Do niedawna pracowałam na pół etatu, młody chodził do klubu na 5 godzin.
Od stycznia pracuję już na pół etatu, czyli to zaledwie 3 dni. Kończę o 16, odbieram dziecko do 16:30. To oczywiście sie przeciąga, ubieranie, doprowadzenie do auta, powrót do domu.
Wracamy więc ok. 17.
No i co teraz?
Trzeba powyciągać ze zmywarki, ogarnąć mieszkanie, włączyć pranie, zmyć podłogę, uprasować, przygotować coś na obiad (tutaj mam w miarę przemyślane i szybkie koncepcje, i sam temat gotowania nie jest problemem). Nie robię oczywiście wszystkiego codziennie, bo sobie dziele pracę: dziś umyję podłogę, to jutro pranie...
Niemniej jednak potrzebuję przynajmniej godzinę czasu na takie rzeczy, a dziecko, wiadomo: mamo zobacz, mamo chodź, mamo weź mnie, mamo przytul....
No i ciągnie się - wyjmę kilka rzeczy ze zmywarki, to jestem odrywana od tej czynnosci, bo młody mnie atakuje. Jasne to nie jest takie ważne, co tam bałagan.
Ale nie wiem czy mam go ignorować i robić to wszystko po kolei, i dopiero potem poświęcić mu czas, czy tak na raty?
Mnie osobiście to zawsze strasznie wkurzało, ze nie mogę skończyć czynności A i przejść do kolejnego.
Mój syn nie sypia już w dzień (2 lata 8 miesięcy), około 17-18 ma kryzys i chce mu sie troche spać, ale wtedy jest za późno na drzemki, wiec muszę go pilnować i czymś zabawić. Najlepsza jest kąpiel, bo sie jednocześnie uspokaja, ale spanie mija.
No i mamy 19 - i co teraz - bawić się z nim?
Ma tendencje do przetrzymywania senności, i mimo że nie śpi w dzień, to trudno go położyć spać o 21 (to taki typ - jak ktoś nie wierzy to odsyłam do moim bliskich wieszania sie wątków o jego spaniu

).
No i czuje sie troche zagubiona, bo wczesniej o tej porze, starałam się go "pozostawić trochę samemu sobie", a potem była już akcja "idziemy spać" - włączenie nocnej lampki, poczytanie bajeczki. Jeśli teraz będę robić taka samo, to wyjdzie na to, że nie spędzam z nim aktywnego czasu. Bo nie mam kiedy sie z nim teraz pobawić. Bawiłam sie z nim zawsze wcześniej w ciągu dnia, z reguły od 14-17 mieliśmy czas dla siebie. Teraz kicha.
Może to mój problem, bo ja nie chciałam pracować na cały etat, firma mnie przycisnęła, i ciagle mam poczucie że tyle godzin mnie nie ma z nim. Takie uczucie rozdarcia jest straszne, bo przed urodzeniem dziecka w ogóle nie wychodziłam z pracy całymi dniami. A teraz serce mi pęka i cierpię, mimo ze lubię swoja pracę, pracuje w zawodzie i kocham ten zawód.
Poradźcie coś.