inezis
13.10.04, 11:19
Piszę nasza, nie moja bo ta historia dotyczy mojej rodziny.
Dotyczy mnie,mojego cudownego męża i teraz także mojej starszej córeczki z
która mogę już rozmawiać i zapewne mojej młodszej której wszystko opowiem jak
przyjdzie na to czas.
Minęło już prawie osiem lat odkąd mojego maleństwa nie ma z nami.
Nie ma a ja wciąż o nim myślę...
Byłam młoda miałam 23 lata, studiowałam i wiadomość o ciąży nie była tą
oczekiwaną. Byliśmy z moim obecnym mężem w stałym związku, planowaliśmy ślub,
no ale nie tak szybko, może po skończeniu nauki..
Ale los chciał inaczej, mimo wszystko pokochaliśmy to maleństwo było dla nas
najważniejsze. Rodzice pogodzili się z faktem bycia dziadkami, zaplanowałam
przerwę w nauce...Chcieliśmy się pobrać przecież byliśmy dla siebie, ale też
dla maleństwa...
Początek był normalny jak na ciążę, różne zachcianki, mdłości...Miało być
cudownie. Zamieszkaliśmy z teściami wpłacaliśmy na własne mieszkanie...
Nagle wszystko przestało być ważne... nie pobraliśmy się, nie wybieraliśmy
wyprawki...nasza kruszynka odeszła zimą przed świętami Bożego Narodzenia...
Najgorsze Święta w naszym życiu...była tak krótko...
Potem nastało szare życie. Wróciłam na studia, potem ślub ,mieszkanie i
dzieci, dwie wspaniałe córeczki. Kocham je ponad wszystko, ale nigdy nie
zapomnę mojego maleństwa. Ono ma specjalne miejsce w moim sercu. I juz
niedługo 1 listopad...znowu na cmentarzu zapalę świeczki na kilku dziecięcych
grobkach. Dziecka nigdy nie da się zapomnieć...moje maleństwo było we mnie
tak dawno, a ja myślę jakby to było wczoraj... mimo że po aniołku nosiłam pod
sercem jeszcze moje córeczki...
Nasz aniołku pamiętaj o mamusi i tatusiu
Opiekuj się swoim rodzeństwem
Czekam i tęsknię do Ciebie
I wierzę, że kiedyś się spotkamy....
Mama