hanka2004
28.10.06, 21:06
Dziewczyny, jestem załamana. Rzadko piszę coś na forum, ale dzisiaj naprawdę
potrzebuję pocieszenia i rady. Byłam dzisiaj u dentysty z moim 2,5latkiem.
Nie pierwszy raz. Byliśmy już pół roku temu, był płacz, nie chciał
współpracować. Dlatego dzisiaj poszłam do dentystki bardzo polecanej na
forum. Niekoniecznie jeżeli chodzi o jakość plomb, ale na pewno jeżeli chodzi
o stosunek do dzieci. Miało być lepienie z ciastoliny, oglądanie na monitorku
ząbków, w sumie godzina. Nie było. Pani wzięła go od razu na fotel i
próbowała go przekonać kto ma rację. Taką ma metodę na takie dzieci jak moje.
Nawet na początku myślałam, że to podziała. Zdecydowanie, ostro, "ja i tak to
zrobię". O.K. Trzymałam się. Nic nie mówiłam, ale kiedy po 45 minutach moje
dziecko było już całe mokre, w jeszcze większej histerii, a pani udało się
może dwa razy wjechać wiertłem i co raz bardziej na niego krzyczała, poddałam
się. Usłyszałam od pani, że mam rozpieszczone dziecko, że ona radzi sobie
nawet z roczniakami i z ADHD. I właściwie najbardziej się martwię tym, że
może ona miała rację. Pocieszcie mnie jeżeli możecie, ale też napiszcie co
naprawdę sądzicie. Może ja naprawdę jestem do niczego, tak się przynajmniej
teraz czuję...