Dodaj do ulubionych

Czy to naprawdę takie wielkie zło?

15.10.09, 19:21
Na innym forum naczytałam się jaką to jestem wyrodną matką.
Mamy z mężem takie systemy pracy, że ja pracuję od poniedziałku do piątku od
godziny 6:30 do 14:00 (wychodzę z domu przed 6 a wracam około 14:30) mąż
pracuje na zmiany po 12 godzin system ma taki: np. poniedziałek – dzień,
wtorek – noc, środa czwartek piątek – wolne (pracuje od 7-19 i 19-7 dojazd do
pracy i z pracy zajmuje mu około godziny) Do pewnego czasu gdy mąż miał dzień
lub był po nocy do małej przyjeżdżała moja mama i się nią zajmowała (gdy M był
po nocy zajmowali się nią wspólnie) Od 4 m-cy moja mama ma pod opieką również
mojego bratanka (ona zaproponowała że będzie z dzieciakami zostawać ) wiec nie
może przyjeżdżać do nas, wszyscy wspólnie ustaliliśmy że mała będzie jeździć
do dziadków ale aby nie budzić jej tak wcześnie rano mała śpi u nich. Wygląda
to tak że w niedzielę wieczorem zawozimy małą i odbieramy ją dopiero w środę
po południu (w tym czasie ja mam okazję wyjść do fryzjera, kosmetyczki czy
lekarza a także porządnie/spokojnie posprzątać, poprasować). Mogłabym niby
zabierać ją w poniedziałek po południu i znowu zawozić ją ponownie we wtorek
wieczorem ale ja nie czuję się za pewnie za kierownicą i stresuje mnie jazda z
dzieckiem a poza tym mała bardzo ciężko znosi rozstania ze mną, strasznie
wtedy płacze błaga żeby z nią zostać (gdy już wyjdziemy wszystko jest dobrze,
czasami nawet do domu wracać nie chce) więc aby ograniczyć łzy do minimum wolę
aby te 3 dni była u dziadków. Dodatkowo mała bardzo źle znosi zmiany więc
myślę że ta odrobina stabilizacji jest dla niej lepsza niż ciągłe podróżowanie
między domem a domem dziadków. Dodam że mała od zawsze bardzo lubiła jeździć
do dziadków i zostawać tam na noc (wcześniej jeździłyśmy tam prawie za każdym
razem gdy mężowi dyżur wypadał w weekend) Gdy nie jedziemy tam przez kilka dni
to sama woła że chce do babci i dziadka.
Gdy bratowa miała wrócić do pracy rozważaliśmy z mężem możliwość mojego
odejścia z pracy aby po pierwsze nie było potrzeby podrzucać dziecka babci a
po drugie aby odciążyć mamę (byłoby nam bardzo ciężko finansowo ale jakoś
chyba dalibyśmy radę wyżyć z jednej pensji) Rodzice przekonali nas że to nie
jest dobre rozwiązanie, że oni nam chętnie pomogą i że takie rozwiązanie
będzie najlepsze.
Teraz mała ma 2 lata i 4 m-ce od przyszłego roku chcemy aby chodziła do
przedszkola więc taka sytuacja byłaby tylko przez rok. Będę starać się zmienić
godziny pracy tak aby móc odstawiać dziecko przed pracą przynajmniej w te dni
kiedy mąż będzie miał dniówkę lub będzie po nocce (łatwiej chyba będzie
zmienić mi godziny na stałe niż w wybrane dni)
Na tamtym forum skrytykowano mnie koszmarnie za to że podrzucam dziecko babci,
że zamiast zająć się wychowywaniem dziecka przerzucam ten obowiązek na babcię,
że MAM DZIECKO GDZIEŚ.
Czy Wy również uważacie że nasza decyzja jest zła dla dziecka, że jesteśmy
nieodpowiedzialni i nie powinniśmy mieć dziecka skoro nie potrafimy się
„zająć” dzieckiem tylko podrzucamy dziecko babci? Czy uważacie że takie
„podrzucanie” dziecka jest czymś gorszym niż zostawianie go na cały dzień w
żłobku lub nianią która jest dla niego zupełnie obca? (nigdy nie wiadomo na
kogo się trafi)
Przygotowana jestem na wielką krytykę ale jednocześnie nie chce mi się wierzyć
aby większość z Was uważała że takim zachowaniem krzywdzę dziecko, że takim
czymś „zwichnę” jej psychikę. Znam wiele osób które były wychowywane przez
babcie a do rodziców jeździły tylko na weekendy (moja jest tam tylko/aż 3 dni)
i wszystko z nimi w porządku.
Proszę o Wasze zdanie na ten temat.
Obserwuj wątek
    • kol.3 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 19:29
      Wydaje się że ta sytuacja życiowa jest wymuszona koniecznością
      zarabiania przez rodziców, bo z jednej pensji trudno wyżyć, zwłaszcza
      jak pojawią się jakieś nieprzewidziane wydatki. Ja osobiście jestem
      przeciwniczką sytuacji, kiedy zarabia tylko jedna osoba w rodzinie,
      czułabym się bardzo niepewnie, zwłaszcza mając dziecko na utrzymaniu.
      • edit38 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 19:39
        kol.3 napisała:

        Ja osobiście jestem
        > przeciwniczką sytuacji, kiedy zarabia tylko jedna osoba w rodzinie,
        > czułabym się bardzo niepewnie, zwłaszcza mając dziecko na utrzymaniu.

        Też tak sądzę tym bardziej że ostatnio różnie między nami bywa i gdybym (nie daj
        Boże) została sama z dzieckiem to ciężko byłoby mi utrzymać siebie i małą. Pracę
        będąc samotną matką z małym dzieckiem też było by mi chyba ciężko znaleźć.
        W skrócie tylko napiszę że ktoś stwierdził że nie dziwne że mąż nie jest ze mną
        szczęśliwy skoro wolę sprzątać i gotować zamiast się dzieckiem zajmować sad
        • olala_29 Czy poklask społeczny jest ci potrzebny? 16.10.09, 17:57
          Jeśli czujesz, że dziecko dobrze rozwija się i ma poczucie bezpieczeństwa, że
          jest kochane przez Ciebie a to rozwiązane jest optymalne dla Twojej rodziny to
          miej gdzieś święte oburzenie! Moją przyjaciółkę - doskonałą, cierpliwą matkę
          spostponowała jej bratowa bo moja przyjaciółka śmie pracować więc "ło matko
          boska" oddała je do żłobka. Akurat tego dnia nie była w pracy i "obijała się"
          sprzątając mieszkanie, więc wredna i bez serca bo mały w żłobku a ona się leni!
          Nota bene oburzona bratowa nie pracuje by opiekować się dziećmi ... siedząc z
          nimi cały dzień przed telewizorem ...
        • lucusia3 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 15:06
          > Ja osobiście jestem
          > > przeciwniczką sytuacji, kiedy zarabia tylko jedna osoba w rodzinie,
          > > czułabym się bardzo niepewnie, zwłaszcza mając dziecko na utrzymaniu.
          >
          > Też tak sądzę tym bardziej że ostatnio różnie między nami bywa
          Może ten czas, gdy nie ma dziecka, wykorzystywać dla Was obojga, żebyście byl;i nie tylko rodzicami, ale też parą.
          Z drugiej strony, może mężowi nie odpowiada, żeby na dziecko Twoi rodzice mieli tak silny wpływ (w końcu jest tam połowę tygodnia). A może rozwiązaniem byłaby jednak płatna opiekunka?
          Zresztą może od razu znaleźć (prywatne) przedszkole, gdzie przyjmują dzieci od 2 lat. Moja córka chodziła do takiego i jakoś nie ma skrzywionej psychiki. Kontakt mamy rewelacyjny (jest obecnie w wieku dojrzewania), ma przyjaciół, dobrze się uczy i specjalnie nie ma z nią żadnych specjalnie trudnych kłopotów wychowawczych.
    • mika_p Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 19:46
      3 dni z 7 każdego tygodnia - to dużo. Mogłabyś bez większego problemu skrócić
      ten czas o połowę, ale ci się nie chce. Nie pomyślałaś, że mała źle znosi
      rozstania dlatego, że wie, że są całkiem długie? Że łatwie by było, gdybyś jej
      wyliczyła: zjesz kolację, pójdziesz spać, zjesz sniadanie, obiad - i mama
      niedługo potem przyjedzie? Teraz mówisz jej: mama wróci za kilka dni.

      --
      To jest losowo wybrana sygnaturka.
      • dare-czka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:06
        zalezy od dziecka,sama wiesz najlepije czy jej to odpowiada i czuje
        sie z tym dobrze?Jesli o mnie chodzi-mam 16 mies synka i na chwile
        obecna nie zrobilabym tak bo -nie wiem czy dobrze by to
        zniosl,zostawiam go czasem u tesciow na caly dzien ,tak zeby
        odpoczac sobie,raz w tygodniu zawoze ok 10 i maz odbiera jak wraca z
        pracy ok 18.30,tesciwoie sa blisko,maja wolny czas(na emeryturze),a
        poza tym mieszkaja w domku gdzie na dole tez jest male dziecko ,wiec
        jest ok,ale i tak czasem sobie mysle ze to za duzo,kazdy mimio
        wszystko ma swoje sprawy,swoje zycie itp.Wiem,ze tesciowie zazwyczaj
        mowia-ok,nie ma sprawy ,ale jednak jest to obciazenie,szczegolnie z
        tak malym dzieckiem jak moj.Takze nie wiem co poradzic,sama
        zadecydujesz,ja na te chwile nie zrobilabym tak bo wiem ze kazy mimo
        wszystko ma jakies swoje zycie,a swoje dzieci juz odchowali wiec na
        emeryturze czas odpoczac,lubia wnuka ,ale nie zostawialabym na 3
        cale dnie bo to dla mnie za duzo.
      • zona_mi Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:08
        Ta sytuacja jest przede wszystkim wygodna dla Ciebie.
        Nie wiem, czy jest dobra i bez znaczenia - pod kątem Twoich z nim
        relacji - dla dziecka.
        Mówiąc najogólniej zgadzam się z Miką.

        --
        - Gdybyś miała dziesięć dzieci, byłoby super – mogłyby normalnie bawić się w rycerzy. Naprawdę, lepiej by było!
      • 3-mamuska Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 22:34
        mika_p napisała:

        > 3 dni z 7 każdego tygodnia - to dużo. Mogłabyś bez większego problemu skrócić
        > ten czas o połowę, ale ci się nie chce. Nie pomyślałaś, że mała źle znosi
        > rozstania dlatego, że wie, że są całkiem długie? Że łatwie by było, gdybyś jej
        > wyliczyła: zjesz kolację, pójdziesz spać, zjesz sniadanie, obiad - i mama
        > niedługo potem przyjedzie? Teraz mówisz jej: mama wróci za kilka dni
        Dokladnie mam takie samo zdanie, pol zycia dziecko spedza poza domem dla mnie
        egoistczne z twojej wygody.Wlasnie kilka tygodni temu ogladalam supernianie i
        rodzice chlopca tez go zostawiali u dziatkow ,do blizej szkoly cisz i spokoj do
        nauki,no i niby dziadkow ma tylko dla siebie ,tylko ze chlopiec czul sie
        gorszy(od swojego rodzenstwa)i zupelnie nikomu nie potrzebny.
        • rikol Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 16:50
          A ja znam kilka osob, ktore byly pod opieka babc (bo mama pracowala czy
          studiowala) i jakos nic im nie jest - tylko ze kiedys taka sytuacja byla norma,
          kobiet nikt nie zmuszal do rezygnacji z pracy z powodu macierzynstwa. Natomiast
          najgorsze jest, kiedy dziecku wszyscy dookola wmawiaja, jaka to mama jest zla i
          jakie ono jest nieszczesliwe - dziecko po jakims czasie uwierzy w te brednie i
          rzeczywiscie bedzie nieszczesliwe. Jakos ostatnio namnozylo sie teorii, co matki
          MUSZA zrobic, bo inaczej dziecko bedzie skrzywione, popadnie w alkoholizm i
          popelni samobojstwo. Ani slowa nie widze na temat ojcow, ci widocznie nic nie
          musza robic, splodzenie wystarcza dla zdrowia psychicznego dziecka.

          Co do komentarza o wygodnictwie - coz, wspolczuje, bo jesli ktos ma wyrzuty
          sumienia, ze bierze relaksujaca kapiel zamiast sie dzieckiem zajmowac, to ma
          czarna przyszlosc przed soba. Dzieci wyfruna z gniazdka i nie beda chcialy sie
          spotykac z matka, ktora nic ciekawego do powiedzenia nie ma, tylko ciagle
          wyrzuty 'ze ja tak sie dla was poswiecalam'.
          • marychna31 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 22:37
            > Co do komentarza o wygodnictwie - coz, wspolczuje, bo jesli ktos ma wyrzuty
            > sumienia, ze bierze relaksujaca kapiel zamiast sie dzieckiem zajmowac, to ma
            > czarna przyszlosc przed soba. Dzieci wyfruna z gniazdka i nie beda chcialy sie
            > spotykac z matka, ktora nic ciekawego do powiedzenia nie ma, tylko ciagle
            > wyrzuty 'ze ja tak sie dla was poswiecalam'.

            To relaksująca kąpiel podsuwa ciekawe tematy do konwersacji z dziećmi i
            gwarantuje bliski kontakt z potomstwem, jak rzeczone opuści już gniazdo rodzinne?

            Bez przesady. Jak ktoś się decyduje na rodzicielstwo to musi ponosić tego
            konsekwencje. Dziecko autorki wątku jest bardzo małe i potrzebuje bliskości
            rodziców częściej niz kilka dni w tygodniu (bo matka musi brac relaksujące
            kąpiele...;0 ).
            --
            Jakdługo należy karmić piersią
            • lucusia3 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 15:17
              > Bez przesady. Jak ktoś się decyduje na rodzicielstwo to musi ponosić tego
              > konsekwencje.
              Jejku, jakie to potworne! Konsekwencje.Łoł. Ja mam dwójkę dzieci, dość odchowane, i dla mnie dzieci to element życia, a nie cel absolutny.
              Bardziej się zgadzam z rikol, że relaksująca kapiel mamy jest naszym dzieciom bardziej potrzebna, niz mamusia męczennica "matka polka", zaniedbana i umęczona macierzyństwem. Gdy dziecko dorasta i chce swobody, matka-męczennica traci podstawę na której zbudowała życie, więc by do tego nie dopuścić trzyma potomstwo nieubłaganie w szponach i marnuje mu życie, maltretując "zaniedbywaniem, gdy ona tak się poświęcała...", "nie liczeniem się z jej zdaniem, gdy ona zarywała noce...", "odsuwaniem jej od wnuków, gdy ona nic o sobie nie myślała, tylko o maleństwie...".
              Dla mnie groźne są takie babcie, nie kapiące się czy wychodzące na areobik mamy.Żeby dobrze wychować dziecko, trzeba go nauczyć szacunku, także do siebie (nie mylić z egoizmem, tu jest dośc istotna róznica).
      • edit38 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 06:24
        mika_p napisała:

        > 3 dni z 7 każdego tygodnia - to dużo.

        NIE nie z każdego. Gdyby się trochę pomyślało to wyszłoby Ci że to nie jest co
        tydzień (podając takie dni napisałam np)później to leci tak: sobota-dzień,
        niedziela-noc, poniedziałek wtorek środa- wolne, czwartek-dzień, piątek-noc itd.
        W soboty i niedziele ja nie pracuję wiec mała jedzie do dziadków w niedziele
        wieczorem, w poniedziałek po pracy ją odbieram, zawożę ponownie w środę
        wieczorem i w czwartek po pracy zabieram bo nie musi dłużej tam zostawać
        ponieważ mąż z nocy schodzi w sobotę a ja wtedy jestem w domu.
        Myślę że nic nie nakopałam w wyliczaniu tych dni.
        Dodam jeszcze że system czasami się "rypie" i mąż pracuje np. 2-3 dniówki czy
        nocki z rzędu a potem ma no 1,5 tyg.wolne.
        • jakw Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 10:59
          edit38 napisała:

          > mika_p napisała:
          >
          > > 3 dni z 7 każdego tygodnia - to dużo.
          >
          > NIE nie z każdego.
          Ale to napisałaś dopiero teraz. I nikt tu nie ma obowiązku wyliczać
          grafiku pracy twojego męża. Nie ma się co obrażać skoro podałaś
          dane, z których można wywnioskować co innego niż ty wiesz.
          Tak czy siak, o ile od biedy jestem w stanie zrozumieć potrzebę
          zostawienia młodej u dziadków na noc w niedzielę czy wtorek, o tyle
          mój opór budzi jednak zostawianie jej u dziadków od niedzieli
          wieczór do środy wieczór, a ty wymyślasz preteksty dla takiego
          działania: stresuje ciebie jazda z dzieckiem, mała płacze przy
          rozstaniu etc. I może nic cię nie obchodzi to, że mała np. będzie
          więcej razy odczuwała stres przy zasypianiu, bo nie śpi u siebie w
          łóżku i nie ma przy niej mamy. Sprawiasz wrażenie osoby
          skoncentrowanej tylko na swoich potrzebach, a dziecko jest ci
          kwiatkiem do kożucha. I pewnie dlatego dostajesz "opr" za bycie
          wyrodną matką.
            • sonia.2009 Re: po co ci dziecko skoro nie masz dla niego cza 16.10.09, 16:18
              bo zycie sklada sie z wielu elementow
              bycie matka to tylko jeden z nich
              bo nie trzeba zamykac sie w 4 scianach z dzieckiem i rzucach
              wszystko w cholere
              mozna byc i matka i pracowac i miec zaiunteresowania
              ale... do tego potrzebny jest mozg i wyobraznia
              jak sie jest ograniczonym matolem to faktycznie robi sie tylko jedna
              rzecz w zyciu
              wzorzec poswiecajace sie dla dzieci matki polki zdycha i na szczescie
              coraz wiecej jest szczesliwych, realizujacych sie w wielu
              dziedzinach kobiet-matek
              ale ograniczonym babsztylom o wiejskiej mentalnosci ciezko to
              zrozumiec i objac malym mozdzkiem uncertain
              • memphis90 Re: po co ci dziecko skoro nie masz dla niego cza 16.10.09, 21:29
                > mozna byc i matka i pracowac i miec zaiunteresowania
                > ale... do tego potrzebny jest mozg i wyobraznia
                Tak, i całotygodniowy żłobekuncertain Ja jakoś pracuję, rozwijam się naukowo, mam
                zainteresowania- i nie muszę oddawać dziecka na 3 dni babci (która, nawiasem
                mówiąc, też pracuje i też ma zainteresowania).
                • lucusia3 Re: po co ci dziecko skoro nie masz dla niego cza 17.10.09, 15:23
                  Ja też nie musiałam, ale ani ja, ani mój mąż, nie pracowaliśmy w tak dziwacznym systemie jak u autorki wątku. To bzdura, żeby rezygnować z dzieci, gdy człowiek lubi pracować. Jakoś całe tysiąclecia trwania gatunku nie istniały osoby poświęcające się wyłącznie potomstwu i jego wychowaniu. To nie ma uzasadnienia biologicznego, nie wiem więc dlaczego ma mieć jakieś społeczne. Chyba tylko takie, że jak ktoś nie ma zainteresowań, ani żadnych umiejętności, to ma niezły pretekst żeby to ukryć przed innymi. Niestety dotyczy tylko kobiet.
          • alorak77 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 14:05
            bez przesady...
            co zlego w tym że dziewczyna chce miec troche czasu dla siebie? ..
            lepsza znerwicowana matka niz wypoczeta i zrelaksowana?
            Polska to taki kraj gdzie kult matki - polki jest zbyt mocno
            akcentowany.
            chuchanie i dmuchanie na dziecko jest złe, gdyz z takiej cieplej
            kluchy wyrasta ciapowaty, nieprzystosowany do zycia ,,dorosly"
            obywatel
            edit38 - widze ze meczy Cie ta sytuacja, masz wyrzuty sumienia,
            szukasz potwierdzenia wlasnej decyzji. Nie przejmuj się tym co myślą
            inni. Kochaj swoje dziecko tak zeby ono to czuło i bądz szczesliwa.
            powodzenia i pozdrawiam smile
      • equiprimordiality Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 20:14
        Ja się zgadzam z miką. Nawet, jeśli nie co tydzień, tylko co dwa
        tygodnie.
        Jak czytałam Twój wątek to pomyślałam, że może właśnie dlatego mała
        źle znosi rozstania, bo bardzo tęskni za mamą jak ją zostawiasz.
        Proste.

        Daleka jestem od "koszmarnego krytykowania" ciebie, ale myślę, że
        mogłabyś się przemóc z tą jazdą samochodem, tak żeby mała mogła
        nocować w domu.
        Znam jedno dziecko, które ma "dwa domy", przez rozwód rodziców i
        uważam, że nocowanie to tu, to tam rozbija dziecku poczucie
        przynależności i bezpieczeństwa.
    • mama_amelii Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:08
      Nie zasnęłabym bez dziecka w domu.
      Potrafię Cię zrozumieć,że tak jest lepiej w tym przypadku(znaczy wygodniej dla Ciebie).Gdybym znalazła się w Twojej sytuacj budziłabym dziecko o świcie i codziennie zabierała do domu.
      --
      Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
      nie obleka tego faktu w słowa.
      • phantomka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:17
        Znam troche doroslych, "podrzucanych dzieci" I gdzies to tam ich
        gniecie, ze rodzice wysylali ciagle do babci (co prawda byly to
        troche dluzsze pobyty, ale dziecko z reguly ma w nosie czy to sa 2
        dni czy 5 dni) Dla wlasnej wygody nie umialabym krzywdzic dziecka, a
        moim zdaniem jakas krzywde mu robisz. Skoro ona placze przy
        rozstaniach, to moze warto szukac przyczyny tych histerii. Poza tym,
        masz prawo jazdy, a nie czujesz sie pewnie za kierownica? To sie
        przesiadz na autobus, bo kiepscy kierowcy nie sa na drogach
        potrzebni.
        --
        Maryjka
      • qsko Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:32
        Ja zatrudniłabym opiekunkę. Nie jestem zwolenniczką żłobków oraz
        opiekunek na cały Boży dzień, ale skoro 14.30 jesteś w domu- to mnóstwo
        czasu który można poświęcić dziecku. Zanim Mała wstanie i zje śniadanko
        już minie połowa czasu Waszego rozstania. Ja nie mogłabym tak
        funkcjonować -usychałabym z tęsknoty.
      • klaudia.34 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:50
        z jednej strony dobrze ze mozesz liczyc na pomoc tesciow ale z drugiej strony to
        ty strasznie wygodnicka jestes
        a wystarczylo by dac dziecko do zlobka zaprowadzasz rano i odbierasz po pracy
        akurat bedzie po dzemce i dziecko lepiej sie bedzie rozwijalo z rówieśnikami
        pozna rozne zabawy i stanie sie bardziej samodzielne
        ale zrobisz jak uwazasz
        • szuwarek75 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 17:00
          Tu już nawet nie chodzi o krzywdę dziecka, co do której nie byłbym aż
          tak przekonany, ale raczej o "zmęczenie materiału" czyli Twoich
          Rodziców.
          U mnie przez 2 lata dziadkowie zajmowali się synem przez 7 godzin
          dziennie i do dziś mam wyrzuty sumienia, że aż tak ich obciążaliśmy
          zwłaszcza że maluch był niespotykanie żywym dzieckiem.
          Do dziś (mały ma 3,5 roku) staram się przez to korzystać z jak
          najmniejszej ich pomocy, czasem gdzieś go zabiorą na spacer, a nocleg
          u dziadków jest od święta.

          Tak więc zdecydowanie - i wygodnictwo z Twojej strony, i nie liczenie
          się specjalnie z siłami swoich rodziców, którzy - jak piszesz - i tak
          mają na głowie innego berbecia.
          • lucusia3 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 15:35
            A wiesz, sądząc po przyjaciołach swoich i dzieci, to chyba lepiej zostawiać tym obcym. Dzieci takie "po dziadkach" sa dramatycznie mniej samodzielne, i to nie tylko chodzi o zawiązywanie butów czy jedzenie łyżeczką. One się jeszcze bardzo długo boją podejmowac samodzielnie decyzji. Mają wbite w głowę, że są małe i nieudolne, a inni zrobią czy zadecydują szybciej i lepiej. Bez względu na wiek. No i im ciągle coś zagraża. To poczucie braku bezpieczeństwa (oczywiście poza domem babuni i dziadunia) trudno wyleczyć. Nakłada się to na wspaniałe prawo bycie "pępkiem świata", niestety nieważne poza domem, co szokuje maleństwo latami przyuczane, że gdy mały książę/księżniczka chce, to jest to prawo absolutne.
            No i efektem jest egzemnplarz egocentryczny, zaborczy a jednocześnie zakompleksiony i mało pewny swojej wartości. Pewnie każda z Was marzy o takim partnerze czy partnerce dla siebie czy w przyszłości swoich pociech.
            Mam nadzieję, ze moje dzieci trafią na osoby "zimno" wychowywane przez obcych w przedszkolach.
    • kkokoszkaa Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:44
      wiesz co jesli podjełabym taka decyzje i byłabym jej pewna to nie
      pisałbym na forum czy dobrze robie. jesli jednak to robisz szukajac
      potwierdzenia czy akceptacji to znaczy ze nie jestes do konca pewna
      co do słusznosci swej decyzji.
      Nie bede Cie oceniac -ty jestes mamą i sama wiesz co jest najlepsze
      dla twojego dziecka.
      Pomysl jednak o jednej rzeczy co innego jak dajesz mała na kilka
      godzin dizennie a co innego jak na trzy dni. tzn o ile w 1 przypadku
      to tu masz najwiekszy wpływ na wychowanie dziecka to w drugim
      wychowujesz je juz w połowie z babcią.
      Druga rzecz po prostu jakby ci małej jednak barzdo brakowało to w
      sumie wiele rodziców wstaje z ranca -małą w autobus i wozi swe
      pociechy -wiadomo to mniej komfortowe dla ciebie ale dziecko zawsze
      wie ze rwaca na noc do domu. iwie który to dom -bo tak to ma po
      prostu dwa domy.
      • dare-czka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 20:52
        ktos yu napisal o doroslych ktorzy byli podrzucani do babc etc.Ja i
        moja brat jako male dzieci,spedzalismy wakacje ze 3 mies (wtedy
        jeszcze nawet do szkoly nie chodzilismy)ja do jednych dziadkow,brat
        do drugich,a rodzice jechali do niemiec"za chlebem"w tamtych
        czasach.Pamietam te czasy-potwornie to przezywalam pomimo tego za
        babcia kochala mnie nad zycie i dobrze mitam bylo-mialam swoje
        kolezanki itp,ale za rodzicami teskinilam do tego stopnia ze babcia
        wezwala lekarza,bo nic nie chcialam jesc i bylam"dziwna"lekarz-
        powiedzial ze to prawie choroba sieroca-dziecko teskni do
        rodzicow.Kazdego dnia odliczalalm do powrotu rodzicow,a jak
        widzialam jak przelatuje samolot to mowilam- ze to juz mama do mnie
        leci,koszmar!Nie chcialabym tego zrobic wlasnemu dziecku,rodzice
        niby chcieli dobrze,ale my to w srodku z mooim bratem przezywalismy
        bardzo.Calkiem niedawno moj brat-dorosly juz czlowiek wypomnial to
        mojej mamie...Wiem ze u ciebie sytacja jest inna,bo to 3 dni w
        tygodniu,ale pomysl tez o tym,co twoje dziecko moze poczuc jak juz
        dorosnie,nie mowie ze zle robisz-to Twoja decyzja ,przemysl i zrob
        jak uwazasz....
        • dare-czka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:07
          Tak mnie teraz naszlo jak wspominam te czasy podrzucania,ze nie wiem
          jak to jest na 3 dni,ale moze twoja corka w srodku ma zal...Ja jako
          mala dziewczynka mialam wtedy 4-5-6 lat(bylam podrzucana co wakazje)
          mam zal,teraz jako dorosla kobieta bo mam w pamieci moje odczucia,te
          w srodku,na zewnatrz niby bylo ok,ale w skrycie marzylam o powrocie
          rodzicow...jak widzialam dzieci z sasiedztwa ktore sie bawia z
          rodzicami to szlam do komorki(takiej wiejskiej i plakalalm po
          kryjomu).Czekalam tylko na paczke od rodzicow ze slodyczami,zeby nie
          bylo mi tak przykro wysylali czesto,ale nijak sie to ma do ich
          obeznosci wtedy.Moze wtdy byly takie czasy,mozna bylo zarobic za
          granica to sie jechalo,ale dla dziecka to bylo potworne
          przezycie,dla mnie dla mojego brata,ostatnio rozmwialismy o tym-
          powiedzial ze ma zal do rodzicow.Dziadkowie robili wszystko zeby
          bylo nam dobrze,kochali nas,rozpieszczalli jak tylko mogli,ale
          teznijak sie to ma do obecnosci rodzicow dla tak malego dziecka....
          Tak jakos przykro mi sie rozbilo jak teraz wspomnialam te
          czasy....Pozwolilam sobie na te prywate zeby tez tobie cos
          uzmyslowic,moze przemysl to jeszcze,sa przeciez zlobki itp...a
          dziecko bedzie was widzialo czasciej....
          • eps Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:17
            wg mnie 3 dni to dużo dla dziecka. ja bym dziecka na tyle nie zostawiła. nie
            jestem psychologiem ale wydaje mi sie że mała tak za Tobą chodzi i nie chce sie
            rozstawać właśnie od tej ciągłej rozłąki.
            poza tym sama piszesz że mogłabys ja odbierać w poniedziałek ale wolisz nie bo
            jest Ci wygodniej.
            Ja niestety nie poprę Twojej decyzji i Twojego punktu widzenia bo sie z nim nie
            zgadzam.
            ja mam dwoje maleńkich dzieci, pracuje czasem z jednym albo dwójką na kolanach,
            jest mi ciężko a czasami bardzo ciężko. Czasem nie słysze rozmówcy w słuchawce
            tak czasami płaczą/krzyczą/hałasują. Teżyłoby mi o niebo lepiej, wygodniej i
            łatwiej jakbym wywiozła dzieci do dziadków i to też najlepiej na kilka dni aby
            nie było kłopotu z przywozem (mieszkają kawałek od nas). tż bym chętnie i z
            wygodą wyskoczyła do fryzjera czy poprasowała. wg mnie skoro zdecydowałam sie na
            dzieci to nie moge iśc na łatwiznę i bawić sie w podrzucanie bo tak po prostu
            sie nie robi.
            • kubisia74 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 17.10.09, 13:37
              Każdy inaczej coś przezywa. Ja jak byłam dzieckiem co rok wyjezdżalam do babci
              na wieś. Już jak miałam trzy latka to tam spędzałam całe wakacje . Bez rodziców
              oczywiście . I to wspominam jako najcudowniejszy okres w swoim życiu. Jak już
              mogłam decydować kiedy jechać to byłam spakowana na tydzień przed zakończeniem
              roku szkolnego lub przeczkolnego. A jeszcze wsześniej mama musiała mnie oddać do
              babci na pół roku - odwiedzała mnie tylko w weekendy (zaznaczam że sytuacja była
              naprawdę trudna - ja to rozumiem.)wtedy miałam pół roczku.
              Z perspektywy czasu patrze na to jako coś normalnego. Z rodzicami mam wspaniały
              kontakt , jestem zdrowa psychicznie. to raczej mama ma ogromne wyrzuty sumienia
              i teraz jak ma już wnuczkę to przeprowadziła się tam gdzie ja mieszkam żeby mnie
              nie rozdzielać z dzieckiem....
          • megg76 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 20:17
            Jestem dzieckiem, które tak było "oddawane" dokładnie było tak iż rodzice
            przywozili mnie do babciów (haha a dlaczego ma być dziadków) w niedzielę
            wieczorem, odbierali mnie w piątek wieczorem. Co by było ciekawiej rodzice nie
            mieli wtedy jeszcze własnego mieszkania, mieszkali w zapluskwionym "akademiku"
            (żeby nie było niejasności nie byli młodymi gó...arzami którzy zrobili sobie
            dziecko. dlatego proszę o niekomentowanie faktu iż mieszkali w "akademiku".)i
            żebym tam nie przebywała zabierali mnie na weekend do rodziców Ojca. Cała
            procedura rozpoczęła się kiedy miałam podajże 9 miesięcy. (Rodzice wcześniej
            oddali mnie do żłobka ale skończyło się to prawie moim zejściem ze względu na
            "dietę" w tym przybytku) trwało do moim 5 urodzin kiedy w końcu rodzice dostali
            mieszkanie. To krótkie nakreślenie mojej historii, a teraz moje odczucia.
            Pamiętam, jak płakałam kiedy rodzice mnie "odbierali" dziadkom i pamiętam jak
            płakałam kiedy mnie im "oddawali", jednak nie było to tak iż płakałam za każdym
            razem. Pamiętam ten cudowny spokój u babciów i "szaleństwo" w porównaniu do
            klimatów babcinych będąc z rodzicami. Czy mam żal do rodziców? NIEEEEEEEEEEEEEE.
            Czy mam zaburzone relacje z nimi przez ten fakt NIEEEEEEEEEEEEEE. Owszem czuję
            pewien żal, ale nie ze względu na moje odczucia, ale ze względu na to, że inni
            mieli rodziców non stop. Ciężko jest mi to opisać. wiemsmile, może chodzi o to, że
            dla mnie taki stan rzeczy był normalny a później dowiadywałam się, że inni żyją
            inaczej "normalniej" bo ich było więcejsmile. Kocham swoich rodziców bardzo, ale co
            ważniejsze w tej całej dyskusji ja czuję i CZUŁAM cały czas ich miłość. Do
            wszystkich ZA bardzo kochających mam: wasze dziecko przeżyje dzień, dwa bez was
            uwierzciesmile Do edit38: kobieto widać, że BARDZO KOCHASZ swoje dziecko, nie
            oddajesz małej, bo masz ochotę leżeć cały dzień przed TV ale dlatego że zmusza
            Cię do tego sytuacja. Jest jedna rzecz którą mogłabyś "polepszyć" a mianowicie
            uporządkować te pobyty. Zwrócić uwagę czy mała ma swoje miejsce, tzn. swoje
            łózko, zabawki, pastę do zębów itd. Edit38 NIE JESTEŚ WYRODNĄ MATKĄ. Pamiętaj o
            tymsmile pozdrawiam wszystkichsmile
        • carmita80 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:15
          3 dni w tygodniu to duzo i nie duzo - dla dziecka to duzo zwlaszcza
          w tym wieku, bo wtedy dzieci bardzo potrzebuja kontaktu z mama (wiem
          to bo mam dwoje a jedno ma 2 lata i 2 m-ce)taki maluch nie rozumie
          dlaczego tak sie dzieje! Ja nie naleze do nadopiekunczych mam, tez
          zostawialam swoje starsze dziecko u dziadkow (z mlodszym juz nie mam
          mozliwosci)ale tylko czasami np. w sobotni wieczor wychodzilismy z
          mezem do kina, a potem do restauracji to corka zostawala na noc u
          babci, odbieralismy ja nastepnego dnia przed poludniem itp. z tym,
          ze to zdarzalo sie niezbyt czesto. U ciebie to rutyna, czytajac
          twojego posta mam wrazenie, ze to wygodnictwo, na ktore masz
          usprawiedliwienie, chcesz tylko poparcia (gdzies tam w glebi czujesz
          ze to nie do konca jest ok). Mam dwoje dzieci i pracuje zawodowo,
          maz tez, nie mamy pod reka dziadkow, jedynie znajomych (nie
          korzystam), starsze dziecko chodzi do szkoly, mlodsze do
          przedszkola, oprocz tego mam opiekunke z licencja i daje rade, prace
          domowe wykonuje sama, czasem z pomoca meza, kosmetyczke, fryzjera i
          zakupy (inne niz wyzywienie i chemia)tez zalatwiam, jeszcze mam czas
          na hobby, na dodatek nie robie tego kosztem dzieci. Nie jestem
          doskonala miewam gorsze dni, ale dzieci chcielismy oboje i dlatego
          nawet gdy bywa ciezko to jednak jestem szczesliwa ze je mam i
          wychowuje.
          • iki2007 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:31
            myslę, że gdybys nie miała wyrzytów to byś nie pisała tutaj i nie interesowałoby
            cię nasze zdanie. Skoro więc masz wątpliwości to słusznie. Twoja córka tęskni za
            tobą, potrzebuje cię przemysl to jeszcze, aż mi się płakać chce, jak pomyslę, że
            tyle czasu nie widziałabym syna. pozdrawiam
    • julialila Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:34
      czasy są takie a nie inne, życie wymusza na nas różne decyzje.
      nie słuchaj tych dziewczyn, które cię oczerniają i które mówią "ja nigdy bym tak
      nie zrobiła". żadna nie była w twojej sytuacji i żadna nie wie jak to u was z
      tym czasem jest. a jest takie przysłowie "nigdy nie mów nigdy". nie zamęczaj się
      negatywnymi wypowiedziami. zawsze się ktoś znajdzie, komu COŚ się nie będzie
      podobało.
      SAMA WIESZ NAJLEPIEJ co jest dobre dla waszej rodziny.....
      napisałaś, że chcesz dla małej odrobinę stabilizacji, nie chcesz jej stwarzać
      dodatkowych przeżyć związanych z częstszymi rozłąkami, lubi być u dziadków -
      więc tego się trzymaj.
    • erin7 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:40
      Ja na Twoim miejscu po pracy w ten pn i wt gnalabym do dziecka. Z
      Twojego postu wynika ze chyba masz niedaleko do Twojej mamy wiec
      moze warto to tak zorganizowac zebys po pracy jezdziala do nich
      i "pomieszkiwala" z Mala do tej srody.
      Krytyka na forum sie nie przejmuj. Jakis czas temu byl watek - czy
      oddalybyscie dziecko na weekend do babci zeby sobie odpoczac i ja
      napisalam ze w zyciu i w ogole co to za haslo oddac zeby sobie
      odpoczac. I te same mamy ktore Tobie odpisuja ze w zyciu by
      jednorazowo na 3 dni dziecka nie zostawily, mnie pisaly ze jestem
      smieszna bo dziecka na dwa dni bym nie oddala, zeby sobie np do spa
      jechac. Rob jak uwazasz za sluszne, kazde dziecko jest inne i czego
      innego potrzebuje, tak jak rozne sa sytuacje zyciowe do ktorych
      trzeba i dziecko dostosowac. Takie zycie. Ja osobiscie probowalabym
      inaczej zorganizowac aczkolwiek dla mnie babcia to jest jedyna dobra
      opcja.Niektorzy na caly tydzien do zlobka oddaja i sie nie przejmuja.
      • dare-czka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:46
        pytasz nas o zdanie-kazda odnosi sie do wlasnej
        sytuacji,dziecka,trudno sie postawic na twoim miejscu-ja oddaje
        dziecko na jeden dzien,wieczorem odbieram a tez czas wykorzystuje
        tylko dla siebie.Na 3 dni (razem z noca)nie dalabym bo tesknilby i
        ja bym tesknila..
        • erin7 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 22:18
          Roznice widze i to znaczna aczkolwiek dla mnie to i tak abstrakcja
          oddac dziecko na cala noc. Sama czasem prosze nasza babcie o opieke
          nad Mala zeby wyskoczyc na zakupy czy spojojnie popsrzatac ale nigdy
          bym nie oddala na noc zeby np wyjechac sobie na weekend.Ale jak
          pisalam, rozne sa systuacje zyciowe i potrzeby. Nie ma co od razu na
          kims psow wieszac.
      • 3-mamuska Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 22:57
        erin7 napisała:
        I te same mamy ktore Tobie odpisuja ze w zyciu by
        jednorazowo na 3 dni dziecka nie zostawily, mnie pisaly ze jestem
        smieszna bo dziecka na dwa dni bym nie oddala, zeby sobie np do spa
        jechac.
        Wiesz co innego raz na kilka tygodni zostawic dziecko na 2 dni i jechac do
        spa(do spa nie jezdzisz co tydzien),a nie pol zycia dziecko zostawiac u
        dziadkow.Pozatym sytlacja bylaby inna gdyby kobitka pracowala,ale ona siedzi w
        tym czsie w domu i dziecko mogloby byc z nia.Ja tez zostawiam malego jak ide do
        fryzjera czy kosmetyczki lub na zakupy,bo wygodniej,ale to jest zawsze okolo 3 4
        godzin i dziecko wraca do domu.
      • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 23:07
        Do żłobka nie oddajesz dziecka na cały tydzień lecz na 8-9 h dzienni, czyli na
        czas kiedy na utrzymanie tego dziecka musisz zarobić,a nie na czas spędzony u
        kosmetyczki. Poczytaj forum żłobki, raczej nie znajdziesz tam grona matek które
        dla własnej przyjemności oddają dzieci do żłobka lecz matki dla których jest to
        jedyna opcja,
      • leneczkaz Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:00
        Napisałam u góry. Co innego oddać dziecia JEDNORAZOWO (i tu już nie wnikamy
        jakie są powody i na ile go zostawiamy), a co innego zrobić dziecku 2 domy,
        podzielić życie na 'z' i 'bez' dziecka.. ja podzielona rodzina gdzie dziecko
        trochę u taty a trochę u mamy uncertain
    • efidorek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:48
      > Dodatkowo mała bardzo źle znosi zmiany więc
      > myślę że ta odrobina stabilizacji jest dla niej lepsza niż ciągłe
      podróżowanie
      > między domem a domem dziadków.

      O jakiej stabilizacji mowa? Twoim zdaniem życie dwulatki, która ma
      dwa domy, przez pół tygodnia wychowywana jest przez dziadków, a jej
      mama dobrowolnie rezygnuje z jednego dnia spędzonego wspólnie, bo
      stresuje ją jazda samochodem, to jest stabilizacja?
      hmm, mnie zastanawia styl życia twojego dziecka: czy twoje dziecko
      ma dwa pokoiki - jeden w domu rodziców, drugi w domu dziadków, ma
      dwa swoje łóżeczka - jedno w domu rodziców, drugie w domu dziadków,
      itd? Bo dla mnie posiadanie dwóch domów przez takiego malucha trochę
      wygląda na brak domu.
      Nie obraź się, nie potępiam cię, sama mam trudną sytuację finansową,
      dwójkę malutkich dzieci, w okolicy żadnej babci czy cioci do pomocy,
      więc rozumiem, ze nie jest łatwo zorganizować opiekę dla dziecka,
      gdy oboje rodzice muszą pracować. Ale dla mnie priorytetem jest moja
      rodzina i czas z nią spędzany. "Okazję", żeby wyjść do fryzjera
      można mieć również mając dziecko w domu. Jak musiałam iść do
      dentysty, a nie miałam z kim córki zostawić, to zabierałam ją ze
      sobą. Porządnie i spokojnie sprzątnąć można też w towarzystwie
      dziecka, nawet w towarzystwie dwójki się da.
      Nie jestem psychologiem, nie wiem, czy "zwichniesz" w ten sposób
      psychikę dziecka, ale jedno jest dla mnie pewne: rezygnujesz z czasu
      spędzanego z małą nie dla jej dobra, tylko dla wygody swojej i męża.
      Pytanie tylko, czy naprawdę jest wam w życiu tak wygodnie i dobrze?
    • mamainki Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 21:58
      Czytałam twój post na TAMTYM forum.I nie dziwię się,ze Tobie się oberwało.Jesteś
      wygodnicka i tyle.
      Ja poszłam do pracy kiedy moja starsza córka miała 1,5 roku.Pracowałam na 2
      zmiany;6-14,14-22.Córka była z nianią,a jak mąż wracał z pracy on sie nią
      zajmował.Zupełnie nie widzę konieczności oddawania dziecka na 3 dni pracując w
      takich godzinach.
      --
      https://www.suwaczki.com/tickers/iv09gu1ry98kbdtl.png

      https://www.suwaczki.com/tickers/iv09gu1rel7u45fe.png
    • mamitymi Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 22:09
      No coz edit, jestes wygodna- nie da sie ukryc. Ale jesli ci to
      odpowiada to ok. Pomysl tylko ze pomieszkiwanie u dziadkow odcisnie
      sie na psychice dziecka. Dzieci kochaja dziadkow i przewaznie lubia
      spedzac u nich czas. Ale w tym przypadku to mala mieszka u babci
      polowe tygodnia. A to baaatdzo duzo. Moja kuzynka tez byla
      wychowywana w polowie przez babcie. Nigdy nie miala dobrego i
      bliskiego kontaktu z mama. To z babcia o wszystkim rozmawiala,
      dzielila sie radosciami i smutkami. I wiem, ze czula sie odrzucona
      przez matke, choc przeciez wcale tak nie bylo. Do tej pory nie ma
      miedzy nimi bliskiej wiezi, kuzynka jest chlodna w stosunku do
      swojej mamy . Nie odczuwa nawet potrzeby przebywania z mama...
      Dziwne, prawda?
      Nie zycze ci tego, edit. Trzymaj sie i rob jak uwazasz.
      • edit38 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 06:59
        olinka733 napisała:

        > Belki w swoim oku nie widzisz a drzazgę u bliźniego wypatrzysz. Jak łatwo jest
        > oceniać innych.

        Przepraszam, czy to było do mnie czy do ludzi którzy mnie tak krytycznie oceniają?
        Jeśli sobie przypominam to ja raczej nie oceniam ludzi tylko próbuję się wczuć w
        ich sytuację. Czasami owszem wyrażę swoje zdanie ale raczej staram się innych
        nie oceniać.
        • dare-czka Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:32
          napisalam swoje zdanie wyzej,spytalas nas o zdanie wiec wiekszosc
          ludzi sie wypowiada co mysli o tym,czesc ocenia-co akurat nie jest
          wskazane bo trudno sie postawic w czyjejs roli,uwazam ze rodzice sa
          od wychowywania,dziadkowie od czasu do czasu do pomocy,takie duze
          diecko wiecej rozumie niz niemowle wiec akurat tu jest gorzej bo
          bardziej to przezywa niz nic nie wiedzacy niemowlak
      • olinka733 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 19:25
        Kochane mamy!
        Wszystkie, bardzo kochamy nasze dzieci, dbamy o nie i chcemy jak najlepiej. po
        drodze popełniamy różne błędy. Każda z nas może miec różne spostrzeżenia i na
        pewne sprawy. Możemy wyrażać swoje zdanie, możemy twierdzić że zrobiłybyśmy coś
        inaczej, że mamy inne rozwiązania i sposoby. Ale naprawdę nie krytykujmy tak
        bardzo innych. Ludzie czasami są w bardzo trudnym położeniu. Ciężko coś na pewno
        stwierdzić jeżeli sami nie znajdziemy sie w jakimś położeniu.
        --
        Różne drogi dla różnych ludzi
    • jaad33 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 22:43
      Różnie się w życiu plecie i trzeba to zrozumieć. Jednak jednej rzeczy nie potrafię zrozumieć. Rezygnujesz z czasu spędzonego z własnym dzieckiem bo źle się czujesz za kierownicą.
      Sory, ale byle matołek, który skończył 8 klas, w tym 4 pierwsze i 4 drugie potrafi prowadzić auto. To jest żadna filozofia. Jeżeli potrzebujesz, wykup jazdy doszkalające. To jest bardzo kiepski argument, naprawdę.
      --
      "Nie warto uciekać przed nieuniknionym, gdyż wcześniej czy później trafia się w miejsce, gdzie nieuniknione właśnie przybyło i czeka."
    • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 22:58
      uważam, ze twoje zachowanie jest egoistyczne, jest ci wygodniej pozbyć się
      dziecka na kilka dni niż sie nim zajmować, tak jak to określiłaś dzięki temu
      masz czas na fryzjera, kosmetyczne na sprawienie sobie przyjemności. Dziecko i
      tak bardzo mało widzi ojca w takiej sytuacje ograniczasz ich kontakt do minimum.
      Najlepsza opcją byłoby zatrudnienie opiekunki wówczas 2 tygodnie mała spędzała
      by dziewięć godzin z opiekunką a dwa razy w tygodniu tylko 2 h. Drugą opcją jest
      żłobek.
      Nie wyobrażam sobie bycia weekendową matką. Do tej pory nie mogłam sobie
      wyobrazić kto korzystał ze żłobków całotygodniowych, teraz już wiem, osoby które
      zamiast spędzić czas z dzieckiem wolała spędzić go u fryzjera, kosmetyczki i na
      własnych rozrywkach.
      kompletnie nie mam pojęcia po co decydowałaś się na dziecko.
    • beatulek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 23:05
      Nie wiem czy jesteś wyrodną matką? Ja bym na taki układ nie poszła.
      Mogłam bo też mi teściowie proponowali, że będą z dziecmi a ja mogę
      wrócić do pracy ale co mam zabierać je do domu na soboty i
      niedziele???

      Mama 4latka i 6-ciolatka
    • alpepe Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 23:15
      mam znajomą, nie była nigdy wielką koleżanką, ot, rywalka z klasy w podstawówce.
      MIała wyjśc za mąż, nie wiem, jak to się stało, byłam u niej. Pokazała mi swoje
      zdjęcie z zerówki i niespodzianie zaczęła opowiadać, że wychowywała ją babcia, a
      mama brała na weekendy i ona w końcu nie wiedziała, czy jest mamina, czy
      babcina. Wyszedł z niej niesamowity żal, popłakała się. Nadal nie wybaczyła
      mamie tego, co ta zrobiła: uważała, że ważniejsza jest kasa, niż życie z własnym
      dzieckiem. Druga koleżanka też była do szóstego roku życia wychowywana przez
      babcię. O tym, jak ją to dotknęło, nawet nie ma co mówić. Kradzieże, anoreksja,
      próby samobójcze, no, ona ogólnie miała chore warunki w domu.

      Ja swoje dwie córki chowam sama, sama byłam wychowywana przez babcię, bo mama
      wstawała o 5 rano i do domu przyjeżdżała o 6 wieczorem, gdzieś we mnie też tkwił
      i nadal tkwi uraz do mamy.

      Staram się nie oceniać, dlatego opisałam ci tylko przypadki moich znajomych,
      szczególnie ten pierwszy była dla mnie symptomatyczny, koleżanka wiedziała, że
      ja siedzę w domu z dzieckiem, choć powinnam być wielce zajętą kobietą sukcesu,
      ja już miałam małe dziecko, ją to dopiero czekało, ale poruszyło starą ranę.
      --
      chłe, chłe
      • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 15.10.09, 23:32
        Jak już tak mówimy o dzieciach wychowywanych przez dziadków, tez jak większość
        forumek miałam przyjaciółkę. Dziewczyna nigdy nie wybaczyła ani matce ani
        dziadkom, zawsze zazdrościła swojemu młodszemu rodzeństwo tego ze byli przy
        rodzicach. kiedyś tego nie rozumiałam miała przecież wszytko podczas gdy jej dom
        rodzinny to totalna patologia, jednak nie miała wszystkiego, nie miała matki.
        Dla mnie jesteś najgorszym rodzajem patologii, w przeciwieństwie do alkoholika
        czy narkomana jesteś całkowicie świadoma tego co robisz i robisz to tylko dla
        własnej wygody. Alkoholik mimo swojego nałogu potrafi kochać ty natomiast jesteś
        zimna , egoistyczna ....
        • agar2208 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 00:05
          Dajcie spokój, przecież autorka postu nie oddała swojego dziecka. Mała jest u
          dziadków niecałe 3 dni w tygodniu. Wydaje mi się, że jest to lepsze rozwiazanie,
          niż budzić małą codziennie rano i zawozić do dziadków.
          Dziecko spędza z rodzicami więcej czasu, niż jak by było np.codziennie po 8
          godzin np w żłobku.
          Ja siedze z dzieckiem w domu ( 17 mc) bo taki był nasz wybór, ale możemy z mężem
          sobie na to pozwolić. Jednak nie wszyscy tak maja.
          My z siostra mieszkałyśmy z rodzicami i dziadkami. Dziadkowie zrezygnowali z
          pracy, rodzice mogli pracować. Mama jest pielęgniarką wiec pracowała i pracuje
          po 12 godz. dużo czasu spędzaliśmy z dziadkami, jednak ja tego nie odbieram jako
          coś złego. Rodzice również zajmowali się nami.
          zanim zaczniecie kogoś krytykować, popatrzcie na siebie, czy takie super idealne
          jesteście.
          Słowa , które napisała makurokurosek:"Alkoholik mimo swojego nałogu
          potrafi kochać ty natomiast jesteś
          zimna , egoistyczna .... " to juz przesada. Ludzie o takich poglądach nie
          powinny wychowywać dzieci.
          • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 00:26
            Według ciebie osoba która traktuje swoje dziecko jak zbędną walizkę,nie ma więzi
            emocjonalnych ze swoim dzieckiem powinna je mieć. znam wielu ludzi którzy są lub
            byli alkoholikami, znajdują się w śród nich osoby które mimo swojego nałogu
            potrafią kochać, potrafią być rodzicem podczas gdy dla autorki wątku ważniejsza
            jest wizyta u fryzjera i wolny wieczór z mężem niż spędzenie czasu z dzieckiem .
            Autorka wątku nie zostawia dziecka u dziadków, bo przez te trzy dni pracuje od
            świtu do nocy ona je zostawia aby móc się odprężyć. Sorry jak można nie mieć
            czasu na dziecko pracując do 14: 30.

            Zapytaj się męża jak określił by autorkę wątku i opisaną przez nią sytuację
          • mika_p Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 15:17
            agar2208 napisała:
            > Dajcie spokój, przecież autorka postu nie oddała swojego dziecka. Mała
            > jest u dziadków niecałe 3 dni w tygodniu.

            A mogłaby być półtora - 2 razy krócej

            --
            Nieprawosławne pisanie prosimy e-wiciami do piastunów wnijścia słać! smile
        • michalinaa80 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 11:28
          ale się zagalopowałaś kobieto! nie przesadzaj. "...zimna ,
          egoistyczna .... " - na jakiej podstawie tak twierdzisz? Byłaś u
          niej w domu? Widziałaś jakie są jej relacje z dzieckiem? Oceniasz
          kogoś na podstawie napisanego wątku, że jest zimna i
          egoistyczna???!!! domorosła pani psycholog.
          • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 11:39
            napisałam to na podstawie jej postu w którym jasno wyjaśnia że mogłaby odbierać
            dziecko w poniedziałek o 15 i zawozić do dziadków we wtorek wieczorem ale
            najzwyczajniej nie chce bo woli spędzić czas bez dziecka. czyli interesują ją
            tylko jej potrzeby, potrzeby dziecka jak i potrzeby męża są całkowicie nieważne.
            zauważ, że mąż po nocce ma obowiązek zająć się dzieckiem, podczas gdy mamusia o
            15 po ośmiu godzinach pracy nie ma na to siły i potrzebuje trzech dni odpoczynku
            od dziecka
            • edit38 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 12:01
              makurokurosek napisała:

              > napisałam to na podstawie jej postu w którym jasno wyjaśnia że mogłaby odbierać
              > dziecko w poniedziałek o 15 i zawozić do dziadków we wtorek wieczorem ale
              > najzwyczajniej nie chce bo woli spędzić czas bez dziecka.

              Tak ale dlatego aby zaoszczędzić dziecku łez rozstania (wiem do Was ten argument
              wcale nie przemawia i jest tylko wymówką - jak zresztą każdy)


              > .
              > zauważ, że mąż po nocce ma obowiązek zająć się dzieckiem, podczas gdy mamusia o
              > 15 po ośmiu godzinach pracy nie ma na to siły i potrzebuje trzech dni odpoczynk


              A gdzie napisałam że mąż po nocy zajmuje się dzieckiem. Małą odbieram po
              powrocie z pracy.

              • ciociacesia bo to zaden argument 16.10.09, 12:09
                > Tak ale dlatego aby zaoszczędzić dziecku łez rozstania (wiem do Was ten argumen
                > t
                > wcale nie przemawia i jest tylko wymówką - jak zresztą każdy)
                mogłabys zaoszczedzic jej w ogole lez rozstania zostawiajac ja u dziadków az 3
                lata skonczy i do przedszkola pojdzie. zero lez rozstania.
                bo tak serio - tych lez chyba byloby mniej i szybciej by przechodzily gdyby
                rozstanie krotsze bylo - a mala miala by poczucie bezpieczenstwa - wiedzialaby
                ze wrocisz do niej po południu a nie za dni kilka
                • edit38 Re: bo to zaden argument 16.10.09, 13:04
                  Byłaś kiedyś przy tym rozstaniu że wiesz jak one wyglądają? Nie
                  Rozstania są krótkie chociaż czułe i nie przedłużamy ich.
                  Zapewniam Cię że tych łez jest mniej teraz gdy wracam po kilku dniach (mała
                  przestaje płakać dosyć szybko) niż gdy wracałam na drugi dzień prosto z
                  pracy(wtedy dodatkowo z histerii mała jeszcze wymiotowała ) nie.
                  • jo_asia Re: bo to zaden argument 16.10.09, 14:53
                    edit38 napisała:
                    > Zapewniam Cię że tych łez jest mniej teraz gdy wracam po kilku
                    dniach (mała
                    > przestaje płakać dosyć szybko) niż gdy wracałam na drugi dzień
                    prosto z
                    > pracy(wtedy dodatkowo z histerii mała jeszcze wymiotowała ) nie.

                    dziecko po prostu nauczyło się, że trzeba ukryć swoje emocje,
                    a w przyszłości może je nawet całkiem stłumić ...
                    własnie czytam książkę "W sercu emocji dziecka" - polecam


                    edit,
                    czy pisząc na forum (i to już drugim forum),
                    pytając obcych osób o "ocenę" Twego postepowania,
                    spodziewałaś się, że:
                    a) skrytykują Cię,
                    b) usprawiedliwią,
                    c) pochwalą?
                    Odpowiedz sobie szczerze na pytanie " Czy jeśli 99%
                    forumowiczów skrytykowałoby Cię, to zmieniłabyś coś w omawianej
                    sprawie?"


                    ja Cię nie potępiam, ale naprawdę szkoda mi małej sad
    • afrikana Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 00:17
      Żadko się odzywam ale nie wytrzymałam i Ci napiszę co sądzę.
      Skoro dla ciebie ważniejsza jest własna wygoda, fryzjer,
      kosmetyczka, porządki czy prasowanie niż własne jedyne dziecko, to
      ja serdecznie współczuję tej malutkiej dwuletniej dziewczynce takiej
      mamysad Bardzo mi jej żal...aż mi się łezka w oku kręci, bo ja sobie
      tego nie wyobrażam. Nie wiem co by się musiało wydarzyć w moim życiu
      żeby mnie skłoniło do zostawienia ukochanego dziecka na tak długo.
      Nie wytrzymałabym ani dnia bez jej uśmiechu, przytulania z nią i
      rozmowy o codziennościach. Płakać mi się chce na samą myślsad(( chyba
      się za bardzo wzruszyłam, być może podeszłam do sprawy zbyt
      emocjonalnie ale wyobraziłam sobie siebie w takiej sytuacji. Idę
      przytulić i ucałować przed snem swoje maluchy...
      • avvg Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 19:12
        > Żadko się odzywam ale nie wytrzymałam i Ci napiszę
        co sądzę.
        > Skoro dla ciebie ważniejsza jest własna wygoda,
        fryzjer,
        > kosmetyczka, porządki czy prasowanie niż własne
        jedyne dziecko, to
        > ja serdecznie współczuję tej malutkiej dwuletniej
        dziewczynce takiej
        > mamysad Bardzo mi jej żal...aż mi się łezka w oku
        kręci, bo ja sobie
        > tego nie wyobrażam. Nie wiem co by się musiało
        wydarzyć w moim życiu
        > żeby mnie skłoniło do zostawienia ukochanego dziecka
        na tak długo.
        > Nie wytrzymałabym ani dnia bez jej uśmiechu,
        przytulania z nią i
        > rozmowy o codziennościach. Płakać mi się chce na
        samą myślsad(( chyba
        > się za bardzo wzruszyłam, być może podeszłam do
        sprawy zbyt
        > emocjonalnie ale wyobraziłam sobie siebie w takiej
        sytuacji. Idę
        > przytulić i ucałować przed snem swoje maluchy...

        Wzruszyła mnie Twoja historia...
    • hugollina tak! 16.10.09, 07:52
      dla swojej wygodny pozbywasz sie dzieciaka na 3/7 dni w tygodniu! spokojnie
      mozesz go odbierac, czemu nie taksowoka jak sie zle za kierownica czujesz!

      Nothing is ever easy in the world of men...
    • przeciwcialo Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 08:41
      Tak, dla mnie to złe oddawac dziecko na pół tygodnia do dziadków.
      Kosztem sprzatania, fryzjera i nie wiem czego jeszcze nie zrobilabym
      tak jak ty. To nie wakacje czy ferie.
      Dla mnie to wygodnictwo. Pracujesz 6 godzin godzin. Ja pracuję w
      podobnym wymiarze, mam 3 dzieci ktore trzeba odprowadzac,
      przyprowadzac, dom posprzatac i ugotowac. Z jednym dzieckiem
      logistyka duzo prostsza.
    • zabulin Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 08:44
      Ja nie potrafiłabym tak, nawet bym nie chciała.
      3 dni w tygodni to dużo.

      Ty wracasz ok. 14.30, w poniedziałek twój mąż wraca wieczorem,
      owszem, jak mnóstwo ojców, ale czemu nie moze się zająć mała we
      wtorek??? Przecież córka ma już ponad 2 lata, więc nie jest
      noworodem przy piersi.

      Nie chcesz narażać dziecka na trudy dojazdów- ale to tak naprawdę
      byłyby dwa dni- poniedz. i środa (kiedy maż musi odespać, rozumiem).

      A tak małej nie ma trzy dni i nie wiem, który stres- ten związany z
      trudem dojazdu, czy ten związany z cotygodniowym rozstaniem -
      najpierw z wami, potem z dziadkami.


      Stresuje cie prowadzenie auta, ale piszesz, ze wcześniej
      jexdziłyscie do dziadkow, za każdym razem jak męzowi wypadał dyżur.
      Więc jak to? Wtedy cię nie steresowalo prowadzenie, czy ktoś cię
      woził???

      Oczywiście, to twoje życie, ty dokonujesz wyborów, ale wydaję mi
      sie, ze samej ci z tym żle i mam wrażenie, ze czekasz na słowa,
      które "przyklasną" twoim decyzjom.

      To, że nie chcesz rezygnowac z pracy, rozumiem, ale tłumaczenie, ze
      kiedy mała jest u dziadków, masz czas na super sprzątanie,
      przyjemności.
      Miliony kobiet prowadzą domy bez pomocy, chodza do fryzjera,
      sprzątają.

      Moze popracujcie nad org. czasu.
    • monis250 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 08:46
      Nie przejmuj sie głupimi komentarzami.
      Plan dnia trzeba dostosować tak, aby było jak najlepiej. Po prostu
      trzeba sobie jakoś radzić. Nie myśl, że zrozumieją Cię tu mamuśki,
      które siedzą z dzieciakami w domu, chodzą do fryzjera do
      kosmetyczki, bo mogą sobie na to pozwolić, bo mężuś dużo zarabia.
      Gdyby mnie dotyczyło to co piszesz, to chyba niechętnie chciałabym
      małą podrzucać do babci (którą zresztą uwielbia) na kilka dni. Ale
      czasem nie ma wyboru. Moim zdaniem trzeba sie cieszyć z tego, że ma
      sie tę babcię, która może się córą zająć, tymbardziej, że - jak
      piszesz - tylko przez rok. Życzę powodzenia i dużo siły.
      P.S. Zaraz na mnie psy będą wieszać za tych "meżusiów", ale co mi
      tam, niech mają zajęciesmile
      • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 08:58
        poszłam do pracy po macierzyńskim i nigdy w życiu do głowy by mi nie przyszło
        tak egoistyczne rozwiązanie sytuacji. W przeciwieństwie do autorki pracowałam od
        8 do 16, mała była w tym czasie pod opieką babci. W tym czasie oznacza, że z
        chwilą przekroczenia progu dziecko znajdowało sie pod moja opieką, bo obydwie
        musiałyśmy sie sobą nacieszyć. 90% moich znajomych po macierzyńskim wróciło do
        pracy i żadna nie postąpiła tak jak autora wątku, żadnej nawet przez myśl to nie
        przeszło bo kazda była przerażona powrotem do pracy i koniecznością rozstania
        się z maluchem na kilka godzin
          • edit38 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:17
            przeciwcialo napisała:

            > Autorka pracuje pewnie 5, 6 godzin. Reszte dnia chce poswięcic sobie
            > i mieszkaniu.

            TAK. Od 6:30 do 14 to 5,6 godzin.
            Zaraz się dowiem że ja w ogóle nie pracuję a oddaję dziecko do babci bo mi tak
            wygodnie. Może nawet przeczytam że dziecko tylko w weekendy widzę.
            • przeciwcialo Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:23
              Napisałam ci wyżej że pracuje w podobnym wymiarze czasowym i mam
              wiecej niz jedno dziecko. Nie zawsze moge liczyc na pomoc męża bo
              pracuję dłużej, to tylko kwestia ułozenia dnia aby sobie dac rade.
              Sa autobusy, pisałaś że masz auto i prawo jazdy ( wex kilka lekcji
              jak nie czujesz sie pewnie). Dla mnie niewyobrażalne jest oddawac
              dziecko do dziadków o ile to nie sa ferie czy wakacje- wyjazdy do
              dziadków to część naszych wakacji.
              Na codzień dziecko powinno byc w domu z rodzicami.
              Pewnie inaczej odnosłabym sie do problemu gdybyś pracowała w innym
              wymiarze czasowym.
        • monis250 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:07
          makurokurosek napisała:

          > poszłam do pracy po macierzyńskim i nigdy w życiu do głowy by mi
          nie przyszło
          > tak egoistyczne rozwiązanie sytuacji. W przeciwieństwie do autorki
          pracowałam o
          > d
          > 8 do 16, mała była w tym czasie pod opieką babci. W tym czasie
          oznacza, że z
          > chwilą przekroczenia progu dziecko znajdowało sie pod moja opieką,
          bo obydwie
          > musiałyśmy sie sobą nacieszyć. 90% moich znajomych po
          macierzyńskim wróciło do
          > pracy i żadna nie postąpiła tak jak autora wątku, żadnej nawet
          przez myśl to ni
          > e
          > przeszło bo kazda była przerażona powrotem do pracy i
          koniecznością rozstania
          > się z maluchem na kilka godzin

          Wiesz ja też wróciłam do pracy zaraz po macierzyńskim. W tym czasie
          zajmowała się córą moja mama. Czasem zostawała u babci, czasem nie.
          Do dziś czasem zostaje na noc, jeśli chce. Nie pisz, że żadna z
          Twoich koleżanek, ani Ty itd., bo nie jesteś w sytuacji autorki
          wątku, a gdybyś była to sama mogłabyś sie zdziwić jakbyś postąpiła.
          Nie oceniaj, bo to najłatwiejsze, a wiele z nas nie przewidzi swojej
          reakcji i swojego zachowania w danej sytuacji. Owszem możemy sie
          zarzekać i zaklinać, że nigdy w życiu, ale to ŻYCIE weryfikuje pewne
          sprawy.
          Wszystkiego nie przeskoczysz.
          • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:39
            Fakt bo byłam w zdecydowanie gorszej sytuacji, ojciec dziecka spędzał z nami
            weekendy, a ja nie wracałam do domu o 14:30 tylko o 17. podczas gdy mała jako
            niespełna 3,5 miesięczne dziecko wylądowała w szpitalu też nie zostawiłam jej
            tam samej, tylko prosto z pracy gnałam do szpitala, a nad ranem ze szpitala po
            drodze do pracy wpadałam do domu aby się przebrać. Faktycznie mogłam być tak
            egoistyczna jak autorka wątku i wyjść z założenia, że przecież należy mi się
            wolne od dziecka i oddać je pod opiekę dziadków
              • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:50
                macierzyński jeszcze 4 lata temu kończył sie równo gdy dziecko miało 3,5
                miesiąca. Moja mała wylądowała w szpitalu w pierwszym dniu mojej pracy .
                Dlaczego wróciłam do pracy, bo z 1000 jakie dostawał Marci na doktoracie nie
                bylibyśmy w stanie się utrzymać.
                • monis250 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 09:56
                  makurokurosek napisała:

                  > macierzyński jeszcze 4 lata temu kończył sie równo gdy dziecko
                  miało 3,5
                  > miesiąca. Moja mała wylądowała w szpitalu w pierwszym dniu mojej
                  pracy .

                  Ja urodziłam córę 5 lat temu. Są jeszcze jakieś zaległe urlopy itd.
                  więć można ten macierzyński sobie "wydłużyć", ale nie o tym tu mowa.

                  > Dlaczego wróciłam do pracy, bo z 1000 jakie dostawał Marci na
                  doktoracie nie
                  > bylibyśmy w stanie się utrzymać.

                  Dlatego powinnaś zrozumieć autorkę wątku, że nie chce rezygnować z
                  pracy.
                        • monis250 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 10:18
                          przeciwcialo napisała:

                          > Nie znam sie na hodowli dzieci. Ja dzieci wychowuje i niewyobrazam
                          > sobie sytuacji oddawania dziecka do dziadków w wymiarze
                          proponowanym
                          > prze autorke postu.

                          Mamusia, która nie ma sobie nic do zarzucenia, nie popełnia błędów i
                          pozjadała wszystkie rozumy. Współczuję dzieciom.
                            • monis250 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 10:28

                              przeciwcialo napisała:

                              > Moje dzieci nie potrzebuja twojego współczucia. Potrzebuja na
                              > codzień rodziców i to maja zapewnione.

                              Ale jak widać nie każde mają to zapewnione i muszą sobie radzić jak
                              mogą.
                              Tylko nie wyjeżdżaj z tekstem, że "nie trzeba było mieć dzieci"
                              • przeciwcialo Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 10:35
                                Daleka jestem od stwierdzeń- trzeba było mysleć wczesniej. Dzieci
                                niekoniecznie rodzą wtedy kiedy dorosłym to pasuje, ale jak juz są
                                trzeba na głowie stanac aby zapewnic im stabilizacje i dobre warunki
                                do rozwoju. Dziadkowie mimo ze dobrzy i odpowiedzialni nie dadza
                                tego co rodzice- czym innym jest weekend u dziadków a czym innym
                                regularne pobyty szczególnie przy krótkim stosunkowo czasie pracy
                                matki. Inaczej tez widze kilkugodzinny pobyt u dziadków nawet
                                codziennie- w sumie zadna niańka nie bedzie tak dobra dla dziecka- a
                                inaczej kilkudniowy pobyt.
                                Dwa domy, dwa łózeczka to wydaje mi się za duzo jak na małego
                                człowieka. Sama zyłam jakis czas na 2 domy i nie było to dla mnie
                                komfortowe.
                                • monis250 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 10:53
                                  Ja też nie chciałabym fundować mojej córce dwóch domów, jak to
                                  piszesz. Wiele razy odmówiłam mamie zostawiania u niej mojej córy na
                                  kilka dni. Ale najbardziej wkurza mnie to ciągłe wieszanie psów na
                                  dziewczynach, które tu piszą o swoich problemach. Przecież jak sie
                                  czyta niektóre odpowiedzi to można wpaść w depresję, a przecież nie
                                  wywnętrzają się tu matki, które w danej chwili są radosne jak
                                  skowronki. Na miłość boską krztynę zrozumienia.
                                  • memphis90 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 21:43
                                    >Na miłość boską krztynę zrozumienia.
                                    Dla chęci pobiegania do kosmetyczki? Ależ ja to doskonale rozumiem, niemniej
                                    jednak nie zostawiłabym dziecka dla takiej zachcianki. Można to lepiej
                                    zorganizować, niż oddawać komuś dzieciaka na pół tygodnia.
                  • makurokurosek Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 10:23
                    zaszłam w ciąże miesiąc po utracie pracy, więc w ciąży byłam na kuroniówce, o
                    jakim więc urlopie mówisz, powrót do pracy nie był moim wyborem ale koniecznoscią

                    Ja rozumie, autorkę ze nie chce zrezygnować z pracy i całkowicie to popieram,
                    nie rozumie natomiast dlaczego pracując do godziny 14 nie może popołudniami
                    zajmować się dzieckiem
                • obyoby10 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 18.10.09, 13:42
                  Ja nie zdecydowałabym się na takie rozwiązanie - jestem tego całkowicie pewna.
                  To chyba kwestia jakichś priorytetów, bo nie oszukujmy się- większość ma dziś
                  trudną lub też napiętą sytuację; nawet jeśli JEST, to często ZA MAŁO...Takie
                  czasy.Mogłoby być więcej, mogłoby być łatwiej, mogłoby być inaczej...
                  Ja nie wyobrażam sobie mojej małej wędrującej pomiędzy dwoma domami, bo uważam,
                  że w życiu takiego malucha najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa,
                  stabilizacja. Rodzice.
                  Pewnie, ze nie chodzi o siedzenie w domu non stop - ja też pracuję, odkąd
                  skończył mi się macierzyński. Pomaga babcia. Ale czasem w przerwie między pracę
                  a pracę gnam, by odebrać młodą z przedszkola i potem "podrzucić" do babci, choć
                  to babcia mogłaby ją odebrać.
                  Bo chcę się z nią zobaczyć, skoro wrócę nieco później niż zwykle.Przytulić,
                  pogadać, dowiedzieć się co tam w przedszkolu...Potem znikamsmile
                  Jeśli nie mogę inaczej, to "łapię" wspólne chwile. A Ty nie...
          • memphis90 Re: Czy to naprawdę takie wielkie zło? 16.10.09, 21:40
            Nie pisz, że żadna z
            > Twoich koleżanek, ani Ty itd., bo nie jesteś w sytuacji autorki
            > wątku, a gdybyś była to sama mogłabyś sie zdziwić jakbyś postąpiła.

            Monis, mogłabym zrozumieć, że dziewczyna ręce urabia po łokcie, żeby mieć co
            jeść, na pampersy itd- i dlatego zostawia dziecko choćby na tydzień. Moi rodzice
            jeździli na 2 -3 m-ce na zbiory owoców, żeby dorobić- i to rozumiem, nie mam o
            to pretensji, czasy były ciężkie. Ale regularne podrzucanie dziecka dziadkom na
            pół tygodnia, żeby mieć czas na odpoczynek i rozrywki typu kosmetyczka czy
            solarium? Zostawianie dziecka u kogoś, kiedy kończę pracę o 14? Nie, to nie
            miesci się w mojej wyobraźni i w moim kodeksie postępowania.
    • mama-008 zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 08:58
      po 1 dziecku nie dzieje sie żadna krzywda!!
      po 2 masz czas na ogarniecie mieszkania !
      po 3 BARDZO wiele rodzin tak sobie radzi nie jestes jedyna!
      rodzice są po to aby pomagac nam i faktycznie nie ma co wozic non
      stop malucha skoro lubi byc u dziadków po za tym to nie ejst
      niemowle ale dziewczynka 2,5 roku!
      nie przejmuj sie durnymi komentarzami bo nikt obcy nie ma prawa
      krytykowac Twojego postępowania! to jest Twoje zycie!
      POWODZENIAsmile

      PS jestem pewna ze i tak bardzo tesknisz za córeczka a te 3 dni
      szybka lecąwink
        • mama-008 Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 09:30
          zgadzam sie!ale jesli mialabym szukac pomocy(bo zakłądamy ze autorka
          nie ma innej opcji) to poprosiabym rodziców badz tesciów o pomoc a
          mnie obca kobiete (nianie) czy tez złobek pełen zarazy.
          jesli tylko taki układ wszystkim pasuje i rodzicom i dziecku i
          dziadkom to czemu nie? owszem - pytanie jest takie:jak mama sobie
          radzi z tesknota?bo jedna podejdzie do tego na trzeźwo a inna bedzie
          wyła 3/4 dnia za pociechą. ale widocznie radzi sobie, i dziecku tez
          krzywda sie nie dzieje...
          rodzice sa od wychowania dziecka a dziadkowie do pomocy i jesli
          tylko obu stronom ukłąd pasuje to nie ma raczej mozliwosci zeby
          dziecku stała sie jakas krzywda?
          • jakw Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 11:16
            mama-008 napisała:

            > jesli tylko taki układ wszystkim pasuje i rodzicom i dziecku i
            > dziadkom to czemu nie?
            A co, jeśli nie pasuje dziecku?

            >owszem - pytanie jest takie:jak mama sobie
            > radzi z tesknota?
            Mama jest osobą dorosłą, poważniejsze pytanie jest: jak sobie radzi
            2,5-letnie dziecko?

            > wyła 3/4 dnia za pociechą. ale widocznie radzi sobie
            Pewnie, kosmetyczka nie zniosłaby pewnie wycia klientki.

            > rodzice sa od wychowania dziecka a dziadkowie do pomocy
            gratuluję postawy roszczeniowej
            >i jesli tylko obu stronom ukłąd pasuje
            Tu są 3 strony , chyba że uważasz dziecko za przedmiot, który można
            dowolnie przestawiać.
            • wj_2000 Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 16:14
              jakw napisała:

              > > rodzice sa od wychowania dziecka a dziadkowie do pomocy
              > gratuluję postawy roszczeniowej

              To nie postawa roszczeniowa, a najbardziej NATURAlna rzecz pod Słońcem?
              Rzecz naturalna (dla nas), to ta którą ukształtowała sama Natura (dla naszego
              dobra). A ewolucja pracowicie, pokolenie po pokoleniu, coś dodawała, coś
              modyfikowała, byśmy nie dali innym gatunkom "dać zjeść się w kaszy".
              Dlaczego mężczyzna zachowuje witalność (płodność) do końca życia, a kobieta
              przeżywa menopauzę, po której dane jest jej wiele jeszcze lat życia? Dla
              przetrwania genów owej babci (obecnych u wnuków) jest korzystniejsze
              opiekować się (pomagać) dziećmi swoich córek, niż płodzić nadal swoje.
              To co jest nieNATURAlne to to, by osobniki już bezpłodne spędzały czas w
              kasynie na Hawajach, zamiast przy kołysce wnuków.

              Jasne, że człowiek, przez rozum, uciekł częściowo spod praw NATURY.
              Przede wszystkim zlikwidował (parę pokoleń temu) naturalną selekcję, w
              powiązaniu z rodzeniem dzieci zgodnie z zasadą "co rok prorok". Przyjęło się
              rodzić jedno czy dwoje dzieci i chuchać na nie i dmuchać. Podobnie pomoc babci
              nie jest często konieczna, i niech ta babcia jedzie sobie w cholerę gonić za
              swoimi przyjemnościami.
              Ale poza tym, że takie hedonistyczne podejście przez starszych (i odpowiadające
              temu "nieroszczeniowe" postawy młodych) są nieNATURALNE, to ignorują one
              wrodzone, czysto biochemiczne mechanizmy dostarczające prawdziwej
              radości
              z wypełniania takich naturalnych ról.
              U mężczyzn może to jest mniej zarysowane, ale ze swojego doświadczenia mogę
              powiedzieć, że najgłębszych i długotrwałych, wręcz stałych radości
              dostarczyły mi w życiu najpierw dzieci, a potem wnuki. Kto tego nie doznał, może
              nie docenić. I tak młode małżeństwa decydują: po co nam dzieci? Lepiej bawić się
              cae życie. Nie wiedzą co tracą. Nie wiedzą, bo tylko własne
              dziecko, przez biologiczne mechanizmy uruchamia ową bezgraniczną miłość do
              dziecka. Żadna adopcja tego nie zastąpi, niestety.
              Podobnie matka, broniąca się przed dopuszczeniem babci do opieki nad wnukiem
              podświadomie asekuruje się na przyszłość. Bo sobie wyobraża, że to ją
              zwolni z moralnego "obowiązku" odpłacenia tego opieką nad własnymi wnukami. A ów
              obowiązek, to nie trud, a radość. Ale one tego jeszcze nie wiedzą.

              --
              Jak ja nie lubię mieć stale racji!
      • mama-008 Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 09:07
        ps ja osobiscie nie wyobrażam sobie takiej sytuacji bo za bardzo bym
        teskniła do synka i napewno bym szukała innego roziwązania byle
        tylko był ze mną kazdej nocy jednak chyba w Twoim przypadku to była
        jedyna słuszna opcja.
        ps 2 - moze warto rozwazyc mozliwosc zatrudnienia niani skoro oboje
        pracujecie?
      • tusia-mama-jasia Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 09:27
        Mamy prawo komentować, skoro autorka wątku sama napisała z pytaniem
        o opinie.
        Dziecku nie dzieje się krzywda fizyczna, jasne, że kochający
        dziadkowie nie zagłodzą ani nie pobiją, ale tęsknota za mamą jest
        równie dla malucha dotkliwa...
        Ogarnianie mieszkania to jakiś absurdalny argument - jakby nie dało
        się tego zrobić w towarzystwie dziecka! A ileż radochy może być z
        tego i zabawy wspólnej!
        Rodzice jeśli są i chcą pomagać to wspaniale, ale jakoś nie widzę
        tych "wielu rodzin" radzących sobie w podobny sposób, a ściślej -
        nie znam ani jednej.
        Argument o stresie za kierownicą jest już w ogóle kłującą w oczy
        wymówką - jakby się nie dało inaczej przemieszczać. A jakby się
        popsuł w dniu kiedy masz umówionego fryzjera, to zrezygnowałabyś z
        wizyty? Czy wsiadła w autobus/taxi/cokolwiek innego?
        Tak mnie poruszył ten post początkowy, że choć czytałam go wczoraj,
        dzis rano jeszcze nie mogłam przestać myśleć o nim.
        Fryzjer i kosmetyczka ważniejsze niż dziecko... Nie stać mnie na
        fryzjera czy kosmetyczkę, na ciuchy i inne duperele, bo świadomie
        zrezygnowałam z pracy kiedy urodził się synek - teraz wracam, gdy
        dorósł do przedszkola. I nie żałuję ani jednego dnia, nikt nie
        oddałby nam tego czasu, który zmarnowałabym bez niego, jak był
        maleńki. Robiliśmy razem mnóstwo fantastycznych rzeczy i żadna kasa,
        wygoda ani nic innego nie jest warte rezygnacji z takich chwil i
        wspomnień. Już nie pamiętam tych wszystkich ciuchów i fryzur, na
        które nie mogłam sobie pozwolić, za to kolejnych odkryć synka nie
        zapomnę nigdy.
        To nie jest tak, że sytuacja zmusza - prawie zawsze, prócz sytuacji
        skrajnych /do których nie zaliczam fryzjera, kosmetyczki i
        sprzątania/mamy jakiś wybór. Kwestia priorytetów.
        A ja czasem doczekać się nie moge chwili,kiedy odbiore synka z
        przedszkola, te 7h to tak długo bez jego śmiechu i opowieści...

        --
        Pozdrowionka,
        Tusia
        • mama-008 Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 09:43
          wybacz ale Ci nie wierzewink
          nie wierze ze przez te 3 lata które spedziłas z synkiem nie mialas
          choc przez chwile mysli zeby wyjsc gdzies tylko sama badz z mezem
          zeby isc kupic sobie nowa bluzkę czy pomalowac paznokcie! nie
          wierze!!!

          tak samo nie wierze w to ze polowa z piszacych tu w pewnej chwili
          nie pozazdrosciła autorce ze ma oddanych rodziców aby pomóc w
          trudnych chwilach bo polowa z was nie ma takiej mozlwiosci aby oddac
          pod opieke chocby na godzine dziecko babci i dziadkowi!!!

          racja - wymówka o sprzataniu mnie tez jakos nie przekonała chociaz
          potrafie zroumiec ze szybciej sie sprzata prauje i gotuje bez
          dziecka u nogi!
          wymówka o paznokaciach tez jest absurdalna (i kosmetyczce) bo to nie
          ejst rzecz ratująca zyciewink
          a strach przed kierowaniem - no comment

          to jest jej zycie i juz - zrobi jak chce
          a ze pisze o tym tutaj to znaczy ze do konca nie jest pewna czy robi
          dobrze czy zle stad ten post
          jednak wspolczuje jej tego co tu czyta!
            • mama-008 Re: zignoruj głupie komentarze o wyrodnej matce! 16.10.09, 10:03
              zgadzam sie bo chociaz sama mam takie chwile zeby gdzies wyskoczyć i
              głupie paznokcie zrobic i isc do fryzjera raz na ruski rok,to i tak
              wybieram synka...
              byłam z nim przez 1 rok zycia potem wrocilam do pracy (2 pensje to
              nie jedna szczegolnie jak chce sie kupic mieszkanie własne)i czasami
              chciało sie na chwilke takiej odskoczni od 24 godzin pieluch papek
              itp i jestem pewna ze kazda mama ma takie msyli i potrzeby!
              taka była nasza dezycja - synek jest pod opieką dziedków (moich
              rodziców) moja mama opiekuje sie tez drugą wnuczką jednoczesnie i
              włascieiwe moge napisac ze mam identyczna sytuacje jak autorka wątku
              bo dziecko przez 10 godz dziennie "wychowaują" dziadkowiewink
              a to dlatego ze mieszkamy razemwink i nie wiedze w tym złegowink
              rózniaca jest jedna: nie woże dziecka do dziadków i mam ten komfort
              ktorego nie ma autorka! nie zostawiam synka na 3 dni i pewnie bym
              nie zostawiła nawet jesli by mial 5 lat i nie dlatego ze sie
              wychowuje u dziadków BLA BLA BLA ale dlatego ze bym teskniła!