Gość: 2505
IP: *.*
09.09.02, 08:08
Moja córeczka (2 latka i 3 miesiące) bawiła się w sobotę klockami i kiedy w pewnym momencie nie mogła sobie poradzić z ich ułożeniem schyliła głowę i po szeptem powiedziała "K_a M_ć" po czym powtórzyła to trzy razy. Zadrżałam ale udałam, że nic nie słyszałam.Wczoraj sytuacja się powtórzyła: nie mogła zapiąć paska w wózku i znowu: schylenie głowy i nienaturalnie (jak dla niej) szeptem "K_a M_ć". Wiele czytałam na ten temat i generalnie są dwie szkoły:- albo kompletnie nie zwracać uwagi (choć wg mnie to jest jakby aprobata i pokazanie dziecku iż jest to kolejny wyraz którego się nauczyło i może używać tak jak: baba, dziadzia czy chleb)- albo porozmawiać z dzieckiem, tłumacząc że jest to brzydki wyraz używany tylko przez łobuzów i niedobre dzieci a potem nie wracać do tego (czyli sygnalizujemy dziecku, że jest to złe i nie będzie akceptowane przez rodziców). Ale nie wracać do tego aby nie utrwalić w głowce takich zwrotów.Ja wybrałam drugą drogę: ukucnęłam przy wózku i bardzo spokojnie zapytałam się kto tak mówi? Karolinka na to: "JA". Zaczęłam tłumaczyć jej, że jest to bardzo brzydki wyraz i nie wolno go używać. Tak mówią tylko niedobre dzieci i łobuzy a mamusie boli serduszko kiedy tak mówi. Tym zakończyłam szybko temat i już do niego nie wracałam. Sytuacja nie powtórzyła się choć obawiam się że to dopiero początek.Co robić? Jak reagować? Jak Wy radziłyście sobie z takimi sytuacjami?BasiaPS. Dodam tylko, że Karolinka nie słyszy takich słów w domu. Choć z pewnością bez problemu słyszała i jeszcze nie raz usłyszy pewnie nie raz na podwórku, czy w piaskownicy.