say69mat
25.08.13, 04:56
Doktrynę obowiązującą w US Military Forcess, wobec osób doświadczonych zaburzeniami orientacji seksualnej, można zdefiniować krótkim żołnierskim ... DON'T ASK DON'T TELL. I wszystko wydaje się bardzo prost i zgrabne, świadczące o otwartości sił zbrojnych na osoby z zaburzeniami orientacji seksualnej. Dopóki nie trafimy na przypadek Bradleya Manninga. I nie ogarniemy bezmiaru destrukcji jakiej dokonał, zawłaszczając prawa autorskie i właścicielskie do tajnej korespondencji elektronicznej. Aby ją następnie, bez wiedzy i zgody dowództwa, publikować w mediach zewnętrznych. Niezależnych od organu właścicielskiego publikowanych informacji.
I tu się rodzi pewne pytanie, co by się działo, gdyby nasz uroczy Bradley/Chelsa Manning miał do dyspozycji nie jakieś tajne info, tylko ... kody i klucze startowe do ... 'Paskud'??? Pomijając pewien detal, że moim prywatnym zdaniem, ze względu na swoją przypadłość, Manning nigdy nie powinien trafić w kamasze. Po drugie, nigdy nie powinien mieć dostępu do info objętych klauzulą tajności. Po trzecie osoba o profilu psychologicznym Chelsa/Bradley jest w szeregach armii chodzącą bombą zegarową. Po czwarte, na szczęście dla wszystkich, ta historia zakończyła się jedynie wyciekiem poufnych informacji.
Ps. Paskuda - ten termin wydał mi się najbardziej odpowiednim, dla określenia całej galerii pocisków rakietowych uzbrojonych w głowice nuklearne.