magdalenkaaa78
19.05.04, 10:13
Nie do końca wiem, gdzie umieścić ten post, więc wybór trochę przypadkowo
padł na dziecko. Wczoraj wychodziłam ze swoją 14-miesięczną pociechą z dużego
sklepu osiedlowego. Kuba grzecznie siedział w wóziu i cieszył się do ludzi.
Podjechalismy do wyjscia, drzwi zrozsunęły się...a tuż przy nich stał sobie
miły wielki wilczur. Bez obroży, nie uczepiony, oczywiście bez kaganca.
Czekał na właściciela/właścicielkę. My przez drzwi, a on do drzwi... I co?
Moje cudo wyciągnęło rączkę, nawet nie za bardzo, bo pies sam podszedł i
złapało bestię za pysk, niemal wsadzając mu paluszki do nosa. Działo się to
tak szybko, że w zasadzie nie mogłam nic zrobić poza rozpaczliwym krzykiem :
Kuba, zostaw! Ludzie patrzyli na mnie jak na głupią, a ja tzrąsłam się ze
strachu. Oczyma duszy widziałam już jak wielkie zebiska zaciskają się na
małej łapce. wiem, histeria. Ale z drugiej strony... to tylko zwierzę, nie
wiem, co mu siedzi we łbie. Czy nie powinien być na smyczy i w koagańcu? Mam
chyba prawo się bać i wymagać czegoś od właściciela? A jak by się coś niedaj
Boże stało, to czyja byłaby wina? Matki, co zle pilnuje dziecko???