Czy ma ktoś problem z jąkaniem się?

13.03.03, 02:19
Czy mieliście problem z jąkaniem się? Jak postępujecie rozmawiając z ludźmi,
których to spotkało? Czy znacie może sposób na zwalczenie zacinania się,
jąkania itd.? Oprócz logopedy, bo jakoś ta metoda nie okazała się skuteczna...

Każdy, kto z autopsji zna fakt niemożności przekazania swoich myśli słowami,
rozumie doskonale jak bardzo jest to uciążliwe. Dla "strony niejąkającej się"
zresztą także. ;)

Pozdr
    • habitus Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 10:21
      aureliano.83 napisał:

      > Czy mieliście problem z jąkaniem się? Jak postępujecie rozmawiając z ludźmi,
      > których to spotkało? Czy znacie może sposób na zwalczenie zacinania się,
      > jąkania itd.? Oprócz logopedy, bo jakoś ta metoda nie okazała się skuteczna...
      >
      > Każdy, kto z autopsji zna fakt niemożności przekazania swoich myśli słowami,
      > rozumie doskonale jak bardzo jest to uciążliwe. Dla "strony niejąkającej się"
      > zresztą także. ;)
      >
      > Pozdr
      Ostatnio na forum się nie pokazuje osoba, która też zajęła się tym tematem -
      Rowerzyk. Wydaje mi się, że w grudniowym (?) "Zwierciadle" był na ten temat
      obszerny artykuł. Pewnie jest dostępny w Internecie. Ze zdumieniem dowiedziałam
      się, że osoby jąkające się mogą doskonale śpiewać (zespół Univers) ale nie mogą
      udzielić wywiadu, bo głos grzęźnie im w jakiejś sylabie. Jest przykład
      prezenterki radiowej i kilka innych. Uważam zresztą, że obecnie jest dużo
      więcej zrozumienia dla takich dysfunkcji. I całe szczęście!
      • poziomk Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? 13.03.03, 11:01
        poziomK ma z tym problem od 34 lat , czyli od zawsze. I to jest jego
        najwiekszy problem zyciowy, gdy na ulicy idzie zapytac kogos obcego o
        cos i patrza na niego jak na na idiote albo chorego umyslowo, bo
        tolerancji ci u nas BRAK :(
        • Gość: ormond Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.mckinn1.vic.optusnet.com.au 13.03.03, 11:19
          Najzabawniejsze jest jednak to (albo najmutniejsze), ze
          Polacy uwazaja siebie za narod tolerancyjny...

          > tolerancji ci u nas BRAK :(
          • chatka_ Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? 13.03.03, 11:24
            tak Polacy bardzo dobrze toleruja... alkohol ;)
            • Gość: ormond Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.mckinn1.vic.optusnet.com.au 13.03.03, 11:27
              Super trafne. To zdanie powinno stac sie porzekadlem. :)))

              > tak Polacy bardzo dobrze toleruja... alkohol ;)
              • chatka_ Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? 13.03.03, 11:37
                Gość portalu: ormond napisał(a):

                > Super trafne. To zdanie powinno stac sie porzekadlem. :)))
                >
                > > tak Polacy bardzo dobrze toleruja... alkohol ;)

                Ormondzie "tu nie ma z czego sie smiac tu trzeba plakac" (to juz nie moje:)))
              • Gość: Stanislaw Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.03, 11:38
                Gość portalu: ormond napisał(a):

                > Super trafne. To zdanie powinno stac sie porzekadlem. :)))
                >
                > > tak Polacy bardzo dobrze toleruja... alkohol ;)

                Czy wiesz Ormond, ze gdzies do polowy lat 80 czyny
                popelniane pod wplywem alkoholu byly traktowane w
                Polsce jako okolicznosc lagodzaca?
                Potem nagle zmieniono to na ok. obciazajaca.
                Bez okresu przejsciowego;/
                Sam pamietam jak babcie widzac zapitego mlodziana
                mowily: "Na++++ny bo mlody" :))
                Bo starszemu, zonatemu wypadalo nawalic sie tylko rodzinnie
                ze szwagrem na przyklad.
                • Gość: ormond Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.mckinn1.vic.optusnet.com.au 13.03.03, 12:09
                  Wiem, ale mala niescislosc. Juz w stanie wojennym i pozniej
                  za picie w zakladzie pracy mogli wyrzucic z roboty.
                  Oczywiscie pod taka grozba, wodka smakowala jeszcze lepiej ;)
                  >
                  > Czy wiesz Ormond, ze gdzies do polowy lat 80 czyny
                  > popelniane pod wplywem alkoholu byly traktowane w
                  > Polsce jako okolicznosc lagodzaca?
                  > Potem nagle zmieniono to na ok. obciazajaca.
                  • Gość: Stanislaw Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.03, 12:19
                    Wiem cos o tym.
                    Powolano mnie do wojska - do SPR-u w maju 1981 roku.
                    Na pozegnanie w pracy cos tam chlapnelismy,
                    po powrocie, w kwietniu roku nastepnego, nie moglem
                    nikogo do wypicia namowic.
                    • Gość: ormond Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.mckinn1.vic.optusnet.com.au 13.03.03, 12:48
                      Pamietasz to powiedzenie: "...kto nie pije, ten kabluje." Prosta sprawa,
                      musieliscie miec kapusia w towarzystwie.

                      > po powrocie, w kwietniu roku nastepnego, nie moglem
                      > nikogo do wypicia namowic.
            • poziomk Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? 13.03.03, 11:46
              Nie wiem czy ktos z Was wie.... ale po alkoholu jakanie np. u mnie znika, i
              nie ma problemu :)
              • chatka_ Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? 13.03.03, 11:52
                :)))))) ale wtedy reszta spoleczenstwa zaczyna sie jakąć! :)
            • maurus Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? 16.03.03, 16:54
              Tak i brud i smród podpachami
        • Gość: ktoś Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: *.lublin.mm.pl 13.03.03, 23:53
          mówicie o golcach , o adamie michniku - ci ludzie jąkają sie ale tylko tak
          formalnie bo jakanie nie przeszkadza im w zadne j sytuacji mówić zawsze tego co
          chcą. , jąkanie to straszna rzecz i anegdotki mogą tylko pomniejszyć ból jaki
          ono powoduje , ale takie gadanie nie pomoze bo i tak jąkajacy sie zostaja sami
          z problemem i jutro w kiosku kupując bilet przezyją znowu cięzkie chwile a
          zycie to nie anegdotka....
          • Gość: rowerzyk Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? IP: w3cache:* / *.gazeta.pl 15.03.03, 14:25
            Gość portalu: ktoś napisał(a):

            > mówicie o golcach , o adamie michniku - ci ludzie jąkają sie ale tylko tak
            > formalnie bo jakanie nie przeszkadza im w zadne j sytuacji mówić zawsze tego
            co
            >
            > chcą. , jąkanie to straszna rzecz i anegdotki mogą tylko pomniejszyć ból jaki
            > ono powoduje , ale takie gadanie nie pomoze bo i tak jąkajacy sie zostaja
            sami
            >
            > z problemem i jutro w kiosku kupując bilet przezyją znowu cięzkie chwile a
            > zycie to nie anegdotka....

            Racja. Ale obawiam sie ze malo kto zwrpcil uwage na to, ze jakanie to nie
            tylko takie smieszne problemy z wymowianiem slow. Nie myle sie?
            Przy okazji pozdrawiam caly wszystkich lubelskich studentow :)
    • ormond Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 10:29
      Jaka sie naczelny GW - Adam Michnik, ale jesli nie miales
      go jeszcze okazji uslyszec na zywo, to uwierz mi, ze
      sluchajacym nie przeszkadza to w najmniejszym stopniu. On
      ma cos do powiedzenia, a to w gruncie rzeczy to sie liczy
      najbardziej.
      Nie przejmuj sie wiec bowiem jak mowi stara madrosc
      Wschodu, nie trzeba sie przejmowac rzeczami nad ktorymi
      nie mamy kontroli.

      > rozumie doskonale jak bardzo jest to uciążliwe. Dla
      "strony niejąkającej się"
      > zresztą także. ;)
      >
      > Pozdr
      • nxa Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 12:38
        Jąkałem się jak miałem kilka lat. Dość wcześnie nauczyłem się czytać i Mama
        prosiła bym czytał jej na głos gazetę, bo ona musi coś tam zrobić. Trochę to
        trwało ale pomogło. Z dorosłą osobą nie wiem jak postępować. W szkolnych
        czasach miałem kolegę, który bardzo się jąkał. Pomagały trzy rzeczy: gitara i
        śpiew, trzy piwa (im więcej tym lepszy efekt ale w pewnych granicach),
        szeptanie w uszko dziewczyny. Nie są to naukowe metody, ale sprawdzone.
        Pzdr.
    • aand Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 12:36
      ...ja na ten przyklad nie wymawiam "r". Ale za to mówie TAK PRZEKONYWUJACO, ze
      prawie nikt tego nie zauwaza...;))) (No, chyba ze trzeba powiedziec "rura".
      Albo "rower"...:)))
      • poziomk Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 12:50
        Kiedys slyszalem o "R" takie zdarzenie jak to chlopiec nie mowil R i
        prwnego razu usiadla wrona. Wrona jak to wrona KRRRA KRRRA.... i ten
        zacza nasladowac.
        KLLLLLA KLLLLLA, KLLRLLLLLLA, KLLLLRRRRA KRRRLLA, KRRA...
        udalo sie za 10000000 razem. Z tej radosci okrzyk... MAMO!!!! juz umiem
        mowic MREKO !!!! :)
        • aand Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 12:59
          :))) ...nic nie pomoglo. Mimo ze mama jezdzila ze mna do róznych specjalistów
          (polskich, a nawet radzieckich ;)) Tyle ze nabralem doskonalej dykcji od tych
          cwiczen.
          Aha, i jeszcze dziewczyny mówia ze to "r" ma swój urok...;)))
          • poziomk Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 13:08
            aand napisa?:

            > Aha, i jeszcze dziewczyny mówia ze to "r" ma swój urok...;)))
            Monter z RMF tez ma takie fajne R, ... u mnie jest gorsza sprawa.... nie
            chce mowic, moze kiedys?
            • aand Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 13:18
              ...brak "r" czy jakanie to cos co nas wyróznia. A dziewczyny cenia sobie
              facetów z "innego wymiaru elokwencji"...zgadza sie, Poziomku...?:)))
              • poziomk Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 13:23
                ale....Czasami te male wady staja sie prawdziwymi wadami wlasnie w
                kontaktach.... i co wtedy
                • aand Re: Nie martw sie...:))) 13.03.03, 14:11
                  Poziomku, pomysl ze natura "zubozajac" nas werbalnie rozwinela w nas inne
                  przymioty ( np. intelekt ;)) A w kontaktach slowa sa malo znaczace. Wazniejsza
                  jest mowa bez slów: lekkie uniesienie brwi, zrobienie buzi w podkówke,
                  zamyslone dotkniecie nosa palcem. glebokie spojrzenie w oczy, potrzymanie jej
                  za reke...i tak dalej. Co tu jeszcze mówic...? ;))
                  • Gość: rowerzyk Re: Nie martw sie...:))) IP: *.euro-net.pl 14.03.03, 15:16
                    aand napisał:

                    (...)
                    >A w kontaktach slowa sa malo znaczace.

                    czy aby napewno?

                    >Wazniejsza
                    > jest mowa bez slów: lekkie uniesienie brwi, zrobienie buzi w podkówke,
                    > zamyslone dotkniecie nosa palcem. glebokie spojrzenie w oczy, potrzymanie jej
                    > za reke...i tak dalej.

                    Jak chcesz zrobisz to wszystko, gdzy kazdy miesien ciala, od stop po czubek
                    glowy jest w napiety i wkladam wszystkie sily w to, by wypchnac z siebie jakies
                    nieszczesne "g", "b", "k" itp?

                    Pozdrawiam
                    • aand Re: Nie martw sie...:))) 14.03.03, 15:46
                      Gość portalu: rowerzyk napisał(a):

                      > >A w kontaktach slowa sa malo znaczace.
                      >
                      > czy aby napewno?

                      ...yhyy ;))
                      >
                      > >Wazniejsza
                      > > jest mowa bez slów: lekkie uniesienie brwi, zrobienie buzi w podkówke,
                      > > zamyslone dotkniecie nosa palcem. glebokie spojrzenie w oczy, potrzymanie
                      > jej
                      > > za reke...i tak dalej.
                      >
                      > Jak chcesz zrobic to wszystko, gdzy kazdy miesien ciala, od stop po czubek
                      > glowy jest w napiety i wkladam wszystkie sily w to, by wypchnac z siebie
                      jakies
                      >
                      > nieszczesne "g", "b", "k" itp?

                      Hmmmm....
                      :) ...nie wypychaj. Na poczatek westchnij sobie gleboko i usmiechnij sie do
                      niej. Potem pozwól dzialac naturze...;) A potem wspomóz sie Pink Floydem:
                      usmiechnij sie znowu i powiedz cichutko "...ey You"...:)
                      • Gość: rowerzyk Re: Nie martw sie...:))) IP: *.euro-net.pl 14.03.03, 16:43
                        aand napisał:

                        > > czy aby napewno?
                        >
                        > ...yhyy ;))

                        Sproboj na dzien albo dwa zapomniec o czyms takim jak mowa, a przkonasz sie
                        jakimi problemami stana sie najprostsze nawet, codzienne czynnosci. :)
                        Tak na marginesie to zaczynajac terapie jakania, przez pierwszy mniejwiecej
                        tydzien, nie wolno samemu powiedziec ani slowa. I wyobraz sobie ze czulem sie
                        wtedy o wiele lepiej. Bo nie patrzona na mnie jak na zebraka, narkomana, czy
                        swira, ale jak na normalnego niemowe.

                        > Hmmmm....
                        > :) ...nie wypychaj. Na poczatek westchnij sobie gleboko i usmiechnij sie do
                        > niej. Potem pozwól dzialac naturze...;) A potem wspomóz sie Pink Floydem:
                        > usmiechnij sie znowu i powiedz cichutko "...ey You"...:)

                        To moze odrazu powiedz "to nie jakaj sie". Takie to proste myslisz?
                        Jakanie dziala jakos tak:
                        1.mowa
                        2.dochodzi do bloku (moze nie wiesz,ale to straszne slowo dla jakajacego)
                        3.Mozg zapamietuje wpadke: UWAGA NIEBEZPIECZENSTWO! NASTEPNYM RAZEM W TAKIEJ
                        SYTUACJI ZACHOWAC SZCZEGOLNA CZUJNOSC! Zachowanie tej szczegolnej czujnosci
                        polega na niepokoju, napieciu miesni w oczekiwaniu czegos niedobrego. A taka
                        niebezpieczna sytuacja staje sie wszystko. Slowo, litera, sytuacja, osoba.
                        4.Proba kontynuowania mowi i oczywiscie przypomnienie sobie tego co sie przed
                        chwila nauczylo.
                        Fakt. to jest bledne kolo. Tylko co mi da to westchniecie?
                        pzdr
                        • aand Re: Nie martw sie...:))) 14.03.03, 17:11
                          Po pierwsze,mysle ze niemi maja gorzej - nic nie mówia, a daja sobie rade. To
                          juz na starcie masz przewage... Po drugie, byc moze bedziesz sie juz zawsze
                          jakal (czego Ci naprawde nie zycze), tak jak ja nigdy nie powiem "r". Dlatego
                          musialem obmyslic inny sposób na zycie. Te moje przyklady to nic innego jak
                          zacheta do myslenia - próbuj, kombinuj, staraj sie az wypracujsz metode która
                          Cie zadowoli. Byc moze nie sprawdzi sie zawsze i we wszystkim, ale trening
                          czyni mistrza...Dlaczego nie odwrócisz sytuacji i pomyslisz w ten sposób: UWAGA
                          SZANSA! MUSZE SPRÓBOWAC. A westchnienie? to tylko pretekst, moze potrafisz
                          wyczarowac w rekach origami albo cos innego? Mysl nad swoimi mocnymi stronami,
                          olej slabe, na cholere Ci one...:)
                          PS.
                          Kiedy umawiamy sie na rowery? :)
                          • Gość: rowerzyk Re: Nie martw sie...:))) IP: *.euro-net.pl 14.03.03, 17:38
                            aand napisał:

                            (...)

                            Fakt. trzeba zaakceptowac i nauczyc sie sobie radzic. Znaczy trzeba miec
                            nadzieje, ze mozna cos zmienic. Jak juz pisalem lata chodzenia po logopedach
                            itp. skutecznie ja zabijaja.

                            > PS.
                            > Kiedy umawiamy sie na rowery? :)

                            Chyba juz nie jezdze. Mam cicha nadzieje, ze jeszcze kiedys do tego wroce, ale
                            narazie nie zanosi sie. Jak chcesz, to zajedz w niedziele o 10 pod sklep
                            sprint, to napewno jakiegos bikera zastaniesz :)

                            Milego dnia.
                          • rowerzyk Re: Nie martw sie...:))) 15.03.03, 21:46
                            aand napisał:

                            Po dluzszym namysle postanowilem cos jeszcze dopisac.

                            > Po pierwsze,mysle ze niemi maja gorzej - nic nie mówia, a daja sobie rade. To
                            > juz na starcie masz przewage...

                            No tu bym polemizowl. Niemowy nikt nie traktuje jak wariata, czyli
                            potencjalnego niebezpieczenistwa. Nie mysli o nim jak o wariacie, cpunie, lub
                            pijaku. Jako taka tolerancja juz w Polsce jest i niepelnosprawny moze liczyc na
                            pomoc. Od takie to moje przemyslenia, po tygodniu egzystowania w spoleczenstwie
                            jako "czlowiek bez ust"

                            Po drugie, byc moze bedziesz sie juz zawsze
                            > jakal (czego Ci naprawde nie zycze), tak jak ja nigdy nie powiem "r".

                            Mam szczery zamiar doprowadzic terapie do konca i mowic nawet lepiej niz
                            przecietny czlowiek. Juz nigdy nie musiec zastanawiac sie nad tym jakimi
                            slowami dam rade sie wyrazic, zamiast tego co chce powiedziec. Moc mowic w
                            kazdej sytuacji i wszystko co chce.

                            Dlatego
                            > musialem obmyslic inny sposób na zycie.

                            Jak juz napisalem czlowiek z wiekiem uczy sie sobie radzic. Tzn w zewnatrz
                            wyglada to tak jakby radzil sobie lepiej.

                            >Moje moje przyklady to nic innego jak
                            > zacheta do myslenia - próbuj, kombinuj, staraj sie az wypracujsz metode która
                            > Cie zadowoli. Byc moze nie sprawdzi sie zawsze i we wszystkim, ale trening
                            > czyni mistrza...Dlaczego nie odwrócisz sytuacji i pomyslisz w ten sposób:
                            UWAGA SZANSA! MUSZE SPRÓBOWAC. A westchnienie? to tylko pretekst, moze
                            potrafisz
                            > wyczarowac w rekach origami albo cos innego? Mysl nad swoimi mocnymi
                            stronami,
                            > olej slabe, na cholere Ci one...:)

                            Twoje slowa rozumiem mniej wiecej tak: Dlaczego on sie tak strasznie jaka?
                            Dlaczego cos z tym zrobi? Czy tak?
                            Myslisz ze to jest takie proste? Myslisz ze co jest zyciowym mazeniem jakaly?
                            Slawa? Kariera? Podrozowanie po swiecie? Juz w tym watku pisalem, co jakanie
                            robi z ambicjami, z morale, z samoocena.
                            Tak na marginesie. Wiesz od czego zaczyna sie jakanie? Od dobrych rad rodziny,
                            znajomych i otoczenia w stylu: "nie denerwuj sie", "sprobuj jeszcze raz", "wes
                            gleboki oddech"... Kazdy jakajacy przerabial to miliony razy, wiec nie zdziw
                            sie ze na takie dobre rady reaguje conajmniej nieprzyjaznie.
                            W czasie terapii Pani Profesor tlumaczyla to w dosc chymorystyczny sposob. Ty
                            mniejwiecej tak jak by kazac zdrowemu czlowiekowi zwracac uwage na to jak
                            stawia stopy. Predzej czy pozniej potknal by sie. albo wpadl pod samochod :)
                            A jezeli by potknal sie i przestraszyl tego ze sie potknal to mialby duze
                            szanse zeby juz do konca zycia zwracas uwage na to jak stawia kroki, a nie na
                            to dokad chce dojsc.

                            > PS.
                            > Kiedy umawiamy sie na rowery? :)
                            Jak juz poprzednio napisalem, juz nie jezdze, ale w kazda niedziele o 10.00 na
                            parkingu przy Sienkiewicza 81/3 zbieraja sie rowerzysci na wspolna przejazdzke.
                            Kazdy chetny mile widziany. Zalecany rower gorski lub trekingowy. Podobno odkad
                            przstalem tam przyjezdzac te wyjazdy przestaly byc traningami, a staly sie
                            prawdziwie rekreacyjnymi wycieczkami. :)

                            pozdrawiam

                            Ps. Przy okazji pozdrowienia dla #%#*&@!!! ktory wymyslil, zeby przy przejsciu
                            z opcji pisania jako gosc, do pisania jako zalogowany, strona resetowala
                            zawartosc okna. W ten prosty sposob stracilem poprzednia (niestety o wiele
                            lepsza) wersje tej wiadomosci.
                            • Gość: aand Re: Nie martw sie...:))) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 06:52
                              rowerzyk napisał:

                              >
                              > Po dluzszym namysle postanowilem cos jeszcze dopisac.
                              >
                              No, na to czekalem... :)) Nie mysl sobie ze to jest prosta sprawa. POTWORNIE
                              trudno jest zmienic niska samoocene samego siebie. Ale NAPRAWDE nic nie jest
                              dane na wiecznosc... A zmiany na lepsze sa prawie niedostrzegalne. Natomiast
                              wstyd (czyli obnizenie wlasnej wartosci w oczach innych) i poczucie winy (czyli
                              obnizenie wlasnej watosci w swoich oczach) to cos co zatruwa nam zycie
                              natychmiast i na dlugo. Tylko ze tak naprawde to WSZYSTKO dzieje sie w naszej
                              glowie. I dlatego ciagle mozemy to zmienic, bo to tylko nasze wyobrazenie a nie
                              realny swiat...:)
                              • rowerzyk Re: Nie martw sie...:))) 16.03.03, 21:02
                                Gość portalu: aand napisał(a):

                                > No, na to czekalem... :))

                                :))

                                (ciach)
                                > Tylko ze tak naprawde to WSZYSTKO dzieje sie w naszej
                                > glowie. I dlatego ciagle mozemy to zmienic, bo to tylko nasze wyobrazenie a
                                > nie realny swiat...:)

                                Jakis czas temu, ale juz w czasie terapi, kobieta zapytana na ulicy o godzine
                                chciala wzywac policje. Nastolatki zapytane o droge dokastam wybuchnely
                                (wybuchly?) smiechem na cala Lipowa. Pierwsza reakcja w podstawowkach, w
                                trakcie wystapienia to smiech, wtrzeszcz oczu :) i inne dziwne minki itp. To
                                naprawde dzialo sie tylko w mojej glowie?
                                2. Nauczono mnie ze takie wlasnie obawy sa jednym z glownych powodow jakania.
                                Sugerujesz ze wszyscy ci ludze (a przynajmniej jakas czesc) to glupcy, bo boja
                                sie jakis urojonych strachow?
                                • aand Re: Nie martw sie...:))) 17.03.03, 08:22
                                  rowerzyk napisał:

                                  > Jakis czas temu, ale juz w czasie terapi, kobieta zapytana na ulicy o
                                  godzine
                                  > chciala wzywac policje. Nastolatki zapytane o droge dokastam wybuchnely
                                  > (wybuchly?) smiechem na cala Lipowa. Pierwsza reakcja w podstawowkach, w
                                  > trakcie wystapienia to smiech, wtrzeszcz oczu :) i inne dziwne minki itp. To
                                  > naprawde dzialo sie tylko w mojej glowie?
                                  > 2. Nauczono mnie ze takie wlasnie obawy sa jednym z glownych powodow jakania.
                                  > Sugerujesz ze wszyscy ci ludze (a przynajmniej jakas czesc) to glupcy, bo
                                  boja
                                  > sie jakis urojonych strachow?

                                  Nie, to Ty boisz sie ich reakcji. To wszystko co wymieniles powyzej to skutki a
                                  nie przyczyny. Chodzi mi o to ze zachowania ludzi nie musza wyzwalac przykrych
                                  emocji. Nie musze tracic dobrego samopoczucia dlatego ze mnie ktos przedrzeznia
                                  lub smieje sie ze mnie...Nie powiem Ci jak to zrobic zeby sie nie jakac bo sie
                                  na tym nie znam. Moge tylko poradzic jak z tym sobie radzic (wyszlo mi do rymu
                                  ;)) Bo cóz to jest jakanie - pomysl ze to tylko brak synchronizacji w mówieniu.
                                  I tyle. A reszte potwornosci wymysliles Ty. Jezeli podchodzisz do przypadkowych
                                  ludzi czerwony ze zdenerwowania, dygoczacy z emocji (bo niby juz wiesz jak sie
                                  zachowaja), wiec oni tak sie zachowuja...prosty mechanizm. A gdybys zaczynal
                                  rozmowe SPOKOJNY, KONTROLUJACY swoje zachowanie, grzeczny i usmiechniety?
                                  Rozmowa podczas której od poczatku do konca byles pewny swoich reakcji? Chyba
                                  jedyna cecha na która nie mamy wplywu to temperament. Reszte mozna
                                  doskonalic...:))
                                  • rowerzyk Re: Nie martw sie...:))) 18.03.03, 02:25
                                    aand napisał:

                                    > Nie, to Ty boisz sie ich reakcji.

                                    Oczywiscie. Zebym sie ich nie bal i nie staral wypasc przed ludzmi jak
                                    najlepiej, nigdy bym sie nie jakal. Pewie mialbym jakies nieplynnosci mowy, ale
                                    nie bylo by to jakanie w takim pelnym wymiarze.
                                    Tak troche nie na temat, co bys zrobil, co pomyslal, gdyby tak dziesiec-
                                    dwadziesia kolejnych osob, na twoj widok zrobilo dziwna mine, albo ironicznie
                                    usmiechnelo sie?

                                    > To wszystko co wymieniles powyzej to skutki a nie przyczyny. Chodzi mi o to
                                    ze > zachowania ludzi nie musza wyzwalac przykrych emocji. Nie musze tracic
                                    > dobrego samopoczucia dlatego ze mnie ktos przedrzeznia lub smieje sie ze
                                    > mnie...

                                    Ale jednak tak sie dzieje. Ludzkich odruchow nie zmienisz. A nie! Przepraszam,
                                    da sie. Pleograf (czy jak tam sie ten wykrywacz klamst, fachowo
                                    nazywa) da sie oszukac. Tylko ilu osobom to sie udaje?

                                    > Nie powiem Ci jak to zrobic zeby sie nie jakac bo sie na tym nie znam.

                                    Dziekuje nie musisz. Terapia dala mi kompletne rozwiazanie wszystkich
                                    problmow zwiazanych z jakaniem. Wkoncu przez te 9-12 iesiecy trzeba nad czyms
                                    pracowac. :)

                                    > Moge tylko poradzic jak z tym sobie radzic

                                    Dziekuje. Tylko pamietasz co pisalem o dobrych radach w stylu "nie denerwuj
                                    sie" "wes gleboki oddech"...?

                                    > (wyszlo mi do rymu ;))

                                    Moze wlasnie odkryles w sobie talent? :) Nie potrzebujesz moze agenta? Za
                                    niewielka pensyjke i niewielka prowizje, powiedzmy 60% z przyszlych zyskow
                                    zajme sie wszystkim :)

                                    > Bo cóz to jest jakanie - pomysl ze to tylko brak synchronizacji w mówieniu.

                                    Juz myslalem. Nieraz. I nieraz obiecywalem sobie ze teraz to bede bardzo sie
                                    staral cos z tym zrobic, zeby bylo lepiej.

                                    > I tyle. A reszte potwornosci wymysliles Ty. Jezeli podchodzisz do
                                    > przypadkowych ludzi czerwony ze zdenerwowania, dygoczacy z emocji (bo niby
                                    > juz wiesz jak sie zachowaja), wiec oni tak sie zachowuja...prosty mechanizm.
                                    > A gdybys zaczynal rozmowe SPOKOJNY, KONTROLUJACY swoje zachowanie, grzeczny
                                    > i usmiechniety?

                                    I tu sie mylisz! :)) Przypadki z kobieta i nastolatkami sa swierzutkie. Bo to
                                    juz w trakcie terapi, bo jej wymogiem jest zadawanie przypadkowym ludziom
                                    pytan. Na pytania zawsze chodze grzecznie ubrany, ogolony i uczesany i zawsze
                                    zaczepiajac kogos odnosze sie z szacunkiem i powaga. Nie twierdze, ze zle
                                    konczy sie kazde zapytanie, ale jak sie ich dziennie zadawalo ich po
                                    kilkanascie, to troche przykladow sie nazbieralo. Jezeli juz kogos
                                    wykorzystalem, bo defakto wykorzystywalem do wyleczenia sie z jakania i mam
                                    obowiazek za to podziekowac. I dziekuje.
                                    Moglbym nawet na ten temat wypracowanie pisac, a moze nawet prace
                                    magisterska :) Ale pochwale sie ze reakcje ludzi mozna podzielic na kilka
                                    kategori:
                                    -jestem powietrzem: przechodzien nie reaguje na zapytanie i spokojnie odchodzi.
                                    -jestem pijakiem zebrakiem narkomanem, (wersja Light): odejdz, Nie!
                                    -j.w. wersja hard: czego pan chce?! Ludzie pomozcie zaczepia mnie!, sperd****j!,
                                    -jestem natretem: nie. nie wiem. nie mam zegarka (a widzialem ze ma bo, przed
                                    chwila zerkal/zerkala :) ), chyba gdzies w tamta strone... (ale najczesciej
                                    przeciwna.) Ps. Jezeli pytam o droge to przewaznie wiem gdzie to jest! :)
                                    I wiele pomniejszych, jak rowniez laczacych wymienione. Tak na marginesie to
                                    wersja "jestem natretem" jest juz moim zwyciestwem. bo przelamalem swoj strach,
                                    zatrzymalem czlowieka, nawiazalem rozmowe, w trakcie ktorej moglem doskonalic
                                    swoj spokoj.

                                    > Rozmowa podczas której od poczatku do konca byles pewny swoich reakcji? Chyba
                                    > jedyna cecha na która nie mamy wplywu to temperament.

                                    Nie wiem jak inni jej uczestnicy, ale wlasnie w trakcie terapi temperament
                                    musze zmienic.

                                    >Reszte mozna doskonalic...:))

                                    Oczywiscie. Tylko trzeba wiary.

                                    Pozdrawiam.
                                    • aand Re: Czy Rowerzyk prze do wojny...? ;) 18.03.03, 08:14
                                      Tak czytam ten nasz dialog i nasuwa mi sie na mysl obecna sytuacja polityczna.
                                      Co by Irak nie wymyslil to Waszyngton obala miazdzacymi argumentami...ciagle
                                      zero porozumienia. A przyznam sie ze skutek uboczny jest taki, ze zaczynam
                                      miec kompleksy. Jestem chyba za cienki intelektualnie do dialogu z Toba...:) Po
                                      przeczytaniu odpowiedzi mam wrazenie jakby po moich wpisach przejechal walec. A
                                      wydawalo mi sie ze dam rade...:) Cóz, jak sie okazuje to tez lekcja dla mnie.
                                      Pokory i przewartosciowania wlasnej osoby...:)
                                      • rowerzyk Re: Czy Rowerzyk prze do wojny...? ;) 19.03.03, 22:49
                                        aand napisał:

                                        (...)
                                        > przeczytaniu odpowiedzi mam wrazenie jakby po moich wpisach przejechal walec.

                                        Ja tylko staram sie, najlepiej jak potrafie przekonac Ciebie, czym naprawde
                                        jest jakanie.
                                        • aand Re: Przec nie prze ale... 20.03.03, 08:11
                                          rowerzyk napisał:


                                          > Ja tylko staram sie, najlepiej jak potrafie przekonac Ciebie, czym naprawde
                                          > jest jakanie.

                                          Doszlismy do sedna sprawy. A ja staram Ci sie pokazac czym jakanie NIE POWINNO
                                          dla Ciebie byc. Bo gdy jeszcze raz czytam nasza dyskusje to widze ze bronisz go
                                          jak niepodleglosci... Chyba ze uwazasz ze zanegowanie jakania bedzie
                                          zanegowaniem osobowosci...
                                          • rowerzyk Re: Przec nie prze ale... 24.03.03, 18:36
                                            aand napisał:

                                            > Doszlismy do sedna sprawy. A ja staram Ci sie pokazac czym jakanie NIE
                                            > POWINNO dla Ciebie byc. Bo gdy jeszcze raz czytam nasza dyskusje to widze ze
                                            > bronisz go jak niepodleglosci... Chyba ze uwazasz ze zanegowanie jakania
                                            > bedzie zanegowaniem osobowosci...

                                            Witaj.
                                            Przepraszam za lekkie opoznienie. :)
                                            Dziekuje, ale pokazywac juz mi nie musisz.
                                            Wystarczy jak zrozumiesz, ze jakanie _to_nie_jest_ drobnostka ktora mozna
                                            pokonac jakims przykladowym westchnieniem.
                                            Co to osobowosci to wiem, ze jakanie ma wplyw na _cale_ zycie, wiec na
                                            osobowosc napewno tez.
                                            Czy go bronie? To o czym tu pisze, nie jest juz moim problemem. A napewno nie
                                            takim, z jakim nie umial bym juz sobie radzic. Chce tylko przy uzyciu calej
                                            swoja wiedzy pokazac, jak wyglada zycie oczami jakajacego. Przed terapia nie
                                            bylbym wstanie. Teraz jestem i czuje sie zobowiazany do podzielenia sie to
                                            wiedza ze swiatem. Niech tego co bylo moja mala, tragedia nie powtarza juz
                                            zaden jakajacy. A jakajacy byli sa i niestety beda. Przynajmniej dopoki nie
                                            wymysla jakiegos zastrzyku albo szczepionki.
                                            Tak na marginesie, to zacytowal bym slowa, jakimi twoje porady skomentowal moj
                                            kolega, ale nie ma 23 i dzieci jeszcze nie spia i mogly by przypadkiem to
                                            przeczytac :) A ujal to w sposob zwiezly o dosadny... No coz Moze ja sie tak
                                            kiedys naucze.
                                            Pozdrawiam i milej wiosny zycze :)
                                            • aand Re: 24.03.03, 22:00
                                              ...widze ze puscily nerwy i postanowiles sie odgrysc. No to powodzenia :)
                                              Szkoda twojego cennego czasu, bo faktycznie potrzebujesz go wiecej niz normalni
                                              ludzie na zwerbalizowanie mysli... Smialo dasz sobie rade, znajac przeciez
                                              wszystkie odpowiedzi na wszystkie pytania... I gratuluje doboru kolegów z
                                              wyszukanym slownictwem, ale za to sie nie jakaja...
                                              • rowerzyk Re: 25.03.03, 10:54
                                                aand napisał:

                                                > ...widze ze puscily nerwy i postanowiles sie odgrysc. No to powodzenia :)

                                                A w zadnym wypadku. Widze, ze to tobie puscily, wiec uspokoj sie i
                                                niedenerwoj.
                                                Calkiem przypadkiem zademonstrowales jak potrafisz byc zalezny od opini innych
                                                ludzi, od tego co o tobie pomysla. Nieprawda ze paralizujaca jest swiadomosc,
                                                ze jestes przez kogos oceniany i to byc moze zle?

                                                > Szkoda twojego cennego czasu, bo faktycznie potrzebujesz go wiecej niz
                                                > normalni ludzie na zwerbalizowanie mysli...

                                                Niewiem czy dobrze zrozumialem, ale chyba chodzi o to, ze nie siedze na tym
                                                forum od 8 rano do 22.

                                                >Smialo dasz sobie rade, znajac przeciez wszystkie odpowiedzi na wszystkie
                                                > pytania...

                                                Moja wiedza jest niczym przy wiedzy pani prowadzacej terapie, a juz napewno
                                                wiedzy Pani Profesor. Nie zmienia to faktu, ze o jakaniu wiem duzo wiecej niz
                                                przecietny czlowiek.
                                                A czy dam rade czy nie, to zalezy tylko od tego ile pracy i wysilku w to wloze.
                                                Bo metoda juz jest. Inna sprawa jest to, czy zeby dobrze np. oceniac balet
                                                musze go dobrze tanczyc.

                                                > I gratuluje doboru kolegów z wyszukanym slownictwem, ale za to sie nie
                                                > jakaja...

                                                Jezeli juz mowimy o moim koledze, to ma troche wiecej lat ode mnie, zone,
                                                slicznego synka, no i poznalismy sie wlasnie na terapi... I jezeli nie
                                                napisalem tego dosc wyraznie, to nic obrazliwego na twoj temat nie napisal.
                                                Pomyslalem tylko, ze nie wypada o takich rzeczach mowic w tym miejscu. No chyba
                                                ze na jakims forum o impotencji, czy seksie. :)

                                                Szczerze pozdrawiam.
    • zet6 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 14:14
      jakam sie od ok 10 lat.z wymawianiem "r" mialam problemy do 10 roku zycia, ale
      pomogl mi szkolny logopeda.
      alkochol pomaga ale nie moze to byc jedyny sposob na przelamywanie strachu. bo
      chodzi tu o lek przed tym ze zostaniemy wysmiani, szczegolnie okrutne potrafia
      byc dzieci(to wina wychowania rodzicow).
      problemem staje sie rozmowa telefoniczna, zakupy, czy powiedzenie
      glupiego "dzien dobry" sasiadom.
      kiedys widzialam program w telewizji o pewnej logopedce, zdaje sie z
      kazachstanu, ktora w polsce prowadzala terapie dla ludzi jakajacych sie.podobno
      z dobrym skutkiem.
      moze wiecie cos wiecej o niej???

      moze mam problemy z techniczna strona wypowiedzi, ale to nie znaczy ze nie mam
      do powiedzenia nic w zyciu .
      (jakal sie m.in. churchill)
      pozdrawiam:)))))
    • Gość: Pisces Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.stclar01.mi.comcast.net 13.03.03, 15:23
      Pamietam,ze ja tez mialam problem z wymowa R,gdzies do 6roku zycia.Wyleczylo
      mnie przejezyczenie mamy,krzyknela do mnie
      -Bedziesz jadla ten chReb czy nie?
      powiedzialam jej,ze chReba jesc nie bede,bo ja chce tylko chLeba z pomidoRkiem
      i tak zostalam "wyleczona" na zawsze.
      Wszystkim,majacym trudnosci z wymowa,glowa do gory!!,jezeli wasi wspolrozmowcy
      maja z tym jakis problem,swiadczy to nie najlepiej o nich,nigdy o Was!:))))
      • habitus Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 15:56
        Kiedy sobie czytałam wymianę zdań Wojtka i Andrzeja przypomniał mi się kolega z
        czasów okołostudenckich. Był to niepozorny chłopaczyna, niewysoki, w grubych
        okularach i jąkający się. Pewnie nie zapamiętałabym tego człowieka, ale był
        autorem absolutnego hitu w dziedzinie odzywek i tym zresztą zdobył
        zainteresowanie dziewczyn, a nawet wytworzył rodzaj "mody na Zbyszka".
        A było to tak:
        Koleżanka, która ogromnie mu się podobała, nie chciała się z nim umówić.
        Ponieważ nalegał - cierpliwie tłumaczyła: Zbysiu, jesteś ode mnie niższy o
        10cm, wolę blondynów, no i się jąkasz...
        -ALE TYLKO PRZY MÓWIENIU! - wypalił Zbysio.
        I umówiła się. I nie tylko ona.
        • ralston Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 22:58
          Rewelacyjne :))))
    • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 19:35
      wooow...

      Dopiero zaczynam pisać tutaj, a już taki odzew. Miłe uczucie :)
      A ja nie mogłem odpowiadać za dnia, bo uczelnia, bo sen, bo... itd.

      Dziś już nie jąkam się bardzo. Zdarza mi się nawet wypowiedzieć całe zdanie bez
      żadnego potknięcia. To baaaardzo wiele. Najgorzej było pod koniec podstawówki.
      Ni z tego, ni z owego, niemal z dnia na dzień zacząłem się jąkać. Nie znałem
      przyczyny. Było ciężko i ciesze się, że już jest nieco lepiej. Nie zmienia to
      jednak faktu, że wciąż problem istnieje. Nieraz wolałem dostać 1 np. z
      polskiego niż odpowiadać.
      Zarówno pisząc, jak i mówiąc, mam na uwadze odpowiedni dobór słów. Nie chcę
      zadowalać się przeciętnością i próbuję rozwijać tę sferę. Bywa to nierzadko
      przyczyną, dla której zdania przez innych wypowiadane w minutę u mnie kończą
      się po 5 minutach.
      Może to dziwne, ale w przypadku alkoholu jest zupełnie odwrotnie niż u
      większości z was. Żadne słowo nie chce mi przejść przez usta. Zważywszy na
      fakt, iż zazwyczaj nie odmawiam sobie przyjemności przepłukania gardziołka,
      często milczę... ;)

      Pozdr

      P.S.
      Wasze anegdotki o jąkaniu... świetne
      A ta o Zbysiu... r-e-w-e-l-a-c-j-a :)))))
    • ralston Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 22:53
      aureliano.83 napisał:

      > Czy mieliście problem z jąkaniem się? Jak postępujecie rozmawiając z ludźmi,
      > których to spotkało? Czy znacie może sposób na zwalczenie zacinania się,
      > jąkania itd.? Oprócz logopedy, bo jakoś ta metoda nie okazała się skuteczna...
      >
      > Każdy, kto z autopsji zna fakt niemożności przekazania swoich myśli słowami,
      > rozumie doskonale jak bardzo jest to uciążliwe. Dla "strony niejąkającej się"
      > zresztą także. ;)
      >
      > Pozdr

      Aureliano - mnie często dotyka niemożność przekazania myśli słowami, mimo że
      się nie zacinam... A u naszych polityków, to częsta przypadłość :))) Nie ma
      powodów do kompleksów.
      A już calkiem na poważnie - mój brat cioteczny ma z tym kłopoty. W jego
      przypadku pomocne okazuje się śpiewanie.
      • Gość: Oka Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.17.79.204.lifespan.org 13.03.03, 23:16
        Cos w tym musi byc. Popatrz na braci Golcow...
        • saunne Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 13.03.03, 23:49
          jąkanie się jest czasem objawem nerwicy. Mi pod wpływem dużego stresu też zdaża
          się jąkać i mówić niewyraźnie. Najważniejsze Aureliano żebyś się nie zamykał w
          sobie i unikał mówienia. To najgorsze co możesz sobie zafundować. Wiesz co w
          opiniach innych ludzi jest najśmieszniejsze? Najpierw wyśmiewają, a potem jak
          okaże się, że się nie zrażasz zaczynają podziwiać (w myśl zasady: skoro on/ona
          tak długo "walczy" o swoje to może coś w tyn jest).

          pozdrawiam! :)
          • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 14.03.03, 00:08
            Myślę, że nie zamykam się w sobie w powszechnie znanym tego słowa znaczeniu.
            Owszem, jestem "lekkim" introwertykiem. Jednak mówię. W moim przypadku nazwać
            można by było tę przypadłość zacinaniem się. Jest to jakby odmiana jąkania się.
            Mimo to, mimo lęku przed rozmowami, zwłaszcza w licznym gronie osób, staram się
            coś z tym zrobić, sprawić, by wszystko było jak dawniej, kiedy dzieckiem będąc
            mówiłem pięknie i słodko. ;)))

            A co do śpiewania... Po pierwsze: przecież nie będę chodził po mieście, uczelni
            i knajpach wciąż śpiewając ;) Po drugie: barwa mojego śpiewu porównywalna jest
            ze śpiewem Jerzego Stuhra ("śpiewać każdy może"). Odpada.

            Pozdr
            • Gość: rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: w3cache:* / *.gazeta.pl 19.04.03, 18:24
              W! Wwww. weeee-sooo-lych swiat! :)
          • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 14.03.03, 00:28
            Chociaż przyznam się, że są chwile, kiedy mam dosyć tego wszystkiego. Często
            następuje to, gdy znajomi przerywają mi w połowie wypowiedzi albo mam tyle do
            powiedzenia, że usta nie są w stanie dotrzymać kroku myślom. Wtedy odłączam się
            na pewien czas od grupy, zapalę np. papierosa i czekam. Nic nie mówię. Czekam,
            a wewnątrz coś jakby burza w szklance wody.

            Ale jestem dobrej myśli :) I wy wszyscy bądźcie też!
            Pozdr
    • rowerzyk Moje 3 grosze (dlugie) 14.03.03, 04:03
      aureliano.83 napisał:

      ) Czy mieliście problem z jąkaniem się? Jak postępujecie rozmawiając z ludźmi,
      ) których to spotkało? Czy znacie może sposób na zwalczenie zacinania się,
      ) jąkania itd.? Oprócz logopedy, bo jakoś ta metoda nie okazała się skuteczna...


      Witam.
      Jak juz habitus zdazyl zauwazyc, nie bylo mnie kilka dni. Ale nie martwcie
      sie, tak latwo sie mnie nie pozbedziecie :)

      Mam na imie Krzysztof. Mam 24 lata. Jakam sie od pierwszych klas szkoly
      podstawowej. Praktycznie od tego czasu, to jakanie decydowalo za mnie o moim
      zyciu. Unikalem ludzi, kolegow mialem tylko kilku. Szkole srednia wybralem,
      taka w ktorej byli sami chlopacy, bo przy nich troche mniej wstydzilem sie
      tego, ze sie jakam. Prace, jezeli juz jakas mialem, to taka w ktorej chcieli
      mnie z jakaniem. Zawod mam raczej popularny i podaz na rynku jest duza, wiec po
      co pracodawcy wybrakowany pracownik. jezeli moze miec tylu normalnych.
      Najwiekszy problem mialem zawsze, gdy trzeba bylo o cos zapytac na ulicy. Np
      szukajac jakiegos adresu, wolalem bladzic tak dlugo az znajde, niz zapytac
      przechodnia. Jezeli chodzilem po zakupy, to tylko do samoobslugowych. Poniewaz
      nawet i tam sery i wedliny sa "za lada" ( przynajmniej kiedys), to kupowalem je
      rzadko.
      Z wiekiem kazdy jakajacy uczy sie, jak zyc ze swoim jakaniem. Wie jakich slow
      i w jakich sytuacjach nie da rady wypowiedziec. Nieraz slowa te zamienia na
      inne, latwiejsze, albo wypowiedz skraca lub splyca. Jezeli zamienia, to czesto
      slowo zastepujece nie jest dokladnym zamiennikiem zastepowanego i wypowiedz
      staje sie dziwaczna, albo traci sens. I wychodzi sie na glupka... Znowu.
      Nieraz chcialem cos powiedziec, ale milczalem, bo wiedzialem ze nie dam rady
      wydusic z siebie potrzebnych slow.
      Jakanie zabija. Nie fizycznie. Ale moralnie. Jezeli nie potrafie rzeczy tak
      prostej, z ktora ktos normalny nie ma problemow, to co jestem wart? Jakala sam
      z siebie robi czlowieka drugiej kategorii. Nieswiadomie, bo nie zdaje sobie
      sprawy z tego jak bardzo jakanie ingeruje w jego zycie. Jezeli zapytac
      jakajacego czy w czasie mowienia czuje spokoj, to wiekszosc odpowie ze tak. Ale
      zapewniam, ze sie myla. Poprostu nie pamietaja normalnej mowy. Strach czy uda
      sie szczesliwie dobrnac do konca towarzyszy wypowiedziom "od zawsze" wiec staje
      sie czym normalnym. Jakanie to gra. Jakala udaje ze mowi normalnie, ze mowi na
      luzie, ze ma swobode wypowiedzi, a w srodku dzieje sie horror. Dluzsza
      wypowiedz z wieloma zacieciami jest rownie meczaca jak wielogodzina fizyczna
      praca. Niestety takze dla sluchacza. Jeszcze przy okazji wspomne o telefonach.
      Jak na jakale z dzwonieniem radzilem sobie chyba calkiem niezle, bo jak trzeba
      gdzies bylo zadzwonic, to dzwonilem. (a znam takich dla ktorych wynalazek ten
      praktycznie nie istnieje) Ale szczerze, to wolalem dzwonic wieczorem, a nie w
      dzien, bo latwiej bylo mi wypowiedziec "dobry wieczor" niz "dziendobry" Jeszcze
      co do trudnych slow to zawsze mialem problemy ze spolgloskami twardymi.
      Poniewaz moje imie zaczyna sie na "k" dlatego prawie nigdy nie przedstawialem
      sie. Unikalem sytuacji w ktorych musialbym sie przedstawiac. Nie chodzilem na
      spotkania z ludzmi, dyskoteki. Wolalem siedziec sam w domu, niz ryzykowac te
      dziwne spojrzenia, czasami odraze, czasami litosc.
      Od lutego zeszlego roku jestem w trakcie terapii jakania.
      Dowiedzialem sie o niej przypadkiem, z telewizji. Byl kiedys taki program z
      serii "zycie moje" Wystepowala tam pewna pani profesor z rosji, ktora wymyslila
      metode dzieki ktorej mozna mowic plynnie. Byl podany nr tel do terapi w
      Kolobrzegu. Za namowa mamy kolegi (tak, tak, nie sam! :) ) zadzwonilem tam i
      umowilem sie spotkanie. Pojechalem na jednodniowa konsultacje. Pani prowadzaca
      tamtejsza terapie stwierdzila, ze nadaje sie i zapisala mnie w kolejke.
      Czekalem... 1.5 roku :) Wlasciwie każdy w wieku pow 6-7 lat nadaje sie, wiec
      niewiem czemu sluza te "eliminacje" :).
      Terapia prowadzona jest w 9 osobowych grupach, a zaczyna się ja 2 tygodniowym
      pobytem w osrodku. Na te dwa tygodnie jedzie sie z osoba towarzyszaca, ktora
      juz do konca terapii bedzie nas wspomagac i kontrolowac. W czasie terapi uczy
      sie mowic od nowa. Potem wraca sie do domu i terapie prowadzi samemu. Potem
      przez rok, co miesiac, na dzien albo dwa przyjezdza sie do Kolobrzegu na
      kontrole. Wprawdzie po powrocie do domu mowi sie baaaaardzo wolno, ale
      czlowiek juz sie nie jaka. Jezeli wszystko idzie dobrze, mowe sie stopniowo,
      przyspiesza i po zakonczeniu terapi jest ona juz nie do odroznienia od mowy
      kogos kto sie nigdy nie jakal.
      Ja mialem ta przyjemnosc, ze przez kilka miesiecy moja terapie prowadzila
      tworczyni tej metody prof. Lilia Arutuiunian, nazywana przez nas pacjentow
      poprostu Pania Profesor. Byla wlasnie w trakcie pracy nad nowa wersja swojej
      terapii i nad nowa ksiazka o jakaniu. Czlowieka tak oddanego temu co robi,
      jeszcze w zyciu nie widzialem. Pomimo podeszlego wieku pracowala z nami od 8
      rano do 17. A jak byla potrzeba i chec z naszej strony to i dluzej. Cierpliwie
      tlumaczyla, opowiadala, cwiczyla z nami. Sprawdzala jak mam wychodzi.
      Jednym z cwiczen, ktore sa wymogiem terapii, jest zadawanie pytan, naaaa
      taaaakiiiim baaaardzoooo woooolnyyyym teeeempieeee (hehe, moze ktos sie spotkal
      z kims takim na miescie? Moze nawet ze mna? :) ). Codziennie trzeba zadac 20 -
      30. Pytac mozna ocokolwiek i w roznych miejscach. Przechodniow, sprzedawcow,
      kogo tylko przyjdzie ochota. I niech mowi sobie kto chce i co chce, ale
      Bialostoczanie to potwory. Zdecydowana wiekszosc nie reaguja na zapytanie i
      traktujac pytajacego jak powietrze odchodzi, albo probuje szukac przed
      ta "napascia" pomocy wsrod przechodniow, a nawet grozi wezwaniem policji.
      Zawsze idac na pytania staralem sie ubierac i wygladac schludnie. Pytac
      grzecznie. Mam obowiazek dziekowac w duchu kazdej zagadnietej osobie, ale po
      dziesieciu, pietnastu nieudanych probach pod rzad, w dupie mialem cala terapie,
      cale to wolne mowienie i najszczersza chec wyzwac od najgorszych... A nie
      wolno... Na cale szczescie jak sie juz na poczatku odkryje, ze to co przez tyle
      lat bylo niewykonalne (W moim przypadku 15), a nagle zaczyna sie udawac to
      czlowiek ma ta motywacje by cwiczyc, by isc do tych ludzi i niepoddawac sie.
      Na terapi malem przyjemnosc poznac Henryka Czicha, wokalise zespolu Uniwers.
      Skonczyl ja ponad 2 lat temu i do dzis czasami wpada do Kolobrzegu pokazac
      sie :) Opowiadal o sobie ze dopoki byl na scenie czul sie innym czlowiekiem.
      Gdy schodzil z niej, nie byl w stanie powiedziec ani slowa.
      Co do przyczyn jakania to w terapii nauczono mnie jednego, czesc ludzi rodzi
      sie ze sklonnosciam do jakania. Ale _nie u wszystkich_ to jakanie, w ciagu
      calego zycia ujawnia sie. A przestraszenie przez psa, czy wypadek, czy
      jakiekolwiek inne silne przezycie jest tylko zapalnikiem. I bledem jest
      upatrywanie w tym przyczyny. Kazde jakanie, niezalezne od przyczyny która ja
      wywolala ma szereg cech wspolnych.
      Kolejnym bledem ktorego dotknela saunie jest twierdzenie ze jakanie jest
      wywolywanie nerwami, nerwicami czy jak to tam zwac. A jest dokladnie odwrotnie,
      to jakanie rujnuje nerwy.
      A co do logopedow. To chyba wiekszosc jakajacych sie szuka pomocy i chodzi po
      logopedach, bioenergoterapeltach, hipnotyzerach. Niestety pomaga to niewiele,
      albo wcale. Polscy logopedzi (niewiem, moze przez ostatnie kilka lat cos sie
      zmienilo), twierdza ze jakania nie mozna wyleczyc, a conajwyzej nieco zlagodzic
      jego uciazliwosc. Wiec jakala z czasem godzi sie z mysla, ze nie ma juz dla
      niego ratunku i ze bedzie sie jakal do konca zycia. I przestaje chodzic.

      Ech chcialbym tak wiele powiedziec, ze az nie wiem od czego zaczac. Tak wiec
      zapraszam do zadawania pytan. I do dyskusji. Jednoczenie pozdrawiam wszystkich
      którzy taki, lub podobny tekst mieli okazje uslyszec na zywo.


      Ps. Pewna dziennikarka z bia
      • Gość: Stanislaw Re: Moje 3 grosze (dlugie) IP: *.dip.t-dialin.net 14.03.03, 05:07
        Fajnie to wszystko Rowerzyk opisales, tak, ze i pytac
        nie mam o co. Ale warto to wiedziec i o Kolobrzegu tez
        a nuz spotkam kiedys kogos komu bedzie potrzebna ta
        informacja (o kuracji).
        Jesli chodzi o pytanie na ulicy w Bialymstoku - to
        masz racje, ale nie wynika to z powodu jakania tylko
        bo ludzie sa w sobie zamknieci, boja sie takich zaczepek
        ze strony obcych osob.
        A jak ta przypadlosc jest podzielona na plcie - czy
        kobiety sa w rownym stopniu dotkniete?
        • Gość: rowerzyk Re: Moje 3 grosze (dlugie) IP: *.euro-net.pl 14.03.03, 10:53
          Gość portalu: Stanislaw napisał(a):

          > Fajnie to wszystko Rowerzyk opisales, tak, ze i pytac
          > nie mam o co.

          Jak to o co? O mnie, o jakanie, o terapie

          Ale warto to wiedziec i o Kolobrzegu tez
          > a nuz spotkam kiedys kogos komu bedzie potrzebna ta
          > informacja (o kuracji).

          Alez polecam sie do uslug :) I jezeli ktos nie chce sie ujawniac, mozna bylo
          napiac do mnie na priv. Szczerze odpowiem.

          > Jesli chodzi o pytanie na ulicy w Bialymstoku - to
          > masz racje, ale nie wynika to z powodu jakania tylko
          > bo ludzie sa w sobie zamknieci, boja sie takich zaczepek
          > ze strony obcych osob.

          Tak, juz wiem o tym. A wiesz ze najgorsze sa kobiety z malymi dziecmi?

          > A jak ta przypadlosc jest podzielona na plcie - czy
          > kobiety sa w rownym stopniu dotkniete?

          Bylem przekonany ze jest to przypadlosc tylko meska, ale dziewczyny tez sie
          jakaja. Tylko ze jest to znacznie rzadsze zjawisko. Przy okazji pozdrawiam te,
          ktore poznalem w czasie terapi. :)

          Pozdrawiam i czekam na pytania.
      • rowerzyk Re: Moje 3 grosze (dlugie) -dokonczenie :) 18.03.03, 16:15
        Niewiem gdzie mi wtedy zginela koncowka tego tekstu. Moze troche pozno ale
        postanowilem naprawic. :)

        > Ps. Pewna dziennikarka z bia
        ...lostockiej redakcji gazety wyborczej (ptzy okazji serdecznie pozdrawiam),
        zadala mi taka zagadke:
        Dlaczego jakajacy sie faceci sa najlepszymi kochankami?
        - bo przeciagaja i powtarzaja :)

        Inny dowcip opowiedziany przez jednego z rodzicow, w trakcie ze spotkan na
        terapi w Kolobrzegu:
        W mieszkaniu jakaly wybuchl pozar. Ten szybko zadzwonil na straz pozarna.
        Niestety nie dal rady wymowic ani slowa, ale przypomnial sobie, ze spiewajac
        sie nie jaka. Wiec zaspiewal:
        - "przyjezdzajcie predko, bo chalupa plonie..."
        Oficer strazy wysluchal go, poczym dospiewal mu:
        -"oj dana. dana!"
        I odlozyl sluchawke. :P

        Jak cos sobie przypomne to pewnie jeszcze dopisze. Bo terapia terapia, ale
        posmiac to sie mozna bylo czesto.
        Pozdrawiam.
      • Gość: rowerzyk Tyle sie napisalem... IP: *.euro-net.pl 19.03.03, 13:30
        ...i wszystko na nic? :(
        • poziomk Re: Tyle sie napisalem... 19.03.03, 13:57
          Gos´c´ portalu: rowerzyk napisa?(a):

          > ...i wszystko na nic? :(

          Dlaczego na nic?
          Kto chcial, to przyja to do wiadomosci, a kto nie - to jego sprawa.
        • ralston Re: Tyle sie napisalem... 19.03.03, 18:22
          Nie martw się. Nie tylko mający problemy z jąkaniem to czytają. Warto się było
          opisać. Dzięki temu lepiej rozumiem wasze problemy.
          Kilka dni temu widziałem w telewizji jakąś ankietę uliczną. Na pytanie
          reportera (nie pamiętam czego dotyczyło) młody chłopak po prostu uniósł do góry
          kciuk, na znak że jest na tak...
          Reporter zapytał: i co tylko tyle?
          W odpowiedzi otrzymał uśmiech i skinienie głową.
          Smutny jakiś ten uśmiech był... Od razu pomyślałem sobie (pod wpływem lektury
          forum), że pewnie się jąka...
          • rowerzyk Re: Tyle sie napisalem... 19.03.03, 22:26
            ralston napisał:

            > Nie martw się. Nie tylko mający problemy z jąkaniem to czytają.

            Wiesz, przyzwyczailem sie, ze jak juz wchodze to jakiejs klasy zeby,
            powiedziec tekst mniej wiecej taki jak ten tutaj, to sluchaja mnie wszyscy bez
            wyjatku :) I troche zaluje, ze utknelo to gleboko w tym watku. Mysle, ze jak
            napisalbym to w nowym, to dotarl bym do troche wiekszego grona forumowiczow. I
            jesli dzieki temu chociaz jedna osoba, przestala by reagowac smiechem, to moze
            jakiemus jakale polepszylbym troche zycie. A moze i nie dotarl... Zreszta
            niewiem.
            Pozdrawiam.
    • Gość: MartinSK Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.sav.tkb.net.pl 15.03.03, 18:32
      Witam!!!
      Tak, tak... ja też się jąkam. W sumie do napisania tego listu namówił mnie
      kolega, który też się jąka. I właśnie przechodzi terapię, pewnie już go znacie.
      Bo kto nie zna rowerzyka...? A wracając do tematu aureliano, to już Ci
      odpowiadam jak należy traktować takich ludzi. Jak normalnych!!! Czyż odpowiedź
      nie jest prosta? No, dobrze, to teraz dlaczego i w jaki sposob.
      Po pierwsze "primo" :)- jak rozmawiacie z taką osobą, to nie dokańczajcie
      zdań, których nie może skończyć. (Niech sam się
      męczy :))
      Dlaczego? bo wtedy już byście nie traktowali ich jak normalnych. Teraz zapewne,
      chcecie powiedziec: Ale przecież w rozmowie z osoba nie jąkającą się też czasem
      kończymy za nich zdanie. Tak, ale tylko wtedy, gdy widzimy, że ta osoba
      naprawdę nie może czegoś sobie przypomnieć.
      Po drugie "primo" - Co robicie zazwyczaj podczas rozmowy z osobą, która się nie
      jąka: Odp. Patrzycie w jej stronę. I tak też róbcie.
      Po trzecie "primo" - Jak już nie możecie powstrzymać się od śmiechu podczas
      rozmowy z taką osobą, to... i wiecie, co nie wiem co mam
      powiedziec, bo przeciez kazdy ma inną osobowość. I każdy
      jąkający może inaczej zareagować na śmiech z Waszej strony.
      Więc się postarajcie nie śmiać i być wyrozumiali. A jak już nie wytrzymacie, to
      chociaz mówicie, ze z czego innego sie smiejecie.
      I chyba już będę kończył, bo co za dużo to nie zdrowo...
      A jak coś jeszcze mi przyjdzie do główki, to coś napiszę. I z góry dzięki Wam
      za wyrozumiałość papa

      P.S. Byłbym zapomniał, nie wiem czy kogoś, to będzie interesowało, ale jąkam
      się od 10 roku życia, a jestem rówieśnikiem rowerzyka. Początki były okropne,
      zamknąłem się w sobie. Prawie do nikogo sie nie odzywalem. Po skończeniu
      podstawówki poszedłem do zawodówki. I tam poznałem taką osobe, przez którą
      zrozumiałem, że nie ważne jak się mówi, i nie ważne co inni sobie myślą o Tobie
      jak się zająkasz. Po prostu mów, to co chcesz powiedzieć!!! I to był przełom
      dla mnie. Nawet nie wiecie jeszcze jaki... A tą osobą był, domyślcie się
      sami... :).
      Tak, oczywiście, że rowerzyk!!!
      • rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 15.03.03, 20:52
        Gość portalu: MartinSK napisał(a):

        > Witam!!!

        Ja rowniez.

        > Tak, tak... ja też się jąkam. W sumie do napisania tego listu namówił mnie
        > kolega, który też się jąka. I właśnie przechodzi terapię, pewnie już go
        znacie.

        No nie no! Jak tak dale pojdzie to caly ten watek trafi na osla lawke za
        reklamowanie jakiejs terapii! :)

        > Bo kto nie zna rowerzyka...?

        A kto zna? I co on takiego wielkiego zrobil?

        A wracając do tematu aureliano, to już Ci
        > odpowiadam jak należy traktować takich ludzi. Jak normalnych!!!
        (...)

        Wiesz Martin. Kilka razy w czasie terapi slychacze zadawali mi to pytanie i
        nigdy nie potrafilem odpowiedziec. Dzieki

        >Tak, ale tylko wtedy, gdy widzimy, że ta osoba
        > naprawdę nie może czegoś sobie przypomnieć.

        Hehe! Sztuke wylatujacych z pamieci slow opanowalem do tego stopia, ze pewnie
        nawet ty nie zawsze sie orientowales kiedy sie zacialem, a kiedy naprawde
        jakies slowo wylecialo mi z pamieci :)))
        Tak na marginesie. Czlowiek nie takie cuda robi, zeby ukryc fakt, ze sie jaka.
        Np dziewczyny najczesciej mowia bardzo cicho.

        > Po drugie "primo" - Co robicie zazwyczaj podczas rozmowy z osobą, która się
        nie jąka: Odp. Patrzycie w jej stronę. I tak też róbcie.

        Hmmm Przewaznie czyjs wzrok utkwiony we mnie dzialal na mnie paralizujaco. I
        szczerze zdziwiony bylem, dlaczego w czasie terapi taki nacisk kladzie sie na
        nauczenie pacjeta niezaleznosci. Niezaleznosci od tego, jak zostane odebrany,
        jak go ocenia. I dopiero takie slowa przekonuja mnie ze mowic plynnie to
        jeszcze nie wszystko czego potrzeba dla jakaly.

        > Po trzecie "primo" - Jak już nie możecie powstrzymać się od śmiechu podczas
        > rozmowy z taką osobą, to... i wiecie, co nie wiem co mam
        > powiedziec, bo przeciez kazdy ma inną osobowość. I każdy
        > jąkający może inaczej zareagować na śmiech z Waszej strony.

        Nawet jezeli ten smiech spotyka sie bardzo rzadko, to sam lek przed takim
        odebraniem przez rozmowce jest wielki. To przez niego ucieka sie od ludzi.

        A jak ja reagowalem? Napewno gniew, poczucie bezsilnosci, wstyd. Wstydzilem
        sie tego, ze jestem gorszy. Ulomny.

        > Więc się postarajcie nie śmiać i być wyrozumiali. A jak już nie wytrzymacie,
        > to chociaz mówicie, ze z czego innego sie smiejecie.

        Oj zeby to sie tak dalo. Ale wiesz, szczery usmiech sluchacza potrafi zdzialac
        cuda. Zwlaszcza gdy jest to dlugonoga bladynka :)

        (...)

        > P.S. Byłbym zapomniał, nie wiem czy kogoś, to będzie interesowało, ale jąkam
        > się od 10 roku życia,

        Ha! To ja jestem lepszy, bo od 7. :)

        a jestem rówieśnikiem rowerzyka. Początki były okropne,
        > zamknąłem się w sobie. Prawie do nikogo sie nie odzywalem. Po skończeniu
        > podstawówki poszedłem do zawodówki. I tam poznałem taką osobe, przez którą
        > zrozumiałem, że nie ważne jak się mówi, i nie ważne co inni sobie myślą o
        > Tobie jak się zająkasz. Po prostu mów, to co chcesz powiedzieć!!! I to był
        przełom dla mnie. Nawet nie wiecie jeszcze jaki...

        Szkoda ze ja do takiego wniosku nie doszedlem.

        A tą osobą był, domyślcie się
        > sami... :).
        > Tak, oczywiście, że rowerzyk!!!

        Nie nie. Za to, to juz zamorduje :P

        Ps Martin. Mozemy tu pisac sobie do woli i tak nikt oprocz nas tego nie
        przeczyta. :)
        • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 15.03.03, 21:47
          Zauważcie, jak wiele zależy od osób, które są nam bliskie lub z którymi mamy
          częsty kontakt. Ogólnie mówiąc, od innych ludzi oczywiście także. To, w jaki
          sposób reagują one na jąkanie może sprawić, że objawy tejże przypadłości
          zmaleją bądź też nasilą się. Na szczęście coraz więcej młodych osób potrafi
          wspierać i być wyrozumiałymi. To jest fajne.

          A dziś zdenerwowałem się sam na siebie. W godzinach popołudniowych (przed
          konkurem w Lahti - Adaś! jesteś wielki! ) udałem się na jedną chwilkę do
          sklepu, by kupić trochę jabłek, za którymi moja rodzina wręcz przepada. Jako,
          że dzisiejszy poranek był niezwykle udany i radosny, szedłem do sklepu, jak to
          sie mowi, cały w skowronkach :)

          .....................................

          W taki mniej więcej sposób można by przedstawić zapis moich słów
          wypowiedzianych w sklepie... Stałem i jak ostatni ... robiłem się tylko
          czerwony. Prędzej wyrzuciłbym z siebie całe płuca niż jakiekolwiek słowo, nie
          wspominając nawet o całym zdaniu. Po chwili wahania opuściłem sklep i wróciłem
          do domu.
          Nie wiem, co się stało. Czułem się, jakby w gardle z nienacka pojawiła się
          wielka, dźwiękoszczelna brama, do której zapomniałem zabrać ze sobą klucza.
          Frustracji o mało nie wyładowałem na murze tuż za sklepem. Lecz mur twardy,
          człowiek kruchy, szczęście, żem się powstrzymał.
          Co dziwne, zaraz po przekroczeniu progu mego domostwa odebrałem telefon, gdyż
          byłem najbliżej. I tu niespodzianka. "Słucham, dzień dobry, tak, jest, już
          proszę..." Najmniejszego potknięcia nie było słychać. Dykcja czysta niczym
          łezka.
          Taka huśtawka może wykończyć. Ale trzeba się trzymać. Chociaż i tak jest coraz
          lepiej :)

          Pozdr

          P.S. Ja też czytam :)))
          • rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 15.03.03, 23:53
            aureliano.83 napisał:

            > Zauważcie, jak wiele zależy od osób, które są nam bliskie lub z którymi mamy
            > częsty kontakt.
            (...)

            Wiesz. Po dzis dzien moja najblizsza rodzina niewie, czym tak naprawde bylo
            dla mnie jakanie. Nie wie tez tego, co juz napisalem tutaj i co mowilem na
            publicznych wystapieniach. Mysle ze zaden jakala nie mowi nikomu o swoich
            najwiekszych problemach z mowa.

            (...)
            udałem się na jedną chwilkę do sklepu
            (...)
            > Stałem i jak ostatni ... robiłem się tylko
            > czerwony. Prędzej wyrzuciłbym z siebie całe płuca niż jakiekolwiek słowo, nie
            > wspominając nawet o całym zdaniu. Po chwili wahania opuściłem sklep i
            wróciłem do domu.
            > Nie wiem, co się stało. Czułem się, jakby w gardle
            (...)

            Szkoda ze nie widziales mnie jak to czytalem. Usmiech od ucha to ucha.
            Szczery! Takich sytuacji mialem miliony. Zreszta kto nie mial...
            Dzieki temu, co nauczyli mnie w terapii, juz wiem dlaczego sie tak dzieje.
            Pisalem juz o tym aand-owi. Mam nadzieje ze nie zdradze zbyt wielu tajemnic
            terapi, ale chodzi mniejwiecej o to, ze miales nieprzyjemna sytuacje w tym
            sklepie, lub tylko w podobnej sytuacji. Moze sie nawet tym za bardzo nie
            przejales, ale mozg to zapamietal. Teraz wystarczylo zblizyc sie do tego
            sklepu, by wrocily wspomnienia i organizm staral sie, nie dopusc do powtorki. I
            tu niestety instynkt samozachowawczy myli sie i podpowada rozwiazanie, ktore
            nie tylko nie rozwiazuje problemu, ale jeszcze go nasila.
            A wracajac do kolejki, to uwierz mi, trzeba kilku miesiecy terapi zeby
            przestac sie przejmowac tym, ze stoi ktos w kolejce za nami i ze zbliza sie ta
            chwila gdy bedziemy musieli cos powiedziec przed tymi ludzmi. I ze wszystko sie
            wyda...

            > Co dziwne, zaraz po przekroczeniu progu mego domostwa odebrałem telefon, gdyż
            > byłem najbliżej. I tu niespodzianka. "Słucham, dzień dobry, tak, jest, już
            > proszę..." Najmniejszego potknięcia nie było słychać. Dykcja czysta niczym
            > łezka.

            Tu chodzi o to samo:
            -z domem (zarowno w znaczeniu ludzi jak i przedmotow) jestes oswojony i wiesz,
            ze nikt Cie tu nie bedzie ocenial, wiec nie jestes narazony na to, ze
            zostaniesz zle odebrany. (Czytaj np. wysmiany)
            -szybko odbierajac telefon nie dajesz mozgowi czasu na przypomnienie sobie tych
            wszystkich zlych nawykow. Niewiem czy zwrociles uwage na to, ze w trakcie
            takiej rozmowy jakanie wraca przewaznie dopiero po kilku slowach, czy nawet
            zdaniach (to zalezy juz od tego jak bardzo sie jakasz) wypowiedzianych plynie.
            -nie bez znaczenia jest tez fakt, ze to temu kto dzwoni zalezy na pozytywnym
            jej przebiegu, wiec obawa o jej niepomyslne dla nas zakonczenie jest mniejsza.


            > Taka huśtawka może wykończyć.

            Beszczelny bede i powiem, ze juz po poltora tygodniu terapii, ten problem
            przestaje istniec.

            > Ale trzeba się trzymać. Chociaż i tak jest coraz lepiej :)

            Mozesz powiedziec cos wiecej na ten temat? :)

            > Pozdr

            Ja rowniez.

            > P.S. Ja też czytam :)))

            No dobra. To jest nas trzech :)

            Ps. Pochwale sie tylko jeszcze, ze ta odpowiedz mialem juz napiasana z dobre
            pol godziny temu, tylko ociagalem sie z zapisaniem kopi roboczej, no i
            windowsowi zachcialo sie zawiesic. :)
            Dobrze, ze tylko czesc musialem napisac od nowa :)

            Serdecznosci.
            • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 16.03.03, 12:19
              rowerzyk napisał:

              > -z domem (zarowno w znaczeniu ludzi jak i przedmotow) jestes oswojony i
              wiesz,
              > ze nikt Cie tu nie bedzie ocenial, wiec nie jestes narazony na to, ze
              > zostaniesz zle odebrany. (Czytaj np. wysmiany)

              Może tu Cię zdziwię, ale nie ma różnicy, czy mówię w domu, czy poza jego
              granicami. Zdarza mi się także w otoczniu rodzinnnym nie mówić tak, jakbym
              chciał. Nie w tym upatruję przyczyny kłopotów z mową. Chociaż, tak naprawdę, to
              sam nie wiem, gdzie jej szukać.

              > wszystkich zlych nawykow. Niewiem czy zwrociles uwage na to, ze w trakcie
              > takiej rozmowy jakanie wraca przewaznie dopiero po kilku slowach, czy nawet
              > zdaniach (to zalezy juz od tego jak bardzo sie jakasz) wypowiedzianych plynie.
              > -nie bez znaczenia jest tez fakt, ze to temu kto dzwoni zalezy na pozytywnym
              > jej przebiegu, wiec obawa o jej niepomyslne dla nas zakonczenie jest mniejsza.

              I tu też odejdę od normy. Niezależnie od tego, czy zaczynam wypowiedź, jestem w
              jej trakcie, czy też zmierzam już ku końcowi, może się zdarzyć, że ni stąd, ni
              zowąd, nagle nie potrafię z siebie wydobyć słowa.
              Bo powinniście wiedzieć, że moja wada wymowy to nie jest typowe jąkanie się. To
              raczej zacinanie się. Nie powtarzam w koło jednej sylaby. Kiedy zaczynam mówić,
              to zazwyczaj kończę już całe zdanie. Ale rozpocząć to zdanie... Z tym już bywa
              gorzej... znacznie gorzej. Potrafię np. opowiedzieć dowcip bez ostatniego,
              najważniejszego zdania :P

              > Ale trzeba się trzymać. Chociaż i tak jest coraz lepiej :)
              >
              > Mozesz powiedziec cos wiecej na ten temat? :)

              W ostatniej klasie podstawówki w ciągu 2 miesięcy z idealnie wręcz mówiącego
              chłopaka zmieniłem się w osobę, której pół minuty zajmuje rozpoczęcie
              zdania, kolejne pół minuty powtarzanie pierwszego słowa. Zacząłem chodzić do
              logopedy, ale zauważyłem, że tylko zaczynam coraz bardziej się stresować, więc
              po kilku miesiącach zrezygnowałem. Chodzi o to, że gdy mówię wolno, mam czas,
              inni mnie nie popędzają, to niemal się nie zauważa mojej wady. Gdy tylko czymś
              się ekscytuję, chcę powiedzieć mnóstwo rzeczy w krótkim czasie, włącza się
              jakaś blokada i zacinam się. Niekiedy staram się uspokoić i zacząć od nowa. A
              czasem denerwuję się ogromnie i odchodzę, by zostać samym. Po kilku latach, gdy
              jestem już ciut starszy niż wówczas byłem (od niedawna nie jestem już
              nastolatkiem :))) ), stałem się tym samym nieco spokojniejszy i dojrzalszy.
              Potrafię zatem coraz częsciej uspokoić się, spróbować raz jeszcze. No i powoli,
              powoli, ale coraz częsciej mi się to udaje.

              > Ps. Pochwale sie tylko jeszcze, ze ta odpowiedz mialem juz napiasana z dobre
              > pol godziny temu, tylko ociagalem sie z zapisaniem kopi roboczej, no i
              > windowsowi zachcialo sie zawiesic. :)
              > Dobrze, ze tylko czesc musialem napisac od nowa :)

              Wczoraj, grając wieczorem w snookera na wp, 2-krotnie restartować musiałem
              kompa. Straciłem w rankingu 150 pkt. Gdyby stało się to 3 raz, nie
              czytalibyście tych słów, bo bym chyba wyrzucił kompa za okno ;)

              Pozdrawiam serdecznie :)
              • poziomk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 16.03.03, 12:46
                aureliano.83 napisał:

                > Może tu Cię zdziwię, ale nie ma różnicy, czy mówię w domu, czy poza jego
                > granicami. Zdarza mi się także w otoczniu rodzinnnym nie mówić tak, jakbym
                > chciał. Nie w tym upatruję przyczyny kłopotów z mową. Chociaż, tak naprawdę,
                to
                [ciach]
                > I tu też odejdę od normy. Niezależnie od tego, czy zaczynam wypowiedź,
                jestem w jej trakcie, czy też zmierzam już ku końcowi, może się zdarzyć, że ni
                stąd, ni zowąd, nagle nie potrafię z siebie wydobyć słowa.
                > Bo powinniście wiedzieć, że moja wada wymowy to nie jest typowe jąkanie się.

                Identycznie jak u mnie. Czasami mowię dobrze , a czasami blokuje mnie i nie
                mogę wydukać ni słowa z siebie, nie ważne czy to jest obca osoba czy rodzina.
                Swego czasu już zacząłem uczyć się języka migowego. Ale po kilku latach
                stwierdziłem , że nie tędy droga. Dało mi tylko to , że potrafie z jakiś tam
                stopniu porozumieć się z głuchymi.
                • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 16.03.03, 13:59
                  Miło jest wiedzieć, że nie jest się osamotnionym. Również wirtualnie.

                  Pozdrawiam :)))))
                • Gość: MartinSL Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.sav.tkb.net.pl 16.03.03, 16:27
                  Witam Was!!!
                  Czytając Wasze listy przypomniała mi się moja przygoda w sklepie mięsnym.
                  (Wtedy miałem ok 15 czy 16 lat).
                  A to było tak: Mama mnie poprosiła, żebym kupił jakąś tam kiełbasę (już
                  dokładnie nie pamiętam jaką :-) ). Oczywiście jako posłuszny syn przyrzekłem
                  jej, że kupię i wyruszyłem na poszukiwanie "pęta mięsa".Chociaż z góry
                  wiedziałem, że tego nie zrobię (A nie ładnie jest okłamywać kogoś, a już
                  najgorzej siebie). Po powrocie z "wycieczki" powiedziałem, że kiełabsy nie
                  było. Bo co innego można było wymyśleć :-). Ale mama coś mi nie uwierzyła, bo
                  wysłała siostrę, która o dziwo znalazła kiełbasę i zajęło jej to mniej czasu
                  niż mi.

                  P.S. Rowerzyk tu nie chodziło o odwagę, a raczej o moje lenistwo :), ale
                  dzięki za namowę.

                  P.S. Aureliano, czy istnieją różne rodzaje jąkania? Nie wiem. Ale wiem, że są
                  różne poziomy jąkania. I jak przyjdzie ci coś kupić, to postaraj się nie
                  myśleć Jak powiesz, ale Co powiesz!!! I za przeproszeniem g... Cię to
                  obchodzi, co inni o Tobie pomyślą jak się zająkasz. Olej ich, zapomnij, ze
                  ktos za toba stoi!!! Wiem, że łatwo tak powiedzieć, a raczej napisać. Ale
                  postaraj(cie) się.


                  Aha i jeszcze jedno, pisaliście, że nawet w rodzinie zdarza wam sie zająkać,
                  hmm..... Myślę (nie twierdzę), że czujecie się nie zaakceptowani przez własną
                  rodzinę.

                  Pozdrowionka
                  • Gość: MartinSK Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.sav.tkb.net.pl 16.03.03, 16:31
                    Chyba zmęczony jestem, bo nawet swój nick, źle wpisałem w poprzednim post-ie.
                    (MartinSL=MartinSK :-).
                  • rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 16.03.03, 22:14
                    Gość portalu: MartinSL napisał(a):

                    > Witam Was!!!

                    (ciach)
                    :)

                    Trzeba mi bylo zima pomocy do uruchomienia samochodu, ale nie odwazylem sie
                    nikogo poprosic. A w waznej sprawie mialem jechac... Niepojechalem oczywiscie i
                    przykrosci niemalo mnie za to spotkalo. Niewystarczyly oswiadczenia (zgodne
                    zreszta z prawda), ze nie moglam uruchomic samochodu, bo przeciez moglem kogos
                    poprosic o pomoc.
                    No wlasnie nie moglem.

                    > P.S. Aureliano, czy istnieją różne rodzaje jąkania? Nie wiem.

                    Za to ja wiem. I chetnie wam obu powiem :) Jezeli powodem jakania nie jest
                    fizyczna wada, wrodzona, ani nabyta, (np w skutek wypadku), to kazde jakanie
                    jest takie same. Ma takie same cechy wspolne. Moze nie wszystkie wystepuja i w
                    jednakowym nasileniu, ale sa. A to czy zacinamy sie na pierwszej sylabie, czy w
                    trakcie zdania wielokrotnie powtarzamy ta sama, nie ma znaczenia. I tak pewnie
                    wystepuja obie.
                    Przynajmniej wg. "mojej" terapi.

                    > Ale wiem, że są różne poziomy jąkania.

                    I tu racja. Na terapi bylem w 9-osobowej grupie. Bylem jedna z najmocniej
                    jakajacych sie osob. Jedyna dziewczyna w grupie, nie powiadziala wlasciwie nic,
                    a 2 najmniej jakajacych, wprawilo reszte w oslupienie: "po co oni tu
                    przyjechali?"
                    Na magrinesie dodam, ze odrazu bylo widac kto chodzil do logopedy. Nie wcale
                    nie ten kto najlepiej mowil. Tylko ten, kto bral najwiekszy i najbardziej
                    nerwowy wdech przed rozpoczeciem zdania :)

                    > I jak przyjdzie ci coś kupić, to postaraj się nie myśleć Jak powiesz, ale Co
                    > powiesz!!! I za przeproszeniem g... Cię to obchodzi, co inni o Tobie pomyślą
                    > jak się zająkasz. Olej ich, zapomnij, ze ktos za toba stoi!!! Wiem, że łatwo
                    > tak powiedzieć, a raczej napisać. Ale postaraj(cie) się.

                    Martin: zdradzisz skad to wiesz? Czy moze to twoje wlasne spostrzezenia?


                    > Aha i jeszcze jedno, pisaliście, że nawet w rodzinie zdarza wam sie zająkać,
                    > hmm..... Myślę (nie twierdzę), że czujecie się nie zaakceptowani przez własną
                    > rodzinę.

                    Nad tym to sie jakos nigdy nie zastanawialem ale mysle,ze wystarczylo pare
                    wpadek przed rodzina, by ruszylo to bledne kolo starania sie zeby wypasc jak
                    najlepiej.

                    Pzdr.
              • rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 18.03.03, 00:55
                aureliano.83 napisał:

                > Może tu Cię zdziwię, ale nie ma różnicy, czy mówię w domu, czy poza jego
                > granicami.

                Moge Ciebie zapewnic, ze jest. Poszukaj. Bez tego nie bylo by jakania.

                Zdarza mi się także w otoczniu rodzinnnym nie mówić tak, jakbym
                > chciał.

                Oczywiscie, ze sie zdarza.
                A mowisz zle w domu dlatego, ze zle nawyki przyniosles z ulicy. Nie ma jakania
                od niemowlaka (caly czas mowie o jakanu na tle psychicznym - na innych sie nie
                znam, bo niedotyczyly mnie bezposrednio). Tego trzeba sie naczyc. Terapia
                jakania dala mi te wspaniala mozliwosc, ze potrafilem spojrzec na jakanie spoza
                swojego "szklanego klosza" w ktorym zylem przez pietnascie lat.

                > Nie w tym upatruję przyczyny kłopotów z mową. Chociaż, tak naprawdę, to sam
                > nie wiem, gdzie jej szukać.

                No wlasnie. Masz jakies lepsze pomysly? Bo nawet jezeli pomysl Pani Profesor
                nie jest prawda (to tylko moje bezpodstawne teorie), to i tak sprawdza sie w
                praktyce.

                > I tu też odejdę od normy. Niezależnie od tego, czy zaczynam wypowiedź,

                Skoro napisales ze potrafiles powiedziec cala zdanie plynnie, to jaki z Ciebie
                wyjatek?? :) Czy nie jest to dowod na to, ze jednak potrafisz mowic plynnie?

                > Bo powinniście wiedzieć, że moja wada wymowy to nie jest typowe jąkanie się.

                Tez tak przed terapia twierdzilem!
                Acha. Przypomnialem sobie w ostatniej chwili: jak tez twierdzilem ze moje
                jakanie jest szczegolne, bo wyjatkowo ciezkie. (Przynajmniej w porownaniu do
                Martina.) Na terapi udowodniono mi, ze jestem przykladm wrecz ksiazkowym! :)

                > Potrafię np. opowiedzieć dowcip bez ostatniego, najważniejszego zdania :P

                A wiesz dlaczego? Bo wiesz, ze wtedy rosnie zainteresowanie sluchaczy tym co
                mowisz. I podswiadomie niestety, zaczynasz przejmowac sie takze tym, jak
                mowisz. Starasz sie wiec mowic jak najlepiej. A jak juz pisalem im bardziej sie
                starasz, tym bardziej jakasz. Proste? :)

                > W ostatniej klasie podstawówki w ciągu 2 miesięcy z idealnie wręcz mówiącego
                > chłopaka zmieniłem się w osobę, której pół minuty zajmuje rozpoczęcie
                > zdania, kolejne pół minuty powtarzanie pierwszego słowa.

                Pani Profesor opowiadala, ze w ciagu calej swojej kariery naukowej, tylko raz
                spotkala sie z takim przypadkiem. I zwyczajnie nie wierze ze tak bylo z toba.
                Albo o czyms juz zapomniales, ale nie napisales wszystkiego. Kolega jakal sie w
                pierwszych klasach podstawowki, potem nastapilo cudowne samowyleczenie. Jakanie
                wrocilo w szkole sredniej. Obecnie jest na studiach. Niewiem moze tu kiedys
                napisze cos wiecej o sobie.

                > Zacząłem chodzić do logopedy, ale zauważyłem, że tylko zaczynam coraz
                bardziej się stresować, więc po kilku miesiącach zrezygnowałem.

                Hehe. A ja lepszy jestem, bo zrezygnowalem dopiero po kilku latach. Fakt ze z
                przerwami. Je pomogl mi w tym pewien znany w Bialymstoku logopeda mowiec. Ze
                nie ma juz dla mnie nadzieii, ze w wieku 13 lat jest kuz zapozno na leczenie i
                ze bede sie jakal juz do konca zycia. Prawda ze piekna jak na lekarza postawa?
                Ps. Pojde jeszcze kiedys do niego, pochwale sie. :P
                Niewiem czy sam to wymyslilem, czy tylko gdzies przeczytalem, ale mam takie
                powiedzonko, ze jakala chodzi do logopedy tak dlugo, az nie pogodzi sie z
                faktem, ze bedzie sie jakal do konca zycia.

                > Chodzi o to, że gdy mówię wolno, mam czas, inni mnie nie popędzają, to niemal
                się nie > zauważa mojej wady. Gdy tylko czymś się ekscytuję, chcę powiedzieć
                mnóstwo rzeczy w > krótkim czasie, włącza się jakaś blokada i zacinam się.

                Pisalem juz dla aand-a o tym. Tu wlacza sie pamiec jakania.

                > Niekiedy staram się uspokoić i zacząć od nowa. A czasem denerwuję się
                ogromnie i odchodzę, > by zostać samym.

                Zalozmy, ze ktos kloci sie z toba, a nie ma racji. Tez odchodzisz? Zakladam ze
                tak.

                > Po kilku latach, gdy jestem już ciut starszy niż wówczas byłem (od niedawna
                > nie jestem już nastolatkiem :))) ),

                100 lat! Ja bylo na imprezie? Pochwalisz sie? Co dostales na prezent, gumowa
                lale? :)

                > stałem się tym samym nieco spokojniejszy i dojrzalszy. Potrafię zatem coraz
                > częsciej uspokoić się, spróbować raz jeszcze. No i powoli, powoli, ale coraz
                > częsciej mi się to udaje.

                Oklamuj sie, oklamuj. A potem jak dyrektor pewnej fabryki w miescie, w wieku
                50 lat postanowisz wziasc udzial w takiej terapi i odkryjesz to, co ja przed
                rokiem. Czy moze czekasz na cudowny zastrzyk, albo pigulke. A jak takiej nigdy
                nie bedzie? Ale widze, ze czytales porady aanda. :) I tak jak ktos na ulicy
                zapyta ciebie o godzine udasz niemowe, albo odburkniesz, ze nie masz zegarka.

                Wiesz. Proboje w tym watku w mniej lub bardziej udany sposob przekazac,
                przynajmniej czesc wiedzy, ktora dostalem od Pani Profesor. Ale powoli dociera
                do mnie, ze porwalem sie z motyka na slonce. Pani Profesor potrzebowala 3 dni,
                wiele godzin wykladow i wielu eksperymentow, na mnie i mojej mowie, zeby
                przekonac mnie do tego, ze jakanie wyglada wlasnie tak jak mowi. Jadac na
                terapie bylem przekonay, ze poraz kolejny zmarnuje czas i pieniadze. Kilka dni
                cwiczen i milczenia, pierwsze poblicznie zadane pytanie i poczulem uczucie, na
                ktore czekalem od dziecka. Moglem powiedziec wszystko, wszystkim i w kazdej
                sytuacji. To ogromne szczescie dla mnie i chce sie tym dzielic z innymi. Tylko
                jak widac nie umiem. Jeszcze w zawodowce wypracowania pisalem naprawde dobrze.
                A juz w technikum mysli formuowalem jak jakala. Skapy jezyk, prosta skladnia.
                Zabawne ze IQ mialem prawie nadajace sie do mensy. Teraz to pewnie juz tylko
                wspomnienia.
                • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 19.03.03, 18:11
                  rowerzyk napisał:

                  > A mowisz zle w domu dlatego, ze zle nawyki przyniosles z ulicy. Nie ma
                  jakania od niemowlaka.

                  A może właśnie w domu się zaczęło? Może "na ulicy", wśród znajomych było nie
                  najgorzej, zaś "na łonie" rodziny powstawały zalążki nieprawidłowego mówienia.
                  To też przecież możliwe.

                  > Skoro napisales ze potrafiles powiedziec cala zdanie plynnie, to jaki z
                  Ciebie wyjatek?? :) Czy nie jest to dowod na to, ze jednak potrafisz mowic
                  plynnie?
                  > Tez tak przed terapia twierdzilem!
                  > Acha. Przypomnialem sobie w ostatniej chwili: jak tez twierdzilem ze moje
                  > jakanie jest szczegolne, bo wyjatkowo ciezkie. (Przynajmniej w porownaniu do
                  > Martina.) Na terapi udowodniono mi, ze jestem przykladm wrecz ksiazkowym! :)

                  Nie pisałem, że jest to szczególne jąkanie. Napisałem, że nie jest ono typowe.
                  Nie wyróżniam go spośród różnych "rodzajów" jąkania. Chodzi o to, że raz udaje
                  mi się powiedzieć całe zdanie płynnie, innym razem nie mogę nawet zacząć
                  wypowiedzi. Być może nie jest to jąkanie w Twoim rozumieniu tego słowa i w
                  rozumieniu innych ludzi, ale ja uważam ten fakt za wadę, przypadłość, którą pod
                  jąkanie można by przypisać.

                  > > W ostatniej klasie podstawówki w ciągu 2 miesięcy z idealnie wręcz
                  mówiącego chłopaka zmieniłem się w osobę, której pół minuty zajmuje rozpoczęcie
                  zdania, kolejne pół minuty powtarzanie pierwszego słowa.

                  > Pani Profesor opowiadala, ze w ciagu calej swojej kariery naukowej, tylko
                  raz spotkala sie z takim przypadkiem. I zwyczajnie nie wierze ze tak bylo z
                  toba. Albo o czyms juz zapomniales, ale nie napisales wszystkiego.

                  O niczym nie zapomniałem. Myślę również, że dokładnie odzwierciedliłem sposób
                  rozpoczynania rozmów. Jeśli nie wierzysz, Twoja sprawa. Masz do tego pełne
                  prawo. Ja wiem, jak wyglądała prawda.

                  >Niekiedy staram się uspokoić i zacząć od nowa. A czasem denerwuję się
                  > ogromnie i odchodzę, > by zostać samym.
                  >
                  > Zalozmy, ze ktos kloci sie z toba, a nie ma racji. Tez odchodzisz? Zakladam
                  ze tak.

                  Różnie bywa. Raz daję za wygraną, innym razem dyskutuję. Zależy od sytuacji,
                  osób i mojego humoru. Zakładam, że też czasem rezygnujesz. Chyba nie ma
                  człowieka, który by nigdy, ale to nigdy, z niczego nie zrezygnował.

                  > > Po kilku latach, gdy jestem już ciut starszy niż wówczas byłem (od niedawn
                  > a nie jestem już nastolatkiem :))) ),
                  >
                  > 100 lat! Ja bylo na imprezie? Pochwalisz sie? Co dostales na prezent, gumowa
                  > lale? :)

                  Gumową lalę dostaje się zazwyczaj na 18-te urodziny. Nieważne, co dostalem.
                  Ważne, że ten dzień był niesamowity. :))) Dziękuję za 100 lat.


                  > Ale widze, ze czytales porady aanda. :) I tak jak ktos na ulicy
                  > zapyta ciebie o godzine udasz niemowe, albo odburkniesz, ze nie masz zegarka.

                  Nie wiesz, jak reaguję, więc nie możesz tak pisać. A skąd wiesz, że gdy jąkała
                  zapyta mnie o godzinę, ja będę w stanie odpowiedzieć. Może nagle język stanie
                  mi w gardle?

                  > Wiesz. Proboje w tym watku w mniej lub bardziej udany sposob przekazac,
                  > przynajmniej czesc wiedzy, ktora dostalem od Pani Profesor. Ale powoli
                  dociera
                  > do mnie, ze porwalem sie z motyka na slonce.

                  Wcale nie. Bardzo dobrze Ci wychodzi. Co nie znaczy, że musze zgadzać się ze
                  wszystkimi Twoimi opiniami i poradami. Tym niemniej, jak to pisał Mickiewicz:
                  "Mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił." O ile dobrze pamiętam. :)))

                  Pozdrawiam serdecznie.
                • Gość: mła Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? rowerzyku! IP: *.ostroleka.sdi.tpnet.pl 19.03.03, 22:36
                  Jeszcze w zawodowce wypracowania pisalem naprawde dobrze.
                  > A juz w technikum mysli formuowalem jak jakala. Skapy jezyk, prosta skladnia.

                  Przyglądam się waszej wymianie zdań i doświadczeń. Wyłapuję z tekstu założenia
                  terapii o której piszesz i widzę w tym co raz większy sens. Przydałaby mi się
                  takowa. Moją uwagę zwrócił cytowany tekst. Obudziłeś we mnie wspomienia i
                  analizę tego co było a nie jest. W podstawówce nie pisałam wcale ( i tak nie
                  byłabym w stanie tego przeczytać dla jakiegokolwiek forum) szkoła średnia eseje
                  pełne zdań wielokrotnie złożonych, analiz i wielowątkowości (to był czas
                  psychicznego odpoczynku i wyluzowania, okres w którym temat jąkania przewijał
                  się bardziej na zasadzie "śmiesznostki" - podobno z tym mi do twarzy :) ale nie
                  dominował. Obecnie rzecz ma się o wiele smutniej bo TO wróciło jak bumerang
                  dając mi do zrozumienia że tak na prawdę nie wyrzuciłam tego z siebie. Jestem
                  na siebie wściekła że kiedy chcę coś powiedzieć to wolałabym się zapaść pod
                  ziemię. Nikt z ludzi z którymi teraz przebywam nie uwierzyłby że potrafiłam być
                  duszą towarzystwa. Efekt: piszę bardzo dużo - ale językiem jąkały...

                  Ciekawi mnie czy/ a jeśli tak to w jaki sposób można na owej terapii dojść do
                  źródła jąkania. Ja wróciłam z tym felerem z obozu w IV klasie podstawówki -
                  wersja rodziców. Jakoś w to nie wierzę...

                  co do logopedów - faszerowali mnie chemią przez rok. W ramach ćwiczeń bieg z
                  receptą do apteki. "Przecież tak pięknie czytasz dziecko drogie..."
                  • poziomk Re: Czy ma ktos´ problem z ja˛kaniem sie˛? rowerzy 20.03.03, 08:50
                    Chcialbym dodac, ze sa i pozytywne strony jakania.
                    Mianowicie wszelkie egzaminy (szkola, o kurcze kiedy to bylo?).
                    Ustne egzaminy moglem zaliczac pisemnie. Pisanie lepiej mi wychodzi
                    jak mowa, wiec przelewam na kartke.
                    Gdy brano mnie do tablicy nauczyciele jak i ja meczyli sie- ja z mowa , oni
                    z wysluchaniem tego, co mam do powiedzenia.
                    Z praktyki wiadomo bylo, ze nie wszystko dalo sie mi powiedziec i zawsze
                    byla to ocena nizsza. Gdy pisalem, bylo czarno na bialym i przewaznie
                    oceniano wyzej.
                    • aureliano.83 Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? 20.03.03, 11:46
                      Zauważyłem, że mamy podobne problemy, jeśli chodzi o problem jąkania. :)))
                      W szkole zazwyczaj nie prosiłem o np. pisemne zaliczanie odpowiedzi.
                      Za to, prywatnie, nie potrafiąc w pełni przemienić myśli w słowa, postawiłem na
                      pisanie. Często, choć nie zawsze, jeśli chciałem komuś coś powiedzieć, pisałem
                      to i dawałem mu do przeczytania.
                      Z początku znajomi się dziwili, ale z czasem zaczęli uważać to za niemal równie
                      ważny sposób oznajmiania pewnych rzeczy.

                      Z pewnością jąkanie miało w moim przypadku jeden pozytywny aspekt. Zacząłem
                      zwracać uwagę na to, CO piszę i JAK piszę.

                      Pozdrawiam :)
                  • rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? rowerzyku 21.03.03, 21:51
                    Gość portalu: mła napisał(a):

                    (ciach)
                    Ja kto bylo napisanye prymitywnym jezykiem, to ja przepraszam, juz wiecej
                    udzielac sie tu nie bede, bo mi wstyd.

                    > Ciekawi mnie czy/ a jeśli tak to w jaki sposób można na owej terapii dojść
                    > do źródła jąkania.

                    co masz na mysli mowiac zrodla jakania?

                    > co do logopedów - faszerowali mnie chemią przez rok. W ramach ćwiczeń bieg z
                    > receptą do apteki. "Przecież tak pięknie czytasz dziecko drogie..."

                    :)
                    Sanatorium zaliczylem. Psychotropy tez. Podobno pod ich dzialaniem jakalem sie
                    troche lzej. Co do skutkow ubocznych, to... koszmar, ale kto by tam gowniarza
                    sluchal.

                    Pozdrawiam.
                    • Gość: mła Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? rowerzyku IP: *.ostroleka.sdi.tpnet.pl 23.03.03, 22:17
                      rowerzyk napisał:

                      > Gość portalu: mła napisał(a):
                      >
                      > (ciach)
                      > Jak to bylo napisanye prymitywnym jezykiem, to ja przepraszam, juz wiecej
                      > udzielac sie tu nie bede, bo mi wstyd.


                      ... że niby ja to napisałam ?? Jeśli coś takiego wyszło spod mojej klawiatury
                      to zaraz się z nią rozprawię :)

                      > co masz na mysli mowiac zrodla jakania?

                      no właśnie. jaka jest przyczyna jąkania (pewnie przyczyn jest tyle ilu
                      jąkających)? Czy jest to przypadłość którą ma początek w psychice czy jakimś
                      zaburzeniu synchronizacji oddechu. Kiedyś ćwiczyłam często przeponę (do śpiewu)
                      i zauważyłam że po tym łatwiej było mi zachować płynność mowy. Może nie ma
                      żadnej przyczyny... tak po prostu jest. Mój typ tak ma. Wcale nie mam zamiaru
                      na siłę pozbywać się "tej urody". I wciąż moje pytanie: dlaczego jedni się
                      jąkają a drudzy nie? (tak to pytanie z pogranicza: dlaczego brunet nie jest
                      blądynem)

                      Pozdrowionka Rowerzyku i pisz pisz - mądrze to robisz
                      • rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? rowerzyku 25.03.03, 22:15
                        Gość portalu: mła napisał(a):

                        > ... że niby ja to napisałam ?? Jeśli coś takiego wyszło spod mojej klawiatury
                        > to zaraz się z nią rozprawię :)

                        :)

                        > no właśnie. jaka jest przyczyna jąkania (pewnie przyczyn jest tyle ilu
                        > jąkających)?

                        Nie. Jest jedno jakanie. A jego oblicze wynika, jak mysle, z charakteru
                        czlowieka, z jego osobowosci. A moze takze np. budowy ciala... Niewiem.

                        > Czy jest to przypadłość którą ma początek w psychice czy jakimś zaburzeniu
                        synchronizacji > oddechu.

                        Problem tkwi w mozgu. Chodzi mniej wiecej o to, ze osrodek mowy, mowi
                        sylabami: "produkuje" pierwsza sylabe i wysyla do osrodka odpowiedzialnego, za
                        wyemitowanie tego dzwieku (czyli miesnie przepony, krtani itp.) odpowiednie
                        polecenie. Nastepnie czeka na odpowiedz, ze zostalo to juz zrobione. I tu
                        wlasnie tkwi jakanie. Bo albo osrodek odpowiedzialny za mowe pracuja z inna
                        czestotliwoscia niz reszta mozgu i sygnaly zwrotne nie przychodza na czas, albo
                        gina one gdzies po drodze. Skutek jest taki, ze osrodek mowy nie wie, ze moze
                        juz przejsc do nastepnej sylaby. I albo powtarza ja do skutku, albo, mowiac "po
                        komputerowemu", zawiesza sie do czasu, az dostanie to potwierdzenie.
                        Mysle ze jakajacemu do wyleczenia ta wiedza nie jest potrzebna. Nie trzeba
                        znac sie na przmianach fizykochemicznych, zeby ugotowac zupe. Wystarczy dobry
                        przepis. A przepis na niejakanie, to zrozumienie trzech banalnie prostych
                        przyczyn, "korzeni" drzewa jakim jest jakanie.
                        Na koniec dobra wiadomosc. Nie u kazdego czlowieka z taka nieprawidlowoscia,
                        jakanie w ciagu zycia rozwinie sie. Za to kazdy jakajacy moze powrocic do tej
                        niejakajacej sie grupy. I to wlasnie jest celem terapi.

                        > Kiedyś ćwiczyłam często przeponę (do śpiewu)
                        > i zauważyłam że po tym łatwiej było mi zachować płynność mowy.

                        Chodzilo tu o cos innego, co przy okazji cwiczen przepony uzyskalas. O spokoj.

                        Pozdrawiam.
        • Gość: rowerzyk Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: w3cache:* / *.gazeta.pl 16.03.03, 02:54
          rowerzyk napisał:

          > Gość portalu: MartinSK napisał(a):
          >
          > > Witam!!!

          Tak czytam co napisalem i chyba nie napisalem najwazniejszego.
          Martin: Gratulacje za odwage!

    • Gość: Oszołom z RM Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.03, 18:52
      Michnik i Korwin Mikke!
    • Gość: wolfstein Re: Czy ma ktoś problem z jąkaniem się? IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.03, 22:51
      hej!!Pozdrawiam cie serdecznie i rozumiem w jakimś małym stopniu cie..
      Wiadomo - jedno to radzić, a drugie, to zastosować rady do życia. nie zawsze
      sie uda. Ja generalnie sie nie jąkam, ale gdy przychodzi jakiś nerwowy moment,
      to czasami zaczynam kołować i czasami nie moge wyindyczyc jednegi słowa.
      Wszystko to wojna nerwów, i paradosk - im bardziej czasem cgcesz to
      przezwyciężyć, tym mniej sie udaje. To nasza psychika "sie zacina". ale weź tu
      jej powiedz , żeby tego nie robila.
      Najważniejsze, czego ci bardzo życzę - dużo luzu i olewki na to , co powiedzą
      inni. Nie przejmuj sie, że za chwile możesz sie zająknąć, jeśli nawet - lejemy
      na to.Co z tego, następny, razem będzie lepiej. Wielu ludzi nie jąka sie, a i
      tak nie ma nic do powiedzenia. Bądź dobrym człowiekiem, Z Bogiem.Dużo spokoju,
      a zapomnisz o tym problemie...
    • rowerzyk Z troche innej beczki 26.03.03, 10:22
      Sprzedawczyni w jednym sklepie mowila mi, ze niedawno miala nietypowego
      klienta. Byl to mlody czlowiek i pisal na kartce to, o co chcial sie
      dowiedziec. Poczatkowo myslala, ze to niemowa, ale po chwili zobaczyla, ze on
      poprostu tak baadzo sie jaka.
      Poniewaz zna mnie od dawna i wie o terapi (fakt, tego nie sposob ukryc :) )
      Chciala go do mnie skierowac. Tylko nie wiedziala, czy to wypada, czy nie
      obrazi sie, albo nie bedzie mu przykro, czy wogole bedzie zainteresowany jakas
      tam terapia...
      Jak byscie zareagowali, gdyby ktos zaproponowal wam pomoc w wyleczeniu jakania?
      Jak wogole reagujecie na poruszanie tematu waszego jakania?

      Milego dnia zycze!
      • aureliano.83 Re: Z troche innej beczki 26.03.03, 11:01
        rowerzyk napisał:

        > Jak byscie zareagowali, gdyby ktos zaproponowal wam pomoc w wyleczeniu
        jakania
        > ?
        > Jak wogole reagujecie na poruszanie tematu waszego jakania?


        Mój kolega z byłej klasy również się jąka. Gdy był jeszcze w podstawówce
        spędził pewne wakacje w Nowym Jorku. Po powrocie nie chcąc, by znajomi uważali
        go za zarozumiałego, starał się nie mówić nic, co mogłoby takie ich myśli
        wywołać. Zaczął bardzo uważać na to, co mówi. No i teraz, po kilku latach, jak
        się domyślacie, jąka się. Tak bardzo zależało mu na dobrej opinii innych, że
        popadł w jąkanie. Szkoda, bo jest inteligentny i zanim powie coś ciekawego,
        trzeba długo czekać.

        Ja natomiast, kiedy słyszę, iż ktoś porusza temat mojego "zacinania", reaguję
        różnie. Jeśli są to osoby znajome, to przypominam jedynie, by mi nie przerywali
        w trakcie mojej wypowiedzi. Bo nie znoszę tego. Kiedy mówią o tym osoby,
        których nie znam za dobrze, wówczas staję się nieco speszony. Nie wiem, czy
        odpowiedzieć coś, starając się nie zaciąć wypowiedzi, czy też milczeć i nie
        przeciągać dalej rozmowy o jąkaniu.

        > Milego dnia zycze!

        Nawzajem :)
        Taki piękny dzień nie może być niemiły :)))
        • rowerzyk Re: Z troche innej beczki 28.03.03, 20:28
          aureliano.83 napisał:

          > Zaczął bardzo uważać na to, co mówi. No i teraz, po kilku latach, jak
          > się domyślacie, jąka się. Tak bardzo zależało mu na dobrej opinii innych, że
          > popadł w jąkanie.

          Czy zgodzisz sie z teza, ze przyczyna jakania jest zaleznosc? Zaleznosc od
          tego, jak zostaniemy ocenieni.

          > Szkoda, bo jest inteligentny i zanim powie coś ciekawego, trzeba długo
          > czekać.

          Podobno wiekszosc jakajacych sie, to ludzie o ponadprzecietnej inteligencji.
          Gdyby tak bardzo nie zalezalo im na poprawnym mowieniu to pewnie nie jakali by
          sie.


          > Ja natomiast, kiedy słyszę, iż ktoś porusza temat mojego "zacinania", reaguję
          > różnie.
          (ciach)

          To sie pochwale, ze sam robilem tak samo. Tylko to zwracanie uwagi, by mi nie
          przerywano, nie zawsze bylo grzeczne. Ale coz. Podobno charakterek mam calkiem
          niezly, a spojzeniem moglbym zabic :P
    • habitus Rowerzyku, mam prośbę! 31.03.03, 11:51
      Na forum GW "Zdrowie" jest prośba o pomoc dotycząca jąkania. Ludzie wysyłają
      tego człowieka do logopedy. Ty chyba jesteś najbardziej kompetentny, żeby
      mądrze poradzić. Już widzę jak ten nieszczęśnik traci pieniądze na wizyty w
      prywatnych gabinetach...
      • Gość: rowerzyk Re: Rowerzyku, mam prośbę! IP: w3cache:* / *.gazeta.pl 31.03.03, 14:36
        habitus napisała:

        > Na forum GW "Zdrowie" jest prośba o pomoc dotycząca jąkania.

        Widzialem, ze z bialostockiego modemu wysylane wiec o ile jeszcze tego watku
        nie czytal to moze warto go tutaj skierowac?
        A co do logooedow i psychologow to nie bede sie udzielal, bo niechce byc
        ciagany po sadach za pomowienia, obraze itp...
        Moze wieczorem jak troche pomysle, jak to wyrazic eleganckimi slowami...
      • rowerzyk cd. 31.03.03, 17:59
        Tak wogole to zapomnialem podziekowac za okazane zaufanie!
        *dziekuje*
        I tak sobie mysle, ze tamten watek, to zaczal aureliano :)

        Ps. Sprezylem sie przed wieczorem i juz odpowiedz tam poszla. Ja tu sie
        wymadrzam i wymadrzam ale cos czuje, ze to sie zle skonczy :P Ze i po mnie
        wkoncu przejedzie walec :PP

        serdecznosci
        • aureliano.83 Re: cd. 31.03.03, 18:28
          rowerzyk napisał:

          > Tak wogole to zapomnialem podziekowac za okazane zaufanie!
          > *dziekuje*
          > I tak sobie mysle, ze tamten watek, to zaczal aureliano :)

          Ha! Przekombinowałeś :) Nie mam z tamtym wątkiem nic wspólnego :) Chociaż jest
          zrozumiałe, że mogłeś tak właśnie pomyśleć.

          > Ps. Sprezylem sie przed wieczorem i juz odpowiedz tam poszla. Ja tu sie
          > wymadrzam i wymadrzam ale cos czuje, ze to sie zle skonczy :P Ze i po mnie
          > wkoncu przejedzie walec :PP

          Czasami przydałoby się każdemu z nas być przejechanym przez walca ;) Hmmmm...
          Nie wiem, po co napisałem to zdanie. Nieważne.

          A wiecie, że jakoś ostatnio nie spotkała mnie żadna niemiła przygoda. Owszem,
          wciąż tracę kilka sekund przed pierwszym słowem każdego zdania (czasem nie
          tylko pierwszym), ale nie wyszedłem z żadnego miejsca bez słowa. To znaczy
          owszem, zdarzyło mi się, ale nie z powodu wady mowy ;) (Tutaj właśnie po
          trzykroć zapukałem w niemalowane)

          > serdecznosci

          A pewnie, że serdeczności :)))
          • Gość: rowerzyk Re: IP: w3cache:* / *.gazeta.pl 06.04.03, 20:30
            witam!

            aureliano.83 napisał:

            (ciach)
            > Ha! Przekombinowałeś :) Nie mam z tamtym wątkiem nic wspólnego :)

            Ha! to znaczy ze mam kolejnego potencjalnego klienta do namowienia na terapie :)

            > Chociaż jest zrozumiałe, że mogłeś tak właśnie pomyśleć.

            Wiesz, moj przebiegly umysl wymyslil cos takiego, ze zarowno ty na tym forum
            jak i tamten watek, pojawily sie w mniej wiecej tym samym czasie. Piszac zawsze
            logujesz sie, wiec na dobra sprawe nie wiadomo, czy nie piszesz np z modemu :)

            (niesmiejcie sie, wiecie ile czasu zajelo mi wymyslenie tego? :P )

            (ciach o walcu)

            > A wiecie, że jakoś ostatnio nie spotkała mnie żadna niemiła przygoda.
            (ciach)

            A ja tam wiem swoje :)
            Albo nie widzisz jak bardzo jakanie wplywa na twoje zycie, albo jakasz sie
            naprawde nieznacznie.
            Acha, stopnia jakanie nie ocenia sie w "sprzyjajacych" okolicznosciach, ale w
            sytuacji naprawde stresujacej. Np pare slow o sobie. wypowiedziane przed grupka
            zaczynajacych terapie i ich rodzicow, nagrywane na kamere. Brrr :)
            Wiesz, to ze ja pisalem tu o sobie jak to mi ciezko i wogule, nie znaczy, ze
            nic z tym nie robilem, ze sobie nie radzilem. Co wiecej (ale to juz chyba
            pisalem), ze radzilem sobie calkiem niezle i ze z wiekiem coraz lepiej.
            A tak wogole to napisalem to glownie po to, zeby watek pchnac do gory :))

            ponownie serdecznosci. :)
            • aureliano.83 Niech nam żyją parzystokopytne, latające foki... 07.04.03, 01:54
              Gość portalu: rowerzyk napisał(a):

              > Wiesz, moj przebiegly umysl wymyslil cos takiego, ze zarowno ty na tym forum
              > jak i tamten watek, pojawily sie w mniej wiecej tym samym czasie. Piszac
              zawsze
              > logujesz sie, wiec na dobra sprawe nie wiadomo, czy nie piszesz np z modemu :)
              > (niesmiejcie sie, wiecie ile czasu zajelo mi wymyslenie tego? :P )

              Piszę przeważnie z domku, a loguję się po to, by uniknąć przykrych sytuacji,
              kiedy to ktoś mógłby się pode mnie podszywać. Poza tym bez logowania widać np.
              z jakiego osiedla się pisze, z jakiej sieci, a póki co, wolę sam decydować o
              tym, co forumowicze o mnie wiedzieć będą.

              > A ja tam wiem swoje :)
              > Albo nie widzisz jak bardzo jakanie wplywa na twoje zycie, albo jakasz sie
              > naprawde nieznacznie.
              > Acha, stopnia jakanie nie ocenia sie w "sprzyjajacych" okolicznosciach, ale
              w sytuacji naprawde stresujacej. Np pare slow o sobie. wypowiedziane przed
              grupka
              > zaczynajacych terapie i ich rodzicow, nagrywane na kamere. Brrr :)
              > Wiesz, to ze ja pisalem tu o sobie jak to mi ciezko i wogule, nie znaczy,
              ze
              > nic z tym nie robilem, ze sobie nie radzilem. Co wiecej (ale to juz chyba
              > pisalem), ze radzilem sobie calkiem niezle i ze z wiekiem coraz lepiej.


              Nie jąkam się znacznie, to fakt. Bywało już kiedyś znacznie gorzej. Np. przed
              kamerą ;) Dwukrotnie z okazji jednej "imprezy" wystąpiłem niegdyś w TV. Za
              pierwszym razem było dość dobrze. Kiedy zobaczyłem siebie w drugim
              wystąpieniu... "Ojej..." - pomyślałem - "czy to naprawdę ja?" Plącze się w
              słowach ktoś na ekranie, wydaje najpierw ciche, niezrozumiałe dźwięki, dopiero
              później słychać zdania, również pozostawiające wiele do życzenia.

              Ale zauważyłem na przykład to, że kiedy sam jestem w domu, nie widać ani śladu
              zacinania się. Często mówię sam do siebie, kiedy nikogo nie ma w mieszkaniu
              przybiera to nawet formę normalnej dyskusji. Dyskusji pozbawionej jąkania,
              o dziwo.
              Zatem coś w tym jest, że chcę "dobrze wypaść" przed ludźmi. Bo w końcu przed
              sobą jestem w pełni tym, kim jestem naprawdę...

              Stres... masz tu dużo racji, rowerzyku :)

              > A tak wogole to napisalem to glownie po to, zeby watek pchnac do gory :))

              Ha! A to dobre jest :)))

              > ponownie serdecznosci. :)

              Cóż... wymieniajmy zatem serdeczności, dopóki mamy jeszcze... ;)))
              P-o-z-d-r-a-w-i-a-m s-e-r-d-e-c-z-n-i-e

              P.S
              Co do tematu... Mam pierwszorzędny nastrój... zebrałem 3 niepasujące do siebie
              (na pozór ;) ) słówka... no i wyszło to, co wyszło...
    • Gość: rowerzyk (OT) aureliano: zyjesz? IP: w3cache:* / 10.1.1.* 07.05.03, 01:45
      co tam u ciebie? dalej przesiadujesz w parku i palisz papierosy?
      :)
    • rowerzyk [total OT] 14.07.03, 15:45
      ale stary watek. :)
      Hmmm zostawialem w wielu miejscach swoj numer telefonu, ze jak by co to sluze
      informacjami w sprawie terapi i czasami ktos sie w jaj sprawie odzywa. Wychodzi
      na to ze szczepionki jeszcze nie wynalezli i co raz beda pojawiac sie kolejni
      ludzie z popranym zyciem.
      Ale nic to, wszak lato mamy! Radujmy sie! (uff zabrzmialo to jak tytul pewnej
      niszowej gazetki)
      Pozdrowienia.
      Ps. Zeby nie bylo niejasnosci to tylko chcialem ten watek pchnac do gory, a noz
      widelec sie komus przyda. No i oczywiscie pochwalic sie, ze moze kolejnej
      osobie choc troche pomoglem w wyleczeniu sie z jakania.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja