Dodaj do ulubionych

Mamy bez pomocy

06.08.08, 00:04
Czy są tu mamy które zajmują się dziećmi same i nie maja pomocy w
babciach, nianiach, ciociach i innych ludziach?? Nie mówię o
partnerach czy mężach. jak sobie radzicie w typowych codziennych
sytuacjach typu zakupy, załatwianie spraw w urzędach, lekarze??
Przydała by mi się taka rada. Mój partner ma taka pracę, że w
sezonie bardzo wiele czasu przebywa poza domem, czasami nawet kilka
lub kilkanaście dni. Rodzine mam bardzo daleko, znajomi pracują.
Czasem są sprawy do załatwienia trudne z 2 latkiem. jak synek był
malutki to tu czy tam jeszcze go zabierałam, teraz to juz jest spory
problem, bo to wyjątkowo żywe dziecko. A jak Wy sobie radzicie??
Obserwuj wątek
    • mruwa9 jasne 06.08.08, 00:16
      trojka dzieci, dwojka starszych w szkole,w tym jedno w szkole zycia,
      najmlodsze poszlo do przedszkola w wieku 16 miesiecy (nie mieszkamy
      w Polsce). Do tego oboje pracujemy. Po pierwsze, trzeba bylo
      zharmonizowac czas pracy, maz pracuje na pelny etat, ja na 75%, ale
      za to dojezdzam do pracy 50km. Mam jeden dzien w tygodniu bez pracy
      i jesli musze cos wyjsciowo zalatwiac, zalatwiam wlasnie wowczas,
      gduy dzieci nie ma w domu. Kontakty z urzedami, szczesliwie,
      najczesciej ograniczaja sie do telefonow i internetu, nie ma
      potrzeby osobistego stawiania sie przed obliczem urzednika.
      Pozostaje kwestia porannego rozwozenia i popoludniowego zbierania
      dzieci, zmieniamy sie z mezem, zaleznie od tego, kto wczesniej
      konczy/zaczyna prace. Wariactwo totalne, ale jakos hula.
      • bast3 Re: jasne 06.08.08, 00:30
        No nieźle, podziwiam. ja niestety nie miałam możliwości posłania
        małego do żłobka, bo się " nie łapię' takie przepisy. na przedszkole
        czekamy, aż się jakieś miejsce zwolni i w grupie 2 latków, na co i
        tak nie liczę przed końcem roku. A do tego czasu bywa ciężko.
        partner jak na razie wraca do domu na niedzielę, czasem na weekend.
        Więc załatwianie spraw urzędowych z małym ostatnio przechodziłam,
        horror, po 2 godzinach mały juz nie wytrzymał, więc musielismy
        wyjść. kolejki niebotyczne, urzędnicy nieprzychylnym okiem
        spogladają, ludzie nie pomogą, tym bardziej nie przpuszczą. Życie. U
        lekarza ostatni raz byłam chyba w zeszłym roku, na razie tylko
        chodzę po recepty i usiłuje przebłagac lekarzy by jeszcze ten jeden
        raz wypisali co trzeba. A kupienie ciuchów, no, jak sie uda, daje
        się coś przymierzyc, byle by nie za dużo, no bo ileż można siedzieć
        w przymierzalni i chodzic po nudnych sklepach skoro świat czeka na
        odkrycie tongue_out
        • mruwa9 Re: jasne 06.08.08, 00:37
          na samodzielne zakupy (ciuchowe) wykorzystuje albo te przedpoludnia,
          gdy nie pracuje i nie mam nic innego do zrobienia (choc zawsze jest
          sprzatanie..), albo robie sobie 2-godzinne wychodne w weekend, a
          dzieci zostaja z tatusiem. A potem zmiana , maz wychodzi na swoje
          zakupy czy inne male przyjemnosci (pobiegac, do znajomych), a ja
          zostaje z dziecmi. Niestety, niepelnosprawnosc naszego dziecka
          zniwelowala do zera nasze mozliwosci wspolnych wyjsc w celach
          towarzyskich czy rozrywkowych, wychodzimy pojedynczo. na zmiane,
          najczesciej wieczorem, gdy co najmniej jedno z dzieci zasnie. A
          kwestie przymierzania ubran... chodze praktycznie wylacznie w
          spodniach (jeansach) i t-shirtach, wiec moge kupowac ubranian szybko
          i bez przymierzania..w razie czego-niepasujace ubrania oddaje w
          sklepie po przymiarce w domu.
          • andaba Re: jasne 06.08.08, 08:38
            Wszędzie chodziłam z dziećmi. Nadal chodzę, ale teraz już mam
            wygodę, bo starsze dzieci, chodzące do szkoły zaopiekują się
            młodszymi, chociaż właściwie i tak je biorę jak gdzieś idę, najwyżej
            zostają w domu starsze. Ale swego czasu miałam 4 dzieci, z których
            najstarsze miało niespełna 6 lat - chodziłam z nimi nawet do
            ginekologa - czekały bawiąc się w poczekalni, najwyżej najmłodszy
            cycek z wózkiem był brany do gabinetu. Doszłam do perfekcji w
            ogarnianiu kilkorga dzieci w zatłoczonych miejscach publicznych i we
            wchodzeniu z wózkiem WSZĘDZIE.
            Szczerze mówiąc nigdy nie uważałam tego za problem: nie brałam pod
            uwagę, że ktoś mi może pomagać - w końcu to moje dzieci.
    • manna_poranna Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 08:50
      faktycznie rzadko się zdarza, że mama nie ma żadnej pomocy, ale my akurat tak
      wybraliśmy, ma to plusy i minusy, jak wszystko, ale to w końcu moje dziecko i
      nie widzę powodów, żeby kogoś angażować w jego opiekę lub wychowanie, póki jest
      małe. Tak wybrałam. Teraz akurat mam prawdziwy problem, bo mam nogę w gipsie ...
      Stanie w urzędzie przy tym to dla mnie pestka ...
      • akos6 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 09:06
        jestem mama 20 miesiecznej oliwki, w drugiej ciązy (na poczatku
        wrzesnia bedzie druga corcia). maz wyjezdza co tydzien na 3-4 dni i
        jestem sama. ale jakos sobie radze, nie narzekam. jak ide do lekarza
        to z maluchem, sprawy tez z nia zalatwiam. przed porodem chce
        zalozyc wlasna dzialalnosc i wiadomo ze pelno spraw papierkowych
        jest do zalatwienia. wiec pewnie bede biegac z mala w czasie jej
        drzemki. wczoraj stalam w banku 45 minut z wielkim brzuchem i malym
        dzieckiem...wszyscy sie usmiechali bo mala byla slodka ale
        oczywiscie nikt nie wpadl na pomysl zeby moze przepuscic pania w
        ciazy... tak to jest. trudno. zakupy robie raz w tygodniu (zamawiam
        przez internet lub wysylam meza, albo jedziemy wszyscy), drobne
        rzeczy po prostu kupuje i wrzucam pod wozek.
        jesli chodzi o twojego brzdaca... jesli masz cos do zalatwienia
        mozesz go dac do jakiegos klubu malucha na 2-3 godziny. maly bedzie
        sie bawil a ty w spokoju zalatwisz co masz do zalatwienia. albo
        poszukaj jakiejs pani na rencie czy emeryturze ktora ma czas wolny i
        w razie potrzeby zajmie sie malym. zawsze jest to jakies wyjscie.
        czasem lepsze niz "mordowanie" siebie i malucha.
    • kolina74 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 09:02
      Ja mieszkam za granica, z dala od rodzicow. dzieci mam dwoje, corka chodzi do
      szkoly, a synek ma rok. Maz pracuje od 9-5, a ja od 3-10 po poludniu. Weekendy
      mamy wolne ja dodatkowo jeszcze piatki. Do urzedu chodze z dzieckiem, dlugo nie
      czekam, bo wszystko jest na godziny. Do lekarza tez z malym, nie ma problemu.
      Jesli chce zalatwic cos bez dzieci to prosze o pomoc znajomych. Mamy sporo
      znajomych, sasiadow, utrzymujemy kontakty towarzyskie, staramy sie byc pomocni
      dla innych, a to procentuje, bo luzie tez nam pomagaja. Tak wiec nie jest zle.
      • bast3 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 15:56
        Też małego wszedzie ciągam, nie ma problemu gdy sie przemieszczamy,
        bo wtedy cos się dzieje. najgorsze są jednak te kolejki, a w
        ostatnim miesiącu miała sporo do latania po urzedach do tego od
        miesiaca sama beż partnera, no nie powiem aby było łatwo. W USC
        czekałam 3 godziny, mlody jest strasznie zywiołowym dzieckiem,
        grzecznym, ale niesamowiciue ruchliwym, i po siedzeniu w wózku
        dłużej niż 10 minut nie ma mowy. zawsze jakos zabieram pewnien
        arsenał zabawek i innych ciekawych rzeczy, ale tych 3 godzin to sie
        nie spodziewałam. A jak mówię, synek bardzo ruchliwy jest i po
        godzinie "parkowania aut", czytania książeczek jego nóżki odmówiły
        posłuszeństwa i juz chciał gdzieś gnać. Ludzie niby mili, ale fakt,
        nikt cię nie przepuści. W sumie nawet tego nie oczekiwałam, ale była
        para która sie bezczelnie jeszcze wepchnęła.
        zakupy do domu to nie problem, dziekuję za te sklepy internetowe,
        cudo.
        Ale pójście np do ginekologa z małym, jakos sobie tego nie
        wyobrażam. Tak samo do diabetologa, gdzie też zawsze u nas są
        kosmiczne kolejki. Wolę zrezygnowac niż sie mordować. tak to sobie
        radzę i jestem dumna z tego, że daje sobie jakos radę, że synek jest
        grzeczym, ułożonym chłopczykiem, a i dom sie jakoś mi nie sypie.
        Szkoda tylko, że czasami gdy odwiedza mnie np. moja mama to ciągle
        wytyka mi błędy i zazuca lenistwo, a nie widzi ile czasu i pracy
        wkładam w wychowanie synka. Mały zawsze niewiele spał. Teraz wstaje
        o 6, czasem jest drzemka po południu (o ile wczesniej był
        przynajmniej 4 godziny na dworze, a tam ganiał i pożadnie sie
        wymeczył) a wieczorem często tez spać chodzi koło 23. Tak więc
        wszystko robimy razem. Szkoda tylko jak mało ludzi to docenia.
    • olimpia_b81 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 09:59
      jestem zona marynarza ,mieszkamy za granica i maz zostawia mnie na co jakis czas na 3-4 miesiace sama z coreczka dwuletnia.
      nie ma tu nikogo poza kolezankami,ktore maja wlasne rodziny.
      wszedzie chodze z nia(nie pracowalam dotychczas,teraz zaczelam jak on wrocil z rejsu), wozek to nasz nieodlaczny rekwizyt,
      przez to,ze wszedzie ja zabieram Mloda jest nauczona siedziec dlugo w wozku,zajac sie soba jak jej tlumacze,ze teraz nie,
      nauczona jezdzic i zachowywac sie w pociagach,autobusach,samolocie (nie lubie siedziec w domu) i ogolnie jest bardzo elastyczna jesli np chodzi o zmiany miejsca noclegu(odwiedzanie znajomych,spanie w wozku jak nie zdazymy wrocic na czas drzemki do domu itd).
      wiec da sie-fakt,ja jestem wykonczona po takich 3 miesiacach sama ale ogolnie jestem nauczona wszystko robic z dzieckiem i da siesmile
    • bj32 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 10:23
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=571
      • elske Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 12:09
        Od roku mieszkam w Norwegii,cala nasza rodzina zostala w Polsce.Mam dwoje
        dzieci:cora 3,5 roku,syn 3 mies (urodzony tutaj).Moj maz pracuje od 6.00 do
        18.00 ,5 dni w tygodniu.Ja zajmuje sie domem i wychowaniem dzieci (za rok
        planuje isc do pracy).Na szybkie ogarniecie domu mam patent-kazda rzecz ma swoje
        miejsce,wiec sprzatanie to moment (wszystko odkladam automatycznie),2x w
        tygodniu chodze z dziecmi do przedszkola otwartego:cora ma kontakt z dziecmi,syn
        spokojnie sobie spi.Maz robi glowne zakupy (jezdzi samochodem).Wizyta u
        lekarza,to zalezy.Jak ja mam wizyte-maz urya sie z pracy i czeka z dziecmi w
        poczekalni albo ida na spacer niedaleko przychodni.Jak to wizyta z dziecmi ide
        sama (chyba ze pada deszcz,wtedy urywa sie z pracy i jedziemy samochodem).Sprawy
        urzedowe zalatwia sam,chyba ze potrzebna jest moja obecnosc-wtedy jedziemy cala
        rodzinka.Na zakupy ciuchowe chodze z dziecmi (zeby zorjetowac sie w
        asortymencie).Zeby poprzymierzac-w sobote zabieram na zakupy syna (karmie tyko
        piersia),maz z cora zostaje w domu (do centrum handlowego mam 500m,ide do
        konkretnych 2-3 sklepow i wracam do domu).
        A jak mam ochote odpoczac,to zabieram malego w sobote albo nieziele i jade do
        kolezanki na kawe,cora zostaje z tata w domu.

        Ja igdy nie widzialam problemu z zabraniem dziecka ze soba,gdziekolwiek szlam
        .Nawet jak mieszkalam w Pl,na tej samej ulicy co moi rodzice.W Pl cora chodzila
        ze mna do lekarza,jezdzila do urzedu,nawet jak mialam godzinna wizyte u
        dentysty-ona siedziala w wozku,jadla tiktaki i ogladala ksiazeczki ktore ze soba
        zabralysmy (miala 2 lat).Dla niej to zadna nowosc.Dzieki temu nie balam sie
        przeprowadzic do meza,zdecydowac na kolejne dziecko,wiedzac ze zadnej pomocy
        miec nie bede-wiedzialam ze spokojnie ze wszystkim dam rade.

        A w Norwegii,gdziekolwiek sie pojdzie,sa miejsca zabaw dladzieci.W każdym
        urzedzie,przychodni,szpitalu,niektorych sklepach sa konciki dla dzieci:male
        krzeselka,stolik,klocki,pisaki,kredki,kartki papieru.Dzieci maja zajecie i nie
        nudza sie.
        • arioso1 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 15:50
          troje dzieci 11,7 ilat i 20miesieczne
          mąz pracuje wychodzi o 6tej wraca o 20-23- wszystko sama robie-
          piore gotuje sprzatam , załatwiam sprawy urzedowe, do
          lekarzy,wszystko z dziecmi- codziennie gotuje nigdy pozniej jak o
          12-13 jest dwudaniowy obiad, nie ;prasuje bo nie lubie, codziennie
          mam błysk w domu-do urzedów jeżdze bardzo czesto,
          prowadzę działalnosc i tylko w tym maz mi pomaga-dlatego go task
          dlugo nie ma-jednak nie raz nie dwa razy musze sama jechac nawet
          daleko i cos z klientem załatwic osobiscie czy coś mu zawieżć,
          przywieżć,nie raz jade z cala trójka na warsztat i czekam na
          zjazd taboru aby szybko odebrac częśc i ją nadac pociagiem do
          serwisu i raniutko odbieram ja o odwożę np z Krakowa do N sącza -nie
          raz musze jechac z Krakowa do SĄCZA DWA RAZY Z DZIECMI - często na
          sama mysl ze musze jechac mam dośc i prawie ale tez czasami moge sie
          byczyc w domu,wyjśc z kolezanka , do kina, na spacer sama bo maz
          akurat jest na miejscu i to on z nimi jezdzi.
          Nie narzekam -to chleb powszedni -choc na początku było trudno-
          potem juz rutyna i wprawa
    • akado Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 21:49
      Hej! Ja mam córeczkę 2 lata i 4 mies. i też sama zupełnie sobie radzę w tygodniu, nie mam znajomych w mieście gdzie mieszkam, jestem na urlopie wychowawczym. Bywa ciężko. Co do zakupów to mam do dyspozycji samochód, więc podjeżdżam do marketu i wsadzam małą do kosza na zakupy i robię zakupy. Do przychodni też jeżdżę autem, raz w miesiącu jadę autem do koleżanki w innym mieście, która ma córeczkę i tam spędzam dzień.
    • kamila_21 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 22:06
      Nie mam nikogo oprocz meza.
      Pracujemy na zmiany - najpierw 3 dni ja (od 6 do 18), maz w tym
      czasie z malym w domu, pozniej on do pracy a ja w domu. Zakupy,
      lekarze itp wszystko z dzieckiem. Przyzwyczajony juz bo tak jest od
      zawsze. Najgorzej z kosmetyczka i fryzjerem, wszystko czynne max do
      18 a tam dziecka nie zabiore. Musze z tej okazji brac urlop. Ale
      radzimy sobie!
      • oda100 Re: Mamy bez pomocy 06.08.08, 22:13
        mam 3 latka, jestem w 9 miesiacu ciazy
        obowiazki domowe, zakupy - w miare sprawnie (mam samochod), urzedy -
        wszystko reguluje/placi moj maz przez internet, ja nawet nie wiem co
        i jak), lekarze - bardzo rzadko i maz bierze wolne, dwa razy byla
        sasiadka, sytuacje szczegolne - maz bierze wolne.
        Nie wychodzimy razem, albo ja albo maz siedzi z dzieckiem.
        • bast3 Re: Mamy bez pomocy 07.08.08, 00:37
          Widze mamy, że świetnie sobie radzicie smile To dobrze. bardzo
          chciałabym miec juz drugiego maluszka, ale nie wiem czy sama sobie
          dam radę ze wszystkim, ale widzę, że Wy sobie dajecie. nadal wielkim
          problemem jest też u mnie wchodzenie do domu (6 piętro bez windy), a
          jak miałabym dwójkę szkrabów. Hmm.
    • reteczu Re: Mamy bez pomocy 07.08.08, 08:34
      Jakoś daję sobie radę z córkami (starsza 5 lat, młodsza - 14
      miesięcy). Mąż od rana do nocy pracuje, niektóre soboty też. Ja też
      pracuję, ale zdecdydowanie krócej niż on, więc na mojej głowie są
      zakupy, lekarze, dom, rozmaite sprawy do załatwienia. Nie ukrywam,
      byłoby mi łatwiej załatwić pewne sprawy bez dziewczynek, ale nie mam
      wyjścia, więc pakuję córy do samochodu i wio!
    • zuzanka89 Re: Mamy bez pomocy 10.08.08, 20:14
      Mi nie pomaga nikt oprucz meza, za to on duzo. Ja wszedzie zabieram
      corke ze soba, nawet do ginekologa. Dla ulatwienia staram sie to
      zrobic w okolicach poludniowej drzemki corki lub wczesnie rano
      ewentualnie wczesniej ja wymeczycwink zabieram zabawki, ksiazeczki
      (nawet takie z duzymi puzlami) i jakas atrakcyjna przegryzke (choc
      normalnie nie pozwalam podjadac miedzy posilkami). Raz podpatrzylam
      bardzo fajny pomysl w sklepie - spiewanie piosenek (oczywiscie
      cichutko) i sprawdza sie super choc moja corka narazie bardziej nuci
      niz spiewa. Planuje wszystko z duzym wyprzedzeniem i jakos sie
      krecismile
    • donkaczka Re: Mamy bez pomocy 10.08.08, 20:24
      Ciagam je ze soba. Urzedowych spraw nie ma az tyle i tak czesto, wiec to nie
      problem na codzien chyba?
      Jakos przyzwyczailam sie i ja i dziewczyny, ze wszedzie razem, problem mam tylko
      na ktg u gina i teraz bede je podrzucac do znajomej, zeby spokojnie te pol
      godziny odlezec.
      Sklepy, urzedy - zajmuje sie nimi, bawimy sie, pozwalam im obslugiwac automaty,
      guziki, co sie da i czego nei zepsuja, wiec kazde wyjscie to przygoda, no i
      jakos leci. W urzedach nie przejmuje sie ludzmi, zreszta najczesciej zyczliwie
      patrza na nasze wyglupy.
      Staram sie, zeby wyjscia nie kolidowaly z pora spania, bo jedzenie mozna jakos w
      biegu zorganizowac jesli jest mus, ale da sie.

      Mam dwie corki - 2 lata, 11 miesiecy i ciazowy brzuszek. Wiec wesolosc jeszcze
      mnie czeka smile.
      • bast3 Re: Mamy bez pomocy 10.08.08, 21:48
        No, nieźle nieźle.
        Macie racje, do urzędów nie lata się zbyt często (całe szczęście).
        Tak więc i ja musze się przemóc z c tym chodzeniem do lekarzy z
        małym. Jest grzeczny, więc chyba jakoś to bedzie, najwyżej przed
        wizytą zrobimy sobie kilka km przechadzki tongue_out
        Świetnym wymysłem są zakupy internetowe. Cudo. nawet chlebek do domu
        mi przyniosą tongue_out
        • draugdur Re: Mamy bez pomocy 11.08.08, 19:49
          Jak sobie radze?Normalniesmile Jestem sama,wiec jak gdzies ide to mlody ze mna. Czy
          po zakupy,czy do lekarza,czy do urzedu.Wszedzie.A nie jest to typ dziecka ktore
          usiedzi dlugo w jednym miejscu niestety..Mieszkam co prawda z moja mama,ale jej
          pomoc ogranicza sie do przypilnowania mlodego jak ide pod prysznic czy cos w tym
          stylu,nic wiecej,wiec gdziekolwiek sie ruszam mlode ze mna. Od wrzesnia idzie do
          zlobka to troche od siebie odpoczniemy w koncuwink
    • chicoria Re: Mamy bez pomocy 11.08.08, 20:44
      To ja tez sie przylacze pod haslem - no jasne! Coreczka rok i 3 m-
      ce, maz cale dnie w pracy. Jedni dziadkowie 200 km dalej,
      drudzy...za oceanem. Czasem tez przydalaby sie jakas opieka do
      malej, ale jakos sobie dajemy rade z mezem na razie sami.
    • zebra12 Uważam, że samodzielnie się nie da! 12.08.08, 15:19
      Mam 3 dzieci. Gdybym nie pracowała, to mogłabym samodzielnie sobie poradzić.
      Oczywiście zakładam jakieś źródło dochodu, np mąż. Ale jeśli oboje rodzice
      pracują, a na dodatek mąż bywa rzadkim gościem w domu lub nie bardzo się
      angażuje w opiekę nad dziećmi, to JEST TO NIEMOŻLIWE!
      Przedszkole przedszkolem, ale co zrobić, gdy dziecko jest chore? Ja np nie mogę
      co chwila brać wolnego! Maxymalnie 2 razy w roku i to jeszcze biorąc pod uwagę
      swoje choroby. I co wtedy z dzieckiem? Muszę prosić kogos o pomoc. I druga
      rzecz: gdy jedno dziecko musi iść np do lekarza i inne powiedzmy do poradni. Co
      wtedy????????? Mam się rozdwoić, roztroić? Albo gdy jedno jest chore, a z drugim
      muszę gdzieś jechać. Co wtedy?
      Nie uwierzę, że ktoś radzi sobie SAM! To jest NIEREALNE!!!
      • balbina.x Re: Uważam, że samodzielnie się nie da! 12.08.08, 15:44
        No czasem jednak da radę.
        Ja pracuję od 8.00 do 12.00 (od 1.09 będę zaczynać o 7.00), o 12.25 jestem w
        domu, o 12.30 M wychodzi do pracy i wraca między 22.30 a 24.00. Tak więc w
        tygodniu widuję M. tylko 5 minut dziennie, ale za to samodzielnie opiekujemy się
        dwuletnim synkiem, no i mamy weekendy razem smile
        Jedyny minus tego układu jest taki, że niewiele śpimy, ale nadrobimy jak synek
        podrośnie smile
        • balbina.x Re: Uważam, że samodzielnie się nie da! 12.08.08, 15:48
          A co do radzenia sobie, to staram się większość spraw załatwiać w porze drzemki
          latorośli. Do lekarza, dentysty, czy fryzjera zawsze biorę synka ze sobą. Zakupy
          robię przez internet. A sprawy "urzędowe" staram się załatwiać przez telefon lub
          internet - z reguły się udaje smile))
    • martusia_25 Re: Mamy bez pomocy 12.08.08, 15:58
      Kiedy jestem w pracy, mały jest w klubie malucha. Rachunki płacę
      przez internet, tą drogą robię też w dużym stopniu
      zakupy "ciuchowe". Sprawy urzędowe załatwiam w czasie przerwy na
      lunch lub zwalniam się wcześniej z pracy. Sprzątam i gotuje jak
      synek już śpi, zakupy "jedzeniowe" robię w drodze z pracy w sklepie
      pod blokiem, razem z dzieckiem lub jak mały już śpi. Są też
      internetowe sklepy spożywcze (w Warszawie np. Leclerc i kilka
      sklepów eko) Oczywiście cześć z tych rzeczy robi też mąż ale nie
      zawsze, dlatego piszę, jak ja sobie radzę, kiedy zostaję całkiem
      sama. Do lekarza chodzę prywatnie, więc mogę się zapisać np. na
      20:00 albo w weekend. W sumie największy problem mam z wychodzeniem
      z psami - albo czekam aż malutki zaśnie, albo okazjonalnie podrzucam
      go sąsiadce, a w podbramkowych sytuacjach pakuję go w wózek i
      zabieram ze sobą, choć to niezbyt wygodne. Nie wiem skąd jesteś ale
      w większych miastach są kluby malucha przyjmujące dzieci na godziny -
      to dobre rozwiązanie, jeśli chcesz coś załatwić a nie masz z kim
      zostawić dziecka.
      • grzalka Re: Mamy bez pomocy 12.08.08, 16:23
        Zebra, to, że Ty sobie nie dajesz rady nie oznacza, że wszyscy są
        tacy niezaradni
    • titta Re: Mamy bez pomocy 12.08.08, 20:49
      A moze masz kolezanke z dzieckiem i podobnym problemem? Wtedy sie
      umowcie, ze np. raz w tygodniu jedna zajmuje sie obydwoma przez
      kilka godzin. (Tylko bez rozliczania sie ktora wiecej i ktora
      ciekawszy program wymyslila wink
      a moze bezdzietna, taka co tylko marzy zeby na chwile "dorwac"
      jakies ziecko?
      Ja jestem taka bezdzietna, niankujaca czasem sporej gromadce
      roznokolorowych dzieci w ramach odstresowania sie po pracy smile Czesto
      wystarczy zapytac.
    • ruda73 Re: Mamy bez pomocy 13.08.08, 00:51
      Witam, mam 4 latkę, 2 latkę i trzecie w drodze. Nikogo do pomocy, oprócz męża,
      który pracuje. Wszystko ogarniam, a dziś tak wyszło, że musiałam pojechać z
      dziewczynami do ginekologa (mąż nie mógł wyjść nawet na godzinę) - rysowały w
      poczekalni pod okiem pani z recepcji.
      Wszystko można, tylko trzeba wprawy i chęci.
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka