stefano.stefan
30.03.09, 15:43
"Gazeta" doniosła, że światowy potentat informatyczny "Microsoft"
reklamuje swój produkt filmem z udziałem urzędników bydgoskiego
ratusza. Informacji tej towarzyszy ton dezaprobaty, wzmocniony
wypowiedzią prof. Michała Kuleszy, że "tego się nie powinno robić".
Mam odmienne zdanie. O bydgoskim Ratuszu i jego urzędnikach rzadko
mówi i pisze się dobrze, lecz tym razem do krytyki niesposób się z
czystym sumieniem przyłączyć.
Jest rzeczą najnormalniejszą w świecie, także w Polsce, że każdy
producent jakichś wyrobów albo dostawca usług prosi swoich
zadowolonych klientów o opinię, list referencyjny lub tp. i
zamieszcza je w swoich materiałach reklamowych. Jest też zrozumiałe,
że pod takim dokumentem, żeby był świadectwem poważnym, muszą się
podpisać urzędnicy możliwie wysokiego szczebla, a nie np. referenci
bądź telefonistki. Takie świadectwa można bez trudu znaleźć na
stronach internetowych wielu tysięcy firm. Ich wystawcami są także,
co oczywiste, dziesiątki urzędników samorządowych - wójtowie gmin
czy prezydenci miast. I nikt nie widzi w tym niczego niewłaściwego.
Jestem przekonany, że nie widziałby też pan profesor Kulesza, gdyby
był dokładniej poinformowany i gdyby swoją wypowiedź miał możliwość
poprzedzić dojrzalszym namysłem. Na czym więc polega domniemany
występek urzędników bydgoskiego Ratusza? Według ich krytyków - na
uczciwym potwierdzeniu, że poważna firma za umiarkowaną cenę
wdrożyła w ich urzędzie swój system informatyczny, który okazuje się
być narzędziem bardzo dobrym, ułatwiającym pracę i możliwość
dobrego, sprawnego zaspokojenia potrzeb mieszkańców miasta. Czy to,
że zrobili to w nagranym przez dostawcę (za jego pieniądze) filmiku,
w którym w dodatku udaje się im umieścić sporo informacji
promujących Bydgoszcz, ma być im poczytane za występek? Za coś
wstydliwego?
Wręcz przeciwnie! Ja bym powiedział, że to posunięcie wydziału
promocji miasta i jego szefa, pana Macieja Grześkowiaka, było
znakomite.
Rzecz w tym, że w całej tej publikacji, o której tu mówimy, sprawa
została (chyba niechcący) postawiona na głowie. Bo to nie urzędnicy
Ratusza reklamują "Microsoft" - tylko poważna, światowa
firma "Microsoft" reklamuje swój produkt i swoje usługi -
przytaczając opinie poważnych i wiarygodnych urzędników poważnego (a
jakże!) miasta Bydgoszczy. A przy okazji dość intensywnie
reklamowane jest i promowane to właśnie poważne, sympatyczne i
gościnne dla przybyszów miasto. Czegóż trzeba więcej?
Osobny komentarz pana Jacka Glugli, naczelnego redaktora
bydgoskiej "Gazety", zatytułowany "Zasady są ważniejsze od promocji"
skierowany jest swym ostrzem głównie przeciw udziałowi w tym filmiku
wiceprezydenta Macieja Grześkowiaka.
Generalna filozofia, kierująca się tym, że najważniejsze są zasady,
jest mi bardzo bliska. Bliski jest mi też każdy, kto tę filozofię
wyznaje - a jeśli stosuje ją także w tych odcinkach życia, na które
ma wpływ - jest mi wręcz idolem. Tym razem jednak mam nieodparte
wrażenie, że Pan Redaktor wytoczył armaty przeciw wróblom. Mam też
nadzieję, że to co napisałem wyżej, skłoni Redaktora do stonowania
opinii, która wydaje mi się zbyt pochopna i niesprawiedliwa.
Stefan Olszewski