Gość: Sin
IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl
10.07.01, 22:56
Będąc na wakacjach w pobliżu Rytla usłyszałem od starego komunisty ( w sejfie
trzymał starego , ale ciągle sprawnego Nagana) opowieść o tym jak to w stanie
wojennym "bandyci" z Solidarności podpalili puszczę w taki sposób , że
płomienie utworzyły widoczny z kosmosu znak victori , wielkie na całe kilometry
V. Czy ktoś słyszał jakąś odmianę tej legendy? To samo opowiadała jego córka,
święcie przekonana o prawdziwości takiej wersji pożaru. Była wtedy małą
dziewczynką i na pewno ufała bezgranicznie swemu ojcu. Czy coś takiego krążyło
w opowieściach "ludowych " z tamtych lat?