pampeliszka 13.02.06, 01:13 Moje dziecko sie juz wyspalo, wiec doszlam do wniosku, ze powiem Wam dzis pierwsza dzien dobry, a co. Miłego dnia, witajcie w taki piekny poniedzialek... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
agus8 Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 07:21 ooo! dzien dobry... nie ma jak duza ilosc snu?...u mnie walka w nocy była ale pospałem troche dluzej, a teraz jade z tatusiem do żłobka..miłego dzionka życzę wszytkim-zwłaszcza niewyspanym Odpowiedz Link Zgłoś
mooh Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 08:09 Nie spodziewałam się nikogo tu zastać o takiej porze. Myślałam, że poczytam wieczorne wątki, a tu proszę, dzień na forum już się zaczął. Witajcie, zaczynamy od herbatki i śniadania? Odpowiedz Link Zgłoś
enja11 Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 08:20 Dzień dobry! Ja juz po śniadaniu, dopijam Inkę i próbuję wymyślić obiad na Jacha. Nie mam pomysłu. Może coś poradzicie? Odpowiedz Link Zgłoś
ezrapound A ja na smutno 13.02.06, 08:26 Mam za sobą okropną noc, ale nie z powodu dziecka. Wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że zmarła znajoma z pracy - pani Profesor, która przez lata pracowała w tym samym zakładzie, co ja. Bardzo nagle to się stało. Nie miała chyba nawet jeszcze sześćdziesiątki. Była zdrowa. W grudniu zaczęła ją boleć noga, okazało się, że to był zator, wczoraj wieczorem zmarła. Była Kanadyjką, przyjechała do Polski wiele lat temu i (nie wiedzieć czemu) polubiła ten kraj. Nigdy nie dostała porządnej wizy (o obywatelstwie nie wspominając), zawsze walczyła z urzędnikami. Parę tygodni temu była w szpitalu, w związku z tym bólem nogi. Wiem od koleżanki, że bardzo źle ten pobyt w szpitalu znosiła. Nie mogła się z nikim dogadać (chociaż nieźle mówiła po polsku), za wszystko musiała płacić, a opieka i tak pozostawiała wiele do życzenia. Wiedziałam wtedy, że ma kłopot ze zdrowiem i przez cały ten czas planowałam, że ZADZWONIĘ!!! Że zapytam, czy nie potrzebuje jakichś kontaktów medycznych (przecież mój mąż jest lekarzem!) Ale odkładałam cały czas tę rozmowę, bo były inne sprawy. Wiadomość o jej śmierci zwaliła mnie wczoraj z nóg. Mam ogromne poczucie winy. I niesamowicie mnie trzepnęła myśl o kruchości naszego życia. Ona jeszcze w zeszłym tygodniu zbierała prace semestralne od studentów. Wczoraj mówiła komuś przez telefon, że już je ma sprawdzone. Kilka godzin później nagle było już po wszystkim. Na nasz rozum, istnieje niestety podejrzenie jakiegoś niedopatrzenia medycznego, co czyni tę sytuację jeszcze trudniejszą do przełknięcia. Wybaczcie taki temat, ale musiałam się wygadać. Odpowiedz Link Zgłoś
schaapje Re: A ja na smutno 13.02.06, 08:31 wiem jak sie czujesz, bo ja tez zaluje, ze 'czegos nie zrobilam'. sytuacja byla nieco inna, ale bol pozostaje ten sam... dlatego staram sie mowic i robic pewne rzeczy od razu, jak mi tylko przyjda do glowy, jak tylko o nich pomysle... zeby juz wiecej nie musiec zalowac i nie miec takich okropnych wyrzutow sumienia... Odpowiedz Link Zgłoś
ezrapound Schaapje, 13.02.06, 08:38 masz rację, to jest napewno wielka lekcja. Ważne rzeczy trzeba robić natychmiast. Sęk w tym, że ja nie miałam pojęcia jak ważny byłby ten telefon. Gdybym chociaż z mężem wcześniej o tym porozmawiała. Wczoraj, kiedy mu powiedziałam, że bolała ją noga tak, że nie mogła prowadzić samochodu, to złapał się za głowę - to podobno jednoznaczny objaw bardzo poważnej zatorowości. Nie mam pojęcia, czy to było właściwie rozpoznane i leczone. I pewnie się nie dowiem. Odpowiedz Link Zgłoś
schaapje Ezra 13.02.06, 09:18 ja wiem, z tak sie nie da, ale sprobuj pamietac, ze skoro nie wiedzialas, ze to powazne, to nic dziwnego, ze uznalas sprawy za pilna... z takimi myslami niestety trzeba zyc, tak jak trzeba zyc z obawa o zycie wlasnego dziecka/meza/rodzicow. trzeba znalezc swoj wlasny sposob radzenia sobie z tym, zeby nie zwariowac... ja znalazlam swoj sposob - na ile to mozliwe, nie odkladac na jutro tego, co moze byc naprawde wazne i dzieki temu widzialam przed smiercia meza mojej mamy. czulam, ze jest z nim zle, chociaz to nie pierwszy raz. i chociaz ciagnelo mnie do domu, do Glizdeczki, urwalam sie z zajec i pojechalam do szpitala. dwa dni poniej zmarl. i chociaz spedzilam u niego zaledwie kilkanascie minut i nawet nie wiem, czy kojarzyl, ze u niego jestem - ciesze sie, ze tam dotarlam, bo mialam okazje sie z nim pozegnac... biorac pod uwage sytuacje z przeszlosci, ten jeden raz na trzy, gdy mi sie nie udalo - zal pozostaje. i pewnie zawsze we mnie bedzie... Odpowiedz Link Zgłoś
ezrapound Re: mialo oczywiscie byc 13.02.06, 09:31 Dzięki Schaapje! Muszę jakoś ochłonąć. Zwłaszcza, że moje wyrzuty sumienia niczego już przecież nie zmienią. Odpowiedz Link Zgłoś
malwus Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 08:43 witamy serdecznie, w pracy od 7-mej a dzieciątko budzi się notorycznie w nocy i półprzytomna siada i piszczy... Odpowiedz Link Zgłoś
xemm1 Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 09:57 Witam wszystkich u nas nocka w miarę spokojna Rety! Pam wcześnie zaczęłaś Ezra przykro mi Ale nie możesz obarczać sie winą... faktycznie jest to kolejne doświadczenie, które uczy nas, daje nam wskazówki na przyszłość... niestety przykre doświaczenie Odpowiedz Link Zgłoś
pampeliszka Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 10:06 Dzien dobry jeszcze raz. Malgol jednak dal sie przekonac, ze jest zbyt wczesnie na wstawanie i dal sie uspic, oczywiscie w naszym lozku. A o 6 wstal znowu, wkurzyl tatula na maxa, bo biedaczek mial w planach pospac do 6.50, po czym zasnal przez 7 i spalysmy prawie do 9. A teraz stoi koło szafki i zrzuca co sie da na podłoge. Ostatnio spedza czas-stojąc i probujac chodzic przy meblach. Zabawki są nudne, a siedzenie obrazliwe, niestety. Ezra, rozumiem Twoje obawy i wyrzuty, mam nadzieje, ze sie szybko pozbierasz. Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 12:33 hmmm nie wiem czy mogę to napisać...... spaliśmy do 11 Ezra, strasznie mi przykro, nie będzie Ci łatwo, jednak kiedyś sę z tym pogodzisz. KUBA UR. 22 MARCA 2005r. godz 9:10 KUBULEK na stojąco KUBUŚ MA JUZ... Odpowiedz Link Zgłoś
pampeliszka Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 12:37 Dla przyzwoitosci powinnas dodac, ze w nocy była choc jedna pobudka... Odpowiedz Link Zgłoś
mmala6 Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 13:03 u mnie byla jedna na Monia, ktore bezczelnie spadl pod lozeczko.Ale za to dwie wczesniejsze noce!!!lepiej nie mowic! Odpowiedz Link Zgłoś
kubona Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 13:03 ponieważ jestem przyzwoita dodaję żę w nocy była pobudka z okropnym krzykiem trwajacym jakies 15 minut, potem ok 8 przerwa w spaniu na jedenie i dalej lulu. teraz usypia mi na ręce. chyba nie zdążę zrobić obiadu na 14........... Odpowiedz Link Zgłoś
wiolkak Re: dzien dobry, moje drogie 13.02.06, 13:05 kaśka ostatnio trenuje wstawanie do fabryki, jak nic matołek będzie na szóstą rano zapychać do roboty coraz wcześniej wstaje, a matka coraz bardziej nerwowa i niewyspana! Odpowiedz Link Zgłoś
pampeliszka Wiolka, 13.02.06, 13:11 to załatw jej gdzies jakas praktyke, wyslesz na nocna zmiane i sie wyspisz Odpowiedz Link Zgłoś
xemm1 Re: Wiolka, 13.02.06, 13:13 żeby tylko na dwie zmiany nie chciała - nocka i dniówka ... Odpowiedz Link Zgłoś
wiolkak Re: Wiolka, 13.02.06, 13:13 dobra myśl, tylko nie wiem czy ja wezmą, bo to wiecej szkody narobi niz pomoże Odpowiedz Link Zgłoś
duramgama witam wszystkich, witaj EZRA 13.02.06, 14:32 Dzień dobry, dopiero mam chwilkę, żeby usiąść i nadrobić forumowe zaległości. Srajdzinka wymęczona zimowym spacerkiem i intensywną zabawą nowymi klockami, pogrążyła się w słodkiej drzemce... Ezra, współczuję Ci i jednocześnie proszę, żebyś postarała się na spokojnie (na ile się oczywiście da...) podeszła do tej nieoczekiwanej śmierci. Ech, właściwie niemal zawsze jest ona nieoczekiwana (nawet jeśli ktoś, kto odchodzi jest wiekowy, chory, zawsze się łudzimy, że zostanie z nami jak najdłużej, wyobrażamy sobie, że na zawsze...). Niechciana, bolesna, wydaje się być niesprawiedliwa - dla nas, którzy zostajemy z poczuciem ogromnej straty... Nie potrafimy wykluczyć czy Twój kontakt z Panią Profesor zmieniłby cokolwiek. Być może pomogłabyś jej, być może nie... Juz nigdy sie o tym nie dowiesz. Żal jest ogromny, poczucie winy, wyrzuty, gdybania... Ezra, kochana, TERAZ niczego nie możesz zmienić. Musisz sobie uświadomić to w całej, jakże bolesnej rozciagłości i zmierzyć sie z tym nagim faktem. Nie cofniesz czasu, nie podejmiejsz jeszcze raz decyzji, możesz wyłącznie pogodzić się z Jej śmiercią. To trudne. Bardzo trudne. Nigdy nie jest łatwe, ale tylko wówczas jakoś oswoisz tę smierć, ten brak. Powiem truizm - śmierć to integralna część życia, nieuchronnie wpisana w nasz los. Brzmi banalnie, ale myśl sama w sobie jest niepojęcta. Dla wielu (być może nawet większości!) nieuchronność śmierci jest w rzeczywistości całkowitym zaskoczeniem. Sama wiem, że najprawdopodobniej (jesli ich nie wyprzedzę) będę musiała pożegnać kiedyś Babcię (wiekową juz kobietę), Rodziców, być może za wiele lat Męża... To przerażające do szpiku kości, mozna starac sie o tym nie mysleć, wyrzucać to z głowy, jakby nigdy mialo nie nastapić, ale nic nam po tym. Dopadnie nas. Akurat w moim przypadku myśl o smierci najbliższych (często przygaszona, cicha) towarzyszy mi od bardzo wielu lat (byc może dlatego, że sama otarłam się o śmierć i długo pracowałam, żeby to doświadczenie w sobie zintegrować), odzywa się, ściska za gardło znienacka, kiedy słyszę o innych śmierciach, kiedy odchodzi ktoś, kto właśnie wczoraj jeszcze był, śmiał się, witał, rozmawiał ze mną... Nie wiem czy to najtrafniejsze określenie, ale bardzo cenię sobie otwarte, mądre, pozbawione strachu i paniki, niezwykle wyważone podejście do śmierci obecne w kulturach Wschodu (i nie mówię tu o wierze np. w reinkarnację). Mam w domu wspaniały film dokumentalny, autorstwa mojej chińskiej znajomej, która mieszka obecnie w Holandii. To film o umieraniu i pochówku starego mistrza, mnicha buddyjskiego. Ileż tam łagodności, afirmacji, ileż spokoju i wiary w słuszność takiego porządku świata. Jeśli chcesz, masz czas, ochotę, potrzebę - mogę Ci go pożyczyć... Mogę Ci też ze szczerego serca polecić wspaniałe, głębokie i mądre książki Stephena Levine'a: "Kto umiera.Sztuka świadomego życia i świadomego umierania" oraz "Gdybyś miał przed sobą rok życia. Eksperyment na świadomości" Oto recenzje tych książek, które znalazłam pospiesznie w sieci. Zapewne nie oddają w pełni wartości obydwu pozycji, ale może pomoga podjąć Ci decyzje czy chcesz do nich zajrzeć czy też nie... Trzymaj się ciepło. Stephen Levine Kto umiera? Sztuka świadomego życia i świadomego umierania Do pewnego wieku Zaduszki są świętem innych. Moich zmarłych ale nie moim. Z czasem zaczynamy myśleć, że to własna sprawa. Przeczytałem książkę "Kto umiera?". Autor, myśliciel z rodziny żydowskiej stara się nauczać mądrości różnych religii, tego, co im wspólne, ale najbliższa jest mu myśl Indii. Mówi o miłości bezwarunkowej, czyli doświadczeniu istnienia, w którym nie ma już "ja" ani "oni" - jest jedność z całym istnieniem. Wspomina nawet o reinkarnacji. Niemniej jest to przewodnik ponadreligijny nie tylko w autorskim zamiarze. Sztuka umierania jest przecież bezspornie sztuką życia. Tym łatwiej umierać, im mniej ważne jest wszystko, co mam, nawet ciało. Mistycy chrześcijańscy, muzułmańscy spotykają się z buddyzmem, przekraczając zaklęty krąg "ego". Niech ono umiera od zaraz. Jan Turnau, Gazeta Wyborcza, 31 października 2001 Stephen Levine Gdybyś miał przed sobą rok życia Eksperyment na świadomości Co byś zrobiła, gdyby został ci tylko rok życia? Wybrałabyś się wreszcie na szalone wakacje? Zabrałabyś się do pracy czy raczej rzuciła pracę? Wyszłabyś za mąż? Rozwiodłabyś się? A może zaczęłabyś tkać makramy albo malować obrazy? Zmieniłabyś religię? Wreszcie przeczytałabyś te wszystkie książki, na które nigdy nie miałaś czasu? Przeznaczyłabyś wszystkie oszczędności na szczytny cel czy wydałabyś je co do grosza? Jak byś żyła? To właśnie ma do zaoferowania ta książka - eksperyment na świadomości: rok przeżywany tak świadomie, jak tylko to możliwe; rok na dokończenie wszystkich spraw; na dogonienie życia; na rozpoznanie własnego lęku przed śmiercią i uporanie się z nim; na odnalezienie prawdziwej mądrości i radości; na zaufanie prawdzie swego serca. Niezwykła, cudowna książka. Podstawowa lektura dla ludzi, którzy pracują nad sobą.Renata Dziurdzikowska, Zwierciadło, listopad 2001. Stephen Levine: Gdybyś miał przed sobą rok życia. Eksperyment na świadomości Kolejna pozycja w dorobku wybitnego amerykańskiego myśliciela i terapeuty. "Ten roczny eksperyment na świadomości to nie uleganie niechęci do życia, lecz lekarstwo, które nas z tej niechęci uleczy. Jeśli będziemy stosować je codziennie, nauczymy się doceniać każdą chwilę, obudzimy się z odrętwienia, zaczniemy oddychać pełną piersią" - tak pisze o swoje książce Stephen Levine. Gdybyś miał tylko rok życia to książka niezwykła: mówi o tym, jak odzyskać radość życia, jak cieszyć się każdą jego chwilą we wszystkich okolicznościach. Odpowiedz Link Zgłoś
ezrapound Duram, 13.02.06, 15:25 dzięki kochana! Tak, wiem, że teraz już niczego nie zmienię, że nikomu nie pomogę swoimi wyrzutami sumienia. Jestem już znacznie spokojniejsza. Myśl o śmierci (mojej własnej i najbliższych) towarzyszy mi prawie stale. Nie jestem z nia niestety pogodzona, a zdarzenie takie jak wczorajsze - całkowicie niespodziewane zniknięcie znajomej osoby - budzi we mnie trwogę, bardzo nadwyręża moje (i tak niewielkie) poczucie bezpieczeństwa. Znam jedna z ksiazek Levina - tę pierwszą. Nie czytałam "Gdybyś miał przed sobą rok życia", może sobie po prostu kupię. Ale ten film to chętnie bym pożyczyła - w jaki sposób mogłybyśmy to zorganizować? Co do kojących lektur, ostatnio dobrze na mnie działają późne dzienniki Thomasa Mertona z czasów podróży do Azji. Dobra jest też książka "Zen i ptaki rządzy". Przestrzegam jednak przed wczesnym Mertonem, zbytnio zapatrzonym w katolicyzm. Pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link Zgłoś
duramgama Re: Duram, 13.02.06, 15:44 Znam Mertona, ale nie rozczytuje się w nim (dzienników nie znam). Mam bardzo mieszane uczucia co do jego książek, choć i dużo szacunku dla jego mądrości. Film możesz oczywiście odebrać osobiście. Zapraszam do siebie, kiedy tylko masz ochotę Oczywiście, zapraszam na otwarcie salonu na Placu Wilsona 18 lutego (datę jeszcze potwierdzę), wtedy będziemy mogły się zobaczyć i chwilę porozmawiac osobiście. Wówczas chętnie pożyczę Ci kasetę z filmem. Pozdrawiam Cię ciepło Odpowiedz Link Zgłoś
ezrapound Re: Duram, 13.02.06, 17:31 Dzięki za propozycję! Będziemy w kontakcie. Późny Merton jest dobry dla osób zainteresowanych dialogiem chrześcijaństwa ze wschodem. Podobno po spotkaniu z Mertonem Dalaj Lama powiedział, że żaden inny człowiek z zachodu nie zrozumiał tak głęboko istoty buddyzmu. Mnie właściwie interesują tylko jego ostatnie dzienniki, rozważania o kontemplacji i samotności. Odpowiedz Link Zgłoś