Gość: stary mason
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
26.12.04, 19:54
Ponad 200 milionów koron (ponad 5 mln USD) zapłaciło już czeskie ministerstwo
obrony za spadochrony, których użycie może zagrozić bezpieczeństwu żołnierzy
jednostek desantowych. Efekt: elitarne czeskie jednostki spadochronowe nie
mają spadochronów.
Przyczyną takiego stanu rzeczy jest kontrakt, jaki na dostawę nowych
spadochronów dla czeskiej armii podpisało ministerstwo obrony z firmą Anex
Cirus, która nigdy wcześniej nie zajmowała się produkcją spadochronów i nie
miała w tej dziedzinie żadnych doświadczeń. Ministerialni urzędnicy (z
których znaczna część pracuje obecnie w firmie Anex) wybrali ją, jako
głównego dostawcę w drodze konkursu.
Kontrakt przewiduje dostawę 2300 spadochronów i nadal obowiązuje, mimo że -
jak wynika z opinii ekspertów Narodowego Urzędu do spraw Uzbrojenia - z 500
sprawdzonych spadochronów testy bezpieczeństwa przeszło zaledwie kilka
egzemplarzy.
Elitarny 43 batalion desantowy z Chrudimia od początku 2001 roku wchodzi w
skład sił szybkiego reagowania NATO. Spadochronów, na których można skakać,
batalion ma jednak tak niewiele, że praktycznie - jak twierdzi dowódca
jednostki Alesz Opata - nie ma ich w ogóle.
"Te nowe, na których ze względów bezpieczeństwa nie można skakać, pleśnieją w
magazynach, a starym kończy się okres żywotności" - wyjaśnił Opata.
W całej czeskiej armii - jak wynika z informacji ministerstwa obrony - jest
obecnie do dyspozycji niewiele ponad 200 nadających się do użytku
spadochronów OVP-80 i OVP-67. Ich żywotność powoli się kończy i liczba tych,
na których można skakać maleje z dnia na dzień.
Elitarna jednostka desantowa - brygada specjalna z Prostiejova, która brała
udział w akcji w Kosowie, skakać nie może w ogóle. Jak wynika z informacji
ministerstwa nie ma na stanie ani jednego spadochronu.