brunosch
14.11.02, 15:01
O muzyce rosyjskiej końca XIX i pierwszej połowy wieku XX zapomniano
chyba "przy okazji" transformacji ustrojowej. Jasne - nie trzeba być
koneserem Symfonii dla Stalina, czy Oratorium na cześć XVII Zjazdu, ale żeby
zanikła bez śladu VII Symfonia Szostakowicza i nieomal cały Prokofiew oprócz
I Symfonii (na dobrą sprawę - Prokofiew przestał być - nawet "Piotrusia i
wilka" usłyszć się nie da). Strawińskiego czasem podają w ilościach
homeopatycznych w Klasyce (z którą jestem na bakier). No i czy to nie jest
szaleństwo?