maksiczek
13.11.05, 01:56
Zręcznie to wykombinowałem, to nie maryśka a ja dostanę podwyższkę i awansuję
na ordynatora szpitala. Ten romans z boleckim jej nie pomógł, tak to jest jak
kobieta za bardzo awiszuje się z miłością bez związku kościelnego. Dziwny typ
z tego boleckiego, żeby redaktor z telewizji chciałby zadawać się z
psychiatrą, to dwa różne światy...ciii...taaa... może warto go wypytać kiedyś,
a może się zaprzyjaźnić?
Tak myślał sobie nasz bohater, kiedy bolecki obmyśliwał plan podboju
kolejnego suwalskiego serduszka. Był to w istocie osobowości typ don żuana, za
nic mającego społeczne normy, nienasycony w swoim pożądaniu i ograniczony w
pewien sposób intelektualnie, bo pozbawiony zainteresowań intelektualnych,
pełen natomiast pretensji do ludzi, którzy nie pozwolili mu się dać
wykorzytstać. Jednym słowem przeciętny typ człowieka bez właściwości naszych
czasów. Wysoki i przystojny, brunet o śniadej cerze i wydatnych kościach
policzkowych zawsze sprawiał wrażenie człowieka o krok od celu, któremu
niewiele już brakowało do czegoś czego bardzo pragnął. Jechał właśnie z ekipą
kręcić materiał ze spotkania ze sławnym pisarzem w sali regionalnego ośrodka
kultury na wszystkim znanej ulicy noniewicza. Dzisiaj pocił się bardzo,
widocznie był trochę niewyspany.
- Jurek, pamietaj o mocnym oświetleniu - zwrócił się do dźwiękowca.
- Mhm, tamtym razym miałem zły sprzęt ze sobą.
- Wiola, co to za literat? Powiedz coś w skrócie o nim - Wiolka, redaktorka od
wszystkiego była przygotowana do odpowiedzi. - Michał Witkowski to znany w
kraju pisarz, pisze książki w których bohaterami są pedały albo geje. Możesz
się go zapytać o różnicę pomiędzy tymi słowami, bardzo lubi o tym mówić.
Wiola jeszcze jakiś czas opowiadała, potem ten wywiad odbył się sprawnie, a
nasz bohater mógł zająć się podrywaniem ładnej dziewczyny z krakowa
towarzyszącej pisarzowi. Dopiero późną nocą w barze domu nauczyciela
zorientował się że nowo poznana marylka jest homo i nic z tego nie będzie.
Spitego dowlókł do domu oginn, inny znany suwalczanin, który słynął z tego, że
króla jagiełłę naśladował i alkoholu nie tykał. Budził rozbawienie w lokalach
gastronomicznych, toteż bywał w nich tylko wtedy kiedy musiał, a jako redaktor
pojezierza musiał często niestety bywać. Taki miał układ z boleckim, pierwszy
dostawał niuwsy. Po drodze spotkali pijanego symeona stylitę, lokalnego
literata opiewającego suwalski półświatek, na modłę marka nowakowskiego.
Wszystko działo się ładnie i pięknie, ale zaszła następnego dnia pewna
przykra sprawa.
Panna marysia ze szpitala psychiatrycznego przypadkowo podsłuchała rozmowę
pielęgniarek o nocnych wyczynach boleckiego, kiedy bolecki obmacywał krakowiankę.
- Bolecki? - porywczo zapytała przez telefon.
- Cześć Marysia, dlaczego po nazwisku? - nawet się nie zdziwił, że marysia
dzwoni, wiadomości lokalne rozchodziły się napradę bardzo szybko.
- Wiesz dlaczego... - w jej głosie czuć było napięcie.
- Wyjaśnię ci to u ciebie.
- Może jednak nie, na razie nie dzwoń więcej do mnie - i rzuciła słuchawką.
Ciekawe czy była wtedy w pracy, kiedy rzucała słuchawką i czy ktoś to widział.
Bolecki ponownie położył się spać odsypiać wczoraj.
Co w tym czasie zdażyło się u pierdutowa... o przepraszam, tak nazywamy w
naszym mieście pewnego biznesmena, chociaż nikt nie wie skąd się wzieło to
przezwisko. Pierdutowa spotkała dzisiaj inna przygoda i zaraz wam opowiem jaka.
cdn