Dodaj do ulubionych

koncepcja - jaka armia do obrony kraju ?

IP: *.IOd.krakow.pl 03.10.02, 14:17
interesuje mnie koncepcja obrony kraju, w chwili obecnej to chyba nie
żadnej ?
jakie maja byc u nas siły zbrojne - nieduza ilosć wojsk pierwszego uderzenia
z zapleczem i duża armia obrony terytorialnej przygotowana do zmobilizownia w
24 godziny wyposażona; broń strzelecka , przeciwpancerna i przeciwlotnicza,
mająca przygotowane bazy i ukrycia, przeszkolona w zakresie dywersji i walki
tak w terenie zabudowanym jak i na polu,
tak armia znajacą i broniaca własny teren jest wyjątkowo wrednym wrogiem;
zatem jest pytanie w co ja uzbroic i jak wyposażyc ?
jak szkolić ?

Obserwuj wątek
    • dreaded88 Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? 03.10.02, 15:44
      Gość portalu: gaduła napisał(a):


      Najpierw trzeba chyba nie bawiąc się w polityczną poprawność określić
      przeciwnika, przed którym ta armia ma bronić.
      Z "armią obrony terytorialnej" jest niestety pewien problem - postawienie na
      nią jako główna siłę obronną jest niejako zaproszeniem wroga na własne
      terytorium, doświadczenia polskie wykazują chyba, że toczenie wojny u siebie
      jest marnym interesem.
      Póki co - armia poborowa jest zgniłym kompromisem zapewniającym względną siłę
      liczebną i szkolenie rezerw przy jakimś poziomie technicznym.
      Uzawodowienie jak wiadomo przy utrzymaniu wysokości finansowania armii sprzed
      pociąga za sobą konieczność redukcji stanu do 50 %.
      • Gość: Słoju Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.10.02, 16:41
        Pospisuje sie obiema rekami. W przypadku armii zawodowej jest jeszcze jeden
        problem o którym w Polsce mało się mówi - poziom rekrutów. Wiele krajów boryka
        sie z barzdo nikim poziomem potencjalnych chętnych co powoduje zaniżanie
        kryteriów naboru (Hiszpania obniżyła ilotaz inteligencji poniżej wszelkich
        norm, Brytyjczycy maja problem z naborem do 3 batalionów pułku spadohronowego
        itd). Pozatym ukształtowanie terytorium Polski wręcz zaprasza do szybkich,
        manewrowych działań na dużą skalę z użyciem wojsk pancernych, co czego OT mało
        się nadaje.
        Wogle koncepcja OT to chyba pomysł ministra Szeremieriewa na zagospodarowanie
        członków Strzelca, politycznej przybódówki formacji politycznych z jego okolic.
        Wiele krajów OT redukuje do funkcji pomocniczo-logistycznych dla wojsk
        operacyjnych. Poztym tzreba pamiętać iz mieszkamy w Polsce, gdzie głownym
        zajęciem OSP jest podpalanie, boje sie myśleć co by się działo gdyby tzw.
        żołnierze w terenie dostali broń.
        • dreaded88 Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? 03.10.02, 16:50
          Gość portalu: Słoju napisał(a):

          >Pozatym ukształtowanie terytorium Polski wręcz zaprasza do szybkich,
          > manewrowych działań na dużą skalę z użyciem wojsk pancernych, co czego OT
          mało
          > się nadaje.

          Dokładnie. W razie konfliktu OT będzie siedziała po lasach i "zagrażała". A
          wróg i tak opanuje ośrodki i szlaki transportowe, na ewentualne akcje OT
          odpowiadając represjami wobec ludności cywilnej, jak o już drzewiej bywało.
          Poza tym jeśli będzie szedł ze wschodu puści specnaz, który wybije tych
          nauczycieli czy sklepikarzy, którzy dostali nagle broń.

          > Wiele krajów OT redukuje do funkcji pomocniczo-logistycznych dla wojsk
          > operacyjnych. Poztym tzreba pamiętać iz mieszkamy w Polsce, gdzie głownym
          > zajęciem OSP jest podpalanie, boje sie myśleć co by się działo gdyby tzw.
          > żołnierze w terenie dostali broń.

          Akurat tego może bym się tak bardzo nie bał, Polska nie jest Szwajcarią, gdzie
          każdy ma SIG-a w szafie, ale w Estonii czy na Łotwie potworzono oddziały
          mielicyjne i jest chyba O.K.
          • Gość: Słoju Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.10.02, 17:31
            Troche przerysowałem ale jak widzę coroczne uwalnianie rezerwistów to moja
            wyobrażnia pracuje na zwiększonych obrotach.
    • Gość: cetes Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.lask.sdi.tpnet.pl 03.10.02, 19:19
      Wszystko co piszecie to racja.Uwazam,ze tylko przez rozwoj gospodarki i co za
      tym idzie,mozliwosci nakladow na szkolnictwo i sily zbrojne,mozna zapewnic
      brak chetnych do ataku.A sprzet najwyzszej klasy obslugiwany przez
      niewyksztalconego zolnierza,to zlom.
    • Gość: gaduła Re: przd kim bronimy kraju ? IP: *.IOd.krakow.pl 04.10.02, 08:44
      pytanie zatem jest z kim potencjalnie wojujemy i jaka koncepcja obrony ?
      z tego wynika planowanie armii i jej wielkości,
      ja jak widzę z jednej strony samolot, z drugiej brak mydła i podstawowego
      wyposażenie w koszarach to czasem myśle że lepiej może dać każdemu broń do
      łapy, a wtedy będzie spokój i naturalna selekcja,
      nawet czarne berety czy specnaz będzie się bał pijanego z kałachem w łapie !
      • Gość: Tommy Re: przd kim bronimy kraju ? IP: *.net.pl 09.10.02, 17:29
        Gość portalu: gaduła napisał(a):

        > pytanie zatem jest z kim potencjalnie wojujemy i jaka koncepcja obrony ?
        > z tego wynika planowanie armii i jej wielkości,
        To dosyc trudne pytanie. Potencjalnie mozemy wojowac z kazdym z naszych
        sasiadow. Idac od zachodu: Niemcy - w obecnej sytuacji sa raczej naszym
        sojusznikiem niz agresorem, ale kto wie co bedzie za lat 30 czy 50. Czechy i
        Slowacja - panstwa zbyt slabe (na razie) by stanowic samodzielnie powazniejsze
        wyzwanie, Ukraina - niby przyjaciele, ale nigdy nic nie wiadomo, slaba
        stabilnosc kraju sprzyja dojsciu do wladzy roznych "wojowniczych wodzow", silna
        armia (ale przestazala i brak kasy) i duze zaplecze, Bialorus - na razie
        popierdulka Rosji i tylko z nia (lub przy jej poparciu) moze nam zagrozic,
        Litwa - nie ma obawy, Rosja - w najblizszym czasie jedyny potencjalny
        przeciwnik, silny, dysponujacy dobrym sprzetem i duzym potencjalem ludzkim.
        Dlatego plan obrony kraju powinien opierac sie na zagrozeniu ze wschodu (i ew.
        Baltyku)
        > ja jak widzę z jednej strony samolot, z drugiej brak mydła i podstawowego
        > wyposażenie w koszarach to czasem myśle że lepiej może dać każdemu broń do
        > łapy, a wtedy będzie spokój i naturalna selekcja,
        > nawet czarne berety czy specnaz będzie się bał pijanego z kałachem w łapie !
        nie mowiac juz o tym ze pijanego z kalachem bedzie sie bal kazdy z jego
        sasiadow i innych jego rodakow, wiec to chyba odpada
    • Gość: Słoju Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.10.02, 12:09
      masz częściowo racje, ja nie widzę jakiejś spójnej koncepcji obronnej. To jest
      zreszta temat na dłuższe wypracowanie. Ja któtko chciałbym powiedzieć parę słów
      o sposobie prowadzenia programów zbrojeniowych. Wiadomo wojsko nie ma pieniędzy
      a co kilka lat objawiaja się nowe programy zbrojeniowe, stare sa choewwane do
      lamusa po czym znowu reanomowane.
      Samolot Skorpion-na szcęście świeć panie nad jego duszą
      Smigłwoiec uderzeniowy Sokół - plany, projekty, opracowania i analizy i cisza.
      Zupełnie zarzucono program śmigłowca bojowego?
      Haubica Chrobry - pisałem o tym na innym wątku
      Czołg Anders - dyskutowano na forum ale sporo forsy wydano
      Pociski pzreciwpancerne - 4 lata w zamrażarce i nagle podpisany kontrakt
      (przynajmniej rakiety wybrano bardzo dobre). Tylko mowa cały czas była iż
      szukamy rakiety dla śmigłowca
      Transporter opancerzony - pojawił sie kołowy, nie wiadomo co z gąsienicowym
      (modernizacja BWP), czy pojazdem towarzyszącym Leopardom II będzie własnie BWP
      Mam cały czas wrażnie, iż decyzje są podejmowane pod wpływem jakiś nagłych
      impulsów. Nagle pojawia się jakas koncepcja i ruszaja pracę nad zakupem.
      Priorytety, co nowy rząd to ich zmiana. Jedynie MW wygląda na taką co
      przynajmniej wie czego chce i konsekwentnie dąży do celu.
      • Gość: gaduła Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.iod.krakow.pl / *.IOd.krakow.pl 10.10.02, 11:12
        zatem brak koncepcji i kasy !
        • Gość: Słoju Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 10.10.02, 16:56
          Na pewno brak kasy. To znaczy jest je mało i na dodatek jest nieracjonalnie
          wydatkowana.
          Koncepcja - po to wstepowaliśmy do NATO żeby uniknąć budowy gigantycznej armii.
          Są okreslone zobowiązania sojusznicze, które zakładaja w przypadku ataku na
          Polskę pomoć innych krajów. Taki jest cel sojuszy wojskowych i dyskusję na ten
          temat przerabialiśmy kilka lat temu. Trochę tu upraszczam ale to oddaje
          zasadnicza folozofię obronną Polski.
          • Gość: SS-man Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: 62.29.248.* 11.10.02, 15:56
            Dązenie do stworzenia trzonu w postaci doborowych, szybko-manewrowych wojsk
            pancerno zmechanizowanych w sile dwóch związków taktycznych i pełno jednoostek
            szturmowych na poziomie organizacyjnym batalionu. samodzielne,
            samowystarczalen zdolne do realizacji zadań taktycznych. Ok 50 000 ludzi w
            regularnych związkach taktycznych i ok 15 ooo w jednostkach specjalnych.
            To całkowicie wystarczy, OBRONA TERYTORIALNA to GÓWNO, podobnie LOTNICTWO i MW,
            szkoda kasy
            • Gość: Maks Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.pl 12.10.02, 10:13
              Gość portalu: SS-man napisał(a):

              >OBRONA TERYTORIALNA to GÓWNO, podobnie LOTNICTWO i MW,
              > szkoda kasy
              Nawet najlepsze wojska lądowe bez lotnictwa na współczesnym europejskim polu
              walki są warte tyle ile złom, jaki po nich zostanie po wojnie. No chyba że
              zamierzamy wojować z Górną Woltą albo Republiką Srodkowej Afryki.
              • Gość: jarek4 Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 15.10.02, 13:54
                OT to nie jest stracona koncepcja!! popatrzcie na konflikty jakie sie ostatnio
                toczyły na Świecie!! Wojsko wchodzace w sklad ugrupowań operacyjnych zajmuje
                teren jednak niemozliwe jest opanowanie go w 100%, nawet takie jednostki
                specjalne jak SPENAZ i DELTA sa nieodporne na dzialania mobilnych bo nieduzych
                oddziałow nekajacych zaplecze wroga! zaangazowanie jednostek operacyjnych w
                dezorganizowanie zaplecza wroga moze stanowic element skladowy dzialan
                jednostek operacyjnych!! w lesie nie liczy sie technika, nie liczy sie wybitne
                przeszkolenie, liczy sie zaskoczenie!!! myslicie cze potencjalny przeciwnik po
                wykryciu obozowiska 20 partyzantów wysle tam smiglowce albo samoloty? jak
                wysle smieglowce to dobra nasza bo kilka ich sie straci! jak wysle samooty to
                tez mozna conieco stracic!! jednak czy one cos upolują? watpliwa sprawa!
                przeciwdzialanie jednostkom o charakterze partyanckim opiera sie zasadniczo o
                mobilne grupy bojowe ktore nie sa nieodporne na najprostsza bron jaka
                jest "kałasz", w lesie niema techniki, a wszystko co jest najprymitywniejsze
                jest najgroźniejsze!
                • Gość: gaduła Re: koncepcja - jaka armia do obrony kraju ? IP: *.iod.krakow.pl / *.IOd.krakow.pl 15.10.02, 15:35
                  jednak facet z kałachem pilnujący własnej chałupy to nawet dla delta czy spec
                  jest najgorszym wrogiem !
                  • Gość: piotrq Moja armia do obrony kraju IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.10.02, 22:52
                    Na stronach MON kiedyś (nie wiem czy teraz też) można bylo przeczytać, iż na
                    wypadek wojny polskie wojska operacyjne mają wykonać coś w rodzaju
                    planu "Pekin", czyli ewakuować się za Odrę. I słusznie, parędziesiąt tysięcy
                    nawet dobrego wojska przy działaniach w dużych formacjach jest raczej skazane
                    na unicestwienie. Tym bardziej, że struktura wyposażenia i przygotowanie
                    polskiego wojska kompletnie nie przystaje do modelu sił zbrojnych małego kraju,
                    którym co tu dużo ukrywać jesteśmy. Jestem zdania, że koncepcja uzbrajania się
                    w czołgi i inne środki manewrowo-ofensywne jest kompletnie chybiona. Doktryna
                    wojenna powinna być nastawiona na: a) odstraszanie, b) jak najdłuższe
                    utrzymywanie działań wojennych na własnym terytorium. Dlaczego? Uzasadniam.
                    Najlepiej oczywiście nie być zaatakowanym. Nie mamy czym za bardzo grozić w
                    sensie hi-tech. Jednocześnie konflikty na lokalną skalę (a taki dla nas moim
                    zdaniem jest najgroźniejszy, o czym później) u końca ub. wieku dowiodły, że
                    wprawdzie lotnictwo itd., ale naprawdę najbardziej skuteczną obecnie bronią,
                    której używają i którą szanują również ci, którzy mają raptora, jest piechur z
                    bronią strzelecką. Oczywiście musi przyzwoicie strzelać i znać podstawowe
                    zasady taktyki walki w małych grupach, w tym wykorzystywanie terenu i proste
                    prace inżynieryjno-saperskie - zadziwiająco skuteczne również na dzisiejszym
                    informatycznym polu walki. Przy stosunkowo niewielkich nakładach takie formacje
                    da się stworzyć w postaci właśnie przyzwoitej obrony terytorialnej.
                    Przeciwnikom tej formacji chciałbym podpowiedzieć, iż lord Robertson
                    zapoczątkował w W. Bryt. ewolucję Territorial Army w coś, co nazwał "more
                    heavyweight". W skrócie: Brytyjczycy planują doprowadzenie swojej obrony
                    terytorialnej do stanu, w którym będzie mogła brać efektywny udział w
                    międzynarodowych misjach pokojowych. OT jest sposobem tanim ajednocześmnie
                    zadziwiająco skutecznym w walce na własnym terenie czyli górale w górach,
                    górnicy w hałdach :) itd. Zwłaszcza działania w terenach zurbanizowanych to coś
                    w czym OT jest niezrównana. Tylko że u nas OT nie ma. Ale chciałbym, żeby było
                    i to jest pierwsza część mojej armii.
                    Rozwinę dygresję: dlaczego konflikt lokalny jest dla nas groźniejszy niż duży.
                    Odpowiedź jest prosta: w wypadku napaści dużego i silnego kraju na nasz i
                    dokonaniu blitzkriegu w sprzyjających warunkach politycznych może agresorowi
                    ujść na sucho mimo że jesteśmy w NATO. Na Europie żeby biła się za Gdańsk nadal
                    polegać nie można. W wypadku takiej agresji konieczne staje się za to
                    przeciąganie walk, bo wtedy nieruchawa machina polityczna ma czas zaskoczyć,
                    opinia publiczna zareagować, a rodziny żołnierzy przeciwnika odczuć, co to
                    znaczy mieć dziecię przywiezione w trumiance do domu - co z czasem budzi silny
                    ruch sprzeciwu (patrz doświadczenia I wojny czeczeńskiej a zwłaszcza Wietnamu,
                    gdzi podsycana przez massmedia atmosfera przerażenia własnymi stratami
                    przyczyniła się do faktycznej amerykańskiej kapitulacji). Taki efekt osiąga się
                    przez działania rozproszone nastawione na niszczenie siły żywej przeciwnika.
                    Dlatego niepotrzebne nam są czołgi. Potrzebna nam porządna broń defensywna, a
                    więc artyleria, wojska inżynieryjno-saperskie (do tej pory rów w poprzek drogi
                    jest dla czołgów poważnym utrudnieniem), koniecznie helikoptery przeciwpancerne
                    i dobre samoloty wielozadaniowe zdolne raczej do atakowania celów naziemnych
                    (m.in. chodzi o wyposażenie w zasobniki Lantirn albo Liting 2 umożliwiające
                    skuteczne działania przeci c. naziemnym w nocy) niż dog fights w powietrzu,
                    których raczej powinny unikać.
                    Osobny problem to kwestia stworzenia odpowiednich formacji w kraju w którym
                    praktycznie nie występuje społeczeństwo obywatelskie. Ale jego powstawanie jest
                    sprzężone zwrotnie do pewnego stopnia z takimi strukturami jak OT.
                    Tak więc jeśli z kraju ewakuuje się najwartościowsze wojska operacyjne, to coś
                    musi zostać - i przeciwnik musi się z tym czymś bardzo poważniew liczyć jako z
                    czynnikiem odstraszającym. Reasunuję: porządna OT + dobre uzbrojenie
                    defensywne. To moja koncepcja.

                    pozdrawiam
                    • Gość: Maks Re: Moja armia do obrony kraju IP: *.pl 22.10.02, 11:06
                      Gość portalu: piotrq napisał(a):

                      > Na stronach MON kiedyś (nie wiem czy teraz też) można bylo przeczytać, iż na
                      > wypadek wojny polskie wojska operacyjne mają wykonać coś w rodzaju
                      > planu "Pekin", czyli ewakuować się za Odrę.
                      Po co ?

                      I słusznie, parędziesiąt tysięcy
                      > nawet dobrego wojska przy działaniach w dużych formacjach jest raczej skazane
                      > na unicestwienie.
                      Przez kogo?

                      Tym bardziej, że struktura wyposażenia i przygotowanie
                      > polskiego wojska kompletnie nie przystaje do modelu sił zbrojnych małego
                      kraju, którym co tu dużo ukrywać jesteśmy.

                      W skali europejskiej 40 mln ludzi to mało?

                      Jestem zdania, że koncepcja uzbrajania się
                      > w czołgi i inne środki manewrowo-ofensywne jest kompletnie chybiona. Doktryna
                      > wojenna powinna być nastawiona na: a) odstraszanie, b) jak najdłuższe
                      > utrzymywanie działań wojennych na własnym terytorium.

                      Za jaką cenę? Praktycznego unicestwienia narodu?Zobacz ilu Afgańczyków zginęło
                      a ilu Rosjan w takiej wojnie.

                      > Najlepiej oczywiście nie być zaatakowanym. Nie mamy czym za bardzo grozić w
                      > sensie hi-tech. Jednocześnie konflikty na lokalną skalę (a taki dla nas moim
                      > zdaniem jest najgroźniejszy, o czym później) u końca ub. wieku dowiodły, że
                      > wprawdzie lotnictwo itd., ale naprawdę najbardziej skuteczną obecnie bronią,
                      > której używają i którą szanują również ci, którzy mają raptora, jest piechur
                      z
                      > bronią strzelecką. Oczywiście musi przyzwoicie strzelać i znać podstawowe
                      > zasady taktyki walki w małych grupach, w tym wykorzystywanie terenu i proste
                      > prace inżynieryjno-saperskie - zadziwiająco skuteczne również na dzisiejszym
                      > informatycznym polu walki. Przy stosunkowo niewielkich nakładach takie
                      formacje
                      > da się stworzyć w postaci właśnie przyzwoitej obrony terytorialnej.
                      > Przeciwnikom tej formacji chciałbym podpowiedzieć, iż lord Robertson
                      > zapoczątkował w W. Bryt. ewolucję Territorial Army w coś, co nazwał "more
                      > heavyweight". W skrócie: Brytyjczycy planują doprowadzenie swojej obrony
                      > terytorialnej do stanu, w którym będzie mogła brać efektywny udział w
                      > międzynarodowych misjach pokojowych.

                      To trochę co innego niż wciąganie przeciwnika na własne terytorium.

                      OT jest sposobem tanim ajednocześmnie
                      > zadziwiająco skutecznym w walce na własnym terenie czyli górale w górach,
                      > górnicy w hałdach :) itd. Zwłaszcza działania w terenach zurbanizowanych to
                      coś w czym OT jest niezrównana.

                      Popatrz sobie co zostało z Groznego i Kabulu to może zmienisz zdanie.Jaki byłby
                      stosunek strat 100 :1 na korzyść napastnika a może więcej?

                      Tylko że u nas OT nie ma. Ale chciałbym, żeby było
                      > i to jest pierwsza część mojej armii.
                      > Rozwinę dygresję: dlaczego konflikt lokalny jest dla nas groźniejszy niż
                      duży.
                      > Odpowiedź jest prosta: w wypadku napaści dużego i silnego kraju na nasz i
                      > dokonaniu blitzkriegu w sprzyjających warunkach politycznych może agresorowi
                      > ujść na sucho mimo że jesteśmy w NATO. Na Europie żeby biła się za Gdańsk
                      nadal
                      >
                      > polegać nie można. W wypadku takiej agresji konieczne staje się za to
                      > przeciąganie walk, bo wtedy nieruchawa machina polityczna ma czas zaskoczyć,
                      > opinia publiczna zareagować, a rodziny żołnierzy przeciwnika odczuć, co to
                      > znaczy mieć dziecię przywiezione w trumiance do domu - co z czasem budzi
                      silny
                      > ruch sprzeciwu (patrz doświadczenia I wojny czeczeńskiej a zwłaszcza
                      Wietnamu,

                      Taaa... i tu już przechodzimy do wojny partyzanckiej. Wyjdę z domu i poszukam
                      tych gór i dżungli w których będę się musiał schować w razie czego.


                      > gdzi podsycana przez massmedia atmosfera przerażenia własnymi stratami
                      > przyczyniła się do faktycznej amerykańskiej kapitulacji). Taki efekt osiąga
                      się
                      >
                      > przez działania rozproszone nastawione na niszczenie siły żywej przeciwnika.
                      > Dlatego niepotrzebne nam są czołgi. Potrzebna nam porządna broń defensywna, a
                      > więc artyleria,

                      A po co nam artyleria, przecież można ją zniszczyć równie szybko jak czołgi.


                      wojska inżynieryjno-saperskie (do tej pory rów w poprzek drogi
                      > jest dla czołgów poważnym utrudnieniem), koniecznie helikoptery
                      przeciwpancerne
                      > i dobre samoloty wielozadaniowe zdolne raczej do atakowania celów naziemnych
                      > (m.in. chodzi o wyposażenie w zasobniki Lantirn albo Liting 2 umożliwiające
                      > skuteczne działania przeci c. naziemnym w nocy) niż dog fights w powietrzu,
                      > których raczej powinny unikać.

                      To nie jest sprzęt jednorazowy więc gdzie te maszyny będą lądować - w
                      partyzanckich bazach w górach?

                      > Osobny problem to kwestia stworzenia odpowiednich formacji w kraju w którym
                      > praktycznie nie występuje społeczeństwo obywatelskie.

                      ???????????? Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Ostatecznie Polska to nie
                      tylko Lepper i paru innych....

                      > Ale jego powstawanie jest
                      > sprzężone zwrotnie do pewnego stopnia z takimi strukturami jak OT.
                      > Tak więc jeśli z kraju ewakuuje się najwartościowsze wojska operacyjne, to
                      coś
                      > musi zostać - i przeciwnik musi się z tym czymś bardzo poważniew liczyć jako
                      z
                      > czynnikiem odstraszającym. Reasunuję: porządna OT + dobre uzbrojenie
                      > defensywne. To moja koncepcja.
                      >
                      > pozdrawi.

                      Wybacz ale wygląda mi na to że twoja koncepcja powstała pod wpływem popłuczyn
                      po jego ekselencji byłym wiceMON.....
                      Uważam że nie ma głupszego sposobu prowadzenie wojny niż wciąganie przeciwnika
                      na własne terytorium. Chyba że mielibyśmy terytorium wielkości Rosji a straty w
                      ludziach i infrastrukturze nie miałyby znaczenia.
                      Nie neguję potrzeby istnienia OT, ale koncepcja prowadzenia wojny przedstawiona
                      przez ciebie zupełnie mi nie odpowiada.
                      Skuteczne zaatakowanie kraju wielkości Polski bez wcześniejszych przygotowań ze
                      strony napastnika jest mało prawdopodobne. A już ukrycie tych przygotowań przy
                      dzisiejszym stanie środków szpiegowskich - niemożliwe. W takim wypadku
                      opowiadałbym się raczej za uderzeniem wyprzedzającym z naszej strony. Ale nie
                      mając żadnych środków ofensywnych pozostaje nam tylko modlić się i czekać. W
                      takim wypadku doradzałbym każdemu wcześniejsze wyemigrowanie z tak idiotycznego
                      państwa.
                      Pozdrowienia.
                      ps. nie zamierzałem nikogo obrazić.
                      • Gość: piotrq Re: Moja armia do obrony kraju IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.10.02, 15:09
                        Myślałem raczej o czymś takim, jak odstraszanie przeciwnika przez posiadanie
                        m.in. dobrze przygotowanych formacji OT. Uderzenie wyprzedzające jest
                        niemożliwe w starciu z Rosją, sam chyba przyznasz, a nikt inny w tej okolicy
                        raczej nam nie podskoczy. A Rosja gdyby chciała rozbija nasze wojska operacyjne
                        w ciągu 48 godzin.

                        Co do artylerii: jest tańsza niż wojska pancerne, a w wojnie obronnej równie
                        skuteczna. Kraje wielkości Polski takie jak Szwecja zredukowały (Szwecja
                        bodajże 2 lata temu) swoje siły pancerne, a dokładnie liczbe czołgów bitewnych
                        Leopard o około połowę do 240 sztuk, stwierdzając słabą efektywność takiej
                        broni przy defensywnej doktrynie wojennej.

                        Co do samolotów: Finlandia, która ma doktrynę typowo obronną, kupiła w II poł.
                        lat 90. ub.w. o ile pamiętam ok. 80 f-18 w wersji c/d, wychodząc z założenia,
                        że potrzebuje samolotów przede wszystkim do walki z ziemią (przy swoim marnym
                        zasięgu f-18, choć niezły w walce powietrznej, może się w zasadzie bronić,
                        atakować przeciwnika już nie). Szwecja zaprojektowała gripeny do startów z
                        przypadkowych lądowisk, ograniczając obsługę naziemną do 6 ludzi i
                        półciężarówki (stąd droga startu 600-800 metrowa i bardzo mocne podwozie). Tak
                        więc jest możliwość prowadzenia walki niejako "bez lotnisk", a Szwedzi
                        dodatkowo planują rozproszenie swoich samolotów. To gwoli wyjaśnienia.

                        Co do prowadzenia walki na swoim terytorium: we współczesnej wojnie CAŁE
                        terytorium obydwu stron jest polem bitwy. Działania pozycyjne zachorowały już w
                        I wojnie, a umarły w II. Przy planie wycofania wojsk operacyjnych, czyli
                        najlepszej części armii, terytorium kraju jest praktycznie nie bronione, stąd
                        moje założenie o możliwości konfliktu rozgrywającego się na własnym terenie.
                        Zwłaszcza przy braku jakiegokolwiek innego czynnika odstraszającego poza
                        przynależnością do NATO. W związku z tą przynależnością trzon armii ma się
                        wycofac na Zachód, żeby w starciu z silnym przeciwnikiem zachować jego wartość
                        bojową na dłuższy czas, gdyż konflikt zbrojny jest kwestią polityczną, a jako
                        taką - nierychliwą w wykonaniu państw zachodu Europy. To jest odpowiedzią na
                        twoje pytanie "po co?"

                        W skali europejskiej w starciu nie liczy się wielkość kraju, tylko kto na niego
                        napada. W porównaniu z Rosją jesteśmy malutcy.

                        Co do unicestwienia narodu: niestety, wysoka musiałaby być cena przetrwania
                        bytu państwowego Polska w przypadku agresji silniejszego przeciwnika. O tempie
                        reakcji państw Europy świadczą konflikty bałkańskie. One również świadczą o
                        tym, że uzbrojony i przeszkolony "landszturmista" na własnym terytorium może
                        być groźny dla dobrze wyszkolonych jednostek liniowych (nazwałem go tak, bo w I
                        wojnie pod koniec landszturm V (!) rzutu austrowęgierskiego odparł natarcie
                        włoskich jednostek pierwszorzutowych w Piemoncie). Bośnia przeżyła bo walczyła
                        aż do doczekania się reakcji Europy, a zajęło jej to kilka lat i setki tysięcy
                        trupów. Gdyby nie to, Europa pogodziłaby się z inkorporacją tego państwa do
                        serbii lub jugosławii, zresztą sądzę, że dlatego Europa zwlekała, bo "może
                        przejdzie bokiem" i nie trzeba będzie wysyłać swoich wyborców do obcego kraju.

                        Co do partyzantki: Grozny i Kabul są złymi przykłądami, bo były oblegane i
                        bronione. Niewielka grupa strzelców (a nawet 1) może terroryzować wielkie grupy
                        ludzi, nie powodując bombardowania z armat i samolotów.

                        Co do społeczeństwa obywatelskiego: polega ono w istocie na szacunku dla prawa
                        i państwa oraz na przekonaniu, że państwu obywatel jest coś winny za to co od
                        niego dostaje. W woyskovości różnica jest taka: to, co dla Polaka jest czynem
                        bohaterskim, Anglik kwituje słowem "duty", czyli obowiązek. W Anglii ćwiczenia
                        obrony terytorialnej są traktowane poważnie, a rezerwiści spływają potem, w
                        Polsce każde ćwiczenia choćby przeciwpożarowe - jak niepotrzebne wygłupy. Itd.
                        Dlatego uważam że u nas nie istnieje społeczeństwo obywatelskie, są jego
                        słabiutkie zalążki, które muszą znaleźć oparcie w praworządności
                        i "przyzwoitości" państwa, jego administracji oraz elit politycznych. I tu
                        jesteśmy w dupie. Ale to osobny temat...

                        pozdrawiam

                        PS nie obrażam się tak łatwo jeśli nie jestem obrażany - więc spoko! dyskusja
                        przecież może być ostra!
                        PS2: to wszystko i to poprzednie jest trochę niepoukładane ale jestem strasznie
                        chory i niewyspany.
                        • dreaded88 Represje 22.10.02, 17:13
                          Gość portalu: piotrq napisał(a):

                          > Co do partyzantki: Grozny i Kabul są złymi przykłądami, bo były oblegane i
                          > bronione. Niewielka grupa strzelców (a nawet 1) może terroryzować wielkie
                          grupy
                          >
                          > ludzi, nie powodując bombardowania z armat i samolotów.
                          >

                          Przypominam Niemców w Belgii od 1914, później w całej Europie 1939-45, Rosjan w
                          Czeczenii ( obozy filtracyjne ).
                          Nie można wykluczyć, że przeciwnik będzie rozwalał na zajętym terytorium za 1
                          zabitego przez owych strzelców iluś tam cywilów, transmitując egzekucje w TV.
                          Bez armat i samolotów.
                          Koncepcje OT są chyba w dużej mierze zapładniane przez Wietnam i toczoną tam w
                          świetle reflektorów i krytycznej opinii publicznej wojnę, w której Amerykanie
                          musieli stosować "ograniczone" środki czy też niedokładnie zanalizowane
                          przypadki Afganistanu i Czeczenii ( Maks wskazał o co chodzi ).
                          Wciąganie przeciwnika na swoje terytorium dla toczenia na nim walki to
                          szaleństwo.
                          Nie wiem czy jakimś wyjściem nie może być wykorzystanie lekcji al-Quaedy i
                          toczenia przez "partyzantów" wojny asymetrycznej na terytorium przeciwnika po
                          ewentualnym zajęciu własnego, przez stosowanie szeroko zakrojonej dywersji (
                          ale - kwestia kadr ( język, "legendy" ) i środków.
                        • Gość: Maks Re: Moja armia do obrony kraju IP: *.pl 22.10.02, 19:09
                          Gość portalu: piotrq napisał(a):

                          > Myślałem raczej o czymś takim, jak odstraszanie przeciwnika przez posiadanie
                          > m.in. dobrze przygotowanych formacji OT. Uderzenie wyprzedzające jest
                          > niemożliwe w starciu z Rosją, sam chyba przyznasz, a nikt inny w tej okolicy
                          > raczej nam nie podskoczy.

                          Jesteś pewien co do możliwości np. Ukrainy czy Białorusi przy obecnym stanie
                          naszej armii.

                          >A Rosja gdyby chciała rozbija nasze wojska operacyjne w ciągu 48 godzin.

                          Toż aby uniknąć takiej sytuacji wstąpiliśmy do NATO. Gdyby w tej organizacji
                          były tylko państwa europejskie, to naprawdę obawiałbym się o nasze
                          bezpieczeństwo, bo zanim zdecydowaliby się na jakiekolwiek działanie zagadaliby
                          się na śmierć. W przypadku Amerykanów jestem względnie spokojny.
                          Poza tym zamiast wykonywać wspomniany "pekin" i ewakuować wojska za Odrę,
                          bardziej logiczne byłoby sprowadzenie wojsk niemieckich a przede wszystkim
                          amerykańskich z Niemiec do Polski. Wsparcie lotnicze z baz niemieckich można
                          byłoby uzyskać prawie natychmiast. W takim wypadku ryzyko nawet dla Rosji jest
                          moim zdaniem nie do przyjęcia. A tak na marginesie, patrząc z perspektywy
                          Afganistanu i Czeczenii - czy ta armia zbieraczy kartofli byłaby w stanie
                          wykonać taką operację? Mówimy oczywiście wyłącznie o konflikcie konwencjonalnym.
                          Natomiast strategię odstraszania w wykonaniu OT proponuję odłożyć na śmietnik,
                          czyli tam gdzie jest miejsce dla jej głównego protektora z MON



                    • Gość: Słoju Re: Moja armia do obrony kraju IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 22.10.02, 15:14
                      > Przeciwnikom tej formacji chciałbym podpowiedzieć, iż lord Robertson
                      > zapoczątkował w W. Bryt. ewolucję Territorial Army w coś, co nazwał "more
                      > heavyweight". W skrócie: Brytyjczycy planują doprowadzenie swojej obrony
                      > terytorialnej do stanu, w którym będzie mogła brać efektywny udział w
                      > międzynarodowych misjach pokojowych.
                      Ja już swoje na temat koncepcji OT powiedziałem na tym wątku. Jedna uwaga.
                      Reforma brytyjskiej OT zmierza rzeczywiście w kierunku zapewnienia przez nią
                      wsparcia oddziałom regularnym w misjach pokojowych ale w charakterze oddziałów
                      wsparcia (logostycznych, transportowych, inżynieryjnych itd) a nie zapewnienia
                      im ozliwości walki w trudnym terenie. Do tego celu szkolone są regularne
                      bataliony piechoty. Stąd też pokłosiem reformy brytyjskiej OT jest zmniejszenie
                      liczebności jej batalionów piechoty tylko do 17.
                      OT jest sposobem tanim ajednocześmnie
                      > zadziwiająco skutecznym w walce na własnym terenie czyli górale w górach,
                      > górnicy w hałdach :) itd. Zwłaszcza działania w terenach zurbanizowanych to
                      coś
                      >
                      > w czym OT jest niezrównana. Tylko że u nas OT nie ma.
                      Nie wiem na jakiej podstawie sadzisz że OT jest taka dobra do walk w trudnym
                      terenie. Wszystkie w miarę normalne armie szkolą do tego celu oddziały
                      regularne, ponieważ koszt takiego szkolenia jest dość wysoki i nie ma co
                      marnować kasy na oddziały facetów z brzuszkami którzy nie będą chcieli walczyć
                      poza granicami.

                      Pozdrawiam
                      • Gość: piotrq Re: Moja armia do obrony kraju IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.10.02, 15:27
                        Chodziło mi (z Robertsonem) o pokazanie, Ze obrony terytorialnej się po prostu
                        nie lekceważy. To raz, a dwa: brytyjska ma być intensywniej szkolona, a jej
                        jakość wzrosnąć przy zmniejszeniu liczebności (pisałeś o tym).

                        Co do terenu zurbanizowanego: nie chodzi mi o teren trudny, tylko o własny.
                        Żaden nawet najlepiej wyszkolony żołnierz regularny nie zna przejść w płotach i
                        przez piwnice. Poza tym nie miałem na myśli otwartej walki, lecz raczej
                        działania z zakresu partyzantki miejskiej. Co do panów z brzuszkami: jeżeli
                        jest dobrym strzelcem albo minerem, to niech sobie ma ten brzuszek.

                        Generalnie: chodzi mi - powtarzam - przede wszystkim o istnienie porządnej OT
                        jako czynnika odstraszania. Po doświadczeniach czeczeńskich i wcześniej
                        wietnamskich, lub też bośniackich (gdzie praktycznie niewyszkolone oddziały
                        prowadziły walkę z uważaną za jedną z najlepiej szkolonych armii w Europie i
                        utrzymały państwowość) nikt oddziałow terytorialnych nie powinien lekceważyć.

                        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka