Gość: Berkut
IP: *.kamieniec-wroclawski.sdi.tpnet.pl
20.04.04, 21:11
Zdając sobie sprawę ze znaczenia przestrzeni kosmicznej Waszyngton głosi od
pewnego czasu zamiar zdominowania obszarów okołoziemskich.Stąd w
strategicznym dokumencie sił powietrznych USA, "America’s Air Force Vision
2020", zakłada się militaryzację przestrzeni okołoziemskiej, a rejon ten jest
postrzegany jako hipotetyczne pole bitwy, na równi z lądami, morzami czy
powietrzem. Nie chodzi już o potencjalne zwalczane rakiet. Tym razem projekty
zakładają niszczenie wrogich satelitów, zakłócanie łączności przeciwnika,
nawet ostrzał celów na Ziemi.
Veto i riposta
Taka postawa musiała wywołać reperkusje międzynarodowe. Latem 2002 r. Rosja i
Chiny przedstawiły na konferencji rozbrojeniowej w Genewie nowe propozycje w
negocjacjach na temat ograniczenia możliwości wykorzystywania kosmosu w
celach militarnych. Jednak Waszyngton zablokował wszelkie decyzje w tej
sprawie. Rozmowy w ramach PAROS (Prevention of an Arms Race in Outer Space -
zapobieganie wyścigowi zbrojeń w przestrzeni kosmicznej) trwają, choć bez
efektów.
Jednocześnie kilka mocarstw wzmogło wysiłki mające na celu zwiększenie ich
potencjału orbitalnego. Zważywszy na ogromną rolę systemów satelitarnych,
amerykańskie "full dominance" z oczywistych powodów niepokoi wszystkich,
którzy za kilkanaście lat chcą na świecie coś znaczyć.
To dlatego Unia Europejska podjęła decyzję o uruchomieniu własnego
satelitarnego systemu nawigacyjnego - Galileo, w skład którego weszłoby do 30
platform. Europa chce uniezależnić się od amerykańskiego GPS, co znakomicie
wzmocni jej suwerenność w tej dziedzinie. Departament Stanu USA na plany
Brukseli zareagował dość nieprzychylnymi komentarzami, tłumacząc to wysokim
ryzykiem wzajemnego zakłócania systemów. Ale ostatnie spory polityczne raczej
ostatecznie przesądzają o wdrożeniu programu Galileo. Chyba że na
przeszkodzie europejskim ambicjom staną pieniądze.
Znacznie ostrzej zareagowały Chiny.
O ile Galileo sam w sobie nie jest bronią kosmiczną, o tyle Pekin, śladem
Waszyngtonu, wykazuje już zainteresowanie orbitalnymi platformami bojowymi,
głównie z rodziny broni antysatelitarnych (Asat - Anti-satellite weapons).
Jeśli rokowania PAROS nie przyniosą sukcesu, Chińczycy zamierzają rozwinąć
prace w tej dziedzinie. Lot Yang Li-Wei dowodzi, iż nie należy ich
lekceważyć. Obecnie zapowiadają kolejne loty załogowe, a nawet budowę stacji
kosmicznej.
Najwięcej na temat projektowanych modeli broni kosmicznych mówią Amerykanie.
Już program "tarczy antyrakietowej" można potraktować jako oręż w walce z
satelitami potencjalnego przeciwnika, zwłaszcza umieszczonymi na niższych
orbitach. Wystrzelona z lądu czy okrętu rakieta, przeznaczona do niszczenia
pocisków balistycznych w ich środkowej fazie lotu, mogłaby bowiem zostać
nakierowana na taki obiekt, podobnie jak wiązka lasera z samolotu-nosiciela
działa laserowego.
W przyszłości część obrony antyrakietowej zostałaby wyniesiona na orbitę
(Space-Based Missile Defense), pod postacią stanowisk laserów kosmicznych
(Space-Based Lasers) oraz wyrzutni rakiet przechwytujących. Podobnie jak te
startujące z ziemi, niszczyłyby one nadlatujące pociski wroga samą siłą
zderzenia. Jednocześnie taka broń, z założenia defensywna, mogłaby zostać
wykorzystana ofensywnie, właśnie przeciwko aparatom kosmicznym innych państw.
Istnieje też projekt satelity uzbrojonego w wyrzutnię do atakowania stanowisk
na Ziemi. Po namierzeniu celu wystrzeliwano by z niej metalowy pocisk, który,
spadając, mógłby osiągnąć ogromną prędkość, niszcząc impetem upadku wybrany
obiekt, np. bunkier.
W Chinach trwają dyskusje nad sposobami przeciwdziałania rosnącej potędze
kosmicznej USA. Pekin, posiadający ok. dziesięć satelitów, planuje rozwinąć
nawigację satelitarną (precyzja ataków rakietowych!) i rozpoznanie. Dla
ochrony tych systemów rozważa wysłanie w przestrzeń broni Asat pod postacią
wybuchowych platform orbitalnych. W przypadku zagrożenia chiński pojazd, przy
użyciu silników korekcyjnych, wchodziłby na orbitę obcego satelity, a po
zbliżeniu do niego detonował. Możliwe jest również skonstruowanie dużego
nosiciela kilku "samobójczych" pojazdów. Alternatywne rozwiązania to: atak
rakietowy na obiekty kosmiczne z użyciem pocisków nuklearnych wystrzeliwanych
z Ziemi, zbudowanie działa laserowego czy ostrzał niskich orbit za pomocą
rakiet dalekiego zasięgu wystrzeliwanych z samolotów .
Wyścig zbrojeń
Podsumowując plany mocarstw dotyczące militaryzacji kosmosu, zwłaszcza
amerykańskie, nie można oprzeć się wrażeniu, iż muszą one wywołać gwałtowny
wyścig zbrojeń. Dlatego większość państw, wielu specjalistów oraz nawet część
administracji waszyngtońskiej jest im przeciwna. Faktycznie ten, kto opanuje
orbitę, opanuje światową łączność, rozpoznanie, będzie mógł sparaliżować
komunikację, od wojskowych sztabów poczynając, a na elektronicznych mapach
samochodowych kończąc. Czy zatem ok. 2020 roku grozi nam "kosmiczna zimna
wojna", kiedy to wokół Ziemi krążyć będą, wypatrując wzajemnie swych
manewrów, wojskowe pojazdy USA, Chin czy Rosji? Trudno dziś odpowiedzieć na
to pytanie. Wiele ze wspomnianych tu broni, zwłaszcza zaś lasery, jest ciężko
zbudować. Działa laserowe wymagają ogromnych źródeł energii, a ich
skuteczność jest dyskusyjna. Podobnie jak celność pocisków kinetycznych. Bez
wątpienia ofensywna broń kosmiczna to wielkie wyzwanie technologiczne, ale
wybuchowy satelita mógłby powstać w każdej chwili. Tak czy inaczej pewne
jest, że orbita okołoziemska to miejsce strategiczne i jej znaczenie będzie
stale wzrastać.