janer
18.09.03, 09:05
W swojej praktyce przyjąłem zasadę, iż wysyłam wezwania do zapłaty w
przypadku trzymiesięcznej zwłoki, a gdy zaległość osiągnie ok. 1500 zł
wnoszę sprawę w trybie nakazowym.
Jednak często zdarza mi się, iż po wniesieniu sprzeciwu od nakazu, sprawy
wchodzą w tryb zwykły.
W sądach warszawskich toczą się z reguły i po trzy lata.
Głównym problemem jest kwestionowanie przez wierzycieli zasadności
ponoszonych wydatków oraz zarzucane błędy w wyliczniu należnych zaliczek na
pokrycie kosztów eksploatacji.
Administrator przedstawiany jest zwykle jako złodziej i krwiopijca, a młodzi
sędziowie troskliwie dbają o interes pokrzywdzonego właściciela. Zauważyłem
bowiem, że nadal żywe jest przekonanie o jakimś obcym bycie pod nazwą zarząd
(ca, który ma się sam wyżywić chyba, i jeszcze załatać dach przy okazji.
Oczywiście przy porządnym prowadzeniu rachunkowości i rozliczeń zawsze udaje
mi się wygrywać.Lecz bardzo często jako ostatecznego argumentu muszę używać
powoływanego przeze mnie sądowego biegłego księgowego.
Innym tematem jest egzekucja. Facet ma firmę, jeździ mercem a komornik
wypisuje, że on nie ma żadnego majątku i egzekucja jest niemożliwa. Często
muszę drogą wywiadu u sąsiadów wskazywać co nadaje się do zajęcia.
W sumie oceniam, iż corocznie udaje mi się odzyskać ok. 50 % zobowiązań.
Czy ktoś ma inne doświadczenia?
Pzdr.
J.A.