Dodaj do ulubionych

Spacery, spacery, spacery....

12.09.05, 21:24
Lubicie chodzić na spacery codziennie? Ja, szczerze mówiąc, nie bardzo. Ale
nawet jak rano sobie pomyślę, że dzisiaj odpuszczę to mi się potem szkoda
Jacha robi, że tak będzie w tym betonie cały dzień siedział i idę... Już mi
to zdrowo obrzydło. Nie wybieram się z nim nigdzie dalej, bo muszę mieć ławkę
na podorędziu, bo jak się obudzi to często od razu włącza syrenę i nie ma
zmiłuj - musi dostać cyckawink Chociaż parę razy miło mnie zaskoczył, bo
zamiast płakać ślicznie się rozglądał. No, ale chodziło mi raczej o taki
przymus spacerowania i czy jesteście temu podporządkowane.
Obserwuj wątek
    • mmala6 Re: Spacery, spacery, spacery.... 12.09.05, 21:37
      U mnie to jest roznie.Bo generalnie lubie ale...musze miec jakis celsmile)Nie
      lubie chodzic dla samego chodzenia i patrzec na zegarek ile mam jeszcze do
      przespacerowania.I tak, zazwyczaj spaceruje z kims, z koleznka jedna albo druga
      albo z dwoma naraz, sobie gadamy i czas leci blyskawicznie.Czasem z mezem, hihismile
      Jak bylo cieplo to lubialam wychodzic sama, siadac sobie w cieniu na lawce,
      "rozmawiac" z Matkiem a jak spal to cos czytalam.
      Czesto polowa spaceru to runda po sklepach, zakupy wiec tez jest jakis cel, itp.
      Dzisiaj pogoda byla mieszana, wiec Matek byl ze mna godzine na dworze
      (przychodnia, dwa sklepy), po poludniu wyszedl z dziadkiem (czy raczej dziadek z
      Matkiem) na jakies 1,5godziny.

      Jak nie mam ochoty tak naprawde, to nie wychodze.Mieszkam z mezem i z tata (mama
      chwilowo za granica) wiec jestem "podwojna" gospodyniawink)U mnie jest ten
      luksus, ze jak mi sie nie chce wychodzic, to tato zawsze chetnie pokaze swiat
      wnuczkowismile)Ale bywa i tak, ze Matus jest caly dzien w domu i nie widze aby byl
      przez to mniej szczesliwysmile))
      • barbi1 Re: Spacery, spacery, spacery.... 12.09.05, 22:07
        A ja tam chodzę codziennie i to na baaardzo długie spacery. Mieszkamy w małym mieście, więc przez 40 minut zdążę przelecieć całe miasto, niestety. Przeważnie przy okazji załatwiam wszystkie <interesy>, łącznie z zakupami. Często umawiam się z jakąś dzieciatą koleżanką lub siostrą i razem spacerujemy lub po prostu siedzimy na ławce w parku albo chodzimy po sklepach. W dodatku lubię wyjść z domu z grzdylem, bo w domu to po dłuższej bytności palma jej odbija- płacze, każe się nosić, nic jej nie pasuje. Na szczęście jakoś w wózku jest zawsze szczęśliwa, zwłaszcza teraz, kiedy samodzielnie siedzi i głowa lata jej wokół jak peryskop. Wszystko ją interesuje, a ja w sumie mam spokój i nie muszę dźwigać tych ponad ośmiu kilogramów. Wychodzimy przeważnie po porannej drzemce i mega kupie, a wracamy przeważnie przed powrotem naszego tatki z pracy tak około 16. Jak głodnieje to gdzieś w parku przycupnę i nakarmię i dalej się włóczymy. Lubię spacerki.
        • xemm1 Re: Spacery, spacery, spacery.... 12.09.05, 22:43
          spacerki latem były milusie, ciekawe jak będzie jesienią w deszczowe dni..?
          dzisiaj co się naszykowaliśmy na spacerek to zaczął padać deszcz i w końcu cały
          dzionek spędziliśmy w domku, .....zdecydowanie wolę spacerki...
          • kangur4 Re: Spacery, spacery, spacery.... 12.09.05, 23:22
            Niestety, każda przyjemność, robiona z musu, to już nie przyjemność, tylko
            przykry obowiązek.
            Mi juz powoli spacery wychodzą bokiem. W Łazienkach znam każdą kaczkę z
            imienia, a z wiewiórkami to po brudziu jesteśmy. Ostatnio jedna wlazła mi do
            wózka, bezczelna. Nie mówiąc już o sarence, która w ogóle się mnie nie boi, i
            wróblu, który mi ostatnio kawę wypił (ciekawe ile dni potem nie spał?).

            Czasem mam ochotę wyjść, ale w większości wypadków traktuję spacery jak
            pańszczyznę - odrobić i już. Obowiązkowo biorę książkę, do tego jakiś tygodnik
            no i walkmana. No i prawie 2 euro na kawę w papierowym kubku (zdzierstwo).

            Całe szczęście, że M. to anioł wcielony i na spacerach zachowuje sie bardzo
            przyzwoicie. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek płakała.

            Czekam na zimę. Znowu pewnie będę jedyną osobą (nie licząc M.) w Łazienkach i
            znowu będę się czuła jak ich właścicielka.

            A na wiosnę... A na wiosnę - przeprowadzka! Nowe miejsca do zwiedzania i może
            od nowa wstąpi we mnie zapał do spacerów?
      • joa8 Re: Spacery, spacery, spacery.... 13.09.05, 09:20
        a jak, ja mmala, muszę mieć cel smile
        choć wychodzić na spacery zawsze lubiłam, na początku ratowało mnie to przed
        ześwirowaniem, hehehe, poza tym w pierwszych tygodniach to był jedyny czas,
        kiedy mój synek spał i nie słuchałam jego narzekań na świat.

        Teraz wychodzę zawsze w porze południowej drzemki (ok. 11), Antoś uspypia, jak
        tylko ruszymy, ja ide przed siebie, zbieram mysli, planuje różne rzeczy,
        rozmyślam, rozkoszuję się pięknym parkiem obok mnie, a potem opcjonalnie:
        zakupy, koleżanki, kino, knajpka, plac zabaw, lub co tam mi do głowy przyjdzie.
        Wracamy koło 16, 17. Antoś zalicza jeszcze jedną drzemkę.
        Ale jak mi się bardzo nie chce, to zostajemy w domu, tyle tylko, że wtedy Antek
        jest bardziej marudny, niestety.

        Piersią karmiłam wszędzie, gdzie Antosiowi się zamarzyło, bez żadnej żenady smile
        Teraz zabieram ze sobą słoiczki i obiadek mały je zazwyczaj w parku (w domu
        podgrzewam słoiczek i wkładam do termosu). Noszę ze soba całą stołówke wink -
        słoiczki, łyżeczki, śliniak, picie. Kupiłam takie fajne plastikowe pojemniki w
        tesko i tam wszystko pakuje i mam pod ręką. Pełna organizacja, hihihi.
        Generalnie , teraz wózek, to dla mnie przedłużenie torebki, mam tam wszytsko,
        bez niego czuję się, jak bez ręki smile)
    • wenus.z.willendorfu Re: Spacery, spacery, spacery.... 13.09.05, 09:33
      Ja raczej tak średnio, bo spacer dla mnie to ciężka praca i raczej nie trwa
      dłużej niż dwie godziny. Po pierwsze: Frutka nie przespała na spacerze ani
      minuty przynajmniej od czasu, gdy jeździ na siedząco (może dawniej, ale już nie
      pamiętam) i w związku z tym nie ma ławeczki, książeczki itd. Po drugie: wózek
      musi jechać, przystanków długo nie toleruje (z wyjątkiem, co ciekawe, sklepów
      itp. ale chyba wie, że tam musimy stać). Po trzecie: co chwilę chce wysiadać i
      połazić po trawie, więc ja muszę biegać za nią albo chodzić z nią za rączki.
      Dobrze, że niedaleko mamy duży park i drugi mniejszy, ale znam w nich każde
      źdźbło trawy i mówiąc szczerze- już mi się nudzi.
    • mmala6 spanie na spacerze 13.09.05, 11:31
      tak sobie przypomniala a propos tego watku, ze u nas Matek ostatnio malo spi na
      spacerze.Latwo sie wybudza a to samochod, a to pies, a to jakies dziecko
      krzyknie.Dlatego wole zeby spal te 2 godziny w domu, niz meczyl sie i marudzil
      potem, bo na spacerze sie nie wyspi.To tez u nas warunkuje jak dlugo i kiedy
      spacerujemy.
      • aniak25 Re: spanie na spacerze 13.09.05, 12:04
        Mi tez juz bokiem wychodzi spacerowanie i jak byly ualy to wychodzilam tylko wieczorkiem na godzinke. Drugi powod to taki ze maly nie chce w wozku jezdzicwiec nosze go w nosidelku na brzuchu a ze waga juz ponad 7kilo to kregoslup siada i dluzej niz godzinke to juz ciezko.
        Jak Kuba byl mlodszy to chetnie jezdzil w wozku i spal przez caly czas a teraz tylko nosidelko ale dobrze ze i wnim czasem zasypia i sobie podrzemie troszke.
    • pampeliszka Re: Spacery, spacery, spacery.... 13.09.05, 17:20
      Odkad moja corcia skonczyla 4 mce i zamiast wrzeszczec niemilosiernie w wozku to
      spi, to ja spacery kocham. Biore sobie termos z kawa, 2 sniadanie, ksiazke,
      czasem kolezanke, jesli ma czas i ide do parku na 1,5- 2 godzinki. Dzis sie nam
      udalo zdazyc wypic kawe zanim zaczelo padac. Boje sie, ze ta sielanka sie
      skonczy z powodu pogody.
    • mama_olka Re: Spacery, spacery, spacery.... 13.09.05, 21:23
      Ja roznie. Na poczatku bardzo lubilam wychodzic, ale byla zima i szybko
      marzlam. Potem przyszla wiosna i zamierzalam sie nia delektowac, ale Olek mial
      inne poglady i darl sie tak, ze wszyscy odwracali sie na ulicy. A, i dawali mi
      czesto rady jak go uspokoic. W koncu przyszedl okres spacerowki i samodzielnego
      siedzenia i spacery staly sie przyjemnoscia, tyle ze juz raczej dla niani.
      Teraz na absolutnym topie sa place zabaw: chustamy sie albo zjezdzamy. No i
      znowu jest trudny okres bo Olek chcialby juz bawic sie z dziecmi, a ja mu
      jeszcze nie pozwalamwink Lubie z nim chodzic na male zakupy, zawsze jest bardzo
      powazny przy kasiewink A, skad biora sie Wasze kolezanki na spacerach w dni
      powszednie? Moje wszystkie pracujasad
      • mama_olka hustamy sie chcialam napisac 13.09.05, 21:25
        cos mi sie pomylilo z chusta, hi hi
      • mmala6 ja mam takie kolezanki, co tez nie pracuja 13.09.05, 23:04
        z jedna sie rozmijam ostatnio, bo niestety nasze dzieci maja rozbiezne poglady
        nt spedzania czasu na dworze.Jej corka jest na etpie chodzenia, hustania,
        piaskownicy itp A moj Matek steka jak wozek za dlugo stoi w jednym miejscu....a
        trudno spacerowac dookola piaskownicywink
    • magdalena_dem Re: Spacery, spacery, spacery.... 13.09.05, 22:48
      póki co uwielbiam spacerować, Mikołajek zdaje sie, że też lubi bo sie uśmiecha
      jak go pakuje do woza. Staram sie z nim wychodzić na 2 spacery dziennie, no ale
      też lubie mieć coś do załatwienia przy okazji (mąż ostatnio nie chce już mi
      dawac pieniędzy na spacery wink ) Nasz spacerowy rekord to 7,5 h ale sie nie
      powiem zebym sie nie zmęczyła
      • barbi1 No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 19:25
        Wybrałam się dziś jak zwykle do parku.
        Niestety ścieżki nie były odśnieżone, więc brnęłam poprzez puch.
        Podejrzewam, że spacerowałam wszędzie, tylko nie alejkami.
        Oczywiście szybko tego pożałowałam, bo strasznie ciężko było pchać wózek
        przez zaspy (dziwne, nie?), mimo że wózek mamy typu czołg.
        Upociłam się jak mysz (bez obrazy Mysz!)
        i spaliłam chyba z milion kalorii.
        A spodnie mokre po kolana!
        Nina se spała w najlepsze ponad 2 godziny!
        Długo ja nie pociągnę!
        • xemm1 Re: No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 19:50
          łooo matko Barbi gdzie Ty mieszkasz, u nas śniegu niewiele wink)
        • enja11 Re: No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 19:51
          Ja dzisiaj też przecierałam szlakiwink) Co ciekawe byliśmu jedynym wózkiem w
          okolicy - chyba wszyscy doszli do wniosku, że pogoda nie za bardzo nadaje się
          na spacery. A ja byłam twardawink)
          W lecie nasze trwały co najmniej 2 godziny, czasem dłużej. Teraz skróciłam do
          ok. godziny, no i przede wszystkim spacery są już "świadome", tzn. chodzimy
          między drzemkami i Jachu podziwia świat. Ale z utęsknieniem czekam na jakąś
          zadymkę snieżną - będę miała wymówkę, żeby zostać w domu. Swoją drogą jachu
          pewnie wtedy da mi popalićwink)))))
          • wiolkak Re: No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 20:02
            u nas dzisiaj babka powoziła! ale miałam luzik
            • barbi1 Re: No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 20:08
              wiolkak napisała:

              > u nas dzisiaj babka powoziła! ale miałam luzik

              He he, dobre!
            • xemm1 Re: No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 20:13
              he he skojarzyła mi się babka lancetowata wink))
              • barbi1 Re: No i jak tam nasze spacery? 22.11.05, 20:16
                xemm1 napisała:

                > he he skojarzyła mi się babka lancetowata wink))

                A mnie z woźnicą wink
    • myszka785 irlandzkie spacery!... 22.11.05, 20:10
      ja nie chodzę codziennie!...
      w Irlandii pogoda nie zawsze na to pozwala, zdarzają się tygodnie, że przez 7
      dni nosa wychylić z domu nie można sad
      teraz np. od trzech dni jest mgła jak mleko i w dzień i w nocy (Irlandia
      Północna-nie wiem jak w pozostałej części), a od czwartku zapowiadają
      śnieżyce!!!...
      pozdro!
      • renatka_sz Re:Myszka - irlandzkie spacery!... 22.11.05, 20:24
        ooo, a u nas w Republice sloneczko i juz chyba ze trzy dni nie lalo! Dziwne,
        nie? Ale jest juz zimno, pogoda raczej fresh, jak oni to nazywaja, czyli niby
        slonce, ale rekawiczki sie przydaja. No i rano szron...
        Na spacerki staram sie wychodzic codziennie, no chyba ze leje bardzo, bo jak
        tylko kropi to zakladam raincover na wozek i wychodze. Maly bez spaceru nie do
        zniesienia jest, wiec raczej nie mam wyjscia i wlocze sie po Clane w te i z
        powrotem...
        • myszka785 Re:Myszka - irlandzkie spacery!... 22.11.05, 20:41
          to my mamy pecha! sad
          u nas koło tego jeziora ta mgła tak jakoś zaległa i trzyma - dziś już 3 dzień!
          ciekawe czy te prognozy ze śnieżycami od czwartku im się sprawdzą?...
          • renatka_sz Re:Myszka - irlandzkie spacery!... 22.11.05, 20:57
            o kurcze, to maja byc sniezyce??? Dawno nie ogladalam prognozy pogody, wiec
            jestem do tylu. Pamietam ze zeszlej zimy troche snieg tu padal, oczywiscie zaraz
            topnial, ale zeby sniezyce...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka