edit38
15.10.09, 19:21
Na innym forum naczytałam się jaką to jestem wyrodną matką.
Mamy z mężem takie systemy pracy, że ja pracuję od poniedziałku do piątku od
godziny 6:30 do 14:00 (wychodzę z domu przed 6 a wracam około 14:30) mąż
pracuje na zmiany po 12 godzin system ma taki: np. poniedziałek – dzień,
wtorek – noc, środa czwartek piątek – wolne (pracuje od 7-19 i 19-7 dojazd do
pracy i z pracy zajmuje mu około godziny) Do pewnego czasu gdy mąż miał dzień
lub był po nocy do małej przyjeżdżała moja mama i się nią zajmowała (gdy M był
po nocy zajmowali się nią wspólnie) Od 4 m-cy moja mama ma pod opieką również
mojego bratanka (ona zaproponowała że będzie z dzieciakami zostawać ) wiec nie
może przyjeżdżać do nas, wszyscy wspólnie ustaliliśmy że mała będzie jeździć
do dziadków ale aby nie budzić jej tak wcześnie rano mała śpi u nich. Wygląda
to tak że w niedzielę wieczorem zawozimy małą i odbieramy ją dopiero w środę
po południu (w tym czasie ja mam okazję wyjść do fryzjera, kosmetyczki czy
lekarza a także porządnie/spokojnie posprzątać, poprasować). Mogłabym niby
zabierać ją w poniedziałek po południu i znowu zawozić ją ponownie we wtorek
wieczorem ale ja nie czuję się za pewnie za kierownicą i stresuje mnie jazda z
dzieckiem a poza tym mała bardzo ciężko znosi rozstania ze mną, strasznie
wtedy płacze błaga żeby z nią zostać (gdy już wyjdziemy wszystko jest dobrze,
czasami nawet do domu wracać nie chce) więc aby ograniczyć łzy do minimum wolę
aby te 3 dni była u dziadków. Dodatkowo mała bardzo źle znosi zmiany więc
myślę że ta odrobina stabilizacji jest dla niej lepsza niż ciągłe podróżowanie
między domem a domem dziadków. Dodam że mała od zawsze bardzo lubiła jeździć
do dziadków i zostawać tam na noc (wcześniej jeździłyśmy tam prawie za każdym
razem gdy mężowi dyżur wypadał w weekend) Gdy nie jedziemy tam przez kilka dni
to sama woła że chce do babci i dziadka.
Gdy bratowa miała wrócić do pracy rozważaliśmy z mężem możliwość mojego
odejścia z pracy aby po pierwsze nie było potrzeby podrzucać dziecka babci a
po drugie aby odciążyć mamę (byłoby nam bardzo ciężko finansowo ale jakoś
chyba dalibyśmy radę wyżyć z jednej pensji) Rodzice przekonali nas że to nie
jest dobre rozwiązanie, że oni nam chętnie pomogą i że takie rozwiązanie
będzie najlepsze.
Teraz mała ma 2 lata i 4 m-ce od przyszłego roku chcemy aby chodziła do
przedszkola więc taka sytuacja byłaby tylko przez rok. Będę starać się zmienić
godziny pracy tak aby móc odstawiać dziecko przed pracą przynajmniej w te dni
kiedy mąż będzie miał dniówkę lub będzie po nocce (łatwiej chyba będzie
zmienić mi godziny na stałe niż w wybrane dni)
Na tamtym forum skrytykowano mnie koszmarnie za to że podrzucam dziecko babci,
że zamiast zająć się wychowywaniem dziecka przerzucam ten obowiązek na babcię,
że MAM DZIECKO GDZIEŚ.
Czy Wy również uważacie że nasza decyzja jest zła dla dziecka, że jesteśmy
nieodpowiedzialni i nie powinniśmy mieć dziecka skoro nie potrafimy się
„zająć” dzieckiem tylko podrzucamy dziecko babci? Czy uważacie że takie
„podrzucanie” dziecka jest czymś gorszym niż zostawianie go na cały dzień w
żłobku lub nianią która jest dla niego zupełnie obca? (nigdy nie wiadomo na
kogo się trafi)
Przygotowana jestem na wielką krytykę ale jednocześnie nie chce mi się wierzyć
aby większość z Was uważała że takim zachowaniem krzywdzę dziecko, że takim
czymś „zwichnę” jej psychikę. Znam wiele osób które były wychowywane przez
babcie a do rodziców jeździły tylko na weekendy (moja jest tam tylko/aż 3 dni)
i wszystko z nimi w porządku.
Proszę o Wasze zdanie na ten temat.