Jak wiadomo trochę ostatnio padało, trochę jest jeszcze mokro, tu i ówdzie
zdarzają się kałuże oraz błoto... również na placach zabaw
Wytłumaczcie mi łopatologicznie bo ja nie jestem w stanie pojąć dlaczego
rodzice tak się zachowują:
Kilka kałuży na placu zabaw, temp. powietrza ok 15 st, gromadka dzieci
zaczynają się "babrać" w błocie etc. no wiadomo nie od dziś że tzw. babranie
się to najlepsza zabawa pod słońcem! Mój syn również uczestniczy w zabawie, po
10 min jest już cały brudny włącznie z włosami.
Ale do rzeczy, obserwuję chłopca ok 3 lat który również postanowił się
pobawić, po minucie słyszę pierwsze upomnienie pod adresem małego "Nie wchodź
tam!" i później już leci ciurkiem:
"nie wycieraj rąk w kurtkę, odejdź ubrudzisz spodnie, pewnie już masz mokre
ręce, zobacz jak ty wyglądasz... (tu przerwa mama czyści dziecku ręcę,
chłopiec ponownie wraca do porzuconej zabawy)...i znowu to SAMO. Dzieciak w
pewnym momencie stanął zasmucony i patrzył się jak inne dzieci przelewają
błoto do wiaderek, przykro mi się zrobiło.
Wiem że pewnie większość z Was pozwala swoim pociechom na brudne zabawy ale
wytłumaczcie mi dlaczego to problem aby pozwolić dzieciakowi ubrudzić się do
oporu a później wszystko wyprać? Oczywiście rozumiem jeśli ktoś ma np 1 sztukę
kurtki albo 1 parę butów ale poza tym tłumaczeniem nie wpadło mi nic innego do
głowy.