwi i został zaproszony do
                                                    środka.
                                                    Co pana do mnie sprowadza? - zapytał Pierdzielski, ręką pokazując na fotel przy
                                                    stoliku, sam usiadł za
                                                  • ironicznyprostaczek Re: część 12 (4) 25.04.06, 10:28
                                                    Co pana do mnie sprowadza? - zapytał Pierdzielski, ręką pokazując na fotel przy
                                                    stoliku, sam usiadł za szerokim jasnym biurkiem.
                                                    Zapomniałeś okazać wdzięczność kilku ludziom, dzięki którym zostałeś posłem. -
                                                    wolno cedził słowa.
                                                    Zapłaciłem wam wystarczająco dużo za miejsce na liście wyborczej. - zrobiło mu
                                                    się gorąco w tym pokoju, sam nie wiedział po co poprawia krawat i po chuja ten
                                                    leszcz tu przyszedł, dlaczego nie przyszedł w warszawie do sejmu; musiał go
                                                    wybadać, bo ta rozmowa w suwałkach mu się nie podobała.
                                                    Szef uważa, że za mało. - miał nieporuszoną twarz, jakby wykutą z bazaltu czy
                                                    cementu, bardziej cementu chyba, bo taką ziemistą mieł cerę kiedy się dziś
                                                    przeglądał w lustrze. Męczyła go ta rozmowa, chciałby od razu wykonać robotę,
                                                    ale sekretarka mogłaby nabrać podejrzeń, gdyby nie słyszała ich głosówi całej
                                                    rozmowy.
                                                    Nie wiem o czym pan mówi, kto pana przysłał? - lewą ręką niezauważalnie,jak mu
                                                    się zdawało, sięgnął po szufladę ukrytą pod blatem stołu.
                                                    Maksymiuk.
                                                    Dlaczego do Suwałk, a nie hotelu poselskiego? - już namacał lufę pistoletu.
                                                    Nie wiem. Ale inni dobrzy ludzie również się martwią tym, że wycofałeś się ze
                                                    startowania w wyborach prezydenckich.
                                                    Bo gówno wiedzą jak jest w Suwałkach. Tutaj kurwa zawsze eselde wygrywało, stara
                                                    gwardia z pezetpeeru. Samoobrona może wygra w raczkach, ale nie u nas, to nie
                                                    jest wiocha jak myśli o nas Maksymiuk. - nie podobał mu się ten facet w
                                                    skórzanej czarnej kutrce, czarnych dżynsowych spodniach, eleganckim półbutach o
                                                    jasnych blond włosach, niebieskich oczach i mocno wysuniętym podbródku.
                                                    Może i tak, ale szefostwu chodzi o to żebyś robił kampanię wyborczą dla
                                                    samoobrony, a nie żebyś został prezydentem.
                                                    Za własną kasę?
                                                    A czyją?
                                                    O nieee, pogadam o tym z Maksymiukiem w Warszawie, jak da kasę na kampanię, to
                                                    będę startował w wyborach.
                                                    Nie da, Pierdzielski i dlatego przysłał mnie.
                                                    Nie rozumiem. - trzymał całą lewą dłonią rączkę magnum i gorączkowo myślał co
                                                    będzie dalej.
                                                    Tutaj w tej teczce mam pewne haki na ciebie, dobrze się zastanów.
                                                    Jakie haki? - Pierdzielski był mokry w tej chwili jak szczur wodny.
                                                    Jakie? - udał pytanie ironicznym i celowo piskliwym głosem.
                                                    Elegancki blondyn powoli otworzył teczkę i kiedy wyjął pistolet z tłumikiem
                                                    Pierdzielski nie zdążył strzelić. Dostał kulę w skroń, kiedy szarpnął ręką pod
                                                    stołem, potem blondyn podszedł do niego, wyjął mu z ręki pistolet i włożył swoje
                                                    magnum. Wyjął z teczki jakieś kartki i położył przed nim na biurku. Jednym
                                                    słowem upozorowanie samobójstwa. Delikatnie otworzył drzwi gabinetu i z palcem
                                                    na ustach powiedział do sekretarki, że poseł jest teraz bardzo zajęty i kazał
                                                    powiedzieć że nie ma go dla nikogo. Ale to jeszcze nie był koniec.
                                                    Co pani dziś robi po południu? - sympatycznie się uśmiechnął i zrobił pozytywne
                                                    wrażenie na sekretarce.
                                                    Muszę tu jeszcze zostać, żeby pozamykać biuro i takie tam zakupy zrobić. -
                                                    troche ze strachem patrzyła się na niego, przecież słyszała całą rozmowę.
                                                    Zapraszam panią... Jak ma pani na imię?
                                                    Anna.
                                                    Zapraszam cię Aniu na lody. Twój szef mówił, że zostanie dziś dłużej w biurze i
                                                    sam je zamknie, musi przejrzeć te papiery, które mu przywiozłem. - znowu się
                                                    uśmiechnął i zauważył że chyba mu uwierzyła.
                                                    To możemy iść teraz. Już skończyłam swoją robotę. - poptrzył na jej opięty
                                                    tyłeczek, kiedy wstawała z obrotowego fotela i postanowił trochę zmienić plan.
                                                  • wojtek_kosynier Re: część 12 (4) 25.04.06, 12:16
                                                    coś koślawe te zdanie:
                                                    "nie podobał mu się ten facet w skórzanej czarnej kutrce, czarnych dżynsowych
                                                    spodniach, eleganckim półbutach o jasnych blond włosach, niebieskich oczach i
                                                    mocno wysuniętym podbródku".

                                                    Ale moze się czepiam.
                                                  • ironicznyprostaczek Re: część 12 (4) 25.04.06, 18:17
                                                    nie podobał mu się ten facet o jasnych blond włosach, niebieskich oczach i
                                                    mocno wysuniętym podbródku, w skórzanej czarnej kutrce, czarnych dżynsowych
                                                    spodniach, eleganckim półbutach.
    • filikander Re: Część 8 25.04.06, 13:26
      Jestem porażona twoją twórczością. W końcu wygrałeś - wątek powrócił, ale ja już
      nie będę tego czytać. Nie obchodzą mnie poronione twory twego umysłu. Zamieniłeś
      te forum na dom wariatów, więc siedź sobie tutaj sam. Przestaję tutaj zaglądać,
      przestaję czytać twoje nędzne wypociny. Dla mnie osobiście nieistniejesz, jesteś
      poprostu nikim.
      • oginn Re: Część 8 25.04.06, 17:49
        filikander napisała:

        Zamieniłeś te forum na dom wariatów, więc siedź sobie tutaj sam. Przestaję
        tutaj zaglądać,
        > przestaję czytać twoje nędzne wypociny. Dla mnie osobiście nieistniejesz,
        jesteś poprostu nikim.

        Możesz nie zaglądać do jego wątków i sama zaproponować jakiś ciekawy temat do
        rozmowy.
      • ironicznyprostaczek Re: Część 8 25.04.06, 18:18
        zapomniałem już że twój nick się tu pojawia, mogłem zmienić imię tej dziewczyny,
        zauważyłem że brakuje części 8 więc ją wstawiłem,
    • wojtek_kosynier Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 13.11.06, 11:14
      Rok tmu tyle się tu dzialo, a teraz..?
      No tak, Maksiczek się leczy...
      • vanillacat Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 16.11.06, 18:10
        I niech mu na zdrowie wyjdzie.
        • superkoles2 Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 09.03.07, 04:01

          Detektyw Kosynier zaszedł do Rozmarino na piwko, musiał trochę odetchnąć w ten upał. Śledztwo nie posuwało się zbyt szybko do przodu,
          rodzina nie chciała nic mówić, przejaciele Waniliowskiej nabrali wody w usta, musiał więc polegać na plotkach. Usiadł w głębi i zamówił EB i czekając na piwo rozparł się wygodnie na krześle, lustrując wszystkie osoby na sali. Myślał o tym dziwnym samobójstwie posła Pierdutowa i o Dzikim, który miał mu pomóc w tej sprawie, ale jak na razie nie dawał znaku życia. Gdzie on też się podziewa? Kluczem do tej cały historii jest na pewno ta tajemnicza postać Tajnej Polski. Już to , że był znany w mieście pod takim dziwnym pseudonimem, nasuwało wiele do myslenia. Z zamyślenia wyrwała go jakaś żwawa postać na wprost jego stolika. To była jak zauważył jakaś młoda dziewczyna, dziwnie do kogoś podobna. Już wiem! Ona pracowała w biurze Waniliowskiej. Że tez o niej zapomniałem, muszę do niej podejść i zacząć w jakiś sposób rozmowę.
          Detektyw wstał i powoli niczym pantera do skoku czaił się w kierunku stolika dziewczyny. Pomógł mu przypadek, na stoliku nie było papielniczki, złapał jakąś i postawił przed dziewczyną, która wyjmowała z torebki papierosy.
          - Dziękuję panu - powiedziała.
          - Nie ma za co. Po prostu wydała mi się pani znajoma, chciałem porozmawiać.
          - Zocha jestem.
          - Kosynier.
          Detektyw usiadł przy stoliku i tez zapalił LM. Dziewczyna paliła Malboro.
          - Pracowałaś u Waniliowskiej, prawda?
          - Tak, a bo co? - zapytała obcesowo.
          - Interesuje mnie jej zycie prywatne i jeszcze drugiej osoby, która jest znana w mieście jako Tajna Polska.
          - A kim pan jest? Detektywem?
          - Można tak powiedzieć.
          - O Waniliowskiej nie chcę gadać, była wymagająca w pracy, ale płaciła regularnie i nagrody dawała za szybciej wykonaną pracę.
          A o tej Tajnej Polsce coś słyszałam od chłopaka.
          - Jak ma na imię?
          - Czarek. To on mówił, że ten tajna jest znany w środowisku literackim polski i że na chama się wkręcił do literatury i że on takich gości nie ceni sobie. Nie chciał sie z nim zadawać tutaj w suwałkach jak mieszkał, teraz pojechał do Białego stoku.
          - Nic więcej o nim nie mówił? - zapytał się detektyw.
          - Nic więcej. Ani słowa.
          Detektyw wypił jednym haustem całe piwo, podziękował za wspólnie spędzony czas i się pożegnał z Zochą.
          Nie pozostało mu nic innego jak samemu udać się do wydawnictwa i porozmawiać z jej szefem. Tam tkwiła tejemnica tej zagadki.
          Natomiast do sprawy Pierdutowa na razie nie zamierzał się dobierać, bo śledztwo ruszyło pełną parą i na pewno jego osoba tym z kryminalnego wydałaby się niemile widziana. Wolał poczekać na jakieś przecieki od kilku znajomych gliniarzy. Szef Rozumny od dawna zaczął go pomijać przy dawaniu jakiejś większej roboty, może dlatego że poszły plotki o jego libertyńskim prowadzeniu się. W takiej sytuacji jego chodzenie na pokaz do kościoła i do chóru mogło jeszcze bardziej rozsierdzić Rozumnego. W takim razie wolał trzymać się z dala o dtego dochodzenia.

          Sekretarka Anna była osobą nadzwyczaj miłą dla gościa z Warszawy. Poseł Pierdutow często ją zabierał do swojego biura w Warszawie, po cichu liczyła na awans i pracę w stolicy. Suwałki nie dawały takich możliwości. Jej ambicją była wysoka funkcja w administracji państwowej. Warszawiak Robert, bo tak miał na imię ten osobnik, nie miał wobec Anny żadnych skrupułów, miał ją przy pierwszej okazji unieszkodliwić, może porwać, sam nie wiedział co miał zrobić, ale na wszelki wypadek nie powiadomił o tym jeszcze swojego szefa. Dziewczyna, jak tak na nią patrzył, okazała się być niegłupia, na pewno zrozumie, że Pierdutow popełnił samobójstwo i nie będzie wtykała nosa w nie swoje sprawy. Szczęście sprzyjało dwojgu młodym,bo Anna była nie tylo niegłupia ale i ładna. Robert trcohe się nawet zakochał i już planował, że ją zabierze do wawy na jakieś stanowisko w partii. Siedzieli sobie w Rozmarino i jedli piccę. Ania ładnie wkładała do buzi kawałki ciasta, łapał się na tym, że mógłby tak godzinami patrzeć się jak je, wkłada te kwałaki do buzi. Miała ładnie podniesioną grzywkę, z tyłu proste blond włosy, mały kształtny nosek pasował do wysokiego opalonego czoła, a delikatne rysy nadawały jej twarzy subtelnego wyrazu. Robert raczej odwrotnie, ciosany jak z kamienia, o grubych rysach, masywnych kościach policzkowych, noszący prawie na zero obciąte włosy, wyglądał jak mężczyzna twardo stąpający po ziemi. Dobrze się czuli ze sobą

          Szymon obudził się skacowany, upojna noc zawsze pozostawia po sobie ślady. Sztolmińska rano wstała do pracy na wieży, dzwonić na nieszpory. Jak przez mgłę pamiętał rozmowę, niby serio, o jedzeniu ludzkiego ciała.
          Wrócił do domu, nastawił kawę w ekspresie, włączył prysznic.
          Czuł się roztrzęsiony, jak zwykle przygazował za mocno. Na stole zadzwonił telefon. Dzwoniła Sztolmińska przypomnieć, że są umówieni na jutro. Szymon Barcz nie wiedział, co takiego w nim zobaczyła, był raczej pewny, że będzie musiał za nią biegać, wydzwaniać, prosić o następne spotkania, a tu taka niespodzianka, sama dzwoniła. Cieszył się czasem wolnym, żył z zarobionych pieniędzy we Francji, więc urzadził sobie dziś wizytę u manikiurzystki, u fryzjera, na siłowni, na basenie. Wieczór się zbliżał, tym razem mieli się spotkąć u niej w wieży.
          Do wieży się dostał jak Szwan, po drabince, którą spuściła z okna. Intrygowało go bardzo takie niekonwencjonalne wchodzenie.

          Maksiczek, czyli ja, który bywałem pisarzem, bez powodzenia próbowałem poderwac jakąś dziewczynę. Znajomi z Krakowa już wyjechali, Kaczka dał queerowy koncert w Rozmarino, wypito rzekę alkoholu i ferajna pojechała dalej nad morze. Może miałem kłopoty dlatego, że moja grupa przyjaciół była troche staroświecka, nikt nie wymieniał się dziewczyną, ani dziewczyna nie wymieniała się chłopakiem. Nie było nawet zwyczaju "pomagania" sobie. Moje byłe dziewczyny, z którymi dłużej chodziłem: panna Marysia, Filikander, Vanilla nie dawały znaku życia. Stąd kiedy rozstałem się z ostatnią dziewczyną bezskutecznie szukałem punktu zaczepienia. Jakiejś koleżanaki koleżanki czy czegoś podobnego. Czułem się jak bohater powieści Łelebeka, wydawałem pieniądze ze stypendium prezydenta miasta w knajpach, przesiadywałem tam godzinami. Ale brania nie miałem żadnego.
          Wpadłem do Rozmarino, zalał mnie szum rozmów ze stolików, brzęk odstawianych szklanek, chrupoty pizzy miażdżonej w buziach. Nad całym gwarem unosił się dźwięk jakiejś piosenki Bruce Springsteena. Ten brzęk talerzy deprymował mnie. Może dlatego, że nie byłem przy kasie i zamówiłem tylko jedno piwo. Wychyliłem już prawie całe piwo, wypaliłem z pięć elemów i nic, nikogo samotnego, ciekawego nie zobaczyłem. Widziałem jedynie stadne posiadywanie zadolonych z siebie suwalczan, a może i turystów, lato było przecież. Robiło się coraz tłoczniej. Nagle podeszła do mnie jakaś młoda dziewczyna i poprosiła o możliwość dosiądzenia się. Wyglądała jak superwomen. Nie wiedziałem dlaczego w ten sposób o niej pomyślałem. Bardziej przypominała żonę murzyńskiego bossa z pulp fiction. Niska czarna grzywka, ciemne oczy, śniada cera. Ciekawe kim jest i co tu robi? Pomyślałem, a ona wtedy zaczęła mówić.
          - Przyjechałam do Suwałk stopem, jestem z bielska białego. Ze znajomymi przyjechaliśmy pociągiem bezpośrednim, oni jadą dalej na spływ, a ja z koleżanką zostajemy pod namiotami. Wyszłam się rozejrzeć po mieście, ponoć tylko jedną tą właśnie knajpę macie taką porządną na poziomie? - spojrzała się na mnie pytająco i uniosła lekko brwi.
          - Zgadza się, reszta to knajpy bez jakiegoś szczególnego wystroju, bez jakiegoś szczególnego klimatu, może jeszcze karczma polska jest ok.
          - I co robisz w tych suwałkach?
          - Jestem pisarzem, piszę książki przygodowe dla dzieci.
          - My sobie pływamy kajakami, pijemy piwko. troche nudno tu u was, ale za to jest przyjemnie.
          - A gdzie się zatrzymałyście? Przyroda jest piękna, prawda?
          - Jesteśmy na bryzglu pod namiotem. Moze byś wpadł do nas?
          - Dlaczego nie, Od dawna szukałem koleżanek.
          - Czego szuka
          • superkoles2 Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 09.03.07, 04:04
            Czego szukałeś? ha ha ha - wybuchnęła śniechem.
            - Znajomych szukałeś? To też jesteś turystą? - cały czas się uśmiechała ta ładna brunetka.
            - Niajomych? Śmieszy cie to? - patrzyłem się na nią bez słowa.
            - Zne, jestem z suwałk, ale znajomi powyjeżdżali a to do Grecji, a to do Włoch, do Hiszpani, poza tym fajnie jest poznać kogoś nowego.
            - Z tej mieściny... - raczej stwierdziła moją tożsamość.
            - Jak masz na imie?
            - Martyna.
            - A ty? - zapytała.
            - Maksiczek jestem. Miło mi.- wuyciagnąłem rękę.
            - To może wymienimy się komórkami? - zaproponowałem.
            - Ok, to daj mi swoją - powiedziała Martyna.
            Jakiś człowiek przepychał sie koło ich stolika i potrącił ją dość mocno, kiedy zapisywała numer, ale ona była z dużego miasta i była przyzwyczajona, nawet nie obróciła się w jego kierunku.
            - Co napisałeś?
            - Kolejne przygody pana samochodzika, O czterech murzynach i psie, Suwałki story, taką sagę suwalską .
            - O to dużo. - wyczułem że zaczyna jej to imponować.
            Byłem jeszcze młodym pisarzem, a już ze sporym dorobkiem. Lubiłem spotkania autorskie z dorosłymi czytelnikami, ale zwykle na moje spotkania przychodzili rodzice z dziećmi i panował nastrój infantylny.Na targach książki w warszawie bywało inaczej, ale taka impreza to była tylko raz do roku, na której czułem się w pełni doceniony. Nie chciałem wykorzystać tej dziewczyny z bielska, ale nie wydawąła się naiwna, więc raczej wszystko się dobrze układało.
            Zaraz wstaliśmy i razem wyszliśmy z pizzeri, zeby pójść w swoja stronę. Musiał zajrzeć do siebie, wyprowadzić psa. I tak skończył się dla mnie ten dzień, bo wieczorem znowu pisałem kolejne opowiadanie. Nazajutrz rano wyszedłem na cappucino za 2zł do macdonalda. Był jasny, słoneczny dzień, ale wietrzny, mimo to usiadłem z kawą i ciastkiem i gazetą na zewnątrz przy srebrnym stoliku. Wiatr dmuchał i powoli zrzucał z tacy rózne rzeczy. Najpierw wiatr porwał puste opakowanie po cukrze, potem białą, plastikową pokrywkę na kubek z capuccino, potem patyczek do mieszania. Czasami przybierał na sile i wtedy posuwał do przodu kubek na papierowej reklamówce, która się sunęła po tacy. Wtedy przerwał czytanie gazety i poprawił kubek. Kiedy poprawiłem kubek zwiało mu gazetę, wiatr wszystko zabierał. Miałem wrażenie że zaraz porwie sam kubek, gazetę, krzesło, może nawet jego. Ale ta chwila niezdecydowania trwała tylko chwilę, bo zaraz wybierałem sie do Martyny pod namiot. Zaintrygowała mnie ta dziewczyna, z którą tak łatwo dało się umówić, poznac, pogadać. Żadnej hermetyczności, całkowita otwartość na drugiego człowieka.
          • wojtek_kosynier Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 10.03.07, 22:54
            Ja wiem, ze to fikcja literacka, ale...
            Po pierwsze od lat nie ma już na rynku piwa EB.
            Po drugie - dlaczego piszesz o Rozmarino?! Toż tam jest najgorsza pizza na świecie.
            • superkoles2 Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 11.03.07, 16:15

              ale ładnie jest w tym Rozmarino,
              gdzie jest najlepsza pizza w naszym mieście?
              • wojtek_kosynier Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 11.03.07, 20:35
                Nie wiem gdzie jest najlepsza, ale trudno mi sobie wyobrazić, że gdzieś może być
                gorsza niźli w Rozmarino (niewłaściwy stosunek ciasta do farszu, same ciasto tak
                grube, że siekierą trzeba...).
                Dobra jest w Fantazji (ale sam lokal jest do bani i piwo mi tam nie smakowało)
                oraz MAX'ie.
                • oginn Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 11.03.07, 21:24
                  Ja, pizzę, to nie pamiętam, kiedy w lokalu gastronomicznym jadłem. A w ogóle
                  ostatnio pizzę jadłem domowego wyrobu u cioci. Smakowała mi, prosiłem o
                  dokładkę.
                • vanillacat Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 12.03.07, 17:46
                  W ROZMARINO jest najlepsza pizza !!!!!!!! Wojtek ciasto jest, cieniutkie,
                  mnostwo dodatków a nie jak w fantazji ciasto grubasne, mało dodatków i sos jest
                  lepszy w Rozmarino.
                  • wojtek_kosynier Re: Suwałki story, zaczynam 1 czę?ć potem kolej n 12.03.07, 17:57
                    Widać coś się musiało zmienić w ciągu 10 miesięcy,
                    bo w maju ostatni raz zdecydowałem się "to" spożyć. I wtedy, jak i wcześniej
                    (przez parę lat) otrzymywałem betonowe ciasto z odrobiną farszu. Z tego co wiem,
                    to nie tylko moje zdanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka