ibulka
31.07.05, 23:02
Jak tak czytam te Wasze wszystkie posty, w których opisujecie swoje problemy
i lęki, to łezka kręci mi się w oku i żal ściska serduszko. Jednocześnie
myślę o tym, jakie wielkie szczęście mnie spotkało, że ja takich problemów
nie doświadczam... Owszem, nie jest lekko. Ja bez pracy, 25 lat, rok starszy
mąż, pies i troje małych dzieci - Julka w październiku kończy 2 latka, a
Łukasz i Daria w sierpniu rok) i przeprowadzka na początku maja. Do tego moja
Julka, kiedy była malutka (3 miesiące) przeszła poważną operację na... wrzody
żołądka, które powstały od nie wiadomo czego... =( Później spadła mężowi z
rąk - na kanapę. Marudzi, płacze, choruje... Bliźniaki też. Jak każde dzieci.
Ale ja nie mam problemów z ich karmieniem... Julkę odstawiłam pół roku temu,
Darię miesiąc temu, Łukasz jeszcze jest 'na cycu'. Dzieci nie chorują
poważnie... I kurczę, nie wiem jak to się dzieje, że u WSZYSTKICH mam są
jakieś problemy, a u mnie nie...?! A może u mnie też są, tylko ja ich po
prostu nie zauważam? Albo nie chcę zauważać... Niedawno, przed Chrztem
bliźniakółw, pokłóciłam się z Michał o imiona dla nich tak poważnie, że
groziło to rozwodem... I jest dobrze. Cieszę się z tego i życzę wszystkim
Mamusiom, żeby u nich też tak było. I żeby mniejsze problemy nie wpływały
bardzo na ich życie, a te większe się nie zdarzały. Powodzenia!