Dodaj do ulubionych

kieszonkowe dla 12 latka

30.08.05, 09:48
postanowiłam zmienić system finansowania dziecka i wypłacać mu kieszonkowe,
zeby uczył się zarządzać kasą.
Teraz szukam odpowiedzi na pytania:
- ile mu dawać i jak często (tygodniówki, miesięcznie itp)
- jakie ustalić zasady korzystania z kieszonkowego, tzn ana które potrzby jest
kieszonkowe a na które ja mu daję. Czy np. pomoce szkolne powinny iść z
kieszonkowego, czy z mojego budżetu na dziecko?

Jak jest u was?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: kieszonkowe dla 12 latka 30.08.05, 10:06
      12 lat to dla mnie najwyższa pora.
      Jestem zwolenniczka dawania co tydzień - wtedy dziecko uczy się łatwiej
      zarzadzać pieniedzmi. Lepiej też, jeśli na coś wymarzonego musi oszczędzić, niz
      jeśli kupi to na poczatku miesiaca, a potem nie bedzie miało ani grosza.
      Dla mnie jest oczywiste, że pomoce szkolne kupuje ja (inaczej to nie jest żadne
      kieszonkowe, tylko danie dziecku pieniedzy na rzeczy, bez których nie może sie
      obejść - a więc i tak nie ma nic dla siebie). Przybory moje dziecko kupuje tylko
      w dwóch wypadkach - jeśli są jakieś super wypasione i ja odmawiam, albo jeśli
      zgubił po raz 24 i odmawiam odkupienia.
      Lepiej też ustalić inne rzeczy - np. kto kupuje prezenty na imprezy kolegów.
      Moim zdaniem nie dziecko, bo zniechęcamy go tym samym do prowadzenia życia
      towarzyskiego. Ale jest jescze wiele punktów - kino, napoje w szkole - to zalezy
      od ustaleń i wysokości tygodniówki.
      I tu chciałabym przestrzec przed popełnionym przeze mnie przy starszych
      dzieciach błędem - tygodniówka nie moze być symboliczna, ani za niska. Bo wtedy
      dziecko nie ma szans kupić nic porzadnego i wydaje wszystko na byle co w
      pierwszym sklepiku.

      • falka32 Re: kieszonkowe dla 12 latka 30.08.05, 10:35
        dodam jeszcze gwoli wyjaśnienia, ze w przypadku mojego syna 12lat to jest
        pierwszy moement, kiedy uznałam, z ejest na to jako tako gotowy. Wynika to ze
        specyfiki dziecka, które jest w sposób wrodzony mało kumate jeżeli chodzi o
        sprawy życiowe a co do spraw finansowych, to do niedawna była to dla niego
        czarna magia, ktorą trudno mu było pojąć. Jeszcze w 2 klasie, kiedy dawałam mu
        do szkoły 2 złote na picie, które w sklepiku ksztowało 1.80, potrafił go sobie
        nie kupić, bo nie rozumiał, że za 2 złote moze kupić coś za 1.80 i w dodatku
        dostanie reszty. Dla niego miał monetę, na której było napisane 2 złote i to
        znaczyło, ze ma 2 złote a nie 1.80. Więc w jego mniemaniu nie miał kwoty
        potrzebnej na kupienie czegoś za 1.80 smile)))) i w ogóle nie zbliżał się do
        sklepiku, nawet jak był upał 30 stopni i umierał z pragnienia. A te 2 złote
        pieczołowicie mi oddawał po południu. Dobrą stroną tej jego cechy jest to, ze
        nie ma w sobie zakorzenionego za grosz cwniactwa finansowego, nie kombinuje, nie
        będzie podkradał kasy albo udawał, ze wydał w sklepie więcej niż faktycznie.
        Teraz już zaczął trochę łapać temat, można go posłać do sklepu po drobne zakupy,
        zaczyna odróżniać pojęcia "drogie" i "tanie" więc chcę kuć żelazo póki gorące.

        Verdana, a jaka wg ciebie powinna być wysokość tygodniówki? Nie za niska i nie
        za wysoka - to wiem, ale nie mam pojęcia, jaka, zeby mu starczyło i żeby też
        mógł odrobinę zaoszczędzić.
    • llidkao Re: kieszonkowe dla 12 latka 30.08.05, 10:34
      Moim zdaniem w edukację dziecka inwestują rodzice - i to oni powinni je
      wyposażyć w pomoce naukowe, to znaczy dać na nie kasę. Kieszonkowe raczej służą
      drobnym przyjemnościom, lub większym (po ich nagromadzeniu), nie będącym że tak
      powiem pierwszej potrzeby. Kupię ci program do nauki np języka, ale na grę
      komp. nazbieraj sobie, zaoszczędź. Ja próbowałam i miesięcznie i tygodniowo
      wypłacać, zależy jak sama stoję z kasą (no bo głupio umówić się na wypłatę i
      potem w nieskończoność zwlekać). Jeśli dzieciak na coś zbiera, to mu chyba
      różnicy to nie robi.Kwoty stałej nie mamy - jeśli jest miesiąc kiepski,
      wychodzi to po 5 zł, a w lepszym - 10 zł. Kwota chyba zalezy od finansowych
      zasobów domowych i na pewno niektórych ta moja zaszokuje, że niska, a inni
      pomyślą, że zbyt wysoka. Powinna (kwota) byc też uzależniona od wieku, starsze
      dziecko ma inne wymagania i pokusy.
      Życzę rozsądnego "gospodarowania"!
          • verdana Re: kieszonkowe dla 12 latka 30.08.05, 15:12
            Wysokość kieszonkowego zalezy miezy innymi od naszych zasobów finansowych.
            Dla mnie całkiem dobra jest formuła - tyle złotych ile lat. 5 złotych dla 10
            latka to mało - nie wyobrażam sobie, że cos prócz słodyczy można sobie za to kupić.
              • verdana Re: kieszonkowe dla 12 latka 31.08.05, 15:27
                Fakt - ja tyle dawałam, ale dostawali tez raz na miesiąc kase od dziadków.
                Poza tym za kiną płaće oddzielnie, nie zawsze, ale dosyć czesto.
                Ale zgadzam się - w wieku samodzielności, wychodzenia bez rodziców, potrzeba
                młodemu czlowiekowi wiecej pieniedzy. Miałam na mysli raczej dzieci, niz prawie
                dorosłych ludzi.
    • rrhadane Re: kieszonkowe dla 12 latka 30.08.05, 21:43
      Moja ma 14 i dostaje 10 tygodniowo, z tym jednak, ze są to jej własne pieniadze
      i mnie nic do tego. wiec oczywiscie pomoce szkolne płacę ja, i na bilet do kina
      daje osobno, etc. Ale juz na słodzycze nie daje, wiec jak chce zaoszczędzic,
      nie moze sie opychac byle czym. I oszczędza.Też na prezenty dla matki.
      Czasem kaze jej coś kupic za własne pieniądze, jak na przykład szczoteczke do
      żebów (zapomniała spakować i zostawiła nad morzem), ale to rzadko.
    • child_in_time Re: kieszonkowe dla 12 latka 01.09.05, 10:16
      moim zdaniem 10 złotych dla 12-latka na tydzień powinno wystarczyć...ja tyle
      właśnie dostawałam (8 lat temu)...poza tym dostawałam również pieniądze na różne
      okazje od rodziny. w moim przypadku za tą kase kupowałam słodycze i wszystko, co
      nie było niezbedne, np. jakies gazetki, dodatkowe kosmetyki, duperele za kilka
      złotych do pokoju, czasem jakas ksiazke albo bluzke czy plyte... jeśli dziecko
      ma ochotę kupić sobie coś większego, np. jakiś sprzęt za powiedzmy 400 złotych,
      to możecie umówić się, że np. uzbiera połowę kasy, a resztę dołozycie...potem
      można troche zmienic system finansowania i dawac co miesiac, to wiecej uczy, a z
      czasem (w wieku np. 18 lat) pozwolic dziecku korzystac ze wspólnej rodzinnej
      kasy ..np. na bilet miesieczny, na podreczniki, na ciuchy, wyjscie do kina...ja
      mam taką możliwość i uważam, że np. kieszonkowe dla maturzysty to nieco dziwny twór
        • fatalna_jendza Re: kieszonkowe dla 12 latka 19.10.05, 20:06
          Dla mnie to ciągle kupa kasy tongue_outtongue_out
          Ja mam 14 lat i nie dostaję 5 zł na tydzień + prezenty okolicznościowe, których
          jest dość dużo i to mi wystarcza. Mama kupuje mi wszystkie pomoce naukowe i
          słodycze, ale nie wymagam ich dużo, bo już wiem, co to kalorie tongue_outtongue_out. Moje
          pieniążki wydaję na książki, kosmetyki, płyty, gry kopmuterowe i od czasu do
          czasu jakiś sprzęcik. Najczęściej mama mi nie dodaje do sprzętów, sama muszę na
          nie uzbierać. A jeśli chodzi o książki, to ja kupuję takie super-wypasione( po
          ostatnich urodzinkach - 4 książki kosztowały łącznie ok. 150 zł)
    • jaamajka Re: kieszonkowe dla 12 latka 03.09.05, 22:12
      moim zdaniem dziecko powinno dostawac tyle ile mniej wiecej dostaja
      koledzy/kolezanki w jego wieku a za pomoce naukowe raczej powinni placic
      rodzice bo inaczej dziecku bedzie szkoda na takie cos do szkoly i kupi zabawke
      to jasne
      • zona_mi Re: kieszonkowe dla 12 latka 04.09.05, 22:00
        jaamajka napisała:

        > moim zdaniem dziecko powinno dostawac tyle ile mniej wiecej dostaja
        > koledzy/kolezanki w jego wieku

        Nie zgadzam się. Kolega z klasy mojej córki dostawał kieszonkowe BARDZO duże i
        nosił do szkoły własną komórkę. Mówię tu o pierwszej klasie SP
        A Martyna w owym czasie w ogóle nie dostawała kieszonkowego, zaś telefon (i
        temu podobne gadżety) był moim zdaniem zbędnym luksusem. I w moim odczuciu tak
        było dobrze.
        Jestem przeciwna równaniu do innych - raczej dopasowaniu się do potrzeb i
        zamożności własnej rodziny.
    • magister12 Re: kieszonkowe dla 12 latka 09.10.05, 23:13
      Mój syn coprawda ma zaledwie 8 lat, ale kieszonkowe dostaje. Co miesiąc około
      600 złoty. Wydaje je na komiksy, filmy(typu shrek, madagaskar itp.), płyty,
      gry. Jeżeli chodzi o pomoce naukowe to oczywiście my(rodzice) kupujemy tak samo
      jak ubrania, buty, płacimy za jego komórkę itp.
        • lidqa Re: kieszonkowe dla 12 latka 14.10.05, 20:54
          podnosze bo mi sie w oczy rzucilo przy szukaniu czegos innego...

          600 zl zanego dziecka poszanowania dla pieniadza nie nauczy. Raczej dziecko
          bedzie rozpuszczone i nie bedzie znalo wartosci pieniedzy i czasu jaki trzeba
          poswiecic na ich zdobycie. jego nauczycielka w szkole ma mniej wiecej poltora
          raza wiecej za caly miesiąc pracy. Uwazam ze mozna w ten sposob spaczyc
          myslenie dziecka i skrzywdzic je na przyszlosc. I tu nie chodzi ze on jest za
          maly, jakby mial 15 lat tez bylby za maly!
      • tawananna Re: kieszonkowe dla 12 latka 14.10.05, 22:02
        Też uważam, że 600 zł to bardzo dużo.

        Z drugiej strony, zależy to od budżetu rodziców. Jeśli są milionerami, niech
        już dają te 600 zł. Poszanowania pieniądza to nie nauczy, ale może chociaż
        filmy, płyty i gry będzie dziecko kupowało oryginalne.
        • lidqa Re: kieszonkowe dla 12 latka 15.10.05, 08:39
          tak sobie mysle ze to wogole podpucha te 600 zl ale zawsze mozna hipotetycznie
          podyskutowac

          nawet jesli sa milionerami to niech mu te plyty i filmy kupują a kasy do reki
          nie dają. Dziecko bedzie coraz starsze wiec prawdopodobnie bedzie mialo coraz
          wiecej. po pierwsze moze go ktos napasc bo dzieci opowiadają wszysktim ile kasy
          mają wiec ... bedzie to dla eigo strasznie przezycie. Po drugie jak sie zrobi
          starszy to bedzie swietnym polem dla dilerow. Moze wyrosnąc z niego niezly
          szpaner, a po ostatnie to ograniczenia sluzą dobremu wychowaniu dziecka
          • magister12 Re: kieszonkowe dla 12 latka 16.10.05, 22:54
            Oczywiście nie wydaje całej kwoty w jeden dzień. Ma założone konto i nie nosi
            gotówki przy sobie. Zawsze się zastanawia co kupić w pierwszej kolejności gdyż
            zbiera pieniądze na nowy komputer. Kupił sobie sam rower za swoje pieniądze,
            więc myśle że nie ma problemów z dowartościowaniem pieniędzy. 600 złoty to
            niejest w dzisiejszych czasach tak dużo pieniędzy. Weź pod uwagę dzisiejsze
            ceny. Byle jaka gra kosztuje około 100 zł. Kacper wie że ściąganie z netu
            piosenek, gier, filmów itd to kradzież. A kradzież to przestępstwo. Dlatego
            zabraniam mu łamania prawa. Z resztą nie wiem czy by umiał coś ściągnąć.
            Poprostu nie interesuję się tym. Oboje z żoną prowadzimy dwie różne firmy.
            Bardzo często niema nas po całych dniach w domu. Staramy się wynagrodzić
            Kacprowi to że nas żadko widuje, bo przeważnie rano gdy go odwożę do szkoły i
            wieczorami gdy wracamy z pracy. Za to cała sobota i niedziela jest dla niego.
            • linka9 Re: do magistra12 17.10.05, 00:03
              magister12 napisał:
              > Bardzo często niema nas po całych dniach w domu. Staramy się wynagrodzić
              > Kacprowi to że nas żadko widuje, bo przeważnie rano gdy go odwożę do szkoły i
              > wieczorami gdy wracamy z pracy.

              Wiesz, trudno komuś wchodzić z butami w jego system wartości, ale chyba
              odreagowywujesz swoje nieudane dzieciństwo. Oby Twe dobre chęci nie obóciły się
              przeciwko Tobie, a tak zaczyna sie dziać, jeśli jest prawdą wszystko, co o sobie
              piszesz. Za 600 zł mies. mozna kupić bardzo dużo, ale nie kupi się za to
              kontaków codziennych z własnymi rodzicami, niestety. Zastanów się, czy nie
              lepiej za 550 zł/mies zatrudnić kogoś do pomocy w firmie, a przez to zapewnić
              dziecku normalne dzieciństwo, bez skazywania go na ciągły kontakt z dziadkami.

              >Za to cała sobota i niedziela jest dla niego.
              A w domu się samo wszystko robi, czy macie pomoc na róznych frontach?
              • magister12 Re: do magistra12 02.11.05, 03:34
                linka9 napisała:

                > Wiesz, trudno komuś wchodzić z butami w jego system wartości, ale chyba
                > odreagowywujesz swoje nieudane dzieciństwo.
                Masz rację zgadzam się z Tobą w 100%. Nie miałem udanego dzieciństwa.
                Moi "rodzice" zgineli gdy miałem 16 lat. Nie miałem wtedy nic. Gdyby nie
                przybrana ciotka wylądował bym w domu dziecka. Do wszystkiego doszedłem swoją
                ciężką pracą. Skończyłem liceum potem prawo na Uniwersytecie Marii Curie
                Skłodowskiej. Zacząłem staż w prokuraturze okręgowej tam poznałem swoją obecną
                żonę. Może i masz rację pisząc żeby kogoś zatrudnić. Właśnie rozważam tę
                możliwość. Nie wiem jak to się odbije na klientach, no ale cóż zobaczymy jak to
                będzie.
              • magister12 Re: do magistra12 02.11.05, 03:37
                linka9 napisała:

                > A w domu się samo wszystko robi, czy macie pomoc na róznych frontach?
                Mamy bardzo dobrą opiekunkę. Gdyby anioły żyły na ziemi tak by
                właśnie "wyglądały". Nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny.
      • linka9 do magistra12 15.10.05, 17:45
        magister12 napisał:

        > Mój syn coprawda ma zaledwie 8 lat, ale kieszonkowe dostaje. Co miesiąc około
        > 600 złoty. płacimy za jego komórkę itp.

        Chyba jedno zero za dużo się wstukało?
        • lidqa Re: do magistra12 17.10.05, 09:32
          nnie, w innym watku pisal o rowerze za 1800...

          magister, 600 zl to nie duzo??? Ja studia skonczylam i moj maz tez a 600 zl to
          w naszym domu budzet na 3 tygodnie zycia. Czy on naprawde musi wszystko miec na
          co ma ochote? pewnie nie ma wszystkiego bo jak sie ma tyle kasy to i potrzeby
          wieksze... Ale nie sądze zebysmy cie przekonaly
          • magister12 Re: do magistra12 02.11.05, 03:04
            Może i macie rację. Może to i jest za dużo. Próbujemy wynagrodzić naszemu
            synowi to iż nie ma nas w domu po całych dniach. Prowadząc własne firmy bardzo
            często się to zdaża. Wiem że to jest złe. Wiem że zamiast tych wszystkich
            prezentów, pieniędzy wolał żebyśmy byli zawsze razem. Ale cóż. Takie czasy.
            Pracujemy nie dla siebie tylko dla naszego dziecka. Żeby nigdy mu niczego nie
            brakowało. Co będzie jak mnie zabraknie? Co dzień moje życie jest narażone na
            niebezpieczeństwo. Taki "fach". Nie chcemy żeby nasze dziecko musiało żebrać.
            Czy jest coś w tym złego? Skoro stać nas to dlaczego mamy mu nie dawać?
            Przecież on nie wydaje tych pieniędzy byle gdzie i byle na co.
    • szymanka Re: kieszonkowe dla 12 latka 14.10.05, 23:56
      Ja mam 9 latka. Kieszonkowe dostaje od II klasy - 5 zł tygodniowo. W tym roku
      (III klasa) wynegocjował podwyżkę smile dostaje 6 zł. Wydaje na co ma ochotę,
      głównie na słodycze. Wszytkie niezbędne przedmioty do szkoły finansuję ja.
      Chociaż niedawno zapowiedziałam, że jeżeli zginie mu kolejny czepek na basen,
      połowę kosztów będzie musiał pokryć z tygodniówki (od początku roku zginęły już
      dwasmile
      Generalnie nie oszczędza (niestety) ale zauważyłam, że zastanawia się nad
      relacją ceny do wartości przedmiotu, porównuje ceny w różnych sklepach, czasem
      rezygnuje z zakupu uznając że nie warto, za drogo itd.
      • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 17.10.05, 15:48
        Moim zdaniem bardzo dużo osób popełnia błąd dając kieszonkowe w wysokości 20 zł
        miesięcznie. W ten sposób dzieciak nie uczy się żadnej gospodarności bo i po
        co? Rodzice dadzą jeść, kupią ciuchy, doładowanie do Simplusa, graty do szkoły,
        rower, wieżę, rolki. Te 5 zł które dzieciak ma w kieszeni pójdą więc na chipsy
        i colę. Składanie tego do kupy nie ma większego sensu bo po roku odkładania
        połowy kieszonkowego, w kieszeni będzie zawrotna suma 120 zł. Po 2 latach
        oszczędzania będzie na jakieś rolki. Kiepska perspektywa. Potem wyrastają
        ludzie, którzy co zarobią to przepiją bo i tak się nie opłaca odkładać. Takie
        działanie mają zaszczepione od dzieciństwa poprzez marne kieszonkowe. To co ja
        wydawałem miesięcznie na córkę wolałem oddać jej. Niech sama się rządzi. Z 500
        zł w kieszeni można już coś zdziałać. Można kupić plecak Nike za 180 zł a można
        i ładniejszy kupić na Stadionie za 30 zł, a 150 zł odłożyć. Moja córka do
        grudnia tego roku dostanie 45 tysięcy zł na urządzenie sobie swojej części
        domu, który buduję. Ma wolną rękę. Jak dla mnie 45 tysięcy to jest optymalna
        kwota na wykończenie i urządzenie od podstaw 70m2 powierzchni w stanie surowym
        zamkniętym. Coś kosztem czegoś. Może sobie kupić jacuzzi za 30 tysięcy, a sr..
        prosto w rurę i spłukiwać wiadrem, bo na kibel zbraknie kasy. A może sobie
        kupić zwykłą wannę, meble jakieś tańsze np. z BRW i odłożyć kilka albo
        kilkanaście tysięcy. Niech sobie kombinuje i niech się uczy rządzenia, żałował
        nie będę, ją jedną tylko mam. Niech sobie karkuluje co jej potrzeba i niech
        liczy na co wystarczy kasy a na co nie. Potem od stycznia do kwietnia bedzie
        dostawała 500 zł miesięcznie, a jak od maja wystartujemy z biznesem, będzie
        miała to co sobie zarobi, a kieszonkowe będę stopniowo zmniejszał. A będzie
        miała co robić, roboty jej nie zbraknie na pewno. Ona chętnie sobie dorabia do
        kieszonkowego a robi to bo ma jakieś cele. Z 5 zł w kieszeni skuter wodny
        (Młoda to uwielbia) za 16 tysięcy byłby czymś tak nierealnym, że Młoda wydałaby
        to na bardziej realną paczkę chipsów i puszkę Coli. Ale jak się ma 1000 zł
        (kieszonkowe plus zarobek własny) to kwota 16 tysięcy złotych staje się całkiem
        realna i jest jakaś motywacja, żeby nie kupić kolejnego fałata tylko
        zaoszczędzić, ewentualnie zmobilizować się do pracy.
        • linka9 Re: kieszonkowe dla 12 latka - bujanie w obłokach 17.10.05, 16:16
          acorns napisał:

          > Moim zdaniem bardzo dużo osób popełnia błąd dając kieszonkowe w wysokości 20
          zł miesięcznie.

          Tak, zdecydowanie rozsądniej jest dać ośmiolatkowi pół własnej pensji i wierzyć,
          że prawidłowo rozlokuje środki (chlebuś, opłaty, itp, itd)wink

          Twoja rada nie taka głupia, tylko ... oderwana od rzeczywistości (rozsądek
          dziecka+możliwości zarobkowe rodziców)

          > Potem wyrastają
          > ludzie, którzy co zarobią to przepiją bo i tak się nie opłaca odkładać.

          Jesteś pewien, że jak ktoś w wieku 10-lat dostaje 20 zł/mies to tak to się kończy?

          >To co ja
          > wydawałem miesięcznie na córkę wolałem oddać jej.

          Chyba najwyższa pora w ogóle prawo zmienićwink

          >Niech sama się rządzi.
          Niech ...

          > Z 500
          > zł w kieszeni można już coś zdziałać.

          Tobie chyba przedział wiekowy się pomylił. Żeby nie było, że się czepiam,
          wierzę, że akurat twoja córka potrafi się rządzić, bo ja w tym wieku też potrafiłam.

          • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka - bujanie w obłokach 17.10.05, 18:41
            > Twoja rada nie taka głupia, tylko ... oderwana od rzeczywistości (rozsądek
            > dziecka+możliwości zarobkowe rodziców)

            Tu chodzi właśnie o to, żeby dziecko jakiś tak rozsądek potrafiło zachować, a
            stanie się to w sposób naturalny - wyda na głupoty, to będzie chodziła w
            poprzecieranych portkach. Lepiej niech się tego nauczy będąc jeszcze w
            bezpiecznej pozycji w rodzinnym domu niż miałaby się tego uczyć w dorosłym
            życiu przepieprzając zarobioną kasę a potem po utracie pracy - ZONK! Możliwości
            zarobkowe rodziców to nie jest aż taki problem. Gdybym był bardzo bogaty, córka
            miałaby wydatki miesięczne limitowane do 10 tysięcy. Gdybym był zajebiście
            bogaty, miesięcznie mogłaby przepuścić 100 tysięcy, może nawet i 500 tysięcy.
            Ale tak czy inaczej jakąś tam kwotę rodzice przeznaczają na dzieci. Bo trzeba
            je ubrać, kupić im rzeczy do szkoły, jakieś zabawki. Czy nie lepiej pozwolić
            dziecku samodzielnie dysponować przeznaczoną na nie kwotą?

            > Jesteś pewien, że jak ktoś w wieku 10-lat dostaje 20 zł/mies to tak to się
            końc
            > zy?

            Niekoniecznie w każdym przypadku. Ale na pewno nie uczy oszczędzania. Co to
            jest 20 zł? Tyle mniej więcej kosztuje jedno wejście na basen na Warszawiankę
            na 1,5 godziny. Córka moja kochana chodzi tam 1-2 razy w tygodniu z koleżankami
            albo ze mną. Pójdzie na odnowę biologiczną na ww. Warszawiance, posiedzi trochę
            i 30 zł nie ma. Pójdzie sobie na squasha też na tej Warszawiance i kolejnych 30
            zł nie ma. Pojedzie na tor kartingowy, pojeździ godzinę i koło 100 zł idzie.
            Pójdzie na bilarda i 20 zł mniej. Jakby miała 5 albo 6 zł na tydzień to co by
            mogła za to zrobić? Oszczędzać miesiąc na jedno wejście na basen czy sępić ode
            mnie? Razem z tym co dostanie do łapy wg umowy i tym co by wysępiła poszłoby
            mniej więcej 500 zł i uczyłaby się że wszystko kupi tatuś więc po co
            oszczędzać. A tak to ma i sama się rządzi. Coś kosztem czegoś. Jak ją najdzie
            na pieczenie dupy w saunie to sobie nie pojeździ na gokartach. Moim zdaniem tak
            jest lepiej.

            > Chyba najwyższa pora w ogóle prawo zmienićwink

            A co prawo ma do tego?
          • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 17.10.05, 18:20
            Teraz już 11. A układ taki mamy od samego początku. Oczywiście najpierw
            pomagałem jej dużo więcej i dysponowała tylko połową przeznaczonych na nią
            funduszy. Musiałem bowiem jakąś rezerwę mieć w razie gdyby przyszło jej do
            głowy kupić sobie jakieś markowe ciuchy a nie starczyłoby na to co potrzeba. A
            teraz sama dysponuje wszystkim. W wieku 12 lat będzie już miała swoje zarobione
            pieniądze w firmie rodzinnej i tak do końca gimnazjum.
            • andaba Re: kieszonkowe dla 12 latka 17.10.05, 19:04
              Rany, największa suma jaką widziałam na oczy to 5 tysięcy. I pomyśleć że
              jedenastolatka będzie miała 45 tysięcy, gdzie sprawiedliwość na tym świecie sad
              Myślałam, że mówisz co najmniej o szesnastolatce. CO NAJMNIEJ.
              • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 17.10.05, 19:46
                Spokojnie. Postanowiłem wyprowadzić się z warszawskiego blokowiska w bardziej
                przyjazne miejsce i buduję dom na wsi. Ponieważ myślę przyszłościowo,
                postanowiłem dla córki przeznaczyć część domu. Będzie miała wydzielone 800 m2
                ogrodu, osobne wejście przez tenże ogród, salon z aneksem kuchennym 38m2,
                sypialnię 12m2, aneks łazienkowy (rewelacja moim zdaniem) 7,6m2, a na piętrze
                pracownię i dodatkową bardaszkę, razem 13,7m2. W razie potrzeby będzie można
                rozszerzyć tę pracownię o kolejne pomieszczenie. To na razie jest w stanie
                surowym zamkniętym, czyli są okna wstawione, ściany nieotynkowane, a na
                podłodze ino wylewka smile Otynkuję jej na własny koszt, ale podłogi już będzie
                finansowała z tego budżetu, który dostanie. Tak samo kibel, wannę, baterię
                łazienkową, gniazdka, włączniki światła, meble, lodówkę, mikrofalówkę, budowę
                oczka wodnego. 45 tysięcy musiałoby i tak zostać wydane i tak. Wolę więc dać
                jej niech sama sobie urządza.
                Ona tych pieniędzy też nie widzi i widzieć nie będzie, bo będzie je miała tylko
                wirtualnie. Mówi co chce i to jest spisane w zeszycie i wyceniane. Na razie
                myśli intensywnie i przedstawia mi po 2-5 nowych pomysłów dziennie i się nie
                może zdecydować smile I o to mi właśnie chodziło - niech myśli i kombinuje. A ja
                mam nadzieję, że wpadnie na ten genialny pomysł i urządzi sobie jeden pokój a
                resztę kasy odda na zainwestowanie. Bo już coś tam mówiła, że nudziłoby jej się
                tak samej siedzieć w dużym jakby nie było mieszkaniu. Ja też myślę, że jeszcze
                przez kilka lat wystarczy jej po prostu duży pokój, a cały lokal poczeka sobie
                aż będę miał zięcia.
                • linka9 wszystko we własciwym czasie 18.10.05, 08:49
                  acorns napisał:
                  > To na razie jest w stanie
                  > surowym zamkniętym, czyli są okna wstawione, ściany nieotynkowane, a na
                  > podłodze ino wylewka smile Otynkuję jej na własny koszt, ale podłogi już będzie
                  > finansowała z tego budżetu, który dostanie. Tak samo kibel, wannę, baterię
                  > łazienkową, gniazdka, włączniki światła, meble, lodówkę, mikrofalówkę, budowę
                  > oczka wodnego. 45 tysięcy musiałoby i tak zostać wydane i tak. Wolę więc dać
                  > jej niech sama sobie urządza.

                  Niektórzy uczą czytać dzieci od 1 roku życia. Jeżeli to sprawia frajdę dziecku
                  -OK. Mylą sie jednak ci rodzice, którzy sadzą, że dzięki temu ich dziecko w
                  wieku szkolnym będzie znacznie przewyższać rowiesników pod tym względem i
                  odnosic same sukcesy.
                  Zamiast spędzać czas na tym, co adekwatne do wieku Twoja córka staje się "starą
                  - maleńką", a Ty łudzisz się, że sprawisz, iż jej zycie w wieku dorosłym bedzie
                  miodem i mlekiem płynące.

                  O kwestii priorytetów w zyciu i systemu wartości - nie dyskutuję tu.

                  • acorns Re: wszystko we własciwym czasie 18.10.05, 12:01
                    > Zamiast spędzać czas na tym, co adekwatne do wieku Twoja córka staje
                    się "starą
                    > - maleńką"

                    Ale ona bardzo lubi coś organizować, robić coś twórczego. Tworzenie szkolnej
                    gazetki w starej szkole, a także wystrój sali lekcyjnej i wszelkich akademii
                    podlegało wyłacznie pod nią. Niepodzielnie. Ona już nie może się doczekać
                    momentu w którym będzie mogła się wykazać i w dodatku wyszarpać trochę kasy za
                    to. A jak już rozkręcę biznes to będzie miała pole do popisu. I to bardzo
                    szerokie. Aż będę musiał jej pilnować żeby się w tym nie pogubiła.

                    > a Ty łudzisz się, że sprawisz, iż jej zycie w wieku dorosłym bedzie
                    > miodem i mlekiem płynące.

                    Jeśli będzie robiła to co lubi i będzie na tym zarabiać to będzie jej dobrze.
                    Ponieważ udało mi się stworzyć warunki, że wykształcenie ponadgimnazjalne nie
                    będzie jej potrzebne, tym bardziej będzie jej dobrze. Choć jeśli będzie chciała
                    zostać instruktorką jeździectwa, to maturę musi mieć. Nie wiem dlaczego taki
                    durny przepis istnieje ale tak właśnie jest.

                    Wracając do tematu - uważam, że robię dobrze pozwalając córce decydować
                    samodzielnie o swoich wydatkach, służąc jej jednocześnie wsparciem. Wysokie
                    kieszonkowe uczy gospodarności. Rower kosztuje 1400 zł taki w miarę sensowny.
                    Człowiek 12-stoletni jeszcze rośnie, potrzeba więc więcej ciuchów. Podręczniki
                    szkolne kosztują, plecaki się niszczą, trzeba kupować przybory szkolne, czasami
                    jakieś słodycze, na basen dać czy na bilety do kina. Zbiera się całkiem spora
                    kasa w skali rocznej. mając 5 zł tygodniowo dzieciak zwróci się do rodziców z
                    żądaniem zakupu np. nowego placaka. Chciałby Adidasa za 170 zł. Nie dostanie -
                    jest awantura bo Michał ma, bo Piotrek ma a niby dlaczego on ma nie mieć? A jak
                    ja dam Młodej tyle mniej więcej ile i tak muszę przeznaczyć na nią to problem
                    mi znika. Ma kasę w ręku, wie ile będzie i nagle okazuje się, że kilka puszek
                    farby i ciekawy pomysł kosztuje taniej niż nowy rower. Okazuje się, że zamiast
                    niszczyć podręczniki i wyrzucić na koniec roku, można sprzedac je na Allegro.
                    Okazuje się, że ciuchy firmowe wcale nie są takie fajne jakby się wydawało i
                    można sie ubrać dużo taniej i ciekawiej. Moja córka ma zupełny brak postawy
                    roszczeniowej w stosunku do mnie. A pomyśl co by było gdybym jej dawał po 5 zł
                    tygodniowo. Ja myślę, że miałbym sfrustrowaną nastolatkę która chce wszystkiego
                    bo myśli że ja mam nie wiadomo jaką kasę. A jak jej nie kupię tego co sobie tam
                    ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
                    który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem i kupi jej to czego nie kupowałem
                    jej ja. Tylko jak to się kończy wiemy wszyscy.
                    • linka9 Re: wszystko we własciwym czasie 18.10.05, 12:49
                      We wszystkim trzeba umieć zachować umiar; jak widać niektórym ojcom przychodzi
                      to z trudnością.

                      > Ponieważ udało mi się stworzyć warunki, że wykształcenie ponadgimnazjalne nie
                      > będzie jej potrzebne, tym bardziej będzie jej dobrze.

                      Ależ oczywiście, jak najbardziej słuszne podejście, nie wszyscy muszą być elitą
                      intelektualną.

                      >Choć jeśli będzie chciała
                      >
                      > zostać instruktorką jeździectwa, to maturę musi mieć. Nie wiem dlaczego taki
                      > durny przepis istnieje ale tak właśnie jest.

                      No, to pech. Ale przecież to żaden problem, obejdziecie ten przepis.

                      > wysokie kieszonkowe uczy gospodarności

                      Kwestia "wysokości" jest sprawą względną, stać cię - to płać, nie wnikam; są
                      jednak rzeczy, które bardziej bulwersują

                      > mając 5 zł tygodniowo dzieciak zwróci się do rodziców z
                      > żądaniem zakupu np. nowego placaka. Chciałby Adidasa za 170 zł. Nie dostanie -
                      > jest awantura bo Michał ma, bo Piotrek ma a niby dlaczego on ma nie mieć? A
                      jak ja dam Młodej tyle mniej więcej ile i tak muszę przeznaczyć na nią to
                      problem mi znika.

                      Aha, czyli boisz się awantur?

                      > Moja córka ma zupełny brak postawy
                      > roszczeniowej w stosunku do mnie.

                      Skoro brak ograniczeń, kasa na zawołanie to o co miałyby być te roszczenia?
                      Z ewentualnymi roszczeniami też zresztą nieźle sobie radzi (ubrania za okno)

                      > A pomyśl co by było gdybym jej dawał po 5 zł
                      > tygodniowo. Ja myślę, że miałbym sfrustrowaną nastolatkę która chce
                      >wszystkiego bo myśli że ja mam nie wiadomo jaką kasę.

                      Przy takim podejściu ojca, też tak myślę.


                      > A jak jej nie kupię tego co sobie tam
                      > ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
                      > który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem i kupi jej to czego nie kupowałem
                      > jej ja.

                      Strach przed własnym dzieckiem, co będzie, jak rodzic powie "NIE" ?

                      >Tylko jak to się kończy wiemy wszyscy.

                      MY - wiemy, ale czy TY też?
                      • acorns Re: wszystko we własciwym czasie 18.10.05, 13:44
                        > Ależ oczywiście, jak najbardziej słuszne podejście, nie wszyscy muszą być
                        elitą
                        > intelektualną.

                        Nie muszą. To prawda. Bo do przekładania papierków w biurze magistrów się
                        znajdzie jak komarów latem nad rzeką. Ale znaleźć dobrego spawacza to już jest
                        spory problem.

                        >
                        > No, to pech. Ale przecież to żaden problem, obejdziecie ten przepis.

                        Może prowadzić teren albo jazdy na maneżu bez uprawnień. W razie czego
                        instruktor musi tylko nadstawić dupy za nią i w ten sposób nie ma
                        odpowiedzialności za wypadek. W razie czegoś poważniejszego idzie i tak z
                        ubezpieczenia. Takie są realia.

                        > Aha, czyli boisz się awantur?
                        > Strach przed własnym dzieckiem, co będzie, jak rodzic powie "NIE" ?

                        Po prostu wiem przeciw czemu skierowany jest bunt nastolatka. To całkiem
                        naturalne, że się buntuje przeciw temu co w jego uznaniu jest niesłuszne i
                        upierdliwe dla niego. Zamiast walczyć z dzieckiem nie prościej traktować go jak
                        wolnego człowieka i dawać mu wsparcie i akceptację?
                    • im.aisha Re: wszystko we własciwym czasie 18.10.05, 16:14
                      Chyba żyjemy w innych światach.

                      Mam 16 lat, moje królestwo liczy sobie niecałe 8 metrów kwadratowych,
                      kieszonkowe - gdy jeszcze je dostawałam - wynosiło 80 złotych polskich. I
                      bardzo mi z tym dobrze.
                      Nie odczuwam potrzeby posiadania (używając podanego przez Ciebie przykładu)
                      placaka Adidasa za 170 zł, butów za 700 zł, ciuchów za 300, komputera za x,
                      roweru za y. Średnio obchodzą mnie wszystkie Piotrki i Michały, którym rodzice
                      fundnęli wszystkie wymienione przedmioty. Wychodzę z założenia, że korona mi z
                      głowy nie spadnie, jeśli kupię sobie jedną bluzkę, a nie sześć, jedną książkę,
                      a nie piętnaście, pójdę do kina/teatru/opery/gdziekolwiek raz na parę miesięcy,
                      a nie co tydzień.

                      > Ponieważ udało mi się stworzyć warunki, że wykształcenie ponadgimnazjalne nie
                      > będzie jej potrzebne, tym bardziej będzie jej dobrze. Choć jeśli będzie
                      chciała zostać instruktorką jeździectwa, to maturę musi mieć. Nie wiem dlaczego
                      taki durny przepis istnieje ale tak właśnie jest.

                      Aż mi się głupio zrobiło, nie wiem, co napisać. Matura jest człowiekowi
                      potrzebna doprawdy nie tylko do zarabiania pieniędzy, tak mi się przynajmniej
                      do dziś wydawało...

                      A pomyśl co by było gdybym jej dawał po 5 zł
                      > tygodniowo. Ja myślę, że miałbym sfrustrowaną nastolatkę która chce
                      wszystkiego
                      >
                      > bo myśli że ja mam nie wiadomo jaką kasę. A jak jej nie kupię tego co sobie
                      tam
                      >
                      > ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
                      > który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem i kupi jej to czego nie kupowałem
                      > jej ja. Tylko jak to się kończy wiemy wszyscy.

                      Chyba masz o niej niskie mniemanie. Obraziłabym się śmiertelnie, gdyby moi
                      rodzice podejrzewali mnie o chęć kontaktów z dresikami-dilerami w celu zdobycia
                      pieniędzy! Przez to, że przez wiele lat dostawałam niewielkie kieszonkowe (a w
                      chudych latach w ogóle go nie dostawałam) mam szacunek dla pieniędzy, wiem, ile
                      są warte i wiem, że jest parę rzeczy w życiu, na których zależy mi bardziej...
                      • acorns Re: wszystko we własciwym czasie 18.10.05, 17:00
                        80 zł to jest wcale nie tak źle. 8m2 to norma w bloku. Ja jeżdżę sypiącym się
                        samochodem, na nogach mam trampki za 15 zł, komputer mam wypasiony, ale taki mi
                        potrzebny. Tu chodzi o co innego. Co najczęściej "napędza" zazdrość? Moim
                        zdaniem brak możliwości posiadania. Bo jak już jest ta kasa to wtedy można się
                        zastanawiać, czy to czego tak pragnęliśmy aby na pewno jest potrzebne.

                        Matura to jest tylko papier i jako taki ma dla mnie wartość opałową. To jest
                        element systemu. Nie masz matury - nie idziesz na studia - nie zdobędziesz
                        kolejnego papieru. Musisz podążać przewidzianym przez system torem, lub nie
                        jeśli masz dość odwagi, by to zrobić. Jesteś człowiekiem i masz jakieś swoje
                        cele, dążenia, system wartości, zainteresowania. Interesuje Cię literatura -
                        czytasz. Interesuje Cię przyroda - zgłębiasz temat. Jesteś ambitna, chcesz
                        poszerzać swoją wiedzę tak w celu doskonalenia się - robisz to. Ale robisz to
                        dla siebie a nie dla zdobycia papieru. Ja nie czytałem "Ojca Goriot" bo nie
                        czułem takiej potrzeby. Interesuje mnie co inne. Może kiedyś sięgnę po tę
                        książkę np. mając lat 50. Zrobię to, bo będę chciał, a nie dlatego żeby zdobyć
                        papierek zwany dyplomem.
    • dino22 Tak bylo u mnie: 15.10.05, 13:08
      Ja od rodzicow dostawalem pieniadze tylko na urodziny, bylo to albo 50 albo
      100zl. Kieszonkowego nie dostawalem nigdy. Jesli jednak cos zapragnolem miec,
      to zazwyczaj rodzice mi to kupili. Oczywiscie bez przesady zeby mi kupowali
      wszystkie zachcianki, ale co jakis czas. Czesto musialem sie dlugo o to prosic
      ale zazwyczaj sie udawalo. Pieniazki dostawalem czesto od cioci, ktora
      mieszkala z nami. Byla ona juz w dosyc zaawansowanym wieku i z tego co mowila
      jej pieniadze juz nie byly potrzebne, tak bynajmniej twierdzila, wola je dac
      mnie i bratu. Byly to czesto kwoty po 100 lub 200 zl, z roznych okazji.
      Niestety nigdy nie potrafilem tego docenic a odwdzieczalem sie zazwyczaj tym ze
      robilem jej ciagle na zlosc, z roznych wedlug mnie uzasadnionych powodow. Jakze
      teraz mi jest glupio i jak podle sie czuje na sama mysl o tym ze ona mnie tak
      bardzo lubila a ja tak sie odwdzieczalem... Dodam jeszcze ze te pieniadze ktore
      dostawalem rozpuszczalem na byle glupstwa, kompletnie nie liczac sie z
      pieniedzmi. Gdybym tylko oszczedzal a nie wydawal tego na zeczy z ktorych nic
      nie bylo, mialbym dzisiaj calkiem pokaxna sume. Bylo to w czasach kiedy mialem
      13, 14, 15 lat. Tak wiec po sobie wiem jak sprawa stoi. Niech wam sie nie
      wydaje ze jesli wasze dziecko ma 15 lat to rozsadnie wydaje swoje pieniadze i z
      przemysleniem. Nie urkywam ze sa takie dzieci ale wiekszosc postepowalaby
      podobnie jak ja. Moja ciocia zmarla w 2001 r. na jeden z najgorszych
      nowotworow. Wtedy dopiero zaczolem doceniac wartosc tego co robila dla mnie,
      ale bylo juz zapoxno. dzisiaj mam 22 lata, mysle calkiem inaczej, na pieniadze
      musze zapracowac, niestety, nie w kraju bo tutaj nie maja pieniedzy nawet na
      staz dla mnie. Pracuje zagarnica, traktuja mnie jak smiecia. Dopiero kiedy
      zaczolem pracowac widze jak ciezko trzeba sie napracowac na kazdy grosz.
      Niestety rozum przychodzi po latach. Bedac dzieciakiem nie doceniamy tego co
      mamy, opamietanie przychodzi poxniej, ale jakze czesto jest ono bolesne, jak w
      pewnej chwili stracimy skrzydelka i runiemy z hukiem na ziemie... Pozdrawiam
      wszystkich i zycze samych sukcesow w wychowaniu waszych dzieci!
      • lidqa Re: Tak bylo u mnie: 17.10.05, 21:49
        Arkons: jestem nauczycielką i akurat mam 11-latkow. I pierwsze co mnie
        zszokowalo to ta odnowa biologiczna i basen z kolezankami... corka sobie idzie
        na squasha albo basen ... nie, ja zyje w innym swiecie stanowczo. Mowisz o
        zarabianiu i takich kwotach ktore sie nie mieszczą w moim pojeciu
        jedenastolatki i moim zdaniem robisz jej krzywde, ale nie bede sie klocic.

        Ja na studiach mialam 1000 zl na siebie (stypendia kredyt itd, rodzicie nei
        mieli to i nie bardzo mogli mi cos dac ale sobie radzilam). Teraz pracuje i nie
        mam tyle na siebie, polowy nie mam. przez pierwszy rok malzenstwa mielismy
        wieczne klopoty finansowe zeby sie przestawic i zacząc zyc na wlasny rachunek.
        Bo przestawialismy sie z wiekszej kasy na mniejsza (bezrobocie nas troche
        dotknelo). Podoba mi sie twoj pomysl ale z duzą zmianą. Posadzilabym dziecko i
        poweidzlala: dziecko mam na ciebie tyle i tyle i mozemy wspolnie decydowac na
        co te pieniądze pojdą. ejsli stracisz kontrolę nad jej wydatkami zupelnie to
        mozesz sie zdziwic kiedy bedzie nastolatką
        • lidqa Re: Tak bylo u mnie: 17.10.05, 21:53
          przeczytalam wypowiedz arkonsa mezowi i nakrzyczal na mnie ze w to wierze. ze
          to czysta prowokacja i nie wierzy ze kots moze tak trakotowac jedenastolatke big_grin

          w sumie glupia jestem bo sie dalam nabrac.
          • acorns Re: Tak bylo u mnie: 17.10.05, 22:59
            No dobrze, to od początku do końca:
            1. Po wojsku poszedłem do pracy na budowie jako kierowca wywrotki, a potem
            betoniarki.
            2. W tym samym czasie urodziła się Młoda
            3. Zorientowałem się błyskawicznie, że na wożeniu kruszyw i betonu można taką
            kasę na lewo wykręcić, że nie opłaca się iść do pracy gdzie indziej bo nie ma
            takich boków.
            4. Były kłótnie i wojny z matką Młodej i zakończyło się to rozstaniem i próbą
            odebrania mi dziecka, ale na szczęście stałem w dużo lepszej pozycji i zabrać
            mogła sobie najwyżej swoje smrody z szafy.
            5. Straciłem pracę na budowie, więc na wariata poszedłem do agencji reklamowej
            i... zostałem przyjęty choć szanse miałem niewielkie. Przez kilka lat
            zarabiałem ładną kasę oficjalnie i jeszcze lepszą na lewo.
            6. Wywalili mnie z roboty i skupiłem się na freelancingu i handlu. Też
            zarabiałem nie najgorzej.
            7. Znalazłem wyjątkowo tanią ziemię na Mazurach prawie 80 hektarów z 400 m
            linii brzegowej i kawałkiem lasu własnego i ją kupiłem.
            8. Zacząłem budowę domu i buduję go cały czas.
            9. W przeciwieństwie do wielu ludzi przewidziałem, że Młoda za rok będzie miała
            12 lat, za 2 lata 13, potem 14, 15 itd. a ja dom buduję nie na 5 lat tylko na
            całe życie prawdopodobnie, a także przewidziałem to, że zostanę kiedyś tam
            teściem i że młodzi będą chcieli mieć swoje lokum a nie siedzieć na kupie i tak
            też to buduję.
            10. Rodzice mają 170m2 mieszkanie w starej kamienicy w Śródmieściu. Jak ja
            skończę dom i się wyprowadzę, oni to sprzedadzą i będę miał na rozkręcenie
            przedsiębiorstwa co na 80 ha położonych w świetnym punkcie niczym trudnym nie
            jest.
            11. Gdy już rozkręcę biznes, praca dla Młodej tam będzie bo trudno żeby nie
            było.

            I jeszcze jedno:

            1. Nie uczyłem córki pasożytowania, ani nie uczyłem zapier. za grosze np. przy
            roznoszeniu ulotek. Tam nie ma ani płacy ani możliwości zarobienia na boku. Ona
            wie gdzie szukać kasy i to nawet jej się udaje. W agencji reklamowej w której
            pracowałem, brałem jakieś dodatkowe zlecenia, a w rzeczywistości to ona je
            robiła bo jest uzdolniona plastycznie. Kasę którą dostawałem oddawałem więc jej
            bo to faktycznie ona zarobiła.

            2. Wodny Park na Warszawiance powstał dla ludzi a nie po to, żeby stał. I jest
            tam zazwyczaj sporo osób.Odnowa biologiczna na ww. Warszawiance również
            powstała dla ludzi. I wygląda na to, że to jedno z nielicznych takich miejsc w
            naszym kraju gdzie poniżej 18 lat można wejść bez problemu. Squash jest grą
            wymyloną także dla ludzi. Czemu więc tak Cię to szokuje? I czemu moja córka
            albo jej koleżanki miałyby tam nie chodzić skoro inni chodzą? W ramach
            solidaryzowania się z biednymi czy tak dla zasady "nie bo nie"?

            3. Gdybyś miała trochę sprytu w życiu to nie kończyłabyś studiów i nie
            zostawała nauczycielką. Zapewniam Cię, że robotnik budowlany po pierwsze ma
            wyższą pensję podstawową niż nauczyciel z wieloletnim stażem, a po drugie ma
            możliwość dorabiania na boku zdecydowanie więcej niż nauczyciel przez
            udzielanie korepetycji. Nie szokowałyby Cię też sumy. Mówiąc brzydko - stać
            mnie k..wa na to, żeby moje dziecko miało w życiu trochę przyjemności a nie
            klepanie biedy od dzieciństwa.

            4. To jak według Twojego męża miałbym traktować jedenastolatkę? Jako istotę,
            która nie myśli samodzielnie i nie wie czego chce i której trzeba wszystko
            palcem pokazać i powiedzieć co ma robić? Czytając to forum już na samym
            początku zorientowałem się, że mamusie wtrącają się nawet w to co ich córki
            wkładają na dupę i szokują się niesamowicie że dziewięciolatka może nosić
            stringi. A ja takie coś uważam za bezprawną i bezczelną ingerencję matki w
            prywatne sprawy córki. Moja nie wtrąca się w to jakie ja mam majtki na dupie
            więc ja nie wtrącam się w to co ona zakłada na swoją. I wszystkim żyje się
            łatwiej i nie mamy takich problemów jakie opisywane są na tym forum. Bo można i
            trzeba chcieć.

            I taka moja rada na zakończenie - najlepiej zarabia się na pośrednictwie. Więc
            pośrednicz, ale sama unikaj pośredników. Szukaj źródła. W ten sposób i zarobisz
            i jednocześnie zaoszczędzisz. Dużo rozmawiaj z ludźmi, poznawaj nowe osoby.
            Może ktoś ma tatusia w nadleśnictwie i będziesz mieć za grosze drewno na budowę
            domu? Taki przykład tylko...
            • lidqa Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 08:05
              2. Wodny Park na Warszawiance powstał dla ludzi a nie po to, żeby stał. I jest
              > tam zazwyczaj sporo osób.Odnowa biologiczna na ww. Warszawiance również
              > powstała dla ludzi. I wygląda na to, że to jedno z nielicznych takich miejsc
              w
              > naszym kraju gdzie poniżej 18 lat można wejść bez problemu. Squash jest grą
              > wymyloną także dla ludzi. Czemu więc tak Cię to szokuje? I czemu moja córka
              > albo jej koleżanki miałyby tam nie chodzić skoro inni chodzą? W ramach
              > solidaryzowania się z biednymi czy tak dla zasady "nie bo nie"?

              chodzilo mi o to ze nie puscilabym 11-latki samej z kolezankami do aquaparku!
              Sama chodze i lubie ale uwazam ze to jeszcze dziecko i nie powinna chodzic sama
              do takich miejsc. A odnowa biologiczna tez mnie z racji wieku zszokowala, bo
              jak dla mnie to juz szpan w tym wieku chodzic na odnowe biologiczną.

              3. Gdybyś miała trochę sprytu w życiu to nie kończyłabyś studiów i nie
              > zostawała nauczycielką. Zapewniam Cię, że robotnik budowlany po pierwsze ma
              > wyższą pensję podstawową niż nauczyciel z wieloletnim stażem, a po drugie ma
              > możliwość dorabiania na boku zdecydowanie więcej niż nauczyciel przez
              > udzielanie korepetycji. Nie szokowałyby Cię też sumy. Mówiąc brzydko - stać
              > mnie k..wa na to, żeby moje dziecko miało w życiu trochę przyjemności a nie
              > klepanie biedy od dzieciństwa.

              Po pierwsze: moze ci sie wyda to glupie ale ja bym nie chciala miec niewiadomo
              jakiej kasy wykombinowanej na lewo. Wiem ze uczciwosc nie jest popularnym
              slowem i brzmi naiwnie ale trudno.
              A wracając do tematu:
              owszem, ciekawe kto by twoją corke uczyl... Poza tym nie chodzi o to zeby
              dzieciom nie zapewniac przyjemnosci tylko zeby nie dawac im wszystkiego co im
              sie tylko zamani, nawet jesli nas na to stac. Uwazam ze 11-latka jest za mala
              zeby decydowac o wydawaniu tak duzych sum pieniedzy bo ją to psuje, i tak jak
              pisalam - ja bym raczej byla za rozmowami ale kontrolą ścisłą. Czyli : to są
              pieniądze na ciebie i mozemy wspolnie zdecydowac na co je wydasz, a nie dawaniu
              jej takich kwot do pelnej dyspozycji. Uwazam ze to niebezpieczne w dzisiejszych
              czasach. Ona wchodzi w wiek dojrzewania a ty ją traktujesz jako dorosłą. Ja
              jestem za ograniczonym zaufaniem.

              4. To jak według Twojego męża miałbym traktować jedenastolatkę? Jako istotę,
              > która nie myśli samodzielnie i nie wie czego chce i której trzeba wszystko
              > palcem pokazać i powiedzieć co ma robić? (...)

              nie, ale pomiedzy twoją postawą a tym co napisales jeszcze jest mnustwo innych.
              Przepraszam ze sie powtorzę ale uwazam ze powinna dzialac zasada ograniczonego
              zaufania. W tej chwili mam wrazenie nie do konca wiesz na co ona te pieniądze
              wydaje. Przy tak duzych sumach jest to wg mnie niebezpieczne. A poza tym uwazam
              ze dziecko powinno miec bardzo jasno okreslone zasady w stulu: nie malujesz sie
              zanim nie skonczysz 15 lat. Z tego co piszesz mozna wywnioskowac ze twoja corka
              jesli zechce bedzie sie malowac. To malowanie sie nikomu nie szkodzi prawda?
              Ale ja wierze w ustalanie jakichs granic i trzymanie sie ich, chocby po to zeby
              przyzwyczajac dziecko do przestrzegania ich. A napatrzylam sie w szkole jak z
              grzecznych 6-klasistek wyrastają dziewczyny ktorych zachowanie szokuje rodzicow
              i mowia: a byla taka grzeczna, niczego nie trzeba bylo jej zabraniac...

              Brzmię jakbym miala 70 lat, nie mam 30-tu.

              • acorns Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 11:25
                > chodzilo mi o to ze nie puscilabym 11-latki samej z kolezankami do aquaparku!
                > Sama chodze i lubie ale uwazam ze to jeszcze dziecko i nie powinna chodzic
                sama

                Dlaczego ma nie chodzić? Potrafi się poruszać po ulicach, pływa świetnie,
                potrafi się sama umyć pod przysznicem, przebrać, wysuszyć włosy, uczesać. Nie
                zawsze chodzi beze mnie ale nieraz nie mam czasu a ona chce iść.

                > do takich miejsc. A odnowa biologiczna tez mnie z racji wieku zszokowala, bo
                > jak dla mnie to juz szpan w tym wieku chodzic na odnowe biologiczną.

                Kwestia podejścia. Dla jednych nowe Audi to już wielki szpan, a dla innych
                codzienność. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedyś komórka była
                szpanem, dziś jest już codziennością.

                > Po pierwsze: moze ci sie wyda to glupie ale ja bym nie chciala miec
                niewiadomo
                > jakiej kasy wykombinowanej na lewo. Wiem ze uczciwosc nie jest popularnym
                > slowem i brzmi naiwnie ale trudno.

                Każdy jest kowalem swojego losu.

                > owszem, ciekawe kto by twoją corke uczyl...

                Tu działa ekonomia i tylko ona. Jeśli są chętni ludzie z mgr przed nazwiskiem,
                by moje dziecko uczyć za 800 zł/mc to nigdy nauczyciele nie zaczną zarabiać jak
                się im należy.

                > Uwazam ze 11-latka jest za mala
                > zeby decydowac o wydawaniu tak duzych sum pieniedzy bo ją to psuje

                Czyli co? Bieda i notoryczny brak kasy jako standard? Moim zdaniem dysponowanie
                większą kasą uczy gospodarności. Dysponowanie 5 zł uczy totalnej olewki bo i
                tak rodzice wszystko muszą kupić a jak nie chcę kupić to są spięcia i bunt. A
                ja tego unikam.

                > i tak jak
                > pisalam - ja bym raczej byla za rozmowami ale kontrolą ścisłą. Czyli : to są
                > pieniądze na ciebie i mozemy wspolnie zdecydowac na co je wydasz,

                No to przecież rozmawiamy. Ona sama chce rozmawiać o tym, bo potrzebuje jeszcze
                pewnego poczucia bezpieczeństwa. To nie jest tak, że dam kasę i rób sobie co
                chcesz, nie obchodzi mnie to. Ona potrzebuje potwierdzenia z mojej strony że
                dobrze robi lub krytyki, że źle robi bo można to zrobić lepiej.

                > W tej chwili mam wrazenie nie do konca wiesz na co ona te pieniądze
                > wydaje.

                Wiem na co wydaje. Teraz nawet nie wydaje tylko sobie zbiera na skuter wodny bo
                wypożyczanie nieopłacalne na dłuższą metę a mojego nie ma jeszcze siły utrzymać
                bo ze względu na moc po prostu skuter spod niej wypływa.

                > A poza tym uwazam
                > ze dziecko powinno miec bardzo jasno okreslone zasady w stulu: nie malujesz
                > sie zanim nie skonczysz 15 lat.

                Ale jakim prawem? Ja uważam, że nie mam żadnego prawa decydowania w kwestii jej
                ciała. Zechce się malować, będzie się malować. Owszem - rozmawiam z nią i ona
                doskonale wie, że makijażem tylko i wyłącznie spieprzy swój wygląd. Uważa, że
                dziewczyny się malują bo chcą wyglądać tak, jak ona bez makijażu. Taka granica
                sprawi tylko tyle, że za cztery lata po domu pałętałoby mi się straszydło z
                natapirowanymi włosami, fioletowo-pomarańczowymi oprawami oczu, brązową twarzą,
                powyrywanymi brwiami i różowo-perłowymi ustami

                > Ale ja wierze w ustalanie jakichs granic i trzymanie sie ich, chocby po to
                zeby
                > przyzwyczajac dziecko do przestrzegania ich.

                Ale ja nie chcę, żeby przestrzegała jakichkolwiek granic, których sama sobie
                nie ustali. Ja też zlewam równo bezsensowne moim zdaniem zakazy i ograniczenia
                i np. nie będę objeżdżał 2 kilometry tylo dlatego za jakaś zapiziała uliczka
                jest jednokierunkowa tylko pojadę pod prąd.

                > A napatrzylam sie w szkole jak z
                > grzecznych 6-klasistek wyrastają dziewczyny ktorych zachowanie szokuje
                > rodzicow i mowia: a byla taka grzeczna, niczego nie trzeba bylo jej
                > zabraniac...

                Myślę, że tu zabrakło nie zabraniania, ale dobrego kontaktu z dzieckiem.

                > Brzmię jakbym miala 70 lat, nie mam 30-tu.

                Najwyższy czas coś z tym zrobić.
                • linka9 proponuję zmianę planety 18.10.05, 11:38
                  acorns napisał:
                  > Ale ja nie chcę, żeby przestrzegała jakichkolwiek granic, których sama sobie
                  > nie ustali. Ja też zlewam równo bezsensowne moim zdaniem zakazy i ograniczenia
                  > i np. nie będę objeżdżał 2 kilometry tylo dlatego za jakaś zapiziała uliczka
                  > jest jednokierunkowa tylko pojadę pod prąd.

                  My tu dyskutujemy o wychowaniu dzieci, a czasami przydałaby się praca od postaw
                  (czyt. wychowywanie dorosłych).

                  Nie wiem, jak Wy, ale ja w swoim otooczeniu nie chciałabym mieć wyzwolonych
                  acornów i ich pociech.

                  I jeszcze taka dygresja, niejedno dziecko uzdolnione artystyczne szybko
                  wkroczyło w świat dorosłych, bez zakazów, ograniczeń, z dużą gotówką ... I czy
                  to zagwarantowało im szczęście ?
                  • verdana Re: proponuję zmianę planety 18.10.05, 12:01
                    Będę brutalna i szczera.
                    Od jakiegoś czasu z coraz większym przerażeniem czytam posty Acornsa. Z jednej
                    strony mam nadzieję, że to po prostu prowokacja. Jesli nie, to jest to
                    przerażające.
                    Samotny ojciec, który podsuwa 11-nasto latce kasety z Emmanuelle, pilnuje aby
                    goliła miejsca intymne, wysyła na odnowe biologiczną i uczy, że liczy się tylko
                    kasa, duzo kasy, wychowuje dziecko na luksusowa prostytutkę - w najlepszym
                    razie.
                    O najgorszym wolałabym nawet nie myśleć.
                    • acorns Re: proponuję zmianę planety 18.10.05, 12:05
                      > pilnuje aby goliła miejsca intymne

                      Co??? Ja tak napisałem? Owszem i o takich sprawach też z nią rozmawiam i to ona
                      zaczyna często twierdząc że kobiety mają w kroku brodę Bin Ladena. Zwłaszcza
                      jak z basenu wróci.
                      A ona niby co ma golić skoro na razie nic tam nie ma takiego żeby aż golenia
                      wymagało?
                    • acorns Ja też będę brutalny i szczery 18.10.05, 12:39
                      Ja też będę brutalny i szczery.
                      Żygać mi się chce jak widzę tych wszystkich sfrustrowanych ludzi.
                      Żygać mi się chce jak poznaję kobietę która ma włosy nawet koło dziury w dupie.
                      Żygać mi się chce jak spotykam się z drobnomieszczańską pruderią.
                      Żygać mi się chce jak ktoś narzeka na brak kasy a jednocześnie nie robi nic,
                      aby ją mieć.

                      Żygać mi się chce jak spotykam ludzi bez pomysłu na życie, takich jak rodzice
                      koleżanek Młodej. Tatuś cały weekend pierdzi w fotel przed telewizorem, mamusia
                      mu usługuje i oboje mają jakieś "ale" jak ich córka chce z nami jechać na
                      weekend bo my w przeciwieństwie do nich mamy pomysły ja spędzać wolny czas. Co
                      poznaję nastolatkę, to inny zestaw kompleksów. Kurde, no moja córka jakoś ich
                      nie ma a wręcz przeciwnie. Tak - rozumiem. To mój błąd. Zacznę ją ubierać w
                      szare ciuchy, obetnę jej włosy na krótko bo za ładne już ma, nie dam kasy,
                      zapędzę do nauki, nauczę pruderii, nie będę rozmawiał na trudne tematy, niech
                      będzie zakompleksioną szarą myszą albo niech się zbuntuje za dwa lata.
                      Przynajmniej będzie zgodnie z ogólnie przyjętymi prawidłami o wychowaniu.

                      Lepsza "Emmanuelle" niż "Maximum Perversum". Bo właśnie kasetę z tej serii
                      oglądały dziewczyny z klasy Młodej u kumpla. Wszystkie jednogłośnie
                      stwierdziły, że to jest "a fuuuujjjj". U nas po kawałku "Emmanuelle" nastroje
                      były obojętne. Co jest lepsze? Tak wiem - ani jedno ani drugie, tylko zabronić
                      wizyt u koleżanek i kolegów, do książek zapędzić. Znany temat. Ja jednak jestem
                      realistą i wiem, że nie mam kompletnie żadnej kontroli nad tym co dziecko robi
                      po szkole albo jak jest u koleżanek. Wolę działać więc w obszarze na którym
                      jakąś kontrolę mam. Nie chciałem Młodej obrzydzać seksu już na wstępie. A
                      wiedziałem że temat pornosów jest w klasie na topie. Trudno było przewidzieć,
                      że moja córka to obejrzy? Po kawałku "Emmanuelle" minęło jej zainteresowanie
                      tematem i "Maximum Perversum" nie widziała bo nie chciała. Miała ciekawsze
                      rzeczy do roboty.

                      Wiem, że jak ja byłem młody to nie było wszystkich atrakcji dostępnych teraz.
                      Co nie znaczy, że trzeba na swoich dzieciach odreagowywać szare i nudne
                      dzieciństwo.
                      • linka9 Re: Ja też będę brutalny i szczery 18.10.05, 12:56
                        acorns napisał:

                        > Ja też będę brutalny i szczery.

                        Jak widzę twój umysł stanów pośrednich nie rozpoznaje, a pojęcie "złotego
                        środka" jest mu obce?

                        > jak ich córka chce z nami jechać na
                        > weekend bo my w przeciwieństwie do nich mamy pomysły ja spędzać wolny czas

                        To się chwali!

                        > Ja jednak jestem
                        > realistą i wiem, że nie mam kompletnie żadnej kontroli nad tym co dziecko robi
                        > po szkole albo jak jest u koleżanek.

                        Tak, to prawda, jesteś realistą i świadom, że nie masz żadnej kontroli nad swoją
                        11-letnią córką.

                        > Wiem, że jak ja byłem młody to nie było wszystkich atrakcji dostępnych teraz.
                        > Co nie znaczy, że trzeba na swoich dzieciach odreagowywać szare i nudne
                        > dzieciństwo.

                        Tak, nie trzeba odreagowywać...

                        • acorns Re: Ja też będę brutalny i szczery 18.10.05, 13:35
                          > Jak widzę twój umysł stanów pośrednich nie rozpoznaje, a pojęcie "złotego
                          > środka" jest mu obce?

                          Nie ma złotego środka. Nawet najlepsze koniaki są mieszanką kilkudziesięciu
                          innych. A stany pośrednie istnieją. Tylko wbrew pozorom nie są takie dobre.


                          > Tak, to prawda, jesteś realistą i świadom, że nie masz żadnej kontroli nad
                          swoją
                          > 11-letnią córką.

                          A jaką Ty mogłabyś mieć kontrolę poza domem? Córka wychodzi do szkoły. Ma
                          wrócić o 13.50. Ty masz wrócić około 17stej. Wracasz, córka jest w domu, niby
                          wszystko jest OK. A ona sobie po szkole poszła do koleżanki i obejrzała
                          jakiegoś obrzydliwego pornosa, który może skutecznie obrzydzić sex, bo tak
                          akurat w klasie jest i każdy strasznie ciekawy.
                • wieczna-gosia Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 11:58
                  > Ale ja nie chcę, żeby przestrzegała jakichkolwiek granic, których sama sobie
                  > nie ustali. Ja też zlewam równo bezsensowne moim zdaniem zakazy i ograniczenia
                  > i np. nie będę objeżdżał 2 kilometry tylo dlatego za jakaś zapiziała uliczka
                  > jest jednokierunkowa tylko pojadę pod prąd.

                  hehehe

                  niedaleko pada jablko od jabloni jak widac. To jednak cudownie acorns ze w
                  Polsce nie mieszkasz, polmozgow tu sporo i tak, ale zawsze jednego mniej.

                  zastanawialam sie jakby to jakos bardziej zakonspirowac, no ale sie nie da....
                    • jagawi Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 12:19
                      acorns napisał:

                      > przewidziałem to, że zostanę kiedyś tam
                      teściem i że młodzi będą chcieli mieć swoje lokum a nie siedzieć na kupie i tak
                      też to buduję.
                      > Gdy już rozkręcę biznes, praca dla Młodej tam będzie bo trudno żeby nie
                      było.

                      A przewidziales, ze coreczka, gdy dorośnie, może nie chcieć mieszkać obok tatusia i pracowac w firmie
                      tatusia? Trochę przesadzasz z tym planowaniem, panie Wszystkowiedzący, pewnie się za parę lat
                      bardzo zdziwisz.
                      • lidqa Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 12:59
                        "Ja też będę brutalny i szczery.
                        Żygać mi się chce jak widzę tych wszystkich sfrustrowanych ludzi.
                        Żygać mi się chce jak poznaje kobiete ktora ma wlosy nawet wogol dziury w dupie
                        Żygać mi się chce jak spotykam się z drobnomieszczańską pruderią.
                        Żygać mi się chce jak ktoś narzeka na brak kasy a jednocześnie nie robi nic,
                        aby ją mieć.

                        Żygać mi się chce jak spotykam ludzi bez pomysłu na życie, takich jak rodzice
                        koleżanek Młodej. Tatuś cały weekend pierdzi w fotel przed telewizorem, mamusia
                        mu usługuje i oboje mają jakieś "ale" jak ich córka chce z nami jechać na
                        weekend bo my w przeciwieństwie do nich mamy pomysły ja spędzać wolny czas. Co
                        poznaję nastolatkę, to inny zestaw kompleksów. Kurde, no moja córka jakoś ich
                        nie ma a wręcz przeciwnie. Tak - rozumiem. To mój błąd. Zacznę ją ubierać w
                        szare ciuchy, obetnę jej włosy na krótko bo za ładne już ma, nie dam kasy,
                        zapędzę do nauki, nauczę pruderii, nie będę rozmawiał na trudne tematy, niech
                        będzie zakompleksioną szarą myszą albo niech się zbuntuje za dwa lata.
                        Przynajmniej będzie zgodnie z ogólnie przyjętymi prawidłami o wychowaniu.
                        "

                        bardzo czarno-bialy ten twoj swiat. Albo kolorowa coreczka ktora moze wszystko
                        albo pruderyjna ubrana na szaro i mama i tata przed telewizorem... A umialbys
                        spedzic weekend fajnie nie wydając ani grosza na to? JA umiem, i nie siedze
                        przed TV caly dzien ani ja ani moj maz. Twoj poglad na zycie jest taki "piekny"
                        bo masz pieniądze- twoje prawo. Masz- wydawaj. Ale na triudne tematy mozna
                        rozmawiac nie puszczając emanuel, i tez mozna sobie poradzic, a wychowanie i
                        zasady nie koniecznie są pruderią.

                        Żygać mi się chce jak poznaje kobiete ktora ma wlosy nawet wogol dziury w dupie
                        rozumiem ze ty swoje depilujesz?
                        Żygać mi się chce jak ktoś narzeka na brak kasy a jednocześnie nie robi nic,
                        aby ją mieć.

                        ale ja np nie narzekalam tylko chcialam ci uswiadomic ze 500 zl to nie jest
                        malo pieniedzy.

                        A to ze mam 28 lat i nie mam kasy nie znaczy ze nie bede jej miala nigdy. I nei
                        znaczy to ze nie mam pomyslu na zycie. I spokojnie sobei radze i mam na
                        rozrywki i rozne rzeczy, za to ty z moim budżetem bys siedzial przed
                        telewizorem raczej...
                        • acorns Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 13:29
                          > znaczy to ze nie mam pomyslu na zycie. I spokojnie sobei radze i mam na
                          > rozrywki i rozne rzeczy, za to ty z moim budżetem bys siedzial przed
                          > telewizorem raczej...

                          Raczej by mnie to zmotywowało do zrobienia czegoś żeby było lepiej.
                          • verdana Re: Tak bylo u mnie: 18.10.05, 13:46
                            Jesli lepiej oznacza "zamozniej". Ja nie mam za duzo kasy, ale pasjonujaca
                            pracę i sporo wolnego czasu - i zdecydowanie zamienienie tego na harówkę dla
                            kasy byłoby gorzej...
                            Ciekawe, co stanie się z Twoja córka, jesli przedsiebiorstwo zbankrutuje, a ona
                            zostanie bez wykształcenia, za to przyzwyczajona do luksusu. Ciekawe, czy
                            będzie szczęśliwa.
                      • linka9 mieszkanie 18.10.05, 13:03
                        jagawi napisała:
                        > A przewidziales, ze coreczka, gdy dorośnie, może nie chcieć mieszkać obok tatus
                        > ia i pracowac w firmie
                        > tatusia? Trochę przesadzasz z tym planowaniem, panie Wszystkowiedzący, pewnie s
                        > ię za parę lat
                        > bardzo zdziwisz.

                        Też się nad tym zastanawiałam. A jak zdecyduje 45 tys przeznaczyć nie na
                        wykończenie lokum na Maurach tylko na wynajęcie samodzielnego mieszkania w
                        Warszawie w wieku lat 12, to co tatuś na to?
                        • acorns Re: mieszkanie 18.10.05, 13:27
                          To nie tak.
                          Ja chciałem ją wygnać do swojego lokum dla wygody własnej. Jak koleżanki nocują
                          to mam na 2 godziny blokowaną łazienkę i wykąpać się nie mogę bo one siedzą 2
                          godziny w wannie i się taplają jak jakieś kaczki. Jak mi zrobią imprezę to
                          muszą wysłuchiwać jakiegoś techno albo hip hopu. A tak miałbym spokój. Pomysł z
                          45 tysiącami na 90% upadnie bo Młoda rano już wspominała, że potrzebuje tylko i
                          wyłącznie duży pokój dzielony na dwie części, ale całkowicie zintegrowany z
                          resztą domu. A że PRZEZNACZYŁEM BUDŻET (a nie dałem kasę) to tylko dlatego,
                          żeby sobie to urządziła po swojemu. Meble wybrała, rodzaj podłogi. A ona chce
                          tylko pokój, więc na umeblowanie i wyposażenie pójdzie koło 10 tysięcy.
                          Zwłaszcza, że wpadła na nowy pomysł odnośnie urządzenia łazienki (nieco droższy
                          niż mój), w szkole ma to rozrysować a ja właśnie kombinuję jak zrobić
                          instalację, bo część pomysłu przekazała mi rano. Prysznic ma być w formie
                          padającego z sufitu deszczu i ma być w formie kamiennej groty oświetlonej na
                          zielono. Tyle wiem. Aż boję się pomyśleć co będzie dalej... Ale o to mi właśnie
                          chodziło - ona kombinuje. Kasa schodzi jej na dalszy plan, bo ona ją ma, więc
                          myśli o innych rzeczach. Dlatego jestem zwolennikiem w miarę możliwości
                          wysokiego kieszonkowego.
                            • lidqa Re: mieszkanie 18.10.05, 13:56
                              ale urządzanie wspolne mieszkania to nie jest jeszcze kieszonkowe

                              ja wroce do sprawy braku ograniczen. czyli jesli twoja corka za rok dojdzie do
                              wniosku ze chce miec tatuarz na czole to ty jej na to pozwolisz? A wogole to
                              ona takie przyziemnie obowiązki jak odrabianie lekcji czy sprzatanie ma?
                              • acorns Re: mieszkanie 18.10.05, 14:26
                                TatuaŻ, pani nauczycielkosmile
                                Nie. Za rok nie będzie miała tatuażu bo do ok 15 roku życia skóra się buduje i
                                taka ingerencja może się fatalnie skończyć. Żadne studio tatuażu jej tego nie
                                zrobi a gdzieś tam w warunkach garażowych bałaby się. Instynkt samozachowawczy
                                posiada. Zresztą ona uważa, że tatuaże to raczej męska sprawa i dziewczynom to
                                nie bardzo pasuje.

                                Sprzątanie swojego pokoju - według własnego uznania. Resztę mieszkania
                                sprzątamy razem i nie ma z tym problemów. Po przeprowadzce będzie zatrudniona
                                pani sprzątająca i gotująca bo się nie sklonuję przecież.

                                Odrabianie lekcji odbywało się dotychczas tak, że miała spółkę z czterema
                                koleżankami, w porywach bylo ich pięć i się dzieliły. Jak było dużo zadane
                                oczywiście bo jak mało to bez sensu. Potem odpisywały jedna od drugiej i jakoś
                                to szło. Teraz po zmianie szkoły jest gorzej bo musi dopiero jakoś tam się
                                ustawić i złapać układy takie jak miała. Posiłkuje się kupionymi od dobrego
                                ucznia zeszytami i tematy się w miarę pokrywają więc jej łatwiej.
                                • lidqa Re: mieszkanie 18.10.05, 15:02
                                  TatuaŻ, pani nauczycielkosmile

                                  wiedzialam ze mi przypniesz łatkę!

                                  a co do lekcji to ma byc latwiej czy ma sie czegos nauczyc? Rozumiem ze
                                  holdujesz zasadzie ze wiedza nie jest konieczna bo w sumei tobie sie na nic nie
                                  przydala...
                                • kosheen4 Re: mieszkanie 19.02.06, 13:24
                                  acorns napisał:

                                  > TatuaŻ, pani nauczycielkosmile

                                  RZygać, panie acorns
                                  nic poza poprawieniem tego błędu nie mam do powiedzenia - wszystko powiedzieli inni.
                            • acorns Re: mieszkanie 18.10.05, 14:37
                              Niezupełnie tak. Jest w pewnym sensie również parnerką życiową bo razem
                              mieszkamy, więc wspólne urządzanie mieszkania to sprawa oczywista. Oboje mamy
                              się tam czuć dobrze.

                              To, że jest jeszcze dzieckiem lub nastolatką jak kto woli nie oznacza, ze mam
                              nie brać pod uwagę jej pomysłów, bo jak przed chwilą odebrałem od niej maila z
                              jej koncepcją łazienki, to to nie takie głupie jest. Podoba mi się. Decyzja
                              zapadła - urządza sobie jeden duży pokój, a to co zostanie z budżetu który
                              miała ma zasilić budżet na łazienkę bo jej pomysły nieco zwiększyły koszty. Ale
                              przyznam - całkiem oryginalne i technicznie możliwe do wykonania.
                              • verdana Re: mieszkanie 18.10.05, 15:10
                                No i do tego uczysz ją jeszcze oszukiwać. Nie boisz się, ze przy takim
                                wychowaniu wyjdzie za mąż za mafioza? Albo zostanie prostytutka - bo takie
                                dokladnie dajesz jej kwalifikacje - zero wiedzy, dbanie o ciało , konieczność
                                posiadania i swobodnego dysponowania duzymi sumami pieniędzy, brak poczucia
                                moralności. Call-girl wymarzona. I kasa jest, i wiedzy nie trzeba.
                                • acorns Re: mieszkanie 18.10.05, 15:28
                                  > No i do tego uczysz ją jeszcze oszukiwać.

                                  Ona oszukuje system, a nie konkretnego człowieka. Szkoła każdego tnie po
                                  łebkach równając do najniższego. Jak żywopłot jakiś albo sztachety w płocie.
                                  Nie traktuje każdego ucznia indywidualnie tylko każdy ma ten sam program
                                  przerobić. Szkoła olewała mnie i olewa moje dziecko, więc nawzajem. Olewamy ją
                                  również. Przymusowa edukacja jest formą niewolnictwa. Cały ten system jest
                                  chory. Dlaczego będąc wolnym człowiekiem musiałem chodzić do szkoły? Jaka to
                                  wolność? Co w takim razie warta jest konstytucja i prawo opierające się na
                                  guwno wartej konstytucji? Co wart jest taki system? Czy w imię tego systemu mam
                                  zabierać dziecku dzieciństwo? W Polsce nie ma dobrej woli, żeby uczynić szkołę
                                  ciekawszą. Bo można, tylko trzeba chcieć. A na razie dzieci są przeciążone
                                  nauką. A swoją drogą to jak to jest, że studenci warszawskiej SGGW przyjeżdżają
                                  na praktyki wakacyjne i zdobywają wiedzę od rolnika po podstawówce? Czyżby
                                  wiedza nie szła w parze z wykształceniem?

                                  > Nie boisz się, ze przy takim wychowaniu wyjdzie za mąż za mafioza?

                                  Wolę zięcia mafioza niż chudego magistra. Mafiozo ma bowiem większe możliwości.

                                  > Albo zostanie prostytutka - bo takie
                                  > dokladnie dajesz jej kwalifikacje - zero wiedzy, dbanie o ciało , konieczność
                                  > posiadania i swobodnego dysponowania duzymi sumami pieniędzy, brak poczucia
                                  > moralności. Call-girl wymarzona. I kasa jest, i wiedzy nie trzeba.

                                  Prostytutką trzeba się urodzić podobnie jak złodziejem. Kur...two i
                                  złodziejstwo to jest wrodzone a nie nabyte.
                                  • triss_merigold6 Masz wyjście 18.10.05, 15:38
                                    Za zgodą kuratorium możesz prowadzić nauczanie domowe córki. Zgodne z podstawą
                                    programową i rozliczane semestralnie. Wtedy masz wpływ na to w jakim tempie,
                                    kiedy i czego dziecko się uczy - w 100% indywidualne podejście. Możesz na
                                    podstawie uzyskiwanych przez dziecko wyników wnioskować o przeniesienie do
                                    wyższej klasy.

                                    Prostytutką się zostaje a nie rodzi. Złodziejem podobnie.wink

                                    He, he, wolisz zięcia mafioza? Oni szybko umierają i raczej nie traktują zbyt
                                    dobrze swoich kobiet. Dzieci, gary, wyro, ozdoba świąteczno-towarzyska - do
                                    tego im dama u boku potrzebna. Takiego losu chciałbyś dla córki? Nie
                                    zazdroszczę. D
                                    • verdana Re: Masz wyjście 18.10.05, 15:44
                                      Liczą się przecież tylko pieniadze. Nawet jak bedzie bił, to kasa
                                      najwazniejsza. Oko sie zagoi, a pieniadze zostana. Może nawet zastrzela
                                      dziecko, jak mojego ucznia - syna mafioza, ale to nie szkodzi. Będzie można na
                                      pocieche kupic futerko i samochód.
                                      Ale zycie gotujesz swojej córce.
                                      Choć nadal sadzę, ze to podpucha.
                                    • acorns Re: Masz wyjście 18.10.05, 15:53
                                      Ale czy takie coś faktycznie funkcjonuje? Czy tylko teoretycznie można, a
                                      faktycznie nie do załatwienia - typowe w Polsce. I co jest potrzebne do
                                      uzyskania zgody przez kuratorium? Bo coś słyszałem, że tak można jeśli dotarcie
                                      do szkoły jest utrudnione, a dziecko jest niepełnosprawne, ale w naszym
                                      przypadku ani jedno ani drugie nie wchodzi w grę. Jeśli masz te informacje, a
                                      najlepiej nr Dziennika Ustaw w którym jest to określone, to będę bardzo
                                      wdzęczny. Jakby teraz do szkoły nie chodziła to by się zanudziła na śmierć, ale
                                      jak to wszystko ruszy to i dużo ludzi będzie i będzie czym się zająć, a program
                                      trudny nie jest, tylko potwornie rozwleczony i nieudolnie realizowany.

                                      > Prostytutką się zostaje a nie rodzi. Złodziejem podobnie.wink

                                      Mam na ten temat inne zdanie. Ale moge się mylić.

                                      > He, he, wolisz zięcia mafioza? Oni szybko umierają i raczej nie traktują zbyt
                                      > dobrze swoich kobiet. Dzieci, gary, wyro, ozdoba świąteczno-towarzyska - do
                                      > tego im dama u boku potrzebna.

                                      Stereotyp. Znałem takiego jednego. Długo nie pożył, ale żonę i córkę traktował
                                      bardzo dobrze i zabezpieczył ich na wypadek swojej śmierci co też się stało.
                                      • triss_merigold6 Re: Masz wyjście 18.10.05, 15:59
                                        Funkcjonuje. Popytaj na forach edukacyjnych. Raczej znajdziesz coś w
                                        rozporządzeniach a nie w ustawie, ale mogę się mylić. Przyczyną może być wg.
                                        uznania: niedojrzałość szkolna, poglądy rodzica na system, fobia społeczna
                                        dziecka, sporo tego. Papierów wymaga to mnóstwo ale da się załatwić jak ktoś
                                        bardzo chce.

                                        Ten stereotyp w powietrza się nie wziął.wink
                                        • verdana Re: Masz wyjście 18.10.05, 16:08
                                          I jak zapewnisz córce indywidualna nauke, to odetniesz ją od wszystkich
                                          znajomych. Będziesz dla niej jedynym panem i wladca.
                                          Triss, zastanów sie, komu to radzisz.
                                          • acorns Re: Masz wyjście 18.10.05, 16:37
                                            Inwestuję w ośrodek wypoczynkowy. Będą tam prowadzone zielone szkoły, obozy,
                                            będą jazdy konne, paintball, quady, stanica wodna. To pomału powstaje. Córka
                                            się na pewno nie odetnie od znajomych, bo tych ma całkiem sporo i niekoniecznie
                                            ze szkoły. Wszystkie jej koleżanki z dawnej klasy mają u nas bezpłatny pobyt.
                                            Źle będzie?
                                      • lidqa Re: Masz wyjście 18.10.05, 16:09
                                        "Stereotyp. Znałem takiego jednego. Długo nie pożył, ale żonę i córkę traktował
                                        > bardzo dobrze i zabezpieczył ich na wypadek swojej śmierci co też się stało.
                                        "

                                        ja tam wole zeby moj mąz zyl dlugo i szczesliwie nawet jesli nie mamy kasy, bo
                                        go kocham.

                                        Co do szkolnictwa: twoja corka nie ma szans na wyciagniecie czegokolwiek dla
                                        siebie z tego systemu. Po pierwsze dlatego ze ty masz takie podejscie i ona to
                                        wie, a po drugie: wy nie kantujecie szkoly tylko siebie. A twoje zachowanie
                                        jest jak dla mnei typowe dla osob nowobogackich. Znam pare dosc bogatych ludzi
                                        ktorzy wiedza ze nie chodzi o oceny w szkole ale o to jaka wiedza w tej glowie
                                        zostaje. szkola oprocz tego ze uczy mase wg ciebie nieprzydatnych rzeczy,
                                        cwiczy takie umeijetnosci jak myslenie logiczne czy pamiec. A twoja corka na
                                        braku wyszktalcenia ogolnego moze kiedys bardoz zle wyjsc. BO nie bedzie
                                        wiedziala czym sie rozni przyslowiowy chopin od mozarta czy kto
                                        namalowal "krzyk", i wyjdzie na bogatą kretynke z pieniedzmi tatusia ktorej nic
                                        oprocz czubka swojego nosa nie interesuje. Chyba ze bedie sie rzeczywiscie w
                                        podobnym srodowisku obracac...
                                        • acorns Re: Masz wyjście 18.10.05, 16:32
                                          Jako nauczycielka wiesz ile masz ludzi w klasie. Wiesz ile trwa godzina
                                          lekcyjna. Wiesz ile minut przypada na jednego ucznia. Wiesz, że dzieci
                                          inteligentne trafiają do jednej klasy z mniej inteligentnymi a tempo nauczania
                                          jest dostosowane do możliwości tych ostatnich. Puszczę Poloneza w kolumnie z
                                          Audi A6, BMW 5 i Mercem E Class i kolumna pojedzie tylko tak szybko na ile
                                          pozwalają możliwości Poloneza. Chcę tylko, żeby albo wykorzystała czas, który
                                          spędza w szkole, albo żeby musiała go spędzić tylko tyle ile jest konieczne do
                                          opanowania materiału przez nią a nie przez jakiegoś przygłupiastego, śliniącego
                                          się Maciusia.

                                          Policz sobie ilość godzin, które człowiek spędza w podstawówce, w gimnazjum,
                                          potem w liceum. Mi wyszło około 13000 lekcji. Spójrz teraz ile godzin
                                          lekcyjnych obejmuje profesjonalne szkolenie C++ Spójrz ile godzin lekcyjnych
                                          potrzeba na opanowanie języka obcego. Dopiero wtedy zobaczysz co warta jest
                                          szkoła i ile czasu w niej jest tracone zupełnie bez sensu. Dolicz jeszcze czas
                                          przeznaczony na odrabianie prac domowych.
                                          • triss_merigold6 Re: Masz wyjście 18.10.05, 16:45
                                            Nauka w szkole/przedszkolu to także element socjalizacji. Nie tylko
                                            pozyskiwanie wiedzy, różnej zresztą.
                                            Socjalizacja czyli uczenie się funkcjonowania w grupie, podgrupach, dokonywania
                                            wyborów towarzyskich, szukania miejsca w hierarchicznych strukturach, pracy pod
                                            presją czasu i wymogów, wybierania pod kątem ważności różnych zajęć (olewam
                                            matematykę i wystarczy mi 3, bo bardziej interesuje mnie np. biologia), to
                                            nauka wśród rozmaitych rówiesników - biedniejszych, zamożniejszych, zdolnych i
                                            mniej zdolnych.
                                            Szkoła zwyczajnie przystosowuje do życia w strukturach społecznych.
                                            • jagawi Re: Masz wyjście 18.10.05, 16:55
                                              Ponawiam moje pytanie, bo jakoś na nie nie odpowiedziałeś. Z jednej strony deklarujesz, że dajesz
                                              córce wolną rękę, z drugiej planujesz jej życie aż do emerytury:

                                              > przewidziałem to, że zostanę kiedyś tam
                                              teściem i że młodzi będą chcieli mieć swoje lokum a nie siedzieć na kupie i tak
                                              też to buduję.
                                              > Gdy już rozkręcę biznes, praca dla Młodej tam będzie bo trudno żeby nie
                                              było.

                                              A przewidziales, ze coreczka, gdy dorośnie, może nie chcieć mieszkać obok tatusia i pracowac w firmie
                                              tatusia?
                                              • acorns Re: Masz wyjście 18.10.05, 17:05
                                                Jest wolnym człowiekiem i zrobi co zechce. Ja jej daję podstawy i dobry start.
                                                Ma zapewnione mieszkanie i pracę na miejscu. Jeśli zechce np. wrócić do
                                                śmierdzącej Warszawy, zrobi to. Ja zaczynałem na budowie powożąc wywrotką,
                                                teraz rozkręcam biznes na Mazurach bo tak chcę. Ona może olać rodzinny biznes i
                                                zatrudnić się w jakiejś firmie bo tak chce. Wtedy może uzupełnić wykształcenie,
                                                a praktykę będzie miała. Ja nie planuję niczego, choć nie ukrywam, że chciałbym
                                                żeby nie wynosiła się nigdzie.
                            • linka9 natury nie przeskoczymy 18.10.05, 17:21
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Odnoszę nieodparte wrażenie, że traktujesz 11 -latkę jak partnerkę życiową. Jak
                              >
                              > dorosłą kobietę a nie dziecko, którym jeszcze jest.

                              Triss, z ust mi to wyjęłaś.
                              Accorn, Młoda to twoje DZIECKO a nie KOBIETA.

                              • linka9 czarny scenariusz? 18.10.05, 17:37
                                "A jak jej nie kupię tego co sobie tam
                                ubzdurała to w wieku 14 lat zbuntuje mi się i czepnie się jakiegoś dresika
                                który ma kasę bo kradnie albo jest dilerem"

                                Całkowitego bankructwa nie zakładasz, choroby zapewne też. Ale gdybyś tak
                                przypadkiem rozchorował się i np przez rok musiałbyś żyć z oszczędności, to
                                rozumiem, że gdyby z kasą było krucho, to córka ma pełne przyzwolenie kopnąć
                                tatusia jak bezużytecznego śmiecia?

                                Verdana, ja całkiem na poważnie brałam posty accorna, takie niestandardowe
                                podejście do życia, miejscami nie najgłupsze. Ale teraz to mi jedynie wychodzi
                                albo ktoś nas testuje, albo ...
                                • acorns Re: czarny scenariusz? 18.10.05, 18:16
                                  Co Ty w ogóle piszesz? Czy ja napisałem, że liczy się tylko kasa? Gdzie to
                                  wyczytałaś? Bo wnioskuję, że gdzieś musiałaś, skoro takie rzeczy tu wypisujesz.
                                  Zapędziłem się trochę z tym mężem - mafiozem. Ale to tak nie jest. Ja na
                                  wypadek choroby i na starość mam jeszcze zabezpieczenie i z niego skorzystam.
                                  Nie zamierzam być kulą u nogi córki bo byłoby to z mojej strony egoistyczne.
                                  Wystarczy, że mnie odwiedzi od czasu do czasu, a ewentualnie opiekować się mną
                                  będzie ktoś inny. Myślę, że skoro zechciała zaopiekować się potrąconym przez
                                  samochód kociakiem to i ojcu poświęci trochę czasu w razie potrzeby. Trudno mi
                                  to wszystko tłumaczyć bo każdy rozumie coś innego. Obejrzyj "Maskę" z Cher. U
                                  nas są podobne relacje jakie miała matka z synem. I też jest tak, że
                                  towarzystwo mamy wspólne. Atmosfera jest swobodna, a Młoda zadowolona z życia i
                                  uśmiechnięta.
                                  • lidqa Re: czarny scenariusz? 18.10.05, 18:34
                                    "Ona może olać rodzinny biznes i
                                    zatrudnić się w jakiejś firmie bo tak chce. Wtedy może uzupełnić wykształcenie,
                                    a praktykę będzie miała. "

                                    zakladasz ze bez zadnego dyplomu ani papierow bedzie miala swietną prace na
                                    podstawie praktyki w firmie tatusia.... POwodzenia

                                    A Co do szkolnictwa. to nieprawda ze rownamy do najslabszych. Gdyby tak bylo to
                                    pol klasy by mialo piatki. Nie wiem w jakich szkolach uczyla sie twoja corka
                                    ale ja ucze w zwyklej podstawowce a wymagania stawiamy tkaie ze wiekszosc
                                    rodzicow mowi ze za duze. Jak widac wszystkim nie dogodzisz. A to ze ja nie
                                    podejde w przeciagu 45 do ucznia i nie porozmawiam z nim osobiscie jeszcze nie
                                    znaczy ze go nie ucze.

                                    A co ma peirnik do wiatraka w temacie C++? Ja mowie ze wysztalcenie ogolne tez
                                    jest wazne. ja chce wychowac mojego syna tak zeby mial szerokie horyzonty i pęd
                                    ddo wiedzy a nie na kombinującego cwaniaka. A jak ty chcesz wychowac twoją
                                    corkę - twoja sprawa


                                    I tez coraz bardziej nie wierze w te historie choc dyskusja ciekawa a historia
                                    bardzo ladnie napisana i dosc spojna. Gratulacje
                                  • linka9 Re: czarny scenariusz? 18.10.05, 19:13
                                    acorns napisał:

                                    > Co Ty w ogóle piszesz? Czy ja napisałem, że liczy się tylko kasa? Gdzie to
                                    > wyczytałaś? Bo wnioskuję, że gdzieś musiałaś, skoro takie rzeczy tu wypisujesz.

                                    Nie chce mi się jeszcze raz przelatywać wątków, aby przytoczyć odpowiednie słowa.

                                    > Ale to tak nie jest. Ja na
                                    > wypadek choroby i na starość mam jeszcze zabezpieczenie i z niego skorzystam.

                                    Nie zrozumieliśmy się. Nie mam na myśli starości, ale chwilę obecną, kiedy to ze
                                    względu na okoliczności losowe (choroba) nie jesteś w stanie zapewnić jej
                                    dostatniego życia i Twoje teorie tu głoszone sięgną bruku.

                                    > Atmosfera jest swobodna,

                                    to widać smile

                                    A mógłbyś tak konkretnie napisać, co za arcydzieła robiła Młoda w wieku lat 10,
                                    że agencja reklamowa rozchwytywała jej twórczość?

                                    • acorns Re: czarny scenariusz? 18.10.05, 22:26
                                      > A mógłbyś tak konkretnie napisać, co za arcydzieła robiła Młoda w wieku lat
                                      10,
                                      > że agencja reklamowa rozchwytywała jej twórczość?

                                      Tego nie mogę zdradzić ze względu na klauzulę następującej treści, którą mam w
                                      umowie: "Twórca zobowiązany jest w czasie trwania niniejszej umowy oraz w ciągu
                                      trzech lat od jej ustania do zachowania w tajemnicy wszelkich informacji,
                                      dokumentów i innych materiałów uzyskanych w jakikolwiek sposób od Zamawiającego
                                      bądź firm lub osób z nim współpracujących... etc.". Gdyby konkurencyjna agencja
                                      lub ta z którą współpracowałem przechwyciła informację o którą prosisz,
                                      groziłby mi proces o odszkodowanie. Mogę tylko napisać, że były to projekty
                                      przetargowe dla kampanii marek, których ona jest grupą docelową. Wyglądało to
                                      tak, że ja podpisywałem umowę na wykonanie projektu, przygotowywałem swój
                                      projekt, a Młoda niezależnie ode mnie przygotowywała swój, a ja przedstawiałem
                                      do wyboru oba Creative Directorowi. Raz wybrał jej projekt do przedstawienia
                                      klientowi, raz wybrał oba i klient do drugiego etapu przetargu wybrał jej
                                      projekt. Młoda dostała więc dwa razy kasę za projekt. Chodziło tu tylko i
                                      wyłacznie o stronę graficzną projektu, bo hasła i teksty piszą copywriterzy.
                                      Jej projekty były proste, a jednocześnie coś w nich było takiego, że
                                      przyciągało uwagę. Creative Director oczywiście jeszcze to przerabiał po
                                      swojemu, ale twórca dostaje honorarium niezależnie od tychże przeróbek.
                                      W międzyczasie wpadały jej drobniejsze kwoty za wykonanie makiet POS-ów (praca
                                      prosta za pomocą nożyków, nożyczek, kleju i linijki) i za kolorowanie rysunków
                                      do storyboardów (na kartce A4 mieszczą się 2 lub 3 takie rysunki). Stawka za
                                      kolorowanie rysunku - 5 zł, przy pewnej wprawie można w ciągu godziny
                                      pokolorować 30 rysunków. Storyboardy mają średnio 15 rysunków, a na przetargi
                                      szło tych storyboardów nieraz nawet i 16. Z rysownikiem był taki układ, że jak
                                      miał dużo roboty a wtedy miał zawsze dużo to jak dla naszej agencji rysował to
                                      tylko szkice rapidografem i ołówkiem zapisywał kolor jak któryś tam element
                                      rysunku był szczególnie ważny, a Młoda kolorowała. Jak stawka za rysunek była
                                      25 zł to on kasował 20 zł za szkic i wówczas mógł znacznie więcej narysować a
                                      Młoda brała 5 zł za kolorowanie. Jak było tych rysunków np. 250, i 2 dni na to,
                                      to Młoda ptrafiła wszystko pokolorować, a ja skanowałem i montowałem
                                      storyboardy. Nieraz czasu było zbyt mało i oboje musieliśmy kolorować, ale
                                      najczęściej tak się udawało to rozegrać, że czasu starczyło.
                                      • acorns Małe sprostowanie... 18.10.05, 22:42
                                        Małe sprostowanie - robótki drobne wpadały mniej więcej raz na 1,5 miesiąca i
                                        tak średnio wypadało z tego ok 500 zł miesięcznie. Nie zawsze było to 250
                                        rysunków i 1250 zł do zarobienia. Nieraz było ich tylko ok. 50.
                                        Projekty rozliczałem z Młodą tak, że dzieliliśmy proporcjonalnie do wkładu
                                        pracy. Ona robiła tylko i wyłącznie projekt bazowy, a ja następnie przenosiłem
                                        to co ona zrobiła na całą linię, czyli był to np. plakat, billboard, reklama
                                        prasowa (najczęściej stanowiąca bazę), ulotka A5, stand, dyspenser, flaga,
                                        zawieszka i gadżety typu kubek, podkładka pod mysz albo długopis. I to jest
                                        bardziej pracochłonne niż wykonanie projektu, więc ona brała 2/5 honorarium, a
                                        ja 3/5. Biznes jest biznes...
                                        • linka9 Re: Małe sprostowanie... 19.10.05, 10:48
                                          acorns napisał:
                                          >Biznes jest biznes...
                                          Jasne, z ciekawością przeczytałam, co napisałeś.

                                          Natomiast dalej nie wiem, jakie masz alternatywne metody wychowawcze i
                                          odziaływania na dziecko, gdyby przyszło ci żyć w ubóstwie (przynajmniej przez
                                          jakiś czas). Ale rozumiem, że taki wariant życiowy w ogóle nie wchodzi w grę.

                                          Pozostaje mieć nadzieję, że Młoda w genach(?) ma ułożenie i nie da ci popalić za
                                          jakiś czas.
                                          • acorns Re: Małe sprostowanie... 19.10.05, 11:51
                                            Piszesz tak, jakby kasa w naszym systemie wartości zajmowała najwyższe miejsce.
                                            A tak wcale nie jest. Młoda nie jest jakoś bardzo przyzwyczajona do luksusów bo
                                            wcale ich nie mamy. Ja mam stary zdezelowany samochód. Niby mógłbym kupić nowy,
                                            ale za rok wyglądałby jak ten obecny, więc nie kupuję. Mieszkaliśmy dotychczas
                                            w niewielkim mieszkaniu w bloku. Młoda nie nosi markowych ciuchów tylko kupione
                                            od Wietnamczyków, czasem w szmatexie bo leje na markę, stawia na swój styl. Jak
                                            jej się coś spodoba markowego to kupi, ale dlatego że jej się podoba a nie że
                                            markowe. Lubi odnowę biologiczną na Warszawiance, ale jeszcze bardziej lubi
                                            starą ruską banię u wujka. Lubi basen na Warszawiance, ale ten na Inflanckiej
                                            choć dużo tańszy też lubi i chodzi tam często. W squasha gra na Warszawiance,
                                            ale znacznie częściej pod blokiem grała ku rozpaczy sąsiadów. Nawet w przypadku
                                            chwilowej biedy ona i tak nie straci wiele bo nie ma nic do stracenia. A swoim
                                            kieszonkowym i tym co zarobi dysponuje lepiej niż ja bo ja myślę czasami, że
                                            kupuje sobie zbyt mało, a jej wystarczy.
                                            Nie wydaje mi się, żeby dała mi popalić bo przyjąłem sobie taki model
                                            wychowania, który traktuje dziecko jak człowieka a nie marionetkę czy moją
                                            własność. Córka jest wyluzowana i zadowolona z życia. Złe emocje nie gromadzą
                                            się w niej bo nie wywołuję ich niepotrzebnie (zakazy, nakazy, ograniczenia)
                                            więc nie wybuchną nagle bo hormony uderzyły. Jeśli już się coś takiego zdarzy,
                                            że wywoła negatywne emocje, to one znajdują ujście prawie od razu. Jak komuś da
                                            popalić to najwyżej mężowi jak nie będzie miał dobrego podejścia do ludzi, ale
                                            to już jego problem będzie smile

                                            A tak na marginesie - czy uważasz, że 11-sto latka nie powinna np. projektować
                                            dekoracji i dekorować sali na wesele? Na przykład, bo planuję wynajmować salę
                                            na wesela albo inne imprezy. Ona aż się rwie do takiej roboty i robiłaby to
                                            nawet za darmo, ale ja jej chcę dawać za to kasę bo sam ją za to będę brał, a
                                            klient płacił. Czy uważasz, że to jest coś złego?
                                            • linka9 Re: Małe sprostowanie... 19.10.05, 12:22
                                              Żeby była jasność, nie neguję całej Twojej postawy, ale część jest dla mnie nie
                                              do zaakceptowania, nawet nie ma sensu dyskutować i tyle.

                                              acorns napisał:

                                              > Piszesz tak, jakby kasa w naszym systemie wartości zajmowała najwyższe miejsce.

                                              Bo taki obraz wyłania się z listów.

                                              > Nie wydaje mi się, żeby dała mi popalić bo przyjąłem sobie taki model
                                              > wychowania, który traktuje dziecko jak człowieka a nie marionetkę czy moją
                                              > własność.

                                              Twoje prawo, niestetysad

                                              >Córka jest wyluzowana i zadowolona z życia.

                                              No, cóż, ja nie przepadam za osobami całkowicie wyluzowanymi ...

                                              >Złe emocje nie gromadzą
                                              > się w niej bo nie wywołuję ich niepotrzebnie (zakazy, nakazy, ograniczenia)
                                              > więc nie wybuchną nagle bo hormony uderzyły.

                                              Jeżeli człowiek nie potrafi sobie poradzić z zakazami i ograniczeniami, to źle o
                                              nim świadczy.

                                              >Jeśli już się coś takiego zdarzy,
                                              > że wywoła negatywne emocje, to one znajdują ujście prawie od razu.

                                              Az strach pomyśleć, gdy padnie na sąsiada ...

                                              >Jak komuś da
                                              > popalić to najwyżej mężowi jak nie będzie miał dobrego podejścia do ludzi,
                                              ale to już jego problem będzie smile

                                              Po części i jejsad

                                              > A tak na marginesie - czy uważasz, że 11-sto latka nie powinna np. projektować
                                              > dekoracji i dekorować sali na wesele? Na przykład, bo planuję wynajmować salę
                                              > na wesela albo inne imprezy. Ona aż się rwie do takiej roboty i robiłaby to
                                              > nawet za darmo, ale ja jej chcę dawać za to kasę bo sam ją za to będę brał, a
                                              > klient płacił. Czy uważasz, że to jest coś złego?

                                              Nie, nie widzę w tym nic złego.
                                              • acorns Re: Małe sprostowanie... 19.10.05, 14:21
                                                Tak myślę sobie, że w pewnych kwestiach się nie dogadamy. Każdy ma swoje metody
                                                i swój pogląd i na kieszonkowe i na wychowanie. Kieszonkowe to jest jeden z
                                                elementów wychowania tak jak pieniądze są elementem życia, a wychowanie to
                                                przygotowanie do życia. Dlatego w sprawach kieszonkowego robię tak a nie
                                                inaczej.
                                                Jestem przekonany do słuszności swoich metod, ponieważ nie miałem dotychczas
                                                żadnych problemów wychowawczych biorących się z tego, czegu unikam.
                                                • linka9 To nie chodzi o kieszonkowe 19.10.05, 14:31
                                                  acorns napisał:

                                                  > Tak myślę sobie, że w pewnych kwestiach się nie dogadamy.

                                                  Tak, masz rację.

                                                  >Każdy ma swoje metody
                                                  > i swój pogląd i na kieszonkowe i na wychowanie. Kieszonkowe to jest jeden z
                                                  > elementów wychowania tak jak pieniądze są elementem życia, a wychowanie to
                                                  > przygotowanie do życia. Dlatego w sprawach kieszonkowego robię tak a nie
                                                  > inaczej.

                                                  Twoje podejście do kieszonkowego nie bulwersuje mnie tak jak inne rzeczy.
                                                  • acorns Re: To nie chodzi o kieszonkowe 19.10.05, 15:42
                                                    Ja już jestem przyzwyczajony do tego, że ciągle ktoś jest czymś zbulwersowany
                                                    bo w jego głowie dana rzecz już się nie mieści. Życie według tego co mówią inni
                                                    to nic innego jak niewolnictwo. Po co mamy daleko szukać? Dziś moja matka
                                                    zrobiła mi wykład, ponieważ córka zaprojektowała prysznic w formie kamiennej
                                                    groty o wymiarach wew. 250x160 cm, wewnątrz po obwodzie kamienna półka do
                                                    siedzenia lub leżenia, w ścianie dysze do biczy wodnych, a prysznic w formie
                                                    padającego z sufitu deszczu. Sam pomysł jest dla mamy OK i wbrew pozorom tańczy
                                                    i lepszy od tego co oferują w sklepach. Młoda uwielbia wodę i chodziło jej o
                                                    to, żeby pod takim prysznicem można było sobie posiedzieć, poleżeć i pogadać.
                                                    Ale mama nie mogła przeżyć tego, że tam będziemy nago. Nieważne, że jak Młoda
                                                    jest odprężona i zrelaksowana to znacznie lepiej się z nią rozmawia i o wiele
                                                    łatwiej się dogadać w trudnych kwestiach. Nieważne, że zaczyna dojrzewać i
                                                    pojawi się wiele trudnych tematów i kwestii spornych. Dla mojej mamy to
                                                    wszystko jest nieważne- pruderia jest najważniejsza i koniec. Wszystko inne na
                                                    bok.

                                                    Ktoś inny był w głębokim szoku jak w zeszłym roku na jakimś tam grillu spytałem
                                                    Młodą czy otworzyć jej piwko? Wiedziałem, że nie będzie chciała bo go nie lubi.
                                                    Liczył się fakt przyzwolenia, żeby nie czynić z piwa zakazanego owocu.
                                                    Niektórym myślenie przychodzi jednak ciężko. Jak ona ma kilka rzeczy do wyboru
                                                    to wybierze to co lubi, czyli Fantę, Mountain Dew albo Colę. Ale jak będzie
                                                    miała jedną rzecz zakazaną to postawi sobie wyzwanie - zdobyć to i zdobędzie po
                                                    to tylko aby sobie udowodnić, że nikt jej nie będzie rozkazywał. Całkiem to
                                                    naturalne dla dzieci.

                                                    Wiele tego jest. Ludzie zwracają uwagę nie na istotę sprawy, tylko na rzeczy
                                                    stanowiące jej otoczkę. Ja przyjąłem taki model za słuszny i tym torem idę.
                                                    Wierzę że to dobra droga.
                                                  • linka9 deprawacja? 19.10.05, 19:35
                                                    wiesz, tu rozmawiamy o wychowywaniu DZIECI nie dorosłych.

                                                    acorns napisał:

                                                    > tam będziemy nago. Nieważne, że jak Młoda
                                                    > jest odprężona i zrelaksowana to znacznie lepiej się z nią rozmawia i o wiele
                                                    > łatwiej się dogadać w trudnych kwestiach.

                                                    Są czynnosci, które bardziej relaksują niż prysznic ...
                                                    Nie bądźmy pruderyjni, mozna posunąć sie dalej, po co jakieś hamulce, tu chodzi
                                                    przecież o odprężenie ...wink

                                                    > Ktoś inny był w głębokim szoku jak w zeszłym roku na jakimś tam grillu
                                                    spytałem Młodą czy otworzyć jej piwko? Wiedziałem, że nie będzie chciała bo go
                                                    nie lubi. Liczył się fakt przyzwolenia, żeby nie czynić z piwa zakazanego owocu.
                                                    > Niektórym myślenie przychodzi jednak ciężko.

                                                    Bezstresowe wychowanie bez ograniczeń już przerabiano, nie wypaliło w skali
                                                    społecznejsad

                                                    > Jak ona ma kilka rzeczy do wyboru
                                                    > to wybierze to co lubi, Ale jak będzie
                                                    > miała jedną rzecz zakazaną to postawi sobie wyzwanie - zdobyć to i zdobędzie
                                                    >po to tylko aby sobie udowodnić, że nikt jej nie będzie rozkazywał.

                                                    Tak, nikt jej nie będzie rozkazywał ...

                                                  • acorns Re: deprawacja? 19.10.05, 21:17
                                                    > Są czynnosci, które bardziej relaksują niż prysznic ...
                                                    > Nie bądźmy pruderyjni, mozna posunąć sie dalej, po co jakieś hamulce, tu
                                                    chodzi
                                                    > przecież o odprężenie ...wink

                                                    Pogratulować trafności skojarzeń. Ja o tym nie pomyślałem nawet przez chwilę.
                                                    Mówimy tu bowiem o cyt. "wychowaniu DZIECI nie dorosłych". Jeśli o to chodzi,
                                                    to córka uwielbia też masaż, drapanie po plecach, karku, klepanie, nacieranie
                                                    olejkiem rozgrzewającym eukaliptusowym (zwłaszcza zimą). Czy to też Ci kojarzy
                                                    z deprawacją? Bo mi tylko z relaksacją. Z koleżankami też tak robią sobie
                                                    wzajemnie i co w związku z tym? Deprawują się?

                                                    P.S. Strasznie też lubi jak ją się głaszcze i całuje po stopach. Od zawsze tak
                                                    miała i chyba jej zostanie. Czy to też deprawacja?

                                                    Wybacz nieco złośliwy ton, ale nie patrz na wszystko przez pryzmat seksu jak
                                                    szeregowy Wiewióra co mu się wszystko z dupą kojarzy smile
                                                  • linka9 Re: deprawacja? 19.10.05, 22:29
                                                    acorns napisał:
                                                    >> tu chodzi
                                                    > > przecież o odprężenie ...wink

                                                    > Wybacz nieco złośliwy ton, ale nie patrz na wszystko przez pryzmat seksu jak
                                                    > szeregowy Wiewióra co mu się wszystko z dupą kojarzy smile

                                                    przecież pisałam o odprężeniu ...wink
    • rycerzowa Re: kieszonkowe dla 12 latka 19.10.05, 19:07
      Niektórzy przypuszczają,że acorns wymyślił sobie tę swoją córkę, by nas
      bulwersować swoimi pomysłami na wychowanie.
      Ale zdarzają sie , niestety, takie sytuacje, gdzie dziecko przestaje być
      dzieckiem, a staje się partnerem dla dorosłego. Dotyczy to zazwyczaj samotnych
      matek, gdy synek staje się "jedynym mężczyzną" w domu, silnym i
      odpowiedzialnym, a córka przyjaciółką i powierniczką. Zdarzają się nawet
      dzieciaki pracujące, utrzymujące rodzinę. Wcale nie czują się nieszczęśliwe,
      wbrew pozorom; są raczej dumne z siebie.

      Acorns jest pracowity i przedsiebiorczy, jego przedwcześnie dojrzała córka cwana
      i zaradna. Raczej nie martwiłabym się o jej przyszłość. Jestem przekonana, że i
      studia jakieś skończy, bo czemu nie? W dzisiejszych czasach tylko analfabeci nie
      studiują.
      O jej kontakty z innymi ludźmi i z ojcem też jestem spokojna.

      Dlaczego zatem napisałam "niestety"?
      Bo mnie się wydaje,że na wszystko w życiu jest czas, a każdy człowiek ma prawo
      do prawdziwego dzieciństwa. Córka acornsa juz je b e z p o w r o t n i e straciła.
      Co się składa na prawdziwą "dziecinność"? Intuicyjnie wyczuwamy, że dziecko to
      ktoś delikatny, naiwny, niewinny, ufny, potrzebujący ochrony, opieki i pomocy.

      Jedenastolatka to jeszcze mała dziewczynka, żadna "nastolatka". Termin
      nastolatki to tłumaczenie z jezyka angielskiego i dotyczy młodzieży od 13 lat
      wzwyż, żeby w nazwie było "teen".

      Małe dziewczynki nie potrzebują "odnowy", bo są "nowe". Nie trzeba im zabraniać
      piwa ani pornosów, bo ich to nie interesuje. Małe dziewczynki nie muszą dbać o
      swój byt,walczyc o swój dom, wyrzucać zeń nieporzadanych gości, bo od tego mają
      mamę i tatę.
      Mała dziewczynka to raczej kokarda we włosach, kolorowe spinki i frotki,
      skakanki i gumy, a nie stringi.
      Przygotowanie do życia odbywa się stopniowo. Nie warto być małym-starym w wieku
      11 lat.
      Z małych, szczęśliwych dziewczynek, jeśli są dobrze wychowane, zadbane, mają
      odpowiedzialnych rodziców, wyrastają dzielne i zaradne kobiety.
      A dobre, beztroskie dziecińswo jest mocnym fundamentem ich szczęścia.

      Twoja córka, acorns, jest mocna i ambitna. Gratuluję ci. Ale trochę mi jej żal.

      PS. "Rzygać" pisze się przez rz.
      • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 19.10.05, 21:10
        W wielu kwestiach się zgadzam.
        Jednak nie zgodzę się, że ona dzieciństwo już straciła. Jedna dziewczynka lubi
        gumę i skakanki, inna lalki i misie. Moja nie potrafiła się bawić zabawkami już
        gotowymi, jak np. Barbie albo inna pokraka w różowych ciuszkach. Za to jak
        sobie z dzieciakami postawili wioskę indiańską to spędzała tam całe dnie. Wtedy
        już zauważyłem, że ona lubi coś tworzyć i faktycznie tak było i tak jest. Ja
        jej dawałem pole do popisu, a ona była szczęśliwa.
        Mówisz, że "kokarda we wlosach, kolorowe spinki i frotki". Owszem. Tego jej nie
        brak. Ona o wygląd swój bardzo dba. Eksperymenty z fryzurą są na porządku
        dziennym. Ja byłem nawet zmuszony nauczyc się pleść takie murzyńskie warkoczyki
        przy samej skórze bo sobie wymyśliła, że tak będzie miała i będzie je spinać w
        kucyk. I taki jest właśnie jej świat. Beztroski. Ja w weekend mam pobudkę o 5
        rano i przy budowie domu już działam. Córka do 10-11stej się przewala po łóżku
        z koleżankami bo prawie zawsze nocują, czeszą się, fryzurki sobie robią,
        czytają jakieś bzdety. Ich prawo. Prawo dzieciństwa właśnie.

        Ja daję jej wsparcie bo to nie jest tak, że ona ma 500 zł kieszonkowego i sama
        wszystko musi kupować. Nieraz muszę jej zasugerować, że nie ma spodni na zimę
        albo że buty nowe by jej się przydały, muszę też z nią po to jechać. Ona
        potrzebuje kogoś kto jej podpowie, pomoże jej podjąć decyzję. POMOŻE a nie
        narzuci własnej jak robi wiele matek. Moja osoba daje jej poczucie
        bezpieczeństwa. Rodzice nakazujący i zakazujący również dają dziecku poczucie
        bezpieczeństwa wyznaczonymi granicami. Jednak coś mu odbierają. Ja tego nie
        odbieram.

        Co do odnowy to jest także forma relaksu. W krajach skandynawskich do sauny
        chodzą nawet malutkie dzieci. Młoda uwielbia wszelkie kąpiele i w ogóle wodę.
        Ma tych różnych olejków, ziół, soli, kulek kąpielowych całą półkę. Kąpiele
        parowe też kocha bardzo. Nie mogę jej tego zabronić. Teraz też zapewne siedzi w
        wannie, nie wiem, bo jestem w Warszawie.

        Było wiele sytuacji, które zdarzyć się nie powinny. Widziała między innymi
        awanturę rodzinną u moich znajomych gdzie w ruch poszedł nóż i butelka po
        wódce. Toczyła wojny z moimi byłymi. Musiała się spotkać z matką, o której już
        prawie zapomniała i to ją trochę zabolało bo przez kilka dni chodziła taka
        rozbita. Wiem, że chciałaby, żeby było jak w normalnej rodzinie. Jednak takie
        jest życie i pewne rzeczy rozgrywają się inaczej niż byśmy sobie tego życzyli.

        Teraz jest wyjątkowo szczęśliwa, bo tworzymy sobie nowe miejsce do życia - na
        Mazurach. Ona jest wniebowzięta, bo przecież coś się buduje, a więc tworzy.
        Czyli ona tam musi być i cały czas planuje co i jak. Kąpie się pewnie teraz ze
        szkicownikiem i będzie siedzieć tam ze 3 godziny i rysować co sobie wymyśliła.
        Być może inna dziewczynka nie byłaby zainteresowana tematem. Ta akurat jest. Bo
        każdy człowiek to indywidualność i to jest jeden z moich dogmatów w wychowaniu.
      • aka10 Re: kieszonkowe dla 12 latka 19.10.05, 21:17
        "Jedenastolatka to jeszcze mała dziewczynka, żadna "nastolatka". Termin
        nastolatki to tłumaczenie z jezyka angielskiego i dotyczy młodzieży od 13 lat
        wzwyż, żeby w nazwie było "teen".

        Małe dziewczynki nie potrzebują "odnowy", bo są "nowe". Nie trzeba im zabraniać
        piwa ani pornosów, bo ich to nie interesuje. Małe dziewczynki nie muszą dbać o
        swój byt,walczyc o swój dom, wyrzucać zeń nieporzadanych gości, bo od tego mają
        mamę i tatę.
        Mała dziewczynka to raczej kokarda we włosach, kolorowe spinki i frotki,
        skakanki i gumy, a nie stringi.
        Przygotowanie do życia odbywa się stopniowo. Nie warto być małym-starym w wieku
        11 lat.
        Z małych, szczęśliwych dziewczynek, jeśli są dobrze wychowane, zadbane, mają
        odpowiedzialnych rodziców, wyrastają dzielne i zaradne kobiety.
        A dobre, beztroskie dziecińswo jest mocnym fundamentem ich szczęścia."

        Brawo,Rycerzowa!Pozdrawiam.
      • fatalna_jendza Re: kieszonkowe dla 12 latka 20.10.05, 21:06
        Po pierwsze: Acorns, według mnie uczysz córkę, żewszystko można kupić lub
        ominąć. Twoja córeczka ominęła część trudów związanych z nauką przez kupno
        zeszytu od lepszego ucznia i chyba nie uważa czegoś takiego za złe tak samo,
        jak ty - zarabania pieniędzy, jak to napisałeś, "na lewo".
        Ja jestem zaledwie o kilka lat od niej starsza i nie mogłabym czegoś takiego
        zrobić (chodzi o kupno zeszytu i zapewne spisywanie z niego zadań). Bo co z
        tego, jeśli dostanę piątkę, jeśli nie będzie ona moją zasługą?
        Po drugie: Jeśli uważasz twoją córkę za mercedesa w porównaniu do słabych
        uczniów-fiatów, to zapisz ją na jakieś kółko, by mogła się uczyć więcej niż
        słabsi od niej.
        Po trzecie: Jedenastolatka nie jest w pełni dorosłą osobą... Jeśli teraz chce
        projektować łazienki i dekorować sale ślubne, to równie dobrze za rok będzie
        chciała zostać psychologiem czy jeszcze kimś innym.
        Po czwarte: Nastolatki zawsze się buntują... Nawet, jeśli z punktu widzenia
        rodzica nie ma powodów...
        • piixii Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 00:11
          Śledzę ten wątek od kilku dni. Najogólniej mogę powiedzieć, że nie zgadzam się
          z metodamu wychowawczymi Acornsa.
          Nie zgadzam się jednak też z tym, że wsiadłyście na niego z zarzutem, że Młoda
          jest za młoda, żeby chcieć się niektórymi rzeczami związanymi z pracą zajomować.
          Moi rodzice cięzko pracowali - odkąd pamiętam. Do niczego mnie nie zmuszali,
          ale ja sama chciałam coś robić, bo mnie sie to podobało. Dali mi więc taką
          możliwość. Dzięki temu, mając 10 lat robiłam to, co rodzice - oczywiscie na
          skalę adekwatną do mojego wieku, jak również dość nieudolnie. Ale otrzymywałam
          fachowe rady i pomoc. Dzięki temu zarobiłam pierwsze, duże jak na dziecko,
          pieniądze. Nie przewróciło mi to w głowie, ani nie odebrało dzieciństwa.
          Byłabym wręcz nieszczęsliwa, gdyby rodzice mi zabronili.
          Wyrosłam na porządnego, uczciwego człowieka. Znam wartość swojej pracy, wiem
          jak ciężko trzeba pracować.
          W domu nigdy niczego mi nie brakowało, choć nie miałam takiego kieszonkowego
          jak Młoda. Kwota plasowała się raczej w dolnej granicy tego, co otrzymywały
          dzieci w klasie. I żyłam. Nie czułam sie poszkodowana.
          Nie można więc generalizować. To wszystko chyba zależy od charakteru.

          A Acornsowi mogę powiedzieć jeszcze jedno.
          Mogłam zostać z rodzicami i pracować z nimi, zyć na bardzo dobrym poziomie. Ale
          miałam swój plan i swoje ambicje. Wyjechałam na studia do miasta oddalonego o
          700 km od domu - bo to było moje marzenie, bo rodzice mi to umożliwili.
          Nie chciałam korzystac z tego, co oni osiągnęli, chciałam do czegoś dojść sama.
          I nagle okazało sie, że rodzice nauczyli mnie wszystkiego, z wyjątkiem jednej
          rzeczy. Tak bardzo dbali o mnie, o mój dobrobyt, że nie nauczyłam się
          oszczędzać. Trudno mi było przejść na inny, niższy poziom zycia. Oni chcieli mi
          pomagac, ja pomocy nie przyjmowałam, choc cięzko mi było. Minęło wiele czasu
          zanim się tego nauczyłam.
          Sądząc z tego, co piszesz, Twoja córka też może będzie miała ambicje dojść do
          czegoś sama, bez wsparcia ojca. Pomóż jej. Naucz ją, że nie zawsze jest tak
          różowo, jak teraz...

          • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 11:25
            Po co Młoda miałaby marnować swoje zdolności wspierając obcy biznes skoro ma
            swój? Dlaczego Żydzi mieli przedsiębiorstwa i kapitał? Gdyby tak robili jak Ty,
            to źle by na tym wyszli. Rozpatrzmy taki przypadek: stało się jak mówisz, Młoda
            postanowiła sobie pójść w świat i ode mnie nie chce żadnego wsparcia. Musi więc
            iść do pracy i swoją pracą zasilić obcą firmę, a pieniądze, które zarobi nie
            będą już częścią naszego kapitału tylko to już będzie kapitał jej. A pieniądz
            ma siłę w kupie. Co warte jest 5 groszy? Ale jeśli masz tych pięciogroszówek
            1000 to już coś mozna z tym zrobić. Ja na miejsce Młodej będę musiał zatrudnić
            obcą osobę i jej płacić, a więc pieniądze z firmy wypłyną, zamiast faktycznie w
            niej pozostawać. Ja stracę i ona straci. I gdzie tu biznesowa logika? A ambicja
            to w rzeczy samej dobra cecha, ale musi być właściwie ukierunkowana, bynajmniej
            nie w wyważanie już otwartych drzwi albo skakanie przez płot obok otwartej
            furtki. I tu jest moje zadanie jako ojca, który ma przygotować dziecko do
            dorosłego życia. Muszę zapoznać ją z zasadami logiki i muszę jej ambicje
            ukierunkować właściwie. Sam chętnie wyciągnę rękę do moich rodziców po kasę ze
            sprzedaży mieszkania. Nie przyda się, zwłaszcza teraz? Oni i tak wykorzystują
            jeden pokój, kuchnię i łazienkę, więc wystarczy im moje mieszkanie, które
            wkrótce już zostanie puste. Standard wcale nie gorszy tylko metraż mniejszy i
            znacznie tańsza okolica. Potem ewentualnie sprzedam też drugie mieszkanie, a
            rodzicom postawię mały domek obok naszego. Tak wygląda kumulowanie rodzinnego
            kapitału i córka moja taki przykład będzie miała.
            • 26magda3 Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 11:35
              rozumując jak Arcons to mój 4latek ma kieszonkowe coś koło 100-150 zł
              miesięcznie, bo przecież jak kupuję mu jakiegoś ciucha to nie narzucam tylko
              moze wybrac, które spodnie woli, jak kupujemy razem chleb to też może sobie
              wyrbać czy che bułkę czy chlebsmile
              a pieniędzy do ręki wcale mu nie dajęsmile

              hej dziewczyny nie szkoda wam czasu na dyskusje z Panem i innego świata??? ja
              szczerze watpie w jego istnienie......
        • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 11:08
          > Twoja córeczka ominela czesc trudów zwiazanych z nauka przez kupno zeszytu od
          > lepszego ucznia i chyba nie uwaza czegos takiego za zle tak samo, jak ty -
          > zarabania pieniedzy, jak to napisales, "na lewo".Ja jestem zaledwie o kilka
          > lat od niej starsza i nie moglabym czegos takiego zrobic (chodzi o kupno
          > zeszytu i zapewne spisywanie z niego zadan). Bo co z tego, jesli dostane
          > piatke, jesli nie bedzie ona moja zasluga?

          Jest duża różnica między robieniem tego co chcesz, a tego co musisz. Jeśli coś
          chcesz i masz motywację do tego, to po prostu działasz i stawiasz czoła
          problemom. Jeśli Młoda chciałaby się uczyć to robiłaby to chętnie, ale jeśli
          ona musi bo jest zmuszona przez system, to po prostu leje na to i kombinuje.
          Może przyjdzie za 5 lat taki czas, że zechce się wgłębić np. poezję Adama
          Asnyka i wówczas poświęci się temu z pasją samodzielnie bez kupowania zeszytów
          ani ściąg.
          Jeśli nie zarabiałbym na lewo, zarabiałbym może 1/3 tego co zarabiałem. Jeśli
          można polepszyć sobie byt to czemu tego nie robić? Jak obserwuję niektórych, to
          myślę że biedę mają zakodowaną w genach...

          > Jesli uwazasz twoja córke za mercedesa w porównaniu do slabych uczniów-
          > fiatów, to zapisz ja na jakies kólko, by mogla sie uczyc wiecej niz slabsi od
          > niej.

          I zajęte będzie miała kolejne 2 godziny dziennie... Czas, który spędza w szkole
          jest marnotrawiony. Od gimnazjum będę chciał jej załatwić indywidualny tok
          nauczania tak jak radziła Triss_Merigold. Pewnie trzy lata gimnazjum zrobi w
          rok poświęcając na to mniej czasu niż na jedną klasę w normalnym trybie. To
          inteligentna i bystra dziewczyna.

          > Jesli teraz chce projektowac lazienki i dekorowac sale slubne, to równie
          > dobrze za rok bedzie chciala zostac psychologiem czy jeszcze kims innym

          Ona zawsze chce coś tworzyć. Miała kilkanaście Barbie, Cindy Steffi i innych
          poku..eńców. Miała dwa domki, samochód do tego, mnóstwo akcesoriów. I bawiły
          się tym dzieciaki, które do niej przychodziły, a ona nie chciała. Za to po
          obejrzeniu westernu od razu złapała inspirację i następnego dnia znalazłem
          prześcieradło i poszewkę od kołdry nabitą na drągi i służące za wigwamy a Młoda
          prowadziła wujkowego konia, który na szczęście nie dał się namówić na udział w
          tej zabawie i na widok wigwamów zrobił wielkie oczy i zwiał. Ale obozowisko
          indiańskie ostatecznie powstało i spędzała tam z dzieciakami całe dnie.

          > Nastolatki zawsze sie buntuja... Nawet, jesli z punktu widzenia rodzica nie
          > ma powodów...

          Może i zawsze, ale na pewno nie zawsze przeciw temu co mają w domu. Może swój
          bunt skierować np. przeciw wpływom Kościoła albo przeciw degradacji środowiska.
          Ale nie przeciw rodzinie, bo wie że ma tu wsparcie i może tu się dzielić swoimi
          przemyśleniami nie narażając się na obrażanie i traktowanie jak niedojrzałą
          smarkulę.
    • rycerzowa Re: kieszonkowe dla 12 latka 20.10.05, 14:42
      Acorns, wspomniałam już,że jeżeli to, co piszesz, jest prawdą, to tylko
      pozazdrościć ci takiej śwarnej dziouchy.

      Ale pisząc o utraconym raju dzieciństwa mam na myśli coś, z czego zapewne
      zdajesz sobie sprawę. Młoda za wiele wie, za wiele rozumie, za wiele przeżyła
      Dzieciństwo to nie jest brak obowiazków, ograniczeń, to nie lenistwo i brak
      troski o byt.
      To ufność wobec świata.

      Pisałeś w innym wątku, jak córka poradziła sobie z kandadatkami na macochę.
      Sama.Imponujące, szkoda gadać.
      A miała wtedy kilka lat, najwyżej 10, 11.
      Dziecko w tym wieku ma prawo być obronione przez starszych. Czyli twoja córka pewnie
      - albo ci nie ufa
      - albo nie liczy się z tobą (przecież to byli twoi goscie, z twojego wyboru)
      - albo niczym rasowa kobieta traktuje cię jak nieodpowiedzialnego chłopaczka,
      który może narobić kłopotu sobie i jej.
      Wiec wzięła sprawy we własne ręce.
      Uważasz, że "miała prawo sie bronić". To ty miałeś obowiązek ją bronić, a w
      ogóle to wybrać taką narzeczoną, z którą wspólnie znajdziecie jakiś modus
      vivendi. A jak baba krzywdzi dziecko to się samemu z nią rozprawić i samemu
      wyrzucić jej lumpy przez okno, jak to Młoda zrobić musiała..

      Dla dziecka w tym wieku tata to jest Szwarceneger, Waligóra i Wyrwidąb.
      Kim ty jesteś dla swej córki? Partnerem, kumplem, przyjacielem? Na to wszystko
      przyjdzie czas, gdy dziecko ma 14-15 lat, gdy uczy się wyrozumiałości wobec
      naszych ludzkich wad.

      Co jeszcze zwróciło mają uwagę, to fakt, że "prawie zawsze ktoś nocuje u niej".
      Owszem, dzieciaki lubią u siebie nocować, ale to na zasadzie pewnego wyjątku,
      atrakcji, związane jest to z licznymi ceregielami. Cóż to za dzieci, z jakich
      rodzin, co s t a l e nocują u koleżanki?

      Widać też,że Młoda opiera się przed przyjęciem roli osoby dorosłej,
      odpowiedzialnej, którą to rolę ty jej chcesz narzucić. Nie będzie decydować,
      jak rozdysponować 45 tys. na wykończenie części domu. Chce mieć swój pokoik i
      super bajeczną łazienkę. Jak każdy dzieciak. W porzo.

      Nie zapominaj, że ona nie jest twoją k o b i e t ą, z którą idziesz przez
      życie, tylko twoją córką, którą masz obowiązek wychować, przygotować do życia,
      wyposażyć, aby mogła wyfrunąć w świat.
      Partnerki poszukaj wsród tych co mają więcej lat.
      • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 20.10.05, 17:49
        > Mloda za wiele wie, za wiele rozumie, za wiele przezyla

        To jest konsekwencja tego, że matkę interesowały wyłącznie imprezy, picie i
        spanie. Więc od najmłodszych lat zabierałem córkę ze sobą na budowę bo po
        prostu bałem się zostawić ją z matką. Czasami jak wracaliśmy to zastawaliśmy
        pety wdeptane w dywan i towarzystwo mamusi pijące wódkę przy stole. Widziała
        więc wiele razy rytuał pozbywania sie takich gości. Czasami nawet udawało się
        bez przekleństw i przemocy, a raz musiałem iść po sąsiada i wywalać drzwi od
        własnego mieszkania. Córka tego nie pamięta, ale jakieś tam epizody ze
        szczegółami zostały jej w pamięci. Ja ze swojej strony chciałem dobrze, ale do
        tanga trzeba dwojga. Po rozstaniu z matką jakoś zapanował spokój, ale córka
        musiała uczestniczyć w dorosłym życiu, poniewaz musiałem się nią opiekować.
        Przedszkole okazało się niewypałem, bo już była trochę za stara, żeby do niego
        pójść, zresztą nie miałby jej kto odebrać bo nawet jak była młodsza to był z
        tym problem bo matka pojęcia "obowiązek" nie znała. Miała odebrać o 13.30,
        odebrała o 15-stej bo... zaspała.

        > Pisales w innym watku, jak córka poradzila sobie z kandadatkami na macoche.

        To było jeden jedyny raz, kiedy musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Nie mogłem
        interweniować, bo mnie nie było. Moja była postanowiła pokazać Młodej kto tu
        rządzi, więc tak się to skończyło. Zrobiła to celowo pod moją nieobecność bo
        inaczej nie odważyłaby się na ten ruch. Młoda została zaatakowana, a mnie w
        pobliżu nie było. Telefon został roztrzaskany przez moją ex jak Młoda chciała
        do mnie zadzwonić i powiedzieć co się dzieje. I od tego się zaczęło. Po tym
        incydencie z wywalonymi rzeczami przez okno żadna kobieta nie zamieszkała u
        nas. Z poprzednimi były tylko wyzwiska, kłótnie i wzajemne złośliwości i to
        kończyło się rozstaniami z mojej inicjatywy bo nie będę brnął w ślepy zaułek.
        Dopiero od niedawna, jak zacząłem budować dom pojawiła się właściwa osoba.
        Teraz jestem w Warszawie i będę do niedzieli, Młoda siedzi z moją dziewczyną i
        jestem spokojny, że wojny tam nie będzie. Okazują sobie bowiem dużo sympatii.
        Nawet rano się tłuką poduszkamismile A jak się o coś pokłóciły to za parę minut
        padło pytanie Młodej "zła jesteś?" Oczywiście okazało się że ani jedna ani
        druga już zła nie jest. To najlepszy znak, że się wzajemnie zaakceptowały i
        polubiły. Bo w poprzednich związkach to natychmiast moja kobieta miałaby
        naplute albo nasikane bo picia albo na szczoteczkę do zębów, bo bestia mała na
        budowie się dobrze wyszkoliła.

        > Co jeszcze zwrócilo maja uwage, to fakt, ze "prawie zawsze ktos nocuje u
        niej".

        Co do nocowania - to nie tak, że codziennie te same osoby. I też źle się
        wyraziłem, że "prawie zawsze". To jest tak 2-3 razy w tygodniu, czasami
        częściej. Nieraz ktoś z rodziny też przyjeżdża do nas na noc. Rodzice nie robią
        problemów, bo się znamy. A jakie ceregiele masz na myśli? Bo z mojej strony to
        jest tylko większe zaopatrzenie lodówki i wyciągnięcie dodatkowych ręczników i
        schowanie mojego własnego bo kilka razy mogłem go wyżymać jak się do niego
        dobrały.

        > Widac tez,ze Mloda opiera sie przed przyjeciem roli osoby doroslej,

        Z dawaniem 11-sto latce własnej części domu to był mój błąd. Zapomniałem, że
        przecież czułaby się tam bardzo samotnie. Najpierw się ucieszyła, ale potem
        miałem przeczucie, że nie bardzo chce. No i ostatecznie wzięła sobie pokój 28m2
        obok salonu i mam go podzielić ścianą na pracownię i pokój właściwy i na górze
        zrobić 3,5x2,5m pokład do spania. Ta część domu ma 4,65m wysokości więc się da
        bez problemu w części pokoju dać taki pokład górny. Nawet w razie potrzeby
        będzie miała pracownię podzieloną na górę i dół. A część domu, która miała być
        dla niej będze służyła na razie do robienia imprez. Już sobie tam wymyśliła
        jakiś kontuar, barek coś tam podświetlane, UV, strobo, flower, laser, te
        sprawy. No to teraz ma 15 tysięcy na przebudowanie i umeblowanie pokoju i
        pracowni. Ona mówi co chce, a ja to kupuję i pilnujemy, żeby nie przekroczyć
        ustalonej kwoty.
        • linka9 granice 21.10.05, 10:49
          Acorns, w tym co piszesz widać wiele troski o dziecko. I chwała Ci za to. Chcesz
          jej wynagrodzić to, czego pozbawił jej los, ale pamiętaj o powiedzeniu, że można
          kota zagłaskać na śmierć. Przypomniał mi się program, który oglądałam wiele lat
          temu. Autorka próbowała wyjaśnić, dlaczego pewien chłopiec zabrany z domu
          dziecka na wychowanie wylądował w więzieniu. Nie chce mi się szczegółowo
          rozpisywać co i jak, w każdym razie rodzice wydawali się bez winy, również
          chłopak nie potrafił przedstawić ŻADNYCH zarzutów, pretensji czy żali z
          wyjątkiem ...:"byli dla mnie za dobrzy, a ja chciałem sprawdzić, gdzie jest
          granica, której przekroczyć mi nie wolno". Tymi słowami - które bardzo utkwiły
          mi w pamięci - kończy się reportaż.

          Nie chcę być niemiła, ale sam pisałeś, że predyspozycje do pewnych zachowań mamy
          w genach. Zestaw to z opisem matki Młodej.

          Balansujesz na cienkiej lini, chwila nieuwagi i bolesny upadek gotowy, choć
          wcale nie musi do niego dojść.
          Póki co, gratuluję córy.

          • acorns Re: granice 21.10.05, 11:37
            No to przecież miała wycieczkę po dw. Centralnym, po praskich spelunach,
            rozmawialiśmy na temat uzależnień z pensjonariuszami Monaru, którzy właśnie z
            tego wychodzą. Widziała leżących pod murami narkomanów. Granicę zna. Chętnie
            też pokazuję jej wszelkie wiadomości o dyskotekowych wypadkach typu 8 osób w
            Polonezie, wszyscy pijani z kierowcą na czele, popisówa, drzewo i pięć trupów.
            I tym jej wyznaczam granice. Ona nie ma mieć granic tak ja bydlę na pastwisku -
            drutem kolczastym albo pastuchem elektrycznym. Ona ma je mieć zakodowane w
            głowie i moja nieobecność nie będzie oznaczała zniknięcie granic. Bo musi
            nadejść taki czas, kiedy zechce sobie pojechać np. w Bieszczady z chłopakiem i
            kilkoma znajomymi. Na obozy też będzie jeździć, bo chcę ją na żeglarski wysłać
            w następne wakacje. Nie chcę żeby zachowywała się jak małolata spuszczona zae
            smyczy, która nawali się przy pierwszej okazji i będzie miała farta jak jej nie
            wydupczą po pijaku.

            Co do genów masz rację. Jednak nie w każdym przypadku. Patrzę choćby na siebie
            i na moich rodziców. Oni bardzo pruderyjni, a ja wprost przeciwnie. Ojciec ma
            predyspozycje do alhoholizmu, w najlepszym razie pijaństwa, a ja wcale nie mam
            ciągotek do alkoholu. Rodzice nałogowo palili, ja nie palę.
        • rycerzowa Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 12:17
          No tak, zamiast potrzebnej dyskusji na temat kieszonkowego dla dzieci mamy sąd
          kapturowy nad wychowawczymi metodami acornsa.
          Z jednej strony rodzice rozmemłanych dzieci zazdroszczą acornsowi takiej
          twardej, energicznej córki.
          Z drugiej - w skrytości ducha życzą zarozumiałemu ojcu, aby ta twardość
          obróciła się kiedyś przeciwko niemu. Bo czemu ma miec lepiej?

          Ale nie jest w naszym wspólnym interesie, by dochodziło do ostrych konfliktów w
          rodzinach.
          Skoro acorns czyta i pisze na forum, to znaczy że chce się czegoś dowiedzieć,
          skorzystać z doświadczeń innych. Niech zatem wybierze z naszych rad i uwag, co
          uważa za słuszne. Albo odrzuci wszystkie, jego sprawa.

          Ja akurat zwracam uwagę, że dla prawidłowego rozwoju dziecka ważne jest, by
          rozwijało się i dojrzewało w sposób harmonijny, stopniowy. Gwałtowne
          przyśpieszenie jest szokiem i zawsze niesie negatywne skutki.

          Dziecko zna niewiele osób. Ważne, by miało przekonanie, że są to osoby dobre,
          godne zaufania. W miarę dojrzewania dowie się, że ten i ów osobnik okazał się
          podły i zły. Ale bedą to nieliczne przypadki, bo ludzi złych jest w
          społeczeństwie niewielki procent.

          Jeśli małe dziecko dowiaduje się, że złym człowiekiem jest mama lub tata, to
          stanowi to 50% znanego jej składu osobowego. Nabiera przekonania,że ludzi
          niedobrych jest na swiecie tak wiele, że najlepiej nikomu nie ufać (i na wszelki
          wypadek wywalic jego ciuchy przez okno).
          Co mogłeś zrobić? Odizolować całkowicie dziecko od takiej rodzicielki, ochronić je.

          Młoda spędziła dzieciństwo z tobą na budowie i - aczkolwiek budowa nie wydaje
          się najodpowiedniejszym miejscem dla małej dziewczynki - uodporniła się ona na
          wiele spraw, polubiła konkretne działanie i zaprzyjaźniła się z ojcem.
          To cenny kapitał.

          My, rodzice, bardzo lubimy jak potomstwo jest "nad wiek rozwinięte". Pociesznie
          wygląda taki maleńtas z ważną miną, który zachowuje się "jak stary". Nie
          rozumiemy, że to tylko fasada, bo dziecko, chocby najinteligentniejsze, nie ma
          wiedzy i doświadczenia, że ono tylko bawi się w dorosłego.

          Chciałeś włozyć na barki małej dziewczynki odpowiedzialność za urządzenie części
          domu. Przecież musiałaby wiedzieć, co ma do wyboru, jaka jest sytuacja na rynku
          materiałów budowlanych, jak się kształtują relacje cen do wartości itp.
          Piszesz: "jakiś kontuar, barek coś tam podświetlane, UV, strobo, flower, laser,
          te sprawy". Skad ona ma znać te pojecia? Czy ona bywa w barach, dyskotekach?
          Ona się tego wszystkiego dowie, jak bedzie urządzać swój dom, ze swoim
          partnerem. Mam nadzieję, że zabezpieczysz jej odpowiednie konto na ten cel, a
          teraz urządź jej bajkowy pokój i łazienkę. Dom, który budujesz jest t w ó j,
          twojej ewentualnej żony i dzieci (razem z Młodą), aby w nim dorosły i z niego
          wyfrunęły, i do niego wracały.

          Zdaję sobie sprawę,że wiele "życzliwych" marzy w skrytości ducha, aby Mloda
          nasikała ci kiedyś do piwa albo do butelki z mlekiem dla niemowlaka.
          Ja wierzę, że tak się nie stanie, ale - wierz mi - nieraz będziesz
          zaskoczyny dziecinnością jej reakcji. Bo kiedys musi odreagować.
          Takie jest prawo dżungli.

          Poczytaj sobie ksiażkę "Pipi Langstrum". Pomoże ci zrozumieć twoje dziecko.

          PS. Do Falki: Załóż nowy wątek naprawdę o kieszonkowym. To ważny problem.
          • lidqa Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 12:45
            Chcialam sie odniesc do tych 3 lat w jednym roku. Rzeczywiscie mozna by
            szybciej robic material mozna go robic tez glebiej. Ja moich zdolnych uczniow
            wciagam bardziej w temat choc ucze w podstawowce, i pokazuje im co jeszcze
            mozna zrobic w tym samym dziale, ze slabszymi robie minimum. Jesli zdecydujesz
            sie na przyspieszenie toku to juz wogole w glowie nic jej nie zostanie.
            Zakladam ze lektur tez nie czyta (sama je czytalam ale nie wtedy kiedy musialam
            wiec rozumeim) a tego sie nie da przyspieszyc bo w jakim tępie to dziecko
            mialoby pracowac? poza tym z zaleglosciami z matmy z podstawowki to ona
            specjalnie nie poszaleje w gimnazjum w tym temacie. A po 3-cie to zanim
            podejmiesz jakies kroki zastanow sie 10 razy bo zawsze dzieci po indywidualnym
            nauczaniu są biedniejsze o parę doswiadczen i zdan ktore mają na ten temat
            rowiesnicy. Nauczanie to nie tylko podawanie wiedzy


            A jeszcze jedno: jest taki kraj w europie ktory nazywa sie szwecja. I w tej
            szwecji generalnie dzieci nie wolno stresowac. Jesli dziecko w polowie lekcji
            wychodzi z klasy to znaczy ze nauczyciel go nie zainteresowal tematem i wina
            lezy po stronie nauczyciela. Piekne prawda? wspolczuje nauczycielom ale nie o
            tym chcialam napisac. Teraz wlasnie to pokolenie doroslo do wieku kiedy trzeba
            isc do pracy i przezywają ciezki szok. Bo nagle mają mnustwo stresow i
            obowiazkow i sobie zupelnie z tym nie radzą.

            I nadal wierze ze rodzic powinien czasem wiedziec lepiej. Mam żal do mojej mamy
            ze nie skonczylam szkoly muzycznej. Bylam uzdolniona, poszlam do szkoly, mialam
            same piątki i wyroznienia, ale musialam cwiczyc a mialam 8 lat i mi sie nie
            chcialo. I mama pozwolila mi to rzucic. Uwazam ze powinnam byla te 5 lat
            skonczyc (zostaly mi 3) i dopiero wtedy podjac decyzje czy uczyc sie dalej.
            wcale nie bylo to ponad moje sily, mialam czas na wszystko i zabawe i
            instrument tylko mi sie zwyczajnie nie chcialo. Mysle ze wiecej by mnie to
            nauczylo wtedy.

            I zeby bylo jasne: ja do tej szkoly sama chcialam isc, rodzice mnie wrecz od
            tego pomyslu odwodzili. WIec jak juz poszlam to trzeba bylo to kontynuowac


            • anmanika Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 13:00
              Nawiązujac do wypowiedzi przedmówczyni:
              Chodziłam do szkoły właśnie w Szwecji, rzeczywiście jak się nic nie chciało
              robic to nie było siły by kogoś do czegoś przymusić.
              Generalnie źle wspominam te lata, mimo, że upłynęło aż tak dużo czasu.
              Miałam kolegę, typowy produkt bezstresowego wychowywania na zasadzie;"kumplujmy
              się z dzieckiem", z bogatej rodziny. Nic mu się nie chciało, beztroski, typowa
              złota młodzież.
              Zabił się na nartach jeżdżąc off pist czyli 100% ze swojej winy, ta ww.
              beztroska zabiła jego i jego 2 kolegów.
              2 moje koleżanki ze szkoły są narkomankami.
              Wogóle to cieszę się, że moja córka chodzi do szkoły muzycznej i dzięki postowi
              mojej poprzedniczki wiem, że robię dobrze zmuszając ją do codziennego grania.
              Fajna jest ta młodzież uczęszczająca do szkoły do której chodzi moja córka.
              Barwna, kolorowa ale jest to bogactwo wychodzące z wnętrza. Mają dużo pasji i
              zainteresowań.
            • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 13:50
              Tylko jeśli masz 45 minut lekcji, a uczniów w klasie 28, to każdemu poswięcisz
              1 minutę, 42 i 60 setnych sekundy. To trochę mało. A każdy z Twoich uczniów to
              indywidualność. Jeden potrzebuje żeby mu wytłumaczyć tak, a drugi inaczej.
              Czyli oni i tak się muszą uczyć w domu, bo na lekcji mają podane to w
              skondensowanej formie, przepiszą sobie z tablicy, zrobią parę zadań a resztę w
              domu. Moja córka na przykład złapie coś momentalnie bo akurat nauczyciel
              wytłumaczył to w sposób zjadliwy dla niej i może iść dalej z materiałem, ale
              musi czekać aż reszta klasy to zrozumie. Czyli de facto traci czas.

              > Bylam uzdolniona, poszlam do szkoly, mialam
              >
              > same piątki i wyroznienia, ale musialam cwiczyc a mialam 8 lat i mi sie nie
              > chcialo. I mama pozwolila mi to rzucic.

              Czemu więc nie kontynuujesz tego teraz, kiedy dojrzałaś do tematu? To bzdura
              kompletna, że tylko dziecko jest w stanie się nauczyć. To tak jak z jazdą
              konną. Ludzie mówią "trzeba od dziecka" a ja znam faceta, który nauczył się w
              wieku lat pięćdziesięciu paru i teraz przymierza się do ujeżdżania swojego
              konia do klasy C (wysoka klasa w ujeżdżeniu). Facet miał motywację i udało mu
              się. Czemu więc nie kontynuujesz nauki?
              • lidqa Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 15:29
                Tylko jeśli masz 45 minut lekcji, a uczniów w klasie 28, to każdemu poswięcisz
                > 1 minutę, 42 i 60 setnych sekundy. To trochę mało. A każdy z Twoich uczniów
                to
                > indywidualność. Jeden potrzebuje żeby mu wytłumaczyć tak, a drugi inaczej.

                Ale to nie znaczy ze mam tlumaczyc na 28 sposobow. (w klasie mam 22 uczniow). Z
                regoly wystarczą 3 razy i podejscie do paru osob juz w trakcie kiedy reszta
                pracuje. I powiem ci ze ja tez łapałam w skzole wszystko za pierwszym razem i
                jakos mi to nie przeszkadzało. Wrecz przeciwnie, zdązalam odrobic prace domową
                na lekcji i nie mialam nic zadane.

                Czemu więc nie kontynuujesz tego teraz, kiedy dojrzałaś do tematu? To bzdura
                > kompletna, że tylko dziecko jest w stanie się nauczyć.
                ale czy ja mowilam ze nie kontynuuję? owszem cwicze tylko ze jak masz dwulatka
                to jest to dosc utrudnione. Przy nim sie nie da a jak on spi tez sie nie da.
                Poza tym nie ma co ukrywac mam duzo wiecej obowiązkow teraz niz wtedy. A poza
                tym szkola muzyczna to także ksztalcenie sluchu, kiedys pisalam normalnie
                dyktanda muzyczne i nie bylo problemu teraz w zyciu bym sobie nie poradzila


                • linka9 do lidqa - zupełnie nie na temat ... 21.10.05, 16:03
                  lidqa napisała:
                  > tym szkola muzyczna to także ksztalcenie sluchu, kiedys pisalam normalnie
                  > dyktanda muzyczne i nie bylo problemu teraz w zyciu bym sobie nie poradzila

                  Jak sądzisz czy granie z głowy utworów muzycznych przy opanowanym warsztacie to
                  sztuka czy normalka? Np nucisz jakąś zwykłą piosenkę, nie masz nut, siadasz do
                  fortepianu i grasz czy takie umiejętności to już całkiem wysoka szkoła jazdy?
                  • lidqa Re: do lidqa - zupełnie nie na temat ... 21.10.05, 20:10
                    no to ja tez umiem, znaczy nei zagram jak wirtuoz (zreszta ja zaczynalam od
                    akordeonu teraz pogrywam oprucz tego na pianinie i gitarze klasycznie) ale
                    uslysze to usiąde i mniej wiecej zagram. Ale nie zapisze tego nutami raczej,
                    czyli jak ty mi zagrasz to ja nie okresle tonacji i nie napisze tego a w szkole
                    umialam.
                    • linka9 Re: do lidqa - zupełnie nie na temat ... 21.10.05, 23:46
                      lidqa napisała:

                      > no to ja tez umiem,

                      Dzięki za odpowiedź. Zastanawiam się też czasmi oglądając grające fortepiany,
                      czy jest możliwe, aby oni tak bez nut grali melodie, czy też jednak wcześniej
                      przed programem ustalane są tytuły.
                      • lidqa Re: do lidqa - zupełnie nie na temat ... 22.10.05, 09:18
                        oczywiscie ze to mozliwe. Pianisci tej klasy co oni nawet wejdą w tonacje i nie
                        muszą jej narzucac. Czyli nie wazne czy zaczniesz spiewac od C czy od F on to
                        dobre zagra. I on sie juz nei musi nawet nad tym zastanawiac bo to jest "w
                        palcach".
                        • linka9 Re: do lidqa - zupełnie nie na temat ... 22.10.05, 15:10
                          lidqa napisała:

                          > oczywiscie ze to mozliwe. Pianisci tej klasy co oni nawet wejdą w tonacje i nie
                          >
                          > muszą jej narzucac. Czyli nie wazne czy zaczniesz spiewac od C czy od F on to
                          > dobre zagra. I on sie juz nei musi nawet nad tym zastanawiac bo to jest "w
                          > palcach".

                          Tonacja, tonacją, ale, żeby po kolei stukać nutki w odpowiednie klawisze już
                          wszystko jedno, gdzie się zacznie, to dla mnie trudne do wyobrażenia! Edukacja
                          muzyczna na poziomie prawie zerowymsad
                            • linka9 Re: do lidqa - zupełnie nie na temat ... 22.10.05, 17:13
                              lidqa napisała:

                              > wydaje ci sie... znacznie trudniej jest wstrzelic sie w tonacje smile

                              W tej kwestii to nawet nic mi się nie wydaje, jestem bardziej zielona niż
                              papierówka, po prostu dla głuchych to i tonacje nie ma takiego znaczeniasmile
                              Ja czasami chciałam sobie coś brzdęknąć, jakąś prostą melodię i słyszę, że złe
                              dźwięki, ale czy ma być wyżej czy niżej i o ile, to nijak nie mogę dojśćsad
                              A oni tak z głowy i ze słuchu !
          • acorns Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 13:28
            Tak. Temat nieco zszedł. Od kieszonkowego do uzasadnienia celowości jego
            dawania wraz ze wszystkimi aspektami. Ogólnie chodzi o to, że jest ono
            elementem wychowania, tak jak pieniądz jest elementem życia, a wychowanie
            przygotowaniem do życia. I tu każdy powinien określić sobie cele, odpowiedzeć
            na pytanie "co ja chcę dla swojego dziecka?". Ja mam takie cele a nie inne i
            robię tak, żeby je osiągnąć. Ja chciałbym się dowiedzieć jaki cel wychowawczy
            ma dawanie 5 zł tygodniowo. Bo ani to nie nauczy gospodarności (bo niby czym tu
            gospodarować), ani oszczędzania (bo niby co tu odłożyć), ani nie przygotuje do
            życia (bo i tak rodzice wszystko kupują).

            > Chciales wlozyc na barki malej dziewczynki odpowiedzialnosc za urzadzenie
            > czesci domu.

            Moim zdaniem to jest nadinterpretacja. Ona ma tylko i wyłącznie zaprojektować
            swój pokój. Resztę według swojego uznania i chęci. Gdyby nie chciała decydować
            w tej kwestii, wybrałbym za nią, ale ponieważ chce, to będzie ona wybierać.
            Łazienka bedzie wspólna niestety. Jako artystka przedstawia swoją wizję nie
            zwracając uwagi na koszty przedsięwzięcia ani na możliwości techniczne. To jest
            moje zadanie. Bo jak zaprojektuje sobie coś co JA na podstawie MOJEJ wiedzy i
            znajomości rynku wycenię na 60 tysięcy to powiem jej, że musi zrezygnować z
            tego czy tamtego bo jeszcze nie okradłem banku. Ona nawet nie wie ile kosztuje
            1m2 parkietu bo ją to nie interesuje.
            Natomiast wiedzę na temat sprzętu dyskotekowego ma bardzo dużą. Wie dobrze co
            to jest flower, skaner, kanały i kontroler DMX, gobo, jak działa wytwornica
            dymu. Mam znajomego DJ-a i dorabiałem wcześniej montując i serwisując sprzęt
            dyskotekowy. Ona lubiła patrzeć na próby efektów bo podobało jej się to
            (zresztą trudno się tu dziwić). I tak się tego nauczyła, bo taka wiedza zostaje
            w głowie. Małe dzieciaki łąpią momentalnie. Z budowy też bardzo dużo
            zapamiętała.

            > nieraz bedziesz zaskoczyny dziecinnoscia jej reakcji. Bo kiedys musi
            > odreagowac.Takie jest prawo dzungli.

            Dziecinność mojej córki przejawia się tym, że nieraz łapie taki nastrój, że
            wszystko ją przytłacza i wtedy trzeba ją przytulić, pozwolić się wypłakać i
            niech tak przytulona zaśnie i rano już jest OK. Teraz ma tak częściej niż
            zwykle, bo i więcej się dzieje. Zmiana szkoły, zmiana miejsca zamieszkania,
            wszystko nowe, dużo atrakcji, dużo zajęć. I jeszcze teraz mnie nie ma bo mam
            sprawy do załatwienia w W-wie. Taka potrzeba przytulania jest dla niej jako
            dziecka naturalna i to jej daje poczucie bezpieczeństwa.

            Ja wiem, że nie jest osobą dorosłą pomimo wielu dojrzałych zachowań. Ona sama
            podejmuje takie działania z własnej inicjatywy. Teraz na przykład bardzo pomaga
            mojej dziewczynie w opiece nad młodszym rodzeństwem. Aż dziś rano sam się
            zdziwiłem jak przeczytałem maila, że wczoraj troje małych dzieci nakarmiła,
            wykąpała i położyła spać i jeszcze zrobiła pranie. Nagle okazało się, że chce i
            może. Jak miałem wcześniej jakąś kobietę to problemem było nawet umycie po niej
            szklanki. Nie przyspieszam niczego sztucznie. Pewne rzeczy owszem - musiałem bo
            taka konieczność była. Zbyt mało przebywała z rówieśnikami. Starałem się
            zapewniać jej to jak najczęściej ale to i tak nie zastąpiło jej przedszkola.
            • lidqa Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 15:36
              Ja chciałbym się dowiedzieć jaki cel wychowawczy
              > ma dawanie 5 zł tygodniowo. Bo ani to nie nauczy gospodarności (bo niby czym
              tu
              >
              > gospodarować), ani oszczędzania (bo niby co tu odłożyć), ani nie przygotuje
              do
              > życia (bo i tak rodzice wszystko kupują).


              To jest proste pytanie. Bo dziecko w wieku 8 lat np chce codziennie batonik. I
              soczek i buleczke itd itd. Mama kupi mu na drugie sniadanie soczek i buleczke
              ale codzienny batonik to juz jest zachcianka. Wiec 5 zl nie ma nauczyc
              oszczednosci tylko ma nauczyc ze jak wydasz dzis cale
              5 zl to jutro i pojutrze nie bedziesz miec nic. My caly czas mowimy o malych
              dzieciach a nie o 15-latkach. Bo na ciuchy czy kosmetyki to juz sobie starsze
              dzieci niech zbierają a nei 8 - latek. On ma po prostu nauczyc sie tak wydawac
              zeby mu starczylo na cos kazdego dnia. A 5 zl mozna gospodarowac na tym etapie.
              A dzieci nie musza codziennie jest slodyczy i chipsow a te 5 zl to moze
              ograniczyc.




            • linka9 Re: kieszonkowe dla 12 latka 21.10.05, 16:09
              acorns napisał:
              > Ja chciałbym się dowiedzieć jaki cel wychowawczy
              > ma dawanie 5 zł tygodniowo.

              Poprzedniczka już wyjasniła.

              >Bo ani to nie nauczy gospodarności (bo niby czym tu
              > gospodarować), ani oszczędzania (bo niby co tu odłożyć), ani nie przygotuje do
              > życia (bo i tak rodzice wszystko kupują).

              To Twoje zdanie. 8 czy nawet 12-latek ma prawo być jeszcze niedojrzały i
              oczekiwać, że rodzice właśnie kupią, co nie oznacza, że nie dadzą wyboru (np
              droższe spodnie lub tańsze plus np płyta). Sposób, który preferujesz sprawdzi
              się natomiast u starszych małolatow.