Dodaj do ulubionych

Kurator rodzinny

09.11.07, 17:20
Czy ktoś może wie, jak w praktyce wygląda nadzór kuratora nad
dzieckiem, które nagminnie opuszcza szkołę, oraz nadzór nad
dysfunkcyjną rodziną tego dziecka?
Obserwuj wątek
    • annakate Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 18:39
      Kurator może w dowolnym czasie (między 7 rano a 21) składać wizyty w domu
      kontrolując sytuację, rozmawiając z rodzicami i dzieckiem, udzielając wskazówek.
      Współpracuje także ze szkoła - pedagogiem, wychowawcą. Może rodzinie
      podpowiadać i kierować na terapie rodzinną itp, może zobowiązać do zapisania
      dziecka na świetlicę, zajęcia wyrównawcze, podjęcia współpracy ze specjalistą.
      ma jak nazwa wskazuje nadzorować sytuację, nie ma "twardych" kompetencji
      nakazowych ale ze swoich działań zdaje relację sędziemu kontrolującemu przebieg
      postepwoania wykonawczego - sędzia już może pewne działania rodzicom nakazać.
      • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 18:59
        Dzięki. A czy kurator zapowiada te wizyty czy robi nalot?
        • harrypotter Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 21:25
          To zalezy. Zazwyczaj dzwoni wczesnij i mowi ze dzis przyjedzie i
          zeby byc, wiec lepiej zrob sobie identyfikacje numeru tongue_out
          takie wizyty sa bardzo nieprzyjemne. Ile lat ma skazany na kuratora??
          • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 21:59
            piętnaście.
            • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 22:00
              A na czym polega nieprzyjemność wizyt?
              • harrypotter Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 22:33
                Le to tyle samo co ja mialam smile
                no wiesz to chyba nie jest przyjemnie jak jakas obca osoba ci
                wydzwania, wparowoje do domu i chce wszytsko wiedzec i widzec
                To jeszcze zalezy jaki ci sie kurator zdarzy, raczej baba bo faetow
                do tekiej pracy nie cignie
                Jak jest to dziecko nie chodzace do szkoly z tzw. dobrego domu, ze
                nie zadna malina to bedze milsza
                Bedze chciala gadac i z toba i dzieciakiem
                To sa naprawde meczacy ludzie no i chce przychodzic co miesiac
                bleeee uncertain
                • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 22:39
                  A ja mam wrażenie, że w szkole jest szczególnie karana za to, że z
                  dobrego domu - prawdziwej patologii odpuszczają, dopóki nie ukradnie
                  lub nie zabije.
                  • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 22:44
                    no i co ten kurator ma niby zdzialac?to jest bez sensu?
                    • harrypotter Wredna szkola ]:-) 09.11.07, 22:54
                      Mnie to samo zrobili, meline to kochaja a jak pokarzesz troche
                      kultury to sie rozszerdza, udawali ze dabaja o mnie i do sadu mnie
                      wyslali z rodzian, chamstwo, wybic komus oko mozna, palic i pic
                      mozna, ale nie chodzic do szkoly to straszne przestepstwo
                      Zadne mi tam dbanie o ludzi wysylanie ich do sadu
                      Trafila wam sie chamska szkola, trzeba zmienic
                      • echtom Re: Wredna szkola ]:-) 09.11.07, 22:57
                        Nie warto - ostatnia klasa. Najgorzej, że uczą tam osoby, które
                        pamiętają mnie z lat szkolnych jako wzorową uczennicę i nie mogą się
                        pogodzić z tym, ze mam takie nieudane dzieci.
                        • epreis nieudane dzieci? 18.11.07, 20:22
                          hm... nic dziwnego,że dzieci stwarzają ci problem skoro własna matka zamiast dać się za nie pokroić na forum uważa je za nieudane. też nie chciałoby mi się starać bo niby po co skoro już je skreśliłaś...
                          • echtom Re: nieudane dzieci? 18.11.07, 20:32
                            A tu akurat przytaczam opinię szkoły, nie moją. A co do tego
                            krojenia, to przesadzasz - jak się orientuję, w większości wątków na
                            tym forum matki skarżą się na dzieci i problemy z nimi, a nie bronią
                            ich własną piersią przed całym światem.
                            • epreis Re: nieudane dzieci? 18.11.07, 21:35
                              hmm..dziwnie to odbierasz, ja czytając te wątki odbieram to tak,że mamy proszą o radę i pomoc ale nie skarzą się na własne dzieci. nie idealizuję bycia matką, choć mój synek nie jest łobuzem też ma gorsze dni ale mimo wszystko dla mnie zawsze jest kochany i najlepszy i mimo,że jest dużo młodszy od twoich dzieci i narazie nie mam problemów ze szkoła to wiem,że żadna szkoła nie wmówi mi,że jest nieudany. co wcale nie znaczy,że twierdze,że twoją winą są błędy twojego dziecka bo tak nie uważam. twoja córka jest odrębną, właściwie dorosłą osobą i jak sama piszesz i uważasz (pewnie słusznie) zrobiłaś wszystko co mogłaś by wychować ją porządnie. i ona pewnie jest właśnie taka porządna tylko musi jeszcze dojrzeć..wagary to nie morderstwo, a kurator? no współczuje pewnie nie będę szczęśliwa gdy kiedyś zapuka do moich drzwi..ale może dzięki temu ona zrozumie,że wszystko ma swoje konsekwencje? piszesz, że ona mści się bo uważa że kochasz bardziej starszą córkę od niej choć ty wiesz,że tak nie jest... hm..sama jestetm matką 2 letniego chłopczyka i na drugie czekam, narazie mimo,że drugie jest wypragnione i zaplanowane nie umiem go pokochać..mam nadzieję,że mi minie..pomyśl obiektywnie, może rzeczywiście ona mogła czuć się gorzej??? ja jestem matką ale też córką i ciągle mnie boli,że wg mojej mamy nigdy nie dorastałam bratu do pięt..i nadal nie dorosłam.on zdobył więcej doświadczeń- tych dobrych i tych złych (raz wrócił z eskortą policji do domu) bo wiedział że mama i tak go kocha, ja bałam się nawet prosić o pozwolenie wyjścia na dyskotekę żeby przypadkiwem nie przestała mnie kochać zupełnie...
                              nie oceniam cię i nie myślę że odpowiadasz za sytuację twojego dziecka...zrozum tylko, że to jest twoje dziecko i niech inni mówią co chcą ale mimo wielu wad powinno być mimo wszystko najważniejsze..zwłaszcza, że jak piszesz poza tobą nie ma nikogo..
                              • echtom Re: nieudane dzieci? 18.11.07, 22:20
                                ..pomyśl obiek
                                > tywnie, może rzeczywiście ona mogła czuć się gorzej???

                                Epreis, ja rozumiem, że ona mogła czuć się gorzej - tylko trudno mi
                                to ocenić z mojej perspektywy, zwłaszcza, że sama nie miałam
                                rodzeństwa. Jedna rzecz jest pewna - z pierwszym dzieckiem przeżywa
                                się bardziej emocjonalnie wszystkie "pierwsze razy", z drugim już
                                spokojniej, bo ma się doświadczenie - a to może być odbierane przez
                                młodsze jako mniejsze zainteresowanie.
                                Pewnie podświadomie porównywałam córki w dzieciństwie i młodsza
                                mogła czuć się gorsza. Teraz tego nie robię - dostrzegam, że ma
                                zupełnie inną osobowość, zainteresowania i aspiracje niż starsza i
                                lubię (tak, lubię, bo że kocham, to oczywiste) ją taką, jaka jest.
                                Mam nadzieję, że kiedyś to zobaczy i doceni i nawiążemy lepszy
                                kontakt - choć ze starszą przychodzi mi to łatwiej ze względu na
                                podobieństwo charakterów.
                                • epreis Re: nieudane dzieci? 18.11.07, 23:54
                                  myślę, że będzie dobrze...kiedyś zrozumie..każdy z nas przeżywa pewien czas kiedy się buntuje- jedni mocniej inni słabiej, myślę, że nie powinnaś bagatelizować tego co się dzieje ale robić wielkiego problemu też nie..szkoła zawsze była dla uczniów problemem a prawdę mówiąc z dzisiejszej szkoł też chyba zaczęłabym uciekać. nie chcę nic ci radzić, napewno jesteś świetną matką i znajdziesz wyjście z tej sytuacji takie,że za parę lat będziesz z córką śmiała się z gorszego etapu jej życia a twoja córka jeszcze nie raz zaskoczy cię swoją dojrzałością i pokaże, że twój trud włożony w jej wychowanie nie pódzie na marne..
                                  po prostu wydawało mi sie, że ty uważasz swoje dzieci za nieudane skoro sprawiają ci tyle kłopotów a to bardzo mi się nie spodobało..czasem nie jest łatwo. Mój synek ma dopiero 2 latka i większych problemów nie stwarza ale są dni gdy mam ochotę go rozszarpać, choć jednocześńie dałabym się za niego pokroić...dosłownie-pokroić...powodzenia życzę
                                  • echtom Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 00:06
                                    > po prostu wydawało mi sie, że ty uważasz swoje dzieci za nieudane
                                    skoro sprawia
                                    > ją ci tyle kłopotów

                                    Nie, ja bardzo cenię moje dzieci za ich zalety, tylko denerwuje
                                    mnie, że przez nastoletnią głupiznę stwarzają tyle niepotrzebnych
                                    problemów dla siebie i dla mnie. I jestem tym zwyczajnie zaskoczona,
                                    bo w dzieciństwie nie sprawiały jakichś drastycznych kłopotów i nic
                                    nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Myślę, że punktem zwrotnym w
                                    mojej relacji z dziećmi była nasza przeprowadzka do dziadków do
                                    miasta 5 lat temu - wtedy zaczęły się pierwsze problemy, a okres
                                    dojrzewania jeszcze je nasilił. Ale przeszłości i tamtej
                                    dramatycznej decyzji już nie zmienię, więc musimy ruszyć z punktu
                                    wyjścia, w jakim jesteśmy teraz.
                                    • epreis Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 00:17
                                      nigdy nie popełniałaś błędów? może nie na taką skalę ale każdemu się zdarzają..
                                      > I jestem tym zwyczajnie zaskoczona,
                                      > bo w dzieciństwie nie sprawiały jakichś drastycznych kłopotów i nic
                                      > nie zapowiadało takiego obrotu sprawy.
                                      hmm... teraz właśnie zrozumiałam (i chyba nie tylko ja) znaczenie "małe dzieci mały kłopot, dużę dzieci duży kłopot"
                                      prawdą jest że mam ogromną nadzieję, że nigdy nie będę musiała być na twoim miejscu, że wierzę iż moje dzieci bezboleśnie przejdą okres buntu ale..narazie to tylko nadzieje, nie będę ci więc nic radzić skoro nie bardzo mam własne doświadczenie a obserwowane zachowanie rodziców zbuntowanych dzieci mi znajomych nie podobało mi się ale hm..być może się mylę...to przeszłości już nie zmienisz ale jeśli twoja córka zrozumie to co mówisz- że akceptujesz ją taką jaką jest i kochasz bezwarunkowo to ta gorzka bo gorzka historia wyjdzie wam wszystkim tylko na dobre
                                      • echtom Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 00:24
                                        Napisz trochę więcej o zachowaniach rodziców zbuntowanych dzieci,
                                        które Ci się nie podobają - może będzie to dla mnie wskazówka, jak
                                        uniknąć kolejnych błędów.
                                        • epreis Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 00:40
                                          właściwie najlepiej znam dwie skrajne postawy, każda moim zdaniem jest beznadziejna.. wg moich rodziców to musi być rygor, totalny..
                                          mój brat jak wrócił zalany i się rzucał dostał parę razy w twarz od mamy i miał zrozumieć,to taki przykład a żeby uogólnić - zero tolerancji dla jakiejkolwiek formy odbiegającej od ich wyobrażeń i stosują to do wszystkiego nie tylko buntujących się nastolatków. w pewnym sensie działa bo tak naprawdę żadne z nas za dużo takich wybryków nie miało ale za dobrze też się nie czułam bo np wg mojej mamy wyjazd od niemiec jako au-pair to jakas pomyłka bo jak ja nie sprzątam u siebie w pokoju to ona się wstydzić za mnie u kogoś nie będzie. poza tym- ja muszę iść na studia (chciałam po maturze pojechać i zostać w niemczech, tam skończyć studia) no to zostałam, poszłam na studia jakieś takieś..potem zaszłam w ciąże z chłopakiem którego ciągle bardzo kocham..ale studia rzuciłam bo nie wyobrażałam sobie godziny spędzonej z dala od mojego dziecka - do dziś mamusia nie może przeżyćm ojego braku ambicji i lenistwa, nie jest w stanie zrozumieć że studia nie zając w końcu je skończę ale teraz dla siebie nie dla nich. może dlatego tak bardzo kocham swoje dziecko bo dało mi siłę by walczyć o siebie.
                                          drugi przykłąd moja teściowa - skrajnie odmienne poglądy, wg niej jeśli ona nie skończy szkoły za dziecka (prawie dosłownie) i ono nie będzie chciało się uczyć, zacznie wagarować itp itd to będzie jej porażka..więc gdy jej córką w niedzielę o północy przychodzi z zadaniem z matematyki na jutro bo nie chciało jej się wczesniej odrabiać a teraz jest zmęczona to mamusia siada i odrabia, ania przynosi temat na wypracowanie mamusia siada i pisze bo ania nie umie tak dobrze.praca wymagająca kreatywności? wiersz, plakat, rysunek, coś na technikę? ania nie umie, nie ma talentu robi to ania.. oprócz ani miała dwóch synów, oboje mają już swoje rodziny (jeden z nich moją smile) ale jej polityka wychowawcza była podobna - najlepiej zrobić coś za dziecko bo nikt nie zrobi tego lepiej od niej, no i mamy anię która od wrzesnia idzie do liceum a ma problem ze zrobieniem jajecznicy, wstawieniem pralki, poskłądaniem ubrania ( znacie nastolatkę, która nie umie poskłądać prania bo NIGDY w życiu tego nie robiła?) mój brat nie skończył podstawówki a gdyby musiał sam ugotowałby obiad.. ania niedawno zaczęła sama odgrzewać...sprząta w pokoju u ani mamusia ale ma w tym cel- trzeba sprawdzić czy nie ma narkotyków...a z drugiej strony założmy, godzina powrotu do domu - 18.30, słowa ani przy wyjściu- zobaczę czy wrócę. wraca o 20 i mówi - daj pieniądze bo chcę pić. teściowa- kompot w kuchni stoi, ania- nie lubię kompotu.teści-nie dam ci pieniędzy, no to ania bierze portfel wyćiaga pieniądze idzie do sklepu kupuje napój gazowany..a moja teściówka heh..myślałam,że padnę- jak będzie cię gardło bolało to nawet się do mnie nie odzywaj...i wiele wiele wiele takich sytuacji. gorsze oceny w szkole - teśc daje szlaban, jest marynarzem wypływa w rejs, teściowa szlaban kończy jak zamykają się za nim drzwi...strasznie kocha swoje dziecko ale ...nadgorliwość gorsza od faszyzmu, jakby mogła to by za swoje dzieci życie przeżyła...a tak też nie można..nienawidzę prosić jej o pomoc bo ona sama nigdy nie poprosi a jak chcę coś zrobić i mówię, że ona tez nam pomogła nie raz to słysze- obowiązek rodzica...aż mdli mnie i to nie tylko wtedy gdy jestem w ciąży...
                                        • epreis Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 00:50
                                          trochę mi głupio, nie chcę nikogo krytykowac, nie wiadomo przed czym mnie życie postawi i jak się zachowam ale po prostu takie mi naszło skojarzenie, moi rodzice i moja teściowa ( mówię ona, bo teść rzadko bywa w domu i sam mi się zwierzał,że niewielki ma wpływ na ich wychowanie) to jak czarne i białe...te przykłądy są mi najbliższe ale nie raz to widziałam..nienawidze jak rodzice albo szufladkują dzieci- dopóki nie sprawiasz kłopotów to cię kocham albo takich którzy z własnych dzieci robię społecznie upośledzonych... pewnie nie ma rodziców idealnych, ale wydaje mi się, właściwie jestem pewna żę wychowanie nie może być czarne i białe że jest coś pośrodku jakaś pigułka szczęścia, któa sprawia,że można być szczęśliwym, kochać i być kochanym mimo problemów...zastanów się co bezie najlepsze dla twojej rodziny, może powinniście odpocząć gdzieś? wyjechać albo całą rodziną na kilka dni, albo ty z cóką jeżeli tylko z nią masz taki problem...nie doradzę ci jak matka bo nie wiem jeszcze co czujesz, ale potrafię sobie wyobrazić co czuje twoja córka... ty możesz być pewna,że ją kochasz ale to nie jest tylko zwykły bunt..albo nie będzie jeżeli ją w tym nie utwierdzisz...to najgorsze co może być dla dziecka zastanawiać się - czemu ja jestem gorsza i mama mnie nie kocha? to zawsze boli gdy czuję się,że jest się niedocenionym...to jużnie pomoże ci w obecnej sprawie, kurator przyjdzie ale może to będzie ostatni twój problem z tą właśnie córką?
                                          • echtom Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 07:18
                                            kurator przyjdzie ale może to będzie ostatni twó
                                            > j problem z tą właśnie córką?


                                            Też mam nadzieję, że się dogadamy. A co do poprzedniego postu -
                                            układ u Twoich teściów trochę mi przypomina sytuację w znajomej
                                            rodzinie. Ojciec z synem nie rozmawia, tylko wychowuje go szlabanami
                                            (często przesadnie surowymi), matka omija je po cichu za jego
                                            plecami. Na dzień dzisiejszy efektem tego systemu jest młody krętacz
                                            bez charakteru i zasad. Ja mam spore kłopoty wychowawcze z dziećmi,
                                            ale wydaje mi się, że w naszych relacjach jest więcej szczerości.
                                          • echtom Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 09:05
                                            A jednak nie wróżę szybkiego końca problemów. Moje odważne dziecko
                                            postanowiło walczyć z systemem i mimo zapaskudzonej kartoteki i
                                            kuratora nad głową odmawia noszenia mundurka, nabijając sobie ujemne
                                            punkty z zachowania. Trudno, nie ubiorę jej siłą jak dwulatka. Muszę
                                            wyluzować i spokojnie obserwować przebieg wypadków. Gdyby była w
                                            porządku jako uczennica, mogłabym na zebraniu szkolnym podważyć sens
                                            noszenia mundurków i karania za ich brak - w obecnej sytuacji mój
                                            głos jest całkowicie niewiarygodny.
                                            • epreis Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 10:16
                                              hm..no ma rzeczywiście charakterek, ale przecież to dobrze? gdy będzie starsza i będzie miała problemy nie da sobie w kaszę dmuchać..tak naprawdę to nie jest aż taka poważna sprawa choć rozumiem że twoje subiektywne odczucia są trochę inne i wcale sięnie dziwię bo to nic przyjemnego, niech walczy i wie,że ma w tobie oparcie.dopóki nie bije nauczycieli nei jest źle smile a te mundurki - tak naprawdę bezsens... przynajmniej w niektórych szkołach i nie dziwię się, że nie chce ich nosić. hm..jak mam być szczera to podoba mi się to ,że walczy nie lubię ludzi którzy zwieszają głowę i pozwalają sobie wmówić wszystko...niech walczy dopóki szkodliwość metod jej walki nie jest zbyt wielka- tak naprawdę narazie ona obrywa...w końcu się uspokoi..jest już za duża żeby mogła wykrzyczeć swój żal inaczej... daj jej trochę czasu, choć nie odpuszczaj zupełnie. nie znam twojej rodziny ale hm, wydaje mi się, że jakaś kara powinna być żeby zrozumiała, że mimo iż o nią będziesz walczyć to mimo wszystko takich zachowań nie akceptujesz...
                                              • echtom Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 10:29
                                                Kara będzie naturalna, czyli konsekwencje - mogę ją wspierać, ale
                                                nie ochronię jej przed skutkami łamania szkolnego regulaminu. Gdyby
                                                ogólnie była w porządku, pewnie przymknęliby oko na głupi mundurek,
                                                ale w tej sytuacji uczepią się wszystkiego i ona o tym wie. Fajnie,
                                                że ma charakterek, choć uważam, że w tej sytuacji głupio go
                                                manifestuje. Gdyby poszła na kompromis w drobnej sprawie,
                                                zakończyłaby w czerwcu szkolną "jazdę obowiązkową" i rozpoczęła
                                                bardziej satysfakcjonujący etap edukacyjny. Teraz ryzykuje
                                                pozostanie na dłużej w opresyjnym systemie i to na gorszych
                                                warunkach - przy większym pechu w ogóle zamknie sobie drogę do
                                                dalszej sensownej edukacji. Ale jak dla kogoś życiowym priorytetem
                                                jest manifestowanie własnego stylu, musi wliczyć w koszta, że nie
                                                wszystkim to się spodoba. Dla mnie mundurek jest sprawą tak moralnie
                                                obojętną, że czułabym się śmiesznie, walcząc z nim z uporem godnym
                                                lepszej sprawy. Po prostu zupełnie inaczej rozumiem manifestowanie
                                                siebie - opakowanie zawsze bylo dla mnie sprawą drugorzędną.
                                                • epreis Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 11:31
                                                  w sumie masz racje ale ona pewnie nie zna innego sposobu na zamanifestowanie własnego niezadowolenia...swoją drogą - pół żartem pół serio smile może zamiast tłumaczyć nam forumowiczom i rozmawiać z nami..więcej uwagi i zaangażowania poświęcć jej- masz czas na rozmowę z nią?może się mylę ale mam wrażenie, że ciagle jesteś przy komputerze smile pozdrawiam
                                                  • echtom Re: nieudane dzieci? 19.11.07, 11:54
                                                    To tylko wrażenie - mam życie pozaforumowe i nie żałuję dzieciom
                                                    czasu na rozmowy. Do komputera się co jakis czas dosiadam, a w
                                                    międzyczasie robię co innegosmile
                      • ania1500 Re: Wredna szkola ]:-) 09.11.07, 22:58
                        harrypotter napisał:

                        > Mnie to samo zrobili, meline to kochaja a jak pokarzesz troche
                        > kultury to sie rozszerdza, udawali ze dabaja o mnie i do sadu mnie
                        > wyslali z rodzian, chamstwo, wybic komus oko mozna, palic i pic
                        > mozna, ale nie chodzic do szkoly to straszne przestepstwo
                        > Zadne mi tam dbanie o ludzi wysylanie ich do sadu
                        > Trafila wam sie chamska szkola, trzeba zmienic


                        tak za nic to do sadu nie podaja.cos musialo byc nie tak.
                        • echtom Re: Wredna szkola ]:-) 09.11.07, 22:59
                          Same wagary wystarczą, by podać do sądu.
                          • mamaigiiemilki Re: Wredna szkola ]:-) 10.11.07, 14:45
                            konstytucja nakłada na rodzicow obowiazek wychowywania dzieci- czy
                            nam to sie podoba czy nie; szkoła pełni funkcje wspomagajaca
                            ma to kontrolowac i jak zauwazy jakies nieprawidłowosci ma
                            natychmiast reagowac; i jak dziecko opusza lekcje, czyli chodzi na
                            wagary to pedagog jest zobowiazany napisac pismo do szkoły; i juz;
                            ciekawe czy wolałabyc zeby szkoła sie tym nie zainteresowala?a gdyby
                            na tych wagarach z corka cos sie stało, albo gdyby szkoła nie
                            interesowała sie wagarami i knsekwencja tego było powtarzanie klasy.
                            to czy byłabys wtedy zadowolona?
                            i tak corka jak piszesz, dostała szanse, bo przepuszczono ja do
                            klasy III- coz, jak widac tego nie doceniono...teraz sie musi wziac
                            w gars i zaczac chodzic do szkoły; dla mnie to jest proste;
                            • echtom Re: Wredna szkola ]:-) 10.11.07, 14:57
                              Nie mam większego żalu do szkoły - muszą trzymać się przepisów i
                              tyle. Bardziej rozgoryczenie, że własne dziecko wrobiło mnie w
                              sprawę sądową, żeby mi dokopać. Trudno, wytrzymam, a jak sama
                              doświadczy nieprzyjemności mieszania sądów i urzędów w sprawy
                              rodzinne, może coś zrozumie. Od dawna robiła mi w szkole i wśród
                              rówieśników czarny PR, przedstawiając mnie jako najgorszą matkę na
                              świecie. Teraz chyba czuje, że przegięła, jest jej głupio i trochę
                              się boi. Podobno czasem najlepsze, co mozna zrobić, to pozwolić
                              dziecku ponieść konsekwencje własnego postepowania. Wywalczyłam jej
                              promocję w czerwcu - zero efektu, więc drugi raz chronić jej nie
                              będę. Czuję się podwójnie rozgoryczona, bo w ostatnich miesiącach
                              więcej się nią zajmowałam i spełniłam jej dwa wielkie marzenia.
                    • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 22:58
                      Kurator ma zdyscyplinować dzieci i niewydolną wychowawczo matkę.
                      • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:01
                        echtom napisała:

                        > Kurator ma zdyscyplinować dzieci i niewydolną wychowawczo matkę.
                        >
                        no ok,ale nie da sie uniknac tych wizyt w domu ,nie mozna chodzic do
                        tego kuratora np.do sadu?zreszta nie sadze aby to tak dzialalo,taki
                        kurator nie ma czasu latac co miesiac do kogos do domu,takich dzieci
                        pewnie ma sporo,napewno mozna sie jakos z nim dogadac i lepiej aby
                        to byl facet.
                        • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:03
                          Szczerze mówiąc, teraz mi juz wszystko jedno.
                          • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:06
                            echtom napisała:

                            > Szczerze mówiąc, teraz mi juz wszystko jedno.

                            daj spokoj bedzie dobrze nie moglas wszystkiego przewidziec stalo
                            sie i tyle,nie ma co rozpaczac a juz napewno nie powinnas winic
                            samej siebie,niech ten kurator przychodzi co on ci zrobi nic,
                            poczestujesz go kawa i papa.
                            • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:11
                              Dla mnie to jest klęska - wychowanie dzieci było dla mnie
                              najważniejszym celem życia, a udowodnili mi, że jestem do niczego i
                              musi to zrobić za mnie obcy człowiek.
                              • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:16
                                echtom napisała:

                                > Dla mnie to jest klęska - wychowanie dzieci było dla mnie
                                > najważniejszym celem życia, a udowodnili mi, że jestem do niczego
                                i
                                > musi to zrobić za mnie obcy człowiek.

                                nie to nie jest twoja kleska,to jest wplyw otoczenia na twoje
                                dziecko,ty nie mialas na to wplywu,zreszta nie zabil nikogo nic sie
                                strasznego nie stalo,a ten caly kurator to tylko wymog sadu,wiesz
                                ile jest dzieci ktore maja kuratora?daj spokoj masz troje dzieci
                                jestes sama,jak mozesz nad wszystkim panowac ,co mialas
                                pietnastolatka za raczke do szkoly prowadzac,przestan prosze.
                                • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:18
                                  A ja ciągle słyszę, że co włożysz do walizki, to wyjmiesz.
                                  • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:21
                                    echtom napisała:

                                    > A ja ciągle słyszę, że co włożysz do walizki, to wyjmiesz.
                                    to ,to juz wogole jakies bzdury,jezeli bedzie mozliwosc odwolania
                                    sie to zrob to,moze jakos uda sie mu papierow nie zasmiecic,bo to
                                    chyba gdzies potem zostaje,nie wiem no ale jak jestes karana to masz
                                    juz latke.
                                    • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:24
                                      Nie wiem, jakie liceum przyjmie ją z taką kartoteką. Ale skoro tak
                                      bardzo chciała... Miała już kilka ostrzeżeń w II klasie i była
                                      świadoma konsekwencji. Cudem zdała do III klasy i niczego to jej nie
                                      nauczyło.
                                      • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:27
                                        echtom napisała:

                                        > Nie wiem, jakie liceum przyjmie ją z taką kartoteką. Ale skoro tak
                                        > bardzo chciała... Miała już kilka ostrzeżeń w II klasie i była
                                        > świadoma konsekwencji. Cudem zdała do III klasy i niczego to jej
                                        nie
                                        > nauczyło.
                                        rozmawialas z corka znasz powody jej zachowania? moze cos sie dzieje
                                        zlego?moze ona ma jakies problemy?moze da sie jakos z tego wybrnac?
                                        ja myslalam,ze to chodzi o syna,ale dziewczynak? tu musi cos byc na
                                        rzeczy?moze warto ja zabrac na pizze i pogadac tak od serca jak
                                        babka z babka?jak sie czegos dowiesz to bedziesz miala jakies
                                        argumenty w sadzie.
                                • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:20
                                  Żadne dziecko moich znajomych nie ma kuratora.
                  • dobrakobieta3 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 22:59
                    I naprawdę uważasz, że to "dobry dom", w którym dziecko nie zna
                    żadnich granic, zasad, odpowiedzialności...? A co to w ogóle jest
                    ten "dobry dom"??? Fantazja. Czy to źle, że ktoś chce pomóc
                    dzieciakowi, który ma niedojrzałych lub niezaradnych rodziców?
                    • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:02
                      To jest dom, w którym samotna matka trojga dzieci (wykształcona, bez
                      nałogów) dała z siebie wszystko, by ich wychować na wartościowych
                      ludzi. Dzieci jednak postanowiły jej udowodnić, że tak się nie da, i
                      dopięły swego.
                      • dobrakobieta3 Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 14:15
                        Moja uwaga była ogólna - do ogólnego stwierdzenia, mocno na wyrost,
                        które padło. Teksty z cyklu: "uwzięła się szkoła, pedagog,
                        dyrektorka..." naprawdę nic nie mówią, wynikają z Twojej
                        bezsilności, nie rozwiązują przecież żadnego problemu. Pewnie
                        łatwiej Ci trochę żyć, pisząc o swoim żalu, ale - taki był właśnie
                        mój "trzeci zamiar": wywołać reakcję i dowiedzieć się konkretów.

                        No i teraz nadal uważam, że pojęcie tzw. "dobrego domu" to
                        literackie uogólnienie, bo nie przesądza ani o zachowaniu dzieci ani
                        o poziomie rodziców. W praniu i tak różnie wychodzi, co potwierdza
                        Twój przykład.
                        Nie jesteś ani złą ani pradwopodobnie niewydolną wychowawczo mamą.
                        Nie szukaj winy w sobie, nie daj jej też sobie wmówić przez dzieci -
                        a to w ich obecnym wieku, nistety, jeszcze często się będzie
                        zdarzało... Rozmawiaj, ale nie gódź się na wszystko i nie przytakuj
                        za cenę spokoju. A jednocześnie - nic krzykiem, awanturą,
                        handlowaniem (zakazy itd.).
                        Masz świetną postawę wobec obecnej sytuacji - córa była o wiele
                        wcześniej ostrzegana, informowana o kosekwencjach jej postępowania,
                        miała niezbędne dane. Robiła co robiła - musi ponieść konsekwencje,
                        nie ma już rady. Jest natomiast nadzieja, że - przy Twoim wsparciu
                        (wsparciu - nie udawaniu, że nie ma problemu) coś zrozumie i da radę
                        pójść krok do przodu.
                        Natomiast, na przykładzie własnej rodziny wiem, że nie da się dzieci
                        zaprogramować ani na pewniaka wychować na absolutnie... właściwe,
                        correct, super-osoby, na jakąkolwiek dobrą miarę. I to też właśnie
                        pojawia się ta główna trudno w pojmowaniu i realizowaniu roli
                        rodzica: do którego momentu wpływać, przejmować się na śmierć i
                        życie, ingerować, jak mocno... A odkąd zacząć wypuszczać z gniazda i
                        pozwolić czasami wznosić się lub opadać... Nie ma recepty. Ale Ty
                        wydajesz się osobą, która to chyba właśnie podobnie widzi i
                        próbujesz, wbre emocjom, tak to poukładać...
                        Będzie pewnie czasami bolało - i Ciebie, i dzieci. To, z jakiegoś
                        powodu, nieodłączna część naszego życia. Na szczęście, to proces,
                        który może przynieść i dobre rowiązania, lepsze dnismile

                        Nie przeczę, że w Twoim przypadku splot osób-wydarzeń-czasu
                        sprzysiągł się przeciwko Tobie i rodzinie. Niestety, ja też wiem, że
                        tak bywa i to nie jest political science-fiction... Może
                        niepotrzebnie pozwoliłaś, aby córka poszła do szkoły, w której
                        pracują osoby, które znałaś? Wybacz, ale to masakra z założenia.
                        Lecz cóż, stało się. Mleko się rozlało i musicie zacisnąć usta i
                        próbować przez to przebrnąć. Masz rację, ostatnia klasa, kiepska
                        kartoteka, kolejny stres - nie ma sensu zmieniać szkoły.
                        Może, poza wspieraniem i rozmawianiem, jak najbardziej, spróbuj
                        czasami córkę (i chyba pozostałe dzieci także) kopnąć mocniej w
                        tyłki, aby dobitniej dać do zrozumienia, że powoli dochodzą do
                        momentu, kiedy mamusia nie załatwi za nich wszystkiego, nie poda pod
                        nos ani nie uchroni przed wszelkimi niewygodami losu??? To tak, jak
                        z krnąbrnym mężem - trzeba wyjechać na tydzień i nagle, ale
                        zrozumiał, skąd się dotychczas brały czyste, uprasowane koszule czy
                        ugotowane ziemniaki, popłacone rachunki, odebrane dzieci z
                        przedszkola...

                        Wybacz moją wcześniejszą prowokacjęsmile

                        A kuratora może też spróbuj nie traktować jako to zło ostateczne i
                        obciach... To fajne nie jest, ale... To trochę tak, jak z podejściem
                        ludzi do lekarza-psychiatry i chorych psychicznie... Wstydzimy się,
                        obchodzimy, jak śmierdzące jajo, budujemy mury. A przecież oni po
                        coś są, mają jakieś metody, czemuś służą. NAtomiast sami chorzy nie
                        zawsze są niebezpiecznymi wariatami, lecz nieszczęśliwymi ludźmi.
                        Kurator ma swoją robotę do zrobienia i cóż, od Twojej postawy przy
                        nim też teraz sporo zależy, więc może nie warto się za bardzo
                        stawiać. Bo faktycznie, możesz sporo przegrać. Co nie znaczy, ze -
                        moim zdaniem - musisz się ze wszystkim godzić. Twój własny honor i
                        poczucie godności Ci pomogą, dasz radęsmile

                        Pozdrawiam.
                        • echtom Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 15:05
                          Nie można było od razu tak po ludzku zagadać?smile Co do szkoły -
                          najstarsza córka też do niej chodziła, miała kiepską frekwencję, ale
                          nie przeginała, poza tym dobre oceny i mniej pyskaty charakter.
                          Średnia skończyła podstawówkę z czerwonym paskiem, nie sprawiała
                          wcześniej kłopotów wychowawczych i w najczarniejszych scenariuszach
                          nie przewidywałam gimnazjalnej masakry - wagary i średnia 2,5.
                          Hormony chybasmile
                    • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:04
                      dobrakobieta3 napisała:

                      > I naprawdę uważasz, że to "dobry dom", w którym dziecko nie zna
                      > żadnich granic, zasad, odpowiedzialności...? A co to w ogóle jest
                      > ten "dobry dom"??? Fantazja. Czy to źle, że ktoś chce pomóc
                      > dzieciakowi, który ma niedojrzałych lub niezaradnych rodziców?


                      dobra dobra,nie przesadzaj ok. sa dobre domy.a rodzice nie na
                      wszystko maja wplyw,ciekawe czy twoje dzieci sa,albo beda takie
                      doskonale.nie taki cel byl tej rozmowy,prawda.
                    • harrypotter Jak sie nie znasz to nie gadaj 09.11.07, 23:06
                      Wiesz jak sie czuje 14, 15 latek jak ma sprawe w sadzie tylko z
                      aniechodzenie?
                      Koledzy cpaja, pija, pala, kradna i im nic a ty musisz isc do sadu z
                      rodzicami i masz sprawe??
                      Czujesz ze caly system jet przeciwko tobie ze bycie uczciwym sie
                      nieoplaca, czekasz na swoja sprawe a obok sa ludzie w w kjdankach,
                      wchodza do innej sali byc moze sa oskarrzeni o zabojstwo a ty jestes
                      kolo nich, jakbyc byl jakims morderca i jeszcze daj ci kuratora jak
                      jakiemus zwyrodnialcowi
                      To nie jest pomoc to jest zemsta pedagoga szkolnego i innych dupkow
                      z danej szkoly
                      • ania1500 Re: Jak sie nie znasz to nie gadaj 09.11.07, 23:08
                        harrypotter napisał:

                        > Wiesz jak sie czuje 14, 15 latek jak ma sprawe w sadzie tylko z
                        > aniechodzenie?
                        > Koledzy cpaja, pija, pala, kradna i im nic a ty musisz isc do sadu
                        z
                        > rodzicami i masz sprawe??
                        > Czujesz ze caly system jet przeciwko tobie ze bycie uczciwym sie
                        > nieoplaca, czekasz na swoja sprawe a obok sa ludzie w w kjdankach,
                        > wchodza do innej sali byc moze sa oskarrzeni o zabojstwo a ty
                        jestes
                        > kolo nich, jakbyc byl jakims morderca i jeszcze daj ci kuratora
                        jak
                        > jakiemus zwyrodnialcowi
                        > To nie jest pomoc to jest zemsta pedagoga szkolnego i innych
                        dupkow
                        > z danej szkoly
                        >
                        do kogo to bylo bo jak do mnie,to wiesz sama sie zdziwilam,ze za
                        wagary idzie sie do sadu,a wczesniej poprostu nie wiedzialam o co
                        chodzi,sory?
                        • harrypotter do tej dobrakobieta3 - gada baba co je slina na 09.11.07, 23:11
                      • echtom Re: Jak sie nie znasz to nie gadaj 09.11.07, 23:09
                        A jak się czuje matka tego 15-latka?
                        • ania1500 Re: Jak sie nie znasz to nie gadaj 09.11.07, 23:10
                          echtom napisała:

                          > A jak się czuje matka tego 15-latka?
                          normalnie,wie ,ze starala sie jak mogla,zrobila co w jej mocy i tyle.
                          • echtom Re: Jak sie nie znasz to nie gadaj 09.11.07, 23:14
                            Fajne uczucie - zrobiła, co w jej mocy i g...o z tego wyszło.
                      • 1611ab Re: Jak sie nie znasz to nie gadaj 13.11.07, 11:44
                        Harrypotter grubo przesadzasz smile Byłam ze swoją córką w sądzie. I nie była
                        to sprawa opuszczania zajęć szkolnych tylko coś znacznie poważniejszego smile.
                        Nie było żadnych zabójców ani kajdanek.
                        Wydaje mi się , że jesteś takim właśnie kilkunastolatkiem , który jest
                        niezadowolony z faktu, że "system " go "dopadł" i nie może pogodzić się z
                        faktem, że człowiek żyjący w społeczeństwie musi się dostosować do pewnych zasad
                        . W innym wypadku to samo społeczeństwo go odsunie od przywilejów . Nastolatki
                        nie zdają sobie z tego sprawy i są bardzo zdziwione i przerażone kiedy okazuje
                        się , że za swoje czyny trzeba płacić . Czasami walutą jest kurator...
                    • liberata Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:10
                      Kurator w zasadzie nie może nic, ale sąd może ograniczyć, a nawet
                      odebrać prawa rodzicielskie.
                      • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:11
                        liberata napisała:

                        > Kurator w zasadzie nie może nic, ale sąd może ograniczyć, a nawet
                        > odebrać prawa rodzicielskie.
                        ale nie za takie bzdury.
                        • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:13
                          Nie wiem - muszą odnotować w raportach jakąś aktywność i sukcesy.
                          Samotna wielodzietna matka to wdzięczny obiekt - kwintesencja
                          patologii.
                      • harrypotter Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:15
                        ta dobrakobieta3 mnie wku..la ale sie juz uspokilam
                        No w sumie bedze dobrze, na poczatku bedze przychodzic regolarnie
                        dosc zeby przynajmniej raz na 2 miechy wpasc, ale jak skonczy
                        gimnazjum to bedze przychodzic zadziej albo i wogole przestanie
                        Ale to zalezy od kuratorki, szybko sie jej zbyc nie da, drazy swoje
                        z 30 min bedze min
                        Szkoda ze sie nie odwolywalas od decyzji sadu (do 14 dni chyba mozna
                        bylo)
                        • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:17
                          Nie było jeszcze rozprawy. Nie będę się odwoływać - skoro dziecko z
                          premedytacją mnie w to wrobiło, niech też odczuje nieprzyjemne
                          skutki.
                          • sun_of_the_beach Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:28
                            O - i to jest właściwe podejście, ty dalej bądź najlepszą matką jaką potrafisz, a dzieciak (czyt. gó..arz) niech zbierze od obcych. Mnie mówiono: Kto nie słuch ojca, matki, ten słucha psiej skóry... Może jak poczuje konsekwencje, da się namówić na wizytę u psychologa? Może tobie samej taka wizyta się przyda?
                            • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:30
                              sun_of_the_beach napisał:

                              > O - i to jest właściwe podejście, ty dalej bądź najlepszą matką
                              jaką potrafisz,
                              > a dzieciak (czyt. gó..arz) niech zbierze od obcych. Mnie mówiono:
                              Kto nie słuc
                              > h ojca, matki, ten słucha psiej skóry... Może jak poczuje
                              konsekwencje, da się
                              > namówić na wizytę u psychologa? Może tobie samej taka wizyta się
                              przyda?
                              a ja nadal twierdze ,ze cos tu nie gra ,ze cos sie stalo?
                              • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:32
                                Tak, mści się na mnie za to, że w jej pojęciu bardziej kocham
                                starszą córkę. Jesteśmy umówione w poniedziałek na terapię rodzinną.
                              • sun_of_the_beach Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:34
                                Nawet jak "się stało", to się stało. Teraz trzeba do przodu. Przecież kobita nie zrobiła tego specjalnie.
                                • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:37
                                  Dramat w tym, że ja w moim pojęciu kocham wszystkie moje dzieci, a
                                  tkwiąc w samym środku, nie umiem na to spojrzeć z zewnątrz.
                                • harrypotter A, to dziewczyna, to sorki z a pomylke 09.11.07, 23:37
                              • harrypotter Jaki te 15 latek jest? 09.11.07, 23:34
                                Leniwy wredny dziekak ktory robi na zlosc matce? Czy moze wrazliwiec
                                ktory nie wytrzymal?
                                Bo jak to drugie to zrob wszytsko zeby kratora nie dostal
                                Pozatym widzisz jacy ludzie sa, byles w sadze, masz kuratora to
                                odrazu mysla ze jakis przestepca
                                • echtom Re: Jaki te 15 latek jest? 09.11.07, 23:38
                                  Zobaczę, co ona z tym zrobi w najbliższych tygodniach. Dzisiaj było
                                  jej głupio i nawet mnie przeprosiła.
                                  • ania1500 Re: Jaki te 15 latek jest? 09.11.07, 23:41
                                    echtom napisała:

                                    > Zobaczę, co ona z tym zrobi w najbliższych tygodniach. Dzisiaj
                                    było
                                    > jej głupio i nawet mnie przeprosiła.
                                    >
                                    sama to ona nic nie zrobi ,z tego co napisalas to chyba misisz jej
                                    okazac teraz duzo cierpliwosci ,milosci ,zrozumienia,przekonaj
                                    ja ,ze nie kochasz starszej corki bardziej,wytlumacz jej,ze
                                    wszystkie swoje dzieci kochasz tak samo,bo ona chyba tego nie
                                    rozumie,ale ja nie sadze aby to byl powod jej zachowania to wymowka
                                    dla ciebie.
                                    • echtom Re: Jaki te 15 latek jest? 09.11.07, 23:46
                                      Dlaczego wymówka? Sama mi to powiedziała.
    • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:47
      wciska ci bajke o milosci i chce ciebie obarczyc wina,chce abys to
      ty czula sie winna za cala ta sytuacje ,znany chwyt.
      • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:49
        No to jaki może być inny powód?
        • ania1500 Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:54
          echtom napisała:

          > No to jaki może być inny powód?

          moze ona nie radzi sobie w szkole,i w rezultacie boji sie tam
          chodzic,moze wpadla w jakies zle srodowisko,ale to tylko
          gdybanie ,mowie ci idz z nia gdzies pogadaj w cztery oczy,ale tak na
          spokojnie od serca ,moze sie otworzy przed toba,moze ci zaufa,smieja
          sie tu ze mnie i z moich metod wychowawczych ,ale ja nadal bede
          uparcie twierdzic uklad matka i corka ,powinien byc ukladem
          przyjaciolka z przyjaciolka,tak aby zawsze mozna bylo sobie wszystko
          powiedzieci dziecko nie balo sie wyznac nawet tych zlych rzeczy
          ktore sie wydarzyly.
          • echtom Re: Kurator rodzinny 09.11.07, 23:59
            Rozmawiałyśmy długo i mówiła tylko o siostrze i o tym, że ją
            zaniedbywałam w dzieciństwie. Jest zdolna, nie ma żadnych dysfunkcji
            i problemów z nauką. Fakt, że wybrała beznadziejną klasę, która jej
            nie motywuje, ale za nic nie chciała się przenieść do lepszej.
            Niestety, nie chce, żebyśmy były przyjaciółkami, choć wiele razy
            próbowałam do niej dotrzeć.
            • ania1500 Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 00:05
              echtom napisała:

              > Rozmawiałyśmy długo i mówiła tylko o siostrze i o tym, że ją
              > zaniedbywałam w dzieciństwie. Jest zdolna, nie ma żadnych
              dysfunkcji
              > i problemów z nauką. Fakt, że wybrała beznadziejną klasę, która
              jej
              > nie motywuje, ale za nic nie chciała się przenieść do lepszej.
              > Niestety, nie chce, żebyśmy były przyjaciółkami, choć wiele razy
              > próbowałam do niej dotrzeć.

              w takim razie przepraszam,ze ci to mowie,ale na serio jej potrzebny
              jest psycholog,nie wiem jak mozna matce ktora poswiecila cale swoje
              zycie dla dzieci tak powiedziec,jakie ona ma podstawy aby cie
              oceniac,ale to nie zmienia faktu,ze musisz ja ratowac,pomoc jej z
              tego wszystkiego wyjsc.
              • echtom Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 00:09
                Wiem, chodzi do psychologa i zaczynamy terapię rodzinną. Tak czy
                inaczej, dziękuję Ci za wsparcie!
                • ania1500 Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 00:15
                  echtom napisała:

                  > Wiem, chodzi do psychologa i zaczynamy terapię rodzinną. Tak czy
                  > inaczej, dziękuję Ci za wsparcie!
                  to ja dziekuje.
                  • echtom Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 00:16
                    Ale za co?
                    • ania1500 Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 00:23
                      echtom napisała:

                      > Ale za co?
                      za mila,normalna rozmowe,ja sie tu kloce z ludzmi a nie
                      rozmawiam.pozdrawiam
                      • echtom Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 00:42
                        A, rozumiem i też pozdrawiam.
                        • donna28 Re: Kurator rodzinny 10.11.07, 09:24
                          echtom, wracając do Twojego pytania na początku o kuratora, to mój mąż jest
                          kuratorem sądowym i mogę Ci tyle napisać, co wiem. Kurator ma max 10
                          podopiecznych, więc nie jest to tak, że jest ich nie wiadomo ile. W pierwszym
                          miesiącu po orzeczeniu sądu o nadzorze kuratora musi on przyjść do domu i
                          nawiązać kontakt, to nie może się odbyć gdzieś w sądzie czy gdzie indziej bo w
                          wywiadzie muszą być opisane warunki życia dziecka - jakie mieszkanie, jak
                          ogrzewane, czy ma własny pokój, miejsce do nauki, książki itp Kurator musi
                          niestety uzyskać informację o dochodach i wydatkach rodziny. No i porozmawiać
                          ze wszystkimi (w miarę możliwosci) jej członkami. W wywiadzie jest taki punkt:
                          środowisko rodzinne i rówieśnicze, trzeba to możliwie jak najdokładniej opisać.
                          I w zasadzie tyle. Potem co miesiąc kurator kontaktuje się z rodziną - różnie,
                          najczęściej telefonicznie no i nawiązuje kontakt ze szkołą (pedagog,
                          wychowawca). I co miesiąc pisze takie sprawozdanie z tych kontaktów i na
                          podstawie tego kurator zawodowy (nadzorujący pracę społecznych) podejmuje
                          decyzję - co dalej. Niektórym podopiecznym męża po ok 5-6 miesiącach cofano ten
                          nadzór, jak było wszystko ok - rodzice byli w kontakcie ze szkołą, pilnowali
                          dziecka, dziecko w szkole dostawało w miarę przyzwoite oceny, frekwencja była
                          ok. Jednego zabrali od rodziny i umieścili w poprawczaku. Innego - w ośrodku
                          terapii uzależnień, bo wyszło, że był uzależniony od narkotyków. Różnie. Dużo
                          zalezy od kuratora społecznego, co napisze w sprawozdaniach. Jeśli chodzicie na
                          terapię itd, powinno być ok i za parę miesięcy nadzór cofną.
                          Piszę o tym, bo kilka miesięcy temu mąż dostał podopiecznego, który chyba też
                          niekoniecznie zasłużył na kuratora. Chłopak wprawdzie miał braki we frekwencji,
                          oceny średnie, ale za to reprezentował szkołę w biegach, był w poczcie
                          sztandarowym i generalnie wychodzi,że środowisko rodzinne też ok. Może jego
                          niepolskie pochodzenie zaważyło, trudno ocenić. Po kilku kontaktach mąż w
                          zasadzie dzwoni tylko, by się upewnić, że jest ok, pisze ciągle w
                          sprawozdaniach, że kurator już temu chłopcu niepotrzebny i mają cofnąć nadzór.
                          A tak w ogóle to instytucja kuratora mimo wielu niedociągnięć jest potrzebna. Są
                          rodziny, które naprawdę potrzebują wsparcia, same dzwonią do kuratora, pytają o
                          różne rzeczy. Kiedyś mąż jechał gdzieś tam w nocy, bo ojciec córki nie chciał do
                          domu wpuścić, mała siedziała na klatce i miała tylko komórkę do swojego
                          kuratora. W rodzinach naprawdę dysfunkcyjnych dzieciakowi potrzeba każdego
                          dodatkowego dorosłego, który się o niego troszczy. Nie mówię oczywiście, że w
                          Twojej rodzinie tak jest, ale kurator musi to sprawdzić, bo skąd ma to
                          wiedzieć? Przyjdzie, pogada, taka jego praca... jak miałabyś jakieś dodatkowe
                          pytania pisz na priv
                          • echtom Dzięki za wyczerpującą odpowiedź 10.11.07, 09:55
                            Moja córka też udziela się społecznie i zdobywa nagrody w
                            międzyszkolnych konkursach muzycznych, a jednak potraktowano ją jak
                            młodocianą kryminalistkę. Sądzę, że z paru powodów. Po pierwsze,
                            myśli dość niezależnie i zawsze wyraża swoje zdanie. Poza tym jest
                            pod lupą, bo zna mnie dyrektorka szkoły (moja nauczycielka z
                            podstawówki) i matematyczka (koleżanka z liceum). Do tego wychowuję
                            ją sama. Nie obraź się, ale trochę mi przykro, że będzie przychodził
                            wyznaczony przez sąd urzędnik i kontrolował, jak zajmuję się
                            dziećmi. Terapię rodzinną przyjęłam bez oporów, ale tu poczułam się
                            jak menel pod opieką MOPS-u.
                            • annakate w kwestii formalnej 10.11.07, 10:50
                              kurator kuratorowi nierówny
                              Kurator rodzinny może sie pojawić w następujących sytuacjach:
                              Jeśli ograniczono władze rodzicielską przez nadzór kuratora ( i to trwa max do
                              pełnoletności dziecka) albo jeśli jest nadzór kuratora zastosowany w sprawie z
                              ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich (max do 21 roku życia delikwenta). w
                              obu przypadkach jak idzie ku lepszemu nadzór decyzją sądu może sie skończyć
                              wcześniej - nie określa sie z góry jego czasu trwania (nie "skazuje" sie na
                              nadzór na ileś lat).
                              Kurator na jednorazowy wywiad pojawia sie na wstępnym etapie rozpoznania obu
                              takich spraw na wywiad - jednorazowa wizyta kuratora nie oznacza jeszcze, że
                              będzie na pewno nadzór.
                              na pocieszenie echtom powiem Ci, że działania kuratora bardzo często przynoszą
                              dobry skutek jeśli problemem jest szkoła - dziecko, jesli wie, że jest
                              kontrolowane przez kogoś z zewnątrz i to w dodatku nie wiadomo kiedy mobilizuje
                              się. Powiedz jej, że to od niej najbardziej zależy, jak długo ten nadzór będzie
                              trwał.
                              • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 11:20
                                Dzięki, choć dla mnie mizerne pocieszenie, że dziecko odrzuciło mój
                                autorytet, a będzie słuchać obcego człowieka. Boli jak cholera, bo
                                to ja chciałam przekazać dzieciom wszystkie ważne dla mnie wartości,
                                a one to olały. Czy sugerujesz, że mogą mi ograniczyć władzę
                                rodzicielską?
                                • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 11:24
                                  Zresztą i tak będę miała przechlapane po pierwszej wizycie, bo w
                                  domu jest sajgon z powodu niedokończony remont. Będzie miał kurator
                                  o czym pisać w sprawozdaniu. A jak za kilka miesięcy zarobię kasę i
                                  remont dokończę, będzie mógł odtrąbić sukces, że zmobilizował leniwą
                                  menelkę do roboty.
                                  • guderianka Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 13:34
                                    echtom-u nas kurator pojawił sie z innego powodu-dwa razy w najmniej
                                    oczekiwanym momentach. w domu dwoje małych dzieci i syf na podłodze-
                                    bo sprzątamy wieczorem albo gdy sie wywracamy. W dodatku córka
                                    szykowała sie na dwór w ubraniach tzw podwórkowych bo miała zamiar w
                                    piasku sie bawic. Uwierz- nie miało to znaczenia. Znaczenie ma to co
                                    ty mówisz, w jaki sposób mówisz, czy dom jest zagrzybiony pełen
                                    smrodu, niedopałków papierosa, jak zachowuja sie dzieci wobec ciebie
                                    a nie to czy masz remont.
                                    • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 14:06
                                      Dzięki, już kiedyś się przekonałam, że umiesz podnosić ludzi na
                                      duchu. Zastanawiam się tylko, czy to nie zależy od osoby kuratora -
                                      przyjdzie paniusia na szpileczkach, mająca hopla na punkcie
                                      porządku, i przerąbane.
                                      Przeżyłam 8 lat temu bardzo nieprzyjemną wizytę takich paniuś z
                                      sanepidu - najmłodsze dziecko ugryzł obcy pies i dostawało serię 5
                                      zastrzyków przeciw wściekliźnie. Po 4. zastrzyku paniusie przyszły
                                      na kontrolę, czy pilnuję szczepień. I chociaż wszystko było
                                      dopilnowane co do dnia, pouczyły mnie na koniec, że jeśli zaniedbam
                                      ostatnie szczepienie, może nastąpić zgon dziecka. Do dziś robi mi
                                      się nieprzyjemnie, jak to wspomnę. Nie wiem, czy wśród kuratorów nie
                                      trafiają się takie chamskie i złośliwe osobniki.
                                      • kropkacom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 14:15
                                        Ech, no u mnie też w domu czasami nie idzie przejśćsmile Zabawki małych w całym
                                        domu (ja też w dzieciństwie roznosiłam zabawki wszędzie). No i naczynia myte są
                                        jak sie komuś przypomni.
                                      • guderianka Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 17:37
                                        kuratorem rodzinny nie może zostać każdy. a nie każda paniusia na
                                        szpileczkach musi być jędzą smilePamietaj żeby nastawić sie do niej
                                        pozytywnie-ona nie przychodzi po to by zaszkodzic, ona przychodzi z
                                        pewną misją. Jesli zaczniesz na nią warczeć mając w pamięci szpilki
                                        z sanepidu to wiadomo że miło nie będzie. Nie bój sie i bądź sobą
                                        • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 18:07
                                          Pewnie masz rację, ale jak raz się przeżyło chamski nalot urzędasów,
                                          to człowiek staje się nieufny. Właściwie nie mam się czego bać -
                                          najmłodsze dziecko dziś przypadkiem stłukło szybę, a ja zaczęłam
                                          trenować picie. Musimy zadbać o wizerunek dysfunkcyjnej,
                                          patologicznej rodziny, żeby kurator się nie rozczarowałsmile Nie mogę
                                          też zawieść dziecka, które z takim poświęceniem kreowało i
                                          kolportowało ten czarny wizerunek. W sumie jest mi obojętne, czy
                                          będzie miło czy nie - skoro doszło do tego, że muszę stanąć przed
                                          sądem razem z alkoholiczkami, które głodzą i maltretują swoje
                                          dzieci, jest mi wszystko jedno, czy dziecko dostanie kuratora, czy
                                          ja dożywocie.
                                          • guderianka Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 19:35
                                            kurator nie przychodzi z nastawieniem-nie powinien . Przychodzi dla
                                            dobra dziecka, przychodzi bo ma zgloszony problem. jesteś czysta-
                                            olej sprawę i już . zachowaj spokój i bądź uczciwa. Ciekawe jak sie
                                            dzieciak twój zachowa bo kurator stara sie przyjść o takiej porze by
                                            zastac wszystkich. I nie tyle z tobą będzie gadal co z córką . Co
                                            może wyjść jej na dobre w świetle tego co napisałaś :
                                            Podobno czasem najlepsze, co mozna zrobić, to pozwolić
                                            dziecku ponieść konsekwencje własnego postepowania

                                            Mój tata mawiał :gdzie drwa rąbią tam wióry leca. Szanowałam i w
                                            zielonych latach i teraz zwłaszcza za brak kontroli nad moim zyciem
                                            (kontroli widocznej). Gdy ze szkoły przyniosłam jednego dnia z
                                            jednego przedmiotu 3 pały (nauczyciel chciał mnie złamać) nie
                                            zrobili NIC i sama musialam zdecydowac czy zostawic to tak jak jest
                                            i wlaczyc z nauczycielem czy tez odbic sie i walczyc,Mieli szczesice
                                            ze ambitna jestem i wypracowałam sobie 4. Ale dzieki swojemu nie
                                            wtrąceniu sie w tą i inne sytuacje wiedziałam że skoro ja nabroję-to
                                            ja poniosę konsekwencje
                                            Daj znać jak będzie juz po wizycie. Strasznie jestem ciekawa co
                                            będzie
                                            By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd
                                            • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 20:17
                                              Dzięki - ale nie wiem, kiedy będzie wizyta, bo wczoraj dopiero
                                              poszło ze szkoły pismo do sądu (albo wyjdzie w poniedziałek). Nie
                                              wiem, jak długo potrwa wyznaczenie terminu sprawy. Oczywiście, będę
                                              informować na forum zainteresowane osoby o jej przebiegu.
                                              • liberata Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 21:50
                                                Mam dwie koleżanki kuratorki. Obie bardzo fajne babki. Są młode, nie
                                                ze "starego systemu", buzia w ciup i ą, ę. Mają małe dzieci, więc
                                                wiedzą jak to jest. Znają życie, mówię ci. I naprawdę starają się
                                                pomóc. Wiem, że nazwa kurator bardzo zniechęca, ale nie myśl o nich
                                                jak o wysłanniku ręki karzącej, tylko personalnie. Zobaczysz, co to
                                                za osoba. Może razem uda wam się wypracować jakiś front działań,
                                                żeby córkę zachęcić do współpracy.
                                                Bardzo ci współczuję, a jeszcze bardziej twojej córce. Mam nadzieję,
                                                że uda się do niej dotrzeć. Pomimo tego co zrobiła i robi, spróbuj
                                                okazać jej miłość. Wiem, że łatwo się mówi, a cholernie trudno
                                                zrobić sad((
                                                Prawda jest taka, że najlepsi rodzice czasem niestety ponoszą
                                                porażkę wychowawczą. Nie wiń się. Spróbuj ją oswoić.
                                                • annakate Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 21:59
                                                  zapewniam, że kuratorzy takie rzeczy widują, że są w stanie odróznić, czy jest
                                                  akurat remont czy odwieczny syf, czy dziecko jest akurat na wylocie na podwórko
                                                  lub świeżo po powrocie z niego, czy wanny nie widziało od miesiąca.
                                                  Nie desperuj, nie użalaj sie nad sobą tylko zastanów się jak wyjśc na prostą,
                                                  poważnie porozmawiaj z dzieckiem, jak kurator przyjdzie to będziesz mu już mogła
                                                  zaprezentować jakieś pomysły
                                                  • ania1500 Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:02
                                                    annakate napisała:

                                                    > zapewniam, że kuratorzy takie rzeczy widują, że są w stanie
                                                    odróznić, czy jest
                                                    > akurat remont czy odwieczny syf, czy dziecko jest akurat na
                                                    wylocie na podwórko
                                                    > lub świeżo po powrocie z niego, czy wanny nie widziało od miesiąca.
                                                    > Nie desperuj, nie użalaj sie nad sobą tylko zastanów się jak wyjśc
                                                    na prostą,
                                                    > poważnie porozmawiaj z dzieckiem, jak kurator przyjdzie to
                                                    będziesz mu już mogł
                                                    > a
                                                    > zaprezentować jakieś pomysły
                                                    no,tak tylko,ze ta corka nie wiele jej powie,zwali wine na nia,tak
                                                    jak to juz zrobila,walnie tekst,ze to przez matke wszystko.
                                                • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:05
                                                  Wiesz, kiedy kilkanaście lat temu zostałam sama z trójką małych
                                                  dzieci, postanowiłam sobie, że nigdy nie będą się czuły gorsze od
                                                  rówieśników, że w domu nie będzie biedy, że nigdy nie skorzystam z
                                                  pomocy MOPS-u, że sama wychowam je na dobrych i szczęśliwych ludzi.
                                                  I po kilkunastu latach heroicznej walki kończę jak przestępca przed
                                                  sądem. Siedzę pijana przed kompem i wyję z rozpaczy, że całe moje
                                                  życie poszło w pizd.u. Myślę o ludziach, którzy przez całe lata mnie
                                                  podziwiali i traktowali jak bohaterkę - jak im teraz spojrzę w oczy?
                                                  Czuję się śmieciem.
                                                  • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:08
                                                    I po ch... było to wszystko? Mogłam od razu się rozpić i pójść na
                                                    zasiłek - na to samo by wyszło.
                                                  • ania1500 Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:19
                                                    ja juz wczoraj wiedzialam,ze ty to tak odbierasz.masz troje dzieci,i
                                                    masz dla kogo nie pic i byc dobra matka,nie masz racji mowiac,ze nie
                                                    warto bylo walczyc,twoje dzieci to doceniaja nawet jesli ci tego nie
                                                    mowia albo teraz nie zdaja sobie z tego sprawy,istotne jest abys ty
                                                    miala czyste sumienie wobec samej siebie i wiedziala ,ze zrobilas co
                                                    moglas,naprawde daj spokoj jakos przez to przejdziesz a ta twoja
                                                    corka kiedys uswiadomi sobie co zrobila w jakiej sytuacji postawila
                                                    cala twoja rodzine,a ludzmi sie nie przejmuj,jesli cie znaja i znaja
                                                    twoje cale zycie nie zmienia o tobie zdania,a jesli tak to nie warto
                                                    sie nimi przejmowac,co pijesz?zaraz tez sobie cos naleje?
                                                  • liberata Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:38
                                                    Nie pij. W takim stanie emocjonalnym to szybka jazda w dół.
                                                    Pomyśl o tym jako o zdarzeniu, twój świat się przez to nie zawali.
                                                    Jeśli będziesz silna, to szybko wyjdziesz na prostą. Alkohol
                                                    osłabia. Poza tym kurator musi widzieć, że podołasz. Pozdrawiam i
                                                    trzymam kciuki!
                                                  • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 23:03
                                                    Ja przez kilkanaście lat byłam silna i nie do zdarcia i zaprowadziło
                                                    mnie to donikąd. Teraz mogę wreszcie wyluzować.
                                                  • ania1500 Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 23:25
                                                    echtom napisała:

                                                    > Ja przez kilkanaście lat byłam silna i nie do zdarcia i
                                                    zaprowadziło
                                                    > mnie to donikąd. Teraz mogę wreszcie wyluzować.


                                                    no to wyluzuj,a wszystko samo sie jakos dotrze.
                                                  • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 23:56
                                                    To działa. Jak mnie dzieci zobaczyły pijaną i spłakaną przed kompem,
                                                    zaczęły sprzątać pokój i zobowiązały się na piśmie do paru rzeczy,
                                                    których nie mogłam od nich wyegzekwować od dwóch miesięcy. Trzeba
                                                    było tak wcześniejsmile
                                                  • alina66 Re: w kwestii formalnej 14.12.07, 13:19
                                                    echtom,
                                                    mój syn ma 19 lat, mniej więcej więc pamiętam jeszcze o co chodzi smile)
                                                    Całe lata synuś mi opowiadał, że nigdy w zyciu nie chce robić tego,
                                                    co ja (jestem tłumaczem) , zawód do d..., praca ciężka, a on chce
                                                    lekko, łatwo i przyjemnie. Włosy na głowie mi się jeżyły i nóż w
                                                    kieszeni otwierał, takie herezje głosił (oprócz wymienionych inne
                                                    też).
                                                    Zdał był maturę i poszedł na studia - NA LINGWISTYKĘ STOSOWANĄ -
                                                    czyli robi szkołę dla tłumaczy smile)
                                                    Dobrowolnie, bez dyskusji z mamusią (bo ja już zrezygnowałam dawno
                                                    przed maturą z dyskusji), zapewne po własnych przemyśleniach.
                                                    Może one po prostu muszą same dojrzeć??
                                                    Na uczęszczanie do szkoły naciskałabym jednak drogą perswazji, no bo
                                                    bez szkoły to trochę sobie zycie komplikuje na przyszłość, i jak już
                                                    dojrzeje, to będzie jej ciężko.
                                                    Może do pracy jakiejś ją wysłać we wakacje, żeby zobaczyła, jak to
                                                    jest jako siła niewykwalifikowana? (Ja tak zrobiłam)

                                                    Zgadzam się też, że ma jakiś problem Twoja córa - może dasz radę z
                                                    niej wyciągnąć, o co chodzi?
                                                    Generalnie to one strasznie skomplikowane są w tym wieku, i trudno
                                                    jest baaaardzo - mój syn też robił głupoty, miałam wrażenie, że
                                                    częsciowo to sam nie wiedzial o co mu chodzi. Przeszło tak z rok
                                                    temu, ale chłopcy później dojrzewają smile)
                                                    pozdrawiam
                                                  • echtom Re: w kwestii formalnej 14.12.07, 14:22
                                                    Ja też jestem tłumaczemsmile) Ale dziewczyn namawiać nie będę - widzę
                                                    zresztą, że mają trochę inne uzdolnienia i predyspozycje. Co do
                                                    córy - pojawiła się opcja zmiany klasy, ale mozliwa dopiero od II
                                                    semestru. Troche późno doszła do wniosku, że jednak klasa ją
                                                    zniechęca - wczesniej trzymała ją przy niej osoba wychowawczyni, a
                                                    teraz mają nową, z którą nie ma takiego dobrego kontaktu. Martwie
                                                    sie, że ona chce powtarzać ten rok, argumentując, że ze słabymi
                                                    ocenami nie dostanie sie do wybranego liceum. Byłaby szkoda - moze
                                                    starczy jej jednak sił na końcowy zryw, choć nie wiem, czy
                                                    koniecznie na to naciskać.
                                                  • srebrnarybka Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:48
                                                    Nie myśl o ludziach, którzy Cię podziwiali - guzik im do tego. Może
                                                    podziwiali, ale sami nie przeżywali takich trudności i nie powinni
                                                    Cię oceniać, a co najwyżej - pomóc. Chromol to, co ktoś sobie
                                                    pomyśli. Myśl o sobie i swoich dzieciach. Wylej wódę, odpręż się.
                                                    Jutro jest święto, pewnie nie idziesz do roboty, pójdź do kina na
                                                    coś odlotowego, jeżeli dzieci będą chciały pójść z Tobą, to je weź,
                                                    jeśli mają swoje plany (to już duże panny, jak piszesz), to niech
                                                    się bawią po swojemu. Ubierz się ładnie, pójdź do knajpy i zamów
                                                    sobie coś dobrego do jedzenia. Bardzo Ci współczuję, ale musisz się
                                                    pozbierać i zmierzyć z nową sytuacją. Musi się udać, 3maj się,
                                                    pozdrawiam cieplutko.
                                                  • srebrnarybka Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 22:56
                                                    I może w ogóle zacznij od jutra więcej myśleć o sobie, niż o
                                                    dzieciach. Może odrobina zdrowego egoizmu z Twojej strony im nie
                                                    zaszkodzi, skoro poświęcanie się nie było najlepszym pomysłem. Może,
                                                    jak Ty zaczniesz się cenić, to i Twoje dzieci zaczną Cię cenić? A
                                                    poza tym 3maj się, 3maj się bardzo cieplutko. Musi być kiedyś dobrze.
                                                  • echtom Re: w kwestii formalnej 10.11.07, 23:02
                                                    Dzięki za słowa otuchy.
                                                  • annakate Re: rusz do przodu 11.11.07, 11:38
                                                    Jesli pokazujesz dzieciom, że jak jest problem, to trzeba się urżnąć, siąść i
                                                    płakać to chyba rzeczywiście jest poważny problem.
                                                    A co zrobisz jesli jutro Twoja Córka przyjdzie pijana i zacznie ryczeć, że jest
                                                    uważana za patologię?
                                                    Dziewczyno, pozbieraj się! Ktoś Ci obiecywał, że z nastolatką będzie zawsze
                                                    łatwo? To nie jest problem patologicznych rodzin (bo one w tym nie widzą
                                                    problemu, że dziecko zawala szkołę), w tym momencie to jest problem Twojej
                                                    rodziny i przestań sie zastanawiać nad tym w jakim jestes towarzystwie, tylko
                                                    spróbuj znaleźć wyjście!
                                                  • echtom Re: rusz do przodu 11.11.07, 11:54
                                                    Zrobiłam to pierwszy raz w ciągu tych 17 lat i, jak wynika z mojego
                                                    poprzedniego postu, było to dla dziewczyn dużym szokiem. Wzięły się
                                                    same za konstruktywne działania i raczej nie zamierzają naśladować
                                                    tego, co zrobiłam wczoraj. Czasem trzeba potężnego wstrząsu, by coś
                                                    dotarło do egocentrycznych nastoletnich główek. Nie bój się, nie
                                                    zamierzam powtarzać tego codziennie, bo przestanie działaćsmile
                                                    A co do nastolatki - demoralizacja i łamanie prawa to jednak nie to
                                                    samo, co "normalne" problemy wieku dojrzewania i konflikt pokoleń.
                                                    Na to drugie byłam przygotowana, pierwszego w ogóle nie brałam pod
                                                    uwagę i stąd mój szok.
                                                  • annakate Re: rusz do przodu 11.11.07, 12:25
                                                    To wykorzystaj chwilę trwania w szoku i jak rozumiem ataku wyrzutów sumienia u
                                                    córki, siadajcie i gadajcie. jeśli problemem była frekwencja, to niech dziecię
                                                    założy zeszyt obecności i niech nauczyciel na każdej lekcji podpisuje, że była.
                                                    Jesli coś narozrabiała, naurągała komuś - niech siada i pisze list z
                                                    przeprosinami, w trzech egzemplarzach - jeden dla pokrzywdzonego, jeden dla
                                                    dyrekcji szkoły, jeden zostaje w domu, pokażesz temu nieszczęsnemu kuratorowi.
                                                    jesli ma zaległosci - jutro wędruje do nauczycieli przedmiotu i uzgadnia kiedy,
                                                    co i w jakiej formie ma pozaliczać. Twoja wizyta w szkole też mile widziana, idź
                                                    nie tylko do wychowawcy, ale przede wszystkim do pedagoga.
                                                    I głowa do góry, czasem trzeba zdrowo dupnąć, żeby sie pozbierać.
                                                  • echtom Re: rusz do przodu 11.11.07, 13:12
                                                    No właśnie wykorzystuję chwilę szoku do działań naprawczych - ona
                                                    wie, że jeśli do końca semestru będzie miała 100% obecności i
                                                    pozalicza wszystkie zaległości, jest szansa, że sąd jej odpuści. W
                                                    szkole byłam przedwczoeaj na zespole wychowawczym (wychowawca,
                                                    pedagog, rodzic i delikwent), mam stały kontakt.
                                                  • verdana Re: rusz do przodu 11.11.07, 15:09
                                                    Zaraz, zaraz, dlaczego Ty sie załamujesz?
                                                    Córka wagaruje. No, niedobrze, ale wagary to nie zbrodnia. Wiele
                                                    dzieci wagaruje, a winna jest w przeważajacej liczbie wypadków nie
                                                    matka, tylko szkoła. Sama piszesz, ze córka nie jest
                                                    zdemoralizowana, że zdobywa nagrody, że szkoła potraktowała ja
                                                    niesprawiedliwie.
                                                    Gdzież wiec tu Twoja wina? Że szkoła okazala się nadgorliwa -
                                                    nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
                                                    Zastanow sie na zimno - nic dramatycznego tak naprawdę się nie
                                                    dzeije. Corka ma wyrzuty sumienia. Nic nieodwracalnego nie zaszło.
                                                    Prócz burzliwego wieku dojrzewania.
                                                  • echtom Re: rusz do przodu 11.11.07, 16:15
                                                    Szkoła potraktowała ja zgodnie z przepisami - mieli prawo zgłosić
                                                    sprawę do sądu powyżej 50 godzin nieusprawiedliwionych, upominali,
                                                    czekali cierpliwie, aż się opamięta, ale niestety doszło do 100, a
                                                    oni też są kontrolowani i muszą wypełniać nakazane procedury, i ja
                                                    to rozumiem.
                                                    Dzieje się coś dramatycznego - córka odrzuca szkołę i edukację, co
                                                    samo w sobie nie jest dobre, i w dodatku odrzuca ją dlatego, że wie,
                                                    że dla mnie nauka zawsze była wielką wartością. Chyba każdy rodzic
                                                    pragnie przekazać swoje wartości dzieciom i cierpi, gdy one je w tak
                                                    drastyczny sposób odrzucają. Nie mam zwariowanych ambicji i nie
                                                    wymagam samych szóstek. Gdyby normalnie chodziła do szkoły i miała
                                                    przeciętne oceny w okolicach 4, nie wymagałabym nadzwyczajnych
                                                    osiągnięć i czerwonego paska. Wydaje mi się, że od zdolnego dziecka
                                                    bez deficytów należy wymagać przynajmniej minimum szkolnej
                                                    przyzwoitości.
                                                  • verdana Re: rusz do przodu 11.11.07, 17:45
                                                    Co za kretynski przepis, slowo daję.
                                                    A moze córka odrzuca szkołę, nie Ciebie?
                                                  • echtom Re: rusz do przodu 11.11.07, 17:50
                                                    A może jedno i drugie? Przemyślała sobie kiedyś, że ja pilnie się
                                                    uczyłam i pracowałam i wg jej standardów "do niczego w życiu nie
                                                    doszłam", i postanowiła poszukać alternatywnej drogi do życiowego
                                                    sukcesu.
                                                  • echtom Re: rusz do przodu 11.11.07, 17:52
                                                    Kolega moich córek (prawie 19 lat) zakończył edukację na 1. klasie
                                                    gimnazjum i większej szansy na sukces w jego życiu nie widzę.
                                                  • verdana Re: rusz do przodu 11.11.07, 20:14
                                                    Mój syn wprawdzie w życiu nie był na wagarach, ale nie uczył się do
                                                    tego stopnia, ze musiałam go odebrać po pierwszym semestrze z LO i
                                                    przenieść do prywatnego liceum kupieckiego (a cała rodzina to
                                                    naukowcy lub pisarze). Nie powiem, bylam załamana.
                                                    W tym roku, we wrześniu syn obronił w terminie magisterium. Myśli o
                                                    doktoracie. Dzieci na szczęście dojrzewają. Nie wszystkie
                                                    oczywiscie, ale bardzo wiele. Ale jak mnie to samo mówiła matka
                                                    kolegi syna, ktora miała starsze dzieci, to nie wierzylam. Widzialam
                                                    syna sprzedajacego pietruszke na stoisku.
                                                    Jesli Cię to pocieszy, to moj ojciec, obecnie prorektor, profesor
                                                    itd, oblał mature z dwoch przedmiotów. Caly rok grał w brydża,
                                                    zamiast się uczyc.
                                                    Matka, autorka ksiązek dla dzieci, ktorej teksty znajdują sie w
                                                    podręcznikach szkolnych, przechodzila z poprawkami z klasy do klasy.
                                                    Naprawde, wszystko może jeszcze być zupełnie dobrze.
                                                  • echtom Re: rusz do przodu 11.11.07, 20:29
                                                    Dzięki za pocieszenie. Może i będzie dobrze, ale nieprzyjemnie tak
                                                    nerwy sobie szarpać. Martwi mnie też antyprzykład ich ojca - nie
                                                    skończył liceum, a zarabia więcej ode mnie. Dla młodej to poważny
                                                    argument.
    • nangaparbat3 Echtom 11.11.07, 21:25
      Nie otwieralam tego watku, myslałam, ze dotyczy spraw czysto formalnych,
      zajrzałam dopiero dzisiaj. Napisalam do Ciebie @.
      • echtom Re: Echtom 11.11.07, 22:05
        Buu, nie doszłosad Pisałaś na echtom@interia.pl?
      • echtom Dzięki, przeczytałam 11.11.07, 22:10
        Ale heca - nie wiedziałam, że mam pocztę gazetowąsmile A tam 265
        wiadomości!
        • nchyb odnośnie poczty... 14.11.07, 11:24
          > Ale heca - nie wiedziałam, że mam pocztę gazetowąsmile
          Echto - będąc zalogowana - masz pocztę. Jeżeli nie chcesz jej ciągle
          sprawdzać, bo na codzien korzystasz z poczty iinego portalu, np.
          wspomnianej interii - dobrze uaktywnić usługę przekierowania.
          Wchodzisz na swoją pocztę na gazecie - tam dajesz przeierowanie i
          podajesz adres na jaki ma przesyłać mejle i od tej pory nie musisz
          sprawdzać na poczcie gazetowej, bo automat będzie przesyłał pocztę
          na tę inną...

          A w sprawie nieobecności - w jednej z klas liceum mialam okres
          buntu. 100 godzin Twojej córki - to nic porównaniu ze mną. U mnie
          to się już w tysiącach liczyło. I moja mama mi je usprawiedliwiła...
          I dzięki temu klasyfikowano mnie, ku wielkiej niechęci mojej
          ówczesnej wychowawczyni. A pamiętam, że na jednym przedmiocie
          (geografia to była) była 3 razy w ciągu roku szkolnego: na lekcji,
          na ostatniej w pierwszym półroczu i na ostatniej w drugim, gdzie
          zdawałam matriał z całosci. zdałam, i studia skończyłam. Ale rano
          nie chciało mi sę wstawać, więc do szkoły nie chodziłam. Ale dzięki
          usprawiedliwieniom, nie było sprawy w sądzie...
          Pozdrawiam, życząc jednak dogadania się z córą.
          • echtom Re: odnośnie poczty... 14.11.07, 11:40
            Co do poczty - nie będę przekierowywać, pasuje mi taka osobna tylko
            do forumowej korespondencji wewnętrznej. Thank you anyway za info.
            Co do usprawiedliwiania - może nie mam racji, ale jest to coś tak
            niezgodnego z moim sumieniem, że byłoby mi ciężko, choć pewnie w
            sytuacji podbramkowej bym się złamała. Na pewno będę bardzo dbała o
            usprawiedliwianie nieobecności najstarszej - część godzin ma
            niesłusznie nieusprawiedliwionych, bo chorowała - chciałam to zrobić
            za cały październik na zebraniu rodziców, a okazało się, że wolno
            usprawiedliwiać wstecznie tylko za tydzień. Nie wiem, jak mi to
            umknęło, bo byłam na wszystkich zebraniach i robiłam z nich notatki.
            • nchyb Re: odnośnie poczty... 14.11.07, 12:40
              > niesłusznie nieusprawiedliwionych, bo chorowała - chciałam to
              zrobić
              > za cały październik na zebraniu rodziców, a okazało się, że wolno
              > usprawiedliwiać wstecznie tylko za tydzień
              a to odgórny jakiś przepis? Na piśmie? Czy jakieś wymysły? Bo u nas
              jestowa, że lepiej wcześniej zawiadomić, ale nie ma zakazu
              usprawiedliwiania wstecz...
              • echtom Re: odnośnie poczty... 14.11.07, 12:46
                Przepis szkoły - ale mogę spawdzić, czy zwyczajowy, czy wpisany do
                statutu. W gimnazjum można usprawiedliwiać za bieżący miesiąc i to
                mnie zmyliło.
    • zawsze-zosia Re: Kurator rodzinny 12.11.07, 11:43
      Trzymam za ciebie kciuki. Widać, że jesteś strasznie przejęta.
      Przeczytałam Twoje wypowiedzi i wydaje mi się, że strasznie chciałaś
      dziewczynom wynagrodzić niedostatki rodzinne i byłaś hm... może za
      dobra? A że dziecko dziecku nierówne, to jedno widzi i docenia, a
      inne wyprawia jakieś głupie manifestacje. Podjęłaś bardzo mądrą
      decyzję pozwalając córce ponieść konsekwencje.Ty przetrwasz to
      jakoś, a na córkę powinno to podziałać jak zimny prysznic. I może
      spójrz na to tak. Może dobrze, że dzieje się to teraz, bo skoro córa
      jest taka zbuntowana to za chwilę mogłyby pojawić się dużo gorsze
      problemy typu alkohol, narkotyki. NIech idzie do sądu, niech zobaczy
      o co się otarła, może to pomoże? Przejrzy na oczy i szybciej
      zrozumie, że nie dla Ciebie musi się uczyć.Ty jesteś już
      wykształcona, a ona swoim zachowaniem (wobec szkoły również) pracuje
      na własną przyszłość, a nie na Twoją. Pozdrawiam serdecznie i głowa
      dogóry! Będzie dobrze.
      • echtom Re: Kurator rodzinny 12.11.07, 12:33
        Dzięki. W ogóle jestem podbudowana, bo dawno nie zebrałam w swoim
        wątku tylu pozytywnych odpowiedzi - rzeczowych i pełnych
        życzliwości. Z poprzednich doświadczeń wywnioskowałam, że
        forumowicze raczej wolą kopać leżącego, a tu takie miłe
        zaskoczeniesmile))
        • joannab-o Re: Kurator rodzinny 14.11.07, 12:10
          Miałam w życiu takie sytuacje, że jakies pojedyncze, dramatyczne wydarzenie pozwałało na tak odmienne spojrzenie na siebie nawzajem, że całkowicie zmieniało stosunki.
          Myślę, że najlepiej byłoby potraktować sytuację z kuratorem nie tak, że Mała sprowadziła na Ciebie nieszczęście, tylko tak, że obie znalazłyscie się w głupiej sytuacji i ten kłopot was jednoczy.
          Poza tym ja bym nie gadała zbyt wiele i nie odbierała solennych obietnic (oprócz tego, co na pewno wykonalne, czyli, tak jak pisałaś, zero nieobecności), bo mogą być za trudne do spełnienia i doprowadzić stopniowo do popsucia tego co teraz zyskałyście.

          W ogóle mój sposób to mało słów i akceptacja okazywana działaniem i gestem - dziecko widzi w tym moją wiarę, że samo będzie umiało sprawę przemysleć i samo rozwiazać.
          • echtom Re: Kurator rodzinny 14.11.07, 12:48
            Tak, ja po pierwszym wybuchu w ogóle nie wracam do tej sprawy i
            młodej nie nękam.
            • e-ftalo Re: Kurator rodzinny 15.11.07, 16:28
              Z tego co piszesz,a czytam twoje posty także w innych wątkach i uwaam ze jestes
              dobrą matką i ta sytuacja jest bardzo niedobra.Kurator,pedagog szkolny i cała
              masa "specyjalistuf" powinni sobie pójść w siną dal.
              Nasz system edukacyjny i sądowy jest całkowicie nieudolny wychowawczo i trzeba
              sobie to jasno powiedzieć,nie robić złudzeń.Ludzie niby wykształceni,z róznymi
              dyplomami nie mają takiej rodzinie nic mądrego do powiedzenia,poza tym że mogą
              zabrać dzieci do domu dziecka(i wiadomo co dalej).
              A ten cały "pedagog" szkolny który zgłosił dziecko do sądu to skończony cham,ze
              wcześniej nie porozmawiał z toba ,nie zadzwonił ,tylko narobił ci kłopotu.Taki
              sukinsyn powinien się trzymać z dala od dzieci i ich rodzin i szkoły-zgłoś to
              dyrektora szkoły,nie przepuszczaj,a potem do pedagoga niech się tłumaczy.

              Dlatego twoja córka potrzebuje kogoś kto jej pomoże,kto z nią pogada,np dobrego
              psychologa,albo inną osobę rozumiejącą sprawy młodzieży i pomoże waszej rodzinie.
              Poszukaj w ogłoszeniach,może w twojej okolicy działają koła wolontariuszy
              pomagającym takim młodym zagubionym osobom,jeśli to duze miasto to napewno ktoś
              się znajdzie.I tylko wśród organizacji pozaządowych można szukać takiej pomocy

              Życzę powodzenia i nie przejmuj się nieudolnym kuratorem,raz w miesiącu można
              przezyć i tak nic tu nie zdziała,więc nie sądzę żeby mu sie chciało robić coś z
              niczego.

              echtom nie wolno ci tracić pewności siebie.Wychowanie nie jest rzecza łatwą,a co
              na to wszystko ojciec dziecka,nie pamietam twojej sytuacji,wszak na forum jest
              wiele osób i nie prowadzę kartoteki każdego użytkownika.Głowa do góry,sam
              chętnie bym ci pomógł bo masz czas ale pewnie mieszkasz daleko.

              Kuratora sądowego nie wpisuje się do papierów,chyba że dzecko popełni
              przestępstwo a niechodzenie do szkoły nie jest przestępstwem

              nie wolno ci pić,potrzebujesz szybkiej pomocy,spróbuj tak
              I jeszcze coś ,wydaje mi się że za dużo energii tracisz na forum-zmień ta
              energię na solidną pracę z córkami.
              Ani słowa nie powiedziałaś co dokładnie córka robi gdy jej nie ma w domu-moze
              wpadła w towarzystwo złych ludzi,sprawdź to,masz pełne prawo do ingerencji,bądź
              twarda jeśli dzieje się coś złego.
              • echtom Re: Kurator rodzinny 15.11.07, 17:00
                Odpowiem pokrótce, bo poruszyłeś dużo spraw. Za tydzień zebranie w
                szkole i dowiem się, na jakim etapie jest sprawa z sądem i
                kuratorem. Młoda, odpukać, w tym tygodniu bardzo ładnie chodzi do
                szkoły. Jest pod opieką szkolnej poradni psychologiczno-
                pedagogicznej, zaczęłyśmy tam terapię rodzinną.
                Ojciec dzieci dotąd olewał, ale gdy dowiedział się o kuratorze,
                postanowił spędzać z nimi więcej czasu. Zobaczymy, co z tego
                wyniknie.
                O moje picie się nie martw, to był jednorazowy epizod - w sumie
                pozytywny, bo wystraszył dzieci i zmobilizował do konstruktywnego
                działania.
                Co do forum - wiem, że spędzam na nim za dużo czasu, ale nie
                wypominaj mi tego, bo w tej chwili jest to dla mnie najbardziej
                dostępna forma terapii, lepsza niż wielogodzinne wysiadywanie w
                poczekalni poradni zdrowia psychicznego.
                A jak córka spędza czas? Najczęściej po prostu zostaje w domu przy
                komputerze - zwykle wychodzę do pracy wcześniej niż ona do szkoły.
                Znam jej towarzystwo - cóż, mogła znaleźć sobie lepsze, ale nie jest
                kryminogenne i z tego, co się orientuję, młoda nie jest podatna na
                używki i uzależnienia. W przeciwieństwie do starszej ma silną wolę i
                dlatego walka z nią nie jest najłatwiejszym zadaniem.
              • marysia251 Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 04:17
                chciałabym jeszcze odnieść się do tej wypowiedzi.
                Nie wiem, na jakiej podstawie sugeruje się, że jest nieudolny
                kurator. Jeśli ktoś nie wie, na czym ta praca polega, bo nie był
                nigdy kuratorem niech nie rzuca takich opinii. A co do oddawania
                dzieci do domów dziecka, tylko ktoś, kto musiał taki wniosek do
                sędziego napisać, wie, jak trudno jest to zrobić. Ja mam swoje
                dziecko, zdarzyło mi się umieszczać w pogotowiu opiekuńczym
                dziewczynki w wieku podobnym do mojej córki i serce mi pękało, kiedy
                odjeżdżałam a one nie chciały mnie puścić. Ale i tak było to za
                późno... Proszę nie oceniać zbyt pochopnie.
                A na zebraniu szkolnym raczej nie udziela się informacji o tym, na
                jakim etapie jest sprawa w sądzie, bo szkoła takich informacji nie
                posiada. Jeśli to się dzieje w Warszawie, a kurator był na wywiadzie
                w listopadzie, to nie sądze, aby termin ewentualnej rozprawy był
                wyznaczony w tym roku (a jeszcze jedno, jeśli to sprawa o
                demoralizację z ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, to
                najpierw będzie wyznaczony termin wysłuchania w sądzie i po tym sąd
                podejmnie decyzję, czy będzie stosował środki wychowawcze i sprawę
                skieruje na rozprawę. Terminem demoralizacja określa się m. in.
                wagary, wiem że to słowo przeraża rodziców)
    • marysia251 Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 04:03
      witam
      postaram coś ci powiedzieć o kuratorze rodzinnym, ponieważ do
      niedawna byłam zawodowym kuratorem rodzinnym i miałam wiele takich
      wizyt i nadzorów.
      Po pierwsze, jak ktoś zaznaczył, to że był kurator na wywiadzie (na
      pewno zawodowy, społeczni nie robią pierwszych wywiadów)nie znaczy,
      że będzie stały nadzór. Kurator napisze sprawozdanie, sędzia sie z
      nim zapozna i podejmie decyję, czy dalej prowadzi postępowanie, czy
      sprawę umorzy. Jeśli uzna, że trzeba sprawę prowadzić i zastosować
      jakieś środki wychowawcze, wyznaczy termin rozprawy. Te środki
      wychowawcze, to niekoniecznie nadzór kuratora, może być upomnienie,
      zobowiązanie do określonego postępowania, nadzór odpowiedzialny
      rodziców, może być ocziwście nadzór kuratora.
      Jeśli do tego dojdzie, nie nastawiaj się do tego od razu źle,
      pamietaj, że kuartor to człowiek, który ma tez rodzinę, najczęściej,
      jakieś problemy, a nie jakiś urzędas, który tylko czeka na
      podknięcie podopiecznego. My wiemy, dlaczego dochodzi do takich
      sytuacji, spotykamy przeróżne przypadki, staramy się w takich
      sytuacjach jak twoja wspierać rodzinę, mobilizować do podjęcia
      działań, które mogą buć pomocne w pokonaniu problemu. Musisz być
      świadoma, że kurator nie ma złotego środka na młodzież z problemami,
      musi poznać rodzinę, problem, może sie pomylić, źle ocenić. To w
      gruncie rzeczy ty najlepiej znasz dziecko, jeśli zaczniesz
      współpracować z kuratorem, to wszystko będzie lepiej szło.
      W postanowieniu sądu będzie określona częstotliwość składania
      sprawozdań, tzn, np co miesiąc lub co 2. Ale to jest dla kuratora,
      natomiast ile razy w miesiącu kurator przyjdzie do domu, to tylko od
      niego zależy, może być nawet co kilka dni, jeśli uzna, że tego
      wymaga sytuacja. Kurator nie powinien uprzedzać o swoich wizytach,
      zrozum, to nie miałoby sensu. Jest wiele takich spraw, że tylko z
      zaskoczenia można poznać prawdę. Ponadto, kurator kontaktuje się ze
      szkoła, zwłaszcza gdy sprawa dotyczy np wagarów, powinien nawiązać
      kontakt z nieletnim/ nieletnią, jeśli udaje sie dotrzeć do
      podopiecznego, to pół sukcesu. Najgorszy jest scenariusz, gdy
      kurator przychodzi, spotyka się z rodzicem, który żali się, co znów
      nawyprawiał dziaciak, po czym spotyka się z nieletnim i rozlicza,
      wtedy na pewno nie będzie dobrej współpracy.
      Proszę mi wierzyć, zdarzało mi się trafiac na bardzo niechętne
      rodziny, na dzieciaki uciekające z domu przez balkon, gdy mnie
      widziały, na sytaucje, że ktos nie otwierał drzwi, nie raz
      nieprzyjemnie mnie potraktowano, czasami, to ja z lękiem pukałam do
      czyicś drzwi... taka praca. Ale kiedy rodzina widzi, że kurator
      wyciąga pomocną dłoń, chce wesprzeć i szuka rozwiązania, to
      najczęściej udaje się coś dobrego zdziałać. Musisz jedank wiedzieć,
      że nadzór kuratora to nie jest pomoc na tacy, to nie jest
      załatwianie spraw za ciebie, to nie polega na tym, że kurator chodzi
      do szkoły i prosi o promocję dla dziecka.
      Nie będe tu starała się dociekać, co jest powodem takiej sytuacji,
      nie znam ciebie i twojej rodziny. Na pewno wiele przyczyn do tego
      doprowadziło, na jedno tylko stwierdzenie sobie pozwolę, dziecko nie
      rodzi się z gruntu złe, musi mieć "powody", żeby manifestować w taki
      sposób, najczęściej jest to próba wołania o pomoc lub uwagę.
      Na pewno kurator będzie sugerował zwrócenie sie do psychologa
      zajmującego się młodzieżą. Ja wolałam zawsze, żeby najpierw poszedł
      rodzic, to pomaga, kiedy trzeba w końcu namówić młodego człowieka do
      pójścia do poradni.
      Musisz uwierzyć, że nigdy nie jest za późno na polepszanie relacji z
      dzieckiem.
      Nie jest tez tak, jak ktoś napisał, że kurator nic nie może. Wręcz
      przeciwnie, może bardzo dużo, bo sąd nie chodzi do domu
      podopiecznych tylko kurator i to na jego sprawozdaniach i relacjach
      bazuje podejmując dalsze decyzje. Kiedy kurator uzna to za
      konieczne, może wezwać podopiecznego z rodzicem do sądu na rozmowę,
      może skierować sprawę na posiedzenie wykonawcze do sędziego i
      wnioskować o rozmowę z sędzią (gdy coś jest nie tak), o zaostrzenie
      środka, albo też o złagodzenie, np o zmianę częstotliwości skladania
      sprawozdań na mniejszą, o zmianę środka na łagodniejszy (np z
      nadzoru kuratora na nadzór rodziców - wtedy to rodzic pisze
      sprawozdanie i przysyła do sądu).
      Mam nadzieję, że nawet jak trafi wam się nadzór kuratora to nie
      będzie dla was straszne doświadczenie, tylko pomocne i że przyniesie
      pożądanie efekty. A jeszcze jedno, może to być społeczny kurator,
      tzn. osoba, która na stałe nie pracuje w sądzie, tylko sprawozdania
      z nadzoru składa kuratorowi zawodowemu, albo kurator zawodowy, który
      mimo co najmniej 20 własnych nadzorów, jeśłi będzie trzeba znajdzie
      czas na wizytysmile

      pozdrawiam i życzę wytrwałości.
      Marysia
      • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 09:43
        Dziękuję za obszerną wypowiedź. O problemach z dziećmi i ich
        przyczynach pisałam obszernie w obu wątkach, więc nie będę się
        powtarzać. Chcę tylko zaznaczyć, że kuratora jeszcze w naszym domu
        nie było - szkoła dopiero tydzień temu zgłosiła sprawę wagarów do
        sądu. Domyślam się, że jej rozpatrzenie może trochę potrwać. Ja się
        już uspokoiłam i nie przeżywam tego tak bardzo, jak tydzień temu,
        choć cała sytuacja nie jest dla mnie przyjemna i mam poczucie, że na
        to wszystko nie zasłużyłam. Cóż, inni uważają inaczej i muszę się do
        tego dostosować. Nie boję się wizyt kuratora, bo oprócz bałaganu i
        niedokończonego remontu nie mam nic do ukrycia - chyba że sąd to
        uzna za wystarczającą przyczynę, by zabrać dzieci do lepszych
        warunków.
        PS. Podziwiam, że chciało Ci się pisać o takiej godzinie - jesteś
        sówką czy piszesz z innej strefy czasowej?
        Pozdrawiam
        Ewa
        • guderianka Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 09:49
          echtom-chciałam sie z tobą podzielić pomysłem, który funcjonuje w
          szkole mojej Teściowej. Mianowicie z inicjatywy nayczycieli i
          rodziców powstała tam Komisja Społeczna Wychowawcza. Gdy są problemy
          z jakimiś dzieciakami komisja zbiera sie w składzie : dyrektor
          szkoły, pedagog, wychowawca, 2policjantów, ktoś z sądu-razem ok.
          9osób. Ustawiają w kręgu stoły, zapraszają delikwenta i rozmawiają.
          Efekty są- widok munduru, groźba sądu i kuratora, mówienie o
          błedach. Co mi sie w tym podoba- dzieciakowi najbardziej nawet
          hardemu "mięknie rura" w takiej sytuacji. Dzieciak widzi że A) na
          serio ktoś sie nim interesuje b) ktoś chce mu pomócc)jego zachowania
          mogą mieć mocne konsekwencje

          Może zaproponuj Radzie Rodziców-lub Radzie Szkoły wprowadzenie
          takiego rozwiązania?
          • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 10:00
            W tej szkole funkcjonuje tzw. zespół wychowawczy - tzn. dyrektor,
            pedagog, wychowawca - bez mundurowych. Właśnie na czymś takim
            poinformowano mnie o decyzji szkoły w kwestii sądu i kuratora. Ale
            masz rację - w środę zebranie otwarte w szkole, mogę zaproponować
            poszerzenie składu.
            • guderianka Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 10:10
              Myślę że to dobry pomysł.
              Do szkoły o której pisałam przychodzą policjanci z wydziału ds
              nieletnich. Wiesz-teściowa mówi że to cyrk, odczytywanie dokumentów,
              mundurowy wymagający odpowiedzi itp. Ale to naprawde działa
            • marysia251 Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 10:26
              witam ponownie
              pisałam o takiej dziwnej porze, gdyż jestem okropnie przeziębiona i
              całą sobotę przeleżałam w łóżku i podsypiałam a potem spać mi się
              nie chciało.
              Chciałabym się odnieść do wypowiedzi guderianki, dot zespołów
              wychowawczych w szkołach. To jest świetny pomysł, sama
              uczestniczyłam w takich zespołach, kiedy pracowałam. Samo grono
              pedagogiczne to za mało, jeśi dzieciak ma jakis problem szkolny,
              tzn. wagary, ciągłe nieprzygotowanie itp to znaczy, że uwagi
              nauczycieli lub pedagoga nie robia na nim wrażenia, bo na pewno były
              takie wcześniej. Wiem z doświadczenia, że jednak czasami perspektywa
              sądu trochę stawia do pionu. U mnie na terenie mieliśmy skład:
              dyrektor, pedagog, wychowawca, policjant do spraw nieletnich (teraz
              to jest zlikwidowane - o zgrozo!), kurator, pracownik opieki
              społecznej. Najczęściej zapraszaliśmy dziecko z rodzicem i
              przedstawialiśmy sytuację, rzeczowo określaliśmy warunki, jakie
              nieletni lub rodzic muszą spełnić w ramach ostatniej szansy, zanim
              sprawa wyjdzie ze szkoły. często przynosiło to rezulaty, ale
              niestety nie zawsze.
              A z powodu remontu lub bałaganu nikt dzieci nie zabiera, chyba że
              jest to bałagan, który raz widziałam, ale daję głowę uciąć, że u
              ciebie w domu zwierzęta nie załatwiają się gdzie popadnie i dzieci
              nie śpią na podłodze w brudnych szmatach.

              pozdrawiamsmile)
              Marysia
              • guderianka Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 10:34
                Marysia- u teściowej rówież na podobnej zasadzie-rodzic przychodzi z
                dzieckiem i...często okazuje się że zachowanie dziecka to ewidentne
                zaniedbanie ze strony rodzica.
              • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 10:36
                A z powodu remontu lub bałaganu nikt dzieci nie zabiera, chyba że
                > jest to bałagan, który raz widziałam, ale daję głowę uciąć, że u
                > ciebie w domu zwierzęta nie załatwiają się gdzie popadnie i dzieci
                > nie śpią na podłodze w brudnych szmatach.
                >
                A tu się zdziwiszsmile Mamy starą kotkę, której zdarza się czasem nie
                trafić do kuwety, choć w miarę możliwości sprzątamy na bieżąco. A
                najstarsze dziecko śpi na materacu na podłodze, bo przy
                przemeblowaniu nie udało jej się namierzyć takiego łóżka, jakie
                sobie wymarzyła, a teraz chwilowo nie mam na to kasy. Ale
                przynajmniej śpi w czystej pościelismile
                • marysia251 Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 11:20
                  Wiesz Echtom trudno sobie czasami pewne rzeczy wyobrazić, to co ty
                  piszesz o swoim kocie, czy dziecku na materacu, to z pewnością nijak
                  ma się do tego, o czym ja pisałam. (ja z mężem też spałam długo na
                  materacu smile)Myślę że nie chciałabyś tego zobaczyć, ja widziałam
                  naprawdę różne rzeczy, brud i smród taki, że po przyjściu do domu
                  rozbierałam się do majtek i wszystko prałam, bo śmierdziały mi
                  ciuchy, nieraz wchodząc gdzieś miałam odruch wymiotny, ale to co
                  było tam, przeszło wszelkie moje wyobtrażenia. Więc spokojnie, nie
                  stresuj sie juz tym remontem, tylko uśmiechnij sie do lustra, że
                  chce ci sie pisać do nas i szukac pomocy. To jest dużo.

                  Marysia
                  • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 11:47
                    No fakt, u nas nie stęchła melina, tylko raczej kulturalny
                    pie.dzielnik. Wszędzie pełno książek, czasopism i płyt DVD, a prócz
                    tego dzieci mają problem z opanowaniem swojej garderoby. W systemie,
                    w jakim żyję - 3 koty + 3 dzieci + dom przyjazny dla dzieci i
                    młodzieży - dbałość o porządek jest zajęciem dość syzyfowym i nie
                    poświęcam na to zbyt wiele godzin swego życia. Problem w tym, jak
                    patrzą na to ludzie z zewnątrz - wspomniałam już, że jeśli sąd
                    przyśle mi na wizję lokalną jakąś kapłankę czystości, mam
                    przechlapane. Normalny człowiek zrozumie.
    • marysia251 Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 11:08
      przeczytałam dopiero cały twój poprzedni wątek, trochę rozjaśniła mi
      sie sytuacja, ale nadal nie zamierzam nawet próbować stawiać
      diagnozy twojej rodziny. Napisałaś że miałaś poważny problem z
      alkoholem. Dla mnie jeśłi ktoś ma odwagę powiedzieć coś takiego, to
      musiało to być poważne, zazwyczaj bowiem, nawet jak ktos pije 7 razy
      w tygodniu po kilka godzin, to twierdzi, że pije sporadycznie i
      problemu nie ma. Jak sobie ztym poradziłaś? Chodziłaś na terapię,
      masz wszysty esparal? Chodzisz na spotkania AA?
      Widzisz to że jesteś z dziećmi sama, dodatkowo pojawił się u ciebie
      problem z alkoholem, to są powody do tego, że rodzina może
      potrzebować pewnej pomocy, gdyż wasz sytem w pewnym momencie sie
      zachwiał. W takich sytuacjach każdy członek rodziny zaczyna sie do
      tego dostosowywać, przyjmuje pewne role, które w generalnie nie
      powinny być mu przypisane. Myślę, że najlepiej byłoby, gdybyś poszła
      do dobrej poradni psychologicznej. Mam wrażenie, że problem leży
      głębiej, niż w wagarach córki, to jest tylko jakiś skutek uboczny.
      Spróbuj sama odpowiedziec sobie, czy na obecną chwilę ten alkohol
      nie stanowi problemu, jeśli tak, to od tego trzeba zacząć. Jeśli
      natomiast nie o to chodzi, to trzeba pewnie zacząć od dobrego
      psychologa zajmującego się relacjami między rodzicami a
      dorastającymi dziećmi.
      Wiem, że rodzicowi ciężko patrzeć na to, że córka czy syn podejmuje
      decyzje, które naszym zdaniem nie są dla niego dobre.Ale tak jak
      ktoś napisał, dziewczyną 16 letnią nie da się dyrygować. Im więcej
      będziesz chodzić za nią i pokazywać, że spędza ci to sen z oczu i
      tylko tym żyjesz, tym trudniej będzie wam się porozumieć.
      Na pewno córka musi wiedzieć, że kochasz ją bez względu na to, co
      będzie, ale jednocześnie ma miec świadomośc że nie akceptujesz
      pewnych rzeczy, bo masz do tego prawo. Powinna wiedzieć, że pomożesz
      jej, kiedy ona będzie chciała coś naprawić, zmienić, ale nie wtedy,
      kiedy trzeba np napisać lewe zwolnienie, żeby nie ujawnić kolejnych
      wagarów.
      Długo można byłoby pisać, niestety przez internet nie rozwiążemy
      problemu. Trzba uwierzyć, że naprawdę trudne sytuacje udaje się
      rozwiązywać i jest ok.

      pozdrawiam
      Marysia
      • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 11:39
        Kobieto, stop, jaki problem z alkoholem?!!! Problem z alkoholem to
        ja miałam 20 lat temu na studiach. Nie chodziłam na żadną terapię -
        najpierw usunęłam ze swojego życia główny czynnik stresogenny, potem
        zaszłam w ciążę i od tamtej pory stałam się niemal abstynentką.
        Pokazówka, jaką urządziłam tydzień temu, była jednorazowym epizodem
        i nie zamierzam go powtarzać smile
        PS. Alkoholizm mi nie grozi z przyczyn czysto racjonalnych - staram
        się dbać o linię, a po alkoholu strasznie tyję smile
        • marysia251 Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 13:03
          Echtom, przepraszam, być może źle doczytałam się, to strasznie długa
          dyskusja. Być może działa tez pewne skrzywienie zawodowe, więc
          wybacz.
          Trzymam kciuki.
          Marysia
          • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 14:35
            Wybaczamsmile
          • makurokurosek Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 14:41
            Marysia niestety moje wnioski sa bardzo podobne do twoich, problem w tym, że
            autora nie widzi żadnego związku miedzy problemami córek a swoimi. Echta nie
            widzi lub nie chce widzieć, że wagary to tylko skutek głębszego problemu,
            według niej nie ma żadnego problemu.
            Echta bunt ma zawsze swoją przyczynę, zwłaszcza tak destrukcyjny bunt.
            zdziwiło cię, że pisałam o samobójstwach nastolatków i nie widziałaś powiązania
            z twoimi problemami. Samobójstwo nastolatka to ostatni krzyk o pomoc, tak jak
            zachowanie twoich córek, nie bierze sie znikąd tylko ma swoją przyczynę.
            • makurokurosek Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 15:28
              jeszcze jedno twoje porównanie siebie do patologi przedstawionej przez marysię i
              brak zrozumienia przyczyn w rożnym traktowaniu dzieci z " domów normalnych "
              oraz z rodzin patologicznych świadczy o tym, że nigdy nie miałaś kontaktu z
              rodziną patologiczną, oraz o próbie wybielenia siebie i swoich błędów, bo
              przecież nie jesteś taka jak patologiczna rodzina .
              Pomijam już fakt, że dla mnei twoja odpowiedz na post marysi jest całkowicie
              bezsensowna. poznałam kilka nastolatków z rodzin patologicznych, u kilku z nich
              w domach faktycznie panował smród, syf i malaria a oni od kołyski musieli
              nauczyć sie dbać o siebie i swoje rodzeństwo bo nikt za nich tego nie zrobi. To
              że istnieją takie domy nie oznacza, że pozostali rodzice którzy zapewniają
              podstawowe warunki bytowe są zwolnieni z ponoszenia konsekwencji i nie ponoszą
              winy za zachowanie i problemy swoich dzieci. To że nie stworzyłaś takiej rodziny
              nie oznacza ,że nie ponosisz winy za problemy córki.Problemy twoich córek
              wynikają z tego co sie dzieje w domu.
              • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 16:07
                No dobrze - zdiagnozowałaś, że ponoszę całkowitą i wyłączną winę za
                problemy moich córek, popełniłam błędy nie do naprawienia - tylko
                jakie mam z tego faktu wyciągnąć wnioski na przyszłość?
                PS. Rozumiem, że wyznajesz szkołę, w której matka ponosi 100 %
                odpowiedzialności za wychowanie dzieci, a ojciec jest z tej funkcji
                zwolniony.
                • makurokurosek Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 17:12
                  całkowicie nie rozumiesz tego co piszę, nie napisałam że ponosisz 100%
                  odpowiedzialność za taki stan rzeczy, napisałam jedynie że ty jesteś
                  współodpowiedzialna. Twoje córki to nie pięciolatki abyś mogła nimi kierować,
                  jednak sa pod twoja opieką i powinnaś zareagować na pierwsze oznaki problemu.
                  Sytuacja ciągnie się już prawie rok, a ty nie ruszyłaś z miejsca, nie znasz
                  przyczyn, nie znasz powodów nie poznałaś problemu. Nigdy i nigdzie nie napisałam
                  że ojciec nie ponosi winy, jestem za całkowitym podziałem obowiązków, jednak ty
                  nie mieszkasz z ojcem córek, podjęłaś się samotnego wychowywania dzieci i
                  niestety wiąże się to z większą odpowiedzialnością jaka spoczywa na tobie .
                  Przez cały czas próbuję ci powiedzieć, że problemu należy szukać w najbliższym
                  otoczeniu córek dom, szkoła , znajomi podczas gdy ty przez cały czas próbujesz
                  zrzucić winę na innych,całkowicie odrzucając myśl że sytuacja domowa może mieć
                  wpływ na ten stan rzeczy. Dla ciebie jak sama napisałaś problemy szkolne córek
                  całkowicie nie wynikają z twojej winy, odcięłaś sie od tego tak jakby to jak się
                  zachowujemy zależało tylko od tego w jakim miejscu sie znajdujemy, a nie od tego
                  co przeżywamy, czy co wynieśliśmy z domu.
                  > PS. Rozumiem, że wyznajesz szkołę, w której matka ponosi 100 %
                  > odpowiedzialności za wychowanie dzieci, a ojciec jest z tej funkcji
                  > zwolniony
                  ta wypowiedz świadczy o tym jak bardzo boisz się szukać winy w sobie , jak
                  bardzo boisz sie że po wgłębieniu się w problem będziesz miała sobie coś do
                  zarzucenia. W obecnej chwili nie jest ważne kto popełnił błąd, ważne jest by go
                  odnaleźć zrozumieć i naprawić
                  • guderianka Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 20:06
                    Te, Echta- w ogóle do dupy z ciebie matka wiesz? I w ogóle wszystko
                    Twoja wina. I dzieci w afryce przez ciebie wyją z głodu i nawet
                    poprzedni rzad padł przez ciebie Echta. Rozumisz to tongue_out

                    dżizass ręce mi opadają..
                    • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 20:27
                      Rozumim, Guderianka. Kurczę, te monsuny, seryjne morderstwa i
                      katastrofa pociągu pod Terespolem to też moja wina. Nie wiem, jak
                      będę żyła z takim obciążeniem - chyba założę kolejny wątek.
                      Właśnie pisałam długą odpowiedź do mojego makurowroga, ale źle
                      klikłam i mi wcięło. W międzyczasie przeczytałam Twój post i
                      stwierdziłam, że sobie odpuszczę. Miałam pecha - w wątku na emamie
                      przypomniałam kobiecie jakieś nieprzyjemne sprawy z młodości i
                      będzie się teraz na mnie mścić do końca świata i po końcu świata.
                      Pewnie czeka z utęsknieniem na wątek, w którym doniosę, że moje
                      córki, o które tak się troszczy, wpadły w alkoholizm, narkomanię,
                      prostytucję i po kilku latach takiego szmatławego życia zrobiły
                      sobie krzywdę. Trudno, takie są skutki uboczne zwierzania się na
                      forum i powinnam być tego świadoma.
                      Pozdrawiam mieszkankę pięknego miasta, w którym rok temu odwiedziłam
                      swoją liczną rodzinę
                      Echta
                      • guderianka Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 21:08
                        A jak! ty powinnaś się w piersi bić a nie mieć jeszcze czelność
                        dywagowac. A makurokuura ma dziecko 2 letnie- więc nie potrafi
                        spojrzeć z dystansem, perspektywą na to o czym piszesz. Wybacz jej
                        to. Nie warto sie przejmowac. Ale przynajmniej mozesz byc pewna że
                        masz wierną fankę hehe big_grin

                        A jak bedziesz za rok w szczecinie to będziesz miała jedno miejsce
                        do odwiedzenia więcej i jedną kawę do wypicia więcej (nie napiszę że
                        piwo no bo wiesz, wyda sie jaka z nas patologia )
                        • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 21:13
                          I pokażesz mi najfajniejsze lumpeksy w mieście - dziewczyny były
                          niepocieszone, że przy napiętym grafiku spotkań rodzinnych (z
                          wyjazdem do Nowogardu) nie zdążyłyśmy w nich poszperać.
                          • guderianka Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 21:49
                            żałuj wink
                            byłam ostatnio z kuzynką i wydałam 141zł. Wracałam szczęśliwa-jak na
                            skrzydłach.
                            Tylko wiesz-można łatwo wpaść w nałóg no bo "jak nie kupic bluzeczki
                            HM z 1zł ?" smile
                            • echtom Re: Kurator rodzinny 18.11.07, 22:26
                              Przez parę dni to chyba w nałóg nie wpadnę smile Fajnie mi się z Tobą
                              gada i aż dziwnie się czuję, gdy pomyślę, że na upartego mogłabyś
                              być moją córką wink
                              • guderianka Re: Kurator rodzinny 19.11.07, 08:02
                                hehe wink to nie myśl
                              • srebrnarybka Re: Kurator rodzinny 19.11.07, 10:48
                                napisz mi jeszcze raz nr GG, bo coś mi się nie zgadza. Piszę na
                                priv, ale nie odpowiadasz. Pozdrawiam
                                • echtom Re: Kurator rodzinny 19.11.07, 10:57
                                  No właśnie odebrałam wczoraj Twojego maila i nie mogłam skumać, o co
                                  chodzi. GG podam tutaj: 4550697.
                                  • srebrnarybka Re: Kurator rodzinny 19.11.07, 11:01
                                    Dzięki, zgubiłam jedną cyfrę, jestem w tym niewprawna
                  • a_gurk Re: Kurator rodzinny 19.11.07, 23:33
                    Chwila, chwila, sprawa nie dotyczy 7-letniego dziecka tylko 16-
                    letniej pannicy. Moja dwulatka prezentuje juz silny charakter i jak
                    czegos nie chce zrobic, tak naprawde nie chce- np. sikac do nocnika,
                    to nikt i nic jej nie zmusi. A przeciez osoba w wieku 16 lat jest w
                    swoim mniemaniu juz dosc dorosla. Poza tym czy regularne chodzenie
                    do szkoly jest az tak wazne? Wazniejsze wedlug mnie jest poznanie
                    materialu- wystarczy przeczytac podrecznik, a przede wszystkim to
                    czy ktos ma jakas pasje i chce cos osiagnac, czy po prostu machnal
                    reka na wszystko. JA przechorowalam podstawowke i liceum, moja
                    kolezanka w I klasie liceum moze byla na 1/3 godzin wlasnie z powodu
                    chorob. Poszla, zaliczyla material i dostala sie do nastepnej klasy.
                    Dodam, ze liceum bylo z rygorem i poziomem i dzialo sie to przed
                    1989 rokiem. Skoro corka zalozycielki tej dyskusji udziela sie
                    spolecznie i muzycznie, to oznacza, ze ma hoppy, do czegos dazy i
                    prawdopodobnie taka glupota jak szkola tylko jej w tym przeszkadza.
                    Przeciez szkoly i dzieci bywaja rozne. W szkole najczesciej nie
                    liczy sie indywidualnosc, wlasne zdanie czy styl bycia ( w
                    okreslonych oczywiscie granicach bez agresji w stosunku do innych)
                    tylko sztampa, srednia, przecietnosc, szarowa. Chorych,
                    indywidualistow, kolorowe papugi sie odcina, wyrownuje. Wiem, bywaja
                    rozne placowki edukacyjne. Ale najczesciej brak pieniedzy,
                    zmeczenie, wypalenie zawodowe nauczycieli tworza taki wlasnie
                    system. Wtedy pewne dzieci mowia dosc, bo nie chca zszarzec. Totez
                    ciesz sie zalozycielko forum, ze twoje dzieci to indywidualnosci. Z
                    takich wlasnie osob wyrastaja ludzie wybitni. Szanuj to i sprobuj
                    wysondowac stosunek corki do edukacji. Jezeli chce sie ksztalcic,
                    wspieraj ja nawet wbrew szkole, moze nawet niech ja zmieni w srodku
                    semestru. Niech uczy sie tego, co ja naprawde interesuje, reszte
                    niech po prostu zalicza. Poza tym do wyzszego wyksztalcenia mozna
                    dojsc nawet przez licea zawodowe. I mozna byc wybitnym profesorem ze
                    srednia ocen w liceum 3 (za moich dawnych czasow).
                    Pozdrawiam i zycze powodzenia.
                    • echtom Re: Kurator rodzinny 20.11.07, 00:04
                      do czegos dazy i
                      > prawdopodobnie taka glupota jak szkola tylko jej w tym
                      przeszkadza.

                      Tak, ale tę "głupotę" na jakimś poziomie trzeba zaliczyć, żeby potem
                      móc się swobodnie rozwijać. Wkurza mnie, że młodej brakuje instynktu
                      samozachowawczego.
                      • a_gurk Re: Kurator rodzinny 21.11.07, 00:36
                        Wiem i rozumiem cie. Ja rowniez bym chciala, by moje dzieciatka byly
                        madre, dobre, wyksztalcone i jeszcze dostatnio zyly. Wiem jednak, ze
                        w zyciu uklada sie roznie i moga ujawnic zainteresowania (tudziez
                        bunty), ktore zupelnie zmienia te moje plany. Bo jednak sa to MOJE
                        plany a nie ich. Pomimo wszystko wole miec zadowolonego elektryka
                        samochodowego w osobie mojego syna w przyszlosci, czy sprzedajaca
                        pietruszke na rynku corke, bo jej taka praca odpowiada, niz
                        sfrustrowana, niszczesliwa i ciagnaca na wyciaganych trojach
                        studentke. A sukces wedlug mnie to nie kasa czy wyksztalcenie, a
                        spelnione zycie. Dlatego czytam ksiazki dzieciom i jak ty bede je
                        namawiac na kontynuacje ksztalcenia, ale jesli postawia sie okoniem,
                        to machne reka. Bedzie mnie bolec, bo to boli, jak dziecko nie chce
                        sie uczyc, ale ono tez sie uczy przez konsekwencje swojego
                        postepowania. Wiec moze nie naciskane, po okresie buntu obudzi sie?
                        A moze wlasnie wizyta kuratora bedzie tym zimnym prysznicem? A moze
                        wizyta u psychologa pomoze jej w samookresleniu, w poukladaniu
                        priorytetow? A swoim czarnym PR nie przejmuj sie. Ja mialam etap,
                        kiedy snilo mi sie, ze moja mama stoi nade mna z nozem! Kobiecina,
                        najukochansza z mam, chociaz o silnym charakterze, pewnie by zawalu
                        dostala, gdyby sie o tym dowiedziala. Rozne zwidy kolacza sie po
                        glowach nastolatkow. Mija z wiekiem.

                        Pozdrawiam serdecznie i nie lam sie. Kiedys ciemna dolina sie
                        skonczy.
                        • echtom Re: Kurator rodzinny 21.11.07, 08:30
                          Ja myślę dokładnie tak samo i nie planuję dzieciom przyszłości. Sto
                          razy wolę, by zostały szczęśliwymi kucharkami czy fryzjerkami niż
                          studiowały pod presją politologię. Nie zależy mi na tym, by chwalić
                          się przed znajomymi tytułami naukowymi moich córek. Nie zależy mi na
                          tym, by robiły karierę i dużą kasę. Ja się tylko nie mogę pogodzić z
                          tym, że w idiotyczny sposób wchodzą przez swój bunt w konflikt z
                          prawem. Jeżeli średnia będzie miała za wagary najniższe sprawowanie,
                          może mieć kłopot nawet z wyborem zawodówki.

                          Kiedys ciemna dolina sie
                          > skonczy.

                          No właśnie problem w tym, że po wydarzeniach z ostatnich tygodni po
                          raz pierwszy w życiu przestałam w to wierzyć.
                          • guderianka Re: Kurator rodzinny 21.11.07, 08:45
                            ekhm-moja starsza od 3lat niezmiennie powtarza że będzie sprzedawać
                            marchewki big_grin

                            A co do "najniższego sprawowania". W III klasie LO miałam takowewink
                            Mama na dywaniku, wszyscy przerażenie, zachowanie obniżone, zdjęto
                            mnie z funckji przewodniczącej klasy a to wszystko TYLKO dlatego że
                            podczas wycieczki do karpacza wyszłyśmy z koleżankami w nocy przez
                            okno i poszłyśmy na balety. big_grin
                            • echtom Re: Kurator rodzinny 21.11.07, 08:57
                              OK, ale najniższe sprawowanie w 3. klasie 4-letniego liceum to nie
                              całkiem to samo, co w 3. klasie 3-letniego gimnazjum, kiedy dokonuje
                              się wyboru szkoły średniej, i to spędza mi sen z powiek.
                    • echtom PS 20.11.07, 00:08
                      Ja juz się nawet przy studiach nie upieram - niechby dociągnęła ten
                      obowiązek szkolny do 18. roku życia, a najlepiej do matury, a potem
                      może robić, co chce. A ona woli robić sobie kłopoty w kształceniu
                      podstawowym. Znam parę osób, które rzuciły szkołę, i jakoś nie
                      wyrosły na wielkich ludzi. A nawet jesli w dorosłym życiu coś
                      osiągnęły, to ogromnym kosztem - własnym i cudzym.
                      • guderianka Re: PS-echtom 20.11.07, 09:27
                        zobacz- czy takie coś nie zblizy nas jeszcze bardziej do siebie ? smile

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=72198930&a=72238559
                        • echtom Re: PS-echtom 20.11.07, 09:51
                          Potwierdziło się, że pewna pani ma obsesję na moim punkcie, a
                          Ciebie, która tej obsesji nie podziela, automatycznie włączyła w
                          krąg swoich wrogów. Resztę napiszę na priva.
                          • echtom Re: PS-echtom 20.11.07, 10:11
                            Napisałam, możesz odebrać.
    • echtom Do wszystkich zainteresowanych 13.12.07, 19:18
      Nie z każdym mam kontakt na gg, więc raporty z przebiegu sprawy będę
      składać na forum. Dziś objawiła się pani kurator - mnie nie było,
      tylko główna zainteresowana i babcia. Obie są zdegustowane - z ich
      opisu wynika, że to mało sympatyczna pani w wieku 50+.
      Prawdopodobnie spotkam się z nią w sobotę, bo od poniedziałku idzie
      na urlop. Po następnej wizycie napiszę więcej.
      • harrypotter Re: Do wszystkich zainteresowanych 14.12.07, 00:01
        a nie mowilam, te kuratory tffu tongue_out
        • guderianka Re: Do wszystkich zainteresowanych 14.12.07, 08:46
          ale przeprowadziła wywiad rodzinny bez twojej obecności??
          • echtom Re: Do wszystkich zainteresowanych 14.12.07, 10:22
            Nie, tylko ustaliła, jak się ze mną skontaktować i umówić, i
            skomentowała bałagan. Dostałam też pocztą wezwanie na rozprawę do
            sądu rodzinnego - na 7 lutego.
            • echtom No i była pani kurator 15.12.07, 17:07
              Całkiem fajna, rzeczowa, zna życie, bo samotnie wychowywała dwie
              córki. Szkoła tak udramatyzowała sytuację, ze sędzia kazał jej
              przeprowadzić wywiad w trybie pilnym, z założeniem, ze trzeba będzie
              zastosować środki tymczasowe (konkretnie: zabranie dzieci do
              placówki). Po wywiadzie pani stwierdziła, że żadne drastyczne środki
              nie są potrzebne i spokojnie można zaczekać do rozprawy 7 lutego.
    • alina66 Re: Kurator rodzinny 14.12.07, 13:20
      echtom,
      mój syn ma 19 lat, mniej więcej więc pamiętam jeszcze o co chodzi smile)
      Całe lata synuś mi opowiadał, że nigdy w zyciu nie chce robić tego,
      co ja (jestem tłumaczem) , zawód do d..., praca ciężka, a on chce
      lekko, łatwo i przyjemnie. Włosy na głowie mi się jeżyły i nóż w
      kieszeni otwierał, takie herezje głosił (oprócz wymienionych inne
      też).
      Zdał był maturę i poszedł na studia - NA LINGWISTYKĘ STOSOWANĄ -
      czyli robi szkołę dla tłumaczy smile)
      Dobrowolnie, bez dyskusji z mamusią (bo ja już zrezygnowałam dawno
      przed maturą z dyskusji), zapewne po własnych przemyśleniach.
      Może one po prostu muszą same dojrzeć??
      Na uczęszczanie do szkoły naciskałabym jednak drogą perswazji, no bo
      bez szkoły to trochę sobie zycie komplikuje na przyszłość, i jak już
      dojrzeje, to będzie jej ciężko.
      Może do pracy jakiejś ją wysłać we wakacje, żeby zobaczyła, jak to
      jest jako siła niewykwalifikowana? (Ja tak zrobiłam)

      Zgadzam się też, że ma jakiś problem Twoja córa - może dasz radę z
      niej wyciągnąć, o co chodzi?
      Generalnie to one strasznie skomplikowane są w tym wieku, i trudno
      jest baaaardzo - mój syn też robił głupoty, miałam wrażenie, że
      częsciowo to sam nie wiedzial o co mu chodzi. Przeszło tak z rok
      temu, ale chłopcy później dojrzewają smile)
      pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka