6 i 7-latki w szkołach

01.04.10, 00:25
Witam. Mam pytanie czy te 6 i 7-latki, które pójdą w jednym roku
razem do szkoły będą miały pózniej taki sam egzamin gimnazjalny ? Bo
to, że będą razem wszyscy konkurować o miejsca w gimnazjach,
szkołach średnich czy na studia, to jest oczywiste i wyjdzie raczej
na niekorzyść tych młodszych. Czy uważacie to za wyrównywanie
szans ? Jakie szanse mają młodsze dzieci w stosunku do tych często
nawet o prawie dwa lata starszych ? Jak Wy to widziecie ? Komuś tu
będzie o wiele, wiele łatwiej a komuś trudniej. Martwi mnie tosad
Pocieszycie ? smile Widzicie jakąś przewagę 6-latków nad 7-latkami
wtłoczonymi w te same ramy programowe ? Bo mi szkoda tych maluchów...
    • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 00:34
      A dlaczego 7-latki mają mieć przewagę? Chyba ze siłową, ale do studiow to sie
      wyrówna. W takiej sytuacji to 7-latki są stratne bo mają rok do tyłu, albo
      później poszły do szkoły albo powtarzają zerówkę w pierwszej klasie.
      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:09
        Narawdę uważasz, że poza różnicą siłową nie ma żadnych innych różnic
        pomiędzy dziećmi rok, półtora czy nawet dwa lata młodszymi ? Łatwiej
        będzie dzieciom starszym opanować materiał, to proste. Dla nich to
        będzie pestka, natomiast dla maluchów duży trud. Już zawsze będą
        musiały gonić i dorównywać dzieciom starszym. Będą w ich cieniu. Ja
        widzę różnicę nawe pomiędzy 16-latką a 18 latką. Chociażby
        emocjonalną.

        W takiej sytuacji to 7-latki są stratne bo mają rok do tyłu, albo
        > później poszły do szkoły albo powtarzają zerówkę w pierwszej
        klasie.

        • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:31
          Mój syn ma 6 lat,( za miesiąc 7) chodzi do klasy z 7-latkami i jedyne co musi
          więcej sie starać to sprawy manualne, ale to nie z powodu wieku a zaburzeń. Jest
          wręcz do przodu w innych sprawach typu czytanie ze zrozumieniem. 7-latki są
          statne bo muszą powtarzać to co robili w zerówce i sie nudzą, to nie moja opinia
          tylko nauczycielki która stara sie urozmaicić zajęcia. Jak dziecko wybitnie nie
          jest gotowe do szkoły to można sie starać o odroczenie obowiązku szkolnego.
          Poziom nauczania jest dostosowany do 6-latków.
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:39
            Poziom nauczania jest dostosowany do 6-latków.

            Czyli 7- latkom będzie o wiele, wiele łatwiej skoro realizują
            program dla dzieci młodszych big_grin

            Będą mogły więcej czasu spędzać na podwórku i na przyjemnościach,
            albo rozwijać swoje pasje, zamiast ślęczeć nad nauką w
            przeciwieństwie do młodszych dzeci, które będą musiały w stosunku do
            swoich móżdżków włożyć więcej wysiłku. W ogólnym rozrachunku 7-latki
            stratne nie są, uczą się tyle samo lat, mają takie same egzaminy,
            tylko nie będzie ich to kosztowało tyle samo wysiłku. Reasumując
            mają własnie łatwiej.
            • nika_j Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:04
              Łatwiej nie zawszy znaczy lepiej. Jeśli dziecko nie jest stymulowane odpowiednio
              do wieku/zdolności, traci zainteresowanie nauką.
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:24
                Zawsze łatwiej dołożyć materiału, rozszerzyć wiedzę i pasje. Są
                kółka zainteresowań i można rozwijać się bez problemu. Nuda też
                potrafi być konstruktywnasmile

                A zawsze trudniej nadganiać i wkładać dużo trudu i wysiłku. Wtedy
                brakuje czasu na kółka, hobby i dodatkową wiedzę. A to zniechęca
                jeszcze bardziej sad

                Ps. Widzę z jaką prędkością piszą i czytają dzieci młodsze, a z jaką
                już nawet te trochę starsze. Tych wolnych nauczyciel nie pogoni. Z
                tymi starszymi zrobi dodatkową czytankę, bo nie wierzę, że będą
                siedzieć i się na siebie patrzeć.
                • nika_j Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:27
                  Po lekcjach można wszystko. Niestety dziecko nie powinno wyjść ze szkoły z
                  przekonaniem, że zmarnowało 5 godzin, bo niczego nowego się nie nauczyło. I
                  wierz mi, sa nauczyciele, którzy z uczniami odstającymi do przodu nic nie robia.
                  Co najwyżej przymykaja oko, gdy któryś z nich czyta książkę pod ławką.
                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 22:32
                    > Po lekcjach można wszystko. Niestety dziecko nie powinno wyjść ze
                    szkoły z
                    > przekonaniem, że zmarnowało 5 godzin, bo niczego nowego się nie
                    nauczyło. I
                    > wierz mi, sa nauczyciele, którzy z uczniami odstającymi do przodu
                    nic nie robia
                    > .
                    > Co najwyżej przymykaja oko, gdy któryś z nich czyta książkę pod
                    ławką.


                    Bzdury. Uważasz, że te dzieci będą się w kółko tylko uczyć pisać i
                    czytać ? A całą resztę materiału to 7-latki już tak perfekt mają
                    opanowaną ? No, no...no to będą miały o wieeeeele łatwiej niż 6-
                    latki.
                    a co do nauczycieli, to napewno zawsze się tacy mogą trafić, ale
                    jesli cała klasa jest tak hop siup do przodu z materiałem jak
                    piszesz, że aż się nudzić będą, to nie wierzę, że po przerobieniu
                    materiału będą wszyscy siedzieć, ziewać i gapić się na siebie.
                    Nauczyciel zawsze zrobi coś dodatkowego. Chciażby zabawy, które
                    również rozwijają i edukują. A to zawsze milsze niż ślęczenie nad
                    rzeczami zbyt trudnymi jak na swój wiek i brak czasu na zabawy.
        • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:58
          Głupoty opowiadasz. Rok moze mieć znaczenie w pierwszej góra drugiej
          klasie a nie wśród 15 czy 16 latków.
          Szesciolatki od zawsze były w szkołach i łatwiejszych matur nie
          zdawali, co więcej radzili sobie czasem lepiej niz starsi o rok
          koledzy.
          • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 18:52
            Ale to były te zdolniejsze 6-latki, a nie takie "uśrednione".
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 21:53
            > Głupoty opowiadasz. Rok moze mieć znaczenie w pierwszej góra
            drugiej
            > klasie a nie wśród 15 czy 16 latków.

            no niemożliwe...a o jakich dzieciach my tutaj dyskutujemy ???
            Własnie chyba w tych pierwszych latach nauki a nie o nastolatkach.
            Co do mojego porównania 16 i 18-latków, chodziło mi o różnice
            emocjonalne. Gdyby ich nie było, pojęcie pełnoletności i zyskiwanie
            przy tym pewnych praw, nie istniałoby.

            Szesciolatki od zawsze były w szkołach i łatwiejszych matur nie
            > zdawali, co więcej radzili sobie czasem lepiej niz starsi o rok
            > koledzy.

            Nie czytasz dokładnie. Już wiele razy tutaj podkreślane było, że
            były to dzieci zdolniejsze i gotowe. Musiały mieć opinię poradni.
            Teraz pójdą wszystkie bez wyjątku !
            • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 06:58
              O egzaminie gimnazjalnym ty pisalaś a nie ja a ten zdaja własnie 15
              latkowie.
      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:15
        . W takiej sytuacji to 7-latki są stratne bo mają rok do tyłu, albo
        > później poszły do szkoły albo powtarzają zerówkę w pierwszej
        klasie.


        Jak to są stratne ? Przecież uczą się tyle samo lat w podstawówce od
        klasy 1 do 6, zdają ten sam egzamin gimnazjalny. Mają po prostu
        więcej czasu na opanowanie podstaw. Będą lepiej pisać, czytać. A do
        tego są tarsze, czyli dojrzalsze, lepiej przygotowane. Będzie im
        łatwiej.
        • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 15:00
          Będą lepiej pisać, czytać. A do
          > tego są tarsze, czyli dojrzalsze, lepiej przygotowane. Będzie im
          > łatwiej.
          • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 15:01
            Bzdury.
            • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 18:52
              Tzn trudniej im będzie?
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 21:57
                Tak, tak...napewno będzie im łatwiej big_grin No szok po prostu. 6-latki
                będą mieć łatwiej, będą szybciej pisać i czytać od dzieci rok czy
                dwa starszychbig_grin big_grin big_grin Coraz bardziej mnie to bawismile
    • alabama8 Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 09:33
      Mój bobas już 7-mio letni (ze stycznia 2003) kończy w tym roku
      zerówkę. Jego zerówka jest w ramach "nowego burdelu programowego"
      klasą łączoną z 6-cio latkami. Tak więc uczy się razem z dziećmi
      wśród których są jeszcze 5-cio latki o głowę mniejsze od niego
      maleństwa. I co się okazało na ostatnim szkolnym zebraniu? Do
      pierwszej klasy idzie rocznik 2003, a młodsze będą ... powtarzać
      zerówkę.
      Młody stracił rok ucząc się z maluszkami, bo nauczycielka jakoś
      musiała wyrównać poziom. Te maluszki teraz znowu stracą kolejny rok
      powtarzając zerówkę. Nie wiem czy to wszystko jest chore, głupie,
      bylejakie, bo takiej sytuacji nie da się podsumować.
      • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 09:50
        a rodzice sie nie buntują? Bo to totalny bezsens, mój 6-latek jest w pierwszej
        klasie bez zerówki, a styczniowa 5-latka idzie do zerówki i nie wyobrażam by
        musiała tam chodzić 2 lata.
    • ese1 Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 10:07
      afrikana napisała:

      > szkołach średnich czy na studia, to jest oczywiste i wyjdzie raczej
      > na niekorzyść tych młodszych.

      a co to za filozofia? wcale to tak nie dziala. Kiedy ja szlam do szkoly bylo
      kilkoro dzici, ktore rodzice rok wczesniej do szkoly posylali, tylko teraz chce
      sie to zrobic obowiazkiem. Nie jest na pewno tak, ze ten 'rok' do przodu ciagnie
      sie za dziecmi w nieskonczonosc. Jezeli sa w grupie szesciolatki slabsze, to na
      pewno ten poziom przez pierwsze 3 lata sie wyrowna.
      • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 10:37
        Nie jest na pewno tak, ze ten 'rok' do przodu ciagni
        > e
        > sie za dziecmi w nieskonczonosc. Jezeli sa w grupie szesciolatki
        slabsze, to na
        > pewno ten poziom przez pierwsze 3 lata sie wyrowna.

        dokładnie. też nam tłumaczono, że to się wyrównuje ok 3-4 klasy.
        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:26
          dokładnie. też nam tłumaczono, że to się wyrównuje ok 3-4 klasy.

          joanno, a te trzy, cztery lata gonienia za starszakami są nieważne ?
          Myślisz, że maluchom będzie tak samo łatwo jak tym starszym, którzy
          będą się uczyli tego samego ?
          • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:33
            ale dlaczego mają w ogóle kogolowiek gonićsmile?

            podstawę programową w nauczaniu poczatkowycm z tego co wiem przecież
            raczej obniżono, czyli dostosowano do 6-latków. to 7 latek może się
            raczej nudzić niż 6 latek gonić.
            • kowali Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:44
              w wielu szkołach powstaną dwie I klasy: 6 i 7 latków. jest to jakieś
              rozwiązanie i dzieci nie są "mieszane" wiekowo i nie muszą
              nadganiać. w szkole, do któej złożyłam podanie tak ma być i to jest
              dobre
              • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:50
                mój syn też będzie chodził własnie do takiej klasy dla samych 6-
                latków.
            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:46
              I egzamin gimnazjalny będzie zmieniony na łatwiejszy ? I później
              materiał w szkołach średnich również ułatwiony ? I tak już do
              ostatniego szczebla edukacji ? Czyli obniżamy poziom ???? Bo już nie
              rozumiem...aby wszytsko zostawić tak jak jest, zabraknie tego roku,
              czyli 1 klasy, w której "ponoć" robi się to samo co w zerówce, czyli
              w 2 klasie, to samo co w 3, w 3 co w 4,itd. Czyli dzisiejszy
              materiał z klas 6, będzie realizowany dopiero w gimnazjach ????? No
              bo skoro Ci młodsi nie będą musieli nic nadganiać, to znaczy, że
              obniżamy poziom w podstawówce, gimnazjum, liceum. Cofamy się o rok z
              materiałem ???
              • nika_j Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 13:37
                Teoretycznie z materiału nic nie wypada. W praktyce będziemy mieli zaś sytuację,
                że średni poziom wiedzy absolwenta podstawówki spadnie i to się będzie ciagnęło
                aż do matury. Trudno wprawdzie sobie wyobrazić jeszcze gorszy poziom w
                gimnazjach i liceach, ale u nas - jak wiadomo - nic nie jest niemożliwe.
              • kozauwoza Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 17:55
                afrikana napisała:

                > czyli 1 klasy, w której "ponoć" robi się to samo co w zerówce

                Nie wiem czy w zerówce pisze sie po 2 strony w zeszycie, uczy
                ortografii i przepisuje czytanki.
          • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 15:03
            Jakiego gonienia?
      • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 10:53
        ese1 napisała:
        Kiedy ja szlam do szkoly bylo
        > kilkoro dzici, ktore rodzice rok wczesniej do szkoly posylali,
        >tylko teraz chce sie to zrobic obowiazkiem.
        Tylko "nieobowiązkowo" do szkoły szły te 6-latki, które były lepiej
        przystosowane do szkoły niż średnia przystosowanie do szkoły wśród 6-
        latków. Obowiązkowo to pójdą wszystkie - także te zupełnie
        nieprzystosowane...

      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:23
        a co to za filozofia? wcale to tak nie dziala. Kiedy ja szlam do
        szkoly bylo
        > kilkoro dzici, ktore rodzice rok wczesniej do szkoly posylali,
        tylko teraz chce
        > sie to zrobic obowiazkiem.
        Po pierwsze, kiedyś szły dzieci zdolne i lepiej zaradne. Po prostu
        gotowe do tego. Mogły być też z początku roku na przykład. Teraz
        pójdą wszystkie jak leci i nikt się nie zastanowi czy są gotowe.
        Mają sobie radzić tak jak dzieci starsze i już. Mają realizować ten
        sam materiał, mieć takie same sprzwdziany, egzaminy i wymagania. Kto
        będzie miał łatwiej a kto trudniej ?

        Nie jest na pewno tak, ze ten 'rok' do przodu ciagni sie za dziecmi
        w nieskonczonosc. Jezeli sa w grupie szesciolatki slabsze, to na
        > pewno ten poziom przez pierwsze 3 lata sie wyrowna.

        No tak...a te pierwsze trzy lata to Twoim zdaniem się nie liczą ?
        Przecież wszyscy wiemy, że start w szkole jest najważniejszy i ma
        wpływ na chęć do nauki i chodzenia do szkoły. Właściwie te pierwsze
        trzy lata są kluczowe. Dziecko może albo się zachęcić do nauki albo
        wręcz zniechęcić. A to się później odbija prze długie lata i na
        psychice i na stanie wiedzy. Braki z początku edukacji są odczuwalne
        już zawsze. Przeraża mnie ten pęd maluchów za starszakami. Będą
        musiały im dorównywać, gonić je, bo egazamin gimnazjalny jest jeden
        i ułatwiony nie będzie. Nikt im nie da taryfy ulgowejuncertain
        • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:37
          poki co też jest wybór - możesz posłać 6- latka do I klasy, ale nie
          musisz (w tym roku i następnym).

          za 2 lata problem zniknie, bo nie będzie mieszanych roczników, klasy
          będa jednorodne rocznikowo, więc nikt za nikim pędzić nie będzie
          musiał.
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 12:49
            Ponawiam pytanie...czy w takim razie egazmin gimnazjalny będzie
            ułatwiony dla młodszych ?

            No bo skoro nie muszą nadganiać, a w p1 klasie będą robić to co
            w "0", to zbarknie roku na zrealizowanie materiału na tym poziomie,
            który jest teraz.
            • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 15:12
              Ale sie uparłas.
              Dlaczego ma ulec zmianie?
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 22:04
                Bo wy się coś motacie w zeznaniach smile
                Raz piszecie, że dzieciaki nie będą musiały nadganiać z materiałem,
                czyli, że będzie dostosowany dla 6-latków, a za chwile piszecie, że
                nic się nie zmienia, materiał ten sam, egzamin ten sam. Może się w
                końcu zdecydujecie ? smile

                To w końcu - materiał dostosowany dla młodszych ?, czy zostaje ten
                sam i dzieciaki nadganiają z programem ? No bo w 1 klasie robią to
                co w "0", czyli kiedy realizacja starego programu ? 6 lat starego
                materiału ma być realizowane w 5 lat nowego? (Pierwszy rok odpada,
                bo to tak jakby zerówka)
                • learning-to-fly Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 02:13
                  A może po prosu dzieciaki nie będą dublowały materiału z zerówki w pierwszej
                  klasie, dzięki czemu niczego nie będzie trzeba obniżać? Jak byłam w zerówce, to
                  uczyliśmy się szlaczków, pisać, czytać, liczyć, jak poszłam do pierwszej klasy
                  to uczyliśmy się...szlaczków, pisać, czytać, liczyć mniej więcej 3/4 roku, dla
                  mnie, jako dziecka, pierwsza klasa była mordęgą i jedną wielką nudą, sama siebie
                  podziwiam, że się ie zniechęciłam do szkoły wink
                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:46
                    MOże dla Ciebie 1 klasa była mordęgą bo byłas zdolna. Dla mnie w 1
                    klasie było w sam raz. Jakieś tam podstawy wyniosłam z '0', ale tak
                    naprawdę wszystko wyćwiczyłam i utrwaliłam w szkole. W zerówce
                    pomalutku już dukałam i pisałam pierwsze zdania, ale dopiero w
                    szkole nabrałam wprawy i płynności.
            • dorek3 Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 10:29
              Skoro jest możliwość wyboru i dalej 6-latek może ale nie musi iść do pierwszej klasy to, nawet przyjmując że faktycznie musi coś doganiać, dlaczego ma to powodować jakiekolwiek obniżanie poziomu egzaminów? Był wybór, ktoś podjął decyzję, ktoś musi ponieść konsekwencje.
              Nie widzę różnicy między tym co było kiedyś, a teraz poza różnicą w programie na korzyść dzieci młodszych.

              A tak przy okazji to chciałabym się podzielić następującymi spostrzeżeniami. Moi są w zerówce przedszkolnej, w grupie tylko rocznik 2003. Byłam 2 dni temu na zajęciach warsztatowych, które w części polegały na tym że rodzicie obserwowali jak są prowadzone zajęcia, jak dzieci dają sobie radę z zadaniami. Były 3 zadania (realizowane indywidualnie):
              1. dopasować wynik do działania matematycznego (wszystko w zakresie 20); generalnie cała grupa szybko i dobrze sobie poradziła o ile, jak mój syn, nie wymieszała sobie "puzli" z kolegą smile
              2. rozszyfrować kilkuwyrazowy tekst napisany alfabetem Morse'a. Dzieci dostały alfabet, klocki Logo i tekst. Wszyscy zrobili ale dużo sprawniej poradziły sobie dziewczynki, wśród chłopców 1 czy 2 zrobiło to równie szybko. Moim zdanie zadanie dość trudne.
              3. Z rozsypanki wyrazowej ułożyć życzenia wielkanocne i przeczytać. Poszło marnie, w grupie dobrze czyta kilkoro.

              Nie wiem jak do tego ma się poziom w pierwszej klasie (Panie twierdziły że korzystały z materiałów dla szkoły i klas I-III), ale na moje oko mało które dziecko będzie się nudzić w pierwszej klasie. Może więc warto przestać demonizować ten fantastyczny rozwój 6-latków i spojrzeć realnie na ich możliwości?

              Ja jestem bardzo zadowolona z decyzji o pozostawieniu w zerówce. Zarówno jeśli chodzi o umiejętności jak i rozwój emocjonalny. Ale moje dzieci nie są genialne tylko normalne, przeciętne jak sądzę.
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:05

                > Skoro jest możliwość wyboru i dalej 6-latek może ale nie musi iść
                do pierwszej
                > klasy to, nawet przyjmując że faktycznie musi coś doganiać,
                dlaczego ma to powo
                > dować jakiekolwiek obniżanie poziomu egzaminów? Był wybór, ktoś
                podjął decyzję,
                > ktoś musi ponieść konsekwencje.
                > Nie widzę różnicy między tym co było kiedyś, a teraz poza różnicą
                w programie n
                > a korzyść dzieci młodszych

                Ja wyboru nie będę miałasad Moja córka jest właśnie tym pierwszym
                obowiązkowym rocznikiem. I wiem, że będzie wtedy niezły sajgon w
                szkołachsad
                Gdybym mogła wybierać, puściłabym ją do szkoły dopiero jako 7-latkę.
          • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 13:10
            joanna_poz napisała:


            > za 2 lata problem zniknie, bo nie będzie mieszanych roczników,
            Raczej za 3. Część 7-latków z 2005 pójdzie do I klasy właśnie za 2
            lata + 6-latki z 2006.
            • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 13:12
              racja, za 3.
        • ese1 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 19:01
          afrikana napisała:
          > No tak...a te pierwsze trzy lata to Twoim zdaniem się nie liczą ?
          > Przecież wszyscy wiemy, że start w szkole jest najważniejszy i ma
          > wpływ na chęć do nauki i chodzenia do szkoły. Właściwie te pierwsze
          > trzy lata są kluczowe. Dziecko może albo się zachęcić do nauki albo
          > wręcz zniechęcić.

          a 7-miotelnie nie moze sie zniechecic? Kiedy wszystkie dzieci w wieku 6-ciu lat
          beda szly do szkoly, tj wszystkie kolezanki czy koledzy z podworka, dziecko
          przyjmie to zapewne jako stan normalny (nie na zasadzie dlaczego Zosia nie
          chodzi, a ja musze)
          po drugie za zniechecanie do nauki nie odpowiada wiek, tylko pani nauczycielka,
          ktora nie powinna uczyc 6-scioletnich dzieci
          resume: wcale nie jestem jakas wielka zwolenniczka szesciolatkow w szkole, ale
          rowniez robienie z tego paniki na zasadzie, ze moje dziecko za piec - dziesiec
          lat bedzie w gorszej sytuacji niz inne jest grubo przesadzone
    • nika_j Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 13:33
      Nie rozumiem pytania. Czemu dzieci, które idą razem do szkoły, "przerabiają" ten
      sam materiał, uczą się tego samego, mają mieć różne egzaminy? Czy teraz dzieci z
      grudnia i ze stycznia mają różne egzaminy? Czy dzieci mniej zdolne i bardziej
      zdolne maja różne egzaminy?
      A to, że część osób będzie "poszkodowana" to już ich pech. I tak zresztą szanse
      są wyrównywane, z niekorzyścią dla tych starszych, niestety. To owe siedmiolatki
      mogą miec pretensje, ze kiedy będą kończyły szkołę, będą na niższym poziomie niż
      ich starsi koledzy w tym samym wieku.
      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:17
        Nie rozumiem pytania. Czemu dzieci, które idą razem do
        szkoły, "przerabiają" te
        > n
        > sam materiał, uczą się tego samego, mają mieć różne egzaminy? Czy
        teraz dzieci
        > z
        > grudnia i ze stycznia mają różne egzaminy? Czy dzieci mniej zdolne
        i bardziej
        > zdolne maja różne egzaminy?
        Bo są często dużo młodsze ? Bo są mniej dojrzałe? Bo ciężej będzie
        im pojąć niektóre kwestie ? Bo jeszcze długo będą wolniej pisały i
        czytały ? I może biegać na czas też będą z takimi samymi wynikami?smile
        Przecież będą o głowę niższe...
        A tutaj będzie niekiedy nawet 2 lata różnicy a to dużo. A do tego
        dzieci będą młodsze niż dotychczas (a na tym etapie rozwoju różnice
        są jeszcze duże). A poza tym, ten sam materiał przerabiają tylko
        teoretycznie. Przecież wiadomo, że 7-latki będą pracowały o wiele
        szybciej (szybciej piszą, czytają)i będą miały szanse na wiele
        dodatkowych materiałów. Wiadomo, że nauczycielowi łatwiej jest dać
        coś "extra" niż pomóc opanować materiał temu, kto sobie nie radzi i
        pracuje dużo wolniej. Ja np. uczę angielskiego i z zagadnieniem
        chociażby uczenia godzin na zegarze w 2 klasie nie startuję,
        natomiast starsze dzieciaczki łapią to w mig, bo dorosły do tego i
        już kumają o co chodzi. I tak będzie z wieloma rzeczami. Te starsze
        na łatwiejszym programie będą szły jak burza i będą mogły rozszerzyć
        wiedzę, a te maluszki będą się męczyć żeby im dorównać.

        > A to, że część osób będzie "poszkodowana" to już ich pech. I tak
        zresztą szanse
        > są wyrównywane, z niekorzyścią dla tych starszych, niestety.
        No i sama potwierdziłaś, że jest tak jak mówię. To młodsze
        dzieciaczki są poszkodowane, bo będą musiały realizować trudniejszy
        dla siebie materiał.

        To owe siedmiolatk
        > i
        > mogą miec pretensje, ze kiedy będą kończyły szkołę, będą na
        niższym poziomie ni
        > ż
        > ich starsi koledzy w tym samym wieku.
        Jak to ???? No przeciez ponoć mają zdawać taki sam egzamin
        gimnazjalny jak ich starsi koledzy ????
        To tylko Ci młodsi będą musiali do niego nadgonić. Ci starsi sobie
        poradzą tym bardziej.
        • zyza2 Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:47
          Ja widzę , że z reformy zrobiła się histeria narodowasmile)
          Nie przesadzajcie , że w wieku 12 lat różnice w rozwoju dzieci są
          ogromne. Moja dziewięciolatka wydaje mi się dużo dojrzalsza i
          mądrzejsza od niejednego 11 -latka. Albo dziecko jest zdolne albo
          nie i wiek tu nie ma dużo do znaczenia.
          • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 15:26
            zyza2 napisała:

            > Ja widzę , że z reformy zrobiła się histeria narodowasmile)
            > Nie przesadzajcie , że w wieku 12 lat różnice w rozwoju dzieci są
            > ogromne. Moja dziewięciolatka wydaje mi się dużo dojrzalsza i
            > mądrzejsza od niejednego 11 -latka. Albo dziecko jest zdolne albo
            > nie i wiek tu nie ma dużo do znaczenia.

            to fakt.
            jedna z mam, na zebraniu w szkole poświęconemu właśnie 6-latkowm w I
            klasie i reformie, w swej histerii zabrnęła nawet dalej niż autorka
            tego wątku, bo swoje watpliwości miała nie co do gimnazjum i równych
            szans, ale ukończenia studiów i dyskryminacji na rynku pracy
            tych "młodszych" wobec tych "starszych"smile
            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 22:22
              > klasie i reformie, w swej histerii zabrnęła nawet dalej niż
              autorka
              > tego wątku, bo swoje watpliwości miała nie co do gimnazjum i
              równych
              > szans, ale ukończenia studiów i dyskryminacji na rynku pracy
              > tych "młodszych" wobec tych "starszych"smile

              ale tego, że w jednym roku będzie dwa razy więcej absolwentów i
              wstępujących na rynek pracy, to już nie widzisz ?
              • learning-to-fly Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 02:24
                afrikana napisała:
                > ale tego, że w jednym roku będzie dwa razy więcej absolwentów i
                > wstępujących na rynek pracy, to już nie widzisz ?

                Uważasz, że całe roczniki hurtem, niejako z urzędu wchodzą w tym samym czasie na
                rynek pracy? Różnica na studiach między najmłodszymi a najstarszymi w mojej
                grupie to ok 6-7 lat. I wszyscy teoretycznie mogą wejść na rynek pracy w tym
                samym czasie, nikomu nie przyszło do głowy, że ktoś jest pokrzywdzony. Przepaści
                intelektualnej czy emocjonalnej też nie widać.
                Nie przesadzasz trochę? Studiują dorośli ludzie a nie małe dzieci, powinni sami
                umieć o siebie zadbać. A jak na to samo stanowisko będzie startował też
                pracownik z doświadczeniem, to też będzie dyskryminacja? A jak ktoś się w wyżu
                urodził? Taki, to dopiero ma pecha...
                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:40
                  Ok learning, przekonałaś mnie smile W tek kwestii faktycznie
                  przesadziłam smile
              • ada828 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:21
                Zbyt daleko idący wniosek. Od roku 2009 nie ma dwa razy więcej klas pierwszych,
                nie powstały nagle szkoły: rocznik 2003 jest najmniej liczny pod okresu
                powojennego (jak słyszałam).
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 22:12
            > Nie przesadzajcie , że w wieku 12 lat różnice w rozwoju dzieci są
            > ogromne. Moja dziewięciolatka wydaje mi się dużo dojrzalsza i
            > mądrzejsza od niejednego 11 -latka.

            zyza, my tutaj piszemy głównie o dzieciach 5 (te z końca roku), 6 i
            7-letnich. Naprawdę nie widzisz różnicy ? To dziwne jak dla mnie.

            Albo dziecko jest zdolne albo
            > nie i wiek tu nie ma dużo do znaczenia.

            Ha, ha, ha smile i nie ma czegoś takiego jak gotowość i dojrzałość
            emocjonalna?
            I rozumki u takich małych dzieci są takie same bez względu na
            wiek ????? I każdy 5-latek jest w stanie nauczyć się godzin na
            zegarku w takim samym tempie i z taką samą łatwością co 7-latek ?
            Doprawdy ?
            To może posyłajmy już trzylatki do szkoły...co za różnica. Jak
            zdolne, to sobie poradzismile
            • zyza2 Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 07:39

              > Ha, ha, ha smile i nie ma czegoś takiego jak gotowość i dojrzałość
              > emocjonalna?
              > I rozumki u takich małych dzieci są takie same bez względu na
              > wiek ????? I każdy 5-latek jest w stanie nauczyć się godzin na
              > zegarku w takim samym tempie i z taką samą łatwością co 7-latek ?
              > Doprawdy ?
              > To może posyłajmy już trzylatki do szkoły...co za różnica. Jak
              > zdolne, to sobie poradzismile


              Ja myślę, że może wogóle nie posyłać dzieci do szkoły bo im się tam
              krzywda staniesmile Ludzie, dzieci na świecie mają większe problemy niż
              pójście w wieku 6 lat do szkoły( wojny, klęski żywiołowe, itp).
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:10
                > Ja myślę, że może wogóle nie posyłać dzieci do szkoły bo im się
                tam
                > krzywda staniesmile Ludzie, dzieci na świecie mają większe problemy
                niż
                > pójście w wieku 6 lat do szkoły( wojny, klęski żywiołowe, itp).

                Wiesz co ? To skończ już tą dyskusję skoro Ci nie odpowiada. Nie
                będę rozmawiać w tym tonie. Mam prawo troszczyć się o losy mojego
                dziecka nawet wtedy, kiedy umiera pół świata i nic Ci do tego. A Ty
                może jeszcze mi powiesz, że nigdy na nic nie narzekasz skoro inni
                mają gorzej ???
        • nika_j Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 14:52
          afrikana napisała:


          > Bo są często dużo młodsze ? Bo są mniej dojrzałe? Bo ciężej będzie
          > im pojąć niektóre kwestie ? Bo jeszcze długo będą wolniej pisały i
          > czytały ? I może biegać na czas też będą z takimi samymi wynikami?smile
          > Przecież będą o głowę niższe...
          > A tutaj będzie niekiedy nawet 2 lata różnicy a to dużo. A do tego
          > dzieci będą młodsze niż dotychczas (a na tym etapie rozwoju różnice
          > są jeszcze duże).

          Co ma wzrost do wiedzy? Moje dziecko jest z końca grudnia, jest prawie
          najmniejsze w klasie, a ma najlepsze wyniki w swojej klasie.
          Szkoła nie ma za zadanie wyrówanć wiedzy wszystkich dzieci do jednakowego,
          niskiego poziomu, bo jakieś dziecko nie nadąża. Zawsze będa dzieci zdolniejsze i
          mniej zdolne. Podejrzewam, że gimnazja mimo wszystko zwiekszą nabór w tym
          podwójnym roczniku, wiec problemu ze szkołami nie będzie. I tak do najlepszych
          gimnazjów trafia ci najzdolniejsi. Między zdolnym sześciolatkiem a zdolnym
          siedmiolatkiem po 6 latach nauki różnic praktycznie nie będzie.



          > No i sama potwierdziłaś, że jest tak jak mówię. To młodsze
          > dzieciaczki są poszkodowane, bo będą musiały realizować trudniejszy
          > dla siebie materiał.
          >
          > Jak to ???? No przeciez ponoć mają zdawać taki sam egzamin
          > gimnazjalny jak ich starsi koledzy ????
          > To tylko Ci młodsi będą musiali do niego nadgonić. Ci starsi sobie
          > poradzą tym bardziej.

          Nie, to starsi koledzy będą zdawali ten sam egzamin co młodsi. Różnica jest
          taka, że młodsi bez trudu opanują ten materiał, bo będzie on dostosowany do
          nich, nie do starszych. To nie młodsi będa gonić, a starsi będą hamowani, w
          efekcie oba roczniki będa na podobnym poziomie po 6 latach. Obawy są więc na
          wyrost. Poza tym to, co jest dużą różnicą na starcie (6 a 7 lat), po sześciu
          latach naprawdę nie stanowi większej różnicy.
          • michulanka Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 17:16
            "Między zdolnym sześciolatkiem a zdolnym
            siedmiolatkiem po 6 latach nauki różnic praktycznie nie będzie" A moze warto
            spytac sie psychologow o zdanie? Kazdy powie, ze roznice beda...Moze nie w
            ilorazie inteligencji ale w rozwoju emocjonalnym napewno, a ten w okresie
            dojrzewania ma ogromne znaczenie. Gdyby pomiedzy dziecmi z roznych rocznikow nie
            bylo zadnych roznic to powinnismy miec szkoly jak w Afryce czy niegdys na wsi z
            klasami mieszanymi dla dzieci w kazdym wieku. U mojej corki w szkole jest
            wydzielona 1 klasa 6latkow i wydzielona klasa bardziej uzdolnionych 7latkow.
            Warto porozmawiac z nauczycielami na temat roznicy pomiedzy dziecmi z jednej
            klasy a drugiej - jest sporo pomimo jednakowego programu. W tych dyskusjach
            warto nie zapominac o realiach polskiej szkoly. Zapomnialo o tym ministerstwo i
            to jest paranoja. Nie wierze, ze nie wiedza o takim zjawisku w szkole jak
            rywalizacja miedzy klasami...W tej rywalizacji klasy 6latkow beda zawsze
            przegrywac. Z ubawieniem czytam opowiesci o cudownie uzdolnionych 6latkachsmile
            Napewno takie sa, ale nie dla nich powinno robic sie reforme. Dzieci wybitnie
            uzdolnione i tak zawsze mialy szanse przeskakiwania klas. W koncu slyszy sie
            czasem o 15letnich studentach - inna sprawa, ze raczej nie w Polsce...U nas
            wedlug niektorych sa genialne 6latki i niedouczeni gimnazjaliscismile
            • zyza2 Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 18:38
              Jeśli wspominamy o rywalizacji to powinnśmy sobie uświadomić , że to
              my rodzice i nasze wybujałe ambicje zmuszają dzieci do rywalizacji.
              Moja starsza córka uczy się drugi rok w szkole bez stresu ani ja ani
              nauczycielka nie zmusza dziecka do wyścigu szczurów. Droga edukacji
              jest długa, moja trwała 17 lat i uważam , że roztkliwianie się nad
              szkołą podstawową jest bezsensowne. Moje dziecko pójdzie do szkoły
              jako 6 -latek, szybciej zacznie szybciej skończy, bez roztkliwiania
              się.
              Poświęcajmy dzieciom czas , kochajmy je i akceptujmy a żadna
              reforma nie zabierze im dzieciństwa ani nie wyrządzi krzywdy.
            • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 18:43
              niestety uzdolnone dzieci w polsce i nie tylko mają kiepsko w większości
              przypadków uncertain Lepiej być średniakiem i musieć wkuwać nad książkami, bo wtedy
              nabiera sie nawyku ucznie sie, a dziecko uzdolnione nie musi wkuwać, często
              wystarczy przypomnieć sobie co było na lekcji czy raz przeczytać i tego nawyku
              nie ma. Jak rodzice w domu nie zadbają o jego wyrobienie, nie wiem w jaki sposób
              to potem może być różnie. Może jesli jest geniuszem to i przez studia tak
              przeleci, jeśli nie to na studiach dostanie obuchem w głowę uncertain Piszę to na
              własnym przykładzie, w szkole miałam same piątki praktycznie nie przykładając
              sie do nauki, na studiach już nie było tak różowo uncertain I to nie tylko bariera
              językowa (chodziłam do szkoły w innym kraju). Teraz moje dzieci idą do szkoły i
              je obserwuje jak im będzie szło.
            • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 18:46
              > U nas wedlug niektorych sa genialne 6latki i niedouczeni
              gimnazjaliscismile
              Wszystko się zgadza - dzieci po kilku latach szkoły rzeczywiście są
              głupsze niż wcześniej wink
          • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 18:44
            nika_j napisała:

            > Podejrzewam, że gimnazja mimo wszystko zwiekszą nabór w tym
            > podwójnym roczniku, wiec problemu ze szkołami nie będzie. I tak do
            najlepszych
            > gimnazjów trafia ci najzdolniejsi.
            Wiesz jaki jest teraz standart w gimnazjach? 6 klas po 28-30 osób w
            roczniku - a teraz do gimnazjów startuje niż demograficzny. Ciekawe
            jak będzie wyglądał w gimnazjum taki podwójny rocznik - chyba na 2
            zmiany będą się uczyć.

          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 01.04.10, 22:20
            Nie, to starsi koledzy będą zdawali ten sam egzamin co młodsi.
            Różnica jest
            > taka, że młodsi bez trudu opanują ten materiał, bo będzie on
            dostosowany do
            > nich, nie do starszych. To nie młodsi będa gonić, a starsi będą
            hamowani, w
            > efekcie oba roczniki będa na podobnym poziomie po 6 latach. Obawy
            są więc na
            > wyrost. Poza tym to, co jest dużą różnicą na starcie (6 a 7 lat),
            po sześciu
            > latach naprawdę nie stanowi większej różnicy.

            ???? To może mi tutaj napisz w końcu, że egzamin gimnazjalny będzie
            ułatwiony i ramy programowe obcięte dla potrzeb 6-latków, bo
            przeciez w kółko piszecie coś zupełnie innego !? No to ma byc w
            końcu łatwiejszy ten egzamin czy nie? Czy program zostaje taki
            sam ??? Bo się dopytać nie mogęuncertain

            No bo jeśli ma być poziom obniżony (ułatwiony egz.gimnazjalny itd),
            to faktycznie 7-latki tracą.
            Ale jeśli ramy programowe ostatecznie zostają takie jak od lat były
            dla 7-latków, to nikt mi nie powie, że 6-latkom będzie łatwiej ,a 7-
            latki będą pokrzywdzone.
            • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 01:27
              teraz to w ministerstwie sami nie wiedzą jak to będzie, teraz weszła nowa
              podstawa programowa, jest dopiero 1-szy rok, więc nikt ci nie powie jak to
              będzie wyglądało dla obecnych 6-latków.
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:13
                acha, czyli potwierdziłaś moje obawy. Jeden wielki burdel na
                kółkach, jak zwykleuncertain
                Tylko powiedz mi, czemu połowę dyskusji tutaj udowadnialiście, że
                już wszystko w tym temacie wiadomo i nie ma o co się martwić ? Że
                niby takie wszystko dla tych 6-latków dostosowane... ?
            • izzo Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:29
              Osobiście nie rozumiem tej histerii. Zanim dziecko 6-letnie dojdzie do 6 klasy,
              bedzie w pełni dojrzałe emocjonalnie, tak jak zaczynający szkołę 7-latek.
              Naprawde jest przepaść emocjonalno-intelektualna między piatoklasistami a
              szóstoklasistami? Nie zauważyłam. Różnica między nimi jest taka, że ci pierwsi
              krócej się uczą, więc średnio mają mniej wiadomości niz przeciętny
              szóstoklasista. To raz.
              Pytanie o sprawdzian szóstoklasisty jest otwarte, bo program i jego zmiany będą
              szły razem z dziećmi, tzn. o tym, jaki będzie program i wymagania dla
              "zreformowanych" dzieci, dowiemy się za kilka lat. Podejrzewam jednak, ze nawet
              jeśli program jako taki pozostanie bez zmian (w co niem wierzę, bo na pewno cos
              tam przy nim zmajstrują) to i tak na tym etapie nie bedzie to miało większego
              wpływu na różnice między 6-latkami a 7-latkami zaczynającymi edukację 6 lat
              temu, bo w tym wieku to głównie liczba lat, spędzonych na edukacji, a nie
              dojrzałość emocjonalna decyduje o wyniku, w przeciwieństwie do lat początkowych.
              A co za tym idzie, nie rozumiem, dlaczego wymagania egzaminu gimnazjalnego
              miałyby być obniżone.
              Inną sprawą jest większa konkurencja. Obecnie tłumacząc się niżem w moim mieście
              zlikwidowano 2 gimnazja, a kolejne jest zagrożone, bo zamiast wykorzystać niż do
              zmiejszenia liczebności klas, te się po prostu likwiduje. Licea też borykaja się
              z naborem, zatem sadzę, że ze zwiększeniem liczby miejsc w szkołach nie będzie
              aż takiego problemu, jeśli część osób pośle dzieci jako 6-latki w 2011, a nie
              7-latki w 2012. Ja w każdym razie osobiście, gdybym miała nawet umiarkowanie
              zdolne dziecko, posłałabym je teraz rok wcześniej jako sześciolatka, choćby
              dlatego, żeby nie czuło się opóźnione, ucząc się w klasie z 6-latkami.
              Myślę, że osoby w miare zdolne czy średnie nie mają się czego obawiać, najwyżej
              sytuacja w liceach wróci do normalności i nie będzie w niej młodzieży, która
              trafia tam z liczbą punktów poniżej 100, a która tak naprawdę powinna wylądować
              w zawodówce.
    • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 10:45
      "Nowa podstawa programowa zakłada, że w 1klasie dzieci nauczą się czytać i pisać. Do tej pory nauka tych umiejętności była w praktyce rozdzielona na dwa lata. W zerówce dzieci poznawały litery, tak że na koniec roku większość z nich potrafiła już czytać. Dodatkowo dzieci były przygotowywane do nauki pisania: ćwiczyły rączkę lepiąc plastelinę, wycinając, i rysując np. szlaczki, uczyły się też zapisywać pierwsze proste wyrazy np. swoje imię. Oczywiście w różnych przedszkolach stosowano różne metody pracy, tak że poziom dzieci idących do szkoły nie był jednakowy. "
      W temacie kaligrafowania w pierwszej klasie 6cio latka:
      Nowa podstawa programowa zakłada, że w 1klasie dzieci nauczą się czytać i pisać. Do tej pory nauka tych umiejętności była w praktyce rozdzielona na dwa lata. W zerówce dzieci poznawały litery, tak że na koniec roku większość z nich potrafiła już czytać. Dodatkowo dzieci były przygotowywane do nauki pisania: ćwiczyły rączkę lepiąc plastelinę, wycinając, i rysując np. szlaczki, uczyły się też zapisywać pierwsze proste wyrazy np. swoje imię. Oczywiście w różnych przedszkolach stosowano różne metody pracy, tak że poziom dzieci idących do szkoły nie był jednakowy."
      Kaligrafowanie 6cio latka? Dajmy wypowiedzieć się ekspertom:
      wyborcza.pl/1,75515,6102907,Jak_trudno_trzymac_pioro.html?as=1&ias=2&startsz=x
      Jeżeli chodzi o program:
      "W praktyce dzieci muszą zrealizować w ciągu roku program 2lat. Siłą rzeczy są sadzane w ławkach aby nadganiać program i doścignąć pod każdym względem lepiej rozwinięte 7latki(lepiej rozwinięte fizycznie, społecznie intelektualnie etc.). Zapewnienia niektórych dyrektorów szkół, że program 1klasy jest taki sam jak dawnej zerówki nie są zgodne z prawdą."
      www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090916/NAUKA/845262441
      ratujmaluchy.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=167&Itemid=
      http://www.forumrodzicow.pl/menu2/projekt-obnizenia-wieku-szkolnego/zdania-ekspertow/opinia-polskiego-towarzystwa-dysleksji/
      www.forumrodzicow.pl/menu2/projekt-obnizenia-wieku-szkolnego/zdania-ekspertow/opinia-prof-danuty-waloszek/
      Prawda czasu, prawda ekranu. Świetny tekst oddający obłudę pożal się Boże minister:
      www.rp.pl/artykul/9157,441083_Elbanowski__Prawda_czasu___prawda_ekranu.html

      Podsumowanie - bilans półrocza reformy, która wg niektórych absolutnie nie jest szkodliwa dla 6cio latków:
      www.dziennik.pl/wydarzenia/article555711/Szesciolatki_w_szkolach_bilans_polrocza.html
      Wiele szkół jest owszem dostosowanych do maluchów, ale nie wszystkie...bywa naprawdę tragicznie:
      wiadomosci.onet.pl/2125973,11,,item.html

      Ludzie, opanujcie się. To że WASZE dziecko radzi sobie dobrze, że WASZE dziecko dobrze czyta, pisze i nie wiem co jeszcze, może w wieku 6ciu lat jest gwiazdą grającą na perkusji w youtub-ie oznacza tylko tyle, że WASZYM dzieciom nie stanie się krzywda. Ale stanie się całej masie mniej uzdolnionych sześciolatków. Przynajmniej do czasu w którym do 1 klasy idą razem 6cio i 7mio latki. Mówienie, że w sensie intelektualnym i społecznym nie ma różnic między 6cio i 7mio latkiem przeczy prawom natury. Znaczy się, że nie ma różnic też między 5cio, a 6cio, między 7mio, a 8mio etc.
      To, co wymyśliło ministerstwo to eksperyment na najsłabszym elemencie społeczeństwa, na jego żywej tętniącej tkance jaką są nasze dzieci. Eksperyment robiony na siłę (zmuszanie rodziców do wysyłania dzieciaka do 1 klasy, bo w zerówce jest ZAKAZ uczenia czytania:
      www.polskaedukacja.pl/index.php/maluchy/86-qmaluchy-ponios-konsekwencje-bdow-reformyq-wywiad-z-dorot-dziamsk-ekspertem-akcji-ratuj-maluchy.html
      archiwum.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-78006.html
      zamykanie zerówek w przedszkolach etc), eksperyment kompletnie nieprzygotowany. To jest liberalność wg Pani Hall??



      www.polskaedukacja.pl/index.php/maluchy/86-qmaluchy-ponios-konsekwencje-bdow-reformyq-wywiad-z-dorot-dziamsk-ekspertem-akcji-ratuj-maluchy.html
      Polecam zapoznanie się z akcją ratujmymaluchy (cytaty ze strony akcji). Oczywiście i tak niewiele można zdziałać, ale podstawa to mieć świadomość tego o czym mówimy, a nie powtarzanie zasłyszanych informacji, albo bazowanie na tym, że skoro mojemu dziecku jest dobrze to znaczy że wszystko jest git.
      A na koniec podsumowanie. Czy wiecie które państwo ma najlepsze wyniki w edukacji z krajów OECD? I w jakim wieku dzieci idą do szkoły?
      "W Finlandii dzieci zaczynają szkołę w wieku 7 lat i w dodatku nie od razu uczą się pisać. A potem jako 15-latki osiągają najlepsze wyniki wśród krajów OECD. To znaczy, że późniejsza nauka czytania i pisania wcale dzieciom nie szkodzi."

      Więcej... wyborcza.pl/1,76842,6734546,Zerowko__pozwol_uczyc.html#ixzz0jvjuhhRR


      Ale my lubimy patrzeć na Zachód....No więc podsumowanie edukacji w Wielkiej Brytani:
      www.rp.pl/artykul/378870.html
      • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 10:48
        Sorry za zdublowanie fragmentu o podstawie programowej.
      • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 10:58

        "W praktyce dzieci muszą zrealizować w ciągu roku program 2lat. Siłą rzeczy są
        sadzane w ławkach aby nadganiać program i doścignąć pod każdym względem lepiej
        rozwinięte 7latki(lepiej rozwinięte fizycznie, społecznie intelektualnie etc.).
        Zapewnienia niektórych dyrektorów szkół, że program 1klasy jest taki sam jak
        dawnej zerówki nie są zgodne z prawdą."
        Nasza szkoła raczej typowa wiejska, w zerówce nadal uczą literki, może nie
        wszystkie, w pierwszej klasie uczą literki od początku, jeszcze do tej pory
        wszystkich nie skończyli uncertain Gdzie tu jest program 2-lat w jednym roku? To że
        ministerstwo namieszało i sami nie wiedzą co robią, to zgadzam sie, nie podoba
        mi sie obecna podstawa programowa, wolałam starą. Są podręczniki które są
        bardziej zbliżone do starej niestety nie u nas. Moje dziecko lubi czytać
        podręczniki i pewnie będę wyszukiwać i podsuwać mu stare podręczniki do
        czytania. Syn dostał od starszego kolegi podręczniki do 1-szej i drugiej klasy,
        hit tygodnia dla oboich moich dzieciaków.
        • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 11:12
          Bo w waszej zerówce WBREW wytycznym ministerstwa uczą literek. Zgodnie z
          PROGRAMEM uczenie literek i czytania. Czyli połączenie z lat :literki z zerówki
          (wszystkie co do jednej nie w ciągu roku tylko w kilka miesięcy) plus czytanie,
          w ciągu jednego roku.

          TWOJE dziecko nie skończyło jeszcze literek w szkole i dla Ciebie to źle, bo
          miało już je w zerówce. Co innego dziecko, które nie miało literek wcześniej.
          Weź również pod uwagę, że niektóre podręczniki przewidują zdecydowanie krótsze
          wprowadzanie liter.

          TWOJE dziecko lubi czytać etc. Ale tak jak pisałam w poście powyżej to, że WASZE
          dzieci nie mają problemu to dobrze. To, że jest to krzywda dla wielu innych to
          co innego.

          "Jakoś to będzie" to już nasze narodowe hasło. Tyle, że "jakoś to będzie" nie
          powinno dotyczyć dzieci. A one posyłane przedwcześnie na tym tracą.
          • monix123 Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 11:20
            Ło matko...
            Jak ktoś już tu napisał..zrobiła się z tego histeria narodowa wink))
            a strony ratujmaluchy już nie mogę czytać...tendencyjna strasznie:
            ((((
            Wszędzie wujek samo zło sad
            • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 11:52
              To może jednak poczytać ekspertów?
              www.wyborcza.pl/1,75515,6102907,Jak_trudno_trzymac_pioro.html?as=1&ias=2&startsz=x
              www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090916/NAUKA/845262441
              www.forumrodzicow.pl/menu2/projekt-obnizenia-wieku-szkolnego/zdania-ekspertow/opinia-polskiego-towarzystwa-dysleksji/www.forumrodzicow.pl/menu2/projekt-obnizenia-wieku-szkolnego/zdania-ekspertow/opinia-prof-danuty-waloszek/
              www.polskaedukacja.pl/index.php/maluchy/86-qmaluchy-ponios-konsekwencje-bdow-reformyq-wywiad-z-dorot-dziamsk-ekspertem-akcji-ratuj-maluchy.html
              www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=szablon.depesza&dep=176296&data=&lang=PL&_CheckSum=502649618

              Poniżej eksperci, którzy są przeciw...No tak, ale oni wszyscy się nie znają.
              Histeryzują („ to histeria narodowa"). Wszędzie widzą wujka samo zło (a tacy
              wyrośnięci...). Oni tak naprawdę nic nie wiedzą i nie rozumieją. Mam rację?

              Najlepiej na wszystko się zgadzać bez gadania co nam nasza władza narodowa
              zapoda. Posłanie dzieci wcześniej do szkół bo w przedszkolach brak miejsc na
              idący baby boom? No problem. Zabieranie dzieci bo rozporządzenie (na razie
              wróciło do senatu) mówi że jeżeli pani socjalna nabierze podejrzeń, że dziecku
              może dziać się krzywda (no na przykład nieodpowiednio ubrane jest)? Luuzik.

              Są pewne rzeczy do których powinno się przykładać jakąś wagę. I tym są właśnie
              dzieci.


              EKSPERCI

              prof. dr hab. Piotr Petrykowski, Prodziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych
              Uniwersytetu Mikołaja Kopernika

              prof. dr hab. Grażyna Krasowicz-Kupis, Instytut Psychologii Uniwersytetu Marii
              Curie-Skłodowskiej

              prof dr hab. Danuta Waloszek, Akademia Pedagogiczna w Krakowie, specjalność:
              pedagogika przedszkolna

              prof. dr hab. Andrzej Nowakowski, Uniwersytet Rzeszowski

              dr hab. Bogusław Paź, Instytut Filozofii, Uniwersytet Wrocławski

              dr Joanna Sikorska, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, kierownik
              studiów podyplomowych dla nauczycieli wychowania przedszkolnego

              dr Sylwester Orzechowski, Instytut Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej

              dr Barbara Wiśniewska-Paź, Instytut Socjologii, Uniwersytet Wrocławski, socjolog
              edukacji

              dr Elżbieta Wieczór, Wydział Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
              dr med. Teresa Kibalenko-Nowak, lekarz pediatra, (spec. II stopnia), 54 lata
              doświadczenia w pracy z dziećmi, nauczyciel akademicki, konsultant pediatryczny
              miesięcznika Twoje Dziecko

              dr Mirosław Zientarski, adiunkt w katedrze pedagogiki Wyższej Szkoły Informatyki
              i Ekonomii (WSIiE) Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Olsztynie

              Maria Gudro, wiceprzewodnicząca Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów,
              rzeczoznawca MEN w zakresie opiniowania podręczników jęz. polskiego, specjalista
              kształcenia nauczycieli metodą dramy, edukator, egzaminator, autorka publikacji
              pedagogicznych dla nauczycieli, nauczyciel z 42 stażem

              Dorota Dziamska, dyrektor pracowni pedagogicznej Origami, prezes Polskiego
              Centrum Origami, autor systemu edukacyjnego Edukacja przez ruch, autorka książek
              pedagogicznych dla nauczycieli i materiałów edukacyjnych dla dzieci w wieku
              przedszkolnym i wczesnoszkolnym, konsultant metodyczny naucz. pocz. i wych.
              przedszkolnego, dyrektor ośrodka kształcenia nauczycieli

              Ewa Jakacka, wiceprzewodnicząca Polskiego Towarzystwa Dysleksji, dyrektor
              poradni psychologiczno-pedagogicznej w Pruszczu Gdańskim, współautorka
              publikacji edukacyjnych dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym,
              współautorka programów wychowania przedszkolnego

              Małgorzata Barańska, autorka podręcznika i inn. publikacji z zakresu edukacji
              wczesnoszkolnej, współautorka programów wychowania przedszkolnego, szkoląca
              nauczycieli wychowania przedszkolnego i nauczania początkowego

              Adam Trzciński, członek zespołu opracowującego "Nową Maturę", autor podręcznika
              dla nauczycieli historii, programów i materiałów dydaktycznych dla uczniów,
              recenzent podręczników, konsultant metodyczny, prowadzi warsztaty dla nauczycieli

              Jarosław Pytlak, Pomysłodawca i współautor "Jednolitego programu nauczania
              blokowego dla klas 4-6", za który otrzymał w 1999 roku medal Komisji Edukacji
              Narodowej. Laureat nagrody Ministra Edukacji Narodowej I stopnia. Autor i
              współautor podręczników oraz książek o tematyce pedagogicznej. Dyrektor Szkoły
              Podstawowej nr 24 oraz Zespołu Szkół STO na Bemowie. Prezes Zarządu Fundacji
              "Harcerska Wola".

              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:26
                Amwaw, dziękuję Ci bardzo za konkretysmile
                Wreszcie ktoś, kto ma rzetelne informacje i faktyczną wiedzę popartą
                źródłami i autorytetami. Odwaliłaś kawał dobrej roboty i
                odpowiedziałaś na wszystkie moję wątpliwości, które się niestety
                potwierdziły. Dzięki wielkiesmile

                I tak jak napisałaś - są pewne rzeczy do których powinno się
                przykładać jakąś wagę. I tym są właśnie dzieci.
                Słowa te kieruję
                do dziewczyny, która zarzuca mi bezpodstawną troskę czy nawet
                histerię w obliczu wojen i głodu na świeciesmile Żenujące doprawdy.
        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:39
          Po pierwsze yula spójrz dalej niż tylko na Waszą szkołę, bo nie jest
          jedyna w kraju.
          Po drugie, nie martw, jak dzieciaki nie nadrobią materiału teraz
          (notabene nie da rady, bo dzieciaki dobrze czytać i pisać muszą się
          najpierw nauczyć) to będą zasuwały jak dzikie osiołki w dalszych
          klasach, bo zaległy materiał zrealizować będą musiały (żeby podejśc
          do egz. gimnazjalnego wg ztarego programu)smile Jakoś ten rok nadrobić
          będą musiały, nie ma innego wyjśca. No chyba, ze będzie ułatwiony
          egzamin i wywalą z ram programowch jeden rok nauki, czyli obniżą
          poziom. W co wątpię.
          • learning-to-fly Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 23:02
            Ja chciałabym jeszcze zdementować jakieś plotki i straszliwe wizje egzaminu
            gimnazjalnego, do którego trzeba ryć dniami i nocami. Otóż ten egzamin NIE JEST
            TRUDNY, żadnej podstawy ciąć nie trzeba, wystarczy zająć się uczeniem, a nie
            miliardami akademii, apeli, rekolekcji i testów próbnych w ramach lekcji. Jakby
            zacząć efektywnie wykorzystywać czas, to okaże się, ze jest go w gimnazjum aż
            nadto. Co nie zmienia faktu, że nie każdy będzie miał >90 pkt., tak samo jak nie
            każdy będzie olimpijczykiem. Ale już wynik w okolicach 60-70 jest w zasięgu
            przeciętnego ucznia, jeśli włoży w to trochę pracy.
            Ja bardziej niż tym czy test będzie pisał 14- czy 15-latek martwiłabym się tym,
            że szkoła, zwłaszcza gimnazjum, zamienia się fabrykę "testorozwiązywaczy". I tu
            przydałaby się akcja z cyklu "ratujmy maluchy" czy "nie ogłupiajcie nam dzieci",
            ale jakoś zrywu zatroskanych rodziców nie widać na tym polu...
            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 03.04.10, 00:12
              Learning wg tego co napisałaś, w szkole liczy się tylko i
              wyłącznie nauka.

              Twoim zdaniem apele czy akademie szkolne nie są potrzebne ? A co z
              rolą socjalizacji, wpajania wartości (chociażby patriotycznych) i
              rozszerzania zakresu wiedzy w innych ważnych dziedzinach wiedzy i
              życia ??? Tylko siedzenie w ławce jest ważne ? I nos w książkę ???
              A do egazminów uczniowie mają podchodzić bez wcześniejszych
              próbnych ? Nawet przed maturą mają taką możliwość. Tutaj chodzi o
              spróbowanie własnych sił, obeznanie się z czymś nowym i redukowanie
              poziomu stresu przed egzaminem właściwym. Mają ot tak sobie z marszu
              po prostu podejść do czegoś zupełnie nowego ?
              Co do rekalekcji i ogólnie religii w szkole, to faktycznie nie tak
              powinno wyglądać, ale wpływu na to nie mamy.
              I chyba nie Tobie oceniać czy istniejący egzamin nie będzie trudny
              dla dzieci rok, półtora czy dwa lata młodszych, uczących się tyle
              samo co Ci starsi. Mogę się założyć, że wyniki egzaminów będą
              jednoznaczne i na niekorzyść tych młodszych.
              • learning-to-fly Re: 6 i 7-latki w szkołach 03.04.10, 00:46
                Większość akademii wygląda tak, ze co roku chór szkolny śpiewa te same pieśni, a
                uczniowie recytują te same wiersze, jeśli 8 lat "Legionów" itp. rok w rok Cię
                rozwijało patriotycznie, to byłaś wyjątkowo wrażliwym dzieckiem, większość śpi.
                Patriotyzm z powodzeniem można rozwijać na lekcjach każdego dnia, niekoniecznie
                nasz ulubiony, szablekowy.
                A co do egzaminów, nie uważam, że 1-2 próbne w trzeciej klasie zaszkodzą, ale co
                miesiąc od drugiej klasy już tak. Choćby z tego względu, że sam test skutecznie
                produkuje zastępy analfabetów i nie widzę sensu w utrwalaniu takiego modelu. A
                jak ktoś musi oswajać się z formą przez bite trzy lata, to z powodzeniem może to
                robić w domu.
                O trudności testów i efekcie testomanii gimnazjalnej podejrzewam, że mam
                większą wiedzę niż Ty, z tego prostego względu, ze i ja i większość moich
                kolegów załapaliśmy się na reformę, dzięki Bogu jeszcze bez testu po
                podstawówce. Test jest przeciętny, a przeciętna w gimnazjum jest, niestety,
                bardzo niska. Egzaminy sprzed reformy do LO były trudniejsze, a pisały je dzieci
                rok krócej chodzące do szkoły.
            • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 15:47
              > Ja chciałabym jeszcze zdementować jakieś plotki i straszliwe wizje egzaminu
              > gimnazjalnego, do którego trzeba ryć dniami i nocami. Otóż ten egzamin NIE JEST
              > TRUDNY

              A w to jestem w stanie uwierzyć. Jak zobaczyłam zeszłoroczną maturę z matematyki
              na poziomie podstawowym, to się załamałam. Bardziej przypominało to wymagania
              dla podstawówki za moich czasów, niż dla liceum. Teraz skrócimy jeszcze edukację
              podstawową o rok i w ogóle będzie świetnie.

              > Ja bardziej niż tym czy test będzie pisał 14- czy 15-latek martwiłabym się tym,
              > że szkoła, zwłaszcza gimnazjum, zamienia się fabrykę "testorozwiązywaczy". I tu
              > przydałaby się akcja z cyklu "ratujmy maluchy" czy "nie ogłupiajcie nam dzieci"
              > ,
              > ale jakoś zrywu zatroskanych rodziców nie widać na tym polu...

              Nie do końca słuszny zarzut. W momencie, kiedy jedna z poprzednich Bardzo
              Wspaniałych Reform Edukacji wprowadzała testy, pojawiały się protesty,
              wątpliwości i zarzuty, że zamieni to szkołę w kursy rozwiązywania testów. No ale
              święty i nie podlegający dyskusji argument, że przecież na Zachodzie... Choć na
              Zachodzie już widać było negatywne skutki testomanii.
          • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 15:29
            Ja nie wątpię. Nowa podstawa programowa jest pomyślana dla całej szkoły
            podstawowej i egzamin będzie do niej dostosowany. Skutkiem reformy jest
            skrócenie edukacji o rok. Nawet wprowadzenie obowiązkowego przedszkola dla
            pięciolatków, nie zmieni tego faktu. Cały czas głęboko się zastanawiam, jak
            skrócenie edukacji może doprowadzić do podniesienia jej poziomu...
            • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 16:01
              cahir4 napisała:

              > Cały czas głęboko się zastanawiam, jak
              > skrócenie edukacji może doprowadzić do podniesienia jej poziomu...

              Nikt nie przewiduje skracania - podstawówka teraz i przed reforma
              trwa 6 lat + zerówka, która będzie nadal obowiązkowa.
              • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 16:37
                Zerówek nie ma i nie będzie. To słowo w języku reformy jest zakazane. Oddziały przedszkolne są. Owszem będą obowiązkowe. I co z tego?
                Pozwolę sobie zacytować twórczynię reformy:
                "Nie mylmy przedszkola ze szkołą." (blizejprzedszkola.pl/nadzor)
                I dalej, żeby nie było wątpliwości:
                "Przedszkole jest budowaniem bazy dla następnego etapu edukacyjnego. W klasie pierwszej robi się nagminnie monografie liczb naturalnych. Nauczyciele muszą zdać sobie sprawę z tego, że nie można tego robić rok wcześniej."

                Zwracam uwagę na słowa: NIE MOŻNA TEGO ROBIĆ ROK WCZEŚNIEJ. To nie są moje słowa.

                Program ś.p. zerówki nie przechodzi do pięciolatków. I Bogu dzięki. Pięciolatki będą się zajmować osiąganiem dojrzałości szkolnej. A to, co "szkolnego" robiono w zerówce, musi się zmieścić w szkole podstawowej. Sześcioklasowej w sensie dosłownym.
                • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 17:22
                  cahir4 napisała:

                  > Program ś.p. zerówki nie przechodzi do pięciolatków. I Bogu
                  dzięki. Pięciolatki
                  > będą się zajmować osiąganiem dojrzałości szkolnej.

                  Chciałabym zauważyć że zerówka ś.p. nie miała w programie oficjalnym
                  w ogóle pisania! Owszem czytanie było ale oczywiscie nie tylko!.
                  Teraz w I klasie dzieci maja uczyć się czytac i pisac jednocześnie i
                  to akurat jest słuszne i naturalne. Zreszta tak juz kiedys było -
                  patrz elementarz Falskiego.
                  Tak czy siak program nauki w szkole podstawowej + jeden obowiazkowy
                  rok w przedszkolu nie uległ skróceniu. Nadal jest to 7 lat. Są
                  jedynie zmiany w tym programie. Można dyskutowac czy słuszne czy nie
                  ale napewno nie skrócone tylko inaczej w czasie rozmieszczone smile
                  • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 18:08
                    Ależ ja nie twierdzę, że w klasie I jest TYLKO to, co było w dawnej zerówce. To i sporo więcej. A przedszkole, obowiązkowe czy nie, to, zdaniem twórców reformy, coś zupełnie innego. Ono ma wypracować tę magiczną gotowość, która szkole, w przeciwieństwie do babci, jest niezbędna, żeby czegoś dziecko nauczyć. Wiedza i umiejętności przyswajane kiedyś w klasach 0-6 muszą się zmieścić w klasach 1-6. Oczywiście, skutek jest taki, że część jest już i będzie spychana do przedszkola. Teraz już pięciolatek ma umieć rachować w zakresie 10, choć dawno temu wymagano tego dopiero od siedmiolatka w klasie pierwszej.

                    Miło, że można dyskutować czy to słuszne czy nie, bo odniosłam wrażenie, że niesłuszne to mogą być jedynie poglądy na tę reformę. Świadczące ewidentnie o histerii lub innych stanach chorobowych. Otóż, skoro osiągnęliśmy już konsensus co do tego, że można dyskutować, to powiem otwarcie - nie, nie uważam za właściwe przesuwanie konieczności zdobywania konkretnej wiedzy i umiejętności na coraz młodsze dzieci.

                    Co do "słuszności i naturalności" uczenia czytania i pisania jednocześnie, to bawi mnie trochę kategoryczność podobnych sądów. Owszem, tak kiedyś było. Przez długie lata. Potem, przez kolejne długie lata (czy nie okrągłe 30?), było inaczej. I co? Widzicie jakieś wyraźne różnice między ludźmi powyżej i poniżej 36 roku życia? W umiejętności czytania i pisania, albo w jakichkolwiek innych umiejętnościach? Mało tego, bywało, że ludzie uczyli się czytać w domu, choć to było zapewne "składanie liter", czyli, zdaniem pani profesor, nie to samo co nauka czytania. Tylko efekty podobne jakoś. Tak że dla mnie to akurat bez różnicy.

                    Osobiście największym sentymentem darzę reformę wprowadzającą dziesięcioklasową szkołę podstawową. Bo wycofano się z niej na czas, bez strat w ludziach. A teraz nikt nie wie, jak odkręcić tę katastrofę, jaką okazały się gimnazja.
                    • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 20:24
                      cahir4 napisała:

                      > Ależ ja nie twierdzę, że w klasie I jest TYLKO to, co było w
                      dawnej zerówce

                      Ja tez nie twierdzę tak. Teraz wyraźnie rozgraniczono przygotowanie
                      do szkoły /bez czytanie i pisania/ - pierwszy rok nauki i połączono
                      pisanie i czytanie w drugim roku nauki. Nadal na przyswojenie wiedzy
                      i umiejetnosci jest siedem lat, nie sześć!.

                      >Teraz już pięciolatek ma umieć rachować w zakresie 10, choć dawno
                      temu wy
                      > magano tego dopiero od siedmiolatka w klasie pierwszej.

                      Dodawanie i odejmowanie tylko do 20! jest teraz w I klasie.
                      Pięciolatek nie musi umiec rachować do dziesieciu bo ma sie tego
                      nauczyć w I klasie. Matematyka jest teraz w I klasie okrojona
                      znacznie. Nie ma w ogóle mnożenia i dzielenia.

                      > Co do "słuszności i naturalności" uczenia czytania i pisania
                      jednocześnie, to bawi mnie trochę kategoryczność podobnych sądów.

                      Ale odzielanie czytania od pisania powodowało takie nieprawidłowosci
                      że dzieci poznając w zerówce litery jedynie drukowane zaczynały tak
                      pisać. Poznajac bowiem literki miały naturalną potrzebę pisania! A
                      potem w I klasie nagle trzeba się przestawić na litery pisane i znów
                      alfabet od początku bo trzeba dziecku obok literki drukowanej
                      pokazać tę pisaną, która jest zupełnie inna. Odzielanie czytania od
                      pisanie jest złe i zupełnie niepotrzebne. Wychodzi się teraz z
                      założenia że jeśli pięciolatka dobrze przygotować do pisania to
                      potem można w I klasie nauczyć dzieci szęścioletnie czytac i pisać
                      jednocześnie!
                      • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 20:50
                        > Pięciolatek nie musi umiec rachować do dziesieciu bo ma sie tego
                        > nauczyć w I klasie.

                        Nieprawda. Dziecko idące do pierwszej klasy dla sześciolatków ma umieć liczyć, dodawać i odejmować do dziesięciu na "konkretach" tj. palcach, patyczkach itp. Sprawdzenie tej umiejętności jest elementem oceny dojrzałości szkolnej. Każdy warszawski rodzic sześciolatka ma to wypisane czarno na białym (w zasadzie to na zielonym) w poradniku dla rodziców sprezentowanym przez Biuro Edukacji Urzędu m.st. Warszawy, noszącym tytuł "Zanim sześciolatek pójdzie do szkoły". Warszawa 2010, s. 16.
                        • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 21:11
                          cahir4 napisała:

                          > Nieprawda. Dziecko idące do pierwszej klasy dla sześciolatków ma
                          umieć liczyć,
                          > dodawać i odejmować do dziesięciu na "konkretach" tj. palcach,
                          patyczkach itp.
                          > Sprawdzenie tej umiejętności jest elementem oceny dojrzałości
                          szkolnej. Każdy w
                          > arszawski rodzic sześciolatka ma to wypisane czarno na białym (w
                          zasadzie to na
                          > zielonym) w poradniku dla rodziców sprezentowanym przez Biuro
                          Edukacji Urzędu
                          > m.st. Warszawy, noszącym tytuł "Zanim sześciolatek pójdzie do
                          szkoły". Warszawa
                          > 2010, s. 16.

                          Po pierwsze sześciolatek, który idzie do I klasy nie musi mieć
                          niczego wypisanego czarno na białym. Decydują o tym rodzice. Chyba
                          że w tym roku cos sie zmieniło....ale wątpię.
                          Po drugie w podstawie programowej wychowania przedszkolnego nie ma
                          nic na temat koniecznosci rachowania przez dziecko do 10.
                          Dziecko ma sie orientować jak sie dodaje, jak odejmuje, ma rozumiec
                          znaczenie prawidłowosci liczenia i kolejności, ma umieć grupowac w
                          zbiory, rozumiec znaczenie "mniej - więcej". To tak w skrócie jeśli
                          chodzi o przygotowanie matematyczne.
                          Swoją drogą rachowanie do dziesięciu na patyczkach nie stanowi dla
                          większości szesciolatków wiekszego problemu. Sześciolatki mają inne
                          problemy, które ma teraz pomóc pokonać dobre roczne przygotowanie
                          przedszkolne.
                          • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 21:53
                            > Po pierwsze sześciolatek, który idzie do I klasy nie musi mieć
                            > niczego wypisanego czarno na białym. Decydują o tym rodzice. Chyba
                            > że w tym roku cos sie zmieniło....ale wątpię.

                            Dlatego rodzice dostali od Urzędu Miasta poradnik, jak mają ocenić dojrzałość dziecka. I tam mają czarno na zielonym: "Sześcioletnie dziecko liczy, dodaje i odejmuje w zakresie 10, posługując się palcami, patyczkami czy kasztanami." I gotowe zadania, które maja te umiejętności sprawdzić.

                            Oczywiście decydować mogą tylko rodzice dzieci chodzących do przedszkola. Inne muszą przejść test gotowości. Zaufanie systemu edukacji do rodziców jest więc dość ograniczone. System ufa raczej samemu sobie, niż rodzicom.

                            Co to znaczy, że dziecko ma się orientować, jak się dodaje? Jak może się "orientować" nie dodając? I jak miałoby rozumieć znaczenie prawidłowości liczenia nie umiejąc liczyć?

                            Dokładnie to przedszkolna podstawa programowa określa to tak:

                            "Dziecko kończące przedszkole i rozpoczynające naukę w szkole podstawowej:
                            1) liczy obiekty i rozróżnia błędne liczenie od poprawnego;
                            2) wyznacza wynik dodawania i odejmowania, pomagając sobie liczeniem na palcach lub na innych zbiorach zastępczych;
                            3) ustala równoliczność dwóch zbiorów, a także posługuje się liczebnikami porządkowymi;"

                            Owszem, nie pada tu graniczna liczba 10, co budzi jedynie moje obawy, że za rok czy dwa to nie będzie 10, a np. 20.
                            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 22:10
                              CytatDokładnie to przedszkolna podstawa programowa określa to tak:

                              "Dziecko kończące przedszkole i rozpoczynające naukę w szkole podstawowej:
                              1) liczy obiekty i rozróżnia błędne liczenie od poprawnego;
                              2) wyznacza wynik dodawania i odejmowania, pomagając sobie liczeniem na palcach lub na innych zbiorach zastępczych;
                              3) ustala równoliczność dwóch zbiorów, a także posługuje się liczebnikami porządkowymi;"



                              I dokładnie to wchodzi w zakres tzw. diagnozy gotowości szkolnej szesciolatka, którą moje dziecko miało przeprowadzaną raz w przedszkolu, a drugi raz podczas rozmowy kwalifikacyjnej do szkoły. Całość zadań diagnozy nie przekracza mozliwości przeciętnego 6-latka.
                              Byłam przy rozmowie kwalifikacyjnej - w temacie przygotowania matematycznego podstawowego działania były w zakresie 0-10, bardzo proste; zadania w temacie równoliczności zbiorów typu "narysuj w okienku tyle kropek, ile przedmiotów jest w okienku obok", typu "skreśl tyle przedmiotów po lewej, aby zostało tyle samo co po prawej".
                              Jeszcze raz napiszę: nie przekracza to możliwości przeciętnego sześciolatka. Z informacji od nauczycielki z przedszkola mojej córki zadania takie wykonuje poprawnie zdecydowana większość grupy (rocznik 2004), nie jest to grupa dzieci szczególnie zdolnych - ot mieszanka w zwyczajnym przedszkolu publicznym.


                              CytatOwszem, nie pada tu graniczna liczba 10, co budzi jedynie moje obawy, że za rok czy dwa to nie będzie 10, a np. 20.

                              Wybacz, ale sądzę, że poddajesz się czemuś, co ma wszelkie pozory histerii.
                              • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 22:18
                                > Wybacz, ale sądzę, że poddajesz się czemuś, co ma wszelkie pozory histerii.

                                Proszenie o wybaczenie kogoś, kto znajduje się w stanie histerii, chyba mija się
                                z celem, czyż nie?

                                Podobnie jak, moim zdaniem, dyskusja prowadzona podobnym językiem.
                                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 22:33
                                  > Podobnie jak, moim zdaniem, dyskusja prowadzona podobnym językiem.

                                  ?????
                                  Dobrze, napiszę inaczej: uprawiasz niepotrzebne czarnowidztwo, wysuwając podobne obawy, zastanawiając się "co by było gdyby i na pewno będzie źle, bo szkoła już wymaga od biednych małych sześciolatków rzeczy przekraczających możliwości ich maleńkich móżdżków".

                                  W ogóle uważam, że większość obaw w temacie sześciolatków w szkole nosi pozory histerii, wzajemnego nakręcania się i skrajnego pesymizmu. Ale to oczywiście moje prywatne zdanie i nie musisz się z nim zgadzać.

                                  Co powiem: liczenie, pisanie, czytanie, porównywanie zbiorów to najmniejszy problem w przypadku sześciolatków w szkole. Większym zdecydowanie problemem jest dojrzałość emocjonalna i społeczna dzieci sześcioletnich idących do szkoły, umiejętność aklimatyzacji w nowym środowisku, czy - sic! - umiejętność samoobsługi.
                                  • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 22:44
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Co powiem: liczenie, pisanie, czytanie, porównywanie zbiorów to
                                    najmniejszy pro
                                    > blem w przypadku sześciolatków w szkole. Większym zdecydowanie
                                    problemem jest d
                                    > ojrzałość emocjonalna i społeczna dzieci sześcioletnich idących do
                                    szkoły, umie
                                    > jętność aklimatyzacji w nowym środowisku, czy - sic! - umiejętność
                                    samoobsługi.

                                    Zgadzam się i dlatego zgodnie z nową podstawą programową nauczania
                                    przedszkolnego ma być duży nacisk na te właśnie aspekty.
                                    Z tego co wiem także pisanie bywa problemem i tu tez duża wina
                                    przedszkoli, które często słabo kształtują umiejetnosci manualne
                                    dzieci. Teraz ma byc inaczej.
                                  • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:24
                                    mama_kotula napisała:

                                    > > Podobnie jak, moim zdaniem, dyskusja prowadzona podobnym językiem.
                                    >
                                    > ?????
                                    > Dobrze, napiszę inaczej: uprawiasz niepotrzebne czarnowidztwo, wysuwając podobn
                                    > e obawy, zastanawiając się "co by było gdyby i na pewno będzie źle,

                                    No patrz, da się to napisać bez konieczności obrażania kogokolwiek!

                                    bo szkoła j
                                    > uż wymaga od biednych małych sześciolatków rzeczy przekraczających możliwości i
                                    > ch maleńkich móżdżków".

                                    Zazwyczaj nie przekracza to możliwości ich "maleńkich móżdżków". Za to, moim
                                    zdaniem, jest im całkowicie zbędne do szczęścia. A jeśli nie, to same wyciągną
                                    po tę wiedzę spragnione łapki.

                                    >
                                    > W ogóle uważam, że większość obaw w temacie sześciolatków w szkole nosi pozory
                                    > histerii,
                                    wzajemnego nakręcania się i skrajnego pesymizmu.

                                    No, a jednak się nie da... Rozumiem jednak, jak bardzo to ułatwia życie:
                                    wystarczy sypnąć garść epitetów i już - w magiczny sposób uwolnieni jesteśmy od
                                    wysiłku merytorycznego zmierzenia się z argumentami oponentów. No bo przecież
                                    tam żadnych argumentów nie ma, znikają, jak tylko zakrzykniemy "bzdura!".

                                    Ale to oczywiście mo
                                    > je prywatne zdanie i nie musisz się z nim zgadzać.

                                    Obawiam się, że muszę, pod groźbą zaliczenia mnie w poczet histeryczek etc.,
                                    najogólniej mówiąc, mało zaszczytnego grona ludzi niezdolnych do racjonalnej
                                    oceny sytuacji. A że się nie zgadzam, bez względu na czyjąś zgodę lub niezgodę i
                                    ewentualną opinię o stanie mojej poczytalności umysłowej, to już inna rzecz.

                                    >
                                    > Co powiem: liczenie, pisanie, czytanie, porównywanie zbiorów to najmniejszy pro
                                    > blem w przypadku sześciolatków w szkole. Większym zdecydowanie problemem jest d
                                    > ojrzałość emocjonalna i społeczna dzieci sześcioletnich idących do szkoły, umie
                                    > jętność aklimatyzacji w nowym środowisku, czy - sic! - umiejętność samoobsługi.
                                    >

                                    A z tym to byłabym gotowa się zgodzić. Tylko że zapytam, z pewną nieśmiałością,
                                    jesteś pewna, że nie ulegasz temu tam pesymizmowi i tak dalej? Bo to nie
                                    zabrzmiało najlepiej...
                                    • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 00:43
                                      Chryste, gdzie ja cię obrzuciłam epitatemi w poprzednim poście?

                                      Napisałam tylko, że wg mnie twoje zachowanie nosi znamiona histerii. Jak to jest obrażanie i obrzucanie epitetami, to ja chyba do tej pory miałam inną definicję obrażania oraz epitetów.

                                      I nie, nie ulegam pesymizmowi. Albo raczej patrzę realnie na to, co jest.
                                      Od dłuższego czasu śledzę to forum w temacie "sześciolatki w szkole" - jako że jak najbardziej jestem w temacie z dwójką dzieci z lat 2003 i 2004 - i widzę dwie tendencje.
                                      Jedna tendencja to "biedne małe sześciolatki nie poradzą sobie z nauką", a druga tendencja to "szkoła ogłupia nasze dzieci" - obie tendencje oczywiście sprzeczne.

                                      Co widzę - ano to widzę, że rodzice skupiają się niemal wyłącznie na NAUCE ich dziecka. Jako matka obecnego sześciolatka w szkole (w wątku obok pisałam o tym, jak wygląda nauka w zerówce w naszej szkole - realizowany program jest porównywalny z programem obecnej pierwszej klasy "po reformie") - stwierdzam - obserwując zarówno dzieci z klasy syna, jak i poprzez rozmowy z panią dyrektor na temat obecnej klasy pierwszej - że faktycznym problemem są zupełnie inne sprawy niż czytanie, pisanie itp. - wystarczy mi, że dziecko, które w wieku 6 lat chodzi na kółko matematyczne z klasą 3, średnio 2-3 razy w tygodniu przynosi uwagi dotyczące zachowania, problemów emocjonalnych, dostaję maile z wytycznymi w temacie pracy nad dzieckiem i widzę, co problemem jest.

                                      Wierz mi, jak najbardziej panikowałam we wrześniu, kiedy moje dziecko lat 6 + wysokofunkcjonujący zespół Aspergera szło do szkoły. Na głęboką wodę, bo do szkoły od początku miał jeździć sam i sam miał sobie ze wszystkim poradzić. Ale w przeciwieństwie do innych rodziców dzieci z klasy syna nie panikowałam w temacie czy sobie poradzi z tempem nauki. Zresztą, mogę wkleić to, co pisałam na blogu 1 września zeszłego roku.

                                      Panikuję, że moje dziecko w autobusie (godzinna jazda) zapragnie zrobić kupę. To po pierwsze.

                                      Zaraz potem zgubi plecak z zawartością. Nie, najpierw zgubi klucz od szafki, a nawet oba klucze. Oczywiście zgubi je już po tym, kiedy wsadzi tam wszystkie rzeczy - a na dworze będzie lało, bądź sypało śniegiem (no co, w Karpaczu zdarza się śnieg we wrześniu).

                                      Zapomni oddać nauczycielce zeszyt do korespondencji, gdzie jest oświadczenie, kto może odbierać dziecko ze szkoły (matka i kierowca busa), więc zostanie w szkole na wieki wieków amen, bo - jak już wspomniałam, na bank zgubi plecak z tymże zeszytem.

                                      Na pytanie: "jak się nazywasz" odpowie "Hola, me llamo Lola", albo coś równie kretyńskiego rodem z Ulicy Sezamkowej. Albo "Ash Ketchum". Albo "Świnka Peppa".

                                      Na widok znajomej nauczycielki od angielskiego zsunie się pod ławkę i zacznie robić z siebie małpę (tego akurat jestem pewna w 100%, więc nie panikuję, tylko się spokojnie przyzwyczajam).

                                      Potem bezczelnie da komuś po ryju, albo/i sam dostanie w tenże.

                                      Wyzna wszystkim, że liczba pięć go nienawidzi oraz że mama ma właśnie miesiączkę. Napisze na tablicy wielkimi kulfonami "***** MAĆ". Na lekcji niemieckiego opowie dowcip o Dance Wałęsowej i z rozpędu o majtkach na wacie oraz o panu który przyszedł do sklepu z niejaką bronią.

                                      Będzie leżeć na podłodze.

                                      Popłacze się, że nie umie zawiązać łyżew (bo nie umie big_grin), popłacze się, że sobie obił tyłek o lodowisko, popłacze się, że się popłakał, i w końcu rzuci się na taflę i zacznie ryczeć jak Annieliese Michel podczas egzorcyzmów (dokładnie zapominając, z jakiego powodu ryczy).
                                      A wtedy ktoś go nie zauważy i w czasie upadku wbije mu łyżwę w głowę, tymi ząbkami z przodu...


                                      Oczywiście, moja panika okazała się jak najbardziej przesadzona, zresztą o tym wiedziałam.

                                      Moje dziecko w ciągu niespełna miesiąca szkoły dojrzało bardziej, niż przez 3 lata przedszkola - natomiast nadal przynosi ok. 2 uwag w tygodniu, okazało się że ma spore problemy z napięciem mięśniowym dłoni i małą motoryką, duże problemy z koncentracją na - nie ukrywam - nudnych dla niego lekcjach, do tego zespół niespokojnych rąk wink.

                                      Ale, do czego zmierzam - rok temu (syn jest z rocznika 2003), kiedy pięciolatki w przedszkolu szły normalnym programem przedszkolnym wink, nikt tego w przedszkolu nie sprawdzał, nie diagnozował, nie korygował. Nikt nie przeprowadził jakiejkolwiek diagnozy gotowości szkolnej, jak rodzic chciał wysłać 6-latka do szkoły, to czynił to na intuicję, albo - w przypadku większego rozsądku - starał się o opinię z poradni psy-ped. W przypadku rok młodszej córki, która w tym roku jest w przedszkolnej grupie pięciolatków i realizuje program "zerówkowy" widzę, że jest diametralnie inaczej - dzieci są od września przygotowywane do pójścia do szkoły jako sześciolatki (oczywiście, nie zmienia to faktu, że z grupy 25 osób do szkoły idą 3 osoby, reszta zostaje w przedszkolu, aby... przez kolejny rok robić to samo), są diagnozowane pod kątem dojrzałości szkolnej, badane i terapeutyzowane logopedycznie, konsultowane przez psychologa; jest o wiele więcej ćwiczeń motoryki mniejszej, również zwiazanych z korektą nieprawidłowego napięcia mięśniowego. I jest to zwyczajne państwowe przedszkole, rzekłabym nawet że jedno z gorszych w naszym mieście.

                                      Nauczycielki córki twierdzą, że w chwili obecnej większość - zdecydowana większość dzieci z grupy córki mogłaby iść do szkoły w wieku 6 lat, ponieważ mają opanowane 90% umiejętności w temacie gotowości szkolnej.

                                      Moja córka nie idzie do pierwszej klasy, tylko do szkolnej zerówki, wyłącznie ze względów hmmm praktycznych i z zaleceń psychologa opiekującego się jej starszym o rok bratem - fakt, iż młodsza siostra byłaby w klasie równoległej, albo, co gorsza, w tej samej, negatywnie wpłynąłby na starszego. Zatem córka idzie do zerówki w szkole niepublicznej, która to zerówka realizuje program pierwszej klasy plus rozszerzoną naukę angielskiego. I już nie mam takich obaw, jak przy synu, bo wiem, że z reguły wszelkie czarnowidztwo jest niepotrzebne.
                                      I tyle w temacie mojego byłego pesymizmu. Bo cały mój "pesymizm", jak to określiłaś, był tylko chęcią zwrócenia uwagi, że rodzice koncentrują się zbytnio na sprawach nauki, wiedzy, programu edukacyjnego, tego czytania, pisania, dodawania i mnożenia, zapominając o całej reszcie, która jest nie mniej, a powiedziałabym nawet że o wiele bardziej ważna.
                                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 00:53
                                        A, dodam jeszcze, gwoli ścisłości - w roku 2010/2011 w naszej szkole będzie jeden oddział przedszkolny oraz 2 pierwsze klasy - jedna złożona z uczniów tegorocznego oddziału przedszkolnego, oraz druga, mieszana klasa 6 i 7-latków na podbudowie zerówki "przedszkolnej". I zarówno oddział przedszkolny jak i pierwsza klasa mieszana mają realizować ten sam program.

                                        Nie mam za to pojęcia, jaki program będzie realizować druga pierwsza klasa, do której będzie uczęszczał mój syn - skoro program pierwszej klasy realizuje teraz w zerówce (łącznie z podręcznikami - korzystają z 1,2,3 teraz my! i Nowe Już w Szkole - czyli z podręczników uznanych tu na forum za trudniejsze, niż inne) - tu faktycznie przejawiam pewne obawy smilesmile
                                      • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 10:26
                                        W przypadku rok młodszej córki, która w tym roku je
                                        > st w przedszkolnej grupie pięciolatków i realizuje
                                        program "zerówkowy" widzę, ż
                                        > e jest diametralnie inaczej - dzieci są od września przygotowywane
                                        do pójścia d
                                        > o szkoły jako sześciolatki (oczywiście, nie zmienia to faktu, że z
                                        grupy 25 osó
                                        > b do szkoły idą 3 osoby, reszta zostaje w przedszkolu, aby...
                                        przez kolejny rok
                                        > robić to samo), są diagnozowane pod kątem dojrzałości szkolnej,
                                        badane i terap
                                        > eutyzowane logopedycznie, konsultowane przez psychologa; jest o
                                        wiele więcej ćw
                                        > iczeń motoryki mniejszej, również zwiazanych z korektą
                                        nieprawidłowego napięcia
                                        > mięśniowego.

                                        potwierdzam jako matka 5- latka w przedszkonej grupie.
                                        już w listopadzie była konsultacja psychologa i 3-dniowe obserwacje.
                                        teraz w marcu badanie gotowości szkolnej.
                                        (dodatkowo niezależnie takie testy zorganizowała szkoła, do której
                                        składaliśmy dokumenty)

                                        dużo ćwiczeń związanych z grafomotoryką.


                                        i akurat z naszej grupy przedszkonej WIĘKSZOŚĆ idzie jednak do I
                                        klasy.

                                        • monix123 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 10:44
                                          Jako matka 5 latki też potwierdzamwink
                                          Były spotkania w przedszkolach, była diagnoza wstępna, potem
                                          diagnoza, indywidualne spotkania z wychowawcą. Potem zebranie w
                                          szkole.W przedszkolu też dużo ćwiczeń grafomotorycznych, zabaw
                                          językowych, a także obowiązkowa min godzina na dworze.
                                          Nasze przedszkole realizuje nową podstawę, zresztą szkoła też-jak
                                          dla mnie więc nie ma wyboru-moje dziecko musi iść do szkoły. I tyle.
                                          Sporo rodziców było na "tak" ale jednak zwyciężyła "histeria
                                          narodowa" i większość zostaje w przedszkolu, bo rodzice nie będą im
                                          zabierać dzieciństwa...taa...I tak w przyszłym roku będą robiły to
                                          co robiły teraz, a w I klasie w końcu zaczną robić COŚ nowegowink)))

                                          Swoja drogą wściekła jestem na nasze państwo strasznie-bo poddali
                                          się presji min rodziców- i jak już musieli tę reformę wprowadzać-
                                          trzeba było to zrobić tak jak było w planach - podzielić rok na 2
                                          czy 3 części i nie pytać się rodziców o zdanie.
                                          Wg mnie dali nam wybór , ale tak naprawdę wyboru nie dali. I dlatego
                                          mooje dziecko do szkoły idzie.
                                          I cieszę się,że jeszcze rok takiego zamieszania, a potem będzie
                                          już "normalnie".
                                          Oczywiscie to tylko moja opinia!!!
                                          • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 10:59
                                            CytatSporo rodziców było na "tak" ale jednak zwyciężyła "histeria
                                            narodowa" i większość zostaje w przedszkolu, bo rodzice nie będą im
                                            zabierać dzieciństwa...taa...


                                            A oprócz histerii duże znaczenie ma też fakt, że przedszkole działa od 7 do 17 i
                                            nie trzeba się bawić w dodatkową opiekę, świetlicę itp., kiedy dziecko ma 4
                                            godziny lekcyjne dziennie. Ot co.
                                            • aihnoa Re: 6 i 7-latki w szkołach 21.04.10, 19:55
                                              Zgadza się. Oraz to, że niektórzy rodzice wolą, żeby ich dziecko w
                                              wieku niespełna 6 lat miało więcej ruchu, nie siedziało w
                                              niedostosowanych ławkach i później zaczynało psuć sobie kręgosłup.
                                              Tragiczna "reforma".
                            • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 22:19
                              cahir4 napisała:

                              > Dlatego rodzice dostali od Urzędu Miasta poradnik, jak mają ocenić
                              dojrzałość d
                              > ziecka. I tam mają czarno na zielonym: "Sześcioletnie dziecko
                              liczy, dodaje i o
                              > dejmuje w zakresie 10, posługując się palcami, patyczkami czy
                              kasztanami." I go
                              > towe zadania, które maja te umiejętności sprawdzić.

                              No ale to jest duże uproszczenie i jakiś materiał pomocniczy dla
                              dzieci warszawskich i ich rodziców. Jeżeli dziecko rozumie co to
                              jest dodawanie i odejmowanie to jakaś tam granica jest raczej umowna.

                              > Oczywiście decydować mogą tylko rodzice dzieci chodzących do
                              przedszkola. Inne
                              > muszą przejść test gotowości. Zaufanie systemu edukacji do
                              rodziców jest więc d
                              > ość ograniczone.

                              No ale przyznasz chyba że bynajmniej nie chodzi tu o jakies
                              szczególne umiejętności dziecka /typu rachowanie do 10/, bo tego
                              samo chodzenie do przedszkola nie gwarantuje, tylko raczej aspekty
                              natury społecznej.


                              > Co to znaczy, że dziecko ma się orientować, jak się dodaje? Jak
                              może się "orien
                              > tować" nie dodając? I jak miałoby rozumieć znaczenie prawidłowości
                              liczenia nie
                              > umiejąc liczyć?

                              Znaczy że umie policzyć np. do 3 czy 4, że rozumie że 3 jest
                              mniejsze od 4 a 2 + 1 to jest 3 w przeciwieństwie od 2 - 1, przy
                              czym nie musi wcale znać znaku "+" "-"

                              > Owszem, nie pada tu graniczna liczba 10, co budzi jedynie moje
                              obawy, że za rok
                              > czy dwa to nie będzie 10, a np. 20.

                              A nie 100 odrazu? nie przesadzaj. Dziecko które rozumie samą ideę
                              dodawania, odejmowania, liczenia, poprawnosci liczenia itd poradzi
                              sobie z róznymi granicami.
                              • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:01
                                Dlaczego zignorowałaś podany przeze mnie cytat z podstawy programowej, który nie mówi o rozumieniu "idei dodawania i odejmowania", a o wyznaczaniu wyniku tych działań? Dosłownie. Nigdzie nie twierdziłam, że od dzieci wymaga się umiejętności zapisywania tych działań.

                                Nie mam pojęcia, co to ta "idea" działań matematycznych, chyba że chodzi o proste rozumienie słów, czyli że odejmowanie zmniejsza, a dodawanie zwiększa ilość. Bo podstawa programowa, trzeba jej to przyznać, trzyma się raczej konkretów (stąd liczenie patyczków) uważając przejście do abstrakcji za wielkie wyzwanie dla dziecka.

                                Dziecko które rozumie samą ideę
                                > dodawania, odejmowania, liczenia, poprawnosci liczenia itd poradzi
                                > sobie z róznymi granicami.

                                No, teraz to Ty przesadziłaś. To faktycznie można się zastanawiać, dlaczego nie 100 od razu, skoro z każdą granicą sobie poradzi. Przesadziłam z 20? A dlaczego 10, a nie 5? Do pokazania, na czym polega dodawanie, to wystarczy.

                                Jak się uprzeć, to tego liczenia w zakresie dziesięciu można nauczyć już większość czterolatków. Kwestia wytrwałości. Tylko co - będą przez to szczęśliwsze? Ja nie widzę w tym sensu. Mój osobisty egzemplarz liczy do 200. I pyta, ile czasu zajęłoby policzenie do nieskończoności (zdaje się, że zamierza spróbować smile). W zakresie 10 dodaje i odejmuje w pamięci, najwyraźniej nieświadom wielkiej różnicy między konkretem a abstrakcją. Robi to, bo go to interesuje. Bo to lubi. I wolałabym, żeby tak zostało.
                                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:29
                                  >Jak się uprzeć, to tego liczenia w zakresie dziesięciu można
                                  nauczyć już większość czterolatków. Kwestia wytrwałości. Tylko co -
                                  będą przez to szczęśliwsze?

                                  Dobrze to ujęłaś cahir.
                                  Tutaj właśnie to chodzi...Wszyscy tylko twierdzą - eee tam, poradzą
                                  sobie; jakoś to będzie, w końcu się nauczą przecież...
                                  Nikt nie patrzy jakim kosztem odbędzie się ta nauka, ile więcej
                                  wysiłku będą w nią musiały włożyć młodsze dzieci, że będą
                                  potrzebowały na to więcej czasu i wytrwałości, że będą już przynosić
                                  do domu prace domowe zamiast latać po podwórku i cieszyć się z
                                  beztroski. Tak, kiedyś (w swoim tempie) nauczą się tego wszystkiego
                                  co starsze dzieci załapią w mig... Tylko czy przyjdzie im to tak
                                  samo łatwo ? No ale przecież wszystkiego można nauczyć, kwestia
                                  wytrwałościsad
                                • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:43
                                  cahir4 napisała:

                                  > Dlaczego zignorowałaś podany przeze mnie cytat z podstawy
                                  programowej, który ni
                                  > e mówi o rozumieniu "idei dodawania i odejmowania", a o
                                  wyznaczaniu wyniku tych
                                  > działań? Dosłownie.

                                  Nie ignorowałam tylko pominęłam gdyż ten fragment zacytowałaś troche
                                  bez sensu. No przecież włąsnie nie ma tam mowy o konieczności
                                  rachowania przez dziecko do 10 a to Ty tak twierdziłaś. Zacytowany
                                  fragment potwierdził to co ja pisałam - dziecko ma rozumieć sens
                                  dodawania, odejmowania i innych podstawowych pojęc matematycznych
                                  bez wskazania konkretnej granicy liczbowej. Ty pisząc że dziecko
                                  sześcioletnie ma umiec rachować do dziesięciu możesz przestraszyć
                                  jakiegos rodzica który zrozumie to wprost, że dziecko ma napisać
                                  wynik działania. To nie o to przeciez chodzi bo dziecko ma np dwa
                                  zbiory - w jednym na trzy kółeczka a w drugim pięć i ma w tym
                                  pierwszym dorysować tyle ile jest w drugim.

                                  > Nie mam pojęcia, co to ta "idea" działań matematycznych, chyba że
                                  chodzi o pros
                                  > te rozumienie słów, czyli że odejmowanie zmniejsza, a dodawanie
                                  zwiększa ilość.

                                  A no widzisz, mniej więcej, chociaż nie koniecznie musi to umiec
                                  zwerbalizować - raczej pokazac na przykładzie a żeby pokazac musi
                                  sobie policzyć, porównać, pokombinować, nie zdajac sobie nawet
                                  sprawy że wykonuje działania matematyczne - podstawowe.

                                  > Bo podstawa programowa, trzeba jej to przyznać, trzyma się raczej
                                  konkretów (s
                                  > tąd liczenie patyczków) uważając przejście do abstrakcji za
                                  wielkie wyzwanie dl
                                  > a dziecka.

                                  No więc patyczki fukcjonują włąsciwie przez całą pierwszą klasę
                                  pomimo że wiekszość uczniów radzi sobie już z działaniami w pamieci.
                                  Moja córka w pierwszej klasie cały semestr zgodnie z podręcznikiem
                                  rachowała jedynie do diesięciu z zaleceniem korzystania z liczmanów.
                                  Ale tu doszła już pełna świadomośc że dodaje, odejmuje, znaki "+" "-
                                  " "=" ">".


                                  > No, teraz to Ty przesadziłaś. To faktycznie można się zastanawiać,
                                  dlaczego nie
                                  > 100 od razu, skoro z każdą granicą sobie poradzi. Przesadziłam z
                                  20? A dlaczeg
                                  > o 10, a nie 5? Do pokazania, na czym polega dodawanie, to
                                  wystarczy.

                                  No właśnie wystarczy 5 a nawet 3. To próbuję Ci cały czas przekazać.


                                  > Mój osobisty egzemplarz liczy do 200.

                                  I co z tego? To o niczym nie świadczy. Bo np może to robic na
                                  pamięć. Jaszcze raz próbuję przekazać że w przypadku sześciolatka
                                  nie istotne jest czy liczy do 100 czy do 10. Ważne czy rozumie, że 2
                                  to np jest mniej niż 4 i że 3 jest o jeden wiecej niż dwa.


                                  > Robi to, bo go to interesuje. Bo to lubi.
                                  > I wolałabym, żeby tak zostało.
                                  Na tym etapie większość dzieci jeszcze to lubi....może warto z tego
                                  skorzystać.






                                  • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 00:22
                                    Zacytowany
                                    > fragment potwierdził to co ja pisałam - dziecko ma rozumieć sens
                                    > dodawania, odejmowania i innych podstawowych pojęc matematycznych
                                    > bez wskazania konkretnej granicy liczbowej. Ty pisząc że dziecko
                                    > sześcioletnie ma umiec rachować do dziesięciu możesz przestraszyć
                                    > jakiegos rodzica który zrozumie to wprost, że dziecko ma napisać
                                    > wynik działania.

                                    Nie napisałam, że ma umieć napisać liczbę, więc nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby się tego przestraszyć. Ale ma ją umieć podać w postaci werbalnej. Nie że ma zrozumieć sens, ale ma "wyznaczyć wynik". No ja przepraszam, ale to jest napisane wprost.

                                    "2) wyznacza wynik dodawania i odejmowania, pomagając sobie liczeniem na palcach lub na innych zbiorach zastępczych;"

                                    Nie ma podanej górnej granicy, dla znajomości tych działań i wcale nie wiem, czy to dobrze.

                                    > No właśnie wystarczy 5 a nawet 3. To próbuję Ci cały czas przekazać.

                                    Tobie wystarczy. Mnie wystarczy. A warszawskim urzędnikom od edukacji - nie. Pytanie: do kogo będzie się musiało dostosować moje dziecko?

                                    > > Mój osobisty egzemplarz liczy do 200.
                                    >
                                    > I co z tego? To o niczym nie świadczy.
                                    To tak zupełnie na marginesie, bo całkowicie dla tej dyskusji nieistotne. O czymś świadczy, choć o zupełnie czym innym niż umiejętność oceny mniejsze - większe lub umiejętność dodawania lub odejmowania. Primo: o fascynacji tematem, secundo: o przyswojeniu pamięciowym nazw liczb z tego zakresu (no tak, to w końcu też trzeba zapamiętać), tertio: o mniej lub bardziej intuicyjnym przyswojeniu idei systemu dziesiętnego - tu raczej trudno byłoby zapamiętać dwieście liczb, tu dochodzi do skombinowania nazw setek, dziesiątek i jedności. Z punktu widzenia wymagań dla klasy pierwszej niezbyt użyteczne.

                                    > Na tym etapie większość dzieci jeszcze to lubi....może warto z tego
                                    > skorzystać.

                                    A prawa mniejszości wink?
                                    A serio: ależ dziecko z tego korzysta. Na luzie i w swoim tempie. Nie dlatego, że musi. Nie na ocenę. Nie siedząc pół godziny nad obowiązkową pracą domową. Dlatego, że chce. Nie widzę powodu, żeby mu to odbierać.
                                    • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 09:02
                                      cahir4 napisała:

                                      > "2) wyznacza wynik dodawania i odejmowania, pomagając sobie
                                      liczeniem na palcac
                                      > h lub na innych zbiorach zastępczych.

                                      No owszem ma wyznaczyć wynik bo inaczej jak sprawdzić czy rozumie
                                      sens odejmowania i dodawania. Ale przyznaj że "rachuje do 10" brzmi
                                      groźniej i może przestraszyć niejednego rodzica a tymczasem
                                      wystarczy że dziecko dorysuje ileś kółek do zbioru albo powie gdzie
                                      jest wiecej elementów. A poza tym nie musi byc do 10! - zalożenia
                                      podstawy nic o tym nie mówią. To że sa jakies wydane materiały
                                      pomocnicze dla rodziców szesciolatków to cieszmy sie że rodzice w
                                      ogóle maja jakieś zestawy ćwiczeń do sprawdzenia dziecka. Nie
                                      trzymałabym się tych materiałów sztywno jak jakiejś
                                      wyroczni.Przecietny sześciolatek zrobi te ćwiczenia metematyczne a
                                      przeciez i tak w pierwszej klasie bedzie sie uczyć od początku /od
                                      jedynki/ rachować do 20!

                                      > A prawa mniejszości wink?

                                      Oczywiscie sa dzieci które nie sa gotowe do nauki w I klasie w wieku
                                      szesciu lat, ale przeciez sa i takie siedmiolatki. Zawsze można
                                      odroczyć obowiązek szkolny.

                                      > Nie dlatego,
                                      > że musi. Nie na ocenę. Nie siedząc pół godziny nad obowiązkową
                                      pracą domową. Dl
                                      > atego, że chce. Nie widzę powodu, żeby mu to odbierać.

                                      Większośc dzieci, które znam nie usiądzie z radością do pracy
                                      domowej w żadnej klasie. Taka jest natura człowieka, tego nie
                                      przeskoczysz. Co nie znaczy że te dzieci nie radzą sobie z nauką czy
                                      tez nie nadają sie do szkoły!

                                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 09:14
                                        CytatWiększośc dzieci, które znam nie usiądzie z radością do pracy
                                        domowej w żadnej klasie. Taka jest natura człowieka, tego nie
                                        przeskoczysz. Co nie znaczy że te dzieci nie radzą sobie z nauką czy
                                        tez nie nadają sie do szkoły!


                                        O to też. Mój syn, zdiagnozowany jako wybitnie zdolne dziecko (a więc z nauką radzący sobie bezproblemowo), kiedy słyszy "zadanie domowe", symuluje odgłos wymiotów i robi paskudne miny tongue_out. Mimo, że to "zadanie domowe" zajmuje mu góra 10 minut pracy, ale kwestią kluczową jest to, że trzeba przerwać takie ważne zajęcia jak budowanie z LEGO czy czytanie "Hobbita", aby nabazgrać jakiś głupi szlaczek i narysować 5 jabłuszek w kratce.
                              • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:37
                                > > Owszem, nie pada tu graniczna liczba 10, co budzi jedynie moje
                                > obawy, że za rok
                                > > czy dwa to nie będzie 10, a np. 20.
                                >
                                > A nie 100 odrazu? nie przesadzaj. Dziecko które rozumie samą ideę
                                > dodawania, odejmowania, liczenia, poprawnosci liczenia itd poradzi
                                > sobie z róznymi granicami.


                                Obawiam się, że różnica jednak jest. Bo 1+3 dziecko w ostateczności
                                policzy na palcach, a 9+3 to już jest tzw. "przekroczenie progu 10-
                                tkowego" (czy jakoś tak się to uczenie nazywało w ocenach
                                opisowych). I jak pamiętam pokonanie tego progu w zakresie dodawania
                                ii odejmowania było dla mojej starszej trudniejsze niż potem
                                przekroczenie progu z 100 czy z 1000. A na pewno nie można o niej
                                powiedzieć, że nia ma zdolności do matematyki.
    • lodewijk Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 12:49
      Osobiście jestem za dotychczasowym modelem, tzn. 7-latki w I klasie, choć akurat
      moje dziecko świetnie poradziłoby sobie w jako sześciolatek, przynajmniej
      intelektualnie.
      Natomiast jeśli już w szkole znajdą się i 7-latki, i 6-latki, nie demonizowałbym
      aż tak bardzo różnicy między nimi. W 2012 jako siedmiolatki do I klasy pójdą w
      zasadzie tylko te dzieci, których rodzice mieli wątpliwości co do ich rozwoju
      emocjonalnego, zatem emocjonalnie zapewne będą właśnie na poziomie średnich
      sześciolatków. Oczywiście, być może najmłodsze sześciolatki będą faktycznie w
      teoretycznie gorszej sytuacji (średnio, oczywiście) i nie widzę, szczerze
      mówiąc, w większości szkół możliwości indywidualnego podejścia do klasy dzieci
      różniących się wiekowo o prawie 2 lata. Nie zazdroszczę w tej klasie i tym
      najmłodszym, i tym najstarszym, bo ci ostatni być może beda mieli wiekszy
      komfort chwilowy, bo teoretycznie wszystko im powinno łatwiej iść, jednak mogą
      mieć problemy innej natury - że są jakieś opóźnione, skoro i uczą się z
      młodszymi dziećmi w klasie, a na dodatek jeśli te młodsze okażą się od nich lepsze.
      Tak czy inaczej - cieszę się, że nie mam dzieci w tym wieku, a nieco starsze.
      Uważam, że wszystko byłoby ok, gdyby za pójściem sześciolatków do szkoły szło
      wydłużenie liceum o rok, do 4 lat. Trzy lata liceum to naprawdę bardzo mało.
      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 02.04.10, 22:20
        Osobiście jestem za dotychczasowym modelem, tzn. 7-latki w I klasie
        i ja teżsmile

        W 2012 jako siedmiolatki do I klasy pójdą w
        > zasadzie tylko te dzieci, których rodzice mieli wątpliwości co do
        ich rozwoju
        > emocjonalnego, zatem emocjonalnie zapewne będą właśnie na poziomie
        średnich
        > sześciolatków.

        Być może tak będzie w Warszawie lub większych miastach ale napewno
        nie na wsiach lub małych miasteczkach. Ja mieszkam w małym mieście,
        znam mnóstwo rodziców dzieci w wieku przedszkolnym i nie znam ani
        jednego chętnego do puszczenia do szkoły wcześniej bez względu na
        wiedzę czy gotowośc emocjonalną. Wszyscy, którzy mają wybór,
        twierdzą, że dziecko pójdzie do szkoły po staremu tak jak oni.
        Ponieważ jestem nauczycielką (uczę m.innymi w podstawówce i włąsnie
        w klasach 1-3), to znam też mnóstwo innych nauczycieli, którzy myślą
        o tym całym zamieszaniu podobnie jak ja i też nie mają zamiaru
        wysłać swoich pociech do szkoły wcześniej. Ci, którzy mają wybór
        cieszą się, że jeszcze nie muszą ich wysyłać.

        > Uważam, że wszystko byłoby ok, gdyby za pójściem sześciolatków do
        szkoły szło
        > wydłużenie liceum o rok, do 4 lat. Trzy lata liceum to naprawdę
        bardzo mało.

        O to, to !!!! Dokładnie tak powinno byćsmile
        • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 03.04.10, 09:54
          Otóz największym problemem w tej całej reformie okazali się wg mnie
          nauczyciele. Nie dzieci, nie zaplecze szkolne, tylko kadra
          pedagogiczna.
          Moja córka poszła jako szesciolatek do pierwszej klasy i w/g mnie
          nieźle sobie radzi. Ona juz w zasadzie umie tyle ile uczeń powinien
          umieć po I klasie /zgodnie z nowa podstawa programową/. Natomiast
          jej nauczycielka ma ogromne wymagania, którym moja pierwszoklasistka
          czasem nie jest w stanie podołać. Na szczęście ona jest silna
          psychicznie i daje sobie z tym radę.
          Podsumowując bilans zysków i strat nie żałujemy że poszła rok
          wcześniej do szkoły, sporo się nauczyła przez ten rok, jest bardziej
          samodzielna i bardzo lubi szkołę /bardziej niz przedszkole!/.

          Ciekawe co mówią rodzice, którzy wysłali swoje pociechy z 2003 roku
          do zerówek. Czy są zadowoleni z decyzji?
      • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 15:20
        > Natomiast jeśli już w szkole znajdą się i 7-latki, i 6-latki, nie demonizowałby
        > m
        > aż tak bardzo różnicy między nimi.

        W spotkaniu dla rodziców sześciolatków na Ursynowie uczestniczyła pani profesor
        Edyta Gruszczyk-Kulczyńska, współautorka reformy i ekspert od (zdaje się, że
        także główny twórca) nowej podstawy programowej. Przekonywała, że wśród dzieci
        6-7 letnich różnica rozwoju emocjonalnego i intelektualnego między dziećmi
        pochodzącymi z TEGO SAMEGO rocznika może odpowiadać różnicy metrykalnej 4 lat.
        Wystarczy elementarna znajomość matematyki, żeby obliczyć, że losowe wymieszanie
        dzieci sześcio- i siedmioletnich może doprowadzić do spotkania się w jednej
        grupie dzieci, których różnica rozwoju daje się przeliczyć na lat 8.
        Przynajmniej wg poglądów pani profesor. W dodatku uważa ona, że posłanie do
        szkoły dziecka, które nie osiągnęło dojrzałości szkolnej może mieć dla niego
        fatalne skutki - przekreślić jego szanse na wiele lat, a nawet "na całe życie"
        (to cytat). Jak zrozumiałam, receptą miałoby być uzależnienie czasu posyłania
        dziecka do szkoły od jego indywidualnego rozwoju (słynna diagnoza gotowości
        szkolnej), a nie od wieku metrykalnego. Nie mam zielonego pojęcia, jak pani
        profesor godzi ten pogląd z popieraniem reformy, która zakłada za dwa lata
        obowiązkowe posłanie do szkoły WSZYSTKICH sześciolatków. Nie ogarniam tego. No
        ale ja jako sześciolatek uczyłam się co najwyżej szlaczki rysować, więc pewnie
        za głupia na to jestem.

        W 2012 jako siedmiolatki do I klasy pójdą w
        > zasadzie tylko te dzieci, których rodzice mieli wątpliwości co do ich rozwoju
        > emocjonalnego, zatem emocjonalnie zapewne będą właśnie na poziomie średnich
        > sześciolatków.

        Ja tam wróżką nie jestem, więc z podziwem patrzę na tych, co posiadają wiedzę o
        przyszłości. Teraźniejszość na Ursynowie, inteligenckiej ponoć dzielnicy
        stołecznego miasta, jest taka, że, opierając się na ubiegłorocznych
        preferencjach rodziców, zaplanowano wstępnie na 2010/2011 dla sześciolatków z
        tej dzielnicy 37 oddziałów przedszkolnych i 6 szkolnych. Oznacza to mniej więcej
        15% sześciolatków w klasach pierwszych dla sześciolatków. Do tego po 2-3 dzieci
        sześcioletnich w klasach dla siedmiolatków, ale tak było zawsze i zapewne
        podobna ilość dzieci zawsze będzie szła do szkoły wcześniej. Niezależnie od
        tego, jak wcześnie sama szkoła będzie się zaczynać. Jak ostatecznie będzie w tym
        roku, okaże się po zakończeniu rekrutacji. W każdym razie, póki co, nie ma
        podstaw przypuszczać, że w 2012 tylko siedmiolatki na poziomie rozwojowym
        sześciolatków pójdą do pierwszej klasy. Tym bardziej w mniejszych miastach i na
        wsi, gdzie oddzielnych klas dla sześciolatków jest niewiele.

        To zjawisko może mieć ten pozytywny skutek, że jeżeli w jednym roku pójdzie do
        pierwszej klasy powyżej 85% dzieci z rocznika 2005 i 100% (no, powiedzmy, 99%)
        dzieci z rocznika 2006, to naturalnym rozwiązaniem będzie tworzenie dla sześcio-
        i siedmiolatków oddzielnych klas. Mieszanie tych dzieci to, moim zdaniem,
        porażka nie tylko ze względu na różnice rozwojowe, ale na banalny fakt, że
        siedmiolatki zapewne będą po "tajnym nauczaniu" w oddziale przedszkolnym, a
        sześciolatki po przedszkolnym programie dla pięciolatków. A to dość drastyczna
        różnica.

        i nie widzę, szczerze
        > mówiąc, w większości szkół możliwości indywidualnego podejścia do klasy dzieci
        > różniących się wiekowo o prawie 2 lata.

        No cóż, reforma opiera się właśnie na założeniu, że podejście do dziecka powinno
        być indywidualne. O ile dobrze pamiętam, to pytanie z sali, jak nauczyciele mają
        to zrealizować biorąc pod uwagę realia (konieczność "nadążenia" z programem,
        liczne klasy), sprawiło, że pani profesor poczuła się dotknięta i powiedziała
        coś w tym sensie, że to już sprawa nauczycieli.

        Nie zazdroszczę w tej klasie i tym
        > najmłodszym, i tym najstarszym, bo ci ostatni być może beda mieli wiekszy
        > komfort chwilowy, bo teoretycznie wszystko im powinno łatwiej iść, jednak mogą
        > mieć problemy innej natury - że są jakieś opóźnione, skoro i uczą się z
        > młodszymi dziećmi w klasie,

        O najstarszych mniej bym się martwiła, jeśli będą w klasie z większością swoich
        rówieśników, to z jakiego powodu miałyby się czuć opóźnione?

        Daję linka do strony, gdzie tak bardziej na dole można znaleźć streszczenie
        poglądów pani profesor Gruszczyk-Kulczyńskiej. Żeby nie było, że zmyślam.
        Żałuję, że nie znalazłam całości tego lub podobnego wykładu.
        blizejprzedszkola.pl/nadzor
        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 22:44
          W każdym razie, póki co, nie ma
          > podstaw przypuszczać, że w 2012 tylko siedmiolatki na poziomie
          rozwojowym
          > sześciolatków pójdą do pierwszej klasy. Tym bardziej w mniejszych
          miastach i na
          > wsi, gdzie oddzielnych klas dla sześciolatków jest niewiele.

          Dokładnie. Ja mieszkam w mniejszej miejscowości i nie znam ani
          jednego
          dziecka, które zostanie posłane do szkoły wcześniej.
          Wszyscy, którzy mają wybór, wolą aby dziecko poszło do szkoły jako 7-
          latek. Nikt nawet nie rozważa tej opcji ! A zaznaczam, że znam
          mnóstwo rodziców stojących przed tą decyzją.

          Ps. A pani profesor mnie powaliła na łopatkiuncertain Brak słów...
        • lodewijk Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:06
          cahir4 napisała:

          >
          > W 2012 jako siedmiolatki do I klasy pójdą w
          > > zasadzie tylko te dzieci, których rodzice mieli wątpliwości co do ich roz
          > woju
          > > emocjonalnego, zatem emocjonalnie zapewne będą właśnie na poziomie średni
          > ch
          > > sześciolatków.
          >
          > Ja tam wróżką nie jestem, więc z podziwem patrzę na tych, co posiadają wiedzę o
          > przyszłości. Teraźniejszość na Ursynowie, inteligenckiej ponoć dzielnicy
          > stołecznego miasta, jest taka, że, opierając się na ubiegłorocznych
          > preferencjach rodziców, zaplanowano wstępnie na 2010/2011 dla sześciolatków z
          > tej dzielnicy 37 oddziałów przedszkolnych i 6 szkolnych. Oznacza to mniej więce
          > j
          > 15% sześciolatków w klasach pierwszych dla sześciolatków. Do tego po 2-3 dzieci
          > sześcioletnich w klasach dla siedmiolatków, ale tak było zawsze i zapewne
          > podobna ilość dzieci zawsze będzie szła do szkoły wcześniej. Niezależnie od
          > tego, jak wcześnie sama szkoła będzie się zaczynać. Jak ostatecznie będzie w ty
          > m
          > roku, okaże się po zakończeniu rekrutacji. W każdym razie, póki co, nie ma
          > podstaw przypuszczać, że w 2012 tylko siedmiolatki na poziomie rozwojowym
          > sześciolatków pójdą do pierwszej klasy. Tym bardziej w mniejszych miastach i na
          > wsi, gdzie oddzielnych klas dla sześciolatków jest niewiele.
          >
          Tak czy inaczej dziwię się rodzicom, bo te dzieci obecnie jako 5-latki mają
          prawo do tzw. "zerówki", za rok, jesli rodzice zostawią je w
          przedszkolu/zerówce, będą powtarzały materiał zerówki, a za dwa lata, jako
          7-latki, zaczną się uczyć literek. Dla mnie to jest cofanie dziecka w rozwoju,
          chyba że rzeczywiście ma się dziecko nieradzące sobie zupełnie
          intelektualnie/emocjonalnie. I dlatego nikt mnie nie przekona, że trzymanie
          dzieci w przedszkolu do roku 2012, żeby poszły do szkoły jako 7-latki, jest
          dla większości z nich korzystne. Każdy jednak zna swoje dziecko i
          decyduje sam.
          Przyznam zresztą, że dla mnie problemy z nauką literek w szkole to zresztą
          abstrakcja, bo przyznam, że nie znam osobiście w moim otoczeniu dziecka, które
          nie potrafiłoby choć trochę czytać przed pójściem do szkoły, a większość znanych
          mi dzieci, z moim włącznie, czytała płynnie. Dlatego proszę mi wybaczyć, że nie
          pojmuję większości problemów związanych z wcześniejsza edukacją. Znane mi są
          jednakże problemy z emocjonalnym niedostosowaniem dzieci, małe dzieci są
          zdecydowanie mniej odporne na szkolne realia, dlatego jestem daleki od
          twierdzenia, że to jest wszystko jedno, w jakim wieku dziecko idzie do szkoły.
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:49
            > Przyznam zresztą, że dla mnie problemy z nauką literek w szkole to
            zresztą
            > abstrakcja, bo przyznam, że nie znam osobiście w moim otoczeniu
            dziecka, które
            > nie potrafiłoby choć trochę czytać przed pójściem do szkoły, a
            większość znanyc
            > h
            > mi dzieci, z moim włącznie, czytała płynnie

            No widzisz, czyli Twoje dzieci miały łatwiej, bo były starsze i
            miały szanse nauczyć się tego wcześniej.Dzięki temu, w szkole mogły
            się poczuć pewniej. A pewność siebie wpływa na chęci do nauki.
            Ciekawe jakby się czuły gdyby wcale tego nie umiały a inne dzieci tak
            (bo przecież nie muszą)

            A moje MUSI iśc do szkoły wcześniej o rok (a może i więcej) od
            Twojego i zapewne nie zdąży się poczuć pewnie w tym temacie, tylko
            będzie to dla niego nowum i będzie sobie musiało z tym radzić
            zamiast w domu w formie zabawy, to w ławce w formie zeszytu. Bo
            wybacz, ale nie będę zmuszała 5-latka do nauki czytania czy pisania
            (w ramach przygotowania do szkoły), jeśli nie będzie wyrażało chęci.
            A nie powiesz mi, że znasz całe mnóstwo piszących i czytających 5-
            latków.

            Znane mi są
            > jednakże problemy z emocjonalnym niedostosowaniem dzieci, małe
            dzieci są
            > zdecydowanie mniej odporne na szkolne realia, dlatego jestem
            daleki od
            > twierdzenia, że to jest wszystko jedno, w jakim wieku dziecko
            idzie do szkoły.

            Tak ? No to o tyle dobrzesmile
            chociaż jednak większość tutaj uważa, że nie ma różnicy między 6 a 7-
            latkiem uncertain
            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:51
              > zamiast w domu czy w zerówce w formie zabawy
              • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 00:06
                afrikana napisała:

                > > zamiast w domu czy w zerówce w formie zabawy

                W zerówce w formie zabawy a w szkole to w jakiej formie?
                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 00:19
                  W szkole ??? jestem pewna, że w ławce z ołówkiem w ręku i zeszytem
                  przed nosem...nikt się nie będzie cackał. Tablica, długopis, książka
                  i do roboty. Materiał czeka.
                  A uwierz mi, literek i cyferek można się uczyć na tysiąc innych
                  przyjemniejszych sposobów. I nikt mi nie wmówi, że pani w szkole
                  będzie się bawiła w wierszyki, rymowanki, pioseneczki i zabawy na
                  dywaniku, tak jak to wyglądało w zerówkach.
                  • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 08:38
                    afrikana napisała:

                    > A uwierz mi, literek i cyferek można się uczyć na tysiąc innych
                    > przyjemniejszych sposobów.

                    Masz strasznie chyba złe doświadczenia szkolne oraz wyidealizowany
                    obraz zerówki. Otóz dzieci w zerówkach tez maja materiały do
                    nauki /ćwiczenia, książeczki/, siadaja do ławek/stoliczków, piszą
                    ołówkiem.
                    Natomiast szkoła z kolei wcale nie jest taka katorgą. Moje dziecko
                    ma bardzo ciekawe ćwiczenia z matematyki, zeszyt ma ale naprawde
                    niewiele w nim napisane. Korzystaja też z materiałów przygotowanych
                    przez Panią, bawia się w rózne zabawy matematyczne. Jest tez kacik
                    zabaw dla dzieci i Pani robi dzieciom sporo przerw na
                    zabawę /wspólną i dowolną/. Moja sześciolatka jest bardzo zadowolona
                    że uczy sie w szkole, pomimo pewnych problemów które ma np. z
                    pisaniem.

                    No i nie prawda że nikt sie nie cacka. U nas Pani bardzo sie cacka.
                    • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 08:54
                      CytatMasz strasznie chyba złe doświadczenia szkolne oraz wyidealizowany obraz zerówki. Otóz dzieci w zerówkach tez maja materiały do nauki /ćwiczenia, książeczki/, siadaja do ławek/stoliczków, piszą ołówkiem.

                      Zgadza się.
                      Nie mówiąc o tym, że dziecko lat 6 - czy to w 1 klasie czy w zerówce - naprawdę nie potrzebuje do nauki matematyki (piszę konkretnie o matematyce, nie piszę o j.polskim, językach obcych i innych przedmiotach) wierszyków, rymowanek, pioseneczek - przepraszam, ale strasznie infantylnie mi się to skojarzyło, szczególnie te "pioseneczki".

                      Są masy sposobów - też przyjemnych i przez zabawę, natomiast uczenie dzieci pioseneczek o dodawaniu czy kwadratach jest ok - ale dla 4- albo 5-latka. Pioseneczki "matematyczne" znam, w wersjach dla dzieci anglojęzycznych - wnoszą wg mnie niewiele, do tego są raczej nastawione na tzw. pamięciówkę, na którą wg mnie w matematyce powinno się poświęcać jak najmniej czasu.


                      Zresztą - czytając ten wątek i opisy dzieci sześcioletnich dochodzę do wniosku, że znane mi sześciolatki to wyłącznie dzieci wyjątkowo uzdolnione. A znam ich sporo. Dziwne wink.

                      Poza tym co jeszcze mi sie rzuciło po raz kolejny w oczy, przy kolejnym wątku panikującym w temacie sześciolatków - masa postów typu "moje dziecko wprawdzie potrafi liczyć i dodawać do 20, zna litery... (etc), ale co z innymi dziećmi?!". Jakby tak zsumować te posty, wychodzi na to, że nie ma się co martwić o te biedne małe sześciolatki, ponieważ - niespodzianka - większość rodziców zapewnia, że ich dziecko umie już to i tamto, tylko martwi się o innych. To może tych innych jest naprawdę znikomy procent i panika jest niepotrzebna?



                      I potwierdzam, w naszej szkole panie też się "cackają". Zarówno w zerówkach jak i pierwszych klasach. Nauka wszystkich przedmiotów odbywa się w formie atrakcyjnej dla ucznia.
                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:04
                        Wiesz co ? Nawet nie chce mi sie do tego ustosunkowywać tyle w tym
                        wredoty i bredni. A śmiać mi się chce z Ciebie podwójnie, bo z tego
                        co zrozumiałam sama to swoich dzieci do szkoły rok wczesniej nie
                        posyłasz, bo tak Ci pasuje, a jakże...ha, ha, hasmile Ty nie muszisz,
                        ale inni niech ida jak najbardziej...no wręcz powinni się cieszyć !!!

                        Ps. Skoro zawsze było iluś niegotowych do szkoły 7-latków, to ile
                        będzie 6-latków ??? Bo wg Was nie ma różnicy i będzie tyle samo. A
                        wg mnie, skoro bywali 7-latkowie, to 6-latków tym bardziej będzie
                        jeszcze więcej, ale nikt o to nie dbauncertain
                        • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:30
                          CytatA śmiać mi się chce z Ciebie podwójnie, bo z tego
                          co zrozumiałam sama to swoich dzieci do szkoły rok wczesniej nie
                          posyłasz, bo tak Ci pasuje, a jakże


                          Żuczku. Tak, właśnie tak mi pasuje. Już ci wyjaśniam, dlaczego tak mi pasuje.
                          Syn jest aspergerykiem. Nie wiem, czy cokolwiek ci to mówi. W każdym razie emocjonalnie i społecznie w wieku 7 lat jest na poziomie, mniej więcej, 4-latka, przy jednoczesnym bardzo wysokim poziomie intelektualnym. Wg wskazań psychiatry w wieku 6 lat mógł otrzymać a) nauczanie indywidualne, b) iść do zerówki szkolnej. Pierwsza klasa nie wchodziła w grę. Ale przypominam, mówimy o dziecku CHORYM, z tzw. special needs, któremu groziła również szkoła specjalna - a nie o typowym, zdrowym sześciolatku.

                          Szkoła, którą wybrałam, nie oferowała w zeszłym roku pierwszej klasy dla sześciolatków. Ale nie, nie łudź się że to dlatego, że wyznają twoją tezę - przyczyna jest prosta: rok dłużej (czyli zerówka) w szkole niepublicznej to rok więcej płacenia czesnego; dzieci w zerówce w naszej szkole mają średnio 3x większy zapiernicz, niż dzieci w pierwszej klasie w waszej rejonówce, więc mniemam, iż chodzi o kasę, a nie o sprawy dojrzałości itp.
                          Zatem mlody poszedł do zerówki.

                          W tym momencie ma indywidualny tok nauczania - na zajęcia dydaktyczne chodzi z klasą drugą i trzecią, chodzi też na kółka przedmiotowe, znaczy, z nauką radzi sobie z palcem w nosie.

                          Sprawa jego o rok młodszej siostry wygląda tak - również idzie do zerówki szkolnej, mimo, że bezproblemowo przeszła rozmowę kwalifikacyjną do klasy pierwszej (w tym roku sześciolatki będą przyjmowane do pierwszej klasy). Idzie do zerówki, niespodzianka - również ze wskazań psychiatry syna - na terapię syna negatywnie wpłynie, jeśli młodsza siostra będzie z nim w klasie równoległej a nie daj boże w tej samej.


                          A prawdę mówiąc, mogłabym oboje z palcem w nosie wysłać do drugiej klasy. I jestem w 100% przekonana, że widząc ilość pracy, którą realizują dzieci w naszej szkole, dostałabyś zawału i trzymała swojego biednego sześciolatka z dala od niej.

                          I jeszcze jedno - gdyby moje dziecko było zdrowe, poszłoby do pierwszej klasy w wieku sześciu lat, i tak samo jego siostra w tym roku, prawdopodobnie poszliby do publicznej podstawówki wybranej przeze mnie (nie rejonówki, bo nasza rejonówka jest kiepska). Znalazłam jednak szkołę niepubliczną, która spełnia wszelkie moje wymagania. Wprawdzie jest w innym mieście, ale coś za coś.

                          CytatTy nie muszisz, ale inni niech ida jak najbardziej...no wręcz powinni się cieszyć !!!

                          No ale czego ty ode mnie chcesz? Świata nie zamierzam zbawiać. Poza tym, tak, uważam, że inni niech idą jak najbardziej, bo - to, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości - większość sześciolatków jest gotowa, aby zacząć naukę w szkole, w pierwszej klasie. Nie wiem, czy większość jest gotowa na naszą szkołę (raczej nie, bo tempo jest zawrotne, a ilość materiału bardzo duża), ale na typową rejonówkę z normalnym programem owszem.
                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:19
                            ha, ha, ha...gdyby to, a gdyby tamto. Pokrętne tłumaczenia. Dobre
                            sobie. Ja mam zrozumieć Twoją sytuację i tłumaczenia, a Ty moich nie
                            musisz, co ? Nie interesują Cię moje obawy (wręcz z nich kpisz), a
                            Twoje mają mnie powalic na kolana ? I co ? Gdyby Twój syn nie miał
                            wyboru, tak jak nie mają moje dzieci (a nic o nich nie wiesz i nie
                            będę Ci tłumaczyć) i musiałby iść jako 6-latek, to też byś była taka
                            do przodu ? To dlaczego i jego nie wysłałaś ? Bo Ty miałaś wybór, a
                            skoro wybrałaś nieposyłanie go, to znaczy, że ten rok jednak nie
                            jest obojętny, co cały czas próbujesz mi udowodnić. Gdyby był z 2006
                            roku, nie miałabyś wyjścia i musiałby iść i nikt, ale to nikt by się
                            Ciebie o zdanie nie pytał. Musiałby dawać radę i ciekawe czy byłabyś
                            taka do przodu. Albo musiałby iść później w stosunku do swoich
                            rówiesników, fajnie co ? A skoro córka taka zdolna, to dlaczego ma
                            się biedna przez brata nudzić, kisić i uwsteczniać w rozwoju ?
                            Przecież sama piszesz, że mogłaby iść do 2 klasy, no to na co
                            czekasz ? Skazujesz ją na coś gorszego ??? Nadal nie rozumiem.
                            I nie rozumiem co robisz w tym wątku, skoro sprawa Ciebie wcale nie
                            dotyczy. Wychwalanie nowego systemu, a dla siebie wybieranie starego
                            jest absurdalne i niezrozumiałe. Trzeba było oboje dzieci wysłać wg
                            nowego programu skoro taki cudowny i wiek dzieci nie ma znaczenia.

                            No najlepiej wmawiać komuś, że gówno pachnie, a samemu wąchać
                            kwiatki.
                            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:32
                              CytatTo dlaczego i jego nie wysłałaś ? Bo Ty miałaś wybór, a
                              skoro wybrałaś nieposyłanie go, to znaczy, że ten rok jednak nie
                              jest obojętny, co cały czas próbujesz mi udowodnić.


                              Dziewczyno. Dla mojego dziecka, które jest CHORE ten rok nie jest obojętny. Moje dziecko, które jest CHORE najlepiej wyszłoby w ogóle na homeschoolingu, który byłby idealnie dopasowany do jego potrzeb. Wątek tyczy się dzieci sześcioletnich ZDROWYCH, które w wieku lat 6 w wiekszości są gotowe aby pójść do tej strrrrasznej szkoły.

                              CytatGdyby był z 2006 roku, nie miałabyś wyjścia i musiałby iść i nikt, ale to nikt by się Ciebie o zdanie nie pytał.

                              Ależ pytałby, skarbie. Bo moje dziecko jest CHORE i może zostać odroczone, może zostać przyspieszone i ma prawo iść do szkoły na warunkach innych, niż reszta dzieci ZDROWYCH o których jest ten wątek i których, faktycznie, nikt by nie pytał o zdanie.

                              CytatA skoro córka taka zdolna, to dlaczego ma
                              > się biedna przez brata nudzić, kisić i uwsteczniać w rozwoju ?

                              Jeszcze raz: szkoła, do której idzie moje dziecko, wymaga od dzieci w zerówce średnio 3 razy więcej pracy niż szkoła publiczna wymaga w klasie pierwszej, jednocześnie oferując dziecku więcej bardziej rozwijających zajęć, plus 8 godzin języka obcego tygodniowo. Nikogo nie uwsteczniam, uwsteczniłabym, jakbym posłała do rejonówki albo zostawiła w przedszkolu. Jak będzie trzeba, to przyspieszę edukację i jednego i drugiego, klasę zawsze można przeskoczyć, można też poprosić o indywidualny tok nauczania.

                              Dobrze napisał ktoś w jednym z ostatnich postów: z twoim nastawieniem twoje dziecko niezależnie od tego, jakie jest i co potrafi, zawsze będzie PRZEGRANE wyłącznie dlatego, że młodsze.
                              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:45
                                I nadal nie kumasz, że jesteś jednak w lepszej sytuacji, bo gdyby
                                musiał iść jako 6-latek, to nie dałby rady i musiałbyś go odroczyć,
                                czyli miałabyś kłopot. I musiałby iść później w stosunku do swoich
                                rówieśników, bo niedałby rady. I nie wiem, czy byłoby tak
                                przyjemnie. Byłby jednak na cenzurowanym..."O a ten to jakiś nie
                                dziwny, bo później do szkoły poszedł". Więc ciesz się, że miałaś
                                wybór. Bo rodzice innych aspergeryków nie będą mieć i będą musieli
                                swoje dzieci odraczać.
                                Czyli Twoim zdaniem wiek ma znaczenie tylko u dzieci chorych ? U
                                zdrowych ten rok nie robi różnicy > mają taki sam potencjał i
                                gotowość ?

                                > Dobrze napisał ktoś w jednym z ostatnich postów: z twoim
                                nastawieniem twoje dzi
                                > ecko niezależnie od tego, jakie jest i co potrafi, zawsze będzie
                                PRZEGRANE wyłącznie dlatego, że młodsze.
                                A ty wiesz wielkie g na temat mojego dziecka. A ja zaraz zacznę
                                obrażać Twoje dzieci jak chcesz.
                                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:08
                                  CytatByłby jednak na cenzurowanym..."O a ten to jakiś nie
                                  > dziwny, bo później do szkoły poszedł".


                                  Afrikano. Tylko się uśmiechnę - niewiele wiesz o życiu z dzieckiem autystycznym i chwała bogu. Więc mogę tylko się uśmiechnąć w temacie twoich obaw w sprawie "bycia na cenzurowanym".
                                  Moje dziecko i bez późniejszego pójścia do szkoły i bycia na "cenzurowanym" jest obiektywnie DZIWNE. Bywa wytykane palcami, bywa, że się z niego śmieją, bywa, że go prowokują do różnych zachowań, bo jest DZIWNY, jest NIENORMALNY, no jest! po prostu jest nienormalny, nie jest taki, jak inne dzieci, odstaje od nich, zachowuje się inaczej.
                                  I może dlatego nie mam takich obaw w temacie, że moje dziecko jako sześciolatek przymusowo w pierwszej klasie będzie intelektualnie odstawać od rówieśników, będzie INNE, olaboga, będzie gorsze nie daj boże. Moje dziecko już jest INNE, bywa gorsze, a co najśmieszniejsze - nie zawsze mogę, w przeciwieństwie do ciebie, cokolwiek z tym zrobić, bo pewnych rzeczy się nie przeskoczy. I dlatego twoje obawy powodują jedynie, że się uśmiecham.




                                  CytatWięc ciesz się, że miałaś
                                  wybór. Bo rodzice innych aspergeryków nie będą mieć i będą musieli
                                  swoje dzieci odraczać.


                                  Nadal nie rozumiesz. Rodzice aspergeryków ZAWSZE mieli wybór i zawsze będą mieć wybór - albo jeszcze inaczej, nigdy nie mieli wyboru i nigdy go praktycznie nie będą mieć. Aby zdiagnozowany aspergeryk mógł iść do szkoły normalnej, dyrekcja wymaga zaświadczenia od specjalisty, że dziecko jest wysokofunkcjonujące i może podjąć naukę w szkole dla dzieci zdrowych. Tak, że niezależnie od tego, czy jest reforma, czy nie ma reformy, aspergeryk - jeśli jest pod opieką poradni psy-ped - do szkoły nie pójdzie bez załatwienia masy formalności.

                                  Cytat> Czyli Twoim zdaniem wiek ma znaczenie tylko u dzieci chorych ? U zdrowych ten rok nie robi różnicy > mają taki sam potencjał i gotowość ?

                                  Nie, nie mają tego samego potencjału i gotowości, natomiast WIĘKSZOŚĆ statystyczna jest gotowa podjąć naukę w pierwszej klasie.

                                  I jeszcze raz, czytanie ze zrozumieniem: to TY traktujesz swoje dziecko z góry jako PRZEGRANE, bo młodsze. Nie ja.
                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:31
                                    I uważasz, że będzie sporo 6-latków aspergeryków w 1 klasie ?

                                    > I jeszcze raz, czytanie ze zrozumieniem: to TY traktujesz swoje
                                    dziecko z góry
                                    > jako PRZEGRANE, bo młodsze. Nie ja.
                                    To słówko to Ty sobie sama dla swoich potrzeb wynyśliłaś. Jeśli Ci
                                    chodzi o czytanie ze zrozumieniem, to nigdzie nie określiłam 6-
                                    latków jako przegranych a już napewno nie moje dziecko,( a swoją
                                    drogą skąd wiesz, czy ono np. nie ma jakichś zaburzeń albo
                                    dysfunkcji?). Uważam, ze młodsi będą mieli po prostu trudniej i
                                    tyle. I to nie jest tylko moje zdanie, ale tez wielu autorytetów w
                                    tej dziedzinie, więc daruj sobie wkładanie swoich słów w czyjeś usta.
                                    Twoje dzieci natomiast są niesamowicie wygrane...bo nie muszą iść do
                                    szkoły wcześniej, tylko mamusia wybrała dla nich to, co uważała za
                                    najlepsze. A inni niech się sami martwią, no nie ???? Ważne, że Ty
                                    miałaś wybór.
                                    • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:51
                                      Cytat I uważasz, że będzie sporo 6-latków aspergeryków w 1 klasie ?

                                      Afrikana, dochodzisz do absurdu. Wygląda to tak, jakbyś zazdrościła komuś, że ma chore dziecko, bo ma dzięki temu wybór, którego twoje dziecko nie będzie mieć uncertain

                                      Tak, myślę, że będzie dużo aspergeryków w 1 klasie. Podobnie jak jest teraz i jak było zawsze. Z zupełnie innych przyczyn, niż myślisz - ot zwyczajnie dlatego, że większość jest niezdiagnozowana, wysokofunkcjonująca, i diagnozę - jeśli już - dostanie dopiero w okresie nauki szkolnej.

                                      Nigdzie nie użyłaś słowa "przegrany", to prawda. Natomiast przez cały wątek w twoich wypowiedziach przewija się ton sugerujący, że z definicji będą mieć przez cały okres edukacji gorzej, trudniej, będą w jakiś sposób poszkodowani, wyłącznie dlatego, że są młodsi. Jednym słowem - już na starcie są przegrani, startują z niższej pozycji niż inni.

                                      Pomijając opinie ekspertów i inne racjonalne argumenty - nie uważasz, że takie podejście rodzica może w jakimś stopniu zadziałać jako samospełniająca się przepowiednia, również w przypadku dziecka, które jest gotowe do pójścia do szkoły jako sześciolatek? Że rodzic nieświadomie zaprogramuje dziecko? I że, jeśli dziecko nie będzie sobie radzić - a każde dziecko z czymś sobie nie radzi - rodzic nie będzie pocieszać dziecka "nie martw się, to jest dla ciebie za trudne, ty jesteś na to za mały"? smile

                                      PS. Nie wiem, czy twoje dziecko ma zaburzenia/dysfunkcje, wnioskuję, że skoro o nich nie piszesz, oznacza to że nie ma - bo jednak byłby to jeden z kluczowych argumentów przeciwko posyłaniu tego konkretnego dziecka w wieku 6 lat do szkoły i zapewne byś o tym wspomniała smile
                                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:15
                                        > Afrikana, dochodzisz do absurdu. Wygląda to tak, jakbyś
                                        zazdrościła komuś, że m
                                        > a chore dziecko, bo ma dzięki temu wybór, którego twoje dziecko
                                        nie będzie mieć
                                        Ty nic nie rozumiesz. Piszę o tym, ze to rodzice takich dzieci będą
                                        mieć gorzej niż ty.

                                        Nigdzie nie użyłaś słowa "przegrany", to prawda. Natomiast przez
                                        cały wątek w t
                                        > woich wypowiedziach przewija się ton sugerujący, że z definicji
                                        będą mieć przez
                                        > cały okres edukacji gorzej, trudniej, będą w jakiś sposób
                                        poszkodowani, wyłącz
                                        > nie dlatego, że są młodsi. Jednym słowem - już na starcie są
                                        przegrani, startuj
                                        > ą z niższej pozycji niż inni.
                                        A to, że będą miec gorzej i trudniej twoim zdaniem oznacza, że
                                        skończą jako przegrani ??? To jest dla Ciebie równoznaczne ? Bo dla
                                        mnie oznacza to jedynie, że będą musieli włożyć więcej pracy i
                                        wysiłku aby osiągnąć to samo co dzieci starsze. Tak ciężko to
                                        pojąć ????
                                        Pomijając opinie ekspertów i inne racjonalne argumenty - nie
                                        uważasz, że takie
                                        > podejście rodzica może w jakimś stopniu zadziałać jako
                                        samospełniająca się prze
                                        > powiednia, również w przypadku dziecka, które jest gotowe do
                                        pójścia do szkoły
                                        > jako sześciolatek? Że rodzic nieświadomie zaprogramuje dziecko? I
                                        że, jeśli dzi
                                        > ecko nie będzie sobie radzić - a każde dziecko z czymś sobie nie
                                        radzi - rodzic
                                        > nie będzie pocieszać dziecka "nie martw się, to jest dla ciebie za
                                        trudne, ty
                                        > jesteś na to za mały"? smile
                                        Nie wierzę w jakieś brednie o samospełniających się przepowiedniach.

                                        > PS. Nie wiem, czy twoje dziecko ma zaburzenia/dysfunkcje,
                                        wnioskuję, że skoro o
                                        > nich nie piszesz, oznacza to że nie ma - bo jednak byłby to jeden
                                        z kluczowych
                                        > argumentów przeciwko posyłaniu tego konkretnego dziecka w wieku 6
                                        lat do szkoł
                                        > y i zapewne byś o tym wspomniała smile
                                        >
                                        I tu się mylisz. Wcale tak nie musi być. A moze jestem pewna, że
                                        gdybym była w tej uprzywilejowanej grupce, kiedy to własnie dziecko
                                        7-letnie może realizować łatwiejszy dla siebie materiał, to moje by
                                        sobie poradziło z pewnością ? A tak, to będzie mu jeszcze ciężej ???
                                        • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:24
                                          > I tu się mylisz. Wcale tak nie musi być. A moze jestem pewna, że
                                          > gdybym była w tej uprzywilejowanej grupce, kiedy to własnie dziecko
                                          > 7-letnie może realizować łatwiejszy dla siebie materiał, to moje by
                                          > sobie poradziło z pewnością ? A tak, to będzie mu jeszcze ciężej ???

                                          I tu właśnie jest przysłowiowy "pies pogrzebany"
                                          Ty po prostu w swoje dziecie nie wierzysz, bo co innego jest stawić czoła
                                          dysfunkcji, a co innego negować na starcie, że moje dziecko nie da rady.
                                          Dla większej części zacytowany przeze mnie fragment powinien stanowić meritum
                                          tej dyskusji, ale jak to się zwykle zdarza na forach, ten wąteczek osiągnie
                                          maksimum możliwości jeśli chodzi o ilość postów.


                                          Powtórzę się za poprzedniczkami: diabolizujesz pójście sześciolatka do szkoły w
                                          tak wielki sposób, że normalnie poczułam płomienie na swojej skórze tongue_out
                                          • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:37
                                            CytatTy po prostu w swoje dziecie nie wierzysz, bo co innego jest stawić czoła dysfunkcji, a co innego negować na starcie, że moje dziecko nie da rady.

                                            I o tym cały czas piszę, używając skrótu myślowego "przegrany" - o tym, że a priori uznaje się, że ktoś będzie miał gorzej, bo jest młodszy (brzydszy, ładniejszy, dysfunkcyjny, ma jedną nóżkę bardziej, pochodzi z kiepskiej rodziny, nie wymawia "r", nie lubi szpinaku, niepotrzebne skreślić).
                                            W przypadku Afrikany myślę, że problemem jest nie ewentualna niedojrzałość czy coś - tylko to, że w szkole są skandaliczne warunki, z czym trzeba walczyć - a nie odwlekać moment, kiedy dziecko będzie musiało z tymi skandalicznymi warunkami się zmagać.
                                            Bo dla mnie, przyznaję, naprawdę żadnej różnicy nie stanowi, czy lekcje do 18 będzie miał 6- czy 7-latek, albo czy obiadu nie dostanie 6- czy 7-latek. W obu przypadkach wiekowych są to po prostu sytuacje niedopuszczalne. W sytuacji dziecka lat 12 też.
                                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:47
                                            Spokojnie, ochłoń i nie wczuwaj się aż tak bardzosmile
                                            Ja nigdzie nie stwierdziałam,że moje dziecko sobie nie poradzi!!! Ja
                                            tylko stwierdzam, że będzie mu TRUDNIEJ ! I wiem, ze czeka nas
                                            mnóstwo pracy i wysiłku ! Łatwiej by mu było, gdyby mogło byc po
                                            staremu ! Mama-kotula tez z pewnych (swoich)względów nie posłała
                                            wcześniej, uznała, że tak będzie lepiej dla dzieci. Ja nie mam tego
                                            wyboru i żałuję, bo też bym tak zrobiła i była spokojniejsza (bo mam
                                            swoje względy). Tak trudno pojąć ??? Skąd takie problemy z
                                            czytaniem ? Czyżbys zaczęła edukcję rok wcześniej i nie zdążyła
                                            opanowac podstaw ???? Bo już mnie bawi to przekręcanie słów, albo co
                                            gorsza wciskanie komuś w usta czegoś, czego nigdy nie powiedział.
                                            • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:58
                                              Jestem spokojna i to bardzo wink
                                              Czytam ze zrozumieniem. przynajmniej tak mi się wydaję wink
                                              Niestety biorąc wszystko co napisałaś, że się tak kolokwialnie wypowiem "do
                                              kupy", wychodzi, że się obawiasz właśnie o swoje dziecko. Ja też z młodszą nie
                                              mam wyboru, jest z 2006 i nikt się mnie nie pytał, czy mam ochotę na połączone
                                              roczniki, ale ja wiem, że da radę bo nawet teraz jako czterolatek jest
                                              społecznie rozwinięta wystarczająco, a póki co tylko to się liczy w pierwszej
                                              klasie na podwalinie nowej reformy programowej wink

                                              Więc radzę parę głębszych oddechów i świat wyda się bardziej do przyjęcia.
                                            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 01:10
                                              Afrikano droga, nie zrozum mnie źle... zresztą wszystkich ponosiły tu emocje, ale napiszę tak - jeśli chodziło ci o KONKRETNE twoje dziecko i o to, że KONKRETNE twoje dziecko będzie miało trudniej (bo załóżmy, ma jakąś dysfunkcję, jest opóźnione, ma stwierdzony obniżony poziom intelektualny, trudności społeczne, cokolwiek innego) - to trzeba było to napisać wprost, że chodzi ci o TWOJE dziecko. A ty pisałaś tak, jakby chodziło ci o całą populację przyszłorocznych sześciolatków, jakoby nie była - jako cała populacja - przygotowana do pójścia do szkoły. Więc nie dziw się, że pojawiały się takie głosy, a nie inne - np. argumenty o tym, że w przedszkolach prowadzi się intensywny program diagnostyczno-przystosowawczy i że program układany jest - jak zawsze zresztą - pod średniaków.
                                              I niechcący wyszło tak, jakbym ja napisała, że nie wyobrażam sobie posłania sześciolatka do szkoły, bo sześciolatki mają makabryczne trudności społeczne i emocjonalne. Nie, to nie sześciolatki mają, większość sześciolatków nie ma większych problemów w tym temacie - to moje dziecko ma. Co do którego zdaję sobie sprawę, że leży w dwóch skrajnych częściach krzywej - pod względem intelektualnym będzie to stanina 9, pod względem emocjonalno-społecznym zanim poszło do szkoły była to stanina 1, teraz jest może 3. Więc nie interpoluję jego trudności społecznych na wszystkie dzieci w tym wieku, bo zdaję sobie sprawę, że nie stanowi reprezentacji próby statystycznej. Tylko, że ja nie domagam się zmiany reformy, programów dla wyłącznie mojego dziecka, a raczej dostosowuję moje dziecko do wymogów szkoły (z wielkim trudem, przyznam - pocieszam sie tylko tym, że ze względu na jego wybitne zdolności szkoła będzie starała się go zatrzymać przy sobie i przymykać oczy na pewne skandaliczne zachowania).

                                              Druga sprawa - jeśli rzeczywiście jest tak duży problem, zawsze możesz starać się o odroczenie. Tylko, że wcześniej trzeba się pozbyć myślenia, że odroczenie to wstyd, że to powód do stygmatyzacji, do wytykania palcami, do bycia "na cenzurowanym", jak sama napisałaś. I zrobić to wyłącznie dla dobra własnego dziecka, nie oglądając się na innych.

                                              Zresztą, tak sobie myślę teraz - że jednak jestem dobrej myśli w waszej sprawie. Twoje dziecko ma 4,5 roku - sama wiesz, że (jeśli nie mówimy o trwałej wadzie, chociaż w przypadku trwałych wad jest przecież terapia) przez półtora roku może naprawdę się dużo zmienić i prawdopodobnie tak będzie, zwłaszcza, że przed twoim dzieckiem obowiązkowe przygotowanie przedszkolne.
                                              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 11:59
                                                Tylko, że ja nie domagam się zmiany reformy,
                                                > programów dla wyłącznie mojego dziecka, a raczej dostosowuję moje
                                                dziecko do wymogów szkoły

                                                No tak, bo ciebie ona nie dotyczy i nie objęła Twoich dzieci.
                                                Zdecydowałaś się posłać ich do szkoły jako 7-latki. Gdybym miała
                                                taki wybór, też bym tak zrobiła i dla mnie również nie byłoby sprawy
                                                tak jak i nie ma jej dla Ciebie.

                                                > Druga sprawa - jeśli rzeczywiście jest tak duży problem, zawsze
                                                możesz starać s
                                                > ię o odroczenie. Tylko, że wcześniej trzeba się pozbyć myślenia,
                                                że odroczenie
                                                > to wstyd, że to powód do stygmatyzacji, do wytykania palcami, do
                                                bycia "na cenz
                                                > urowanym", jak sama napisałaś. I zrobić to wyłącznie dla dobra
                                                własnego dziecka
                                                > , nie oglądając się na innych.

                                                Problem mojego dziecka nie jest na tyle duży aby starać się o
                                                odroczenie, ale jest na tyle poważny, że ten rok zrobiłby dla niego
                                                dużą różnicę. Jestem po badaniach w poradni i opiniach specjalistki.
                                                Czeka nas ciężka praca i trud w nauce pisania i czytania, ale córka
                                                nie jest opóźniona w rozwoju, ani nie ma jakichś innych chorób. Po
                                                prostu jest leworęczna ze wstępnie zdiagnozowaną lateralizacją
                                                skrzyżowaną i czekają nas problemy z lustrzanym odbiciem. Już teraz
                                                właśnie w ten sposób odzwierciedla litery i zaczyna pisac w linijce
                                                od konca. Będzie potrzebowała więcej czasu na opanowanie poprawnych
                                                znaków graficznych i oswojenie się z tematem. Gdyby było po staremu,
                                                miałaby dwa lata na opanowanie tej kwestii i spokojnie, bez
                                                pośpiechu wypracowałaby to. A tak, zostaje jej rok. Jako 7-latek w 2
                                                klasie mogę się założyć o wszystko, każdy będzie wymagał od niej
                                                poprawnego pisania.
                                                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:13
                                                  CytatCzeka nas ciężka praca i trud w nauce pisania i czytania, ale córka nie jest opóźniona w rozwoju, ani nie ma jakichś innych chorób. Po prostu jest leworęczna ze wstępnie zdiagnozowaną lateralizacją skrzyżowaną i czekają nas problemy z lustrzanym odbiciem.

                                                  O mamusiu, przepraszam, ale śmiechem parsknęłam. Wcześniej opisałaś wszystko tak, jakby chodziło o opóźnienie rozwojowe, ADHD, autyzm i brak kończyn.

                                                  Afrikano, poćwiczcie przez ten rok, przez zabawę. Naprawdę.

                                                  Moja córka ma ten sam problem, jest leworęczna i ma lateralizację skrzyżowaną. Ona CAŁE STRONY pisała w lustrzanym odbiciu (fantastycznie to wyglądało) w ogóle nie widząc tego, że pisze inaczej.
                                                  Po (chyba) roku jej przeszło, choć nadal jej się zdarza odwracać litery, czasem i całe wyrazy. Zaznaczam, na razie pisze literami drukowanymi, pisanych zna kilka, ale nie próbuje nimi pisać. Więc w szkole będzie ponownie uczyć się pisać.

                                                  Egzamin do 1 klasy zdała 30/30, egzaminator był pod wrażeniem.

                                                  I nie, nie zamierzam poświęcać jej więcej pracy, wiem, że będzie się wolniej uczyć, jesli chodzi o pisanie. Po prostu nie będzie mieć samych piątek i szóstek (czy tam słoneczek i zielonych kratek) od początku. Ma coś w rodzaju dysfunkcji, siłą rzeczy nie będzie najlepsza w pisaniu. To tak, jak osobnik bez nogi nie będzie najlepszy w bieganiu - ale w końcu, z protezą, dogoni resztę i najważniejsze, że dojdzie do celu.

                                                  Nie przejmujcie się, poważnie. Nauczy się dobrze pisać. A że nie będzie mieć samych piątek? Trudno. Nie wymagaj tego od niej, uświadom jej, że może mieć trudności ale sobie poradzicie. Zgłosić problem nauczycielowi - zresztą dzieci mają na początku szkoły badaną lateralizacje, nauczyciel będzie wiedział.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:28
                                                    Wszystko super, tylko Ty nadal nie widzisz tej subtelnej różnicy, że
                                                    Twoja córka ma o cały rok więcej czasu na opanowanie tego, co moja
                                                    będzie musiała zrobić w jeden rok. Twoja uczy się w "0" i w 1 klasie
                                                    jako 7-latek. Ma na to dwa lata, a do tego jako starsza, czyli
                                                    sprawniejsza rączka. Moja w "0" jako 5-latek uczyć się nie będzie
                                                    wcale (zresztą nie będzie gotowa), a materiał będzie musiała
                                                    opanować jako 6- latek, w momencie, kiedy Twoja córka dopiero sobie
                                                    to zaczyna ćwiczyć w zerówce. A potem będzie miała szanse na
                                                    spokojnie utrwalić w szkole. A moja w wieku twojej, będzie musiała
                                                    juz sobie radzić z problemem, bo każdy będzie od niej wymagał nie
                                                    ćwiczenia literek, ale przepisywania czytanek i czytania lektur,
                                                    jakoze będzie juz w 2 klasie. (a Twoja w 1)
                                                    Ja naprawdę nie widziałbym w tej sytuacji problemu, gdybym była na
                                                    Twoim miejscu. Tez bym była spokojna, gdyby mogła iść wg starego
                                                    programu. Dwa lata to dużo czasu na spokojną naukę. Rok, to wyścig.
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:48
                                                    Afrikano, a ty nadal nie widzisz tego, co piszę - u nas w szkole są większe wymagania niż u was i od początku pierwszej klasy będzie się wymagać od dzieci poprawnego pisania, przepisywania czytanek (choć w to akurat wątpię, nasza szkoła nie znosi tak odtwórczych zadań) - od września obserwuję szkolną gazetkę obecnych pierwszoklasistów (którzy są po "starej" zerówce, czyli tak, jak po pierwszej klasie po reformie) - na początku były to głownie rysunki, od października-listopada dzieci piszą same, na gazetce wiszą długie teksty i się tego od nich wymaga.
                                                    Dlatego once again: traktuję tę zerówkę jako PIERWSZĄ KLASĘ, bo biorę pod uwagę wymagania MOJEJ szkoły, które aaaaaaaaaaa są WIĘKSZE niż w innych szkołach, o czym pisałam już 3 razy.

                                                    Śmiem twierdzić, że biorąc pod uwagę WYMAGANIA konkretnych szkół, nasze dzieci są w takiej samej sytuacji.

                                                    Podobnie, w pierwszej klasie u nas w szkole do tego roku wymagało się od dzieci opanowania języka angielskiego na jakimś tam poziomie - bo pierwsza klasa zaczyna język NA PODBUDOWIE ZERÓWKI, język "żywy" w wymiarze 6h/tyg, a nie jakaś pseudonauka typu godzina czy 2 w tygodniu. I logiczne było, że osobnik który po angielsku umie jedynie "fuck you" i "I love you baby" w tej klasie będzie musiał pracować więcej, bo nikt dla niego nie obniży tempa i nie będzie na niego czekał.
                                                    Cały czas piszę o wymaganiach NASZEJ SZKOŁY. Co do których mam pełną świadomość.

                                                    I ważna kwestia w sprawie "sprawności rączki" - wiek swoją drogą, ale na litość, to trzeba ćwiczyć. Skoro wiesz, że dziecko ma dysfunkcję, nie licz, że wyrośnie z tego - ćwicz już teraz, przez zabawę, usprawniaj ręce, bawcie się grafomotoryką. Ale nie. Ty wolisz założyć, że to "odbierze dziecku dzieciństwo" (chryste, od 3 roku życia odbieram synowi dzieciństwo, bo codziennie ćwiczymy w ramach terapii i musi odbębnić swoje 20-40 minut ze mną na doopie, zamiast biegać po podwórku... będę się w piekle smażyć).

                                                    CytatMoja w "0" jako 5-latek uczyć się nie będzie wcale (zresztą nie będzie gotowa)

                                                    Kto ci powiedział, że nie będzie gotowa? Specjalista? Zmień go.
                                                    Jeśli AŻ TAK BARDZO boisz się tego, że dziecko w szkole nie da rady - poświęć mu więcej czasu teraz, zamiast ręce załamywać i płakać nad tym, że reforma jest zła (do wyboru masz jeszcze odroczenie, które da się załatwić - podramatyzujesz trochę kilkanaście w poradni psy-ped i dla świętego spokoju dadzą, co byś więcej nie przychodziła i im nie truła tongue_out).
                                                    Córka nie jest gotowa na szkołę, ok, za to jestem gotowa łeb sobie uciąć, że jest gotowa na zabawy grafomotoryczne np. wg pani Dziamskiej (poguglaj, poczytaj). Wbrew temu, co piszesz, dzieci lubią zabawy pani Dziamskiej i nie wiedzą, że przez to ich dzieciństwo ulatuje bezpowrotnie w siną dal wink.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:21
                                                    łooo matkosmile Ale w której Ty linijce wyczytałaś, że ja z nią nie
                                                    pracuję ?!!!? Nawet nie wiesz ile czasu poświęcamy na ćwiczenie
                                                    rączek i ogólnie sprawności i koordynacji oko-ręka-noga. Wiesz,
                                                    cięzko się dyskutuje z kimś, komu wydaje się, że jak jego dziecko
                                                    jest genialne to wszystkie powinny i komu sie wydaje, że inni
                                                    rodzice tylko siedzą, narzekają i nic nie robią. Otóż robię ! I to
                                                    bardzo dużo ! I właśnie dlatego wiem ile pracy przed nami ! Gdybym
                                                    na to nie zwracała uwagi, nie pracowała z nią i nie obserowała, nie
                                                    maiałabym pewnie tych obaw i po prostu ślepo zaufałabym systemowi,
                                                    wrzuciła ją na głęboką wodę i czekała aż ktoś za mnie odbębni tą
                                                    robotę. Ale właśnie dlatego, że tak nie jest, marwię się, bo widzę
                                                    co się dzieje w tej szkole i jakie są wymagania. Zresztą nie tylko
                                                    ja.
                                                    A poza tym, czeka nas ciężka praca z logopedą (ja już z nią pracuję)
                                                    bo córka ma sygmatyzm.
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:42
                                                    No i pięknie.
                                                    Afrikana, jedna sprawa. To, że nie pracujesz z dzieckiem, to WYŁĄCZNIE wniosek z twoich postów w temacie "zabierania dzieciństwa", gdzie stwierdzałaś, że praca w temacie grafomotoryki z 4-latkiem to zabieranie dzieciństwa (linka mogę rzucić, ale pewnie pamiętasz, co pisałać).
                                                    I druga sprawa, i proszę, nie unoś się i nie obrażaj: twoje dziecko ma dysfunkcję. A ty NIE UMIESZ się z tym pogodzić, nie umiesz tego zaakceptować. Twoje dziecko BĘDZIE miało problemy z nauką pisania - bo będzie je miało. Nie dlatego, że system jest zuy a reforma jest be. Będzie je miało, dlatego że ma dysfunkcję. I będzie je miało niezależnie od tego, czy pójdzie do szkoły jako sześcio- czy jako siedmiolatek.

                                                    Nie, nie wydaje mi się, że moje dzieci są genialne. Moje dzieci są dysfunkcyjne - oboje w jakiś sposób. Starszy ma ZA i ADD, młodsza ma lateralizację skrzyżowaną, leworęczność i nadruchliwość /nadpobudliwość, w kierunku ADHD plus parasygmatyzm.

                                                    Nie tylko twoje dziecko jest dysfunkcyjne. Jest ich cała masa. Tylko w tym wątku jest dwoje dzieci z Zespołem Aspergera, dwie z lateralizacją skrzyżowaną i sygmatyzmem. A to jest tylko jeden wątek na forum i ledwie kilka osób. Ja mam Zespół Aspergera i lateralizację skrzyżowaną, jestem oburęczna, do szkoły szłam jako 6-latek 22 lata temu wink.

                                                    Ale ja po prostu wierzę w moje dzieci i przyjmuję status quo takim, jaki jest. Celowo wysłałam je do szkoły, gdzie są wyższe wymagania niż gdzie indziej, bo wiem, że MIMO DYSFUNKCJI sobie poradzą - a bez problemu mogłam posłać syna np. do szkoły specjalnej, gdzie byłby najlepszy, byłby gwiazdą nad gwiazdy, nie musiałby pracować w ogóle nad niczym i cudownie by się uwstecznił.
                                                    I nie płaczę, że będą musiały więcej pracować, nie żądam dla nich obniżenia poziomu egzaminów gimnazjalnych i innych cudów, o których w tym wątku była mowa - po prostu mam świadomość tego, że są dysfunkcyjne, i mimo swojej niesamowitej wiedzy nie będą miały rewelacyjnych ocen, ze względu na to, że np. będą pisać wolniej a do tego nie usiedzą w ławce na tyłku i pogubią połowę przyborów szkolnych.

                                                    I kwestia kluczowa: z dzieckiem dysfunkcyjnym ZAWSZE jest dużo pracy i radzę się z tym po prostu pogodzić. Jak nie możesz sobie z tym poradzić, zasięgnij porady psychologa. Dla siebie.


                                                    Powodzenia.
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:52
                                                    Szacun Kotula, wielki szacun.
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:58
                                                    Ojtam, zaraz szacun. Wiesz jak ja długo ze sobą musiałam walczyć, aby się pogodzić z myślą, że moje dzieci nie są i nie będą normalne? Bez depresji i pomocy psychiatry się nie obyło.

                                                    A i teraz czasem mam załamania w temacie "dlaczego moje dziecko tak się zachowuje i pół podwórka z niego się śmieje". No mam i zawsze będę mieć. Ale w sumie to zawsze konkluzja jest taka - że wbijam w te pół podwórka, niech się śmieją, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni tongue_out
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:06
                                                    Szacun, szacun.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:00
                                                    To, że nie pracujesz z dzieckiem, to WYŁĄCZNIE wniosek
                                                    > z twoich postów w temacie "zabierania dzieciństwa", gdzie
                                                    stwierdzałaś, że prac
                                                    > a w temacie grafomotoryki z 4-latkiem to zabieranie dzieciństwa
                                                    (linka mogę rzu
                                                    > cić, ale pewnie pamiętasz, co pisałać).
                                                    ???? To rzuć, bo nigdzie tak nie pisałam. Praca z dzieckiem jest
                                                    potrzebna i doskonale o tym wiem. Ale ja mam na myśli pracę poprzez
                                                    zabawę. Ma to być przyjemne i "przemycone" w formie świetnej zabawy,
                                                    a nie grzecznego siedzenia w ławce na tyłku przez 45 minut z nosem w
                                                    zeszycie. Chodzi tutaj o FORMĘ ! Nie ma dla Ciebie znaczenia JAK to
                                                    jest robione ? A ja doskonale wiem, na czym polega praca z takimi
                                                    dziećmi w "mojej" szkole. Uwierz mi, nikt przy 30 dzieci nie będzie
                                                    się cackał z moim, poświęcał mu więcej czasu i uprzyjemniał naukę.
                                                    Co najwyżej pochodzi sobie na wyrównawcze, bo tylko tyle są w stanie
                                                    zaoferować. A resztę będziemy "odwalać" razem. Trzeba zrobić tyle i
                                                    tyle, koniec kropka. Jak nie, to pała. Widzę to po chrześniaku,
                                                    który równiez boryka się z wieloma problemami już od samego
                                                    początku, a cała robota jest "zwalana" na rodzicówuncertain I tutaj o to
                                                    się wszystko rozchodzi. NAuka poprzez zabawę. To ma byc przyjemność
                                                    i zachęta dla tak małego dziecka. A w tej szkole nie mam na co
                                                    liczyć. Lekcje do późna, walka o byt, dziecko jest tylko kolejnym
                                                    numerem w dzienniku a nie indywidualnością. I dlatego wiem, że
                                                    będzie jej tak ciężko. Nawet nie wiesz ile bym dała, żeby moje
                                                    dzieko miało takie warunki nauki jak Twoje. Ale uwierz mi, wyboru
                                                    nie mamsad
                                                    A resztę Twojej wypowiedzi przyjmuję jako dobrą radę. Dziękujęsmile
                                                    Czyli jednak coś dobrego wyniosłam z tej dyskusjibig_grin
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:03
                                                    CytatCo najwyżej pochodzi sobie na wyrównawcze, bo tylko tyle są w stanie zaoferować.

                                                    No to pochodzi na wyrównawcze. Od tego one są.
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:10
                                                    Kotula, u syna nie ma wyrównawczych jako takich sa zajęcia w ramach
                                                    swietlicy gdzie nauczyciele nauczania poczatkowego w ramach
                                                    dodatkowych godzin na bieżąco pracują z dziećmi.
                                                    Pamietam że u starszej dla niektórych rodziców udział dziecka w
                                                    zajęciach wyrównawczych to był ze tak z powiem "mega obciach". Wielu
                                                    nie przyjmowało do wiadomości że dziecko potrzebuje więcej pracy a
                                                    nawet to zdolna po chorobie mogło szybko nadrobic zaległości.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:20

                                                    > Kotula, u syna nie ma wyrównawczych jako takich sa zajęcia w
                                                    ramach
                                                    > swietlicy gdzie nauczyciele nauczania poczatkowego w ramach
                                                    > dodatkowych godzin na bieżąco pracują z dziećmi.
                                                    A tuatj są ZDW, czyli zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze.
                                                    Pamietam że u starszej dla niektórych rodziców udział dziecka w
                                                    > zajęciach wyrównawczych to był ze tak z powiem "mega obciach".
                                                    Wielu
                                                    > nie przyjmowało do wiadomości że dziecko potrzebuje więcej pracy a
                                                    > nawet to zdolna po chorobie mogło szybko nadrobic zaległości.

                                                    Pijesz do mnie ???? Ja napisłam, ze CO NAJWYŻEJ mogą zaoferować
                                                    wyrównawcze, a nie że to jest wstyd !!!!! I oczywiste, że będzie
                                                    chodziła ale na nic więcej liczyć ze strony szkoły nie mogę ! Nie ma
                                                    żadnych dodatkowych godzin w ramach świetlicy, na której zresztą
                                                    jest armagedon. Wyobraź sobie, że na tyle dzieci w szkole jest JEDNA
                                                    WSPÓLNA dla wszystkich klas świetlica wielkości sali lekcyjnej !
                                                    Ludzie, nauczcie się czytać i nie wymyślajcie sobie jakichś bzdur !
                                                    I nie wkładajcie komuś nieswoich słów w usta ! W takiej sytuacji
                                                    odechciewa się rozmawiaćuncertain
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:24
                                                    Nie ma tu żadnych personalnych wycieczek do ciebie.
                                                    Napisałam tylko jak niektórzy traktują zajęcia wyrównawcze, tzn jak
                                                    źle je oceniaja. To było bardziej w kontekscie wypowiedzi Kotuli o
                                                    akceptacji sytuacji dzieci.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:38
                                                    oksmile
                                                  • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:06
                                                    Spoko, przecież "ZAWSZE MOŻESZ" dowozić dzieciaka codziennie z
                                                    Wyszkowa(jak nie możesz sama, to busa wynajmiesz) do jakiejś szkoły
                                                    prywatnej w Wwie - pod warunkiem, że dziecko przed podjęciem nauki w
                                                    klasie I zda egzamin z wiedzy na poziomie klasy III.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:38
                                                    smile No przecież to takie łatwesmile
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:21
                                                    Cytat
                                                    Pamietam że u starszej dla niektórych rodziców udział dziecka w zajęciach wyrównawczych to był ze tak z powiem "mega obciach".


                                                    Znaczy, powinnam w papierowej torbie na twarzy chodzić? tongue_outtongue_out
                                                    https://img.vpimg.net/958698.large.jpg

                                                    Mnie to się marzą zajęcia wyrównawcze z zachowania tongue_out. I z koncentracji, choć tu na razie wystarcza nam biofeedback, mimo, że po kieszeni uderza uncertain
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:25
                                                    Eeee...moja tez chodziła jak była potrzeba. No ale niektórzy rodzice
                                                    udział dziecka w takich zajęciach traktowali jako wstydliwa sprawe
                                                    zupełnie nie rozumiem dlaczego.
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:28
                                                    Na razie spadam bo ide sie poudzielac w RR w szkole syna.
                                                    Unowoczesniac bedziemy plac zabaw ( chcemy zrobic małe boisko dla
                                                    klas 0-3 ) i typowac klasy do malowania- znalazł sie sponsor i dał
                                                    odjazdowe, kolorowe farby. Którys rodzic ponegocjował ze znanym
                                                    producentem farb.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:39
                                                    No ja też spadam, bo lecę do pracysmile Miło się gawędziło big_grin
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:29
                                                    CytatNo ale niektórzy rodzice
                                                    udział dziecka w takich zajęciach traktowali jako wstydliwa sprawe
                                                    zupełnie nie rozumiem dlaczego.


                                                    Tak, zgadzam się. Zapewne to ci sami rodzice, którzy nie reagują, gdy ich
                                                    dziecko mówi o moim "wiesz, ten świr/głupek mamo" i którzy stawiają "na
                                                    cenzurowanym" dziecko dysfunkcjyjne z odroczonym obowiązkiem szkolnym, bo
                                                    "jakieś dziwne". I na bank takie osoby konieczność pójścia do psychologa uznają
                                                    za osobistą klęskę i porażkę wychowawczą, a konieczność pójścia do psychiatry
                                                    jako powód do popełnienia samobójstwa.
            • lodewijk Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 15:24
              > No widzisz, czyli Twoje dzieci miały łatwiej, bo były starsze i
              > miały szanse nauczyć się tego wcześniej.Dzięki temu, w szkole mogły
              > się poczuć pewniej. A pewność siebie wpływa na chęci do nauki.
              > Ciekawe jakby się czuły gdyby wcale tego nie umiały a inne dzieci tak
              > (bo przecież nie muszą)

              Nie wiem, co dla ciebie znaczy starsze. Moje dzieci czytały płynnie jako
              pięciolatki, więc jak powiedziałem, takie wizje dziecka nieczytającego w I
              klasie to dla mnie abstrakcja. No cóż, moje dzieci za to mniej chętnie grają w
              nogę, bo nie muszą, wolą np. czytać, więc nie burzę się, że pewnie będą "gorsze"
              od wielu swoich rówieśników na lekcjach wfu, nie śpiewają też pięknie, bo brak
              słuchu odziedziczyły po mnie, wiec rozumiem, że nie sa najlepsze z muzyki itp.
              bajerów. To są działki, w których sa mocne akurat inne dzieci. Nie wszyscy muszą
              mieć jednakowe zdolności. Niektórzy czytają w wieku 5 lat, inni posiądą tę
              wiedzę w którejś tam klasie i co z tego? To powód do rozpaczy i trzymania
              dziecka w domu, bo ktos może się okazać lepszy? Jakiś siedmiolatek albo nie daj
              Boże genialny sześciolatek, który będzie akurat z moim dzieckiem w klasie? Nie
              dajmy się zwariować. Od nas i od nauczycieli naszych dzieci zalezy, czy będziemy
              je pedzić bez opamietania czy damy im poczuć sie dzieckiem. Przy czym tak samo
              można się dzieckiem czytając Harry'ego Pottera czy Hobbita jak i biegając po
              podwórku.
          • cahir4 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:50
            Znane mi są
            > jednakże problemy z emocjonalnym niedostosowaniem dzieci, małe dzieci są
            > zdecydowanie mniej odporne na szkolne realia, dlatego jestem daleki od
            > twierdzenia, że to jest wszystko jedno, w jakim wieku dziecko idzie do szkoły.

            No to tu się zgadzamy.

            > Tak czy inaczej dziwię się rodzicom, bo te dzieci obecnie jako 5-latki mają
            > prawo do tzw. "zerówki", za rok, jesli rodzice zostawią je w
            > przedszkolu/zerówce, będą powtarzały materiał zerówki, a za dwa lata, jako
            > 7-latki, zaczną się uczyć literek. Dla mnie to jest cofanie dziecka w rozwoju,

            W praktyce mamy do czynienia z czymś, co ktoś tutaj wcześniej nazwał "nowym burdelem programowym". Z jednej strony większość rodziców odrzuciła reformę i chciałaby, żeby było mniej więcej jak dotąd. Solidna zerówka, a potem klasa pierwsza itd.

            Z drugiej ministerstwo poszło pozornie (powtarzam: pozornie) na kompromis, dając trzyletni okres przejściowy, w którym pozwala decydować rodzicom. Pozorność tego kompromisu polega na tym, że rodzice chcieliby wybrać to, co było, czyli model sprzed reformy,a takiej możliwości nie mają. Bo reforma wchodzi czy rodzice jej chcą, czy nie. I daje się im alternatywę: albo poślecie dzieci do pierwszej klasy, albo skażecie je na powtarzanie programu pięciolatków w oddziale przedszkolnym.

            A w praktyce to wcale tak nie wygląda. W zależności od szkoły, rodziców i nauczycieli oddziały przedszkolne dla sześciolatków, wbrew założeniom ministerstwa, w mniejszym lub większym stopniu realizują program dawnej zerówki... A potem gimnastykują się, jak nie zanudzić dzieci w pierwszej klasie. W efekcie jedno z wydawnictw dostosowało się do tej chorej sytuacji opracowując dwa warianty podręcznika do pierwszej klasy: dla dzieci sześcioletnich po przygotowaniu przedszkolnym w grupie pięciolatków i dla siedmiolatków po "tajnych kompletach" w oddziale przedszkolnym dla sześciolatków (gdzieniegdzie zwanym z przyzwyczajenia zerówką).

            Czasami trudno ustalić, co naprawdę robią w danej szkole dzieci w oddziale przedszkolnym - patrz wątek o zerówkach. Chyba, że ma się znajomych rodziców chodzących tam dzieci lub znajomych belfrów. Ale znam szkołę, która otwarcie przyznaje, że w oddziale przedszkolnym i w pierwszej klasie dla sześciolatków robią prawie to samo. I szkołę, która twierdzi, że dzielnie trzyma się nowej podstawy, czyli powtarza pięciolatki.
          • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 05.04.10, 23:55
            lodewijk napisał:

            > Znane mi są
            > jednakże problemy z emocjonalnym niedostosowaniem dzieci, małe
            dzieci są
            > zdecydowanie mniej odporne na szkolne realia, dlatego jestem
            daleki od
            > twierdzenia, że to jest wszystko jedno, w jakim wieku dziecko
            idzie do szkoły.

            To akurat nie tylko od wieku zależy. Dużo znaczy dobre przygotowanie
            przedszkolne oraz atmosfera w I klasie.
            W praktyce różnie z tym bywa ale założenia nowej podstawy
            programowej kłada na to duzy nacisk - tzn na staranne przygotowanie
            przedszkolne i przyjazną i bezstresową I klasę!

            • wgra Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 12:27
              Moje dziecko jest obecnie uczniem I klasy.Muszę przyzać,że bardzo
              obawiałam się nowej podstawy programowej,bo dzieciak przeszedł
              solidną zerówkę.Okazało się jednak,że wcale się nie
              nudzi,przeciwnie musi sporo pracować.Dzieci również przepisują
              czytanki(co prawda nie po dwie strony ale np.pól lub odrobinę
              więcej),czytają lektury(już w pierwszym semestrze lektura ok 90
              stron), wykonują działania w zakresie 20,piszą ze słuchu,mają sporo
              testów i sprawdzianów róznego typu no i sporo prac domowych.Jeśli
              któres z dzieci nie nadąża pani informuje rodziców,że muszą więcej
              pracować w domu bo ona przy 30 osobowej klasie nie ma czasu na
              indywidualną pracę.Dzieci nie znające wczesniej liter i bez
              umiejetności wczesniejszego czytania nie miałyby szans na opanowanie
              materiału czy samodzielne przeczytanie lektury.Jak widac nowa
              podstawa programowa jest realizowana różnie w zależności od szkoły
              i nauczyciela.Klasa mieszana 7 i 6 latków.Wszyscy po zerówce.
              • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:13
                Dzieci nie znające wczesniej liter i bez
                > umiejetności wczesniejszego czytania nie miałyby szans na
                opanowanie
                > materiału czy samodzielne przeczytanie lektury.Jak widac nowa
                > podstawa programowa jest realizowana różnie w zależności od szkoły
                > i nauczyciela.Klasa mieszana 7 i 6 latków.Wszyscy po zerówce.

                dodaj - po starej zerówce sprzed reformy, która takie rzeczy miała w
                programie.
                bo teraźniejsze, po reformie, przygotowanie do szkoły
                (przedszkolne - zerówek nie ma) nie przewiduje, że dziecko idące do
                I klasy ma znać litery i umieć czytać - ma być gotowe do tej nauki.
                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:28
                  Joanna a nie doczytałas, że to klasa łączona 6 - 7-latków, czyli
                  powinna się trzymac nowych ram programowych dostosowanych dla 6-
                  latków ???
                • wieczna-gosia Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:38
                  > bo teraźniejsze, po reformie, przygotowanie do szkoły
                  > (przedszkolne - zerówek nie ma) nie przewiduje, że dziecko idące do
                  > I klasy ma znać litery i umieć czytać - ma być gotowe do tej nauki.

                  na spotkaniach we wszystkich szkolach w jakich bylam powtarzano
                  bardzo wyraznie ze literki absolutnie nie sa konieczne. Dzielenie na
                  slaby, gloski ewentualnie ale analiza a nie synteza.
                  • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:42
                    dokładnie.
                    u nas na zebraniu w szkole pani dyrektor zażartowała, że czytające i
                    piszące 6-latki proponuje skierowac od razu do III klasy.
                    dziecko idące do I klasy ma być gotowe do nauki pisania i czytania,
                    a więc dzielić na sylaby, rozrózniać pojedyncze głoski np. na
                    poczatku wyrazu itp.
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:24
                No własnie...i dlatego nie chce mi się już dyskutować z mamuskami
                przekonanymi, że wszystko jest git, super, ekstra, każdy sobie
                poradzi, nie ma różnicy między dziećmi rok, półtora czy dwa lata
                młodszymi, panie będą się cackać i będzie zupełnie tak samo
                fantastycznie jak w zerówce...żenada, bo te osoby nie widzą więcej
                niż czubek własnego nosa. Bo ich dzieci to są genialne i już
                wszystko potrafią tak samo doskonale jak 7-latki. I w ogóle ich
                dzieci chodzą do najlepszych szkół i mają genialne nauczycielki- och
                i ach jak one super liczą, piszą i czytają lektury. A ja widzę co
                dzieciaki robią w szkole w 1 klasach, bo uczę (i mam chrzesniaka,
                wcale się nie nudzi). Mają sobie radzić, a rodzice mają stanąć na
                głowie żeby im pomóc, bo jest materiał do zrealizowania a czasu
                mało. A ja nie mam do wyboru wielu szkól (ani prywatnych z
                szafeczkami), bo mieszkam w mniejszym mieście. I do 1 klas rok
                wczesniej idzie garstka dzieci. W pierwszym obowiązkowym roczniku
                mojej córki, będzie więc niezły bajzel i natłok dwóch roczników. No
                przekonałyście mnie...będzie świetnie ! Nie będę już tutaj nawet
                porównywała przedszkola do szkoły, która jest molochem i nie jest
                przystosowana dla młodszych dzieci kompletnie. Szkolna stołówa i
                walka o byt przy okazaniu karty obiadowej przy okienku, a obiad
                podany przy stoliku w przedszkolu to też dla mnie różnica. Nie bede
                już nawet wspominała o dźwiganiu cięzkiego plecaka i jego wpływie na
                kręgosłup. No i oczywiście ten Wasz samozachwyt jak to Wasze dzieci
                w pare tygodni dojrzało, wydoroślało, zrobiło się odpowiedzialne i
                samodzielne...ale nie odbieracie tego jako skracanie dzieciństwa.
                Nie ważne, że muszą już ślęczeć nad pracami domowymi i nauką zamiast
                pobiegać na podwórku z rówieśnikami. Wy nawet nie widzicie różnicy
                między nauką w przedszkolu, zabawami na dywanie, spacerami i
                bieganiem na placu zabaw, siedzeniem przy kolorowych stolikach i na
                miękkim dywanie a ślęczeniem w szkolnej ławce i 10 minut przerwy na
                szkolnym wybiegu pomiędzy dziećmi kika lat starszymi.
                I sobie zachwalajcie jak to u was cudownie, a ja znam realia szkół
                w mniejszych miejsowościach i widzę ogromną przepaść między tym co
                dzieci otrzymywały w przedszkolach, a co mają w szkołach i jak to
                wygląda. I widzę co 1 klasiści mają zadawane do domu i co robią na
                zajęciach. I bardzo wygodnie nazywa się Wam nas frustratkami i
                histeryczkami, pomimo że nie znacie naszych realiów i dlatego szkoda
                mi już czasu na taką dysksję. Patrząc przez pryzmat moich
                doświadczeń, obserwacji i realiów, które czekają moje dziecko
                mogłabym Was wyzwać od nieczułych i niewyrozumiałych olewatorek. I
                tyle.
                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:49
                  CytatNo i oczywiście ten Wasz samozachwyt jak to Wasze dzieci
                  w pare tygodni dojrzało, wydoroślało, zrobiło się odpowiedzialne i
                  samodzielne...ale nie odbieracie tego jako skracanie dzieciństwa.


                  Dobrze. W takim razie, Afrikano, podaj mi definicję "dzieciństwa" i kryteria, jakie dziecko lat 6-7 musi spełniać, aby pozostawało dzieckiem.
                  Mimo, że moje dziecko wydoroślało i dojrzało, nie uważam, aby przestało być dzieckiem. Patrząc na niego, to ja podejrzewam, że dzieckiem będzie jeszcze baaaaaardzo długo. W czym nie przeszkadza chodzenie do szkoły.

                  CytatNie ważne, że muszą już ślęczeć nad pracami domowymi i nauką zamiast pobiegać na podwórku z rówieśnikami.

                  Dlaczego ZAMIAST a nie OPRÓCZ? Bo tak dramatyczniej brzmi? I dlaczego "ślęczeć", a nie "siedzieć"? Bo też brzmi dramatyczniej? Manipulujesz słowami, stosujesz histeryczną retorykę rodem z Faktu. "Ślęczeć nad pracami domowymi", "skracać dzieciństwo".

                  Opisujesz tę pierwszą klasę tak, jakby to był kierat, praca w kamieniołomach; tak, jakby te biedne dzieciaczki byly przykute łańcuchami do ławek w szkole, z ołowianymi kamieniami u szyi i potem w domu tak samo, na łańcuchu przez kilka godzin odrabiać zadania domowe - a nauczyciel/matka z rózgą musiała stać nad nim i palcem kiwać. Tak odbieram twoje posty. I sądzę, że są przerysowane. I że potem okaże się, że pierwszoklasiści jednak idą na obiad z nauczycielem, który zbiera karty i ustawia dzieci w kolejkę przy okienku (bo tak jest w większości szkół - a jeśli nie jest, rodzice MAJĄ PRAWO tego wymagać), zaraz potem okaże się też, że dziecko nie bawi się z rówieśnikami na dworze, bo pracę domową dawno odrobiło a teraz ogląda durnawy serialik na TVN; że plecak szkolny i tak nosi rodzic (albo, jeszcze lepiej, wozi samochodem), a dziecko praktycznie przenosi go tylko z szatni do klasy i tak dalej.

                  Cytatwidzę ogromną przepaść między tym co
                  > dzieci otrzymywały w przedszkolach, a co mają w szkołach i jak to
                  > wygląda


                  No to może do liceum niech te dzieci mają kolorowe dywany, wybieg i drzemkę w ciągu dnia?
                  Szkoła to NIE JEST przedszkole. Przepaść będzie. I tak ta przepaść teraz jest o niebo mniejsza niż 25 lat temu. Bo teraz, wbrew temu, co mówisz, dzieci w pierwszej klasie nie siedzą ciągle w ławkach, często przez pierwszy semestr nie obowiązują ich dzwonki, a nauczyciel ma dowolność w prowadzeniu zajęć i przerwy może robić kiedy chce.
                  Nie chce mi się wierzyć, że miałaś aż takiego pecha, że w waszej miejscowości wszystkie szkoły są ZŁE, we wszystkich pierwszych klasach dzieci "ślęczą" nad nauką nie mając w ogóle zajęć ruchowych i że w każdej stołówce jest walka o byt. Nie chce mi się w to wierzyć.




                  I nie, to nie są realia. To jest histeria (a ja jestem olewatorką nieczułą ofkors). To jest histeria połączona z jakimiś naleciałościami z własnego dzieciństwa, z jakimś wpajaniem że szkoła to już ho ho! i nie żarty, nie przelewki (tak, tak rodzice straszyli dzieci w latach 70-tych).

                  A teraz będę podła, nie piję do ciebie Afrikano osobiście, bo akurat o tobie nic nie wiem - może po prostu czasem warto pogodzić się z tym, że ma się niekumate dziecko, które ma problemy z nauką, zamiast zrzucać wszystko na przeładowany program (???), zły system i stres w szkole, i pogodzić się z tym, że pewne dzieci niezależnie od tego, czy pójdą do szkoły jako 6- czy jako 7-latki i tak bedą musiały poświęcić na zadania domowe 2 razy więcej czasu niż inne.

                  I tak, uważam, że wszystkie uprawiacie na zapas czarnowidztwo.
                  I uważam również, że każdy widzi różnicę między ZABAWĄ i NAUKĄ w przedszkolu, a ZABAWĄ i NAUKĄ w szkole, nie uwłaczaj inteligencji swoich rozmówców - tylko nie każdy uważa, że ta różnica zdecydowanie będzie powodem traumy i nerwicy u sześciolatka. Prędzej u jego rozhisteryzowanej mamusi.
                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:25
                    Jak ja lubie cie czytac smile
                    Z wygodnictwa podpisywłabym sie pod niemal kazdym postem.
                • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:50
                  > Bo ich dzieci to są genialne i już
                  > wszystko potrafią tak samo doskonale jak 7-latki. I w ogóle ich
                  > dzieci chodzą do najlepszych szkół i mają genialne nauczycielki-
                  och
                  > i ach jak one super liczą, piszą i czytają lektury.

                  moj 6-latek idący w tym roku do I klasy nie pisze (słow), nie czyta,
                  dobrze liczy.

                  > A ja nie mam do wyboru wielu szkól (ani prywatnych z
                  > szafeczkami), bo mieszkam w mniejszym mieście. I do 1 klas rok
                  > wczesniej idzie garstka dzieci.

                  no ja afrikana mieszkam na wsi, a dziecko będę dowozić do szkoły w
                  mieście - poza rejonem. tak robi mnóstwo naszych sąsiadów, którzy
                  zadali sobie trudu znalezienia takiej szkoły , która, mam nadzieję,
                  sprosta naszym oczekiwaniom.
                  szkoła rejonowa niestety ich nie spełnia.

                  6-latkowie pozostający w przedszkolu to mniejszość, większość idzie
                  właśnie do I klasy. i nie sa to geniusze, po prostu normalnie
                  rozwinięte dzieci, spełniające normy rozwojowe dla tego wieku.
                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:55
                    Cytatktórzy
                    zadali sobie trudu znalezienia takiej szkoły , która, mam nadzieję,
                    sprosta naszym oczekiwaniom. szkoła rejonowa niestety ich nie spełnia.


                    Joanno, ale wg Afrikany żadna szkoła nie spełnia jej oczekiwań. Być może dlatego, że Afrikana ma potwornego pecha i wszystkie szkoły w jej miejscowości są okropne, ale być może też dlatego - dywaguję teraz hipotetycznie - że Afrikanie ciężko przetrawić fakt, że szkoła NIE będzie identyczna jak przedszkole ale i fakt, że zmiana placówki z "przedszkole" na "szkoła" nie oznacza automatycznie tego, że dziecko przestaje być dzieckiem.
                    • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:13
                      Weź już się mamuśka ode mnie odstosunkuj, nic nie wiesz ani o mnie,
                      ani o moim dziecku, ani o miejscu w którym mieszkam, ani jakie
                      szkoły mam do wyboru, ale oceniać i krytykować to Ty potrafisz. Nie
                      widzisz nic dalej poza czubkiem swojego nosa. Jesteś strasznie
                      przemądrzała i wydaje Ci się, że wszystko o wszystkich wiesz
                      najlepiej i wiesz co dla każdego jest najlepsze. Nie chce mi się juz
                      z Tobą rozmawiać, bo szkoda czasu. I tak nie zrozumiesz czyjejś
                      sytuacji, bo widzisz tylko swoją. Tak już miewają egoiści i ludzie
                      zarozumiali wywyższający się ponad innch. Już wiele głosów było w
                      tej dyskusji, które pokazały, że nie jest tak różowo ale cięzko Ci
                      przyjąć do wiadomości, że wszędzie może byc inaczej niż w Twojej
                      szkole.
                      To wyślij swoje dzieci rok wcześniej zamiast się wymądrzać.
                    • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:29
                      Afrikana ponoc jest nauczycielka, pewnie w kiepskiej szkole pracuje
                      i nie chce aby tam poszło jej dziecko. A ruszyc i coś w szkole
                      zmienić....a po co. Lepiej ponarzekac jakie to szesciolatki
                      niedojrzałe, nieszczęśliwe i wogóle nienadające sie do niczego
                      wiecej niz siedzenie na kolorowym dywanie. Tornister to kajdanki i
                      zabieranie dzieciństwa. Swoją droga ciekawi mnie jaką definicję
                      dzieciństwa posiada Afrikana.
                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:37
                        CytatSwoją droga ciekawi mnie jaką definicję
                        dzieciństwa posiada Afrikana.


                        Standardową, jak sądzę - wnoszę z tego "ślęczenia nad ksiązkami zamiast biegania z rówieśnikami na podwórku" wink.
                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:40
                        CytatA ruszyc i coś w szkole zmienić....a po co.

                        Uhm, choćby kwestię tej nieszczęsnej walki o byt w stołówce - nie widzę żadnych przeszkód, aby sześciolatki zaczynały przerwę obiadową np. 20 minut wcześniej i szły do stołówki z nauczycielem. No ale to trzeba się ruszyć, porozmawiać, załatwić, przekonać.
                        • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:44
                          Hmm...w poprzedniej szkole szesciolatki jadły obiad wtedy kiedy
                          reszta szkoły uczyła się, miały osobne niskie stoliki, panie
                          pomagały poroznosic obiady. Nikt ich nie poganiał a ni nie deptał.
                          Zreszta w wiekszosci znanych mi szkół tak jest że zerówki i pierwsze
                          klasy jedzą w innych porach niz starsi uczniowie.
                          • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:51
                            CytatZreszta w wiekszosci znanych mi szkół tak jest że zerówki i pierwsze
                            klasy jedzą w innych porach niz starsi uczniowie.


                            Nie w szkole Afrikany. Tam sześcio i siedmiolatki są rozdeptywane, a nauczyciele
                            kibicują.
                            • zyza2 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 16:14
                              "Nie w szkole Afrikany. Tam sześcio i siedmiolatki są rozdeptywane,
                              a nauczyciele> kibicują."
                              Trafne spostrzeżeniesmile
                            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:23
                              Dyskusja na żenująco niskim poziomie. Poużywajcie sobie, nie wzrusza
                              mnie to. Nic nie wiecie co to za szkoła. Pracowałam w niej, ale
                              bardzo krótko, bo odeszłam. I nigdy więcej.
                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:52
                            > Hmm...w poprzedniej szkole szesciolatki jadły obiad wtedy kiedy
                            > reszta szkoły uczyła się, miały osobne niskie stoliki, panie
                            > pomagały poroznosic obiady. Nikt ich nie poganiał a ni nie deptał.
                            > Zreszta w wiekszosci znanych mi szkół tak jest że zerówki i
                            pierwsze
                            > klasy jedzą w innych porach niz starsi uczniowie.

                            I to takie smieszne, że u nas tak nie jest ??? Śmieszne, że są
                            zwykłe przerwy obiadowe ? Śmieszne, że jest zwykła stołówka i że nie
                            ma żadnych stoliczków tylkozwykłe stoły ? Śmieszne, że po obiad stoi
                            się w kolejce do okienka ??? Śmieszne, że mój chrześniak nie raz nie
                            zjadł obiadu bo nie wiedział, że akurat teraz jest długa przerwa
                            obiadowa a on się jeszcze nie znał na zegarku ? No bardzo śmieszne,
                            boki zrywać.
                            Nie... ja widzę, że ta dyskusja faktycznie nie ma najmniejszego
                            sensu, bo myn tutaj o jakichś dwóch światach mówimy.
                            Zerówek nie ma w tej szkole.
                            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:10
                              Afrikano, ale skoro jest TAK ŹLE, to dlaczego rodzice nic z tym nie robią? Ani nauczyciele? Choćby z tą stołówką, i z tym, że dziecko nie wie, że jest przerwa obiadowa?
                              Wszyscy godzą się na taki status quo?
                              Może zamiast biadolić, warto już teraz zebrać grupę zaangażowanych rodziców, którym nie jest to obojętne, poszukać sponsora, który pomoże dostosować te nieszczęsne sale lekcyjne, stołówki? W kupie siła, że tak to ujmę. I w chęciach.
                            • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:14
                              > I to takie smieszne, że u nas tak nie jest ??? Śmieszne, że są
                              > zwykłe przerwy obiadowe ? Śmieszne, że jest zwykła stołówka i że nie
                              > ma żadnych stoliczków tylkozwykłe stoły ? Śmieszne, że po obiad stoi
                              > się w kolejce do okienka ??? Śmieszne, że mój chrześniak nie raz nie
                              > zjadł obiadu bo nie wiedział, że akurat teraz jest długa przerwa
                              > obiadowa a on się jeszcze nie znał na zegarku ? No bardzo śmieszne,
                              > boki zrywać.

                              To nie jest śmieszne, to jest po prostu dziwne, gdzie w roku 2010 w jakby nie
                              było normalnym kraju osoby odpowiedzialne za pewne kwestie, nie potrafią tak
                              zorganizować swojego czasu pracy żeby, zaznaczam u mnie tak jest, klasy I-III
                              miały inaczej zorganizowane obiady w szkole.
                              Jestem mama 6-latki z wyboru posłanej do pierwszej klasy i matka z przymusu dla
                              drugiej, niestety nie widzę absolutnie nic dziwnego w posyłaniu sześciolatków do
                              szkoły, co więcej reszta rodziców z przedszkola bardzo żałuje, że się na ten
                              krok nie zdecydowała, dziwnym trafem wszyscy mieliśmy dzieci z początku roku i
                              te "biedne" dzieci teraz nie mają najmniejszej ochoty chodzić do tego
                              przedszkola, które jakby nie było jest świetne. Tyle, że ja nie bałam się
                              zapytać wychowawczyń w przedszkolu, pedagoga i paru innych ludzi obeznanych w
                              temacie czy moje dziecko da radę.
                              Dziwnym trafem nauczyciele, którzy mają kontakt z moim dzieckiem twierdzą, że
                              wybrałam dobrze, bo jakby nie było młoda jest 1 w klasie pod względem wiedzy i
                              dostosowywania się do nowego środowiska, jest przewodniczącą klasy, bo reszta
                              klasy czasami starsza od niej o ponad rok nie miała tyle siły w sobie żeby wyjść
                              na apelu i odebrać dyplom dla klasy.

                              Afrikana to co piszesz jest dla mnie całkowicie nie do pojęcia, bo to my rodzice
                              też tworzymy szkołę, tyle że jak widzę frekwencje na zebraniach Rady Rodziców to
                              czasami szlak mnie trafia.

                              Dramatyzujesz i to bardzo, wszystko się da zmienić, tylko trzeba chcieć, jeszcze
                              jak twierdzisz, że jesteś nauczycielem e. wczesnoszkolnej to powinnaś wiedzieć,
                              że dzieci powinny według nowej reformy kończyć mniej więcej o tej samej
                              godzinie, jeśli jest inaczej to trzeba interweniować u dyrektora lub u wice
                              który się tym zajmuje. Kontrole z kuratorium są na tyle często, że to powinno
                              wyjść prędzej czy później.
                              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:41
                                > Dramatyzujesz i to bardzo, wszystko się da zmienić, tylko trzeba
                                chcieć, jeszcze
                                > jak twierdzisz, że jesteś nauczycielem e. wczesnoszkolnej to
                                Nigdzie nie twierdziłam, ze jestem nauczycieli e. wczesnoszkolnej.
                                Jestem anglistką. No, ale to wy twierdzicie, że wszystko jest tak
                                super i nie ma się czego czepiać,że wszystko takie dostosowane i
                                zorganizowane. To, że czeka mnie walka o lepsze, to ja wiem
                                doskonale. NIe musicie mnie uświadamiać.

                                powinnaś wiedzieć,
                                > że dzieci powinny według nowej reformy kończyć mniej więcej o tej
                                samej
                                > godzinie, jeśli jest inaczej to trzeba interweniować u dyrektora
                                lub u wice
                                > który się tym zajmuje. Kontrole z kuratorium są na tyle często, że
                                to powinno
                                > wyjść prędzej czy później.

                                Słuchaaaam ????? Przeciez wszyscy o tym wiedzą, tak jest od lat,
                                szkoła jest przepełniona i nie ma na to rady. Dopóki nie wybudują
                                drugiej (a to chyba w snach) dzieciaki będą chodziły na tyle zmian i
                                do takich późnych godzin. A ty możesz mi powiedzieć na jakiej
                                postawie twierdzisz, że to sprawa dla kuratorium ??? Jakieś linki do
                                ustawy ?
                            • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 11:54
                              To zróbcie z rodzicami cos żeby było inaczej. jak bedziecie łykac
                              jak bezmyslne gęsi co wam rzucają to bedzie nadal tak samo.
                              Rodzice naprawde mają sporo do powiedzenia w szkole czy przedszkolu.
                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:21
                        A ty masz chyba jakieś urojenia, bo w żadnym miejscu nie napisałam,
                        że pracuję w tej samej szkole.
                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 13:57
                    no a ile masz do miasta ? Pewnie bliżej niż ja do następnego. A w
                    moim mieście wyboru nie mam.
                    No i super, ze u Ciebie większość idzie wcześniej, a u mnie nie. I
                    co teraz ??? Tez jest super ? U mnie będzie dziki tłum w 1 klasach.
                    Juz teraz w naszej podstawówce jest 8 klas pierwszych (samych 7-
                    latków zeby nie było). Mówi Ci to coś ???
                    • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:03
                      Cytatw moim mieście wyboru nie mam. (...) Juz teraz w naszej podstawówce jest 8 klas pierwszych (samych 7-latków zeby nie było).

                      Afrikano, czy u was jest jedna podstawówka, ten wielki moloch? Pytam bez złośliwości.
                      I ile masz do najbliższego miasta? Też bez złośliwości pytam, próbuję zrozumieć twój tok myślenia.
                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:18
                        Tak, jest jedna podstawówka na połowę miasta. Z drugiej strony
                        miasta sa podstawówki połączone z gimnazjami i sa jeszcze gorsze.
                        Tutaj samych klas 1 jest 8. Jest przepełniona. Od lat obiecują
                        budowę drugiej,ale to tylko czcze obietnice. Do najbliższego miasta
                        mam kilkadziesiąt km, przy czym jest to w najlepszym przypadku
                        godzina drogi w jedną stronę. Ale raczej trzeba liczyć półtora lub
                        nawet dwie w godzinach szczytu. Czyli w autobusie dziecko musiałoby
                        spedzać minimum 2 do 3-4 godzin dziennie.
                        • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:32
                          CytatCzyli w autobusie dziecko musiałoby
                          spedzać minimum 2 do 3-4 godzin dziennie.


                          Moje dziecko w autobusie spędza 2 godziny dziennie, w zimie - kiedy są sniegi i
                          jest ślisko - dłużej, bo szkoła w Karpaczu Górnym i bus jedzie wolno. Coś za coś.

                          Piszesz o pobliskim dużym mieście - a co z mniejszymi w pobliżu? Wszędzie jest
                          taka sama sytuacja jak u was, jedna podstawówka na miasto i kiepskie warunki?
                          • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 20:53
                            mama_kotula napisała:

                            > Piszesz o pobliskim dużym mieście - a co z mniejszymi w pobliżu?
                            Może i są ciut lepsze, ale dobry dojazd jest pewnie tylko do dużego
                            miasta...
                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:36
                            > Moje dziecko w autobusie spędza 2 godziny dziennie, w zimie -
                            kiedy są sniegi i
                            > jest ślisko - dłużej, bo szkoła w Karpaczu Górnym i bus jedzie
                            wolno. Coś za coś

                            No tak, fantastyczne dzieciństwo. Jak chcecie jego definicji, to to
                            jest właśnie jego zaprzeczenie. Sory, ale nie skażę na to swojego
                            dziecka. Siedzenie po minimum 5-6 godzin w szkole, 2-3 godziny w
                            autobusie, potem pewnie jakąś godzinę nad pracą domową. Tyle godzin
                            na samą szkołę. A gdzie czas na resztę ? Ile tego czasu na rodzinę,
                            odpoczynek, zabawę, przyjemności, ruch na świeżym powietrzu i
                            rówieśników ? Zimą szkoła może dziecku zająć i 10 godzin ! (np. 6
                            lekcji + 3 h autobus + 1 h praca domowa). Faaajnie, nie ma co !

                            > Piszesz o pobliskim dużym mieście - a co z mniejszymi w pobliżu?
                            Wszędzie jest
                            > taka sama sytuacja jak u was, jedna podstawówka na miasto i
                            kiepskie warunki?
                            >
                            Nie ma bliższej alternatywy. W każdą stronę po kilkadzesiąt km.

                            A jeszcze chciałabym się Was zapytać na ile zmian chodzą wasze
                            dzieci i o której najpóźniej kończą lekcje. Bo u nas chodzą
                            codziennie inaczej, na kilka zmian i kończą nawet o 18;20. Mój
                            chrześniak kończy tak dwa razy w tygodniu i ma jeszcze zadaną na
                            drugi dzień pracę domową. Powiedzcie mi jeszcze, że to normalne,
                            żeby takie małe dzieci w taki sposób funkcjonowały.
                            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:00
                              Cytat> No tak, fantastyczne dzieciństwo. Jak chcecie jego definicji, to to
                              > jest właśnie jego zaprzeczenie.


                              No widzisz. A wg mnie fantastyczne dzieciństwo to m.in. robienie tego, co się lubi. Dzieciaki uwielbiają jazdy szkolnym busem i jest to dla nich część szkolnego życia ale i wolnego czasu, kiedy można luźno pogadać z kolegą z ławki, poczytać książkę, posłuchać audiobooka, powygłupiać się.
                              Niemniej tak, uważam że jazda do szkoły busem ze skrzywioną i wiecznie niezadowoloną mamusią może być dla dziecka mało przyjemna. Natomiast dzieci z naszej szkoły traktują busa jako przedłużenie ostatniej przerwy tongue_out.

                              CytatA gdzie czas na resztę ? Ile tego czasu na rodzinę,
                              > odpoczynek, zabawę, przyjemności, ruch na świeżym powietrzu i
                              > rówieśników ?


                              Wiesz, jak dziecko chodzi do przedszkola i jest w nim od 8 do 16 też nie ma zbyt wiele czasu na rodzinę i ruch na świeżym powietrzu, jako że w większości przedszkoli np. w zimie się praktycznie nie wychodzi. To tak na marginesie twoich ubolewań.
                              Rówieśników dziecko ma w szkole, jakbyś nie zauważyła, są przerwy, jest czas przed i po lekcjach - to jest tzw. szkolne życie, bardzo ważny element szkoły. Do tego, rodzice bardzo często umilają dziecku popołudnia zajęciami dodatkowymi - angielski, taniec, informatyka, przez co znowu olaboga okraja się dziecku ten wolny czas.

                              Ok, załóżmy że dziecko jest w szkole od 8 do 13. Dojazdu nie liczę, bo, załóżmy, chodzi na piechotę. Rodzice pracują, więc dziecko - 6-7-letnie - do godziny 15-16 przebywa w świetlicy (albo przebywa w niej rano, kiedy ma drugą zmianę). Świetlice, jak wiemy, są różne, ale przewaznie nie zapewniają warunków do luźnej zabawy, odpoczynku w pozycji horyzontalnej itp. W świetlicy raczej odrabia się lekcje i prowadzi zabawy "stolikowe". Po czym dziecko idzie do domu, lekcje ma już przeważnie odrobione - jako że w świetlicy spędziło 2-3 godziny. W domu jest po 16:00, spać idzie o 20:00. Na zabawę z rówieśnikami, rodzinę i odpoczynek ma 4 godziny.
                              Moje dziecko jest w szkole - z dojazdem - od 7 do 15:40, ma tam również zapewnione zajęcia dodatkowe, na które dzieci ze szkół publicznych są z reguły dowożone popołudniami (dodatkowy język, szachy, zajęcia sportowe typu łyżwy, warsztaty artystyczne). W domu odrabia lekcje góra 20 minut, godzina - jeśli np. jest jakiś konkurs i trzeba wykonać pracę. Od 16:00 jest wolne, podobnie jak twoje wracające z rejonówki.

                              Inna sprawa, że dzieci w pierwszej klasie w szkołach publicznych naprawdę rzadko miewają 6 lekcji. Znowu uprawiasz czarnowidztwo.

                              Cytat> A jeszcze chciałabym się Was zapytać na ile zmian chodzą wasze dzieci i o której najpóźniej kończą lekcje.

                              Na jedną. Cała szkoła - klasy 0-6 - ma codziennie zajęcia od 8 do 15. W rejonowej chodzą na trzy zmiany, ale nie ma sytuacji, aby w dniu następującym po zmianie 3 (kończącej o 17:00) zajęcia były na zmianę pierwszą - są na 2 albo na 3, aby dziecko rano miało czas np. w świetlicy na odrobienie lekcji.
                              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:20
                                ale o jakim my busie mówimy ? Ja bym sobie wybrała szkołę w innym
                                mieście i niby miałby busik szkolny po moje dziecko przyjezdzać ???
                                Po jedno dziecko ? Z miejscowości A do miejscowości B ??? Co to za
                                żarty ???? Np z Wyszkowa do Warszawy ? My tutaj chyba o PKS-ie
                                mówimysmile)) No a w PKS-ie wiadomo...życie towarzyskie dziecka wprost
                                kwitniesmile

                                Mój chrześniak ma po 5-6 lekcji kazdego dnia ( w tym jest angielski
                                i religia) nie wiem co Cię dziwi. Chodzi na różne zmiany i po
                                zmianie do 18;20 następnego dnia idzie na 8. I ma pracę domową.
                                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:29
                                  I zapytam za Wikulą - NIKT nie interweniuje, wszyscy rodzice zgadzają się na taki status quo? Czy po prostu nikomu się nie chce poruszyć instancji wyższych, typu kuratorium, i każdy umywa ręce i woli płakać i ubolewać?
                                  W sumie nie odpowiadaj. Bo ja niestety wiem, jakie jest zaangażowanie rodziców w cokolwiek - w przedszkolu byłam członkinią Rady Rodziców i jedyne, z czym się spotykałam, to skargi, skargi, jęki i biadolenie. Ale żeby ktoś zaangażował się w cokolwiek - co przecież dotyczy własnego dziecka - to już ze świecą trzeba było takich szukać.
                                  W mojej szkole na początku było jasno powiedziane - szkoła stara się zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki, ale bez zaangażowania rodziców się zwyczajnie nie da.

                                  Powiem krótko - jakbym się dowiedziała, że moje dziecko nie zjadło obiadu bo nie trafiło na stołówkę w odpowiednim czasie, narobiłabym rabanu na 124 fajerki. Jednocześnie zaproponowałabym inne rozwiazanie kwestii obiadów dla dzieci klas 1-3. W sprawie lekcji kończących się o różnych porach również interweniowałabym - jest to niezgodne z założeniami reformy.
                                  Natomiast najłatwiej jest założyć ręce i płakać, jaka to szkoła jest niedobra.
                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:49
                                    Słuchaj, narazie to ja tylko mogę sie przygotowywać psychicznie
                                    nato, co mnie czeka. I dlatego się boję. Moje dziecko jeszcze nie
                                    chodzi, więc nic zrobić nie mogę. Wiem po prostu jak tam jest, bo
                                    odeszłam z wielu przyczyn. Teraz będę musiała podjąc walkę o zmiany.

                                    W sprawie lekcji kończących się o różnych porach również
                                    interweniowałabym
                                    > - jest to niezgodne z założeniami reformy.
                                    A masz może jakieś linki do założeń reformy tej kwestii ? Jestem
                                    poważnie zainteresowana.

                                    > Natomiast najłatwiej jest założyć ręce i płakać, jaka to szkoła
                                    jest niedobra.
                                    No juz teraz mam porównanie i wiem jak powinno być. Do tej pory
                                    myślałam, że to standard i dlatego bardzo dziwiłam się jak Wy
                                    możecie być zadowolone z czegoś takiego.
                                    • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:57
                                      CytatMoje dziecko jeszcze nie chodzi, więc nic zrobić nie mogę.
                                      Wydaje mi się, że możesz - razem z rodzicami dzieci które będą chodzić do tej szkoły. Jeśli zebrałaby się większa grupa, opracowała sobie jakieś stanowcze postulaty i propozycje w kwestii późniejszej edukacji - myślę, że dyrekcja mogłaby przychylniej spojrzeć na nie. W każdym razie warto próbować już teraz stworzyć coś w rodzaju Silnej Grupy Pod Wezwaniem W Trosce O Przyszłą Edukację Naszych Dzieci. Nagłośnić sprawę.


                                      CytatDo tej pory myślałam, że to standard

                                      I może wszyscy rodzice tak myślą... i dlatego nic nie robią.
                                      Linków poszukam, jak znajdę chwilę. Teraz czas na mnie i trzeba popracować trochę.
                                      • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:12
                                        Ja się mojej wice jutro zapytam i na 100% da mi podstawę prawną, którą tu
                                        zamieszczę, ale o dopiero rano. Coraz częściej mam wrażenie, że powinnam
                                        dziękować za to, że mieszkam tam gdzie mieszkam.
                                        Uwierz afrikana może być na prawdę dobrze, bo dzieciarnia jest przygotowana do
                                        reformy programowej ze względu na to w jakim wieku żyjemy plus rodzice tłamszeni
                                        przez ówczesną.
                                        Ja wiem, że to są małolaty, potykające się na prostej drodze, tylko chwila
                                        zastanowienia, czy Ty jako taki małolat wiedziałaś z czego jest ta droga?? Taki
                                        mały niewinny przykład wink
                                        Miałam się nie odzywać na temat reformy programowej w państwie polskim, ale
                                        wyszło jak zwykle, jestem niereformowalna, albo właśnie za bardzo ??
                                        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:19
                                          Dzięki dziewczynybig_grin
                                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:38
                                            Podaję Wam faktyczny plan zajęć - Klasa 1b
                                            Zerknijcie i powiedzcie, czy to jest normalne:

                                            pon - godz 13:50 - 18:15 (5 lekcji)
                                            wt - godz 8:00 - 11:30 (4 lekcje)
                                            śr - godz 12:50 - 18:15 (6 lekcji)
                                            czw - godz 10:45 - 17:20 (7 lekcji)
                                            ptk - godz 8:00 - 12:35 (5 lekcji)

                                            Codziennie praca domowa. Podoba Wam się ?
                                            A i jeszcze kilka statystyk:
                                            klas 1 - 7(pomyliłam się o 1 bo pamiętałam, ze w zeszłym roku było 8)
                                            klas 2 - 8
                                            klas 3,4,5,6 - również po 7

                                            W sumie - 43 klasy w jednej szkole. Do tego dojdą jeszcze dwa
                                            roczniki klas pierwszych jednoczesnie, bo jak już pisałam,
                                            zdecydowana większość jak nie musi to wczesniej nie puszcza. Czy
                                            ktoś jest w stanie to opanować ? Zadbać i przypilnować ? Nie ma
                                            szansuncertain
                                            • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 00:52
                                              plan mojej sześciolatki
                                              pon : 8:00-12:25
                                              wt: 8:50:13:30
                                              śr: 8:00- 12:25
                                              czw:9:45-13:30
                                              pt:8:00-11:40

                                              plus poniedziałek po lekcjach program "pierwszaki" do 13:50 i czwartek od 8 do 9:30
                                              i tak wyglądają zajęcia we wszystkich klasach pierwszych w mojej szkole, plus
                                              minus, bo czasami jedna klasa przychodzi wcześniej, druga pózniej, ale standard
                                              to jest to, że wszystkie kończą tak samo, jeśli kończą przed 12 to są prowadzone
                                              przez panią kierownik świetlicy na obiad o 12:10, zawsze przed przerwa, jeśli
                                              kończą o 12:25 to i tak tak przerwa obiadowa jest dla dzieci z klas I-III,
                                              niestety podany przez Ciebie plan jest nie do przyjęcia, na późniejszą zmianę
                                              zawsze mogą chodzić klasy IV-VI, na miejscu Twojej siostry porozmawiałabym sobie
                                              na ten temat na najbliższym zebraniu.
                                            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 01:23
                                              Plan jest ułożony źle, co widać na pierwszy rzut oka - wystarczy poniedziałek i wtorek - dziecko nie ma szans odrobić pracy domowej z poniedziałku na wtorek. Plan jest do korekty, ale tu musieliby zainterweniowac rodzice. I tak, jak pisze Wikula - na późniejsze zmiany mogą chodzić starsze klasy.

                                              Inna sprawa, że korekta planu napotka na pewno na beton i mur, ponieważ żaden nauczyciel uczący w klasach starszych nie zgodzi się na to, aby codziennie rozpoczynać pracę po 13 uncertain. Do tego pewnie braki kadrowe (lokalowe są oczywiste) uniemożliwiające naukę w klasach 1-3 o tej samej porze. Cięzko będzie, ale nie znaczy to, że jest to niemożliwe. Walczyłabym choćby o taką zmianę planu, aby nie było sytuacji, że dziecko jednego dnia kończy lekcje o 18, a następnego zaczyna o 8. System zmianowy na 99% zostanie, skupiłabym się na rotacji godzinowej. I, jak mówiłam, sprawę nagłośnić do władz lokalnych, do kuratorium, nagłośnić gdzie się da, upierdliwie nagłaśniać cały czas.

                                              Co do ilości lekcji się nie wypowiem, bo moje dziecko w zerówce ma codziennie 7 godzin zajęć - i będzie miało tak do klasy 6 włącznie.
                                              Pracę domową też ma codziennie, co akurat nie jest dla mnie niczym dziwnym. Plan wygląda tak:
                                              coffee.nazwa.pl/707/index.php?option=com_content&view=article&id=218&Itemid=83
                                              Wszystkich klas w szkole jest 9, najliczniejsza to 12 osób (zerówka). Standardem w publicznych szkołach są 4 klasy w roczniku, pomijając naszą rejonówkę, gdzie jest odpowiednio więcej.
                                              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:16
                                                No i widzisz mama-kotula, Ty się martwić o swoje dziecko nie musisz,
                                                ale każdy normalny rodzic w mojej sytuacji by się martwił nie biorąc
                                                juz nawet pod uwagę innych aspektów. To nie są warunki do nauki. W
                                                przypadku twojego planu lekcji codzienne prace domowe nie dziwią,
                                                ale dziwią w przypadku planu lekcji, który jest w mojej szkole, czyż
                                                nie ? Czy Ty wiesz, że mój chrześniak jest w domu około 19 i siada
                                                do pracy domowej na drugi dzien, bo ma na 8 ?

                                                I nie chce mi się wierzyć, że co do planów lekcji są jakieś
                                                regualcje prawne, bo takie plany zajęć są od zawsze, wszyscy o nich
                                                wiedzą i są jawne. Nie wierzę, że od lat nie ma tam wizyt kuratorium
                                                i że ktoś mógłby o tym nie wiedzieć. Przecież dzieci "ważnych
                                                osobistości" z mojego miasta też chodzą do tej szkoły, bo jest ich
                                                raptem trzy na krzyż. Poza tym, w innych podstawówkach nie jest
                                                lepiej, a do tego sa połączone z gimnazjami. Każda z nich jest
                                                przepełniona, bo po prostu brakuje nowej szkoły, którą obiecują od
                                                lat. W klasach jest po 30 dzieci, wszyscy chodzą na zmiany i od
                                                zawsze conajniej 2-3 razy w tygodniu kończą tak późno. Gdyby klasy 1-
                                                3 (22 klasy) miały chodzić na rano, to starsi musieliby chyba w
                                                szkole siedzieć do 21 i nigdy na rano by nie mieli. Jest jedna
                                                stołówka i dwie długie przerwy obiadowe po 20 minut. Fajnie ?
                                                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:23
                                                  CytatCzy Ty wiesz, że mój chrześniak jest w domu około 19 i siada
                                                  do pracy domowej na drugi dzien, bo ma na 8 ?


                                                  Wiesz, zdołałam się tego domyślić, jak pokazałaś plan winkwink

                                                  Cytat> I nie chce mi się wierzyć, że co do planów lekcji są jakieś
                                                  > regualcje prawne, bo takie plany zajęć są od zawsze, wszyscy o nich
                                                  > wiedzą i są jawne. Nie wierzę, że od lat nie ma tam wizyt kuratorium i że ktoś
                                                  mógłby o tym nie wiedzieć.


                                                  Ja jestem skłonna uwierzyć. Jeszcze do wczoraj sądziłaś, że to standard. Zapewne
                                                  rodzice również sądzili, że to standard więc stwierdzili, że nie mogą nic zrobić.
                                                  Mówię raz jeszcze - sprawę nagłośnić gdzie się da i drążyć. Małymi krokami.
                                                  Zacząć od rotacji dni w planie, aby nie było sytuacji, że jednego dnia dziecko
                                                  kończy o 18, a następnego zaczyna o 8 - jeśli i to się nie da, bezwzględnie
                                                  zażądać zakazu zadawania prac domowych w takiej sytuacji.
                                                  Rany, do Faktu czy innego szmatławca napiszcie. Słowo daję. Oni to odpowiednio
                                                  opiszą, lubią takie historie suspicious
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:30
                                                    Ale to pod warunkiem, ze są na to jakieś regulacje prawne. Bo jak
                                                    narazie, to mi o nich nic nie wiadomo. Jak sie upewnię, ze coś
                                                    takiego istnieje, będę walczyćbig_grin
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 12:52
                                                    CytatAle to pod warunkiem, ze są na to jakieś regulacje prawne. Bo jak
                                                    narazie, to mi o nich nic nie wiadomo. Jak sie upewnię, ze coś
                                                    takiego istnieje, będę walczyć big_grin


                                                    A jak nie ma regulacji prawnych, to co, poddajemy się i przystajemy na to, aby
                                                    dziecko uczyło się w skandalicznych warunkach, bo boimy się, że pan dyrektor nas
                                                    spuści na drzewo? Brawo. Z takim podejściem daleko nie zajdziecie.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:23
                                                    Ale jak można walczyć z czymś co jest prawne, uzasadnione ze względu
                                                    na możliwości i okoliczności, niesprzeczne z prawem ??? Co ma począć
                                                    dyrektor, że brakuje szkoły i inaczej się nie da ? Mam tutaj na
                                                    myśli plan zajęć a nie prace domowe. Bo na takie się oczywiście nie
                                                    zgodzę w powyższej sytuacji. Ale o to mogę powalczyć dopiero jak
                                                    córka pójdzie dzo szkoły.
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:42
                                                    Cytat
                                                    Ale jak można walczyć z czymś co jest prawne, uzasadnione ze względu na możliwości i okoliczności, niesprzeczne z prawem ???

                                                    Ruszyć się i wymyślić lepsze rozwiazanie, pomyśleć "outside the box". Zweryfikować ograniczenia i nie trzymać się betonowo opcji że "nie da się". Ja tak mam w pracy, pisząc oprogramowanie - jak się zawieszę na czymś w programie komputerowym i kurczowo trzymam się jakiejś jednej opcji, lawirując wokół niej napotykam błędy - po dwóch godzinach rzucania mięchem wiem, że czas poszukać innej opcji i nagle ograniczenia dają się ominąć.

                                                    Cytat
                                                    Co ma począć dyrektor, że brakuje szkoły i inaczej się nie da ?


                                                    Kto powiedział, że inaczej się nie da?
                                                    Pierwsza sprawa to kontrola z sanepidu, upierdliwe pisma i petycje WSZĘDZIE gdzie się da - władze miasta, kuratorium; nagłośnienie sprawy warunków - prasa, radio, telewizja (tak, też ogólnopolskie), upierdliwość i kreatywność to podstawa. I szukanie sponsorów - może ktoś udostępni kilka pomieszczeń do nauki, które można zaadaptować na klasy, zanim nowa szkoła zostanie wybudowana (tu też sponsorzy mile widziani).

                                                    Cała magia jest w tym, że do dyrekcji nie idzie się z pyskiem i pretensjami, tylko z zastrzeżeniami i propozycjami ulepszeń. I upierdliwie dąży do celu.
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:45
                                                    I przeanalizowac problem na zasadzie określenia celu i ograniczeń.

                                                    W stylu:
                                                    - co jest potrzebne?
                                                    > twoja odpowiedź: nowa szkoła, której nikt nie chce wybudować
                                                    > moja odpowiedź: pomieszczenia, gdzie będzie można prowadzić lekcje i dodatkowa kadra

                                                    Łatwiej znaleźć pomieszczenia i kadrę, niż wybudować nowy dom.
                                                  • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 16:56
                                                    § 4. Jeżeli specyfika programu nauczania nie sprzeciwia się temu, w planie
                                                    zajęć dydaktyczno-wychowawczych
                                                    uwzględnia się:
                                                    1) potrzebę równomiernego obciążenia zajęciami w poszczególnych dniach tygodnia;
                                                    2) potrzebę różnicowania zajęć w każdym dniu;
                                                    3) zasadę niełączenia w kilkugodzinne bloki zajęć z tego samego przedmiotu.


                                                    to jest podstawa prawna do planu lekcji wink
                                                    Jest to rozporządzenie ministra edukacji narodowej i sportu

                                                    z dnia 31 grudnia 2002 r.

                                                    w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i
                                                    placówkach

                                                    Radzę udać się do sanepidu, tam na pewno wyjaśnią, jak plan lekcji powinien być
                                                    skonstruowany.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 23:16
                                                    No i wszystko jest zgodnie z przepisami. Nigdzie nie jest napisane,
                                                    że zajęcia muszą się kończyć do określonej godziny.
                                                    1) potrzebę równomiernego obciążenia zajęciami w poszczególnych
                                                    dniach tygodnia
                                                    Tutaj chodzi o to, że nie może być tak, zeby jednego dnia były dwie
                                                    lekcje, a drugiego osiem (a nie o godziny tych zajęć). Chodzi o ich
                                                    równomierne rozłożenie. czyli każdego dnia mniej więcej po około 5
                                                    lekcji.

                                                    > 2) potrzebę różnicowania zajęć w każdym dniu;
                                                    Tego narazie nie sprawdzę, bo wszystko zwie się edukacją
                                                    wczesnoszkolną i co robią w jakiej kolejności, to już chyba od pani
                                                    zależy.

                                                    3) zasadę niełączenia w kilkugodzinne bloki zajęć z tego samego
                                                    przedmiotu.[/i]
                                                    To chyba jasne. Nie może być 5 godzin matematyki pod kolej.

                                                    możesz mi wytłumaczyć jaki związek ma to co wkleiłaś z późnymi
                                                    godzinami zajęć ? Gdzie jest zapisane o której godzinie najpóźniej
                                                    dzieci mogą kończyć lekcje ??? Bo nie za bardzo rozumiem. Chyba
                                                    niezbyt mi się to przyda, bo nie o to chodziło.
                                                    A co do sanepidu, to myślisz, że oni nie wiedzą do której ta szkoła
                                                    jest czynna i o której kończą dzieciaki ??? Przypominam, że mieszkam
                                                    w małej miejscowości, jest mało szkół ale sanepid jest na miejscu i
                                                    dzieci pań z sanepidu również się w niej uczą. Osobiście mam jedną
                                                    koleżankę. Chyba muszę z nią pogadać, czy oni w ogóle mają na to
                                                    jakis wpływ.

                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 23:22
                                                    Ale nie za bardzo wiem jakie pomieszczenia masz na myśli. W obecnej
                                                    szkole więcej pomieszczeń nie ma. Jest wykorzystana maksymalnie bez
                                                    możliwości rozbudowy. Już została rozbudowana i wyremontowana. Czyli
                                                    cała kwestia rozchodzi się o inny budynek, który z reszta musi być
                                                    przystosowany i spełniać szereg wymagań, czyli nie może być to
                                                    pierwszy lepszy z brzegu. Jedyne co pozostało, to budowa nowej
                                                    szkoły i tyle. Szkoła takowa już od dawna jest w planach, jest na
                                                    nią miejsce. Kwestia realizacji ale na to sobie poczekamyuncertain
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 23:33
                                                    CytatCzyli cała kwestia rozchodzi się o inny budynek, który z reszta musi być przystosowany i spełniać szereg wymagań, czyli nie może być to pierwszy lepszy z brzegu.

                                                    Afrikano, przedstaw tę kwestię innym osobom. Poważnie mówię. Tak będzie lepiej, aby zajął się tym ktoś inny, pozytywnie myślący. Jeśli ktoś wychodzi z założenia "na pewno się nie uda", to faktycznie się nie uda, bo przecież nie warto próbować.

                                                    Jak się chce, to szuka się sposobów, a tonący to i ostatniej deski się łapie.

                                                    Budynek może być jakikolwiek (chodzi mi o budynki użyteczności publicznej), kwestią jest przystosowanie pomieszczeń, gdzie będą się uczyć dzieci, które to przystosowanie może być i zapewne będzie TAŃSZE i SZYBSZE niż postawienie nowej szkoły from scratch. Sponsoring mile widziany.

                                                    Myśl pozytywnie. Próbuj działać. Nie nastawiaj się od razu na NIE.


                                                    PS. Czemu mam wrażenie, że zaraz mi napiszesz, że u was w mieście nie ma żadnych budynków, nie ma sponsorów i w ogóle NIC nie ma i NIC się nie da sad ...?
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 23:50
                                                    Budynek może być jakikolwiek (chodzi mi o budynki użyteczności
                                                    publicznej), kwe
                                                    > stią jest przystosowanie pomieszczeń, gdzie będą się uczyć dzieci,
                                                    które to prz
                                                    > ystosowanie może być i zapewne będzie TAŃSZE i SZYBSZE niż
                                                    postawienie nowej sz
                                                    > koły from scratch. Sponsoring mile widziany.

                                                    Jak Ty mało znasz realia... tutaj nie chodzi o jakiś tam budynek.
                                                    NAwet nie wiesz ile wymagań musi takowy spełniać. Przypominam, ze
                                                    jesteśmy w UE i są duże restrykcje. Akurat to wiem, bo moja szkoła
                                                    stara się o akredytację i mamy niemały problem z wieloma kwestiami,
                                                    typu instalacje, wyjścia ewakuacyjne i tym podobne.
                                                    A poza tym, to musi być DUŻY budynek. Sprawa nie toczy się o trzy
                                                    salki lekcyjne i dwóch nauczycieli !!!! Przypominam Ci, ze obecna
                                                    szkoła jest ogromna i żeby było swobodnie, trzebaby było rozdzielic
                                                    ją na pół. Tam są 43 klasy z 30 uczniami w każdej. Aby dzieci mogły
                                                    chodzić na rano, porzebny byłby duży budynek, który pomiściłby około
                                                    20 klas czyli około 600 uczniów ! To teraz pomyśl sobie ile jest
                                                    klas w Twojej szkole, ilu uczniów i jakiej wielkości jest budynek.
                                                    Przeciez musi mieć kuchnię, stołówkę, boisko, plac zabaw. A takiego
                                                    budynku i żeby jeszcze stał wolny w moim mieście nie ma !!! Jak Ty
                                                    to sobie wyobrażasz ???? Że wynajmą kilka pomieszczeń w bloku
                                                    mieszkalnym, czy co ??? No faktycznie...takie łatwe się to wszystko
                                                    wydaje.
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 00:06
                                                    No więc teraz idziemy dalej:
                                                    - czy istnieje opcja, aby tylko lekcje odbywały się w innym budynku? (niech to będzie na początek 8 sal lekcyjnych dla klas pierwszych - odpadnie dla nich jedna zmiana z planu, będą chodzić na 2 zmiany, a to już jest jakiś krok)
                                                    - czy istnieje opcja, aby dzieci uczące się w innym budynku korzystały ze stołówki w szkole? z boiska szkolnego? (oczywiście, warunkiem jest lokalizacja blisko szkoły) W naszej szkole nie ma kuchni, nie ma stołówki - dzieci korzystają ze stołówki w pobliskim Centrum Alergologicznym, oraz z placu zabaw należącego do tegoż Centrum - stąd moje pytanie;

                                                    Afrikana - MAŁYMI KROKAMI. Ty od razu chcesz zrobić całość. Tak się faktycznie nie da.
                                                    Generalnie chodzi o to, aby przestać uprawiać czarnowidztwo i twierdzić, że nie da się NIC, bo to nieprawda. Trzeba najpierw spróbować, i tak jak z wyborem szkoły - dopiero mając świadomość, że zrobiło się wszystko, poruszyło się wszystkie instancje wyższe, wyczerpało wszelkie pomysły i możliwości - można stwierdzić, że projekt failed. Ty na wstępie stwierdzasz, że projekt: failed, więc wszystko jest, za przeproszeniem, o kant pośladka rozbił.

                                                    To ostatni post w temacie z mojej strony. Dopóki ktokolwiek nie raczy w sprawie polepszenia bytu uczniów waszej szkoły ruszyć głową i doopą, moje gadanie jest psu na budę i klawiatury mi szkoda.
                                                    Najpierw trzeba spróbować, a potem mówić, ze nie wyszło. A nie na odwrót.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 00:26
                                                    Wiesz, tak teoretyować w temacie nie widząc jak to wygląda, to sobie
                                                    można do upadłego. Ja po prostu widzę jak tutaj jest i wiem, ze
                                                    innego wyjścia jak nowy budynek nie ma. Istniejąca szkoła jest
                                                    otoczona jedynie blokowiskami. Obok niej jest przedszkole, a reszta
                                                    to bloki, bloki, bloki, z jednej strony kościół, z drugiej szpital.
                                                    I tyle w temacie. W bloku szkoły sobie nie wyobrażam.
                                                    A sal dla 1 klas musiałoby być więcej, bo conajmniej 7 to będzie z
                                                    jednego rocznika. Plus jeszcze pewnie drugie tyle z młodszego, bo
                                                    przypominam Ci, że idą dwa roczniki jednocześnie.
                                                    I masz rację, ten temat nie ma sensu. I tutaj Ty zaraz oczywiście
                                                    ocenisz moje podejście jako złe chęci, ani przez myśl Ci nie
                                                    przemknie, że podchodzę do sprawy realistycznie, bo widzę jak to
                                                    rzeczywiście wygląda. Tobie fantazja może pozwalać na wiele, ale
                                                    moja jest ograniczona faktycznym stanem rzeczy.
                                                  • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 14:14
                                                    Jakis sanepid nasłac.
                                            • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 20:19
                                              afrikana napisała:

                                              >W sumie - 43 klasy w jednej szkole[/b]. Do tego dojdą jeszcze dwa
                                              > roczniki klas pierwszych jednoczesnie, bo jak już pisałam,
                                              > zdecydowana większość jak nie musi to wczesniej nie puszcza. Czy
                                              > ktoś jest w stanie to opanować ? Zadbać i przypilnować ? Nie ma
                                              > szansuncertain

                                              Faktycznie dobrze nie wygląda. Ale Ty masz poprostu problem że
                                              szkołą. Taka szkoła to nie jest przyjazne miejsce ani dla
                                              sześciolatka, ani dla siedmiolatka ani nawet dla dziesięciolatka.

                                              • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 10:25
                                                mama303 napisała:

                                                > Ale Ty masz poprostu problem że szkołą.
                                                A uważasz, że to akurat rodzice powinni mieć problem ze szkołami-
                                                molochami? To rodzice wymyślili 10 lat temu likwidację mniejszych
                                                szkół (bo dzieciom 7-letnim do nauki pisania i czytania jest
                                                niezbędna pracownia multimedialna w 1000-osobowym molochu i dojazd
                                                gimbusem ), gimnazja (dobrze, jak jest tylko 6 klas w roczniku , a
                                                klasy liczą po 27 osób, a nie więcej niż 30) ?
                                              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:10
                                                . Ale Ty masz poprostu problem że szkołą.
                                                BINGO ! O tym cały czas mówięsmile Już 7-latkowi nie jest tam łatwo, a
                                                co dopiero dziecku o rok, półtora czy dwa lata młodszemu, które w
                                                naturalny sposób będzie się czuło w takim molochu jeszcze bardziej
                                                zagubioneuncertain
                                                • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:33
                                                  Cytat
                                                  BINGO ! O tym cały czas mówięsmile


                                                  Afrikanko droga, gwoli ścisłości - nie cały czas. Przez długi czas od początku wątku mówiłaś, że problem jest z reformą i niedojrzałością sześciolatków do obowiazku szkolnego - a nie z waszą szkołą i twoją córką - przeczytaj sobie post tytułowy smilesmile. Przez długi czas nic nie ma o tym, że wasza szkoła jest tragiczna dla kogokolwiek, pojawia się za to kwestia obniżenia progu egzaminu gimnazjalnego dla przyszłorocznych pierwszoklasistów, bo z definicji będzie im trudniej - ponieważ są młodsi i uczą się o rok krócej. Gdzie Rzym, gdzie Krym? smile Więc nie dziw się proszę takim, a nie innym wypowiedziom.
                                                  Jestem w stanie zgodzić się z tobą w jednym - na WASZĄ szkołę sześciolatek nie jest gotowy. Ani siedmiolatek, ani nawet dziesięciolatek. Z tym, że to nie ma nic wspólnego z reformą edukacji, od której zaczęłaś smile.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:23
                                                    Przez długi czas od początku
                                                    > wątku mówiłaś, że problem jest z reformą i niedojrzałością
                                                    sześciolatków

                                                    I nadal podtrzymuję. Widocznie reforma nie jest taka super, skoro są
                                                    takie kwiatki jak w mojej szkole (i jak przeczytasz dokładniej
                                                    wątek, okaże się, ze nie tylko w mojej). A to, że 6-latki nie są tak
                                                    dojrzałe jak ich starsi koledzy (pod wieloma względami, których
                                                    wymieniac chyba nie muszę), że będą mieć mniej czasu na opanowanie
                                                    materiału, że będą mieć trudniej (w tym moja córka, z którą będę
                                                    musiała jeszcze więcej pracować), równiez nadal podtrzymuję. Więc o
                                                    co Ci chodzi ????

                                                    Przez długi czas nic nie ma o tym, że wasza szkoła jest tragiczna
                                                    > dla kogokolwiek, pojawia się za to kwestia obniżenia progu
                                                    egzaminu gimnazjaln
                                                    > ego dla przyszłorocznych pierwszoklasistów, bo z definicji będzie
                                                    im trudniej -
                                                    > ponieważ są młodsi i uczą się o rok krócej. Gdzie Rzym, gdzie
                                                    Krym? smile Więc ni
                                                    > e dziw się proszę takim, a nie innym wypowiedziom.
                                                    Tak, nasza szkoła jest tragiczna i dlatego nadal uważam, że to nie
                                                    jest miejsce dla dzieci starszych, a dla młodszych tym bardziej.
                                                    Wolałabym aby moja córka była po staremu w zerówce. Kwestia szkoły,
                                                    to tylko jeden z kilku czynników, który wpłynąłby na mój wybór.
                                                    A całe nieporozumienie polega natym, ze ja pomyliłam egzamin po
                                                    podstawówce z gimnazjalnym. Dopiero póxniej mnie oświeciłosmile Nadal
                                                    uważam, że maluchy będą miały trudniej i mniej czasu na opanowanie
                                                    tego samego materiału co ich starsi koledzy, a potem będą musiały
                                                    zdawać taki sam egzamin na koniec podstwówki. I nadal nie uważam
                                                    tego za uczciwe (już odcinając od tego moją córkę, o której nigdy
                                                    nie napisałam, ze sobie napewno nie poradzi, co Ty mi nieustannie
                                                    wkładasz w usta). Więc taka długa dyskusja, a tu beton jak widziszsmile
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:47
                                                    Rozumiem. Czyli, reasumując powyższy post - problemem dla ciebie jest po prostu niesprawiedliwość dziejowa, że twoja córka urodziła się w roku 2005 i załapie się jako pierwszy rocznik który obowiązkowo będzie szedł do szkoły w wieku 6 lat, co będzie dla niego wielką nieuczciwością.

                                                    A spójrz na to obiektywnie - jakby twoja córka urodziła się w roku, załóżmy, 2004, jestem przekonana że nie pisnęłabyś słowa na temat "nieuczciwości" reformy, ponieważ dla was ta rzekoma "nieuczciwość" byłaby korzystna, co zresztą napisałaś sama, i co jest zupełnie zrozumiałe, bo większość ludzi jednak chce, aby ich dziecku było łatwiej, niż innym dzieciom.
                                                    Taka ludzka natura, normalne.
                                                    Wtedy pewnie na forum pomstowałaby inna Amerikana, której dziecko załapałoby się do tego pechowego rocznika smile.

                                                    I zupełnie zrozumiałe jest, że jesteś wściekła, że akurat na was trafiło. Ja bym wprawdzie nie była, ale - jak już ustaliłyśmy - różnimy się podejściem do tematu "szkoła", obawami w tej kwestii (czy będzie trudniej, czy łatwiej), obawami że dziecko będzie musiało więcej pracować (przyjmuję stan rzeczy jakim jest - skoro obiektywnie moje dziecko musi nad czymś pracować więcej, to znaczy, że po prostu musi, może również odpuścić, bo nie mam parcia na to, aby było naj naj naj naj naj i miało same szóstki) itd.

                                                    Wiesz, może jestem niepoprawną optymistką, ale przysięgam - w ogóle nie myślę o egzaminie, który moje dzieci będą zdawać za 6 czy 7 lat, nie pomyślałabym nad tym, czy coś jest uczciwe, czy nieuczciwe i dla kogo jest uczciwe a dla kogo nie - bo to jest w tym momencie dla mnie kwestia naprawdę mało istotna, i tak samo mało istotną kwestią byłoby to, gdyby moje dzieci były oba z rocznika 2005, który przymusowo uczy się o rok krócej. Bo widzisz, program szkoły podstawowej na chwilę obecną leży i kwiczy, jestem autentycznie zszokowana ilością i jakością wycofywanego materiału, jestem zszokowana niskim poziomem testu po szkole podstawowej i egzaminu gimnazjalnego. I zastanawiam się, słuchając biadolenia w temacie egzaminu i tego, że dziecię nie zdąży - zastanawiam się, jakim cudem my ukończyliśmy szkołę podstawową i nie umarliśmy, mając do opanowania o wiele więcej materiału niż obecna podstawówka i gimnazjum razem wzięte. Nie tylko nie umarliśmy, ale jeszcze do tego mieliśmy ponoć to szczęśliwe dzieciństwo z bieganiem po dworze i chodzeniem po drzewach do późnej nocy. Ot, zagadka.
                                                  • wikula23 Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 14:26
                                                    Kotula pierwszy rocznik, który idzie obowiązkowo do szkoły jako sześciolatek to
                                                    2006 wink
                                                    Biedne moje czteroletnie dziecko, bo na plac zabaw chodzi na 20 minut i
                                                    twierdzi, że się tam nudzi. Woli ze swoją starszą siostrą, poczytać lub
                                                    poćwiczyć pisanie, albo co gorsza mini doświadczenia chemiczne robić w kuchni wink
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 14:29
                                                    > A spójrz na to obiektywnie - jakby twoja córka urodziła się w
                                                    roku, załóżmy, 2004, jestem przekonana że nie pisnęłabyś słowa na
                                                    temat "nieuczciwości" reformy,ponieważ dla was ta
                                                    rzekoma "nieuczciwość" byłaby korzystna, co zresztą napisa
                                                    > łaś sama, i co jest zupełnie zrozumiałe, bo większość ludzi jednak
                                                    chce, aby ich dziecku było łatwiej, niż innym dzieciom.
                                                    > Taka ludzka natura, normalne.
                                                    > Wtedy pewnie na forum pomstowałaby inna Amerikana, której dziecko
                                                    załapałoby się do tego pechowego rocznika smile.

                                                    smile smile smile No nareszcie ! big_grin
                                                    W końcu mnie zrozumiałaśbig_grin Czyli jednak zauważasz, ze jest pewna
                                                    niesprawiedliwość, że ktoś tutaj ma pecha, a ktoś farta i ze jednym
                                                    będzie łatwiej, a innym trudniejsmile No i ja własnie należę do tej
                                                    pierwszej grupy i chciałam się pożalić i znaleźć pocieszenie w tej
                                                    paskudnej sytuacjismile

                                                    Tak! Tak! Tak! Jestem wściekła, że akurat na nas trafiło ! Ale
                                                    cieszę się, ze uważasz to za naturalne, jako element ludzkiej
                                                    naturysmile

                                                    który przymusowo uczy się o rok krócej. Bo widzisz, program szkoły
                                                    podstawowej n
                                                    > a chwilę obecną leży i kwiczy, jestem autentycznie zszokowana
                                                    ilością i jakości
                                                    > ą wycofywanego materiału, j

                                                    Czyli jednak uczy się przymusowo o rok krócej ? To wróc sobie do
                                                    pierwszych stron wątku, a poczytasz sobie, że to bzdura wyssana z
                                                    palca. Sporo osób przekonywało, ze to wcale nie jest o rok
                                                    krócej !!! Więc o co tutaj chodzi ?
                                                    A co do materiału, to mnie on nie szokuje. Widzę jak dzieci mojej
                                                    siostry nieźle zasuwają z materiałem i wcale nie maja lekko. Fakt
                                                    jest taki, ze to szkoła z wyścigiem szczurów i wysokimi ambicjami
                                                    nauczycieli. Jesli chodzi o poziom nauczania, nie narzekałam na
                                                    niski poziom, a wręcz przeciwnie, uważam, że za mocno cisną te
                                                    dzieciaki. Stąd tez moje obawy, bo jak moja będzie musiała robić to,
                                                    co mój chrzesniak w 1 klasie i w takim samym tempie (a on idzie wg
                                                    nowego programu bo teraz jest w 1 klasie jako 7-latek) to napewno
                                                    będzie jej trudniej i nie tylko jej(uwaga! nie piszę, że sobie nie
                                                    poradzi!) i po prostu większym kosztem - w imię czego ? Żeby
                                                    szybciej ukończyć edukację ????!


                                                    zastanawiam się, jakim cudem my u
                                                    > kończyliśmy szkołę podstawową i nie umarliśmy, mając do opanowania
                                                    o wiele więc
                                                    > ej materiału niż obecna podstawówka i gimnazjum razem wzięte. Nie
                                                    tylko nie uma
                                                    > rliśmy, ale jeszcze do tego mieliśmy ponoć to szczęśliwe
                                                    dzieciństwo z bieganie
                                                    > m po dworze i chodzeniem po drzewach do późnej nocy. Ot, zagadka.

                                                    Ja nie miałam więcej materiału, a już napewno nie więcej zajęć. Nie
                                                    było takiego wyścigu szczurów jaki jest teraz, nie zaprzeczaj.
                                                    Parcie na sukces. Angielski od urodzenia, w szkole po kilka godzin
                                                    tygodniowo. Miałas tak ? Bo ja o dodatkowym języku usłyszałam w
                                                    liceum. W podstwówce jeden język dwa razy w tygodniu w ramach lekcji
                                                    i to dopiero od 4 klasy. Angielskiego zaczęłam się uczyć w szkole
                                                    średniej i co ?????? Wystarczyło !!! Jestem anglistkąsmile A teraz to
                                                    najlepiej ze dwa języki od początku, bo jeden to mało.
                                                    Informatyka ? Komputery ? Pierwszy raz dotknąłam tego sprzętu też w
                                                    szkole śreniej. Miliony warsztatów, zajęć dodatkowych, korepetycji
                                                    bo jak nie to odpadaszuncertain To jest mało ? Ja nie spędzałam tylu godzin
                                                    w szkole. A już napewno nie miałam jako 6, 7, 8 czy nawet 9-latek
                                                    lekcji do 18:15 ! Co najwyżej do 12:35. I dlatego mieliśmy więcej
                                                    czasu dla sibie, przyjaciół i wspólnych zabaw. Teraz liczy się tylko
                                                    nauka, zakuwanie i wyścig kto lepszy już od najmłodszych lat. Smutny
                                                    jest kierunek, w którym to wszystko zdążauncertain
                                                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 15:17
                                                    Afrikana, to nie tak. Ja nie uważam, jakoby istniała jakaś "niesprawiedliwość",
                                                    po prostu w ogóle nie rozpatruję sytuacji w kategorii uczciwości i
                                                    sprawiedliwości, i przyznaję, do głowy mi by to nie wpadło. Nie wpadłoby mi, bo
                                                    ja prosta baba jestem i interesuje mnie to, co robi moje dziecko, bez
                                                    odniesienia do tego, co robią inne dzieci. I widzisz, mogłabym krzyczeć np. że u
                                                    nas w ogólniaku do matury z rosyjskiego podchodziła dziewczyna - Polka, która 15
                                                    lat swojego życia spędziła w Moskwie i rosyjski jest praktycznie jej ojczystym
                                                    językiem, a nie obcym - no mogłabym krzyczeć, że to nie fair, że ona ma łatwiej
                                                    niż inni, prawda, i że to niesprawiedliwe, że nie powinni do tego dopuszczać? No
                                                    mój pech, że nie jestem półniemką i do matury z niemieckiego musiałam się uczyć
                                                    więcej, niż ona do matury z rosyjskiego.
                                                    Ja nie skupiam się na tym, że w klasie syna są 2 dziewczynki które - o zgrozo -
                                                    przed szkolną zerówką zaliczyły zerówkę przedszkolną ze starym programem (dla
                                                    mnie paranoja, przez 2 lata robić to samo, no ale to też nie mój problem, tylko
                                                    ich i ich rodziców) - ja się nie skupiam na tym, że Wera przepięknie pisze bo
                                                    uczyła się tego wcześniej, tylko skupiam się na tym, jak ćwiczyć z MOIM
                                                    dzieckiem, aby to nieszczęsne kółko zaczęło wreszcie pisać w kierunku przeciwnym
                                                    do wskazówek zegara, bo wtedy się naturalnie łączy litery w kaligraficznym
                                                    pismie. Nie skupiam się na tym, że w grupie przedszkolnej córki jest dziecko
                                                    dwujęzyczne, które płynnie mówi po niemiecku i będzie chodzić z córką do
                                                    zerówki, gdzie nauka niemieckiego jest, bo mnie to nie obchodzi. Zawsze będzie
                                                    ktoś bardziej zdolny od mojego dziecka, ktoś mniej zdolny - nigdy nie ma równego
                                                    startu, nigdy nie ma "sprawiedliwości", zresztą mnie nie interesuje
                                                    sprawiedliwość, interesuje mnie moje dziecko.


                                                    Jako, że czasy się zmieniły i inne rzeczy zaczęły mieć znaczenie, dzieci uczą
                                                    się INNYCH RZECZY - stąd języki obce, stąd informatyka Nie ukrywajmy, 20 kilka
                                                    lat temu znajomość obsługi komputera to była sztuka dla sztuki i dla pasjonatów,
                                                    bo o komputerze jako narzędziu do nauki i narzędziu pozyskiwania informacji
                                                    przeciętnemu człowiekowi się nawet nie śniło - jeśli w domu był komputer, to
                                                    służył on albo do pracy dla rodzica, albo do gier.

                                                    Natomiast nie zmienia to faktu, że program został bardzo okrojony, co
                                                    potwierdzają wymagania testu po 6 klasie czy egzaminu gimnazjalnego - dostępne
                                                    są w Internecie, można przejrzeć. I faktem jest, że większość szkół zamiast
                                                    dostarczać dzieciom wiedzy, uczy je rozwiązywać testy. Natomiast - na poziomie
                                                    70% egzamin gimnazjalny czy egzamin po 6 klasie jest w stanie napisać przeciętny
                                                    uczeń. Jak ktoś tu napisał - nie każdy będzie miał 90%, nie każdy będzie
                                                    olimpijczykiem.
                                                  • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 19:39
                                                    Kotula, ale testy i ew. okrojenie programów zostało wprowadzone jako
                                                    reforma kilka (czy kilkanaście) lat temu. Piszesz, że wymagania były
                                                    kiedyś większe, a dalej piszesz, że teraz dzieci uczą się innych
                                                    rzeczy, bo co innego ma znaczenie. Imho program może nie jest ten
                                                    sam, ale to nie znaczy, że dzieci mniej się muszą uczyć.
                                                    I pewnie nie da się porównać wymagań teraz i x lat temu, zwłaszcza
                                                    na podstawie testów , bo:
                                                    1) za naszych czasów testów nie było, więc nie ma czego porównywać
                                                    2) testy nie obejmują całej wiedzy wymaganej w podstawówce; np w
                                                    testach po sp nie ma praktycznie historii, a coś z dziedziny
                                                    biologii czy geografii trafia się sporadycznie. Historię i przyrodę
                                                    (jako połączenie biologii, geografii, fizyki i nie wiadomo czego
                                                    jeszcze) w szkole dzieciaki mają. Ba, czasem nawet mają z tego
                                                    klasówki. I oceny z tych przedmiotów liczą się gdy uczeń chce iść do
                                                    gimnazjum innego niż rejonowe.
                                                    A jak w liceum miałam 1 dzień z aż 7 lekcjami to był to z tego
                                                    powodu najpaskudniejszy dzień tygodnia. Teraz dzieciaki w gimnazjum
                                                    mają normalnie po 7 lekcji dziennie - i nie w żadnym dla wybrańców,
                                                    tylko w rejonowym. Doliczając do tego odrabianie lekcji - wychodzi
                                                    więcej niż etat. Nauczyciele krzyczą, że nie mogą mieć więcej niż 18
                                                    czy 20 godzin lekcyjnych w tygodniu bo muszą się przygotować do
                                                    lekcji. Tylko że w gimnazjum czy podstawówce nauczyciel ma max 3
                                                    całkiem różne klasy , a uczeń musi się przygotować np do 6 różnych
                                                    przedmiotów.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 21:50
                                                    Dokładnie. Program nie jest zupełnie taki sam, bo to by było bez
                                                    sensu. Jest okrojony w jednej dziedzinie, ale za to w innej jest
                                                    znacznie rozszerzony i nie powiesz, że tak nie jest. Mam tu na myśli
                                                    chociażby języki obce i informatykę. Więc nie pisz, ze teraz jest o
                                                    wiele łatwiej, bo nie jest. Jest po prostu inaczej. Coś odeszło, coś
                                                    doszło.
                                                    I tak jak jakw napisała, dla mnie osobiście równiez dzień z 7
                                                    lekcjami w szkole średniej był najgorszy, a nie było ich 7
                                                    codziennie. Teraz niestety tak jest juz od najpierwszych lat
                                                    szkolnychuncertain Spójrz sobie jeszcze raz jak wygląda ten plan lekcji,
                                                    który wkleiłam dla przykładu, dodaj "niby nieobowiązkowe" zajęcia
                                                    dodatkowe i zobacz po ile godzin te 6-latki będą siedzieć codziennie
                                                    w szkolesad Przeciez dla przeciętnego małolata to będzie katorga.
                                                • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 22:41
                                                  afrikana napisała:

                                                  > BINGO ! O tym cały czas mówięsmile Już 7-latkowi nie jest tam łatwo,
                                                  a
                                                  > co dopiero dziecku o rok, półtora czy dwa lata młodszemu

                                                  Ależ wcale nie mówisz o tym cały czas tylko ogólnie twierdzisz że
                                                  sześciolatki się starsznie będa męczyc w I klasach. Otóz może w
                                                  Twoim przypadku tak rzeczywiscie jest ale w Twojej szkołe męcza sie
                                                  prawdopodobnie i dzieci starsze. Ta szkołą jest niewydolna,
                                                  nieprzyjazna dla dzieci.
                                                  • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 23:07
                                                    > Ależ wcale nie mówisz o tym cały czas tylko ogólnie twierdzisz że
                                                    > sześciolatki się starsznie będa męczyc w I klasach.

                                                    Tak. Nadal uważam, ze lepiej miały w przedszkolach bez względu na
                                                    to, jaka ta szkoła jest (choćby była najfajniejsza) i zdania na ten
                                                    temat nie zmienię. Tam miały lepszą opiekę, wspaniale zorganizowany
                                                    czas, wszystko dostosowane dla swoich potrzeb. W szkole jest
                                                    trudniej pod wieloma względami. Zerówki przedszkolne i tak były
                                                    obowiązkowe, realizowały program, więc nadal nie rozumiem dlaczego
                                                    komus tak bardzo zależy, żeby poszły już do szkół, w których, nie
                                                    oszukujmy się, warunków takich jak w przedszkolach nigdy nie będą
                                                    mieć. A do tego, jesli szkoła nie jest zbyt przyjazna dzieciom, tym
                                                    6-latkom będzie podwójnie trudno. A chyba nie muszę ci udowadniać,
                                                    ze takich szkół w Polsce jest cała masa ! Ty myślisz, że tylko moja
                                                    to taki ewenement ? Że tylko ta jedna, jedyna szkoła w całym kraju
                                                    jest niewydolna ? Ha,ha,ha...I jeszcze gorsze bywają! Otwórz oczy i
                                                    rozejrzyj się, a klapki z oczu spadną...
                                                    Można było przesunąć wiek, ale dzieci zostawić w bardziej
                                                    przyjaznych wrunkach, ot co.
                                                  • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 09.04.10, 18:24
                                                    afrikana napisała:

                                                    > > Ależ wcale nie mówisz o tym cały czas tylko ogólnie twierdzisz
                                                    że
                                                    > > sześciolatki się starsznie będa męczyc w I klasach.
                                                    >
                                                    > Tak. Nadal uważam, ze lepiej miały w przedszkolach bez względu na
                                                    > to, jaka ta szkoła jest (choćby była najfajniejsza) i zdania na
                                                    ten
                                                    > temat nie zmienię. Tam miały lepszą opiekę, wspaniale
                                                    zorganizowany
                                                    > czas, wszystko dostosowane dla swoich potrzeb. W szkole jest
                                                    > trudniej pod wieloma względami. Zerówki przedszkolne i tak były
                                                    > obowiązkowe, realizowały program, więc nadal nie rozumiem dlaczego
                                                    > komus tak bardzo zależy, żeby poszły już do szkół, w których, nie
                                                    > oszukujmy się, warunków takich jak w przedszkolach nigdy nie będą
                                                    > mieć.


                                                    No ale Ty masz swoją wizję pod tytułem Szkoły BE, przedszkola CACY.

                                                    To przyjmij z łaski swojej do wiadomosci że moja sześciolatka
                                                    zdecydowanie woli szkołę niż przedszkole. w szkole czuje się
                                                    samodzielna, odpowiedzialna, ma nowe wyzwania, każdego dnia inny
                                                    plan zajęć. Ona to lubi, jej się to podoba! W przedszkolu bywało
                                                    nudno, w szkole nigdy!
                                                    Zaznaczam że ta szkołą to nie jest żadna rewelacja tylko rejonowa
                                                    szkoła podstawowa.
                                                    Przyjmij tez do wiadomosci że wiele dzieci w pewnym etapie
                                                    rozwojowym juz potrzebuje czegos więcej niz tylko zabawy, potrzebują
                                                    pokonywać trudności, potrzebują troche rywalizacji, wiecej
                                                    obowiązków. Ja jeszcze 2 lata temu nie wyobrażałam sobie mojej córki
                                                    w szkole, i tez tak jak Ty uważałam że ona ma sie tylko radośnie
                                                    bawić.

                                                    > Otwórz oczy i
                                                    > rozejrzyj się, a klapki z oczu spadną...

                                                    To w takim razie obie mamy klapki na oczach smile
                                                    Zanim posłałam dziecko do szkoły to sporo sie po szkołach
                                                    rozglądałam /a interesowały mnie tylko publiczne/i wszystkie w moich
                                                    okolicach były do zaakceptowania. Wybrałam najbliższą i jestem
                                                    zadowolona, a przede wszystkim zadowolone jest moje dziecko.

                                                  • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 09.04.10, 18:24
                                                    mama303 napisała:

                                                    > Ta szkołą jest niewydolna, nieprzyjazna dla dzieci.
                                                    Mało która szkoła jest pewnie w pełni wydolna i super przyjazna
                                                    komukolwiek. Piszę to z perspektywy matki uczennicy kończącej
                                                    podstawówkę. Uczennicy nie sprawiającej poważnych problemów
                                                    wychowawczych i nieźle się uczącej - więc moje spotkania ze szkołą
                                                    Przy czym hardcore z łączonymi rocznikami to będzie w gimnazjach, do
                                                    których teraz startuje podobno niż demograficzny. Standarty
                                                    gimnazjów? 6 klas po 28-30 osób.
                                                  • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 09.04.10, 18:29
                                                    jakw napisała:

                                                    > > Ta szkołą jest niewydolna, nieprzyjazna dla dzieci.
                                                    > Mało która szkoła jest pewnie w pełni wydolna i super przyjazna
                                                    > komukolwiek.

                                                    No tak, tylko że w ten sposób podchodząc to nic nie jest w pełni
                                                    przyjazne, zawsze mozna sie do czegos przyczepić. W przedszkolu,
                                                    które niektórzy uważaja za raj dla dziecka - też wiele róznych
                                                    wypaczeń. Warto poczytać na odpowiednim wątku.
                                      • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:25
                                        Ale to nie dyrekcja decyduje o dobudowaniu kolejnego skrzydła do
                                        szkoły czy nowej szkoły wogóle. O czymś takim decyzję podejmują
                                        radni. Btw jak pamiętam na warszawskiej Białołęce szkołę powiększono
                                        za pomocą specjalnych kontenerów - samo stawianie trwało kilka m-cy.
                                        Może to jest jakieś rozwiązanie dla młodszych klas?
                                        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:07
                                          Oczywiście, że to nie zalezy od dyrekcji tylko od miasta, tylko ze o
                                          tej nowej szkole słychać juz od kilku lat a nic poza miejscem pod
                                          nią nie ma jak naraziesad Starej szkoły nie da się już w żaden sposób
                                          powiększyć, bo została rozbudowana do granic możliwości własciwie od
                                          płotu do płotu. Na terenie szkoły zostało już tylko boisko, które
                                          jak wiemy w szkole jest potrzebne.
                                          • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 19:17
                                            afrikana napisała:

                                            > Na terenie szkoły zostało już tylko boisko, które
                                            > jak wiemy w szkole jest potrzebne.
                                            No co ty - czyżby dzieci potrzebowały czasem pobiegać? Przecież
                                            takie bieganie po boisku to będzie ze szkodą dla ich rozwoju
                                            intelektualnego (tak sądząc po niektórych opiniach z forum)...
                                            Współczuję. Moja młodsza pewnie pójdzie w tym samym roku jako 7-
                                            latek. I też już widzę, że będzie miała w edukacji pod górkę.
                                    • przeciwcialo Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:58
                                      Kiedyś bedzie zebranie w sprawie naboru. Zebrac kilku rodziców,
                                      napisac fajny plan, dac czas na przetrawienie tego przez machine
                                      administracyjną i działać, działac.....
                              • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:33
                                [b]> Moje dziecko jest w szkole - z dojazdem - od 7 do 15:40, ma tam
                                również zapewnione zajęcia dodatkowe, na które dzieci ze szkół
                                publicznych są z reguły dowożone popołudniami (dodatkowy język,
                                szachy, zajęcia sportowe typu łyżwy, warsztaty
                                > artystyczne). W domu odrabia lekcje góra 20 minut, godzina - jeśli
                                np. jest jakiś konkurs i trzeba wykonać pracę. Od 16:00 jest wolne,
                                podobnie jak twoje wracające z rejonówki.
                                A jak będzie w klasie IV, V czy VI to nadal będzie wracał do domu o
                                15:40 - czyli w zimie po ciemku. Przy czym odrabianie lekcji pewnie
                                będzie zajmowało mu ciut więcej czasu niże te 20 minut.
                                Moja starsza (VI klasa) zwykle kończy lekcje o 13.40 (1 x w tygodniu
                                o 14.40 , 1 raz o 12.30) i do 16-17 ma po prostu tzw. "święty
                                spokój". Może przyjść do domu , może iść do koleżanki itp, może
                                robić to co chce. I ona sobie ten czas ceni. Owszem, ma zajęcia
                                dodatkowe, ale później i wozić jej na nie nie trzeba.
                                Twój syn pewnie nie będzie miał dla siebie ani tych kilku
                                godzin "niekontrolowanego życia", ani też pewnie życia towarzyskiego
                                poza szkołą. Jesteś pewna, że to takie świetne?
                    • izzo Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:12
                      Współczuję. Twojemu dziecku i wszystkim dzieciom, które uczysz. Na Twoim miejscu
                      zmieniłabym miejsce zamieszkania, zawód, a najlepiej kraj.
                      Najlepiej załatw dziecku odroczenie obowiązku szkolnego, skoro taka krzywda mu
                      się stanie i dziki tłum okrutnych siedmiolatków miałby je zdeptać w tej szkole.
                      Skoro nie jest gotowe, to nie jest i tego nie przeskoczysz.
                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:26
                        Z takimi osobami jak Ty izzo nie gadamuncertain Więc daruj sobie.
                    • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:13
                      nie wiem czy bliżej czy dalej, licytować się nie będę.
                      na terenie całej mojej wiejskiej gminy wszystkie szkoły za wyjątkiem
                      jednej są beznadziejne. ta jedna, dobra, nie jest w naszym rejonie,
                      więc na przyjęcie tam nie mieliśmy żadnych szans.
                      dlatego wyszukaliśmy szkołę w sąsiednim mieście, niedużą, z 2
                      klasami dla 7-latków i jedną dla 6-latków. do klasy dla 6-latków
                      będzie uczęszczać połowa moich sąsiasówsmile
                      nie zawsze jest lekko, łatwo i przyjemnie, ale jak się chce to się
                      problem rozwiąze.
                      nie próbuj więc przekonywać że tylko Ty masz najcieżej i zawsze pod
                      górkę.
                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:23
                        > nie próbuj więc przekonywać że tylko Ty masz najcieżej i zawsze
                        pod
                        > górkę.

                        najgorzej jak ktos ma problem ze zrozumieniem. To chyba Wy
                        zaczęłyście się licytować jak to u Was super. A ja próbuję pokazać,
                        ze nie zawsze tak jest. Nie wszędzie jest kolorowo i do wyboru. I
                        mnóstwo osób ma problem a Wam się wydaje, że jest tylko tak jak wy
                        to widzicie. Czas otworzyć oczy i się rozejrzeć.
                        • joanna_poz Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:28
                          no ja ze swoim niepiszącym i nieczytającym 6-latkiem, z mizernymi
                          pobliskimi szkołami wiejskimi nie mam wcale supersmile

                          ale wiesz co? ja po prostu wierzę w swoje dziecko, że da radę.
                        • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 18:47
                          afrikana napisała:

                          > Nie wszędzie jest kolorowo i do wyboru. I
                          > mnóstwo osób ma problem a Wam się wydaje, że jest tylko tak jak wy
                          > to widzicie. Czas otworzyć oczy i się rozejrzeć.

                          No ale kazdy pisze o swoich spostrzeżeniach i obserwacjach.
                          Jeśli masz rzeczywiscie taką kiepska sytuacje w szkole to nikogo nie
                          dziwi, że boisz sie wysłać tam sześciolatka. Ja uważam np. że
                          założenia nowej podstawy sa ok. Czytałam sporo i tak uważam. W
                          pierwszej klasie jest mocno okrojony program po kątem właśnie
                          sześciolatków.
                          Inna sprawa to realizacja tych założeń. Różnie z tym bywa i
                          najgorzej podobno jest przestawic pedagogów.Z przygotowaniem szkoły
                          też bywa różnie chociaz wiem że szkoły sie bardzo staraja bo dostaja
                          np. "dopłaty do szesciolatków". Tak że powoli się przestawiaja,
                          dostosowują do nowego, do młodszych dzieci.
                          Ja wysłałam moja sześciolatkę do I klasy chociaz tak jak Ty miałam
                          ogromnie dużo obaw. Jak ona sobie poradzi? jak z tymi obiadami, z
                          przerwami, ze zjedzeniem spokojnie śniadania, czy nie pogubi
                          ksiażek, stroju do wf...itd.
                          Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Ona radzi sobie bardzo dobrze.
                          Np na obiady juz dzieci chodza same bo klasa została oceniona jako
                          bardzo samodzielna, ale na poczatku dzieci były prowadzone przez
                          Panią i to w godzinach innych niz starsze dzieci. Moja sześciolatka
                          o wszystkim pamięta! potrafi bez problemu spakowac wszystko do
                          tornistra na następny dzień, śniadania dzieci jedzą wspólnie /Pani
                          też!/i ich Pani pilnuje zeby te śniadanka były zjedzone.
                          Nie jest jakimś szczególnie zdolnym szesciolatkiem, ma np. problemy
                          z pisaniem i czytaniem, a Pani bardzo wymagająca. Sporo pracujemy w
                          domu. Ale ma tez czas i na rower i na rolki i na ganianki z innymi
                          dziećmi. Jest dumna i szczesliwa że jest w szkole.
                          Tak że ja nie żałuję tej decyzji a mam tez wrażenie że Pani która na
                          początku narzuciła ogromne tempo teraz jakby spasowała!

                          Nie zawsze taki diabeł straszny jak go malują ale decyzja jest
                          naprawde trudna i kazdy musi ja podjąc samodzielnie. Powiem więcej
                          każda decyzja ma swoje plusy i minusy.
                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:10
                            dziękuję Ci mama303 za wyważoną opinię bez pogardy i szydzenia.
                            Najłatwiej jest powyzywać od histeryczek i ponabijac się z kogoś nie
                            próbując nawet zrozumieć czyjejś sytuacji. Najłatwiej jest się
                            pochwalić jak to u kogoś wspaniale i założyć, że u innych też tak
                            napewno jest.

                            > No ale kazdy pisze o swoich spostrzeżeniach i obserwacjach.
                            > Jeśli masz rzeczywiscie taką kiepska sytuacje w szkole to nikogo
                            nie
                            > dziwi, że boisz sie wysłać tam sześciolatka.

                            Tak, boję się, bo widzę co tam się dzieje. Takie są moje
                            doświadczenia i spostrzeżenia. To jest nieprzystosowany moloch, do
                            którego dzieci chodzą na kilka zmian a lekcje kończą się nawet o
                            18:20, przy czym nawet wtedy zdawane są prace domowe. Szkoła jest
                            przepełniona, samych klas 1 jest 8, nie mają tak jak się słyszy
                            oddzielnych wejść, przystosowanych stołówek czy innch udogodnień.
                            Żeby się dopachać na przerwie do sklepiku szkolnego trzeba umieć
                            dobrze walczyć na łokciewink Wiem to wszystko, bo pracowałam tam, ale
                            miałam dość i odeszłam.
                • lodewijk Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 14:38
                  Rozumiem Twoje rozgoryczenie, ale nie rozumiem, dlaczego masz pretensje do tych
                  rodziców i dzieci, które sobie świetnie dają radę w szkołach, jako 6-latki
                  pomiędzy 7-latkami? Mają przepraszać, że dają sobie radę, że nie narzekają i - o
                  zgrozo - z chęcią chodzą do szkoły, a nawet mają czas na pobawienie się na
                  podwórku? Nie są potrzebne prywatne szkoły "z szafeczkami", jak to nazwałaś,
                  żeby szkoła była przyjazna dzieciom. Szkoda, że nie jest tak u Ciebie, ale po co
                  te pretensje do innych? Każdy ma inne doświadczenia, przykre, że ty jako matka i
                  - co gorsza - nauczycielka nie masz najlepszego zdania o swojej szkole. Zrozum,
                  że Twoje doświadczenia nie są jedynymi. Bo tak, są dzieci, które sobie świetnie
                  dają radę w szkole w wieku 6 lat. Nie mówię, że to mądra decyzja, cała ta
                  reforma, ale przyznam, że nie potrafiłbym puścić swojego dziecka do szkoły z
                  Twoim nastawieniem - że cokolwiek się stanie i jakiekolwiek mądre by nie było,
                  to i tak JEST PRZEGRANE.
              • bazylea1 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 20:26
                wgra napisała:

                >> testów i sprawdzianów róznego typu no i sporo prac domowych.Jeśli
                > któres z dzieci nie nadąża pani informuje rodziców,że muszą więcej
                > pracować w domu bo ona przy 30 osobowej klasie nie ma czasu na
                > indywidualną pracę.Dzieci nie znające wczesniej liter i bez
                > umiejetności wczesniejszego czytania nie miałyby szans na
                opanowanie
                > materiału czy samodzielne przeczytanie lektury.Jak widac nowa
                > podstawa programowa jest realizowana różnie w zależności od
                szkoły
                > i nauczyciela.Klasa mieszana 7 i 6 latków.Wszyscy po zerówce.


                u nas jest podobnie (klasa 6latków bez zerówki) mimo zapewnień ze
                dziecko idące do szkoły nie musi umieć czytac. te które nie umiały,
                miały naprawdę ciężko, rodzice skarżyli się że muszą z dziecmi
                siedziec 2h dziennie przy odrabianiu lekcji. ja swojego starszego
                syna posłałam do szkoły jako 6latka ale i bez reformy prawdopodobnie
                tak bym go posłała. natomiast mam problem z decyzją co do młodszego.
                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 23:57
                  bazylea i wgra - wasze ważne głosy w tej dyskusji są
                  puszczane mimo oczu, traktowane jak powietrze, tak jakby ich nie
                  było, tak jakby były nieistotne. Nikt ich nie traktuje serio, z całą
                  pewnością panikujecie, histeryzujecie, nie wierzycie w swoje dzieci
                  i uważacie, że są z góry przegraneuncertain I w ogóle, jak wy śmiecie !!! A
                  wy tylko histerię narodową urządzaciesmile
          • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 20:48
            lodewijk napisał:

            > Przyznam zresztą, że dla mnie problemy z nauką literek w szkole to
            zresztą
            > abstrakcja, bo przyznam, że nie znam osobiście w moim otoczeniu
            dziecka, które
            > nie potrafiłoby choć trochę czytać przed pójściem do szkoły, a
            większość znanych
            > mi dzieci, z moim włącznie, czytała płynnie.
            A te dzieci to poszły do szkoły w wieku lat 6 czy 7? Moja starsza
            zaczęła czytać na początku zerówki - mając lat dokładnie 6,5.
            Większość jej kolegów i koleżanek z grupy opanowała tę sztukę w
            ciągu tych 10 m-cy zerówki. W zderzeniu z grupą już trochę
            czytających 7-latków i wymagającą panią - nie mieliby szans.
            Proponuję poczytać wątek
            forum.gazeta.pl/forum/w,46,109619113,109619113,Oceny_w_I_klasi
            e_.html
            Btw po 6 latach chodzenia do szkoły dzieci wcale nie są mądrzejsze -
            grupa 6- czy 7-latków pewnie ma mniej głupie pomysły niż grupa
            gimnazjalistów...
    • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 18:53
      Podsumowanie dyskusji jest takie.
      Ludzie, którzy są ekspertami się nie znają.
      Ekspertami nad ekspertami są matki z forum. No i Ministerstwo, którego
      najwyższym celem, najważniejszym jest dobro dzieci.
      Jedynym błędem Ministerstwa jest to, że uległo presji rodziców.
      (komuuuno...wróóććć! Ministertwo w niczym nie powinno ulegać presji rodziców. Co
      tam w końcu rodzice wiedzą o swoich dzieciach. Decydować o swoich dzieciach? Kto
      to słyszał o takich fanaberiach.)
      No. Osiągnęliśmy szczyt szczytów w poziomie dyskusji.
      Podstawowe pytanie jest PO CO ZMUSZAĆ dzieci do pójścia rok wcześniej??
      Jeżeli ktoś chciał mógł od zawsze posłać dziecko wcześniej.
      Bo w na Zachodzie posyłają wcześniej? Na Zachodzie się na wcześniejszej edukacji
      przejechali:
      www.rp.pl/artykul/378870.html

      Brak aplauzu dla reformy to "histeryzowanie i czarnowidztwo"?
      No, przykro mi bardzo,ale o tym jaki będzie wpływ reformy na dziecko dowiemy się
      za x-lat. A eksperyment ten będzie przeprowadzany na naszych dzieciach.
      Oczywiście, z pewnością byłoby podobnym histeryzowaniem protestowanie przed
      gimnazjami? Byłoby to histeryzowanie, czarnowidztwo, widzenie wszędzie Wujka
      Samo Zło.
      Dzisiaj wiemy jakie przyniosło to efekty. Dzisiaj jesteśmy taaacy mądrzy. Co nie
      zmienia faktu, że nadal obligatoryjnie, żeby być tejdi trzeba być wyluzowanym.
      Trzeba nie słuchać ekspertów i bazować na swoim małym ogródeczku.

      Przypominam i cytuje:

      Za prof. Danuty Waloszek z Akademii Pedagogicznej w Krakowie:
      "(...)Wszystko to dokonać się może jedynie w zabawie, przez zabawę i dla zabawy,
      która wymaga specyficznych warunków materialnych, społecznych,
      emocjonalnych. Takich warunków nie w żadnym razie w szkole, która
      organizowana jest wedle paradygmatu masowości, unifikacji form i uniwersalizacji
      treści kształcenia. Dzieci do 6 roku życia są rozwojowo nieprzygotowane do
      wejścia w przestrzeń społeczną.
      Z trudem wchodzą w przestrzeń publiczną w
      przedszkolu - przychodzą ze środowiska rodzinnego, zdominowanego emocjonalnie.
      Muszą uczyć się zupełnie nowych relacji, regulatorów, rozpoznawać siebie jako
      jednostkę społeczna. Dzieci są zbyt wrażliwe i delikatne by mogły sprostać
      czasami bezwzględnej walce o miejsce w społeczności szkolnej."
      www.forumrodzicow.pl/menu2/projekt-obnizenia-wieku-szkolnego/zdania-ekspertow/opinia-prof-danuty-waloszek/
      Za dr dr Marta Kochan-Wójcik:
      "Po trzecie - przygotowanie kadry pedagogicznej. Dotychczas nauczyciele dzieci
      sześcioletnich to nauczyciele nauczania przedszkolnego, przygotowani metodycznie
      do pracy z najmłodszymi. Natomiast edukacją siedmiolatków zajmują się
      nauczyciele nauczania zintegrowanego, kształceni do pracy z dziećmi w klasach
      I-III. Ma to związek ze zmianą rozwojową dokonującą się pod koniec 6 roku
      życia w umysłach maluchów i przejściem przez nie w kolejne stadium rozwoju
      myślenia.
      Inaczej zatem pracuje się z sześciolatkami, a inaczej z dziećmi
      powyżej 7 roku życia. Uwzględnienie tej specyfiki rozwojowej to warunek
      powodzenia pierwszego etapu edukacji. Mimo że wielu nauczycieli może obecnie
      pochwalić się kwalifikacjami zarówno do nauczania przedszkolnego, jak i
      zintegrowanego, nie jest to sytuacja powszechna. Zatem problem jest zasadny -
      przygotowanie nauczycieli nauczania zintegrowanego do pracy z sześciolatkami czy
      zatrudnienie nauczycieli przedszkoli - tylko skąd ich wziąć, jeśli już dziś ich
      w przedszkolach brakuje, a planujemy obowiązkową edukację przedszkolną
      pięciolatków (czyli w efekcie zwiększenie ilości dzieci w przedszkolach)? Czy da
      się to ponownie zorganizować w tak krótkim czasie?

      Wreszcie wątek najważniejszy - dotyczący gotowości sześciolatków do podjęcia
      edukacji szkolnej. Obniżenie edukacji szkolnej nie może odbyć się przez
      przesunięcie treści obecnie realizowanych w klasie I do poziomu klas zerowych.
      Wynika to, jak już wcześniej wspomniałam, ze specyfiki rozwoju intelektualnego
      małego dziecka. Przeciętny sześciolatek nie jest gotowy do rozumienia pojęć
      wykorzystywanych w edukacji siedmiolatków.
      Zderzenie go z wiedzą nie na jego
      poziomie skutkuje lękiem, poczuciem bezradności, niechęcią wobec nauki i szkoły."
      www.forumrodzicow.pl/menu2/projekt-obnizenia-wieku-szkolnego/zdania-ekspertow/szesciolatki-do-szkol/
      Za Polskim Towarzystwem Dysleksji (w czasie dyskusji nad reformą, reforma jak
      wiadomo weszła)
      Fragment dotyczący programu 1 klasy:
      " Wprowadzenie ograniczeń czasowych (określonych liczbą minut) jest
      cofnięciem się o co najmniej kilkanaście lat wstecz, do czasów gdy
      metodyka traktowana była jako narzędzie formalno-administracyjne. Zezwalano
      wówczas na organizowanie w grupie sześciolatków dwóch 30-minutowych zajęć
      dydaktycznych. Zachodzi obawa, że tego rodzaju „instrukcja obsługi dziecka”
      będzie dokładnie i sztywno przestrzegana. Takie podejście jest sprzeczne z
      zasadą indywidualizacji w wychowaniu i nauczaniu oraz odbiera nauczycielowi
      możliwość samodzielnego, twórczego planowania zajęć i prowadzenia ich w sposób
      odpowiedni do możliwości danej grupy dzieci. Świadczy wręcz o lekceważeniu roli
      nauczyciela oraz podważaniu jego kompetencji zawodowych. Jest również jawnie
      sprzeczne z kolejną przesłanką reformy programowej, która brzmi: „Wdrożenie
      elastycznego modelu kształcenia, lepiej dopasowanego do indywidualnych potrzeb i
      zdolności uczniów

      Proponowana podstawa programowa zezwala pięciolatkom na bardzo ograniczoną
      ilość ćwiczeń, pomagających rozwinąć koordynację wzrokowo-ruchową i sprawność
      grafomotoryczną
      (mój komentarz..co było wspominane w tej dyskusji na
      temat cudownego rozwoju grafomotorycznego dzięki reformie ??
      ), których
      odpowiedni poziom jest niezbędny do podjęcia nauki pisania. Jednocześnie
      oczekuje się, że siedmiolatek kończący klasę pierwszą
      , zgodnie z
      proponowanymi podstawami (punkt 2.2.2) „zna wszystkie litery alfabetu”,
      „opanował pisanie prostych, krótkich zdań (przepisuje, pisze z pamięci), z
      uwzględnieniem estetyki i poprawności graficznej pisma
      ”. Te dwa założenia
      pozostają między sobą w sprzeczności, bowiem – zgodnie z założeniami reformy –
      sześciolatek ma opanować to wszystko, czego obecnie uczy się dziecko sześcio-
      oraz siedmioletnie w ciągu dwóch lat nauki
      , w klasach 0 i I”.

      i dalej:
      "Sześcioletni uczeń klasy pierwszej – zgodnie z prognozą Ministerstwa – „stara
      się samodzielnie czytać lektury wskazane przez nauczyciela”. To stwierdzenie
      jest tak dalece nierealistyczne, że nie można go traktować poważnie. Wiadomo
      doskonale, że około 20% dzieci, pomimo dwuletniego okresu przyswajania
      umiejętności czytania i pisania, ma problemy z zadowalającym ich opanowaniem na
      poziomie, którego oczekuje się od ucznia kończącego klasę I
      . Który
      nauczyciel i jakim sposobem spełni założenia proponowanej podstawy programowej z
      dziećmi o rok młodszymi i w czasie krótszym o rok?"
      www.ptd.edu.pl/aktualnosci/list_do_pani_minister_edukacji_narodowej_katarzyny_hall

      I tak dalej i tak dalej.

      Moi drodzy rodzice. Czy innym jest rozsądne ocenianie zmian , a czym innym
      "czarnowidztwo".

      Dzięki Bogu komuna za nami (widzę wszelako w tej dyskusji tęsknotę za
      zamordyzmem i niekonsultowaniem zmian tak ważkich jak edukacja najmłodszych z
      rodzicami) i dzięki Bogu można być przeciwko zmianom wprowadzonym przez
      "reformatorów" (osobiście wolę ich nazywać psujami bo zmiany w procesie e
      • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 18:58
        Uczeń wg nowej reformy programowej po skończeniu 1szej klasy (tak, tej do której idzie jako 6cio latek) potrafi :

        -interesuje się książką i czytaniem; słucha w skupieniu czytanych utworów (np. baśni, opowiadań, wierszy), w miarę swoich możliwości czyta lektury wskazane przez nauczyciela
        -rozpoznaje wybrane dziedziny sztuki: architekturę (także architekturę zieleni), malarstwo, rzeźbę, grafikę; wypowiada się na ich temat
        - potrafi odróżnić, co jest dobre, a co złe w kontaktach z rówieśnikami i dorosłymi; wie, że warto być odważnym, mądrym i pomagać potrzebującym; wie, że nie należy kłamać lub zatajać prawdy;
        -ma rozeznanie, że pieniądze otrzymuje się za pracę; dostosowuje swe oczekiwania do realiów ekonomicznych rodziny;
        -zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest prawdomówność, stara się
        przeciwstawiać kłamstwu i obmowie
        ;
        -niesie pomoc potrzebującym, także w sytuacjach codziennych;

        Westchnęłam. Wielka łza wzruszenia spłynęła po mym policzku....
        • amwaw Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 19:03
          Ach i jeszcze:
          - świadomie i aktywnie słucha muzyki, potem wyraża swe doznania werbalnie i niewerbalnie;
          - kulturalnie zachowuje się na koncercie oraz w trakcie śpiewania hymnu
          narodowego.
        • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 22:03
          > Uczeń wg nowej reformy programowej po skończeniu 1szej klasy (tak, tej do której idzie jako 6cio latek) potrafi : ......

          Amwaw, sądzisz, że te umiejętności przekraczają możliwości przeciętnego 7-latka?
          Pomyślmy: interesują się książkami i słuchają w skupieniu już 4-latki. Odróżnianie dobra i zła w kontaktach z rówieśnikami - teorię znają też kilkulatki, z praktyką jest różnie. W temacie kłamstwa i zatajania prawdy mamy chyba ze 4 książeczki, treściowo dostosowane dla hmm, 3-4-latka. To, że pieniądze nie spadają z nieba tylko trzeba je zarobić, też jest oczywiste dla dziecka siedmioletniego.
          Polemizowałabym jedynie przy "dostosowuje swe oczekiwania do realiów ekonomicznych rodziny".
          Reszta rzeczy nie przekracza możliwości dziecka 6-7-letniego. Również słuchanie muzyki i wypowiadanie się na jej temat - takie ćwiczenia przeprowadza się już w grupie średniaków w przedszkolu. Syn mój ze szkoły bardzo często przynosi z lekcji muzyki "portrety utworów", które rysują podczas słuchania.

          Nie, łzy wzruszenia nie spływają mi wcale, bo wg mnie sa to normalne umiejętności dziecka, któremu nie hamuje się naturalnej ciekawości świata. Rodzice teraz są bardziej świadomi niż 20, 30 lat temu i nie ograniczają się w wychowywaniu dzieci do wypuszczenia ich na podwórko.

          Dla przykładu, aby nie być gołosłowną, wkleję z maila program realizowany przez zerówkę w naszej szkole w marcu (o zerówce pisałam - realizuje program pierwszej klasy).


          W marcu realizowaliśmy następujące bloki tematyczne:
          * Chcę poznawać świat
          * W świecie sztuki
          * Przyroda budzi się ze snu
          * Nadeszła wiosna
          * Wielkanocne tradycje
          W wyniku działań dydaktycznych uczniowie:
          - poznali litery: w, g, p ,c ,ł, z oraz liczby 9 i 10;
          - doskonalili umiejętność czytania ze zrozumieniem i sprawność grafomotoryczną;
          - doskonalili umiejętność wypowiadania się na podany temat; - poznawali literaturę dziecięcą związaną z tematyką zajęć;
          - uczyli się tolerancji i akceptowania ludzi takimi, jacy są;
          - rozwijali wrażliwość na sztukę, wrażliwość muzyczną (warsztaty: "portrety muzyki");
          - kształtowali pojęcie liczby naturalnej oraz umiejętności przeliczania i porównywania liczebności zbiorów;
          - poznawali tradycje i zwyczaje związane z nadejściem wiosny i świętami oraz uczyli się odpowiednich zachowań w miejscach użyteczności publicznej (teatr, muzeum, biblioteka)
      • mama303 Re: 6 i 7-latki w szkołach 06.04.10, 21:37
        amwaw napisała:

        > Ekspertami nad ekspertami są matki z forum.

        Oczywiscie że są. Zwłaszcza te, które mogą szanownym ekspertom
        teoretykom powiedzieć jak wyglada praktyka.

        >Podstawowe pytanie jest PO CO ZMUSZAĆ dzieci do pójścia rok
        wcześniej??

        Sześciolatki juz od dawna sa zmuszone rozpoczac naukę - zerówka jest
        przecież obowiązkowa.

        b]Dzieci do 6 roku życia są rozwojowo nieprzygotowane do
        > wejścia w przestrzeń społeczną.[/b] Z trudem wchodzą w przestrzeń
        publiczną w
        > przedszkolu - przychodzą ze środowiska rodzinnego, zdominowanego
        emocjonalnie.

        Jeśliby nawet trzymać się tego powyższego, co wg mnie jakimś
        bełkotem jest to my mówimy przecież o dzieciach które idą właśnie w
        szóstym roku życia do szkoły, nie przed szóstym rokiem życia.


        >Zatem problem jest zasadny -
        > przygotowanie nauczycieli nauczania zintegrowanego do pracy z
        sześciolatkami


        Owszem to jest najwiekszy moim zdaniem problem. Przestawienie
        nauczycieli. Mam wrażenie że np.nasza nauczycielka właśnie jest w
        fazie przestawiania. Nauczyciele to ludzie, którzy muszą sporo się
        dokształcać wiec jest szansa że sie poprzestawiają.



        > Proponowana podstawa programowa zezwala pięciolatkom na bardzo
        ograniczoną
        > ilość ćwiczeń, pomagających rozwinąć koordynację wzrokowo-ruchową
        i sprawność
        > grafomotoryczną.


        Nie wiem gdzie to wyczytałaś.... jakie ograniczenia. Dziecko ma mieć
        sprawne rączki i rozwinieta koordynację wzrokowo-ruchową potrzebną
        do pisania.


        Jednocześnie
        > oczekuje się, że siedmiolatek kończący klasę pierwszą
        , zgodnie
        z
        > proponowanymi podstawami (punkt 2.2.2) „zna wszystkie litery
        alfabetu&
        > #8221;,
        > „opanował pisanie prostych, krótkich zdań (przepisuje, pisze z
        pamięci),
        > z
        > uwzględnieniem estetyki i poprawności graficznej pisma
        ”. Te
        dwa za
        > łożenia
        > pozostają między sobą w sprzeczności, bowiem – zgodnie z
        założeniami refo
        > rmy –
        > sześciolatek ma opanować to wszystko, czego obecnie uczy się
        dziecko sześcio-
        > oraz siedmioletnie w ciągu dwóch lat nauki
        , w klasach 0 i I”.

        Nie, dziecko w starej zerówce w ogóle nie uczyło sie pisać.
        Odzielenie czytania od pisania jest niewłaściwe. Tak się teraz
        twierdzi a potwierdza to moja matka, które wiele lat uczyła dzieci
        czytania w zerówce. Az sie prosiło aby uczyć jednoczesnie pisania.
        Dzieci poznajac litery chcą zaraz pisać! dlatego ostatnio w
        zerówkach nauczycielki uczyły tez pisania chociaz to niezgodne było
        z założeniami programu zerówek. A potem w I klasie dzieci znowu
        uczyły sie od poczatku tego samego. Po co? Stary program zresztą
        oparty był o ciagłe powtarzanie.
        Ponadto dawniej w pierwszej klasie dzieci pod koniec pisały krótkie
        wypracowania, teraz musza umiec napisać/przepisać proste zdanie i
        przeczytac ze zrozumieniem krótki tekst. Matematyka jest takze
        uproszczona w I klasie w stosunku do dawnej I klasy.

        > "Sześcioletni uczeń klasy pierwszej – zgodnie z prognozą
        Ministerstwa 
        > 211; „stara
        > się samodzielnie czytać lektury wskazane przez nauczyciela”. To
        stwierdze
        > nie
        > jest tak dalece nierealistyczne, że nie można go traktować
        poważnie.

        To znaczy że musi ich samodzielnie przeczytać. Proste.


        • mama303 ERRATA 06.04.10, 21:42
          mama303 napisała:

          > To znaczy że musi ich samodzielnie przeczytać. Proste.

          Miało być: To znaczy że nie musi ich samodzielnie przeczytać.
          Proste.
    • lodewijk Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 09:03
      I po to ta cała dyskusja? Żeby stwierdzić, że niektóre dzieci będą miały
      trudniej? Owszem, niektóre dzieci będą miały trudniej. Nieco trudniej niż
      teoretycznie mają obecnie dzieci z grudnia w stosunku do dzieci ze stycznia, co
      jest guzik prawdą. Pierwotna reforma zakładała stopniowe wprowadzanie roczników
      sześciolatków w zależności od miesiąca urodzenia, tak, żeby nie było właśnie
      różnicy 2 lat między dziećmi w I klasie i to było moim zdaniem rozsądne, bo
      między moim dzieckiem z grudnia a dzieckiem ze stycznia następnego roku jest
      mniejsza różnica niż między moim dzieckiem z grudnia a kolegami z klasy ze
      stycznia. Oczywiście teoretyczna różnica, bo dzieciaki ze stycznia nie mają
      faktycznie żadnej przewagi pod żadnym względem nad dziećmi z grudnia. A
      przynajmniej tego nie widać po wynikach.
      • lodewijk Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 09:06
        Natomiast jeśli chodzi o wyrównywanie szans, to wbrew pozorom takowe istnieje,
        bo przynajmniej dzieci, które do tej pory nie robiły nic innego poza zabawą i
        bieganiem po podwórku, dowiedzą się, że istnieje coś takiego jak książka i że to
        też może być interesujący sposób na spędzanie dzieciństwa. Dotychczas było to
        tylko przywilejem tych dzieci, których rodzice sami o to zadbali.
        • gucci77 Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:20
          Ludzie przestańcie przyśpieszać dorosłość dzieciom bo i tak już nie mają tego
          dzieciństwa w takim zakresie jak my kiedyś! Ambicje rodziców często przerastają
          możliwości ich dzieci i tym dzieciom strasznie współczuję! Chora ambicja
          rodziców którym w życiu się nie powiodło! Przecież zawsze dziecko jak tak
          rodzicom zależy żeby rok nie był stracony robiąc studia może zrobić i dwa
          fakultety w jeden rok i wtedy ku pokrzepieniu serc chorych ambicjonalnie
          rodziców dzieci nawet przegonią wiekowo dzieci sąsiadów i w wieku 22 lat
          (najpóźniej) będą robić doktorat!!! wrrrrrr... zostawcie tym dzieciom choć
          jeszcze rok beztroski bo nierzadko robicie tym "starym maleńskim" 6-latkom krzywdę!
          • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 13:48
            CytatLudzie przestańcie przyśpieszać dorosłość dzieciom bo i tak już nie mają tego dzieciństwa w takim zakresie jak my kiedyś!

            No pewnie że nie mają takiego dzieciństwa jak my kiedyś i w takim zakresie. Uważam, że mają zdecydowanie ciekawsze dzieciństwo i więcej możliwości, bo minęło, bagatela, jakieś 30 lat smile.

            200 postów w wątku i beton big_grinbig_grin

            Bardzo poproszę o definicję "szczęśliwego dzieciństwa" smilesmile
            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 07.04.10, 23:38
              >200 postów w wątku i beton

              ok mama-kotula mądrze prawisz w wielu kwestiach i rozjaśniłaś mi
              nieco pare kwestii, ale po to jest dyskusja aby się wymienić
              poglądami i nie każdy musi mieć takie same. A Ty czasami przesadzasz
              w swoim przekonaniu o jedynym słusznym myśleniu i podejściu do
              sprawyuncertain Jesteś bardzo kategoryczna i odmawiasz innym prawa do
              odmiennego spojrzenia na sprawę. Kogoś, kto myśli inaczej wyzywasz
              od betonów, frustratek i histeryczek. Bardzo łatwo oceniasz,
              stawiasz dignozę i wysyłasz do psychologów nie znając ani osoby ani
              sytuacji. Siebie uważasz za najmądrzejszą i nieomylną. Ciebie nikt
              zdaje mi się tutaj nie obrażał. Skąd Twoje zachowanie ? Wiesz,
              ciekawi mnie punkt widzenia innych osób, co nie znaczy, że muszę się
              rzucać na osoby, które myślą inaczej niż ja. Ani też nie znaczy, że
              muszę myśleć tak ja Ty. Pamiętaj, że punkt widzenia zależy od punktu
              siedzenia. Ty masz miłe wspomnienia i skojarzenia ze szkołą, masz
              możliwośc posyłania swoich dzieci do super szkoły, dlatego nic Ci
              nie jest straszne. A wyobraź sobie, że ktoś ma ten punkt widzenia
              zupełnie inny, i nie zalezy on aż tak bardzo od niego samego, tylko
              od wielu innych niezaleznych czynników.
              • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 00:30
                Już wyjaśniam, co mam na myśli pisząc "beton".
                Otóż - za każdym razem w takiej dyskusji pojawia się hasło o "odbieraniu dzieciństwa". Kiedy pytam o definicję szczęśliwego dzieciństwa - o dziwo, większość ludzi milczy. Albo rzuca kolejnym frazesem typu "beztroskie bieganie z rówieśnikami po podwórku, darcie spodni na drzewach, gra w gumę". Dyskusji nie ma, koniec kropka. Rzuca się frazesem, nie zastanawiając się aż tak bardzo nad nim.

                Tylko że takie "szczęśliwe dzieciństwo" to retrospekcja. To jest wyidealizowany obraz "szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa" sprzed lat 20, 30, 40. I owszem, bieganie z rówieśnikami po podwórku czy gra w gumę jest fajne. Jest potrzebne. Ale nie można zapominać, że świat się zmienił przez ostatnie 30 lat, i dzieci też się zmieniły. Dzisiejszy 7-latek w niczym nie przypomina np. postaci z Jacka, Wacka i Pankracka, dzisiejszy przeciętny siedmiolatek bawi się inaczej, jest bardziej rozwinięty intelektualnie, niż przeciętne dziecko siedmioletnie w latach 70-tych. Po pierwsze dlatego, że rodzicielstwo stało się bardziej świadome, po drugie dlatego, że dziecko ma większe możliwości poznawania świata - i tego najbliższego, i tego dalszego. Zmieniły się warunki bytowe - praktycznie nie ma sensu stricto "podwórek", wiek w którym rodzic się decyduje na samodzielne puszczenie dziecka na dwór podwyższył się - pamiętam, że na podwórko u babci wychodziłam SAMA jak miałam lat 5, bo na tym podwórku zawsze siedział jakiś rodzic, wszyscy się znali, było bezpiecznie, na ulicy po drugiej stronie samochód przejeżdżał 2 razy dziennie. W tym momencie rodzice wahają się, czy puścić samodzielnie 7-8-latka - siłą rzeczy, skoro rodzic jest zmuszony wychodzić z dzieckiem na dwór, nie ma mowy o bieganiu po dworze przez całe popołudnie do późnej nocy (ze względów technicznych) - trzeba dziecku zapewnić inne formy rozrywki. I tak dalej.

                I nie można za wzorzec idealnego dzieciństwa dla dziecka anno domini 2010 podawać "biegania z kijem po podwórku i robienia widoczków za szkiełkiem". Bo teraz dzieci są inne i naprawdę mają więcej bardziej rozwijających możliwości spędzania wolnego czasu, które uznają za atrakcyjne - nie ZAMIAST, a OPRÓCZ tego wyidealizowanego biegania po podwórku. I w beztroskim, szczęśliwym dzieciństwie dziecka anno domini 2010 poczytne miejsce znajduje nauka, zdobywanie wiedzy, które sprawia dziecku radość.

                I przewrotnie będzie - multimedialne dziecko anno domini 2010 ma większą motywację np. do nauki czytania - bo komputer wypluwa mu jakieś niezrozumiałe robaczki i ono nie wie, co to znaczy wink (nota bene w ten sposób mój syn zapałał chęcią do nauki angielskiego, w pół roku opanował samodzielnie angielski na tyle, aby rozumieć większość komunikatów, które przekazuje mu komputer).

                To, że dziecko idzie do SZKOŁY, nie oznacza końca dzieciństwa. Takie myślenie to też jest relikt, pozostałość sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy dzieci się szkołą dosłownie STRASZYŁO, i czynili to sami rodzice. Nie da się ukryć, że idąc do szkoły, dziecko wkracza w kolejny etap życia - ale nie oznacza to, że przestaje mieć "szczęśliwe beztroskie dzieciństwo".
                Ja w ogóle proponuję pytać dzieci, co mieści się dla nich w pojęciu "szczęśliwe dzieciństwo". Bo oprócz biegania z kolegą po dworze z kijem, może mieścić się w nim też np. oglądanie z kolegą stron internetowych o dinozaurach.


                Przyznaję - mam ciężką alergię, kiedy na hasło "nauka, szkoła" od razu słyszę paniczny odzew "odbieranie dziecku dzieciństwa".
                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 00:58
                  Zmieniły się warunki bytowe - praktycznie nie m
                  > a sensu stricto "podwórek", wiek w którym rodzic się decyduje na
                  samodzielne pu
                  > szczenie dziecka na dwór podwyższył się - pamiętam, że na podwórko
                  u babci wych
                  > odziłam SAMA jak miałam lat 5, bo na tym podwórku zawsze siedział
                  jakiś rodzic,
                  > wszyscy się znali, było bezpiecznie, na ulicy po drugiej stronie
                  samochód prze
                  > jeżdżał 2 razy dziennie. W tym momencie rodzice wahają się, czy
                  puścić samodzie
                  > lnie 7-8-latka - siłą rzeczy, skoro rodzic jest zmuszony wychodzić
                  z dzieckiem
                  > na dwór, nie ma mowy o bieganiu po dworze przez całe popołudnie do
                  późnej nocy
                  > (ze względów technicznych) - trzeba dziecku zapewnić inne formy
                  rozrywki. I tak
                  > dalej.

                  No widzisz, i to jest doskonały przykład na to, jak bardzo różni się
                  nasze życie i dlaczego nie potrafimy siebie nawzajem zrozumieć ! Dla
                  mnie już wszystko jest jasnesmile Dla Ciebie opisana syuacja to
                  przeszłość a dla Twojego dziecka abstrakcja. A teraz Cię zaskoczę !!!
                  Dokładnie tak jak opisałaś wygląda dzieciństwo moich dzieci. One
                  mają właśnie takie podwórkosmile I takich kolegów, z którymi biegają do
                  późnej nocy. Mieszkam w małej miejscowości, na bezpiecznym osiedlu
                  domów, na którym kwitnie życie sąsiedzkie, każdy się zna, nie ma
                  obcych i każdy zerknie na dziecko sąsiadasmile Jestem spokojna o moją 4-
                  latkę, a ona ma szczęśliwe dzieciństwo z całą tą ferajną, kijem,
                  rowerem, zabawą w chowanego, bieganiem po kałużach czy grą w piłkę.
                  A dodatkowe zajęcia ma do południa i nie muszę się martwić, że w
                  piękny słoneczny dzień będzie siedzieć w szkonych murach w ławce do
                  18, a potem nad pracą domową do 20 zamiast biegać i cieszyć się
                  swoim dzieciństwem póki możesmile Ale już teraz wiem dlaczego Ty tego
                  nie roumiesz...pomiędzy nami jest przepaść. Nasze życia wyglądają
                  zupełnie inaczej.
                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 02:01
                    Nie rozumiemy się nie tylko dlatego, że inaczej wygląda nasze życie, ale również dlatego, że ja nie uważam, że z momentem pójścia do szkoły dziecko nie może już cieszyć się pełnią szczęśliwego dzieciństwa. Wtedy też może mieć szczęśliwe dzieciństwo, tyle, że nieco inne (pomijam skrajne przypadki, jak u was, że dziecko siedzi w szkole od rana do 18). A inne, to nie znaczy - gorsze i uboższe.
                    Zresztą raz jeszcze - każde dziecko i każdy rodzic ma swój model szczęśliwego dzieciństwa. Nie ma jednego modelu. Jedno jest pewne - w tym momencie dzieci mają większy wybór "szczęścia" niż 20, 30, 40 lat temu. I korzystają z tego wyboru, jak im się na to pozwala.

                    Akurat w twoim przypadku córka preferuje taki model "szczęśliwego dzieciństwa", do jakiego jesteś przyzwyczajona.
                    Afrikano, ale powiedz mi: czy jakby twoja córka zamiast biegać po dworze i bawić się w chowanego wolała siedzieć w domu i czytać książki albo, na przykład, lepić z modeliny - czy uważałabyś, że ma nieszczęśliwe dzieciństwo? Jakby np. po dwóch godzinach spędzonych na podwórku uznawała, że ma na dzisiaj dość koleżanek, jej potrzeby kontaktu zostały zaspokojone i wracała do domu, w ten piękny słoneczny dzień siadała w kącie i czytała przez kolejną godzinę czy dwie? Albo w ten piękny słoneczny dzień odmawiała wyjścia na dwór i ganiania się z koleżankami, bo akurat na Animal Planet zaraz będzie film, który MUSI koniecznie obejrzeć? Albo że ma akurat teraz wielką ochotę przejść 20 level gry "World of goo"? Albo postanawiała, również w ten piękny słoneczny dzień, że ma ochotę napisać mini-książeczkę o przygodach królika ninja, więc musi zostać w domu i - niespodzianka - ślęczeć na krześle nad zeszytem? wink
                    Czy gdyby twoja córka wybierała inny sposób spędzania wolnego czasu, który byłby dla niej atrakcyjny tak, jak teraz jest atrakcyjne bieganie po dworze i skakanie po kałużach - czy w imię swojej wizji "beztroskiego dzieciństwa" zabraniałabyś?

                    Zobacz - my się w sumie zgadzamy. Twoja córka ma szczęśliwe dzieciństwo, bo ROBI TO, CO LUBI - i przypadkiem tylko pokrywa się to z twoją ideą "beztroskiego dzieciństwa". Ja też uważam, że szczęśliwe dzieciństwo to robienie tego, co się lubi robić - tyle, że nie uważam, że koniecznie musi to być wielogodzinne bieganie po kałużach i zabawa w chowanego z rówieśnikami smile. Oraz, nie uważam, że pójście do szkoły oznacza automatyczny koniec beztroski i szczęścia. To tylko przejście do kolejnego etapu.
                    • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:15
                      mój aparat wyjście na podwórko najczęściej traktuje jako karę :p Czasem łaskawie
                      ma ochotę pobiegać z piłką, lubi pojeździć na rowerze, ale też nie zawsze. Za to
                      uwielbia komputer, a jak wygonię z komputera to książki smile Na spacer to ja
                      wyganiam, albo idziemy by sie uspokoił jak go za bardzo ponosi. Ja z resztą
                      sama byłam taka, i śmieszy przeświadczenie że wszystkie dzieci uwielbiają biegać
                      po podwórku i jak tam sie nie znajdują to są biedne i tracą dzieciństwo. Swoją
                      drogą chciałabym by mój aparat chodził do takiej szkoły jak twój smile
                      • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:27
                        yula napisała:

                        > Swoją
                        > drogą chciałabym by mój aparat chodził do takiej szkoły jak
                        twój smile
                        Przecież zdaniem Mamy Kotuli to takie proste - wystarczy chcieć.
                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:29
                        Cytat
                        Swoją
                        drogą chciałabym by mój aparat chodził do takiej szkoły jak twój smile


                        Żartujesz sobie. Ta szkoła jest ZŁA, odbiera dzieciom dzieciństwo i powoduje ich przedwczesną śmierć z braku ruchu tongue_out
                        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:37
                          Ale chyba w Twoim przypadku nie przedwczesną, bo SAMA nie posłałaś
                          swoich dzieci WCZEŚNIEJ talko jako 7-latki, z jakichkolwiek względów
                          by to nie było(każdy ma swoje). Ale czepiasz się tych, którzy
                          chcieliby mieć taki wybór jaki miałaś Ty i z którego bardzo chętnie
                          skorzystałaś. Jesteś nie fair. Twoje tłumaczenia mnie nie
                          interesują, jest cała masa innych rodziców, którzy mają swoje powody
                          i nikt się ich o zdanie nie pyta !
                      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:31
                        yula I już pewnie grozi mu otyłość. A niech sobie siedzi przed
                        kompem i tv całe życie. Wasza sprawa. Ale uszanuj tą większość,
                        która jednak lubi spędzać czas na świeżym powietrzu. Ja akurat
                        bardzo sie cieszę, ze moja córka to lubi, bo jest zdrowa,
                        wysportowana i szczęśliwa. Miałam taką koleżankę, co to tylko w domu
                        siedziała..krótki opis - otyła, okulary jak denka butelek,
                        antyspołeczna, nietowarzyska, nieszczęśliwa i baaardzo
                        zakompleksiona. Do dzisiaj nie potrafi sobie życia ułożyć i jest
                        nieszczęśliwą starą panną. Zostały jej tylko te książki. Smutne ale
                        prawdziwe. To ja wolę, żeby moja z dzieciakami biegałasmile
                        • yula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:53
                          Otyłość mu na pewno nie grozi, przynajmniej póki nie faszeruje go lekami
                          uspokajającymi, co mi proponują niektórzy lekarze, i nie pisałam że całymi
                          dniami siedzi przy komputerze i nie wychodzi na dwór, tylko że za tym nie
                          przepada, tak jak ja w dzieciństwie, córka natomiast lubi biegać na podwórku. I
                          to nie ja uogólniam a ty, że wszystkie dzieci są nieszczęśliwe jak nie mogą od
                          rana do wieczora ganiać i broń boże muszą zajrzeć na chwile do książki. Są takie
                          i takie. Według twojej definicji to mój syn nie miał dzieciństwa w ogóle, bo od
                          trzeciego miesiąca życia do dziś kilka razy w tygodniu chodzi na rehabilitacje i
                          jest ćwiczony w domu też. A ja mimo że nie lubiłam biegać na podwórku nie jestem
                          otyłą, nie mam okularów jak denka od butelek i jestem szczęśliwą mężatką i
                          podwójną mamą, więc nie uogólniaj.
                          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 14:39
                            Tylko, że zauważ, ze to Wy zaczęłyscie się licytować jak to wasze
                            dzieci kochają szkołe, książki, komputery i Tv zamiast biegać po
                            podwórku. Nie ja zaczęłam temat. To ja Wam pokazałam, ze dzieci są
                            różne i moje woli akurat co innego, zresztą jak zdecydowana
                            większość, przynajmniej z mojego otoczenia, z czego się bardzo
                            cieszęsmile Wszytskie jak jednen mąż lecą jak tylko zobaczą, ze któreś
                            jest na podwórku. Nie znam ani jednago dziecka, które (w tym wieku)
                            przedkłada zabawę z rówieśnikami nad komputer czy telewizor. Takich
                            natomiast znam całe mnóstwo w gimnazjach, ale ja akurat zrobię
                            wszystko, żeby zachęcić do ruchu i rozrywek na świeżym powietrzu z
                            rówieśnikami, tak jak było kiedyś. Teraz tylko komputery, gadu-gadu,
                            telewizor. No ale skoro to się zaczyna już w dzieciństwie, to nie
                            dziwne że zmierza w takim a nie innym kierunku. Fuj.
                    • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:29
                      Afrikano, ale powiedz mi: czy jakby twoja córka zamiast biegać po
                      dworze i bawi
                      > ć się w chowanego wolała siedzieć w domu i czytać książki albo, na
                      przykład, le
                      > pić z modeliny - czy uważałabyś, że ma nieszczęśliwe dzieciństwo?
                      Jakby np. po
                      > dwóch godzinach spędzonych na podwórku uznawała, że ma na dzisiaj
                      dość koleżane
                      > k, jej potrzeby kontaktu zostały zaspokojone i wracała do domu, w
                      ten piękny sł
                      > oneczny dzień siadała w kącie i czytała przez kolejną godzinę czy
                      dwie? Albo w
                      > ten piękny słoneczny dzień odmawiała wyjścia na dwór i ganiania
                      się z koleżanka
                      > mi, bo akurat na Animal Planet zaraz będzie film, który MUSI
                      koniecznie obejrze
                      > ć? Albo że ma akurat teraz wielką ochotę przejść 20 level
                      gry "World of goo"? A
                      > lbo postanawiała, również w ten piękny słoneczny dzień, że ma
                      ochotę napisać mi
                      > ni-książeczkę o przygodach królika ninja, więc musi zostać w domu
                      i - niespodzi
                      > anka - ślęczeć na krześle nad zeszytem? wink
                      > Czy gdyby twoja córka wybierała inny sposób spędzania wolnego
                      czasu, który byłb
                      > y dla niej atrakcyjny tak, jak teraz jest atrakcyjne bieganie po
                      dworze i skaka
                      > nie po kałużach - czy w imię swojej wizji "beztroskiego
                      dzieciństwa" zabraniała
                      > byś?
                      Gdybać to my sobie możemy w nieskonczonośćsmile)))
                      Gdyby to wolała, to by to robiła, ale tak nie jest. Jest przeciętną
                      4-latką, a nie powiesz mi, że jednak zdecydowana WIĘKSZOŚĆ z nich
                      nie woli biegać po kałużach z całą ferajną kumpli niż oglądać Animal
                      Planetsmile Wiesz jednak wydaje mi się, ze to Twoja córka będzie w tym
                      przypadku wyjątkiem (przynajmniej w tym wieku 4-5-6lat, bo później
                      moze się to zmieniać). I dlatego obawiam się o jej "wysiedzenie" w
                      szkole po tyle godzin i to jeszcze do tak późna. bo w przypadku
                      planu lekcji, który naj najprawdopodobniej czeka, Ci koledzy po
                      południu nie będą OPRÓCZ, tylko ZAMIAST.

                      A teraz odwróćmy sytuacjęsmile))
                      Wyobraź sobie, że Twoja córka woli biegać po kałużach, łapać motyle
                      i jeździć na rowerze zamiast siedzieć w domu grać na komputerze,
                      oglądać TV i czytać książki(no moja jeszcze nie umie). A musiałaby
                      tak jak moja, w dużej części zrezygnować z tego, bo od rana byłaby
                      na zatłoczonej świetlicy, a później po tylu godzinach świetlicy,
                      musiałaby mieć jeszcze jasny umysł i uczyć się do godziny 18:15.
                      Zanim byłaby w domu, byłaby już 19. Gdzie tutaj miejsce na zabawy i
                      beztroskie latanie po podwórku kiedy na głowie ma się tylko pracę
                      domową na drugi dzień ? No i ZAMIAST tego co kocha, czyli ruch,
                      przestrzeń, swobodę miałaby ławki i mury szkolne od rana do
                      wieczora ? Naprawdę by Ci sie to podobało ? Jeśli tak, to zawsze
                      można posłać wcześniej. A ja jestem do tego zmuszonasad
                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:58
                        Afrikano, ja cię w pełni rozumiem i wiem, o co ci chodzi. Ty mówisz o SWOIM DZIECKU, ja o MOIM DZIECKU (które, nota bene, uwielbia ganiać po podwórku z rówieśnikami smilesmile).

                        Ale my nie mówimy teraz o naszych dzieciach smile
                        Mówimy o abstrakcji pt. "szczęśliwe dzieciństwo", które rzekomo ma się kończyć z momentem pójścia do szkoły.
                        Wybacz, że to powiem, bo nie chcę cię urazić - napisałam już wcześniej, a i Wikula zwróciła na to uwagę: posługujesz się takim tonem w rozmowie, że człowiek odnosi wrażenie, iż pierwsza klasa to katorga porównywalna z pracą w kamieniołomach, że dziecko z dniem 1 września przestaje się bawić i już tylko i wyłącznie siedzi przy stoliku i się uczy. Co OBIEKTYWNIE (zaznaczam: nie piszę o skrajnych przypadkach, jakim jest wasza szkoła - w większości szkół nauka jednak jest na góra dwie zmiany) nie jest prawdą, o czym świadczy choćby liczba dzieci i rodziców popołudniami na placu zabaw przed moim blokiem.
                        Szkoła jest końcem pewnego etapu. Niezależnie od tego, czy dziecko idzie do niej w wieku lat 6 czy 7 czy 10, szkoła ZAWSZE oznacza okrojenie wolnego czasu dziecka. Jednocześnie szkoła oferuje wiedzę, poznawanie świata, rozwój w innym niż dotychczas środowisku. Jednocześnie ta sama szkoła oferuje inne niż do tej pory kontakty rówieśnicze - inne, co nie znaczy, że gorsze.

                        Widzisz, ja napiszę teraz herezję - traktuję chodzenie do szkoły i naukę jako jeden z nieodłącznych elementów dzieciństwa, tak, tego beztroskiego szczęśliwego dzieciństwa. Dziecko traci idąc do szkoły - jeszcze raz piszę, abstrahuję od przypadków skrajnych - traci możliwość ganiania po dworze od rana do nocy, zgadzam się. Ale jednocześnie patrzę na to w ten sposób - dziecko idąc do szkoły zyskuje. Zyskuje nowych kolegów, nowe doświadczenia w społeczeństwie, zyskuje wiedzę, zyskuje kolejne narzędzia poznawania świata (czytanie, pisanie), zyskuje inne - nie gorsze - możliwości.
                        Większość znanych mi dzieci sześcioletnich i młodszych CHCE iść do szkoły. Jak dziecko nie chce, to z reguły jest wina rodzica, który zdołał dziecku małemu obrzydzić szkołę zanim jeszcze do niej poszło, wpajając dziecku, że szkoła to wyłącznie strata dzieciństwa i nie daje nic w zamian.

                        Poszłam do szkoły w wieku lat niespełna 6. Niestety, nie wiedziałam, że w ten sposób skraca mi się dzieciństwo, nikt mi tego nie powiedział, że mam być teraz biedna i mam żałować, że mamusia moja dokonała wyboru i posłała mnie rok wcześniej do szkoły, bo skończyła się moja beztroska. Prawdę mówiąc, kompletnie nie odczułam, że mi się cokolwiek skończyło, bo traktowałam szkołę jako normalną kolej rzeczy, w dodatku jako rzecz całkiem fajną, inną niż przedszkole.

                        Po raz kolejny abstrahuję od przypadku waszej szkoły - dziecko lat 7 jest w szkole kilka godzin. Naprawdę, z reguły ma pół dnia na to beztroskie ganianie po podwórku, może z tego korzystać i korzysta, jeśli chce, bo nie wierzę, że koniecznością jest poświęcenie dzień w dzień 2 godzin na pracę domową - większość dzieci moich znajomych odbębnia te czytanki, pisanki i inne słupki w góra pół godziny, szczególnie w klasie pierwszej. Śmiem twierdzić, że mniejszą możliwość korzystania z "beztroskiego dzieciństwa" mają dzieci z przedszkola, które są w przedszkolu codziennie do godziny 17, z czego tego ganiania po dworze mają przeważnie raptem 2 godziny.

                        Może pomyśl o homeschoolingu, jeśli cię na niego stać. Jest legalny. Wtedy będziesz dziecku organizować czas tak, jak wam najbardziej pasuje i najbardziej efektywnie.
                        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:35
                          > Może pomyśl o homeschoolingu, jeśli cię na niego stać. Jest
                          legalny. Wtedy będz
                          > iesz dziecku organizować czas tak, jak wam najbardziej pasuje i
                          najbardziej efe
                          > ktywnie.
                          >

                          A wiesz ??? Myslałam o tymsmile Robię rozeznanie w temacie.
                          • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:54
                            No i super.

                            Jakby było mnie stać - przede wszystkim psychicznie - również zdecydowałabym się na homeschool, bo bardzo podoba mi się idea homeschoolingu, nauczania kompleksowego w dowolnym tempie i wg możliwości i zainteresowań dziecka. Niestety, moja konstrukcja psychiczna na to nie pozwala, ponieważ po kilku miesiącach zamordowałabym własne dziecko, a dziecko zamordowałoby mnie (dwoje aspergeryków przebywających ze sobą większość doby to bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem) wink.

                            Jakbyś potrzebowała linki w temacie homeschool - mam sporo materiałów, głównie dotyczących pracy homeschoolerów w Kanadzie i USA (bo na polskie materiały nie masz co liczyć, nie masz również co liczyć na zorganizowane grupy homeschoolerów, które są bardzo popularne w tych krajach, regularnie się spotykają, dzieci mają kontakt z rówieśnikami również niechodzącymi do szkoły, tak że nie ma większych obaw o uspołecznienie - w Polsce trzeba będzie jednak więcej wysiłku włożyć w to, aby dziecko homeschoolowane rozwijało się społecznie), jak chwilę znajdę, to mogę podesłać.

                            W tym momencie trzymam bardzo kciuki, aby wam się udało - jeśli oczywiście chcecie - i będę wam kibicować. Naprawdę smilesmilesmile
                            • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 14:55
                              Wow !!! Nieźle mnie zaskoczyłaśsmile Byłam pewna, ze zostanę zjedzona,
                              że mam zamiar dziecko skrzywdzić kisząc je w domubig_grin Takie biedne
                              nieuspołecznione ? ha,hasmileTak większosć reaguje w tym temacieuncertain
                              A tu miła niespodziankasmile
                              Mam już sporo linków w tym temacie, ale jak znajdziesz chwilę, to
                              bardzo proszęsmile
                              • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 15:30
                                Cytat
                                Wow !!! Nieźle mnie zaskoczyłaśsmile Byłam pewna, ze zostanę zjedzona, że mam zamiar dziecko skrzywdzić kisząc je w domubig_grin Takie biedne nieuspołecznione ?


                                Wiesz, poniekąd nie dziw się reakcjom. Nie ukrywam, że w Polsce homeschooler będzie mniej uspołeczniony niż w takiej np. Kanadzie.
                                Nie boisz się, że twoje dziecko będzie "na cenzurowanym", że nie chodzi do szkoły? winkwinkwink (to żart, ale mimo wszystko nie bezpodstawny, o czym dalej).

                                Dopóki twoje dziecko jest małe, bez problemu znajduje wspólny język z rówieśnikami na podwórku - bo część z nich chodzi do przedszkola, część nie, i są to bardzo małe dzieci, dla których życie przedszkolne nie stanowi znaczącej części życia społecznego. Niemniej potem będzie trudniej. Dlatego, że jednak 99,9% dzieci chodzi do szkoły i szkoła stanowi część ich życia - o szkole się rozmawia, ze szkoły przynosi się różne "odzywki" (tak, te najgłupsze niestety też tongue_out) i szkoła jest znaczącą częścią życia społecznego dzieci; w szkole kształtują się mody, opinie, trendy itd. Twoje dziecko i ty będziecie musieli włożyć więcej pracy w to, by nie było mimo wszystko wyalienowane i aby mieć wspólny język z rówieśnikami, jednocześnie będąc pod prąd - zauważ, że homeschoolerzy w krajach gdzie jest to spopularyzowane jednak preferują towarzystwo innych homeschoolerów smile. To też musisz wziąć pod uwagę. Ja akurat nie brałam, bo moje dziecko z definicji jest wyalienowane i nie z tego świata big_grinbig_grinbig_grin.

                                Poza tym, homeschooling ma tyle wspólnego z kiszeniem w domu, co ja z Kleopatrą ;P
                                • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 21:57
                                  Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę i biorę pod uwagę fakt, że
                                  łatwo by nie było pod wieloma względami. Ale zawsze można
                                  spróbować... Ja narazie zbieram dane i robię bilans zysków i stratsmile
                                  Zobaczy sięsmile Mam rok na podjęcie decyzji.
            • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 10:18
              mama_kotula napisała:

              > Uważam, że mają zdecydowanie ciekawsze dzieciństwo i więcej
              możliwości,
              Na przykład możliwość spędzania 10 godzin tygodniowo w autobusie
              dowożącym do szkoły...
              • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 10:29
                jakw napisała:
                > mama_kotula napisała:
                >
                > > Uważam, że mają zdecydowanie ciekawsze dzieciństwo i więcej
                > możliwości,
                > Na przykład możliwość spędzania 10 godzin tygodniowo w autobusie
                > dowożącym do szkoły...

                Uhm. Przez 10 godzin można np. przesłuchać całego audiobooka o Eragonie. Albo poczytać. Polecam bardzo.

                Po co ta ironia?
                Skoro uważasz, że dzieci obecnie nie mają więcej możliwości spędzania wolnego czasu niż 20 czy 30 lat temu - kiedy główną możliwością było to słynne podwórko, a inne były dostępne dla tzw. wybrańców - to sądzę, że dalsza dyskusja między nami w tej konkretnej kwestii nie ma sensu.
                • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:14
                  mama_kotula napisała:

                  >
                  > Uhm. Przez 10 godzin można np. przesłuchać całego audiobooka o
                  Eragonie.
                  Rozumiem, że kupujesz 4 audiobooki na m-c (no dobra - niech będą 2,
                  w końcu można książkę ze 2 razy przeczytać) oraz autobus jest
                  cichy - wpp za kilka lat prorokuję kłopoty ze słuchem


                  >Albo poczytać. Polecam bardzo.
                  Jak nie trzęsie za bardzo na lokalnych autostradach i nie ma się
                  problemów z chorobą lokomocyjną. No i nie jeździe się w godzinach
                  kiedy jest jeszcze/już ciemno. Przy 7 lekcjach zbyt ciemno na
                  czytanie w autobusie jest przez co najmniej pół roku szkolnego.

                  > Po co ta ironia?
                  Bo tak ładnie pisałaś o 2-godzinnym jeżdżeniu autobusem.
                  Zejdź na ziemię. Twoje dziecko w wieku lat 6 czy 7 siedzi w
                  autobusie 2 godziny dziennie (czy to to dziecko, które
                  jest "zaburzone motorycznie"?), a przez pół roku światło słoneczne
                  ogląda głównie w weekendy.
                  Tak pięknie piszesz Afrikaanie o walce o lepsze warunki edukacji.
                  Walczyłaś o to w swojej szkole rejonowej? Raczej nie - wolałaś
                  zapłacić i wsadzić dzieciaka na te ileś godzin w autobus.
                  12-osobowe klasy i 8 godzin języków obcych są dostępne dla
                  wybrańców - tych co mają lepiej sytuowanych rodziców.

                  > Skoro uważasz, że dzieci obecnie nie mają więcej możliwości
                  spędzania wolnego czasu niż 20 czy 30 lat temu - kiedy główną
                  możliwością było to słynne podwórko,a inne były dostępne dla tzw.
                  wybrańców

                  Skoro uważasz, że 20 czy 30 lat główną możliwością było to słynne
                  podwórko - to chyba rzeczywiście dyskusja nie ma sensu. Btw nie
                  bardzo rozumiem, co złego jest w tym podwórku?
                  • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:28
                    Cytat> Walczyłaś o to w swojej szkole rejonowej? Raczej nie - wolałaś zapłacić i wsadzić dzieciaka na te ileś godzin w autobus.
                    > 12-osobowe klasy i 8 godzin języków obcych są dostępne dla
                    > wybrańców - tych co mają lepiej sytuowanych rodziców.


                    Przykro mi, że nie każdego stać na szkołę niepubliczną, ale to nie jest mój problem, ani nie jest to też wina tego, że reforma jest zła.
                    Jakby mnie nie było stać na tę szkołę, oczywiste, że poświęciłabym energię i wszelkie fundusze na walkę o lepsze warunki w rejonówce, tak, jak to radzę zrobić Afrikanie, bo ona NIE MA INNEGO WYBORU, niż walka. Nie widzę przyczyny, dla której mając wybór mam z niego rezygnować i tracić czas oraz energię.

                    Mam wrażenie, że twój post, na który teraz odpowiadam można streścić jednym zdaniem - "ech, te winogrona, za wysoko wiszą... a na pewno i tak są strasznie kwaśne". Tyle w temacie ode mnie.

                    Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
                    • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 11:52
                      > Jakby mnie nie było stać na tę szkołę, oczywiste, że poświęciłabym
                      energię i ws
                      > zelkie fundusze na walkę o lepsze warunki w rejonówce, tak, jak to
                      radzę zrobić
                      > Afrikanie, bo ona NIE MA INNEGO WYBORU, niż walka.
                      Więc twoje doradztwo jest czysto teoretyczne, bo praktyki walki o
                      lepsze warunki w szkole rejonowej nie posiadasz. Z kolei Afrikana
                      już chyba trochę tę praktykę od środka poznała i pewnie ma podstawy
                      obawiać się, że się nie uda.
                      Btw u nas w szkole rejonowej od początku I klasy był temat pt.
                      cięzkie plecaki, dystrybutor wody i szafki. Ze 2 m-ce temu starsza
                      młoda kluczyk do takiej szafki dostała. Dzisiaj pisała test po
                      szkole podstawowej...
                      Ja już się nie dziwię, że rodzicom się nie chce.
                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:15
                        CytatZ kolei Afrikana już chyba trochę tę praktykę od środka poznała i pewnie ma podstawy obawiać się, że się nie uda.

                        Jakw, powiem ci tak - nigdy nie uprawiam czarnowidztwa, dopóki na własnej skórze nie przekonam się, że się nie uda, oraz dopóki nie zrobię wszystkiego, co mogę. Afrikana WSZYSTKO neguje, bo zawsze ma jakieś ale, z czego wynika, że nigdy NIE WARTO próbować wcale, warto tylko jęczeć, jaka to reforma jest zła, bo dzieci przez nią będą miały trudności (które to potencjalne trudności po, bagatela, 200 postach okazały się wypływać z czynników endogennych - dysfunkcja dziecka - a nie z tego, że reforma jest be i krzywdzi maluchy).
                        Zobacz, nawet w tej kwestii Afrikana JUŻ zakłada, że jej dziecko NA PEWNO będzie miało trudności, NA PEWNO będzie musiało chodzić na zajęcia wyrównawcze - a wcale nie jest powiedziane, że będzie miało, bo setki dzieci z lateralizacją skrzyżowaną chodzą do szkoły nawet nie wiedząc, że takową posiadają i nie korzystają z zajęć wyrównawczych, dotrzymują tempa rówieśnikom itd.. Niemniej Afrikana wie lepiej, że na pewno będzie ŹLE, mimo, że jej dziecko ma jeszcze półtora roku do momentu pójścia do szkoły, przez które to półtora roku może się wiele diametralnie zmienić.

                        Nie da się ukryć, że szkoła Afrikany ma skandaliczne warunki. Natomiast nadal będę zdania, że MAŁYMI KROKAMI można zrobić cokolwiek, aby poprawić sytuację dziecka w szkole. Choćby załatwić sprawę tej nieszczęsnej walki o byt na stołówce szkolnej, podczas której biedne siedmiolatki są deptane przez starszych kolegów, czy sprawę zadań domowych zadawanych codziennie, również w te dni, kiedy dziecko ma trzecią zmianę. Pewne rzeczy są nie do przeskoczenia, ale to są detale, które przy dobrej woli nauczycieli i dyrekcji, oraz odpowiedniej postawie rodziców są do zrobienia. Natomiast z postów Afrikany wynika, że nie warto robić nic, bo I TAK SIĘ NIE UDA. No faktycznie - jak się nie zrobi nic, to na bank się nie uda.

                        Cytat
                        Btw u nas w szkole rejonowej od początku I klasy był temat pt.
                        cięzkie plecaki, dystrybutor wody i szafki.


                        W naszej szkole dystrybutor wody znalazł się zaraz po tym, jak został poruszony temat na zebraniu rodziców - jak sądzisz, kto zapewnia dostawy wody, szkoła czy rodzice? Składka kilka złotych na miesiąc to mniej niż koszt paczki papierosów.

                        Jak również znalazł się czajnik bezprzewodowy i dobre chęci nauczyciela, dzięki którym dzieci podczas przerwy śniadaniowej w chłodne dni dostają ciepłe napoje (herbatę, kawę).
                        Większość tematów jest podejmowana przez rodziców. Tyle, że rodzice są aktywni, aktywnie szukają sponsorów, aktywnie włączają się w życie szkoły, pomagają przy organizacji imprez, załatwieniu transportu, wynegocjowaniu tańszego producenta mundurków, szafek itp.
                        Również dzisiejszy dzień (testy) jest organizowany przy pomocy rodziców - uczniowie klas 0-5 spędzają go poza szkołą, mają dzień sportu połączony z wycieczką.

                        PS. Kluczyka od szafki dla dziecka niestety nie dostałam. Musiałam kupić go razem z szafką.
                        • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:04
                          CIęzko się z Tobą dyskutuje, bo Ty nie słuchasz innych !!!!
                          Afrikana WSZYSTKO neguje, bo zawsze ma jakieś ale, z czego wynika,
                          że nigdy
                          > NIE WARTO próbować wcale, warto tylko jęczeć, jaka to reforma jest
                          zła, bo dzie
                          > ci przez nią będą miały trudności (które to potencjalne trudności
                          po, bagatela,
                          > 200 postach okazały się wypływać z czynników endogennych -
                          dysfunkcja dziecka
                          > - a nie z tego, że reforma jest be i krzywdzi maluchy).

                          Juz chyba nie chce mi się tego wszystkiego od nowa tłumaczyć. To nie
                          ja neguję, tylko Ty fantazjujesz nie znając tutejszych realiów i nie
                          mając ŻADNEGO rozeznania w temacie !!! ŻADNEGO KOMPLETNIE ! Ty nawet
                          nie wiesz ile wymogów musi spełniać budynek aby mogła być w nim
                          szkoła !
                          Po drugie, NIGDZIE nie napisałam, że moja córka sobie nie poradzi,
                          tylko że będzie jej TRUDNIEJ, bo będzie potrzebowała więcej ćwiczeń
                          i CZASU, który zostaje jej odebrany !!!!!!!!!!!! mama- kotula coraz
                          gorzej się z Tobą rozmawia, Ty nic nie rozumiesz, manipulujesz
                          faktami, wkładasz komuś nie swoje słowa w usta !!!!! Daj mi linka, w
                          którym powiedziałam, że moja córka sobie nie poradzi, bo już mnie
                          szlag trafia !!!! Cała kwestia rozchodzi się o to, że wolałabym żeby
                          poszła jako 7-latek, bo miałaby więcej czasu na opanowanie czegoś,
                          co będzie jej sprawiało nieco więcej trudności !!! Przypominam Ci,
                          ze ona jest zdiagnozowana i że już ćwiczymy ! nie, ja chyba kończę
                          tą dyskusję, bo ktoś tutaj strasznie manipuluje i zmienia fakty jak
                          mu pasujeuncertain
                    • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 12:53
                      Przykro mi, że nie każdego stać na szkołę niepubliczną, ale to nie
                      jest mój problem

                      No dobrze mama, tylko dlaczego ciągle stawiasz siebie i swoje dzieci
                      jako przykład, że w szkole jest przecież tak świetnie, nie biorąc
                      pod uwagę, że większość nie ma na to szans ? Nie widzisz nic dalej
                      poza czubek własnego nosa. Nie widzisz jakie są realia, ale bardzo
                      chętnie dyktujesz innym co powinni robić. "Każesz" nam kochać szkołę
                      i nową reformę, posyłać dzieci rok wcześniej czego sama nie
                      uczyniłaś (i nie tłumacz znowu dlaczego, innych nikt nie pyta)
                      patrząc przez pryzmat swojej szkoły i nie zdając sobie sprawy jak to
                      w rzeczywistości wygląda w przeciętnej państwowej podstawówce. To Ty
                      wymachujesz nam przed nosem tymi winogronami i naśmiewasz się, ze sa
                      taaaakie słodziutkie, a Wy mozecie sobie tylko popatrzećuncertain


                      No dobra, a skoro wszystko jest ekstra, reforma jest super to
                      DLACZEGO:
                      nie wysłałaś swoich dzieci do zwykłej państwowej
                      podstawówki ???? I jeszcze trzeba było wysłać córkę rok wcześniej
                      (powtarzam, ze nikt by sie ciebie nie pytał, gdybyś była w mojej
                      sytuacji). Musiałaby iść i koniec. chyba nie posunęłabyś się do
                      odraczania szkoły zdrowej córce, a do tego takiej inteligentnej ?
                      Musiałaby iść. A jeszcze pomyśl o tym ,ze nie stać Cię na taką super
                      szkołę. Dalej krzyczysz, ze wszystko jest ekstra ?!?!?
                      • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:11
                        CytatNo dobra, a skoro wszystko jest ekstra, reforma jest super to
                        DLACZEGO:nie wysłałaś swoich dzieci do zwykłej państwowej
                        podstawówki ????


                        Ponieważ już ci napisałam: żadna zwykła podstawówka NIE jest dostosowana do potrzeb dziecka autystycznego. Ze zwykłej podstawówki moje dziecko wyleciałoby z hukiem po kilku miesiącach do szkoły specjalnej, gdzie realizowałoby program dla dzieci opóźnionych umysłowo, ponieważ najbliższa szkoła specjalna z programem dla aspergeryków jest oddalona o 120 km. Moja decyzja nie ma NIC wspólnego z reformą edukacji czy jej brakiem. Gdyby do szkoły szły siedmiolatki, tak jak wcześniej, moje konkretne dziecko również poszłoby do szkoły niepublicznej albo, w przypadku gdybym nie miała możliwości finansowych, miałoby nauczanie indywidualne. Natomiast moja córka poszłaby wówczas do szkoły publicznej, prawdopodobnie jako sześciolatek.

                        Nie każę ci kochać szkoły. Korzystniej dla twojego dziecka byłoby jednak, gdybyś tej szkoły i konieczności pójścia do niej nie nienawidziła aż tak bardzo.

                        I tu się różnimy - bo ja nie uważam, że pójście dziecka do szkoły w wieku 6 lat to tragedia, że to jest "musi iść i koniec" (koniec czego? tongue_out). Dziecko idzie do szkoły. Po prostu. Do waszej szkoły, owszem, pójście jest tragedią niezależnie od wieku. Natomiast pójście do przeciętnej podstawówki nie wydaje mi się wywoływać traumy u 6-latka.
                        PS. Wiem, jak wygląda sytuacja w przeciętnych podstawówkach, bo nie żyję na pustyni gdzie jest tylko moja szkoła. Wasza szkoła z nauką na 3 zmiany i warunkami takimi, jakie opisujesz, nie jest przypadkiem przeciętnym.
        • jakw Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 08:14
          W zerówce też się dzieci mogły dowiedzieć o tym, że są książki. A
          zerówka w wieku lat 6 była obowiązkowa od dobrych kilku lat. Btw
          szkoła w żaden sposób szans nie wyrównuje - dodatkowe lekcje języków
          obcych, zajęcia dodatkowe czy choćby korepetycje są nadal
          przywilejem tych dzieci, których rodzice o to dbają.
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:11
            jakw, dokładnie. Przecież zerówki były i tak obowiązkowe i
            realizowały program. Tylko, ze warunki dla 6-latków były tam o niebo
            lepsze. No, ale mama-kotula i tak napisze, że w szkole jest lepiej.
            A że do szkoły warto, to wiemy. Ale nie koniecznie jak najszybciej.

            Już nawet Anglicy o tym wiedzą, ale mama-kotula jeszcze nie:

            www.tvp.info/informacje/ludzie/do-szkoly-tak-ale-nie-za-wczesnie
    • pegi.info Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 13:50
      > Witam. Mam pytanie czy te 6 i 7-latki, które pójdą w jednym roku
      > razem do szkoły będą miały pózniej taki sam egzamin gimnazjalny ? Bo
      > to, że będą razem wszyscy konkurować o miejsca w gimnazjach,
      > szkołach średnich czy na studia, to jest oczywiste i wyjdzie raczej
      > na niekorzyść tych młodszych. Czy uważacie to za wyrównywanie
      > szans ? Jakie szanse mają młodsze dzieci w stosunku do tych często
      > nawet o prawie dwa lata starszych ? Jak Wy to widziecie ? Komuś tu
      > będzie o wiele, wiele łatwiej a komuś trudniej. Martwi mnie tosad
      > Pocieszycie ? smile Widzicie jakąś przewagę 6-latków nad 7-latkami
      > wtłoczonymi w te same ramy programowe ? Bo mi szkoda tych maluchów...

      Zatem w Twoim interesie jest nakłaniać rodziców dzieci o rok starszych od
      Twojego, żeby posłali swoje dzieci wczesniej smile
      Podejrzewam, że egzamin i dla szóstoklasistów, i gimnazjalny będzie ten sam, a
      niby czemu miałby być inny, skoro dzieci realizują ten sam program? Zanim dojdą
      do tych "poważnych" egzaminów, wszelkie różnice zdążą się zatrzeć.
      Ja tam widzę przewagę 6-latków nad 7-latkami - są młodsze, więc ich ewentualne
      drobne niepowodzenia na starcie będzie można zrzucić na karb wieku, natomiast
      każdy sukces będzie się liczył podwójnie - co znakomicie wpłynie na ich
      psychikę. Moje młodsze dziecko będzie szło za rok do I klasy jako 6-latek i już
      się nie może doczekać, bo ma sporo starszego brata i mu zazdrości szkoły.
      Wierze, że sobie da radę.
      • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 14:51
        Ja tam widzę przewagę 6-latków nad 7-latkami - są młodsze, więc ich
        ewentualne
        > drobne niepowodzenia na starcie będzie można zrzucić na karb
        wieku, natomiast
        > każdy sukces będzie się liczył podwójnie - co znakomicie wpłynie
        na ich
        > psychikę. Moje młodsze dziecko będzie szło za rok do I klasy jako
        6-latek i już się nie może doczekać, bo ma sporo starszego brata i
        mu zazdrości szkoły. Wierze, że sobie da radę.

        To optymistycznesmile Dzięki za ważny głos w dyskusji (a do tego
        pozbawiony jadu, co rzadkie). Mam nadzieję, ze będzie tak jak
        piszesz, ze będą te dzieci traktować jednak troszkę "lżej" i że bedą
        miały jednak jakąś "taryfę ulgową" przynajmniej na starcie. Bo jeśli
        będzie sie je traktować na równi ze starszakami i tyle samo wymagać,
        to jednak żadnej przewagi nie widzę ,a jedynie utrudnienia, co
        podkreślam nie znaczy przegranej ani porażki, tylko po prostu drogę
        pod większą górkę, co przyznaj może zniechęcić.
        Moja córka niestety nie ma dobrego przykładu u brata, bo mój
        chrześniak, który jest własnie w 1 klasie (7 lat)nienawidzi do niej
        chodzić, ciągle narzeka, ma okropny plan zjęć, siedzi ciągle w
        szkole (rano na świetlicy, a potem lekcje), dużo prac domowych, mało
        czasu dla siebie i swoich kolegów i ogólnie płacze, ze chce wracać
        do przedszkola !!!! Niestety moja córka tego słuchauncertain
        • pegi.info Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 16:04
          Taryfę ulgową - tzn. miałam na myśli nie tyle nauczyciela, ale jego własne
          podejście i przede wszystkim rodzica, żeby ten ostatni wzmacniał jego sukcesy i
          żeby dziecko nie traktowało tego, że coś mu na początku nie wyjdzie jako fakt,
          że jest głupszy niż reszta, ale tak, że teraz owsem, ma trudności, ale to tylko
          dlatego, że jest ciut młodszy. Nie podoba mi się, jeśli ktoś mówi, że już na
          starcie ono jest przegrane. Nie jest, ma takie same szanse, byle mu dać trochę
          więcej czasu na dorośnięcie. Przedział klas I-III jest chyba wystarczającym
          czasem do tego, by wszystkie dzieci, w tym sześciolatki doszły do podobnego
          pułapu wiedzy i umiejętności, nawet jeśli te młodsze będą na początku odstawały.
          Najważniejsze to nie stresować dziecka, nie płakać nad jego nieszczęsnym losem,
          bo to mu w niczym nie pomoże, a wręcz przeciwnie - przekona tylko, że i tak nie
          warto się starać, bo i tak zawsze będą od niego lepsi. A to wcale nie musi być
          prawda i zapewne nie będzie.
          Zastanowiło mnie to, co piszesz o swoim chrześniaku 7-latku i męczeniu się w
          szkole - może to kwestia szkoły albo predyspozycji tego akurat dziecka,
          organizacji pracy w domu albo w szkole, bo mój sąsiad I-klasista jakoś nie
          narzeka na nawał prac domowych i często go widuję na podwórku, a wyniki ma
          raczej dobre, choć żaden z niego geniusz. Zatem niekoniecznie taki scenariusz
          mus się powtórzyć u twojego dziecka, naprawdę.
          • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 22:17

            Nie podoba mi się, jeśli ktoś mówi, że już na
            > starcie ono jest przegrane.

            No dobra. Już się przebrała miarka. Poproszę linka do tych
            słow, które rzekomo wypowiedziałam. Bo albo ktoś tu manipuluje i
            zmyśla, albo ma problemy z czytaniem, bo poszedł rok wcześniej do
            szkoły i nie zdążył do końca opanowac tej kwestii.

            NIGDZIE nie napisałam, że jest PRZEGRANE i powtarzam to po raz
            TYSIĘCZNY !!!!! Jedyne co napisałam to fakt, że będzie miało
            TRUDNIEJ, że będzie młodsze i będzie miało mniej czasu na opanowanie
            niektórych kwestii, co będzie obarczone większym wysiłkiem z jego
            strony. Przecież 7-latki nie dość, ze będą starsze, to będą się tego
            uczyły przez dwa lata !!!!

            A jak sama jesteś taka mądra, to dlaczego wysyłasz do szkoły
            swoje dziecko jako 7-latka ?????
            Pewnie masz swoje własne
            najwazniejsze powody, ha,ha,ha. Następna mądralińska, której sprawa
            nie dotyczy, ale wszystko wie najlepiejsad

            > Zastanowiło mnie to, co piszesz o swoim chrześniaku 7-latku i
            męczeniu się w
            > szkole - może to kwestia szkoły albo predyspozycji tego akurat
            dziecka,
            > organizacji pracy w domu albo w szkole, bo mój sąsiad ...
            średnio interesuje mnie Twój sąsiad.
            I albo zadasz sobie odrobinę trudu na przebrnięcie przez wątek ,albo
            nie zadawaj durnych pytań, na które padły juz sto razy odpowiedzi.
            Widziałaś plan lekcji mojego chrześniaka ????

            Zatem niekoniecznie taki scenariusz
            > mus się powtórzyć u twojego dziecka, naprawdę.

            Ty chyba naprawdę nie czytałaś tego wątku.
            • mama_kotula Re: 6 i 7-latki w szkołach 08.04.10, 23:53
              Afrikano, nie unoś się od razu, wiesz, że ja wam obu kibicuję jak najbardziej.
              Nie napisałaś, że dziecko jest PRZEGRANE - fakt. Natomiast między wierszami można było odnieść takie wrażenie. Może nie tyle przegrane, co startujące z gorszej pozycji = mające większe szanse na przegraną, przyznaj, że można to tak zinterpretować? No można.

              I jeszcze raz - powodzenia. Ja naprawdę już wierzę, że zrobisz wszystko, aby było dobrze. I uwierz, nie jesteś sama, inni też mają sporo pracy, mimo, ze ich dzieci nie poszły do szkoły w wieku 6 lat - ja na ten przykład dowiedziałam się dzisiaj na wywiadówce, że moje aspergeryczne dziecko niszczy mienie, a konkretnie: rozebrało na części doniczkową palmę w stołówce <załamka>.

              Niepedagogicznie dostałam ataku dzikiego śmiechu i za każdym razem pokładam się na stole, jak sobie to przypominam - nie mam pojęcia, jak ja na temat tej cholernej rozebranej palmy będę rozmawiać z synem. Naprawdę, uwierz, wolałabym z nim codziennie ćwiczyć pisanie big_grin.
              Ratunku big_grin, nie mam już siły do niego chwilami.
              • afrikana Re: 6 i 7-latki w szkołach 09.04.10, 12:48
                Dobra, już się nie denerwujęsmile

                startujące z gorsze
                > j pozycji = mające większe szanse na przegraną, przyznaj, że można
                to tak zinterpretować? No można.

                Bo własnie to miałam na myśli...startujące z gorszej pozycji. Czyli
                uważam, ze będzie miało trudniej, więcej wysiłku i pracy będzie
                musiało włożyć w naukę, więcej czasu na nią poświęcić, co jednak
                będzie musiało odbyć się KOSZTEM czegoś, (a nie oprócz). Te dzieci
                będa mniej gotowe społecznie, fizycznie i emocjonalnie. Tak nadal
                uważam i twierdzę, że dzieci średnio przeciętne (czyli jednak
                większość, której tutaj oczywiście na forum nie ma, bo wszyscy
                ponadprzeciętni) będą miały trudniej i "pod górkę" w porównaniu do
                ich starszych kolegów silniejszych psychicznie i fizycznie, a nie
                wszystkim rodzice są w stanie pomagać i pracować z nimi dodatkowo w
                domu. Doskonale wiemy jak to się moze na nich odbić i zniechęcić do
                nauki. Takie jest moje stanowisko i już go pewnie nie zmienię
                (betonbig_grin ). Pracuję z małymi dziećmi i nie bez powodów nie mieszamy
                ich wiekowo na języku angielskim. Widzę też, jak te maluchy źle
                znoszą porażki i że trzeba postępowac z nimi nader delikatnie, bo to
                jeszcze "nieopierzone i wystraszone ptaszyny", nad którymi się
                trzeba pochylićsmile

                I jeszcze raz - powodzenia. Ja naprawdę już wierzę, że zrobisz
                wszystko, aby było dobrze. I uwierz, nie jesteś sama, inni też mają
                sporo pracy, mimo, ze ich dzieci nie poszły do szkoły w wieku 6 lat

                Dziękujęsmile Wiem, ze "jakoś" damy radę, tylko wszystko się rozbija o
                to "jakoś". Wolałabym spokojniej, bez nacisku i pośpiechu i w swoim
                czasie, ale cóż począć. Biorę się do robotywink

                ja na ten przykład dowiedziałam się
                > dzisiaj na wywiadówce, że moje aspergeryczne dziecko niszczy
                mienie, a konkretn
                > ie: rozebrało na części doniczkową palmę w stołówce <załamka>.
                >
                No cóż...już chyba czas najwyższy na rozebranie palmybig_grin Święta za
                namismile

                Naprawdę, uwierz, wolałabym z ni
                > m codziennie ćwiczyć pisanie big_grin.
                > Ratunku big_grin, nie mam już siły do niego chwilami.

                Jak widać, każdy ma jakieś tam problemysmile Powodzenia. Wierzę, ze
                sobie doskonale poradzisz z kwestią tej cholernej palmysmile
Pełna wersja