kangur4
29.01.06, 23:08
Poranne mleko z dodatkiem kaszki kukurydzianej podaję Matyldzie butelką.
Ponieważ nie dysponuję podgrzewaczem, stosuję następującą metodę: zagotowuję
wodę w czajniku, wlewam do butelki i dopełniam do żądanej ilości zimną wodą z
lodówki, którą zawsze mam w pogotowiu w buteleczce po soczku gerbera.
Dlaczego o tym piszę? Bo dzisiaj wysłałam do zrobienia mleka mojego Pana
Męża. Dopełnił, owszem, zimną wodą z lodówki.
Ale gazowaną Żywca.
Karmiąc Matyldę rano w łóżku, zastanawiałam się co się w środku tak wszystko
pieni? Potrząsnęłam butelką (po krótkiej walce, bo musiałam ją wyrwać z
dzioba) i jak nie strzeliło! Piana wyszła wszystkimi smoczkowymi dziurami.
O mało zawału nie dostałam! A moje tępe (po tatusiu) dziecko chyba nawet się
nie zorientowało, że coś jest nie tak...